Cześć Forumowicze.
Sam się sobie trochę dziwię ,że pisze ale chyba potrzebne jest mi spojrzenie na moją sprawę przez osoby w żaden sposób nie zaangażowane w sprawę.
Jesteśmy parą 30 latków. Razem 2 lata z małym haczykiem. Ja taki trochę "Piotruś Pan" ona kobieta po przejściach z 6 letnim synkiem. Mieszkamy razem od ok pół roku ( to było dla mnie mega ciężkie z racji mojego "piotrusiowania" ) przyzwyczaiłem się jednak do tego. Może od początku... Ogólnie to zaczęło się od tego ,że pracowaliśmy razem i na początku byłem jej szefem. Czuć było chemię już nie raz wcześniej ( chociażby na imprezie firmowej ) kilka razy zapraszała mnie wtedy do siebie lub na miasto ale jakoś nie byłem temu wtedy przychylny ( byłem w związku do tego romans w firmie - nie pasowało mi to ) Prędzej czy później tak się poukładało ,że zostawiłem kobietę z ,którą wtedy byłem i zaczęliśmy się spotykać. Początki jak to początki bajka.... potem przychodzi życie.... Powiem szczerze na początku nie zdawałem sobie sprawy z czym się wiąze to ,że ona ma dziecko szczególnie ,że sporo czasu poświęcała też tylko mi a ja miałem zawsze możliwość ucieczki w swoje domowe pielesze... Z młodym się zaprzyjaźniłem ( miał wtedy 4 lata ) widziałem jednak z czasem ,że ona chce więcej. Wspólne mieszkanie przyszło mi naprawdę z wielkim trudem ( mówimy o początku - np 3 dni żegnałem się z moim kawalerskim lokum ) wiedziałem jednak ,że prędzej czy później to nastąpi. Zanim jednak to nastąpiło firma w ,której pracowaliśmy się rozwiązała a ja wszedłem w spółkę z kolegą. Nie mineło dużo czasu jak i ona oraz kilka innych osób do nas przyszło. Ona wnosi ogromny wkład do firmy, jeśli idzie o wyniki jest liderem nikt jej też nie traktuje jak pracownika a partnera i sądzę ,że ma dużo do powiedzenia. Tu zaś zaczynają się robić schody.... Nie wiem czy mi się coś odmieniło ( tak ona twierdzi ) ale zmieniło się moje podejście do "młodego". Poczułem się odpowiedzialny za niego i zacząłem od niego dużo wymagać ( może za dużo ). Może nie jest to jakaś makabra ale każe mu codziennie ćwiczyć pisanie ( 4 linijki - sądzę ,że to nie dużo szczególnie ,że chodzi o pisanie po konturze co jak się skupi zajmuje mu max 10 min ) i krew mnie zalewa gdy mu każe coś wykonać a słyszę " NIE " po kilka razy i pisk....( co ciekawe jak jest tylko ze mną slucha na słowo ) szczerze to nie umiem chyba jakoś właściwie do tego podejść gdyż taką styczność z nim codziennie mam teoretycznie od pół roku. Poczułem się jednak w obowiązku by przekazać mu pewne wartości np obowiązkowość ,która będzie go czekała już za 2 msc w szkole. Chodzi też o inne pierdoły np. nakupuje mu prezentów a za 2 dni lament w sklepie ,że czegoś nie chce mu się kupić. Pozwala sobie gdyż wcześniej miał pozwalane. Sam też nie jestem bez winy bo czasem mnie poprostu denerwuje ( takie fochy to poprostu masakra a ja wychodzę z założenia ,że musi wyjść na moje gdyż to ja jestem dorosłym ) no i przez to bywam złośliwy ( tak tak potrafię się przyznać do błędu i wiem ,że robie żle ale nie potrafie inaczej. Przykład: on pisk to i ja piskiem go przedrzeźniam lub nakładam kary. Fakt bywam też złośliwy bez powodu ( np gdy jestem zmuszany do oglądania jakiś jego głupot w TV ). Przyznaje się też do błędu ,że trochę ostatnio też częściej sięgam po używki ( nie wiem może fakt , że ostatnio się ciągle przez te sytuacje sprzeczamy i ona krytykuje mnie przy nim podważając w ten sposób mój autorytet) No i tu pojawia się problem. Są cały czas wojny o młodego ostatnio coraz bardziej srogie i dąży to chyba ku końcowi.... ( szczególnie ,że oboje nie przebieramy w słowach a ona ostatnio jeszcze się skarży na mnie po naszych znajomych oraz mojej rodzinie ). Będę szczery jego biologiczny ojciec ma go gdzieś i poczułem się w obowiązku tak jakby go zastąpić... Raz zależy mi bardzo na nich ( nie ciągle jestem wrednym gremlinem ) a dwa obawiam się ,że rozstanie rozwali interes a przynajmniej sprawi ,że stanie się nie rentowny. Jesteśmy ze sobą powiązani na wielu płaszczyznach ... co o tym myślicie wszystkim
Podobne tematy
2 2017-06-28 07:51:13 Ostatnio edytowany przez Liczi (2017-06-28 07:54:53)
To co przeżywasz, Tołdi, to nic nadzwyczajnego w rodzinie. Biologiczni rodzice też kłócą się o wychowanie dzieci I TO JAK!! Czasami miałam dość moich młodych tak bardzo, że nie tylko ich przedrzeźniałam ale powstrzymywałam się ostatkiem sił, bo mnie ręka świerzbiła ![]()
Najwazniejsze jest to, żebyś wytłumaczył partnerce, że poczułeś się ojcem młodego z całym tego dobrodziejstwem. ![]()
Trzymaj się, wychowywanie dzieci to orka na ugorze ![]()
Napiszę Ci coś z innej perspektywy.
Obecnego Partnera poznałam ponad rok po swoim rozwodzie. Moja córka miała 8 lat i ze swoim tatą ma kontakt co dwa tygodnie, na co dzień jest ze mną.
Bardzo przeżywałam pierwsze spotkanie córki z obecnym Partnerem i trochę to trwało zanim ich ze sobą poznałam, było to po ponad 3 miesiącach. Po kolejnych 4 zamieszkaliśmy we trójkę.
Partner pomaga córce w odrabianiu lekcji, ja mam więcej czasu dla siebie. Niemniej jednak, również wymaga od niej pewnych rzeczy do wykonania. Czy to sprzątanie czy wyjście z psem. Na początku bardzo krytycznie podchodziłam do wszelkich uwag, dawałam tylko sobie prawo nakładania kar, jednak po pewnym czasie uzmysłowiłam sobie, że ten człowiek pomaga mi wychować moje dziecko.
Kontakt mają fantastyczny. Bardzo się lubią, nawet wydaje mi się że kochają. Córka uwielbia się do niego przytulać, on zawsze znajdzie dla niej czas.
Wiem, że ciężko jest porównywać 6 letniego chłopca do już teraz 9 letniej dziewczynki, ale warto spojrzeć na to szerzej. Tworzycie patchworkową rodzinę, bierzesz jakąś odpowiedzialność za to dziecko już przez sam fakt że razem mieszkacie. Nie chodzi o to być był tym "złym policjantem", który tylko daje kary i się z nim przekomarza. W takich sytuacjach dajesz dowód, ze nie dorosłeś do takiej roli i decyzja o wspólnym mieszkaniu była pochopna. Irytuje Cię to dziecko i robisz wszystko by go do siebie zniechęcić. Wiedz, że matka stanie zawsze po stronie dziecka, jeśli widzi że dziecko cierpi. I nie chodzi mi o to, że zmuszasz go do odrabiania lekcji ( chociaż to ona powinna powinna też o to zadbać), ale te złośliwości o jakich piszesz.
6 latek nie jest już małym, nierozumnym dzieckiem, warto wprowadzić jakieś zasady. Okazjonalne kupowanie zabawek ale za to częściej wspólna zabawa.
Nie będziesz nigdy jego ojcem, ale możesz stać się człowiekiem, który ukształtuje jego charakter i da mu wzór do naśladowania. Jeśli przerasta Cię to i nadal Twój wewnętrzny Piotruś Pan się do Ciebie odzywa, to przemyśl ten związek. Może się okazać, że nie podołasz tym wszystkim problemom, a tylko napsujecie sobie krwi, gdzie ucierpi najbardziej chłopiec.
4 2017-06-28 09:14:51 Ostatnio edytowany przez pannapanna (2017-06-28 09:16:00)
Myślę że jesteś nienormalny. Każesz mu pisać cztery linijki dziennie???? Nigdy nie przyszło mi do głowy kazać moim dzieciom pisać cokolwiek zanim poszły do szkoły. Na plac zabaw byś lepiej z nim poszedł.
Kłócicie się przy dziecku? To oboje nie dorośliscie do roli rodziców.
Ty przedrzeźniasz sześciolatka??
Rozumiem że jesteś na poziomie małego chłopczyka z zaburzonym poczuciem bezpieczeństwa.
Współczuję temu dziecku, naprawdę.
I to was obojga. Najwyraźniej jego matce bardziej zależało żeby mieć jakiegoś fiuta przy sobie niż na bezpieczeństwu dziecka. A dla ciebie i tak firma jest ważniejsza niż uczucia.
My też mamy rodzinę rekonstruowaną, ale sobie nie wyobrażam żeby mój partner przedzeznial moje dziecko. Albo na nie krzyczał.
My się tu wszyscy szanujemy.
5 2017-06-28 14:56:57 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2017-06-28 15:17:23)
Myślę że jesteś nienormalny. Każesz mu pisać cztery linijki dziennie???? Nigdy nie przyszło mi do głowy kazać moim dzieciom pisać cokolwiek zanim poszły do szkoły. Na plac zabaw byś lepiej z nim poszedł.
Kłócicie się przy dziecku? To oboje nie dorośliscie do roli rodziców.
Ty przedrzeźniasz sześciolatka??
Rozumiem że jesteś na poziomie małego chłopczyka z zaburzonym poczuciem bezpieczeństwa.
Współczuję temu dziecku, naprawdę.
I to was obojga. Najwyraźniej jego matce bardziej zależało żeby mieć jakiegoś fiuta przy sobie niż na bezpieczeństwu dziecka. A dla ciebie i tak firma jest ważniejsza niż uczucia.
My też mamy rodzinę rekonstruowaną, ale sobie nie wyobrażam żeby mój partner przedzeznial moje dziecko. Albo na nie krzyczał.
My się tu wszyscy szanujemy.
To akurat żaden kosmos,że dziecko pisze po śladzie 4 linijki dziennie,nie przesadzaj.Moja córka w wieku tego chłopca płynnie czytała i pisała z pamięci drukowanymi.Z pisanymi literami miała większy problem.I chodziła do szkoły muzycznej gdzie uczyła się kaligrafii nut.
Oczywiście wszystkie te zajęcia były zabawą.Uczyła się bo była ciekawa świata po prostu.I tą ciekawość trzeba wykorzystać by odpowiednimi metodami pracować z dzieckiem.Bo jego umysł w tym wieku jest jak gąbka.
Autorze-nie stosuj metod negatywnych,wzmacniaj chłopca pozytywnie,wykorzystaj jego naturalną ciekawośc świata,pracuj z nim na komputerze,niech to dla niego będzie ciekawe.I kończ zanim zobaczysz,żę się znudzi.Sam zauważysz,ze wtedy chłopaczek będzie chętniej do tego wracał.A jeśli nie masz odrobiny cierpliwości,jeśli psychika takiego dzieciaczka dla Ciebie jest magią-to może daj spokój.Najpierw doczytaj,doucz się-jak chcesz wrzucę Ci parę linków-a potem zacznij z chłopaczkiem pracować.
Nie możecie mieć rozbieżnych metod wychowawczych,musicie tworzyć wspólny front.Czy kiedykolwiek rozmawiałeś z matką chłopca o tym jak powinniście wychowywać chłopca,czy po prostu jest tak,że Ty widzisz jej błędy wychowawcze przez pryzmat zachowania chłopca i sam chcesz to naprawić?
Ogranicz złośliwość-ja wiem,że trudno-ale ona jak sam widzisz-nie przynosi żadnego efektu.
Jak słyszysz "nie" od chłopca to pomyśl co możesz mu zaproponować w nagrodę.I nagradzaj,nagradzaj-motywacja pozytywna działa cuda,uwierz.
Kiedy widzisz fochy-zostaw go samego sobie,poczekaj aż się uspokoi.Wtedy z nim pogadaj,powiedz,że miałeś jakieś fajne plany ale nie może tak się zachowywać bo wtedy z planów nici.Nagradzaj dobre zachowanie tablicą motywacyjną na przykład.
Jeszcze jedno pannopanno.Osoba,która pisze:
Najwyraźniej jego matce bardziej zależało żeby mieć jakiegoś fiuta przy sobie niż na bezpieczeństwu dziecka
a następnie:
My się tu wszyscy szanujemy
jest niestety ABSOLUTNIE niewiarygodna ![]()
W innym temacie wyczytałam,że nazywasz autora wątku: troll,idiota,bezjajeczny.
Jak ktoś operujący takimi inwektywami,nie szanujący interlokutora może cokolwiek o szacunku pisać? ha ha ha
Gojka - dokładnie, bo ja z osobą która w ten sposób traktuje moje dziecko bym nie była 10 minut.
A matka tego chłopca poświęciła swoje dziecko żeby mieć u boku bolca - prewnie nie bez wpływu był fakt, że to sam szef się zainteresował pańcią. ..
Gojka - dokładnie, bo ja z osobą która w ten sposób traktuje moje dziecko bym nie była 10 minut.
A matka tego chłopca poświęciła swoje dziecko żeby mieć u boku bolca - prewnie nie bez wpływu był fakt, że to sam szef się zainteresował pańcią. ..
Wiesz pannopanno-z pewnością z Tobą operującą w stosunku do obcych Ci tu ludzi inwektywami: troll,idiota,bezjajeczny- też mało kto chciałby być.
Jak Ty wszystko o wszystkich tu wiesz-aż strach cokolwiek napisać bo zaraz wyczytasz mój światopogląd,podejście do dzieci,mężczyzn i to w jaki sposób awansuję w pracy wprost z moich postów ![]()
Bardzo dobrze robisz uczysz dziecko literek, jestem za . Jeśli to forma zabawy czemu nie , w końcu mieszkacie razem więc i wychowanie spada na dwie osoby. Co do partnerki powinniście o tym porozmawiać aby było dobrze. Kłótnia przy dziecku nic dobrego nie wróży. Trzymam kciuki za udane rozwiązanie tej sprawy
pannapanna napisał/a:Gojka - dokładnie, bo ja z osobą która w ten sposób traktuje moje dziecko bym nie była 10 minut.
A matka tego chłopca poświęciła swoje dziecko żeby mieć u boku bolca - prewnie nie bez wpływu był fakt, że to sam szef się zainteresował pańcią. ..Wiesz pannopanno-z pewnością z Tobą operującą w stosunku do obcych Ci tu ludzi inwektywami: troll,idiota,bezjajeczny- też mało kto chciałby być.
Jak Ty wszystko o wszystkich tu wiesz-aż strach cokolwiek napisać bo zaraz wyczytasz mój światopogląd,podejście do dzieci,mężczyzn i to w jaki sposób awansuję w pracy wprost z moich postów
Jak dokładnie śledzisz moje posty, czuję się zaszczycona ![]()
Na swoje życie i powodzenie nie narzekam, dziękuję i życzę Ci tego samego xD
Jak dokładnie śledzisz moje posty, czuję się zaszczycona
Na swoje życie i powodzenie nie narzekam, dziękuję i życzę Ci tego samego xD
Nie śledzę-raczej czytam temat,w którym tak obraźliwie określasz autora.Znowu czytasz co nie napisane ![]()
Bardzo dobrze robisz uczysz dziecko literek, jestem za . Jeśli to forma zabawy czemu nie , w końcu mieszkacie razem więc i wychowanie spada na dwie osoby. Co do partnerki powinniście o tym porozmawiać aby było dobrze. Kłótnia przy dziecku nic dobrego nie wróży. Trzymam kciuki za udane rozwiązanie tej sprawy
Chyba nie doczytałaś-to nie jest forma zabawy.W zabawie dziecko tak nie reaguje jak opisuje autor.On dziecku po prostu każe.
Autorze już chyba wiesz, że trzeba się abortować z tego układu. Problem jest zawodowy, tu będzie ciężko.
Gojka 102 nie zrozumiałaś mnie ..napisałam JEŚLI to forma zabawy to tak . Nie przekrecaj mojej wypowiedzi.
14 2017-06-28 17:58:17 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2017-06-28 17:59:13)
Gojka 102 nie zrozumiałaś mnie ..napisałam JEŚLI to forma zabawy to tak . Nie przekrecaj mojej wypowiedzi.
Julito-ja niczego nie przekręcam.Chyba Ty nie czytawszy całej wypowiedzi wyciągasz mylne wnioski.
No bo kto przeczytawszy ten tekst
). Może nie jest to jakaś makabra ale każe mu codziennie ćwiczyć pisanie ( 4 linijki - sądzę ,że to nie dużo szczególnie ,że chodzi o pisanie po konturze co jak się skupi zajmuje mu max 10 min ) i krew mnie zalewa gdy mu każe coś wykonać a słyszę " NIE " po kilka razy i pisk....
uważałby,że dziecko tak właśnie reaguje na zabawę ? ![]()
Autor tu wyraźnie napisał,że KAŻE dziecku pisać a nie że BAWI SIĘ w pisanie.Kumasz różnicę ?
Droga gojko źle napisałam że złym zrozumieniem dla innych miałam na myśli i poprawie się gdyby by to była forma zabawy to tak , a tak wychodzi jak w opisie
jak byc z kobieta, ktora ma dziecko?---raczej nie tak, jak ty...
pomysl z pisaniem i uczeniem obowiazkowosci wraz z twoim zaangazowaniem jest super!
ale.. przedrzezniac 6 latka???? ty masz niby te 30??
nie chodzi o to, ze musisz stawiac n aswoim, bo jestes "dorosly". ok, nie ma 3 lat, ale to jeszcze ten wiek (do ok 8. r.z.), gdzie potrzebuje jeszcze duzo zrozumienia. moze jeszcze zacznij sie wydzierac, co? na skutki metod wychowawczych nie bedzie trzeba dlugo czekac.
podziwiam ludzi, którzy się wiążą z kimś kto ma dziecko. ja nie umiałam tego unieść.
Moim zdaniem z jednej strony czujesz sie odpowiedzialny za to dziecko, a z drugiej troche Cie irytuje, sam nie jestes pewny czy dojrzales do tej roli. Sama nie mam dziecka, wiec moge sie mylic, ale mysle ze surowoscia i zlosliwosciami niewiele zdzialasz. Twoja rola jest trudna, ale predzej dziecko bedzie sie Ciebie bac. Lepiej chyba uczyc dziecko przez zabawe, bo tak dzieci najczesciej lubia sie uczyc, wtedy uznaja to za cos fajnego i szybko zdobywaja nowe informacje. Oczywiscie sa sytuacje, gdy potrzeba konsekwencji i musza byc pewne zasady, ale nie oznacza to zlosliwosci. Na pewno latwo czasem wybuchnac, ale warto nad tym popracowac.
Drogi autorze. Trochę dyscypliny dziecku nie zaszkodzi. Nauki też nie.
Czytam i czytam i stwierdzam że tu prawie same idealne matki i dzieci. Wszystko załatwiają przez zabawę zabawę mają życie mlekiem i miodem płynące.
Dzieci to takie małe lobuzy. Niestety. Czasem są aniołami A czasem diabły wcielone. Rodzonym rodzicom jest czasem ciężko nad nimi zapanować nie mówiąc już o trzymaniu nerwow na wodzy. Takie zycie. Dzieci są niesamowitymi psychologami i bardzo szybko ucza się jak daleko mogą się posunąć. Jako wspolwychowujacy ustalcie zasady w waszych domowych pieleszach i konsekwetnie się ich trzymajcie. Na początku będzie trudno zanim dziecko pozna ze trzymacie razem. I nie zawsze będzie łatwo. Ważne jest też żebyś zapamiętał że dziecko uczy się rrowniez z obserwacji waszych zachowań. Jak będziesz mu dokuczal w pewnym momencie weźmie przykład z Ciebie.
Drogi autorze. Trochę dyscypliny dziecku nie zaszkodzi. Nauki też nie.
Czytam i czytam i stwierdzam że tu prawie same idealne matki i dzieci. Wszystko załatwiają przez zabawę zabawę mają życie mlekiem i miodem płynące.
Dzieci to takie małe lobuzy. Niestety. Czasem są aniołami A czasem diabły wcielone. Rodzonym rodzicom jest czasem ciężko nad nimi zapanować nie mówiąc już o trzymaniu nerwow na wodzy. Takie zycie. Dzieci są niesamowitymi psychologami i bardzo szybko ucza się jak daleko mogą się posunąć. Jako wspolwychowujacy ustalcie zasady w waszych domowych pieleszach i konsekwetnie się ich trzymajcie. Na początku będzie trudno zanim dziecko pozna ze trzymacie razem. I nie zawsze będzie łatwo. Ważne jest też żebyś zapamiętał że dziecko uczy się rrowniez z obserwacji waszych zachowań. Jak będziesz mu dokuczal w pewnym momencie weźmie przykład z Ciebie.
z tego wniosek, ze nie wszyscy po prostu powinni mieć dzieci
na głupi samochod potrzeba prawa jazdy,a na wychowanie nowego człowieka nie trzeba nic
Nie będę się rozpisywać o zachowaniu Autora, bo sporo już zostało powiedziane - przedrzeźnianie dziecka i złośliwości to porażka dorosłego.
Natomiast uderzyło mnie również zachowanie matki dziecka, która jest zwyczajnie nielojalna i strzela sobie w stopę. Po pierwsze, nie podważa się autorytetu drugiego opiekuna przy dziecku. A po drugie "rozwiązywanie" problemów poprzez obrabianie komuś tyłka w gronie rodziny i znajomych? Jak można traktować poważnie taką osobę? Informacji w głównym poście jest mało, ale jak dla mnie matka sprawia wrażenie fanki bezstresowego wychowania (przy Autorze dziecko nie ma problemów z dyscypliną, a kiedy pojawia się matka, to automatycznie wie, że może sporo ugrać).
Na miejscu Autora nie ciągnęłabym tego związku ze względu na podejście kobiety. A jej podejście jest ważne, bo to ona jest biologicznym rodzicem dziecka i skoro już się z kimś związała, to powinna wszystko robić tak, by budować zdrowe relacje w nowej rodzinie. A ona nie dość, że nie buduje, to jeszcze przeszkadza. Z tym się nie wygra.
Tak nikt nie jest idealny, ale warto wyciagac wnioski i starac sie cos z tym zrobic. Krzyki, zlosliwosci nic nie dadza.
Co do partnerki fo faktycznie zle, ze podwaza autorytet faceta przy dziecku, przy rodzinie. Takie rozmowy powinny przebiegac we dwoje i sluzyc do dogadania sie, ustaleniu jakichs zasad, a nie w klotni. To tez niefajne i o tym warto porozmawiac i oby to cos pomoglo.
Drogi autorze. Trochę dyscypliny dziecku nie zaszkodzi. Nauki też nie.
Czytam i czytam i stwierdzam że tu prawie same idealne matki i dzieci. Wszystko załatwiają przez zabawę zabawę mają życie mlekiem i miodem płynące.
Dzieci to takie małe lobuzy. Niestety. Czasem są aniołami A czasem diabły wcielone. Rodzonym rodzicom jest czasem ciężko nad nimi zapanować nie mówiąc już o trzymaniu nerwow na wodzy. Takie zycie. Dzieci są niesamowitymi psychologami i bardzo szybko ucza się jak daleko mogą się posunąć. Jako wspolwychowujacy ustalcie zasady w waszych domowych pieleszach i konsekwetnie się ich trzymajcie. Na początku będzie trudno zanim dziecko pozna ze trzymacie razem. I nie zawsze będzie łatwo. Ważne jest też żebyś zapamiętał że dziecko uczy się rrowniez z obserwacji waszych zachowań. Jak będziesz mu dokuczal w pewnym momencie weźmie przykład z Ciebie.
Ale to tu chodziło o to by przyznać autorowi,że my-rodzice nie zawsze sobie radzimy z wychowaniem? Bo wydaje mi się,że raczej o co innego.Co to da,że ja będę opisywać jak postępowałam z moim dzieckiem kiedy miało lat sześć?
Tak,do dziewiątego roku życia trzeba dziecko uczyć przez zabawę i wzmacniać pozytywnie.I nikt tu nie napisał,że WSZYSTKO załatwiamy przez zabawę.Ale naukę z takim dzieckiem-trzeba.A jak się nie ma o tym pojęcia-lepiej odpuścić zwyczajnie.Nie każdy dobry rodzic musi być dobrym pedagogiem.
24 2017-06-29 13:56:27 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2017-06-29 14:01:30)
Przykład: on pisk to i ja piskiem go przedrzeźniam lub nakładam kary. Fakt bywam też złośliwy bez powodu ( np gdy jestem zmuszany do oglądania jakiś jego głupot w TV ).
Chcesz być dobrym rodzicem, zdaj sobie sprawę, że te głupoty są dla niego ważne. Może też nauczysz się, że pozorne głupoty, są bardzo ważne i dla Ciebie, bo bardziej chodzi tutaj o czynność, że jesteś z dzieciakiem. Z czasem może Ci się odwdzięczy fochem, że nie chcesz oglądać z nim.
Największy wpływ na jego wychowanie będziesz miał, gdy będziesz kształtował jego środowisko. Wychowanie to nauka dla Ciebie. Czy będąc sportowcem kazał być dziecku uprawiać sport? A jeśli tak to w jakiej formie?
A co do kupowania różnych rzeczy. To gra między rodzicami, a dziećmi. Czasem trzeba ulec, czasami nie. Ale też nie przeciągaj przesadnie w żadną stronę.
25 2017-06-29 14:16:06 Ostatnio edytowany przez lolek8080 (2017-06-29 14:19:51)
Najgorsze co robi Twoja partnerka to,że podważa Twoje zdanie przy małym. Nawet jak sie z Tobą nie zgadza to powinna Ci to powiedzieć ale nie w obecności dziecka! W bezposrednich kontaktach z dzieckiem rodzice zawsze powinn mówić jednym głosem. Nauczycie małego, że Twoje zdanie gówno znaczy bo mama je podważy i dziecko bedzie to wykorzystywało.
Kazanie dziecku pisać uważam za przesade..., ja swojemu to każe odrabiać zadanie domowe jak jest, ale jak nie chodził do szkoły to nie było mowy o przymusowej nauce.
Cześć Forumowicze.
Sam się sobie trochę dziwię ,że pisze ale chyba potrzebne jest mi spojrzenie na moją sprawę przez osoby w żaden sposób nie zaangażowane w sprawę.
Jesteśmy parą 30 latków. Razem 2 lata z małym haczykiem. Ja taki trochę "Piotruś Pan" ona kobieta po przejściach z 6 letnim synkiem. Mieszkamy razem od ok pół roku ( to było dla mnie mega ciężkie z racji mojego "piotrusiowania" ) przyzwyczaiłem się jednak do tego. Może od początku... Ogólnie to zaczęło się od tego ,że pracowaliśmy razem i na początku byłem jej szefem. Czuć było chemię już nie raz wcześniej ( chociażby na imprezie firmowej ) kilka razy zapraszała mnie wtedy do siebie lub na miasto ale jakoś nie byłem temu wtedy przychylny ( byłem w związku do tego romans w firmie - nie pasowało mi to ) Prędzej czy później tak się poukładało ,że zostawiłem kobietę z ,którą wtedy byłem i zaczęliśmy się spotykać. Początki jak to początki bajka.... potem przychodzi życie.... Powiem szczerze na początku nie zdawałem sobie sprawy z czym się wiąze to ,że ona ma dziecko szczególnie ,że sporo czasu poświęcała też tylko mi a ja miałem zawsze możliwość ucieczki w swoje domowe pielesze... Z młodym się zaprzyjaźniłem ( miał wtedy 4 lata ) widziałem jednak z czasem ,że ona chce więcej. Wspólne mieszkanie przyszło mi naprawdę z wielkim trudem ( mówimy o początku - np 3 dni żegnałem się z moim kawalerskim lokum ) wiedziałem jednak ,że prędzej czy później to nastąpi. Zanim jednak to nastąpiło firma w ,której pracowaliśmy się rozwiązała a ja wszedłem w spółkę z kolegą. Nie mineło dużo czasu jak i ona oraz kilka innych osób do nas przyszło. Ona wnosi ogromny wkład do firmy, jeśli idzie o wyniki jest liderem nikt jej też nie traktuje jak pracownika a partnera i sądzę ,że ma dużo do powiedzenia. Tu zaś zaczynają się robić schody.... Nie wiem czy mi się coś odmieniło ( tak ona twierdzi ) ale zmieniło się moje podejście do "młodego". Poczułem się odpowiedzialny za niego i zacząłem od niego dużo wymagać ( może za dużo ). Może nie jest to jakaś makabra ale każe mu codziennie ćwiczyć pisanie ( 4 linijki - sądzę ,że to nie dużo szczególnie ,że chodzi o pisanie po konturze co jak się skupi zajmuje mu max 10 min ) i krew mnie zalewa gdy mu każe coś wykonać a słyszę " NIE " po kilka razy i pisk....( co ciekawe jak jest tylko ze mną slucha na słowo ) szczerze to nie umiem chyba jakoś właściwie do tego podejść gdyż taką styczność z nim codziennie mam teoretycznie od pół roku. Poczułem się jednak w obowiązku by przekazać mu pewne wartości np obowiązkowość ,która będzie go czekała już za 2 msc w szkole. Chodzi też o inne pierdoły np. nakupuje mu prezentów a za 2 dni lament w sklepie ,że czegoś nie chce mu się kupić. Pozwala sobie gdyż wcześniej miał pozwalane. Sam też nie jestem bez winy bo czasem mnie poprostu denerwuje ( takie fochy to poprostu masakra a ja wychodzę z założenia ,że musi wyjść na moje gdyż to ja jestem dorosłym ) no i przez to bywam złośliwy ( tak tak potrafię się przyznać do błędu i wiem ,że robie żle ale nie potrafie inaczej. Przykład: on pisk to i ja piskiem go przedrzeźniam lub nakładam kary. Fakt bywam też złośliwy bez powodu ( np gdy jestem zmuszany do oglądania jakiś jego głupot w TV ). Przyznaje się też do błędu ,że trochę ostatnio też częściej sięgam po używki ( nie wiem może fakt , że ostatnio się ciągle przez te sytuacje sprzeczamy i ona krytykuje mnie przy nim podważając w ten sposób mój autorytet) No i tu pojawia się problem. Są cały czas wojny o młodego ostatnio coraz bardziej srogie i dąży to chyba ku końcowi.... ( szczególnie ,że oboje nie przebieramy w słowach a ona ostatnio jeszcze się skarży na mnie po naszych znajomych oraz mojej rodzinie ). Będę szczery jego biologiczny ojciec ma go gdzieś i poczułem się w obowiązku tak jakby go zastąpić... Raz zależy mi bardzo na nich ( nie ciągle jestem wrednym gremlinem ) a dwa obawiam się ,że rozstanie rozwali interes a przynajmniej sprawi ,że stanie się nie rentowny. Jesteśmy ze sobą powiązani na wielu płaszczyznach ... co o tym myślicie wszystkim
Jak dla mnie, to na dziecku twojej partnerki skumulowały się jakieś głębiej schowane problemy. Dziecko jest po prostu najsłabszym ogniwem, w którym uwydatniają się niewypowiedziane, bo być może nieuświadomione problemy. Nie wiem, czy ma to związek z twoim "piotrusiowaniem" czy że związkiem. A może z jednym i drugim.
Na twoim miejscu zastanowiłabym się co tak naprawdę ci nie odpowiada, drażni i wkurza w obecnej sytuacji.
No cóż pewnie niektorzy nie nadają się na rodziców. Osobiście nie znam małżeństwa, pary ktora nie ma problemów wychowawczych A tych ludzi znam jednak sporo. Czy z tego powodu uważam ze nie są dobrymi rodzicami? Absolutnie nie! Po prostu wydaje mi się ze ktoś kto zna odpowiedzi na wszystkie problemy wychowawcze żyje w takim zludnym świecie.
Każdy rodzic uczy się na bledach bądź korzysta z wiedzy innych.
Autor zatytulowal jak żyć z kobieta z dzieckiem. Wydaje mi się ze do związku podchodzi poważnie. Ale podobnie jak każdy rodzony rodzic uczy się jak pogodzić rolę przybranego ojca i partnera kobiety.
Wciskanie chlopu ze macie idealne relacje z dziećmi to bajka. Dlaczego ma nie wiedzieć że nie on jeden i jego partnerka mieli, i miec beda co rusz jakieś problemy w wychowaniu.
28 2017-07-03 00:50:15 Ostatnio edytowany przez rozowa_mandarynka (2017-07-03 00:50:46)
Informacji w głównym poście jest mało, ale jak dla mnie matka sprawia wrażenie fanki bezstresowego wychowania (przy Autorze dziecko nie ma problemów z dyscypliną, a kiedy pojawia się matka, to automatycznie wie, że może sporo ugrać).
Na miejscu Autora nie ciągnęłabym tego związku ze względu na podejście kobiety. A jej podejście jest ważne, bo to ona jest biologicznym rodzicem dziecka i skoro już się z kimś związała, to powinna wszystko robić tak, by budować zdrowe relacje w nowej rodzinie. A ona nie dość, że nie buduje, to jeszcze przeszkadza. Z tym się nie wygra.
z jej podejsciem to kooperacji na linii autorytetow sie zgadzam, ale ona moze nawet na to nie wpadla? rozmowa+zrodla z neta powinny zalatwic sprawe
natomiast inne zachowanie dziecka bez i podczas obecnosci matki nie ma nic wspolnego z bezstresowym wychowaniem. zazwyczaj ma tak wiekszosc dzieci, bez wzgledu czy trzecia stona jest nowy partner, ktos obcy, czy babcia i dziadek
Moim zdaniem zachowanie dziecka wynika z faktu, że po pierwsze czuje się w pewien sposób zagrożone (walczy o swoje miejsce przy mamie), a z drugiej wyznacza granice w tej nowej relacji i testuje, jak daleko może się posunąć. Czym innym bowiem były spotkania, nawet częste i intensywne, a czym innym jest zamieszkanie pod wspólnym dachem, który dotąd był tylko jego i mamy. Wpuszczenie przez dziecko nowej osoby do jego świata musi trochę potrwać i nie ma tu znaczenia, że chłopiec wcześniej już Cię zaakceptował, a Wasze stosunki, jak sam to określiłeś, były przyjacielskie.
Jeśli zaś chodzi o to, że w obecności mamy zachowuje się inaczej niż wówczas, kiedy jej nie ma, to jest to zupełnie naturalne i dosyć częste. Mama dziecku daje ogromne poczucie bezpieczeństwa, dlatego przy niej pozwala sobie na więcej. Z kolei dopóki Wasze stosunki nie zostaną do końca ukształtowane, to chłopiec, kiedy będzie przebywał wyłącznie pod Twoją opieką, to prawdopodobnie, jakby asekuracyjnie, będzie bardziej się pilnował, stąd też większe zdyscyplinowanie. Zauważmy zresztą, że dzieci w ogóle zachowują się inaczej w zależności od okoliczności, na przykład przebywając w przedszkolu pod opieką swojej wychowawczyni, którą nawet bardzo lubią i przy której czują się komfortowo, a potem w domu. Podobnie jak inaczej zachowują się będąc pod opieką rodziców, a inaczej u dziadków, gdzie nierzadko wolno im dokładnie wszystko. Tak więc w każdej z tych relacji tworzą sobie zupełnie nowe, inne ramy, w których wolno im się poruszać.
Z drugiej strony brak właściwie stawianych granic przez matkę też warto brać pod uwagę, tym bardziej, że wiele kobiet samotnie wychowujących dziecko ma tendencję do rekompensowania mu w ten sposób braku drugiego z rodziców. Nie wspominając, że wszelkie uwagi dotyczące Twoich metod wychowania i opieki nad synem, partnerka powinna przekazywać Ci bez obecności chłopca, bo w ten sposób wręcz podręcznikowo podkopuje Ci autorytet.
Twoich złośliwości i przedrzeźniania komentować nie będę, bo raz, że sam dobrze wiesz, że jest to błąd, a dwa - zostało to już dokładnie omówione.
P. S. Szkoda tylko, że Autor założył temat i zniknął
.
30 2017-07-30 15:26:30 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2017-07-30 15:26:43)
Wciskanie chlopu ze macie idealne relacje z dziećmi to bajka.
A możesz zacytować gdzie ktokolwiek coś takiego napisał? ![]()
Jak? Najlepiej wcale. Tak to już jest. Masz bardzo niewdzieczna rolę. Jak potrzeba dziecku coś kupic lub je gdzies zawieść itp.to jestes potrzebny, ale jak masz jakis pomysł na wychowanie dziecka to nigdy nie masz racji ani zadnych praw. Chcesz dobrze, a wychodzi jak zawsze
ja bym sie ewakuowal. Głupio zrobiłeś że porzuciles dla niej swój tryb życia.