Jak powiedzieć komuś, kogo się wciąż kocha, ale jest się z nim nieszczęśliwym... że to koniec? Jak zaaranżować to ostatnie spotkanie? Co zrobić, by nie dać się ponieść zbędnym emocjom, nie dać po sobie poznać, że się waha? Chciałabym to skończyć godnie, bez kłótni, kto zawinił, przede wszystkim zdecydowanie. No i w jakim miejscu?
Podobne tematy
Piszesz ze kochasz, ale jestes nieszczesliwa? Dlaczego wiec nie jeste s szczesliwa? Czy partner nie spełnił Twoich oczekiwań? Napisz cos wiecej bo tak trudno cos doradzic.
W tym wypadku wystarczy szczera rozmowa piszesz ,że kochasz go ale nie jesteś szczęśliwa gdy zerwiesz będzie jeszcze gorzej, będziesz żałować że odeszłaś ze się poddałaś zamiast walczyć o szczęście
Powiedz mu co cie boli każ mu sie zmienić daj mu czas i jeżeli to nie pomoże odejdź od niego.
Kurde dziewczyny gdyby moja EX czytała to i posłuchała waszych rad hehe. Moja była na tyle nie szczera, że to co ją bolało i nie pasowało we mnie mówiła koleżanką ale nie mnie, nie doczekałem się szczerej rozmowy i próby naprawienia tego, zasłużyłem tylko na "lepiej będzie jak się rozstaniemy"
Jak komuś zależy to trzeba próbować to naprawić, jeśli nie zależy Ci to odpowiedź masz prostą
kiedy ja już jestem po wielu rozmowach i jedyna odpowiedź jakiej się doczekałam to że lepiej nie będzie, i albo to zaakceptuję albo mogę się z nim rozstać, ludzie się nie zmieniają, związek nie jest dla niego priorytetem... i jeśli dla mnie jest, to spieprzę sobie życie.
To odpowiedź masz prostą. Spotkajcie się i powiedz mu, że skoro on uważa, ze nic się nie zmieni między Wami a Ty nie potrafisz robić nic na siłę to się rozstajecie. Na spokojnie, kulturalnie i z podaniem przyczyny.
faye, każde rozstanie będzie bolesne. I nie ma metody, która sprawi, że gdy rozstają się ludzie, z których co najmniej jedna wciąż kocha to nie będzie cierpienia.
Moim zdaniem najczęściej o tym, jak przeżywa się rozstanie nie decyduje finalna rozmowa, ale to, co partnerzy mieli w związku, jak się dogadywali i jak przebiegały ostatnie tygodnie. Najboleśniejsze zdają się być takie nagłe headshoty, sytuacje, w których jeden z partnerów odchodzi, chociaż wcześniej świetnie ukrywał, że coś jest nie tak; nie rozmawiało się o problemach, aż tu nagle "wyskakuje" się z rozstaniem. Wtedy do "standardowego" bólu dochodzi szok i przeświadczenie, że się zostało kompletnie oszukanym przez partnera.
Co się zaś tyczy samej rozmowy "kończącej", warto mówić stanowczo, krótko, ale z pełną wyrozumiałością dla uczuć partnera. Nie obwiniać, budować zdania opierające się na "Ja" ("Ja czułam się źle" zamiast "Ty/nasz związek mnie unieszczęśliwia", "Ty nie robisz tego/tamtego"). Nie składaj obietnic bez pokrycia o przyjaźni - bardzo boli, gdy nie można ich dotrzymać.
A przede wszystkim - odchodząc, należy być pewnym swojej decyzji. Najwięcej bólu zadają Ci partnerzy, którzy odchodzą dając nadzieję na powrót, a ta nadzieja to tylko ich strach przed samotnością. Nie zabierają nam szansy na come back, bo nie są pewni, czy będą szczęśliwi na własną rękę, ale kiedy ich ból i strach opadają, znika też szansa na porozumienie i powrót.
Wahanie to może być zwykły lęk przed zakończeniem czegoś, co było ważne i dawało takie nadzieje na szczęście, ale może być również sygnał, że widzisz możliwość porozumienia. Zastanów się nad tą decyzją jeszcze raz, bo powiem Ci tak zupełnie szczerze i z własnego doświadczenia, że jedyną rzeczą, jakiej się nie da zmienić jest brak miłości - pozostałe aspekty związku to tylko (i aż) kwestia ustaleń obojga partnerów...
http://www.netkobiety.pl/t10074.html
tutaj zamieściłam już wątek z podaniem przyczyn mojej niepewności. Zaczęło się od tego, że coraz rzadziej się ze mną widywał. Na początku mówił, że to przez matkę, potem, że przez pogodę, potem, że jest zajęty przygotowywaniem się na studia, a gdy się wygadał że całymi dniami nie robi nic, powiedział mi wprost, że lubi być sam, i nie będziemy się częściej widywać, albo to zrozumiem, albo znajdę sobie kogoś innego. Zaczęłam mu zarzucać, że mnie ignoruje, że dla mnie związek nie polega tylko na rozmawianiu przez gg. Stwierdził że nie jestem jego priorytetem i robię z niego potwora. On uważa że jest dobrym chłopakiem i poświęca mi wystarczająco dużo uwagi. A namiętną miłość znajdę tylko w bajkach. I zupełnie nie rozumie dlaczego sądzę że ma mnie gdzieś. Gdy poruszam ten temat mówi, że jestem męcząca. Ciągle mówi że mam się skupić na byciu artystką, na malowaniu, że wszystko wokół jest beznadziejne i cieszy się że w końcu zdałam sobie z tego sprawę, ale trzeba mieć pozytywne nastawienie do rozwoju artystycznego. On teraz mówi tylko o tym bo postanowił zostać reżyserem. Nie nakręcił jeszcze nawet filmiku na weselu ale mówi o artystycznym rozwoju. Strasznie mnie to irytuje. Ja maluję od kilku lat i nie nazwałam się nigdy artystką. Dla mnie to słowo ma zbyt dużą wartość. Poza tym nie potrafię się skupić na niczym, gdy jakiś problem mnie przytłacza. On zachowuje się jakby tych problemów nie było.
Trochę oschły jest
jak można mówić "że namiętną miłość można tylko znaleźć w bajkach", przecież jest i każdy ma szanse ją przeżyć, mi się udało. Myślę, że jeżeli rozmowy nic nie dały, nie ma nawet minimalnej szansy by się zmienił, czujesz się nieszczęśliwa i samotna...to może czas już skończyć związek. Jak powiedzieć...prosto w oczy , stanowczo, spokojnie, podać powód odejścia. Powodzenia.
Myślę, że to co napisałaś możesz powtórzyć jemu. Prosto z mostu. Bez owijania. Że Ty tak nie potrafisz, zresztą, ja Cię rozumiem i zrobiłabym to samo.
Faye - czuję się, jakbym czytała swoją biografię, dokładniej biografię mojego związku z byłym. Gdyby nie różnica wieku, pomyślałabym, że to jedna i ta sama osoba.
Powiedz mu prostu z mostu, że to koniec. Nie chcę byc złym prorokiem, ale mój mówił dokładnie to samo i ja do teraz myślę, że przestało mu zależeć. Jeśli się kogoś kocha to chce się dla tej osoby jak najlepiej. A twój chłopak niczym mój były, ciągłe chamskie docinki, żarciki. Jeden, dwa ok, ale nie 50 dziennie. Można ześwirować. Przyjeżdzać do mnie też mu się nie chciało mimo, że mieszkaliśmy tylko 10 minut autobusem od siebie. Po prostu żenada - nie chciało mu się czekać na przystanku na autobus....Mógł iść piechotą nieee....20 minut drogi!! Przecież to straszne. Dla niego również związek nie jest priorytetem i nic nie da to, że twój facet poprosi Cię o jeszcze jedną szansę. Sama mówisz, że miał tych szans pełno. Dobrze, że Ty podjęłaś decyzję o rozstaniu i skończeniu tej męki. Musisz być silną psychicznie kobietą, a już sam fakt tego, że nie dajesz sobie w kaszę dmuchać jest godny podziwu. Brawo :*