Elle88 napisał/a:Lubię ludzi z jajami i tylko z takimi się dogaduję. Nie lubię klakierów i "dyplomatów", którzy w praktyce wyznają zasady Kalego. Są mili dopóki jest im tak wygodnie, zdradzają gdy coś jest nie po ich myśli, bo są zbyt narcystyczni by rozmawiać.
Zgadzam się z tym co napisała Elle. Swojego czasu też się zastanawiałam, jak można kogoś kochać (czy też okazywać w jakiś sposób uczucie) a jednocześnie być kłamcą (zdradzaczem). Nie mogłam pojąc jak te dwie skrajności, jakby nie było, mogą współistnieć. Po wielu przeczytanych wątkach i postach w swoim, dochodzę do wniosku, że podstawowa przyczyna wynika z braku szczerej rozmowy, komunikacji i w końcu niskiego poziomu empatii. Przyczyn tego stanu rzeczy może być wiele począwszy od tych cech, które wymieniła wyżej Elle, po jakieś chwilowe problemy, stres. Zdradą ludzie zaspakajają różne swoje braki. Najczęściej jest to brak ciepła, seksu, uwagi czy adrenaliny. Dziwnym sposobem faceci do zdrady wybierają zwykle kobiety będące przeciwieństwem swoich żon. W przypadku kiedy w małżeństwie kobieta jest dominująca i lepiej sobie ze wszystkim radzi, faceci szukają odskoczni w ramionach kobiet powiedzmy mniej pewnych siebie, ze słabszym charakterem, przy których mogą podbudować własne ego. Z kolei dominujący faceci, mający w domu kobietę uległą, rozglądają się za tymi bardziej przebojowymi, które są dla nich wyzwaniem i też w ten sposób podbudowują sobie tym w jakiś sposób ego. W sumie chyba tylko w jednym przypadku, na jaki trafiłam, kobieta wprost przyznała, że kochanka męża jest/była do niej podobna, z tymże 10 lat młodsza. Co też ma jakiś powiedzmy sens (tęsknota za tym co było?). Nie, że próbuję tłumaczyć zdradę, ale do takich wniosków doszłam próbując w jakiś sposób zrozumieć ten problem.
Ponadto, w znakomitej większości zdradzacze mieli jakieś problemy natury emocjonalnej, byli w jakimś stopniu dysfunkcyjni. Sama byłam o krok od zdrady (pomijam romans), ale złożyły się na to 2 kwestie – problem w związku o którym najpierw się rozmawiało a potem, jak już wiedziało, że poruszanie tego tematu to pierwszy i pewny krok do kłótni, to się go zaczęło unikać na zasadzie: nie mam już ochoty 10 raz wałkować tego samego. A po drugie, pojawienie się na horyzoncie osoby, która te braki mogła wypełnić. Czy to oznacza, że nie kochałam tamtego faceta? Wydaje mi się, że nie koniecznie. W tamtym momencie byłam przekonana, że tak, bo zależało mi na nim, dbałam o nas, o nasza codzienną relację, on też się starał jak mógł, co doceniałam, ale do frustracji doprowadzało mnie to, że widząc, wiedząc o dość ważnym problemie, o którym sobie jasno powiedzieliśmy, nic z tym nie robił a potem nawet się od razu denerwował jak do tego wracałam. W konsekwencji on się irytował i ja i ogólnie nie było sensu poruszać tematu dla świętego spokoju… jednak przez to zaczęliśmy się oddalać od siebie. W tym czasie pan na horyzoncie wyrósł do poziomu niemal bóstwa… jednak to w dużym stopniu wynikało z moich frustracji w związku.
A dlaczego tamten facet „na horyzoncie” zdradzał? Tzn oczywiście mówię tylko to co udało mi się z niego po dłuuugim czasie wyciągnąć, bo zwykle otrzymywałam odpowiedź: „nie mam ochoty na ten temat rozmawiać”. Jednak po czasie zaczął się otwierać i w sumie to co powiedział, potwierdziło tylko to co wiele osób tu już napisało, że brakuje mu ciepła, adrenaliny, seksu, ma stresującą pracę, życie codzienne jest nudne, potrzebuje odskoczni itd. Natomiast na pytanie dlaczego osobie z którą zdradza wyznaje miłość, po czym spokojnie wraca do domu (pewnie do żony to samo mówi) i nawet nie myśli o rozwodzie odpowiada: bo życie nie jest proste, jest jak jest i tak być musi i nie ma co tego roztrząsać. Ogólnie dzieci i status quo są najważniejsze. On może „jedynie” jednej i drugiej dać wszystko z siebie, ale bez zmiany konfiguracji. To nie jest jednak osoba, która potrafi mówić o sobie o własnych uczuciach – ma ogromny z tym problem. Typowy narcyz, który pod zasłona powierzchowności, teatralnych gestów kreuje swój wizerunek, a że jest w tym dobry... na pierwszy rzut oka wydaje się autentyczny. Poza tym inteligentny, oczytany, pewny siebie.. Łatwo się na to nabrać, bo taka osoba wbrew pozorom jest otwarta i ma na wszystko odpowiedź i wytłumaczenie.. Tyle że.. jak się bliżej przyjrzeć, zastanowić, to są tylko pozory, bo wypowiadane słowa są jedynie cytatami z mądrych książek czy filmów, brak w tym jednak autentyczności, otwarcia… mówienia o SOBIE, WŁASNYCH myślach, problemach – zajrzenia w głąb siebie i spojrzenia krytycznego na własną osobę. Bo niby po co? On ma swój wizerunek, wszyscy w niego wierzą.. a że w głębi to nieszczęśliwy facet z pustka w środku… przecież nigdy się do tego nie przyzna!
Wracając do tematu wątku i późniejszych wypowiedzi. No właśnie kolejny powiedzmy schemat jaki zauważyłam. Faceci w małżeństwie zdradzają najczęściej w momencie kiedy pojawi się 2 dziecko. Najwyraźniej już sobie z tym nie radzą – obowiązki w pracy, potem w domu, zmniejszona w zdecydowanym stopniu uwaga małżonki. Coraz więcej problemów. Można i powinno się rozmawiać, rozwiązywać problemy… jednak faceci idą na łatwiznę i to zainteresowanie, czułość poszukać na zewnątrz by nie zawracać głowy i tak zajętej domem i dziećmi żonie. Czy jej nie kochają? Trudno powiedzieć, na pewno na swój sposób tak, z tymże z ich punktu widzenia nie robią nic złego, bo nie są sobie w stanie wyobrazić, jak bardzo zdrada rani tą 2 osobę, jej konsekwencji. Są motylki, jest fajnie. Facet wraca do domu pełen energii którą pożytkuje na zajmowanie się dziećmi w pracy też stres jakoś mniej doskwiera – ogólnie bajka.
Druga grupa zdradzaczy to właśnie ci, jak w przypadku autorki, którzy dopuszczają się zdrady w momencie kiedy ich kobieta jest w zaawansowane ciąży. Dla niektórych jak widać, ta perspektywa abstynencji przez kilka msc jest nie do zniesienia i szukają zaspokojenia poza związkiem. Czy to oznacza automatycznie brak miłości? Nie wiem. Nie od dziś wiadomo, że faceci nie myślą głową, tylko główką, a wyposzczony, niedopieszczony… itd. Czy to ich usprawiedliwia? Absolutnie nie! Bo nad popędami, pierwotnymi instynktami powinno się umieć panować. Mąż autorki się ocknął czy nawet przestraszył kiedy panna chciała więcej i to zakończył. Zwykle tak to działa.
O związkach gdzie jest ewidentna patologia.. która prowadzi do zdrad nie będę się wypowiadać, bo to zupełnie inna historia, inne motywy….