Mam myslenie bardzo negatywne, wrogie wobec otoczenia, Wszystkich i wszystko widze jako zle i nieprzyjazne. Wiem mam tego swiadomosc ze to tylko pryzmat pprzez ktory nauczylam sie patrzec, ale slepo zaczynam wierzyc ze wlasnie tak negatywnie wyglada rzeczywistosc. To powoduje u mnie depresje i stany lekowe, glowa zaczyna intensywnie myslec pod katem obrony przed zagrozeniem ktore sama sobie wymysla i wierzy w nie, widzi wyraznie, . Odchodzi chec robienia czegokolwiek ze strachu, na twarzy i ciele sztywna robie sie ze strachu, pojawiaja sie lęki, zlosc tak silne ze juz czuje glebsze problemy psychiczne, a to tylko przez myslenie negatywne. Nie wiem dlaczego, ale cos mnie blokuje mocno przed przyjeciem myslenia pozytywnego, mimo ze wtedy czuje sie luzniej swobodniej . Nie potrafie przyjac myslenia pozytywnego, moja glowa mysli ze to glupie jakies. Bo z czego sie cieszyc mam ? Moj problem odwieczny. Od kad pamietam, od niego problemy z psychika juz szybko ida. Trudno mi rozmawiac wtedy nawet z psychologiem. Jak sobie poradzic z tym ?
Podobne tematy
To wcale nie jest dziwne. Ja też, żyjąc na tej śmiesznej planecie, nie jestem w stanie myśleć pozytywnie. Ludzie są agresywni, samolubni i zamknięci w sobie. Wykorzystują siebie nawzajem. Mają obsesję zbierania niepotrzebnych rzeczy i pieniędzy. Świat jest podzielony i ciągle słychać o jakiejś wojnie. W Polsce mamy do tego tragiczną sytuację ekonomiczną, wiele ludzi żyje po to żeby przeżyć, a pewna grupa specjalistów wykorzystuje pozostałych finansowo zarabiając olbrzymie pieniądze, poprzez ich wyłudzanie zgodnie z prawem. Ludzie chcą być lepsi od innych z zazdrości. Kiedyś robiono test psychologiczny. Dano wybór, czy wolelibyście żyć w społeczeństwie, w którym standard życia wzrósłby dziesięć razy w porównaniu z obecnym, ale różnice w zarobkach zmalałyby prawie do zera? Zdecydowana większość nie zgodziła się na to, bo chcieli mieć przyjemność w myśleniu że są lepsi od sąsiada, że mają więcej, że skończyli lepsze studia, więc więcej zarabiają, że stać ich na lepsze mieszkanie i na wyjazdy zagraniczne a innych na to nie stać. Że wypchnęli innych w dół drabiny społecznej. Zazdrość jest jedną z głównych chorób która toczy to społeczeństwo i przeciwdziała rozwojowi, bo gdyby była możliwość odblokowania zdławionych przez rządy od kilkudziesięciu lat technologii, właśnie taki scenariusz zostałby zrealizowany i społeczeństwo tak naprawdę tego nie chce. Społeczeństwo CHCE potwornych nierówności społecznych bo TO ICH KRĘCI i nadaje sens życiu. Dlatego niski standard życia będzie utrzymywał się na tej planecie na czas nieokreślony. jedynie co pozostaje to znaleźć sobie jakieś ciekawe zajęcie, które zajmie czas, i spokojnie czekać aż obecny system społeczny upadnie z powodów, o których nie wolno mi wiele pisać, a głównym z nich będą nadchodzące zmiany w przyrodzie, które zmienią oblicze świata w ciągu kilku lat. Zmienią je tak bardzo że pieniądze stracą wszelką wartość i ludzkość, jej część, będzie musiała dostosować się do nowych praw rządzących w nowym świecie.
3 2015-02-08 18:00:08 Ostatnio edytowany przez emilab87 (2015-02-08 18:03:54)
!!! Przede wszystkim musisz zrozumieć, że postrzeganie świata zaczyna się i kończy w Twojej głowie !!!
Nigdzie indziej.
I zrób to tylko dla siebie. Egoistycznie ![]()
Ludzie z natury są dobrzy!
poczytaj to:
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=2295423#p2295423
Skąd się wzięły Twoje problemy? Czy byłaś źle traktowana przez rodziców? Czy masz kogoś, komu możesz zaufać i szczerze opowiedzieć o tym co czujesz? Dobrze by było, gdybyś miała z kim rozmawiać, być może to by pomogło Ci inaczej spojrzeć na życie i świat.
Takiwiatr , Bylam zle traktowana , przesladowana w szkole , wyzywana i nasmiewana, psychicznie wykonczona potrojnie. Przez to moje myslenie i to co przez to dzieje sie ze mna. To co dzialo sie w domu, i to co dzialo sie w domu. Stanowczo za duzo. Bylam bita, czuje bol na sama mysl o zblizeniu z kimkolwiek, paniczny lek przed sama krotka rozmowa, przebywaniem z kims . Wsieklosc na widok podniesionej reki nade mna z pasem.
Ale nie w tym rzecz, Czesciowo uporalam sie z tym. Czuje ze mam w psychice od malego juz idealne zapamietywanie krzywd, pielegnowanie zlosci , zalu, poczucia skrzywdzenia.
Paski , siniaki krew, to juz wybaczylam, ale uraz zostal. Nadal sie boje wszedzie gdzie nie pojde, ze ktos mnie bedzie bil, nasmiewal i wyzywal, ze nie zaakceptuje mnie. Najbardziej tearz nie moge wybaczyc moim rodzicom ze zajeli sie tylko bratem kiedy sie urodzil mnie na zawsze odlozyli na bok jak zepsuta zabawke na polke, mialam 3 latka wtedy.. Bylam zla, smutna. Moje kazde zdjecie z dziecinstwa pokazuje to samo. Bol, przerazajaca samotnosc, brak poczucia bezpeczenstwa.
Strasznie to przezylam, cierpie nadal przez to, choc powinno dawno mi przejsc. Wszyscy doroslismy, a we mnie siedzi nadal to wielkie poczucie krzywdy, rozdzierajacy bol , samotnosc, zostalam sama. Stracilam rodzicow, wzieli jego, on byl lepszy ode mnie.
Mysle ze po rodzicach odziedziczylam slaba psychike, dlatego ulegam tak szybko temu wszystkiemu co negatywne, a tak trudno przyjac cos dobrego, bo niby to falsz.
Emila pieknie to napisalas, problm w tym ze ja nie potrafie sie usmiechac, zamiast tego tworzy sie krzywy grymas bo glowa mysli ze to chore, objaw jakiejs psychicznej choroby. Nie potrafie odczuwac przyjemnosci radosci z czegokolwiek, przyczyna wiec jest troche glebiej. Glowa postrzeganie tego mi na to nie pozwala. Czuje sie wiezniem wlasnego ciasnego umyslu. Chcialabym wyjsc z tego porzucic to, trwalam przez cale lata w takim stanie ducha, takie miala otoczenie ktore utwierdzalo mnie w tym ze to wlasciwe, chociaz czulam sie i funkcjonowalam naprawde zle. Bylam wycofana, zalekniona. Taka sie staje kiedy te glupie negatywne mysli przeciagna mnie jak zwykle na swoja strone. A ja nie potrafie sie postawic im . Tu jest problem, bo im wierze.
Co możesz zrobić to stopniowo wchodzić w bliższe relacje z ludźmi, żeby ci przeszedł odruch warunkowy związany z uczuciem strachu przed przemocą. Na początek zapisz się do sekcji w domu kultury, gdzie się razem coś robi i rozmawia z innymi ludźmi. Potem bardzo stopniowe poznawanie partnera, który ma bardzo delikatną psychikę. Ze dwa lata potrwa realizacja tego planu. Całkiem ci nie przejdzie ten uraz dlatego staraj się unikać środowiska ludzi agresywnych.
Ilonko, po tym co napisałaś trudno się dziwić, że masz problemy. Nie byłaś kochana przez rodziców, traktowana jako gorsza od brata, okrutnie bita. Przez to byłaś smutna w szkole, a dzieci w szkole Ci dokuczały. Co to znaczy, że straciłaś rodziców, czy oni oddali Cię do domu dziecka a zostawili sobie Twojego brata? Takie złe doświadczenia z dzieciństwa zapadają głęboko, nic dziwnego, że teraz trudno jest się z tym uporać.
Jeszcze raz powtórzę: zmianę musisz zacząć od siebie.
Znajdź coś, co Ci sprawia radość.
Bądź egoistką. Zapomnij o innych. Zamknij etap życia, gdzie ktoś Cię kontrolował i oceniał.
Twoje życie należy do Ciebie samej. Tylko Ty możesz sobie sama pomóc.
Nie żadne proszki, lekarstwa, ludzie. Tylko Ty.
BĄDŹ EGOISTKĄ. ZACZNIJ DBAĆ O SIEBIE. O SWOJE PRZYJEMNOŚCI.
Napisz do mnie na priv to Ci podpowiem co dalej.
a dalabys mi email do siebie ? bo nie wiem jak napisac do ciebie na priv..
poprostu jakby zapomnieli o mnie, dawali mi jedzenie picie, ubranie mozliwosc nauki i to wszystko. Pragnelam bliskosci z rodzicami, przytulania, rozmow, cieplych slow , ale zawsze z nimi byl mlodszy brat, ja tylko stalam z boku i patrzylam zazdroscilam, jak zajmuja sie nim, okazuja jak mocno kochaja. ja dostawalam tylko pasem, lub butem od mamy, lub przerazliwy wrzask od ojca, jak cos robilam zle. Serce darlo mi sie na strzepy, czulam sie odrzucona, coraz mocniej zamykalam sie w sobie, samotnosc byla coraz wieksza.. tak zaczela sie depresja, potem stany lekowe, bo nie wolno mi bylo mowic o tym komukolwiek, ani okazywac czegokolwiek po sobie, dusilam w sobie wiec.
Ilonko, strasznie mi przykro, że rodzice tak Cię traktowali jakbyś była gorsza. Nie jesteś gorsza, to rodzice nie stanęli na wysokości zadania. Niestety, w niektórych rodzinach tak jest, że córka jest gorzej traktowana niż syn. Pisz o tym Co Cię dręczy, może przyniesie Ci to ulgę.
Piszesz, że pracujesz opiekując się chorą osobą. Czy masz z nią dobre relacje? Czy przez to czujesz, że jesteś komuś potrzebna?
witam nericowe kolezanki,jestes teraz ktoras z Was?
14 2015-03-18 02:26:06 Ostatnio edytowany przez ilona151991 (2015-03-18 02:33:14)
Czuje sie gorsza gdziekowiek nie pojawie sie, mysle nie jestem tego warta, nie zasluguje, kiedy ktos daje mi cos wartosciowego, prezent np.
Dzis sama zepsulam swoj dzien, chociaz mial byc piekny, pieknie slonce swiecilo.. A w mojej glowie pojawilo sie widmo lęku w zwiazku z poczatkiem nowego tygodnia, do tego kiedy czegos nie zrobilam przez weekend a mialam zrobic drecza mnie okropne wyrzuty sumienia choc to bylo malo wazne, tylko tyle ze nie wykorzystalam w pelni dnia o to tez sie winie.poczucie winy Tak duze mam ze az potem lęki, ze ktos mnie tez wini, ukarze, bedzie zly . Boje sie bardzo. Wylaczam , zamykam w sobie. Nie usmiecham ani nie rozmawiam, jakby raczej uciekam. ZAwladnely mna poczucie winy i lęk. Ratunku!
I tak kazdego dnia, zamykam sie w sobie uciekam od siebie od ludzi. Nie widze sensu w mysleniu pozytywnym, podswiadoma mnie czesc blokuje moje odczuwanie przyjemnosci, szczescia, radosc z czegokolwiek . Nie potrafie.
kazdy dzien wyglada tak samo, bo pochlaniam sie cala w lękach i myslach negatywnych bo to jest lepsze, bardziej racjonalne, niby . I niewazne czy swieci slonce czy jest zimno i pada deszcz. Kiedy jest cieplo i slonecznie dodatkowo sie winie za to ze tak mysle, czuje sie i funkcjonuje, nie ciesze sie, nie korzystam z tego dnia.
swiadoma czesc mnie chce dobrze, a ta poswiadoma chce to niszczyc by bylo jak najgorzej, boi sie tez bardzo .
Jesli chodzi o relacje z ta osoba. Z jej strony dobre, z mojej chlodne, bo wciaz jestem we wladaniu negatywnych mysli, pęlnych leku co mnie paralizuje, wszelki usmiech czy rozmowe, dzialanie. I nawet kiedy jestem jedyna osoba ktora tu jest by dac mu pic , czy cokolwiek innego, to nadal czuje sie zbedna, niepotrzebna. Wtedy mniej sie staram, bo itak sa lepsi, a ja nie zasluzylam na to nawet by sie kims zajmowac, na dobre slowo.. Dlatego ostatnio pracuje slabo i nieuwaznie, skupilam sie na myslach negatywnych ktore wybralam sama, bo tak kaze mi poswiadoma czesc mnie tzw wewnetrzne dziecko, i lęki nimi spowodowane, chociaz to przynosi mi jeszcze wiecej bólu...
XCodziennie cos zepsuje, zbije talerz, kubek, szklanke.. a wybilam juz dosc sporo z kazdego dnia cos..
Nie jesteś gorsza, jesteś wartościowym, dobrym, wrażliwym człowiekiem. Powtarzaj to sobie, odpieraj złe myśli. Na pewno sama jesteś w stanie więcej dobrego o sobie powiedzieć. Przebaczaj sobie różne potknięcia, kubki i talerze są mało ważne, nikt nie jest doskonały. Dzień dopiero się zaczął, jeszcze możesz go uczynić pięknym, postaraj się, dobrze?
Hej Ilonko !
Towarzysza mi dokladnie te same objawy co Tobie, ale jestem w odwrotnej sytuacji.
Mialam idealne piekne dziecinstwo, w ktorym bylam otoczona przez kochajaca rodzine. W szkole tez dostalam wycisk , bo bylam biedniejsza i niezbyt urodziwa.. ale jakos to przetrwalam - pewnie dlatego, ze zawsze mialam pieska albo kotka.
Dorastajac patrzylam jak moje kuzynki i kuzyni koncza szkoly i zakladaja rodziny.
Bylam pewna, ze moj los bedzie taki sam. Bylam w ogromnym bledzie...
Kazdy kolejny partner byl gorszy od poprzedniego , a ten ostatni wykonczyl mnie psychicznie.. ;(
I do czego zmierzam... piekne wspomnienia z dziecinstwa staly sie dla mnie koszmarem, ktory uswiadamia mi jak piekne i
idealne moglo byc moje zycie, gdyby nie kilka glupich decyzji ;(
Dzis patrze na moja rodzine i wciaz zadaje sobie pytanie dlaczego mnie to spotkalo ?
Jestem dobra osoba, mam dobre serce i nigdy nikogo nawet nie skrzywdzilam.
Dlaczego Ty zostalas skrzywdzona ? Rownierz za niewinnosc... Musimy obie odciac przeszlosc, uswiadomic sobie, ze na swiecie kazdego dnia ma miejsce niesprawiedliwosc... I napisac wszystko od nowa
Ciag dalszy..
Jest czasem w nas cos takiego ze przyciagamy nieszczescie i ludzi ktorzy nas rania .
Moze mialas kogos bliskiego w takim charakterze i podswiadomie takich przyciagasz partnerow.
Ja w dziecinstwie bylam az chora ze zlosci zazdrosci , samotnosci i lękow. Bylam nieustannie smutna, przerazona, czesciowo z wlasnej winy.
Teraz chce zyc myslec inaczej ale nie potrafie, bo zawsze byla mysl z glowy radosc jest glupia, lepszy lek i depresja. i tak zylam to tylko wybierajac, Pogubilam sie juz w tym. Mysli z przeszlosci o smutku, leku beznadziej tego co dobre, nie pozwalaja mi by bylo inaczej.
Moje ja z kiedys nie pozwala by ja dzis bylo inne lepsze, szczesliwsze. Woli cierpienie, smutek zlosc i depresje, szereg lękow. Ja dzis chce dobrze, a ja z kiedys nie. We mnie wiecznie wewnetrzna walka, mam juz dosc.
Każdy chyba z tym czasem problem, ale przede wszystkim kwestią będzie zmiana nastawienia, bo tylko sobie sama szkodzisz, świat owszem jest pokręcony ale nie cały.
19 2015-09-13 00:56:24 Ostatnio edytowany przez ilona151991 (2015-09-13 00:58:26)
moj problem podstawowy polega chyba na tym ze nie lubie nie znosze, nie trawie nie toleruje, nie akceptuje nienawidze siebie i za nic nie potrafie przekonac sie do zmiany tego, wciaz meczy mnie to siedzi we mnie ktos , z lustra patrzy i mowi do mnie 24 h na okraglo ktos kogo nie lubie, nie lubie tego glosu ani wlasnego widoku, swiadomosci ze ktos patrzy na mnie, ze slucha i widzi jakiegos dziwnego stwora . Okropny czuje wstret do siebie, a najciekawsze ze za nic nie wiem dlaczego;P.
Nienawidzisz siebie bo to jest agresja za zło jakiego doświadczyłaś. Niektórzy wyżywają agresję na innych a niektórzy robią to przez autoagresję.
Spotykałem się z dziewczyną podobna do ciebie. Była wrażliwa i poprzedni chłopak chciał ją wykorzystać kilka lata temu. Dostała od tego urazu. Mimo że byłem dla niej niezmiernie dobry i pomagałem we wszystkim nie żądając niczego w zamian, nawet jej nie dotknąłem, ona dostała irracjonalnych lęków że chcę ją wykorzystać i zerwała ze mną. Taki uraz jaki masz wymaga długiego leczenia, czasem wiele lat. Przebywaj w środowisku ludzi bardzo dobrych dla ciebie. Po pewnym czasie przejdą ci te myśli że wszyscy chcą ciebie skrzywdzić.
Ilono!
Nic co cię spotkało nie jest twoją winą nawet po części. To jest pierwsza rzecz jaką powinnaś zapamiętać. Niech to będzie pierwsza myśl jaka zaświta ci po tych wszystkich depresyjnych przemyśleniach. Pomyśl tak - jest fatalnie, mój stan jest kiepski i w ogóle wszystko jest beznadziejne, ale to nie jest moja wina!
To jak sie czujesz jest zupełnie normalne, po tym co cię spotkało. Powiem więcej - ta okropna depresja, ta czarna dziura , która tak cię przeraża, to jest twój ratunek. Jakaś część ciebie woła o pomoc. Stany lekowe i depresyjne są twoim wewnętrznym głosem, który prosi - zaopiekuj sie mną, uratuj mnie. Nie ignoruj tego głosu, nie walcz z nim...wsłuchaj sie w niego. Nie ma ran , które goja sie bezboleśnie. Doświadczyłaś bardzo złych rzeczy, to normalne, że uciekasz od tego że bronisz się, chcesz zapomnieć , odciąć się. Twoje ciało jest mądre, zareagowało depresją, a równie dobrze mógł to być alkohol, narkotyki...Podziękuj sobie za tą mądrość
Nie jesteś słaba psychicznie. W dzieciństwie przeżyłaś prawdziwe piekło, a mimo to przetrwałaś. Nie stałoby się tak gdybyś była słaba.
22 2015-09-21 00:05:39 Ostatnio edytowany przez ilona151991 (2015-09-21 00:09:16)
dziekuje ci za mile slowa, wszystko co zle bylo juz dawno powinno mi przejsc, po tak dlugim czasie i tylu rozmowach z psychologami.. chodzi o to ze problem ten wewnetrzny, niezalezny od sytuacji miejsca i obecnego otoczenia pozostal. Pojawili sie nowi ludzie, ktorych lubie ale cholernie sie boje zblizyc do nich, polubic bardziej, przebywac rozmawiac wiecej, nie potrafie, boje sie tak bardzo. Blokuje sie ze strachu. potem depresja bo lęki zaczynaja byc meczace i denerwujace kiedy trwaja mocno i dlugo. Wtedy juz zadne blizsze ani dalsze relacje nie wchodza w gre. wslucham sie w ten glos, dobrze, ale co dalej ? Wszystko co uda mi sie pomyslec dobrego o sobie lub czymklowiek innym wydaje mi sie cholernie glupie, i zaraz to niszcze, naplywaja mi wtedy stos mysli ciemnych i niedobrych i coraz wiecej lękow.
, wszystko co zle bylo juz dawno powinno mi przejsc, po tak dlugim czasie i tylu rozmowach z psychologami..
Popełniasz błąd w użyciu słowa "powinno". Skoro nie przeszło, to nie powinno, nie musi. Jak każdy masz swoje tempo wewnętrznego procesu i nie ma tu ram czasowych. Nie istnieje zasada, że to co było dawno sie nie liczy i musimy o tym zapomnieć. Najczęściej cierpimy własnie przez to co było. Dzieciństwo to jest czas szczególny a traumy z tego własnie okresu uprzykrzają nam nieraz całe życie. W nich niejednokrotnie swoje źródła mają uzależnienia, toksyczne związki, nerwice, depresje i inne tego typu atrakcje....Rany nie goja sie same. Mogą się zabliźnić, ale to nie to samo. Pod bliznami tworzą sie rzeczy gorsze niż same rany, tworzy się totalna, śmierdząca zgnilizna. Możesz z tym żyć, możesz uciec w powyższe stany, ale możesz też te rany uleczyć naprawdę. Tylko że najpierw musisz je rozdrapać...Piszesz, że rozmawiałaś z psychologiem. Jaki był charakter tych rozmów? Czy to była psychoterapia?Nie wydaje mi się..raczej zakrawa mi to na jakieś wsparcie, może konsultacje...bo widzisz , terapia to nie jest nic przyjemnego, to nie jest na poprawę humoru. to jest praca i rozdrapywanie ran właśnie. Po co? a no po to by mogły sie one spokojnie zagoić, w bezpiecznych warunkach, w innych warunkach niż te jakie miałaś będąc dzieckiem. Wtedy nie miałaś możliwości zrozumienia i zaakceptowania tego co cie spotkało (bo żadne dziecko jej nie ma)wtedy byłaś ukierunkowana na przetrwanie i stworzyłaś sobie świetny system obronny w tym celu. Teraz jako dorosła odczuwasz tego przykre skutki. Jest to jednak zupełnie normalne i naturalne. Tak własnie funkcjonuję większość z nas. więc przestań już sie karać, za to że ci nie przeszło. To dobrze, że ci nie przeszło, bo masz szanse się temu przyjrzeć i przepracować to do końca. w tym celu polecam ci własnie psychoterapię.
Wszystko co uda mi sie pomyslec dobrego o sobie lub czymklowiek innym wydaje mi sie cholernie glupie, i zaraz to niszcze, naplywaja mi wtedy stos mysli ciemnych i niedobrych i coraz wiecej lękow.
To tez jest normalne i wynika z twojego niskiego poczucia własnej wartości. zostałaś nauczona pewnego sposobu myślenia o sobie i twój mózg trzyma sie go kurczowo, bo nie zna innej drogi,co nie oznacza, że jej nie ma. Jest, tylko trzeba sobie na nią pozwolić, trzeba sie jej nauczyć
A z niska samoocena to sie zgadzam bo czuje sie rzeczywiscie jak maly oblesny obrzydliwy robal od ktorego najlepiej z daleka.Wsrod ludzi Czuje sie jak wielkie nic, totalne dno, porazka, wstyd mi ze jestem wogole, bo nie zasluguje i na to ani na nic co dostaje od kogos, w prezencie lub poprostu dobre slowo, nie zasluguje wiec nie przyjmuje niczego dobrego do wiadomosci swojej, wierze tylko w to co zle do mnie ktos kieruje, wierze ze cos sie mi nie uda, ze kogos rozczaruje tylko zczymkolwiek nie podejme sie, i tak jest kiedy trzymaja sie mnie takie mysli. mam juz dosc sama siebie. Podobno jestem ladna dziewczyna, ale do mnie nie dociera to, nie wierze ani troche, z obrzydzeniem na siebie patrze kazdego dnia, bo kiedy chce inaczej cos ze srodka glowy nie pozwala mi twardo na to.
Może spróbuj znaleźć ludzi z tego forum mieszkających w twojej okolicy i urządzić spotkanie w jakiejś kawiarni, klubie czy pubie. Opowiesz o swoich problemach, ludzie opowiedzą o swoich, może razem uda wam się znaleźć jakieś odpowiedzi. W końcu "co dwie głowy, to nie jedna" ![]()