netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Związek bez przyszłości - chyba

10 odpowiedzi3 806 wyświetleńzałożony przez takatam, 22.05.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Związek bez przyszłości - chyba

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1 Ostatnio edytowany przez takatam (2014-05-22 23:30:36)

Temat: Związek bez przyszłości - chyba

Nie wiem nawet od czego zacząć. Potrzebuję porady i to konkretnej, bo już nie wiem co zrobić.
Jestem z moim facetem już 5 lat, związek na odległośc, poznaliśmy się w internecie. Najpierw był tylko kolegą, jednym z wielu, ale potem spotkaliśmy się (tak po koleżeńsku), no i stwierdziliśmy, że nie możemy bez siebie żyć. Problem zaczął sie jakieś pół roku temu. Nie wiem, czy już go nie kocham, czy po prostu zmęczył mnie ten związek na odległość. Widzimy się może raz na miesiąc albo rzadziej (wszystko zalezy od tego jak pracujemy i czy dni wolne nam się pokrywają). On mieszka z rodzicami i ja też. Mamy po 30 lat. Szczerze mam już tego dosyć. Myślałam, że może max po roku związku zamieszkamy razem, jak normalna para, ale minęło już 5 lat i nic. Jakkolwiek bym nie próbowała zainicjować poważnej rozmowy na temat naszej przyszłości, to on mówi ze jest zmęczony po pracy albo, że musi iść grać, bo się umówił z kumplami. Jak już mi się uda z niego coś wydusić, to mówi tylko zdawkowo, ze kocha mnie, ze chce ze mną być, ale nie chce nic planować, bo tego nie lubi i czas i tak zmieni nasze plany, więc nie ma sensu. Jak go przycisnę jeszcze bardziej, to zaczyna się awantura i w tym momencie po prostu odpuszczam, bo nie chcę się z nim kłócić. Boli mnie, gdy on się wścieka i zaczyna robić mi wyrzuty, więc po prostu kończę rozmowę i zmieniam temat, ale po tym jest mi tak masakrycznie smutno i przykro, że mam ochotę po prostu wyć do księżyca. Nic mu o tym nie mówię, bo nie chcę, żeby się czuł winny. Jak jest mi smutno, to nie mówię, ze to przez niego i ta sytuację, tylko że ktoś mnie wkurzył w pracy albo w domu. Po prostu nie chcę, żeby myślał, że jest winny, ale nie wiem, czy dobrze robię. Wszystkie moje koleżanki są już po ślubie, mieszkają ze swoimi facetami, a ja cały czas z rodzicami, bez przyszłości, bez perspektyw, bo sama nie byłabym w stanie się utrzymać. Czuję się bardzo samotna i niepotrzebna. Jedna z koleżanek poznała faceta dwa lata temu, dzieliła ich cała Polska, ona nie miała pracy, on miał beznadziejną pracę na zlecenie za najniższą krajową, po pół roku zamieszkali razem i się zaręczyli. Więc jak dla mnie odległość nie jest żadnym problemem, nas dzieli tylko 100km. Moi rodzice też mieli tak samo, dzieliło ich 80km, a jednak po roku się pobrali i są razem już ponad 30 lat. Problem tkwi gdzie indziej. Nawet jakbyśmy mieszkali w tym samym mieście, wątpię, że on podjąłby jakieś kroki, byśmy zamieszkali razem. Ciągle ma milion wymówek. A to, że się boi że nie znajdzie u mnie pracy, a to że mu się nie chce, że ja mam mu znaleźc pracę, wynająć mieszkanie i on przyjdzie jak będzie już gotowe. Albo jak proponuję, że może ja u niego pracy poszukam, to zaczyna mnie zniechęcać, mówiąc że tam pracy nie ma, że nie znajde mieszkania, że się nie utrzymam. Wszystko to brzmi tak jakbyśmy w ogóle nie byli razem, jakby po prostu zostawiał mnie z tym samą sobie. Jak mu czasem wspomnę, że nie chcę już dłużej mieszkać z rodzicami, że chcę się usamodzielnić to on odpowiada "to kombinuj coś". Wtedy pytam, czy mam sama kombinować, a on odpowiada, że tak, sama, bo to moje życie. Pytam więc, czy mi w tym pomoże, bo przecież jesteśmy razem, a on odpowiada "niby jak mam ci pomóc?". Tak jakby w ogole go to nie obchodziło. Czasami jak jest u mnie, to moi rodzice pytają kiedy się pobierzemy, a on odpowiada tak na odczepnego "nieeee wiem".
Zastanawiam się w tym momencie, czy w ogóle jeszcze mi na nim zależy i coraz częściej się przekonuję, ze już chyba nie. Zależało mi jeszcze pół roku temu, ale teraz już nawet nie chce mi się z nim rozmawiać. Przestałam w ogóle się do niego odzywać, bo nie czuję potrzeby, żeby z nim się kontaktować. Rozmawiamy może raz na kilka dni i zwykle niewiele. Kiedyś potrafiliśmy przegadać całe dnie, dzwoniliśmy do siebie, rozmawialiśmy na skypie, a teraz nie wiem co się stało. Trochę szkoda mi go zostawić, bo cały czas sobie myślę, że może to przejściowe, że może mi przejdzie i potem będę żałować. Ale z drugiej strony mam już dosyć tego, ze nasz związek praktycznie stoi w miejscu. Nie rozmawiamy o przyszłości, nie umiem nic z niego wyciągnąć, nie rozmawiamy o poważnych rzeczach. Albo wysyła mi obrazki z kreskówek albo pisze o jakichś głupotach. Kiedy się spotykamy to najczęściej kończy się na leżeniu i oglądaniu filmów/bajek. Jak mówię, żebyśmy chociaż wyszli na spacer, to on twierdzi, ze go bolą nogi i mu się nie chce. Mam już tego po prostu dosyć. Jego rodzice tez już go naciskają, żeby pchnął sprawy do przodu, a on się wtedy denerwuje. Nie chciałabym go zmuszac do tego, chciałabym, zeby tak sam z siebie coś zaproponował. Ale widzę, że on tego nie zrobi. Z drugiej strony jak go zostawię, to możliwe, że już nikogo nie znajdę. Jestem nieśmiała w stosunku do facetów, nie umiałabym już nikogo znaleźć, a nie wierze w to, że nagle przyjedzie książę na białym koniu. Ale będąc teraz z nim i tak czuję się jakbym była sama. Jak rozmawiamy to nie ma "my" jest za to "ja", "ty". Szkoda mi tych pięciu lat, szkoda mi czasu który mu poświęciłam i który on poświęcił mi. Po prostu głupio mi go ot tak zostawić, kupował mi różne rzeczy, jakieś czekoladki, kwiaty. No nie powiem, że się nie starał, bo starał się, ale nie w tą stronę co trzeba. Nie w tą stronę, w którą bym chciała. Nie wymagam od niego tego, żeby mi coś kupował, nie musi być bogaty, nie musi mi robić prezentów, ja sama sobie kupię, co potrzebuje. Chcę tylko, żebyśmy w końcu ruszyli z miejsca, żebyśmy razem zamieszkali, a nie osobno. Nie chcę nawet dzieci, nie zależy mi na tym. Po prostu nie chcę iść do ślubu w wieku 40 lat... ;/ Nie wiem jak mam z nim rozmawiać, nie wiem co robić. Nie wiem już nawet, czy go kocham, czy to jest po prostu zwykłe przywiązanie, przyzwyczajenie i strach przed całkowitą samotnością. Z drugiej strony nie chcę być z nim tylko dlatego, żebym nie była sama, bo to też bez sensu. Nie wiem, czy on się boi obowiązku, czy boi się, że coś się nie uda, czy po prostu jest aż tak leniwy i jest mu dobrze z rodzicami. Bo nie wydaje mi się, żeby to odległość była problemem. Jakby chciał, to by mógł. Proponowałam mu pracę u siebie, bo szukali do marketu, w którym pracuję, to powiedział, że on nie wie, on nie jest pewny, czy go przyjmą i jemu się w ogóle nie chce tego wszystkiego załatwiać, jechać itp. Wiem, że go nie zmienię, nie łudzę się już nawet na to, wiem że będzie już taki do końca życia. Niepewny siebie, leniwy. Ale byłabym w stanie to akceptować, gdyby choć na chwilę przełamał to swoje lenistwo i zrobił coś w końcu z tą sytuacją. Nie chcę go zmuszać na siłę, ani szantażować, bo to by było nie w porządku. Ale jakbym mu powiedziała, dlaczego nie chce mi się z nim już rozmawiać, to pewnie i tak by wyszło że to jego wina i by się poczuł szantażowany... ;/ Więc wolę nawet nie zaczynać. Nie chcę mu robić przykrości. Z tego względu nie wiem jak z nim rozmawiać, jak mu to powiedzieć, żeby nie zrobić mu przykrości. Jak mu powiedzieć, czego chcę albo ewentualnie jak zakończyć ten związek bez przyszłości, jeśli on nie wykaże inicjatywy, zeby coś zmienić. Lata przecież lecą i coraz młodsza nie będę.

Pomóżcie.

2

Odp: Związek bez przyszłości - chyba

Witaj,

Myślę, że powinnaś z nim jeszcze raz szczerze porozmawiać. Jeśli on nadal nie zmieni zdania powinnaś się z nim rozstać. Tak jak piszesz ''lata lecą'', szkoda czasu na takiego faceta który nie wiąże przyszłości z Tobą. Nie martw się na pewno kogoś znajdziesz.

Trzymaj się i pozdrawiam smile

3

Odp: Związek bez przyszłości - chyba

Wiem, ze musze z nim porozmawiać. Nie wiem niestety jak to zrobić, żeby nie skończyło się kłótnią albo wyciąganiem brudów i obwinianiem siebie nawzajem ;/. Po prostu nie chcę, żeby ta rozmowa zeszła na złe tory. A wcześniej zwykle to się tak kończyło, więc dałam sobie spokój. Mam wrażenie, ze robię mu coś złego, że w ogóle zaczynam ten temat i najlepiej jakbym siedziała i czekała aż się samo rozwiąże. On ma właśnie takie podejście do życia, czeka aż się wszystko samo jakoś zrobi albo ktoś zrobi za niego. A jak nie, to jakoś to będzie byle jak najmniejszym wysiłkiem. W pewnym sensie to rozumiem, bo sama jestem bardzo leniwa, dlatego potrafię tolerować tą jego wadę. Ale jak czegoś bardzo chcę, to potrafię spiąć poślady i działać, a nie siedzieć i czekać aż się zrobi samo. Tyle że w tym przypadku nie mogę działać sama. Bez jego wsparcia nic nie zrobię, bez jego jakichkolwiek chęci i entuzjazmu. Jesli on nie powie mi "tak, zamieszkajmy razem już teraz" i dalej będzie leżał przed kompem i czekał na cud, to ja po prostu nic sama nie zrobię. Chcę żebyśmy zrobili to razem, a nie ja sama i potem on przyjdzie jak już będzie gotowe... ;/ Chcę żeby on pokazał, że jest facetem i że mogę na niego liczyć w każdej sytuacji i że razem damy radę, że nie zostawi mnie samej z problemami. A jak na razie, to on kompletnie to ignoruje i sugeruje, że to ja powinnam wszystko zrobić sama, bo to moje życie, a nie jego. Skoro jesteśmy razem, to chyba powinien się bardziej zaangażować, bo to nie moje życie a NASZE. A moze ja za dużo wymagam? Może ja źle pojmuje bycie w związku? Może jednak nie jesteśmy my, tylko ja?

4 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2014-05-23 06:17:01)

Odp: Związek bez przyszłości - chyba

Nie chcesz go ranić, nie chcesz go obwiniać, nie chcesz żyć w takim związku, nie chcesz czuć się samotna, nie chcesz zostać bez chłopaka, nie chcesz rozmawiać szczerze, za to chcesz byście już mieszkali razem i by on się jakoś sam do tego zmobilizował... Wydaję mi się, że Ty również czekasz aż problem sam się naprawi. Słuchaj on nie jest z porcelany, nie musisz tak na niego chuchać i dmuchać, żeby przypadkiem go nie zranić, bo za jakiś czas pojawi się w jego życiu taka kobieta, która go w kilka dni ogarnie i ucieknie do niej. Weź się z nim spotkaj i mu powiedz wszystko to co nam powiedziałaś. Czyli przede wszystkim to, że czujesz się w tym związku samotna, że nie chcesz już odkładać wszystkiego na potem, że chcesz iść w końcu do przodu i on ma wybór: albo z nim, albo osobno. W ogóle to rozmowę zacznij od pytania: Tobie nie przeszkadza to, że piszemy raz na kilka dni, a spotykamy się raz w miesiącu? I wtedy zacznij poważną i długą rozmowę. Jeśli dojdzie do awantury to trudno, kłótnie z związku czasem też są potrzebne (pod warunkiem, że problemy są do końca rozwiązywane, a nie odstawiane na potem). Nie czekaj na cud, bo samo w waszym związku nic się nie ułoży...
I tak robisz ogromny błąd, że nie jesteś z nim szczera. Takie zachowanie może doprowadzić do dwóch sytuacji: albo on sobie jakąś znajdzie, która go ogarnie i zmobilizuje do działania, albo znajdziesz sobie kogoś Ty i wtedy odejdziesz a on poczuje się oszukany (i słusznie!) bo z nim o problemach nie gadałaś.
Ty też weź się w garść i zacznij kontrolować swoje życie, bo jak na razie to Ty również czekasz, aż coś się wydarzy samo.

5

Odp: Związek bez przyszłości - chyba

No w sumie to masz rację. Nie myślałam o tym w ten sposób. Po części tak, czekam aż on w końcu podejmie inicjatywę, bo ja już wcześniej próbowałam i nic z tego nie wychodziło, nie miałam jego wsparcia, ciągle tylko kłótnie i oskarżanie, że za dużo wymagam. Dlatego odpuściłam już dawno. Możliwe że to jest tylko moja wymówka, żeby z nim nie porozmawiać. Ech.

6 Ostatnio edytowany przez karaa11 (2014-05-23 14:13:27)

Odp: Związek bez przyszłości - chyba

sad

7

Odp: Związek bez przyszłości - chyba

Kara11 załóż swój temat, a nie się komuś wtryniasz.

Takatam po prostu z nim po gadaj ok?

8

Odp: Związek bez przyszłości - chyba

Pogadam. Nie ma sensu chyba rozwalać związku przez takie coś. Może jeszcze jest szansa, że coś się zmieni. Może po prostu jestem zmęczona odległością i dlatego próbuję sobie wmówić, że go już nie kocham, żeby potem się nie rozczarować, jeśli faktycznie nam nie wyjdzie...

9

Odp: Związek bez przyszłości - chyba

Rozstać się z nim zawsze zdążysz, ale za kilka lat mogła byś żałować bardzo, że z nim nie pogadałaś szczerze. Jeśli on nie będzie chciał w ogóle o tym gadać i będzie się zachowywać tak jak by wszystko było Twoją winą, jeśli w ogóle nie weźmie sobie do serca tego co powiesz to faktycznie lepiej zerwać z takim człowiekiem, bo kiepska by Cię z nim przyszłość czekała. Poza tym udowodnił by Ci wtedy, że mu nie bardzo zależy na Tobie, jeśli nie był by gotów walczyć. Ale Ty też musisz za walczyć o was. Twoją walką będzie właśnie szczera rozmowa, do bólu szczera. Powodzenia życzę. wink
I koniecznie daj znać czy się udało.

10

Odp: Związek bez przyszłości - chyba

moim zdaniem, mając 34 lata i przejścia za sobą, uważam i to na poważnie ze ten związek nie ma już przyszłości, pamiętajcie kobiety że jeśli mężczyźnie lub kobiecie zależny na partnerze to zrobi wszystko aby z nim być, i żadne odległości i inne przeszkody nie bedą miały znaczenia, skoro teraz widząc sie raz w miesiącu statystycznie jest to 12 spotkań w ciagu roku czyli całe nic, potraficie sie kłócić to co będzie jak zamieszkacie razem, moja rada szkoda czasu, tego kwiatu to pół światu, zadbaj o siebie, wyjdź do ludzi, a znajdziesz tego jedynego smile

pozdrawiam

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Związek bez przyszłości - chyba

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026