Ozzy Da Frog napisał/a:Makigigi napisał/a:Można grać taką, jakiej oczekuje nowo poznany facet. Wtedy rodzi się mniej konfliktów. Ale w relacjach, które chcę kontynuować, to już muszę pokazać siebie a nie udawać bardziej uległą/ naiwną/niewykształconą, bo to już jest bezcelowe.
Natomiast nie zgadzam się, że kobiety powinny być uległe. Że ludzie powinni jacyś być. Dajmy sobie luz, bo inaczej udajemy przez cały czas, bo myślimy, że coś powinniśmy. Są mężczyźni ulegli z charakteru (pewnie mniejszość) i potrzebują kobiety, która nimi pokieruje i są kobiety uległe. Ale są też ludzie dominujący obu płci. Więc niech każdy dobiera sobie parę zgodnie z potrzebami charakteru, a nie zgodnie z przekonaniem, że kobieta powinna być taka a mężczyzna taki. Najlepiej jeśli ludzie się wzajemnie uzupełniają :-)A problem dominacji w związku można też rozpatrywać z punktu widzenia przemian społecznych. Kobiety przejęły niektóre niedyś męskie role - poszły do pracy, uczestniczą w polityce, decydują w kwestiach majątkowych itd. Z tego względu chcą mieć więcej do powiedzenia w związkach. Natomiast mężczyźni muszą poradzić sobie w rzeczywistości, w której trzeba z kobietami negocjować a nie im rozkazywać, jak robili to ich dziadkowie, a może też ojcowie. Gdybym była mężczyzną to byłoby dla mnie trudne, że nie mam karty przetargowej w związku, ponieważ kobieta poradzi sobie beze mnie i jest niezależna, więc trudno mi cokolwiek jej narzucić.
Żelazna logika
Kobietom nie wolno narzucać, mężczyźni MUSZĄ się dostosować
I gdzie tu miejsce na równouprawnienie ?
Nie to nie tak. Jej chodziło o to, że kiedyś kobiety nie mogły pracować, więc były niejako skazane na podporządkowanie się mężowi, który zarabiał. Nie pracujesz - nie zarabiasz czyli nie przeżyjesz. To trudno, trzeba się bylo dostosować do męża, bo to dzięki niemu były pieniądze w związku.
Teraz kobiety poszły do pracy (znaczy nie teraz , ale wiecie o co chodzi). Mają pieniądze i dzieki temu mogą same przeżyć. I siłą rzeczy nie muszą już się ze wszystkim podporządkowywać mężowi, bo w razie rozwodu one mają pracę i finansowo same sobie dają radę. Więc ... mężczyźni nie stoją już tak bardzo nad nimi finansowo, bo one mają swoje finanse, a przez to nie "muszą siedzieć cicho, bo nie będzie z czego życ."
Mniej więcej taki sens, tylko tak ujęte, pewnie, można się czepiać i łapać za słówka, ale nie o to chodzi.
Mi też odpowiada takie bardziej partnerstwo: razem pracujemy, wychowujemy dzieci, prowadzimy gospodarstwo domowe. Może być i tak, że raz żona zarabia więcej, innym razem mąż.
Raz żona więcej siedzi z dziećmi a innym razem mąż. Takie cos mniej więcej po równo.
Oj Rossanka, Rossanka
To co pogrubiłem to ewidentny brak symetrii - kobiety według Makigigi nie powinny się dostosowywać na siłę do męskich oczekiwań, natomiast mężczyźni do kobiecych już tak - bo MUSZĄ. Faceci nic nie muszą, mogą jeśli chcą, patrząc na rosnącą liczbę singli zarówno jedna jak i druga strona ma kompletnie gdzieś ten cały model "związku partnerskiego" ![]()
I nie zarzucaj mi proszę "łapania za słówka" - wskazywanie braku spójności w czyimś rozumowaniu jest normalnym elementem zdrowej dyskusji, mam czołobitnie przytakiwać każdemu? ![]()