blusia32 napisał/a:Marajka-wiem co chciałaś przekazać, w życiu są rzeczy na które mamy wpływ i takie, na które nie mamy. Trzeba się skupić na tym, na co mamy.
Mam wrazenie, ze jednak nie do konca wiesz, co chcialam przekazac.
Owszem, warto sie skupic na tym, na co ma sie wplyw, zamiast walczyc z wiatrakami.
Ale ja nie to mialam na mysli.
Mysle, ze Ty chcesz w maksymalnym stopniu kontrolowac swoje zycie, bo bardzo boisz sie nieprzewidywalnosci. Wiazesz sie z mezczyznami, z ktorymi wydaje Ci sie, ze zapewnia Ci to bezpieczenstwo przed niespodziewanymi zmianami. A potem dochodzisz do wniosku, ze jednak czegos brakuje i konczysz w mniej lub bardziej kontrolowany sposob te zwiazki i w ten sposob sama sobie fundujesz zmiany.
Tyle, ze nic sie z tego nie uczysz, bo jedyne co Cie zajmuje, to jest zal z powodu utraconego rzekomego raju, ktory nigdy rajem nie byl, bo inaczej bys nigdy z niego nie wychodzila.
Teraz placzesz nad swoja "glupota", ale co ona oznacza? Chyba tylko to, ze zrobilas cos, co obnazylo pseudo-milosc bylego, ktora byla tylko gratyfikacja za poprawne zachowanie, odpowiadanie szablonom w jego glowie i dostarczanie odpowiednich wynikow.
Tak apropos to takze i Twoje wzorce ocen. Tak samo traktujesz Ty innych i siebie sama.
Pewnie juz zawsze tak bylo, pewnie bylas zdolnym dzieckiem, wzorowa uczennica, dopasowana do otoczenia, z poprawnym gronem znajomych...itd. Nie chce twierdzic, ze to cos zlego. Ale jesli to tylko powierzchnia i dopasowanie sie do norm i zasad, to jednak nie jest to czyms, co daje spelnienie.
To jest oczekiwanie, ze bedzie sie kochanym, jak spelni sie wszelkie potrzebne do tego warunki. Ale zapewniam Cie, ze to nigdy nie nastapi i w ten sposob uplywa cale zycie na tym oczekiwaniu í staraniu sie. Ty nawet siebie samej nie kochasz, tylko oczekujesz od siebie wypelniania norm.
Teraz chcesz dziecka, ktoremu wedlug wszelkiego prawdopodobienstwa dasz ta role kochania Cie bez stawiania warunkow, bo dzieci inaczej nie potrafia, jednoczesnie drylujac je do wypelniania oczekiwan i przestrzegania zasad, w zamian za co ono od Ciebie moze dostanie odpowiednie uznanie. Nie za to, ze jest, tylko za to, co zrobi i na ile wypelni Twoje oczekiwania.
To jest pustka i ta chcesz ofiarowac swojemu dziecku!
To jest ten egoizm. Ty chcesz tylko wypelniacza wlasnej pustki. Rola Twojego dziecka jest juz teraz zdefiniowana - zapewnic szczescie swojej matce.
Ale to nie jest rola dzieci!
Ja w przeciwienstwie do wielu protagonistow tutaj nie jestem zadna przeciwniczka samotnego wychowywania dzieci. Sama bylam jakis czas samotnie wychowujaca, choc ze zrzadzenia losu, a nie z wyboru. ale to nie ma wedlug mnie specjalnego znaczenia, z jakiej przyczyny sie to zdarza.
Dzieci niekoniecznie potrzebuja ojca czy matki. To tylko puste role, jesli nie ma za nimi bezwarunkowej milosci i jesli dzieci nie maja mozliwosci swobodnego rozwoju, bo sa wpychane w jakies role, to nic nie pomoze, gdy sa oboje.
I odwrotnie - nie robi to zadnej szkody dziecku, gdy ma tylko jedno z rodzicow, za to takie, ktore jest w stanie przekazac mu milosc i pelnie zycia.
Ty wedlug mnie tego nie dopuszczasz do siebie, wiec jak chcesz to zapewnic i przekazac dziecku?
Lepiej byloby, zebys najpierw wziela jakiegos bezdomnego zwierzaka, te tez kochaja bezwarunkowo, a jednoczesnie trzeba sie o nie troszczyc, nie oczekujac nic w zamian. To bylby trening w spontanicznosci i kochaniu. Pisze to naprawde calkiem serio, bo male dzieci i zwierzeta w domu to nie az taka wielka roznica. Tyle, ze zwierzakowi wyrzadza sie mniejsza krzywde emocjonalna niz dziecku, jesli dostaje ono tylko oczekiwania a nie milosc. I jesli sie okaze, ze jest to za uciazliwe, to mozna znalezc im innych wlascicieli.
Z dziecmi trudniej,
Zadaj sobie samej pytanie:
Czego brakowalo Ci w pierwszym malzenstwie?
Czego brakowalo Ci w drugim?
Bo w kazdym brakowalo czegos zasadniczego.
Tym czyms jest wedlug mnie milosc. Zaznaczam, ze milosc to nie motylki i nie ugiete nogi przy tym wspanialym mezczyznie. Te ostatnie to tylko mocne wrazenia, ktore zawsze kiedys przemijaja, to tylko namiastka pelni zycia.
Milosc to wlasna zdolnosc kochania. Jesli sie to umie, to umie sie tez ocenic sytuacje, w ktorych nie ma milosci.
A Ty nawet do dzis nie zauwazasz, ze Twoj ex niewiele milosci Ci dawal. Bo przyzwoitosc i zasady to nie milosc. Dlatego bylo mu tak latwo sie Ciebie pozbyc. To zwykly egocentryk, jak i Ty sama.
Nie pisze tego, zeby Cie oceniac, to jest tylko to, co wyczytuje tu na podstawie Twoich wlasnych wpisow.
Mysle, ze wlasnie to budzi tu takie kontrowersje.