Witajcie, przychodzę tu z pewnym problem z którym myślałam, że dam sobie radę.
Otóż, lat mam 23, między mną a narzeczonym różnica jest 9 lat, 2 miesiące temu przeprowadziłam się ponad 500km od domu rodzinnego do narzeczonego. Aktualnie tu gdzie jestem szukam pracy stałej gdzie jest to trudny etap ponieważ od pracodawców słyszę '' jest Pani z daleka, a jak się odwidzi to co ja zrobię z umową? ''więc chodzę od rozmowy do rozmowy, miałam juz kilka dni próbnych gdzie zostałam oszukana, więc temat jest trudny ale nie poddaje się. Musi się w końcu udać. Plus jest tego taki, że mam pracę na weekendy w dziedzinie motoryzacji, mały plus ale zawsze już coś. Jak już znajdę pracę stałą, to rozejrze się za szkołą policealna.
Mieszkanie tu gdzie jestem, jest narzeczonego gdzie razem staramy się spłacać kredyt, narzeczony jest międzynarodowym kierowcą ciężarówki i ma dość dobre zarobki i nasza sytuacja jest ok, ale to i tak nie zmienia faktu, że chciałabym już mieć tą pracę stała i odciążyć go w płatnościach, poza tym chcę również swojego wkładu w dom i zacząć odkładać na ślub, który będzie skromny ale też chcę mieć w nim trochę odłożonego grosza, ponieważ wszystko będziemy płacić sami bez pomocy rodziców. Mam nadzieję, że zła passa z pracą szybko minie.. Ale się rozpisałam! Już zmierzam do problemu.
Narzeczony ma taką pracę, że 3 tygodnie jest w pracy a 6-7 dni w domu, i tak w kółko. On wyjeżdża, ja zostaje w domu z dwoma kotami. I są również przyszli teściowie którzy mieszkają od nas 5 minut..
Nasz kontakt był do tej pory ok, nawet za bardzo! Zmniejszył się ale może to i lepiej bo co za dużo to też nie dobrze. Ale! Zauważyłam, że mama narzeczonego czasami się bulwersuje gdy odmawiam do nich przyjścia. Przytoczę sytuację. Przyjechała do nich ciocia, mama narzeczonego dzwoni w sobotę wieczorem i nie pyta co robię tylko od razu mówi '' przyjdź do nas'' grzecznie odmówiłam mówiąc, że mam inne plany i wybiorę się w tygodniu. I tu pojawił się bulwers jak ja mogę mieć inne plany? Druga sytuacja, niedziela- siedzę w domu przy projekcje, mama narzeczonego dzwoni i mówi, że jest koło naszej klatki i mam zejść i iść z nią do nich.. Też nie zapytała co robię, tylko, że mam się ubierać i schodzić. Odmówiłam, potężny bulwers.. Ubrałam się i poszłam. Więc problemem tu jest, że ja mam inne plany.. A głownie to są szukanie pracy więc jeżdżę po mieście, siadam do maszyny i szyję, siedzę przy projekcie albo pomagam w schronisku dla zwierząt albo praca w weekendy,no chyba, że czasem zwiedzam miasto. Drugi problem.. Sprawdzają mnie, przychodzą to nie ma miejsca gdzie by nie zajrzeli.. Balkon, kuchnia, sypialnia.. Po co? Być może sprawdzają czy umiem sprzątać, akurat umiem i lubię więc nie doszukaja się niczego ani w sprzątaniu ani gotowaniu. Ale kontrolę wyczuwam bo pewnie myślą '' młoda, z daleka, z rodziny gdzie się nie przelewa, on dobrze zarabia to go może wykorzysta'' więc kontrolują co tylko jest możliwe łącznie z tym, że traktują mnie jak małolate+ teksty ich czasami doprowadzają mnie czasem do tego, że chce stąd uciec. Jak przychodzą to aż się boję co mogę usłyszeć za uwagi.. Jestem raczej cicha i spokojna ale tak nie może być wiecznie, czy ktoś miał taką sytuację? Jak się zachować?
Na koniec mogę przytoczyć docinki typu, był problem z wodą w muszli akurat w całym bloku, ale tata narzeczonego oczywiście zapytał czy nie zapchałam muszli podpaskami...
Druga sytuacja, siedze na imieninach taty narzeczonego (ja, rodzice narzeczonego i ich znajomi, też małżeństwo) i nagle jego tata odzywa się do mnie tak '' po co ty będziesz szukać pracy stałej jak gdzieś tam masz jakieś szpitale, leczenie'' po co wszyscy mają o tym wiedzieć? Ci państwo znają się xx lat ale ja ich widzę 3 czy 4 raz na oczy więc z uwagi na takie docinki, bardzo rzadko tam chodzę. Może to coś ze mną jest nie tak?