Dobrze, powoli kończąc już ten wątek odpowiem koleżance JuliaKaa.
Nikt nigdy nie ośmielił się nazwać mnie fałszywcem, tak jak próbujesz to robić. Jako kierownik dużego działu, jak mogę nie być zdecydowani i nie być pewny siebie?
Czy jest w ogóle taki człowiek, który nie miałby obaw przed pierwszym zbliżeniem? Jedni przeżywają to w wieku 15,20 a jeszcze inni w wieku 25 lat. Ja mam 29 i ta emocjonalna sfera jest u mnie słabo wykształcona. Ale czy musi być to dyskwalifikaja?
Tak, w tamtym momencie nie byłem tym samym zawodnikiem, którym jestem na co dzień. Po prostu obawiałem się, że mnie "odetnie" i nic z tego nie wyjdzie. Ta myśl mnie zżerała.
Jaki sens ma udawanie kogoś innego? Bez sensu naprawdę.
Postanowiłem i zrobiłem, tak jak uważałem za stosowne,a przede wszystkim uczciwe... Teraz wiem, że zrobiłem źle, albo w złym momencie.
A może jak wspomina kolega:
Kolega Król1986 miał więc następujące możliwości:
1. Nic Pannie nie mówić, mówiąc kolokwialnie przelecieć ją, w jakikolwiek sposób - byłbyś gość (wedle porad kobiet)
2. Chodzić za Panną, skamleć, wyjaśniać, tłumaczyć (czytaj poznawać) - dobroduszny frajer - może łaskawie mu dam ale raczej nie
3. Być uczciwym, normalnym facetem - "byłeś frajerem / cipą i przez to nie pociągałeś mnie jako mężczyzna"
Należało wybrać opcję 1...