Zorija napisał/a: Nie wiem... może się mylę.... ale wg mnie jedną szansę powinien dostać każdy, szczególnie jeśli jest mu wstyd, żałuje i bardzo o tą szansę prosi.
Hmmm...
W tym konkretnym przypadku mamy faceta, który liczy na kolejna, nie pierwszą szansę i że po raz kolejny zdrada mu się upiecze. Przypominam, że najpierw zdradził żonę z kochanką, a teraz kochankę z żoną.
Pamiętasz Zorija naszą rozmowę z innego wątku o tym, jak czasami w związku czujemy się jak NIC. Brakuje nam ciepła, troski, docenienia, życzliwości. Tkwimy w takim układzie, licząc, że coś samo się zmieni, albo że partner domyśli się lub (gdy jasno przedstawiamy swoją frustrację) zrozumie pewnego dnia i sytuacja ulegnie zmianie, a my staniemy się znowu KIMŚ ważnym i wyjątkowym - po prostu kochanym. No i nasz partner nie jest przecież taki najgorszy, nie zdradza, nie bije,...A czasami bywa nawet całkiem przyjemnie na wspólnych wakacjach raz w roku.
Może kochanek autorki, dopóki jej nie spotkał wiódł dokładnie takie życie niekochanego człowieka (w przypadki autorki mam pewność, że tak właśnie było). I nagle z NICzego stał się dla kogoś KIMŚ. Stał się dla autorki wątku postacią pierwszoplanową, lustrem, w którym mógł się przeglądać. Wszystko, co było dotychczas priorytetowe i istotne poszło w zapomnienie. Zaczął przeprowadzać życiową rewolucję.
I wtedy...
Wtedy, gdy żona się dowiedziała i zacął widzieć w jej oczach i ból, i rozpacz, poczuł się znów przez nią kochany. Poczuł to, co tak bardzo chciał od niej poczuć. Poczuł że jednak jest dla niej kimś ważnym, wyjątkowym, jedynym,...
Wszedł w to, a właściwie w nią, czego skutki są znane.
Jaki mamy bilans słabości tego faceta?
Dwie boleśnie i dogłębnie zranione kobiety i dziecko, które wychowa się bez ojca na codzień, albo z ojcem, czującym, że przegrał swoje życie. Przegrał, bo tak wielka w ńim była potrzeba bycia dla kogoś KIMŚ wyjątkowym. Przegrał, bo jest niedojrzały. Przegrał, bo nie potrafi być lojalny.
Dać temu facetowi szansę?
Ty, Zorija, dałabyś mu szansę?
Jak myślisz, ile on zrozumiał z tego, co uczynił wszystkim uczestnikom tego dramatu?
Jak myślisz, jaka jest szansa, że w obliczu nieuniknionych przyszłych kryzysów w związku, on znowu poczuje się, jak NIC? I co wówczas zrobi?
Życzysz tego umierającej autorce wątku? Nawet jeśli on przeprasza, żałuje konsekwencji i wyraża skruchę.