Cześć dziewczyny. Wiem, że to forum dla kobiet, ale gdzie lepiej zrozumiem czego oczekuje moja, jeśli nie pytając Was? Post był zamieszczony także na pewnym forum dla mężczyzn, dlatego kopiuję go dosłownie i będzie w kilku miejscach fraza "panowie". Proszę abyście się nie obrażały i mimo to pomogły mi z moją sytuacją. Będę bardzo wdzięczny. Pozdrawiam :
Jestem po 4 miesiącach związku, w którym ostatnio zaczęło się dość mocno psuć. Mam 28 lat i jestem po dwóch związkach w których miałem dokładnie te same problemy tylko tamte dziewczyny wytrzymały po 2,5 roku, a obecna ma dość po 4 miesiącach. Nie wiem jak do tego podejść bo kocham ją, a z drugiej strony wiem, że nawet jeśli się rozejdziemy to kolejny mój związek będzie wyglądał tak samo.
Po drodze między nią, a poprzednią straciłem dobrze zapowiadające się relacje z 3 dziewczynami, a do tego byłem na wielu randkach po których nie było już odzewu. Mój problem polega głównie na tym, że za szybko się angażuje i staję się misiowaty. Dziewczyny niestety uciekają.
Zuza postanowiła zostać, zakochała się we mnie mimo że na starcie kręciłem jeszcze z inną i początkowo wybrałem tamtą. Niestety nie wyszło więc po tygodniu odezwałem się do obecnej i przyjechała do mnie, spędziliśmy wspólnie noc i została nawet na dwa dni. Później przyjeżdzała bardzo często i za każdym razem płakała jak kończyło się nam spotkanie. Głównie dlatego, że mamy do siebie około 90 km.
Z czasem jednak jej uczucie zaczęło przeradzać się w mniejsze i zimniejsze, zwłaszcza gdy się nie widzieliśmy. Często mówiła mi, że jestem chłopcem nie mężczyzną, że ona potrzebuje oparcia, stabilizacji, pewności finansowej ( akurat byłem bez dochodowej pracy, teraz pracuję na kierowniczym stanowisku i dodatkowo jako trener piłki nożnej). Jestem miękki, nie potrafię podejmować decyzji, jestem zbyt wylewny uczuciowo i za bardzo oczekiwałem zapewnień i słodkich słów z jej strony. Mimo to seks ze mną uważa za najlepszy w swoim życiu. Lubi być dominowana, ale chciałaby żebym był mężczyzną na codzień, a nie tylko w łóżku.
Apogeum osiągnęło to po sylwestrze. Była u mnie 4 dni i wszystko było świetnie, ale po powrocie usłyszała od matki ( ma 23 lata i jest na ostatnim roku studiów, przez całe studia pracuje dorywczo ), że albo będzie dokładać 500 zł do rachunków, albo ma wynosić się z domu. Bardzo ją to dotknęło i o ile jeszcze pierwszego dnia zadzwoniła do mnie z płaczem o tyle każdego kolejnego widząc, że nie mogę nic na to poradzić odsuwała się i mówiła, że przecież i tak nie mogę jej pomóc. Później zreflektowała się na jakiś czas, przyjechała po dwóch tygodniach i znów było bardzo fajnie, starała się też jak już była u siebie, spotkaliśmy się jeszcze dwa kolejne razy, ale w ostatnią niedzielę ( nie tą teraz tylko jeszcze w styczniu ) spotkanie wyszło bardzo źle. Byłem dla niej chamski, opryskliwy, a do tego powiedziała że patrzę na nią ze strachem. To chyba ją całkowicie zamknęło.
Wyszedłem na jeszcze większą pi*dę niż jestem. Wczoraj pisaliśmy w nocy i co prawda ma przyjechać w piątek na cały weekend i wciąż chyba chce o to powalczyć, ale widzę że to już gaśnie. Napisała, że potrzebuje " stanowczego, nie bojącego się podjąć decyzji za siebie i za kogoś, nie bojącego się odpowiedzialności, twardo stąpającego po ziemi, będącego dla Niej wsparciem i opoką" Czytałem te słowa w necie i za ch*** nie wiem o co w nich chodzi. Co mam niby robić, żeby te mityczne cechy osiągnąć? Drugi cytat "uważam Cię za chłopca, bo na co dzień jesteś lejący się, a tylko w łóżku potrafisz pokazać, że jesteś twardy. Ostatnio coraz mniej bo widzę to w Twoich oczach, że w siebie wątpisz i patrzysz na mnie jakbym była obca"
Kolejna sprawa bo ona zawsze była otwarta w związkach i na początku dla mnie też zrobiłaby wszystko, ale zaczęło to zanikać bo kilka razy powiedziałem jej ch*** rzeczy np " to Twoje parcie na karierę sprawia, że obawiam się, że kiedyś mnie zdradzisz dla stanowiska "
Ostatni już cytat " zamiast ciągle miączeć mi jak to możliwe, że dla innych umiałam się otworzyć i oddać w całości, a Tobie nie to zastanów się dlaczego tego nie robię, a nie szukaj winy we mnie"
Wiem, że obszernie, wiem że zawsze pojawiam się tutaj z problemami i chyba co raz bardziej utwierdzam się w tym, że to nie dla mnie. Skończę jako stary kawaler mieszkający z rodzicami i sfrustrowany brakiem miłości, sensu w życiu i z niską samooceną. Widzicie ja nawet boję się rozmawiać normalnie w miejscach publicznych bo ktoś słucha... Zawsze patrzyła wtedy na mnie z takim żalem. Na początku jeszcze uważała to jako słodkie, ale ja wyglądam jak spłoszone zwierzę będąc w centrum handlowym. Boje się ludzi, uważam się za brzydkiego, nic nie wartego nieudacznika. Jestem nerdem, a mimo to jak zacznę to potrafię poderwać śliczne dziewczyny, tylko żadnej nie umiem przy sobie utrzymać.
Panie POMOCY! Proszę o jak najwięcej informacji, porad, wskazówek nie wiem czegokolwiek. Nie chcę jej stracić, ale nawet jeśli tak się stanie to chciałbym mieć możliwość poznania innej. Mam dobre serce, ale często ranię nawet nie wiedząc, że to robię. Sam już nie wiem jak z tym walczyć. Staram się rozwijać, czytać różne rzeczy, ale kieruje się za bardzo emocjami. Obawiam się, że tak jak zabiłem miłość dwóch poprzednich dziewczyn tak samo zrobię to, albo nawet już zrobiłem z Zuzią. Jest to wyjątkowa kobieta i nie piszę tak dlatego, że akurat z nią jestem. Gdybyście ją poznały myślałybyście podobnie. Widziałem jak przygasa nie tylko jej uczucie, ale też ona sama. Chciałbym przywrócić jej uśmiech na twarz, znowu budzić się obok niej i widzieć, że jest szczęśliwa. Obawiam się, że ten weekend jeśli dojdzie w ogóle do skutku może być naszym ostatnim. To dla mnie bardzo ważne.
Pozdrawiam serdecznie