Temat luźny na luźne przemyślenia.
Zastanawiam się, jakie macie opinie na temat stawiania różnego rodzaju nakazów i zakazów swoim partnerom.
Natchnęła mnie do tego sytuacja kolegi mojego partnera, który z nakazu dziewczyny chodzi do kościoła, rzucił palenie, ograniczył imprezy i generalnie, jak to mój określił "jest krótko trzymany" w związku.
Czy takie zakazy się sprawdzają? Czy warto naginać drugą osobę pod nas? Zmieniać? Czy nie lepiej szukać kogoś, kto do nas po prostu pasuje?
Ja przyznam, że nie mam potrzeby mojemu partnerowi nic nakazywać ani nic zakazywać. Związałam się z osobą bardzo podobną do siebie, nie kłócimy się, dyskutujemy na najróżniejsze tematy, ale zawsze mamy w sobie na tyle dobrej woli, że przy różnicy zdań kompromisy przychodzą same z ogromną łatwością. Jestem świadoma tego, że pewnie nie będzie tak zawsze, ale cieszę się z tego, jak jest.
Dlatego zupełnie nie rozumiem po co być z kimś, kogo trzeba zmieniać pod siebie, bo to, jaki jest, jakoś nie pasuje. To mi się kojarzy z tymi wszystkimi wątkami, w których jedna strona ogromnie się w związku męczy, ale już tyle poświęciła, że żal jest to kończyć.
Otwieram dyskusję ![]()