Mam 38 lat i zauważyłem, że od pewnego czasu zniknęły z mojego otoczenia wolne kobiety w moim wieku lub trochę młodsze. Zdaję sobie sprawę, że większość z nich w tym wieku ma już pozakładane rodziny i matkuje, ale nawet tych zajętych jest jakby mniej. W pracy w ogóle nie ma u mnie kobiet, za poza pracą spotykam co najmniej 10 lat młodsze albo wczesne 20. Nie siedzę w domu, ale na basenie prędzej spotykam emerytki, na ściance wspinaczkowej - studentki, na lodowisku - licealistki i gimnazjalistki, ewentualnie młode mamusie z pociechami. Co zatem robią w wolnym czasie wolne 30tki i czy nie spędzają go wyłącznie w babskim towarzystwie narzekając na brak facetów?
Podobne tematy
Pewnie jest jak mówisz: część matkuje, część ma już fajne kariery, więc są zajęte. Młodsze nie mają dzieci, a 40-latki mają już duże dzieci, więc mają więcej czasu.
A czemu pytasz? Szukasz partnerki?
Wolne trzydziestolatki dużo pracują, w każdym razie te z mojego otoczenia. Dorabiają się i wykańczają mieszkania. A ponieważ są w mniejszości, to ich nie widać. Nie chodzą za często na imprezy, za to odwiedzają dzieciate koleżanki, które już wyszły za mąż. Takie są moje obserwacje :-)
Pewnie jest jak mówisz: część matkuje, część ma już fajne kariery, więc są zajęte. A czemu pytasz? Szukasz partnerki?
Kariera to nie wszystko. Mężczyźni w tym wieku też robią kariery, a ich wszędzie pełno.
Wolne trzydziestolatki dużo pracują, w każdym razie te z mojego otoczenia. Dorabiają się i wykańczają mieszkania. (...) Nie chodzą za często na imprezy, za to odwiedzają dzieciate koleżanki, które już wyszły za mąż.
Podobna odpowiedź: po pracy też jest życie. Ja znajduję czas, inni faceci też - czemu nie kobiety? A dzieciate koleżanki to dla samotnej kobiety jedno z gorszych miejsc, gdzie można poznać faceta ![]()
5 2016-11-06 00:11:28 Ostatnio edytowany przez CatLady (2016-11-06 00:12:53)
Podobna odpowiedź: po pracy też jest życie. Ja znajduję czas, inni faceci też - czemu nie kobiety? A dzieciate koleżanki to dla samotnej kobiety jedno z gorszych miejsc, gdzie można poznać faceta
Eee tam, wcale nie. Przecież koleżanka ma męża, mąż ma kolegów...
zresztą, czy poznawanie mężczyzn to jedyny cel wolnej kobiety w wieku 30 lat?
Kobiety też pewnie znajdują czas, ale spędzają go gdzieś indziej. Teraz jest moda na jogę, cross fit, siłownię, itp. Może tam są? Może spędzają czas z grupą rówieśniczek?
Zresztą, nie sądzę, by zniknęły. Jakoś nie widzę, by ulice nagle opustoszały...
Przecież koleżanka ma męża, mąż ma kolegów...
Daj spokoj, to tak nie dziala. Wiem jak to wyglada od drugiej strony - wolny facet rzadko odwiedza swoich dzieciatych kolegow, predzej wyciagnie kolege z domu.
zresztą, czy poznawanie mężczyzn to jedyny cel wolnej kobiety w wieku 30
Nie jedyny, ale jeden z glownych ![]()
Zresztą, nie sądzę, by zniknęły. Jakoś nie widzę, by ulice nagle opustoszały...
A ja wlasnie czuje jakby zniknely. W poprzedniej pracy bylo nieco wiecej kobiet w ogole, ale 30+ jak na lekarstwo. Jakby odpuscily sobie pokazywanie sie swiatu. Nie wiem, moze to kwestia mojego zawodu, ktory wplywa na moje cale otoczenie, a kobiet nie przyciaga (choc akurat ostatnio mlode kobiety sie pojawiaja), a moze przestalem je podswiadomie postrzegac jako atrakcyjne, wiec nie dostrzegam ich wcale.
Podobna odpowiedź: po pracy też jest życie. Ja znajduję czas, inni faceci też - czemu nie kobiety? A dzieciate koleżanki to dla samotnej kobiety jedno z gorszych miejsc, gdzie można poznać faceta
Nie jedyny, ale jeden z glownych
Naprawdę uważasz, że dla kobiety 30+ głównym życiowym priorytetem jest upolowanie faceta? Znam sporo pań w tym wieku, którym dobrze jest, jak jest i niekoniecznie mają potrzebę się z kimś wiązać. Owszem, jeśli ktoś się trafi, to jak najbardziej kilka razy mogą się z nim spotkać, zwłasza niezobowiązująco, ale ogólnie nie polują i stworzenia z kimś związku nie traktują jak życiowego, nadrzędnego celu. Ot, czekają co im los przyniesie
.
Naprawdę uważasz, że dla kobiety 30+ głównym życiowym priorytetem jest upolowanie faceta?
Napisałem: jeden z głównych. Tak jest w ogólności - znalezienie sobie partnera jest jednym z głównych celów człowieka, a kilka zadowolonych singielek tego ogólnego dążenia nie zmienia. Zresztą, jak sama piszesz, "jeśli ktoś się trafi...". Ja w zasadzie mam podobne do nich podejście, co nie oznacza, że to odnosi się do wszystkich mężczyzn.
Są wędkarze, dla których nadrzędnym celem nie jest złowienie ryby, po prostu lubią się zrelaksować mocząc kij w wodzie. Ale to nie oznacza, że będą go moczyć w wannie, czekając na to co im los przyniesie ![]()
Nio Witam:) jestem w podobnym wieku co Ty
hmm wiesz ,tez zadaje sobie pytanie gdzie sa faceci w moim wieku ? Nio sa ale ... Zajeci praca,rodzina,zona ... A wolnych jak na lekarstwo .. Wiem po sobie ,ze ogolnie brak czasu na wszystko a szczegolnie na przyjemnosci poza codziennymi obowiazkami
tez pracuje ,wychowuje dzieci jako samotna matka do tego musze znalezc czas dla siebie wiec hmm.. Nie bardzo jest czas na facetow po drugie chwilami mysle ,ze kolejne dziecko w moim zyciu nie jest mi potrzebne haha a niestety wiekszosc facetow to dzieci ktorymi trzeba sie opiekowac
)chociaz nie mowie ,ze chwilami brak kogos obok .. Ale nawet gdybym chciala kogos znalezc to nie ma czasu,nie ma gdzie nio i kawalerow ok.40 malo haha a jak sa to z mama u boku
znajomi tez wszyscy w zwiazkach w bardziej lub mniej udanych wiec tez malo tam pasuje ,kolezanki jak maja wolna chwile to spedzaja z mezem a wyjscia maja raz na rok ..wiec zostaja babskie pogaduchy przez tel.lub szybka kawka bo kazdy zajety ...
Jestem wolną 30 i mam dużo koleżanek wolnych 30+ . W tygodniu po pracy każda z nas uprawia jakiś sport - siłownia, siatkówka, tenis, karate. W weekend zazwyczaj wychodzimy na miasto. Szukamy klubów gdzie przebywają ludzie w naszym wieku. Jak tylko zauważamy zbyt dużą ilość studentów to od razu opuszczamy lokal. Czasami idziemy potańczyć, a czasem tylko porozmawiać i posiedzieć przy barze. W weekend również jeździmy w góry - pochodzić , albo w sezonie na narty i deskę. Każda z nas ma odpowiedzialną pracę, ale żadna z nas wyłącznie się pracy nie poświęca i jak widać - prowadzimy bardzo aktywny tryb życia.
ja też mam 30+ i zwiazek nie jest moim priorytetem.
nie jest nawet jednym z najważniejszych celów, jak to autor ujął.
nie znaczy to, ze nie randkuje. ale zauwazylam, ze panowie w wiekszosci bardzo sie boja inteligentnych, wygadanych i doświadczonych kobiet
raczej potrzebuja kogos glupszego i bardziej uleglego, a nie partnerki.
a ja juz nie zamierzam obnizac moich standardów, nawet jesli miałabym byc przez to sama.
dobrze mi samej, wiec nie daze jakos szczególnie do zmiany w tej kwestii.
Hej, ja niedługo też będę należeć do grona 30+, więc postanowiłam, że też się wypowiem. Obecnie jestem po rozstaniu i wróciłam do tzw. ludzi z obiegu
Na co dzień pracuję, spotykam się ze znajomymi, w wolnych chwilach poświęcam się swojemu hobby, jak zapewne większość
A czym Ty zajmujesz się w życiu codziennym? Co cię sprowadza na to forum?
w poniedziałek po pracy lecę albo do domu albo odwiedzić rodziców, we wtorki najczęściej na treningu, środa znowu do domu bo samo się nie posprząta nie ugotuje, mężowi służba się przeciąga a psa trzeba wyprowadzić... w środę znowu to samo, ewentualnie pospać, czwartek jakiś trening albo basen, piątek znowu z pracy na trening i do ukochanego, z weekendami bywa różnie, ale najczęściej są jakieś powazne plany a kończy się jak zwykle, zakupiony obiad, kocyk, sen ;D jakiś spacer we 2 plus pies
albo dodatkowe zlecenia, bo skarbonka remontowa sama się nie zapełni ;D
14 2016-11-07 12:16:01 Ostatnio edytowany przez Gary (2016-11-07 12:19:37)
ale zauwazylam, ze panowie w wiekszosci bardzo sie boja inteligentnych, wygadanych i doświadczonych kobiet
Tak, boją się. Bo one wydają się drapieżne i nie chodzi o doświadczenie w seksie tylko o dołującą dla ego przewagę inteligencji. Dlatego inteligentne kobiety jak poznają nowych mężczyzn, którzy w większości nie są bardziej inteligentni niż one, powinny to wziąć pod uwagę. NIE chodzi o oszukiwanie i udawanie kogoś innego, sprowadzanie się do "niższego poziomu", obniżanie swojej wartości... aby "facet" poczuł się pewniej... chodzi o to, aby obie strony przyjęły łagodną postawę z otwartymi ramionami, a nie od razu się boksowały.
Tak też jest w codziennym życiu... np. jak mamy w pracy zrobić z kimś zespół i od razu zaczniemy dominować, błyskać wiedzą i intelektem, to albo przejmujemy w ten sposób stery i dowodzimy, albo ustawiamy się w walce z kimś innym kto chce dominować. Jeśli zaś dwie osoby przyjdą łagodne jak baranki, to mimo, że obie są inteligentne to zrozumieją, że są dla siebie wsparciem i mogą razem wybierać słuszne decyzje, nikt nikomu nie musi się podporządkować. Z biegiem czasu i tak ktoś staje się dominujący, bo po prostu wiele wiele razy miał rację, a druga strona się uczy, że ta przewaga tej osoby nie sprawia, że oni są zdołowani, nie traktują już sprawy ambicjonalnie, nie dusi to ich ego.
Przykład? Osoba A poznaje osobę B. A jest bardzo inteligentna, o czym B jeszcze nie wie. B o czymś mówi, i w swoim przekonaniu jest zgodne z prawdą, a jednak się myli. Wtedy osoba A koryguje osobę B, co dla osoby B jest nieprzyjemne... i taki uczucia koduje sobie w ramach pierwszego wrażenia. Czy nie lepiej, aby A na razie to przemilczała? Każdy się może pomylić, a osoba B być może ma inne cechy, które osoba A nie ma -- np. wytrwałość, systematyczność, pracowitość, wysoką moralność, empatię.
ja też mam 30+ i zwiazek nie jest moim priorytetem.
nie jest nawet jednym z najważniejszych celów, jak to autor ujął.
Ok, jak pisałem, moja uwaga dotyczyła ludzi w ogólności - dla większości jest priorytetem, albo dość ważny.
nie znaczy to, ze nie randkuje. ale zauwazylam, ze panowie w wiekszosci bardzo sie boja inteligentnych, wygadanych i doświadczonych kobiet
Można było się spodziewać, że taki argument padnie
Mnie natomiast dziwi, że inteligentne kobiety same unikają mężczyzn, którzy ich inteligencji się nie boją.
Inną sprawą jest to, czy faktycznie to inteligencja i doświadczenie, czego się rzekomo boimy, czy może raczej towarzyszące czasem tym cechom poczucie wyższości i chłód.
Znane mi miłe i inteligentne kobiety są niestety zajęte.
a ja juz nie zamierzam obnizac moich standardów, nawet jesli miałabym byc przez to sama.
A co jest dla Ciebie standardem?
Gary, to nie jest kwestia dominacji ani walki, bo ja nie walczę na randkach.
Ja po prostu odpowiadam na pytania, które panowie mi zadają.
Ale jak ktoś mi zadaje pytanie to odpowiadam zgodnie z sumieniem i wiedzą.
A nie uśmiecham się głupawo, żeby pan poczuł się lepiej.
Jak mnie pytają o doświadczenia seksualne i związkowe, to też odpowiadam zgodnie z prawdą - a tego już panowie nie potrafią znieść w ogóle
Ostatni mnie przekonywał, że nie ma czegoś takiego u mężczyzny jak orgazm bez wytrysku i że na pewno ten mój partner miał po prostu problemy z dochodzeniem, a ja nie zauważyłam
No to wybacz, Gary, ale ja chcę partnera równorzędnego, a nawet mądrzejszego ode mnie, przy którym nie będę musiała się gryźć w język. I który, nie ukrywam, będzie miał też wiedzę w temacie seksualności, a nie tylko polityki, kultury czy społeczeństwa.
Tak, boją się. Bo one wydają się drapieżne i nie chodzi o doświadczenie w seksie tylko o dołującą dla ego przewagę inteligencji.
Nie myl inteligencji z syndromem wojowniczki, który się włącza niektórym kobietom, które odniosły jakiś tam sukces. Gdy poznają nowego mężczyznę, zamiast go poznawać, wolą rywalizować, popisywać się, licytować ociągnięciami - bo tak je nauczyło wchodzić w relacje z mężczyznami życie zawodowe. A mężczyzna, nawet, a zwłaszcza ten bardzo inteligentny, nie ma ochoty na walkę, tylko szuka ciepła i ucieczki od walki o dominację.
Dlatego inteligentne kobiety jak poznają nowych mężczyzn, którzy w większości nie są bardziej inteligentni niż one,
Generalnie więcej jest inteligentnych facetów niż równie inteligentnych kobiet, podobnie jak więcej jest męskich idiotów niż równych im idiotek.
Inną sprawą jest to, czy faktycznie to inteligencja i doświadczenie, czego się rzekomo boimy, czy może raczej towarzyszące czasem tym cechom poczucie wyższości i chłód.
Oo, to, to. Niestety często się z tym spotykam u obu płci. Poczucie lepszości, bezkrytyczność wobec siebie, brak pokory i otwartości na dialog, przekonanie, że jest się dyspozytorem prawdy absolutnej - to nierzadko wspólny mianownik ludzi bardzo inteligentnych i bardzo głupich ![]()
A co jest dla Ciebie standardem?
w sumie już o tym napisałam ![]()
Gary, to nie jest kwestia dominacji ani walki, bo ja nie walczę na randkach.
Ja po prostu odpowiadam na pytania, które panowie mi zadają. ..................
Ale jak ktoś mi zadaje pytanie to odpowiadam zgodnie z sumieniem i wiedzą.
A nie uśmiecham się głupawo, żeby pan poczuł się lepiej.
NIE chodzi o to, aby poczuł się lepiej. Tylko o interakcję. Czasami trzeba się dostroić, nadawać na tych samych falach, aby się poznać.
NIE mam doświadczenia w randkowaniu, więc to tylko takie moje ogólnoludzkie spojrzenie. "Maybe I'm crazy, but I'm not the only one", czyli to nie tylko moja opinia.
Jak mnie pytają o doświadczenia seksualne i związkowe, to też odpowiadam zgodnie z prawdą - a tego już panowie nie potrafią znieść w ogóle
Aaa... bo po co pytają, prawda? Takie grzebanie w przeszłości jest nieodpowiednie...
Ostatni mnie przekonywał, że nie ma czegoś takiego u mężczyzny jak orgazm bez wytrysku i że na pewno ten mój partner miał po prostu problemy z dochodzeniem, a ja nie zauważyłam
Ciekawe... a czy on ćwiczył Tantrę jak ten Brunet z internetu, "oświecony kochanek"? Czy to korzystne?
No to wybacz, Gary, ale ja chcę partnera równorzędnego, a nawet mądrzejszego ode mnie, przy którym nie będę musiała się gryźć w język. I który, nie ukrywam, będzie miał też wiedzę w temacie seksualności, a nie tylko polityki, kultury czy społeczeństwa.
Dobrze, masz rację. Ale pierwsze wrażenie różnie można zbudować... delikatniej, albo od razu z "grubej rury" -- jestem jaka jestem.
Tycho, uprawiasz jakiś sport? Z tego co zaobserwowałem, gdziekolwiek byś się nie udał, czy to pobiegać za miasto, na basen, czy na wycieczkę rowerową, wszędzie jest druzgocąca przewaga mężczyzn nad kobietami (potwierdzają to także statystyki- kobiety w krajach wysoko rozwiniętych są mniej aktywne fizycznie niż mężczyźni, mniej dbają o kulturę fizyczną).
Co w takim wypadku kobiety mogą robić w czasie wolnym, którego często po pracy i śnie nie ma zbyt wiele (pracujące zawodowo kobiety mają mniej czasu wolnego niż mężczyźni)? Zerknij do badań.. Według CBOS Polacy w czasie wolnym najczęściej oglądają telewizję (52%!), przebywają z rodziną (36%) lub biernie odpoczywają. Pozostaje Ci więc kilka, kilkanaście % osób, które możesz spotkać gdzieś w terenie i zwykle są to te młodsze jak pisałeś.
To jest znak naszych czasów: współczesne inteligentne, zaradne i wykształcone kobiety nie zamierzają obniżać swoich często wybujałych standardów, tyle że tacy sami wartościowi mężczyźni wcale nie zamierzają się do tych ich standardów dostosowywać. No chyba, że taka kobieta wygląda jak milion dolarów i przyciąga jak magnes wszystkich dookoła. Reszcie pań pozostanie piesek, kot lub towarzystwo innych wyzwolonych feministek ![]()
Tak jak napisałeś, jest wystarczająco dużo walki na polu zawodowym, aby jeszcze toczyć ją w życiu prywatnym.
Zresztą wiele z tych kobiet poza oczekiwaniami na wyrost wcale wiele sobą nie reprezentuje, a za otoczką wyjątkowości kryje się pustota. Potem taka kobieta albo zostaje sama, albo drastycznie obniża wymagania, aby tylko być z kimś (najczęściej z mniej atrakcyjną osobą niż te, które mogła poznać wcześniej, desperacja odrzuca).
Tycho, zadaj sobie proste pytanie, dlaczego fajna, sympatyczna kobieta po 30 miałaby być sama? Myślę, że podobnie jak ja przespałeś okres 20-30 lat, kiedy to sporo ciekawych dziewczyn przewijało się na studiach, w otoczeniu, a teraz są już matkami i żonami. Jeśli trafisz na wolną 30+, to najprawdopodobniej jest to karierowiczka, materialistka lub ewentualnie osoba na tyle nieatrakcyjna, że już na start odrzuca.
Aaa... bo po co pytają, prawda? Takie grzebanie w przeszłości jest nieodpowiednie...
Nie, ja uważam, że bardzo dobrze, że pytają
w końcu szukam kogoś, kto będzie miał wysokie kompetencje jeśli chodzi seks
no i nie szukam ich na portalu katolickim, więc seks jako taki (i doświadczenia) jest niejako głównym tematem - ja nie mam nic przeciwko temu - wręcz przeciwnie - lubię takie teoretyczne rozmowy
Nie widzę tego jako grzebania w przeszłości, tylko jako wymienianie się doświadczeniami, jakie nas spotkały w życiu - a że dotyczyly akurat seksu - temat jak każdy inny.
Przynajmniej dla mnie.
A mówię prawdę, bo uważam, że nie ma w moim życiu seksualnym nic, czego powinnam się wstydzić.
Myślę, że wielu panów po prostu się boi, że nie dorówna innym moim kochankom - szczerze mówiąc już sam fakt takiego podejścia mnie odrzuca. Bo ja nie traktuję seksu jako rywalizacji z byłymi partnerkami moich partnerów czy kochanków. Z nimi było im super? To świetnie. Ze mną też może być super - tylko inaczej. A jeśli któryś z panów traktuje to w ten sposób, to się nasuwa od razu pytanie: co z twoim poczuciem wartości?
Sorki, że się rozpisałam tak, ale częściowo jest to w temacie ![]()
Mam 38 lat i zauważyłem, że od pewnego czasu zniknęły z mojego otoczenia wolne kobiety w moim wieku lub trochę młodsze.
A ja mam 35 lat i zauważam facetów w podobnym wieku, ale...... no właśnie zawsze jest jakieś ale ![]()
A ja mam 35 lat i zauważam facetów w podobnym wieku, ale...... no właśnie zawsze jest jakieś ale
Faceci bez "ale", z którymi wszystko jest ok zostają przyjaciółmi. Pozostają więc ci, którzy jakieś "ale" mają, albo zupełnie obcy. Paradoksalnie, to oni mają większe szanse, bo uniknęli friendzony. Niestety, kobieta próbuje takiego naprawić, to jej się nie udaje, więc w końcu się poddaje i wyrabia sobie negatywną opinię, mimo iż wszystko rozbija się o to w jaki sposób dokonuje wstępnej selekcji mężczyzn.
Moim zdaniem to, czy ktoś może, czy nie może znaleźć sobie partnerkę nie zależy od wieku ani sposobu spędzania czasu, a od tego, co ktoś ma w głowie. Ludzie fajni i mądrzy obu płci tworzą fajne i trwałe związki, a ci którym czegoś brakuje mają kłopot z samotnością. I tak bardzo inteligentne intelektualnie kobiety mogą mieć deficyty emocjonalne, które każą im dowartościowywać się kosztem innych (np. podpisują się wiedzą, tak żeby druga osoba czuła się niedouczona). Tych kobiet się boją mężczyźni, bo wiedzą, że związkek z takim typem kończy się wiecznym utyskiwaniem żony, na to że mąż wszystko robi źle :-).
Ale z kolei mężczyźni bardzo nie lubią kobiet, które zarabiają dużo więcej niż oni. Nawet, jeśli początkowo nie przeszkadza to komuś, to na dłuższą metę się nie sprawdza, ponieważ kobieta, która wiedzie prym w związku, zarabia, podejmuje decyzje, robi karierę a do tego wykonuje drobne naprawy domowe, sprawia że facet nie czuje się do końca męski, potrzebny i ogólnie czuje się stłamszony. Oczywiście generalizuję, ale dla ciekawych są badania socjologiczne na ten temat :-) . Wniosek jest z tego taki, że jeśli jesteś silną i niezależną kobietą 30+, to żeby znaleźć partnera, musisz poudawać mniej zaradną ;-).
A wracając do kwestii nastawienia do szukania partnerki. Jeśli się uważa, że w wieku 30+ zostały już same "wybrakowane towary", to wtedy trudniej jest kogoś poznać. Bo wtedy widzi się w każdym z targetu wady albo zastanawia się, co z nią jest nie tak, że została sama.
Chociaż z drugiej strony uważam, że jeśli kobieta 30+ jest fajna i sama, to dlatego, że chce być sama i może stąd trudności Autora w poznawaniu nowych kobiet.
. Wniosek jest z tego taki, że jeśli jesteś silną i niezależną kobietą 30+, to żeby znaleźć partnera, musisz poudawać mniej zaradną ;-).
.
wiem, ze to z przymróżeniem oka, ale... nigdy w życiu.
mam już dość udawania blondynki.
szukam partnera, a nie kogoś, przy kim muszę być głupsza i mniej zaradna, bo on się źle poczuje.
A udajesz blondynkę V? Bo ja czasem udaję głupszą niż jestem, zwłaszcza przy facetach, któ rych dobrze nie znam. Odkąd zaczęłam zachowywać się przy obcych jak niezorientowana gołąbeczka, to żyje mi się spokojniej :-).
A udajesz blondynkę V? Bo ja czasem udaję głupszą niż jestem, zwłaszcza przy facetach, któ rych dobrze nie znam. Odkąd zaczęłam zachowywać się przy obcych jak niezorientowana gołąbeczka, to żyje mi się spokojniej :-).
Jeśli chcesz w ten sposób przyciągnąć do siebie tępaków i zakompleksieńców, to robisz to dobrze.
Nie masz racji Tycho i oceniasz po pozorach. Jestem mężatką, więc nikogo nie mam zamiaru już przyciągać. Ale jakoś przyciągnęłam męża, który zupełnie nie pasuje do twojego opisu.
Nawet nie zaptałeś, w jaki sposób udaję naiwną i głupiutką, ale oceniłeś schematycznie. Jesteś więc doskonałym materiałem na kogoś przy kim warto udawać głupszą :-)
Nie masz racji Tycho i oceniasz po pozorach. Jestem mężatką, więc nikogo nie mam zamiaru już przyciągać. Ale jakoś przyciągnęłam męża, który zupełnie nie pasuje do twojego opisu.
Nawet nie zaptałeś, w jaki sposób udaję naiwną i głupiutką, ale oceniłeś schematycznie. Jesteś więc doskonałym materiałem na kogoś przy kim warto udawać głupszą :-)
Nieistotny jest sposób w jaki, ani powody dla których udajesz naiwną i głupiutką - skoro udajesz, to jesteś nieszczera i chcesz na tym coś ugrać. Poza tym, nie wspominałaś że masz męża, a w kontekście Twoich wypowiedzi, że A: kobiety udają głupsze by przyciągnąć partnera B: Ty czasem udajesz głupszą, mój wniosek był logiczny. A udawanie głupszej może Ci przynieść korzyści głównie przy facetach pasujących do mojego opisu.
A gdybyś udawała przy mnie głupią to raczej szybko zakończyłbym z Tobą znajomość.
Ty pasujesz do twojego opisu w takim razie, bo oceniasz ludzi z góry bez głębszej refleksji. Wniosek jest również logiczny. Zakończyłbyś znajomość, jakbyś się połapał, co znaczy, że.ci się wydaje, że jesteś mądrzejszy od innych. A tak kłócisz się ze mną o jakieś moje zachowanie nie wiedząc, co miałam na myśli, bo ci się wydaje, że masz słuszne wyobrażenia. Zabawne. Ale nie będę objaśniać, co ja mam na myśli, bo jesteś z tych co i tak wiedzą lepiej. Ja znam swoje motywy, a ty jako obcy człowiek jesteś na tyle nieistotnym elementem krajobrazu (z całym szacunkiem), że mam kompletnie gdzieś, co o mnie pomyślisz.
32 2016-11-08 11:17:46 Ostatnio edytowany przez Tycho (2016-11-08 11:18:15)
Ty pasujesz do twojego opisu w takim razie, bo oceniasz ludzi z góry bez głębszej refleksji. Wniosek jest również logiczny. Zakończyłbyś znajomość, jakbyś się połapał, co znaczy, że.ci się wydaje, że jesteś mądrzejszy od innych. A tak kłócisz się ze mną o jakieś moje zachowanie nie wiedząc, co miałam na myśli, bo ci się wydaje, że masz słuszne wyobrażenia. Zabawne. Ale nie będę objaśniać, co ja mam na myśli, bo jesteś z tych co i tak wiedzą lepiej. Ja znam swoje motywy, a ty jako obcy człowiek jesteś na tyle nieistotnym elementem krajobrazu (z całym szacunkiem), że mam kompletnie gdzieś, co o mnie pomyślisz.
Zazwyczaj nie oceniam pochopnie, ale w niektórych sytuacjach nie ma co się silić na głębsze refleksje, bo nie są tego warte. I to jest jeden z takich przypadków. Kobieta udająca przed facetami głupią gęś przyciąga facetów, dla których taki typ kobiet jest atrakcyjny - czyli tępaków i zakompleksieńców. Przy czym nie sugeruję, że Twój mąż jest taki, bo być może przyciągnęłaś go w inny sposób. Ale jeśli miałaś coś innego na myśli, chętnie się dowiem.
A co do zakończenia znajomości - zrobiłbym to niezależnie od tego czy bym się połapał czy nie. W pierwszym przypadku dlatego, że nie lubię kobiet nieszczerych, w drugim - bo nie lubię kobiet głupich.
Ludzie fajni i mądrzy obu płci tworzą fajne i trwałe związki, a ci którym czegoś brakuje mają kłopot z samotnością.
Gorszej bzdury nie słyszałam. Nie zawsze samotność wiąże się z brakami u osoby samotnej. Samotność czasami jest celowa i dobrze przemyślana.
Ja jestem tego przykładem. W tej chwili jest mi tak po prostu wygodniej. Mam dzieci, które wychowuję sama. Wchodząc w związek z facetem wcześniej czy później mogą pojawić się zgrzyty na tej płaszczyźnie. Naprawdę nie mam ochoty wybierać miedzy dziećmi a facetem. Nawet jeśli te decyzje byłyby błahe.
Oczywiście nie twierdzę, że nie poznałabym kogoś, kto idealnie "wpasowałby się" w mój model rodziny i życie byłoby sielanką - jednak ryzykować póki co nie mam chęci.
Katerina, w innej części posta napisałam, że jeśli ktoś jest fajny i sam, to dlatego, że chce być sam, więc proszę nie wyrywaj fragmentów z kontekstu. Wklejam cytat:
"Chociaż z drugiej strony uważam, że jeśli kobieta 30+ jest fajna i sama, to dlatego, że chce być sama i może stąd trudności Autora w poznawaniu nowych kobiet."
Katerina, w innej części posta napisałam, że jeśli ktoś jest fajny i sam, to dlatego, że chce być sam, więc proszę nie wyrywaj fragmentów z kontekstu. Wklejam cytat:
"Chociaż z drugiej strony uważam, że jeśli kobieta 30+ jest fajna i sama, to dlatego, że chce być sama i może stąd trudności Autora w poznawaniu nowych kobiet."
Pierwsza Twoja myśl była taka, że fajni są w związkach, a samotnym czegoś brak.
Biorąc pod uwagę cały twój post odnoszę wrażenie, że nie masz wyrobionego zdania na ten temat.
Makigigi napisał/a:Katerina, w innej części posta napisałam, że jeśli ktoś jest fajny i sam, to dlatego, że chce być sam, więc proszę nie wyrywaj fragmentów z kontekstu. Wklejam cytat:
"Chociaż z drugiej strony uważam, że jeśli kobieta 30+ jest fajna i sama, to dlatego, że chce być sama i może stąd trudności Autora w poznawaniu nowych kobiet."Pierwsza Twoja myśl była taka, że fajni są w związkach, a samotnym czegoś brak.
Biorąc pod uwagę cały twój post odnoszę wrażenie, że nie masz wyrobionego zdania na ten temat.
Takie same miałam/mam wrażenie, jak Ty.
Najpierw Makigigi napisała:
"Moim zdaniem to, czy ktoś może, czy nie może znaleźć sobie partnerkę nie zależy od wieku ani sposobu spędzania czasu, a od tego, co ktoś ma w głowie. Ludzie fajni i mądrzy obu płci tworzą fajne i trwałe związki, a ci którym czegoś brakuje mają kłopot z samotnością.";
a potem:
"Chociaż z drugiej strony uważam, że jeśli kobieta 30+ jest fajna i sama, to dlatego, że chce być sama i może stąd trudności Autora w poznawaniu nowych kobiet.".
Czyli jakie jest Twoje zdanie Makigigi bo zacytowane Twoje zdania przeze mnie całkowicie się różnią.
Dla mnie nie ma sprzeczności. Przyznam jedynie, że nie doprecyzowałam myśli, więc zrobię to teraz: jeśli ktoś szuka partnera od lat i nie może znaleźć, to możliwe, że ma jakiś deficyt. Ludzie którzy są fajni i szukają , to prędzej czy później znajdują. Natomiast są ludzie, którzy nie szukają i nie twierdzę, że coś jest z nimi nie tak. Mam nadzieję, że teraz moje stanowisko jest jasne. Dziękuję za uwagę.
Dla mnie nie ma sprzeczności. Przyznam jedynie, że nie doprecyzowałam myśli, więc zrobię to teraz: jeśli ktoś szuka partnera od lat i nie może znaleźć, to możliwe, że ma jakiś deficyt. Ludzie którzy są fajni i szukają , to prędzej czy później znajdują. Natomiast są ludzie, którzy nie szukają i nie twierdzę, że coś jest z nimi nie tak. Mam nadzieję, że teraz moje stanowisko jest jasne. Dziękuję za uwagę.
Jak dla mnie teraz twoje stanowisko jest jasne.
Czyli jakie jest Twoje zdanie Makigigi bo zacytowane Twoje zdania przeze mnie całkowicie się różnią.
Może to jest właśnie przykład wspomnianego "udawania głupiutkiej" ![]()
40 2016-11-08 15:36:31 Ostatnio edytowany przez Gary (2016-11-08 15:39:14)
... ja czasem udaję głupszą niż jestem, zwłaszcza przy facetach, któ rych dobrze nie znam. Odkąd zaczęłam zachowywać się przy obcych jak niezorientowana gołąbeczka, to żyje mi się spokojniej :-).
Uważam, że to jest dobre podejście na początku znajomości.
Coś w stylu naukowca który ma zbadać lisa... Naukowiec musi być miły i zachęcający, aby lisek pokazał się w całości w klatce do badania, wtedy dopiero można ocenić czy lisek się nadaje czy nie nadaje. Jeśli sie nadaje, to naukowiec pomału odsłania swoje prawdziwe oblicze.
Albo inaczej... jeśli się jest jeżem i poznaje kociaczka, to warto na początku kolce schować, aby kociaczek się nie pokłuł i bliżej podszedł. Gdy kociaczek i jeż się poznają, to jeż wtedy wyprostuje kolce, ale kotka to nie spłoszy, bo już się znają i kotek wie gdzie całować jeża, aby się nie pokłuć.
Jako że nie jestem w tym praktykiem, to tylko "filzofuję", ale takie jest moje spojrzenie jako autsajdera ze swiata singli.
Makigigi napisał/a:A udajesz blondynkę V? Bo ja czasem udaję głupszą niż jestem, zwłaszcza przy facetach, któ rych dobrze nie znam. Odkąd zaczęłam zachowywać się przy obcych jak niezorientowana gołąbeczka, to żyje mi się spokojniej :-).
Uważam, że to jest dobre podejście na początku znajomości.
Coś w stylu naukowca który ma zbadać lisa... Naukowiec musi być miły i zachęcający, aby lisek pokazał się w całości w klatce do badania, wtedy dopiero można ocenić czy lisek się nadaje czy nie nadaje. Jeśli sie nadaje, to naukowiec pomału odsłania swoje prawdziwe oblicze.
Jako że nie jestem w tym praktykiem, to tylko "filzofuję", ale takie jest moje spojrzenie jako autsajdera ze swiata singli.
Odpowiadając na pytanie Makagigi - nie, nie udaję.
Bo chcę, żeby ktoś chciał być ze mną, taką jaka jestem, a nie z moją maską.
a ja uległa i głupia nie jestem - przykro mi
dlatego nie udaję, nie kłamię, że myślę coś innego niż myślę, nie przymilam się - zachowuję się normalnie i uprzejmie, ale wyrażam swoje zdanie wprost.
A to, że wielu panów nie jest w stanie tego znieść - no cóż... ktoś tu na tym forum nazwał mnie samicą alpha i chyba coś w tym jest - potrzebuję samca alpha do pełni szczęścia - czyli kogoś, kto nie będzie się mnie bał ![]()
ponieważ kobieta, która wiedzie prym w związku, zarabia, podejmuje decyzje, robi karierę a do tego wykonuje drobne naprawy domowe, sprawia że facet nie czuje się do końca męski, potrzebny i ogólnie czuje się stłamszony. Oczywiście generalizuję, ale dla ciekawych są badania socjologiczne na ten temat :-) . Wniosek jest z tego taki, że jeśli jesteś silną i niezależną kobietą 30+, to żeby znaleźć partnera, musisz poudawać mniej zaradną ;-)
Ja się z tym zgodzę,a to dlatego,że facet chce mieć w domu kobietę,a nie drugiego faceta i kropka.
Poza tym uważam,że to facet powinien przewodzić i rządzić w związku,oczywiście biorąc pod uwagę zdanie drugiej strony.
Wydaje mi się,że kobiety powinna być z natury uległe,natomiast fakt iż zaczeły walczyć o dominację w związku i nie tylko,żadnej ze stron nie wyszło na dobre.
Kobiety podświadomie testują siłe męskiego charakteru-próbują narzucić zdanie, zdominować go,jednak gdy im się to uda tracą do niego całkowity szacunek-"spójrz jaki jesteś słaby"
Wystarczy poczytać wątki na forum,jak kończą faceci w związkach zdominowanych przez kobiety.
Makigigi napisał/a:ponieważ kobieta, która wiedzie prym w związku, zarabia, podejmuje decyzje, robi karierę a do tego wykonuje drobne naprawy domowe, sprawia że facet nie czuje się do końca męski, potrzebny i ogólnie czuje się stłamszony. Oczywiście generalizuję, ale dla ciekawych są badania socjologiczne na ten temat :-) . Wniosek jest z tego taki, że jeśli jesteś silną i niezależną kobietą 30+, to żeby znaleźć partnera, musisz poudawać mniej zaradną ;-)
Ja się z tym zgodzę,a to dlatego,że facet chce mieć w domu kobietę,a nie drugiego faceta i kropka.
Poza tym uważam,że to facet powinien przewodzić i rządzić w związku,oczywiście biorąc pod uwagę zdanie drugiej strony.
Wydaje mi się,że kobiety powinna być z natury uległe,natomiast fakt iż zaczeły walczyć o dominację w związku i nie tylko,żadnej ze stron nie wyszło na dobre.
Kobiety podświadomie testują siłe męskiego charakteru-próbują narzucić zdanie, zdominować go,jednak gdy im się to uda tracą do niego całkowity szacunek-"spójrz jaki jesteś słaby"
Wystarczy poczytać wątki na forum,jak kończą faceci w związkach zdominowanych przez kobiety.
Można grać taką, jakiej oczekuje nowo poznany facet. Wtedy rodzi się mniej konfliktów. Ale w relacjach, które chcę kontynuować, to już muszę pokazać siebie a nie udawać bardziej uległą/ naiwną/niewykształconą, bo to już jest bezcelowe.
Natomiast nie zgadzam się, że kobiety powinny być uległe. Że ludzie powinni jacyś być. Dajmy sobie luz, bo inaczej udajemy przez cały czas, bo myślimy, że coś powinniśmy. Są mężczyźni ulegli z charakteru (pewnie mniejszość) i potrzebują kobiety, która nimi pokieruje i są kobiety uległe. Ale są też ludzie dominujący obu płci. Więc niech każdy dobiera sobie parę zgodnie z potrzebami charakteru, a nie zgodnie z przekonaniem, że kobieta powinna być taka a mężczyzna taki. Najlepiej jeśli ludzie się wzajemnie uzupełniają :-)
A problem dominacji w związku można też rozpatrywać z punktu widzenia przemian społecznych. Kobiety przejęły niektóre niedyś męskie role - poszły do pracy, uczestniczą w polityce, decydują w kwestiach majątkowych itd. Z tego względu chcą mieć więcej do powiedzenia w związkach. Natomiast mężczyźni muszą poradzić sobie w rzeczywistości, w której trzeba z kobietami negocjować a nie im rozkazywać, jak robili to ich dziadkowie, a może też ojcowie. Gdybym była mężczyzną to byłoby dla mnie trudne, że nie mam karty przetargowej w związku, ponieważ kobieta poradzi sobie beze mnie i jest niezależna, więc trudno mi cokolwiek jej narzucić.
Są mężczyźni ulegli z charakteru (pewnie mniejszość) i potrzebują kobiety, która nimi pokieruje i są kobiety uległe. Ale są też ludzie dominujący obu płci. Więc niech każdy dobiera sobie parę zgodnie z potrzebami charakteru, a nie zgodnie z przekonaniem, że kobieta powinna być taka a mężczyzna taki. Najlepiej jeśli ludzie się wzajemnie uzupełniają :-)
Natura już dawno podzieliła role,tylko niektórym się to nie podoba ![]()
Masz racje najlepiej jeśli się uzupełniają,ale oboje dominujący,albo oboje ulegli mogą sobie nie poradzić,kobiety mające uległych facetów narzekają,że taki jest "mało męski"
Więc jedyny normalny układ,to gdy facet rządzi ![]()
Trzeba wziąć pod uwagę,że w każdej grupie ludzi,jest ktoś kto rządzi,inaczej kupy się to nie trzyma.
serio natura sprawiła, że kobiety przez wieki prały, sprzątały, zmywały itp?
Natura taki podział wprowadziła?
Co do natury to zdecydowana większość dziewczynek jest lepsza od chłopców z matematyki w początkowych klasach szkoły. Tylko potem to się rozmywa, bo promowani są chłopcy -w końcu zgodnie ze średniowiecznym poglądem kobieta nie nadaje się do myślenia.
Poniekąd natura podzieliła role, natomiast człowiek stworzył cywilizację, w której te role przestają być zasadne czy też korzystne. Ale offtopujemy:-)
Więc jak myślicie: są fajne wolne 30tki, czy nie ma? Bo ja myślę, że są, tylko się nie afiszują ze swym stanem panieńskim
Poniekąd natura podzieliła role, natomiast człowiek stworzył cywilizację, w której te role przestają być zasadne czy też korzystne. Ale offtopujemy:-)
Więc jak myślicie: są fajne wolne 30tki, czy nie ma? Bo ja myślę, że są, tylko się nie afiszują ze swym stanem panieńskim
Oczywiście, że są fajne, wolne 30+ - jestem tego przykładem.
![]()
Co to znaczy: "tylko się nie afiszują ze swym stanem panieńskim"?
Jak ktoś się mnie zapyta, jaki jest mój stan cywilny to mówię wprost.
Sama jak trzeba też to mówię, a jak nie to nie.
Ale na pewno nie mam problemu z mówieniem, że jestem starą panną. ![]()
48 2016-11-08 17:34:08 Ostatnio edytowany przez Makigigi (2016-11-08 17:37:46)
Nie jesteś "staro panno", Krejzolko. Obecnie są inne czasy i jesteś w najlepszym wieku do stworzenia związku. Masz już doświadczenie życiowe, zapewne jakieś związki za sobą, zaplecze finansowe i nic nie musisz, ale dzięki temu co masz, możesz podjąć najlepsze decyzje :-).
To że się nie afiszują oznacza, że nie trąbią każdemu, że są same oraz nie próbują flirtować z każdym. Przynajmniej z moimi samotnymi koleżankami tak jest, że żyją swoim życiem i nie szukają nikogo na siłę.
Co do natury to zdecydowana większość dziewczynek jest lepsza od chłopców z matematyki w początkowych klasach szkoły. Tylko potem to się rozmywa, bo promowani są chłopcy -w końcu zgodnie ze średniowiecznym poglądem kobieta nie nadaje się do myślenia.
Bzdura. Przede wszystkim, w początkowych klasach szkoły nie ma prawdziwej matematyki, tylko proste rachunki, których można nauczyć małpę. Dziewczynki mają może lepsze oceny bo w tym wieku są sumienniejsze niż chłopcy i bardziej zainteresowane szkołą. Ale im matematyka staje się trudniejsza, tym bardziej istotne stają się wrodzone predyspozycje, i niestety coraz mniej dziewczynek sobie z matematyką radzi. Nie ma żadnego promowania chłopców, wręcz przeciwnie - odkąd pamiętam szkoła miała charakter matriarchalny, gdzie sympatia nauczycielek przechylała się w stronę dziewczynek.
Nie jesteś "staro panno", Krejzolko. Obecnie są inne czasy i jesteś w najlepszym wieku do stworzenia związku. Masz już doświadczenie życiowe, zapewne jakieś związki za sobą, zaplecze finansowe i nic nie musisz, ale dzięki temu co masz, możesz podjąć najlepsze decyzje :-).
Haha, dzięki. ![]()
Bez żadnych żartów teraz; fakt, są inne czasy, ale też trzeba zdawać sobie sprawę, jaka jest rzeczywistość.
A rzeczywistość jest taka, że jestem starą panną czy też singielką i trzeba to mówić wprost, ale bez żadnego żalu czy też bez żadnego wywyższania się (jak wiesz o co mi chodzi).
Ale dość o mnie, bo zaraz to będzie "mój" wątek. ![]()
Ja jestem kobietą 30plus, ale jeszcze około pół roku. ![]()
Tycho, patrzę na Twoje wypowiedzi i nasuwa mi sie kilka wniosków:
- jakieś tragiczne doświadczenia z kobietami
- zerowe poczucie wlasnej wartosci i kompleksu
- oraz oraz zapisana miedzy wierszami złość, ze system patrialchalny nie dziala tak jak kiedys, gdzie każdy nieudacznik byl lepszy niz brak faceta ![]()
a wolnych trzydziestek jest sporo.
tylko dzieki doswiadczeniu juz wiedza czego chca i nie biorą byle czego ![]()
53 2016-11-08 18:37:25 Ostatnio edytowany przez theonlyone (2016-11-08 18:51:50)
- zerowe poczucie kompleksu
To chyba dobrze ? ![]()
tylko dzieki doswiadczeniu juz wiedza czego chca i nie biorą byle czego
No tak,sami nieudacznicy ![]()
Jakiś facet od stosunków społecznych się wypowiadał,ze w Polsce nie ma odpowiednich kandydatów na mężów,bo najlepiej jakby to był lekarz,albo prawnik,taki może coś zapewnić rodzinie,a robol z przeciętną krajową ?
W Skandynawii kobiety otwarcie mówią,że jak facet nie jest ustawiony,to nie ma co się starać,bo jest od razu skreślony,tylko w Polsce jeszcze ciemnotę wciskają,że o jakieś wyższe uczucia chodzi.
Fajni faceci są,ale nie chcą się hajtać,ani nawet starać,gdyby facet chciał mieć w domu drugiego faceta,to by został gejem ![]()
serio natura sprawiła, że kobiety przez wieki prały, sprzątały, zmywały itp?
Natura taki podział wprowadziła?Co do natury to zdecydowana większość dziewczynek jest lepsza od chłopców z matematyki w początkowych klasach szkoły. Tylko potem to się rozmywa, bo promowani są chłopcy -w końcu zgodnie ze średniowiecznym poglądem kobieta nie nadaje się do myślenia.
Postęp cywilizacyjny nie oszuka praw natury,bo one są ponad tym.
Możesz zaklinać rzeczywistość,ale to nie zmieni faktów.
Mózgi płci są predysponowane do pewnych zadań,właśnie po to,żeby się uzupełniały.
Na początku wszyscy udają. Potem są rozczarowania i rozwody. Życie.
Tycho, patrzę na Twoje wypowiedzi i nasuwa mi sie kilka wniosków:
- jakieś tragiczne doświadczenia z kobietami
- zerowe poczucie wlasnej wartosci i kompleksu
- oraz oraz zapisana miedzy wierszami złość, ze system patrialchalny nie dziala tak jak kiedys, gdzie każdy nieudacznik byl lepszy niz brak facetaa wolnych trzydziestek jest sporo.
tylko dzieki doswiadczeniu juz wiedza czego chca i nie biorą byle czego
Może lepiej uzasadnij merytorycznie swój punkt widzenia, jak na inteligentną i dojrzałą kobietę przystało, zamiast atakować mnie ad personam. Ja swoje potrafię uzasadnić.
A, i wyjaśnij mi jeszcze, proszę, co to jest "zerowe poczucie kompleksu"?
Nie słyszałem, ale wygląda mi na pozytywną cechę... ![]()
Poza tym uważam,że to facet powinien przewodzić i rządzić w związku,oczywiście biorąc pod uwagę zdanie drugiej strony.
Smiechłam
weź podaj jakieś konkretne przykłady tego rządzenia w związku. O czym to niby facet ma decydować i jedynie z łaski brać moją opinię pod uwagę?
Wydaje mi się,że kobiety powinna być z natury uległe,natomiast fakt iż zaczeły walczyć o dominację w związku i nie tylko,żadnej ze stron nie wyszło na dobre.
Kobiety podświadomie testują siłe męskiego charakteru-próbują narzucić zdanie, zdominować go,jednak gdy im się to uda tracą do niego całkowity szacunek-"spójrz jaki jesteś słaby".
To jest tak stereotypowe myślenie, że aż boli. I owszem - wydaje Ci się. Bo czemu dorosła, zarabiająca na siebie kobieta ma być uległa? Żaden facet jej łaski nie robi, że jest. Tak to było dawno.
I kolejna rzecz - tu nie chodzi tak naprawdę o dominację w związku, tylko o to, by w nim by na równi, o partnerstwo. Nikt nie powinien być uległy, ani rządzić. Odeszłam od jednego takiego, który próbował mną rządzić i odeszłabym od takiego, który sobą rządzić daje. Bo żaden z tych związków nie jest partnerski.
_v_ napisał/a:Co do natury to zdecydowana większość dziewczynek jest lepsza od chłopców z matematyki w początkowych klasach szkoły. Tylko potem to się rozmywa, bo promowani są chłopcy -w końcu zgodnie ze średniowiecznym poglądem kobieta nie nadaje się do myślenia.
Bzdura. Przede wszystkim, w początkowych klasach szkoły nie ma prawdziwej matematyki, tylko proste rachunki, których można nauczyć małpę. Dziewczynki mają może lepsze oceny bo w tym wieku są sumienniejsze niż chłopcy i bardziej zainteresowane szkołą. Ale im matematyka staje się trudniejsza, tym bardziej istotne stają się wrodzone predyspozycje, i niestety coraz mniej dziewczynek sobie z matematyką radzi. Nie ma żadnego promowania chłopców, wręcz przeciwnie - odkąd pamiętam szkoła miała charakter matriarchalny, gdzie sympatia nauczycielek przechylała się w stronę dziewczynek.
Bzdura. Chłopcom zawsze się mówiło, ze są lepsi z matematyki, a gorsi z polskiego. Dziewczynki zawsze słyszą, że powinny ładnie pisać, ładnie się wyrażać, bo są dziewczynkami. Chłopcom wystarczały zdania proste. Ile razy jako dziewczynka słyszałam na matmie, że to bardziej dla chłopców, bo są lepsi i im się bardziej matma przyda niż dziewczynkom.
na telefonie źle sie pisze i nie widzę całości, stąd błędy
no i zwykle piszę w trasie,bo inaczej nie mam.czasu
miało byc "zerowe poczucie wartości i kompleksy"
teraz lepiej? ![]()
NIby tak z tą matematyka, ale przecież na świecie pełno kobiet o umysłach ścisłych i mężczyzn - humanistów. Statystyka statystyką a życie życiem.
Można grać taką, jakiej oczekuje nowo poznany facet. Wtedy rodzi się mniej konfliktów. Ale w relacjach, które chcę kontynuować, to już muszę pokazać siebie a nie udawać bardziej uległą/ naiwną/niewykształconą, bo to już jest bezcelowe.
Natomiast nie zgadzam się, że kobiety powinny być uległe. Że ludzie powinni jacyś być. Dajmy sobie luz, bo inaczej udajemy przez cały czas, bo myślimy, że coś powinniśmy. Są mężczyźni ulegli z charakteru (pewnie mniejszość) i potrzebują kobiety, która nimi pokieruje i są kobiety uległe. Ale są też ludzie dominujący obu płci. Więc niech każdy dobiera sobie parę zgodnie z potrzebami charakteru, a nie zgodnie z przekonaniem, że kobieta powinna być taka a mężczyzna taki. Najlepiej jeśli ludzie się wzajemnie uzupełniają :-)A problem dominacji w związku można też rozpatrywać z punktu widzenia przemian społecznych. Kobiety przejęły niektóre niedyś męskie role - poszły do pracy, uczestniczą w polityce, decydują w kwestiach majątkowych itd. Z tego względu chcą mieć więcej do powiedzenia w związkach. Natomiast mężczyźni muszą poradzić sobie w rzeczywistości, w której trzeba z kobietami negocjować a nie im rozkazywać, jak robili to ich dziadkowie, a może też ojcowie. Gdybym była mężczyzną to byłoby dla mnie trudne, że nie mam karty przetargowej w związku, ponieważ kobieta poradzi sobie beze mnie i jest niezależna, więc trudno mi cokolwiek jej narzucić.
Żelazna logika
Kobietom nie wolno narzucać, mężczyźni MUSZĄ się dostosować
I gdzie tu miejsce na równouprawnienie ? ![]()
na telefonie źle sie pisze i nie widzę całości, stąd błędy
no i zwykle piszę w trasie,bo inaczej nie mam.czasu
miało byc "zerowe poczucie wartości i kompleksy"
teraz lepiej?
Na razie bardziej pasuje: "poprawniej stylistycznie" ![]()
Popracuj jeszcze nad tymi wnioskami ![]()
Makigigi napisał/a:Można grać taką, jakiej oczekuje nowo poznany facet. Wtedy rodzi się mniej konfliktów. Ale w relacjach, które chcę kontynuować, to już muszę pokazać siebie a nie udawać bardziej uległą/ naiwną/niewykształconą, bo to już jest bezcelowe.
Natomiast nie zgadzam się, że kobiety powinny być uległe. Że ludzie powinni jacyś być. Dajmy sobie luz, bo inaczej udajemy przez cały czas, bo myślimy, że coś powinniśmy. Są mężczyźni ulegli z charakteru (pewnie mniejszość) i potrzebują kobiety, która nimi pokieruje i są kobiety uległe. Ale są też ludzie dominujący obu płci. Więc niech każdy dobiera sobie parę zgodnie z potrzebami charakteru, a nie zgodnie z przekonaniem, że kobieta powinna być taka a mężczyzna taki. Najlepiej jeśli ludzie się wzajemnie uzupełniają :-)A problem dominacji w związku można też rozpatrywać z punktu widzenia przemian społecznych. Kobiety przejęły niektóre niedyś męskie role - poszły do pracy, uczestniczą w polityce, decydują w kwestiach majątkowych itd. Z tego względu chcą mieć więcej do powiedzenia w związkach. Natomiast mężczyźni muszą poradzić sobie w rzeczywistości, w której trzeba z kobietami negocjować a nie im rozkazywać, jak robili to ich dziadkowie, a może też ojcowie. Gdybym była mężczyzną to byłoby dla mnie trudne, że nie mam karty przetargowej w związku, ponieważ kobieta poradzi sobie beze mnie i jest niezależna, więc trudno mi cokolwiek jej narzucić.
Żelazna logika
Kobietom nie wolno narzucać, mężczyźni MUSZĄ się dostosować
I gdzie tu miejsce na równouprawnienie ?
Nie to nie tak. Jej chodziło o to, że kiedyś kobiety nie mogły pracować, więc były niejako skazane na podporządkowanie się mężowi, który zarabiał. Nie pracujesz - nie zarabiasz czyli nie przeżyjesz. To trudno, trzeba się bylo dostosować do męża, bo to dzięki niemu były pieniądze w związku.
Teraz kobiety poszły do pracy (znaczy nie teraz , ale wiecie o co chodzi). Mają pieniądze i dzieki temu mogą same przeżyć. I siłą rzeczy nie muszą już się ze wszystkim podporządkowywać mężowi, bo w razie rozwodu one mają pracę i finansowo same sobie dają radę. Więc ... mężczyźni nie stoją już tak bardzo nad nimi finansowo, bo one mają swoje finanse, a przez to nie "muszą siedzieć cicho, bo nie będzie z czego życ."
Mniej więcej taki sens, tylko tak ujęte, pewnie, można się czepiać i łapać za słówka, ale nie o to chodzi.
Mi też odpowiada takie bardziej partnerstwo: razem pracujemy, wychowujemy dzieci, prowadzimy gospodarstwo domowe. Może być i tak, że raz żona zarabia więcej, innym razem mąż.
Raz żona więcej siedzi z dziećmi a innym razem mąż. Takie cos mniej więcej po równo.
Bzdura. Chłopcom zawsze się mówiło, ze są lepsi z matematyki, a gorsi z polskiego. Dziewczynki zawsze słyszą, że powinny ładnie pisać, ładnie się wyrażać, bo są dziewczynkami. Chłopcom wystarczały zdania proste. Ile razy jako dziewczynka słyszałam na matmie, że to bardziej dla chłopców, bo są lepsi i im się bardziej matma przyda niż dziewczynkom.
Aha. I to jest Twoja wymówka, że nie zdobyłaś Medalu Fieldsa? Pani czy rodzice nie pozwalali Ci robić trudnych zadań?
Śmiać mi się chce gdy czytam takie żale. Gdybyś lubiła matematykę i miała do niej dryg, to żadna cudza opinia by tego nie zmieniła.
Nie słyszałem nigdy, by chłopiec czy mężczyzna tłumaczył się, że jest gorszy z polskiego bo tak mu wmówiono.
CatLady napisał/a:Bzdura. Chłopcom zawsze się mówiło, ze są lepsi z matematyki, a gorsi z polskiego. Dziewczynki zawsze słyszą, że powinny ładnie pisać, ładnie się wyrażać, bo są dziewczynkami. Chłopcom wystarczały zdania proste. Ile razy jako dziewczynka słyszałam na matmie, że to bardziej dla chłopców, bo są lepsi i im się bardziej matma przyda niż dziewczynkom.
Aha. I to jest Twoja wymówka, że nie zdobyłaś Medalu Fieldsa? Pani czy rodzice nie pozwalali Ci robić trudnych zadań?
Śmiać mi się chce gdy czytam takie żale. Gdybyś lubiła matematykę i miała do niej dryg, to żadna cudza opinia by tego nie zmieniła.Nie słyszałem nigdy, by chłopiec czy mężczyzna tłumaczył się, że jest gorszy z polskiego bo tak mu wmówiono.
Medal to mało kto zdobył ;/ Więc tu bym się nie czepiała.
Niech lepiej każdy znajdzie swoją niszę.
_v_ napisał/a:na telefonie źle sie pisze i nie widzę całości, stąd błędy
no i zwykle piszę w trasie,bo inaczej nie mam.czasu
miało byc "zerowe poczucie wartości i kompleksy"
teraz lepiej?
Na razie bardziej pasuje: "poprawniej stylistycznie"
Popracuj jeszcze nad tymi wnioskami
popracuj nad sobą, bo żadnej trzydziestki nie znajdziesz ![]()