W związku jestem 6lat. Raz lepiej raz gorzej. Mieszkamy zagranicą. Mój facet jest nerwowy. Często wybucha złością. Kończy się na klnieciu i moim płaczu. Mam taki problem ze nie mogę mieć swojego zdania, swoich przyjaciół, znajomych. Nie mogę sama nigdzie wyjsc, jedynie do pracy, zakupy. Gdy mam wolne nie.mogę sama pójść do znajomej. Jeśli już się uda to muszę wszystko mi mówić. Nie daj Boże gdy o czymś zapomnę i to wyjdzie później... afera.. Gdy ktos mnie prosi na razie nie mów nikomu, np żeby nie zapeszyc, i mu powiem kilka dni po, że komuś coś się udało, to jest hałas. Ogólnie jego zawsze musi być na wierzchu... Paliła papierosy, teraz nie mogę, jest zły gdy palę kogos. Ciąglesiedzimy w domu, sekundzie nie chce się ruszać. Gdy mamy gości z Polski, boję się cokolwiek zrobić, iść gdzieś, później jest Aa ja znowu nie byłem itp... no bo był w pracy, a jak ja mam wolne to najlepiej siedzieć w domu... W domu wszystko robięsama. W niczym mi nie pomaga, a właściwie to bardziej przeszkadza. W łóżku jest ok, tylko że mi się już od dłuższego czasu po prostu Noe chce... A jemu ciągle... chyba byłam tak zastąpiona miłościa ze nie widziałam tego wszystkiego wcześniej.. A to moja wina bo ja się kiedyś godzilam na wszystko... kiedyś mnie zdradził A ze byłam zagranicą, to mu wybaczylam.. bo tak było prościej niż wracać do rodziców... potrafi zrobić hałas z byle powodu. Z miłości i młodości za bardzo sie zmieniłam. Kiedyś dusza towarzystwa, uwielbiałam tańczyć, wesela... teraz Ani imprezy ani wesela bo on nie lubi A sama nie pójdę przecież...... przykro mi że zerwalam wiele znajomosci . Co dziwne dzwonię do niektórych normalnie, i o to nie ma pretensji , ale wszystko muszę mu mówić. Ogólnie krytykuje moich znajomych. Czasem boję się mu coś powiedzieć, bo boję się reakcji... ja już sama nie wiem co robić. Najchętniej wyjechalabym nie wiem do Indii lub gdzieś gdzie nigdy nikt mnie nie znajdzie.. każdy mój pomysł neguje, skok na bungee nie mogę, albo się słucham ze to nie tak, że nie ufa linie. On swoje pasje rozwija, motocykl itp.. Czasem jest ok, ale ja już nie wiem, nigdy nie wiem czego się spodziewać... Wszystko robię za niego. Noe Czasem boję soe zo sobie cos rozrobię.. mogę mieć swojego konta w banku.. A to kiedyś napisałam w emocjach po kłótniSiedzie i płacze. Nie pierwszy raz zresztą. A wszystko zaczęło się pięć lat temu. Teraz tak bardzo żałuję. Nie dziwię się kobietą które są same. Czy to z własnego wyboru, czy po prostu los za nie wybrał. Teraz widzę że zwyczajnie tak jest prościej, chyba że trafiły na mężczyznę rodem z amerykańskiego romansu. Idealny, normalny, taki o jakim zawsze marzyłam. Na moje nieszczęście. Byle by razem, tworzyć zgrany duet, który zawsze potrafi znaleźć rozwiązanie. Bez nerwów. O ja naiwna. Pierwsze lata istna sielanka, naprawdę byłam szczęśliwa. Wręcz nie wierzyłam ze tak może być. Teraz już chociaz wiem ze zasługuje na coś lepszego. Przecież ja nie jestem złym człowiekiem, prawda ze dobrych ludzi nie powinny spotykać źle rzeczy. Staram się żyć najlepiej jak potrafię, jeśli mogę pomagać. Powoli przed siebie, nikomu nie robiąc krzywdy, ale nie, nie może być kolorowo. Życie było by zbyt nudne bez chorych jazd, wyszukiwania problemów tam gdzie ich nie ma. Czy po prostu to ja jestem nie normalną, czy może ktoś próbuje mi to wmówić. Wszystko było by prostsze, gdybym była u siebie, w swoim kraju wśród swoich ludzi, jednak ten czas sprawił, że nie masz z kim szczerze porozmawiać, wydaje Ci się że wszyscy za twoimi plecami będą oceniać. Bo tak jest. Więc wolę zamknąć się w swojej głowie. Cały czas płacze. Masz o sobie zdanie: bezkonfliktowa,skora do kompromisów, ale jednak i tak nie da się dogadać. Są przecież ludzie, którzy sami stwarzają problemy, bo przecież zupa była za słona. A może gdyby raz mnie uderzył, to nie miała bym skrupułów żeby to wszystko zostawić. Ta dwuosobowa rodzinę, która tworzyliśmy, która cały czas, mimo wszystko chce się ratować. Szkoda tego co budowałam tyle czasu. Samodzielności, zdała od domu. A teraz już sama nie wiem. Może lepiej dla.mojej psychiki, wrócić i zacząć wszystko od nowa. A może nie. Zawsze chyba lepiej się dogadać, ale jeśli się nie da. Strach przed nowym, a jednocześnie starym jest ogromny. Nie przed tym co ludzie powiedzą, tylko jeśli nie Bedzie lepiej? Tylko to chyba mnie tu trzyma. Kiedy myślę, zE jest dobrze, że chce tu zostać, musi się coś popsuć. Mam 27lat A tak na prawdę sama nie mam nic.. co sądzicie, co myślicie, a może to ja jestem nie normalna? Napiszcie coś, dzięki...
Podobne tematy
Ciężko się czyta ten bełkot, ale z pierwszych kilku linijek wywnioskowałam, że ja tak bym nie chciała. Natomiast jeśli jesteś szczęśliwa z toksykiem to czemu nie
Każdy ma to co chce.
3 2017-07-13 11:24:13 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2017-07-13 11:25:30)
Smutno się to czytało Aniu. Taki obraz kobiety, która przestała wierzyć, że w życiu ją jeszcze coś dobrego spotka
Tylko że jeśli ty sama czegoś nie zrobisz, aby wyjść z tej sytuacji, to nikt inny nie zrobi tego za ciebie. Naprawdę czekasz, aż zrobi ci fizycznie krzywdę, aby się w końcu wyrwać z tego związku?
A co, jeśli mu wówczas przebaczysz, ze strachu przed wzięciem steru w swoje ręce? Zaczekasz na kolejny cios? I kolejny? Jemu już wtedy łatwo z tym pójdzie.
A może gdyby raz mnie uderzył, to nie miała bym skrupułów żeby to wszystko zostawić. Ta dwuosobowa rodzinę, która tworzyliśmy, która cały czas, mimo wszystko chce się ratować. Szkoda tego co budowałam tyle czasu. Samodzielności, zdała od domu. A teraz już sama nie wiem. Może lepiej dla.mojej psychiki, wrócić i zacząć wszystko od nowa. A może nie. Zawsze chyba lepiej się dogadać, ale jeśli się nie da. Strach przed nowym, a jednocześnie starym jest ogromny. Nie przed tym co ludzie powiedzą, tylko jeśli nie Bedzie lepiej? Tylko to chyba mnie tu trzyma. Kiedy myślę, zE jest dobrze, że chce tu zostać, musi się coś popsuć. Mam 27lat A tak na prawdę sama nie mam nic.. co sądzicie, co myślicie, a może to ja jestem nie normalna? Napiszcie coś, dzięki...
Domek na piasku nie jest wart twoich nerwów. To iluzja ta niby rodzina. Tak samo jak iluzją jest "gdyby minie uderzył" - doznajesz przemocy psychicznej, bardziej bolesnej i trudniejszej niż przemoc fizyczna. Iluzją jest, że się dogadasz, ten facet (oboje) potrzebujecie pomocy psychologicznej. Iluzją jest strach przed nowy... w twoim przypadku im dłużej trwasz, tym bardziej zabija w tobie ciebie samą, tym trudniej będzie ci się uwolnić, nie dlatego, że nowe jest takie niebezpieczne, nieznane, trudne, tylko dlatego że twój facet psychicznie cię zniewolił.
Uciekaj od niego, nic z tego związku nie będzie. Paradoksalnie - jeśli się od niego uwolnisz, nie będzie miał na kim się wyżywać, być może zauważy coś jest nie tak... natomiast jeszcze daleka droga, do tego by zauważył jak nienormalna jest sytuacja.
Na forum jest kilka tematów dot. przemocy psychicznej, poczytaj, może ci to trochę ułatwi zrozumienie problemu.
Nie dałam rady doczytać do końca za co przepraszam. Kiedyś ktoś mi powiedział, że jak mam jakieś wątpliwości to znaczy, że nie jest tak jak być powinno, a jeśli nie jest tak jak powinno być to trzeba to zmienić. Jeśli go kochasz i nadal chcesz być z nim to moim zdaniem powinnaś Ty się zmienić o 180 stopni. Nie daj się, nie pozwól żeby tak Cię traktowa. Ja na Twoim miejscu traktowałabym go tak samo jak on Ciebie. Niech wie jak to jest. Nie możesz go w niczym wyręczać, nie możesz być wystraszonym tresowanym pieskiem. Musisz się dziewczyno szanować! Jeśli Ty się nie szanuje a z tego co piszesz to nie szanujesz się, to nikt Ciebie nie poszanuje tak niestety jest. Z moim mężem miałam podobnie, chociaż u nas głównie chodziło o to, że to ja utrzymywałam porządek i dbałam o wszystkie sprawy a mąż bałagdnił i nie raczył zaprzątać sobie głowy np. rachunkami i oszczędzaniem. Aż mnie szlag trafił pewnego razu! Wybuchłam i konsekwentnie zaczęłam zachowywać się tak jak on. Poskutkowało, mąż zrozumiał i relacje między nami poprawiły się. A jeśli czujesz, że już nic z tego nie będzie to nie ma co się męczyć. Musisz być szczera sama ze sobą. Kochasz go? Jak wyobrażasz sobie życie za x lat? Widzisz się obok niego? Miłość miłością a czy Ty go lubisz?
Sry, ale przeczytałem tylko połowę. Zastanów się czy chcesz, aby twoje życie tak wyglądało (choć w sumie tutaj nie ma co się zastanawiać) Według mnie to patologia i moim zdaniem powinnaś spie*** jak najdalej i nie oglądać się za siebie.
Ja podobnie jak poprzednicy nie doczytałem do końca..., no nie da się... Co do samej sytuacji i związku to tragedia..., ktoś już chyba to napisał..., patologia i to najwyższych lotów.
Jesteś ofiarą losu i ta rola Ci odpowiada.
Daj znać jak będziesz chciała coś zmienić w życiu. Mi się twoje życie nie podoba.
Ale nie żal mi Ciebie. Bo i dlaczego, skoro nic nie robisz?
On ma Ciebie zamiast psa, a Ty machasz ogonem do swego pana... wprawdzie czasem kopnie psa do kąta, ale potem i tak pies macha ogonem... to takie głupie... Daj znać jak będizesz chciała coś...