Zastanawiam się, czy ktoś jeszcze miał tu podobny problem, czy to prawda czy tylko moje wymysły. Nie musicie tego czytać, ale dla przykładu postaram się streścić moją historię?
Niedawno skończyłam 21 lat. Jestem na 1 roku studiów na kierunku prawo.
Średnio od połowy gimnazjum, czyli od 14. roku życia odczuwałam samotność. Najpierw z powodu braku przyjaciół. Jako nastolatka w gimnazjum mało się spotykałam ze znajomymi po szkole. Zaledwie kilka razy do roku. O ile może to by nie było straszne dla normalnej osoby, to ja zawsze uwielbiałam towarzystwo, samotność i to taka monotonna działała na mnie destrukcyjnie. W liceum było jeszcze gorzej, bo oprócz braku przyjaciół doszedł jeszcze brak chłopaka. Mieszkałam w małej miejscowości, więc do gimnazjum i liceum chodziły te same osoby, nie poznałam zbyt wielu nowych osób. Nie wiem czemu, ale ludzie mnie nie lubili. Niestety prawdopodobnie przez zazdrość. Ja byłam zawsze osobą, która trenowała siatkówkę, chodziła na zajęcia dodatkowe z języków, grałam na gitarze, a u mnie w szkole chodziło tylko o to, żeby nie odstawać od reszty. Jak ktoś odstawał to kończył właśnie jak ja. Na koniec liceum było najgorzej. Nie miałam ani przyjaciół, nawet znajomych. Nie byłam na ani jednej 18-stce, chociaż bardzo miałam ochotę iść gdzieś potańczyć, wyszaleć się. 2 razy miałam z tym związaną bardzo nieprzyjemną sytuację. Dziewczyna z klasy zaprosiła moją koleżankę z ławki na 18-stkę a mnie nie i przy mnie gadały o tym, w co się ubiorą. Było to bardzo niezręczne. Drugi raz podobnie, choć lepiej- siedziałam koło koleżanki na przerwie, wyszłam na chwilę do toalety a jak wróciłam, ktoś wykorzystał okazję, że mnie nie ma i dał jej kopertę z zaproszeniem. Też smutne, że ktoś specjalnie czekał, aż pójdę, by dać zaproszenie.
Odbiło się to bardzo na mojej psychice. Miałam ogromne kompleksy odnośnie swojego wyglądu czy charakteru, nic mi się we mnie nie podobało. Myślałam, że coś jest ze mną nie tak, bo gdyby było wszystko ok to miałabym chłopaka i znajomych.
Dodatkowo nie miałam chłopaka. Ten, który mi się podobał miał inną, a później nikt mi się nie podobał. Dziewczyny umawiały się na randki, na wakacje, a ja się musiałam pocieszać w tym czasie książką lub serialem
Przez kilka lat takiej monotonii i samotności dopadła mnie depresja i to w takim stopniu, że gdyby nie to, że się boję to już by mnie tu nie było.
Potem miałam rok przerwy, bo nie dostałam się na studia i już w ogóle był dramat, bo wcześniej to chociaż w szkole ludzi widywałam a tak to siedziałam cały czas w domu. Wtedy było najlepiej widać, kogo interesuję. Z liceum trzymałam kontakt tylko z jedną znajomą. Druga znajoma, którą poznałam na wakacjach rok wcześniej poszła na studia i mnie zaczęła olewać, pomimo że całą maturalną pisałyśmy ze sobą (mieszkałyśmy daleko od siebie) i nie ukrywam, że to ona mnie jeszcze trzymała na duchu, uwielbiałam z nią gadać, dlatego było mi smutno, jak zaczęła odpisywać raz na 2-3 tygodnie.
Tak jak pisałam- odbiło się to na mojej psychice, nie potrafiłam się cieszyć z drobnych rzeczy (z tych większych też nie), miałam stany lękowe i to takie, że nie spałam po nocach na myśl o powrocie do szkoły, zrobiłam się agresywna. Generalnie masakra
Wszystko się zmieniło jak poszłam na studia. Na początku jeszcze było średnio, bo nikogo nie znałam, ale teraz, po pół roku jestem jedną z bardziej lubianych osób, nie ma przynajmniej czegoś takiego jak w liceum, ludzie są mili pomocni. Nie mam chłopaka ani bliskiej przyjaciółki, ale mam wielu znajomych, na których mogę liczyć i dzięki takiej małej rzeczy czuję się na prawdę dobrze. Chodzę uśmiechnięta, myślę pozytywnie. Zwierzałam się z tego co wyżej napisałam mojej znajomej z roku, której bardziej ufam i nie chciała mi uwierzyć, bo ja z przeszłości a ja teraz to 2 różne osoby.
No ale coś jednak wtedy było nie tak. Wtedy przeklinałam, że nie mam chłopaka a teraz w sumie czasem jest mi smutno, ale to nie jest to, co było kiedyś, bo potrafię się cieszyć znajomymi, których teraz mam
A co wy sądzicie na ten temat?