netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

umarłam

290 odpowiedzi26 628 wyświetleńzałożony przez umieram, 27.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 291 z 291 ]

261

Odp: umarłam

Ty przelewasz złość na żonę a ona na Ciebie. Nie wydaje się to Tobie tragiczne? A gdzie on? W samym środku huraganu. A tam najbezpieczniej co? Spójrz na to z boku. Fakt, nie Ty ślubowałaś mu miłość i resztę... On to obiecywał żonie. Dlaczego ona go z tego nie rozlicza? No tak, bo może chroni go tak jak Ty. Zauważ, że obie o niego walczycie. Między sobą. Pytanie tylko czy warto...

Jest dorosły. Jeśli powiedział "a", powinien był powiedzieć "b". Powiedział "yyyy", coś w rodzaju zająknięcia. Chodzi mi o ciążę małżonki.

Jesteś na etapie jego idealizowania. Założę się, że gdyby przestał mówić Tobie jak mu źle albo nie słuchał Twoich zwierzeń, pojawiłyby się wątpliwości. W Twojej głowie...

Przestańcie sie obie o niego zabijać a zobaczysz wtedy jaka jest prawda o nim samym.

Mam nadzieję, że nie nabierasz z ta ciążą. Daj znać po wizycie u lekarza. Bo to chyba dziś.

262

Odp: umarłam

to nie ciąża to citabax. dlatego pojawiała się druga kreska. Ku*waaa tyle nerwów. boże az mi cały telefon lata. ja Sponi o niego nie walcze, nie prosze, nie dzwonie nie narzucam się. Dałam mu swobode i wony wybór i czas. A to o czym tu pisze to moje wewnetrzne rozterki.
Jezu ja na tym fotelu, a mój lekarz ze nic nie ma ja że może nie widać. A ja przecież biorę te leki. wynik z krwi będzie jutro. ale betahcg jest podniesione przez leki. nie wiem czy się ciesze czy smuce.

263

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

to nie ciąża to citabax. dlatego pojawiała się druga kreska. Ku*waaa tyle nerwów. boże az mi cały telefon lata. ja Sponi o niego nie walcze, nie prosze, nie dzwonie nie narzucam się. Dałam mu swobode i wony wybór i czas. A to o czym tu pisze to moje wewnetrzne rozterki.
Jezu ja na tym fotelu, a mój lekarz ze nic nie ma ja że może nie widać. A ja przecież biorę te leki. wynik z krwi będzie jutro. ale betahcg jest podniesione przez leki. nie wiem czy się ciesze czy smuce.

Wiem, że urozmaicasz fakty. Kiedy byłaś u lekarza? Nie mów wszystkiego ale nie kłam. Nie cierpię tego. Nie znoszę. Wręcz dostaję wścieku. Bo właśnie sama (bez podpowiedzi i sugestii innych) przechyliłam się na drugą szalę. Sama decyduję o własnych myślach już. Mogę wziąć pod uwagę zdanie innych o innych, ale muszę to zawsze przeanalizować.

Wizyta u ginekologa 40 minut. Ty piszesz niby na telefonie.

264

Odp: umarłam

Pisze na telefonie. Czasem na tablecie:) . A wizyta trwala 30 min. W sprawie mojej domniemanej ciazy faktow nie urozmaicilam ale wpadlam w panike. A teraz juz nie wiem czy to lepiej czy gorzej.

265

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

Pisze na telefonie. Czasem na tablecie:) . A wizyta trwala 30 min. W sprawie mojej domniemanej ciazy faktow nie urozmaicilam ale wpadlam w panike. A teraz juz nie wiem czy to lepiej czy gorzej.

Śmiem twierdzić, że to dobrze, że to nie ciąża.

A te leki? Citabax to nie na uspokojenie? Na depresję? Nie sprawdzałam jeszcze w necie, ale zdaję się, że ja brałam citabax w ubiegłym roku.

Zobacz do czego doprowadziła Ciebie cała ta sytuacja. Bo z mężem żyłaś w zgodzie. Więc...

266

Odp: umarłam

Chwila wroce do biura i Ci napisze cos o tej zgodzie smile i tak citabax to antydepresant. Ale ja biore go juz dluzej niz trwa ta afera. Wczesniej byl inny ale dzialanie takie samo. Daj mi chwile i jestem.

267

Odp: umarłam

no wiec ze spokojem i moim mężem... mój mąż nie był nigdy agresywny, krzykliwy, chamowaty, nie miał żadnych cech złego męża. Nie wykazywał jednak nigdy minimum zainteresowania ani mną ani córką, był współlokatorem. Nie chciał ze mną sypiać - przez ostatnich 6 lat zdarzyło się to jedynie 4 razy. Nie kłócił się nigdy ze mną, ale też nie chciał rozmawiać ani poświęcać mi czasu. On miał swoje życie a ja swoje. Wiało chłodem i lodem. Oboje mieliśmy takie nastawienie. Choć ja na początku po urodzeniu córki starałam się to jakoś poukładać, mam duży temperament, jestem choleryczką i dramatopisarzem życiowym i taka stagnacja mnie przerażała. Później żyłam po prostu tak i nie wiem, nie szukałam zmian. jakieś 4 lata temu zaczęłam rozmawiać o rozwodzie, ale wtedy okazało się że mój lokator o stoickim podejściu do wszystkiego nie był do końca szczery i udupił mnie i córkę oraz siebie finansowo (wolałabym nie rozpisywać się tu na ten temat). Moje małżeństwo nie było złe, ono po prostu nie istniało więc złe być nie mogło.

268

Odp: umarłam

Czy Twoi rodzice mieli wpływ na Twój wybór partnera na męża? Pytam, bo Ty myślisz o ucieczce. Czy wtedy nie uciekałaś?

Swoją drogą... Kocham moją Mamę, ale najprzyjemniejszym momentem jest ta chwila, kiedy wraca do siebie smile Niby mnie nie poucza, ale... Kręci nosem. I te teksty: zrobisz jak zechcesz. Wiem smile Ja mam to po Niej Obrazek dodany przez użytkowniczkę

269

Odp: umarłam

czy mieli wpływ... nie mieli - przynajmniej nie w taki sposób w jaki zazwyczaj się to rozumie. Wyszłam za mąż żeby właśnie uciec, a wróciłam tam skąd bardzo chciałam się wydostać. Ot paradoks.

270

Odp: umarłam

Witaj umieram, wszyscy Cie tutaj linczują, nazywaja trollem, oprócz sponi,  ja również wierze , ze Twoja historia jest prawdziwa, i naprawde wiem przez co przechodzisz, dlatego trzymam za Ciebie i Twoje powodzenie , odzywaj sie , życze wytrwałości !!

271

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

Wyszłam za mąż żeby właśnie uciec, a wróciłam tam skąd bardzo chciałam się wydostać. Ot paradoks.

No to mamy jakiś punkt zaczepienia. Jeśli to Ciebie pocieszy, też uciekłam z domu. Tam nie było ciekawie.

Od mojego domu, dzieciństwa zaczęłam, gdy przeszłam jak burza przez próg i się z impetem wypierdzieliłam.

Miłe słowa powyżej. Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że takich osób czytających jest więcej.

272 Ostatnio edytowany przez Tasiemka72 (2015-09-09 21:36:10)

Odp: umarłam

To co napiszę nic nie wnosi do dyskusji oczywiście, ale tylko chciałam dać znać, że czytających jest faktycznie więcej i że ja również jako młoda dziewczyna podobnie jak Ty i Sponi uciekłam z domu rodzinnego, a później do niego na chwilę wróciłam smile.
Ale to było dawno smile
Również życzę powodzenia i poukładania siebie samej. Pozdrawiam.

273

Odp: umarłam
Tasiemka72 napisał/a:

ja również jako młoda dziewczyna podobnie jak Ty i Sponi uciekłam z domu rodzinnego, a później do niego na chwilę wróciłam smile.

Nie wierzę, że to mówię smile Cieszę się.

274

Odp: umarłam

Mało tego Sponi smile
Podobnie jak Ty poważnie się "wypierdzieliłam" i to nie raz, chyba...
smile
Ale to było dawno... a teraz to już jestem stara baba smile i chyba wreszcie poukładałam samą siebie smile
Taką przynajmniej mam nadzieję smile

275

Odp: umarłam

Trochę wspólnego z życia Umieram miało moje życie. Jestem już daleko, ale jeszcze nie jestem na wzgórzu.

Nie wystarczy powiedzieć komuś co powinien zrobić. Trudno jest kogoś przekonać by myślał co zrobić by się podnieść i pójść dalej. Przed siebie.

276

Odp: umarłam
Sponi napisał/a:

Nie wystarczy powiedzieć komuś co powinien zrobić. Trudno jest kogoś przekonać by myślał co zrobić by się podnieść i pójść dalej. Przed siebie.

Napewno nie wystarczy powiedzieć. Napewno to, żeby zrozumieć, żeby siebie samego przekonać wymaga duuużo czasu, bardzo dużo czasu...

Natomiast to, że człowiek ma wrażenie, ze ze swoimi problemami (o których nie jest w stanie, nie może powiedzieć najbliższym) nie jest sam, bo niespodziewanie ktoś zupełnie obcy, ktoś z forum, z drugiej strony kabelka chce pomóc, daje uwagę i czas (piszę o Tobie Sponi) jest niesamowite...

Ja, kiedy walczyłam ze swoimi problemami (dawno temu smile, czyli ze 20 lat, wiem, że w kółko to powtarzam smile) nie miałam nawet przypuszczeń, że ktoś chciałby się pochylić, wesprzeć.

277 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-09-09 22:53:51)

Odp: umarłam

Na Kafejce dla Dziewczat po czterdziestce jest Milionek. Na tę chwilę trwa przy nas w milczeniu. Czasami podnosiła na duchu wstawiając przypowieści salezjanina. Dziś zrobię to za nią. Może pocieszę Umieram....

"Bajka o uczuciach
Dawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, uczucia oraz ludzkie cechy - takie jak: dobry humor, smutek, mądrość, duma; a wszystkich razem łączyła miłość.

Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę. Tylko miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili. Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu - miłość poprosiła o pomoc.

Pierwsze podpłynęło bogactwo na swoim luksusowym jachcie. Miłość zapytała:
- Bogactwo, czy możesz mnie uratować?
- Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności. Nie ma tam już miejsca dla ciebie. - Odpowiedziało Bogactwo.

Druga podpłynęła Duma swoim ogromnym czteromasztowcem.
- Dumo, zabierz mnie ze sobą! - poprosiła Miłość.
- Niestety nie mogę cię wziąć! Na moim statku wszystko jest uporządkowane,
a ty mogłabyś mi to popsuć... - odpowiedziała Duma i z dumą podniosła piękne żagle.

Na zbutwiałej łódce podpłynął Smutek.
- Smutku, zabierz mnie ze sobą! - poprosiła Miłość,
- Och, Miłość, ja jestem tak strasznie smutny, że chcę pozostać sam. - Odrzekł Smutek i smutnie powiosłował w dal.

Dobry humor przepłynął obok Miłości nie zauważając jej, bo był tak rozbawiony, że nie usłyszał nawet wołania o pomoc.
Wydawało się, że Miłość zginie na zawsze w głębiach oceanu... Nagle Miłość usłyszała:
- Chodź! Zabiorę cię ze sobą! - powiedział nieznajomy starzec.

Miłość była tak szczęśliwa i wdzięczna za uratowanie życia, że zapomniała zapytać kim jest jej wybawca. Miłość bardzo chciała się dowiedzieć kim jest ten tajemniczy starzec. Zwróciła się o poradę do Wiedzy.
- Powiedz mi proszę, kto mnie uratował ?
- To był Czas. - Odpowiedziała Wiedza.
- Czas? - zdziwiła się Miłość - Dlaczego Czas mi pomógł?
- Tylko Czas rozumie, jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jest Miłość - Odrzekła Wiedza."

Bruno Ferrero

278

Odp: umarłam

dziewczyny... Dziękuję wam.
Sponi a więc czas...hmm... mam nadzieję że czas to uratuje. Że nie będzie leczył ran ale że da mi to poukładać, chociażby powoli. Nie wiem na ile jest w tym naiwności, a na ile prawdy, ale wierzę że coś takiego nie zdarza się dwa razy. To nie jest tak, że znałam mało ludzi, że zakochiwałam się kilkanaście razy. On jest pierwszym facetem którego pokochałam. Jedynym któremu powiedziałam że go kocham. I może go usprawiedliwiam, ale ja też w życiu milion razy popełniałam błędy - tak samo tragiczne w skutkach. I po prostu wierzę w to że będzie dążył do tego żeby to wszystko naprawić, jeżeli nie niech odejdzie i będzie szczęśliwy - ja nie umrę wbrew temu co myślałam smile - ale jeżeli będzie się starał to wiem, że stworzymy coś pięknego. Tylko nie teraz, nie już, nie nagle, ale za rok, może później. Nie wiem też na ile ja zdołam uporać się z bólem i żalem który we mnie zostawił. Bo ja mu wybaczyłam, tak, ale nie zapomnę tego nigdy. Moje życie przed nim nie było kolorowe, dostawałam czasem tak po dupie że cieżko było się podnieść i iść dalej, ale nigdy nic nie bolało tak jak to. Zawiedzione nadzieje - to chyba najbardziej boli.

279

Odp: umarłam
Tasiemka72 napisał/a:
Sponi napisał/a:

Nie wystarczy powiedzieć komuś co powinien zrobić. Trudno jest kogoś przekonać by myślał co zrobić by się podnieść i pójść dalej. Przed siebie.

Napewno nie wystarczy powiedzieć. Napewno to, żeby zrozumieć, żeby siebie samego przekonać wymaga duuużo czasu, bardzo dużo czasu...

Natomiast to, że człowiek ma wrażenie, ze ze swoimi problemami (o których nie jest w stanie, nie może powiedzieć najbliższym) nie jest sam, bo niespodziewanie ktoś zupełnie obcy, ktoś z forum, z drugiej strony kabelka chce pomóc, daje uwagę i czas (piszę o Tobie Sponi) jest niesamowite...

Ja, kiedy walczyłam ze swoimi problemami (dawno temu smile, czyli ze 20 lat, wiem, że w kółko to powtarzam smile) nie miałam nawet przypuszczeń, że ktoś chciałby się pochylić, wesprzeć.


to jest prawda, że takie wsparcie, czas który ktoś poświęca, inne spojrzenie na problem to ogromnie wiele. Sponi jesteś wielka :*

280

Odp: umarłam
miriamraj napisał/a:

Witaj umieram, wszyscy Cie tutaj linczują, nazywaja trollem, oprócz sponi,  ja również wierze , ze Twoja historia jest prawdziwa, i naprawde wiem przez co przechodzisz, dlatego trzymam za Ciebie i Twoje powodzenie , odzywaj sie , życze wytrwałości !!

Witam i dziękuję bardzo.

281 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-09-10 09:01:31)

Odp: umarłam

Umieram
Nie jestem wielka. Jestem samotna. W środku smutna. Z ogromnym bagażem doświadczeń. I wcale tak do końca sobie z nimi nie radzę. Wiem, że zabrzmi to paskudnie, ale traktuję forum w większym stopniu jak swoista terapię. Analizę własnej siebie a raczej myśli, które gdzieś kotłują się we mnie. Bo tak naprawdę chcę samą siebie  poznać. Od podstaw. Bo gdzieś po drodze bardzo dawno temu się pogubiłam. Czasem myślę sobie, że odebrano mi część siebie. I do tego właśnie dążę. Odnaleźć siebie. Tamtą. Sama tego nie ogarnę.

A w tym pogubieniu też miałam udział. Przyznać się do tego było dla mnie nie lada wyzwaniem. I nadal twierdzę, że znamy się na tyle, na ile zostaliśmy sprawdzeni.

Co do Twojej ucieczki w świetle tego co napisałam powyżej, uważam, że sama ucieczka jest początkiem lodowej góry. Chcę by się stopiła. I nikomu nie stawała na drodze. Mnie również. Wodę z niej użyję do podlania polany, na której zamierzam posadzić moje roślinki. Czyli każdą cząstkę mnie.

282

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

z tego co adwokat nam tłumaczył chodziło o to że zostało napisane w pozwie że on porzucił córkę i mówił żeby do rozprawy został tam w domu przez ten czas kiedy kurator będzie rozmawiał z ich córką.  A co do szantażu to jest i jest ciągłe wmawianie małej że tata jej nie kocha, że tata ma inną panią że ja jestem pani (wcześniej jego córka mówiła do mnie na "ty") i straszenie że tata jej nie chce. Tam jest chora atmosfera od tygodnia córka śpi z nim bo nie chce spać sama. bez sensu jest pisanie o tym wszystkim. jest bagno.

Niestety, Umieram, ale to nie jest żaden szantaż, tylko prawda. Tata rzeczywiście MA nową Panią... Tata rzeczywiście JEJ NIE CHCE (w takim wymiarze jak powinien - rodziny itd.)...

Przykre to, ale prawdziwe. Kochanki nie potrafią w to uwierzyć, bo przecież ich facet tyleee im naopowiadał... jak to mu było źle w związku... jak to się tam męczył....

Kochanki myślą wtedy, że tylko one dadzą mu szczęście i są tymi "jedynymi".

Twój przypadek Umieram jest ekstremalny - Twój facet Ci to wszystko mówił (Ty uwierzyłaś), a on tymczasem (przez przypadek!! hehehe) zrobił dziecko swojej niedobrej żonie.
Która teraz tak "źle się zachowuje" i "szantażuje" dziecko....

Ach, jakże różny punkt widzenia... ze strony żony.... i ze strony kochanki... Nie mówiąc już o bidulku mężusiu, który się tak biedak miota...

283

Odp: umarłam
Zorija napisał/a:
umieram napisał/a:

z tego co adwokat nam tłumaczył chodziło o to że zostało napisane w pozwie że on porzucił córkę i mówił żeby do rozprawy został tam w domu przez ten czas kiedy kurator będzie rozmawiał z ich córką.  A co do szantażu to jest i jest ciągłe wmawianie małej że tata jej nie kocha, że tata ma inną panią że ja jestem pani (wcześniej jego córka mówiła do mnie na "ty") i straszenie że tata jej nie chce. Tam jest chora atmosfera od tygodnia córka śpi z nim bo nie chce spać sama. bez sensu jest pisanie o tym wszystkim. jest bagno.

Niestety, Umieram, ale to nie jest żaden szantaż, tylko prawda. Tata rzeczywiście MA nową Panią... Tata rzeczywiście JEJ NIE CHCE (w takim wymiarze jak powinien - rodziny itd.)...

Przykre to, ale prawdziwe. Kochanki nie potrafią w to uwierzyć, bo przecież ich facet tyleee im naopowiadał... jak to mu było źle w związku... jak to się tam męczył....

Kochanki myślą wtedy, że tylko one dadzą mu szczęście i są tymi "jedynymi".

Twój przypadek Umieram jest ekstremalny - Twój facet Ci to wszystko mówił (Ty uwierzyłaś), a on tymczasem (przez przypadek!! hehehe) zrobił dziecko swojej niedobrej żonie.
Która teraz tak "źle się zachowuje" i "szantażuje" dziecko....

Ach, jakże różny punkt widzenia... ze strony żony.... i ze strony kochanki... Nie mówiąc już o bidulku mężusiu, który się tak biedak miota...

Zorija wybacz ale to są "bzdury". Rozwód bierze się ze współmałżonkiem nie dzieckiem. Nie można mówić dziecku że rodzic go nie chce, nie kocha, woli kogoś innego - bo to z rozstaniem nie ma nic wspólnego i jest jedynie chorą zagrywką na emocjach dziecka, co zazwyczaj w przyszłości odbija się na tym kto gre takową zaczął.

Ponadto nigdy nie nasłuchałam się jaka jego żona jest zła, nie mówił o niej źle. A teraz przekazuje ewentualnie fakty lub mówi o swoich odczuciach i nie wypowiada się w sposób pejoratywny o jej osobie. To słowa jego córki przerażają jak powtarza co mówiła jej mama. Ja jak najbardziej mogę negatywnie wypowiedzieć się o takim zachowaniu, bo ono nie sprzyja ani poprawie relacji, ani rozstaniu lub pojednaniu -to jest jedynie i wyłącznie robienie krzywdy dziecku i głupota.
Przelewanie własnych flustracji na dziecko to dopiero mega oznaka niedojrzałości. Można popełniać w życiu błedy, błądzić, ale po co mieszać dzieci w sprawy dorosłych.

284 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-09-10 20:53:11)

Odp: umarłam
umieram napisał/a:
Zorija napisał/a:
umieram napisał/a:

z tego co adwokat nam tłumaczył chodziło o to że zostało napisane w pozwie że on porzucił córkę i mówił żeby do rozprawy został tam w domu przez ten czas kiedy kurator będzie rozmawiał z ich córką.  A co do szantażu to jest i jest ciągłe wmawianie małej że tata jej nie kocha, że tata ma inną panią że ja jestem pani (wcześniej jego córka mówiła do mnie na "ty") i straszenie że tata jej nie chce. Tam jest chora atmosfera od tygodnia córka śpi z nim bo nie chce spać sama. bez sensu jest pisanie o tym wszystkim. jest bagno.

Niestety, Umieram, ale to nie jest żaden szantaż, tylko prawda. Tata rzeczywiście MA nową Panią... Tata rzeczywiście JEJ NIE CHCE (w takim wymiarze jak powinien - rodziny itd.)...

Przykre to, ale prawdziwe. Kochanki nie potrafią w to uwierzyć, bo przecież ich facet tyleee im naopowiadał... jak to mu było źle w związku... jak to się tam męczył....

Kochanki myślą wtedy, że tylko one dadzą mu szczęście i są tymi "jedynymi".

Twój przypadek Umieram jest ekstremalny - Twój facet Ci to wszystko mówił (Ty uwierzyłaś), a on tymczasem (przez przypadek!! hehehe) zrobił dziecko swojej niedobrej żonie.
Która teraz tak "źle się zachowuje" i "szantażuje" dziecko....

Ach, jakże różny punkt widzenia... ze strony żony.... i ze strony kochanki... Nie mówiąc już o bidulku mężusiu, który się tak biedak miota...

Zorija wybacz ale to są "bzdury". Rozwód bierze się ze współmałżonkiem nie dzieckiem. Nie można mówić dziecku że rodzic go nie chce, nie kocha, woli kogoś innego - bo to z rozstaniem nie ma nic wspólnego i jest jedynie chorą zagrywką na emocjach dziecka, co zazwyczaj w przyszłości odbija się na tym kto gre takową zaczął.

Ponadto nigdy nie nasłuchałam się jaka jego żona jest zła, nie mówił o niej źle. A teraz przekazuje ewentualnie fakty lub mówi o swoich odczuciach i nie wypowiada się w sposób pejoratywny o jej osobie. To słowa jego córki przerażają jak powtarza co mówiła jej mama. Ja jak najbardziej mogę negatywnie wypowiedzieć się o takim zachowaniu, bo ono nie sprzyja ani poprawie relacji, ani rozstaniu lub pojednaniu -to jest jedynie i wyłącznie robienie krzywdy dziecku i głupota.
Przelewanie własnych flustracji na dziecko to dopiero mega oznaka niedojrzałości. Można popełniać w życiu błedy, błądzić, ale po co mieszać dzieci w sprawy dorosłych.

Ja nie napisałam, co trzeba dziecku mówić... czy czego nie należy mu mówić...

Napisałam, jaka jest rzeczywistość - a ona jest właśnie DOKŁADNIE taka - ojciec idzie do kochanki: porzuca dzieci/dziecko, obca "Pani" ma tu swój udział czy chcesz czy nie... a miłość?? Miłość to nie słowa, tylko czyny... a one świadczą same za siebie. Sorry. Wiem, że najłatwiej powiedzieć, że trzeba "być rozsądnym" - i to tej osobie, która dostała po łbie... Szkoda, że tatuś był mniej rozsądny.

Twój wykład dla mnie na temat zachowania w stosunku do dzieci jest zbyteczny, bo ja to wiem, a Ty chcesz tylko udowodnić, jak to poprawnie do tego podchodzisz.

edit. Poza tym, mnie np. psychoterapeuta kazał mówić dzieciom prawdę. Bo wcześniej czy później i tak się dowiedzą - to po pierwsze.

A po drugie - dzieci często lepiej znoszą informację, że w życiu "kochającego je nad życie" tatusia pojawiła się nowa "Pani", niż suchy fakt, że tatuś odszedł. W tym pierwszym przypadku - dzieci nie czują się winne, w drugim szukają przyczyny w sobie. Tak to niestety działa. Dlatego mnie psycholog zalecał opowiedzieć o wszystkim szczerze. Lepsza informacja (dla dziecka), że tatuś ześwirował, niż domysły "co takiego zrobiłem, że ojciec sobie poszedł w pizdu".

I nie mów tutaj o zwykłym rozstaniu, bo to zupełnie coś innego. Tu mówimy o zdradzie. Niestety, różnice są własnie m.in. w emocjach.

A jazda u Ciebie jest niezła - najpierw facet zdradza swoją żonę z Tobą, a potem Ciebie z żoną... łał...

285

Odp: umarłam

Cześć Zorka smile
Niby takie proste,a jak widać,nie każdy to potrafi zrozumieć .
Albo rozumie tak jak chce,a nie tak jak jest faktycznie.Kolejny relatywizm.

286 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-09-10 21:16:30)

Odp: umarłam

Używając dzieci w sporach pomiędzy dorosłymi jak najbardziej okazujemy naszą nieumiejetność ich rozstrzygania. Kierujemy uwagę nie tam gdzie trzeba. A powinniśmy zajrzeć w głąb siebie. Bo tam kryje się odpowiedź na pytanie "dlaczego"... W nim i w niej.  To niesamowicie trudne, ale możliwe. Umniejsza wtedy nasz ból. Naszą rozpacz.

Byłam bardzo młodą kobietą, gdy dotarło do mnie, że nie liczę się jako równorzędny partner. Co wtedy czułam? Myślę, że strach. Nosiłam w łonie dziecko. I czułam przede wszystkim odtrącenie. Solidaryzowałam się z tym maleństwem i uważałam, że przecież to nic takiego. Bo on nie zostawi mnie na pastwę losu. Bo... Jest w drodze dziecko. Swój bunt wobec zaistnialych faktów okazywałam poczuciem właśnie tej pewności. Podtrzymywałam siebie na duchu myśląc: jak on to powie rodzinie. Zjedzą go. To miało być jego pierworodne dziecko.

Nie pamiętam czy go już wtedy nienawidziłam. Na pewno było mi mnie samej siebie żal. Wpakować się w sytuację, która nie wróżyła nic dobrego, ale trwałam przy myśli, że jakoś to będzie.

Mając swiadomość bezsensu dokonałam kolejnego wyboru. Uczepiłam się go. Ze strachu tak naprawdę, że sobie nie poradzę.

Wstyd mi. Chyba wtedy pierwszy raz okazałam się tchórzem.

287

Odp: umarłam

Witajcie,
Nie było mnie tu ogrom czasu jednak uważam, że „należy” wam się zakończenie w odpowiedzi na wsparcie jakie tu dostałam, oraz za gorzkie słowa skłaniające do refleksji.
Większość męczących mnie kwestii wyjaśniła się. Jestem spokojna i szczęśliwa (to czego nie jestem w stanie pojąć musiałam zaakceptować).
Ze sporą dozą zdziwienia oraz zawstydzenia przeczytałam swoje słowa w tym wątku, które są teraz ode mnie bardzo daleko....

Powoli sprawy układały się i klarowały ja odzyskiwałam dawną siebie a on odzyskiwał mnie.
Jesteśmy razem, dałam szansę i każdego dnia widzę staranie się o nas. Stworzyliśmy swój świat od nowa smile I jest dobrze, bardzo dobrze smile
Zachowanie  eks mojego mężczyzny nie uległo zmianie, jednak fakty przed jakimi została postawiona wymusiły na niej złagodnienie. Cyrk jakiego dopuściła się przed wymiarem sprawiedliwości nie mogąc dopiąć swego doprowadził do jej spacyfikowania.
Dzieci mają się dobrze, te nasze i te nieznanego pochodzenia.

Dziękuję wam wszystkim razem i każdemu z osobna.

Pozdrawiam,
P.S. Nie umieram już smile i fakt odstawiłam tu niezła tragedię wink

288

Odp: umarłam

umieram czyje jest w końcu to dziecko? Zrobiliście badania? Mieszkacie razem?

289

Odp: umarłam
Aniaa34 napisał/a:

umieram czyje jest w końcu to dziecko? Zrobiliście badania? Mieszkacie razem?


Aniu jesteśmy razem,  mieszkamy razem. Zrobiliśmy badania i nie mogę napisać Ci czyje jest dziecko bo nie wiem, wiem jednak, że mój mężczyzna nie jest jego ojcem.

290

Odp: umarłam

Lubie kiedy ludzie po czasie piszą jakie zakończenie miały ich opisywane tu historie.

291

Odp: umarłam

Autorko nie-umierająca powodzenia! smile

Posty [ 261 do 291 z 291 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026