Od miesiąca jestem z jednym chłopakiem, znaliśmy się już wcześniej, ale dopiero teraz zrozumieliśmy że sie kochamy, z tym że on jest raczej z biednej rodziny i ma za sobą
w pewnym sensie mroczną przeszłość ale teraz już sie zmienił, miał ciężki wypadek i jakimś cudem przeżył, teraz już prawie wrócił do pełnej sprawności, jest starszy ode mnie o kilka lat, rodzicom chciałam powiedzieć z czasem jednak przez przypadek sie dowiedzieli i zapowiedzieli mi żebym sie wyprowadziła na swoje bo oni tego związku nie akceptują zwłaszcza tata, jestem przytłoczona tą całą sytuacją, zostały mi jeszcze dwa lata studiów a trudno będzie na razie samej sie utrzymać a naprawde zależy mi na nim.
Podobne tematy
Nie no z rodzicami trzymaj dobre relacje to bardzo ważne. Niema co się buntuczyć "jak szczeniak" usiądźcie i porozmawiajcie wspólnie o problemach oraz o tym jak można by znaleźć jakiś consensus. Pamiętaj ze rodziców masz jednych a chłopak to tylko chłopak.
Chłopak tu nie ma nic do rzecz, będzie ten albo inny. Ale masz toksycznych rodziców, którzy żyją w XIX wieku i wydaje im się, że mają prawo Ci dyktować z kim masz być. Ja bym poszukał pracy, wyprowadził się i zerwał z nimi kontakty.
Czy to ten sam chlopak do ktorego wzdychalas w innym watku i ktory generelanie mial Cie ...w powazaniu? Bo jesli tak to hmm nie dziwie sie rodzicom. A nawet jesli to inny to wybacz Lara ale Ty masz w sobie cos z desperatki ktora za wszelka cene bedzie z kims kto jest nia zainteresowany nawet jesli ma nieciekawa przeszlosc. Tobie uczucie(?) to przycmiewa ale rodzicom niekoniecznie i moze nie chca byc swiadkami jak popelniasz blad. Wkoncu dorosla jestes wiec mozesz zyc i popelniac ewentualne bledy na swoj rachunek i na swoim.
Czy to ten sam chlopak do ktorego wzdychalas w innym watku i ktory generelanie mial Cie ...w powazaniu? Bo jesli tak to hmm nie dziwie sie rodzicom. A nawet jesli to inny to wybacz Lara ale Ty masz w sobie cos z desperatki ktora za wszelka cene bedzie z kims kto jest nia zainteresowany nawet jesli ma nieciekawa przeszlosc. Tobie uczucie(?) to przycmiewa ale rodzicom niekoniecznie i moze nie chca byc swiadkami jak popelniasz blad. Wkoncu dorosla jestes wiec mozesz zyc i popelniac ewentualne bledy na swoj rachunek i na swoim.
Zapewniam że to ktoś zupełnie inny, i tym razem naprawde mu na mnie zależy, chce poprostu być szczęśliwa i w końcu ułożyć sobie życie, ale oni tego oczywiście nie rozumieją, ile to osób sie wiąże ze sobą, tylko ja jak zwykle musze ponosić tego konsekwencje a chce być kochana i mieć kogoś z kim będe mogła dzielić radości i smutki, czy to tak wiele?
Czy rodzice podali konkretne argumenty na "nie", czy nie bo nie?
Dylemat trzylatka: jak zjeść ciastko i mieć ciastko.
Jesteś dorosłą osobą i chcesz być i żyć z chłopakiem. Jednocześnie dziwisz się, że rodzice, nie akceptując chłopaka, pokazali Ci drzwi. Twierdzisz, że Cię nie rozumieją. Rozumieją, tylko nie chcą przykładać ręki do tej znajomości. Dziwisz się, że masz ponosić konsekwencje swych wyborów. Cóż... to urok bycia dorosłą.
Zastanów się w takim razie nad tym, gdzie zarobić pieniądze, by dalej studiować (zapewniam Cię, że mnóstwo studentów jest na swoim utrzymaniu - pomyśl o kredycie studenckim) i mieszkać 'na swoim' (to też wynajęty pokój/studio/mieszkanie) z ukochanym.
Oni uważają że popełniam wielki błąd, i że on mną manipuluje, ale to nieprawda bo teraz sie zmienił i jest naprawde kochany, akceptuje mnie taką jaka jestem i wierzy we mnie,w moje możliwości.
Świetnie, że on się zmienił, że jest kochany, że Cię akceptuje, it.d. Jeśli będzie tak dalej (oby!), jest szansa, że rodzice zmienią zdanie na temat jego i waszego związku (co nie oznacza, że będą dalej Cię finansować)
Dokladnie. Ty mozesz go widziec w samych pozytywach ale rodzice nie maja takiego obowiazku. Oni Ci krzywdy nie robia, nie zamykaja na klucz w pokoju ani nie sledza, oczekuja tylko ze jesli podejmujesz decyzje niezgodna z ich odczuciem to jako dorosla osoba mozesz ja podjac ze wszystkimi tego ewentualnymi konsekwencjami. Czy to takie podle?
A Ty piszesz dla mnie nieco jak mala dziewczyna. Cos w stylu mamusiu naprawde tym razem bede grzeczna i nie ubrudze nowej sukienki. Mnie przekonywac nie musisz, rodzicow tez, jesli popelnisz blad to wezmiesz to na klate i juz. Ale Ty wolisz miec miekkie ladowanie w postaci rodzicow a gdy Ci tego odmawiaja dramatyzujesz ze nie pozwalaja Ci byc szczesliwa. Dziecinne.
(co nie oznacza, że będą dalej Cię finansować)
A dlaczego nie? Przecież to ich obowiązek.
EeeTam, albo się wyprowadzasz i zrywasz kontakty, albo oczekujesz finansowania. Zdecyduj się.
Rodzice nie mają obowiązku finansowania dorosłego dziecka.
Rodzice mają obowiązek finansowania dziecka do czasu jak to się uczy (np studiuje), granicą jest chyba 26 lat.
Autorko, zanim zrobisz jakikolwiek pochopny ruch, przemyśl czy ten facet jest tego wart.
14 2017-06-29 21:08:28 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-06-29 21:09:43)
EeeTam, albo się wyprowadzasz i zrywasz kontakty, albo oczekujesz finansowania. Zdecyduj się.
Rodzice nie mają obowiązku finansowania dorosłego dziecka.
Oczywiście, że mają obowiązek utrzymywać dziecko, jeśli studiuje do 26 roku życia. Natomiast ich władza rodzicielska kończy się w dniu, w którym dziecko kończy 18 lat. Ot, taka niespodzianka - przez 8 lat rodzice mają tylko obowiązki, bez przywilejów ![]()
Autorko, zanim zrobisz jakikolwiek pochopny ruch, przemyśl czy ten facet jest tego wart.
A moim zdaniem facet ma znaczenie trzeciorzędne, pierwszorzędne to pokazanie toksycznym rodzicom gdzie ich miejsce w szeregu.
Rodzice, z racji swojego życiowego doświadczenia widzą więcej i chcą Cię uchronić przed popełnieniem błędów, które mogą zaważyć na całym Twoim życiu. Oni Cię znają całe życie, chłopak tylko jakiś czas.
Oczywiście, że mają obowiązek utrzymywać dziecko, jeśli studiuje do 26 roku życia. Natomiast ich władza rodzicielska kończy się w dniu, w którym dziecko kończy 18 lat. Ot, taka niespodzianka - przez 8 lat rodzice mają tylko obowiązki, bez przywilejów
Iris7 napisał/a:Autorko, zanim zrobisz jakikolwiek pochopny ruch, przemyśl czy ten facet jest tego wart.
A moim zdaniem facet ma znaczenie trzeciorzędne, pierwszorzędne to pokazanie toksycznym rodzicom gdzie ich miejsce w szeregu.
To tego nie wiedziałam - o utrzymywaniu. Słyszałam za to historie, że 18-tka i wypad
myślę, że rodzice mogliby się łatwo wykręcić z tego obowiązku, zasłaniając się np brakiem pieniędzy, albo ograniczyć wydatki tylko do żywienia dorosłej pannicy. Na książki, ciuchy, wyjścia niech sobie zarobi.
I tak chyba powinna zrobić, bo nie wyobrażam sobie ciągnięcia kasy od rodziców i jednoczesnego wymagania od nich, by sienie wtrącali w moje życie. Jak to czasem mówią: dopóki mieszkasz pod moim dachem...
i to jest w sumie fair: chcesz pieniążków, licz się z rodzicami. Chcesz być niezależna, zacznij być - częścią tego jest zarabianie na siebie.
Z wcześniejszych postów wnioskuje, że rodzicami kieruje troska, a nie złośliwość, nie nazwałabym ich toksycznymi. Autorka też nie wyjaśniła dokładnie, dlaczego jej chłopak tak na nich działa. Jestem pewna, że mają powody...
A dlaczego nie? Przecież to ich obowiązek.
Jest kilka warunków, które dorosłe dziecko ma spełnić, by rodzice mieli obowiązek finansowania go.
CatLady napisał/a:EeeTam, albo się wyprowadzasz i zrywasz kontakty, albo oczekujesz finansowania. Zdecyduj się.
Rodzice nie mają obowiązku finansowania dorosłego dziecka.
Oczywiście, że mają obowiązek utrzymywać dziecko, jeśli studiuje do 26 roku życia. Natomiast ich władza rodzicielska kończy się w dniu, w którym dziecko kończy 18 lat. Ot, taka niespodzianka - przez 8 lat rodzice mają tylko obowiązki, bez przywilejów
Iris7 napisał/a:Autorko, zanim zrobisz jakikolwiek pochopny ruch, przemyśl czy ten facet jest tego wart.
A moim zdaniem facet ma znaczenie trzeciorzędne, pierwszorzędne to pokazanie toksycznym rodzicom gdzie ich miejsce w szeregu.
Od kiedy to rodzice, którzy troszczą się o przyszłość dziecka to toksyczni rodzice?
W jaki inny sposób mieliby wpłynąć na córkę, widząc zagrożenie?
Chce zgrywać dorosłą i odpowiedzialną, to proszę bardzo, niech się utrzymuje sama. Zrobiłabym dokładnie tak samo.
Zgadzam się, malwusia,
toksyczni to by byli, gdyby ją w piwnicy zamykali, a jedyne, co oni robia, to wyrażają swoje zdanie i obawy.
Autorka jak chce być całkowicie niezależna, nie chce słyszeć zdania rodziców, powinna się usamodzielnić.
Eeetam. A na jakiej podstawie oceniasz jej rodzicow jako toksycznych? Ty wiesz co oznacza toksyczny rodzic? Chyba nie do konca.
21 2017-06-30 21:16:49 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-06-30 21:22:00)
Od kiedy to rodzice, którzy troszczą się o przyszłość dziecka to toksyczni rodzice?
W jaki inny sposób mieliby wpłynąć na córkę, widząc zagrożenie?
Oczywiście, że ludzie, którzy próbują narzucić dorosłemu człowiekowi z kim ma tworzyć związek, a z kim nie, to ludzie toksyczni.
Chce zgrywać dorosłą i odpowiedzialną, to proszę bardzo, niech się utrzymuje sama. Zrobiłabym dokładnie tak samo.
Jeszcze są sądy w tym kraju ![]()
Jest kilka warunków, które dorosłe dziecko ma spełnić, by rodzice mieli obowiązek finansowania go.
Tak, musi studiować. I ona ten warunek spełnia.
Autorka jak chce być całkowicie niezależna, nie chce słyszeć zdania rodziców, powinna się usamodzielnić.
Na szczęście, nie Ty o tym decydujesz, tylko prawo, a wg prawa ich psim obowiązkiem jest ją utrzymywać dopóki nie skończy studiów lub 26 roku życia.
To tego nie wiedziałam - o utrzymywaniu. Słyszałam za to historie, że 18-tka i wypad
myślę, że rodzice mogliby się łatwo wykręcić z tego obowiązku, zasłaniając się np brakiem pieniędzy, albo ograniczyć wydatki tylko do żywienia dorosłej pannicy. Na książki, ciuchy, wyjścia niech sobie zarobi..
Aha, czyli jak rodzice są razem - nie ma obowiązku alimentacyjnego, ale jak się rozejdą pewnie jest, co? No jak uważasz, czy ojciec może nie płacić alimentów jeśli nie ma pieniędzy?
22 2017-06-30 21:25:46 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-06-30 21:30:36)
CatLady napisał/a:Autorka jak chce być całkowicie niezależna, nie chce słyszeć zdania rodziców, powinna się usamodzielnić.
Na szczęście, nie Ty o tym decydujesz, tylko prawo, a wg prawa ich psim obowiązkiem jest ją utrzymywać dopóki nie skończy studiów lub 26 roku życia.
Rodzice są zobowiązani utrzymywać dorosłe dziecko, które nie jest się w stanie utrzymać samodzielnie, nie wiem, skąd granica 26 lat? Jak znajdzie dobrą pracę podczas studiów, to również już nie muszą. Może się również okazać, że sąd każe finansować i 30letnie "dziecko"... Przy czym tak czy siak musi to być zgodne z zasadami współżycia społecznego, więc na szczęście istnieje prawo i sąd może również uchylić obowiązek alimentacyjny.
Jakby mi córka przyprowadziła do domu po miesiącu znajomości gościa z niejasną przeszłością, oznajmiając, że on się zmienił i bardzo się kochają - to by wyleciała razem z tym gościem za drzwi z prędkością światła - a studia musiałaby sobie finansować sama lub ewentualnie zrezygnować z nich i iść do pracy. Obowiązek szkolny istnieje do 18 roku życia, nie ma obowiązku studiowania i żaden sąd nie nakaże żadnemu rodzicowi finansowania dziecku studiów.
Kodeks rodzinny i opiekuńczy należy czytać w całości, a nie wybiórczo - a tym samym nie siać niepotrzebnego fermentu.
23 2017-06-30 21:48:24 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-06-30 21:49:46)
Rodzice są zobowiązani utrzymywać dorosłe dziecko, które nie jest się w stanie utrzymać samodzielnie, nie wiem, skąd granica 26 lat?
Przede wszystkim mylisz dwie rzeczy - obowiązek alimentacyjny ze względu na sytuację życiową i ze względu na naukę. Ten pierwszy obowiązek istnieje zawsze (nie tylko wobec dzieci, ale i rodziców, dziadków, wnuków), ten drugi jest obwarowany warunkami.
Co do granicy 26 lat. Przyjęte to jest stąd, że z zasady alimenty przyznaje się na dziecko, które kontynuuje naukę (czyli zaraz po maturze idzie na studia) i nie zaniedbuje nauki (czyli np. nie powtarza roku, bo się nie chciało uczyć). Takie dziecko powinno zakończyć studia do 25, w niektórych przypadkach 26 lat (studia medyczne są 6-letnie, a niektórzy idą na studia po zawodówce i późniejszym technikum, czyli w wieku 21 lat).
Jak znajdzie dobrą pracę podczas studiów, to również już nie muszą.
Owszem, tylko ile studentów dziennych ma "dobrą" pracę? Dobrą czyli stałą, pokrywającą koszty życia i edukacji.
Może się również okazać, że sąd każe finansować i 30letnie "dziecko"...
Tu znowu mylisz dwie różne podstawy obowiązku alimentacyjnego, ale przypadkowo trafiłaś w sedno. Obowiązek alimentacyjny ze względu na naukę może być przeciągnięty teoretycznie bez ograniczeń, praktycznie do 31 lat. Sąd może uznać, że drugi kierunek studiów - jeśli łączy się z pierwszym i jest niezbędny do wykonywania danej pracy - też powinni sfinansować rodzice. Ale to chyba bardzo rzadka sytuacja.
Jakby mi córka przyprowadziła do domu po miesiącu znajomości gościa z niejasną przeszłością, oznajmiając, że on się zmienił i bardzo się kochają - to by wyleciała razem z tym gościem za drzwi z prędkością światła - a studia musiałaby sobie finansować sama lub ewentualnie zrezygnować z nich i iść do pracy. Obowiązek szkolny istnieje do 18 roku życia, nie ma obowiązku studiowania i żaden sąd nie nakaże żadnemu rodzicowi finansowania dziecku studiów.
Czyli jesteś toksykiem. Na szczęście mylisz się co do alimentów na studiujące dziecko - sama sobie odpowiedz czy ojcowie po rozwodzie nie płacą alimentów na studiujące dzieci. Więc sąd ci nakaże, a po niedawnej zmianie prawa egzekucja nie będzie problemem. Powołujesz się na przepisy, więc proszę Kodeks rodzinny i opiekuńczy:
Art. 133. § 1. Rodzice obowiązani są do świadczeń alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, chyba że dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowania.
Widzisz gdzieś tu wzmiankę o pełnoletności?
I jeszcze coś (wyrok Sądu Najwyższego z 14 listopada 1998 roku, III CKN 217/97):
w przypadku dzieci, które osiągnęły już pełnoletniość, należy brać pod uwagę to, czy wykazują chęć dalszej nauki oraz czy osobiste zdolności i cechy charakteru pozwalają na kontynuowanie nauki. Przeciwne stanowisko prowadziłoby do zahamowania, a co najmniej znacznego utrudniania dalszego rozwoju dziecka, poprzez pozbawienie go środków materialnych niezbędnych do kontynuowania nauki po osiągnięciu pełnoletniości – pozostawałoby zatem w sprzeczności ze wspomnianym wyżej obowiązkiem rodzicielskim .
Mało tego, rodzice muszą płacić studentowi nawet jeśli zawarł związek małżeński ![]()
24 2017-06-30 21:53:33 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-06-30 21:55:35)
Czyli jesteś toksykiem.
Nazywaj to, jak chcesz
Dorosłe dziecko, jeśli chce zaglądać do mojego garnka z zupą, a tym bardziej u mnie mieszkać, musi się stosować do moich zasad
albo - proszę bardzo - może wprowadzać własne zasady we własnym domu, utrzymywanym za własną kasę.
I nie, nie mówię teoretycznie, mam dorosłego syna na studiach, jestem po rozwodzie, wiem, kto i kiedy co może, a co musi finansować - i kogo ma prawo wpuszczać do domu, a kogo nie
I żeby nie było - syn, oprócz tego, że ma niezłą fuchę, i tak ode mnie kasę dostaje, taki ze mnie toksyk, zatruwam jego i jego życie swoim jadem ![]()
Dziękuję za uwagę ![]()
Twoje dziecko nie mieszka u Ciebie
mieszka U SIEBIE
26 2017-06-30 21:56:33 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-06-30 21:57:37)
Nazywaj to, jak chcesz
Nazywam po imieniu.
Dorosłe dziecko, jeśli chce zaglądać do mojego garnka z zupą, a tym bardziej u mnie mieszkać, musi się stosować do moich zasad
albo - proszę bardzo - wprowadzać własne zasady we własnym domu, utrzymywanym za własną kasę.
Nie za własną - dopóki studiuje, za twoją i masz gucio do gadania ![]()
I nie, nie mówię teoretycznie, mam dorosłego syna na studiach, jestem po rozwodzie, wiem, kto i kiedy co może, a co musi finansować - i kogo ma prawo wpuszczać do domu, a kogo nie
Nie masz również prawa dyktować dorosłemu domownikowi kogo może gościć
A że jesteś po rozwodzie, to jakoś rozumiem Szanowna Pani Ja Tu Rządzę i Macie Słuchać ![]()
EeeTam, Amen. ![]()
Wreszcie rozwiane wszystkie wątpliwości co do alimentów dla studentów, a ostanio temat na topie.
28 2017-06-30 21:58:06 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-06-30 22:02:57)
Nie masz również prawa dyktować dorosłemu domownikowi kogo może gościć
Tak się składa, że jeśli jestem właścicielem domu, to ja decyduję, kto ma prawo do niego wejść. Radzę poczytać nieco więcej niż wybrane artykuły.
Fałko - mieszka u siebie, jeśli zgodnie z prawem (kodeks rodzinny się kłania nadal) pomaga w utrzymaniu domu. Nie chodzi o dokładanie się do rachunków, ale np. o dokładanie węgla do pieca lub sprzątanie łazienki. Jeśli by wpadało jak na darmowe wczasy z all inclusive, to niestety, ale kwalifikuje się to pod przemoc ekonomiczną. Ja akurat tego problemu nie mam, a dotychczasowe dziewczyny syna jakoś były do zniesienia ![]()
29 2017-06-30 22:35:07 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-06-30 22:35:47)
Tak się składa, że jeśli jestem właścicielem domu, to ja decyduję, kto ma prawo do niego wejść. Radzę poczytać nieco więcej niż wybrane artykuły.
Nie, w stosunku do domowników - męża, dorosłych dzieci, rodziców - nie masz prawa dyktować kogo mogą gościć, jeśli tylko goście nie utrudniają pozostałym domownikom korzystania z nieruchomości. A to co ty czytasz, to wyżej już rozbiłem w proszek. Poza tym, nieprawnie, ale praktycznie możesz narobić cyrku - wezwać policję, ta cię poprze, bo są zazwyczaj niedouczeni w takich sprawach. I co wygrasz? Postawisz na swoim, a syn będzie się spotykał z kim chce poza domem i będziesz mogła najwyżej sobie potupać nogami. Czas się pogodzić z upływem czasu, swoim wiekiem, dorosłością syna.
30 2017-06-30 22:36:55 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-06-30 22:45:37)
Jak napisałam wyżej - nie mam z synem problemów
Więc przytyki są niepotrzebne, skieruj energię na coś innego, np. na pomoc innym, bo m.in. do tego służy forum ![]()
Najwyraźniej jednak nie jestem toksyczna, bo sytuację Autorki wątku ze swojego punktu widzenia oceniłam czysto teoretycznie. Nadal będę jednak zdania, że rodzice toksyczni nie są, chcą dla córki dobrze. A ona swoją drogą o tym doskonale wie, o czym świadczy pierwszy, niewątpliwie w emocjach napisany post - że zastanawia się, co ewentualnie miałaby zrobić, bo jeszcze dwa lata studiów... Myślę, że dojdzie do właściwych wniosków i po przemyśleniu podejmie właściwe decyzje, nie pozywając rodziców do sądu o alimenty z powodu chłopaka znanego miesiąc.
Jak napisałam wyżej - nie mam z synem problemów
Bo pewnie w domu prezentujesz inną postawę niż tu - bo tu, niestety, pokazałaś się jako domowy dyktator, toksyczny człowiek, od którego lepiej trzymać zdrowy dystans. Ale takie kozaczenie na forum, to nie tylko Twoja cecha...
santapietruszka napisał/a:Jak napisałam wyżej - nie mam z synem problemów
Bo pewnie w domu prezentujesz inną postawę niż tu - bo tu, niestety, pokazałaś się jako domowy dyktator, toksyczny człowiek, od którego lepiej trzymać zdrowy dystans. Ale takie kozaczenie na forum, to nie tylko Twoja cecha...
To nie jest wątek o mnie
Jak masz ochotę o tym podyskutować, to sobie taki załóż
Ale tu już raczej daj sobie siana, bo znowu usiłujesz zacząć siać ferment nie wiadomo, po co ![]()
Autorko - wyglądasz na dziewczynę rozsądną, tylko nieco zagubioną w emocjach. Przeczytałam Twoje wcześniejsze posty. Trzymam kciuki za właściwie podjęte decyzje w Twoim życiu ![]()
Nawet jeśli rodzice są zobowiązani utrzymywać dorosłą kobietę, bo ona studiuje, to mogą to utrzymywanie ograniczyć do karmienia jej. Żadnych więcej pieniędzy nie muszą jej dawać. Natomiast córusia, jeśli pieniądze chce brać od rodziców, jest im winna szacunek w zamian, co oznacza liczenie się z ich zdaniem.
Jeśli chce się prowadzać z podejrzanym typem i uważa, że nic rodzicom do tego, to powinna się wyprowadzić.
Autorka nigdzie tez konkretnie nie napisała, o co rodzicom chodzi. Może mają poważne powody do obaw? To chyba nie jest przejaw toksyczności, a troski? Toksyczność to by była, gdyby oni mówili "nie bo nie, zabraniamy", nadmiernie ją kontrolowali, czytali maile, smsy, zamykali drzwi na klucz, szantażowali. A mi się coś dziwnie wydaje, że oni chyba mają powód do zmartwień.
Autorka pisze, że on się zmienił na lepsze, kocha ją i szanuje - czyli kiedyś był gorszy, nie kochał ani nie szanował. Chyba rodzice mają prawo nie wierzyć w tę cudowną przemianę i martwić się o córkę?
EeeTam, czy gdybyś miał dzieci, to miałbyś tak całkowicie w d**ie, z kim się spotykają? Nawet jakby to był jakiś typ spod ciemnej gwiazdy albo prostytutka? Tak nic a nic byś nie powiedział, dawałbyś kieszonkowe i patrzył spokojnie jak wpadają w kłopoty? Jeśli tak, to ty byłbyś tu toksycznym rodzicem. Oprócz utrzymania finansowego rodzice mają także inne obowiązki.
34 2017-06-30 22:48:50 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-06-30 22:54:36)
Nowa definicja:
sianie fermentu - niezgadzanie się z santapietruszka
Ehhh, szkoda słów. Miłego wieczoru ![]()
Nawet jeśli rodzice są zobowiązani utrzymywać dorosłą kobietę, bo ona studiuje, to mogą to utrzymywanie ograniczyć do karmienia jej. Żadnych więcej pieniędzy nie muszą jej dawać.
I znowu nie masz pojęcia o czym piszesz... Znasz w ogóle zasady ustalania stawek alimentów?
Natomiast córusia, jeśli pieniądze chce brać od rodziców, jest im winna szacunek w zamian, co oznacza liczenie się z ich zdaniem.
Nie, szacunek nie oznacza posłuszeństwa.
EeeTam, czy gdybyś miał dzieci, to miałbyś tak całkowicie w d**ie, z kim się spotykają? Nawet jakby to był jakiś typ spod ciemnej gwiazdy albo prostytutka? Tak nic a nic byś nie powiedział, dawałbyś kieszonkowe i patrzył spokojnie jak wpadają w kłopoty? Jeśli tak, to ty byłbyś tu toksycznym rodzicem. Oprócz utrzymania finansowego rodzice mają także inne obowiązki.
Po 1. Skąd wiesz, że nie mam dzieci?
Po 2. Na pewno nie wtrącałbym się w życie dorosłego dziecka na zasadzie nakazów/zakazów. Ograniczyłbym się do jednorazowego poważnego przedstawienia mojego zdania.
Po 3. Gdyby dziecko kontynuowało studia, to tak - dawałbym pieniądze.
Po 4. Wobec dziecka, które skończyło 18 lat rodzice mają już tylko jeden obowiązek - zapewnić wykształcenie. A to o czym ty piszesz, to nie jest obowiązek, tylko uzurpowanie sobie prawa do decydowania za dorosłego człowieka.
EeeTam
z prawnego punktu widzenia oczywiście masz rację, ale to nie ma znaczenia, bo przecież autorka nie będzie się sądzić z rodzicami.
mallwusia
Zawsze liczę się z różnymi scenariuszami. Przypomnę tu sprawę sprzed lat - Monika Kern, córka wicemarszałka Sejmu zakochała się. Rodzicom nie pasował chłopak, więc robili cuda wianki, żeby ich rozdzielić. Dziewczę zwiało z domu, wzięło bezmyślnie ślub z chłopakiem. A kiedy rodzice odpuścili, związek się rozleciał i tyle. Może gdyby rodzice nie robili cyrków, rozpadłby się znacznie wcześniej, bez awantur, szopki na cały kraj? Jeśli próbujesz dorosłemu człowiekowi dyktować z kim ma być, to najprawdopodobniej zyskasz tylko bunt, cyrk, awantury i w ostatecznym rozrachunku przegrasz. Niekoniecznie od razu, może bardziej miękka jednostka teraz się ugnie, ale zadra zostanie na całe życie i kiedyś będzie ci odpłacone.
Rolą rodziców jest wyrazić swoje wątpliwości - żeby znowu się nie okazało, że są winni, bo nie ostrzegali - ale raz, w poważnej rozmowie. A potem dać dziecku możliwość zbierania doświadczeń na własnych błędach.
Przypomnę tu sprawę sprzed lat - Monika Kern, córka wicemarszałka Sejmu zakochała się. Rodzicom nie pasował chłopak, więc robili cuda wianki, żeby ich rozdzielić. Dziewczę zwiało z domu, wzięło bezmyślnie ślub z chłopakiem. A kiedy rodzice odpuścili, związek się rozleciał i tyle. Może gdyby rodzice nie robili cyrków, rozpadłby się znacznie wcześniej, bez awantur, szopki na cały kraj?
Trochę źle dobrany przykład, Monika Kern miała 16 lat i psi obowiązek rodziców słuchać. Swoją drogą, niedawno czytałam z nią wywiad. Przyznaje rodzicom rację w 100%.
mallwusia
Zawsze liczę się z różnymi scenariuszami. Przypomnę tu sprawę sprzed lat - Monika Kern, córka wicemarszałka Sejmu zakochała się. Rodzicom nie pasował chłopak, więc robili cuda wianki, żeby ich rozdzielić. Dziewczę zwiało z domu, wzięło bezmyślnie ślub z chłopakiem. A kiedy rodzice odpuścili, związek się rozleciał i tyle. Może gdyby rodzice nie robili cyrków, rozpadłby się znacznie wcześniej, bez awantur, szopki na cały kraj? Jeśli próbujesz dorosłemu człowiekowi dyktować z kim ma być, to najprawdopodobniej zyskasz tylko bunt, cyrk, awantury i w ostatecznym rozrachunku przegrasz. Niekoniecznie od razu, może bardziej miękka jednostka teraz się ugnie, ale zadra zostanie na całe życie i kiedyś będzie ci odpłacone.Rolą rodziców jest wyrazić swoje wątpliwości - żeby znowu się nie okazało, że są winni, bo nie ostrzegali - ale raz, w poważnej rozmowie. A potem dać dziecku możliwość zbierania doświadczeń na własnych błędach.
no to właśnie dokładnie to zaproponowali - zbieraj doświadczenia na własnych błędach i na własny koszt
39 2017-07-01 00:42:11 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-07-01 00:43:27)
Trochę źle dobrany przykład, Monika Kern miała 16 lat i psi obowiązek rodziców słuchać.
I co, wygrali rodzice? Cały aparat państwowy zaprzęgli do swojej walki i przegrali. A tu nie mamy do czynienia z 16 latka, tylko wnosząc po studiach dwudziestokilkulatką.
Swoją drogą, niedawno czytałam z nią wywiad. Przyznaje rodzicom rację w 100%.
No i wystarczyło cyrku nie robić, spokojnie poczekać i nie byłoby problemu.
no to właśnie dokładnie to zaproponowali - zbieraj doświadczenia na własnych błędach i na własny koszt
Nie, z dodatkiem "na własny koszt" to nie jest propozycja, tylko szantaż. Szantaż bezprawny.
40 2017-07-01 00:47:42 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-07-01 00:49:28)
mallwusia napisał/a:no to właśnie dokładnie to zaproponowali - zbieraj doświadczenia na własnych błędach i na własny koszt
Nie, z dodatkiem "na własny koszt" to nie jest propozycja, tylko szantaż. Szantaż bezprawny.
To jak bezprawny, to niech Autorka - osoba dorosła i ponosząca konsekwencje swoich decyzji - się wyprowadzi, zacznie żyć na własny koszt i poda rodziców do sądu o alimenty. A niech nawet zgłosi szantaż na policję, a co tam se będzie żałować. Będzie prawnie. A gość z ciemną przeszłością, który "się zmienił", na pewno będzie zachwycony. Nie widzę problemu toksycznych rodziców nadal, a jeśli istnieje taki problem, to rozwiązanie podałam właśnie. Nie rozumiem, jak można sobie pozwolić żyć na koszt szantażysty...
santapietruszka
Skończyłem z tobą rozmowę, bo to jest pozbawione sensu. Nie masz nic do powiedzenia i doradzenia, poza awanturami, eskalacją konfliktu itd. itp.
Jestem tu parę dni i widzę, że określenie "toksyczny" rzucane jest na prawo i lewo.
Może dlatego, że niektórzy mają takie szczęśliwe życie, że weekendy spędzają z piwem przed komputerem ![]()
Wielokropek napisał/a:Jest kilka warunków, które dorosłe dziecko ma spełnić, by rodzice mieli obowiązek finansowania go.
Tak, musi studiować. I ona ten warunek spełnia.
Ten tak, ale czy spełnia pozostałe?
Mało tego, rodzice muszą płacić studentowi nawet jeśli zawarł związek małżeński s:)
W tym wypadku, gdy ktoś zawarł związek (lub jest w związku nieformalnym) obowiązek utrzymania dotyczy w pierwszej kolejności męża/żony/partnera/partnerki, rodzice maja go wówczas w drugiej kolejności.
Gdyby to były tak proste sprawy, jak je opisujesz, to sądy zawalone byłyby pozwami dorosłych dzieci, a sądy wydawałyby w każdym przypadku wyrok, wedle którego to na rodzicach zawsze i wszędzie spoczywa obowiązek utrzymania uczącego się dorosłego dziecka. Tak jednak nie jest.
Skoro autorka wątku zniknęła, to albo opisany problem został rozwiązany, albo nie jest zainteresowana dalszą dyskusją.
45 2017-07-01 11:15:34 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-07-01 11:23:18)
Ten tak, ale czy spełnia pozostałe?
Nie ma żadnych innych warunków. A jeśli nadal utrzymujesz, że są, to może wreszcie je wymień zamiast bić pianę, bo po raz kolejny to gołosłownie piszesz.
W tym wypadku, gdy ktoś zawarł związek (lub jest w związku nieformalnym) obowiązek utrzymania dotyczy w pierwszej kolejności męża/żony/partnera/partnerki, rodzice maja go wówczas w drugiej kolejności.
Pozwolę sobie zacytować opinię prawnika:
Samo zawarcie związku małżeńskiego przez osobę uprawnioną do alimentów nie powoduje wygaśnięcia obowiązku alimentacyjnego, gdyż nadal mogą istnieć przesłanki przemawiające za jego trwaniem (choćby niedostatek). Zgodnie z ogólną zasadą rodzice obowiązani są do świadczeń alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, chyba że dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowanie
O tym, kto studiującej mężatce powinien płacić alimenty decyduje sąd. Czym innym jednak jest kiedy studentka wychodzi za mąż, a czym innym kiedy mężatka idzie na studia. W tym pierwszym przypadku mało możliwe jest, by sąd uchylił rodzicom obowiązek płacenia alimentów (no chyba że mąż jest nie wiadomo jak dziany). W tym drugim oczywiście w pierwszej kolejności "ściganym" byłby mąż, a rodzice w drugiej.
Gdyby to były tak proste sprawy, jak je opisujesz, to sądy zawalone byłyby pozwami dorosłych dzieci, a sądy wydawałyby w każdym przypadku wyrok, wedle którego to na rodzicach zawsze i wszędzie spoczywa obowiązek utrzymania uczącego się dorosłego dziecka. Tak jednak nie jest.
No tak, to rzeczywiście dowód. A teraz weź policz w ilu rodzinach jest taki problem, potem w ilu nie udało się go rozwiązać normalnymi metodami i ilu tych młodych ludzi wie, że ma takie prawo i ilu ostatecznie zdecydowało się iść do sądu. Niewielka ilość spraw jest żadną przesłanką, przesłanką byłyby sprawy przegrane przez występujących o alimenty.
Biję pianę? Hm... .
Nikt z osób w tym wątku piszących nie jest, tak sądzę, prawnikiem specjalizującym się w prawie rodzinnym i opiekuńczym. Autorkę oraz osoby zainteresowane kwestią utrzymania studiujących dorosłych dzieci odsyłam na konsultacje ze specjalistą w tej dziedzinie.
47 2017-07-01 11:42:53 Ostatnio edytowany przez CatLady (2017-07-01 11:44:00)
mallwusia
Jeśli próbujesz dorosłemu człowiekowi dyktować z kim ma być, to najprawdopodobniej zyskasz tylko bunt, cyrk, awantury .
Powiem tak: bunt, cyrk i awantury są dobre dla gówniarzy. Jak ona chce być dorosłą, niezależną osobą, chce być tak traktowana, niech się zacznie tak zachowywać. Co to za dorosła osoba, która jest na utrzymaniu rodziców?? Chce być niezależna, niech przestanie wyciągać rękę po kasę. Wiem, wiem, co powiesz, zę wg prawa to i tamto. Ale w życiu jest tak, że nie kąsa się ręki, która karmi. Bierze kasę od rodziców, mieszka u nich, musi się godzić na pewne rzeczy. Nie chce się godzić? Wyjście jest.
Może dlatego, że niektórzy mają takie szczęśliwe życie, że weekendy spędzają z piwem przed komputerem
Śmieszny jesteś. Kolejny wątek, w którym używasz tego stwierdzenia. Kolejne ulubione słowo to toksyczny
Masz jakieś inne argumenty? Chyba nie bardzo, poza zarzucaniem rozmówcy eskalacji konfliktu, gdy nie wiesz, co odpowiedzieć.
48 2017-07-01 11:47:17 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-07-01 11:50:05)
[Powiem tak: bunt, cyrk i awantury są dobre dla gówniarzy.
Tak, oczywiście, nie gówniarz pozwala sobie dyktować z kim ma się spotykać. I ty piszesz, że rozmówca jest śmieszny...
Co to za dorosła osoba, która jest na utrzymaniu rodziców?
Taka, ktora studiuje. NIe każdy kończył koledż w Koziej Wólce, w którym można było bez problemu pogodzić pracę i naukę.
[ Śmieszny jesteś. Kolejny wątek, w którym używasz tego stwierdzenia.
I nawet nie wiesz dlaczego, ale głos musisz dać, wnioski już masz... Może po prostu tak napisałem, bo wczoraj moi rozmówcy, czego nie kryli w innym wątku, pisali tu pod wpływem alkoholu?
Masz jakieś inne argumenty?
W przeciwieństwie do ciebie mam ich wiele.
Biję pianę? Hm...
To udowodnij, że nie bijesz piany i wymień wreszcie te pozostałe warunki, o których pisałaś już bodaj dwa razy. Nie potrafisz? Czyli co, nie ma ich? To w jakim celu pisałaś o warunkach, których nie ma?
No właśnie widzę.
Dorosła osoba rozmawia, a nie urządza sceny. Jeśli jej chłopak jest taki cudowny, niech da szansę rodzicom, by też to zobaczyli.
Nie trzeba chodzić do koziej wólki, by pogodzić pracę z nauką. Da się, wiele osób tak robi. Chce mieć dziewczyna spokój - niech się wyprowadzi. Jak się z kimś mieszka, zwłaszcza z rodzicami, to należy im się szacunek. I, chyba po raz kolejny piszę, jej rodzicami nie kieruje chęć kontroli a troska. Normalna rozmowa rozwiązała by problem - o ile chłopak faktycznie się zmienił. W co nie wierzę.
Będziesz teraz rozmówców alkomatem sprawdzał??
policję wezwij ![]()
Wielokropek napisał/a:Biję pianę? Hm...
To udowodnij, że nie bijesz piany i wymień wreszcie te pozostałe warunki, o których pisałaś już bodaj dwa razy. Nie potrafisz? Czyli co, nie ma ich? To w jakim celu pisałaś o warunkach, których nie ma?
Ponownie odsyłam do prawnika specjalizującego się w prawie rodzinnym i opiekuńczym.
51 2017-07-01 11:57:32 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-07-01 11:59:13)
Dorosła osoba rozmawia, a nie urządza sceny. Jeśli jej chłopak jest taki cudowny, niech da szansę rodzicom, by też to zobaczyli.
Normalna rozmowa rozwiązała by problem
Tak, jasne, bo z każdym można porozmawiać jak z normalnym człowiekiem, z tobą przykładowo ![]()
Nie trzeba chodzić do koziej wólki, by pogodzić pracę z nauką. Da się, wiele osób tak robi.
A wiele nie robi. I wszystko w tym temacie.
Chce mieć dziewczyna spokój - niech się wyprowadzi.
To rodzice tylko wyższe alimenty będą płacić...
Jak się z kimś mieszka, zwłaszcza z rodzicami, to należy im się szacunek.
Szacunek należy się obu stronom, a ze strony jej rodziców tego szacunku wobec niej brak - bo traktowanie dorosłej osoby jak niewolnika, ktoremu można takie życiowe decyzje narzucać nie ma nic wspólnego z szacunkiem.
o ile chłopak faktycznie się zmienił. W co nie wierzę.
No jeszcze miałabyś w coś pozytywnego uwierzyć... Co to, to nie ty ![]()
Będziesz teraz rozmówców alkomatem sprawdzał??
policję wezwij
Oczekuję tego dnia, w którym zrozumiesz słowo pisane. Ciekawe czy kiedyś nastąpi.
Ponownie odsyłam do prawnika specjalizującego się w prawie rodzinnym i opiekuńczym.
Czyli nie umiesz ani udowodnić tezy, którą postawiłaś, ani się z niej wycofać. To jakby kończy dyskusję w tym punkcie.
Wielokropek napisał/a:Ponownie odsyłam do prawnika specjalizującego się w prawie rodzinnym i opiekuńczym.
Czyli nie umiesz ani udowodnić tezy, którą postawiłaś, ani się z niej wycofać. To jakby kończy dyskusję w tym punkcie.
Z udowadniania czegokolwiek komukolwiek - wyrosłam, wycofywać się nie mam z czego (Ty oczywiście możesz mieć inne zdanie od mego). Z jednym się zgadzam: skoro nikt z nas nie jest prawnikiem, dyskusja nt. przepisów prawa sensu nie ma.
No przecież rozmawiamy. Nikt - a przynajmniej nie ja - nie krzyczy ani scen nie urządza.
Jak ktoś chce, to pogodzi pracę z nauką. Kwestia chcenia. Dziewczyna musi wybrać, na czym bardziej jej zalezy, na pieniądzach od rodziców i beztroskim życiu, czy na niezależności. Nie zawsze można mieć obie te rzeczy. Są jeszcze kredyty studenckie.
Nie wierzę w cudowne przemiany z dnia na dzień. Jeśli jest taka przemiana, to raczej czasowa i jej rodzice to widzą.
Tak, i zarzuć rozmówcy niezrozumienie słów. To taki mocny argument w dyskusji. Brawo Ty.
54 2017-07-01 12:06:43 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-07-01 12:21:32)
Z udowadniania czegokolwiek komukolwiek - wyrosłam, wycofywać się nie mam z czego (Ty oczywiście możesz mieć inne zdanie od mego).
To nie jest kwestia zdania, tylko faktów. To nie była Twoja opinia, tylko fakty wynikające z prawa. Okazało się, że fakty nieistniejące.
CatLady
Powtarzasz się, nic nowego nie napisałaś. A czego nie zrozumiałaś, nie będę ci tłumaczył, bo to i tak próżny trud - nie zrozumiesz, bo nie chcesz zrozumieć niczego co jest niezgodne z twoją wizją.
A jakim językiem dyskutujesz... No nie krzyczysz, capslock wyłączony. Za to jak się wypowiadasz o ludziach:
w tym wątku pogardliwe per "córusia", o jej facecie "podejrzany typ" - chociaż zdanie dalej piszesz, że nic o nim nie wiemy.
Inny wątek, do rozmówcy: "Boszsz... ależ Wy oboje jesteście niedojrzali".
Jeszcze inny wątek: "Żenujący koleś"
To z ostatnich kilkunastu godzin. Tylko szydzisz, wyśmiewasz, szczujesz do konfliktów. Zastanów się dlaczego, co w swoim życiu rekompensujesz tym pisaniem.
55 2017-07-01 12:11:53 Ostatnio edytowany przez CatLady (2017-07-01 12:12:57)
Argumenty o toksyczności i robieniu awantur nie działają i koniec rozmowy, tak?
Ty za to proponujesz świetne rozwiąznia: rodzice mają zamknąć gęby i finansować dziewuchę i patrzeć jak pakuje się w kłopoty. Nic nie mają do powiedzenia, bo są jedynie jej rodzicami. A najlepiej niech ich do sądu poda o alimenty. Super rozwiązanie. Na pewno załagodzi konflikt.
Ooooo
sprawdzasz mnie!!! Szukasz argumentów! Jestem zaszczycona! ![]()
56 2017-07-01 12:14:27 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-07-01 12:19:43)
Ty za to proponujesz świetne rozwiąznia: rodzice mają zamknąć gęby i finansować dziewuchę i patrzeć jak pakuje się w kłopoty. Nic nie mają do powiedzenia, bo są jedynie jej rodzicami. A najlepiej niech ich do sądu poda o alimenty. Super rozwiązanie. Na pewno załagodzi konflikt.
Znowu pogardliwie o innej userce per "dziewucha"...
Z tego co pamiętam, to mój pierwszy tu post był odpowiedzią na twój, w którym niezgodnie z prawdą twierdziłaś, że nic jej się od rodziców nie należy i jak nie pasuje, to do roboty (zacytuję cię: Rodzice nie mają obowiązku finansowania dorosłego dziecka). Więc ci udowodniłem, że się należy.
Nie wiem czym się czujesz zaszczycona. Zastanów się co byś myślała o innym człowieku tak się zachowującym i będziesz wiedzieć co o tobie myślą.
Znowu pogardliwie o innej userce per "dziewucha"...
Z tego co pamiętam, to mój pierwszy tu post był odpowiedzią na twój, w którym niezgodnie z prawdą twierdziłaś, że nic jej się od rodziców nie należy i jak nie pasuje, to do roboty (zacytuję cię: Rodzice nie mają obowiązku finansowania dorosłego dziecka). Więc ci udowodniłem, że się należy.
Nie wiem czym się czujesz zaszczycona. Zastanów się co byś myślała o innym człowieku tak się zachowującym i będziesz wiedzieć co o tobie myślą.
No niech Ci będzie - udowodniłeś, bo nie wiedziałam o tym, bo słyszałam kilka historii, że dzieciak kończył 18 i musiał iść zarabiać.
Pomyśl też, co dziewczynie po tym, ze teraz wygrałaby z rodzicami, wymusiła pieniądze, czy osobiście, czy sądownie. Wygrałaby bitwę, ale nie wygrałaby wojny. To byłaby dopiero eskalacja konfliktu. Obowiązek alimentacyjny z czasem wygaśnie. Dziewczyna wyjdzie za nieciekawego typa - wnioskuje to z tego, co sama pisała, jak i z reakcji jej rodziców, w końcu na fajnego chłopaka by nie narzekali - coś pójdzie nie tak, a rodzice stwierdzą, że skoro jest taka mądra, to niech sobie sama radzi. Czasem warto rodziców posłuchać i nie wdawać się w niepotrzebne awantury. Nie wiem, czy tej jej chłopak jest wart wdawania się w taką wojną z rodzicami, która może trwać nawet lata. Potem dziewczyna bedzie płakać, że rodzice nie chcą znać jej, jej cudownego męża, ani im pomóc. A w życiu jest wiele sytuacji, w których pomoc rodziców się przydaje, szkoda ich odrzucać i dyskredytować jako toksycznych.
Czasem warto rodziców posłuchać i nie wdawać się w niepotrzebne awantury.
O ile zazwyczaj jestem zwolennikiem dogadywania się, o tyle nie w takich przypadkach, a na pewno nie na zasadzie podporządkowania się woli rodziców. I jeszcze raz: tu nie chodzi o tego jednego chłopaka, chodzi o prawo do decydowania o swoim życiu, którego to prawa jej - dorosłej osobie - rodzice odmawiają. Ludzie z takimi zapędami nie przestaną, dopóki nie zostaną zastopowani. Będzie miała 30 lat, pracować, ale jeśli będzie z nimi mieszkać, dalej będą jej próbowali dyktować co ma robić.
Tak jak napisałam wcześniej - z prawnego punktu widzenia masz rację, ale to nie ma w tej konkretnej sytuacji najmniejszego znaczenia, bowiem autorka musiałaby sądzić się z własnymi rodzicami o alimenty. Sprawę by wygrała w 10 minut, co z tego jednak, skoro przekreśliłaby pewno do końca życia pozytywne relacje z rodzicami.
Skoro chłopak jest taki w porządku i starszy, to niech się zorganizują razem i pokażą, że są dorośli i odpowiedzialni. Bo jak inaczej to sobie wyobrazić - nie tolerują chłopaka, a mają go gościć pod swoim dachem?
Inna sprawa, jeśli rodzice ingerują także w innych sprawach córki i narzucają jej swoją własną wizję życia. Tego nie wiemy.
Lara200, ten mężczyzna Cię mami już od 3 lat, pojawia się i znika kiedy jest mu tak wygodne.
Ty zaś, za każdym razem dajesz mu szanse, licząc, że się zmienił i tym razem będzie inaczej - to jednak dotychczas nie następowało. Dlaczego teraz miałoby być inaczej.?
Jesteś zmanipulowana przez tego człowieka do tego stopnia, że niczego nie umiesz mu odmówić. Jeśli stworzysz z nim związek, prawdopodobnie będzie on toksyczny.
Już sam początek waszej znajomości mógł na to wskazywać - czym bardziej on był trudny, niedostępny i obojętny wobec Ciebie, tym bardziej starałaś się go zdobyć.
Masz w domu trudne relacje z ojcem i podświadomie ciągnie Cię do podobnych mężczyzn, i choć czujesz, że zostaniesz zraniona, brniesz w to, bo jest Ci to w jakiś sposób bardzo bliskie.
Laro, pominę sposób w jaki rodzice chcą wywrzeć na Tobie swoje decyzje, bo takowych nie popieram, ale popatrz obiektywnie na swój związek, być może zastrzeżenia rodziców, co do tego mężczyzny rzeczywiście są słuszne. Nie walcz z rodzicami, bo skupiając swoją uwagę na nich, tracisz rzeczywisty obraz sytuacji.
Lara200, ten mężczyzna Cię mami już od 3 lat, pojawia się i znika kiedy jest mu tak wygodne.
Ty zaś, za każdym razem dajesz mu szanse, licząc, że się zmienił i tym razem będzie inaczej - to jednak dotychczas nie następowało. Dlaczego teraz miałoby być inaczej.?
Bo to nie ten sam chłopak? Autorka już była o to pytana i odpowiadała: to ktoś zupełnie inny
ósemka napisał/a:Lara200, ten mężczyzna Cię mami już od 3 lat, pojawia się i znika kiedy jest mu tak wygodne.
Ty zaś, za każdym razem dajesz mu szanse, licząc, że się zmienił i tym razem będzie inaczej - to jednak dotychczas nie następowało. Dlaczego teraz miałoby być inaczej.?Bo to nie ten sam chłopak? Autorka już była o to pytana i odpowiadała: to ktoś zupełnie inny
Zauważyłam, że było ich kilku, odniosłam się do opisu "tego starszego".
CatLady napisał/a:Czasem warto rodziców posłuchać i nie wdawać się w niepotrzebne awantury.
O ile zazwyczaj jestem zwolennikiem dogadywania się, o tyle nie w takich przypadkach, a na pewno nie na zasadzie podporządkowania się woli rodziców. I jeszcze raz: tu nie chodzi o tego jednego chłopaka, chodzi o prawo do decydowania o swoim życiu, którego to prawa jej - dorosłej osobie - rodzice odmawiają. Ludzie z takimi zapędami nie przestaną, dopóki nie zostaną zastopowani. Będzie miała 30 lat, pracować, ale jeśli będzie z nimi mieszkać, dalej będą jej próbowali dyktować co ma robić.
Jak osoba ma 30 lat i pracuje, to już nie powinna mieszkać z rodzicami. To juz jest czas najwyższy iść na swoje. Takie są bowiem uroki mieszkania pod jednym dachem. A jak już będzie u siebie, to nie będzie problemu, by ich przystopować.
Jak chcesz mieć wolność, musisz być na swoim. Wolnoć Tomku w swoim domku ![]()
A swoją drogą, my tu sobie gadu gadu, a autorka zniknęła.
Niestety sytuacja sie nie zmieniła, oni uważają że nie powinnam do niego przyjeżdżać, on mieszka w innej miejscowości, tyle że on teraz czeka na operacje i nie może dużo chodzić, na razie postanowiłam trzymać go na dystans bo choć zależy mi na nim, to nie potrafie mu do końca zaufać, no i jest dosyć zamknięty w sobie, ale to dlatego że miał trudne dzieciństwo.