netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

310 odpowiedzi32 620 wyświetleńzałożony przez Kasia-Kicia, 12.09.2016

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 311 z 311 ]

261

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
horses napisał/a:

Kiedy rodzą się dzieci i są bardzo małe, to zawsze kobieta jest bardziej obciążona. Nie rzadko po ciązy i porodzie
ma też słabszy organizm przez jakiś czas. Nie z przypadku wtedy pojawiają się alergie, problemy z zatokami, astmą.
Oczywiście nie zawsze tak jest.
Jeśli facet ma wielką potrzebę być na świeczniku, być podziwianym i adorowanym....to rzeczywiście może nie starczyć kobiecie na to sił.
Jej potrzeby przez jakiś czas też nie są już na pierwszym miejscu, dzieci zabierają energię.
Jeśli facet nie potrafi zrozumieć, to oznacza, że ma problemy adaptacyjne, lub jest wielkim narcyzem.

Dzięki ci horses!!!
Toteż cały czas o tym trąbię, że aby zostawić żonę tuż po porodzie i iść się bzykać na boku, to trzeba być mega narcyzem i egoistą.
Tymczasem dokonuje sie tutaj wnikliwej psychoanalizy biednego misia , bada sie jego motywację i roztrząsa dylematy...

262

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Zacznę od tego, że odniosłam się do słowa pisanego a nie do tego, że Talerz wybaczyła mężowi i mam jej to za złe. A niech mu wybacza, niech sobie robią co chcą, na zdrowe! Dlaczego mam jej życzyć czegoś złego? Ja tam wychodzę z założenia, że jak innym się udaje to właśnie fajnie bo jak zdarzyło się dobre i Kaście i Marcie i Talerz to i może mnie zdarzy się coś dobrego? A  już insynuowanie mi (chyba?),  jak to nie mogę się otrząsnąć z krzywdy i z tej zazdrości, że innym się udało dlatego dyskredytuję mężów … to już dla mnie totalny odlot. To dla mnie taki argument jak np. GDY ktoś skrytykuje wygląd aktorki i zaraz jest fura komentarzy: pewnie jesteś gruba i brzydka i jej zazdrościsz ;-).
Ja nie miałam za złe, że Talerz wybaczyła (a jak widzę tak to odebrała adiaphora) tylko  jej wypowiedź skojarzyła mnie się z takim neofitą, który doznał oświecenia i jest bardziej papieski niż sam papież (sorry Talerz, tak w ogóle czytałam twój wątek i uważam, że jesteś fajna i w ogóle życzę aby się udało). Ale te słowa mnie zadziwiły:

"Nasz związek był fikcją. Tkwiliśmy w jakimś totalnym ogłupieniu. Ja zapatrzona w niego. Jak w obrazek. Zapomniałam o swoim istnieniu.
I on zapomniał o moim. Czemu tu się dziwić? Skoro ja nie widziałam siebie i on mógł nie widzieć mnie.
A powiedz mi jak jego zdrada mogła mieć coś wspólnego ze mną? Ja jako kobieta nie ucierpiałam, choć pozornie na początku mi się tak wydawało. Ale jednak nie. Ucierpiały moje przekonania, które jak widać okazały się błędne. Ucierpiała moja wizja męża, która i tak nie miała związku z rzeczywistością. Mój związek, który był fikcją się rozpadł. I dobrze. "

Ja osobiście odebrałam te słowa jako całkowite zdjęcie winy z męża, wręcz złożenie totalnej samokrytyki z wzięciem na siebie 120% winy za tą zdradę. Cos na zasadzie: „taka byłam zapatrzona w niego, nie myślałam o sobie, żyliśmy w fikcji i on, ten wspaniały człowiek  nie miał, NO NIE MIAŁ, innego wyjścia jak mnie zdradzić. Ale bardzo dobrze że to zrobił bo zdjął mi klapki z oczu i dlatego teraz właśnie (dzięki niemu mojemu zbawcy) możemy zacząć pełne i super życie. Tamto to było dno (przeze mnie, posypuję głowę popiołem i biję się w piersi)”.

263

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Dzieci zmieniają życie, dają dużo radości, ale też człowiek nie jest juz taki wolny i partner tez już nie ma tyle czasu.
Normalny człowiek to zrozumie, egoista, narcyz będzie szukał zachwytu na zewnątrz. I z takim się egoistą nie wygra.
Zawsze będzie zdradzał i szukał karmicielek ego.
Czasem jednak pojawiają się nieporozumienia w tym okresie, często wynikające z przemęczenia obu stron, właśnie z braku czasu na rozmowę.
Facet, który pół dnia jest po za domem z łatwością znajdzie pocieszycielkę, albo pocieszycielka zapoluje na niego i uświadomi mu, jaki on to jest zaniedbany.
Niestety samotnych kobiet z roku na rok przybywa i walczą o swoje, niestety czasem po trupach.
Tutaj facet się raczej opamietał. Może cos z niego jeszcze będzie.

264

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Araquelle napisał/a:

Zacznę od tego, że odniosłam się do słowa pisanego a nie do tego, że Talerz wybaczyła mężowi i mam jej to za złe. A niech mu wybacza, niech sobie robią co chcą, na zdrowe! Dlaczego mam jej życzyć czegoś złego? Ja tam wychodzę z założenia, że jak innym się udaje to właśnie fajnie bo jak zdarzyło się dobre i Kaście i Marcie i Talerz to i może mnie zdarzy się coś dobrego? A  już insynuowanie mi (chyba?),  jak to nie mogę się otrząsnąć z krzywdy i z tej zazdrości, że innym się udało dlatego dyskredytuję mężów … to już dla mnie totalny odlot. To dla mnie taki argument jak np. GDY ktoś skrytykuje wygląd aktorki i zaraz jest fura komentarzy: pewnie jesteś gruba i brzydka i jej zazdrościsz ;-).
Ja nie miałam za złe, że Talerz wybaczyła (a jak widzę tak to odebrała adiaphora) tylko  jej wypowiedź skojarzyła mnie się z takim neofitą, który doznał oświecenia i jest bardziej papieski niż sam papież (sorry Talerz, tak w ogóle czytałam twój wątek i uważam, że jesteś fajna i w ogóle życzę aby się udało). Ale te słowa mnie zadziwiły:

"Nasz związek był fikcją. Tkwiliśmy w jakimś totalnym ogłupieniu. Ja zapatrzona w niego. Jak w obrazek. Zapomniałam o swoim istnieniu.
I on zapomniał o moim. Czemu tu się dziwić? Skoro ja nie widziałam siebie i on mógł nie widzieć mnie.
A powiedz mi jak jego zdrada mogła mieć coś wspólnego ze mną? Ja jako kobieta nie ucierpiałam, choć pozornie na początku mi się tak wydawało. Ale jednak nie. Ucierpiały moje przekonania, które jak widać okazały się błędne. Ucierpiała moja wizja męża, która i tak nie miała związku z rzeczywistością. Mój związek, który był fikcją się rozpadł. I dobrze. "

Ja osobiście odebrałam te słowa jako całkowite zdjęcie winy z męża, wręcz złożenie totalnej samokrytyki z wzięciem na siebie 120% winy za tą zdradę. Cos na zasadzie: „taka byłam zapatrzona w niego, nie myślałam o sobie, żyliśmy w fikcji i on, ten wspaniały człowiek  nie miał, NO NIE MIAŁ, innego wyjścia jak mnie zdradzić. Ale bardzo dobrze że to zrobił bo zdjął mi klapki z oczu i dlatego teraz właśnie (dzięki niemu mojemu zbawcy) możemy zacząć pełne i super życie. Tamto to było dno (przeze mnie, posypuję głowę popiołem i biję się w piersi)”.


Kochana nie do to mi chodziło. Zdrady nie usprawiedliwiam bo i nie mam argumentów ani chęci. Ja przyjęłam, że mój mąż wtedy mnie nie kochał, bo dla mnie zdrada wyklucza miłość. A Kasi przytoczyłam tylko jego słowa, odnośnie romansu. To jak On to tłumaczy. Również absolutnie nie czuję się winna zdrady mojego męża, choć przyznaję, że i w pewnym momencie szukałam winy i w sobie. Ale szybko się otrząsnęłam. Zrozumiałam, że nie ja jestem winna, a tylko On i jego słabość, jego egoizm. Chodzi mi o mnie. Zapomniałam o sobie. Byłam na siebie ślepa. Liczył się mąż i dzieci, ja byłam ostatnia w szeregu. Zawsze. I to było chore. To było głupie. Ale było. Niestety. I dopiero zdrada otworzyła mi na to oczy, choć jestem pewna, że z biegiem czasu stałoby się to "samo". Zrozumiałam, że nie warto i nigdy już taka nie będę. Przewartościowałam swoje życie. I choć stało to się z przyczyn z jakiś się stało, to jednak cieszę się, że w końcu moja jakość życia jest inna. I tyle. A życie wiodę teraz tak wspaniałe tylko dzięki sobie. Bo zrozumiałam, że własne szczęście warunkuję ja sama. I choć to jest bardzo oczywiste, to z jakiś przyczyn kiedyś tak oczywiste dla mnie nie było. Potrafiłam zepchnąć siebie i swoje potrzeby do podziemia...Teraz nigdy już na to nie pozwolę. I możesz mi nie wierzyć, ale gdybym mogła cofnąć czas i wrócić do tego co było NIE zrobiłabym tego.

265 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-09-21 17:54:50)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
MamaMamusia napisał/a:
Roxann napisał/a:

Facet przy 2 dzieci zostaje zwykle głównym rodzicielem rodziny, obowiązków zacznie więcej itd. Presja, stres w praccy coraz większy i szuka odskoczni..

Ło matko... słabo mi sie robi jak słyszę taki bełkot z ust jakiegoś rozkapryszonego jaśniepana, a co dopiero jak w tym tonie wypowiada sie kobieta...

MamaMamusia, to nie są moje słowa/tłumaczenia, tylko faceta który zdradzał swoją żonę. Sama swojego czasu się zastanawiałam jak można kochać i zdradzać. I taką właśnie odpowiedź uzyskałam. Zgadzam się z tym co napisała m.in. Horses, że taki facet musi być egoistą i narcyzem – uważa, że skoro nie dostaje w domu tego czego potrzebuje to ma prawo szukać tego na zewnątrz. Żona przecież i tak nie może/nie chce czy jest zmęczona. On ma swoje potrzeby i nie ma przy tym żadnych wyrzutów sumienia wobec małżonki czy dzieci. Mało tego, uważa, że miejsce żony/matki jest przy dzieciach w domu podczas gdy facet (on) ma na obowiązek zapewnić im byt. A że wiąże się to z dużą odpowiedzialnością i stresem to musi jakoś odreagować. Romans wprowadza nową „jakość” w jego życie, czuje się znów jak młody bóg.
Poniekąd to pasuje do tego co napisała Talerz, że zdrada nie była nakierowana w nią, że facet potrafił rozgraniczyć on-kochanka, on –żona, jakby kontrowersyjnie to nie zabrzmiało. W znanym mi przypadku myślę, że podobnie było. W końcu niezaspokojone potrzeby (wybujałe) czy potrzeba adrenaliny, odskoczni nie są zemstą na żonie, tylko własnymi egoistycznymi pobudkami. Myślę, że ten facet po swojemu kocha żonę i szanuje jako matkę dzieci, osobę, której może ufać, która wie że zadba o dom i dzieci kiedy on będzie się realizował zawodowo. Z tymże on chce mieć coś z życia  co jest dla niego ważne a czego na tym etapie nie ma w domu. Znów cytat „gdyby trafiła się jakaś młoda, to by jeszcze mógł pobrykać”. Nie ma jednak w planach zostawienia żony.
A co na to żona? Wydaje mi się, że wie albo się domyśla, że ją zdradza, ale.. przymyka na to oko albo wierzy w jego „kochanie, nawróciłem się”. To jego nawrócenie może i trwać rok, dwa, ale recydywa jest niemal pewna jak to że jutro wzejdzie słońce. Czy z tego powodu kobieta ma się z nim rozwodzić? Jest, wraca, zarabia (i to nie małe pieniądze), kocha dzieci, daje im przykład - w końcu jest bardzo zaradnym i inteligentnym facetem. Patrząc z boku idealna, poważana rodzina. Czy przez te skoki w bok warto to rujnować? Dla jednej i drugiej strony nie jest to na rękę.
I znów wrócę do tego co napisała Talerz – by i kobieta była w związku ze zdradzającym szczęśliwa a przynajmniej nie pokrzywdzona, też powinna patrzeć na siebie, na swoje potrzeby. Nie oznacza to jednak że też ma zdradzać, ale też być trochę egoistką.
I jeszcze raz zaznaczam, że nie usprawiedliwiam czy nie tłumaczę zdrady – chciałam poznać odpowiedź i taką dostałam. Choć oczywiście dotyczy to jednego konkretnego przypadku a jak wiadomo, każdy jest inny.

266 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2016-09-21 18:16:54)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Rozann, ja tam w psychologa zdradzającego faceta bawić się nie będę..

Opisałaś to wszystko bardzo dyplomatycznie, ale jednak nie bez nutki pewnego usprawiedliwiania dla takich postaw. Facet, który ci to wszystko opowiedział również podświadomie wybielał siebie i próbował racjonalizować. stąd to twoje "zrozumienie".

Kobieta, którą mąż bije, jak się dobrze postara, to tez sobie wmówi, że to nie jest przeciwko niej i póki są pieniądze i "pełna " rodzina dla dzieci, to w sumie wszystko jest ok

Moja prosta i niekomplikowana moralność nie przewiduje takich niuansów jak połączenie zdrady i miłości. Dla mnie sprawa jest jasna - jak sie kogoś kocha to się go nie zdradza. Nawet jak się kogoś nie kocha to też  sie go nie zdradza, tylko sie od niego odchodzi. Zdrada, podobnie jak przemoc,  jest dla mnie poza jakąkolwiek hierarchia i oceną. to jest dno

267

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

MamaMamusia, opisałam dyplomatycznie, bo ze mnie już emocje zeszły. Wcześniej do szału mnie to doprowadzało, ta niepewność, brak jakiegokolwiek „zrozumienia”. Ale ja nie jestem żoną zdradzającego (póki co), sama też nie zdradziłam ale... wplatałam się z takowym w romans i wyplatałam … mi też wyznawał miłość. I nijak nie mogłam zrozumieć jak można mówić i okazywać uczucie a jednocześnie zdradzać. Ja mogłam się wycofać, żona z nim została. Czy jest świadoma, że ją zdradza – nie wiem, ale myślę, że tak.  I z tego punktu widzenia jestem w stanie zrozumieć tak jego jak ją. Co nie znaczy, że uważam, że tak jest ok. Wcześniej jednak dla mnie wyznania wiązały się z czymś innym, oznaczały co innego. Też byłam idealistką. Kocha więc tylko mnie itd. To jest naprawdę trudny i skomplikowany temat. Niemniej, czytając forum, poszerzając świadomość jak to wygląda z obu stron, dochodzę do wniosku, że zdrada nie musi przekreślać związku. Są inne rzeczy, ważniejsze. Wiadomo, że motylki mijają dość szybko. Ten „mój” mówił, że codzienne, rodzinne życie jest nudne i ogólnie ‘be” –pieluchy, kaszki, codzienne gotowanie itd. Z 2 strony rodzina, dzieci to dla niego świętość. Zatem też żona.. A zdradza… Wytłumaczenie jest jedno – egoizm i narcyzm. Kompletny brak empatii… Albo obojgu to pasuje albo… któraś strona czuje się pokrzywdzona.

268 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2016-09-22 13:25:24)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Roxann napisał/a:

rodzina, dzieci to dla niego świętość.

No ładna mi świętość... Skoro tak się traktuje "świętość" to jak wygląda stosunek do tego, co nią nie jest?

Facet powiedział ci to chciałaś usłyszeć. Stworzył romantyczny wizerunek mężczyzny rozdartego i targanego sprzecznymi namiętnościami. To sie dobrze sprzedaje . I ty to kupiłaś.
Co innego typ rozkapryszonego gnojka, który musi coś zaliczyć między kaszkami i pieluchami, bo go w dołku ściska i jest obrażony na cały świat, gdyż dziecko (jego dziecko) mu sie wydziera poza uszami, a żona po porodzie nie wygląda jak bogini jutrzenki.
Gdyby przedstawił ci prawdę, wiałabyś gdzie pieprz rośnie. I on o tym wiedział

269

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Dziękuje wam za odpowiedź niestety sama doświadczyłam zdrady i to nie raz ale zarówno za pierwszym razem jak i drugim nie wybaczyłam. Chociaż nie powiem nie raz nie dwa wahałam się i pewnie dalej się waham jeśli zadaje takie pytania. I nie chodzi o big love o plany na przyszłość czy wielkie nadzieje po prostu czuje że fajnie spędzało mi się z tym kimś czas... Podziwiam was dziewczyny bo nie wiem czy nawet po ślubach i dzieciach byłabym w stanie wybaczyć coś tak odrażającego. Mi jako jednostce nigdy nawet nie przyszło do głowy aby zdradzić kogoś kogo kocham - dlaczego? Bo właśnie go kocham i wiem jak bardzo boli i niszczy niewierność. I tak jak ktoś napisał nie chodzi o sam czyn ale o to że powoduje on całkowity upadek samooceny zdradzonej- przynajmniej u mnie. Mój już eks partner wielokrotnie przepraszał łasił się i błagał o wybaczenie, na ten moment może to ja jestem potworem bo postanowiłam brać z tej "relacji"(bo związkiem tego nazwać nie można) to czego potrzebuje. I może powiecie mi że sama zniżyłam się do jego poziomu, ale po prostu zwyczajnie nie potrafię inaczej. Jesteśmy niby-przyjaciółmi rozmawiamy, wspieramy się i nawet raz się spotkaliśmy. Potrzebuje tego, po zupełnym zerwaniu kontaktu wpadałam w totalną histerię wraz z atakami paniki parę razy dziennie. Podziękuje za takie brewerie bo jednak nie widzi mi się płakać co parę minut w różnych miejscach publicznych. Może robię źle może przedłużam agonię ale robię to co w tej chwili jest mi potrzebne. Wiem jak niesamowicie egoistycznie to brzmi ale czy on liczył się ze mną podczas obracania panienki? Zresztą on sam otrzymuje odemnie masę wsparcia i może to zabrzmi śmiesznie ale wiecie co ? On jeszcze zgrywa ofiarę tongue Biedny poszkodowany zdradził no i jak ja mogę go zostawić ot tak o! przecież on kocha i to była jego szansa na normalne życie. Żali się nad sobą mówi że nie wytrzymuje wyrzutów sumienia, grozi mi samobójstwem pije codziennie. Nie potrafię przejść obok tego tak po prostu więc staram się mu wyjść z tego. I nie jest to dzieciaczek tylko 36 letni facet. Strach się bać i wypada tylko zapytać słowami piosenki: Gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni? big_smile
Roxann wiesz to co piszesz pokazuje jak myślą ludzie po tej drugiej stronie jak usprawiedliwiają siebie i towarzysza zbrodni. Bo przecież bez porządnej racjonalizacji nie byli by wstanie popatrzeć się w lustro. Facet który ma rodzinę jest nietykalny dla innych kobiet a on sam tej nietykalności powinien pilnować. To o czym piszesz rutyna zmęczenie dla wielu rodzin to codzienność, nie wszyscy jednak wybierają drogę na skróty. Oddanie się uciechom z innymi jest po prostu proste i egoistyczne. Zaspokajamy swoje potrzeby nie licząc się z drugą osobą z tym co dla nas robi, okazujemy jej zupełny brak szacunku.

270

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

To może ja jestem dziwna, bo żadna zdrada moich partnerów nie spowodowała spadku mojej samooceny.
Ale tak miałam odkąd pamiętam  - nie uczyłam się tego, po prostu od zawsze wiedziałam, że jak ktoś mnie zdradzi to nie ze mną będzie coś nie tak, tylko z nim

Z partnerem, z którym żyłam w celibacie, nie raz próbowałam przeprowadzać rozmowy, dopytywać czy jest szczęśliwy, czego pragnie z mojej strony.
Zawsze to ja inicjowałam te rozmowy. Starałam się wypracować jakieś porozumienie. Uważałam, że warto rozmawiać i mówić wprost, że coś mnie w związku boli lub uwiera.
Mój ówczesny partner jednak jak się okazało później nie miał takiego podejścia.
Rozmowy niby były ok, niby mówił, że zgadza się na różne rzeczy, ale w efekcie nic z tego nie wynikało.
Nigdy mi nie powiedział, że jest nieszczęśliwy, że chciałby coś zmienić.
Nigdy niczego nie zaproponował.

Tak więc nie widzę powodu,  żeby moja samoocena miała spaść z powodu jego zdrady.
On okazał się chujkiem i totalnym tchórzem. Seks (czy inne zachowania okołoerotyczne) były w tym momencie na ostatnim miejscu dla mnie.
Na pierwszym miejscu było wkurzenie, że mnie okłamywał, nie miał na tyle odwagi cywilnej, żeby się przyznać do zdrady, a przede wszystkim do tego, że nie był szczęśliwy.
Zresztą wiedział, że gdyby mnie zdradził, to bym odeszła (niezależnie od wybaczenia czy nie). Komunikowałam mu to jasno od samiuśkiego początku związku.
Więc moim zdaniem nie powiedział mi o zdradzie nie dlatego, że tak bardzo mnie kochał i nie chciał mnie denerwować, tylko dlatego, że wiedział, że go wtedy zostawię.
Więc podwójnie mnie to wkurzyło, bo tym samym świadomie i z rozmysłem odebrał mi moją decyzję - czy chcę z nim być czy nie.

Choć podejrzewam, że gdyby wykazał odwagę i się przyznał od razu to mogłabym wybaczyć i zapomnieć - dałabym tej fantazji jakieś 30% w skali realności, gdyż bardziej niż sztywną wierność cenię szczerość i odwagę cywilną. Więc na pewno bym rozważyła taką możliwość.

271

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
asanas29 napisał/a:

Dziękuje wam za odpowiedź niestety sama doświadczyłam zdrady i to nie raz...

sad


asanas29 napisał/a:

ale zarówno za pierwszym razem jak i drugim nie wybaczyłam.

Na pewno zanim podjęłaś decyzję rozważyłaś wszystkie za i przeciw. Ja też przemyślałam wszystko. Dlatego swojej decyzji jestem pewna. I u mnie kwestie materialne i te typu kto naprawi mi kran big_smile, itp nie miały żadnego znaczenia. No błagam big_smile. A i z biegiem czasu, jak już pisałam zrozumiałam, że dla dzieci na siłę ciągnąć nic nie wolno. Bo to tylko im zaszkodzi. Zrozumiałam, że jeśli nie uda mi się od tego odciąć i być ponad to, to nie warto próbować budować na nowo. Bo nie wyobrażam sobie wypominania i traktowania zdrady jako karty przetargowej. Właśnie ze względu na dzieci nie warto. Chodziło o to co nas łączyło przez 15 lat. Jakoś nie umiałam tego wszystkiego skreślić. Mimo wszystko. Chociaż przyznam Ci, że gdyby mój maż nie poszedł do psychologa i nie zaczął zmieniać siebie to nie mielibyśmy o czym w ogóle rozmawiać. Ja jasno zaznaczyłam, że ten stary On mi nie odpowiada. Nie nowej mi. Ja się zmieniłam i teraz od związku oczekuję wiele więcej. Od partnera też. I mój stary mąż nie byłby w stanie mi tego dać. Niestety. Jego zadanie polegało na tym, by zrozumieć skąd ta zdrada, dlaczego i po co. Przyznać szczerze przed samym sobą dlaczego to się stało. On musiał również przewartościować swoje życie, a wszystko właśnie po to, żeby był pewien czego chce. Żeby zminimalizować ryzyko powtórki, ale i żeby określić czy kierunek w którym zamierzam iść ja i On jest zbieżny.

I naprawdę to czy nam się uda jest sprawą drugorzędną, bo ja już wygrałam. Siebie. Przeszłam to wszystko i wylazłam z tego gówna silniejsza. Reszta to już margines. Albo się uda, albo nie. Jeśli nie wyjdzie nie będę rozpaczać. Dlatego tak się upieram, że czasu nie cofnęłabym jeśli miałabym możliwość. Bo stawiam na siebie a nie na nas. My to dodatek do mnie big_smile. Bez niego również będę szczęśliwa i spełniona.

Mój maż teraz też jest inny. Doceniam to, że się zmienił i zmienia. I motywowałam go do tego nie dla siebie, nas, ale dla naszych dzieci. Bo nas nie było w momencie, kiedy ja walczyłam o siebie i w pewnym sensie o niego, o to żeby zrozumiał. Silny i mądry facet, a nie zagubiony i cierpiący miś miał być ich ojcem.


asanas29 napisał/a:

Chociaż nie powiem nie raz nie dwa wahałam się i pewnie dalej się waham jeśli zadaje takie pytania.

Wątpliwości to nic złego. Ja też je miewam. Ale wystarczy wtedy, że jeszcze raz przemyślę wszystko to co działo się ze mną, moje emocje i znowu wiem, że robię dobrze.


asanas29 napisał/a:

Podziwiam was dziewczyny bo nie wiem czy nawet po ślubach i dzieciach byłabym w stanie wybaczyć coś tak odrażającego.

Jak pisałam dla mnie dzieci szybko przestały być argumentem za. Zaczęły nawet być kartą przetargową dla stwierdzenia, że jednak nie warto brnąć w ten związek znowu (gdyby mi się jednak nie udało Ślub nigdy nie był brany pod uwagę. Pozbycie się "na niego papierka" to byłaby formalność. Rozwód to nie koniec świata.


asanas29 napisał/a:

Mi jako jednostce nigdy nawet nie przyszło do głowy aby zdradzić kogoś kogo kocham


Mam tak samo. Teraz doświadczyłam jeszcze jak zdrada potrafi zniszczyć człowieka. Jak rozrywa na kawałki. Jestem jeszcze bardziej pewna siebie w tej kwestii.


asanas29 napisał/a:

nie chodzi o sam czyn ale o to że powoduje on całkowity upadek samooceny zdradzonej- przynajmniej u mnie

Naprawdę tak uważasz? Że Twoja samoocena upadła?
Ja też tak myślałam na początku. Jednak jak się głęboko nad tym zastanowiłam to doszłam do wniosku, że moja samoocena jest nietknięta. Ale doskonale rozumiem to uczucie, bo sama go doświadczyłam...


asanas29 napisał/a:

I może powiecie mi że sama zniżyłam się do jego poziomu, ale po prostu zwyczajnie nie potrafię inaczej. Jesteśmy niby-przyjaciółmi rozmawiamy, wspieramy się i nawet raz się spotkaliśmy. Potrzebuje tego, po zupełnym zerwaniu kontaktu wpadałam w totalną histerię wraz z atakami paniki parę razy dziennie. Podziękuje za takie brewerie bo jednak nie widzi mi się płakać co parę minut w różnych miejscach publicznych. Może robię źle może przedłużam agonię ale robię to co w tej chwili jest mi potrzebne.


Ja tak nie uważam. Rozumiem Cię nawet. Wydaje się, że nie jesteś jeszcze gotowa na tak "drastyczną" decyzję. Daj sobie czas.
Zresztą zrozumiałam też przy okazji zdrady, że nie mam prawa by oceniać ludzi. Mogę ich rozumieć, próbować zrozumieć lub nie rozumieć, ale nie będę nikogo oceniać.


Od siebie powiem Ci tylko, że ja nie znienawidziłam mojego męża. Nie przestałam też uważać go za mojego przyjaciela. Mimo wszystko.




asanas29 napisał/a:

Wiem jak niesamowicie egoistycznie to brzmi ale czy on liczył się ze mną podczas obracania panienki?

Zdrowy egoizm jest bardzo potrzebny dla komfortu psychicznego. Egocentryzm przy którym wszelkie granice nie wychodzą poza własne ego , to jest właśnie to co cechuje zdrajców. Wydaje mi się, że nie jesteś nim zagrożona big_smile. Bez obaw więc dbaj o siebie i swoje potrzeby.


asanas29 napisał/a:

Strach się bać i wypada tylko zapytać słowami piosenki: Gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni? big_smile


Oj wśród zdrajców ich nie ma big_smile

272

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Nie ma czegos takiego jak kochac i zradzac. Jak sie kogos kocha naprawde to sie nie zdradza. Wlacza sie wtedy pewna blokada.Taki frajer czy frajerka co zdradzi pieprzy cos o milosci bo mowi nam to co chcemy uslyszec i tak naprawde to chodzi mu czy jej o to zeby uratowac tylko wlasna dupe. A z miloscia nie ma to nic wspolnego. A my? Tez chcemy to wszystko uslyszec i glupio w to wierzymy.

273

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
_v_ napisał/a:

To może ja jestem dziwna, bo żadna zdrada moich partnerów nie spowodowała spadku mojej samooceny.


Nie jesteś dziwna. Jesteś pewna siebie, kształtując swoją samoocenę brałaś pod uwagę jedyne właściwe podejście: własne refleksje odnośnie siebie samej. Rozumiesz, że Twoje ocena własnego ja zależy tylko od Ciebie. No bo od kogo innego?. Niestety wiele osób wpada w pułapkę przypisywania sobie opinii innych ludzi na ich temat. Sama kiedyś tak robiłam. Potem zdrada sprawiła, że na moment wróciłam do tego. Myślałam, że jestem kiepską żoną, kobietą, kochanką, matką, itp., itd., bo on wolał inną, stawiał ją na moim miejscu, porównywał i oceniał. Ale na szczęście u mnie nie trwało to długo. Czytałam jednak, że wiele kobiet nie może odpędzić od siebie tych myśli sad.

274

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Czuje że źle to określiłam bo tak naprawdę wybaczyłam ale nie byłabym w stanie żyć z takim człowiekiem- z żadnym z nich.
Czy upadła mi samoocena ? totalnie...:( I to chyba wynik tego że już druga osoba robi mi taki "psikus" Najgorsze jest to że ja zwyczajnie wchodzę w dupe tym osobom i teraz to wiedzę. Staram się robię wszystko żeby czuli się wyjątkowo i kochani, robie freski- arabeski, podaje wszystko na tacy a oni zwyczajnie tym gardzą. Może poczucie że nie muszą walczyć bo mają wyjebane a i tak będzie im dane powoduje ten zwrot ku zewnętrznym uciechom. Mówi się: traktuj innych tak jakbyś sam chciał być traktowany ... jak widać nie zawsze mądrości ludowe popłacają. Inną sprawą jest że nie posiadam żadnych kryteriów w doborze partnera biorę co leci nie ucieka i okaże mi odrobinę czułości - tak już mam nie wiem czemu... Żaden z tych dwóch partnerów mi nie odpowiadał powinnam wielokrotnie powiedzieć " do widzenia" zarówno jednemu jak i drugiemu, ale wyznaje chyba taką niepisaną zasadę że w każdej kwestii da się dopasować, i przy odrobinie wysiłku wspólną pracą być dla siebie wszystkim czego nam potrzeba. Nie szanuje się i tyle... taka prawda, to utrzymywanie kontaktu z nim w tej chwili tylko potwierdza powyższe stwierdzenie. Każdego z nich pytałam czy coś robiłam nie tak czy w czymś zawiniłam, może jestem kiepska, męcząca.... Oboje odpowiedzieli zgodnie że nie... Ale czy jeśli by tak nie było gdybym faktycznie była zupełnie ok to czy wtedy poszli by na tzw boki? sad Szczerze wiem że powinnam walczyć ze swoim myśleniem z tymi chorymi stwierdzeniami w mojej głowie które pchają mnie tylko coraz bardziej w przepaść samoupodlenia ale powiem szczerze nie chce mi się .... wiem że jest to sygnał że coś stanowczo poszło nie tak że gdzieś po drodze mojego życia totalnie się zgubiłam i zupełnie nie potrafię funkcjonować sama kochać się i być dla siebie kimś najważniejszym, ale jak to mówią szewc bez butów chodzi wink

275

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Ananasie bo to tak juz jest. Taka jest natura kobiety ze ma w sobie cos takiego ze chce sie oddawac jednoczyc itp itd. Kobiety to robia a faceci je zwyczajnie oszukuja i wykorzystuja to. Ja musialam dostac kopa w dupe zeby zaczac myslec inaczej ale to nie znaczy ze jest mi latwo. Moze dlatego ze mam swojego dzieciaczka (juz prawie doroslego ale dla mnie to zawsze bedzie dzieciaczek choc sie kiedys ozeni to przeciez i tak zawsze bedzie bliska mi osoba jedyna rodzina jaka mam) dla niego zyje zal mi tylko ze jednego ale wiecej juz nie bede miec bo nie ufam juz zadnemu facetowi. Gdybym zarabiala ze 3 tysiace to moze mialabym jeszcze dziecko samemu dla siebie.Ale nie stac mnie na samotne wychowywanie dziecka a facetom nie wierze .Pojdzie taki  w cholere a my z glodu umrzemy.Facet kocha dziecko dopoki kocha kobiete a potem juz nie. Moze nie szukaj tej milosci na sile moze przyjdzie sama a Ty w miedzyczasie zajmij sie soba. W koncu jest tam gdzies na pewno garstka jakis porzadnych facetow tylko ciezko ich wykopac. Ale tak do konca bez reszty to nie oddawaj sie zadnemu chocby nie wiem jak porzadny sie wydawal zawsze badz Ty dla siebie najwazniejsza.

276

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Asanas a mogłabyś mi napisać co dla Ciebie znaczy wybaczyć? Pytam z czystej ciekawości.

Masz chyba bardzo mało wiary w siebie, prawda? Może spróbuj zastanowić się dlaczego tak jest, skąd u Ciebie takie poczucie, że zasługujesz na "byle co" i godzisz się na "bylejakość". Kop głęboko.


Kurcze naprawdę uważasz, że to, że utrzymujesz z nimi kontakt jest dowodem, że się nie szanujesz?

asanas29 napisał/a:

Każdego z nich pytałam czy coś robiłam nie tak czy w czymś zawiniłam, może jestem kiepska, męcząca.... Oboje odpowiedzieli zgodnie że nie...Ale czy jeśli by tak nie było gdybym faktycznie była zupełnie ok to czy wtedy poszli by na tzw boki?

Asanas prawda jest taka, że oni poszli na boki, bo poszli na łatwiznę, skorzystali z okazji. Jaka cudowna byś nie była i tak by zrobili co zrobili, bo przecież nie o Ciebie tu chodzi a zwyczajnie o nich. Oni są słabi. Oni mają problemy ze sobą. Nie ty. To zdrajca jest winny zdradzie. Tylko i wyłącznie, bo to on poszedł na skróty. I nawet choćby w związku coś nie grało, to normalny człowiek usiądzie i porozmawia ze swoim partnerem by wyjaśnić lub gdy wszystko jego zdaniem jest be i ble po prostu uczciwie zakończy związek a nie będzie szukał pocieszenia na boku...



asanas29 napisał/a:

Szczerze wiem że powinnam walczyć ze swoim myśleniem z tymi chorymi stwierdzeniami w mojej głowie które pchają mnie tylko coraz bardziej w przepaść samoupodlenia ale powiem szczerze nie chce mi się

Tu mnie trochę zasmuciłaś sad. Nie chce Ci się? Wolisz się umartwiać niż stanąć na nogi Asanas?



asanas29 napisał/a:

Zupełnie nie potrafię funkcjonować sama kochać się i być dla siebie kimś najważniejszym


A mi się wydaje, że potrafisz kochana, tylko jak to wcześniej napisałaś "nie chce Ci się". Mam nadzieję, że jednak zechcesz powalczyć o siebie wink.

Weź do serca radę Eni.lij: "Moze nie szukaj tej milosci na sile moze przyjdzie sama a Ty w miedzyczasie zajmij sie soba."



Trzymaj się i powodzenia.

277

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Ananas jezeli Ci ulzy to napisze Ci jak ja sie zachowywalam swiezo po zdradzie. kajalam sie plakalam blagalam zeby mnie nie zostawial doslownie wlazilam ksieciowi w dupe. Bylam wtedy w takim stanie psychicznym ze dziwie sie ze obeszlo mi sie bez psychiatryka.niesamowite co facet potrafi zrobic z psychika kobiety. Dzisiaj po 4 latach to mi wstyd samej przed soba ze bylam taka zalosna ze nie zachowalam swojej godnosci. no ale jak czlowiek zostaje sam z dzieckiem bez srodkow do zycia bo tak zdecydowala pani kochanka to godnosc jest wtedy na 2 miejscu. pan maz zdobywal sobie cenne doswiadczenie zawodowe za granica a ja sama z chorowitym dzieckiem na wsi odcietej od swiata gdzie bylo daleko doslownie wszedzie do szkoly do sklepu koscila do lekarza. nigy nie zapomne tego uczucia jak dalam sie wyrobic.ufalam mu i jak na tym wyszlam?dzisiaj juz tam nie mieszkam i Bogu dziekuje. wrocilam do swojego rodzinnego domu. w razie czego pan maz bedzie sie wyprowadzal. dzisiaj nie ma juz nasze jest moje i jego. robie juz tylko wszystko dla siebie. a on ? jest bo jest ale nie ma juz tego co bylo. umarlo bezpowrotnie. w razie czego przygotowuje sie do jego odejscia. szczerze? to czasem mam ochote zadzwonic do tej baby zeby sobie go zabrala. w koncu jak cos zaczal to niech sobie skonczy. juz nikt az tak na tym nie ucierpi. dziecko prawie dorosle a ja pracuje.nie wybaczaj zdrady poki nie masz jeszcze dzieci i nie musisz . po tym zycie to pieklo a Ty wcale nie musisz tak zyc. poukladaj zycie z kims kto jest Ciebie wart. i uwierz w siebie.

278

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
talerz123 napisał/a:

Asanas a mogłabyś mi napisać co dla Ciebie znaczy wybaczyć? Pytam z czystej ciekawości.

Masz chyba bardzo mało wiary w siebie, prawda? Może spróbuj zastanowić się dlaczego tak jest, skąd u Ciebie takie poczucie, że zasługujesz na "byle co" i godzisz się na "bylejakość". Kop głęboko.


Kurcze naprawdę uważasz, że to, że utrzymujesz z nimi kontakt jest dowodem, że się nie szanujesz?

asanas29 napisał/a:

Każdego z nich pytałam czy coś robiłam nie tak czy w czymś zawiniłam, może jestem kiepska, męcząca.... Oboje odpowiedzieli zgodnie że nie...Ale czy jeśli by tak nie było gdybym faktycznie była zupełnie ok to czy wtedy poszli by na tzw boki?

Asanas prawda jest taka, że oni poszli na boki, bo poszli na łatwiznę, skorzystali z okazji. Jaka cudowna byś nie była i tak by zrobili co zrobili, bo przecież nie o Ciebie tu chodzi a zwyczajnie o nich. Oni są słabi. Oni mają problemy ze sobą. Nie ty. To zdrajca jest winny zdradzie. Tylko i wyłącznie, bo to on poszedł na skróty. I nawet choćby w związku coś nie grało, to normalny człowiek usiądzie i porozmawia ze swoim partnerem by wyjaśnić lub gdy wszystko jego zdaniem jest be i ble po prostu uczciwie zakończy związek a nie będzie szukał pocieszenia na boku...


.

To prawda, zgadzam sie z talerz123.

To nie jest Twoja wina. Zdrada NIGDY nie jest wina zdradzonego. Ew. problem w zwiazku - byc moze tak, ale sam akt zdrady jest wylacznym wyborem zdradzacza. Niestety swiadomym wyborem.

Nie doszukuj sie winy w sobie - jedyne czym zawinilas to to, ze bylas za dobra. Dalas z siebie wszystko I niestety nie zostalo to docenione.
Tak jak napisala Talerzyk - niewzane jaka cudowna, piekna I wspaniala bys byla zdrada moze zaistniec.

Wyczytalam w jakims brukowcu, ze Brad Pitt sie rozwodzi z Angelina. Ani mnie to ziebi ani grzeje, jednak wychodzi na to, ze nawet uwazana przez niektorych (dla mnie jest to kontrowersyjne) za najpiekniejsza kobieta na swiecie zostala zdradzona.
Nie ma zlotego srodka jak zapobiec zdradzie, ale trzeba w kazdym zwiazku myslec rowniez o sobie. Spora dawka zdrowego egoizmu musi byz zachowana.
Nie mozemy dopuscic, by partnerzy/mezowie stali sie dla nas calym switem. Musimy miec takze swoj swiat poza zwiazkiem. Pasje, hobby, przyjaciol. To co daje nam sile.

279

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

No i jeszcze jedno. Nigdy juz nie bede sie kajac przed zadnym facetem!!! Zaden nie jest tego wart. I mam nadzieje ze Ty tez wezmiesz sie w garsc. Niech oni od siebie tez cos dadza nie tylko Ty.Takim co nic nie daje tylko bierze to sie nawet nie interesuj.

280

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
eni.lij napisał/a:

No i jeszcze jedno. Nigdy juz nie bede sie kajac przed zadnym facetem!!! Zaden nie jest tego wart. I mam nadzieje ze Ty tez wezmiesz sie w garsc. Niech oni od siebie tez cos dadza nie tylko Ty.Takim co nic nie daje tylko bierze to sie nawet nie interesuj.

Dodam jeszcze jedno:)

Nie blagac.

U mnie rozmowa byla krotka. Wzielam pana na dywanik jak nauczucielka ucznia (skoro zachowal sie jak gowniarz to zostal tak potraktowany), wylozylam wszystko jak przyslowiowej krowie I postawilam swoje warunki.
Po czym dalam czas na zastanowienie - albo sie podoba I probujemy ratowac, ale sie nie podoba I wypier...ac.
Przerzucilam odpowiedzialnosc na niego - speird...iles to naprawiaj.
Ja chcialam wiedziec, ze go niczego nie zmuszam - nie zatrzyma sie faceta jesli on nie chce zostac. A przy okazji nie chcialam miec kiedys wypominane ze zostal bo go prosilam.
Oni sa dobrzy w wypominaniu a pamiec maja jak slon:)

281

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
eni.lij napisał/a:

Nigdy juz nie bede sie kajac przed zadnym facetem!!! Zaden nie jest tego wart.

Wiadomo. Też nie jesteś tego warta.

282

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Wybaczenie w tym wypadku dla mnie oznacza brak złości i nienawiści wobec zdradzającego, brak ciągłych wypominek i powracania do krzywdy. Nie da się zapomnieć zawsze to gdzieś w nas pozostaje... Szczerze z perspektywy czasu mam ochotę podziękować mojemu pierwszemu za to co zrobił, ja nigdy sama bym nie odeszła a wiem że jeśli ten związek trwał by nadal to byłabym cholernie nieszczęśliwa... Pewnie za parę lat pomyśle tak samo o tym wydarzeniu. Niestety samoocena leży i kwiczy i w sumie nigdy nie stanęła na nogi po pierwszym wyskoku... teraz tylko została jeszcze dobita. Nie potrafię myśleć tak jak wy dziewczyny zwyczajnie bardziej sensowne wydaje mi się moje wytłumaczenie, bardziej mnie przekonuje. No bo jeśli wszystko jest okej jeśli czuje się totalnie zaspokojona i szczęśliwa to przecież nie szukam czegoś innego..?
Co do miłości - nie szukam już od dawna, ta znalazła się sama kolejnej szukają mi koleżanki:P już nawet przedstawiały mi sylwetki kandydatów... ale póki co mocny wdech i próba ogarnięcia się z poprzedniej relacji- nie chcę z nikogo robić plasterka na moje rany....
Dziękuje wam bardzo, wasze słowa dodają sił wiem jednak że sama muszę w sobie to przepracować co łatwe nie będzie. Dobrze wiedzieć że istnieją jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie:*

283

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
asanas29 napisał/a:

Wybaczenie w tym wypadku dla mnie oznacza brak złości i nienawiści wobec zdradzającego, brak ciągłych wypominek i powracania do krzywdy. Nie da się zapomnieć zawsze to gdzieś w nas pozostaje... Szczerze z perspektywy czasu mam ochotę podziękować mojemu pierwszemu za to co zrobił, ja nigdy sama bym nie odeszła a wiem że jeśli ten związek trwał by nadal to byłabym cholernie nieszczęśliwa... Pewnie za parę lat pomyśle tak samo o tym wydarzeniu. Niestety samoocena leży i kwiczy i w sumie nigdy nie stanęła na nogi po pierwszym wyskoku... teraz tylko została jeszcze dobita. Nie potrafię myśleć tak jak wy dziewczyny zwyczajnie bardziej sensowne wydaje mi się moje wytłumaczenie, bardziej mnie przekonuje. No bo jeśli wszystko jest okej jeśli czuje się totalnie zaspokojona i szczęśliwa to przecież nie szukam czegoś innego..?
Co do miłości - nie szukam już od dawna, ta znalazła się sama kolejnej szukają mi koleżanki:P już nawet przedstawiały mi sylwetki kandydatów... ale póki co mocny wdech i próba ogarnięcia się z poprzedniej relacji- nie chcę z nikogo robić plasterka na moje rany....
Dziękuje wam bardzo, wasze słowa dodają sił wiem jednak że sama muszę w sobie to przepracować co łatwe nie będzie. Dobrze wiedzieć że istnieją jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie:*


Dziękuję. Wybaczyć a zapomnieć to nie to samo. Na pewno. Wedle Twojej definicji Ja wybaczyłam od razu i w zasadzie prawie bezwarunkowo. A jednak nie. Asanas kurcze walcz o siebie. Walcz!. Bo inaczej zawsze będziesz taplała się w tym głównie po uszy...Usprawiedliwienie to kwestia indywidualna. Zawsze subiektywna wink. Rzeczy nie są tak proste jak się wydaje. Nic nie jest czarne lub białe. Życie bywa też kolorowe.
Nie poddawaj się.

asanas29 napisał/a:

Dobrze wiedzieć że istnieją jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie:*

Oooo - tych jest od groma i trochę. Wystarczy chcieć ich dostrzec big_smile

284

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Roxann napisał/a:

Nie wiem jak to jest w małżeństwie, ale mogę powiedzieć jak to wygląda z drugiej strony. Facet ma żonę, dzieci, realizuje się zawodowo, niby wszystko w porządku ale jednak zdradza. Dlaczego? Albo w taki sposób rozładowuje stres, albo podnosi własne ego albo po prostu zwyczajnie ładuje w ten sposób baterie do dalszego działania – w końcu to dostarcza mu adrenaliny, motylków i nie wiem czego jeszcze, co sprawia że zaczyna znów czuć się jak młody bóg.
Dlaczego więc się nie rozwiedzie? Pytanie, po co? Przecież dzieci są najważniejsze, to żeby miały matkę i ojca i jeden, stabilny dach nad głową. Przecież dla romansu nie ma sensu tego im zabierać, albo raczej sobie – wygody. Tak jak napisała Averyl – facet ma wszystko czego można chcieć – żonę w domu, która zaopiekuje się domem i dziećmi, przez co on ze spokojnym sumieniem będzie mógł się spełniać zawodowo, a że przy tym jakiś romansik, no przecież można to jakoś wybaczyć czy wytłumaczyć… On nie traktuje tego jako zdradę, brak szacunku czy miłości… on podchodzi do tego czysto egoistycznie.On tylko zaspakaja swoje jakieś braki, potrzeby, podczas gdy żonie teoretycznie żadna krzywda się nie dzieje. Przecież wraca, zajmuje się dziećmi, przynajmniej na tyle na ile może, dla żony też stara się być miły itd. Do tego ma więcej energii. Niby wszyscy są szczęśliwi...
Dramat zaczyna się dopiero wtedy, kiedy romans wychodzi na jaw, wtedy zaczyna się bicie w piersi i przepraszanie… w końcu grunt się pali pod nogami… a było tak dobrze. Co taki delikwent wybierze? Wiadomo, sprawdzoną na wszystkich płaszczyznach żonę, niż niepewną kochankę. I będzie szedł w zaparte aż żona przyjmie misia. Czy tym samym odrobi lekcje i już nigdy więcej zdrady się nie dopuści? Śmiem wątpić. W znanym mi przypadku facet po 2 latach nie miał żadnych skrupułów by znów zacząć zdradzać. Rozwód jednak nie wchodzi w grę, bo nie zafunduje on takiej tragedii swoim dzieciom i nie będzie rozbijał im rodziny... Taki wspaniały z niego ojciec… a mąż?
Tyle ma w sobie miłości, że i dla żony i dla kochanki starczy, po co robić z tego jakiś dramat?? (oczywiście to sarkazm).

Powyższe słowa Roxann idealnie ujmują istotę rzeczy i są do bólu prawdziwe. Jako mężczyzna podpisuję się pod nimi obiema rękami. Normalnie rozwijający się facet już dzień po ślubie, nawet jeśli poślubi miss świata, będzie oglądał się za innymi kobietami. Taka już nasza natura, że pcha nas ku nowym zdobyczom. Oczywiście na początku nikt nie zakłada zdrady. Co najwyżej niewinne komplementy, spojrzenia, w ostateczności mały flircik. Problem zaczyna się, gdy nagi instynkt wymyka się spod kontroli. Wówczas tego pędu do seksu nie da się już zahamować. Rozkosz jest nieziemska. Mężczyzna otrzymuje to, czego pragnął i dobrze wie, że niepewna kochanka poza seksem w każdym calu jest gorsza od sprawdzonej żony. Wraca więc do żony i modli się w myślach, by romans nigdy się nie wydał. Wie, że zrobił wielkie łajdactwo wobec osoby, którą kocha, ale rozwód jest ostatnią rzeczą, której pragnie.  Z biegiem czasu zaczyna dostrzegać w kochance coraz więcej wad, a jednocześnie przypomina sobie kolejne zalety żony i - może to dla niektórych niewiarygodne - ale zdaje sobie sprawę jak bardzo kocha żonę. Kochankę odprawia w siną dal i całkowicie poświęca się żonie. Do czasu aż znowu jakaś piękna nieznajoma nie stanie na jego drodze...
Tak mniej więcej wygląda ten scenariusz. Zbyt wielu podobnych przypadków byłem świadkiem w życiu, żeby twierdzić, że to pojedyncze przypadki. Wy potrzebujecie powodu do zdrady, my jedynie okazji.

285 Ostatnio edytowany przez asanas29 (2016-09-24 12:05:16)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
mariusz_ napisał/a:

Co najwyżej niewinne komplementy, spojrzenia, w ostateczności mały flircik. Problem zaczyna się, gdy nagi instynkt wymyka się spod kontroli. Wówczas tego pędu do seksu nie da się już zahamować. Rozkosz jest nieziemska. Mężczyzna otrzymuje to, czego pragnął i dobrze wie, że niepewna kochanka poza seksem w każdym calu jest gorsza od sprawdzonej żony. .

Po pierwsze po co pchać się w flircik itd ? Jeśli żona jest taka fajna, macie wszystko czego wam potrzeba to po co? Bo instynkt? A przepraszam to płeć męska nie przeszła procesu ewolucji i nie wie co to samokontrola i odpowiedzialność? Dorosły i poważny człowiek potrafi kontrolować swoje instynkty - nie obżera się słodyczami od rana do nocy tym samym ważąc 200 kg, nie śpi całymi dniami nie bacząc na konsekwencje i brak pracy oraz nie puszcza się z kim popadnie bo poczuł instynkt. Jak dla mnie takie tłumaczenie jest po prostu śmieszne. Osobiście twierdzę że albo czegoś faktycznie wam brakuje (wtedy dorośli ludzie rozmawiają lub odchodzą) albo niewiele różnicie się od królika który kopuluje z czym popadnie (nie obrażając tych słodkich zwierzątek).


Talerzyku dziękuje za wsparcie, sama nie wiem w jakim stanie teraz jestem, jak się czuje.... przez dzień jestem totalnie obojętna emocjonalnie a wieczorem nie śpię i rozmyślam co robiłam nie tak. Myśli teoretycznie można kontrolować można zmieniać-trwa to długo, na ten moment poddaje się automatycznemu myśleniu nie próbując go nawet zmieniać. Chyba straciłam "ochotę na życie" i dopóki jej nie odzyskam nic z tym nie zrobię.

286

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

at ananas29
Możesz wyrażać żal, krzyczeć i płakać pomstując na zdradzających mężczyzn, ale świata nie zmienisz. Spróbuj lepiej poznać motywy, które inspirują do takich zachowań, żeby móc je niweczyć już w zarodku. Póki co emanuje z ciebie rozpacz i bezsilność.
Jeszcze raz odwołam się do tego, co napisała Roxann w tym temacie. Doprawdy, nokautuje mnie inteligencja i mądrość życiowa tej dziewczyny. Sam jako mężczyzna nie opisałbym tego lepiej. Szkoda, że większość kobiet nie wie (albo nie chce wiedzieć) o mężczyznach zbyt dużo.

287

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Zgadzam sie z Roxan i Mariuszem.Wraca taki do zony i mowi jak to on ja kocha jaka jest wspaniala a przed paru dniami lub tygodniami gadal to samo do kochanki. Wystarczy poczytac forum gdzie pisza kochanki co zonaty do nich mowil i wszystko jest jasne jak slonce. Ratuje taki wladna dupe.nic wiecej. A glupie zony w to wierza.Moj to nawet mi powiedzial po kilku tygodniach ze zycie by za mnie oddal. Wiecie co wtedy zrobilam? Wybuchnelam smiechem. Jak facet ktory chcial mnie zostawic bez srodkow do zycia i zniszczyc mnie z kochanka moze pieprzyc takie glupoty. Kasia kicia moj tez lata sprzata gotuje i zapewnia jak to kocha. Na poczatku mi imponowalo a potem pomyslalam jaka ja glupia jestem. Przeciez wystarczylo by zeby poszedl w druga strone i to jej by sprzatal gotowal mowil jak to ja kocha  a mnie nienawidzi i ze to za nia zycie by oddal. Zalosne to wszystko i falszywe.

288

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
mariusz_ napisał/a:

Powyższe słowa Roxann idealnie ujmują istotę rzeczy i są do bólu prawdziwe. Jako mężczyzna podpisuję się pod nimi obiema rękami.

mariusz_ napisał/a:

Jeszcze raz odwołam się do tego, co napisała Roxann w tym temacie. Doprawdy, nokautuje mnie inteligencja i mądrość życiowa tej dziewczyny. Sam jako mężczyzna nie opisałbym tego lepiej.

Mariusz_, bo to co opisałam to są w dużej mierze słowa zdradzającego faceta oraz moje obserwacje. To nie jest żadna mądrość życiowa, tylko smutna (dla nas kobiet) prawda. Można zaklinać rzeczywistość, można obrażać się na facetów, cały świat, czy szukać winy w sobie ale na pewne rzeczy my kobiety nie mamy wpływu. Jeśli facet będzie chciał zdradzać, to zdradzi bez mrugnięcia powieką. Myślę, że o tym decydują pewne ‘predyspozycje’ wynikające z cech charakteru, mentalności w tym egoizm, narcyzm i niskie poczucie empatii. W końcu nie wszyscy zdradzają, choć jak wynika z badań zdecydowana większość, tak mężczyzn jak i kobiet.
Ja spędziłam sporo czasu nad poznaniem mechanizmu czy powodów zdrady, bo nijak nie mogłam zrozumieć, jak można kochać i zdradzać. Osoba, o której mówię, zaczęła zdradzać w momencie kiedy pojawiło się 2 dziecko, czyli kilka dobrych lat po ślubie. Wtedy żona nie pracowała, przez co on zaczął pracować coraz więcej, do tego jego praca jest dość wymagająca i w dużej mierze wiąże się z delegacjami. A że panuje powszechne powiedzenie, że w delegacji to nie zdrada? Sam kiedyś przyznał, że dla niego szybki numerek z nieznajomą, był po prostu masturbacją z tym, że przy ‘użyciu’ drugiej osoby. I jak już facet dopuści się tego raz, to potem zaczyna mu to wchodzić w krew. Raz się udało, było fajnie, drugi raz na pewno też się uda. W końcu lepiej pobawić się z jakąś laską, niż samemu przed komputerem tongue Z tymże z czasem taki delikwent już nie ma ochoty co rusz szukać nowej panienki na noc, tylko woli poszukać „stałej”, pewnej kochanki. Nie rzadko, podbuzowany jeszcze opowieściami kolegów, którzy ochoczo we własnym towarzystwie chwalą się swoimi często wyimaginowanymi podbojami (kolejny cytat „każdy z moich kolegów prezesów, ma czy miał kochankę”). Dlatego taki facet wręcz stawia za sprawę honoru, że i on potrafi, co ma być gorszy? A że to ma potwierdzić jego męskość, ego, to dla potencjalnej, upatrzonej jest w stanie niemal nieba uchylić. W końcu ma to być inwestycja długoterminowa, opatrzona dużym ryzykiem co prawda, ale jakie „zyski”? Zaczyna więc się zachowywać jak kawaler (obrączka ląduje w kieszeni) – komplementy, randeczki, czułe słówka, prezenciki itd. Wiadomo, że kiedy jest chemia, to i seks lepiej smakuje, milej się spędza razem czas, zaczyna się człowiek przywiązywać, tęsknić. To już nie jest „masturbacja przy użyciu 2 osoby”. W końcu padają słowa „kocham” i zaczynają się problemy – ogólnie dramat czy też melodramat. Kochanka dowiedziawszy się w jakim „układzie” się znalazła albo się wycofuje albo zaczyna szantażować. A miało być tak pięknie… Wtedy wychodzi z delikwenta prawdziwe oblicze - tchórza i krętacza. Wraca taki z podkulonym ogonem do żony i mówi „kochanie, nawróciłem się” (to też jego cytat). Żona wierzy, bo musi/chce, pewnie stawia warunki. Facet na jakiś czas staje się posłuszny jak pies. Kiedy jednak sprawa ucicha, żona już udobruchana, ten zaczyna znów myśleć o romansie. Czy to spotkał inną, czy dawną „miłość”... znów zaczynają się podchody. W końcu z żoną taka powszedniość, a w pamięci wspomnienia płomiennego romansu… kto by nie tęsknił za taką adrenaliną? Nagle się dowiaduje, że „kochanka” znów wolna, spotyka ją – sentyment powraca, zaczyna swoje wynurzenia jak to ją bardzo kochał, jaka to jego niespełniona miłość… (w domyśle, oj jak chętnie bym wrócił do tamtych czasów). A może warto spróbować, zaryzykować? „Kochanka” zaczyna myśleć, a może rzeczywiście kocha, może przez ten czas wszystko przemyślał, zrozumiał? W końcu i u niej te wspomnienia są wciąż żywe, choć 2 lata minęły, wtedy natomiast uniosła się dumą, nie było szczerej rozmowy… Może teraz na to pora? Facet niby z dystansem, ale znów zaczyna wysyłać smsy, maile, proponować spotkania… Jednak u „kochanki” zapala się czerwone światełko, że coś jest nie tak. Chce szczerej rozmowy, on jej unika jak ognia. Nie czas, nie pora itd. Kiedy powoli zaczyna coraz bardziej naciskać, ten stopniowo zaczyna się otwierać. Jednak to co mówi, ma się nijak do tego jego „kocham”. Kocham, ale nie zostawię żony ze względu na dzieci itd. Mało tego próbuje wzbudzić poczucie winy w „kochance” – chcesz odebrać ojca dzieciom?? Jest jak jest i tak być musi… przecież oboje się kochamy, dlaczego mamy z siebie rezygnować? Przecież oboje się męczymy? Normalnie jakieś rozdwojenie jaźni tongue
Kochanka znów się wycofuje, wyjeżdża.. Facet jeszcze przez jakiś czas się nie poddaje działając jednak na oślep, co jeszcze bardzie utwierdza ją w przekonaniu, że ten facet nie wart żadnej uwagi, a tym bardziej łzy.
Ot, taka, moja smutna historia… hmm
Czy już nie zdradzi? Śmiem wątpić…
Ogólnie żal mi jego żony, siebie trochę też, bo swojego czasu nabrałam się na jego „kocham”, ale … ja układam sobie teraz życie z kimś innym, a ona nadal z nim jest czy też musi? być…

289

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Do tego co napisalas Roxann dodalabym jeszcze ze facet zapewnia teraz swoja zone jak bardzo ja kocha bo poczul ze jest spalony u Ciebie i traci grunt po nogami. Nie rozumiem tylko po co Ty w to wchodzilas? z calym szacunkiem ale nie rozumiem po co ktos wlazi z buciorami w cudze malzenstwa i rzadzi sie tam? nie moze po prostu poszukac wolnego?

290

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

eni.lij, nie mam na to jednoznacznej odpowiedzi. Kiedy go poznałam byłam wolna. Podobał mi się i fizycznie i intelektualnie. Podszedł, zaczęliśmy rozmawiać.. i w zasadzie nie mogliśmy skończyć. On nie miał wtedy obrączki na palcu. Nie wiedziałam, że jest żonaty. Myślę, że zaiskrzyło już na pierwszym przypadkowym spotkaniu. Ja też nigdy wcześniej nie trafiłam na żonatego, więc nawet początkowo o tym nie myślałam…. romans się rozwijał, ja coraz bardziej zakochana.  On dość szybko wyznał mi miłość.
Eh, szkoda słów. To była dla mnie lekcja życia i wyleczenia z naiwności wink

291

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Roxann napisał/a:

Ot, taka, moja smutna historia… hmm

Poświęciłem trochę czasu i przebrnąłem przez meandry Twoich doświadczeń z mężczyznami, które opisałaś w innym temacie. Przyznam, że im dalej w las tym bardziej mnie to wciągało. Zupełnie jakbym czytał dobrze napisaną książkę. Tylko smutne, że to działo się naprawdę.

292

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
eni.lij napisał/a:

z calym szacunkiem ale nie rozumiem po co ktos wlazi z buciorami w cudze malzenstwa i rzadzi sie tam? nie moze po prostu poszukac wolnego?

Z logicznego punktu widzenia jedynym wyjściem jest, żeby zdradzający mąż miał romans ze zdradzającą (czyjąś) żoną. Wtedy oboje mają takie same oczekiwania. Albo prawie takie same, bo facet będzie chciał pobzykać i wrócić do żony, a kobieta znaleźć w nim nowego faceta. Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził.

293

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
mariusz_ napisał/a:
Roxann napisał/a:

Ot, taka, moja smutna historia… hmm

Poświęciłem trochę czasu i przebrnąłem przez meandry Twoich doświadczeń z mężczyznami, które opisałaś w innym temacie. Przyznam, że im dalej w las tym bardziej mnie to wciągało. Zupełnie jakbym czytał dobrze napisaną książkę. Tylko smutne, że to działo się naprawdę.

Najlepsze scenariusze pisze życie.. niestety.

294

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
mariusz_ napisał/a:
eni.lij napisał/a:

z calym szacunkiem ale nie rozumiem po co ktos wlazi z buciorami w cudze malzenstwa i rzadzi sie tam? nie moze po prostu poszukac wolnego?

Z logicznego punktu widzenia jedynym wyjściem jest, żeby zdradzający mąż miał romans ze zdradzającą (czyjąś) żoną. Wtedy oboje mają takie same oczekiwania. Albo prawie takie same, bo facet będzie chciał pobzykać i wrócić do żony, a kobieta znaleźć w nim nowego faceta. Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził.

Jedynym wyjściem jest nie zdradzać albo być po prostu szczerym wobec partnera.
Tak czy inaczej najgorsza opcja to podporządkowanie i uzależnienie od partnera - zrezygnowanie z siebie swoich potrzeb, ambicji.

295

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

wszystko fajnie Mariusz tylko chyba nie pomyslales o uczuciach tych zdradzonych. moze jeszcze nie byles zdradzony i nie wiesz jak silny to bol. Sa ludzie ktorzy sobie zycia odbieraja przez takie cos. kto nie przezyje to nie zrozumie. uwazam ze czlowiek powinien miec jakies zasady moralne i nie ranic nikogo jak sam nie chcial by byc zranionym. No ale jak widac coraz mniej jakichkolwiek zasad na tym swiecie.

296

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Wkleję wam tu do przemyślenia wypowiedź z męskiego forum odnośnie zdrady, pokazuje jak w większości wypowiadają się w tym temacie mężczyźni, których to dotyczy:
"Jesteście kobietami nie macie pojęcia jak silne jest nasze poczucie odpowiedzialności za rodzinę za dzieci. Myslimy i czujemy inaczej niż wy. Tak testosteron napędzą pozwala walczyć i zdobywać ale nie ułatedą cierpiewia krzywdzenia bliskich. I nie dlatego nie podejmujemy decyzje bo nie przejmujemy sie nią . Własnie dlatego że jest nam w jakiś sposób bliska mimo iz nie kocha sie już jej to nie znaczy ze chce się ją skrzywdzić patrzeć jak wali sie jej świat. A z drugiej strony jest kobieta którą kochamy jestesmy przy niej szczęśliwi, Odchodzimy cierpimy wracamy. Żadna z was nie ma pojęcia jaka to wyniszczająca tortura. Dlatego niektórzy trwali w tym nawet 15 lat żona nie wiedziała nie cierpiała twierdzi ze miała udane małżeństwo kochanka akceptowała a nikt nie pomysli jak czuł się ten gość . Odejdzie żona dzieci będą cierpieć. Zostanie kochanka i on będą cierpieć i on pewnie nigdy nie zazna już szczęścia i spokoju . Zdradzający który kocha kochanke nie kocha żony to kocha jednak swoją rodzinę . Tu nic nie jest proste. Ale tego trzeba doświadczyć żeby móc zrozumieć."

297

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

no rzeczywiście wink

biedni,cierpiący zdradzacze - tyle lat się męczą, zdradzają i to wszystko dla tych żon i dzieci wink
tacy odważni, że takie tortury znoszą big_smile

298

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

powiem tak weszlam kiedys na meskie forum facetow po 40 i sie zalamalam. po tym to juz calkiem stracilam wiare w facetow.Dno kompletne dno i brak jakichkolwiek zasad. mam nadzieje ze na tym swiecie jest jeszcze choc garstka ktora jest normalna.

299

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
asanas29 napisał/a:

Talerzyku dziękuje za wsparcie, sama nie wiem w jakim stanie teraz jestem, jak się czuje.... przez dzień jestem totalnie obojętna emocjonalnie a wieczorem nie śpię i rozmyślam co robiłam nie tak. Myśli teoretycznie można kontrolować można zmieniać-trwa to długo, na ten moment poddaje się automatycznemu myśleniu nie próbując go nawet zmieniać. Chyba straciłam "ochotę na życie" i dopóki jej nie odzyskam nic z tym nie zrobię.


Jako, że dziś cierpię na bezsenność to znowu spróbuję pobyć Don Kichotem i powalczę z Tobą smile. Ale chyba już po raz ostatni, bo jeśli Ty kochana nie weźmiesz "byka za rogi" to niestety nikt inny, choćby stawał na przysłowiowych "uszach" nic nie wskóra smile.

Możesz myśleć i myśleć dniami, tygodniami, nawet latami a gwarantuje Ci, że i tak nie wymyślisz nic smile. Bo nie ma w Tobie nic, co "prowokuje" zdrajców do zdrady. Zwyczajnie nie Ty jesteś winna. Zaakceptuj to i już. Przyjmij do wiadomości. Żyj tą myślą, ba tą wiedzą smile. A reszta przyjdzie do Ciebie sama smile. Wystarczy jeden mały krok big_smile.

Wiem co to za uczucie "stracić ochotę na życie", ale wiem też co to za uczucie ją odzyskać big_smile. O niebo lepsze smile. Sprawdź sama hihi. Pamiętaj, że ty sama nadajesz znaczenie wszystkiemu co dzieje się w Twoim życiu, co dzieje się z Tobą.

Tobie chyba potrzebne jest, by ktoś mocno Tobą potrzepał, by ktoś bardziej dosadnie do Ciebie przemówił. Niestety ja i KasiaKicia jesteśmy na to zbyt delikatne smile.


Powodzenia!

300 Ostatnio edytowany przez authority (2016-09-25 15:08:23)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
eni.lij napisał/a:

powiem tak weszlam kiedys na meskie forum facetow po 40 i sie zalamalam. po tym to juz calkiem stracilam wiare w facetow.Dno kompletne dno i brak jakichkolwiek zasad. mam nadzieje ze na tym swiecie jest jeszcze choc garstka ktora jest normalna.

40 -50 latki to najgorszy wiek dla faceta tylko nieliczni normalnie przechodzą bez szkody dla siebie, swojego partnera i ewentualnie dziecka.

301

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
mariusz_ napisał/a:
Roxann napisał/a:

Nie wiem jak to jest w małżeństwie, ale mogę powiedzieć jak to wygląda z drugiej strony. Facet ma żonę, dzieci, realizuje się zawodowo, niby wszystko w porządku ale jednak zdradza. Dlaczego? Albo w taki sposób rozładowuje stres, albo podnosi własne ego albo po prostu zwyczajnie ładuje w ten sposób baterie do dalszego działania – w końcu to dostarcza mu adrenaliny, motylków i nie wiem czego jeszcze, co sprawia że zaczyna znów czuć się jak młody bóg.
Dlaczego więc się nie rozwiedzie? Pytanie, po co? Przecież dzieci są najważniejsze, to żeby miały matkę i ojca i jeden, stabilny dach nad głową. Przecież dla romansu nie ma sensu tego im zabierać, albo raczej sobie – wygody. Tak jak napisała Averyl – facet ma wszystko czego można chcieć – żonę w domu, która zaopiekuje się domem i dziećmi, przez co on ze spokojnym sumieniem będzie mógł się spełniać zawodowo, a że przy tym jakiś romansik, no przecież można to jakoś wybaczyć czy wytłumaczyć… On nie traktuje tego jako zdradę, brak szacunku czy miłości… on podchodzi do tego czysto egoistycznie.On tylko zaspakaja swoje jakieś braki, potrzeby, podczas gdy żonie teoretycznie żadna krzywda się nie dzieje. Przecież wraca, zajmuje się dziećmi, przynajmniej na tyle na ile może, dla żony też stara się być miły itd. Do tego ma więcej energii. Niby wszyscy są szczęśliwi...
Dramat zaczyna się dopiero wtedy, kiedy romans wychodzi na jaw, wtedy zaczyna się bicie w piersi i przepraszanie… w końcu grunt się pali pod nogami… a było tak dobrze. Co taki delikwent wybierze? Wiadomo, sprawdzoną na wszystkich płaszczyznach żonę, niż niepewną kochankę. I będzie szedł w zaparte aż żona przyjmie misia. Czy tym samym odrobi lekcje i już nigdy więcej zdrady się nie dopuści? Śmiem wątpić. W znanym mi przypadku facet po 2 latach nie miał żadnych skrupułów by znów zacząć zdradzać. Rozwód jednak nie wchodzi w grę, bo nie zafunduje on takiej tragedii swoim dzieciom i nie będzie rozbijał im rodziny... Taki wspaniały z niego ojciec… a mąż?
Tyle ma w sobie miłości, że i dla żony i dla kochanki starczy, po co robić z tego jakiś dramat?? (oczywiście to sarkazm).

Powyższe słowa Roxann idealnie ujmują istotę rzeczy i są do bólu prawdziwe. Jako mężczyzna podpisuję się pod nimi obiema rękami. Normalnie rozwijający się facet już dzień po ślubie, nawet jeśli poślubi miss świata, będzie oglądał się za innymi kobietami. Taka już nasza natura, że pcha nas ku nowym zdobyczom. Oczywiście na początku nikt nie zakłada zdrady. Co najwyżej niewinne komplementy, spojrzenia, w ostateczności mały flircik. Problem zaczyna się, gdy nagi instynkt wymyka się spod kontroli. Wówczas tego pędu do seksu nie da się już zahamować. Rozkosz jest nieziemska. Mężczyzna otrzymuje to, czego pragnął i dobrze wie, że niepewna kochanka poza seksem w każdym calu jest gorsza od sprawdzonej żony. Wraca więc do żony i modli się w myślach, by romans nigdy się nie wydał. Wie, że zrobił wielkie łajdactwo wobec osoby, którą kocha, ale rozwód jest ostatnią rzeczą, której pragnie.  Z biegiem czasu zaczyna dostrzegać w kochance coraz więcej wad, a jednocześnie przypomina sobie kolejne zalety żony i - może to dla niektórych niewiarygodne - ale zdaje sobie sprawę jak bardzo kocha żonę. Kochankę odprawia w siną dal i całkowicie poświęca się żonie. Do czasu aż znowu jakaś piękna nieznajoma nie stanie na jego drodze...
Tak mniej więcej wygląda ten scenariusz. Zbyt wielu podobnych przypadków byłem świadkiem w życiu, żeby twierdzić, że to pojedyncze przypadki. Wy potrzebujecie powodu do zdrady, my jedynie okazji.

Wybacz mariusz, ale je widze tu pewna rozbieznosc.
Napisales, ze rozkosz jest nieziemska, a chwile pozniej ze facet zdaje sobie sprawie czy tez dostrzega ze kochanka jest pod kazdym wzgledem gorsza niz zona.
Wiec po co to wszystko? Jesli od poczatku wiadomo ze kochanka jest gorsza niz zona?
Po co ranic te lepsze od kochanek zony swoimi czynami?
Kurcze, czy dle chwili rozkoszy warto ryzykowac tak duzo? Czy taki facet nie uzywa mozgu?

302

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
mariusz_ napisał/a:
eni.lij napisał/a:

z calym szacunkiem ale nie rozumiem po co ktos wlazi z buciorami w cudze malzenstwa i rzadzi sie tam? nie moze po prostu poszukac wolnego?

Z logicznego punktu widzenia jedynym wyjściem jest, żeby zdradzający mąż miał romans ze zdradzającą (czyjąś) żoną. Wtedy oboje mają takie same oczekiwania. Albo prawie takie same, bo facet będzie chciał pobzykać i wrócić do żony, a kobieta znaleźć w nim nowego faceta. Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził.

A ja mysle, ze najlogiczniejszym wyjsciem jest po prostu nie zdradzac.

Tak podpowiada logika.

Jestem szcesliwy w zwiazku, kocham zone - super - nie zdradzam.
Nie jestem szczesliwy ale kocham zone - probuje naprawiac zwiazek.
Nie jestem szczesliwy w zwiazku I nie kocham zony - odchodze.
Proste.
Skoro I tak jestem nieszczesliwy (jak te biedactwa ucisnione przez wredne zony) to zdrada niczego nie zmieni - I tak po jakby to ujac... akcie... wracam do tej wrednej zony.
Gdzie tu logika jest??

303

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Kasia-Kicia napisał/a:

Gdzie tu logika jest??

Nie doszukuj się logiki tam,gdzie jej niema,wielu facetów chce zjeść ciastko i mieć ciastko,dlatego skakają w bok,jeśi jest okazja,nie mówiąc o tym żonie,bywa,że trwa to latami,oni mają zdradę we krwi i kierują się instynktem.Samo pożądanie rozwija się poza świadomością i tylko człowiek rozsądny potrafi to kontrolować,musi jeszcze chcieć wink

304 Ostatnio edytowany przez mariusz_ (2016-09-29 15:40:30)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Kasiu-Kiciu, w teorii zdrada wygląda jednoznacznie i bezdyskusyjnie, ale w praktyce jest to trochę bardziej pokręcone. Zdradzający nie zakłada na samym początku, że zdradzi. Zwykle zaczyna się od zwykłej rozmowy, gestu, dotknięcia, czegoś co przykuło nasz wzrok w stronę tej, a nie innej osoby. Jej obecność zaczyna sprawiać coraz większą radość, więc robimy wszystko, by być w pobliżu. Bez "złych intencji". Jest fajnie i w niczym nie koliduje to z lojalnością wobec żony. Ot, zwyczajne pogadanki od czasu do czasu, więc obie strony (zdradzający - kochanka) nie widzą powodu, by to przerywać. Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia, chłoniemy tę drugą osobę coraz bardziej, bezkrytycznie zauważamy, że każdy jej gest sprawia nam radość, a każda chwila bez niej jest stracona. Wpadamy do do rwącego nurtu namiętności i od tej pory to one całkowicie nami kierują. Są tak silne, że bez problemu zagłuszają sumienie dopytujące o żonę, dzieci... Gdy mija apogeum szalonego romansu na światło dzienne zaczynają wychodzić rozbieżne oczekiwania kochanków odnośnie tego, co będzie dalej. Oliwy do ognia dolewa strach, że tajemnica romansu wyjdzie na jaw i budowany przez lata dom rodzinny rozsypie się jak domek z kart. Kochanka pyta "co z nami będzie" i otrzymuje odpowiedź "nie kocham cię, popełniłem błąd, wracam do żony". Czuje się podle oszukana. Niby rozum nakazuje to skończyć, ale oboje są zbyt słabi, by postawić sprawę na ostrzu noża. Sami przestają rozumieć, po co to dalej ciągnąć. Tak jak na początku wzajemna obecność dawała radość, tak teraz smutek i żal. W końcu następuje "rozwód" z kochanką i mąż wraca do swojej żony. Dostał co chciał, być może nawet wspólne orgazmy z kochanką będzie z nostalgią wspominał do końca życia. Rozumie jednak jak bardzo  zranił żonę. Rodzinnego szczęścia jednak nie budował w 5 minut i nie pozwoli, by ono się rozpadło przez kilka numerków na boku. Przysięga więc sam sobie, że nigdy więcej nie zdradzi. I w tym postanowieniu trwa do czasu aż kolejna piękność z błyskiem w oku nie stanie mu na drodze.

305

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Bardzo pozorne musi być to szczęście rodzinne, żeby taki scenariusz mógł się zrealizować. Na pewno nie oparte o właściwe relacje między partnerami. Bardziej za to o ten wymiar społeczny udanej rodziny.

306

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
mariusz_ napisał/a:

Kasiu-Kiciu, w teorii zdrada wygląda jednoznacznie i bezdyskusyjnie, ale w praktyce jest to trochę bardziej pokręcone. Zdradzający nie zakłada na samym początku, że zdradzi. Zwykle zaczyna się od zwykłej rozmowy, gestu, dotknięcia, czegoś co przykuło nasz wzrok w stronę tej, a nie innej osoby. Jej obecność zaczyna sprawiać coraz większą radość, więc robimy wszystko, by być w pobliżu. Bez "złych intencji". Jest fajnie i w niczym nie koliduje to z lojalnością wobec żony. Ot, zwyczajne pogadanki od czasu do czasu, więc obie strony (zdradzający - kochanka) nie widzą powodu, by to przerywać. Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia, chłoniemy tę drugą osobę coraz bardziej, bezkrytycznie zauważamy, że każdy jej gest sprawia nam radość, a każda chwila bez niej jest stracona. Wpadamy do do rwącego nurtu namiętności i od tej pory to one całkowicie nami kierują. Są tak silne, że bez problemu zagłuszają sumienie dopytujące o żonę, dzieci... Gdy mija apogeum szalonego romansu na światło dzienne zaczynają wychodzić rozbieżne oczekiwania kochanków odnośnie tego, co będzie dalej. Oliwy do ognia dolewa strach, że tajemnica romansu wyjdzie na jaw i budowany przez lata dom rodzinny rozsypie się jak domek z kart. Kochanka pyta "co z nami będzie" i otrzymuje odpowiedź "nie kocham cię, popełniłem błąd, wracam do żony". Czuje się podle oszukana. Niby rozum nakazuje to skończyć, ale oboje są zbyt słabi, by postawić sprawę na ostrzu noża. Sami przestają rozumieć, po co to dalej ciągnąć. Tak jak na początku wzajemna obecność dawała radość, tak teraz smutek i żal. W końcu następuje "rozwód" z kochanką i mąż wraca do swojej żony. Dostał co chciał, być może nawet wspólne orgazmy z kochanką będzie z nostalgią wspominał do końca życia. Rozumie jednak jak bardzo  zranił żonę. Rodzinnego szczęścia jednak nie budował w 5 minut i nie pozwoli, by ono się rozpadło przez kilka numerków na boku. Przysięga więc sam sobie, że nigdy więcej nie zdradzi. I w tym postanowieniu trwa do czasu aż kolejna piękność z błyskiem w oku nie stanie mu na drodze.

Coś podobnego gdzieś czytałam i tez się z Tobą zgodzę w 100% wink
I przy okazji odpowiadając Xmenie - zdrada nie równa się nieudane małżeństwo. Zresztą chyba najpierw trzeba byłoby zdefiniować co to oznacza. Przecież zwykle nie mówimy o patologiach. Bo to kompletnie inna 'bajka' czy dramat.. ale o powiedzmy 'normalnych' małżeństwach, gdzie pojawia się rutyna, kłótnie, zmęczenie...stajemy się coraz starsi.. Wiadomo, że człowiek chciałby mieć coś z życia.. romans choćby jak źle o nim nie mówić, powoduje, że nagle łapie się wiatr w żale, zaczyna czuć jak „nastolatek” i to wciąga. Nie myśli się wtedy o konsekwencjach – jest adrenalina, hormony buzują. I to prawda, że wtedy nie patrzy się na tą 2 osobę, tylko na siebie. Wręcz (teraz mi to przyszło na myśl) skoro kocha to powinna być szczęśliwa że facet taki jest w tej chwili.. cóż za różnica czy to szczęście, adrenalina daje mu nowa kobieta czy powiedzmy ekstremalne sporty? (Piszę to z sarkazmem – tez jestem kobietą). No ale tak jest. Ale tak jak napisał Mariusz wszystko pięknie ładnie w chwili „apogeum”, która zwykle mija po kilku miesiącach bo wtedy zwykle dopiero po lekkim ochłonięciu pojawia się pytanie co dalej? Zostawić rodzinę dla nowej „miłości” kiedy są dzieci i ogólnie ok..jak to w życiu lepiej lub gorzej.. ?? No nie bardzo. Zdecydowanie lepiej mieć jedno i drugie. Niż przewracać życie do góry nogami tym bardziej dla dzieci. No ale ciągnąć też nie bo to już zaczyna doskwierać. Kobiety popadają w depresję, a mężczyźni w alkoholizm albo seksoholizm.. ot by odreagować. Albo wracają do stałych partnerów i są milusi by odkupić winy.
Wiem, że tu panuje idealistyczne podejście do związków/małżeństw ale tak naprawdę niewiele jest z miłości przemyślanych.. albo z rozsądku, albo bo jedno kochało albo bo już czas… Taka prawda. Ale jak zdrada to głównie się o „miłość” rozbija – kocha nie kocha.. raczej to pytanie powinno się postawić przed ślubem.. ale wtedy wszyscy piękni i młodzi.. i ta miłość jedyna prawdziwa. wink

307

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

"Wiem, że tu panuje idealistyczne podejście do związków/małżeństw ale tak naprawdę niewiele jest z miłości przemyślanych.. albo z rozsądku, albo bo jedno kochało albo bo już czas… Taka prawda. Ale jak zdrada to głównie się o „miłość” rozbija – kocha nie kocha.. raczej to pytanie powinno się postawić przed ślubem.. ale wtedy wszyscy piękni i młodzi.. i ta miłość jedyna prawdziwa. wink"

big_smile Ale sama wchodząc w związki, byłaś przekonana przecież, że z miłości smile Nie zadawałaś sobie pytań: kocha nie kocha? Nie traktowałaś relacji idealistycznie? Nie wiem, gdyby rzeczywiście było tak, że facet odnajduje "prawdziwą" miłość w ramionach kochanki, to przecież te relacje powinny zawsze kończyć się happy end'em big_smile

308 Ostatnio edytowany przez authority (2016-09-29 23:29:14)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
mariusz_ napisał/a:

at ananas29
Możesz wyrażać żal, krzyczeć i płakać pomstując na zdradzających mężczyzn, ale świata nie zmienisz. Spróbuj lepiej poznać motywy, które inspirują do takich zachowań, żeby móc je niweczyć już w zarodku. Póki co emanuje z ciebie rozpacz i bezsilność.
Jeszcze raz odwołam się do tego, co napisała Roxann w tym temacie. Doprawdy, nokautuje mnie inteligencja i mądrość życiowa tej dziewczyny. Sam jako mężczyzna nie opisałbym tego lepiej. Szkoda, że większość kobiet nie wie (albo nie chce wiedzieć) o mężczyznach zbyt dużo.

Powody nie maja znaczenia jak się nie podoba to się odchodzi. A czy ty chciałbyś zrozumieć czemu żona ciebie zdradziła. A ty nie spróbuj wciągać w poczucie winy osobę zdradzoną. Ciekawe co ty masz na sumieniu jeśli je w ogóle posiadasz. Normalna osoba nie zdradza a odchodzi. Egoista niewyewoluowane pół-zwierzę będzie zdradzało roznosząc smród na wszystkie strony.

309

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Kasia-Kicia napisał/a:
eni.lij napisał/a:

No i jeszcze jedno. Nigdy juz nie bede sie kajac przed zadnym facetem!!! Zaden nie jest tego wart. I mam nadzieje ze Ty tez wezmiesz sie w garsc. Niech oni od siebie tez cos dadza nie tylko Ty.Takim co nic nie daje tylko bierze to sie nawet nie interesuj.

Dodam jeszcze jedno:)

Nie blagac.

U mnie rozmowa byla krotka. Wzielam pana na dywanik jak nauczucielka ucznia (skoro zachowal sie jak gowniarz to zostal tak potraktowany), wylozylam wszystko jak przyslowiowej krowie I postawilam swoje warunki.
Po czym dalam czas na zastanowienie - albo sie podoba I probujemy ratowac, ale sie nie podoba I wypier...ac.
Przerzucilam odpowiedzialnosc na niego - speird...iles to naprawiaj.
Ja chcialam wiedziec, ze go niczego nie zmuszam - nie zatrzyma sie faceta jesli on nie chce zostac. A przy okazji nie chcialam miec kiedys wypominane ze zostal bo go prosilam.
Oni sa dobrzy w wypominaniu a pamiec maja jak slon:)

Mądre podejście z takim trzeba ostro zawsze to podkreślałem na swoim blogu.

310

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Authority wiesz dlaczego taki nie odejdzie tylko ciagnie na 2 fronty? Bo nie chce palic za soba mostow bo w razie czego to zeby mial jeszcze do czego wrocic. Przykre to ale taki mysli tylko o sobie nie mysli o tym ze kogos smiertelnie rani. To dla niego sprawa drugorzedowa.Dla niego liczy sie tylko on. Zeby jemu bylo dobrze.

311

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Ja rozumiem według mnie takich należy fotografować i publikować z nimi memy. Wtedy odechce się zabawy uczuciami.

Posty [ 261 do 311 z 311 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026