Cały post przed dodaniem skasowałam, więc napiszę jeszcze raz w skrócie.
Znamy się od dziecka i zawsze traktowałam go jako kolegę. Pod koniec gimnazjum nasz kontakt się urwał, ponieważ jego kolega chcąc zrobić mu na złość wygadał się, że A. czuje coś więcej do mnie. Podeszłam do tego obojętnie, bo dla nie był to tylko kolega. On mijając mnie zapadał się po ziemię i udawał, że mnie nie widzi. Było mi wszystko jedno, ponieważ ze względu na problemy osobiste, w tym chorobą nowotworową bliskiej mi osobie nie przejmowałam się pierdołami. Minął ogólniak, a my wciąż zachowywaliśmy się jakbyśmy się nie znali. Przechodziliśmy obojętnie obok siebie. Wyjechałam na studia do innego miasta i przez 6 lat sporadycznie przyjeżdżałam do domu. Podczas jednego z takich pobytów nastało przełamanie lodów z jego strony i padło "cześć" - tyle i tylko tyle. Studia minęły, wróciłam do domu i spiesząc się kiedyś do pracy na niego wpadłam. Przeprosiłam i poszłam. Tylko, że coś się mi poprzewracało i zaczęłam na niego spoglądać nie jak na kolegę dziecięcych lat tylko mężczyznę, z którym można zbudować coś fajnego. Mój problem jest taki, że nigdy nie musiałam jakoś specjalnie się wysilać i jak ktoś się pojawiał to albo szansę dostawał albo nie. Wciąż jesteśmy na etapie cześć i nic więcej. Przyznam, że nie mam odwagi zrobić pierwszego kroku, ale mam też świadomość, że on gdzieś z tyłu głowy ma sytuację sprzed lat i zapewne też go nie zrobi. Możecie się śmiać, że stara baba i taki problem, ale pierwszy raz czuję taki brak śmiałości i paraliż, gdy się mijamy. Zastanawiałam się nawet czy nie zacząć od wysłania zaproszenia na FB, ale nie chcę się bawić w podchody przez internet, tylko co zrobić?