Pierwszy raz jestem na forum, nie wiem co zrobić z moimi obawami. Mam 21 lat, mój facet 24. Jesteśmy razem 1,5 roku ale znamy się dłużej. Mamy około 2 godziny drogi do siebie. Gdy któreś z nas przyjeżdżało to spędzaliśmy razem kilka dni, ja uczę się w weekendy, jestem na etapie szukania pracy więc mam czas, on nie pracuje w tej chwili. Mieszka z matką. Od jakiegoś czasu mówi, że nie mogę przyjechać do niego, bo matka się nie zgadza na moją wizytę. Kiedy proponuję żeby przyjechał do mnie okazuje się że albo nie ma kasy na bilet, albo pogoda jest brzydka i nie chce mu się wychodzić, albo wymyśla inne wymówki. Potem ja się wkurzam a on zaczyna obiecywać że przyjedzie i żebym nie przesadzała. Ale gdy nadchodzi dzień przyjazdu jego nie ma, bo się rozchorował itd. Jestem w każdy weekend w jego okolicach i mogłabym spać u niego albo koleżanki. Mówi że zapyta matki, czy mogłabym u niego przenocować ale czy byłby to problem gdybym spała u koleżanki? Ja to odbieram tak, że on sie matki nawet nie pyta o zgodę, tylko mi sugeruje żebym spała u koleżanki.
Nie wiem czy wierzyć w te wymówki. Myślę że pociska mi kity zeby mnie nie denerwować. Zawsze był cyniczny, czasem przeginał wręcz, to co dla niego było zabawne dla mnie było obraźliwe. Mówił prosto z mostu rzeczy których ja bym nikomu nigdy nie powiedziała, a potem dorabiał do tego jakąś ideologię że przecież jest szczery i powinnam to docenić.
Rozstawaliśmy się na krótko kilka razy, aż zrobił się supermilusi, przyznam że mi to pasowało, skończyły się docinki i głupie tłumaczenie zachowania, ale mimo to pomyślałam że to sztuczne zachowanie, wymuszone, nie pasowało do niego. Nie byłam wciąż pewna czy mnie traktuje poważnie, czy się powstrzymuje od niektórych tekstów dla świętego spokoju. A skoro się powstrzymuje to może mu jednak na mnie zależy? Po czasie zaczął mi wypominać że nie może przy mnie być sobą i że kobiety lubią słodkie kłamstwa i trzeba ciągle uważać przy nich na słowa.
Od jakiegoś czasu kłócimy się, to znów się godzimy. O pierdoły. Powtarza, że mówi różne rzeczy ale mnie kocha i mam nie zwracać uwagi na to co mówi. Ale ostatnio nie dość że czepia się mnie o jakieś bzdury, nie widzę żeby wykazywał inicjatywę by się ze mną spotkać. Zaproponowałam wypad na walentynki i zjechał ten pomysł choć nie do końca wiedział o co chodzi. To mnie bardzo zniechęca. Później niby go przekonałam do tego wyjazdu ale w sumie to już straciłam ochotę. Powiedziałam mu już, że podejrzewam że ma kogoś innego i żeby przemyślał czy nasz związek ma sens. W nocy zadzwonił do mnie i powiedział że mnie kocha i mnie przeprasza, ale nie wiem czy był w tym szczery. Może chce mieć taką uległą, dobrą dziewczynę której może pociskać kity, a na boku w swoim mieście mieć kogoś innego? Dodam że ja na początku tego związku byłam bardzo zauroczona, wszystko brałam do siebie i na siebie... że to moja wina, że jestem nudna, że jestem dla niego nieatrakcyjna, że się nie staram... za to teraz czuję się tym zmęczona i widzę że to on nie zastanawia się co mógłby zrobić dla tego związku. A może nie ma nikogo, tylko trzyma mnie przy sobie i nie traktuje mnie poważnie, myśląc, że "jak kocha to poczeka"? I że zrobię dla niego wszystko nawet jak będzie mnie zlewać? Nie wiem co robić. Kocham go, boję się rozstania, ale nie mam ochoty ostatnio z nim nawet porozmawiać na gg.