netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

umarłam

290 odpowiedzi26 626 wyświetleńzałożony przez umieram, 27.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 291 ]

131 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-08-31 12:17:53)

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

Myślę, że przede wszystkim muszę zając się sobą. Chcę zmienić parę rzeczy w swoim życiu i skupić się na córce. ... A ja muszę odpocząć bo całymi dniami myślę o tym bez przerwy i powoli zaczynam wariować.


Super. Zajęcie się sobą to najlepsze, co możesz zrobić w tej chwili, to najlepsza inwestycja smile
Zajmij się córką, ale skup się na sobie, bo twoja córka odczuje zmianę, gdy staniesz się spokojniejsza i pewniejsza siebie.
Zastanów się dlaczego wybrałaś właśnie JEGO. Tylko proszę nie patrz na wasz związek przez pryzmat romantycznego stereotypu, ale jak na funkcje, które związek z tym konkretnym mężczyzną miał on spełniać. Trochę na ten temat już napisałaś : że chciałabyś, aby ktoś ciebie kochał... Chciałaś mieć nową szansę na kochanie kogoś, czy aby ktoś pokochał ciebie?
A potem zastanów się skąd te pragnienia, które ten związek miał zaspokoić i czym dla ciebie jest miłość i bliski związek dwóch osób.
Następny krok to próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego tych potrzeb nie mógł spełnić twój poprzedni związek z mężem. Dlaczego wybrałaś wersję ze zmianą obiektu uczuć.

A on?
Tak jak sama napisałaś, i na co wskazała również Sponi - on sam musi się uporać z sobą i konsekwencjami własnych zachowań. Bo ty raczej nie chcesz być jego marką, opoekunką i pocieszycielką, ale partnerką smile


Jeszcze dodam jedno:
Gdy analizujesz to, co się wydarzyło, zrezygnuj z myślenia typu" dlaczego on mi to zrobił, czy dlaczego ja tak zrobiłam" na rzecz: "dlaczego, jak TO się wydarzyło". W pierwszej sytuacji stawiasz się w roli ofiary lub bezpośredniego uczestnika zdarzeń i trudniej oddzielić emocje od rozumu. W drugiej sytuacji jesteś bezstronnym uczestnikiem zdarzeń, co pozwala na skupieniu się na meritum.
Działaj!

132

Odp: umarłam

Zastanów się dlaczego wybrałaś właśnie JEGO. Tylko proszę nie patrz na wasz związek przez pryzmat romantycznego stereotypu, ale jak na funkcje, które związek z tym konkretnym mężczyzną miał on spełniać. Trochę na ten temat już napisałaś : że chciałabyś, aby ktoś ciebie kochał... Chciałaś mieć nową szansę na kochanie kogoś, czy aby ktoś pokochał ciebie?
A potem zastanów się skąd te pragnienia, które ten związek miał zaspokoić i czym dla ciebie jest miłość i bliski związek dwóch osób.
Następny krok to próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego tych potrzeb nie mógł spełnić twój poprzedni związek z mężem. Dlaczego wybrałaś wersję ze zmianą obiektu uczuć.

ja go nie wybrałam, pokochałam go. nie chodzi tu o czysty romantyzm ale o połączenie przyjaźni, podziwu, pożądania, szacunku. O koktajl emocji. Chciałam nauczyć się kochać. I czuć się kochaną. Mój poprzedni związek ze względu na upodobania mojego męża nie mógł tego spełnić, byliśmy przyjaciółmi, ale ja nigdy nie mogłam liczyć na nic więcej i sama też więcej mojemu mężowi dać nie umiałam, ponadto nie potrzebował ani nie chciał tego.  to nie była zmiana uczuć tylko obudzenie nieznanych emocji, silne na tyle że mogłam w jeden dzień wszystko rzucić, ale poczucie odpowiedzialności wzięło górę. Teraz wiem że moja chęć organizowania wszystkiego spokojnie mogła przyczynić się do tego co się stało. Zaczynam w całość układać nasze rozmowy jego strach że odejdę.

133 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-09-02 00:32:00)

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

Teraz wiem że moja chęć organizowania wszystkiego spokojnie mogła przyczynić się do tego co się stało.

Nie mów tak, bo w ten sposób próbujesz tlumaczyć jego zachowanie. Słowem jednym to co zrobił. A to była z własnej woli zrealizowana decyzja.

umieram napisał/a:

Zaczynam w całość układać nasze rozmowy jego strach że odejdę.

Bo byłaś cztery lata? Przy nim? Z boku? Ty nie zamierzałaś wcześniej podjąć wyzwania i odejść od męża. Może on będąc z żoną czuł tak samo. I Ty sama w pewnym sensie przyzwalałaś ową biernością na taki stan. Może Twoje rozstanie z mężem potraktował jak podjęcie rękawicy. Byliscie, jestescie przyjaciółmi. A jeśli czuł, że jest to Tobie winien?

134

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

Zaczynam w całość układać nasze rozmowy jego strach że odejdę.

Wiesz umieram, nie warto zbyt długo zatrzymywać swojej uwagi na nim. Lepiej ten czas wykorzystać, aby zająć się swoimi emocjami. Ale rozumiem, że potrzebujesz w tej chwili zrozumieć jego emocje.
Bardzo często (żeby nie powiedzieć, że ZAWSZE wink ) osoby, które zdradzają kochają TYLKO siebie (to TYLKO jest problemem). Oni niejako żywią się emocjami, które dają im wyrazy uwielbienia drugiego człowieka skierowane w ich stronę. Ich zachowanie to odzwierciedlenie wnętrze, miejsce, w którym są.  A są TYLKO wewnątrz siebie, widzą TYLKO swoje potrzeby, TYLKO swoje oczekiwania, TYLKO swoje dążenia.

U takich osób uczucia i emocje, które żywią do parntera to wynik emocji i doznań, które im ta osoba dostarcza i zapewnia. Oni są z tą osobą, która jest dla nich DAWCĄ doznań i emocji,  ponoeważ i do momentu , gdy jest im z partnerem dobrze. Gdy jest im niedobrze, bo partner potrzebuje pozytywnych emocji, uwagi, wsparcia, troski, czasem zdecydowanej pomocy, to oni szukają innej okazji, aby znów było im dobrze, rozglądają się w poszukiwaniu kogoś, kto dostarczy im więcej doznań, więcej
upragnionych emocji.
Takie osoby gdy wchodzą w bliską relację z drugą osobą i pozornie troszcząc się o partnera i dbając o jego dobro, NIE postępują tak dlatego, że czynienie partnera szczęśliwym samo przez się sprawia im przyjemność. Ale po to, aby w zamian uzyskać te doznania i emocje, na których im zależy. Takim osobom NIE chodzi o dobro partnera, ale o dobra, które oni sami uzyskują dzięki związkowi z nim. Dlatego nie mają dla partnera empatii i wrażliwości na jego uczucia i emocje i dlatego łatwo poddają się
swoim własnym emocjom i zachciankom bez baczenia na krzywdę, którą czynią drugiej osobie. Bo tak naprawdę kochają TYLKO siebie (w miłości do siebie nie ma nic złego, ale ograniczanie się tylko do miłości własnej osoby już tak).

Dlatego umieram twoje zaufanie dla twojego partnera ulotniły się. Zaufanie zależy od tego, czy troska, którą okazuje nasz partner jest bezwarunkowa i motywowana tylko jego uczuciem, niezależnie od wszelkich zysków, jakie jesteśmy w stanie mu zapewnić.

135

Odp: umarłam

Myśląc trzeźwo wszystko wydaje się proste. Postępuję chyba w miarę logicznie. Jednak jedyne czego chcę to mu ufać, odzyskać to co straciliśmy. Wrócić do punktu wyjścia. Nie czuć tego całego bólu.

136 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-09-03 11:54:15)

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

Jednak jedyne czego chcę to mu ufać, odzyskać to co straciliśmy. Wrócić do punktu wyjścia. Nie czuć tego całego bólu.

umieram, chcesz po prostu zapomnieć, zatrzeć ślady, tego, co się zdarzyło i się nie odstanie?
Manfred Spitzer napisał, że "percepcja, myślenie, przeżywanie, odczuwanie i działanie - wszystkie te procesy pozostawiają w mózgu tzw. ślady pamięciowe".
To, co się wydarzyło, już zawsze z tobą będzie.
Nie uda się zapomnieć. Co najwyżej wyprzeć na jakiś czas niechciane wspomnienia, które i tak będą wracać.
Albo można wykorzystać złe doświadczenia, aby przekuć porażkę w sukces. To jednak wymaga wysiłku.

umieram,
Jeśli jeszcze nie wiesz na pewno, to z pewnością przeczuwasz, że ulkowałaś uczucia i zaufanie w "niewłaściwym" człowieku. On się nie zmieni tylko dlatego, że ty bardzo byś chciała mu zaufać, ale może tego dokonać poprzez pracą nad sobą. A żeby rozpocząć pracę nad sobą trzeba sobie uświadomić, w jakim miejscu w życiu się obecnie znajduję i dokąd to mnie prowadzi i zrozumieć, ze to nie jest dobre miejsce i właściwa droga. A twój wybranek uważa, że popełnił błąd, błędzik i wszystko się samo naprawi bez pracy nad sobą, bez wnikania w przyczyny własnego postępowania.

137

Odp: umarłam
zmierzch napisał/a:

umieram,
Jeśli jeszcze nie wiesz na pewno, to z pewnością przeczuwasz, że ulkowałaś uczucia i zaufanie w "niewłaściwym" człowieku. On się nie zmieni tylko dlatego, że ty bardzo byś chciała mu zaufać, ale może tego dokonać poprzez pracą nad sobą. A żeby rozpocząć pracę nad sobą trzeba sobie uświadomić, w jakim miejscu w życiu się obecnie znajduję i dokąd to mnie prowadzi i zrozumieć, ze to nie jest dobre miejsce i właściwa droga. A twój wybranek uważa, że popełnił błąd, błędzik i wszystko się samo naprawi bez pracy nad sobą, bez wnikania w przyczyny własnego postępowania.

on nad sobą pracuje, ja to widzę. Ale to nie o jego prace tu chodzi a o mnie, bo choć sytuacja jest coraz jaśniejsza to moje emocje coraz bardziej wzburzone. Nie umiem sobie poradzić ze sobą. Z pomieszaniem panicznego wręcz lęku, zazdrości i miłości. Nie wiem jak najprościej to ująć, ale ja nie radzę sobie ze sobą. Nie z jego postępowaniem, bo ono jest jak najbardziej normalne obecnie i jednokierunkowe, stara się i to widać na każdym kroku. Ale mam ogromny problem ze sobą - przechodzę ze skrajnych emocji co chwilę i jestem na tyle wykończona że mam nawet problemy z pamięcią.

138 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-09-04 13:11:52)

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

moje emocje coraz bardziej wzburzone. Nie umiem sobie poradzić ze sobą. Z pomieszaniem panicznego wręcz lęku, zazdrości i miłości. Nie wiem jak najprościej to ująć, ale ja nie radzę sobie ze sobą. Nie z jego postępowaniem, bo ono jest jak najbardziej normalne obecnie i jednokierunkowe, stara się i to widać na każdym kroku. Ale mam ogromny problem ze sobą - przechodzę ze skrajnych emocji co chwilę i jestem na tyle wykończona że mam nawet problemy z pamięcią.

umieram
Czy uczestniczysz lub planujesz psychoterapię?
Wygląda na to, że potrzebujesz specjalistycznej pomocy.

My tutaj możemy ciebie wspierać, pomagać tobie poprzez pokazywanie różnych perspektyw, ale najlepiej gdybyś miała bezpośrednią pomoc specjalisty, dobrego i uznanego psychoterapeuty, który pomógłby tobie "poukładać siebie"

139

Odp: umarłam

nie uczestniczę. leczyłam się. nie wiem czy przytłumianie się farmakologiczne to dobry pomysł. nic nie wiem. w życiu w internecie nie szukałam pomocy, a teraz nie wiem co się ze mną dzieje. to w środku tak się kotłuje.

140 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-09-04 13:17:58)

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

nie uczestniczę. leczyłam się. nie wiem czy przytłumianie się farmakologiczne to dobry pomysł. nic nie wiem. w życiu w internecie nie szukałam pomocy, a teraz nie wiem co się ze mną dzieje. to w środku tak się kotłuje.

Wygląda na to, że jesteś pod wpływem długotrwałego stresu, z którym sama nie umiesz sobie poradzić.

Słyszałaś kiedykolwiek o ruminacji, rozdrapywaniu psychicznych ran?
Czy ty tak robisz?

141

Odp: umarłam

lata temu mialam ptsd. Jakoś wróciłam do normy, ale zdarzały się epizody depresyjne. Teraz nie chciałam iść do lekarza, dostać tabletkę "szczęścia" i bez emocji podejmować decyzje. Chciałabym po prostu żeby to przestało boleć.

142 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-09-04 14:24:42)

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

lata temu mialam ptsd. Jakoś wróciłam do normy, ale zdarzały się epizody depresyjne. Teraz nie chciałam iść do lekarza, dostać tabletkę "szczęścia" i bez emocji podejmować decyzje. Chciałabym po prostu żeby to przestało boleć.

Tu, na forum jest wiele osób, które pragną zapomnieć o bólu, leczą się tutaj, są na terapii, bo życie rzadko kogoś tylko głaszcze, częściej rzeczywistość boleśnie rozjeżdża się z marzeniami i planami.

Po tym jak się rozpadamy na miliony kawałków, trzeba się pozbierać w całość i zastanowić, dlaczego tak bardzo skupiliśmy się na wymyślonej przyszłości, która nie wypaliła, zamiast żyć teraźniejszością i dbać o to, aby teraźniejszość była najlepsza z możliwych, czerpać z niej garściami.
Ludzie często nie żyją tu i teraz, ale chowają się za kurtyną przeszłości lub przyszłości.
Jak jest z tobą?

143 Ostatnio edytowany przez umieram (2015-09-04 14:40:43)

Odp: umarłam

ja zyje nadzieją. marzeniami. czasem teraźniejszością.

Przyszłością - przemyślałam to - głownie przyszłością

144 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-09-04 16:25:48)

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

ja zyje nadzieją. marzeniami. czasem teraźniejszością.

Przyszłością - przemyślałam to - głownie przyszłością

umieram, stworzyłaś sobie wymarzoną wizję przyszłego życia, I to jest pierwszy problem. Drugi, zdecydowanie poważniejszy problem dotyczy tego, że wyidealizowałaś swojego partnera, który miał stać się gwarantem realizacji wymarzonego przez ciebie scenariusza na przyszłość. Zawisłaś na swoim wybranku. Włożyłaś w swoje wyobrażenia całą siebie. Uzależniłaś swój los i swoje samopoczucie od uczuć i czynów drugiego człowieka.
Musisz dopuścić do swojej świadomości fakt, że sama sobie zgotowałaś piekło, w którym teraz jesteś. I tak samo, jak sobie zawdzięczasz obecną sytuację, tak samo, musisz znależć w sobie siłę, aby przestać użalać się nad sobą, swoim poczuciem ważności i całą tą masą innych emocji, które uniemożliwiają tobie zobaczenie siebie, taką, jaką jesteś oraz innych ludzi takimi, jakimi są w rzeczywistości.

Wyjdż z wnętrza siebie i spójrz na  siebie z dystansu, aby zrozumieć swoje stany emocjonalne. Zastanów się, dlaczego uzależniłaś swoje samopoczucie i szczęście od tego, czy drugi człowiek pokocha ciebie miłością bezwarunkową i wszystko inne poza tobą nie będzie miało dla niego znaczenia. Bo to przez te pragnienia teraz masz "tożsamość ofiary", która aktualnie jest tak silna, że stała się punktem centralnym twojego ego i której zawdzięczasz to, że urazy i żale stały się treścią twojego poczucia siebie.

145

Odp: umarłam

Zmierzch, powiedz mi proszę, abstrahując od moich wewnętrznych zburzeń i problemów czy warto jest podjąć się takiego wyzwania? Próby ratowania tego związku, z pełna świadomością ryzyka, ale też wkładając w to jak najwięcej z siebie - oczywiście z obu stron. czy można ciężka pracą wyzbyć się strachu i żalu? czy jednak myslisz że trzeba uczyć się z tym żyć? Jeżeli oboje będziemy nad tym pracować i starać się o siebie każdego dnia to czy to jest warte tej pracy? czy on kiedyś nie pożałue tego, bo ja nie będę potrafiła sobie z tym poradzić? wiem że tu nie ma gotowych recept i odpowiedzi, ale chciałabym poznać Twoje zdanie. Dziękuję


Sponi brakuje Twoich ciętych uwag i powątpiewań...

146

Odp: umarłam

dobry wieczór...
może po prostu - jeśli Pani kocha, jeśli On kocha - proszę spróbować?
Za jakiś czas... jak już porozmawia sobie Pani z terapeutą (terapia rozmową, nie tabletką!).
wiele osób - a pewnie nawet większość - z piszących tutaj, cokolwiek by teraz pisały, jakiekolwiek opinie wyrażały i doświadczenie życiowe zebrały - spróbowały.
Tylko proszę spróbować naprawdę nie teraz, ale gdy Pani się wyciszy w sobie, pochodzi na terapię, "poprzygląda" się Jemu i Jego zachowaniu i stosunku do Pani.
przecież nic Pani teraz NIE MUSI...

spokojnej i dobrej nocy.

147

Odp: umarłam

Też jestem zdania,że autorka sama sobie zgotowała piekło ale karma wraca...Pomyśl ile osób skrzywdziłaś swoim postępowaniem?Jesteś egoistką i martwisz się tylko o siebie.Pocierpisz trochę i następnego żonatego wyrwiesz.Ale pamiętaj życie to nie zabawa i wcześniej czy później życie wystawi rachunek.

148 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-09-05 21:02:11)

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

Zmierzch, powiedz mi proszę, abstrahując od moich wewnętrznych zburzeń i problemów czy warto jest podjąć się takiego wyzwania? Próby ratowania tego związku, z pełna świadomością ryzyka, ale też wkładając w to jak najwięcej z siebie - oczywiście z obu stron. czy można ciężka pracą wyzbyć się strachu i żalu? czy jednak myslisz że trzeba uczyć się z tym żyć? Jeżeli oboje będziemy nad tym pracować i starać się o siebie każdego dnia to czy to jest warte tej pracy? czy on kiedyś nie pożałue tego, bo ja nie będę potrafiła sobie z tym poradzić? wiem że tu nie ma gotowych recept i odpowiedzi, ale chciałabym poznać Twoje zdanie. Dziękuję

Czy warto podjąć się trudu odbudowy związku, który właściwie nigdy nie został tak naprawdę zbudowany, bo w trakcie budowy jeden z dwóch budowniczych zrobił sobie fajrant, zostawiając drugiego z sypiącymi się mu na głowę cegłami?
Nie wiem, to zależałoby od moich uczuć, moich intuicji, jego zachowań (nie)świadomych oraz innych wielu labilnych emocji.
Nie pomogę, udzielając jasnej odpowiedzi, bo i nie taka moja rola.
A tobie też odradzam podjęcie TERAZ tej decyzji. Jeszcze jesteś zbyt daleko od siebie, od zrozumienia własnych stanów emocjonalnych oraz emocji bliskich ci osób.
Masz czas, który możesz dobrze wykorzystać na przybliżenie się do obiektywnej rzeczywistości i na ujrzenie siebie, swoich związków i swoich emocji bez otoczki iluzji.
To forum, a przede wszystkim psychoterapia, do której gorąco ciebie zachęcam, mogą tobie pomóc zrozumieć siebie, złożoność i szerszy kontekst sytuacji, w której się znalazłaś po to, abyś dzięki temu łatwiej mogła dokonać SAMODZIELNIE najlepszego dla siebie WYBORU.

149

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

Sponi brakuje Twoich ciętych uwag i powątpiewań...

Boże mój, mam trudne dni Smutasku. Zmierzch jest wspaniałą Podporą. A i O'kruszynka zawitała tutaj. Jesteś w dobrych rękach.

Ja jestem...

150

Odp: umarłam
Sponi napisał/a:
umieram napisał/a:

Sponi brakuje Twoich ciętych uwag i powątpiewań...

Boże mój, mam trudne dni Smutasku. Zmierzch jest wspaniałą Podporą. A i O'kruszynka zawitała tutaj. Jesteś w dobrych rękach.

Ja jestem...

Wracaj do nas smile
Od trudnych dni to my jesteśmy.

151

Odp: umarłam
Sponi napisał/a:
umieram napisał/a:

Sponi brakuje Twoich ciętych uwag i powątpiewań...

Boże mój, mam trudne dni Smutasku. Zmierzch jest wspaniałą Podporą. A i O'kruszynka zawitała tutaj. Jesteś w dobrych rękach.

Ja jestem...


Sponi... proszę jak tylko będziesz miała ochotę to pisz. Nie o mnie, nie o analizie moich dziwnych przypadków. Pisz co chcesz. Naprawdę Cię brakuje (najbardziej podobało mi się to że uważałaś mnie za trolla, a ja bałam się opisywac dokładniej pewne rzeczy bo jednak to idzie w eter smile )

152

Odp: umarłam
zmierzch napisał/a:
umieram napisał/a:

Zmierzch, powiedz mi proszę, abstrahując od moich wewnętrznych zburzeń i problemów czy warto jest podjąć się takiego wyzwania? Próby ratowania tego związku, z pełna świadomością ryzyka, ale też wkładając w to jak najwięcej z siebie - oczywiście z obu stron. czy można ciężka pracą wyzbyć się strachu i żalu? czy jednak myslisz że trzeba uczyć się z tym żyć? Jeżeli oboje będziemy nad tym pracować i starać się o siebie każdego dnia to czy to jest warte tej pracy? czy on kiedyś nie pożałue tego, bo ja nie będę potrafiła sobie z tym poradzić? wiem że tu nie ma gotowych recept i odpowiedzi, ale chciałabym poznać Twoje zdanie. Dziękuję

Czy warto podjąć się trudu odbudowy związku, który właściwie nigdy nie został tak naprawdę zbudowany, bo w trakcie budowy jeden z dwóch budowniczych zrobił sobie fajrant, zostawiając drugiego z sypiącymi się mu na głowę cegłami?
Nie wiem, to zależałoby od moich uczuć, moich intuicji, jego zachowań (nie)świadomych oraz innych wielu labilnych emocji.
Nie pomogę, udzielając jasnej odpowiedzi, bo i nie taka moja rola.
A tobie też odradzam podjęcie TERAZ tej decyzji. Jeszcze jesteś zbyt daleko od siebie, od zrozumienia własnych stanów emocjonalnych oraz emocji bliskich ci osób.
Masz czas, który możesz dobrze wykorzystać na przybliżenie się do obiektywnej rzeczywistości i na ujrzenie siebie, swoich związków i swoich emocji bez otoczki iluzji.
To forum, a przede wszystkim psychoterapia, do której gorąco ciebie zachęcam, mogą tobie pomóc zrozumieć siebie, złożoność i szerszy kontekst sytuacji, w której się znalazłaś po to, abyś dzięki temu łatwiej mogła dokonać SAMODZIELNIE najlepszego dla siebie WYBORU.



Myślę.. roztrząsam... zastanawiam się. Tu nie ma najlepszego wyboru smile Ryzyko bycia z nim - albo będzie dobrze, albo piekło. Bycie bez niego - zapomnę, albo całe życie będę żałować. Zostawiam to. Żyję. Czas pokaże. Na razie przeżywam mnóstwo skrajnych emocji, przechodzę z jednych w drugie w płynny sposób i skupiam się na dziecku. Poznałam też nowe nieznane mi uczucie i o dziwo dopiero teraz je potrafię nazwać... hmm... to zazdrość. Silne i nieprzyjemne uczucie. Dam radę i to wiem, nie wiem tylko z jakim skutkiem smile I niesamowicie Cieszę się że tu jesteście. To naprawdę wiele, że macie ochotę poświęcić swój czas etc. dziękuję.

153 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-09-06 21:38:11)

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

Sponi... proszę jak tylko będziesz miała ochotę to pisz. Nie o mnie, nie o analizie moich dziwnych przypadków. Pisz co chcesz. Naprawdę Cię brakuje (najbardziej podobało mi się to że uważałaś mnie za trolla a ja bałam się opisywac dokładniej pewne rzeczy bo jednak to idzie w eter smile )

Och Ty Śmieszko smile Jeden Twój fałszywy ruch i... Koniec z nami Obrazek dodany przez użytkowniczkę

A tak poważnie. Trollątko moje... Powiedz mi jak wygląda sytuacja teraz. Czy masz z nim kontakt. Czy zostałaś z tym wszystkim sama?

154

Odp: umarłam
Sponi napisał/a:
umieram napisał/a:

Sponi... proszę jak tylko będziesz miała ochotę to pisz. Nie o mnie, nie o analizie moich dziwnych przypadków. Pisz co chcesz. Naprawdę Cię brakuje (najbardziej podobało mi się to że uważałaś mnie za trolla a ja bałam się opisywac dokładniej pewne rzeczy bo jednak to idzie w eter smile )

Och Ty Śmieszko smile Jeden Twój fałszywy ruch i... Koniec z nami Obrazek dodany przez użytkowniczkę

A tak poważnie. Trollątko moje... Powiedz mi jak wygląda sytuacja teraz. Czy masz z nim kontakt. Czy zostałaś z tym wszystkim sama?



Sponi... ja mam z nim kontakt. Cały czas. I zrobiłam coś bardzo nieodpowiedzialnego.  Jedyne co mi zostaje to uśmiech bo chyba gorzej być nie może. Teraz to już jest całkiem telenowela. Normalnie ku*wa moda na sukces.

155

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

Sponi... ja mam z nim kontakt. Cały czas. I zrobiłam coś bardzo nieodpowiedzialnego.  Jedyne co mi zostaje to uśmiech bo chyba gorzej być nie może. Teraz to już jest całkiem telenowela. Normalnie ku*wa moda na sukces.

Jejuś, co takiego zrobiłaś?
Swoją drogą cieszy mnie, że masz poczucie humoru w tym wszystkim.

156

Odp: umarłam
Sponi napisał/a:
umieram napisał/a:

Sponi... ja mam z nim kontakt. Cały czas. I zrobiłam coś bardzo nieodpowiedzialnego.  Jedyne co mi zostaje to uśmiech bo chyba gorzej być nie może. Teraz to już jest całkiem telenowela. Normalnie ku*wa moda na sukces.

Jejuś, co takiego zrobiłaś?
Swoją drogą cieszy mnie, że masz poczucie humoru w tym wszystkim.


wstydzę się własnej nieodpowiedzialności. Tego że zachowuję się jak nastolatka. Kur*a.... jestem po operacyjnym usuwaniu jajników. Został mi jeden. ale w marnym stanie. praktycznie bezpłodność. Szansa na dziecko 1/100000. Tyle bagna a ja. Dwie kreski. Nie wiem. Sponi teraz to jest już taka komedia. siedziałam dzisiaj w nocy i rechotałam jak dziecko, bo ja już nie mam zmartwień. Teraz to jest czeski film.

157

Odp: umarłam

Jesteś w ciążyObrazek dodany przez użytkowniczkę
Chyba mnie wkręcasz.

158

Odp: umarłam

nie wkręcam. Ja też nie wierze. najpierw lekarz. zrobiłam 3 testy.

159

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

nie wkręcam. Ja też nie wierze. najpierw lekarz. zrobiłam 3 testy.

Życie bywa przewrotne, ale ja wciąż nie wierzę w Twoje istnienie. Weszłam do pracy. Chyba muszę się napić... Kawy Obrazek dodany przez użytkowniczkę

160

Odp: umarłam

myślisz że moje życie jest tak pogmatwane że aż nieprawdopodobne?
Zostańmy przy tej grze, nie musisz wierzyć że ja istnieję smile ale nie zostawiaj mnie big_smile
Myślałam że nie będę już nigdy matką. A tu w takim momencie. Jestem przerażona i nie mogę przestać się uśmiechać.

161

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

myślisz że moje życie jest tak pogmatwane że aż nieprawdopodobne?
Zostańmy przy tej grze, nie musisz wierzyć że ja istnieję smile ale nie zostawiaj mnie big_smile
Myślałam że nie będę już nigdy matką. A tu w takim momencie. Jestem przerażona i nie mogę przestać się uśmiechać.

Zgoda smile Przejdziemy ciążę razem lol

Ty masz deprechę Obrazek dodany przez użytkowniczkę

162

Odp: umarłam

no teraz to ja się już nie martwię tym wszystkim co było na początku postu. teraz to się martwię że mam ochotę na kawę i papierosa a wiem że nie mogę smile

163

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

no teraz to ja się już nie martwię tym wszystkim co było na początku postu. teraz to się martwię że mam ochotę na kawę i papierosa a wiem że nie mogę smile

Dobrze, dobrze... On wie? Rodzice Twoi?

164

Odp: umarłam

On wie. Rodzice nie wiedzą. Ku*wa jak ja to rodzicom powiem to mnie powieszą hahahaha... nooo... zginę Sponi z ich rąk. W ogóle to on się cieszy. mówi że mnie kocha że to cudownie. Mówię Ci tu jest czeski film. a ja siedzę w środku i jestem taki małym debilem który sam sobie całe życie stwarza cudowne okazje do pogrążania się w nieprzerwanych pasmach problemów hahaha

165

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

On wie. Rodzice nie wiedzą. Ku*wa jak ja to rodzicom powiem to mnie powieszą hahahaha... nooo... zginę Sponi z ich rąk. W ogóle to on się cieszy. mówi że mnie kocha że to cudownie. Mówię Ci tu jest czeski film. a ja siedzę w środku i jestem taki małym debilem który sam sobie całe życie stwarza cudowne okazje do pogrążania się w nieprzerwanych pasmach problemów hahaha

Jesteś w szoku. Rodzicom powiedz. Niezwłocznie. Nikt Ciebie nie zabije. Ciąża to nie zbrodnia.
A swoją drogą jak on to widzi? I jak Ty to widzisz?

166

Odp: umarłam

Sponi moi rodzice hahaha ja im nie powiem. Jak on to widzi? Chce ze mna zamieszkać i zyć ze mną. Jak ja to widzę? Kur*wa ja tego narazie nie widzę. Narazie to mi niedobrze z nerwów.

167

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

Sponi moi rodzice hahaha ja im nie powiem. Jak on to widzi? Chce ze mna zamieszkać i zyć ze mną. Jak ja to widzę? Kur*wa ja tego narazie nie widzę. Narazie to mi niedobrze z nerwów.

Zaraz, zaraz... Chce z Tobą zamieszkać? A jak sprawy z żoną? Ona tez nie jest do przestawiania po kątach. Zwiać chce? Od odpowiedzialności? O nie...

Czy zaproponował byście razem powiedzieli Twoim i jego rodzicom?

168 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-09-07 10:07:17)

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

Ku*wa jak ja to rodzicom powiem to mnie powieszą hahahaha...

Że niby takimi sprawami przejmuje się dorosła kobieta

umieram napisał/a:

myślisz że moje życie jest tak pogmatwane że aż nieprawdopodobne?.

TAK



Sponi
Odpuść tego trolla. Są tu osoby, które faktycznie potrzebują wsparcia

169

Odp: umarłam
zmierzch napisał/a:

Sponi
Odpuść tego trolla. Są tu osoby, które faktycznie potrzebują wsparcia

Kurcze, waham się jeszcze. Szczerze, jestem na rozdrożu. A jeśli to prawda?
Zresztą, ja nie umiem raczej pomagać.
Traktuję to raczej jak studium zachowań ludzkich.

170

Odp: umarłam
zmierzch napisał/a:
umieram napisał/a:

Ku*wa jak ja to rodzicom powiem to mnie powieszą hahahaha...

Że niby takimi sprawami przejmuje się dorosła kobieta

umieram napisał/a:

myślisz że moje życie jest tak pogmatwane że aż nieprawdopodobne?.

TAK



Sponi
Odpuść tego trolla. Są tu osoby, które faktycznie potrzebują wsparcia


ciekawe czy gdybym nie wiem, dokładnie pisała ile mam lat ile lat mają dzieci czy inne szczegóły to nie było by takich.
I tak jako dorosła kobieta przejmuję się rodzicami, mieszkam u nich i jestem od nich zależna. I wiem że pierwszy raz w życiu zostanę bez nich bo tego nie zaakceptują i wybacz jeżeli dla Ciebie jest to dziwne.

171

Odp: umarłam
Sponi napisał/a:
umieram napisał/a:

Sponi moi rodzice hahaha ja im nie powiem. Jak on to widzi? Chce ze mna zamieszkać i zyć ze mną. Jak ja to widzę? Kur*wa ja tego narazie nie widzę. Narazie to mi niedobrze z nerwów.

Zaraz, zaraz... Chce z Tobą zamieszkać? A jak sprawy z żoną? Ona tez nie jest do przestawiania po kątach. Zwiać chce? Od odpowiedzialności? O nie...

Czy zaproponował byście razem powiedzieli Twoim i jego rodzicom?


Nie proponował nic takiego. On z żoną chce się rozwieść. W sumie to sprawa jest w toku. Ja mam mętlik w głowie. Czytam artykuły o cytotec'u  arthrotec'u. Zastanawiam się. Nie wiem Po prostu. Chwilowa euforia a teraz przeokrutny strach.

172 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-09-07 10:39:39)

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

...

Ktoś kiedyś w dobrej wierze założył forum, żeby ludzie wymieniali się doświadczeniami, pomagali sobie w rozwiązywaniu problemów. Niestety takie fora przyciągają też znudzone, leniwe trolle, które nie mają lepszego pomysłu na spędzanie czasu.
Sponi szybko wyczuła w tobie trolla (gratuluję nosa smile ), ale mnie udało się tobie oszukać.
Szkoda mojego czasu. Wylogowuję się stąd.

173

Odp: umarłam

Uważasz mnie za trola ja nie będę się tłumaczyć. Nie chcesz tu pisać, nie musisz. mam większe problemy niż tłumaczenie się w internecie ze swojej prawdziwości. Wcześniej naprawdę dużo mi dało to co pisałaś i Ci dziękuję, ale teraz mam już taki syf ze sobą że nie chce mi się kłócić na temat mojego istnienia

174

Odp: umarłam

Na tym forum był kiedyś wątek, który uznano za zwykłego trolla. Wówczas poza forum przekonałam się, że to co było wtedy tam napisane jest prawdą.
Stąd moje rozterki.
Wiem jedno, życie potrafi układać nieprawdopodobne scenariusze. I to na takim poziomie niewiary, że nie mieści się w głowie.

Wrócę tutaj wieczorem. Muszę pracować. W teren wybywam sad

175

Odp: umarłam

Rany dziewczyno powiedz co Ty masz w tej głowie...

Dorosła kobieta zostawia męża, rujnuje świat WŁASNEMU DZIECKU, dla podobno wielkiej miłości, kochanek w tym czasie płodzi drugie dziecko z zona, i de facto on zostawia DWOJE DZIECI, teraz jeszcze prawdopodobnie jesteś w ciąży i zastanawiasz się nad POZBYCIEM SIĘ DZIECKA, a to wszystko mieszkając u rodziców nie będąc nawet na tyle samodzielna by wziąć odpowiedzialność za własne życie, będąc od nich zależna i siedząc im na głowie???????????!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wcześniej zajmował/opiekował się Tobą mąż, a wymarzony luby nie zdołał jak do tej pory zachować się jak mężczyzna mimo że ty dla niego poświęciłaś rodzinę.

Popatrz po drodze skrzywdziłaś/skrzywdzisz CZWORO DZIECI. Warto było? Żadnej refleksji?
Ale wiem dla wielkiej miłości to wszystko.

176

Odp: umarłam
Sponi napisał/a:

Na tym forum był kiedyś wątek, który uznano za zwykłego trolla. Wówczas poza forum przekonałam się, że to co było wtedy tam napisane jest prawdą.
Stąd moje rozterki.
Wiem jedno, życie potrafi układać nieprawdopodobne scenariusze. I to na takim poziomie niewiary, że nie mieści się w głowie.

Wrócę tutaj wieczorem. Muszę pracować. W teren wybywam sad


jak możemy pisać drogą mailową to ja chciałabym móc napisać wszystko bez obcinania faktów ze strachu że pójdą w eter.

177 Ostatnio edytowany przez umieram (2015-09-07 10:50:30)

Odp: umarłam
edziak napisał/a:

Rany dziewczyno powiedz co Ty masz w tej głowie...

Dorosła kobieta zostawia męża, rujnuje świat WŁASNEMU DZIECKU, dla podobno wielkiej miłości, kochanek w tym czasie płodzi drugie dziecko z zona, i de facto on zostawia DWOJE DZIECI, teraz jeszcze prawdopodobnie jesteś w ciąży i zastanawiasz się nad POZBYCIEM SIĘ DZIECKA, a to wszystko mieszkając u rodziców nie będąc nawet na tyle samodzielna by wziąć odpowiedzialność za własne życie, będąc od nich zależna i siedząc im na głowie???????????!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wcześniej zajmował/opiekował się Tobą mąż, a wymarzony luby nie zdołał jak do tej pory zachować się jak mężczyzna mimo że ty dla niego poświęciłaś rodzinę.

Popatrz po drodze skrzywdziłaś/skrzywdzisz CZWORO DZIECI. Warto było? Żadnej refleksji?
Ale wiem dla wielkiej miłości to wszystko.


nie w 100% ale w dużym stopniu masz rację. Ale nie wiem, przecież to da się poukładać. Na pewno. Jakoś Ku*wa musi bo przecież nie wiem. a do tego w jakim stopniu dzieci szczęśliwsze są w nieszczęśliwej rodzinie? I dlaczego ja zrujnowałam córce świat - co do tego to się nie zgodzę, bo ona jest zadowolona i szczęśliwa i nie mogę wypowiadać się za jego córkę, ale wiem że mojej nic nie jest i świata jej nie zrujnowałam. Nie siedzę rodzicom na głowie w taki sposób jak Ty to sobie wyobrażasz, jestem niezależna, mam prace. Wiem tylko, bo znam ich podejście że będzie ogromna afera i pałanie nienawiścią - i nie boję się tu o siebie tylko o nich bo nie mają po 20 lat, a zapewne zaczną odstawiać szopki żebym wróciła do domu.



AAA i co naważniejsze mój mąż się mną nie opiekował. i jestem dużo bardziej zaopiekowana bez niego. I to przez mojego męża utknęłam u rodziców - ale to długa i bardzo ku*wa głupia historia

178

Odp: umarłam
edziak napisał/a:

Rany dziewczyno powiedz co Ty masz w tej głowie...

Dorosła kobieta zostawia męża, rujnuje świat WŁASNEMU DZIECKU, dla podobno wielkiej miłości, kochanek w tym czasie płodzi drugie dziecko z zona, i de facto on zostawia DWOJE DZIECI, teraz jeszcze prawdopodobnie jesteś w ciąży i zastanawiasz się nad POZBYCIEM SIĘ DZIECKA, a to wszystko mieszkając u rodziców nie będąc nawet na tyle samodzielna by wziąć odpowiedzialność za własne życie, będąc od nich zależna i siedząc im na głowie???????????!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wcześniej zajmował/opiekował się Tobą mąż, a wymarzony luby nie zdołał jak do tej pory zachować się jak mężczyzna mimo że ty dla niego poświęciłaś rodzinę.

Popatrz po drodze skrzywdziłaś/skrzywdzisz CZWORO DZIECI. Warto było? Żadnej refleksji?
Ale wiem dla wielkiej miłości to wszystko.

W końcu czysta prawda.
Nawet mi Ciebie nie jest żal .Masz co chciałaś,rozwalasz wszystko i jeszcze się nad sobą użalasz?
O ile faktycznie nie jesteś trollikiem....

179

Odp: umarłam
Sponi napisał/a:

Na tym forum był kiedyś wątek, który uznano za zwykłego trolla. Wówczas poza forum przekonałam się, że to co było wtedy tam napisane jest prawdą.
Stąd moje rozterki.
Wiem jedno, życie potrafi układać nieprawdopodobne scenariusze. I to na takim poziomie niewiary, że nie mieści się w głowie.

Sponi
Na mailu też można konfabulować.
Nie pozwól się wykorzystywać i wysysać z siebie dobrą energię smile.

180

Odp: umarłam

można konfabulować wszędzie.

181 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-09-07 11:01:10)

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

można konfabulować wszędzie.

Ale po co ?
Dlaczego to robisz, umieram?
Przecież osoby, które poświęcają swój czas i uwagę twoim wyimaginowanym ponad miarę problemom, mogłyby w tym czasie pomóc osobom, które potrzebują faktycznego wsparcia i pomocy, bo wydaje im się, że jest tylko...pustka i nicość.

182

Odp: umarłam
zmierzch napisał/a:

Ó

umieram napisał/a:

można konfabulować wszędzie.

Ale po co ?
Dlaczego to robisz, umieram?
Przecież osoby, które poświęcają swój czas i uwagę twoim wyimaginowanym ponad miarę problemom, mogłyby w tym czasie pomóc osobom, które potrzebują faktycznego wsparcia i pomocy, bo wydaje im się, że jest tylko...pustka i nicość.


ja naprawdę istnieje i naprawdę mam przeje*ane z własnej głupoty. Jest w całej historii trochę faktów które w rzeczywistości wyglądają inaczej, ale cała historia to prawda i jestem też w ciąży i wiem od wczoraj i przysięgam że mówili że nie mogę mieć dzieci, aj nie wiem może to nie ciąża tylko białkomocz już czytałam o wszystkim, że to może przekłamywać wynik testów. Muszę iść do lekarza. kur*a marzyłam żeby mieć dziecko. Ale nie teraz, nie w ten sposób. Jego żona nas pozabija. moi rodzice dostaną szału i dopiero wtedy zobaczę ku*wa obraz "dzieła mojego życia". Po co ja się w to wplątywałam? chciałabym wziąć swoje dziecko i uciec gdzieś daleko stąd. Bo teraz dopiero zaczynam widzieć jakie to jest bagno. Tu nie ma dobrych rozwiązań bo zawsze ktoś dostanie po dupie. i jestem przerażona na maksa. Łatwo było mi mówić że on jest nieodpowiedzialny, a ja? ja jestem jeszcze gorsza.

183 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-09-07 11:17:04)

Odp: umarłam
umieram napisał/a:

[
ja naprawdę istnieje i naprawdę mam przeje*ane z własnej głupoty. Jest w całej historii trochę faktów które w rzeczywistości wyglądają inaczej, ale cała historia to prawda i jestem też w ciąży i wiem od wczoraj i przysięgam że mówili że nie mogę mieć dzieci, aj nie wiem może to nie ciąża tylko białkomocz już czytałam o wszystkim, że to może przekłamywać wynik testów. Muszę iść do lekarza. kur*a marzyłam żeby mieć dziecko. Ale nie teraz, nie w ten sposób. Jego żona nas pozabija. moi rodzice dostaną szału i dopiero wtedy zobaczę ku*wa obraz "dzieła mojego życia". Po co ja się w to wplątywałam? chciałabym wziąć swoje dziecko i uciec gdzieś daleko stąd. Bo teraz dopiero zaczynam widzieć jakie to jest bagno. Tu nie ma dobrych rozwiązań bo zawsze ktoś dostanie po dupie. i jestem przerażona na maksa. Łatwo było mi mówić że on jest nieodpowiedzialny, a ja? ja jestem jeszcze gorsza.


Nie wierzę.
Stosujesz znane z podstaw psychologii proste manipulacje oraz zwroty, świadczące o twojej dużej niedojrzałości.
W tym ostatnim poście jest ich kilka, a mają za zadanie wzbudzić zwykłą litość.
Uprzejmie ciebie proszę, zaniechaj tej zabawy.

Ponieważ bardzo mnie interesują przyczyny trollowania, byłby to twój duży ukłon w moją stronę, jeśli zdecydowałabyś się na wyjaśnienie swoich motywów. Wartość poznawcza bezcenna.

184

Odp: umarłam

zmierzch to nie jest zabawa. I na dobrą sprawę pisanie na forum i tak nie rozwiąże żadnego z moich problemów. I nie pisałam tu dla litości bo nie jest mi do niczego potrzebna, pisałam bo nie umiem sobie poradzić z własnymi wyborami i chciałam poznać opinie innych. Ale teraz sprawa już na tyle się rypła że forum jest jak ziarenko a problem jak globus. Nie chcę Cię przekonywać, nie chcę też odsłaniać się bardziej ani tej historii, zwyczajnie boję się że ktoś powiąże fakty i zrozumie że mnie zna, bo nie wiem kto jest na tym forum. Ale uwierz mi tylko w jedno, gdybym napisała wszystko, całą prawdę to wtedy na pewno uznałabyś mnie za trolla i to mega - podjęłam się tego, odręcznie w zeszycie i jak sama to przeczytałam to stwierdziłam że nie nakręcono by nawet o tym filmu bo wydawałby się naciągany. A co jest najśmieszniejsze to większość z najmniej prawdopodobnych i najmniej logicznych rzeczy wydarza się poza mną ku*wa i niezależnie ode mnie. noo. czytam ten wątek od początku i faktycznie to jakaś farsa. Bo wszystko wygląda gorzej. Moja córa i mąż naprawdę nie ucierpieli (z resztą o moim mężu mogłabym osobny wątek założyć, ale o tym dowiedziałam się w piątek wieczorem - ooo widzisz kolejna sprawa do zakwalifikowania mnie na trolla), ale co do reszty to jest jeba*y armagedon.

185

Odp: umarłam

Umieram (a propos... okropny, przejaskrawiony niepotrzebnie nick, bo są sytuacje w życiu dużo poważniejsze niż opisana przez Ciebie jeśli w ogóle jest realna bo ostatnio nikt tu już nikomu nie wierzy niestety)

Nie chcesz opisywać szczegółów i to jest uzasadnione - na Twoim miejscu też wstydziłabym się opisywać takie historie tym bardziej że uczestniczysz w nich na własne życzenie.

Ogarnij się w końcu i zacznij to układać SAMA. Dorosła jesteś, pracujesz, podejmujesz decyzje to w końcu zacznij podejmować te dobre.
A nie czekasz że "przecież to da się poukładać". Kto ma to zrobić za Ciebie, ten przepraszam za porównanie Twój reproduktor (ale nasuwa się samo przez się - najpierw rok nie śpi z żoną, raz im się zdarza i to po pijaku czy jakoś tak w każdym razie w amoku i pyk! - jest ciąża, teraz Ty - z nikłą szansą na zapłodnienie i pyk! - jest ciąża)? Kto ma to poukładać jak nie Ty sama, no kto?

Nie jesteś zależna od rodziców finansowo. OK. To dlaczego z nimi mieszkasz? Zapewne jak Ty się spotykasz z lubym ktoś musi się zająć dzieckiem (ewentualnie jeszcze czasami Twój były mąż), a Ty w tym czasie masz czas dla niego.

Nie zrujnowałaś życie dziecku. OK. Jeśli mąż nie był jakimś sadystą w różnym tego słowa znaczeniu, czy notorycznym "zdradzaczem" to nie sądzę by z perspektywy córki był to nieszczęśliwy dom. Nie piszesz, albo nie pamiętam nic o byłym mężu poza tym że to wasze małżeństwo była po prostu zgrana maszyna. Nie było nic o próbie odbudowy bliskości, naprawy związku. Robiliście coś w tym kierunku? Dziecko będzie teraz musiało się mierzyć z tym, że rodziców widuje okresowo, z czasem a właściwie niedługo będzie miało rodzeństwo, będzie musiało zmierzyć się z tym, że tato być może będzie miał inne dzieci które zajmą jego uwagę, inną kobietę która także może Waszą córkę różnie traktować bo ludzie są różni. Dobrze, że jest radosna ale rozwód ma wpływ na całe życie a jego skutki nie są widoczne od razu, mogą się pojawić po latach. Więc trochę samokrytyki i refleksji i w tym temacie byłoby wskazane bo nie wiesz jak kiedyś małżeństwo będzie postrzegała wasza córka.

I najważniejsze, jeżeli jesteś w ciąży faktycznie i stało się to przy tak nikłej szansie na poczęcie to nie uważasz że Twoim priorytetem powinny być teraz Twoje dzieci?.. Tu musisz sama sobie dopowiedzieć co robić. Masz szansę dać córce rodzeństwo. A Ty koncentrujesz się tylko na jakimś palancie wałęsającym się pomiędzy nogami żony i Twoimi. Przykre.

186 Ostatnio edytowany przez umieram (2015-09-07 11:29:59)

Odp: umarłam
edziak napisał/a:

Umieram (a propos... okropny, przejaskrawiony niepotrzebnie nick, bo są sytuacje w życiu dużo poważniejsze niż opisana przez Ciebie jeśli w ogóle jest realna bo ostatnio nikt tu już nikomu nie wierzy niestety)

Nie chcesz opisywać szczegółów i to jest uzasadnione - na Twoim miejscu też wstydziłabym się opisywać takie historie tym bardziej że uczestniczysz w nich na własne życzenie.

Ogarnij się w końcu i zacznij to układać SAMA. Dorosła jesteś, pracujesz, podejmujesz decyzje to w końcu zacznij podejmować te dobre.
A nie czekasz że "przecież to da się poukładać". Kto ma to zrobić za Ciebie, ten przepraszam za porównanie Twój reproduktor (ale nasuwa się samo przez się - najpierw rok nie śpi z żoną, raz im się zdarza i to po pijaku czy jakoś tak w każdym razie w amoku i pyk! - jest ciąża, teraz Ty - z nikłą szansą na zapłodnienie i pyk! - jest ciąża)? Kto ma to poukładać jak nie Ty sama, no kto?

Nie jesteś zależna od rodziców finansowo. OK. To dlaczego z nimi mieszkasz? Zapewne jak Ty się spotykasz z lubym ktoś musi się zająć dzieckiem (ewentualnie jeszcze czasami Twój były mąż), a Ty w tym czasie masz czas dla niego.

Nie zrujnowałaś życie dziecku. OK. Jeśli mąż nie był jakimś sadystą w różnym tego słowa znaczeniu, czy notorycznym "zdradzaczem" to nie sądzę by z perspektywy córki był to nieszczęśliwy dom. Nie piszesz, albo nie pamiętam nic o byłym mężu poza tym że to wasze małżeństwo była po prostu zgrana maszyna. Nie było nic o próbie odbudowy bliskości, naprawy związku. Robiliście coś w tym kierunku? Dziecko będzie teraz musiało się mierzyć z tym, że rodziców widuje okresowo, z czasem a właściwie niedługo będzie miało rodzeństwo, będzie musiało zmierzyć się z tym, że tato być może będzie miał inne dzieci które zajmą jego uwagę, inną kobietę która także może Waszą córkę różnie traktować bo ludzie są różni. Dobrze, że jest radosna ale rozwód ma wpływ na całe życie a jego skutki nie są widoczne od razu, mogą się pojawić po latach. Więc trochę samokrytyki i refleksji i w tym temacie byłoby wskazane bo nie wiesz jak kiedyś małżeństwo będzie postrzegała wasza córka.

I najważniejsze, jeżeli jesteś w ciąży faktycznie i stało się to przy tak nikłej szansie na poczęcie to nie uważasz że Twoim priorytetem powinny być teraz Twoje dzieci?.. Tu musisz sama sobie dopowiedzieć co robić. Masz szansę dać córce rodzeństwo. A Ty koncentrujesz się tylko na jakimś palancie wałęsającym się pomiędzy nogami żony i Twoimi. Przykre.

strzeliłaś mnie w twarz. ale słusznie. Moje małżeństwo ojjj nie dało się utworzyć w nim ani odbudować bliskości z pewnych względów. Mój maż nie był w domu nigdy sadystą, ale nie było normalnej atmosfery. I wiem że muszę skupić się na dzieciach, ale ja się kure*sko boje. boję się ciązy, reakcji rodziny, samotności, boję się że najprawdopodobniej spier*oliłam sobie i paru osobom zycie.

co do nicku był wpisany przy butelce wina z totalna załamką i sama jak się loguję odczuwam jego debilizm.

187

Odp: umarłam

edziak
Daj spokój.
Autorka zapomniała, że napisała o braku kontaktów fizycznych z kochankiem od kilku m-cy a tu bach - ciąża.
Zaraz się okaże, że z mężem big_smile

188

Odp: umarłam
zmierzch napisał/a:

edziak
Daj spokój.
Autorka zapomniała, że napisała o braku kontaktów fizycznych z kochankiem od kilku m-cy a tu bach - ciąża.
Zaraz się okaże, że z mężem big_smile

nie nie z mężem. pisałam że dopóki nie powiedzieliśmy u siebie w domu że odchodzimy i nie poukładalismy w miare. z resztą kurwa ja spałam z nim ostatnio. co za różnica. nie powinnam była iść z nim do łóżka tymbardziej po tym wszystkim.

189

Odp: umarłam

Najprawdopodobniej???
Na pewno moja droga.

"najprawdopodobniej spier*oliłam sobie i paru osobom zycie"
Przestań nadal w pierwszej kolejności martwić się sobą, ja.. boje się, moje uczucia..ciągle tylko Ty

I masz rację, strzel sobie w twarz, może to pomoże. Dorośnij. Zajmij się dziećmi. Przestań się użalać.
Ponieś konsekwencje.

190

Odp: umarłam
edziak napisał/a:

Najprawdopodobniej???
Na pewno moja droga.

"najprawdopodobniej spier*oliłam sobie i paru osobom zycie"
Przestań nadal w pierwszej kolejności martwić się sobą, ja.. boje się, moje uczucia..ciągle tylko Ty

I masz rację, strzel sobie w twarz, może to pomoże. Dorośnij. Zajmij się dziećmi. Przestań się użalać.
Ponieś konsekwencje.

Ponoszę. I poniosę jeszcze większe.

191 Ostatnio edytowany przez edziak (2015-09-07 11:40:04)

Odp: umarłam

A i przestań przeklinać.

Choć jak człowiek czyta takie teksty kobiet które same sobie zrujnowały życie a potem użalają się nad sobą to sama mam ochotę wypowiedzieć się dobitniej.

EDIT:
Jeszcze jedno:
konsekwencja seksu jest ciąża, ale nie traktuj dziecka jako konsekwencji.
Spróbuj jednak jakoś podejść do tego dziecka, jeśli się to potwierdzi, jak do błogosławieństwa, małego cudu. Wiele kobiet oddałoby wiele by być tak zaskoczonym.

192

Odp: umarłam

Świstak ?!! Świiiiisaaaak, gdzie jesteś ?
Cho no tu, trza te sreberka pozawijać trochę.
Inaczej zalew kuTew murowany smile

Fajnie się bawisz umieram. Ubaw po pachy.

193

Odp: umarłam
edziak napisał/a:

A i przestań przeklinać.

Choć jak człowiek czyta takie teksty kobiet które same sobie zrujnowały życie a potem użalają się nad sobą to sama mam ochotę wypowiedzieć się dobitniej.


zabawne. Bo tak sobie myslę...gdybym zyła w stagnacji, nie oczekiwała nic więcej od życia. Wpasowała się w schemat - dom, praca - grała w monopoly w soboty a w niedziele robiła rosół. Była niekochana, niedotykana, ale na pozór w bardzo polskiej, bardzo schematycznej rodzinie ze szczęściem kupionym na wyprzedaży w ikei, to żadna z was nie osądzała by mnie, nie mówiła jaka jestem głupia, jak niszczę, jak rujnuję. Ja chciałam od życia więcej, znalazłam coś wyjątkowego i to się spieprzyło. Ale przynajmniej miałam odwagę próbować, nie trwać w schematach bo tak wypada, bo w amerykańskim filmie pokazali że dziecko podczas rozwodu przeżywa dramat i ja nie mogę mu tego zrobić. A propos dzieci i rozwodów dziwne że moje dziecko reaguje wprost odwrotnie niż każdy się spodziewa. To że ktoś marzy, że chce dostać od życia coś wiecej niż obrazek z pudełka płatków ładny tylko zewnątrz, nie oznacza że jest zły, że z premedytacją chce innym coś zniszczyć.

194 Ostatnio edytowany przez edziak (2015-09-07 11:50:04)

Odp: umarłam

Ręce opadają...

Chciałaś to masz.
Znalazłaś coś wyjątkowego w czyimś domu.
Swojego męża sama wybrałaś, dziecko samo się nie zrodziło.
Można spróbować zmienić swoje życie, spróbować naprawić małżeństwo.
Można, po nieudanej próbie naprawy związku, odejść od męża, stanąć na własnych nogach, i znaleźć mężczyznę wolnego nie rujnując życia kilkorga ludzi na raz.
A to wszystko bo się jest odważnym i łamie schematy.

Szkoda mojego ATP na klikanie w klawiaturę...

195

Odp: umarłam
edziak napisał/a:

Ręce opadają...

Chciałaś to masz.
Znalazłaś coś wyjątkowego w czyimś domu.
Swojego męża sama wybrałaś, dziecko samo się nie zrodziło.
Można spróbować zmienić swoje życie, spróbować naprawić małżeństwo.
Można, po nieudanej próbie naprawy związku, odejść od męża, stanąć na własnych nogach, i znaleźć mężczyznę wolnego nie rujnując życia kilkorga ludzi na raz.
A to wszystko bo się jest odważnym i łamie schematy.

Szkoda mojego ATP na klikanie w klawiaturę...


tak, bo życie wygląda tak że wszystko robimy jak należny, zawsze w odpowiedniej kolejności. Każda decyzja i każda rzecz jest łatwa. I niekiedy zdarzają się takie czarne owce jak ja... nie trzymające się tego jak należny w życiu postąpić i kiedy się zakochać i w kim itd. na szczęście większość kobiet jest cudowna przedkłada wszystko nad własne szczęście, poświęca się i umoralnia wszystkich wokół bo każda jest święta, poza czarnymi owcami. One polują na cudzych mężów i niszczą ludziom życie, nie mają uczuć i nie zasługują na nic. Tylko je opluć i pozabijać...
I jak tak czytam coraz większe próby udowodnienia mi jakie to okropne wszystko z tym większa świadomością powiedzieć mogę że nie żałuję. Jestem pogubiona, mało poukładana, ale niczego nie żałuję. Boję się i tyle. A opinie na temat tego jaka jestem co wybrałam i co powinnam najpierw są bezcelowe bo czasu cofnąć się nie da i co się powinno kiedyś to mało istotne.

Posty [ 131 do 195 z 291 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026