Witam, mam 21 lat, byłem z dziewczyną prawie półtora roku. Studiujemy razem ten sam kierunek, chodzimy do tej samej grupy. Cały 2 rok studiów mieszkaliśmy razem z jej inicjatywy, gdyż plan zajęć był taki, że dojazdy dla niej połączone z nauką byłyby niemożliwe. Wszystko było dobrze, kłóciliśmy się czasami, ale to jak w każdym związku. Jej rodzice bardzo mnie polubili, z resztą jak cała rodzina. Mieliśmy we wrześniu zamówioną wycieczkę. Sprawa wygląda tak, miesiąc temu dziewczyna mówila mi szczerze, że mnie kocha, że jest szczęśliwa ze mną... Na początku lipca pojechała z rodzicami na wycieczkę do Afryki (poznanie kogoś innego odpada, znam ją), a ja pojechałem na miesiąc do Niemiec do pracy. Przyjechałem do niej bez zapowiedzi, chciałem zrobić niespodziankę - zamiast przytulenia byla na mnie zdenerwowana, zaczęła mówić, że myślała juz o rozstaniu, że ja jestem dla niej zbyt powolny i musi mnie cały czas pilnować - fakt, robię czasami coś źlę, powodem rozstania są serio rzeczy dla mnie dziwne - czasami źle umyję talerz, czasami źle wytrę lustro...
Robiłem czasami coś źle w mieszkaniu, które wynajmowaliśmy, a ona zaczęła zawsze się na mnie drzeć, mówila, że jestem cofnięty, zacofany, że mam jakąs chorobę psychiczną. Takie zachowanie tłumaczyła tym, że ma nerwicę.
Nie mówię, że była zła, dbała o mnie, ale nie wiem co mam myśleć. Miesiąc temu było wszystko dobrze, mówiła szczerze, że mnie kocha. Teraz mnie zostawiła mówiąc, że może zmieni zdanie, olewa mnie, nie dobijam się do niej, ale raz na dzien napiszę jakąs wiadomość.
Z wycieczką mieliśmy się dogadać jakoś, a bez mojej wiedzy odwołała ją w biurze...
Proszę o pomoc, co robic?