netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

310 odpowiedzi32 619 wyświetleńzałożony przez Kasia-Kicia, 12.09.2016

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 311 ]

196 Ostatnio edytowany przez _v_ (2016-09-16 16:31:48)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Nie wiedzieć czemu nie moglam napisac posta. więc jeszcze raz:

@Elle, nie tajemnica, zwłaszcza, że już opisałam wink
Nasz związek zaczął się od tego, że powiedział mi, że seks sam w sobie nie jest mu potrzebny - preferował bdsm, aczkolwiek po pewnym czasie nawet i tego ze mną nie robił.
I tak, (wprawdzie nie znam szczegółów) sądzę, że mając romans miał go zarówno w sferze bdsm jak i seksualnej. Z obecną partnerką na 100% uprawia seks, choć teraz ma już z tym problemy i zastanawiał się na wspomaganiem typu viagra.
Ale wiem, że podczas związku ze mną masturbował się, więc fizycznie nie miał problemów z erekcją. Wiele razy też próbowałam go delikatnie podpytać o to. Zwykle się wykręcał od odpowiedzi mówiąc, że tak ma.
Jedyne wyjaśnienie jakie widzę (bo oczywiście aż do końca nie zasługiwałam na całą prawdę) jest takie, że zwyczajnie MNIE nie pożądał. Obecną partnerkę pożąda, więc i myśli o seksie z nią.

197

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Tomek4811 napisał/a:

Nie znam facetow którzy zdradzają kobiety w ciąży ani z małymi bobasami.

Tomek, ty chyba  w d. byłeś i g. tam widziałeś ....

mnie facet zaczął zdradzać własnie jak zaszłam w ciążę - wcześniej na rękach nosił a jak poczuł że jestem od niego zależna, że muszę leżeć poł roku, że przytyłam 20 kg bo nie wolno mi było wstać z łóżka, że mnie wszystko boli to mnie z tym problemem radośnie nie zaczął zostawiać na całe weekendy i znikać ze swa nową boczną dupą.
Ale tak - gdybym w szpitalu leżała chora na białaczkę też by mnie zdradził.
Moje zdradzone koleżanki zostały zdradzone w ciązy albo tuż po...
Co więcej - koleżanki mojej mamy  - 40 lat temu też mężowie zdradzali gównie w ciąży.
Szok, co nie?

198 Ostatnio edytowany przez Tomek4811 (2016-09-16 16:50:24)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
pannapanna napisał/a:
Tomek4811 napisał/a:

Nie znam facetow którzy zdradzają kobiety w ciąży ani z małymi bobasami.

Tomek, ty chyba  w d. byłeś i g. tam widziałeś ....

mnie facet zaczął zdradzać własnie jak zaszłam w ciążę - wcześniej na rękach nosił a jak poczuł że jestem od niego zależna, że muszę leżeć poł roku, że przytyłam 20 kg bo nie wolno mi było wstać z łóżka, że mnie wszystko boli to mnie z tym problemem radośnie nie zaczął zostawiać na całe weekendy i znikać ze swa nową boczną dupą.
Ale tak - gdybym w szpitalu leżała chora na białaczkę też by mnie zdradził.
Moje zdradzone koleżanki zostały zdradzone w ciązy albo tuż po...
Co więcej - koleżanki mojej mamy  - 40 lat temu też mężowie zdradzali gównie w ciąży.
Szok, co nie?

Szczerze przyznam sie, ze dla mnie to szok. Choc niestety nie mam powodów, zeby Ci nie wierzyć. Zdrady i rozwody ktore ja widziałem zdarzały sie kiedy dzieci juz dorastały a małżeństwa zabijała rutyna, kariera, brak sexu, miłości itp. itd. Tzn. zawsze było jakieś logiczne wytłumaczenie dlaczego do zdrady/rozwodu. W przypadku kobiety w ciąży argumentacja jest słaba i wytłumaczenia nie mam. Jak dla mnie to jeden z najpiękniejszych okresów w życiu (jak juz mówiłem). W tym czasie kobiety sa IMHO pod ochrona.

199 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-09-16 17:48:53)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Elle88 napisał/a:

Lubię ludzi z jajami i tylko z takimi się dogaduję. Nie lubię klakierów i "dyplomatów", którzy w praktyce wyznają zasady Kalego.  Są mili dopóki jest im tak wygodnie, zdradzają gdy coś jest nie po ich myśli, bo są zbyt narcystyczni by rozmawiać.

Zgadzam się z tym co napisała Elle. Swojego czasu też się zastanawiałam, jak można kogoś kochać (czy też okazywać w jakiś sposób uczucie) a jednocześnie być kłamcą (zdradzaczem).  Nie mogłam pojąc jak te dwie skrajności, jakby nie było, mogą współistnieć. Po wielu przeczytanych wątkach i postach w swoim, dochodzę do wniosku, że podstawowa przyczyna wynika z braku szczerej rozmowy, komunikacji i w końcu niskiego poziomu empatii.  Przyczyn tego stanu rzeczy może być wiele począwszy od tych cech, które wymieniła wyżej Elle, po jakieś chwilowe problemy, stres. Zdradą ludzie zaspakajają różne swoje braki. Najczęściej jest to brak ciepła, seksu, uwagi czy adrenaliny. Dziwnym sposobem faceci do zdrady wybierają zwykle kobiety będące przeciwieństwem swoich żon. W przypadku kiedy w małżeństwie kobieta jest dominująca i lepiej sobie ze wszystkim radzi, faceci szukają odskoczni w ramionach kobiet powiedzmy mniej pewnych siebie, ze słabszym charakterem, przy których mogą podbudować własne ego. Z kolei dominujący faceci, mający w domu kobietę uległą, rozglądają się za tymi bardziej przebojowymi, które są dla nich wyzwaniem i też w ten sposób podbudowują sobie tym w jakiś sposób ego. W sumie chyba tylko w jednym przypadku, na jaki trafiłam, kobieta wprost przyznała, że kochanka męża jest/była do niej podobna, z tymże 10 lat młodsza. Co też ma jakiś powiedzmy sens (tęsknota za tym co było?). Nie, że próbuję tłumaczyć zdradę, ale do takich wniosków doszłam próbując w jakiś sposób zrozumieć ten problem.
Ponadto, w znakomitej większości zdradzacze mieli jakieś problemy natury emocjonalnej, byli w jakimś stopniu dysfunkcyjni. Sama byłam o krok od zdrady (pomijam romans), ale złożyły się na to 2 kwestie – problem w związku o którym najpierw się rozmawiało a potem, jak już wiedziało, że poruszanie tego tematu to pierwszy i pewny krok do kłótni, to się go zaczęło unikać na zasadzie: nie mam już ochoty 10 raz wałkować tego samego. A po drugie, pojawienie się na horyzoncie osoby, która te braki mogła wypełnić. Czy to oznacza, że nie kochałam tamtego faceta? Wydaje mi się, że nie koniecznie. W tamtym momencie byłam przekonana, że tak, bo zależało mi na nim, dbałam o nas, o nasza codzienną relację, on też się starał jak mógł, co doceniałam, ale do frustracji doprowadzało mnie to, że widząc, wiedząc o dość ważnym problemie, o którym sobie jasno powiedzieliśmy, nic z tym nie robił a potem nawet się od razu denerwował jak do tego wracałam. W konsekwencji on się irytował i ja i ogólnie nie było sensu poruszać tematu dla świętego spokoju… jednak przez to zaczęliśmy się oddalać od siebie. W tym czasie pan na horyzoncie wyrósł do poziomu niemal bóstwa… jednak to w dużym stopniu wynikało z moich frustracji w związku.
A dlaczego tamten facet „na horyzoncie” zdradzał? Tzn oczywiście mówię tylko to co udało mi się z niego po dłuuugim czasie wyciągnąć, bo zwykle otrzymywałam odpowiedź: „nie mam ochoty na ten temat rozmawiać”. Jednak po czasie zaczął się otwierać i w sumie to co powiedział, potwierdziło tylko to co wiele osób tu już napisało, że brakuje mu ciepła, adrenaliny, seksu, ma stresującą pracę, życie codzienne jest nudne, potrzebuje odskoczni itd. Natomiast na pytanie dlaczego osobie z którą zdradza wyznaje miłość, po czym spokojnie wraca do domu (pewnie do żony to samo mówi) i nawet nie myśli o rozwodzie odpowiada: bo życie nie jest proste, jest jak jest i tak być musi i nie ma co tego roztrząsać. Ogólnie dzieci i status quo są najważniejsze. On może „jedynie” jednej i drugiej dać wszystko z siebie, ale bez zmiany konfiguracji. To nie jest jednak osoba, która potrafi mówić o sobie o własnych uczuciach – ma ogromny z tym problem. Typowy narcyz, który pod zasłona powierzchowności, teatralnych gestów kreuje swój wizerunek, a że jest w tym dobry... na pierwszy rzut oka wydaje się autentyczny. Poza tym inteligentny, oczytany, pewny siebie.. Łatwo się na to nabrać, bo taka osoba wbrew pozorom jest otwarta i ma na wszystko odpowiedź i wytłumaczenie.. Tyle że..  jak się bliżej przyjrzeć, zastanowić, to są tylko pozory, bo wypowiadane słowa są jedynie cytatami z mądrych książek czy filmów, brak w tym jednak autentyczności, otwarcia… mówienia o SOBIE, WŁASNYCH myślach, problemach – zajrzenia w głąb siebie i spojrzenia krytycznego na własną osobę. Bo niby po co? On ma swój wizerunek, wszyscy w niego wierzą.. a że w głębi to nieszczęśliwy facet z pustka w środku… przecież nigdy się do tego nie przyzna!
Wracając do tematu wątku i późniejszych wypowiedzi. No właśnie kolejny powiedzmy schemat jaki zauważyłam. Faceci w małżeństwie zdradzają najczęściej w momencie kiedy pojawi się 2 dziecko. Najwyraźniej już sobie z tym nie radzą – obowiązki w pracy, potem w domu, zmniejszona w zdecydowanym stopniu uwaga małżonki. Coraz więcej problemów. Można i powinno się rozmawiać, rozwiązywać problemy… jednak faceci idą na łatwiznę i to zainteresowanie, czułość poszukać na zewnątrz by nie zawracać głowy i tak zajętej domem i dziećmi żonie. Czy jej nie kochają?  Trudno powiedzieć, na pewno na swój sposób tak, z tymże z ich punktu widzenia nie robią nic złego, bo nie są sobie w stanie wyobrazić, jak bardzo zdrada rani tą 2 osobę, jej konsekwencji. Są motylki, jest fajnie. Facet wraca do domu pełen energii którą pożytkuje na zajmowanie się dziećmi w pracy też stres jakoś mniej doskwiera – ogólnie bajka.
Druga grupa zdradzaczy to właśnie ci, jak w przypadku autorki, którzy dopuszczają się zdrady w momencie kiedy ich kobieta jest w zaawansowane ciąży. Dla niektórych jak widać, ta perspektywa abstynencji przez kilka msc jest nie do zniesienia i szukają zaspokojenia poza związkiem. Czy to oznacza automatycznie brak miłości? Nie wiem. Nie od dziś wiadomo, że faceci nie myślą głową, tylko główką, a wyposzczony, niedopieszczony… itd. Czy to ich usprawiedliwia? Absolutnie nie! Bo nad popędami, pierwotnymi instynktami powinno się umieć panować. Mąż autorki się ocknął czy nawet  przestraszył kiedy panna chciała więcej i to zakończył. Zwykle tak to działa.
O związkach gdzie jest ewidentna patologia.. która prowadzi do zdrad nie będę się wypowiadać, bo to zupełnie inna historia, inne motywy….

200

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

A co miał w sumie powiedzieć ?
No tak na zdrowy rozsądek.
Zrobił bilans , powiedział co powiedział.
A co dalej to różnie może być.

201 Ostatnio edytowany przez authority (2016-09-17 01:01:41)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Tomek4811 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
Tomek4811 napisał/a:

Ojciec który kradnie chleb dla głodnych dzieci jest przestępca a nie społeczeństwo ktore go do tego zmusiło. Tak samo patrzę na zdradę - z mojego doświadczenia wynika ze bardzo często dopuszczają sie jej ludzie którzy sa pozostawieni w sytuacji bez wyjścia. Choc to moze sie tyczyć naszego bohatera wątku.

Ojojoj, aż mi się żal tych wszystkich biednych misiów niedopieszczonych zrobiło... Porównujesz zrozpaczonego ojca głodnych dzieci do faceta, który musi zamoczyć???

Powtórzę za Elle - chroń mnie Panie Boże od takich partnerów. Co nie potrafią powiedzieć, że im coś nie pasuje i poszukać rozwiązania, tylko zamiast rozwiązania szukają innej dziury, a stara dziura niech dalej pierze brudne gacie, bo po co coś zmieniać?

Wy atakujecie mnie podczas gdy ja patrzę na zdradę przez pryzmat kobiet ktore mnie do tego namawiały. Żadna z nich nie wygladała na krwiożerczego egoistycznego potwora. Powiem więcej byłem w stanie zrozumieć co je do tego doprowadziło i w mojej opinii miały po prostu prze..... One nie miały dobrego wyjścia z tej sytuacji tylko same zle.

Tak samo mój znajomy namawiał kobiety do zdrady to kto jest winien ? Znam takich co szukają tylko do zaliczenia kolejnej mężatki bajerują, komplementują i oni też argumentują iż winne są kobiety bo łapią się na bajery ...
Twoje argumenty są bezsensu. Co do Elle nie zgodzę się ws duchowości Holendrzy po prostu nie są zakłamani a wiara nie oznacza wierności ba jest odwrotna korelacja. Osoby najbardziej wierzące jak ewangeliczni protestanci oraz muzułmanie najczęściej się rozwodzą oraz zdradzają. W USA w zdecydowanej większości republikanie częściej zdradzają rozwodzą się od demokratów. Jednak nie biedę generalizował i uznam pewien kompromis iż po prostu każdy ma swój wewnętrzny kompas moralny. Każdy jest unikalną jednostką.

202

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Roxann napisał/a:

Ponadto, w znakomitej większości zdradzacze mieli jakieś problemy natury emocjonalnej, byli w jakimś stopniu dysfunkcyjni.

ciekawe spostrzeżenie

203

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Kasia-Kicia napisał/a:

Moje pytanie adresuję właściwie głỏwnie do panỏw, aczkolwiek panie też może mają swoje przemyślenia.

Zastanawia mnie, jak to jest możliwe, że mężczyzni, aczkolwiek pewnie niektỏre panie rỏwnież mogą zdradzać swoich partnerỏw, żony, mężỏw i twierdzić że ich kochają?

Zostałam zdradzona przez męża (szykuje się do opisania tej historii na forum) i choć upłyną już czas jakiś, pomimo że mỏj wiarołomny mąż zakończył ”wspỏłpracę” z ową ”damą” i twiedzi, że bardzo mnie kocha, że popełnił błąd i nie chciał mnie skrzywdzić ja wciąż swoim małym rozumkiem nie ogarniam:(

Jak to jest możliwe:
Kochać kogoś i gzić sie z kimś innym.

Domyślam się, iż podonych tematỏw na forum była masa, ale może ktoś odkrył coś nowego w tej materii

Pomỏzcie mi zrozumieć!!

Milosc i dlugotrwaly zwiazek a fizyczne czy inne przyciaganie to dwie rozne rzeczy. Maz sie byc moze znudzil i chcial kogos innego, nowej atrakcji. Monotonia zwiazku z jedna osoba moze znudzic kazdego. Wazne do uwzglednienia sa tu czynniki dzialajace wewnatrz zwiazku, bo byc moze to nie nuda doprowadzila do zdrady tylko zmiana w okolicznosciach w zajemnym traktowaniu i zaspokajaniu potrzeb. Czy cos sie u Was zmienilo w zwiazku zanim maz Cie zdradzil?

204

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Tomek4811 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
Tomek4811 napisał/a:

Wy atakujecie mnie podczas gdy ja patrzę na zdradę przez pryzmat kobiet ktore mnie do tego namawiały. Żadna z nich nie wygladała na krwiożerczego egoistycznego potwora. Powiem więcej byłem w stanie zrozumieć co je do tego doprowadziło i w mojej opinii miały po prostu prze..... One nie miały dobrego wyjścia z tej sytuacji tylko same zle.

Miały wyjście. Nawet trzy wyjścia. Nie zdradzać, próbować rozmawiać, rozstać się.

Nie atakuję Ciebie, tylko nie podoba mi się Twoje racjonalizowanie zdrad.

OK. Sytuacja zony kumpla. Jest od niego w 100% zależna finansowo. Jest praktycznie jego własnością. On o tym wie i dlatego tak ja traktuje. Jeśli odejdzie to sad zapewne przyzna opiekę nad dziećmi ojcu. Straci wszystko. Wyładuje na bruku sama i bez dzieci albo w jakimś domu samotnej matki. Wiem, ze ma prze....
Zza klawiatury bardzo łatwo ja oceniać ale ja nie chce jej oceniać.

Ja NIE RELATYWIZUJE. Ja tylko nie chce oceniać.

Chciałabym zrozumieć w jaki sposób zdrada miałaby pomóc tej kobiecie i dlaczego stanowi dla niej "wyjście " z tej fatalnej sytuacji????
Nijak mi sie to nie układa, że jakoś sie jej polepszy gdy zaliczy coś na boku...

205 Ostatnio edytowany przez pannapanna (2016-09-17 11:12:55)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Moim zdaniem są dwie przyczyny zdrady:
-niskie poczucie własnej wartości
-niski poziom empatii

Z niskiego poczucia empatii wynika że nie odbiera się drugiej osoby jako mogącej czuć np. Cierpienie a skupia się na przyjemności własnej.
Taki zdradzacz nawet przyparty do muru i przyłapany in fragranti nie czuje się ze swoim postępkiem źle. Może się przyznać i odstawić cyrk żeby nie stracić żony czy męża ale w głębi duszy nigdy nie czuje że postąpił niewłaściwie i nie ma wyrzutów sumienia. On będzie zdradzał dalej tylko bardziej inteligentne.

Ten pierwszy, czyli typek z niskim poczuciem własnej wartości ma taki paradoks że ciągle czuje że nie zasługuje na swoją żonę czy męża i czuje się od niej mniej wartościowy.
Stąd  na przykład jego podejrzenia o zdradę. I paradoksalnie to on zdradza żeby ukarać żonę czy męża nawet jak nie ma za co. Ale on po prostu nie wierzy że ta druga osoba może z nim być z miłości.
W ogóle nie wierzę w to że zdrada jest u nego dla seksu. On sobie podnosi poczucie wartości zainteresowaniem tej drugiej osoby - kochanki czy kochanka.

206

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
pannapanna napisał/a:

Ten pierwszy, czyli typek z niskim poczuciem własnej wartości ma taki paradoks że ciągle czuje że nie zasługuje na swoją żonę czy męża i czuje się od niej mniej wartościowy.
Stąd  na przykład jego podejrzenia o zdradę. I paradoksalnie to on zdradza żeby ukarać żonę czy męża nawet jak nie ma za co. Ale on po prostu nie wierzy że ta druga osoba może z nim być z miłości.

Przerabiałam właśnie tę opcję. Smutne to wszystko. sad Bardzo trafnie to ujęłaś, pannapanna.

207

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

pannapanna,zgodzę się

chyba w ogóle seks jest w tym wszystkim najmniej ważny

również dla zdradzanego

zeby bylo smieszniej,to gdyby mnie partner "poprosił" o możliwość seksu z kim innym to bym się pewnie zgodziła.

bo wyzej sobie cenię szczerosc i wzajemne zaufanie niż sztywną monogamie.

208

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Nie zrozumiesz tego. Ja miałem tak z ex, i chyba mam z obecną...ale ona sama była zdradzona.
Ja, na przykład, bym nie mógł. I nie mogę. Takie rozdwojenie i obłuda męczą. A sumienie by mnie zeżarło w sekundę!

209

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

_v_
Ty serio tak?
Mnie, jakby partnerka poprosiła o seks z innym partnerem to jasne, idź sobie do innego.
Ale do mnie nie wracaj.
Taki by był mój przekaz, ot terytorialny jestem.
Taka jest moja opinia.
Kiedyś z bliska widziałem, jakie zniszczenia w psychice bardzo bliskiej mi osoby pozostawił właśnie taki poligamista i starałem sie ulżyć w cierpieniu. Nieudolnie jednak. Zdradzał ja z różnymi kobietami, gdy byli razem. I mówił, że kocha.
Huh

210 Ostatnio edytowany przez _v_ (2016-09-17 14:20:36)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

tak, serio.
i nie jestem poligamiczna tylko poliamoryczna - taka drobna różnica

nie zamierzam też robić nic w ukryciu.

skoro ten ktos zdradzal Twoja znajomą,tzn ze robil to za jej plecami.

bardzo chcemy w to wierzyć, ale ludzie nie są monogamiczni. a kilku partnerów zyciowych jeden po drugim to nie monogamia tylko seryjna monogamia, czyli coś innego. w ogole w naturze gatunków stricte mono jest promil promila.
gdyby ludzie byli monogamiczni nie byloby zdrad, romansow itp.

ja wyznaje zasadę, że wszystko jest dozwolone, dopóki nie krzywdzi sie drugiej strony.
a poza tym tak na logike... mozna kochac trójkę dzieci i nikt nie pyta rodzica:ale jak to? kochasz i drugie i trzecie? starczylo ci milosci?
a przy związkach romantycznych pytaja i sie dziwią. tak jakby każdy nosił w sobie ograniczoną ilość miłości romantycznej,wystarczającej na jedną osobę. zreszta,gdyby tak bylo,to wszyscy konczyli by na pierwszej milosci zyciowej,a potem juz milosc by sie wyczerpywala jak bateria. i nastepna osoba nie dostawalaby nic.

211 Ostatnio edytowany przez authority (2016-09-17 17:43:33)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
pannapanna napisał/a:

Moim zdaniem są dwie przyczyny zdrady:
-niskie poczucie własnej wartości
-niski poziom empatii

Z niskiego poczucia empatii wynika że nie odbiera się drugiej osoby jako mogącej czuć np. Cierpienie a skupia się na przyjemności własnej.
Taki zdradzacz nawet przyparty do muru i przyłapany in fragranti nie czuje się ze swoim postępkiem źle. Może się przyznać i odstawić cyrk żeby nie stracić żony czy męża ale w głębi duszy nigdy nie czuje że postąpił niewłaściwie i nie ma wyrzutów sumienia. On będzie zdradzał dalej tylko bardziej inteligentne.

Ten pierwszy, czyli typek z niskim poczuciem własnej wartości ma taki paradoks że ciągle czuje że nie zasługuje na swoją żonę czy męża i czuje się od niej mniej wartościowy.
Stąd  na przykład jego podejrzenia o zdradę. I paradoksalnie to on zdradza żeby ukarać żonę czy męża nawet jak nie ma za co. Ale on po prostu nie wierzy że ta druga osoba może z nim być z miłości.
W ogóle nie wierzę w to że zdrada jest u nego dla seksu. On sobie podnosi poczucie wartości zainteresowaniem tej drugiej osoby - kochanki czy kochanka.

Dokładnie o tym myślałem. Oba typy są w praktyce nie do zniesienia dla drugiej pokrzywdzonej strony.
RE _v_ z twoim ostatnim postem tez się zgodzę w 100% i też już o tym myślałem. Liczy się przede wszystkim szacunek do swojego partnera/ki

212 Ostatnio edytowany przez Tomek4811 (2016-09-17 20:22:56)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Elle88 napisał/a:

(...)
Dalej podtrzymuję, że jesteś z obecną kobietą , bo to ONA wnosi w relację i inwestuje w nią uczuciowo więcej niż ty. Tobie jest wygodnie przyjmować od niej uczucie i adoracje, ale na 1 pstryknięcie palcem "królowej lodu", może chwilę poudawałbyś wątpliwości, ale poleciałbyś sprawdzić "co by było gdyby", po drodze dorabiając jakąś racjonalizację.
(...)

Śnieżka wnosi w naszą relację tyle samo co ja. Tyle tylko, że ona była/jest otwarta na mnie podczas gdy Królowa Lodu się zamknęła. A odnośnie tego to czy bym za nią pobiegł gdyby tylko pstryknęła 1 palcem nie dowiemy się nigdy. Nie zrobi tego - trust me :-)

_v_ napisał/a:

tak, serio.
i nie jestem poligamiczna tylko poliamoryczna - taka drobna różnica
(...)

Ja chyba też. Samego mnie to zaskoczyło. Wydaje mi się, że kocham obie Śnieżkę i Królową Lodu na raz. Choć po roku obraz tej drugiej uległ mocnemu zamazaniu i podejrzewam z czasem zaniknie.

Ah! No i jeszcze jedno. Moje kobiety nie były jakoś zaborcze i otwarcie mi mówiły, że jak mam ochotę to droga wolna bylebym tylko jakiegoś choróbska do domu nie przyniósł. Stąd może mój stosunek do zdrady jest taki ambiwalentny. Choć tak jak już wcześniej mówiłem. Pomimo przyzwolenia jakoś tak mi się nie złożyło i/lub nie chciało i nie zdradziłem.

Ah numer 2. Tak mnie naszło, że może właśnie dlatego, że teoretycznie mogłem to tego nie zrobiłem. Najlepiej smakuje przecież owoc zakazany a jak juz można to cały fun zanika :-)

213

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Pampallini pozwól, że wyciągnę z Twojego postu wszystko to, co do mnie trafiło. A wszystko praktycznie trafilo big_smile. Piszesz bardzo sensownie wink - tzn. trafiasz w my point of view.

Pampallini napisał/a:


A kto ma takie idealistyczne poglądy najczęściej? Ano ludzie, którzy nie mają większego doświadczenia w pewnych kwestiach, stąd wszystko jest dla nich w sferze teorii...

Nic dodać nic ująć. Nie ma co dyskutować.


Pampallini napisał/a:

Wiecie co? Ktoś mi kiedyś powiedział mądrze, że ten tylko potępia, kto nie zna życia smile Im dłużej żyję, tym bardziej się zgadzam, choć nie jest prawdą, że ilość przeżytych na świecie lat silnie koreluje ze znajomością życia. Nie mniej istotna jest podatność i ekspozycja na zróżnicowane przeżycia i doświadczenia, tzw. "otwartość umysłu", jak mi się zdaje.

.

No mi niestety nikt mądry tego nie powiedział. Zostałam "zmuszona" dojść do tego sama. I niby to bardzo proste i takie bardzo oczywiste, ale zajęło mi sporo czasu, by tak naprawdę zrozumieć sens Twojej wypowiedzi i tego stwierdzenia.Staram się nie oceniać. Choć zdarza mi się jeszcze, ale wiem, jestem świadoma, że to tylko mój, subiektywny osąd.


Pampallini napisał/a:

Ale nie ma się co też zżymać, że ktoś kogoś ocenia - to przecież naturalna dla każdego człowieka potrzeba "przełożenia" obserwowanego świata na swoje własne kategorie poznawcze, naturalna dyspozycja, która u jednych jest mniej nasilona, a u innych bardziej - jedni mają większą potrzebę "upraszczania" sobie w ten sposób świata, inny mniejszą. Nie ma też sensu kłócenie się z osobą, która prowadzi argumentację na zasadzie "a ty pewnie robisz to i to" - przecież wiadomo, że nie o to tej osobie chodzi, żeby przyszłość przepowiadać. Ona tylko wypowiada na głos swoje skojarzenia, "opowiada o swoim schemacie poznawczym". I tyle, tak się nauczyła komunikować z otoczeniem smile


big_smile

 

Pampallini napisał/a:

Wydaje mi się, że z zasady nie jest możliwe znalezienie odpowiedzi na pytanie: "czy on mnie kocha rzeczywiście, jeśli zdradził". Nie jest możliwe, ponieważ nie ma jednej definicji rzeczywistej miłości. Prawdopodobnie każdy uczestnik tej rozmowy podałby inną (gdyby rzeczywiście chciał poświęcić chwilę i zdać sobie sprawę, co właściwie ma na myśli, kiedy mówi, że kogoś kocha). A tu dochodzi jeszcze kwestia, że przecież nie da się sprawdzić, czy dla dwóch różnych osób te same słowa nawet znaczą to samo - tak samo, jak nigdy nikt się nie dowie, czy dwie osoby twierdzące, że widzą kolor zielony naprawdę odbierają takie same wrażenia. Nie da się wejść w skórę drugiej osoby i sprawdzić, co ona czuje, gdy twierdzi, że kocha.

Wyobrażenia, wyobrażenia i jeszcze raz wyobrażenia. Nasze. Moje. Własne. Projekcje. Rzutowanie. Narzucanie. Odzwierciedlanie.




Pampallini napisał/a:

Jedyne, co możesz Kasiu-Kiciu zrobić, aby zrozumieć trochę tę sytuację, to porozmawiać z mężem i dopytać, co on właściwie rozumie przez takie słowa i co czuł do kochanki. Ale mam wrażenie, że może to przynieść skutek tylko wtedy, gdy po pierwsze nie będzie już między Wami silnych emocji, a po drugie - oboje potraficie opowiadać otwarcie o swoich emocjach. A czy Ty sama potrafisz opowiedzieć o tym , co właściwie masz na myśli mówiąc, że kochasz kogoś?

Z własnego doświadczenia potwierdzam każde słowo. Również jestem zdradzoną żoną. Wiem jak bardzo emocje (bardzo ważne zresztą i potrzebne) utrudniają zrozumienie sytuacji i oderwanie się od własnych opinii i osądów. Wyjdź z siebie i stań obok wink. Popatrz trzeźwo a zrozumiesz wink. Jakkolwiek abstrakcyjnie to brzmi...

Pampallini napisał/a:

Btw. Ja kiedyś zapytałam o to swojego męża i - jeśli wierzyć słowom - czuliśmy wówczas do siebie coś zgoła innego, chociaż oboje twierdziliśmy, że się kochamy. Nawet - mam wrażenie - w podobny sposób to okazywaliśmy big_smile

Tu za punkt wyjścia uznaję stwierdzenie "jeśli wierzyć jego słowom". No i właśnie: jeśli uwierzyłaś już jego słowom to wtedy właśnie rozmowa ma sens wink. Ja twierdzę, że kochać i zdradzać jednocześnie się nie da. Moje wyobrażenie miłości wyklucza kłamstwo, nielojalność. Mój mąż natomiast odgraniczył miłość do mnie od zdrady, która (w jego mniemaniu - wierząc jego słowom big_smile oczywiście) miała coś udowodnić tylko i wyłącznie jemu. Nie była formalnie wymierzona we mnie. Nie miała związku ze mną. Egoistycznie myślał wtedy o sobie i swoich potrzebach. Mnie nie widział (ja - On i On - Ona to dla niego inne relacje).  Ja zwyczajnie miałam się o tym nigdy nie dowiedzieć. Opatrzność zdecydowała inaczej. Mnie to po prostu  nie miało dotyczyć.

Widzisz mój mąż okazał się człowiekiem bardzo, bardzo słabym. INNYM niż ten, za którego go uważałam. Moje wyobrażenie o nim a to kim On był, było rozbieżne. Tak naprawdę wiążąc się (pewno dlatego, że oboje byliśmy bardzo młodzi) nigdy nie przedyskutowaliśmy tego, co to znaczy dla nas miłość i na czym powinna bazować Nasza relacja. Padały oczywiście różne, często górnolotne hasła, ale tak naprawdę żadne z nas nie wiedziało, niestety, tak naprawdę co mówi. Dopiero teraz, gdy doświadczyliśmy tego całego "bajzlu" możemy "usiąść do stołu" i pogadać jeszcze raz, bogatsi o doświadczenia. I widzisz wniosek nasuwa mi się jeden: dla mnie miłość wyklucza zdradę, bo w mojej definicji miłości nie ma na nią miejsca. Mój mąż twierdzi (wierzę mu), że mnie bardzo kocha, mimo to zdradził, ale ta zdrada nie miała nic wspólnego ze mną. Miała udowodnić pewne rzeczy jemu. Zdradzając nie patrzył na mnie. Nie widział mnie. A a momencie kiedy zdrada się wydala On zrozumiał co przez nią utracił. I co jeszcze stracić może. Zrozumiał jak bardzo mnie skrzywdził. Wcześniej niestety rozgraniczył nasz związek ze związkiem z Nią. Teraz znowu - wierząc jego słowom - nie dopuści się zdrady nigdy widząc jak wielki policzek wymierzył we mnie, w moje przekonania i wierzenia i widząc co traci... Nie dlatego, że dla niego kochać = nie zdradzać...

214

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

@autka wątku...

Kocham swoją żonę i dzieci, jestem dobrym mężem i tatą, ale zdradzam. Seks poza małżeństwem nie psuje małżeństwa.

Dobrze że twoje małżeństwo nie rozpadło się. Nie martw się zdradą, bo liczy się rodzina. Szkoda że się dowiedziałaś.

Jak to wygląda że strony męża? Szukaj blogu "moje kochanki, czyli jak zdradzam Onet". Zobacz że nie zdradzał przeciwko swojej żonie...

Słuchaj intuicji. Nie przejmuj się opiniami ludzi, bo oni szczęścia ani nie dadzą ani nie zabiorą. Liczy się tylko to co Ty czujesz i myślisz. Bądź twarda jak do tej pory... "Na razie wygrywasz"...

215

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Odesłałeś ją do bloga, gdzie mężczyzna po licznych zdradach mówi żonie: nie kocham Cię, odchodzę.
I blog ten ma jednocześnie dowodzić, że zdrada żony nie dotyczyła...

216

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Gary napisał/a:

@autka wątku...

Kocham swoją żonę i dzieci, jestem dobrym mężem i tatą, ale zdradzam. Seks poza małżeństwem nie psuje małżeństwa.

Dobrze że twoje małżeństwo nie rozpadło się. Nie martw się zdradą, bo liczy się rodzina. Szkoda że się dowiedziałaś.

Jak to wygląda że strony męża? Szukaj blogu "moje kochanki, czyli jak zdradzam Onet". Zobacz że nie zdradzał przeciwko swojej żonie...

Słuchaj intuicji. Nie przejmuj się opiniami ludzi, bo oni szczęścia ani nie dadzą ani nie zabiorą. Liczy się tylko to co Ty czujesz i myślisz. Bądź twarda jak do tej pory... "Na razie wygrywasz"...

Przestań myśleć penisem i zacznij używać przeznaczonego do tego narządu....

217

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

skoro zdradzasz to nie kochasz, koniec i kropka

218

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
talerz123 napisał/a:

Pampallini pozwól, że wyciągnę z Twojego postu wszystko to, co do mnie trafiło. A wszystko praktycznie trafilo big_smile. Piszesz bardzo sensownie wink - tzn. trafiasz w my point of view.

Pampallini napisał/a:


A kto ma takie idealistyczne poglądy najczęściej? Ano ludzie, którzy nie mają większego doświadczenia w pewnych kwestiach, stąd wszystko jest dla nich w sferze teorii...

Nic dodać nic ująć. Nie ma co dyskutować.


Pampallini napisał/a:

Wiecie co? Ktoś mi kiedyś powiedział mądrze, że ten tylko potępia, kto nie zna życia smile Im dłużej żyję, tym bardziej się zgadzam, choć nie jest prawdą, że ilość przeżytych na świecie lat silnie koreluje ze znajomością życia. Nie mniej istotna jest podatność i ekspozycja na zróżnicowane przeżycia i doświadczenia, tzw. "otwartość umysłu", jak mi się zdaje.

.

No mi niestety nikt mądry tego nie powiedział. Zostałam "zmuszona" dojść do tego sama. I niby to bardzo proste i takie bardzo oczywiste, ale zajęło mi sporo czasu, by tak naprawdę zrozumieć sens Twojej wypowiedzi i tego stwierdzenia.Staram się nie oceniać. Choć zdarza mi się jeszcze, ale wiem, jestem świadoma, że to tylko mój, subiektywny osąd.


Pampallini napisał/a:

Ale nie ma się co też zżymać, że ktoś kogoś ocenia - to przecież naturalna dla każdego człowieka potrzeba "przełożenia" obserwowanego świata na swoje własne kategorie poznawcze, naturalna dyspozycja, która u jednych jest mniej nasilona, a u innych bardziej - jedni mają większą potrzebę "upraszczania" sobie w ten sposób świata, inny mniejszą. Nie ma też sensu kłócenie się z osobą, która prowadzi argumentację na zasadzie "a ty pewnie robisz to i to" - przecież wiadomo, że nie o to tej osobie chodzi, żeby przyszłość przepowiadać. Ona tylko wypowiada na głos swoje skojarzenia, "opowiada o swoim schemacie poznawczym". I tyle, tak się nauczyła komunikować z otoczeniem smile


big_smile

 

Pampallini napisał/a:

Wydaje mi się, że z zasady nie jest możliwe znalezienie odpowiedzi na pytanie: "czy on mnie kocha rzeczywiście, jeśli zdradził". Nie jest możliwe, ponieważ nie ma jednej definicji rzeczywistej miłości. Prawdopodobnie każdy uczestnik tej rozmowy podałby inną (gdyby rzeczywiście chciał poświęcić chwilę i zdać sobie sprawę, co właściwie ma na myśli, kiedy mówi, że kogoś kocha). A tu dochodzi jeszcze kwestia, że przecież nie da się sprawdzić, czy dla dwóch różnych osób te same słowa nawet znaczą to samo - tak samo, jak nigdy nikt się nie dowie, czy dwie osoby twierdzące, że widzą kolor zielony naprawdę odbierają takie same wrażenia. Nie da się wejść w skórę drugiej osoby i sprawdzić, co ona czuje, gdy twierdzi, że kocha.

Wyobrażenia, wyobrażenia i jeszcze raz wyobrażenia. Nasze. Moje. Własne. Projekcje. Rzutowanie. Narzucanie. Odzwierciedlanie.




Pampallini napisał/a:

Jedyne, co możesz Kasiu-Kiciu zrobić, aby zrozumieć trochę tę sytuację, to porozmawiać z mężem i dopytać, co on właściwie rozumie przez takie słowa i co czuł do kochanki. Ale mam wrażenie, że może to przynieść skutek tylko wtedy, gdy po pierwsze nie będzie już między Wami silnych emocji, a po drugie - oboje potraficie opowiadać otwarcie o swoich emocjach. A czy Ty sama potrafisz opowiedzieć o tym , co właściwie masz na myśli mówiąc, że kochasz kogoś?

Z własnego doświadczenia potwierdzam każde słowo. Również jestem zdradzoną żoną. Wiem jak bardzo emocje (bardzo ważne zresztą i potrzebne) utrudniają zrozumienie sytuacji i oderwanie się od własnych opinii i osądów. Wyjdź z siebie i stań obok wink. Popatrz trzeźwo a zrozumiesz wink. Jakkolwiek abstrakcyjnie to brzmi...

Pampallini napisał/a:

Btw. Ja kiedyś zapytałam o to swojego męża i - jeśli wierzyć słowom - czuliśmy wówczas do siebie coś zgoła innego, chociaż oboje twierdziliśmy, że się kochamy. Nawet - mam wrażenie - w podobny sposób to okazywaliśmy big_smile

Tu za punkt wyjścia uznaję stwierdzenie "jeśli wierzyć jego słowom". No i właśnie: jeśli uwierzyłaś już jego słowom to wtedy właśnie rozmowa ma sens wink. Ja twierdzę, że kochać i zdradzać jednocześnie się nie da. Moje wyobrażenie miłości wyklucza kłamstwo, nielojalność. Mój mąż natomiast odgraniczył miłość do mnie od zdrady, która (w jego mniemaniu - wierząc jego słowom big_smile oczywiście) miała coś udowodnić tylko i wyłącznie jemu. Nie była formalnie wymierzona we mnie. Nie miała związku ze mną. Egoistycznie myślał wtedy o sobie i swoich potrzebach. Mnie nie widział (ja - On i On - Ona to dla niego inne relacje).  Ja zwyczajnie miałam się o tym nigdy nie dowiedzieć. Opatrzność zdecydowała inaczej. Mnie to po prostu  nie miało dotyczyć.

Widzisz mój mąż okazał się człowiekiem bardzo, bardzo słabym. INNYM niż ten, za którego go uważałam. Moje wyobrażenie o nim a to kim On był, było rozbieżne. Tak naprawdę wiążąc się (pewno dlatego, że oboje byliśmy bardzo młodzi) nigdy nie przedyskutowaliśmy tego, co to znaczy dla nas miłość i na czym powinna bazować Nasza relacja. Padały oczywiście różne, często górnolotne hasła, ale tak naprawdę żadne z nas nie wiedziało, niestety, tak naprawdę co mówi. Dopiero teraz, gdy doświadczyliśmy tego całego "bajzlu" możemy "usiąść do stołu" i pogadać jeszcze raz, bogatsi o doświadczenia. I widzisz wniosek nasuwa mi się jeden: dla mnie miłość wyklucza zdradę, bo w mojej definicji miłości nie ma na nią miejsca. Mój mąż twierdzi (wierzę mu), że mnie bardzo kocha, mimo to zdradził, ale ta zdrada nie miała nic wspólnego ze mną. Miała udowodnić pewne rzeczy jemu. Zdradzając nie patrzył na mnie. Nie widział mnie. A a momencie kiedy zdrada się wydala On zrozumiał co przez nią utracił. I co jeszcze stracić może. Zrozumiał jak bardzo mnie skrzywdził. Wcześniej niestety rozgraniczył nasz związek ze związkiem z Nią. Teraz znowu - wierząc jego słowom - nie dopuści się zdrady nigdy widząc jak wielki policzek wymierzył we mnie, w moje przekonania i wierzenia i widząc co traci... Nie dlatego, że dla niego kochać = nie zdradzać...

Talerz, przyjęłaś takie wytłumaczenie, jakie jest dla Ciebie wygodne. I jakie pozwala Ci dalej funkcjonować w związku.
Nie ma ono jednak nic wspólnego z prawdą...
Jak to "zdradzając nie widział Ciebie"? Jak to "jego zdrada nie miała nic wspólnego z Tobą"?
Bzdury.
A jak się wydało - to jest!!! bingo!!! oświecenie!!! - dobry mężuś w końcu zaskoczył, że rani Ciebie, że może wiele stracić.... bo wcześniej, biedaczysko, zupełnie tego nie widział...
Racjonalizacja, usprawiedliwianie i dorabianie ideologii. Przez niego - to rozumiem. Przez Ciebie - tego zrozumieć nie mogę.

I jeszcze Roxann - Ty w ogóle piszesz z Ziemi, czy z kosmosu?
Jak facetowi rodzi się drugie dziecko, to jest tak zmęczony, zestresowany i wykończony, że nijak sobie poradzić nie może, tylko musi puknąć coś na boku? A jak już puknie to i dzieckiem się ochoczo zajmuje... i w domu pomaga... i w pracy stresy wydają się mniejsze.... big_smile big_smile big_smile Piękna teoria Roxann, opublikuj gdzieś, bo to niezwykle odkrywcze big_smile

219

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
czatownik napisał/a:
Kasia-Kicia napisał/a:

Moje pytanie adresuję właściwie głỏwnie do panỏw, aczkolwiek panie też może mają swoje przemyślenia.

Zastanawia mnie, jak to jest możliwe, że mężczyzni, aczkolwiek pewnie niektỏre panie rỏwnież mogą zdradzać swoich partnerỏw, żony, mężỏw i twierdzić że ich kochają?

Zostałam zdradzona przez męża (szykuje się do opisania tej historii na forum) i choć upłyną już czas jakiś, pomimo że mỏj wiarołomny mąż zakończył ”wspỏłpracę” z ową ”damą” i twiedzi, że bardzo mnie kocha, że popełnił błąd i nie chciał mnie skrzywdzić ja wciąż swoim małym rozumkiem nie ogarniam:(

Jak to jest możliwe:
Kochać kogoś i gzić sie z kimś innym.

Domyślam się, iż podonych tematỏw na forum była masa, ale może ktoś odkrył coś nowego w tej materii

Pomỏzcie mi zrozumieć!!

Milosc i dlugotrwaly zwiazek a fizyczne czy inne przyciaganie to dwie rozne rzeczy. Maz sie byc moze znudzil i chcial kogos innego, nowej atrakcji. Monotonia zwiazku z jedna osoba moze znudzic kazdego. Wazne do uwzglednienia sa tu czynniki dzialajace wewnatrz zwiazku, bo byc moze to nie nuda doprowadzila do zdrady tylko zmiana w okolicznosciach w zajemnym traktowaniu i zaspokajaniu potrzeb. Czy cos sie u Was zmienilo w zwiazku zanim maz Cie zdradzil?

Zmienilo sie:(

Oboje bylismy zmeczeni - rutyna, monotonia, obowiazkami.

Ale jest jedna roznica - ja czekalam az dzieci troche podrosna I sie "ogarniemy", nie szukalam atrakcji na boku.

Zgodnie z zasada "trawa u sasieda jest zawsze bardziej zielona" wiedzialam, ze w kazdym zwiazku w pewnym momencie nastepuje stagnacja. Wiem tez, ze nalezy z nia walczyc, ale to cholernie trudne przy dwojce malych dzieciach I braku pomocy:(

220

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Gary napisał/a:

@autka wątku...

Kocham swoją żonę i dzieci, jestem dobrym mężem i tatą, ale zdradzam. Seks poza małżeństwem nie psuje małżeństwa.

Dobrze że twoje małżeństwo nie rozpadło się. Nie martw się zdradą, bo liczy się rodzina. Szkoda że się dowiedziałaś.

Jak to wygląda że strony męża? Szukaj blogu "moje kochanki, czyli jak zdradzam Onet". Zobacz że nie zdradzał przeciwko swojej żonie...

Słuchaj intuicji. Nie przejmuj się opiniami ludzi, bo oni szczęścia ani nie dadzą ani nie zabiorą. Liczy się tylko to co Ty czujesz i myślisz. Bądź twarda jak do tej pory... "Na razie wygrywasz"...

A moge zapytac dlaczego zdradzasz? Nie chce Cie pietnowac, czy tez osadzac, ja po prostu probuje zrozumiec.

Jesli Ci zle z zona, dlaczego ja oszukujesz?

Jak to jest, patrzec jej w oczy, wiedziec ze Ci ufa I oklamywac?

Nie szkoda Ci dzieci? Przeciez "okradasz" ich z czasu poswieconego kochankom?

221

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Roxann napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Lubię ludzi z jajami i tylko z takimi się dogaduję. Nie lubię klakierów i "dyplomatów", którzy w praktyce wyznają zasady Kalego.  Są mili dopóki jest im tak wygodnie, zdradzają gdy coś jest nie po ich myśli, bo są zbyt narcystyczni by rozmawiać.

Dziwnym sposobem faceci do zdrady wybierają zwykle kobiety będące przeciwieństwem swoich żon.

To sie u mnie potwierdzilo - byla moim przeciwienstwem - wliczajac typ urody. Ja jestem w typie urody jego poprzednich partnerek - owa "dama" - zupelne przeciwienstwo.


Ponadto, w znakomitej większości zdradzacze mieli jakieś problemy natury emocjonalnej, byli w jakimś stopniu dysfunkcyjni.

Tak, maz ma problemy z okazywaniem uczuc, ze szczera rozmowa. jest typem zamiatajacym problemy pod dywan - bo jak sie o klopowach nie rozmawia to ich nie ma:( Taki strus - schowac glowe w piasek I poczekac jak burza przejdzie.

Wydaje mi się, że nie koniecznie. W tamtym momencie byłam przekonana, że tak, bo zależało mi na nim, dbałam o nas, o nasza codzienną relację, on też się starał jak mógł, co doceniałam, ale do frustracji doprowadzało mnie to, że widząc, wiedząc o dość ważnym problemie, o którym sobie jasno powiedzieliśmy, nic z tym nie robił a potem nawet się od razu denerwował jak do tego wracałam. W konsekwencji on się irytował i ja i ogólnie nie było sensu poruszać tematu dla świętego spokoju… jednak przez to zaczęliśmy się oddalać od siebie.

Tego sie wlasnie boje - maz uwaza, ze przeciez juz o tym (zdradzie) rozmawialismy, jest przeszloscia, on sie stara zapmniec I po co do tego wracac?


Wracając do tematu wątku i późniejszych wypowiedzi. No właśnie kolejny powiedzmy schemat jaki zauważyłam. Faceci w małżeństwie zdradzają najczęściej w momencie kiedy pojawi się 2 dziecko. Najwyraźniej już sobie z tym nie radzą – obowiązki w pracy, potem w domu, zmniejszona w zdecydowanym stopniu uwaga małżonki. Coraz więcej problemów. Można i powinno się rozmawiać, rozwiązywać problemy… jednak faceci idą na łatwiznę i to zainteresowanie, czułość poszukać na zewnątrz by nie zawracać głowy i tak zajętej domem i dziećmi żonie.

Tak tez tlumaczy sie moj maz - ze przestraszyl sie obowiazkow (bo te misie to takie biedne I strachliwe sa), odpowiedzialnosci I to byla jego ucieczka. Tyle ze wszystko sie wymknelo z pod kontroli (zaczelo sie od smsow dot. ich wspolnego hobby - czysto kolezenskich), panienka nalegala na spotkanie, a on taki mis biedny przeciez jak mogl jej odmowic.

222

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Wg mnie zdrada, bez względu czy to ze strony faceta czy kobiety, to najgorsza rzecz jaką można wyrządzić drugiemu człowiekowi. Fakt faktem kobiety łatwiej wybaczają zdrady a mężczyźni rzadziej ale co z tego ? To, że ktoś wybaczy a inny nie to kwestia charakteru człowieka, zasad i czy taki człowiek ma swoją godność. Poza tym jest to wielki ból. Tym bardziej, że przez ten czas partner oszukuje partnera udając przy tym kochającą żonę czy kochającego męża. Partner uczciwy wobec drugiego nie zdradza, nie okłamuje i nie oszukuje. Natura człowieka jest niestety taka,że jak zdradzi to będzie to robił zawsze. Dlaczego ? Bo jest słabszy.

223

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Gary napisał/a:

Kocham swoją żonę i dzieci, jestem dobrym mężem i tatą, ale zdradzam. Seks * poza małżeństwem nie psuje małżeństwa.

Dobrze że twoje małżeństwo nie rozpadło się. Nie martw się zdradą, bo liczy się rodzina. Szkoda że się dowiedziałaś.

Jak to wygląda że strony męża? Szukaj blogu "moje kochanki, czyli jak zdradzam Onet". Zobacz że nie zdradzał przeciwko swojej żonie...

Słuchaj intuicji. Nie przejmuj się opiniami ludzi, bo oni szczęścia ani nie dadzą ani nie zabiorą. Liczy się tylko to co Ty czujesz i myślisz. Bądź twarda jak do tej pory... "Na razie wygrywasz"...

@Autorko, ja odczytałam tę wypowiedź jako ironiczną. Gary przemówił do Ciebie ... głosem zdradzacza. To taki zbiorowy głos niektórych typów zdradzaczy, ich punkt widzenia na zdradę.



Czujesz się "wygrana" w tej sytuacji? I co Ci tak naprawdę podpowiada intuicja? Pytam z ciekawości, Kasiu-Kiciu.


* BTW, czy padło już pytanie o zrobienie stosownych badań?...

224

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
I_see_beyond napisał/a:
Gary napisał/a:

Kocham swoją żonę i dzieci, jestem dobrym mężem i tatą, ale zdradzam. Seks * poza małżeństwem nie psuje małżeństwa.

Dobrze że twoje małżeństwo nie rozpadło się. Nie martw się zdradą, bo liczy się rodzina. Szkoda że się dowiedziałaś.

Jak to wygląda że strony męża? Szukaj blogu "moje kochanki, czyli jak zdradzam Onet". Zobacz że nie zdradzał przeciwko swojej żonie...

Słuchaj intuicji. Nie przejmuj się opiniami ludzi, bo oni szczęścia ani nie dadzą ani nie zabiorą. Liczy się tylko to co Ty czujesz i myślisz. Bądź twarda jak do tej pory... "Na razie wygrywasz"...

@Autorko, ja odczytałam tę wypowiedź jako ironiczną. Gary przemówił do Ciebie ... głosem zdradzacza. To taki zbiorowy głos niektórych typów zdradzaczy, ich punkt widzenia na zdradę.



Czujesz się "wygrana" w tej sytuacji? I co Ci tak naprawdę podpowiada intuicja? Pytam z ciekawości, Kasiu-Kiciu.


* BTW, czy padło już pytanie o zrobienie stosownych badań?...

Nie... nie czuje sie wygrana. Wrecz przeciwnie - czuje sie przegrana jak cholera. Chyba ze wygralam walkowerem a to nie jest zwyciestwo (sorry za zarcik w powaznym raczej temacie).

Ja nawet uzylam tego porownania jak rozmawialam z moim wiarolomnym malzonkiem. Ze czuje sie tak, jakby polozyl na puli/na szali cale nasze malzenstwo (7 wspolnych raczej szczesliwych lat, nasza przyszlosc, nasze plany itp itd) I przegral.
To tez nie dokonca trafne porownanie, bo w ruletce przynajmniej mozna wygrac kase, a ja przegralam z czym... co bylo na tej drugiej szali.


Ryzykuje cale zycie w imie czego?? Adrenaliny?? Jak dla mnie za mala stawka.. Seksu... no prosze - mozna isc do specjalnego domu, gdzie specialistki obsluza I bez problemow..

No wiec co jest takiego waznego dla zdradzaczy ze ryzykuja wszystko co do tej pory budowali?

225

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Kasia-Kicia napisał/a:
I_see_beyond napisał/a:
Gary napisał/a:

Kocham swoją żonę i dzieci, jestem dobrym mężem i tatą, ale zdradzam. Seks * poza małżeństwem nie psuje małżeństwa.

Dobrze że twoje małżeństwo nie rozpadło się. Nie martw się zdradą, bo liczy się rodzina. Szkoda że się dowiedziałaś.

Jak to wygląda że strony męża? Szukaj blogu "moje kochanki, czyli jak zdradzam Onet". Zobacz że nie zdradzał przeciwko swojej żonie...

Słuchaj intuicji. Nie przejmuj się opiniami ludzi, bo oni szczęścia ani nie dadzą ani nie zabiorą. Liczy się tylko to co Ty czujesz i myślisz. Bądź twarda jak do tej pory... "Na razie wygrywasz"...

@Autorko, ja odczytałam tę wypowiedź jako ironiczną. Gary przemówił do Ciebie ... głosem zdradzacza. To taki zbiorowy głos niektórych typów zdradzaczy, ich punkt widzenia na zdradę.



Czujesz się "wygrana" w tej sytuacji? I co Ci tak naprawdę podpowiada intuicja? Pytam z ciekawości, Kasiu-Kiciu.


* BTW, czy padło już pytanie o zrobienie stosownych badań?...

Nie... nie czuje sie wygrana. Wrecz przeciwnie - czuje sie przegrana jak cholera. Chyba ze wygralam walkowerem a to nie jest zwyciestwo (sorry za zarcik w powaznym raczej temacie).

Ja nawet uzylam tego porownania jak rozmawialam z moim wiarolomnym malzonkiem. Ze czuje sie tak, jakby polozyl na puli/na szali cale nasze malzenstwo (7 wspolnych raczej szczesliwych lat, nasza przyszlosc, nasze plany itp itd) I przegral.
To tez nie dokonca trafne porownanie, bo w ruletce przynajmniej mozna wygrac kase, a ja przegralam z czym... co bylo na tej drugiej szali.


Ryzykuje cale zycie w imie czego?? Adrenaliny?? Jak dla mnie za mala stawka.. Seksu... no prosze - mozna isc do specjalnego domu, gdzie specialistki obsluza I bez problemow..

No wiec co jest takiego waznego dla zdradzaczy ze ryzykuja wszystko co do tej pory budowali?

226

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

A ja się zastanawiam, czy wśród zdradzających nie wyodrębnić jeszcze jednej grupy. Chodzi mi o ludzi, którzy zdradzają, bo lubią. Bo lubią płeć przeciwną, flirt, seks, są ciekawi jak to jest z innymi. Słyszałam o takich historiach. Faceta po prostu nudził seks ciągle z jedną i tą samą dziewczyną (nie chodziło o jakąś konkretną, której czegoś brakowało, zdradzał chyba wszystkie swoje partnerki). Może niektórzy po prostu nie umieją być wierni, potrzebują tego dreszczyku emocji, który daje seks z nowymi osobami? Co o tym myślicie?

227

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Gary napisał/a:

@autka wątku...

Kocham swoją żonę i dzieci, jestem dobrym mężem i tatą, ale zdradzam. Seks poza małżeństwem nie psuje małżeństwa.

Dobrze że twoje małżeństwo nie rozpadło się. Nie martw się zdradą, bo liczy się rodzina. Szkoda że się dowiedziałaś.

Jak to wygląda że strony męża? Szukaj blogu "moje kochanki, czyli jak zdradzam Onet". Zobacz że nie zdradzał przeciwko swojej żonie...

Słuchaj intuicji. Nie przejmuj się opiniami ludzi, bo oni szczęścia ani nie dadzą ani nie zabiorą. Liczy się tylko to co Ty czujesz i myślisz. Bądź twarda jak do tej pory... "Na razie wygrywasz"...

Przykład, jaki podałeś, jest akurat dowodem na zaprzeczenie miłości wobec zdradzanej żony. Podczytywałam kiedyś ten blog. Autor jest seksoholikiem, który rzuca się na wszystko, co się rusza i na drzewo nie ucieka. Od dawna przyznawał, że nie kocha żony, a że był w swoich zdradach perfekcjonistą (mam na myśli konspirację), ta biedna kobieta przez całe lata nie miała pojęcia z kim żyje. Zresztą ten pan rozwiódł się z żoną, jak pisał, już dawno (mają też dziecko), choć ona walczyła nieświadoma, że nie ma o kogo.
Sam przyznawał, że kilkukrotnie zakochiwał się w swoich kochankach i rozwód był bezpośrednią przyczyną kolejnej fascynacji.
Ty sam kochasz i zdradzasz, ok, nie będę z Tobą dyskutowała, bo w końcu sam wiesz, co czujesz do żony, ale zdradzając, zmierzasz ku przepaści, a raczej spychasz tam swoją niczego nieświadomą żonę. Prędzej, czy później (raczej później, gdy dzieci dorosną, a żona się postarzeje), będziesz miał dylemat, gdy zakochasz się w którejś z kochanek.
Osobiście mam wątpliwości co do szczerości uczuć zdradzaczy wobec partnerów.
Nawet jeśli mężczyźnie  przydarzyła się "przygoda", bo zrobił to z głupoty, dla poprawienia nastroju, czy dla "zdrowotności", ale uparcie twierdzi, że kocha żonę, to pokusa ponownych gorących doznań jest duża, tak jak "szansa" na wielką miłość do kochanki.
Ktoś tutaj napisał, że każdy ma inną definicje miłości, inne oczekiwania i odczucia, zgoda, jednak zdrada zabija miłość, z jednej, lub z drugiej strony.

228

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Kasia-Kicia napisał/a:

No wiec co jest takiego waznego dla zdradzaczy ze ryzykuja wszystko co do tej pory budowali?

Ważne jest zaspokojenie potrzeby, potwierdzenie wartości. TO jest postawa egoistyczna, podła i niedojrzała. Przypomina tupanie nóżką pięcioletniego dziecka, które będzie chciało postawić na swoim za wszelka cenę . Rożnica jest taka, że dziecko nie zawsze postawi, a dorosły (tylko fizycznie, bo  na pewno nie mentalnie) już przecież może.

Zdradzasz dokonuje racjonalizacji swojego czynu, co jest normalne i działa na jego korzyść. Zauważ , że praktycznie w obrębie każdej  postawy patologicznej lub toksycznej również dokonuje się tego zabiegu. alkoholik zawsze pije przez coś/ kogoś, samobójca zabija sie bo coś, (luk ktoś) go do tego popchnęło, mąż bije żonę, bo na to zasługuje... można tak bez końca, prawda? Dlatego własnie zdradzacz mówi - zdradzam, bo okoliczności mnie do tego zmusiły, lub mi w tym dopomogły. I Dlatego twój mąż przerzucił częśc odpowiedzialności na ciebie. Nie jesteś w stanie tego zrozumieć, bo na razie funkcjonujesz  w innej galaktyce emocjonalnej.

Pytanie - po co ty chcesz racjonalizować? Moim zdanie uważasz, ze tak będzie ci łatwiej. z pozoru dożo prostszym rozwiązaniem jest przyjęcie faktu iż były jakieś " racjonalne " powody, niż zaakceptowanie informacji, że mąż nie jest tym za kogo go  miałaś, że cię zawiódł, że jest podły i niedojrzały. Jednak bez tego nie ma ani twojego przepracowania tej sprawy ani wybaczenia, którego wcale nie jesteś bliska, bo nawet nie do końca wiesz co miałabyś przebaczyć. Jeżeli nie uznasz faktu, że zostałaś skrzywdzona, że możesz cierpieć z tego powodu i możesz zrobić z tym co ty zechcesz ( nie to czego od ciebie oczekuje mąż), nie zrobisz kroku na przód. Ty na razie nie dostrzegasz poczucia krzywdy i nie funkcjonujesz na tej platformie. Szukasz bowiem powodów. Niestety poszukiwania kierujesz w swoja stronę i obawiam sie, że w końcu , ku uciesze małżonka,  pewnie się obwinisz...
a co jesli nie ma powodów? Co jeśli twój mąż naprawdę jest podłym gnojkiem, a nie żadnym zagubionym i skrzywdzonym misiem, którego motywy postępowania należałoby rozgryźć?

229 Ostatnio edytowany przez Facet79 (2016-09-20 08:30:19)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Osobiście zgadzam się, że gdy ktoś kocha i jest w związku to nie powinien zdradzać. Mnie chyba nudziłby seks z jedną osobą więc póki co ponieważ wiem, że chyba bym zdradzał to nie mam ochoty na związek z wiernością. Dlatego nawet gdybym miał kandydatkę to raczej Miłość i związek póki co mnie nie interesuje. Jeżeli ktoś chce zdradzić to wcześniej powinien się rozstać.

Jak można kochać i zdradzać ? Cóż, podobnie można zadać i takie pytania :

Jak można kochać i nie dawać komuś seksu ?
Jak można kochać i codziennie się kłócić ?
Jak można kochać i bić drugą osobę ?
Jak można kochać a nie pomagać w codziennych obowiązkach ?
Jak można kochać a nie okazywać czułości ?
I wiele podobnych.

Czyli pytanie na ile wiążąc się z kimś i deklarując Miłość wiążemy się z kimś niezależnie do tego co się w nim zmieni, a  na ile z jego cechami, tym co oferuje. Czy facet któremu np. żona dzień po ślubie oświadcza, że nie ma więcej ochoty na seks i tylko udawała ma prawo odejść i zdradzić ? W ogóle czy robienie z kimś innym czegoś co własna żona przestała dawać jest zdradą ? Na ile w związku jest się już skazanym na to co chce i na co pozwala druga osoba a na ile ma się prawo realizować swoje potrzeby ? Czy można potępić faceta z którym np. żona przez rok nie chciała seksu ? Lub np. godzi się raz na pół roku leżąc jak kłoda ? I na odwrót : czy żona której mąż przez lata nie okazał krzty czułości i pomocy zdradza gdy zwraca się po to do kogoś innego ?

Może ludzie gdy się wiążą powinni wprost, niemal na piśmie wymieniać się tym co czego od siebie oczekują w związku i na ile to dla nich ważne a na ile sama Miłość. Ale podczas zakochania się wydaje sie, ze wszystko będzie super, że Miłość wszystko załatwi. Tymczasem jak pokazuje wiele wątków na tym forum tak nie jest.

Nakłąda się tu też tendencja, że faceci przecieniają seks. Potrafią odejść na romans do seks laleczki a potem chcą wrócić do żony bo dostrzegli, że od niej nie dostaną obiadu jaki mają w domu. I odwrotnie, kobiety kuszą się na romans z niosiącym duże emocje facetem tak kontrastującym od siedzącego w domu męża w kapciach, a później gdy ich amant to samo robi z następną kobietą wracają rozczarowane.

Chyba jedno jest pewne : Miłośc sama w sobie nie wystarczy w związku. Bo się wypala. Bo gdy nie ma wzajemnego zadbania o siebie to szuka się alternatyw i się zdradza. Ludzie powinni sobie wyznawac moim zdaniem, że codziennie będą o siebie mocno dbać i o siebie zabiegać, a nie że się kochają. Gdybym był z kimś o kogo codzienne dbanie sprawiałoby mi przyjemność a Ona to samo robiła dla mnie to byłoby mi obojętne czy mnie kocha. I w drugą stronę, co po tym gdy ktoś wyznaje mi Miłość jeśli niczego dla mnie nie robi. Nie rozumiem czemu ludzie taką wage przywiązują do znalezienia Miłości... dla mnie to dość ulotne uczucie. Ludzie mogą się odkochać z dnia na dzień i co wtedy zostanie ?

Nie rozumiem ludzi którzy tkwią w kiepskich związkach tylko po to by czuć, że są kochane. Po prostu moim zdaniem wyznanie komuś Miłości i tak nie daje żadnej gwarancji, że ten ktoś z dnia na dzień nie odejdzie. Może przecież jutro zakochać się w kimś innym. A właśnie... i tu wracamy dosłownie do tematu wątku : może Ci co zdradzili zakochali sie na te pare dni w innej osobie ? Czy Miłość musi być tylko czymś wieloletnim ? Może się zakochali w innej, zdradzili, a potem sie odkochali i wrócili do żony ? TO mogła być Miłość od pierwszego wejrzenia... Czyli nie zdradzili kogoś kogo kochali, czyż nie ? Co najwyżej można mówić o zdradzeniu kogoś komu się przysiegało wierność, ale to już inny temat.  Kobiety tez potrafią na kilka dni się zakochac w innym facecie.

230

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Swego czasu ktoś tu pisał,że np w Niemczech nie jest dla wielu dziwne,że można kochać jedną osobę a sypiać z inną,po prostu nie zawsze to jest ta sama osoba,do której czujemy pożądanie i "coś więcej" a jak pokazuje życie i wątki na forum,często są to inne osoby.
W innych kulturach faceci maja po kilka żon i nikogo to nie dziwi,kwestia programowania społeczno-religijnego.

231

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

A u nas tak nie ma i dlatego dziwi jak można kochać i zdradzać smile (choć jak widać nie wszystkich) Ja nigdy nie czułam pożądania do kogoś do kogo nie czułam również czegoś więcej. Bo pożądanie to dla mnie nie tylko pociąg fizyczny, to mieszanka różnych uczuć, m.in. nadawania na tych samych falach, jakiejś fascynacji. Nie umiem pożądać tylko ciała, owszem, ktoś może mi się nawet bardzo podobać fizycznie, ale jeśli jest mi obojętny jako człowiek to skończy się tylko na podziwianiu jego urody (a jeśli okaże się głupi to zazwyczaj i podziwianie się kończy, bo cały urok pryska). Na 5. roku studiów zaczęłam mieć zajęcia z pewnym wykładowcą. Znałam go z widzenia, ale nigdy nie zwrócił mojej uwagi, bo nie był w moim typie. Z zajęć na zajęcia coraz bardziej mnie fascynował, jego sposób myślenia, mówienia był porywający, pamiętam, że po jego ćwiczeniach czułam się jak na haju. Potem poznałam go trochę prywatnie i niesamowicie się zauroczyłam, z faceta, który mi się na początku w ogóle nie podobał stał się dla mnie symbolem męskości i najprzystojniejszym, najbardziej pociągającym mężczyzną świata. Dobrze, że nie miałam wtedy nikogo, bo myślę, że związek mógłby nie przetrwać takiej próby. Jestem niestety bardzo podatna na fascynacje intelektualne.

232

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
spiritbouleau napisał/a:

A u nas tak nie ma i dlatego dziwi jak można kochać i zdradzać smile (choć jak widać nie wszystkich) Ja nigdy nie czułam pożądania do kogoś do kogo nie czułam również czegoś więcej. Bo pożądanie to dla mnie nie tylko pociąg fizyczny, to mieszanka różnych uczuć, m.in. nadawania na tych samych falach, jakiejś fascynacji. Nie umiem pożądać tylko ciała, owszem, ktoś może mi się nawet bardzo podobać fizycznie, ale jeśli jest mi obojętny jako człowiek to skończy się tylko na podziwianiu jego urody (a jeśli okaże się głupi to zazwyczaj i podziwianie się kończy, bo cały urok pryska). Na 5. roku studiów zaczęłam mieć zajęcia z pewnym wykładowcą. Znałam go z widzenia, ale nigdy nie zwrócił mojej uwagi, bo nie był w moim typie. Z zajęć na zajęcia coraz bardziej mnie fascynował, jego sposób myślenia, mówienia był porywający, pamiętam, że po jego ćwiczeniach czułam się jak na haju. Potem poznałam go trochę prywatnie i niesamowicie się zauroczyłam, z faceta, który mi się na początku w ogóle nie podobał stał się dla mnie symbolem męskości i najprzystojniejszym, najbardziej pociągającym mężczyzną świata. Dobrze, że nie miałam wtedy nikogo, bo myślę, że związek mógłby nie przetrwać takiej próby. Jestem niestety bardzo podatna na fascynacje intelektualne.

Mnie rowniez dziwi I nie moge ogarnac jak mozna kochac I zdradzac.

W kwestii fascynacji - czesto sie mowi, ze mezczyzni kochaja oczami, kobiety uszami I chyba cos w tym jest:)

233

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
I_see_beyond napisał/a:
Gary napisał/a:

Kocham swoją żonę i dzieci, jestem dobrym mężem i tatą, ale zdradzam. Seks * poza małżeństwem nie psuje małżeństwa.

Dobrze że twoje małżeństwo nie rozpadło się. Nie martw się zdradą, bo liczy się rodzina. Szkoda że się dowiedziałaś.

Jak to wygląda że strony męża? Szukaj blogu "moje kochanki, czyli jak zdradzam Onet". Zobacz że nie zdradzał przeciwko swojej żonie...

Słuchaj intuicji. Nie przejmuj się opiniami ludzi, bo oni szczęścia ani nie dadzą ani nie zabiorą. Liczy się tylko to co Ty czujesz i myślisz. Bądź twarda jak do tej pory... "Na razie wygrywasz"...

@Autorko, ja odczytałam tę wypowiedź jako ironiczną. Gary przemówił do Ciebie ... głosem zdradzacza. To taki zbiorowy głos niektórych typów zdradzaczy, ich punkt widzenia na zdradę.

eee, Gary nie popisałeś się, gdybyś przemówił głosem przystojniaków, bystrzaków, super-kochanków, ... itd,  ale zdradzaczy? co to za atrakcja? co to za męska solidarność?

Żona do spóźnonego męża wracającego do domu po kieliszku:
- Gdzie byłeś tyle czasu?
- U Janka na brydżu.
Żona dzwoni do Janka i pyta:
- Był u ciebie mój mąż?
- Jak to był?! Siedzi i właśnie rozdaje!!

234

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
MamaMamusia napisał/a:
Kasia-Kicia napisał/a:

Teraz pan maz byl laskawy mi oswiadczyc, ze do zdrady doszlo, gdyz poczul sie taki odsuniet I wyobcowany. Biedactwo...
ON byl odsuniety I ON cierpial katusze nieziemskie.

Ale oczywiście, że on!!! Tak jest zawsze moja droga - to jest właśnie ta racjonalizacja , o której piszesz. Jeśli robimy coś podłego , to nie chcemy być w tym czynie osamotnieni. Zauważ, że złodzieje przeważnie działają w grupach. Jemu jest łatwiej gdy część winy rozłoży na ciebie, na sytuację, na dziecko...Pytanie nr 1 - czy tobie jest z tym łatwiej? Pytanie nr 2 - ile tej odpowiedzialności jesteś w stanie przejąć i w ogóle po co chcesz to zrobić ??

z tego co widzę , to szukasz potwierdzenia miłości mimo wszystko. Chcesz, aby ktoś ci napisał - tak, kocha cię , to był tylko błąd. Sama jesteś tego bardzo niepewna i to jest najgorsze.
Ufasz mu teraz?

Wybacz, że będę szczera i że być może zburzę jakąś twoja  wizję, ale facetów, którzy nie umieją zapanować nad rozporkiem postrzegam dokładnie tak samo jak facetów , którzy nie umieją zapanować nad pięścią, czyli jako szumowiny... Twój miś jest do tego niebywale sprytny. Obrócił kota do góry ogonem i teraz to ty masz dylemat, nie on. On zakończył, wykazał skruchę , przerzucił część odpowiedzialności na ciebie i teraz żyje jak pączek w maśle. A ty się zastanawiasz, rozmyślasz, robisz mu psychoanalizę, ... Jakie były przykre konsekwencje tej zdrady dla niego ? Żadnych! a dla ciebie? To już sama wiesz... Kto tu więc zdradził ? Ty czy on?

Wydaje mi sie, ze on tez poniosl pewne konsekwencje. Oczywiscie niewspolmierne do winy.

Przede wszystkim pan maz nie ma ze mna teraz latwego zycia:) Nie, nie chodzi o zemste, mnie po prostu otworzyly sie oczy.
Zyje zgodnie z zasada umiesz liczyc - licz na siebie. Znajduje wiecej czasu dla siebie, mniej mnie obchodza sprawy blache, zrozumialam, ze Pan maz glownie czerpal z naszego zwiazku (jak napisalas zyl jak paczek w masle) niewiele dajac w zamian.

Po odkryciu zdrady zrozumialam ze mam 3 wyjscia:
1. odejsc
2. zostac
3. zostac I stac sie egoistka (ucze sie byc suk...):)

Wybralam 3 wyjscie poniewaz stwierdzilam, ze zasluguje na 2-ga szanse. Ze zasluguje na to moja rodzina I dzieci. Lubie spedzac z nim czas I z nim byc. Odejsc zawsze moge.

Czy mu ufam??? Tak, w tym sensie ze nie chodzi na boki (moze na razie) ufam. Na reszte chyba potrzebuje czasu.

A moj Pan maz? Lata teraz na wysokosci lamperii - sprzata,  gotuje (noooo probuje), opiekuje sie dziecmi. Taka gosposia z funkcja niani:)

Ja go teraz nie pytam czy moge gdzies wyjsc - czy ma inne plany - ja oswiadczam ze wychodze I ma sie zajac dziecmi.

Staramy sie tez odbudowac to, co zostalo zniszczone.

Uzywam porownania ze to tak jak z rozbitym wazonem. Trzeba czasu zeby posklejac, ale nadal moze byc piekny. Nie taki sam ale inny. Moze nie musi. Zobaczymy co czas przyniesie.

235

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Kasia-Kicia czyli jednym słowem wyżywasz się teraz na mężu i wykorzystujesz swoją przewagę.

236

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Facet79 napisał/a:

Mnie chyba nudziłby seks z jedną osobą więc póki co ponieważ wiem, że chyba bym zdradzał to nie mam ochoty na związek z wiernością. Dlatego nawet gdybym miał kandydatkę to raczej Miłość i związek póki co mnie nie interesuje. Jeżeli ktoś chce zdradzić to wcześniej powinien się rozstać.

To jest postawienie sprawy w jakiś tam sposób uczciwe. Wiesz, że będziesz zdradzał , więc sie nie wiążesz i nie obiecujesz wierności.
Wbrew temu co napiszesz w dalszej części wypowiedzi, przykładasz jednak wagę do zdrady i nadajesz jej rangę, ponieważ masz świadomość, że  mogłaby kogoś skrzywdzić.

Jak można kochać i nie dawać komuś seksu ?
Jak można kochać i codziennie się kłócić ?
Jak można kochać i bić drugą osobę ?
Jak można kochać a nie pomagać w codziennych obowiązkach ?
Jak można kochać a nie okazywać czułości ?
I wiele podobnych.

Podsumowałabym to następująco -  nie można kochać i świadomie krzywdzić równocześnie. W związku wolno wszytko, pod warunkiem, że godzą sie na to obie strony. Jeżeli jest obopólna obietnica wierności (a taką zawiera choćby przysięga małżeństwa) to jasne, że jej złamanie będzie stanowić problem. Tu nie chodzi o zaspokojenie lub nie potrzeb, tu chodzi o złamanie elementarnej zasady, o brak szacunku, o podeptanie czyichś emocji.

Czyli pytanie na ile wiążąc się z kimś i deklarując Miłość wiążemy się z kimś niezależnie do tego co się w nim zmieni, a  na ile z jego cechami, tym co oferuje.

Wiążemy sie z tym co mamy na chwilę obecną i nie wiemy jak to sie zmieni w przyszłości. Zawsze można odejść ze związku, gdy przybierze on formę dla nas niesatysfakcjonującą. Zdrada nie oznacza jednak odejścia. Hipokryzją zdradzaczy polega na tym, że oni chcą zjeść ciastko i mieć ciastko. Zdradzacz nie odchodzi od partnera, bo przeważnie mu sie to nie opłaca. Romantyczne uniesienia sa fajne, ale po co zostawiać żonę kocmołucha skoro pierze, prasuje i michę pod nos podkłada? Po co rozstawać się z nudnym mężem - kanapowcem, skoro zapewnia bezpieczeństwo na koncie bankowym?

Czy facet któremu np. żona dzień po ślubie oświadcza, że nie ma więcej ochoty na seks i tylko udawała ma prawo odejść i zdradzić ?

ma prawo zrobić to i to.
Jeśli odejdzie nie zdradzając zachowa sie honorowa, jak mężczyzna, a nie jakaś menda.

W ogóle czy robienie z kimś innym czegoś co własna żona przestała dawać jest zdradą ?

W sferze intymnej - tak.
w sferze piłki nożnej i piwa z kumplami - nie

na ile ma się prawo realizować swoje potrzeby ?

swoje potrzeby można realizować zawsze. Człowiek z prostym kręgosłupem moralnym, będzie to robił tak, aby nikogo nie krzywdzić. Nawet jeśli będzie miało to oznaczać rezygnację z wygodnej strefy komfortu

czy żona której mąż przez lata nie okazał krzty czułości i pomocy zdradza gdy zwraca się po to do kogoś innego ?

tak, zdradza go.
Żona owa ma inne wyjścia z tej sytuacji. Może np walczyć o związek (jesli chce ), może również odejść, po walce lub nawet jej nie podejmując. Zdrada w jej przypadku oznacza, że mąż nie okazujący krzty czułości jest jej jednak do czegoś potrzebny i na jakimś polu zamierza go wykorzystać.

Może ludzie gdy się wiążą powinni wprost, niemal na piśmie wymieniać się tym co czego od siebie oczekują w związku

w przypadku małżeństw oczekiwanie wierności jest wyartykułowane niemalże na piśmie.  w związkach innych niz małżeńskie ludzie również często obiecują sobie wierność.

Nakłąda się tu też tendencja, że faceci przecieniają seks. Potrafią odejść na romans do seks laleczki a potem chcą wrócić do żony bo dostrzegli, że od niej nie dostaną obiadu jaki mają w domu. I odwrotnie, kobiety kuszą się na romans z niosiącym duże emocje facetem tak kontrastującym od siedzącego w domu męża w kapciach, a później gdy ich amant to samo robi z następną kobietą wracają rozczarowane.

zgadza się.
A seks przeceniają i kobiety i mężczyźni. Moim zdaniem po równo

Chyba jedno jest pewne : Miłośc sama w sobie nie wystarczy w związku. Bo się wypala.

Wypala sie zakochanie. Miłość jest czymś więcej niż pożądanie i nie kończy sie tak łatwo. Facet, który kocha żonę (kocha, a nie jedynie pożąda) nie pójdzie na bok , gdy ona przestanie lubić jakąś pozycje seksualną .

Bo gdy nie ma wzajemnego zadbania o siebie to szuka się alternatyw i się zdradza.

zdradza się z egoizmu i podłości. To nie jest szukanie alternatywy i chwytanie się brzytwy. to jest wybór, decyzja . Całkowicie świadoma. Można postąpić inaczej. W żadnym wypadku nie ma przymusu zdrady.

Ludzie powinni sobie wyznawac moim zdaniem, że codziennie będą o siebie mocno dbać i o siebie zabiegać, a nie że się kochają. Gdybym był z kimś o kogo codzienne dbanie sprawiałoby mi przyjemność a Ona to samo robiła dla mnie to byłoby mi obojętne czy mnie kocha. I w drugą stronę, co po tym gdy ktoś wyznaje mi Miłość jeśli niczego dla mnie nie robi. Nie rozumiem czemu ludzie taką wage przywiązują do znalezienia Miłości... dla mnie to dość ulotne uczucie. Ludzie mogą się odkochać z dnia na dzień i co wtedy zostanie ?

Bez przesady. To byłoby nudne! Nawet kota można zagłaskać na śmierć.
Ja tam nie potrzebuję, aby mąż o mnie dbał. Sama potrafię o siebie zadbać i moja samoocena nie zależy od czyjegoś zadowolenia, lub czyjejś adoracji. Natomiast nie wyobrażam sobie być z mężczyzną, którego nie kocham, lub który nie kocha mnie (mówię o miłości, nie o zakochaniu)

Nie rozumiem ludzi którzy tkwią w kiepskich związkach tylko po to by czuć, że są kochane.

JA również. choć motywy bywają rożne..

Po prostu moim zdaniem wyznanie komuś Miłości i tak nie daje żadnej gwarancji, że ten ktoś z dnia na dzień nie odejdzie.

nic nie daje takiej gwarancji

może Ci co zdradzili zakochali sie na te pare dni w innej osobie ?

No i ? Zakochanie usprawiedliwia podłość? Zakochanie oznacza, że teraz, natychmiast i  własnie tu musimy mieć seks bez względu na wszystko?

237

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
_v_ napisał/a:

Kasia-Kicia czyli jednym słowem wyżywasz się teraz na mężu i wykorzystujesz swoją przewagę.

Nie, nie nazwalabym tego wyzywaniem sie. Weszlam na wyzszy stopien swiadomosci.

Jesli przed zdrada robilam wszystko w domu, pan maz mogl sie realizowac, rozwijac swoje hobby i mial czas na wszystko z wyjatkiem pomagania mi - teraz moja kolej.

Ja tez mam prawo sie realizowac I miec czas dla siebie. jego zachowanie otworzylo mi oczy.

jesli mial wszystko podstawione pod nos, pranie wyprane, ulozone w kosteczke I schowane do szafy, a ja padalam na pysk przyslowiowy to byc moze to bylo przyczyna tego, ze szukal rozrywkowej, nie padajacej na pysk I majacej czas "damy".

Skoro mu sie nie podobal wczesniejszy uklad I MUSIAL absolutnie szukac szczescia I spelnienia to postanowilam zmienic reguly. Staram sie go zadowolic:)

Mial czas na skok w bok - to teraz ma znalezc czas na porzadki w domu I opieke nad dziecmi.

238

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

przykre to... ale co kto lubi
masz władzę i ją wykorzystujesz, przedtem sama dałaś się sprowadzić do roli służącej

naprawdę uważasz, że nie ma nic pośrodku?
zawsze jedna osoba musi mieć przewagę i wykorzystywać drugą?

239

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Averyl napisał/a:
Kasia-Kicia napisał/a:
Averyl napisał/a:

Kasia-Kicia - a co zamierzasz zrobić z tą trudną sytuacją? Chcesz mu raczej wybaczyć, czy bardziej skłonna jesteś, by spakował manatki, czy coś jeszcze innego?

Wracajac do Twojego pytania:
Ja zdecydowalam pozwolic mu zostac. W pierwszym odruchu ze zwgledu na fakt, iz zdrada byla przeszloscia, I oczywiscie ze wzgledu na dzieci.

Decyzji swojej w zaszadzie nie zaluje, on bardzo sie stara, pomaga mi w domu, jest fajnym tata, I wiem ze zabrzmi to groteskowo, ale ja czuje ze moge na niego liczyc.
Mnie jest po prostu fajnie z nim.

Zeby bylo jasne : ja zrobilam to ze wzgledu na SIEBIE nie na niego. To byla MOJA decyzja.

Jestem na drodze do wybaczenia, ale probuje to jakos zracjonalizowac I zrozumiec.



Bardzo imponują mi ludzie, którzy potrafią jak Ty, dostrzec coś więcej niż własny ból, wiedzą, że niektóre sytuacje trzeba przepracować, poukładać w głowie, że potrafią dostrzegać pozytywne aspekty - jak to, że jest dobrym ojcem, że jest się stara, że jest ci dobrze z nim.
Mam nadzieję, że mąż popełnił błąd, którego żałuje i już więcej Cię nie zawiedzie. Życzę Ci, by się wszystko dobrze układało, by dziecko rosło w fajnej pełnej rodzinie i żebyś odnalazła radość w tej relacji smile


Dzieki:)

Staram sie. Staram sie cieszyc zyciem, doceniac to co mam I naprawde staram sie (on tez sie stara na szczescie) naprawic to co sie popsulo.

Jak wyjdzie zobaczymy.

240

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
_v_ napisał/a:

przykre to... ale co kto lubi
masz władzę i ją wykorzystujesz, przedtem sama dałaś się sprowadzić do roli służącej

naprawdę uważasz, że nie ma nic pośrodku?
zawsze jedna osoba musi mieć przewagę i wykorzystywać drugą?

Naprawde uwazasz ze dzielenie sie obowiazkami to wykorzystywanie drugiej osoby?

Ja nigdy nie mowilam ze mam przewage - wrecz przeciwnie - ja sie staram odbudowac nasze relacje. Aby to sie dokonalo - musze pewne rzeczy ogarnac I zrozumiec.
I zrozumialam miedzy innymi, ze bez pomocy w domu nie dam sobie rady.

Nie uwazasz chyba ze to zle, ze pan maz postanowil opiekowac sie dziecmi. jego jakby dziecmi, ktore maja oboje rodzicow nie tylko mamusie.

Po odkryciu zdrady osiagnelismy pewien kompromis, ja postawilam pewne warunki. On je zaakceptowal. Krotka pilka. Oczekuje, ze chociaz w tym wypdku dotrzyma slowa.

Naprawde, nie widze tu wykorzystywania.

241

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Zorija napisał/a:

Talerz, przyjęłaś takie wytłumaczenie, jakie jest dla Ciebie wygodne.

Droga jaką obrałam jest jedną z trudniejszych Zorija (dla mnie). I uprzedzę zapewne Twoje myśli: Pcham się w nią, bo mimo że jest ona trudna i wyboista uważam, że warto spróbować. Zawrócić zawsze mogę. Przeanalizowałam wszystko dokładnie. Jeszcze raz rozłożyłam na czynniki pierwsze wszystko co stało się moim udziałem w ostatnim czasie. W międzyczasie podjęłam już decyzję odmienną - rozwód i kiedy poczyniłam już pewne kroku w jego kierunku zrozumiałam, że idąc TĄ drogą JEDNAK popełniam BŁĄD.

Zorija napisał/a:

I jakie pozwala Ci dalej funkcjonować w związku.

Mój "tamten" związek się skończył w momencie zdrady mojego męża. Teraz postanowiłam na nowo związać się z tym samym człowiekiem (prawie tym samym).



Zorija napisał/a:

Nie ma ono jednak nic wspólnego z prawdą...

Mogę wiedzieć moja droga skąd Ty znasz prawdę i dlaczego uważasz, że moja prawda to "g...o prawda"? big_smile


Zorija napisał/a:

Jak to "zdradzając nie widział Ciebie"? Jak to "jego zdrada nie miała nic wspólnego z Tobą"?

Ano już Ci wyjaśniam jak. Nasz związek był fikcją. Tkwiliśmy w jakimś totalnym ogłupieniu. Ja zapatrzona w niego. Jak w obrazek. Zapomniałam o swoim istnieniu.
I on zapomniał o moim. Czemu tu się dziwić? Skoro ja nie widziałam siebie i on mógł nie widzieć mnie.

A powiedz mi jak jego zdrada mogła mieć coś wspólnego ze mną? Ja jako kobieta nie ucierpiałam, choć pozornie na początku mi się tak wydawało. Ale jednak nie. Ucierpiały moje przekonania, które jak widać okazały się błędne. Ucierpiała moja wizja męża, która i tak nie miała związku z rzeczywistością. Mój związek, który był fikcją się rozpadł. I dobrze.


Zorija napisał/a:

A jak się wydało - to jest!!! bingo!!! oświecenie!!! - dobry mężuś w końcu zaskoczył, że rani Ciebie, że może wiele stracić.... bo wcześniej, bieaczysko, zupełnie tego nie widział...

Ano tak - jego egoizm nie pozwalał mu spojrzeć na sprawę inaczej. Nie widział nic prócz siebie i swoich potrzeb. Egoiści tak już mają. I żebyś wiedziała, że jak się wydało to zaskoczył. Jakby się nie udało to brnąłby w to dalej. Jestem tego pewna. I on też. Zresztą sam mi to powiedział.



Mnie zdrada mojego męża nauczyła zdrowego egoizmu. I dobrze mi z tym.


Zorija napisał/a:

Racjonalizacja, usprawiedliwianie i dorabianie ideologii. Przez niego - to rozumiem. Przez Ciebie - tego zrozumieć nie mogę.


Ani nie słodkie cytryny, ani nie kwaśne winogrona Zorija.  Ani żadna ideologia. Po prostu MOJA rzeczywistość. TWOJE zdanie może być inne. Możesz myśleć co chcesz i pisać co chcesz. Ja swoich decyzji i wyborów jestem pewna. A czy się nie mylę, to się okaże. Już nie raz w życiu się myliłam i jakoś wyszłam z tego cało. Bogatsza o doświadczenia i silniejsza(na szczęście).

To czy się zawiodę na mężu i czy okażę się, że obraz siebie jaki on mi teraz maluje jest nieprawdziwy nie ma żadnego znaczenia Zorija. I tak sobie poradzę.


Pozdrawiam.

242

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

talerz123, szacun za ten post. Jest naprawde budujacy. Zawsze podziwiam ludzi, ktorzy maja checi i odwage wzniesc sie poza swoje urazone ego., odsunac emocje na bok i spojrzec  obiektywnie na rzeczywistosc. Jak widac, mozna i  da sie budowac wspolna przyszlosc, po zdradzie. To tylko kwestia swiadomej woli i pewnej dojrzalosci.  Przekreslic wszystko,  obrocic w zgliszcza,  gdy sie nie uklada, gdy sa trudnosci,  sztormy i burze, zawsze najlatwiej i nie wymaga wysilku.  Podac sobie rece, wybaczyc i budowac  nowe -  zbyt duzy wysilek i ujma na honorze.
Ludzie nigdy nie byli, nie sa i nie beda idealni, nawet ci, ktorych kochamy.  Warto to miec na uwadze.
Trzymam kciuki aby Wam sie udalo smile  I wierze, ze  sami najlepiej wiecie, czego chcecie i co jest dla Was  dobre.

243

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
adiaphora napisał/a:

talerz123, szacun za ten post. Jest naprawde budujacy. Zawsze podziwiam ludzi, ktorzy maja checi i odwage wzniesc sie poza swoje urazone ego., odsunac emocje na bok i spojrzec  obiektywnie na rzeczywistosc. Jak widac, mozna i  da sie budowac wspolna przyszlosc, po zdradzie. To tylko kwestia swiadomej woli i pewnej dojrzalosci.  Przekreslic wszystko,  obrocic w zgliszcza,  gdy sie nie uklada, gdy sa trudnosci,  sztormy i burze, zawsze najlatwiej i nie wymaga wysilku.  Podac sobie rece, wybaczyc i budowac  nowe -  zbyt duzy wysilek i ujma na honorze.
Ludzie nigdy nie byli, nie sa i nie beda idealni, nawet ci, ktorych kochamy.  Warto to miec na uwadze.
Trzymam kciuki aby Wam sie udalo smile  I wierze, ze  sami najlepiej wiecie, czego chcecie i co jest dla Was  dobre.

Jak to się różnie odbiera tekst pisany. Ja po przeczytaniu tego co napisała Talerz odniosłam wrażenie, jakie to ją i męża szczęście spotkało w postaci tej zdrady! Ona otworzyła im oczy! Dopiero teraz ich związek jest cudowny i pełny! Do tamtej pory to była porażka i pomyłka! Jaka jest morał? Tylko zdrada was wyzwoli i nauczy żyć. A w obronie mężusia prawie wydrapała Zoriji oczy.

244

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Araquelle napisał/a:
adiaphora napisał/a:

talerz123, szacun za ten post. Jest naprawde budujacy. Zawsze podziwiam ludzi, ktorzy maja checi i odwage wzniesc sie poza swoje urazone ego., odsunac emocje na bok i spojrzec  obiektywnie na rzeczywistosc. Jak widac, mozna i  da sie budowac wspolna przyszlosc, po zdradzie. To tylko kwestia swiadomej woli i pewnej dojrzalosci.  Przekreslic wszystko,  obrocic w zgliszcza,  gdy sie nie uklada, gdy sa trudnosci,  sztormy i burze, zawsze najlatwiej i nie wymaga wysilku.  Podac sobie rece, wybaczyc i budowac  nowe -  zbyt duzy wysilek i ujma na honorze.
Ludzie nigdy nie byli, nie sa i nie beda idealni, nawet ci, ktorych kochamy.  Warto to miec na uwadze.
Trzymam kciuki aby Wam sie udalo smile  I wierze, ze  sami najlepiej wiecie, czego chcecie i co jest dla Was  dobre.

Jak to się różnie odbiera tekst pisany. Ja po przeczytaniu tego co napisała Talerz odniosłam wrażenie, jakie to ją i męża szczęście spotkało w postaci tej zdrady! Ona otworzyła im oczy! Dopiero teraz ich związek jest cudowny i pełny! Do tamtej pory to była porażka i pomyłka! Jaka jest morał? Tylko zdrada was wyzwoli i nauczy żyć. A w obronie mężusia prawie wydrapała Zoriji oczy.

Tak samo nie odebrałam tego posta jakoś z wiarą w cudowną przemianę męża może po prostu dlatego ,że osobiście nie potrafiłabym się podnieść po zdradzie a na pewno bym nie dała żyć .To jest tylko chęć wytłumaczenia całej sytuacji i udawanie przed sobą ,że zdrada buduje związek ale jak ona buduję samą zdradzoną kobietę?Fakt mąż się pewnie stara ale tak jak autorki mąż dlatego ,że " odkupuje swoje winy"po czym może mu się to odkupywanie znudzić i wróci szara rzeczywistość i wtedy co kolejna zdrada?

245 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-09-20 14:53:23)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Araquelle, no widzisz a ja zawsze odnosze wrazenie, ze to zwykla zazdrosc przez ludzi przemawia, ze innym sie udalo smile
Tak, zdrada czasem bywa czyms co buduje i dzieki czemu ludzie odnajduja sie na nowo. Ale do tego trzeba wyjsc poza wlasna frustracje i poczucie krzywdy. Moge Ci na forum znalezc multum przykladow na to, jak kobiety po zdradzie, ktorym sie rozpadl zwiazek, probuja zdyskredytowac mezow tych, ktore postanowily nie przekreslac wspolnych lat, insynuujac im, ze sa naiwne, glupie, ze sie oszukuja, ze racjonalizuja to i sramto, nie dopuszczajac przykrej prawdy do wiadomosci, itd. itp. To jest slabe i dobitnie  pokazuje,  ze niektorzy nigdy sie chyba nie otrzasna z  poczucia krzywdy i przez pryzmat tego beda oceniac innych. Oni po prostu nie moga i nie chca uwierzyc, ze inni pomimo tego, co ich spotkalo, moga chciec byc razem i co gorsze,  byc szczesliwymi. Zbrodnia po prostu big_smile

246 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2016-09-20 15:20:34)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Kasia-Kicia napisał/a:

Nie, nie nazwalabym tego wyzywaniem sie. Weszlam na wyzszy stopien swiadomosci.

Jesli przed zdrada robilam wszystko w domu, pan maz mogl sie realizowac, rozwijac swoje hobby i mial czas na wszystko z wyjatkiem pomagania mi - teraz moja kolej.

Ja tez mam prawo sie realizowac I miec czas dla siebie.

W tym punkcie kibicuje ci z całego serca.
Mało rzeczy na tym świecie cieszy mnie tak bardzo jak widok kobiety, która zaczyna odklejać swoja tożsamość od męskiego ramienia i dostrzega , że sama w sobie jest niepodważalną wartością.
I nie obchodzi mnie czy robisz to z zemsty, czy z innych powodów. Bardzo fajnie jest widzieć cie zadowoloną i silną , a nie pogrążoną w żalu.
w tym kontekście zdrada męża może mieć dla ciebie wydźwięk wręcz pozytywny...

Jest jednak i drugi kontekst... Niestety...
Martwi mnie , że tak bardzo skupiasz się na nim i jego motywach. Spróbuj uwagę przerzucić na siebie i swoje emocje.
Racjonalizacja , której chcesz dokonać już sie tutaj w dużej części odbyła. Z twoich postów wyłania się dość wyraźny obraz tychże powodów. pozwól , że je w skrócie podsumuję.
Otóż... POŚWIĘCENIE to twoje drugie imię. Czytając cie mam wrażenie, że to niemalże część twojego DNA. Poświeciłaś się więc małżeństwu bez reszty . Pan mąż miał życie jak z bajki. Wysoki połysk w domu i w łóżku, bo przecież tak ma być. śmiem zaryzykować twierdzenie , że nigdy nawet się nie zastanowił nad tym czy tobie aby na pewno jest dobrze. Żył ja młody Bóg, którego życzenia sa spełnianie zanim zdąży je wyartykułować. Miał głębokie przekonanie, że jego potrzeby należy zawsze stawać na ostrzu noża i że są to sprawy życia i śmierci , od których zależą losy świata. Być może sama go tego nauczyłaś, być może zrobiła to mamusia w dzieciństwie, tego nie wiem. w każdym razie na młodego Boga przyszły ciężkie chwile,chwile wręcz powalające  z nóg,  gdy  żona na chwilę zaniemogła (sorry, nie nazwę tego nawet kryzysem) i zwróciła część swojej uwagi (uwagi rzecz jasna należniej jemu) w stronę ciąży i starszego dziecka. No i co tu robić? Potrzeba nie została zaspokojona , świat wali sie na głowę, nie ma wyjścia - trzeba wiać w ramiona romantycznej niewiasty, która utuli , pocieszy, zrozumie fatalną sytuację misia, ponarzeka razem z nim na złą żonę, da oczywiście nieziemski seks i będzie pachnieć Diorem , a nie pampersami. Ale.. zaraz , zaraz... A gdzie obiad? Gdzie wyprasowana koszula? gdzie dzieciaczki- aniołki wyciągające rączki do tatusia, których istnienie nie wymaga żadnej odpowiedzialności ani obowiązków? Cóż ... kochanka nie ma tego w serwisie... Na szczęście jest żona !!!Uff..co za ulga!
Naprawdę nie ma innego powodu zdrady jak jego egoizm i niedojrzałość. Proszę, spróbuj na tym poprzestać i nie grzeb więcej, bo wcześniej czy później dogrzebiesz sie poczucia winy, a niektórzy uczestnicy tej dyskusji są zwarci i gotowi , aby ci w tym pomóc.

Szanuje twoją decyzję o pozostaniu w tym związku i nie będę cie od niej odwodzić, mimo iż ja postąpiłabym inaczej. Mam nadzieję, że nie zrezygnujesz z drogi samorozwoju i że nigdy nie dasz sobie w mówić, że choćby w najmniejszym stopniu jesteś winna zdrady męża

247

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
MamaMamusia napisał/a:

I nie obchodzi mnie czy robisz to z zemsty, czy z innych powodów.

Naprawdę?
Przecież chęć zemsty nie ma nic wspólnego ze świadomym samorozwojem.
Nadal to jest działanie na zasadzie - na złość mamie odmrożę sobie uszy.
Tylko tutaj jest wersja dorosła - na złość partnerowi zajmę się sobą.

Co to za zajęcie się sobą?
Jak partnera już nie będzie i złość minie, to nagle się okaże, że nadal kobieta nie wie, co ze sobą zrobić, bo skończyła się motywacja.

248 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2016-09-20 15:48:21)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
_v_ napisał/a:
MamaMamusia napisał/a:

I nie obchodzi mnie czy robisz to z zemsty, czy z innych powodów.

Naprawdę?
Przecież chęć zemsty nie ma nic wspólnego ze świadomym samorozwojem.
Nadal to jest działanie na zasadzie - na złość mamie odmrożę sobie uszy.
Tylko tutaj jest wersja dorosła - na złość partnerowi zajmę się sobą.

Co to za zajęcie się sobą?
Jak partnera już nie będzie i złość minie, to nagle się okaże, że nadal kobieta nie wie, co ze sobą zrobić, bo skończyła się motywacja.

ja też zajęłam się sobą na złość komuś, konkretnie na złość własnej matce. Dawno odcięłam się od niej emocjonalnie, a motywacja jakoś nie minęła i wiem co mam ze soba zrobić,

Dla mnie ważniejszy od źródła motywacji jest fakt,  że autorka wychodzi z roli ofiary i przestaje się poświęcać.

być może robi to  na złość mężowi... ale na pewno to lepsze niż wpędzanie się w poczucie winy i kontynuowanie roli praczki i kucharki, którą można okłamywać i deptać.

Jaka krzywda mu sie stanie gdy zajmie się czasem domem (swoim) i dziećmi (również swoimi ) a ona odpocznie lub skupi sie na sobie?

Na palcach jednej ręki policzę osoby, które nie użalają się tutaj nad tym biednym misiem otwarcie lub w zakamuflowany sposób...

249

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

może i wychodzi z roli ofiary, ale wchodzi w rolę prześladowcy

najpierw mąż ją wykorzystywał, a teraz ona wykorzystuje męża usprawiedliwiając to karaniem go za zdradę i ma z tego dziką satysfakcję

I ja się nad nim nie użalam.
Wręcz przeciwnie - zdradzających należy traktować z całą surowością - ale nie będąc katem i wyżywając się.

250 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2016-09-20 18:02:03)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
_v_ napisał/a:

może i wychodzi z roli ofiary, ale wchodzi w rolę prześladowcy

najpierw mąż ją wykorzystywał, a teraz ona wykorzystuje męża usprawiedliwiając to karaniem go za zdradę i ma z tego dziką satysfakcję

I ja się nad nim nie użalam.
Wręcz przeciwnie - zdradzających należy traktować z całą surowością - ale nie będąc katem i wyżywając się.

PRZEŚLADOWCY?!???!!
Bo w okrutnym "akcie zemsty" wychodzi z domu bez pozwolenia? Bo angażuje go w proces prowadzenia domu i wychowywania dzieci???

KATEM?!?!?!?!?
Bo nareszcie widzi w tym związku również siebie?

Serio??

251

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Araquelle napisał/a:

Jak to się różnie odbiera tekst pisany. Ja po przeczytaniu tego co napisała Talerz odniosłam wrażenie, jakie to ją i męża szczęście spotkało w postaci tej zdrady! Ona otworzyła im oczy! Dopiero teraz ich związek jest cudowny i pełny! Do tamtej pory to była porażka i pomyłka! Jaka jest morał? Tylko zdrada was wyzwoli i nauczy żyć. A w obronie mężusia prawie wydrapała Zoriji oczy.

Zacznę od końca smile. Pokaż mi proszę w którym momencie w obronie mężusia wydrapałam prawie oczy Zoriji?

I dwa: zdrada to moja trauma. To bagaż, który noszę i będę niosła do końca życia. Wybaczyłam, ale nie zapomniałam i nie zapomnę nigdy. Ale nie umartwiam się z jej powodu, bo nie widzę sensu. Stało się i ja muszę to zaakceptować. I mogłabym teraz siedzieć i obwiniać siebie, jego, ją czy cały świat dookoła, ale zwyczajnie nie chcę tego, bo chcę żyć szczęśliwie. Moje podejście i podjęte decyzje dają mi spokój wewnętrzny. A skoro tak jest to uważam, że postępuję słusznie. Co nie znaczy, że potępiam inne osoby i ich wybory. Każdy robi to co dla niego jest dobre, co daje mu stabilizację i tak być powinno.

I tak - nasz związek teraz jest o niebo lepszy. I uwierz mi jeśli chcesz, że wolałabym by coś innego "otworzyło nam oczy", ale niestety tak nie było. Mam usiąść i płakać z tego powodu? Swoje już wypłakałam i nie mam zamiaru uronić choćby jednej łzy więcej, bo nie warto. I zdrada nauczyła mnie w pewnym sensie jak żyć. Nauczyła mnie, że o moje własne szczęście muszę zadbać sama. Że ono zależy tylko ode mnie.

252

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Adiaphora dziękuję. Również wierzę, wbrew zdrowemu rozsądkowi innych, że może nam się udać. Jeśli nie - trudno. Chociaż spróbowaliśmy.


anicorek87 napisał/a:

Tak samo nie odebrałam tego posta jakoś z wiarą w cudowną przemianę męża może po prostu dlatego ,że osobiście nie potrafiłabym się podnieść po zdradzie a na pewno bym nie dała żyć .To jest tylko chęć wytłumaczenia całej sytuacji i udawanie przed sobą ,że zdrada buduje związek ale jak ona buduję samą zdradzoną kobietę?Fakt mąż się pewnie stara ale tak jak autorki mąż dlatego ,że " odkupuje swoje winy"po czym może mu się to odkupywanie znudzić i wróci szara rzeczywistość i wtedy co kolejna zdrada?


Ja wierzę w to co widzę. A widzę, że mój mąż się stara TU i TERAZ. Co będzie kiedyś tego nie wiem. Czy mnie zdradzi ponownie? Nie wiem. Jeśli tak to będzie oznaczało tylko jedno: definitywny koniec naszego małżeństwa. Dałam mu szansę i nie żałuję. Może kiedyś pożałuję. Może nie. Wszystko okaże się kiedyś. Tu tylko czas pozwoli zweryfikować moje decyzje. Jak na razie czuję się z nimi dobrze. Aniciorek też kiedyś myślałam, że się nie podniosę. Nauczyłam się też jednego: wiem osobie mniej niż mi się wydaje wink.

253

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Talerzyku, Kasiu-Kiciu nurtuje mnie pytanie czy byłybyście w stanie wybaczyć gdyby nie był to związek małżeński? gdyby nie dzieci?
Szczerze podziwiam waszą decyzję bo ja codziennie truchlałabym w obawie że znowu mój don juan zabawia się z jakąś esmeraldą na boku. Nie wiem więc czy jest to wynik tego że jeszcze nie dopadła mnie obrączka czy raczej ja jestem za "lękliwym" nie potrafiącym wybaczyć elementem.

254

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
asanas29 napisał/a:

Talerzyku, Kasiu-Kiciu nurtuje mnie pytanie czy byłybyście w stanie wybaczyć gdyby nie był to związek małżeński? gdyby nie dzieci?
Szczerze podziwiam waszą decyzję bo ja codziennie truchlałabym w obawie że znowu mój don juan zabawia się z jakąś esmeraldą na boku. Nie wiem więc czy jest to wynik tego że jeszcze nie dopadła mnie obrączka czy raczej ja jestem za "lękliwym" nie potrafiącym wybaczyć elementem.


Hmm pytanie jest trudne o tyle, że na początku nie wywaliłam męża na "zbity pysk" właśnie dlatego, że mamy dzieci. Z biegiem czasu zrozumiałam między innymi, że nie warto tkwić w związku, który mnie nie satysfakcjonuje i mnie rani, bo mam dzieci. One przecież rozumieją więcej niż nam się wydaje i tylko by na tym straciły. Szczęśliwa, spełniona samotna matka/ojciec na pewno daliby im więcej wsparcia niż pełna rodzina "na siłę". Ale wtedy też zrozumiałam między innymi, że kocham mojego męża mimo bólu jaki mi zadał. Że nie umiem go znienawidzić i przekreślić wszystkich wspaniałych chwil, które też były naszym udziałem. Że chcę dać mu szansę. Ale moja droga do wybaczenia była dość wyboista Asanas i trudna. I choć znowu spadną na mnie gromy big_smile, to przyznam Ci się, że zanim zrozumiałam co to dla mnie znaczy wybaczyć i zanim wybaczyłam Jemu to najpierw musiałam wybaczyć SOBIE.

Ja odcięłam się od tej zdrady, gdy zrozumiałam, że ona tak naprawdę nie uderzyła we mnie. Moja wartość nie spadła, moja samoocena też nie, choć na początku wydawało mi się inaczej. Myślałam, że już nigdy nie spojrzę sobie w twarz. Teraz się uśmiecham sama do siebie jak to piszę.

A jeśli "don juan" zabawi się kolejny raz na boku to strata don juana big_smile. Bo On wie, że kolejny numer (jakikolwiek) znaczy nasz koniec. Wydaje mi się też, że nie ma co upierać się, że potrafisz wybaczyć. Ja też tak myślałam. A jednak. Mam tylko nadzieję, że nigdy się o tym nie przekonasz.

I wydaje mi się, że chyba nie ma co na upierać się, że ktoś robi źle, czy dobrze. Każdy postępuje zgodnie ze swoim głosem wewnętrznym. I o ile robi właśnie tak, to moim zdaniem robi słusznie. Jedni się rozwodzą, inni próbują na nowo. Każdy ma prawo postąpić jak chce i wybrać drogę najlepszą dla siebie. Powiem Ci tylko, że zanim zostałam zdradzona myślałam właśnie, że zdrady nie wybaczę. Że to definitywny koniec związku. Myliłam się.

255

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Zorija napisał/a:

I jeszcze Roxann - Ty w ogóle piszesz z Ziemi, czy z kosmosu?
Jak facetowi rodzi się drugie dziecko, to jest tak zmęczony, zestresowany i wykończony, że nijak sobie poradzić nie może, tylko musi puknąć coś na boku? A jak już puknie to i dzieckiem się ochoczo zajmuje... i w domu pomaga... i w pracy stresy wydają się mniejsze.... big_smile big_smile big_smile Piękna teoria Roxann, opublikuj gdzieś, bo to niezwykle odkrywcze big_smile


Hmm może gdzieś po środku wink A tak poważnie piszę to co usłyszałam z ust męskich – osoby zdradzającej. I powiem Ci szczerze że poniekąd to rozumiem. Facet przy 2 dzieci zostaje zwykle głównym rodzicielem rodziny, obowiązków zacznie więcej itd. Presja, stres w praccy coraz większy i szuka odskoczni..
Rozumiem też osoby które wybaczały zdradę jak i te które nie wybaczyły.. To jednak nie da się porównywać ot tak – bo każdy związek jest inny tak jak przyczyna zdrady. Dla jednych to jest ta kropla dla innych światło ostrzegawcze. Jeśli jednak są dzieci to myśli się inaczej. Nie można ot tak odejść..  O mało też się je wkopałam w to bagno…

256

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
asanas29 napisał/a:

Talerzyku, Kasiu-Kiciu nurtuje mnie pytanie czy byłybyście w stanie wybaczyć gdyby nie był to związek małżeński? gdyby nie dzieci?
Szczerze podziwiam waszą decyzję bo ja codziennie truchlałabym w obawie że znowu mój don juan zabawia się z jakąś esmeraldą na boku. Nie wiem więc czy jest to wynik tego że jeszcze nie dopadła mnie obrączka czy raczej ja jestem za "lękliwym" nie potrafiącym wybaczyć elementem.

Trudne pytanie:)

Ja od pierwszej chwili wiedzialam, ze sa dwie mozliwosci: zostac albo odejsc.

W pierwszym odruchu postanowilam zostac ze wzgledu na dzieci. Ja sama pochodze z tkz. rozbitej rodziny I wiem, ze dzieciom bardzo brakuje drugiego rodzica.
Uznalam, ze moje dzieci niczym nie zasluzyly sobie na ten los.

Wiedzialam tez, ze te wszystkie opowiesci jak to rozstanmy sie w zgodzie I badzmy przyjaciolmi mozemy wlozyc miedzy bajki. W przypadu rozstania zaczyna sie wojna. Na smierc I zycie niejednokrotnie:)

Dodatkowym I chyba najwazniejszym elementem byl fakt, ze ja sobie po prostu nie wyobrazam zycia bez niego. Ja nie pisze tu o wielkiej milosci do grobowej deski bo nie ma 15 lat, mnie jest po prostu fajnie z tym facetem. Lubie spedzac z nim czas I wiem, ze bardzo bym za nim tesknila.

Tak wiec byla to MOJA decyzja. Nie wymuszona I nie wyblagana.

Oczywiscie - decydujace bylo zachowanie mojego meza, ktory prosil o szanse, kajal sie itd. Wiem, ze zerwal wszystkie kontakty z owa "dama" I bardzo sie stara naprawic to co spierd...

Co do obaw czy sytuacja sie nie powtorzy... oczywiscie ze moze sie powtorzyc. Moze sie tez nie powtorzyc:)

Maz wie, ze kolejnej szansy nie bedzie, wie, co moze stracic. Twierdzi, ze dostal nauczke na cale zycie. Zrozumial rowniez, ze jestem silna I poradze sobie bez niego. Ze dam rade.

Reasumujac... gdybym byla 15 lat mlodsza, nie byloby dzieci I nie bylibysmy malzenstwem... pewnie nie zawracalabym sobie glowy.
Ale naprawde, jak wiele osob napisalo - kazdy zwiazek jest inny a ludzie kieruja sie innymi wartosciami.

257 Ostatnio edytowany przez Kasia-Kicia (2016-09-21 08:54:47)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
_v_ napisał/a:

może i wychodzi z roli ofiary, ale wchodzi w rolę prześladowcy

najpierw mąż ją wykorzystywał, a teraz ona wykorzystuje męża usprawiedliwiając to karaniem go za zdradę i ma z tego dziką satysfakcję

I ja się nad nim nie użalam.
Wręcz przeciwnie - zdradzających należy traktować z całą surowością - ale nie będąc katem i wyżywając się.

No nie wierze w to co czytam:)

Przesladowany?? Katowany??

Ja natychmiast porzuce te niecne praktyki!! Nie bede go juz katowac obieraczka do kartofli - jeszcze sobie palce poobcina. O odkurzaniu juz nie wspomne - przeciez to katorga jakich malo. A kapanie dzieci swoich poniekad - powinno byc zakazane konwencja genewska!! Zmuszanie do prania powinno byc karane!!
Sama sie dziwie jak biedny mis to wszystko znosi.
Niech sobie biedny mis polezy na kanapie w roli ozdoby salonu I sobie odpocznie I moze znajdzie czas na drzemke. Oczywiscie jak wredne bachory nie beda za bardzo sie darly a zzedliwa zona nie bedzie marudzic ze zarowke trzeba zmienic.

258

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
talerz123 napisał/a:

Adiaphora dziękuję. Również wierzę, wbrew zdrowemu rozsądkowi innych, że może nam się udać. Jeśli nie - trudno. Chociaż spróbowaliśmy.


anicorek87 napisał/a:

Tak samo nie odebrałam tego posta jakoś z wiarą w cudowną przemianę męża może po prostu dlatego ,że osobiście nie potrafiłabym się podnieść po zdradzie a na pewno bym nie dała żyć .To jest tylko chęć wytłumaczenia całej sytuacji i udawanie przed sobą ,że zdrada buduje związek ale jak ona buduję samą zdradzoną kobietę?Fakt mąż się pewnie stara ale tak jak autorki mąż dlatego ,że " odkupuje swoje winy"po czym może mu się to odkupywanie znudzić i wróci szara rzeczywistość i wtedy co kolejna zdrada?


Ja wierzę w to co widzę. A widzę, że mój mąż się stara TU i TERAZ. Co będzie kiedyś tego nie wiem. Czy mnie zdradzi ponownie? Nie wiem. Jeśli tak to będzie oznaczało tylko jedno: definitywny koniec naszego małżeństwa. Dałam mu szansę i nie żałuję. Może kiedyś pożałuję. Może nie. Wszystko okaże się kiedyś. Tu tylko czas pozwoli zweryfikować moje decyzje. Jak na razie czuję się z nimi dobrze. Aniciorek też kiedyś myślałam, że się nie podniosę. Nauczyłam się też jednego: wiem osobie mniej niż mi się wydaje wink.

Super to napisalas. Podpisuje sie pod kazdym slowem:)

259 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2016-09-21 11:10:02)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Roxann napisał/a:

Facet przy 2 dzieci zostaje zwykle głównym rodzicielem rodziny, obowiązków zacznie więcej itd. Presja, stres w praccy coraz większy i szuka odskoczni..

Ło matko... słabo mi sie robi jak słyszę taki bełkot z ust jakiegoś rozkapryszonego jaśniepana, a co dopiero jak w tym tonie wypowiada sie kobieta...

Masz dzieci? Nawet jeśli nie , to chyba wiesz , kto je rodzi i chyba masz świadomość , że nie jest to facet - rodziciel.

Ja mam dwie córki w typie odpukać zdrowe i raczej bezproblemowe. I powiem ci jak to wygląda z mojej strony. Ciąża i poród wiążą sie z dużymi zmianami w organizmie i w psychice . Po porodzie kobieta z reguły jest obolała, przytłoczona, hormony szaleją we wszystkich możliwych kierunkach, bolą piersi , boli krocze i takie tam, a dziecko sie wydziera , domaga karmienia i nie spi w nocy. Pod koniec ciąży natomiast , kiedy to wazy się 20 kilo więcej jak normalnie, czasem ciężko jest sie podnieść z łóżka, boli kręgosłup, puchną stopy , w nocy lata się co godzinę do toalety , a wychodząc po schodach ciężko złapać oddech. W tym okresie kobieta myśli z reguły o dziecku lub ewentualnie kombinuje jak tu umieścić naturalna potrzebę snu w codziennym grafiku. Niestety nie zastanawia sie raczej nad tym jakby tu obsłużyć penisa ukochanego. Gdyby w tamtym czasie mój mąż wyleciał mi z jakąś swoja niezaspokojona potrzebą lub wyimaginowanym odrzuceniem, to chyba zabiłabym go śmiechem

A tymczasem mąż autorki w tych newralgicznych dla jego zony momentach rozpoczął romans !!! Porzucił (emocjonalnie) kobietę w ciąży i po porodzie zaspokoił chuć w ramionach kochanki. Już samo to zdanie, bez żadnego innego tła,  wywołuje we mnie złość, a ty mówisz , że poniekąd to rozumiesz. Pomyśl - facet zostawia żonę z noworodkiem oraz starszym dzieckiem i idzie gzić się z kochanką....Przecież to jest jakaś masakra..

Kiedy rodziły sie nasze dzieci , pracował zawodowo tylko mój mąż. Po pojawieniu się pierwszej córki nie nie mieliśmy seksu przez trzy miesiąca, po drugiej - prawie dwa. Nie było żadnych medycznych przeciwwskazań, po prostu oboje nie mieliśmy na to siły , ani czasu. Tak, OBOJE. nie tylko ja . bo ojciec to też rodzić, mimo że nie rodziciel. Umówiliśmy się, że w nocy do dziecka wstaję tylko ja , bo mąż potrzebował snu przed pracą. Za to gdy tylko wracał  do domu od razu przejmował dzieci , a ja szłam spać na kilka godzin. Kapał je , przewijał, usypiał...Tak,  PO PRACY (wow!) .Wielokrotnie mając do wyboru drzemką i sprzątanie , wybierałam to pierwsze. Czasem był więc syf i nie było obiadu. Straszne, prawda? Na czas wczesnego rodzicielstwa odłożyliśmy OBOJE swoje pasje i swoje potrzeby . Byliśmy zajęci i zmęczeni, dlatego nie w głowie nam były zdrady i odskocznie. Nie to co nasz bohater...Mężczyzna bez obowiązków i zobowiązań, odprasowany i spełniony tatuś pachnącego babaska.

I pomyśleć, że Autorka, której spadły z oczu różowe okulary,słyszy,  że znęca się nad biedactwem, bo ogarnęła się po zdradzie i sama wychodzi z domu...

260

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Kiedy rodzą się dzieci i są bardzo małe, to zawsze kobieta jest bardziej obciążona. Nie rzadko po ciązy i porodzie
ma też słabszy organizm przez jakiś czas. Nie z przypadku wtedy pojawiają się alergie, problemy z zatokami, astmą.
Oczywiście nie zawsze tak jest.
Jeśli facet ma wielką potrzebę być na świeczniku, być podziwianym i adorowanym....to rzeczywiście może nie starczyć kobiecie na to sił.
Jej potrzeby przez jakiś czas też nie są już na pierwszym miejscu, dzieci zabierają energię.
Jeśli facet nie potrafi zrozumieć, to oznacza, że ma problemy adaptacyjne, lub jest wielkim narcyzem.

Posty [ 196 do 260 z 311 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026