Mam 25 lat i od 3 lat jestem w zwiazku z facetem o 10 lat starszym po rozwodzie z 10 letnia córką. Ja od razu czułam ze chce być z nim że to wielka miłośc i wogole on sie bał że nie podoła i że za wiele nas dzieli ale szybko go przekonałam i już po 8 miesiącach zamieszkaliśmy razem.I zaczeły sie kłopoty w jego firmie więc zaczał podejmowac błedne decyzje kłociliśmy sie bo ja miałam inne zdanie potem zaczał brać kredyty i ja tez wzielam zeby go ratowac i teraz rat on ma ok 3 tys a ja ponad tysiac i jak tu żyć. On sie załamał firme trzeba zamykać i wszystkim zajmuję sie ja a on jest załamany i ciągle sie tym tłumaczy jak mu mowie że musi teraz walczyc oarniac kase i musimy wyjśc z długów ale on am podejscie że to przestanie płacić itp a na dzieci będzie czy na rodzine ale jak tak sie nie da bo go w końcu zamknąm no sama nie wiem ja tak nie potrafie. Z jednej strony myślę, że moja wielka miłość nie mogła sie zkończyc a d rugiej strony byłam w stanie zrobic dla niego wszystko zrezygnowac z marzeń o slubie kościelnym bialej sukni, zakceptowac jego córke i miec z nią dobra relacje pomagać w firmie zapominajac o sobie ale teraz się boję o swoja przyszłośc że moje życie bedzie przy nim koszmarem jedna wielka walką i nawet macierzynstwo którego tak pragne będzie dla mnie kara a nie spełnieniem bo bede sama i z ogromnymi problemami. Do tego ostatnio pojawił sie kolega którego znam od prawie 4 lat w pracy ale teraz dwa razy spotkaliśmy sie u znajomych i tak ciągle siedzi mi w głowie chodz on mnie olewa teraz ale na tych spotkaniach u znajomych był zainteresowany itp ale mu powiedziałam że musze uporządkowac swoje życie bo mam faceta chodz między nami sie nie układa i moze dlatego odpóścił i mnie zlewa albo dla niego to była tylko zabawa. Ale pytanie czemu ja wogole o nim pomyślałam. Przecież w życiu tak nie miałam liczył sie tylko ten jeden jedyny a teraz nie wiem czy to przez kryzys w zwiazku? Ale jak zażegnac nasz kryzys przy takich zobowiazaniach i to jeszcze nie koniec bo firma jeszcze nie zamknieta i te zobowiązania mogą dojśc. I sie zastanawiam że osobno sobie jakoś poradzimy bo każdy bedzie pracował na swoje nie bedzie dzieci dodatkowych wydatkow ale razem nie mamy szans no nie wiem co myśleć robić. Tym bardziej że ja sie wszystkim zajmuje on nie ma zielonego pojęcia o tych papierkowych sprawach i boję sie że załamie sie oleje wszystko i będą tylko większe problemy bo mi nie da juz nic ogarniać a sam tez nie bedzie bo uderzy w alkohol używki miał pare lat temu z tym tez problem ale jak sie zaczeliśmy spotykac to skończył z tym. Ale on juz ma tak ze jak nie ma motywacji itp to duzo mówi malo robi nie potrafi konsekwentnie dopilnowac powierzonych zadań lubi jak coś latwo przychodzi a jak trudno to idzie na skróty i robia sie często problemy. Mam wrażenie że on mnie ogranicza. Dla niego zrezygnowałam ze znajomości nigdzie nie wychodzimy, nie ma czasu dla mnie, ponieważ jest wiecznie zdołowany i nie ma Ciężki temat i sama nie wiem co robic boję sie odejśc ale i zostać. Moja rodzina uwaza że to toksyczny związek ze nie mamy szanś że ten facet mnie wykończy i zmarnuje mi zycie... Ale też nie wyobrażam sobie jego krzywdy nieszcześcia i tego że jeszcze bardziej się załamie przeze mnie i wogóle że bedzie miał cos zle nie tak:((((
Podobne tematy
Bo to jest toksyczny związek, w którym to niestety Ty jesteś to głupią i naiwną, co to rozwiązuje czyjeś problemy i jeszcze wzięłaś za niego kredyt i będziesz spłacać jego długi. Masz dopiero 25 lat, a już sobie takich problemów narobiłaś. Naprawdę chcesz zmarnować życie na zajmowaniu się jakimś nieogarniętym, zadłużonym i jeszcze z tendencjami do używek starym chłopem, który nawet Ci za to nigdy nie podziękuje? No cóż, Twój wybór.
No widzisz Entropia sama ostatnio też tak zaczęłam myśleć że czas się uwolnić że sama jakoś dam radę spłacać to on sam też prędzej niż razem bo jak to robić z dziecmi gdy dojdą dodatkowe problem y wydatki a on mi mówi że wróci na tiry jak za młodu i zarobi 8-9tys i damy radę i ma rację może na styk damy radę ale ja będę znów sama ze wszystkim bo on na 3tyg będzie w trasie tydzień w domu to będzie odpoczywa spał coś załatwić napić się pewnie itp.... On mi mówi damy radę ale czy oby napewno i czy oby takiego życia ja chcę sama nie wiem ale zostawić go też się boję bo mnie znienawidzi złamie się nie da nic robić w firmie itp a sam to zaniedba i narobić klopotow:-((( a jego rodzina też pewnie pomyśli że młoda sika go zasłużyła i zostawiła a nikt nie wie jak było naprawdę i że to na odwrót jest i co robić???
Bardzo ciężko czyta się Twoje wypowiedzi bez interpunkcji. Ciężko dojść o co w tym wszystkim chodzi. Jedno jest pewne - wpakowałaś się w niezłe kłopoty. Miłość zaślepia, niestety.
Jeżeli on nie przykłada się do próby wyjścia z problemów to jedynie ciągnie Cię na dno. Myślę, że jemu jest wygodnie w tym związku - wszystko robisz za niego, rozwiązujesz jego problemy, a i zapewne czułości mu nie żałujesz. Wygodnie mu i dopóki nie dostanie kopniaka w tyłek - nie zrobi nic.
Postawiłabym mu ultimatum - albo coś robisz, by wyjść z kłopotów albo niestety się pożegnamy.
Szczerze mówiąc na dobre by Ci wyszło, gdybyś zakończyła ten związek i dała sobie szansę na związek z kimś, kto ma czystą kartę i nie ma tak wielkich problemów. Jesteś młodą dziewczyną, powinnaś cieszyć się życiem, a nie użerać się z problemami innych osób.
Mam 25 lat i od 3 lat jestem w zwiazku z facetem o 10 lat starszym po rozwodzie z 10 letnia córką. Ja od razu czułam ze chce być z nim że to wielka miłośc i wogole on sie bał że nie podoła i że za wiele nas dzieli ale szybko go przekonałam i już po 8 miesiącach zamieszkaliśmy razem.I zaczeły sie kłopoty w jego firmie więc zaczał podejmowac błedne decyzje kłociliśmy sie bo ja miałam inne zdanie potem zaczał brać kredyty i ja tez wzielam zeby go ratowac i teraz rat on ma ok 3 tys a ja ponad tysiac i jak tu żyć. On sie załamał firme trzeba zamykać i wszystkim zajmuję sie ja a on jest załamany i ciągle sie tym tłumaczy jak mu mowie że musi teraz walczyc oarniac kase i musimy wyjśc z długów ale on am podejscie że to przestanie płacić itp a na dzieci będzie czy na rodzine ale jak tak sie nie da bo go w końcu zamknąm no sama nie wiem ja tak nie potrafie. Z jednej strony myślę, że moja wielka miłość nie mogła sie zkończyc a d rugiej strony byłam w stanie zrobic dla niego wszystko zrezygnowac z marzeń o slubie kościelnym bialej sukni, zakceptowac jego córke i miec z nią dobra relacje pomagać w firmie zapominajac o sobie ale teraz się boję o swoja przyszłośc że moje życie bedzie przy nim koszmarem jedna wielka walką i nawet macierzynstwo którego tak pragne będzie dla mnie kara a nie spełnieniem bo bede sama i z ogromnymi problemami. Do tego ostatnio pojawił sie kolega którego znam od prawie 4 lat w pracy ale teraz dwa razy spotkaliśmy sie u znajomych i tak ciągle siedzi mi w głowie chodz on mnie olewa teraz ale na tych spotkaniach u znajomych był zainteresowany itp ale mu powiedziałam że musze uporządkowac swoje życie bo mam faceta chodz między nami sie nie układa i moze dlatego odpóścił i mnie zlewa albo dla niego to była tylko zabawa. Ale pytanie czemu ja wogole o nim pomyślałam. Przecież w życiu tak nie miałam liczył sie tylko ten jeden jedyny a teraz nie wiem czy to przez kryzys w zwiazku? Ale jak zażegnac nasz kryzys przy takich zobowiazaniach i to jeszcze nie koniec bo firma jeszcze nie zamknieta i te zobowiązania mogą dojśc. I sie zastanawiam że osobno sobie jakoś poradzimy bo każdy bedzie pracował na swoje nie bedzie dzieci dodatkowych wydatkow ale razem nie mamy szans no nie wiem co myśleć robić. Tym bardziej że ja sie wszystkim zajmuje on nie ma zielonego pojęcia o tych papierkowych sprawach i boję sie że załamie sie oleje wszystko i będą tylko większe problemy bo mi nie da juz nic ogarniać a sam tez nie bedzie bo uderzy w alkohol używki miał pare lat temu z tym tez problem ale jak sie zaczeliśmy spotykac to skończył z tym. Ale on juz ma tak ze jak nie ma motywacji itp to duzo mówi malo robi nie potrafi konsekwentnie dopilnowac powierzonych zadań lubi jak coś latwo przychodzi a jak trudno to idzie na skróty i robia sie często problemy. Mam wrażenie że on mnie ogranicza. Dla niego zrezygnowałam ze znajomości nigdzie nie wychodzimy, nie ma czasu dla mnie, ponieważ jest wiecznie zdołowany i nie ma Ciężki temat i sama nie wiem co robic boję sie odejśc ale i zostać. Moja rodzina uwaza że to toksyczny związek ze nie mamy szanś że ten facet mnie wykończy i zmarnuje mi zycie... Ale też nie wyobrażam sobie jego krzywdy nieszcześcia i tego że jeszcze bardziej się załamie przeze mnie i wogóle że bedzie miał cos zle nie tak:((((
Witaj - też jestem tego samego zdania,co i Twoja rodzina,a on powinien teraz nie myśleć wyłącznie o sobie,przecież ma córkę i to ona powinna być dla niego najważniejsza i to dla niej powinien wziąć się za siebie,robić wszystko aby wyjść z długów,a nie obarczać Ciebie,mimo, że i Ty masz kredyt do spłacenia i to przez niego. Chyba zdaje sobie sprawę, że te kredyty muszą być spłacone. Piszesz, że może się załamać,każdy by się raczej załamał, ale jeśli ktoś upadnie,to tylko po to,aby móc się podnieść,Ty za niego tego nie zrobisz,on sam musi zacząć myśleć, co zrobić aby sytuacja uległa poprawie, aby jego córka miała co jeść,a przede wszystkim aby miała tego ojca.