troll
same nieprawdopodobne zbiegi okoliczności
ciaza zony kochanka
jej ciaza choć nie może już mieć dzieci
świetnie się bawisz?
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » umarłam
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
troll
same nieprawdopodobne zbiegi okoliczności
ciaza zony kochanka
jej ciaza choć nie może już mieć dzieci
świetnie się bawisz?
Podobne tematy
No Mariolciu, wołałam właśnie świstaka w tym celu ![]()
Ażeby i on dołączył do świetnej zabawy rolowania naiwniaków - może być i w sreberka ![]()
Dobrze, że się stąd wylogowałam na początku
Dla mnie najdziwniejsze w całej tej historii jest to - że żona jest już w 5 miesiącu ciąży a Autorka nadal przeżywa takie tragiczne stany niepewności i nie wie co robić dalej... ale jednocześnie sypia ze swoim niepewnym kochankiem (którego nie wie, czy jeszcze chce) i też zachodzi z nim w ciążę...
Autorko - praktyczna rada - niech Twój kochanek kupuje od razu wózek dla bliźniaków. Taniej i baaaardzo praktycznie
Dwójeczkę wsadzi i pójdzie z nimi na spacer. A potem odwiezie każdego bobaska do jego mamusi ![]()
Nie dowiedziałam się 5 msc temu że ona jest w ciąży bo to ukrywała. i ja też nie jestem w ciązy dwudniowej. wszystko jest bardziej skomplikowane. najprościej powiedzieć że ktoś jest bezmyślny, a tu nie da się nic logicznie wyjaśnić. nie wiem jak zamknąć ten temat, możecie mi w tej kwestii pomóc?
nie wiem jak zamknąć ten temat, możecie mi w tej kwestii pomóc?
Nie zamkniesz tematu.
Nie wiem dlaczego, ale nie poslucham innych Dziewczat. Obiecałam odezwać się wczoraj, ale nie miałam ani siły ani czasu. Postaram się dziś trochę Ciebie przemaglować.
znamy się 4 lata, od roku wiemy że chcemy być razem, od paru miesięcy nie mamy nic.
Jego żona nosi dziecko od pięciu miesięcy. Od kiedy wiesz o jej ciąży? Kiedy u Ciebie nasiliły się wątpliwości? Kiedy zdecydowali się na rozwód? Przed poinformowaniem go, że ona spodziewa się dziecka? Czy po?
On Ciebie okłamał. Spał z nią. Gdyby nie ciąża możliwe, że nigdy nie dowiedziałabyś się o tym, że ze sobą spali.
Wytłumacz mi jeszcze jedno. Jego mama wie o Twoim istnieniu a Twoi rodzice z pewnością nie mają bladego pojęcia o waszych relacjach. Jak to możliwe?
To na razie tyle. Czekam na konkretne odpowiedzi. I nie uciekaj. To nic nie da...
umieram napisał/a:znamy się 4 lata, od roku wiemy że chcemy być razem, od paru miesięcy nie mamy nic.
Jego żona nosi dziecko od pięciu miesięcy. Od kiedy wiesz o jej ciąży? Kiedy u Ciebie nasiliły się wątpliwości? Kiedy zdecydowali się na rozwód? Przed poinformowaniem go, że ona spodziewa się dziecka? Czy po?
On ciebie okłamał. Spał z nią. Gdyby nie ciąża możliwe, że nigdy nie dowiedziałabyś się o tym, że ze sobą spali.
Wytłumacz mi jeszcze jedno. Jego mama wie o Twoim istnieniu a Twoi rodzice z pewnością nie mają bladego pojęcia o waszych relacjach. Jak to możliwe?
To na razie tyle. Czekam na konkretne odpowiedzi. I nie uciekaj. To nic nie da...
O jej ciązy wiem od miesiąca, wątpliwości są cały czas od momentu jak powiedział że z nią spał. na rozwód zdecydowali się przed ciążą i wszystko było dograne, a później ona się z każdej rzeczy wycofała i zaczął się cyrk. i ona go nie poinformowała tylko sam się dowiedział przez przypadek - znalazł kartę od ginekologa w aucie i wtedy zaczęło się piekło. jego mama i tata mnie znają, moi rodzice nie mają o nim bladego pojęcia - to ze względu na trudne relacje i mój strach przed ich reakcją. ja nie mam od 8 lat normalnych miesiączek, raz na 3 - 2 msc nie regulowałam tego hormonami, jutro mam wizyte u lekarza. Jego żona jak się dowie to nie da mu rozwodu, z resztą już powiedziała że nie da i że zniszczy nam zycie. To jest na tyle chore, że sama nie umiem niektórych rzeczy wytłumaczyć.
O jej ciązy wiem od miesiąca
Jezu... Ona jest w piątym miesiącu! Dlaczego nie powiedział Tobie tego wcześniej? Odpowiedz...
na rozwód zdecydowali się przed ciążą i wszystko było dograne, a później ona się z każdej rzeczy wycofała i zaczął się cyrk. i ona go nie poinformowała tylko sam się dowiedział przez przypadek - znalazł kartę od ginekologa w aucie i wtedy zaczęło się piekło.
Takie piekło, że w amoku się z nią przespał? Nie... Nie... Nie...
moi rodzice nie mają o nim bladego pojęcia - to ze względu na trudne relacje i mój strach przed ich reakcją
Czy to dlatego między innymi szukałaś przyjaźni? Z czego wynikają te konflikty z rodzicami? Od kiedy trwają?
ja nie mam od 8 lat normalnych miesiączek, raz na 3 - 2 msc nie regulowałam tego hormonami, jutro mam wizyte u lekarza
Jestem w stanie dać temu wiarę. z drugim dzieckiem zaszłam w ciążę przy pigułkach antykoncepcyjnych.
umieram napisał/a:O jej ciązy wiem od miesiąca
Jezu... Ona jest w piątym miesiącu! Dlaczego nie powiedział Tobie tego wcześniej? Odpowiedz...
on powiedział mi jak tylko się dowiedział. dowiedział się jak było powyżej 4 msc - znalazł tą karte i dzwonił do mnie odrazu bo myślał że to z kimś innym, ale też przyznał się co zrobił bo się wystraszył
umieram napisał/a:na rozwód zdecydowali się przed ciążą i wszystko było dograne, a później ona się z każdej rzeczy wycofała i zaczął się cyrk. i ona go nie poinformowała tylko sam się dowiedział przez przypadek - znalazł kartę od ginekologa w aucie i wtedy zaczęło się piekło.
Takie piekło, że w amoku się z nią przespał? Nie... Nie... Nie...
nie nie w amoku, piekło zaczeło sie jak wyszło że ona jest w ciąży
umieram napisał/a:moi rodzice nie mają o nim bladego pojęcia - to ze względu na trudne relacje i mój strach przed ich reakcją
Czy to dlatego między innymi szukałaś przyjaźni? Z czego wynikają te konflikty z rodzicami? Od kiedy trwają?
od parunastu lat i nie chciałabym o tym pisać
umieram napisał/a:ja nie mam od 8 lat normalnych miesiączek, raz na 3 - 2 msc nie regulowałam tego hormonami, jutro mam wizyte u lekarza
Jestem w stanie dać temu wiarę. z drugim dzieckiem zaszłam w ciążę przy pigułkach antykoncepcyjnych.
Ty chcesz uciec od wszystkiego...
bardzo.
bardzo.
Pamiętasz ten post, w którym pisałam Tobie, żebyś przeszła jak burza przez próg?
ale ja się potknęłam i wyje*ałam na tym progu. za wysoki dla mnie.
i tu nie chodzi o użalanie się o szukanie słów pocieszenia, tylko zwyczajnie próbę poukładania tego w głowie
ale ja się potknęłam i wyje*ałam na tym progu. za wysoki dla mnie.
Więc ja też tak miałam. I żyję... Powiem więcej. Pokonałam go. Ty tez sobie poradzisz. Ten próg... Jest pewnie dla Ciebie jak mur, co? Oddal się od niego. Z dalszej perspektywy wyda się Tobie mniejszy i nie taki nie do pokonania.
Poukładasz wszystko najpierw w głowie a potem w życiu. A może... Najpierw zrobisz, potem obejrzysz sie za siebie i powiesz: nie wierzę, ja to naprawdę zrobiłam?!
Przeraża mnie to że tu nie ma dobrych wyjść, że zawsze zostaną zgliszcza. Miało być bez ofiar, bezboleśnie, po ludzku, najbardziej etycznie a wyszedł największy możliwy syf. Ucieczka nic podobno nie daje, ale wydaje się najprostsza. a brnięcie w to dalej? kocham go tak bardzo a tyle czuje żalu i złości. Jask jest obok mnie jak rozmawiamy jest normalnie, ale później jest jeszcze gorzej. totalne tornado emocji mysli niemożliwośc dokonania wyboru. Nie wiem jak bardzo ze mną jest cos nie tak a na ile sam ciezar calej sytuacji jest nie do udzwigniecia. Ja zwyczajnie kazdegho dnia nie wiem co robic. Wolalabym czasem zasnac i sie nie budzic. bawie sie z dzieckiem, biegam smieje sie a w srodku jestem martwa. I wiem ze sa gorsze tragedie gorsze problemy ale mnie juz to przeroslo. marzylam o prawdziwym domu, zeby chodz przez chwile miec rodzine. A swoimi marzeniami zburzyłam cały swiat.
Tak pomyślałam, że ta jego żona wcale nie musi być w ciąży. Są jakieś materialne dowody na to, że ona spodziewa się dziecka? jakieś badania, może brzuszek? w którym ona jest miesiącu ciąży? Może ona po prostu boi się samotności i dlatego ta bajka o dziecku.
...no facet miałby niezły orzech do zgryzienia, jakbyś wyznała, że Ty tez jesteś w ciąży...
No i Imagination podsuneła pomysł na dalszy ciąg historii "..no facet miałby niezły orzech do zgryzienia, jakbyś wyznała, że Ty tez jesteś w ciąży...
"
:)
marzylam o prawdziwym domu, zeby chodz przez chwile miec rodzine. A swoimi marzeniami zburzyłam cały swiat.
Znasz takie powiedzenie: do tanga trzeba dwojga? Tak, jesteś sobie winna. Jesteś współwinna. Ani Ciebie nie osądzam ani nie bronię. Bo w każdej chwili dokonywałaś wyboru. Tyle, że nie sama.
Krzyżować Ciebie nie będę. Wiem co powinnaś zrobić. a raczej co ja zrobiłabym na Twoim miejscu...
Pomysłu z ciążą nie trzeba było podsuwać. To zbyt proste. Naturalnie pierwsze skojarzenie.
Umieram... ciężko się to wszystko czyta...
Czy Ty nie mogłabyś po prostu zostawić tego faceta? Zapomnieć o nim i o całym tym bajzlu... o jego żonie... kolejnym ich dziecku...
Sama urodzić Twoje dziecko, na nim się skupić... i na drugim, starszym dziecku...
Za jakiś czas znaleźć pracę, uniezależnić się od kogokolwiek!
Z nim i tak nie będziesz miała tego "prawdziwego domu" o którym marzyłaś.
I to nie jest ucieczka, tylko racjonalny wybór... dla siebie... dla dzieci...
A życie zaskakuje. Masz wielkie szanse uporządkować sobie to wszystko, zacząć od nowa. I znaleźć w końcu kogoś, kto będzie taki jak trzeba!
Umieram... ciężko się to wszystko czyta...
Czy Ty nie mogłabyś po prostu zostawić tego faceta? Zapomnieć o nim i o całym tym bajzlu... o jego żonie... kolejnym ich dziecku...
Sama urodzić Twoje dziecko, na nim się skupić... i na drugim, starszym dziecku...
Za jakiś czas znaleźć pracę, uniezależnić się od kogokolwiek!Z nim i tak nie będziesz miała tego "prawdziwego domu" o którym marzyłaś.
I to nie jest ucieczka, tylko racjonalny wybór... dla siebie... dla dzieci...A życie zaskakuje. Masz wielkie szanse uporządkować sobie to wszystko, zacząć od nowa. I znaleźć w końcu kogoś, kto będzie taki jak trzeba!
Tak zrobi. Tyle, że jeszcze w to nie wierzy. Słyszałaś Zorijo by ktokolwiek zakochany posłuchał rad kogoś z zewnątrz w przysłowiowe 5 minut? Nie ma takiej siły. rozsądek dochodzi do głosu powoli.
dokonywanie wyborów. Każdą rzecz robiłam pod wpływem emocji, leciałam na skrzydłach szczęśliwa i myslałam że wszystko jest cudowne a trawa bardziej zielona. teraz widze że nie dokonałam wyboru, nie myślałam i na dobrą sprawę przez większość czasu odsuwam od siebie myśl że on zrobił cos takiego. chciałabym żeby lekarz powiedział mi że to od leków, że testy pokazują źle. nie wróci juz to co było wiec nie wiem, niech to do cholery zniknie.
dokonywanie wyborów. Każdą rzecz robiłam pod wpływem emocji, leciałam na skrzydłach szczęśliwa i myslałam że wszystko jest cudowne a trawa bardziej zielona. teraz widze że nie dokonałam wyboru, nie myślałam i na dobrą sprawę przez większość czasu odsuwam od siebie myśl że on zrobił cos takiego. chciałabym żeby lekarz powiedział mi że to od leków, że testy pokazują źle. nie wróci juz to co było wiec nie wiem, niech to do cholery zniknie.
Więc może dlatego wypierdzieliłaś sie na progu. Żeby móc sie ocknąć.
obiecał mi na początku że mnie nie skrzywdzi nigdy, prosiłam go. A on obiecywał. Znał całą historię mojego życia, wiedział wszystko i zdeptał to całkiem. Tego nie umiem zrozumieć.
obiecał mi na początku że mnie nie skrzywdzi nigdy, prosiłam go. A on obiecywał. Znał całą historię mojego życia, wiedział wszystko i zdeptał to całkiem. Tego nie umiem zrozumieć.
Za dwa lata jeszcze będzie twierdził, że czeka na Ciebie. Nie słuchaj go. Wiem co mówię.
ale on się stara i chyba to mnie najbardziej tak nie wiem. Bo gdyby wszystko z jego strony było takie - zrobiłem to, mam cie w dupie i tyle. To ja bym się przewróciła , wstała otrzepała i poszła dalej. Ale on jest mówi jak mnie kocha, jak żałuje każdego dnia pokazuje że mu zależny, dba o mnie - nie na tyle jakby mieszkał ze mną, ale naprawdę się stara i ja to widzę. I nie tak że widzę co chcę widzieć bo to nie jest takie proste bo nie wybaczyłam mu i patrze na jego zachowanie z dystansem, ale czuję całą sobą że go kocham to jest taka ilośc emocji że mogłabym dla niego wszystko zrobić i dlatego też tak boli mniee to co zrobił. I teraz jest patologia jakaś, ona w ciąży. ja w ciąży. To jest chore. chore
Ale on jest mówi jak mnie kocha, jak żałuje każdego dnia pokazuje że mu zależy...
Na spokojnie napisz w czym objawia się to jego zalezy
mówi mi to, gotuje dla mnie, zabiera mnie w różne miejsca, dużo ze mną rozmawia, jeździ ze mną do lekarza za każdym razem, dzwoni po kilka razy każdego dnia, organizował wcześniej wspólnie naszym córkom czas i to bardzo często, ale jego żona robiła afery i krzyczała i już się razem nie bawią. Ale stara się organizować czas mojej córce w granicach rozsądku, żeby moi rodzice nie zaczęli się awanturować. Pomaga mi w pracy, ostatnio jak zawaliłam termin projektu to siedział ze mną bardzo dużo i mi pomagał to skończyć. ogarnia dużo spraw takich typowo męskich auto, komputer. Pomógł mi z pozwem i z adwokatem.
każdego dnia mówi że mnie kocha, że jestem najlepszym co go w życiu spotkało. Pisze mi to milion razy dziennie i powtarza.
Zauważ, że wszystko robi z boku. Dla Ciebie. Nie dla was. Wybacz... Tak to widzę.
Czy wy byliście wspólnymi znajomymi? Dzieciom organizował czas...
Zauważ, że wszystko robi z boku. Dla Ciebie. Nie dla was. Wybacz... Tak to widzę.
Czy wy byliście wspólnymi znajomymi? Dzieciom organizował czas...
byliśmy znajomymi. Dużo bawił się z dzieciakami. jak ja miałam dużo pracy też zawsze starał się zabierać dziewczyny.
robi dla mnie. wiem. Ale po co miałby to robić wszystko? po co wogóle to wszystko?
Sponi napisał/a:Zauważ, że wszystko robi z boku. Dla Ciebie. Nie dla was. Wybacz... Tak to widzę.
Czy wy byliście wspólnymi znajomymi? Dzieciom organizował czas...byliśmy znajomymi. Dużo bawił się z dzieciakami. jak ja miałam dużo pracy też zawsze starał się zabierać dziewczyny.
To faktycznie skomplikowane. Ale zauważ, że on nie robi niczego dla was. To wszystko o czym piszesz, jak Ciebie traktuje. Dlaczego odnoszę wrażenie, że próbuje Ciebie uspokoić jedynie?
I pytanie. Gdzie on teraz jest? Nie chodzi o to, co robi w tej chwili. Gdzie mieszka. Co z dziewczynkami?
jak zaczeła się ta cała afera to wrócił tam do domu. mieszka tam bo zaczeła się wojna o córkę. O winę. Zaczeły się wizyty kuratora, bo jego żona nie chce teraz już nic normalnie zrobić jest wojna całkowita. Nie wiem czy on chce mnie uspokoić. Jeżeli tak to po co? do czego miałabym mu być potrzebna gdyby miał zostać z nią? Wiem że on jest w cieżkim stanie psychicznym i że tam atmosfera jest chora. Nie wiem też dlaczego jego żona nagle zmieniła całe podejśćie do wszystkiego. Nagle znalazła adwokata, zaczeło się szukanie dowodów. wszystko stało się chore. Wydzwanianie do mnie, awantury przez telefon, grożenie. Na początku chciałam żeby nie wiem, myślałam że nie chce zrobić nikomu nic złego swoimi wyborami. Teraz chciałabym żeby ona zniknęła. Nienawidze jej.
Zorija napisał/a:Umieram... ciężko się to wszystko czyta...
Czy Ty nie mogłabyś po prostu zostawić tego faceta? Zapomnieć o nim i o całym tym bajzlu... o jego żonie... kolejnym ich dziecku...
Sama urodzić Twoje dziecko, na nim się skupić... i na drugim, starszym dziecku...
Za jakiś czas znaleźć pracę, uniezależnić się od kogokolwiek!Z nim i tak nie będziesz miała tego "prawdziwego domu" o którym marzyłaś.
I to nie jest ucieczka, tylko racjonalny wybór... dla siebie... dla dzieci...A życie zaskakuje. Masz wielkie szanse uporządkować sobie to wszystko, zacząć od nowa. I znaleźć w końcu kogoś, kto będzie taki jak trzeba!
Tak zrobi. Tyle, że jeszcze w to nie wierzy. Słyszałaś Zorijo by ktokolwiek zakochany posłuchał rad kogoś z zewnątrz w przysłowiowe 5 minut? Nie ma takiej siły. rozsądek dochodzi do głosu powoli.
czyli że cokolwiek będę teraz robić to w końcu uznam że to nie ma sensu? że jeżeli włoże całą siebie w ten związek i pójdę w to tango to to i tak upadnie?
czyli że cokolwiek będę teraz robić to w końcu uznam że to nie ma sensu? że jeżeli włoże całą siebie w ten związek i pójdę w to tango to to i tak upadnie?
Nie, nie. Nie wkładaj w ten związek całej siebie, bo zginiesz. Nie widzę tutaj równowagi. Sił równo rozłożonych. W tym rzecz.
Piszesz o kuratorze, który opiekuję się rodziną?. Co się stało? Jaka jest tego przyczyna?
Mogę się mylić, ale odnoszę wrażenie, że on ma wyrzuty sumienia wobec żony. Mimo jej wcześniejszego domniemanego romansu. Może to dzieci?
A Ciebie wspiera. Bo zdaje sobie sprawę z tego, że jest współudziałowcem w tym wszystkim co zaszło.
Trąci mi tu brakiem uczciwości przede wszystkim wobec samego siebie. Mówie o nim. Wiem, że zawsze próbujemy uchronić nasze dzieci przed konsekwencjami uczynków, których sie dopuściliśmy, bo tak naprawdę świadomi jesteśmy tego, że postępowaliśmy nie tak jak trzeba.
A gdyby tak pokusić się o wyłożenie kart? Trudno jest tak dziesięcioletniemu dziecku powiedzieć: nie kocham twojej mamy, twojego taty... Czyżbyśmy bali sie naszych dzieci?
Wiem, że faceci też mają uczucia. Swoje pragnienia. Niekoniecznie kierują się żądzą. Potrafią płakać i nie widzieć sensu życia. Czuć beznadzieję wreszcie...
Kurator jest ze względu na rozwód. Ona chce ograniczyć mu władze rodzicielską, a sama nie zachowuje się w sposób normalny i zaczęła się walka o opieke. jeżeli chodzi o wyrzuty sumienia wobec niej to były na początku na pewno jakieś ale teraz to cieżko mi uwierzyć po jej zachowaniu. I tu nie ma udawania przed córką że jest miedzy nimi coś i to nie strach przed dzieckiem, a adwokat doradził żeby wrócił do domu. dużo jest racji w tym że sytuacja jest beznadziejna, ale czy naprawde nie moża tego poukładać? dlaczego mam rezygnować z niego, kocham go.
Ona chce ograniczyć mu władze rodzicielską, a sama nie zachowuje się w sposób normalny i zaczęła się walka o opieke.
To typowe zachowanie. A czego on się boi? Jak to wygląda? Jak szantaż. "Nie zostaniesz ze mną. Nie dostaniesz dziecka." Straszne, gdy używa się dzieci jak kartę przetargową. Bo wtedy w żadnym razie o nich się nie myśli.
I tu nie ma udawania przed córką że jest miedzy nimi coś i to nie strach przed dzieckiem, a adwokat doradził żeby wrócił do domu.
Świetnie, a czym się ten adwokat kierował? Bo na pewno nie dobrem dziecka. Żyć w atmosferze rodem z piekła? Zadbał o skórę taty dziecka. A on na to przystał. Ot co...
z tego co adwokat nam tłumaczył chodziło o to że zostało napisane w pozwie że on porzucił córkę i mówił żeby do rozprawy został tam w domu przez ten czas kiedy kurator będzie rozmawiał z ich córką. A co do szantażu to jest i jest ciągłe wmawianie małej że tata jej nie kocha, że tata ma inną panią że ja jestem pani (wcześniej jego córka mówiła do mnie na "ty") i straszenie że tata jej nie chce. Tam jest chora atmosfera od tygodnia córka śpi z nim bo nie chce spać sama. bez sensu jest pisanie o tym wszystkim. jest bagno.
Ulży Tobie. Przecież nie masz z kim o tym porozmawiać. Zobacz do czego się doprowadziłaś. Całym Twoim światem jest on. I jego życie...
jest moim światem, kocham go to jak ma być?
jest moim światem, kocham go to jak ma być?
Nie licz na to, że uzyskasz tu odpowiedź. Sama musisz ją znaleźć. Życie Ciebie nieźle testuje.
I to nie jest bezpieczne, gdy ktoś jest naszym całym światem.
Umieram, Ty jesteś trollem... zgadzam się ze Zmierzch
Umieram, Ty jesteś trollem... zgadzam się ze Zmierzch
mam się z wami spierać? coś udowadniać? nie rozumiem. zbyt dużo niedomówień, to wiem, ale wielu rzeczy sama nie rozumiem. nie jestem trolem ale historia jest w niektórych miejscach przekłamana ale nie w najważniejszych faktach bo faktem jest to ze to jest na tyle zagmatwane. bezsensowne i bezwyjścia - bo wiszę miedzy tym czego chcę,a co powinnam, co jest dobre, a co nie. moze jest tu za duzo dramatu jak czytam to co napisałam, ale tak dokladnie czuje czuje jakbym nie wiem straciła jakąś szanse. a co do prawdziwości tego co się dzieje to dzieje sie duzo wiecej.
Umieram,
może tak dla dobra forum, weź ty w końcu dokonaj tu tej twojej deklaracji z tytułu wątku,
takie forumowe seppuku hmm (w sensie po prostu już zamilcz)...
Tego się nie da już czytać autentycznie.
Masz to co sobie sama wybrałaś, dobrowolnie.
Pisałaś, że od roku wasze relacje nabrały tempa. Zdajesz sobie sprawę z tego, ze to najbardziej intensywny okres emocjonalny w takim związku? Do tego jeszcze kłopoty was zbliżają ku sobie.
Zakładam, że Eskalacja tych uczuć sprawiła, ze nie potrafisz się odciąć albo co najmniej trzeźwo oceniać sytuację.
Twierdzisz, że córka z nim sypia. Wiesz to od niego. Ponoć odejdzie po rozwodzie. Teraz z uwagi na zagrożenie pozbawienia go praw do dziecka pozostał w tamtym domu. Zdradź mi wobec powyższego, jak widzi swoją wyprowadzkę po uzyskaniu ewentualnie rozwodu? Bo to mnie interesuje... Dziecko będzie się wyrywało do niego a on? Jak zareaguje? Co powie corce patrząc w oczy zapłakanej dziewczynce?
Pisałaś, że od roku wasze relacje nabrały tempa. Zdajesz sobie sprawę z tego, ze to najbardziej intensywny okres emocjonalny w takim związku? Do tego jeszcze kłopoty was zbliżają ku sobie.
Zakładam, że Eskalacja tych uczuć sprawiła, ze nie potrafisz się odciąć albo co najmniej trzeźwo oceniać sytuację.Twierdzisz, że córka z nim sypia. Wiesz to od niego. Ponoć odejdzie po rozwodzie. Teraz z uwagi na zagrożenie pozbawienia go praw do dziecka pozostał w tamtym domu. Zdradź mi wobec powyższego, jak widzi swoją wyprowadzkę po uzyskaniu ewentualnie rozwodu? Bo to mnie interesuje... Dziecko będzie się wyrywało do niego a on? Jak zareaguje? Co powie corce patrząc w oczy zapłakanej dziewczynce?
nie wyprowadzi się po rozwodzie tylko po pierwsazej rozprawie po zmianie pozwu która teraz nastąpiła (wszytsko co dzieje się nastąpienia rozpadu małżeństwa nir liczy się dla sądu czy jakoś tak-kiepsko się czuję mogę coś pomieszać) córkę chciałby zabrac ze sobą, mieszkanie już ma i z małą rozmawia ona z resztą widzi co się dzieje - dzieci czesto rozumieją wiecej ni8ż myslimy.Córka z nim sypia to wiem napewno czesto w nocy rozmawiamy na skaypie, Mieszkanie już ma zorganizowane bedzie do wynajęcia za 4 tyg. wiem że to nas zbliża. nie mam dzisiaj głowy. chciałam się tu wygadać, ale dzisiaj jakoś nie umiem myśleć. nie wiem. chciałabym sie do niego przytulić a nie siedziec przed komputerem.
a skoro takie emocje dają takiemu związkowi moc to jak opadną to co ? skończy się to co czuję?
a skoro takie emocje dają takiemu związkowi moc to jak opadną to co ? skończy się to co czuję?
Będziesz rozsądnie podchodzić do sytuacji. Moze wtedy inaczej na to wszystko spojrzysz.
Pamiętaj, ze z kazdej sytuacji jest jakieś wyjście. Te drzwi... One są zawsze. Tyle, że często nie mamy pojęcia co jest za nimi.
Odpowiedz mi na pytanie, które zadałam.
które? co powie córce? ona wie że on się wyprowadzi. Juz jej powiedział.
które? co powie córce? ona wie że on się wyprowadzi. Juz jej powiedział.
Ona nie chce, zeby to się stalo. Dlatego tak kurczowo się go trzyma.
Nie pomyślał o tym, żeby po rozwodzie zamieszkał sam i nawet na kilka pierwszych nocy zabrał ją do siebie?
Nie uwazasz, ze to jakieś rozsadne wyjscie?
on chce ją zabrać do siebie, jak się uda to chciałby miec nad nia stałą opiekę i napewno zamieszka sam przez dłuższy czas bo obie dziewczyny musza stopniowo przyzwyczaić się do sytuacji
on chce ją zabrać do siebie, jak się uda to chciałby miec nad nia stałą opiekę i napewno zamieszka sam przez dłuższy czas bo obie dziewczyny musza stopniowo przyzwyczaić się do sytuacji
A dlaczego chce ją zabrac do siebie na stałe? Nie lepiej byłoby roztoczyć opiekę nad dzieckiem równo?
Mamie coś brakuje?
"umieram" co z tym seppuku ?
"umieram" co z tym seppuku ?
Niektórzy wbrew wszystkiemu podnoszą się i ku zdziwieniu innych oddają miecz mówiąc: nie będzie mi potrzebny...
Invisible Man napisał/a:"umieram" co z tym seppuku ?
Niektórzy wbrew wszystkiemu podnoszą się i ku zdziwieniu innych oddają miecz mówiąc: nie będzie mi potrzebny...
mój miecz gdzieś sam sobie poszedł... i jestem wkur..... ![]()
umieram napisał/a:on chce ją zabrać do siebie, jak się uda to chciałby miec nad nia stałą opiekę i napewno zamieszka sam przez dłuższy czas bo obie dziewczyny musza stopniowo przyzwyczaić się do sytuacji
A dlaczego chce ją zabrac do siebie na stałe? Nie lepiej byłoby roztoczyć opiekę nad dzieckiem równo?
Mamie coś brakuje?
rozsądku i cierpliwości. ostatnimi czasy jest bardzo agresywna nawet w stosunku do małej o czym dziecko poinformowało pania kurator, a ponadto on jest z nią naprawede mocno związany i wolałby żeby była z nim.
a co do głupich pytań innych - przeszkadzam wam ? nie czytajcie tego. Nikt nie bedzie chciał ze mna rozmawiać, nie bede rozmawiać. Nie macie nic do powiedzenia - nic nie mówcie.
Umieram...
Nie dziw się żonie. Wie, że coś traci. Wymyka się jej z rąk. Stąd takie reakcje. Do tego jest w ciąży.
Wątków na forum jest tysiące. Sądzę, że każdy coś dla siebie znajdzie. Nieciekawy temat się zdaje omija. Ponadto Ivisible nie jest szkodliwy. Żartował sobie tylko.
Mnie nie przeszkadzasz.
nieszkodliwy , ale toksyczny ![]()
nieszkodliwy , ale toksyczny
Taaa. I jaki zadowolony. Widziałaś Umieram?
Invisible Man napisał/a:nieszkodliwy , ale toksyczny
Taaa. I jaki zadowolony. Widziałaś Umieram?
Sponi ?! HELP ![]()
Umieram...
Nie dziw się żonie. Wie, że coś traci. Wymyka się jej z rąk. Stąd takie reakcje. Do tego jest w ciąży.Wątków na forum jest tysiące. Sądzę, że każdy coś dla siebie znajdzie. Nieciekawy temat się zdaje omija. Ponadto Ivisible nie jest szkodliwy. Żartował sobie tylko.
Mnie nie przeszkadzasz.
nie chcę się jej dziwić, na początku nawet starałam się ją zrozumieć, ale teraz nic już nie rozumiem. Skąd u niej nagle taka wola walki. Skąd to dziecko. Jej nie rozumiem kompletnie. Jej telefonów, gróźb. Jej podejścia.
jest tu trochę punktów które nie składają się w całość. I trochę za mało mam sił na analizowanie tego bo zawsze zostają niedopowiedzenia.
Walczy o swoje miejsce. Może teraz zdała sobie sprawę z tego co stracić może. A jeśli używa takich metod, o których wspomniałaś i mocno się "rzuca", oznacza to, ze wpadła w panikę.
Ja jej bronić nie zamierzam. Oceniać też nie. Wiem tylko, że kobiety bywają zdradzaczami ( jak chocby ja
), ale powody takich zajść bywają różne.
Kobiety potrafią być zagadką emocjonalną. W roli borderline uprzykrzyć życie. Wpędzić w poczucie winy. Są też mistrzami w walce: należy mi się i już.
Wszystko w rękach Twojego przyjaciela. Ty nie powinnaś wchodzić teraz w ich relacje. Atakuje Ciebie, bo inaczej nie potrafi. Łatwiej jest jej uderzać w Ciebie, trudniej odzyskać męża, bo to wedlug tego co o nich pisałaś mało prawdopodobne.
Uwazam, że tamta kobieta jest w duzym błędzie sadząc, ze pozbywając się Ciebie, pozbędzie się zagrożenia.
Dziwię się, że jeszcze nie powiedziała nic Twoim rodzicom. Czyli... Jej intencje by odzyskać męża nie łączą się z milością do niego.
Walczy o swoje miejsce. Może teraz zdała sobie sprawę z tego co stracić może. A jeśli używa takich metod, o których wspomniałaś i mocno się "rzuca", oznacza to, ze wpadła w panikę.
Ja jej bronić nie zamierzam. Oceniać też nie. Wiem tylko, że kobiety bywają zdradzaczami ( jak chocby ja
), ale powody takich zajść bywają różne.
Kobiety potrafią być zagadką emocjonalną. W roli borderline uprzykrzyć życie. Wpędzić w poczucie winy. Są też mistrzami w walce: należy mi się i już.
Wszystko w rękach Twojego przyjaciela. Ty nie powinnaś wchodzić teraz w ich relacje. Atakuje Ciebie, bo inaczej nie potrafi. Łatwiej jest jej uderzać w Ciebie, trudniej odzyskać męża, bo to wedlug tego co o nich pisałaś mało prawdopodobne.
Uwazam, że tamta kobieta jest w duzym błędzie sadząc, ze pozbywając się Ciebie, pozbędzie się zagrożenia.
Dziwię się, że jeszcze nie powiedziała nic Twoim rodzicom. Czyli... Jej intencje by odzyskać męża nie łączą się z milością do niego.
Widzę to bardzo podobnie, jak słocham co On do mnie mówi to odnoszę wrażenie, że ona chce go posiadać jak swoją własność i tyle. Że nie ma w tym nic więcej poza "moje i nie oddam".
Zastanawiam się nad tym żeby układać sobie życie po swojemu, dojść do jakiegoś constansu, postarać się myśleć głównie o tym czego chcę dla siebie i poczekać aż on sam poukłada swoje. Nie dam rady być wiecznym spowiernikiem, pocieszycielem, wysłuchiwaczem... nie wiem
Zastanawiam się nad tym żeby układać sobie życie po swojemu, dojść do jakiegoś constansu, postarać się myśleć głównie o tym czego chcę dla siebie i poczekać aż on sam poukłada swoje.
Zmierzałabym w tym właśnie kierunku. Ale... chyba jednak postawiła jakiś limit czasowy (choć zdaje sobie sprawę z tego, że spór może trwać długo) albo przynajmniej obserwowała czy cokolwiek robi w kierunku wyjścia z kłopotów. Bo samo żalenie się jak mu ciężko... Wybacz, ale na dłuższą metę nie tolerowałabym tego. Wiem, wiem... Chodzi o dziecko. Jego dobro. Tyle, że co to za tłumaczenie, jeśli jest tak jak mówisz.
Nie dam rady być wiecznym spowiernikiem, pocieszycielem, wysłuchiwaczem... nie wiem
Nie dasz rady. To wiem na pewno. Będziesz stała w bezruchu a może się któregoś dnia okazać, że on jednak dla dobra rodziny będzie tam trwał. Co wtedy zrobisz?
Jesteś młoda, stawiam, że koło trzydziestki. Chociaż jakie to ma znaczenie. Nawet gdybyś miała tyle samo lat co ja, dlaczego miałabyś stać na straconej pozycji? Ludzie układają swoje życie nawet koło pięćdziesiątki. Spójrz na siebie, jesteś wolna. Masz pracę. Możesz wszystko. To Twoje życie. Zauważ, że nikt za Ciebie tego życia nie przeżywa.
umieram napisał/a:Zastanawiam się nad tym żeby układać sobie życie po swojemu, dojść do jakiegoś constansu, postarać się myśleć głównie o tym czego chcę dla siebie i poczekać aż on sam poukłada swoje.
Zmierzałabym w tym właśnie kierunku. Ale... chyba jednak postawiła jakiś limit czasowy (choć zdaje sobie sprawę z tego, że spór może trwać długo) albo przynajmniej obserwowała czy cokolwiek robi w kierunku wyjścia z kłopotów. Bo samo żalenie się jak mu ciężko... Wybacz, ale na dłuższą metę nie tolerowałabym tego. Wiem, wiem... Chodzi o dziecko. Jego dobro. Tyle, że co to za tłumaczenie, jeśli jest tak jak mówisz.
umieram napisał/a:Nie dam rady być wiecznym spowiernikiem, pocieszycielem, wysłuchiwaczem... nie wiem
Nie dasz rady. To wiem na pewno. Będziesz stała w bezruchu a może się któregoś dnia okazać, że on jednak dla dobra rodziny będzie tam trwał. Co wtedy zrobisz?
Jesteś młoda, stawiam, że koło trzydziestki. Chociaż jakie to ma znaczenie. Nawet gdybyś miała tyle samo lat co ja, dlaczego miałabyś stać na straconej pozycji? Ludzie układają swoje życie nawet koło pięćdziesiątki. Spójrz na siebie, jesteś wolna. Masz pracę. Możesz wszystko. To Twoje życie. Zauważ, że nikt za Ciebie tego życia nie przeżywa.
zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę, ale najwiekszym problemem jest to że góre biorą emocje. wiem że jestem jeszcze młoda i że mam szanse na normalne życie. Zawsze miałam jakąś wizje swojej przyszłości, a teraz nie widzę jej bez niego. Gdyby nie chciał, powiedział że odchodzi i zostaje z nią lub sam - nie naciskałabym. Ale on zawsze jest. Ciągle pielęgnuje to moje przywiązanie do niego. Całą swoją złość zaczynam przelewać na jego żone, czuję do niej ogromną nienawiść. Tym bardziej że cała ta historia zaczyna być coraz bardziej dziwna - jej ciąża, jej zachowanie.
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » umarłam
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026