Hej !
Piszę, bo chyba potrzebuje opinii osób postronnych. Jestem z moim facetem 10 lat. Poznalismy sie, gdy mialam 15 lat, on jest starszy o 5 lat. Rodzice byli bardzo przeciwni, ja za wszelką cenę walczyłam o ten związek. Wiem, że on bardzo mnie kocha, stara się, niedlugo nasz slub. A ja mam w sobie coraz więcej niepewności. Mam poczucie, że zmarnowałam sobie młodość, że nie miałam możliwości poznania nikogo innego, że spędziłam z nim całe swoje zycie. To juz chyba nie jest miłość tylko przywyczajenie. Wgl nie umiem cieszyc sie tym slubem. Mam wrażenie jakby to wgl nie dotyczyło mnie. Przecież tak nie powinno byc. Mam w sobie tak wiele niepewości. Nie mogę spać, jeść, ciągle płacze. Czuje, że juz go nie kocham, ale gdy powiedziałam mu szczerze co czuje, on powiedział ze wszystko sie uloży, że tak wiele lat przezyliśmy razem, że to tylko stres i minie i bedzie cudownie. Ale ja wiem, że to nie jest miłość, tylko nie umiem tego zakończyć. Każda próba kończy sie na niczym. Boję się, że zostanie sam, albo coś sobie zrobi. Jego i moja rodzina mnie znienawidzi i zostane całkiem sama. Jak skrzywdzić człowieka, który tak mocno kocha i zmarnować mu zycie? Boję się, że sama też nie będę umiała sobie nikogo znaleźć, bo on jest cudwony, opiekuńczy,wiem że juz wiecej mi się taki może nie trafić, ale mam wrażenie, że wszystko się we mnie wypaliło. Nie mam ochoty na seks, kiedy się widzimi odliczam godziny aż wyjdzie, w pracy specjalnie ustawiam zmiany zeby sie z nim mniej widzieć, męczy mnie jakoś jego osoba. to straszne, ale tak jest.