witam, moj problem jest taki :
jestesmy w 4 letnim zwiazku, chlopak, cudowny, robiacy absolutnie wszystko, z wyczuciem, delikatny, wrażliwy, przez 3 lata potem sie zacezlo psuc, coraz bardziej zaczął zaznaczać swoje terytorium, chciec pokazać swoje, zdane niezaleznosc, od roku sa kłótnie, placze rostalismy sie, on przeszedł depresje, byl na tabletkach, wróciliśmy o siebie mialo byc cudownie, obietnice z jego tsrony, ale jednak jest zle. jets coraz mniej mily, agresywny w slowach, potarfi prosto z mostu powiedzieć ze nie bedzie sie godzil na to, na to i na to, ze nawte jakbyśmy byli po slubie bedzie robil to i to, mial swoja niezaleznosc, ze lubi ksiazki, gry itd i jak bedze chcial to robic po slubie czy majac dzieci to bedzie, bardzo sie wykolca i podkresla swoja niezaleznosc, buduje mur ktorgeo nigdy nie bylo bo zwiazek naprawdę byl cudowny. kocham go nad zycie, ale brakuje mi jego dawnej czesci, potrafi byc delikatny czasem, czuly, mowic to co bym w danej chwili chciala uslyszec, ale ma tez takie etapy ze go nie pozanje, staram sie rozmawiac, a potem jzu tylko placze. sam przyzanl ze ta wrazliwa czesc i uczuciowosc sie w nim wypaliła na skutek wielu przerzyc
chce z nim byc, kocham go i ogolnie odpowiada mi jako osoba, ale sa momenty ktore tak mnie rania, nie potarfie zniesc tego jak wytycza ta swoja niezaleznosc, robi cos wiedząc ze mnie rani tłumacząc ze on moze wzsiac i przyjac moje zdanie ale nie musi ulegac i robic tak by mi pasowalo.
ja nie jestem dla niego potworem, jestem naprawde dobra kochajaca dziewczyna, ale chyba normalne ze w zwiakzu jak cos rani druga osobe to trzeba odpuscic a nie sie upierac i dlugotrwale podkreslac ze teraz juz tak bedzie?
prosze o porady i jakakolwiek pomoc, podkreslam, chce z nim byc, ale nie na takich zasadch jak teraz, zecokolwike by mnie nei bolalo nie ranilo, mam to akceptowac bo :" taki jest i jak sie z ty pogodze bedzie mi latwiej"