Autorko, trzeba odciąć się od czynnika! Ja dziś żałuję, że nigdy nie poszłam do specjalisty i nikt mi tego wcześniej nie powiedział. Sama musiałam do tego dojść, a trwało to długie lata. Moja historia wygląda bardzo podobnie do Twojej, tylko że mój ojciec bywa w domu raz na miesiąc, w święta i na urlopie. Ale wystarczyło, że tak bardzo nienawidziłam wszystkich świąt i przeżyłam tyle przykrych sytuacji, że aż żal opisywać... Rozumiem Twoje problemy na podłożu psychicznym i masz 100% racji, że to przez niego. Ja zawsze mówiłam sobie, że co mnie nie zabije to wzmocni. Uwierz w to. Już jako dziecko miałam problemy z lękami, rówieśnikami, szkołą, w okresie dorastania kilka razy wpadłam w szemrane towarzystwo, nadużywałam alkoholu, labowałam, paliłam papierosy, przewinęły się też narkotyki, na szczęście to tylko epizody, tak jak EasyRider88 paliłam 5 lat i rzuciłam z pomocą tej świetniej książki
ale to nie ten temat. Miałam sporo szczęścia, że dobrze zdałam maturę i poszłam na studia, poznałam wtedy swojego męża i dopiero WYPROWADZAJĄC SIĘ Z DOMU i odcinając od ojca żyję NORMALNYM, szczęśliwym życiem! Nie wiesz czy odcięcie się to rozwiązanie to ja Ci powiem - TAK, to jest rozwiązanie. Jedyna moja rada dla Ciebie - wyprowadź się do brata i nie wracaj więcej do rodziców! Wszystkiego dobrego i powodzenia
66 2016-01-03 23:18:32 Ostatnio edytowany przez yessa (2016-01-03 23:20:31)
Podobne tematy
67 2016-01-03 23:19:59 Ostatnio edytowany przez Jozefina (2016-01-03 23:22:50)
Nowy bycie Alkoholikiem to nie jest wybór. Nikt swiadwomie i celowo nim nie zostaje. Takie male wtracenie.
Poza tym sama wyprowadzka /ucieczka nic nie da. Bo te problemy które mamy nie znikna tylko dlatego ze uciecklismy. One sa w nas i jesli nad nimi nie popracujemy to sie pojawia najczesciej w najgorszym momencie.
te problemy które mamy nie znikna tylko dlatego ze uciecklismy. One sa w nas i jesli nad nimi nie popracujemy to sie pojawia najczesciej w najgorszym momencie.
Oczywiście, cały czas trzeba nad tym pracować, ale ta wyprowadzka to 80% sukcesu.
69 2016-01-03 23:35:05 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-01-03 23:38:53)
Jozefina napisał/a:te problemy które mamy nie znikna tylko dlatego ze uciecklismy. One sa w nas i jesli nad nimi nie popracujemy to sie pojawia najczesciej w najgorszym momencie.
Oczywiście, cały czas trzeba nad tym pracować, ale ta wyprowadzka to 80% sukcesu.
Tak 80 procent rownie dobrze do wpadniecia we wlasne piekelko, zwlaszcza gdy nie ma sie na czym oprzec, lub zycie nie bedzie sie dalej ukladac
Zeby jakie kolwi3k zmiany wprowadzac to raczej trzeba ze soba wpierw porzadek zrobic
Taka moja opinia
W zyciu mozna latwo nauczyc sie uciekac, najtrudniej stanac odwrocic sie i zmierzyc z tym przed czym uciekamy
Chyba tylko dlatego latwiej, bo to boli bardziej niz krzywdy ktore doznalismy
Pisane z telefonu, takze sorki
Jozefina napisał/a:te problemy które mamy nie znikna tylko dlatego ze uciecklismy. One sa w nas i jesli nad nimi nie popracujemy to sie pojawia najczesciej w najgorszym momencie.
Oczywiście, cały czas trzeba nad tym pracować, ale ta wyprowadzka to 80% sukcesu.
Nie ta wyprowadzka to szansa na uspokojenie sie, wyciszenie i zajecie soba. To jest rozwiazanie na tu i teraz bo jest bardzo zle. Tylko tyle. Taki urlop. To nawet 10 .% nie jest
bujamwoblokach
Zależy, jak się na to spojrzy. Bo jeżeli dziecko DDA widziało w alkoholu pozytywne działanie. To fakt, może się uzależnić. Przykład jeden z braci Chloe, który pije razem z ojcem. Ale jeżeli ma się wiedzę i widzi się co potrafi alkohol. To nie sądzę, aby 4x jest się bardziej narażony na uzależnienie. NO chyba, że ktoś myśli: (ja się nigdy nie uzależnię) Bo w zasadzie tak się stanie.
Ja tam się opieram na badaniach, które pokazały kiedyś, że przeważnie każde dziecko alkoholika ma 4 razy większą podatność na uzależnienie się od alkoholu niż człowiek, który nie miał styczności z takimi osobami, dlatego ja nie piję w ogóle - nawet okazjonalnie nie tykam.
Co do brata, na pewno gdybym poprosiła, nie wyrzuciłby mnie z domu tylko się zgodził żebym została ale ja też nie chce byc ciężarem dla nich. Póki co zobaczymy jak to się potoczy przez ten miesiąc. W razie czego wbijam do Ciebie bujamwoblokach
![]()
Ja Ciebie nawet nie zapraszam do siebie
dlaczego? - uwierz, że u mnie jest jeszcze gorzej i doszło do takiego stanu, że planuję z matką przeprowadzkę w najbliższym czasie. Po prostu boimy się o własne życie, nie chcę umierać w wieku 22 lat będąc zabitym przez alkoholika a już miałem podobne sytuacje.
Miałam sporo szczęścia, że dobrze zdałam maturę i poszłam na studia, poznałam wtedy swojego męża i dopiero WYPROWADZAJĄC SIĘ Z DOMU i odcinając od ojca żyję NORMALNYM, szczęśliwym życiem! Nie wiesz czy odcięcie się to rozwiązanie to ja Ci powiem - TAK, to jest rozwiązanie. Jedyna moja rada dla Ciebie - wyprowadź się do brata i nie wracaj więcej do rodziców! Wszystkiego dobrego i powodzenia
Podzielam tutaj wypowiedz Pani yessa'y
Z początku trzeba się odciąć fizycznie od alkoholika, inaczej terapie nie będą spełniały się w 100%.
72 2016-01-03 23:55:36 Ostatnio edytowany przez nowy12345 (2016-01-03 23:56:11)
"Nowy bycie Alkoholikiem to nie jest wybór."
Jesli moja siostra zaplakana mowi do niego "zostan w domu, prosze, nie idz" a on wychodzi, to co to jest?
Alkoholik dopoki sam nie zrozumie natury problemu to zaden odwyk nie pomoze i nie sprawi, ze zaprzestanie pic. On musi sam zechciec to zrobic.
73 2016-01-04 00:03:11 Ostatnio edytowany przez Jozefina (2016-01-04 00:05:11)
"Nowy bycie Alkoholikiem to nie jest wybór."
Jesli moja siostra zaplakana mowi do niego "zostan w domu, prosze, nie idz" a on wychodzi, to co to jest?
Alkoholik dopoki sam nie zrozumie natury problemu to zaden odwyk nie pomoze i nie sprawi, ze zaprzestanie pic. On musi sam zechciec to zrobic.
Tak ale on juz tym Alkoholikiem jest, picie, zachowanie, sa skutkiem choroby. Ale on nie wybral tego ze Alkoholikiem zostal. Nie wybral uzaleznienia. Nikt nie chce byc Alkoholikiem. Nie wiem. , chyba nie potrafie tego wytlumaczyc.
Jak on sam ma zrozumieć nature problemu. ?
Poza tym przeprqszam, to nie o tym jest temat.
Bujamwoblokach oczywiście zartowalam z tym wbijaniem do Ciebie takze spokojnie
Teraz chyba rzeczywiście ucieklam od problemu i dopiero teraz zaczyna się walka o normalne życie. Ale ta ucieczka byla konieczna bo muszę się psychicznie uspokoić a w domu to się nie uda. Tym bardziej ze ten brat który pije razem z ojcem jest po jego stronie i nastawia go przeciwko mnie. Sam tez dreczyl mnie psychicznie dwa lata temu i teraz znowu bywa ze zaczyna to robić. Bóle głowy ponoć miałam na tle nerwowym bo tak stwierdził neurolog i jakos wyciagnela ode mnie informacje na temat brata i wtedy mama się dowiedziała o tym od osoby trzeciej wiec poważniej potraktowała problem i zrobila pogadankę z bratem dość ostrą no i bylo lepiej ale widac on mnie obwinia o to (choc sam zaczął mnie dręczyć) i teraz przeciąga ojca na swoja stronę. Jednak ojciec powinien byc ojcem a nie wrogiem czy sojusznikiem dla swoich dzieci..
75 2016-01-04 00:14:15 Ostatnio edytowany przez nowy12345 (2016-01-04 00:20:14)
@Jozefina wydaje mi sie, ze wiem co probujesz powiedziec. Oczywiscie, ze uzaleznienia nikt sobie nie wybiera, ale jak zaczne popalac papierosy, albo popijac coraz czesciej to czy nie wybieram czegos? Ja zmierzam glownie do tego, ze taka osoba sama musi chciec sie zmienic, musi zauwazyc problem w sobie, ze to juz nie jest wypicie jednego kieliszka czy dwoch.. To jest trudne i zlozone, bo malo ktory alkoholik powie o sobie "tak, mam problem" Zazwyczaj jest negacja i twierdzenie, ze ktos przesadza. Mniejsza juz bo faktycznie to nie o tym temat.
Tak jak napisalem odciecie, niekoniecznie terapia jest potrzebna, chociaz na pewno nie zaszkodzi, ale odciecie i skupienie sie na swoim zyciu.
U mnie ojca na odwyk zaciagnela ciotka, jak juz wpadl prawie w ciag, rozbil glowe i praktycznie bylo po nim. Po powrocie miesiac nie pil i wrocil. Teraz akurat siedzie w pokoju, a on przyjechal z baru, oczywiscie stan "niewazkosci" i tak srednio co dwa dni..
Z tym wybieraniem to troche tak jest ze się wybiera jesli rodzina czy inni bliscy mówią ze jest problem a ta osoba zaczyna się wypierać czy nie dopuszcza do siebie możliwości ze kiedykolwiek to się może stać. Wszystko dla ludzi alkohol nie jest czymś czego nie powinno się nigdy próbować ale trzeba znać umiar.
Dobra Nowy z perspektywy osoby która sie odciela i skupila na swoim zyciu napisze Ci. To jest wlasnie najlepsza droga do wpadniecia w swoje prywatne bagno. Jesli masz chory zab to on sie nie wyleczy gdy zmienisz miejsce zamieszkania i przestaniesz o nim myslec.
78 2016-01-04 00:23:37 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-01-04 00:25:01)
ale jak zaczne popalac papierosy, albo popijac coraz czesciej to czy nie wybieram czegos?
tak wybierasz jak masz świadomość, że dokonujesz wyboru, bez tego to oczywiście można się nie zgadzać, bo się nie rozumie tego, można zaprzeczać że inny też itd itp
jak może się ktoś do problemu przyznać, jak traktuje to coś, jako "antidotum" na siebie, to jak dziecku zabrać lizaka ![]()
autorka
świadomość ma, i to jest bardzo dobry punkt, do zmian
"odpoczynek" jak najbardziej wskazany, jak głęboki wdech przed wysiłkiem ![]()
z tej perspektywy, dążyć do stabilizacji, i potem podejmować kroki
powodzenia
79 2016-01-04 00:23:44 Ostatnio edytowany przez nowy12345 (2016-01-04 00:32:24)
chloe2 pewnie, ze tak. Tak jak napisalas wszystko jest dla ludzi. Tylko "przejscie" z okazjonalnego picia do codziennego jest bardzo plynne. A takie osoby jak ja, czy Ty maja wieksze predyspocyje do tego i tu jest pewien klopot.
Jozefina - no widzisz, a moja znajoma odciela sie i bez zadnej terapii potrafila wyjsc za maz i ulozyc sobie zycie. Oczywiscie ma w sobie pewien strach i obawy, ale daje sobie rade i okazjonalnie rowniez sama wypije.
Alkoholik, alkoholikowi nierowny. Moj ojciec poza tym, ze pije, nie krzywdzil mnie ani siostry. Nie byl aresywny, nie ublizal. W domu tez niczego brakowalo nigdy.
Alkoholik zazwyczaj sie "budzi" dopiero jak wszyscy od niego odejda, dopoki ktos bedzie go wspieral i tolerowal jego picie nie przestanie.
Święta racja... A przekonanie "wszystkich" to długa droga. W tym przypadku problemem będzie jej matka i brat. Ale przekonanie ich do współpracy w tej kwestii nie powinno byc teraz priorytetem Chloe. Najpierw powinna stać się na tyle silna, żeby sama sobie z tym poradzić.
chloe2 pewnie, ze tak. Tak jak napisalas wszystko jest dla ludzi. Tylko "przejscie" z okazjonalnego picia do codziennego jest bardzo plynne. A takie osoby jak ja, czy Ty maja wieksze predyspocyje do tego i tu jest problem.
dodam tylko że do leczenia alkoholizmu, czy DDA, czy innych uzależnień,
bo to tak naprawdę można zamknąć w "uzależnieniu do myślenia" ![]()
w wersji wspólnotowej, jest oparte o program 12 kroków,
jeśli autorka utożsamia się z Bogiem, to może być to po drodze
tak informacyjnie
![]()
Każdy alkoholik ma świadomy wybór: 1) rodzina czy 2) alkohol
Tylko nie każdy alkoholik jest świadom swojej choroby dlatego niestety ale BARDZO często takie osoby nie widzą w ogóle problemu. Napije się, wróci do domu zrobi awanturę, rano wstanie i on kompletnie NIE WIDZI jakiegokolwiek problemu.
Każdy alkoholik ma świadomy wybór: 1) rodzina czy 2) alkohol
Tylko nie każdy alkoholik jest świadom swojej choroby dlatego niestety ale BARDZO często takie osoby nie widzą w ogóle problemu. Napije się, wróci do domu zrobi awanturę, rano wstanie i on kompletnie NIE WIDZI jakiegokolwiek problemu.
każdy człowiek podejmuje świadomy wybór!!! chyba że jest nie poczytalny
nie trzeba być alkoholikiem żeby brak elementarnej wiedzy, ogłady, rozgarnięcia emocjonalnego, zdrowego rozsądku, uzależnienia od np substancji chemicznych, chodź nie tylko
powodował nami że nie widzimy problemu!!!
można równie dobrze nie pić, zrobić awanturę w związku z jakimiś czynnikami które nami powodują, rano wstać, nie widzieć problemu ![]()
świadomość co się z nami dzieje, zobowiązuje!!!, nie świadomość zwalnia poniekąd z odpowiedzialności ![]()
Autorka w mojej opinii, na chwilę obecną szuka winowajcy jej stanów, doznać, problemów życiowych
nie chodzi o to czy słusznie czy nie, ma do tego prawo
jednak rozwiązaniem jest zrozumienie że w tym momencie ONA jest odpowiedzialna za siebie i swoje decyzje, "myślenie"
nie ojciec alkoholik
jej ojciec to nie "ręką" Boga, który tym wszystkim kieruje, to w jej głowie powstają emocje, i za tym idą czyny
smutne ale prawdziwe,
jak alkoholik oskarża wszystkich i wszystko na około, jako powód jego "niepowodzeń"
tak i autorka po trochu to robi
tylko jedno i drugie wskazuje, że stoi się w "rozkroku" życiowym, tylko zmiana pozycji coś wnosi ![]()
pozdrawiam pogodnie
Tak 80 procent rownie dobrze do wpadniecia we wlasne piekelko, zwlaszcza gdy nie ma sie na czym oprzec, lub zycie nie bedzie sie dalej ukladac
Tylko, że autorka, z tego co widzę jest rozsądną osobą, nie sądzę, by sama siebie wpędziła w gorsze piekło. Ma opcje zamieszkania u brata, więc jakieś oparcie na początek jest.
W zyciu mozna latwo nauczyc sie uciekac, najtrudniej stanac odwrocic sie i zmierzyc z tym przed czym uciekamy
Chyba żartujesz, doskonale wiem, że z takim człowiekiem jak ojciec autorki nie warto się zmierzać. To walka z wiatrakami i mówienie do ściany. Szkoda młodego życia marnować.
Jozefina - no widzisz, a moja znajoma odciela sie i bez zadnej terapii potrafila wyjsc za maz i ulozyc sobie zycie. Oczywiscie ma w sobie pewien strach i obawy, ale daje sobie rade i okazjonalnie rowniez sama wypije.
Dokładnie tak samo jak ja. Nie zgodzę się, że odcięcie się to zła droga. To najlepsza z możliwych dróg, oczywiście pod warunkiem, że będziemy sami potrafili dobrze swoim życiem pokierować.
Dzisiaj podobnie jak Wy powiedziała mi pedagog, że musze troche go olać, uczyć się i przeboleć tą sytuacje żeby później sie wyrwać z tego domu i zyc po swojemu. Wiedząc jak alkoholizm wpływa na rodzinę nie chce żeby moja rodzina w przyszlosci przeżywała cos takiego ze mną.
86 2016-01-04 20:42:27 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-01-04 20:54:49)
Witaj,
obawiam się że troszkę się mijamy ![]()
tenniedobry2 napisał/a:Tak 80 procent rownie dobrze do wpadniecia we wlasne piekelko, zwlaszcza gdy nie ma sie na czym oprzec, lub zycie nie bedzie sie dalej ukladac
Tylko, że autorka, z tego co widzę jest rozsądną osobą, nie sądzę, by sama siebie wpędziła w gorsze piekło. Ma opcje zamieszkania u brata, więc jakieś oparcie na początek jest.
ja nie określam rozsądku czy nie rozsądku autorki, dzielę się doświadczeniem, ile osób po takich przeżyciach ma dobre spokojne życie, obawiam się ze mimo wiedzy czy rozsądku więcej, powiela zły schemat, mimo świadomości
to jest pomoc doraźna, czas na ochłonięcie, a potem co ![]()
pomyśl o tych wszystkich osobach które zaczęły przed wcześnie dorosłe życie, i którzy się z nim borykają,
myślę że każde zdanie tu może pomóc autorce, w podjęciu świadomej decyzji
tenniedobry2 napisał/a:W zyciu mozna latwo nauczyc sie uciekac, najtrudniej stanac odwrocic sie i zmierzyc z tym przed czym uciekamy
Chyba żartujesz, doskonale wiem, że z takim człowiekiem jak ojciec autorki nie warto się zmierzać. To walka z wiatrakami i mówienie do ściany. Szkoda młodego życia marnować.
nie bardzo chodziło mi o mierzenie się z ojcem czy bratem
bardziej z swoimi emocjami, schematami które są w każdym z takim doświadczeniem, czy się jest rozsądnym czy nie, emocje nie myśli i inne dziwne rzeczy, same nie znikają, przeważnie się "usypiają"
więc teorie o tym żeby urwać kontakt i żyć swoim życiem jakoś do mnie nie trafiają, traktuje to jako wypięcie tylnej części ciała na to co nie wygodne, i tworzenie swojej "bajki", nie każda bajka ma happy end
o tym warto nie zapominać
Dzisiaj podobnie jak Wy powiedziała mi pedagog, że musze troche go olać, uczyć się i przeboleć tą sytuacje żeby później sie wyrwać z tego domu i zyc po swojemu. Wiedząc jak alkoholizm wpływa na rodzinę nie chce żeby moja rodzina w przyszlosci przeżywała cos takiego ze mną.
tutaj popieram pedagog, warto zweryfikować siebie, te "naleciałości" są często głęboko ukryte, mimo że wydaje się nam ze rozsądnie działamy
nie przemyślane działania, reakcje, potem konsekwencje tych rzeczy, właśnie zaczynają tworzyć "nasze" piekiełko, na pewnym etapie życia, to jak z motyką na słońce
samo "uciekanie" przed alkoholikiem w tym przypadku już o czymś świadczy, jest przyzwoleniem, jest akceptacją, jest w końcu myśleniem tylko o sobie ![]()
alkoholika można spokojnie sprowadzić do parteru,
tylko jak dochodzi do działania to się cofamy, bo co ludzie powiedzą, godzimy się z piciem i obelgami, a pogodzić z wstydem swoim się nie potrafimy
-żeby na policje zadzwonić jak się awanturuje
-przymusić do leczenia
- jak jedzie pijany zadzwonić na policję
- jak grozi wyciągnąć konsekwencje
i wiele innych
bo tak naprawdę większość akcji kończy się LIKE na fb, stop przemocy, itd itp
pozdrawiam pogodnie
Czuje jakbym zrobiła ogromny krok naprzód ta krótką rozmową z pedagogiem, ponieważ ja nigdy z nikim na temat swoich problemów nie rozmawiam a juz tym bardziej nie z obcą osobą w cztery oczy. Malo brakowało a bym zrezygnowała. Nawet przed chlopakiem sie zamykam mimo ze mnie dobrze zna i o wszystkim gadamy to jednak nie umiem rozmawiać o problemach i porażkach. Zawsze dążyłam do perfekcji, chciałam miec wszystko pod kontrolą i to ja byłam tą osobą której się ludzie zwierzaja i myślą ze mam idealne życie.
88 2016-01-04 20:59:28 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-01-04 21:20:15)
Czuje jakbym zrobiła ogromny krok naprzód ta krótką rozmową z pedagogiem, ponieważ ja nigdy z nikim na temat swoich problemów nie rozmawiam a juz tym bardziej nie z obcą osobą w cztery oczy. Malo brakowało a bym zrezygnowała. Nawet przed chlopakiem sie zamykam mimo ze mnie dobrze zna i o wszystkim gadamy to jednak nie umiem rozmawiać o problemach i porażkach. Zawsze dążyłam do perfekcji, chciałam miec wszystko pod kontrolą i to ja byłam tą osobą której się ludzie zwierzaja i myślą ze mam idealne życie.
i bardzo dobrze że zrzuciłaś to w realu z siebie, burzysz "mury" ![]()
pedagog to jak lekarz ogólny,
na mnie dobrze zadziałała wspólnota ludzi z tymi samymi problemami, bo postronne osoby mogą odebrać to opacznie, nie znajdowałem pomocy, zrozumienia wśród osób które nie były na tyle w temacie, lub tez nie chciały o tym mówić otwarcie
powodzenia
Ona sama ma ojca alkoholika i dlatego dużo łatwiej jest jej zrozumieć jak się czuję.
Ona sama ma ojca alkoholika i dlatego dużo łatwiej jest jej zrozumieć jak się czuję.
masz obniżoną samoocenę?
chloe2 napisał/a:Ona sama ma ojca alkoholika i dlatego dużo łatwiej jest jej zrozumieć jak się czuję.
masz obniżoną samoocenę?
Podobno. Choć ja uważam ze i tak zasłużyłam sobie na wiele rzeczy i do bycia super człowiekiem mi daleko.
Podobno. Choć ja uważam ze i tak zasłużyłam sobie na wiele rzeczy i do bycia super człowiekiem mi daleko.
nie ma super ludzi
obniżona samoocena to jeden ze skutków ubocznych alkoholizmu w rodzinie
Autorka w mojej opinii, na chwilę obecną szuka winowajcy jej stanów, doznać, problemów życiowych
nie chodzi o to czy słusznie czy nie, ma do tego prawojednak rozwiązaniem jest zrozumienie że w tym momencie ONA jest odpowiedzialna za siebie i swoje decyzje, "myślenie"
nie ojciec alkoholik
Przykro mi ale nie mogę się tutaj zgodzić z Tobą w 100%
Właśnie o to chodzi, że autorka będzie kontrolowała swoje myśli dopiero jak się odetnie od ojca psychicznie i fizycznie.
Najlepsze jest to, że za jej ,,myślenie" odpowiedzialny jest właśnie jej OJCIEC. Kobita wchodzi do pokoju gdzie jej własny tato mówi jak bardzo ma ich gdzieś - serio uważasz, że gościu nie kształtuje jej światopoglądu? Bo ja uważam, że on ma ogromny (niestety) wpływ na pewne zachowania autorki. Sam mam podobną sytuację więc wiem co piszę.
alkoholika można spokojnie sprowadzić do parteru,
tylko jak dochodzi do działania to się cofamy, bo co ludzie powiedzą, godzimy się z piciem i obelgami, a pogodzić z wstydem swoim się nie potrafimy-żeby na policje zadzwonić jak się awanturuje
-przymusić do leczenia
- jak jedzie pijany zadzwonić na policję
- jak grozi wyciągnąć konsekwencjei wiele innych
Alkoholika nigdy nie zmusisz do leczenia - tzn. możesz go zmusić fizycznie ale jeżeli on sam nie będzie chciał się leczyć to nic nie pomoże.
Taki człowiek musi sam w 100% uzmysłowić sobie swój problem i dopiero wtedy może się leczyć.
Autorko tematu! Uważaj na tego brata, który jest poklepywany w ramie przez swojego ojca. Nie ma nic gorszego niż dwóch pijaków klepiących się w plecy przy jednoczesnym dogadywaniu sobie jacy to oni są wspaniali...
Najgorsze ze ja nie mam wpływu na brata ani ojca. Nie mogę nic zrobić ani zmusić ich do leczenia czy po prostu żeby przestali pic bo każdy musi to sam zrobić. Masz rację, mię da się pomóc komuś jesli on sam tego nie chce. A brat jest zazdrosny o mnie bo zawsze ojciec właśnie mnie faworyzował jak bylam mala no ale czy ja tego chciałam? I teraz mi się obrywa. Jako ze dziewczyna to brat musial uważać w zabawach żeby mi nic nie zrobić itd i to go tak boli. Ale czy to moja wina? Dlaczego teraz mam tak bardzo płacić za to co się działo w dzieciństwie?
Dlatego jeżeli się odetniesz od tych toksycznych ludzi fizycznie i psychicznie to już nie będziesz musiała się niczym przypłacać.
Kończ szkołę i się wyprowadź najlepiej od nich
im szybciej tym lepiej. Nie ma co gdybać tylko trzeba działać!
Jeszcze dwa lata zanim będzie taka możliwość. Póki co nie ma jak działać niestety.
tenniedobry2 napisał/a:Autorka w mojej opinii, na chwilę obecną szuka winowajcy jej stanów, doznać, problemów życiowych
nie chodzi o to czy słusznie czy nie, ma do tego prawojednak rozwiązaniem jest zrozumienie że w tym momencie ONA jest odpowiedzialna za siebie i swoje decyzje, "myślenie"
nie ojciec alkoholikPrzykro mi ale nie mogę się tutaj zgodzić z Tobą w 100%
Właśnie o to chodzi, że autorka będzie kontrolowała swoje myśli dopiero jak się odetnie od ojca psychicznie i fizycznie.
Najlepsze jest to, że za jej ,,myślenie" odpowiedzialny jest właśnie jej OJCIEC. Kobita wchodzi do pokoju gdzie jej własny tato mówi jak bardzo ma ich gdzieś - serio uważasz, że gościu nie kształtuje jej światopoglądu? Bo ja uważam, że on ma ogromny (niestety) wpływ na pewne zachowania autorki. Sam mam podobną sytuację więc wiem co piszę.
nie możemy się zgodzić bo mówimy z różnej perspektywy
, ja tutaj nie dowodzę swojej prawdy, wystarczy mi że widzę i słyszę, ludzi po takich "akcjach"
twierdze że złudna jest kontrola myśli, po odcięciu psychicznym i fizycznym jak twierdzisz
tutaj weryfikuje życie, a jak widać np na tym forum, jakie dopiero ludzie mają problemy ze sobą, z egzystowaniem, doświadczaniem, pytaj tych co się "odcięli" po co chodzą na terapie, do psychologów, psychiatrów, i nie tylko
popatrz na tych co zbyt wcześnie rozpoczęli "dorosłe życie", co to jest jak nie powielanie "schematu", dlaczego po odcięciu "życie" jest do d.py, dlaczego mimo wykształcenia, własnego kąta jest im pod "górkę" w życiu
jej światopogląd już dawno jest skrzywiony, dobrze że się zaczyna "bronić" przed tym, dlatego twierdze że dziś, właśnie "za jej myślenie jest odpowiedzialna, ona sama"
teraz mam nadzieję to bardziej zrozumiałe, się robi
tenniedobry2 napisał/a:alkoholika można spokojnie sprowadzić do parteru,
tylko jak dochodzi do działania to się cofamy, bo co ludzie powiedzą, godzimy się z piciem i obelgami, a pogodzić z wstydem swoim się nie potrafimy-żeby na policje zadzwonić jak się awanturuje
-przymusić do leczenia
- jak jedzie pijany zadzwonić na policję
- jak grozi wyciągnąć konsekwencjei wiele innych
Alkoholika nigdy nie zmusisz do leczenia - tzn. możesz go zmusić fizycznie ale jeżeli on sam nie będzie chciał się leczyć to nic nie pomoże.
Taki człowiek musi sam w 100% uzmysłowić sobie swój problem i dopiero wtedy może się leczyć.Autorko tematu! Uważaj na tego brata, który jest poklepywany w ramie przez swojego ojca. Nie ma nic gorszego niż dwóch pijaków klepiących się w plecy przy jednoczesnym dogadywaniu sobie jacy to oni są wspaniali...
czy zmusisz czy dobrowolnie, nie oznacza to wyleczenia, a już na pewno "poprawy", jednak do 'parteru" można sprowadzić, każdego, nie ma takiego kozaka, cała reszta to jest "współuzależnienie" według mnie
Autorka, nie musi na nic według mnie uważać (brat, ojciec), to jakbyś ja nakręcał do jakiegoś stawania po którejś ze stron,
jest świadoma, może skorzystać z różnych form pomocy, i tym bardziej nie powinno ją teraz interesować co brat, a co ojciec, co ktokolwiek, musi się skupić na sobie
mając ta świadomość, ma motywację, do działania, do planu, i do trzymania się jego, by jak najszybciej, stanąć na "własnych" nogach
Najgorsze ze ja nie mam wpływu na brata ani ojca. Nie mogę nic zrobić ani zmusić ich do leczenia czy po prostu żeby przestali pic bo każdy musi to sam zrobić. Masz rację, mię da się pomóc komuś jesli on sam tego nie chce. A brat jest zazdrosny o mnie bo zawsze ojciec właśnie mnie faworyzował jak bylam mala no ale czy ja tego chciałam? I teraz mi się obrywa. Jako ze dziewczyna to brat musial uważać w zabawach żeby mi nic nie zrobić itd i to go tak boli. Ale czy to moja wina? Dlaczego teraz mam tak bardzo płacić za to co się działo w dzieciństwie?
Chloe potencjalny alkoholizm Twojego ojca i brata nie sa Twoim problemem, namawianie/przekonywanie ich do leczenia nie jest Twoim zadaniem. Twoj problem to Twoje zdrowie i Twoje leczenie. Nie nimi masz sie zajmowac ale soba.
Jestes jedyna osoba na ktora masz wplyw. I na chwile obecna jestes tez jedyna osoba, ktora moze Twoje zycie zniszczyc.
chloe2 napisał/a:Najgorsze ze ja nie mam wpływu na brata ani ojca. Nie mogę nic zrobić ani zmusić ich do leczenia czy po prostu żeby przestali pic bo każdy musi to sam zrobić. Masz rację, mię da się pomóc komuś jesli on sam tego nie chce. A brat jest zazdrosny o mnie bo zawsze ojciec właśnie mnie faworyzował jak bylam mala no ale czy ja tego chciałam? I teraz mi się obrywa. Jako ze dziewczyna to brat musial uważać w zabawach żeby mi nic nie zrobić itd i to go tak boli. Ale czy to moja wina? Dlaczego teraz mam tak bardzo płacić za to co się działo w dzieciństwie?
Chloe potencjalny alkoholizm Twojego ojca i brata nie sa Twoim problemem, namawianie/przekonywanie ich do leczenia nie jest Twoim zadaniem. Twoj problem to Twoje zdrowie i Twoje leczenie. Nie nimi masz sie zajmowac ale soba.
Jestes jedyna osoba na ktora masz wplyw. I na chwile obecna jestes tez jedyna osoba, ktora moze Twoje zycie zniszczyc.
Krótko, zwięźle i na temat
Jozefina, wyslalem Ci coś, dziekuje za ewentualne odczytanie
Pogodnosci
Chłopak mi w lutym obiecał weekendowy wyjazd gdziekolwiek żebym, jak to ujął, zapomniala o ojcu a zajęła się nim
Czy jestem jedyną osobą ktora życie może zniszczyć? No nie wiem. Wiele osób czy zdarzeń na to wpływa jednak jesli jest się słabym psychicznie, doprowadza się do swojego zepsucia, upadku na dno.
Chłopak mi w lutym obiecał weekendowy wyjazd gdziekolwiek żebym, jak to ujął, zapomniala o ojcu a zajęła się nim
![]()
Czy jestem jedyną osobą ktora życie może zniszczyć? No nie wiem. Wiele osób czy zdarzeń na to wpływa jednak jesli jest się słabym psychicznie, doprowadza się do swojego zepsucia, upadku na dno.
"jesli jest się słabym psychicznie" ??, co to dla Ciebie oznacza??
"Najgorsze ze ja nie mam wpływu na brata ani ojca"
"ponieważ ja nigdy z nikim na temat swoich problemów nie rozmawiam a juz tym bardziej nie z obcą osobą w cztery oczy. Malo brakowało a bym zrezygnowała."
" nie umiem rozmawiać o problemach i porażkach. "
Słabym psychicznie czyli szybko załamującym się przez problemy.
Tak przy okazji Chloe, nie sądzisz że czas zmienić tytuł tego wątku?
Całe życie przed, a nie za Tobą. :)
O ile się nie złamię i nie przyjdzie mi znów do głowy żeby skończyć ze sobą to można powiedzieć ze życie przede mną
Ale przeszłości nikt nie zmieni, dzieciństwo mi zepsuł. To przez niego ciągle się denerwowałam i nabawiłam się nerwicy.
chloe2 ale teraz będzie już tylko dobrze, zobaczysz. Limit złych zdarzeń wyczerpany, uwierz w to ![]()
Przez prawie 20 lat tyle co się wydarzyło to ciężko uwierzyć ze to koniec, wręcz nie powinnam, lepiej rozczarować się na lepsze niż na gorsze myśląc ze nic złego mnie nie spotka ![]()
107 2016-01-08 21:24:32 Ostatnio edytowany przez Jozefina (2016-01-08 21:26:26)
Przez prawie 20 lat tyle co się wydarzyło to ciężko uwierzyć ze to koniec, wręcz nie powinnam, lepiej rozczarować się na lepsze niż na gorsze myśląc ze nic złego mnie nie spotka
Chloe, alez oczywiscie ze jeszcze Cie wiele zlych rzeczy spotka. Takie jest zycie, zle rzeczy sie zdarzaja, wszystkim. A pozniej mijaja, i przychodza dobre. Caly myk polega na tym by sie tym zlym nie poddac.
Swiat jest piekny, a ludzie wspaniali :-)
108 2016-01-08 21:29:49 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2016-01-08 21:30:18)
O ile się nie złamię i nie przyjdzie mi znów do głowy żeby skończyć ze sobą to można powiedzieć ze życie przede mną
![]()
Ale przeszłości nikt nie zmieni, dzieciństwo mi zepsuł. To przez niego ciągle się denerwowałam i nabawiłam się nerwicy.
No to krakowskim targiem proponuję: "zniszczył mi dzieciństwo, ale całe życie przede mną" ![]()
Może to i detal, ale zdaniem wielu afirmacja czyli w skrócie- "systematyczne powtarzanie sobie pozytywnych twierdzeń na własny temat" ma wpływ na zwiększenie samoakceptacji/samo-oceny i pewności siebie. Obecny tytuł to przeciwieństwo takiego podejścia. Jeżeli się mylę, niech ktoś mnie poprawi.
Oczywiście to tylko propozycja :)Tak mi się przypomniało bo znajoma to stosuje- jej pomaga.
Kiedys bylam bardzo świadoma swojej wartości, może momentami zapatrzona w siebie w dzieciństwie ale zmieniło się to drastycznie. A w to ze świat piękny a ludzie wspaniali nie uwierzę dopóki pisiory rządzą.
Boje sie szczerze mówiąc powrotu do domu za miesiąc.
Kiedys bylam bardzo świadoma swojej wartości, może momentami zapatrzona w siebie w dzieciństwie ale zmieniło się to drastycznie. A w to ze świat piękny a ludzie wspaniali nie uwierzę dopóki pisiory rządzą.
![]()
Boje sie szczerze mówiąc powrotu do domu za miesiąc.
To dopiero za miesiac. Jeszcze masz czas sie cieszyc. Swiat bedzie piekny, niezaleznie od tego kto rzadzi w Polsce.
Pamietasz tego archaniola ktorego Ci polecilam? Znalazlas? Tak z ciekawosci pytam, bo zastanawiam sie czy Ci sie spodobal.
Hmm chyba zapomniałam a co to konkretnie bylo?? Bo nie pamiętam przez to wszystko. Jeszcze miałam dzieciaki do pilnowania i calkiem mi z głowy wyleciało
Ale przeszłości nikt nie zmieni, dzieciństwo mi zepsuł. To przez niego ciągle się denerwowałam i nabawiłam się nerwicy.
Chloe, no co Ci powiem... tak to już jest, że "połowę życia zatruwają nam rodzice, a drugą połowę dzieci" ![]()
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/47895/archaniol
Spoko to tylko tak dla przyjemnosci mialo byc. Wiesz takie mile uczucie :-)
Poszukam tej książki w bibliotece u siebie
jednak zastanawia mnie dlaczego tam jest Jehowa ![]()
Poszukam tej książki w bibliotece u siebie
jednak zastanawia mnie dlaczego tam jest Jehowa
Bo tak pani autorka nazwala ew. pani tlumaczka przetlumaczyla :-)
Nie zastanawiaj sie tak nad wszystkim.
Ksiazka. Fajna. Dla pzryjemnosci. To wszystko :-)
Dobra dzięki, fantastyka więc tym bardziej moje klimaty
poszukam
Czasami do terapeuty wystarczy pójść tylko po to, żeby poznać diagnozę i po pewne nakierowanie tak jak u mnie. U mnie też od dzieciństwa był alkohol. Mama i tata pili alkohol, ale tylko przy jakiejś okazji i się nie upijali. Za to brat pił, robił awantury, bił swoją żonę, ZK, picie, ZK i tak na zmianę. Też miałem przez to zniszczone dzieciństwo. Więc wiem co czujesz. Ale da się z tego wyjść. Sama widzisz, że trzeba po prostu żyć swoim życiem, a pijak niech się zapija. Jego sprawa:)
Jego sprawa to będzie dopiero jak ja się wyprowadze. Teraz jestem od nich zależna niestety choc największy problem mają dzieci. Moja siostra np ma 14 lat więc będzie musiała się z tym męczyć dluzej. A ojciec z biegiem czasu robi sie coraz gorszy chyba mózgu calkiem wysiada przez lata picia.
Zawsze możesz udać się do ośrodka profilaktyki i leczenia uzależnień i zgłosić go do tzw. "przymusowego leczenia".
[...] Teraz jestem od nich zależna niestety choc największy problem mają dzieci.[...]
od nich? czyli oboje piją?
Od nich czyli ogólnie rodziców bo w końcu mieszkają razem ale pije tylko ojciec. Nie wiem czy przymusowe leczenie cos by dało jak on sam nie chce. A i tak ja jestem ta najgorsza bo widzę to co jest a nie jak brat który problemu nie widzi i z nim pije. On jest ten najlepszy
Jeśli nie chce to może nie dać, ale zawsze jest szansa. To nie jest łatwy, ani krótki proces, ale jak np. skierują go przymusowo, czy nawet dowiozą na badanie przymusowo to otrzeźwieje.
On jest taki ze sprawia pozory super człowieka. Obcy ludzie podziwiają go nawet a on sam mily jest ze aż sie rzygać chce. Do pracy jeździ, dobry ojciec. Jednak po pracy pije, kiedy ma wolne pije, jak nie pracowal bo akurat bylo u nich wolne i mama w lato pracowała w polu żeby nas utrzymać on pił. Ale twierdzi że należy mu się szacunek bo on wszystko dla nas robi! Szkoda ze gdyby nie mama to niczego byśmy nie mieli bo wg niego nic nie jest nam potrzebne.
Terapeutów i ludzi badających nie oszuka. Oni doskonale takich znają.
Terapeutów i ludzi badających nie oszuka. Oni doskonale takich znają.
to się sprowadza do jednego, do oszukiwania samego siebie ![]()
jedyną osobą która traci, jest właśnie ten "pacjent",
terapeuta czy ktoś inny jest w pracy, może pomóc na tyle na ile "pacjent" chce pomocy, jest gotowy na pomoc
wydaje mi się że kluczowy momentem, jest gdy "pacjent" wie że oni wiedzą, wszystkie opowieści "tracą" wtedy sens ![]()
Wszystko fajnie, tylko w komisji, żeby takiego skierować na leczenie to oprócz picia muszą być jeszcze inne elementy, np demoralizacja nieletnich. Wystarczy spojrzeć na formularz przy zgłoszeniu, są tam pytania dot. tzw. najgorszego elementu, takie jak: co i kiedy wyniósł z domu, ile razy był na izbie, jakie wykroczenia czy przestępstwa po pijaku popełnił. Taka sytuacja jak u chloe jest bardzo trudna, no bo o co chodzi(?), pracuje, na dom łoży, nie ma interwencji policji, nic nie wyprzedaje, na utrzymanie rodziny łoży. A to, że pije i patrzą na to dzieci, no to w końcu co takiego... Kto o tym opowie? Sąsiedzi wobec których jest miły? Współuzależniona żona? Nawet jakby poszła to uznano by, że żona nie jest wiarygodna, bo wiadomo, że chce zniszczyć męża. A jeżeli już taki do komisji zostanie wezwany to wystarczy, że przedłoży zaświadczenie, że chodzi do psychologa, to nawet bez sprawdzenia czy do specjalisty od uzależnień komisja niezbyt się będzie tym przejmować. No, chyba żeby cała rodzina takiego się skonsolidowała i zgodnie, uparcie zgłosiła i potwierdziła fakt szkodliwości alkoholizmu. Wówczas może taka komisja by skierowała (po jakimś roku) takiego na leczenie (najpierw do sądu). A wcześniej taki ktoś jak ojciec chloe trochę by się wystraszył "zszarganej" opinii i coś zacząłby robić. Bo póki co, na tym etapie jego picia, taki straszak mógłby zadziałać. Płacz, słowa wewnątrz rodziny nie mają żadnej mocy sprawczej, widać nie na tym etapie. Nie przez nich pije i nie dla nich przestanie.
No właśnie to nie jest proste bo w oczach innych ludzi to normalny człowiek a jak jest trzeźwy wydaje sie byc inna osoba. Demoralizacja nieletnich, każdemu z nas dzieci proponował alkohol bo lepiej jak spróbujemy w domu niż gdzies po krzakach... Tylko ze dać spróbować a ciągle pytać czy chcesz piwo albo wódki to co innego i tak właśnie mój brat zaczął pic i teraz i on pije codziennie.
oh skąd ja to znam, wszyscy naokoło wielbią i unoszą pod niebiosa jaki to on wspaniały, dobry, pomocny a w domu przy rodzinie wychodzą takie właśnie kwiatki
brata jeszcze możesz ratować, ile on ma lat?
ojca raczej nie uratujesz, mam tylko nadzieję że nie zrobił ci zbyt wielkiej wyrwy w psychice, bo często resztę życia trzeba wygrzebywać się z tego bagna
129 2016-01-09 21:18:34 Ostatnio edytowany przez chloe2 (2016-01-09 21:19:35)
Brat ma 25 ale jego nie chce ratować bo on mnie nienawidzi i namawia ojca przeciwko mnie. od poczatku zazdrościł ze jestem w związku z kimś normalnym, na dobrym stanowisku w pracy i jeszcze starszym ode mnie bo twierdził ze z moim charakterem nikt mnie nie zechce. No a wyszlo ze to on sobie znalazł puszczalską pannę ale chyba juz z nią nie jest. Zazdrościł ze poszłam do lepszej szkoły i że lepsze miałam oceny od niego no i ciągle cos bylo a ze wyżywanie sie na mnie nie dalo efektu bo traktowalam go jak powietrze to chociaż ojca przeciwko mnie postanowił obrócić.
co na to wszystko twoja mama?