Tragedia. Mąż siedzi cały czas w samochodzie. Rozmawiałam z nim, niestety nic nie dociera do niego. Prosiłam go żeby poszedł na terapię, on wysyła tam mnie. Mówi żebym sama poszła, bo on nie pójdzie. Chciał przyjść do domu żeby skorzystać z łazienki, ogolić się, coś zjeść. Niestety nie pozwoliłam mu. Serce mi pękało. Ale postawiłam mu warunek. Ma iść na terapię. Nie zgodził się to nie ma powrotu do domu.
Na koniec powiedziałam mu ze szkoda ze mu nie zależy na tym wszystkim, na tym małżeństwie, na mnie, po tylu latach tego co dla niego zrobiłam. I Wyszłam.
Nie wiem jaka była jego reakcja. Poprostu Wyszłam z samochodu i zostawiłam go samego żeby się zastanowił nad tym swoim życiem.
Podobne tematy
I dobrze, że tak zrobiłaś. Trzymam kciuki.
Przyszedł do domu. Zaczęliśmy jeszcze rozmawiać. Niestety nie ma o czym. To już koniec. Jeszcze to do mnie nie dociera ale to już chyba koniec mojego małżeństwa. Może powinnam się cieszyć ale mi jest cholernie smutno, chce mi się płakać ale przy nie będę. Nie będę mu okazywać swojej słabości.
On nie chce ratować naszego małżeństwa i chce definitywnie się rozstać.
Jest mi przykro. Staram się go namówić na terapię na leczenie ale on nawet nie chce o tym słyszeć.
Boże.....jak to boli. Chyba nie dam rady.
To bolesne, że dla niego wódka okazała się ważniejszą od Ciebie i związek z nią wybrał.
Przytulam.
Dasz radę przez to przejść. Pisz, nie kryj tutaj swych uczuć. Patrząc na liczby odsłon Twego wątku, sporo osób jest zainteresowanych Twą sprawą. Możesz liczyć na moje (podejrzewam, że nie tylko) wirtualne wsparcie.
Przyszedł do domu. Zaczęliśmy jeszcze rozmawiać. Niestety nie ma o czym. To już koniec. Jeszcze to do mnie nie dociera ale to już chyba koniec mojego małżeństwa. Może powinnam się cieszyć ale mi jest cholernie smutno, chce mi się płakać ale przy nie będę. Nie będę mu okazywać swojej słabości.
On nie chce ratować naszego małżeństwa i chce definitywnie się rozstać.
Jest mi przykro. Staram się go namówić na terapię na leczenie ale on nawet nie chce o tym słyszeć.
Boże.....jak to boli. Chyba nie dam rady.
Selest uspokoj sie. On teraz jest w ciagu. Nic z tego co mowi nie ma znaczenia. Poczekaj, to co go spotyka teraz i spotka potem to jego wlasna decyzja, a Ty idz na spotkanie al Anon, znajdz terapie dla wspoluzaleznionych. Twoj maz w jednym ma racje powinnas sie leczyc. Czemu wymagasz leczenia od niego skoro sama tego nie robisz. ?
Z prostej przyczyny....jak ja się zacznę leczyć to czy on przestanie pić? To on jest uzależniony a nie ja. To on potrzebuje pomocy.
Piszecie o uczuciach......to bardzo boli gdy po kilku latach wspólnego życia, wspólnego dorabiania się dowiadujemy się że twój mąż ten jedyny, wyśniony woli WÓDĘ od własnej kochającej żony.
Nie potrafię nawet opisać tego co czuję. Rozpacz....bezsilność...... tak bardzo chciałabym żeby przestał pić. Żeby znowu był moim MĘŻEM.... tym trzezwym.
Jak sobie z tym wszystkim poradzić??? Tak bardzo się boję..... Co teraz ze mną będzie....
Piszę to i płacze....
Selest, moim zdaniem też powinnaś poszukać jakiejś grupy wsparcia w realu, iść na terapię. Spotkasz tam dużo osób o podobnych problemach - znajdziesz koleżanki choćby, które zrozumieją twój problem. Ja może napiszę tak ogólnie, dlaczego on nie chce terapii. To jest nałóg, straszna pułapka, w którą wchodzi się dobrowolnie, z przekonaniem, że w każdej chwili można przestać. Nie wychodzi się z niej tak łatwo i bardzo trudno znaleźć jakąkolwiek motywację żeby z niej wyjść. Nałóg staje się najważniejszy, bez tego nałogowiec nie wyobraża sobie życia i nie chce żyć bez swojego nałogu. ale z drugiej strony oddał by wiele, żeby być znowu wolnym człowiekiem i cofnąć najlepiej czas, gdy jeszcze nie zaczął pić, ćpać, palić. Dlatego wzywa pomocy, bo nałóg sprawił, że nawet wtedy, gdy on nie chce już pić - rozumowo, organizm domaga się swojej działki i on musi. Wcale nie musi, ale żeby to zrozumiał potrzebna jest najpierw odtrutka, odzwyczajenie organizmu od smaku alkoholu, narkotyków itd.Potem terapia, ty możesz zrobić tylko tyle - być konsekwentna. Zauważ, że ojciec przestał pić, bo...przestraszył się o swoje zdrowie, po porządnym wstrząsie organizmu, który już nie wyrabiał. Znam wiele osób, które dopiero wylew,zawał, marskość wątroby, rak wątroby postawiły na nogi, "oduczyły" ich picia. Poza tym mąż dobrze wie, że będzie musiał włączyć silną wolę, a to nie będzie przyjemne, woli więc męczyć się dalej z nałogiem, niż ze swoją silną wolą. Nie wiem, czy pomogłam, ale znam życie z nałogiem w tle. Każdy ci powie, że nałogowiec musi osiągnąć dno, dopiero ma szansę od niego się odbić.Albo i nie.
73 2015-12-03 19:10:29 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-12-03 19:16:02)
Nikt nie da gwarancji, że Twój mąż przestanie pić. Jedyną osobą, która może to zrobić jest on sam, ale i to nie gwarantuje, że do nałogu nigdy nie wróci. Alkoholizm to choroba, alkoholikiem - choć suchym - jest się do końca życia.
Pytasz o to, jak sobie poradzić? Nie ukrywać samej przed sobą uczuć, nie udawać, że 'wszystko jest w porządku'. Pozwolić sobie i na rozpacz, i na złość, i na strach.
Co z Tobą będzie? Hm... prawdopodobnie to, na co się zdecydujesz. Są osoby, które w chwilach trudnych filcują się do poziomu kilkuletniego szkraba i udają, że nic nie potrafią, nic nie umieją, że ktoś dorosły i dojrzały (bo to, niestety, nie jest tożsame) musi się nimi zająć, bo inaczej - wbrew faktom - nie przeżyją. Są osoby, które rozpaczają, złoszczą się, wkurzają, ale... zakasują rękawy i myślą, co mają zrobić, by ogarnąć sytuację i być szczęśliwymi. To, moim zdaniem, jest decyzja na sposób życia. Jaką Ty podejmiesz?
Dlatego to wygląda tak, że on woli wódę od żony. To tak jakbyś mu zaproponowała - albo jedzenie, albo ...ja. czy najesz sie sama milością?
75 2015-12-03 19:26:45 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-12-03 19:27:47)
selest, przeczytaj swoje posty sprzed roku. To tylko mały fragment:
Jestem zona alkoholika od 3 lat. W domu przezywam pieklo zreszta jak kazda lub prawie kazda zona alkoholika. Sa wyzwiska, obelgi, rekoczyny. Za kazdym razem mu wybaczam bo wiem ze alkoholizm jest choroba i to wodka przez niego przemawia. (...)
Ostatnio moj maz jak byl w pijackim transie gdy nie chcialam mu dac pieniedzy na wodke sprzedal slubna obraczke ktorej nigdy nie zdejmowal z palca od dnia slubu. (...)
Proszę, dla swego dobra, nie okłamuj się. To nieprawda, że on TERAZ wybrał wódkę. On ją wybierał zawsze. To, co się zmieniło diametralnie, to Twoja postawa. To Ty (wreszcie!) podjęłaś decyzję, że masz dość takiego pijanego życia. Dawałaś mu szansę, on wielokrotnie je zmarnował. Teraz też.
daj mu siegnac samego dna . albo zrozumie i podejmnie leczenie albo zostanie na dnie sam . pozwol mu na to i badz nieugieta
Chyba podjęłam pierwsze kroki....jutro idę na rozmowę o pracę. Nie wiem czy ja dostanę ale muszę coś ze sobą zrobić. On dostał szału jak się dowiedział że szukam pracy. Myślał że całe życie będę uzależniona od jego pieniędzy. A raczej od ich braku.
Tak naprawdę to chyba do mnie jeszcze nie dociera wszystko to co robię. Nie chcę żeby odszedł bo cholernie boję się pustego mieszkania. Ale z drugiej strony jak długo to ma jeszcze trwać. Jak długo mam oszukiwać samą siebie ze on przestanie pić.
Nie rozumiem tylko jednego
Dlaczego on tak panicznie boi się tej terapii????Dlaczego nie chce tam iść????
Przecież nawet już mu zaproponowałam żeby chodził na terapię otwarta.
Chyba powoli zaczyna mi switać....
Wiem dlaczego....tak wiem. Wiem dlaczego on nie chce iść na terapię. Przypomniało mi się właśnie teraz.
On mi kiedyś mówił, że już był kiedyś na takiej terapii w ośrodku zamkniętym. I jak on tam był to jego BYŁA żona zdradziła go z jakimś tam swoim kolegą i to nie jeden raz tylko kilka. Powiedziała mu to jak już byli po rozwodzie.
On jest o mnie bardzoooooo zazdrosny i pewnie ma taki uraz z poprzedniego związku, że jak będzie w takim ośrodku to go będę zdradzać.
Tak, to o to chodzi.
GRATULUJĘ! GRATULUJĘ! GRATULUJĘ!
Najtrudniejsze będzie jutro jak on się rano wyprowadzi. A ja na godz.12 idę na rozmowę kwalifikacyjną. Będę strzepkiem nerw.
I później jak wrócę do domu i będzie brak jego rzeczy, jego kosmetyków w łazience, jego kapci, jego swetrów.....
Aż boję się kłaść spać bo naprawdę nie wiem co będzie jutro....
A może prześlij się i rano powie ze mu na mnie zależy i chce poddać się terapii.
W końcu całe życie mi powtarzał że BYŁBY IDIOTĄ GDYBY MNIE STRACIŁ.
Może będzie dobrze....ale nie. Widzę po nim że on jest tak negatywnie nastawiony że pewnie się rano wyprowadzi.
Oczywiście że można żyć z alkocholikiem ale nie rozumiem po co. Jest tylu mężczyzn kontrolujących picie że śmiało można wśród nich wybrać partnera.
Oczywiście że można żyć z alkocholikiem ale nie rozumiem po co. Jest tylu mężczyzn kontrolujących picie że śmiało można wśród nich wybrać partnera.
Ja tez kilka lat kontrolowalem picie alkoholu, dzis nie kontroluje
Bo nie pije ![]()
Troche mam mieszane u czucia co do opisu alkoholika, co to organizm chce a on nie moze sie powstrzymać, mimo ze nie chce
To w koncu chce czy nie chce??
Spróbuj sie powstrzymać od slodzenia herbaty cukrem, latwe to tez.nie jest ![]()
Alkoholizm jest chorobą, mimo wszystko!!
Polega na regulowaniu emocji substancją chemiczna, nie na sposobach picia, formie alkoholu, czy towarzystwie, czy statusie materialnym, bo nie ktorzy bardzo dobrze funkcjonują!!!!
Co do autorki posta nie chce Ci nadzieji zabierać, doradzam dystans
To po prostu mniej emocjonalnie boli pozniej Ciebie
Czy uważasz go za biednego, gdy argumentuje że stała mu sie przykrosc podczas terapii, zwlaszcza ze dowiedzal sie po rozwodzie
Straszne to jak można mydlić oczy drugiej osobie, albo chce nie pić i robi wszystko, bo ma po co
Albo szuka czego kolwiek zeby nic nie robic!!!
Bo tak to trzeba nazwać po imieniu, nic nie robienie
Wiem co mówię,
Sama nazwałbym to niecierpliwość, oczekiwanie zmian, mniemanie ze zmienisz to swoim dzialaniem
Swiadczy o wspoluzaleznieniu
Pisze to tylko i wylacznie zeby cie uświadomić, efekty sie osiaga po jakims czasie, nie od jednorazowego zabiegu w euforii
Wez to za dobra monete, pozdr
I znowu to samo. Czy jest tu choć jedną osobą która pomogła mężowi alkoholikowi? Czy wszyscy tylko doradzają z podręcznika.
I to że mój ojciec pił to nie ma nic wspólnego z moim mężem. Ani ja nie zaczęłam pić ani nie mam wypaczonej psychiki. Ludzie co wy w ogóle piszecie. Skąd Wy bierzecie te teksty bo chyba nie z życia.
Po pierwsze przestań pisać bzdury, a zacznij czytać, co mądrzy ludzie doradzają.
Ty sobie wybierasz na partnerów popaprańców właśnie dlatego, że miałaś takiego tatusia.
To jest NORMALNE i gdybyś zadała sobie trochę trudu i umówiła się do specjalisty, na pierwszej wizycie byś to usłyszała.
Byłam taka sama, jak Ty. Też miałam ojca alkoholika, też wybierałam kiepskich partnerów. A potem poszłam się leczyć i to wiele zmieniło.
Jak chcesz pomóc mężowi wyjść z nałogu, skoro sama jesteś zaburzona? NIE DASZ RADY, zobaczysz.
Najpierw Ty, potem mąż, ewentualnie leczcie się oboje równolegle.
Co się tyczy męża - nie wiem, skąd jesteście - ale niecały miesiąc temu miałam kontakt z ośrodkiem ds. uzależnień w Sosnowcu - polecam gorąco, można wybrać między oddziałem zamkniętym a otwartym. Otwarty to 4 tygodnie leczenia, od poniedziałku do piątku - codziennie 6 godzin, jak w szkole. Terapia indywidualna i grupowa, a co lepsze, możesz tam chodzić razem z mężem, jeśli będziesz chciała. Takich ośrodków jest MULTUM. Wystarczy, że mąż wyrazi chęć leczenia i wytrzeźwieje na tyle, by go przyjęli. Lekarz rodzinny daje skierowanie i jazda. Wystarczy chcieć.
Zajrzyj na mój wątek, możliwe, że coś do Ciebie trafi: http://www.netkobiety.pl/t41059.html
Tak naprawdę to chyba do mnie jeszcze nie dociera wszystko to co robię. Nie chcę żeby odszedł bo cholernie boję się pustego mieszkania. Ale z drugiej strony jak długo to ma jeszcze trwać. Jak długo mam oszukiwać samą siebie ze on przestanie pić.
Nie rozumiem tylko jednegoDlaczego on tak panicznie boi się tej terapii????Dlaczego nie chce tam iść????
Przecież nawet już mu zaproponowałam żeby chodził na terapię otwarta.
Chyba powoli zaczyna mi switać....
Wiem dlaczego....tak wiem. Wiem dlaczego on nie chce iść na terapię. Przypomniało mi się właśnie teraz.
On mi kiedyś mówił, że już był kiedyś na takiej terapii w ośrodku zamkniętym. I jak on tam był to jego BYŁA żona zdradziła go z jakimś tam swoim kolegą i to nie jeden raz tylko kilka. Powiedziała mu to jak już byli po rozwodzie.On jest o mnie bardzoooooo zazdrosny i pewnie ma taki uraz z poprzedniego związku, że jak będzie w takim ośrodku to go będę zdradzać.
Tak, to o to chodzi.
A dlaczego Ty sie tak panicznie boisz tej terapii? Dlaczego nie chcesz tam isc ? Dlaczego tak sie uczepilas mysli, ze bez Ciebie on zginie? On ma wieksze szanse na to ze zginie z Toba niz bez Ciebie. Jak na razie to fantastycznie wspierasz go w piciu i w podtrzymywaniu tej uludy w ktorej zyje.
84 2015-12-04 00:24:05 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2015-12-04 00:26:07)
AUTORKO - mega żal mi Ciebie, jak teraz- z perspektywy czasu żal mi siebie. Nakręcasz się w imie miłości- a wiesz co to miłość..? TY- kochasz..?? - czy bardziej obawiasz się o swoja przyszłość..?? bez niego ..?? i jego zł..?? Jak pisze to przypominają się moje ówczesne rozterki....PAMIĘTAJ- spokój i stabilizacja - są bezcenne- nawet ile by to kosztowało w jakiejkolwiek walucie
Sygnalizator napisał/a:Oczywiście że można żyć z alkocholikiem ale nie rozumiem po co. Jest tylu mężczyzn kontrolujących picie że śmiało można wśród nich wybrać partnera.
Ja tez kilka lat kontrolowalem picie alkoholu, dzis nie kontroluje
Bo nie pijeTroche mam mieszane u czucia co do opisu alkoholika, co to organizm chce a on nie moze sie powstrzymać, mimo ze nie chce
To w koncu chce czy nie chce??
Spróbuj sie powstrzymać od slodzenia herbaty cukrem, latwe to tez.nie jestAlkoholizm jest chorobą, mimo wszystko!!
Polega na regulowaniu emocji substancją chemiczna, nie na sposobach picia, formie alkoholu, czy towarzystwie, czy statusie materialnym, bo nie ktorzy bardzo dobrze funkcjonują!!!
Polega na regulowaniu emocji substancją chemiczną - tak jak każde uzależnienie. I w pewnym etapie człowiek jest już tak zatruty, że nie chce tego robić, nie daje mu to już przyjemności i ulgi, ale nie jest w stanie przestać. Pewnej pani w szpitalu lekarze zabronili pić kawy. A kobieta stwierdziła, że woli umrzeć niż żyć bez kawy
Mówiła to na poważnie i zachowywała się jak ćpun na odwyku.Szkodziło jej zdrowiu przecież, na pewno mogłaby żyć bez tej kawy, przecież to TYLKO kawa, a jednak nie umiała sobie tego wyobrazić. Każde uzależnienie jest chorobą.
nie poddawaj się walcz sama dla siebie potrzebujesz wielkiego wsparcia bo problem jest ogromny .My wszyscy trzymamy za ciebie kciuki ale jesteśmy daleko nie możemy cie przytulic .
87 2015-12-04 13:15:55 Ostatnio edytowany przez adiafora (2015-12-04 13:18:29)
oczywiscie, ze mozna, gdy sie jest masochista ![]()
Meza alkoholika co prawda nie mam, ale wiem na przykladzie matki, ze walka o takiego, to syzyfowa praca.
Sa tacy, co pija po trochu, ale codziennie - oni potrafia calkiem dobrze funkcjonowac cale lata i nie czynic wiekszych szkod rodzinie. Chodza do pracy, dobrze zarabiaja, dbaja o dom...Potrafia jakos kontrolowac swoj stan, nie pija wiecej, niz potrzebuja. Nie mowie, ze wszyscy, ale wiekszosc jakos sobie radzi.
Ten byl z tych znacznie gorszych moim zdaniem - potrafil co prawda nie pic i pol roku a raz zdarzylo mu sie nawet i 8 miesiecy. Ale jak juz zaczal, to nie mogl przestac i mial ciągi 3 tygodniowe a niekiedy dobijal i do miesiaca. A potem miesiac dochodzil do siebie. W takim stanie permanentnego upojenia robil awantury, dokladnie jak Twoj, zachowywal sie ponizej wszelkiej krytyki. Nie przejmowal sie niczym i nikim. Wtedy, wiadomo, tracil tez kolejne prace.
Matka bujala sie z nim ladnych kilka lat. Gdy trzezwial, przepraszal na kolanach i zaklinal sie na wszystkie swietosci, ze to juz ostatni raz.
Leczyc sie jednak nie chcial, bo uwazal, ze...nie jest alkoholikiem. Przeciez...nie pije codziennie a alkoholik musi codziennie. A jemu sie zdarza tylko od czasu do czasu... Ale, ze - jak juz mu sie zdarzy - to jest to niczym apokalipsa, jakos nie przyjmowal do wiadomosci. Bo nie pamietal. Uwazal, ze wszyscy wyolbrzymiaja problem... No taki biedny zuczek...
Milosc miloscia, ale instynkt samozachowawczy wzial gore i matka w koncu definitywnie kopnela go w zapijaczone cztere litery, mowiac, ze ma juz serdecznie i szczerze dosc takiego zycia, i ze nie bedzie isc z nim na dno, bo chce zyc i ma dwoje dzieci, ktorymi musi sie zajac.
Jak rzekla, tak uczynila.
On sie nie chcial zmienic. Moze nie mial sily. Moze zbyt slaba wole... To nieistotne z jakich powodow. Istotne bylo to, ze ciagle szedl na dno i ciagnal za soba innych.
Wiele lat po rozstaniu, uwolnil sie w koncu od alkoholu. Na zawsze i definitywnie. Zapil sie na smierc. Mozna rzec, ze umarl, tak, jak zyl - pijany.
Ty zrobisz, co zechcesz. To Twoje zycie. Chcesz probowac - probuj. Chcesz wierzyc - wierz. Masz sile - walcz.
Pamietaj tylko, ze na tej wojnie nie ma jencow. Przegrasz, to zginiesz.
Powodzenia.
88 2015-12-04 13:29:13 Ostatnio edytowany przez Uciekająca Amy (2015-12-04 13:47:38)
Ja jestem była żona alkoholika. Ukrywałam jego nałóg przed znajomymi,płakałam, prosiłam,wierzyłam.mimo ze nawet raz się wystraszył i nie pił pół roku to wyladowywal ten brak na mnie.czemu się wystraszył? Chciał ostatnie w domu pieniądze na picie.pobił mnie i miał nadzór.moim zdaniem alkoholizm jest nie do pokonania, to za duże ryzyko by nawet na nie pijacym chorym opierać swoje życie. Ale dla ciebie nie przyszedł jeszcze moment otrzezwienia.dla mnie nastał w 3mies ciąży.pan mąż stwierdził że pracował nie będzie. Poświęci się mi i dziecku. Ja tez nie pracowałam... A on wyleciał za wydzwanianie w nocy po pijaku do szefa. To mnie uleczylo z tej głupiej miłości. A on pije do dziś. I zmienia panie.na te które gotują piorą i go utrzymują póki nie zrozumieją ze tylko picie się liczy a on nie przestanie. Współczuję ci.serio.byles otrzezwiala szybko,życie leci.Ps.mój tato tez był alkoholikiem.pił od lat nastu później 12 letnia przerwa.wrócił do tego i to był jego ostatni rok.jako osoba siedząca w tym kiedyś nie polecam. Ratowania go.zmarnujesz własne życie a miłość i tak się skończy.
89 2015-12-04 14:01:11 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-12-04 14:04:55)
moim zdaniem alkoholizm jest nie do pokonania, to za duże ryzyko by nawet na nie pijacym chorym opierać swoje życie.
Witam Cię
każdy alkoholik ma swoje dno !!!
alkoholizm według jednego jest do pokonania, według drugiego nie
jest wiele rodzin, które normalnie egzystują, jednak o wiele większe grono tych których po prostu już nie ma, lub też ścierają się wciąż ze sobą
w życiu wszystko jest barierą nie do pokonania, jeśli nie ma realnych działań w tym kierunku
samo odstawienie alkoholu, jest krokiem, ale daleko jeszcze do świadomej abstynencji
powód : jak jest komuś w przysłowiową "dupę" wygodnie, to po co to zmieniać, przecież to wysiłek,
człowiek jako istota leniwa, dba tylko w większości o swoją własną wygodę !!!
jeśli się człowiek z uporem maniaka trzyma swojej "ciasnoty emocjonalnej", trzyma się na poziomie dziecka, które zatrzymało, lub też nie dostało szansy na rozwój itd itp
to jak może mieć podstawy do jakich kolwiek zmian
wiele osób które postawiły na nowe lepsze życie(alkoholik, współuzależniona), po pierwsze zaczęły coś robić w realnym kierunku zmian dotychczasowego podejścia do życia, coś ze sobą !!!!
tu i teraz, nie wczoraj i nie jutro, zdrowy rozsądek podstawą do działania, reszta to mżonka
nikt nie obiecuje naprawy małżeństwa, powrotu współmałżonka, robimy to dla siebie, reszta to życie, trzeba brać jakie jest, i się odnajdywać w nim
Znowu była obietnica że to już ostatni raz... Powiedziałam mu ze mu nie wierzę. Na rozmowę nie poszłam bo nie byłam w stanie. Jestem całą roztrzęsiona. Ale przylozylam rozmowę na poniedziałek. Wiem że nie powinnam ale wierzcie mi. Nic by z tej rozmowy dziś nie było. A tak przez te dwa dni dojdę do siebie. Cały czas z nim rozmawiałam że ma się leczyć. Stwierdziłam i nawet mu to powiedziałam że ja też pójdę na jakąś terapię bo też mi jest potrzebna. Niestety tak jak było wcześniej on nawet nie chce słyszeć o terapii. Stwierdził że JAK BĘDZIE CHCIAL TO SAM PRZESTANIE PIĆ i wiem że może tak być bo ostatnio nie pił 4 miesiące od maja do września.
Czyli można...... Najgorsze w tym wszystkim jest to że jestem z tym zupełnie sama. Nie mam nikogo z kim mogłabym o tym porozmawiać.
Mojej rodziny nie chce denerwować bo oni i tak mają swoje problemy a jego rodzina? Poprostu umywa ręce. Teściowa wiele razy mi mówiła że ona się bardzo cieszy ze mój mąż z nią nie mieszka bo ma przynajmniej święty spokój.
Gryzę się z myślami. Czytam te wpisy po 10 razy i zastanawiam się czy dobrze robię.
Przecież to ja zostanę sama a nie Wy.
Wy macie z kim porozmawiać a ja???
Siedzę sama w pustych ścianach. Z drugiej strony z nim też siedziałam sama. To co za różnica.
Sami widzicie że cały czas zastanawiam się nad tym co robię czy w ogóle dobrze robię.
91 2015-12-04 14:22:24 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-12-04 14:33:44)
Znowu była obietnica że to już ostatni raz... Powiedziałam mu ze mu nie wierzę. Na rozmowę nie poszłam bo nie byłam w stanie. Jestem całą roztrzęsiona. Ale przylozylam rozmowę na poniedziałek. Wiem że nie powinnam ale wierzcie mi. Nic by z tej rozmowy dziś nie było. A tak przez te dwa dni dojdę do siebie. Cały czas z nim rozmawiałam że ma się leczyć. Stwierdziłam i nawet mu to powiedziałam że ja też pójdę na jakąś terapię bo też mi jest potrzebna. Niestety tak jak było wcześniej on nawet nie chce słyszeć o terapii. Stwierdził że JAK BĘDZIE CHCIAL TO SAM PRZESTANIE PIĆ i wiem że może tak być bo ostatnio nie pił 4 miesiące od maja do września.
Czyli można...... Najgorsze w tym wszystkim jest to że jestem z tym zupełnie sama. Nie mam nikogo z kim mogłabym o tym porozmawiać.
Mojej rodziny nie chce denerwować bo oni i tak mają swoje problemy a jego rodzina? Poprostu umywa ręce. Teściowa wiele razy mi mówiła że ona się bardzo cieszy ze mój mąż z nią nie mieszka bo ma przynajmniej święty spokój.
Gryzę się z myślami. Czytam te wpisy po 10 razy i zastanawiam się czy dobrze robię.
Przecież to ja zostanę sama a nie Wy.
Wy macie z kim porozmawiać a ja???
Siedzę sama w pustych ścianach. Z drugiej strony z nim też siedziałam sama. To co za różnica.
Sami widzicie że cały czas zastanawiam się nad tym co robię czy w ogóle dobrze robię.
jesteśmy chyba dorośli tak??
podejmujemy decyzje, tak ??
odpowiadamy za nie tak ??
twoje wspołuzależnienie już powinnaś widzieć,
umówiłaś się na rozmowę, przez niego już coś nie tak jest?? przesuwasz, kombinujesz, dostosowujesz się
piszesz ze nie pił 4 miesiące, i dopisujesz "że można" - usprawiedliwiasz go, i po części siebie
trzeźwość(umysłu) polega w głębokim skrócie, na tym że jak mówisz A potem jest B
jak zostajesz ciągle na A, to jakiej pomocy oczekujesz ??
to są tylko wskazówki sugestie osób, które albo przeszły przez to , albo obserwowały to
na terapii zapewne nie dowiesz się o "żadnej wiedzy tajemnej nowej"
jak tylko jak się wziąść za siebie i życie,
kwestia tylko jakie życie Ci pasuje bardziej??
odpowiedzieć musisz sobie sama, reszta to jest konsekwencja,
i tu i tu będą problemy = życie
czy dobrze robisz czy nie możesz się dowiedzieć, jak wogóle zaczniesz co kolwiek robić !!! i efekty nie przyjdą w oka mgnieniu
nie mam zamiaru Cię obrażać jeśli tak to odbierzesz przykro mi
można całe życie "NIC" robić i orobionym po pachy się czuć
pozdr
92 2015-12-04 14:29:33 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-12-04 14:35:38)
To zdanie jest kluczowe:
(...) Stwierdził że JAK BĘDZIE CHCIAL TO SAM PRZESTANIE PIĆ (...)
Wszyscy namawiamy Cię, byś wreszcie w to uwierzyła. Ty jednak dalej się łudzisz, że nie jest to prawda.
To zdanie też wyjaśnia powody jego zachowania:
(...) Cały czas z nim rozmawiałam że ma się leczyć. (...)
Wbrew temu, co myślisz, nie odpuściłaś nic ze swego toksycznego zachowania; dalej zachowujesz się jak osoba odpowiedzialna za jego decyzje.
I kolejne zdanie:
(...) Najgorsze w tym wszystkim jest to że jestem z tym zupełnie sama. Nie mam nikogo z kim mogłabym o tym porozmawiać.
Mojej rodziny nie chce denerwować bo oni i tak mają swoje problemy (...)
Kolejne typowe zachowanie: ukryć fakt picia przed wszystkimi, pretekst do tego zawsze się znajdzie.
Czy dobrze robisz? Nie.
Niedobrze, że nie zostawiłaś męża w spokoju.
Niedobrze, że nie poszłaś na rozmowę o pracę.
Niedobrze, że nikomu o swej sytuacji nie mówisz i udajesz, że nic się nie dzieje.
Edycja:
Siedzisz przed komputerem. Wpisz w wyszukiwarkę hasło 'objawy współuzależnienia', przeczytaj informacje na ten temat (bardzo przejrzyste umieścił na swej stronie Ośrodek Leczenia uzależnień w Lublinie).
Może wyciągniesz jakieś wnioski?
93 2015-12-04 14:47:02 Ostatnio edytowany przez bohseonkelz32.1917 (2015-12-04 14:53:30)
Nie można żyć z alkoholikiem.
I trzeba zrozumieć, że nie jest się odpowiedzialnym za jego decyzje, nie mieć wyrzutów gdy go zostawiasz w dołku, samego. Jeśli jest inaczej, jesteś współuzależniona.
Nie można żyć z alkoholikiem, bo w każdej chwili słabości będzie szukał rozwiązania w kieliszku, a w życiu często jest ciężko i trzeba sobie jakoś radzić. Alkoholicy wolą stracić kontakt z rzeczywistością niż stawić czoła problemowi.
Jeśli do tego dochodzi agresja, Twoje pozory, że jest ok ( tak jakbyś mu dawała zielone światło, że on może )
To jest bez sensu. Do 16 roku życia byłam wychowywana przez alkoholików, którzy nawet nie próbowali trzeźwieć, których kochałam i patrzyłam jak niszczą życie sobie, wszystkim wkoło, MI...
Zostaw to w cholerę, im szybciej tym lepiej...
albo i terapia, nawet konieczna.. czy z mężem czy bez..
ale jeśli mąż nie chce, to pomyśl o sobie, a później ewentualnie z czystą świadomością walcz o niego, jeśli dalej będziesz wierzyć, że jest o co..
To już koniec. Koniec mojego małżeństwa. Chyba to jeszcze do mnie nie dotarło.
Tylko co zrobić z uczuciem? Bo ono wciąż jest. Przecież to nie książka. Że dziś jest a jutro jej nie ma. Jak mam przestać go kochać tak z dnia na dzień. Chociaż wiem że dobrze zrobiłam i co dalej.... Tylko siedzę i rycze.....
Ale kochaj go dalej, nawet do śmierci.
Czym innym jest jednak uczucie, czym innym decyzja o życiu razem/osobnym.
idź na terapię!
od chorych relacji jest najciężej się uwolnić.
i nie poradzisz sobie sama.
97 2015-12-04 15:22:31 Ostatnio edytowany przez marena7 (2015-12-04 15:24:03)
Grupy AA (Anonimowi Alkoholicy) zwykle raz w miesiącu mają mitingi otwarte, na które wstęp ma każdy. Jeśli pójdziesz na takie spotkanie to dowiesz się co alkoholikom pomogło w podjęciu decyzji o leczeniu i niepiciu. Zaręczam że nie głaskanie po głowie, ale dotkniecie dna, od którego mogli się odbić. To co może zrobić żona by pomóc swemu uzależnionemu mężowi, to nie stawanie na przeszkodzie w drodze na to dno, bo tylko w tym DNIE jest nadzieja.
Chronienie alkoholika przed konsekwencjami picia nie jest żadną pomocą, ale wspieraniem choroby, wręcz wkładaniem mu butelki do ręki.
To bardzo trudne dla żony wytrwać w TWARDEJ miłości, bo kłóci się ona z powszechnym postrzeganiem pomagania. Dlatego potrzebujesz wsparcia i wiedzy o uzależnieniu i współuzależnieniu. Terapia dla współuzależnionych, grupa Al-Anon to propozycja dla Ciebie. Oprócz fachowej pomocy znajdziesz tam również inne kobiety, z którymi Ci będzie "po drodze".
Życzę powodzenia.
Nikt z nas nie jest sam?widzę ze na nic Ci nasze odpowiedzi.ja odchodząc od alkoholika zostałam sama.z dzieckiem.a warunkiem pokoiku u babki było oddanie małej do domu dziecka.to nie jest bycie samemu ze swoją decyzja odejścia od alkoholika? Ty z nim będziesz a to miejsce to tylko zlew twoich roszczeń których nigdy od niego nie uzyskasz.nie masz dziecka u nogi,możesz wszystko a ty co robisz? Jesteś na dnie bo ktoś inny tam cie pociągnął.współczuję głupoty życiowej.
Nie można żyć z alkoholikiem.
I trzeba zrozumieć, że nie jest się odpowiedzialnym za jego decyzje, nie mieć wyrzutów gdy go zostawiasz w dołku, samego. Jeśli jest inaczej, jesteś współuzależniona.Nie można żyć z alkoholikiem, bo w każdej chwili słabości będzie szukał rozwiązania w kieliszku, a w życiu często jest ciężko i trzeba sobie jakoś radzić. Alkoholicy wolą stracić kontakt z rzeczywistością niż stawić czoła problemowi.
Jeśli do tego dochodzi agresja, Twoje pozory, że jest ok ( tak jakbyś mu dawała zielone światło, że on może )
To jest bez sensu. Do 16 roku życia byłam wychowywana przez alkoholików, którzy nawet nie próbowali trzeźwieć, których kochałam i patrzyłam jak niszczą życie sobie, wszystkim wkoło, MI...
Zostaw to w cholerę, im szybciej tym lepiej...
albo i terapia, nawet konieczna.. czy z mężem czy bez..
ale jeśli mąż nie chce, to pomyśl o sobie, a później ewentualnie z czystą świadomością walcz o niego, jeśli dalej będziesz wierzyć, że jest o co..
szanuję Twoje zdanie
ja bym napisał, nie mogłem żyć z alkoholiczką
wystawiasz wyrok i przyklejasz "etykietkę", na większą część ludzi na tej ziemi
a każdy jest czymś indywidualnym
patologia jest czymś co mieści się w jakichś ramach, tak??
mówimy tu o przypadku gdzie ktoś zdecydował się szukać pomocy, czyli chyba światełko się zapaliło
zdajesz sobie sprawę że jest wielu ludzi którzy są alkoholikami a się nie określają nimi
bo nie piją destrukcyjnie, nie wpadają w alkohol z byle schodów w życiu, a często im się zdarza nie kontrolować ilości wypitego alkoholu
odnoszę wrażenie że słowo alkoholik, to jak stoliczku nakryj się
świadomy jestem że na ten schemat rzesza ludzi zapracowała sumiennie
nie bronię alkoholików, po prostu bądźmy szczerzy
mogę śmiało pisać że większość osób z rozwalonych związków wpada, znów w to samo,
czyli co schemat kolejny, czyli dobrzy i źli ludzie, lepsi i gorsi??
ucieczka od alkoholika, (nie mówię tu o patologicznych sytuacjach)
jest tym samym dla mnie co ucieczka alkoholika w alkohol
jedno fajnie zdiagnozować bo jest widoczne na dłoni
drugie mocno schowane, poza tym kurtyna picia drugiej osoby (robi dobra zasłonę)
popatrz ile małżeństw się rozpada zaraz po ujawnieniu alkoholu
a ile się ciągnie latami??
ofiarność, wierność, poświecenie, to o czymś świadczy też, nie będę tego rozwijał
jedno się karmi drugim, jedno bez drugiego nie może egzystować, w tym układzie obydwie strony czerpią często korzyści
to jest moja wiedza oparta doświadczeniem własnym, i obserwacją
być może się mylę
pozdr
Grupy AA (Anonimowi Alkoholicy) zwykle raz w miesiącu mają mitingi otwarte, na które wstęp ma każdy. Jeśli pójdziesz na takie spotkanie to dowiesz się co alkoholikom pomogło w podjęciu decyzji o leczeniu i niepiciu. Zaręczam że nie głaskanie po głowie, ale dotkniecie dna, od którego mogli się odbić. To co może zrobić żona by pomóc swemu uzależnionemu mężowi, to nie stawanie na przeszkodzie w drodze na to dno, bo tylko w tym DNIE jest nadzieja.
Chronienie alkoholika przed konsekwencjami picia nie jest żadną pomocą, ale wspieraniem choroby, wręcz wkładaniem mu butelki do ręki.
To bardzo trudne dla żony wytrwać w TWARDEJ miłości, bo kłóci się ona z powszechnym postrzeganiem pomagania. Dlatego potrzebujesz wsparcia i wiedzy o uzależnieniu i współuzależnieniu. Terapia dla współuzależnionych, grupa Al-Anon to propozycja dla Ciebie. Oprócz fachowej pomocy znajdziesz tam również inne kobiety, z którymi Ci będzie "po drodze".
Życzę powodzenia.
to jest piękna propozycja, w większych miastach dostępna
co mają robić w większości niestety kobiety, z mniejszych miejscowości,
większość wybiera egzystencje w takim układzie, bo wstyd, bo większy problem gdzieś podjechać
dużo nie trzeba "chęci"
a problem jest wszędzie, po mniejszych miejscowościach, można sobie na necie ewentualnie poczytać
i wyciągnąć coś, co może być bardziej szkodliwe
Dla kogoś przypadającego się wam z boku, wasze życie może wydawać się dziwne. Kobieta pozwalająca mężowi na takie traktowanie, wierząca w jego obietnice, których i tak nie będzie w stanie dotrzymać. Pozwalająca odebrać sobie normalne życie, pracę, jakąś niezależność. Nie zauważyłaś jak wszystko kręci się wokół męża, jego picia? Jak ładnie odbywają się cykle picia, kryzysu gdy jego organizm lub Twoje nerwy są już u skraju, fazy miodowego miesiąca, gdy wystarcza Ci tylko jego trzeźwość-pal licho wtedy jego nerwy, zazdrość czy co tam jeszcze ma w swoich atrakcjach, i w końcu okresu wyczekiwania, gdy już wiesz że zapije. Czy to tak wielkie szczęście, gdy mąż siedzi na tzw dupościsku aż cztery miesiące? Naprawdę da się z nim wytrzymać?
Sam może co najwyżej jakiś czas nie pić. I nic więcej. Trzeźwość dla alkoholika to praca nad sobą, schematami swojego postępowania, charakterem, mechanizmami choroby. I przede wszystkim nauka jak samemu po ludzku żyć i dać żyć innym.
Jeśli uda Ci pójść samej na terapię dla współuzależnionych, zaufasz tam ludziom i słowom które będą Ci przekazywać, dostaniesz szansę na normalne życie dla siebie, na pozbycie się strachu przed jego piciem, przed jego wyborami i nawet przed życiem bez niego. Ucząc się jak z nim postępować, dajesz również szansę mężowi. Wiele więcej wartą niż bieganie wokół męża, staranie się za niego by by nie pił.
Może to zabrzmi okrutnie. Twój mąż ma dwie miłości, Ciebie i gorzałę. Taki bardzo uwierający trójkąt.
Selest mnie się wydaje, że ty za dużo wzięłaś sobie na głowę na raz. Rozmowa o pracę, wygonienie męża z domu, itd . Dlatego nie możesz sobie z tym poradzić. Ja bym robiła po kolei. Najpierw praca, żeby się waliło i paliło, niech pije, niech nie pije, idę szukać pracy i muszę ją znaleźć i na dzień dzisiejszy to mam na głowie. Następnie - leczenie twoje i męża i ewentualnie decyzja, czy chcesz z nim być, czy nie. Takie jest moje zdanie i ja bym tak zrobiła.
marena7 napisał/a:Grupy AA (Anonimowi Alkoholicy) zwykle raz w miesiącu mają mitingi otwarte, na które wstęp ma każdy. Jeśli pójdziesz na takie spotkanie to dowiesz się co alkoholikom pomogło w podjęciu decyzji o leczeniu i niepiciu. Zaręczam że nie głaskanie po głowie, ale dotkniecie dna, od którego mogli się odbić. To co może zrobić żona by pomóc swemu uzależnionemu mężowi, to nie stawanie na przeszkodzie w drodze na to dno, bo tylko w tym DNIE jest nadzieja.
Chronienie alkoholika przed konsekwencjami picia nie jest żadną pomocą, ale wspieraniem choroby, wręcz wkładaniem mu butelki do ręki.
To bardzo trudne dla żony wytrwać w TWARDEJ miłości, bo kłóci się ona z powszechnym postrzeganiem pomagania. Dlatego potrzebujesz wsparcia i wiedzy o uzależnieniu i współuzależnieniu. Terapia dla współuzależnionych, grupa Al-Anon to propozycja dla Ciebie. Oprócz fachowej pomocy znajdziesz tam również inne kobiety, z którymi Ci będzie "po drodze".
Życzę powodzenia.to jest piękna propozycja, w większych miastach dostępna
co mają robić w większości niestety kobiety, z mniejszych miejscowości,
większość wybiera egzystencje w takim układzie, bo wstyd, bo większy problem gdzieś podjechać
dużo nie trzeba "chęci"a problem jest wszędzie, po mniejszych miejscowościach, można sobie na necie ewentualnie poczytać
i wyciągnąć coś, co może być bardziej szkodliwe
Każda Gmina ma obowiazkowy program zwalczania i rozwiązywania problemów alkoholowych, jezeli nie zatrudniają terapeutów na miejscu w swojej gminie to muszą podpisać umowę z większym ośrodkiem, czasami dofinasowują dojazd do tych ośrodków, trzeba tylko udać się do Urzadu Gminy i popytać, to żaden wstyd, bo oni są od tego. Ponadto są fora o alkoholiźmie i współuzaleznieniu, tam pisza byli alkoholicy i osoby po terapiach, pomagaja z zaangażowaniem, polecaja literaturę odpowiednią i wspieraja tak jak i tu na tym forum.
tenniedobry2
źle mnie zrozumiałeś.
chodziło mi o to jak mąż- alkoholik wpływa na życie, na psychikę autorki.
to jest niezdrowe.
jej nie pomoże nic innego jak terapia, ewentualnie + kopnięcie męża w cztery litry, jeżeli ten dalej nie wykaże woli do walki z nałogiem.
chyba, że tak chce spędzić resztę życia.
zdarzają się ludzie, którzy z tego wychodzą, ale najpierw muszą chcieć, a potem muszą wiedzieć jak, a tu są w stanie pomóc tylko specjaliści, a zanim to się stanie muszą dotknąć dna, z małymi wyjątkami gdy mamy do czynienia z jakimś mocnym charakterem.
to jest przykre, ale jeśli ktoś kogo kochamy nie chce się sam uwolnić od nałogu, należy się uwolnić od tej osoby.
chodziło mi o to jak mąż- alkoholik wpływa na życie, na psychikę autorki.
Psychika Autorki została zniekształcona już w dzieciństwie przez ojca pijaka.
Zostawienie męża tutaj nic nie da - znajdzie sobie innego menela - to jest podświadome.
Jedynym ratunkiem dla niej, by otworzyła oczy jest JEJ LECZENIE. JEJ TERAPIA.
Ale wątpię, że się zdecyduje. Może za parę lat, jak jej mąż tak przyłoży, że wyląduje w szpitalu.
Moja mama do działania potrzebowała wstrząsu mózgu - dosłownie.
tenniedobry2 napisał/a:marena7 napisał/a:Grupy AA (Anonimowi Alkoholicy) zwykle raz w miesiącu mają mitingi otwarte, na które wstęp ma każdy. Jeśli pójdziesz na takie spotkanie to dowiesz się co alkoholikom pomogło w podjęciu decyzji o leczeniu i niepiciu. Zaręczam że nie głaskanie po głowie, ale dotkniecie dna, od którego mogli się odbić. To co może zrobić żona by pomóc swemu uzależnionemu mężowi, to nie stawanie na przeszkodzie w drodze na to dno, bo tylko w tym DNIE jest nadzieja.
Chronienie alkoholika przed konsekwencjami picia nie jest żadną pomocą, ale wspieraniem choroby, wręcz wkładaniem mu butelki do ręki.
To bardzo trudne dla żony wytrwać w TWARDEJ miłości, bo kłóci się ona z powszechnym postrzeganiem pomagania. Dlatego potrzebujesz wsparcia i wiedzy o uzależnieniu i współuzależnieniu. Terapia dla współuzależnionych, grupa Al-Anon to propozycja dla Ciebie. Oprócz fachowej pomocy znajdziesz tam również inne kobiety, z którymi Ci będzie "po drodze".
Życzę powodzenia.to jest piękna propozycja, w większych miastach dostępna
co mają robić w większości niestety kobiety, z mniejszych miejscowości,
większość wybiera egzystencje w takim układzie, bo wstyd, bo większy problem gdzieś podjechać
dużo nie trzeba "chęci"a problem jest wszędzie, po mniejszych miejscowościach, można sobie na necie ewentualnie poczytać
i wyciągnąć coś, co może być bardziej szkodliweKażda Gmina ma obowiazkowy program zwalczania i rozwiązywania problemów alkoholowych, jezeli nie zatrudniają terapeutów na miejscu w swojej gminie to muszą podpisać umowę z większym ośrodkiem, czasami dofinasowują dojazd do tych ośrodków, trzeba tylko udać się do Urzadu Gminy i popytać, to żaden wstyd, bo oni są od tego. Ponadto są fora o alkoholiźmie i współuzaleznieniu, tam pisza byli alkoholicy i osoby po terapiach, pomagaja z zaangażowaniem, polecaja literaturę odpowiednią i wspieraja tak jak i tu na tym forum.
Witam cie
Sluchaj zgadzam sie z Tobą
Fajnie mazda gmina ma plan, sa fundusze, jest internet jest literatura
Super
Tylko jakos chetnych do korzystania jest mało, trafiaja tam juz zdesperowane w wiekszosci osoby, a czesto tez swiadome profitow osoby
Wiekszosc ludzi siedzi po domach z wstydu!!!!
Bo pojscie do gminy w te akurat drzwi, bo pojscie do gminy do tego akurat budynku
Bo pojscie do gminy to kontakt z pracownikiem, czesto z terenu gminy
Realia sa realiami, plany planami
Ja się nie wstydzę nigdzie iść tylko zrozumcie. Takie spotkania grup są w określone dni tygodnia. I np.najbliższe spotkanie grupy Al-anon jest w środę. A co do środy....czarna rozpacz.....
I do cholery nie piszcie mi ( tak jak to napisał ktoś wyżej) że moje problemy z mężem mam dlatego że miałam ojca alkoholika. Moje rodzeństwo też miało tego SAMEGO ojca i żadne z nich nie wybrało patologicznej drugiej osoby. Wręcz przeciwnie. Są bardzo udanym małżeństwem.
I oni na takich spotkaniach mówią jak żyć z alkoholikiem. Jak dobie z nim radzić. Jak dobie radzić w chwili stresu. Wiem bo byłam na takim spotkaniu.
Po co ja mam tam iść jak już będę sama.zanim mam walczyć. Z pustym mieszkaniem.
Piszecie że wzięłam sobie za dużo na głowę bo i mąż i szukanie pracy. A co mam zrobić jak nie nam pieniędzy????
I zrobiłam tak jak mi radziliscie. Mąż poszedł w pi....u.
I co teraz.???
Siedzę jak ta ciota w pustym mieszkaniu i patrze na ściany.
Mąż to, mąż tamto, przez męża, dla męża. ... Pozwoliłaś przez lata uzależnić się od niego, teraz jeden konkretny ciąg i koniec świata. Oczekujesz cudu? Bo spotkanie dopiero w środę i będziesz siedzieć sama? Mieszkasz w Warszawie i potrzebujesz pogadać? Wejdź na oficjalną stronę AA, poszukaj meetingu AA lub Al-anon na dziś i idź tam jak tego potrzebujesz.
111 2015-12-04 17:54:23 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-12-04 17:57:06)
I zrobiłam tak jak mi radziliscie. Mąż poszedł w pi....u.
I co teraz.???
Siedzę jak ta ciota w pustym mieszkaniu i patrze na ściany.
Zastanów sie wlaśnie i co teraz, masz czas wolny, zapomnij o dziecku ktore wyszlo z domu obrażone
Nie masz zainteresowan jakichś, ciuchy sobie poprzegladaj
Zrob cos dla siebie
Broń boże po mężu nie sprzataj, niech lezy az zobaczy, ze to jego obowiązek cos posprzątać np
Podstawowe sprawy
Zajmij sie sobą, !!!!
I nie wiem skad schemat ze siedzenie w domu oznacza bycie ciota, czyz nie osluchalas sie tego od niego?? Jestes kobieta nie ciota, to tez sobie uswiadamiaj!!!
Czy to trudne jak dziecko do nianczenia chwilowo znikło??
I do cholery nie piszcie mi ( tak jak to napisał ktoś wyżej) że moje problemy z mężem mam dlatego że miałam ojca alkoholika. Moje rodzeństwo też miało tego SAMEGO ojca i żadne z nich nie wybrało patologicznej drugiej osoby. Wręcz przeciwnie. Są bardzo udanym małżeństwem.
Po pierwsze - choleruj sobie gdzie indziej.
Po drugie - nie podważaj słów specjalisty.
Po trzecie - Twoje rodzeństwo ma być może silniejszy charakter od Ciebie. Skąd wiesz, że mają idealne związki? Zapewniam Cię, że na 100% nie mają, bo takie związki NIE ISTNIEJĄ.
113 2015-12-04 18:31:24 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-12-04 18:34:09)
I dodam tak jeszcze, zastanawiasz sie dalej czy zmieniac swoje zycie??
Usiadz spokojnie, zrob sobie kawę
Wróć do 1 posta w tym temacie, czyli twojej wstepnej produkcji
Przeczytaj uważnie, wazne pomin ostatnie 5 zdań !!!
I teraz zastanow sie dlaczego czujesz sie jak to okreslilaś, jak " ciota"
Zwroc uwage na osoby uczucia i slowo alkohol, troche sie to ciagnie w tym twoim zyciu
Z mojej strony tyle,
Pozdr
Zgadzam się... Te wszystkie rzeczy można robić jak człowiek się nudzi. Co innego jak się ma jakiś problem.
Czy uważacie że rozstanie z mężem to bułka z masłem. Tak może i bułka z masłem jak ma się wszystko gdzieś tylko gdy w grę wchodzą jeszcze uczucia to już nie jest to takie łatwe.
Ktoś napisał KOCHAJ SOBIE GO DO KONCA ŻYCIA a co ja jestem jakiś pieprzo....y cyborg żeby się odkochac tak na zawołanie. Wczoraj kochałam a dziś nie.
Wiem że popełniam błędy ale postarajcie się mnie choć trochę zrozumieć.
On się wyprowadził z domu i wiem że z czasem będzie mi lepiej i będę się z tego śmiać ale dziś.... Dziś tak na świeżo jest mi poprostu przykro. I chyba nie jest to nic złego że jest mi przykro. Chyba jest to raczej normalne.
znajdz sobie jakies zajecie aby nie myslec
Śmiać się z tego nigdy nie będziesz.
Przykro może Ci być.
Jeśli jednak nie zaczniesz siebie leczyć - to za jakiś czas znowu zwiążesz się z innym chorym człowiekiem.
Będę Ci to pisała do znudzenia, aż to pojmiesz i przyjmiesz do wiadomości.
Jeśli jednak nie zaczniesz siebie leczyć - to za jakiś czas znowu zwiążesz się z innym chorym człowiekiem.
Będę Ci to pisała do znudzenia, aż to pojmiesz i przyjmiesz do wiadomości.
czy można komuś pomóc kto tej pomocy nie chce przyjąć,
można mówić nawet krzyczeć, ale ta druga strony musi słyszeć, chcieć usłyszeć,
a jak jest głucha, albo wręcz zagłusza, to co do niej się mówi
Są chwile, gdy lekko nie jest. Nie ma nic dziwnego i złego w ciężkim przeżywaniu choćby wyprowadzki męża. I dobrze, że wywalasz te emocje z siebie. Rób wszystko, by nie zwariować, zajmij umysł i ręce. Potrzebujesz pomocy, szukaj jej, idź między ludzi. Chcesz się wypłakać rycz w poduszkę ile wlezie. Ale nie załamuj się, rób swoje by wreszcie coś zmienić i wyjść z marazmu. Nie odpuszczaj sobie pracy-dobre miejsce na bycie między ludźmi, na początek niezależności od męża i jego kryzysów. Stań na poważnie do rozpracowania tego swojego współuzależnienia. Nie bój się mówić otwarcie o swym życiu. Jeszcze dobrzy ludzie Cię zadziwią, wysłuchają i niejeden w realnym życiu wesprze. I pisz ile wlezie. Najwyżej dostaniesz kontrę i przetrzymasz kolejną złą chwilę.
Cynicznahipo napisał/a:Jeśli jednak nie zaczniesz siebie leczyć - to za jakiś czas znowu zwiążesz się z innym chorym człowiekiem.
Będę Ci to pisała do znudzenia, aż to pojmiesz i przyjmiesz do wiadomości.czy można komuś pomóc kto tej pomocy nie chce przyjąć,
można mówić nawet krzyczeć, ale ta druga strony musi słyszeć, chcieć usłyszeć,
a jak jest głucha, albo wręcz zagłusza, to co do niej się mówi
Nie szkodzi.
Mam czas.
Autorka CHCE pomocy. Inaczej by tutaj nie napisała.
O nie nie....nie będzie żadnej innej osoby. Choć nienawidzę być sama nie będę się już wiązać z żadnym innym facetem.
Mam dość związków.
Kocham zwierzęta i to nimi się zajmę. Im poświęcenia swój wolny czas.Potrzebuję tylko trochę czasu żeby się z tym wszystkim uporać.
Jest dokładnie tak jak tego chcieliście.
Wykopalam tego alkoholika w du... I jazda stąd.
Czy dobrze zrobiłam? Nie wiem.? Okaże się za jakiś czas.
Na dzień dzisiejszy mam mieszane myśli.
Nie mogę nic powiedzieć
Wiem jedno. On pije 30 lat. Za nim go poznałam był kilka razy zaszywany i był w kilku ośrodkach na leczeniu.
Za mojej kadencji był 3 razy zaszyty i to też nic nie pomogło. Nadal pije.
I BĘDZIE PIŁ NADAL!!!!!!
Nieważne czy będzie że mną czy będzie miał kolejna babę. On się nie zmieni.
Nikt normalny, żadna normalna kobieta z nim nie będzie. No chyba że taka sama alkoholiczka jak on.
Miałam tylko nadzieję że z miłości do mnie postanowi się leczyć, że chociaż spróbuje.
Wiedziałam że nie przestanie pić tak z dnia na dzień. To jest niemożliwe.
Ale myślałam że chociaż spróbuje zacząć się leczyć.
To smutne. Jak wódka może zawładnąć człowiekiem.
Przecież miał dla kogo się leczyć. Miał mnie, dzieci, psy które tak bardzo kocha.
Kiedyś pewien człowiek na mitingu AA powiedział mi że dobrze "że taki człowiek ma osobę która go wspiera, która jest z nim w tym trudnym dla niego czasie" bo wtedy ma dla kogo to robić i wie że nie jest sam.
Niestety mój mąż nie chciał podjąć tego leczenia, nawet wtedy gdy obiecałam mu ze z nim będę.
Wiesz ja mojego meza tez kochałam bardzo . Miałam tez mieszane uczucie gdy odchodzilam od niego 15 lat temu .
Ale mialam dzieci ktore były dla mnie wszystkim . I to dla nich zrobilam , ze odeszłam .
I to był dobry czas bo one nie pamiejaja z tamtego czasu nic bo byly za małe .
I chociaz po tylu latach gdy go widze w sercu cos jest ,
Ale nie zamienilabym tego co mam nawet gdyby obiecał mi zlote gory .
Mam swoj swiat ktory sobie zbudowałam .
To prawda nieidzie zaufac zadnemu mezczyznie bo zawsze jest ale .....
Z czasem wszystko pomału poukłada ci sie i zobaczysz , ze spokoj jest bezcenny
Jest dokładnie tak jak tego chcieliście.
Wykopalam tego alkoholika w du... I jazda stąd.
.........
Na dzień dzisiejszy mam mieszane myśli.
Nie mogę nic powiedzieć
no to albo jesteś pewna czego chcesz, albo odpowiedzialność zwalasz na kogoś
rozumie że jesteś krótko mówiąc "rozpiep...ona"
większość rzeczy nowych zawsze dzieje się w bólu, wymaga energii, pochłania coś
to co zrobiłaś, to można nazwać zabraniem komfortu picia, swojemu mężowi
zrobiłaś to skutecznie, brawo!!! rozsądne działanie
tylko Twój mąż nie rozumie, tego, i jak dziecko potupał, i się "obraził" i zmienił plac zabaw
bo nikt się w jego grę nie chciał bawić
mam nadzieje ze to widzisz, nie masz prawa dopuszczać do siebie myśli, że coś prze Ciebie!!!!
nie potrafisz się skoncentrować na niczym, bo emocje szaleją, idż spać, wyśpij się, jutro jest nowy dzień
zacznij dzień na nowo, inaczej
ciesz się wolnością, i się nie zamartwiaj
Mądry człowiek ten z AA. Wsparcie dla alkoholika jest niezmiernie ważne. Ale gdy już świadomie się leczy, gdy dojrzał w jakim bagnie leży i gdy trzeźwieje dla siebie. Nie dla dzieci, żony, kochanki, teściowej czy psa. To nie działa jak myślisz, on uczucia zapił, jeśli uda mu się wytrzeźwieć i pójść na terapię, będzie się uczył uczuć na nowo. Na dziś gorzała te uczucia reguluje. Potrzebne mu poczucie opuszczenia, lęk przed zdradą to je sobie podsyca. Potrzebuje awantury by pójść w długą to ją wywołuje. Nie ważne co zrobisz, co powiesz, pretekst znajdzie się.
Piszesz, że zrobiłaś co forum chciało. Myślę, że nie jesteś przekonana do prawdziwości tych rad, nawet żałujesz swojej decyzji. Nie jesteś pierwsza i nie będziesz ostatnia z takimi odczuciami. Takich ludzi przed Tobą było miliony. Wygrali (o ile to dobre słowo) Ci, którzy postawili na siebie, na swoją wartość. Przecież jesteś warta spokoju, bezpieczeństwa, miłości, akceptacji, ciepła. Nie stanie się tak, dopóki sama w to nie uwierzysz i nie zaczniesz walczyć o siebie.
Selest jeśli ty to robisz, bo CHCIELIŚMY, to coś ci się pomyliło. Kieruj się swoim rozumem może, tutaj ludzie dzielą się tylko swoimi doświadczeniami i radami.
Powiem jeszcze tyle - alkoholik, szczególnie taki, który jedzie na ciągu - często zasikany, zarzygany, bełkocący pod nosem, śmierdzący, z obłędnymi oczkami, po prostu ścierka, chociaż człowiek, do tego pieklący się, wyzywający, nawet bijący. znam ten obrazek z życia. Jak można na dłuższą metę nie brzydzić się kimś takim? Jak długo można zmywać po nim rzygi i prać zasikane, albo i zas..e portki. I jak można jeszcze kochać? Kuźwa tego nie mogę zrozumieć. Chyba trzeba się mocno starać i oszukiwać samą siebie.
Selest, uczucia w Tobie buzują. Złość, wściekłość, rozczarowanie, smutek, żal. Świetnie, że ich wreszcie nie trzymasz, że pozwalasz im ujść. Przeczytawszy Twe słowa o tym, jak to wyrzuciłaś męża, bo my - użytkownicy forum - tego chcieliśmy, uśmiechnęłam się. Ktoś musi być winny Twego obecnego cierpienia, padło na nas. ![]()
A ja, gratuluję Tobie.
Gratuluję, że po latach bezowocnej walki z samą sobą, zdecydowałaś się pożegnać alkoholika i po jego łzawych obietnicach, po niezmiennych groźbach i szantażach, nie ugięłaś się i nie odwołujesz decyzji.
Gratuluję tego, że po latach zrezygnowałaś z oszukiwania się i zobaczyłaś rzeczywistość i męża takim, jakim jest i był od dawna.
Potężna praca za Tobą. Trzymaj się tej drogi. ![]()
Selest, uczucia w Tobie buzują. Złość, wściekłość, rozczarowanie, smutek, żal. Świetnie, że ich wreszcie nie trzymasz, że pozwalasz im ujść. Przeczytawszy Twe słowa o tym, jak to wyrzuciłaś męża, bo my - użytkownicy forum - tego chcieliśmy, uśmiechnęłam się. Ktoś musi być winny Twego obecnego cierpienia, padło na nas.
A ja, gratuluję Tobie.
![]()
Gratuluję, że po latach bezowocnej walki z samą sobą, zdecydowałaś się pożegnać alkoholika i po jego łzawych obietnicach, po niezmiennych groźbach i szantażach, nie ugięłaś się i nie odwołujesz decyzji.
Gratuluję tego, że po latach zrezygnowałaś z oszukiwania się i zobaczyłaś rzeczywistość i męża takim, jakim jest i był od dawna.Potężna praca za Tobą. Trzymaj się tej drogi.
:cool
To nie jest tak że ja waham na Was to że go wygonilam.Poprostu chyba dodaliście mi odwagi a raczej otworzyliscie mi oczy. I dzięki tym wpisom że ON SIE NIE zmieni stałam sie silniejsza.
Naprawdę nie wiem.
Wiem tylko że mam hustawkę nastrojów. Raz myślę że dobrze zrobiłam że wyrzuciłam go na zbity pysk, bo mam już dość poniżania mnie i chodzenia koło niego a za chwilę dobiega mnie złość, przygnębienie, wyrzuty sumienia. Ale to chyba normalne. To się stało DZIŚ więc mam chyba prawo mieć takie rozterki.
Jak będzie dalej nie wiem.
Czas leczy rany. Może uleczy i moją psychikę.
Być może za kilka miesięcy to ja będę to samo co Wy pisac innej zalamanej kobiecie. Będę jej udzielać rad i wskazówek z własnego doświadczenia.
Dziś niestety nie mogę powiedzieć, nie mogę stwierdzić że dobrze zrobiłam.
Jest mi z tym źle...i źle się czuję.
Staram sobie tłumaczyć że w końcu tak musiało być....że ten moment musiał kiedyś nastąpić.
Tyle razy mu mówiłam że kiedyś nie wytrzymam i ten WRZÓD w końcu pęknie.
On mi dziękował za moją cierpliwość, miłość, za to ze się nim opiekuję.
Ale to wszystko do czasu.
On tych swoich pierdo......ch butelkach widzi szklanego boga.
Macie rację. Muszę się zająć sobą. I przestać o nim myśleć. On już ma swój świat.
Sprzedał obraczkę. Wziął pewnie ze 300 zł to przez kolejne 4-5 dni będzie miał za co pić. Jest w swoim zywiole.
Tylko ciekawe co zrobi później? Właściwie to nie interesuje mnie to.
Może zostać nawet zigolakiem.
Będzie na swoją WÓDĘ zarabiał dupą.
Jesteś silna. ![]()
Gdzieś, nie pamiętam w której mądrej książce, przeczytałam, że tylko silne osoby pozwalają sobie na ujawnianie przed sobą tych wszystkich nieprzyjemnych uczuć.
Huśtawka nastrojów? Jasne! Przecież niemal przed chwilą zeszłaś z tej wieloletniej karuzeli. Zeszłaś! ![]()
Masz rację....zeszłam z tej karuzeli tylko jeszcze kręci mi się w głowie.
Z nadmiaru emocji, wrażeń, nie wiem czego.
Czy jestem silna...raczej nie. Jestem zodiakalnym Baranem i jestem raczej uparta.
Naprawdę to jeszcze do mnie nie dotarło że go nie ma. W domu są prawie wszystkie jego rzeczy to tak jakby on był.
Wolna będę dopiero jak już nie będzie po nim żadnego śladu. Jedynie wspomnienia w głowie.
Tylko ja mam jedną wielką wadę. Zawsze bardziej martwię się innymi niż sobą. Od dziecka tak miałam. Dlatego wiem że ciężko będzie mi o nim zapomnieć.
Poza tym chyba dobrze zrobiłam. Jak sobie przypomnę te chwile kiedy on byl pijany.... Tego się nie da nawet opisać...
Mam nadzieję, że o nim nie zapomnisz.
Byś zapomniała, musiałabyś ulec wypadkowi z potężnym urazem głowy, to dopiero skutkuje amnezją. Pamiętać będziesz, mam nadzieję i to, dlaczego związałaś się z alkoholikiem, i to, dlaczego tak długo z nim byłaś. Mam też nadzieję, że uświadomisz sobie powody, dla których 'od zawsze' prawa innych osób były dla Ciebie większe od Twoich.
Dobrze zrobiłaś.
Masz prawo do godnego życia. Masz prawo do dbania o siebie i zaspokajania swoich potrzeb. Masz prawo żyć tak, jak chcesz.