kochani od jakiegoś pół roku przeżywam dramat z którym nie potrafię sobie poradzić w efekcie czego wylądowałam na psychotropach, kilka lat temu wyszłam za mąż za poczciwego, dobrego i zaradnego człowieka który bardzo mnie kocha i pomaga we wszytkim jak może ,kilka miesięcy temu zdecydowalismy się ze zaczniemy starania o dziecko ale ja chcialam pobrać trochę kwas foliowy, porobić badania przygotować się, odstawiłam tez leki psychotropowe ktore brałam wtedy ze względu na stresy w pracy. No i niestety zaczęło się psuć zaczełam analizować ze ja tak naprawdę nigdy nie miałam ochoty na seks zawsze bardziej robilam to dla męża chociaż on się bardzo stara myślalam że to przez te leki ale po ich odstawieniu nic się nie zmieniło, zaczełam szukać przyczyny swojej ozięblosci na internecie o tam znalazlam wpisy że jeśli nie ma pożądania to to taka miłość braterska nie jak między kobietą a mężczyzną, a ja dobiegam 30 i zdałam sobię sprawę ze nigdy nie czułam takiej fali namiętności i pożądania - mąż jest jedynym partnerem - stara się zawsze ale po prostu mnie nie podnieca, nie mogę osiągnąć orgazmu, wpadłam w taki dół płaczę codziennie wymiotuje ze stresu bo co ja mam mu powiedziec po 9 latach spokojnego zycia - kocham cię jak brata i odchodzę szukać szczęścia? zniszczę mu tym życie, mamy ślub kościelny myślalam żę na zawsze ale w takim stanie nie wyobrazam sobie dalszego życia, zaczął mnie drażnić analizuje to co mówi i ciągle go porównuje z innymi - że nie jest przebojowy, nie ma pasji oprócz jednej małej, że nie ciągnie mnie za sobą do przodu tylko tak jak ja jest bojaźliwy, nie motywuje mnie do rozwoju i jest minimalistą któremu mało potrzeba do szczęścia. Zaczęłam marzyć o miłości o pożadaniu o życiu z osobą z którą będę podzielać swoje pasje, a jednoczesnie strasznie cierpię że już nie mam na to szans, że żle podjęłam decyzję o ślubie i nie ma odwrotu, że każda decyzja dla mnie jest zła - odejdę złamę mu życię i nie wiadomo czy da mi to szczęście czy znajdę taką szaloną miłość, zostanę - zawsze już będę miała poczucie braku i niespełnienia, jak na moje wołanie w ostatnich tygodniach zauroczyłam się chłopakiem z taką pasją jak ja i widzę u niego wszystkie cechy których nie ma mąż - nie chcę męża zdradzać zreszta ten chłopak jest za pożądny żeby zadawać się z mężatką, a nawet gdybym się rozwiodła boje się piętna byćia rozwódką przed 30, samotności , tego że będę żałować.... dziewczyny pomóżcie bo ja chyba oszaleje moje życie to jedna wielka udręka i proszę nie odbierajcie tego że chodzi mi o seks -po prostu już brak mi wymówek dla męza
Podobne tematy
kochane czy któraś z Was była w podobnej sytuacji? co robic?
kochani od jakiegoś pół roku przeżywam dramat z którym nie potrafię sobie poradzić w efekcie czego wylądowałam na psychotropach, kilka lat temu wyszłam za mąż za poczciwego, dobrego i zaradnego człowieka który bardzo mnie kocha i pomaga we wszytkim jak może ,kilka miesięcy temu zdecydowalismy się ze zaczniemy starania o dziecko ale ja chcialam pobrać trochę kwas foliowy, porobić badania przygotować się, odstawiłam tez leki psychotropowe ktore brałam wtedy ze względu na stresy w pracy. No i niestety zaczęło się psuć zaczełam analizować ze ja tak naprawdę nigdy nie miałam ochoty na seks zawsze bardziej robilam to dla męża chociaż on się bardzo stara myślalam że to przez te leki ale po ich odstawieniu nic się nie zmieniło, zaczełam szukać przyczyny swojej ozięblosci na internecie o tam znalazlam wpisy że jeśli nie ma pożądania to to taka miłość braterska nie jak między kobietą a mężczyzną, a ja dobiegam 30 i zdałam sobię sprawę ze nigdy nie czułam takiej fali namiętności i pożądania - mąż jest jedynym partnerem - stara się zawsze ale po prostu mnie nie podnieca, nie mogę osiągnąć orgazmu, wpadłam w taki dół płaczę codziennie wymiotuje ze stresu bo co ja mam mu powiedziec po 9 latach spokojnego zycia - kocham cię jak brata i odchodzę szukać szczęścia? zniszczę mu tym życie, mamy ślub kościelny myślalam żę na zawsze ale w takim stanie nie wyobrazam sobie dalszego życia, zaczął mnie drażnić analizuje to co mówi i ciągle go porównuje z innymi - że nie jest przebojowy, nie ma pasji oprócz jednej małej, że nie ciągnie mnie za sobą do przodu tylko tak jak ja jest bojaźliwy, nie motywuje mnie do rozwoju i jest minimalistą któremu mało potrzeba do szczęścia. Zaczęłam marzyć o miłości o pożadaniu o życiu z osobą z którą będę podzielać swoje pasje, a jednoczesnie strasznie cierpię że już nie mam na to szans, że żle podjęłam decyzję o ślubie i nie ma odwrotu, że każda decyzja dla mnie jest zła - odejdę złamę mu życię i nie wiadomo czy da mi to szczęście czy znajdę taką szaloną miłość, zostanę - zawsze już będę miała poczucie braku i niespełnienia, jak na moje wołanie w ostatnich tygodniach zauroczyłam się chłopakiem z taką pasją jak ja i widzę u niego wszystkie cechy których nie ma mąż - nie chcę męża zdradzać zreszta ten chłopak jest za pożądny żeby zadawać się z mężatką, a nawet gdybym się rozwiodła boje się piętna byćia rozwódką przed 30, samotności , tego że będę żałować.... dziewczyny pomóżcie bo ja chyba oszaleje moje życie to jedna wielka udręka i proszę nie odbierajcie tego że chodzi mi o seks -po prostu już brak mi wymówek dla męza
Chcesz powiedzieć, że nigdy nie czułaś pożądania do człowieka za którego wyszłaś za mąż? Zatem po co wychodziłaś? Miałaś wtedy ok. 20 lat! On jest starszy od Ciebie?
Albo wystraszyłaś się macierzyństwa, które zwiąże Cię z niekochanym przez Ciebie mężem, albo kolejność przedstawiona przez Ciebie jest zgoła inna.
Zauroczyłaś się kimś innym i teraz porównujesz opatrzonego męża do tego wyidealizowanego kolegi, dzięki któremu uświadomiłaś sobie, że pozostając wierną żoną, nie zaspokoisz ciekawości jak to jest z innym mężczyzną.
Albo jedno i drugie.
Przede wszystkim szczera rozmowa i propozycja terapii. Jak nie pomoże terapia małżeńska u dobrego terapeuty, to niestety trzeba będzie poważnie pomyśleć o rozwodzie...
byłm młoda seks w mojej rodzinie był zawsze tematem tabu poza tym bardzo bałam się ciąży, myślałam po prostu że mam niskie libido i tak już zostanie, a teraz obudziła się we mnie jakaś świadomość że dobre dogadywanie to niby dużo ale za mało.... jestem załamana tym faktem bo mąż to bardzo dobry człowiek, nie chce go skrzywdzić , boje się samotności i tego że wurzuty sumienia nie dadzą mi życ
macierzyństwo uświadomiło mi że to zwiąże mnie z niekochanym mężem już na zawsze to trwa od kilku miesięcy a kolegę poznałam kilka tyg temu
macierzyństwo uświadomiło mi że to zwiąże mnie z niekochanym mężem już na zawsze to trwa od kilku miesięcy a kolegę poznałam kilka tyg temu
To dlaczego ślubowalaś miłość i wierność czlowiekowi którego nie kochałaś ??
Dlaczego brałaś na siebie zobowiązania skoro wiedziałaś że możesz ci spełnić ?
Z braku innego faceta który chciałby się z Tobą ożenić....
przynajmniej bądż szczera i przyznaj się do braku odpowiedzialności kiedy składałaś ślubowanie.
8 2017-07-01 23:43:03 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-07-01 23:54:30)
zanim porozmawiasz z mężem i podzielisz się z nim swoimi rewelacjami- sama się uporzadkuj- idź na terapię, może gdzieś wyjedź, nabierz dystansu.
a jak będziesz pewna że nie kochasz męża- to daj mu ułożyć sobie zycie.
I jeszcze dobrze się zastanów- czy watpliwości co do męża powstały przed czy po poznaniu "kolegi"?
Co było wcześniej- nie kochałaś męża, nie pożądałaś?
a może nie jestes gotowa na macierzyństwo i twój móżg robi wszystko, by do tego nie doszło?
Inna sprawa- psychotropy- napisałaś, że leczyłaś sie już wczesniej z powodu stresów w pracy- a teraz masz kolejny stres- planowana ciąża i znowu wracasz do psychotropów... Na co się leczysz? W takim stanie psychicznym dziecko to fatalny pomysł- zabezpieczaj się.
Do ciązy powinno sie być przekonanym na 100%. a nie dlatego, ze wypada, dziecko to nie zabawka.
I jeszcze dobrze się zastanów- czy watpliwości co do męża powstały przed czy po poznaniu "kolegi"
zazwyczaj istnienie takiego kolegi "uświadamia" i "przekonuje" o braku miłości do partnera/męża i to kiedykolwiek.
Różowe okulary amoku przesłaniają rzeczywistość.
Moze to, a moze raczej autorka potrzebuje pomocy psychiatry czy doswiadczonego psychoterapeuty- bo sie posypała... szkoda mi jej bardzo.
Mąż to chyba już przerabiał..
Jejku.. współczuję Ci bardzo. Jak to mówią, co nie zrobisz, zrobisz źle. Życie jest zbyt krótkie by poświęcać się dla świętego spokoju. Zresztą... Jak zostawisz wszystko po staremu, to psychicznie wysiądziesz. Wyobrażam sobie, to tak, że zacznie irytować Cię już na każdym kroku.
Zresztą boję się , że kiedyś będę w podobnej sytuacji. To może śmiesznie brzmi, ale jestem z facetem kilka lat, który fizycznie też mnie nie podnieca. Jestem z nim, no bo czuję że dużo znaczy. Ale nie wyobrażam sobie by był moim mężem. Raczej kojarzy mi się to z taką pułapką.
Myślę, że teraz musisz dać sobie kilka tygodni czasu. Nie mowilabym mężowi nic, bo jak sądzę, ty do końca teraz nawet nie wiesz, co czujesz. A mówienie mu o wszystkim może przekreślić wiele. Starałabym się żyć normalnie i pewnie utrzymywała bym kontakt z kolegą. Na gorąco nie podjęłabym decyzji . Bo się może okazać że obudzisz się pewnego ranka z myślą, że tęsknisz za byłym mężem. To ryzyko zawsze jest możliwe, nie mniej trzeba sobie dać czasu. Jak za kilka dluzszych tygodni nic się nie będzie zmieniało, to wtedy porozmawiac
Dwudziestolatka bierze ślub i po 9 latach małżeństwa zdaje sobie sprawę, że nigdy mąż jej nie pociągał, zmuszała się do sexu, nigdy nie było namiętności i porządania i w sumie to traktuje męża jak brata... Tego się chyba nie da racjonalnie skomentować. Faktycznie powinnaś iść do specjalisty.
Dwudziestolatka bierze ślub i po 9 latach małżeństwa zdaje sobie sprawę, że nigdy mąż jej nie pociągał, zmuszała się do sexu, nigdy nie było namiętności i porządania i w sumie to traktuje męża jak brata... Tego się chyba nie da racjonalnie skomentować. Faktycznie powinnaś iść do specjalisty.
Dla Ciebie nie, bo jesteś facetem, u kobiet to nie taki rzadki przypadek. A jak myślisz? Dlaczego Twoja mężatka, seksowała się z Tobą? W domu zapewne też miała takiego poczciwego misia jak nasza wątkowa Autorka.
Ja to czytam tak
"Wyszłam za mąż za człowieka, który mi się nie podobał od samego początku, ale liczyłam że to się zmieni, bo nie miałam alternatywy w postaci innych facetów.
Teraz mój zegar biologiczny tyka, ja w życiu się nie wyszalałam, a oglądają się za mną lepsi/ciekawsi, a niedługo stracę możliwość pukanka z kąseczkami, bo się zestarzeje".
Ela210 napisał/a:I jeszcze dobrze się zastanów- czy watpliwości co do męża powstały przed czy po poznaniu "kolegi"
zazwyczaj istnienie takiego kolegi "uświadamia" i "przekonuje" o braku miłości do partnera/męża i to kiedykolwiek.
Różowe okulary amoku przesłaniają rzeczywistość.
Tak to już jest na tym świecie. Jeśli przez lata wgapiasz się w czarno biały telewizor i nie wiesz, że można lepiej, to ci on wystarczy. Jeśli jednak zobaczysz, co może zaoferować ci plazmowe 4K (mogę coś pomieszać, nie znam się
), to oglądając znowu w swoim czarno białym struclu będziesz wiedzieć, ile cię omija. Jeśli komuś się porównanie wydaje niestosowne -trudno.
No niestety, takie życie.
Autorko: proponuję terapię par, jak najszybciej.
Dwudziestolatka bierze ślub i po 9 latach małżeństwa zdaje sobie sprawę, że nigdy mąż jej nie pociągał, zmuszała się do sexu, nigdy nie było namiętności i porządania i w sumie to traktuje męża jak brata... Tego się chyba nie da racjonalnie skomentować. Faktycznie powinnaś iść do specjalisty.
Czy już masz za sobą długi związek, który z czasem wystygł?
lolek8080 napisał/a:Dwudziestolatka bierze ślub i po 9 latach małżeństwa zdaje sobie sprawę, że nigdy mąż jej nie pociągał, zmuszała się do sexu, nigdy nie było namiętności i porządania i w sumie to traktuje męża jak brata... Tego się chyba nie da racjonalnie skomentować. Faktycznie powinnaś iść do specjalisty.
Dla Ciebie nie, bo jesteś facetem, u kobiet to nie taki rzadki przypadek. A jak myślisz? Dlaczego Twoja mężatka, seksowała się z Tobą? W domu zapewne też miała takiego poczciwego misia jak nasza wątkowa Autorka.
Zupełnie nie trafione porównanie. Odpowiadając na pytanie dlaczego? Bo pewnie do jej malzenstwa wkradla sie rutyna. Tutaj mamy do czynienia z osobą, która bardzo młodo wyszła za mąż i po 9 latach stwierdza, że NIGDY nic nie czuła do męża. Ja rozumiem, że w związku może sie popsuć, nawet można przestać kochać, ale pisanie, że NIGDY nic nie było to przegięcie. Co miała w głowie i czym się kierowała autorka 9 lat temu decydując sie na ślub. To jest podstawowe pytanie.
lolek8080 napisał/a:Dwudziestolatka bierze ślub i po 9 latach małżeństwa zdaje sobie sprawę, że nigdy mąż jej nie pociągał, zmuszała się do sexu, nigdy nie było namiętności i porządania i w sumie to traktuje męża jak brata... Tego się chyba nie da racjonalnie skomentować. Faktycznie powinnaś iść do specjalisty.
Czy już masz za sobą długi związek, który z czasem wystygł?
Jestem po ślubie dłużej niż autorka tego wątku. Nawet jak kiedyś moje małżenstwo wygaśnie (oby nie) to nie pomyślę nawet, że NIGDY żony nie kochałem, NIGDY mnie nie pociągała itp.
To nic strasznego, to tylko nierównowaga biochemiczna w mózgu.
Po moim braniu psychotropów jeszcze ponad rok później odczuwałam tego skutki w moim samopoczuciu i emocjach. Tak może być i u Ciebie.
Idź jeszcze raz do psychiatry, który Ci przepisywał te leki i powiedz, co się dzieje.
To nie jest takie hop-siup z tymi psychotropami. To trwa.
A męża, jeśli nie możesz kochać, to się z nim zaprzyjaźnij. Związek przechodzi etapy różne, stabilność i bliskość to jeden z nich. Bliskość można zwiększać, np. przez praktykowanie tantry.