To już prawie rok odkąd wiem. Przez ten czas wiele się wydarzyło ale jednocześnie emocjonalnie chyba nadal stoję w miejscu. Coraz mniej mi na wszystkim zależy.Żyję z dnia na dzień bez dalszych planów bo przekonałam się że życie potrafi zaskoczyć i to najczęściej negatywnie. Jedyny plus tej całej sytuacji to przynajmniej już wiem że jestem silniejsza niż myślałam.
Podobne tematy
Niusia mąż dalej zakochany? A jak teściowa? Jak to wszystko sobie poukładałaś? Skąd ten cały zastój u ciebie? Co cie blokuje? Czego się boisz?
Cześć Nusia82 ![]()
Tak myślałam, gdzie się podziewałaś i co u Ciebie... Ale najwyraźniej wszystko stoi w miejscu...
Ja też zapytam wprost: co stoi na przeszkodzie zmianom? I jak widzisz przerwanie tej stagnacji?
Witaj Nusia
Czy dzieci poszły do przedszkola, a Ty do pracy?
Nusia tu jest wiele osób, które przeszły przez to co Ty przechodzisz. Nie musisz wyważać otwartych drzwi.
Pisz tutaj, wiele osób dostało tu wsparcie i cenne rady.
Witam i od razu przepraszam że dopiero teraz odpisuję ale czasem ciężko jest o wolną chwilę.Zaglądam tu czasami po to by znaleźć siłę i motywację do działania i nawet nie wiecie ile mi to daje.Czuję się jak ślepiec który nagle odzyskał wzrok i trudno mu z tym że świat nie wygląda tak jak sobie wyobrażał.To przejrzenie na oczy było bolesne ale bardzo mi potrzebne.Dostałam kopa w tyłek od życia i albo mogłam leżeć albo wstać i iść dalej.Wiele się zmieniło w moim podejściu do życia i do innych ludzi.Nie jestem już tak naiwna i nauczyłam się wreszcie myśleć o sobie.Co do tego że emocjonalnie stoję w miejscu to dotyczy to relacji z moim mężem.Nie potrafię go znienawidzić ani pokochać od nowa.Nadal jest mi bliski ale już nie tak jak kiedyś.Wiem że popełniłam błąd bo za bardzo mu matkowałam zamiast być równoprawną partnerką i starałam się za nas dwoje więc nie miał jak się wykazać.Oczywiście to nie tłumaczy go z tego że mnie oszukiwał ale wiedząc co źle robiłam przynajmniej wiem jakich błędów nie popełniać w przyszłości i nie dla niego tylko dla samej siebie.On też sam musi dojść do tego co robił źle dla samego siebie.Musi wreszcie dojrzeć do samodzielnego podejmowania decyzji bo najwyższy czas skończyć z chorą relacją matka-syn zamiast żona-mąż.
Co do rzeczy przyziemnych to myślę że wyleczył się już z tej miłości chociaż nie dam głowy za to czy nie został w nim jakiś sentyment do niej.Z pracą niestety jest problem ale żeby nie stać w miejscu to zaczęłam naukę w systemie zaocznym czyli w weekendy wychodzę z domu.Więcej dbam o siebie i swoje przyjemności.Mężowi chyba trudno się w tym odnaleźć bo przyzwyczaił się że zawsze jestem do dyspozycji.Co do teściowej to bez zmian ale jakoś łatwiej mi to wszystko ogarnąć kiedy nie skupiam się na załamywaniu się sytuacją a tą energię przenoszę w czyn.Na rodzinę męża nie mamy co liczyć,szczególnie po tekście jego siostry :"Nie po to zrzekałam się majątku żeby się teraz matką zajmować."Przykra sytuacja bo już nie chodzi nawet o tą pomoc ale o podejście do własnej matki.A cała awantura była o to że teściowa zadzwoniła do córki (mieszkającej 2 kilometry od nas) z pytaniem czy nie przyjechała by raz dziennie kiedy mój mąż jest w pracy żeby pomóc mi zaprowadzić ją do łazienki bo jedna osoba nie da rady.Nie wiem czy jest taka możliwość by sądownie podzielić opiekę pomiędzy dziećmi bo po dobroci jak widać z takimi ludźmi nic nie można uzyskać.
136 2016-09-14 10:26:57 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2016-09-14 11:53:23)
Cześć Nusia
To bardzo dobrze, że stopniowo otwierasz oczy, rozglądaj się dookoła i obserwuj co się dzieje.
Każdy popełnia błędy, bo jesteśmy ludźmi, wychowujemy się w określonych rodzinach i przejmujemy wzorce, nikt nie rodzi się z receptą na udane życie.
Dlatego nie idź w kierunku obwiniania się.
To Twój mąż popełnił najpoważniejszy błąd zdradził Cię, Ciebie która dbałaś o dom, dzieci i jego matkę kosztem siebie.
Żeby zrozumiał co zrobił musi ponieść konsekwencje. Zacznij od zmian, już zaczęłaś - szkoła do świetny pomysł, ale też kolejno praca, przedszkola, żłobki, podział opieki nad matką. Poza tym odpowiedni udział męża w obowiązkach domowych, przy dzieciach i przy matce, żeby mu się znowu w dupie nie poprzewracało.
Nusia pisz tutaj częściej, my myślimy o Tobie ciepło i wspieramy duchowo.
Warto zobaczyć swoją sytuację oczami innych.
Pozdrawiam ![]()
Dostałam kopa w tyłek od życia i albo mogłam leżeć albo wstać i iść dalej.
Nusia82, to jest piękne, co napisałaś. Bardzo budujące - Ty dokonałaś bardzo dobrego wyboru życiowego . ![]()
Widzę postępy u Ciebie. Nie będę się odnosić punkt po punkcie, ale wykonałaś już ogromną pracę, taką, jaką mogłaś wykonać - nad sobą. Gratuluję!
Mąż musi sobie pewne rzeczy uświadomić sam. Myślę, że to będzie możliwe dopiero wtedy, jak on dostanie takiego porządnego kopa w 4 litery. Bo jeszcze go nie dostał.
Zrobisz, co będziesz uważała, bo to Twoje małżeństwo, nie nasze, my Cię tylko będziemy wspierać w Twoich decyzjach. Poczujesz, które będą dobre poprzez własne dobre samopoczucie .
Nusia82, jesteś dobrym człowiekiem. Życzę Ci wszystkiego najlepszego! ![]()
Mamy taki wesoły, pozytywny wątek "Moje cudowne życie". Założył je pewien sympatyczny rozwodnik, ale towarzystwo mamy mieszane - nie wszyscy po rozwodach.
Jeśli znajdziesz czas, zajrzyj do nas. Jesteś zawsze mile widziana, pamiętaj. ![]()
Niusia zrobiłaś pierwszy, milowy krok do niezależności. Gratuluję, tak trzymaj. Z pozytywnym nastawieniem do życia na pewno praca ciebie sama znajdzie. Jeśli pytasz o obowiązki dorosłych dzieci wobec własnych rodziców, to zapewne są na odpowiednie paragrafy - dzieci mają nawet obowiązek alimentacyjny wobec rodziców w przypadku bardzo trudnej sytuacji życiowej, natomiast w tych sprawach warto udać się do radcy prawnego.
Twój mąż ... ma chyba teraz duży problem z tobą ;-)
Jeśli zdecydowałaś zostać z nim pomimo, to pozwól mu zrozumieć ciebie, daj mu czas "dojrzeć"...
Masz również prawo zmienić zdanie, i to też będzie ok.
Żyj w zgodzie ze sobą, dbaj o siebie, o swoją godność i szacunek do siebie.
To ty Niusia samą siebie masz przede wszystkim kochać. *
139 2016-09-15 13:43:47 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2016-09-15 13:45:33)
(...) I wtedy mi się przyznał,że się w niej zakochał.Było to trzy lata temu jak zaczęli dojeżdżać wspólnym autobusem do pracy.Podobno trwało to około pół roku.Mąż twierdzi,że przytłoczyły go nasze problemy a ona wydawała się taka fajna,beztroska i miła,że poczuł do niej coś więcej. Zarzeka się,że do niczego między nimi nie doszło poza smsami ale przyznał,że pisał,że ją kocha,że mu się podoba itp.Ona podobno do niczego go nie zachęcała (...) to gdyby wtedy dała mu szansę to pewnie by od nas odszedł.
Współczuję Ci, przede wszystkim szczerości męża... Rzeczywiście chcesz tkwić w takim małżeństwie?
Jak dawno mnie tu nie było. Czasem wracam do tego wątku, bo to taki pamiętnik z fragmentu mojego życia. Wiele mnie ta sytuacja nauczyła o sobie samej. Ten sms to nie był przypadek tylko ostatnia chwila, żeby coś zmienić zanim będzie za późno. Dziękuję wszystkim, którzy mnie tu wspierali.
Nusia napisz proszę jak to u Ciebie teraz wygląda...po latach? Twój wątek jest mi bardzo bliski.
Nadal jesteśmy razem i chociaż przeszliśmy długą i trudną drogę to myślę, że było warto. Dla mnie podstawą do zaufania jest całkowita szczerość i mąż też to zrozumiał. Ta sytuacja bardzo mnie zmieniła i inaczej patrzę na życie. Bywają też gorsze momenty, bo wiadomo, że w każdym małżeństwie się zdażają, ale staramy się razem rozwiązać problemy. Kocham męża i czuję się kochana. Widocznie tak jest, że co nas nie zabije, to nas wzmocni.
Bardzo fajnie jest przeczytać to co napisałaś, że pomimo tej piekielnie trudnej ścieżki Wam się udało. Uważam podobnie, 100% szczerości i może się udać.
Jestem na forum często, chociaż mało piszę. Trudno mi czytać o tych wszystkich zdradach. Postanowiłam jednak się odezwać aby dać nadzieję, że po zdradzie życie się nie kończy. Kocham i jestem kochana.Patrzę teraz na mojego śpiącego obok męża i wiem że było warto przejść tą trudną drogę. Pozdrawiam i dziękuję wszystkim, którzy mi w tym pomogli
Takiego palanta kopnęłabym w dupę bez możliwości poprawy. Co za brak kręgosłupa moralnego. Ohyda.
To jest bardzo smutna historia, mimo chyba szczęśliwego finału. Bardzo, bardzo nawet w wielu szczegółach i motywacjach podobna do mojej, tyle tylko, że u mnie tamta mojemu dała szansę więc odszedł i do dziś są razem (rok). Wiem, że decyzję o odejściu uzależniał od tego co ona powie i zastanawiam się często co by było gdyby ona powiedziała mu "nie" tak jak było u ciebie - jak by teraz wyglądał nasz związek... czy potrafiłabym tak jak ty dać szansę? Nie wiem. To jest jednak ogromny zawód. Bardzo cię podziwiam za twoją decyzję i życzę ci z całego serca aby to wszystko było naprawdę i żeby nigdy więcej mąż cię nie skrzywdził.
To ja się wypowiem od drugiej strony dla wszystkich, którzy mogą znaleźć ten wątek, bo mają podobny problem. Poznałam w pracy faceta. Kolega jak każdy inny. Sporo ze sobą gadaliśmy, ale nie byłam nim zainteresowana. Często wracaliśmy tym samym autobusem. Pewnego dnia był autem i zaproponował, że mnie podwiezie. Dla mnie spoko, bo czemu nie? Miałam wrażenie, że mnie podrywa. Inna koleżanka mi powiedziała, że on ma taki sposób bycia po prostu i żeby olać. To olałam. Rozwinęło się tak, ze jak wyjechałam na urlop, to napisał do mnie, ze za mną tęskni i ogólnie pytał co u mnie. Dziś bym nie odpisała, a wtedy poczułam się odpowiedzialna za to i mu odpisałam, że ja o nim nie myślę w ten sposób i że jesteśmy tylko znajomymi. Po powrocie z urlopu z nim gadałam i powiedział mi, ze ma beznadziejną żonę, która go tłamsi i źle traktuje. Mówił, że nie ma miłości w tym związku. I właśnie powiedział o mnie to samo co autorce o tamtej dziewczynie, czyli że z żoną ma problemy, a ja jestem "fajna, radosna, miła". Ogólnie głupia uwierzyłam, ze on taki biedny i tak źle traktowany. Nawet go pocieszałam. Szczęśliwie nie dałam się wrobić w romans, bo mimo że facet przystojny i ogolnie sympatyczny, to ja się za żonatych nie biorę.
A teraz niespodzianka... Jakiś czas później żona przyszła po niego do pracy z dzieckiem, bo gdzieś razem jechali. I co on na to? Biegł buziaczka jej dać przez pół biura, gruchotali jak gołąbeczki. Taka to zła żona. Żona nieświadoma nawet, że próbował ją zdradzić. Ja jej nie powiedziałam, bo się bałam. On był na wysokim stanowisku, ogólnie cwany lis z charakteru i bałam się, że tak wszystko odwróci, ze ja wyjdę na tę złą. W każdym razie facet dalej próbował szczęścia z innymi. Jaki z tego morał? Ano taki, że jak ktoś chce zdradzić i ma do tego chęci, to i powód znajdzie. Najpierw się trzeba rozstać a potem szukać szczęścia. I tak samo dla kobiet "zakochanych" w CZARUJĄCYCH ŻONATYCH - dajcie se spokój, bo to że on wam mówi, że jest taki nieszczęśliwy i się rozstaje z żoną, to nie znaczy, ze tak będzie.
powiedział mi, ze ma beznadziejną żonę, która go tłamsi i źle traktuje. Mówił, że nie ma miłości w tym związku.
To tak zwana metoda "na płacz" - jak opowiada znajomy z pracy. Tak podrywa i co druga nabiera się.
Moja koleżanka odpowiedziała jednemu takiemu: "To idźcie do psychologa dla par."
Dla mnie to wielka zagadka dlaczego kobiety lecą na takich. Na żonatych? Nie twoje - nie ruszaj.
Góra z górą się nie zejdzie a człowiek z człowiekiem zawsze.
Minęło ponad 5 lat i mimo że często bywam w miejscowości gdzie mieszka "koleżanka" to nigdy osobiście jej nie spotkałam. Aż do dziś. Wychodzimy z mężem z marketu i idziemy z zakupami do samochodu. Patrzę a tu ona idzie z facetem i dzieckiem. Mijamy się. Mąż zachowuje się jakby jej nie znał, ona mówi coś do dziecka nie zwracając na nas najmniejszej uwagi. Jak dwoje całkiem obcych sobie ludzi. Wiem, że mąż ją zauważył, ale nie dał tego po sobie poznać. Chyba tylko mnie ta sytuacja poruszyła, chociaż pewnie dlatego że byłam zaskoczona jej widokiem.
150 2023-05-21 07:30:43 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2023-05-21 09:58:53)
Nie ten temat..
Najważniejsze pytanie: związek jest wypalony faktycznie czy nie jest?
Jeśli jest to autorko, pewnie macie koło 50, nie chciałabyś rozpocząć nowego życia?.
Mnie spotkało coś podobnego, z tym że moje małżeństwo wypalone nie było, więc było mnóstwo emocji i dzieci były wtedy jeszcze nie do końca dorosłe.
Ale jeśli Was naprawdę łączą tylko formalności i możecie rozstać się bez burzy, to może warto właśnie teraz, A nie za 5 lat?Trudno oczekiwać by mąż przyszedł do Ciebie i powiedzial: Droga żoną, teraz postanowiłem że będę szukał nowej kobiety. Takie rzeczy tylko w ...w nigdzie, nawet w filmach tak nie ma.
Porozmawiaj z nim na spokojnie i nie oskarżają jego i koleżanki z pracy, że w to wypalenie weszła..
Bo to tak jakby zająć pustą ławkę w parku, gdy bardzo Jesteś mu zmęczeni..
Rozumiem że jesteś w szoku, bo czujesz że coś ważnego w życiu się zmieniło, ale ono po 50 też istnieje, dla Ciebie również.
A może po tej rozmowie okaże się że mąż jednak coś do Ciebie czuje?
Co Ty na tą myśl? Ucieszylabys się, co byś poczuła? Chciałabyś ratować to małżeństwo na złość tamtej kobiecie, czy dla siebie?
To temat z 2015 r.
152 2023-05-21 09:58:12 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2023-05-21 09:59:57)
Wiem Noble
Odpisałam tu pomylkowo miało być do Sanna temat świeży. Ten sam tytul chyba