Witajcie,
Na wstępie przedstawię się i opiszę w kilku zdaniach. Mam na imię Marcin i tyle co wyszedłem na prostą po rozwiązaniu 4-letniego związku, za porozumieniem stron - zamieszkaliśmy razem i czar prysł, dotychczasowe różnice na które przymykaliśmy oko niestety nas przerosły. Mam 22 lata, studiuję medycynę i uprawiam sport już od wielu lat. Jestem człowiekiem niezwykle wiernym zasadom i fundamentalnym wartościom, będąc przy tym pełnym akceptacji i zrozumienia. Nasz związek m.in. posypał się przez brak szczerości mojej dawnej wybranki, nagle zaczęła zmieniać zdanie na wiele istotnych tematów, nie akceptowała mojej rodziny, ale to nie miejsce i temat na to, zwyczajnie różniliśmy się - bilans zdecydowanie na minus, dusiliśmy się oboje. Zacząłem nowy rozdział, jestem w końcu szczęśliwy i chcę znowu móc się tym szczęściem dzielić z kobietą. Jest niestety problem - mój obecny styl życia nie daje mi zadowalającej możliwości poznawania nowych, wartościowych ludzi.
Środowisko medyczne jest specyficzne. Ciężko tu o kogoś "normalnego", a przy tym atrakcyjnego (sam dbam o wygląd, o ciało, więc chcąc nie chcąc potrzebuję tego z drugiej strony). Mimo ambicji i zaangażowania w to co robię należę do osób skromnych, i takiej też szukam kobiety - bez względu na to, czym się trudni (bez skrajności). Przede mną jeszcze 4 lata tych studiów i już po roku wiem, że nie ma tu nikogo dla mnie - poznałem w miarę tych ludzi, były ku temu okazje. Skończyłem już jeden kierunek w środowisku dużo bardziej wyluzowanym i "normalnym", można było tam kogoś poznać - byłem zajęty. A młode lata lecą, przed nami wakacje...
Jeśli wiesz co mam na myśli czytając o mnie, mającego się za "normalnego" i "skromnego", to zdajesz sobie sprawę, że takich ludzi jest generalnie bardzo mało. A jak jesteś obłożony nauką i zajęciami od poniedziałku do piątku, a na wydziale nie masz czego szukać, to pozostają Ci weekendy. Albo na co dzień komunikacja miejska/sklep/kawiarnia etc. Mam pewne opory co do zaczepiania zupełnie obcych kobiet na ulicy, bo przecież to wynik tylko dlatego że wpadły mi w oko i widzę w ich oczach "to coś". Patrzę na to po materialistycznemu. Jak już zaatakujesz bezbronną kobietkę "na mieście" w spontanicznej sytuacji i uda Ci się spowodować, że: też jej wpadłeś w oko, jest wolna, nie wystraszysz, ma w tej chwili czas i ochotę porozmawiać... To jeszcze przed Tobą rozmowa, z której może (oczywiście nie musi) nic nie wyniknąć. Bardzo duże ryzyko i na dalszą duże rozczarowanie, strata czasu, zniechęcenie. Uważam, że potrzebny jest choć kilkuminutowy kontakt, chociażby krótka, niezobowiązująca rozmowa czy przysłuchanie się - w nienerwowej atmosferze. Osobiście poznałem się z moją byłą kobietą przez wspólnych znajomych na kręglach i to wszystko miało miejsce, dzięki czemu przeżyliśmy ze sobą 4 piękne lata - potrzebowałem kilkunastu minut by się przekonać, czy warto startować, i nie żałuję. Ryzyko również było, ale do rozsądnej akceptacji.
Nie zrozumcie mnie źle - nie szukam nikogo na siłę, bo wiem, że to nie ma sensu. Martwię się jedynie moim obecnym stylem życia, bo nie mam okazji ku temu by poznać kogoś nowego.
Wracając do weekendów. Mam paczkę znajomych, obcokrajowców, z którymi świetnie się bawię. Niestety ze względu na to, że są innej nacji - znajomi moich znajomych to nie-polacy. To też bardzo utrudnia sprawę. Miejsca w które wspólnie chodzimy to głównie domówki i kluby - nie poznaję w tych miejscach nikogo wartego uwagi. Wiem, że muszę iść w nowe towarzystwo, ale nie mam na to dobrego pomysłu.
I tu wkraczacie Wy, drogie Panie - gdzie poleciłybyście spędzić czas takiemu facetowi jak ja weekendami, by poznać nowych ludzi, a tam być może kogoś interesującego? Nie ukrywam, że z moimi znajomościami jest słabo, a to wynik tego, że paczka znajomych i moja była kobieta zdecydowanie mi wystarczali.
Jeszcze raz powtórzę - nie chodzi tu o szukanie szczęścia na siłę, a zwiększenie statystycznej szansy na kontakt z wartościowymi ludźmi, bo obecnie bardzo z tym cienko.
Dziękuję!