netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Pożyczony mąż

77 odpowiedzi11 651 wyświetleńzałożony przez Swann30, 31.07.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 78 z 78 ]

66

Odp: Pożyczony mąż
De M napisał/a:

Amber Ty masz rację. Facio cacy, żonka be. Już z racji tego, że stała się żoną.
Powiedz proszę dlaczego Twój związek się wypalił. Dzieci nie rodziłaś, włosy myjesz, zainteresowań i pasji wiele, wykształcona, zadbana, trawy mu kosić nie kazałaś i jeszcze to cudowne SM w parku na ławce jak z roboty wróciłaś. Czego zabrakło?


Dziewczyny nie rozumiem, jak niektóre z Was czytają te wpisy. Tak, dokładnie tak napisałam: Ja mu na ławce w parku dawałam zaraz po pracy, a może nawet jeszcze przed, cała odziana w lateks i z pejczem...Podałam tylko przykład, że niektórym facetom, podkreślić należy niektórym może brakuje właśnie tego, może poza domem szukają kobiety bardziej otwartej niż żona, takiej z którą będzie mógł przeżyć coś więcej...

Dlaczego się rozpadł? Pisałam wcześniej. Nasze drogi się rozeszły. Poznaliśmy się jak byłam nastolatką - byliśmy parą, dobrze nam się układało i postanowiliśmy razem zamieszkać. Różnie to bywało, raz lepiej, raz gorzej - tak jak w normalnym życiu, czytaj małżeństwie, związku. Ale ludzie się rozwijają, dorastają, związek się zmienia. I nagle zaczynają chcieć czegoś więcej, czegoś innego niż to, co mają. Jako kobieta prawie trzydziestoletnia inaczej myślę niż nastolatka, on też inaczej patrzy na świat. Czy zawsze musi być jakiś konkretny powód? Zawsze musi być to czyjaś wina? Szukanie przyczyny, bo może ona się nie starała, bo może jemu przestało zależeć? Zwyczajnie zauważyliśmy, że zaczęliśmy inaczej patrzeć na pewne sprawy, mieć inne punkty odniesienia. Więcej nas dzieli, niż łączy i że lepiej skończyć w tym punkcie, kiedy oboje wiemy, że jest ten czas niż ciągnąć na siłę coś, co pewnie i tak skończyć by się miało. Czy zmuszałam go do koszenia trawnika - nie, do wywiercenia otworu na kołek? Też nie. Wiedział, że jak jest taka potrzeba, to sam to robił. Można poprosić, ale nie żądać, rozkazywać i jeszcze fochy robić, jak nie chce. A jak nie to co to za problem wziąć wiertarkę i samej to zrobić. Ojciec mój mawiał "Kobieta powinna sobie umieć poradzić w każdej sytuacji. I umieć zrobić w domu tyle, by nie być zależną od faceta."

67 Ostatnio edytowany przez De M (2015-08-02 10:56:46)

Odp: Pożyczony mąż

Jest jeszcze odpowiedzialność za życie innych, słabszych (czyt. np. dzieci).Czubek własnego nosa można oglądać wtedy, gdy nie masz zobowiązań w stosunku do innych. Oj...też bym pojeździła tym fordem ....ale wiesz....rodziłam. I jak już się od tej kosiary oderwałam i biegłam ze sklepu ze smoczkami do przedszkola po dzieciaka (żeby pana X nie obciążać codziennymi problemami i by nie być zależną od faceta), to nie zauważyłam, że takie piękne autko stoi i czeka na mnie. Głupia ja

Amber ja rozumiem Twój przekaz. Gdybym patrzyła oczami zdradzającego faceta, tak właśnie bym się tłumaczyła. Ale medal ma dwie strony.
Mówiłaś o ewolucji myślowej. Tak. Dziesięć lat temu myślałaś inaczej, teraz inaczej i za 10 lat też będziesz miała inne zdanie w większości tematów. A jeśli jeszcze do tego będziesz wychowywała SWOJE dziecko, to wtedy właśnie zobaczymy tę "wolność i niezależność"

68

Odp: Pożyczony mąż
Swann30 napisał/a:
oldorando napisał/a:

Coz wiemy o tym panu?

Ano, wiemy, ze umie zdradzac/klamac
Wiemy, ze zyje w sytuacji dla niego niekomfortowej i nie chce/potrafi jej rozwiazac
Wiemy tez, ze ma kase
Wiemy tez, ze potrafi byc " czarujacy"

To tyle wiadomo na pewno.

Co z tego wynika?
Ano, to, ze facet jest niedecyzyjny, nie stanowczy, unika sytuacji jasnych i radykalnych, jest wygodnicki, i mataczy.

No, bo na logike, jaki charyzmatyczny, niezalezny facet zylby latami z zaniedbana zgnusniala amatorka pudelka, ktora go doi nie dajac nic w zamian? W dodatku nie bedac od niej uzalezniony emocjonalnie?

Noooo.....zaden, nie?

Albo klamie na ktoryms etapie, albo z niego znowu nie jest taki cud....

Pomijam tu zauroczenie autorki jako zupelnie nie wiarygodne zrodlo informacji o tym panu.

Wiemy też, że jest ode mnie dużo, dużo starszy - ponad 20 lat. Wydaje mi się, że tutaj tkwi problem. Jak sam mówi, że jestem taka młoda, że wszystko jeszcze przede mną, że pewnie kogoś poznam, zakocham się i odejdę, że pewnego dnia zrozumiem, że ta różnica jest za duża, że zacznie mi przeszkadzać. Tylko ja nie czuję tej różnicy...inni tak, widzę jak patrzą na ulicy i jego to krępuje, mnie nie. Nie przejmuje się opinią obcych ludzi, szkoda na to życia i myśli.

A może misio już rozgląda się czy aby na pewno są w pobliżu drzwi z napisem. " wyjście ewakuacyjne"?

69

Odp: Pożyczony mąż
De M napisał/a:

Jest jeszcze odpowiedzialność za życie innych, słabszych (czyt. np. dzieci).Czubek własnego nosa można oglądać wtedy, gdy nie masz zobowiązań w stosunku do innych. Oj...też bym pojeździła tym fordem ....ale wiesz....rodziłam. I jak już się od tej kosiary oderwałam i biegłam ze sklepu ze smoczkami do przedszkola po dzieciaka (żeby pana X nie obciążać codziennymi problemami i by nie być zależną od faceta), to nie zauważyłam, że takie piękne autko stoi i czeka na mnie. Głupia ja

Nie jestem mężatką, nie mam dzieci, ale pisałam we wcześniejszym poście, że ojciec mój zostawił mamę dla tej drugiej, więc mogę Ci napisać jak widzi dziecko widzi całą tę sytuację. Moja mama przykładna żona, stwarzająca tacie ciepły, kochający rodzinny dom. Kobieta ładna, szczupła, rozwijająca się zawodowo, dobrze zarabiająca i wychowująca mnie i starszą siostrę. Po pracy gotująca obiad, sprzątająca, piorąca i prasująca mężowi koszule. Ale też bardzo niezależna, mająca swoje zdanie w wielu kwestiach. Mój tata - pracuje, zarabia, pan złota rączka, przykładny ojciec -  zabiera córki na wesołe miasteczko, cyrku czy kina, kupuje wszystko na, co tylko spojrzą, opatruje stłuczone kolano i biega z kijkiem od roweru, co weekend jakieś rodzinne wypady,a to na wieś, a to jakieś wycieczki do innego miasta, przykładny mąż - jaki dumny, że ma taka piękna kobietę u boku. I wszystko pięknie, kolorowo i bajkowo. Tylko w tym wszystkim pojawiła się ta druga. Widocznie ojcu czegoś zabrakło? Mama głupia nie jest - od razu się domyśla, że coś jest na rzeczy. Zaczyna być podejrzliwa, wypytywać, sprawdzać. Ale nic, nie ma dowodu, że ktoś istnieje. I nagle idziemy pięknego letniego dnia z mamą przez park, a tam tata z inną na ławce, wtulony, uśmiechnięty zadowolony. Ja chcę podbiec, no bo przecież to tata, a mama szybko łapie mnie za rękę. Nie podchodzi. Wracamy do domu. Mama płacze. Siostra starsza,  już na studiach w innym mieście. Ojciec wrócił, a mama nic nie powiedziała. Dzień jak co dzień. I tak jakiś czas, było wszystko jakby normalnie. Może myślała, że to chwilowe, że minie. Zaczęła się bardziej starać, mniej pracować, a poświęcać ojcu więcej czasu, wspólne wyjścia wieczorem, nowa sukienka, nowa fryzura, a nawet nowy kolor włosów z rudego na blond, bo ojciec widocznie woli blondynki. Ojciec nic nie podejrzewał, może nawet nie spotykał się już z tą kobietą, może nawet był szczęśliwy. Aż tu nagle pewnego dnia wracam ze szkoły, a mama płacze. Siedziała w kuchni na podłodze i płakała. Pytam się "Mamusi co Ci jest?", a ona mnie tylko przytuliła.  I siedziała tak chyba do wieczora. A ja obok niej. Tata wrócił do domu. Co pamiętam - kłótnie, straszliwe kłótnie - mama krzyczała przez łzy, że ona mu życie poświęca, że dom, że dzieci, że wszystko ma, ale dla niego to za mało, że jak ona obiadek mu gotuje, to on posuwa na boku. I tak już było codziennie. Płacz mamy, wrzaski i awantury, albo ciche dni. Mówiła, że nigdy rozwodu nie da, że nie pozwoli, że on ma rodzinę, ma się opamiętać. Że ona przebaczy, zapomni, tylko ma wszystko pozamykać. Mówiła też, że się zabije, otruje, że będzie ją miał na sumieniu. Że ciekawe jak ta druga zareaguje, jak w pakiecie z nim, dostanie małe dziecko (czyli mnie), z którym trzeba lekcje odrobić. Ojciec ustąpił. Ale w domu nie było już tak jak być powinno. Telefon wieczorem, nie ważne, że do ojca z pracy dzwonili, mama już podejrzliwa, już pytania. Ojciec wyjazd służbowy - mama już zła, a bo może z inną jedzie. I tak miesiąc za miesiące, rok za rokiem. A w tym wszystkim dziecko, patrzące jak matka płacze w łazience, kiedy ojciec śpi, słuchające jak przy najdrobniejszej kłótni zaczynało się wypominanie jemu, że nie poszanował tego co miał, że jak on tak może rodzinę krzywdzić. Jej  że widocznie czegoś mu brakowało, że wcale nie było tak idealnie, że nie chce jej krzywdzić, ale  już nie czuje tej miłości, że w teraz w takiej atmosferze oboje się duszą. Minęło kilka lat nim mama zrozumiała, że na siłę się nie da trzymać nikogo, że choćby się starała, uśmiechała i choćby ojciec jak łza był czysty, to coś co się kiedyś rozsypało, mimo, że posklejane nie jest już takie mocne, wartościowe, jak wcześniej. Zawsze jakiś element nie pasuje, jakiegoś brakuje, przy innym znowu klej puścił. Odpuściła, porozmawiali z ojcem, porozmawiali ze mną z siostrą i zdecydowali, że lepiej żyć osobno samemu i być szczęśliwym, niż unieszczęśliwiać siebie i bliskich będąc razem. Ojciec nie był wtedy z inną kobietą. Poznał kogoś za jakiś czas. Mama odbudowała poczucie własnej wartości. Teraz jak z nią rozmawiam, mówi, że kobieta musi myśleć o sobie, o poczuciu własnej wartości, może być idealną matką, idealną żoną, a nawet idealna kochanką, ale musi być przede wszystkim szczęśliwą kobietą. Że za długo pielęgnowała w sobie uczucie nienawiści, zazdrości, smutku, że jak coś się burzy, warto spróbować to naprawić, ale jak mimo prób burzy się dalej, to można jeszcze pomóc temu runąć, że trzeba dać szansę, by na miejscu starego powstało coś nowego. Jak rozmawiam z ojcem, to mówi, że kocha mamę, zawsze ją kochał i kochać będzie, ale to innego rodzaju już miłość jest, to miłość mężczyzny do kobiety, ale nie traktującej jej jako swoją kochankę (mówiąc kochankę, nie mam na myśli tej drugiej, tylko kobietę, której się pragnie), tylko jak bratnią duszę, przyjaciółkę. Mówi, że mama jest ogromną częścią jego życia, matką jego dzieci, dała mu na swiat mnie i siostrę, wychowała i poświęcała czas, że nauczyła go wiele, że to z nią przeżył wiele pierwszych chwil. Ale życie nie zawsze się układa tak jak chcemy, nie zawsze jest tylko jedna droga. Czasami los pisze dla nas inną historię. Mój tata mówi, życie jest jak pociąg, podjeżdża na stację, wsiadasz do niego, masz wykupiony bilet, wchodzisz do przedziału i podróżujesz razem z innymi, wasze drogi się splatają, ale przychodzi, czas, moment, że ktoś wysiada, ktoś inny wsiada, ktoś zmienia miejsce, aż w końcu dojeżdżasz do swojej stacji i musisz wysiąść i ty. I jego żucie z mamą było jak własnie ten pociąg

70

Odp: Pożyczony mąż
amber86 napisał/a:
De M napisał/a:

Jest jeszcze odpowiedzialność za życie innych, słabszych (czyt. np. dzieci).Czubek własnego nosa można oglądać wtedy, gdy nie masz zobowiązań w stosunku do innych. Oj...też bym pojeździła tym fordem ....ale wiesz....rodziłam. I jak już się od tej kosiary oderwałam i biegłam ze sklepu ze smoczkami do przedszkola po dzieciaka (żeby pana X nie obciążać codziennymi problemami i by nie być zależną od faceta), to nie zauważyłam, że takie piękne autko stoi i czeka na mnie. Głupia ja

Nie jestem mężatką, nie mam dzieci, ale pisałam we wcześniejszym poście, że ojciec mój zostawił mamę dla tej drugiej, więc mogę Ci napisać jak widzi dziecko widzi całą tę sytuację. Moja mama przykładna żona, stwarzająca tacie ciepły, kochający rodzinny dom. Kobieta ładna, szczupła, rozwijająca się zawodowo, dobrze zarabiająca i wychowująca mnie i starszą siostrę. Po pracy gotująca obiad, sprzątająca, piorąca i prasująca mężowi koszule. Ale też bardzo niezależna, mająca swoje zdanie w wielu kwestiach. Mój tata - pracuje, zarabia, pan złota rączka, przykładny ojciec -  zabiera córki na wesołe miasteczko, cyrku czy kina, kupuje wszystko na, co tylko spojrzą, opatruje stłuczone kolano i biega z kijkiem od roweru, co weekend jakieś rodzinne wypady,a to na wieś, a to jakieś wycieczki do innego miasta, przykładny mąż - jaki dumny, że ma taka piękna kobietę u boku. I wszystko pięknie, kolorowo i bajkowo. Tylko w tym wszystkim pojawiła się ta druga. Widocznie ojcu czegoś zabrakło? Mama głupia nie jest - od razu się domyśla, że coś jest na rzeczy. Zaczyna być podejrzliwa, wypytywać, sprawdzać. Ale nic, nie ma dowodu, że ktoś istnieje. I nagle idziemy pięknego letniego dnia z mamą przez park, a tam tata z inną na ławce, wtulony, uśmiechnięty zadowolony. Ja chcę podbiec, no bo przecież to tata, a mama szybko łapie mnie za rękę. Nie podchodzi. Wracamy do domu. Mama płacze. Siostra starsza,  już na studiach w innym mieście. Ojciec wrócił, a mama nic nie powiedziała. Dzień jak co dzień. I tak jakiś czas, było wszystko jakby normalnie. Może myślała, że to chwilowe, że minie. Zaczęła się bardziej starać, mniej pracować, a poświęcać ojcu więcej czasu, wspólne wyjścia wieczorem, nowa sukienka, nowa fryzura, a nawet nowy kolor włosów z rudego na blond, bo ojciec widocznie woli blondynki. Ojciec nic nie podejrzewał, może nawet nie spotykał się już z tą kobietą, może nawet był szczęśliwy. Aż tu nagle pewnego dnia wracam ze szkoły, a mama płacze. Siedziała w kuchni na podłodze i płakała. Pytam się "Mamusi co Ci jest?", a ona mnie tylko przytuliła.  I siedziała tak chyba do wieczora. A ja obok niej. Tata wrócił do domu. Co pamiętam - kłótnie, straszliwe kłótnie - mama krzyczała przez łzy, że ona mu życie poświęca, że dom, że dzieci, że wszystko ma, ale dla niego to za mało, że jak ona obiadek mu gotuje, to on posuwa na boku. I tak już było codziennie. Płacz mamy, wrzaski i awantury, albo ciche dni. Mówiła, że nigdy rozwodu nie da, że nie pozwoli, że on ma rodzinę, ma się opamiętać. Że ona przebaczy, zapomni, tylko ma wszystko pozamykać. Mówiła też, że się zabije, otruje, że będzie ją miał na sumieniu. Że ciekawe jak ta druga zareaguje, jak w pakiecie z nim, dostanie małe dziecko (czyli mnie), z którym trzeba lekcje odrobić. Ojciec ustąpił. Ale w domu nie było już tak jak być powinno. Telefon wieczorem, nie ważne, że do ojca z pracy dzwonili, mama już podejrzliwa, już pytania. Ojciec wyjazd służbowy - mama już zła, a bo może z inną jedzie. I tak miesiąc za miesiące, rok za rokiem. A w tym wszystkim dziecko, patrzące jak matka płacze w łazience, kiedy ojciec śpi, słuchające jak przy najdrobniejszej kłótni zaczynało się wypominanie jemu, że nie poszanował tego co miał, że jak on tak może rodzinę krzywdzić. Jej  że widocznie czegoś mu brakowało, że wcale nie było tak idealnie, że nie chce jej krzywdzić, ale  już nie czuje tej miłości, że w teraz w takiej atmosferze oboje się duszą. Minęło kilka lat nim mama zrozumiała, że na siłę się nie da trzymać nikogo, że choćby się starała, uśmiechała i choćby ojciec jak łza był czysty, to coś co się kiedyś rozsypało, mimo, że posklejane nie jest już takie mocne, wartościowe, jak wcześniej. Zawsze jakiś element nie pasuje, jakiegoś brakuje, przy innym znowu klej puścił. Odpuściła, porozmawiali z ojcem, porozmawiali ze mną z siostrą i zdecydowali, że lepiej żyć osobno samemu i być szczęśliwym, niż unieszczęśliwiać siebie i bliskich będąc razem. Ojciec nie był wtedy z inną kobietą. Poznał kogoś za jakiś czas. Mama odbudowała poczucie własnej wartości. Teraz jak z nią rozmawiam, mówi, że kobieta musi myśleć o sobie, o poczuciu własnej wartości, może być idealną matką, idealną żoną, a nawet idealna kochanką, ale musi być przede wszystkim szczęśliwą kobietą. Że za długo pielęgnowała w sobie uczucie nienawiści, zazdrości, smutku, że jak coś się burzy, warto spróbować to naprawić, ale jak mimo prób burzy się dalej, to można jeszcze pomóc temu runąć, że trzeba dać szansę, by na miejscu starego powstało coś nowego. Jak rozmawiam z ojcem, to mówi, że kocha mamę, zawsze ją kochał i kochać będzie, ale to innego rodzaju już miłość jest, to miłość mężczyzny do kobiety, ale nie traktującej jej jako swoją kochankę (mówiąc kochankę, nie mam na myśli tej drugiej, tylko kobietę, której się pragnie), tylko jak bratnią duszę, przyjaciółkę. Mówi, że mama jest ogromną częścią jego życia, matką jego dzieci, dała mu na swiat mnie i siostrę, wychowała i poświęcała czas, że nauczyła go wiele, że to z nią przeżył wiele pierwszych chwil. Ale życie nie zawsze się układa tak jak chcemy, nie zawsze jest tylko jedna droga. Czasami los pisze dla nas inną historię. Mój tata mówi, życie jest jak pociąg, podjeżdża na stację, wsiadasz do niego, masz wykupiony bilet, wchodzisz do przedziału i podróżujesz razem z innymi, wasze drogi się splatają, ale przychodzi, czas, moment, że ktoś wysiada, ktoś inny wsiada, ktoś zmienia miejsce, aż w końcu dojeżdżasz do swojej stacji i musisz wysiąść i ty. I jego żucie z mamą było jak własnie ten pociąg


Amber, bardzo ładnie to zobrazowane i wytłumaczone.
Powinniśmy żyć w zgodzie ze sobą, ze swoimi odczuciami, inaczej będzie to podszyte jakimś zakłamaniem, ale, no właśnie, gdzie przebiega granica dążenia do własnego szczęścia a egoizmem?
Życie jest abstrakcyjne, mało co można schować do worka z recepturami jak należy postępować w konkretnym przypadku. Życie jest też sztuką wyboru, a na pokusy będziemy wystawieni zawsze.
Każdy szuka szczęscia mniej lub bardziej umiejętnie. Tylko chyba nie każdy zdaje sobie sprawę co jest dla niego szczęściem i błądzi z braku świadomości tego.

71

Odp: Pożyczony mąż

Pięknie wytłumaczona słabość. Owinięta w złoty papierek. Ale to ciągle słabość. Ktoś silny i odważny nie kombinuje za plecami innych. Mądry - rozwiązuje WSPÓLNE problemy bez partyzantki w krzakach.
I nie ma co przyrodzeniu religii dorabiać.

72

Odp: Pożyczony mąż
zbytdelikatna napisał/a:
De M napisał/a:

Amber Ty masz rację. Facio cacy, żonka be. Już z racji tego, że stała się żoną.
Powiedz proszę dlaczego Twój związek się wypalił. Dzieci nie rodziłaś, włosy myjesz, zainteresowań i pasji wiele, wykształcona, zadbana, trawy mu kosić nie kazałaś i jeszcze to cudowne SM w parku na ławce jak z roboty wróciłaś. Czego zabrakło?

Halo amber ktoś zadał ci bardzo trafne pytanie big_smile Czyżby zbyt trafne big_smile
Masz jakiś bardzo spłaszczony obraz kobiet w Polsce. Taki z lat 60-tych powiedziałabym. A my jesteśmy i zadbane i interesujące, wpadamy w oko niejednemu facetowi, nie mamy problemu z seksem, czy podejściem do seksu big_smile Nasi zdradzający mężowie natomiast mają brzuszki piwne, nie uprawiają żadnych sportów, oprócz samochodu, nie mają żadnych zainteresowań ponadto, lubią oglądać seriale , typu Prawo Agaty,czy Anna Maria Wesołowska big_smile, większość dnia po pracy spędzają przed tv lub grami komp. itd itp nuda do wiwatu. I chyba bardziej tobie brakuje poczucia humoru i luzu niż nam "beznadziejnym"matkom i mężatkom smile
Za długo pracujesz z facetami,nie dawaj się im manipulować,bo widzę, że zmanipulowana jesteś do wiwatu big_smile

Nie mam skrzywionego obrazu kobiet w Polsce. Moje przyjaciółki mieszkają w Polsce (oj niektóre nawet ślubowane mężatki) w różnym wieku - moim, czyli 29, młodsze tak 25, starsze - 38, 42 i nawet niektóre z nich dzieci już mają. Nie wszystkie mają mężów wysportowanych, eleganckich pod krawatem. One też pracują, biegają do fryzjera, na paznokcie, dziecko rano do szkoły odwożą, a po pracy obiad gotują, lekcje, później jz Chodakowską przed telewizorem skakają. Nie wszystkim się dobrze układa, jednej mąż nadużywa alkoholu, a rąk też przy sobie nie trzyma. Innej mąż, jako że on do domu co miesiąc 13 tys przynosi, a ona zaledwie 3 tys, to on ma do wszystkiego prawo, bo przecież jego. Inna mówi, odkąd urodziłam dziecko i przytyła 15 kg to on już z nią nie chce seksu uprawiać, bo mówi, że na wieloryba to on patrzeć nie będzie. Więc wiem, jak kobiety Polki, wyglądają. Sama jestem Polką, choć życie prowadzę między Polską-Stanami-a Szwecją, ale najwięcej przebywam obecnie w Polsce, wiec widzę, jakie Polki są, jak wyglądają, jak myślą. Z facetami lubię rozmawiać, bo lubię ich patrzenie na świat, męski punkt widzenia: facet się nie pieprzy, nie rozmyśla, 1000 razy nie analizuje, a tak, a inaczej. Straci pracę ok, jestem młody, sprawny, znajdę szybko drugą, a jak trzeba do podniosę kwalifikacje, a kobiety w większości siedzą, rozmyślają, płaczą. Co nam daje płacz? Rozjusza jeszcze bardziej faceta. Czy jak będziemy biadolić "Misiu jak ja sobie teraz poradzę? A za co będę zyła? A gdzie ja znajdę nową pracę?" itp to nam w czymś pomoże.Trzeba ruszyć tyłek i szukać. I oczywiście zaraz będzie, że w Polsce to ciężko, o pracę, że co ja tam wiem, jak w Stanach mieszkałam. Ależ w Stanach mamy wszystko na tacy podane, szczególnie my Polacy.

73 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-08-02 12:16:18)

Odp: Pożyczony mąż
Amare napisał/a:
amber86 napisał/a:
De M napisał/a:

Jest jeszcze odpowiedzialność za życie innych, słabszych (czyt. np. dzieci).Czubek własnego nosa można oglądać wtedy, gdy nie masz zobowiązań w stosunku do innych. Oj...też bym pojeździła tym fordem ....ale wiesz....rodziłam. I jak już się od tej kosiary oderwałam i biegłam ze sklepu ze smoczkami do przedszkola po dzieciaka (żeby pana X nie obciążać codziennymi problemami i by nie być zależną od faceta), to nie zauważyłam, że takie piękne autko stoi i czeka na mnie. Głupia ja

Nie jestem mężatką, nie mam dzieci, ale pisałam we wcześniejszym poście, że ojciec mój zostawił mamę dla tej drugiej, więc mogę Ci napisać jak widzi dziecko widzi całą tę sytuację. Moja mama przykładna żona, stwarzająca tacie ciepły, kochający rodzinny dom. Kobieta ładna, szczupła, rozwijająca się zawodowo, dobrze zarabiająca i wychowująca mnie i starszą siostrę. Po pracy gotująca obiad, sprzątająca, piorąca i prasująca mężowi koszule. Ale też bardzo niezależna, mająca swoje zdanie w wielu kwestiach. Mój tata - pracuje, zarabia, pan złota rączka, przykładny ojciec -  zabiera córki na wesołe miasteczko, cyrku czy kina, kupuje wszystko na, co tylko spojrzą, opatruje stłuczone kolano i biega z kijkiem od roweru, co weekend jakieś rodzinne wypady,a to na wieś, a to jakieś wycieczki do innego miasta, przykładny mąż - jaki dumny, że ma taka piękna kobietę u boku. I wszystko pięknie, kolorowo i bajkowo. Tylko w tym wszystkim pojawiła się ta druga. Widocznie ojcu czegoś zabrakło? Mama głupia nie jest - od razu się domyśla, że coś jest na rzeczy. Zaczyna być podejrzliwa, wypytywać, sprawdzać. Ale nic, nie ma dowodu, że ktoś istnieje. I nagle idziemy pięknego letniego dnia z mamą przez park, a tam tata z inną na ławce, wtulony, uśmiechnięty zadowolony. Ja chcę podbiec, no bo przecież to tata, a mama szybko łapie mnie za rękę. Nie podchodzi. Wracamy do domu. Mama płacze. Siostra starsza,  już na studiach w innym mieście. Ojciec wrócił, a mama nic nie powiedziała. Dzień jak co dzień. I tak jakiś czas, było wszystko jakby normalnie. Może myślała, że to chwilowe, że minie. Zaczęła się bardziej starać, mniej pracować, a poświęcać ojcu więcej czasu, wspólne wyjścia wieczorem, nowa sukienka, nowa fryzura, a nawet nowy kolor włosów z rudego na blond, bo ojciec widocznie woli blondynki. Ojciec nic nie podejrzewał, może nawet nie spotykał się już z tą kobietą, może nawet był szczęśliwy. Aż tu nagle pewnego dnia wracam ze szkoły, a mama płacze. Siedziała w kuchni na podłodze i płakała. Pytam się "Mamusi co Ci jest?", a ona mnie tylko przytuliła.  I siedziała tak chyba do wieczora. A ja obok niej. Tata wrócił do domu. Co pamiętam - kłótnie, straszliwe kłótnie - mama krzyczała przez łzy, że ona mu życie poświęca, że dom, że dzieci, że wszystko ma, ale dla niego to za mało, że jak ona obiadek mu gotuje, to on posuwa na boku. I tak już było codziennie. Płacz mamy, wrzaski i awantury, albo ciche dni. Mówiła, że nigdy rozwodu nie da, że nie pozwoli, że on ma rodzinę, ma się opamiętać. Że ona przebaczy, zapomni, tylko ma wszystko pozamykać. Mówiła też, że się zabije, otruje, że będzie ją miał na sumieniu. Że ciekawe jak ta druga zareaguje, jak w pakiecie z nim, dostanie małe dziecko (czyli mnie), z którym trzeba lekcje odrobić. Ojciec ustąpił. Ale w domu nie było już tak jak być powinno. Telefon wieczorem, nie ważne, że do ojca z pracy dzwonili, mama już podejrzliwa, już pytania. Ojciec wyjazd służbowy - mama już zła, a bo może z inną jedzie. I tak miesiąc za miesiące, rok za rokiem. A w tym wszystkim dziecko, patrzące jak matka płacze w łazience, kiedy ojciec śpi, słuchające jak przy najdrobniejszej kłótni zaczynało się wypominanie jemu, że nie poszanował tego co miał, że jak on tak może rodzinę krzywdzić. Jej  że widocznie czegoś mu brakowało, że wcale nie było tak idealnie, że nie chce jej krzywdzić, ale  już nie czuje tej miłości, że w teraz w takiej atmosferze oboje się duszą. Minęło kilka lat nim mama zrozumiała, że na siłę się nie da trzymać nikogo, że choćby się starała, uśmiechała i choćby ojciec jak łza był czysty, to coś co się kiedyś rozsypało, mimo, że posklejane nie jest już takie mocne, wartościowe, jak wcześniej. Zawsze jakiś element nie pasuje, jakiegoś brakuje, przy innym znowu klej puścił. Odpuściła, porozmawiali z ojcem, porozmawiali ze mną z siostrą i zdecydowali, że lepiej żyć osobno samemu i być szczęśliwym, niż unieszczęśliwiać siebie i bliskich będąc razem. Ojciec nie był wtedy z inną kobietą. Poznał kogoś za jakiś czas. Mama odbudowała poczucie własnej wartości. Teraz jak z nią rozmawiam, mówi, że kobieta musi myśleć o sobie, o poczuciu własnej wartości, może być idealną matką, idealną żoną, a nawet idealna kochanką, ale musi być przede wszystkim szczęśliwą kobietą. Że za długo pielęgnowała w sobie uczucie nienawiści, zazdrości, smutku, że jak coś się burzy, warto spróbować to naprawić, ale jak mimo prób burzy się dalej, to można jeszcze pomóc temu runąć, że trzeba dać szansę, by na miejscu starego powstało coś nowego. Jak rozmawiam z ojcem, to mówi, że kocha mamę, zawsze ją kochał i kochać będzie, ale to innego rodzaju już miłość jest, to miłość mężczyzny do kobiety, ale nie traktującej jej jako swoją kochankę (mówiąc kochankę, nie mam na myśli tej drugiej, tylko kobietę, której się pragnie), tylko jak bratnią duszę, przyjaciółkę. Mówi, że mama jest ogromną częścią jego życia, matką jego dzieci, dała mu na swiat mnie i siostrę, wychowała i poświęcała czas, że nauczyła go wiele, że to z nią przeżył wiele pierwszych chwil. Ale życie nie zawsze się układa tak jak chcemy, nie zawsze jest tylko jedna droga. Czasami los pisze dla nas inną historię. Mój tata mówi, życie jest jak pociąg, podjeżdża na stację, wsiadasz do niego, masz wykupiony bilet, wchodzisz do przedziału i podróżujesz razem z innymi, wasze drogi się splatają, ale przychodzi, czas, moment, że ktoś wysiada, ktoś inny wsiada, ktoś zmienia miejsce, aż w końcu dojeżdżasz do swojej stacji i musisz wysiąść i ty. I jego żucie z mamą było jak własnie ten pociąg


Amber, bardzo ładnie to zobrazowane i wytłumaczone.
Powinniśmy żyć w zgodzie ze sobą, ze swoimi odczuciami, inaczej będzie to podszyte jakimś zakłamaniem, ale, no właśnie, gdzie przebiega granica dążenia do własnego szczęścia a egoizmem?
Życie jest abstrakcyjne, mało co można schować do worka z recepturami jak należy postępować w konkretnym przypadku. Życie jest też sztuką wyboru, a na pokusy będziemy wystawieni zawsze.
Każdy szuka szczęscia mniej lub bardziej umiejętnie. Tylko chyba nie każdy zdaje sobie sprawę co jest dla niego szczęściem i błądzi z braku świadomości tego.

Mogę powiedzieć coś z własnej perspektywy, jako osoba zdradzona. Gdzie przebiega granica pomiędzy dążenia do własnego szczęścia a egoizmem? A no właśnie tam, gdzie nie traktujemy tego drugiego człowieka jak własność. Kiedy rozumiemy, że spotkanie dwóch osób jest jak ta podróż pociągiem - nie wiemy kiedy jeden z wagonów się odczepi, a być może na jego miejsce dołączy się nowy, a całe życie to podróż i zmieniające się krajobrazy. Amber - twoja mama zrozumiała to dopiero po latach. U mnie było to też po czasie. Najważniejsze jest jednak przebaczenie - to w pewnym sensie rezygnacja z ego, bo czymże jest krzywda zadana w wyniku zdrady, jak nie wyrwaniem kawałka ciebie, spustoszeniem, kraterem po bombie. Jeśli wybaczysz, to tworzysz się na nowo, na nowo masz swoje wartości, układ przekonań i cele. Nie ma już starego, nie ma winy i poczucia krzywdy. Akceptujesz, że tamto się skoczyło, a teraz czas na inne. I ktoś inny też powinien mieć prawo do nowego życia.

74

Odp: Pożyczony mąż
De M napisał/a:

Pięknie wytłumaczona słabość. Owinięta w złoty papierek. Ale to ciągle słabość. Ktoś silny i odważny nie kombinuje za plecami innych. Mądry - rozwiązuje WSPÓLNE problemy bez partyzantki w krzakach.
I nie ma co przyrodzeniu religii dorabiać.

De M bingo big_smile
Amber, a mama ułożyła sobie życie z kimś innym i jest szczęśliwa?
Sory, ale twój tatuś zachował się jak zwykły szczeniak i jeszcze jak pięknie umiał to ubrać w ładne słówka big_smile na swój użytek, żebyś nie stanęła przypadkiem po stronie mamy. Obrzydliwe.

75

Odp: Pożyczony mąż
zbytdelikatna napisał/a:
De M napisał/a:

Pięknie wytłumaczona słabość. Owinięta w złoty papierek. Ale to ciągle słabość. Ktoś silny i odważny nie kombinuje za plecami innych. Mądry - rozwiązuje WSPÓLNE problemy bez partyzantki w krzakach.
I nie ma co przyrodzeniu religii dorabiać.

De M bingo big_smile
Amber, a mama ułożyła sobie życie z kimś innym i jest szczęśliwa?
Sory, ale twój tatuś zachował się jak zwykły szczeniak i jeszcze jak pięknie umiał to ubrać w ładne słówka big_smile na swój użytek, żebyś nie stanęła przypadkiem po stronie mamy. Obrzydliwe.


Ale czemu obrzydliwe? To, że ładnie ubrał w słowa? A lepiej byłoby jakby zlał po całości i " bo tak mi się kurva chciało"? Czy może miał udawać, ze chce żyć tak jak nie chciał? Wbrew sobie, na siłę?
Żyjąc w zakłamaniu też krzywdzimy drugą osobę, może nawet bardziej. Czasem coś się po prostu kończy i trzeba to zaakceptować.
Jeśli się da i chcemy, to należy walczyć, naprawiać, ale też czasem trzeba odpuścić.  Człowiek siebie samego, swoich myśli i ukrytych pragnień nie oszuka.
Sztuką jest sposób w jaki to zrobimy. Nie sam fakt.

76

Odp: Pożyczony mąż
zbytdelikatna napisał/a:
De M napisał/a:

Pięknie wytłumaczona słabość. Owinięta w złoty papierek. Ale to ciągle słabość. Ktoś silny i odważny nie kombinuje za plecami innych. Mądry - rozwiązuje WSPÓLNE problemy bez partyzantki w krzakach.
I nie ma co przyrodzeniu religii dorabiać.

De M bingo big_smile
Amber, a mama ułożyła sobie życie z kimś innym i jest szczęśliwa?
Sory, ale twój tatuś zachował się jak zwykły szczeniak i jeszcze jak pięknie umiał to ubrać w ładne słówka big_smile na swój użytek, żebyś nie stanęła przypadkiem po stronie mamy. Obrzydliwe.

Mama zaczęła żyć i w końcu być szczęśliwa i spełniona. Zapisała się na taniec towarzyski i do kółka literackiego. Zaczęła uprawiać sport. Przemeblowała mieszkanie. Zrobiła porządki w sobie i wokół siebie. Pojechała sama na wycieczkę do Chorwacji, zawsze marzyła, a nigdy nie było, ani czasu ani okazji. Tak, poznała kogoś, jak to mówi jej bratnią duszę. Utrzymuje z tatą przyjacielskie kontakty. A czy tata zachował się jak szczeniak? Nie wydaje mi się. To była wspólna decyzja obojga, dorosłych i świadomych ludzi. Wiesz, może jedni wolą mieszkać w domku z kart, stwarzać pozory, lśnić na zewnątrz, a gnić od wewnątrz. Może lubią trzymać kogoś na siłę, czy to prośbą czy to groźbą. Ale czy to ma sens? Nie lepiej jest zwyczajnie pozwolić komuś odejść, złapać powietrze? Przez zepsute płuca nie da się oddychać. Tata nigdy nie kazał wybierać. Ani on, ani mama. Wytłumaczyli, przedstawili sprawę jasno i tyle. Wiesz, ja też nie mam idealnego życia. Nie jestem idealną kobietą. Nie mam idealnego związku. Po rozejściu się ze swoim partnerem, pomyślałam, że chcę, że potrzebuję być sama, skupić się na sobie i swoim życiu. Nie potrzebuję przecież teraz nowego związku, nowego faceta i budowania nowych relacji. Ale los chciał inaczej. Poznałam kogos, starszego ode mnie i mieszkającego na co dzień 400 km ode mnie. Wpierw się wzbraniałam, nie chciałam, myślałam "nie jestem gotowa, nie jestem pewna, teraz nie jest odpowiedni czas", ale się stało. Wpadłam po uszy. Wiadomo facet wpierw poświęca kobiecie każdą sekundę swojego cennego zycia, a my niczym te stęsknione koty łasimy się do nich, przytulamy i mruczymy. On prawi komplement, za komplementem, świata poza nami nie widzi, a kobieta czuje, że te skrzydła mogły by ją ponieść 1000 m nad ziemię. Ale z czasem wszytsko powoli zaczyna blednąć. I kobieta się miesza, miota, zastanawia "dlaczego już tyle nie dzwoni? dlaczego tyle nie pisze? dlaczego nie ma czasu?" I tak jest w moim przypadku. Wpierw ociekałam nim jak lukrem: rozmowy, spotkania, smsy. I to bardzo miłe, bardzo bardzo miłe. Takie poczucie, że ktoś o Tobie myśli, że kocha, że jest, ze chce mu się chcieć. A wiadomo, że człowiek zbyt szybko się przyzwyczaja do dobrego. Wiem, że on jest pracoholikiem, że ma podobny charakter do mnie. Sam mówił, że bardzo dużo pracuje, a szczególnie w okresie wiosenno-letnim i że może być przez to trochę wycofany. I rzeczywiście coraz mniej jego mam: już tyle nie dzwonimy do siebie, nie piszemy, spotkania też rzadsze bo grafiki ciężko zgrać. Więc jak typowa kobieta, mimo, że mnie zapewniał, że to tylko praca, że to minie, że mam o tym nie myśleć i się nie przejmować, zaczęłam analizować: może kogoś ma, może już nie czuje tego co czuł. Spytalam wprost i odpowiedź, że co ja wymyślam, żebym przestała sobie wbijać jakieś bzdury do głowy, bo nic takiego się nie dzieje, a kobiety to on na dystans trzyma. Ostatnio się spotkaliśmy i porozmawiałam z nim poważnie, widać, że jest przemęczony. Mówię "Kochanie za dużo pracujesz", a on na to, że taką ma pracę, że od jego decyzji, zależą miejsca pracy jego pracowników, to jak ma mu nie zależeć. Sam powiedział, że czuje, że ostatnio mnie zaniedbuje, że się oddalił, ale to minie. Jesienią będzie spokojnie. Czy mnie uspokoił? Tak. Wierzę mu, ale wiem, że ta tęsknota, która siedzi we mnie, jest jak zadra, zbyt silna doprowadzi, że znowu zacznę myśleć "a może kogoś ma? Może mnie okłamuje." Ale ja nie będę nikogo na siłe trzymała. Jeżeli będzie chciał odejść, to mimo, iż będzie to bolesne, to nic nie poradzę.

77

Odp: Pożyczony mąż

Nie podoba mi się,  że my kobiety nie jesteśmy solidarne. Obsmarowujemy się i godzimy na byle kogo.
Swan byłaś wobec żony swojego kochanka fałszywa.
Piszesz o niej jak o kimś gorszym. Ona ci zaufała.
Dawała ci rady.
Być może wie, że jej mąż ją zdradza. Może ma go dosyć i jest zadowolona, że zajął się kimś innym. Nie ważne. To są ich sprawy. Jednak to ona się w życiu ustawiła. To ona ma luz przed telewizorem no i męża, który na tą straszną kobietę pracował, sam ją sobie w dodatku wybrał i nie chce się z nią rozwieść.
Jesteś kochanką, tak wybrałaś, ale to nie upoważnia cię do bycia fałszywym wobec innych i do moim zadaniem bezpodstawnego wywyższania się.
Wiem jak łatwo wejść w taką relację. Wiem, też że tylko osoba niedowartościowana na coś takiego się zgodzi.
Ma rękę, nogę tego faceta, ale nie ma jego całego.
Nie chodzi o żonę. Chodzi o ciebie. Co z tego, że w innych sferach życia sobie radzisz. Aby wejść w rolę kochanki trzeba mieć odpowiednią psychikę. Godzić się na resztki.
Uważasz, że nie stać cię na stworzenie udanego związku z kimś bez zobowiązań? Nie potrafisz takiego znaleźć?
Tak nisko się cenisz?

Swan po co ci 20 lat starszy przechodzony chłop.
On się dowartościowuje a ty?
Anastscjaa dobrze napisała: facet spada na cztery łapy.
Zawsze znajdzie się jakaś która na takiego poleci. Uwierzy we wszystko co chce usłyszeć. Pomyśli ja jestem od niej lepsza. On taki dobry, szlachetny, tyle się męczył...
Jakaż ułuda. ..
Nie chciałabyś tak zwyczajnie. Mąż, rodzina, dzieci.
Same godzimy się na kogoś z odzysku.

78 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-08-16 03:13:06)

Odp: Pożyczony mąż
Swann30 napisał/a:

Witam. Piszę ponieważ potrzebuję porady, a czuję że zapędziłam się w ślepą uliczkę. Zacznę od początku. Jakiś czas temu poznałam mężczyznę. Wpierw miedzy nami była zwykła niewinna znajomość, która zamieniła się w coś poważniejszego. Nie ukrywał nigdy, że ma żonę. Kiedy zaczęło iskrzyć, przeradzać się w coś więcej niż przyjaźń, oznajmił, że nie może zostawić żony. Łączy nas wiele wspólnych tematów, podobnie patrzymy na świat, mamy takie same zainteresowania. Nie sypiają razem, nie rozmawiają, nie spędzają czasu. Ona ma połowę domu, on drugą. Mówi, że żona go męczy, ponieważ tylko chce pieniędzy.  Tylko mimo tego, że ich nic nie łączy, to jednak jego żona ciągle odbija się od nas. Nie mogę do niego zadzwonić, złapać za rękę, przytulić się na ulicy, ponieważ ktoś znajomy może zobaczyć, szminka i mocne perfumy odpadają.  Czasem mam ochotę go zostawić, ale uczucie silniejsze od rozumu. Czasem  myślę, że może teraz kiedy już tyle jesteśmy ze sobą, że może zdecyduje się na rozwód. Choć nigdy nie pytam czy myśli o rozwodzie, nie naciskam, nie grożę, że z nami koniec.  A może powinnam? Może powinnam kazać mu zdecydować, wybrać?

On jasno Ci mówi, że nie odejdzie od żony, więc to historia "klasyk" w tej kategorii, facet w swojej opinii jest uczciwy, mówi Tobie, że na nic nie możesz liczyć. Oczywiście wobec żony uczciwy nie jest... No i każdy jak widać po takich historiach zdradzający facet mówi, że nie układa im się i nie sypiają ze sobą. Często jest raczej zupełnie inaczej. Skoro ukrywa Cię przed całym światem, byle romans się nie wydał, to sama widzisz, że jesteś dla niego kochanką i na zmianę tego nie masz co liczyć. Sama raczej widzisz i czujesz, że jak postawisz mu ultimatum, to on Ciebie rzuci, bo żony zostawić nie chce, do tego chce beproblemowej kochanki, która niczego nie będzie wymagać... Jednak warto spojrzeć na to obiektywnie, że on nie traktuje Ciebie poważnie i jest po prostu podłym facetem, który zdradza swoją żonę. Nie patrz na to co mówi, a na to co robi, a on cały czas podle zdradza. Dlatego nie powinnaś go usprawiedliwiać. Najlepsze dla Ciebie będzie jak dasz sobie z nim spokój, bo inaczej się tylko łudzisz, a sama widzisz, że szans nie ma, więc nie ma co tracić czasu na kogoś, dla kogo jesteś tylko dodatkiem do życia, a nie ważną osobą. Z nim nie zbudujesz związku, więc po prostu odpuść sobie i unikaj żonatych facetów, jeśli chcesz sobie ułożyć życie z kimś kto Cię pokocha.

No i pamiętaj, jak ktoś chce się z kimś rozstać to się rozstaje, a on rozstać się nie chce, więc te powody to tylko wymówki. Powie Ci wszystko, byle z Tobą uprawiać seks, no sama wiesz to bardzo źle o nim świadczy, ale i Ty otrząśnij się, bo nie będzie z tego związku.

Ok, piszesz, że początkowo na nim Ci nie zależało, ale jak widzisz to jest bardzo ryzykowne. Nie jest tak zawsze, ale jednak często kobiety przywiązują się przez seks. Faceci czasem jak ten facet są dupkami i zdradzają i ten seks jest dla nich częściej tylko seksem. Co nie znaczy, że każdy facet zdradza, bo nie, bo jest wielu dojrzałych i niezdradzających uważam, ale jak już faceci zdradzają to podchodzą do seksu często inaczej, o to chodzi. Dlatego tym bardziej takie relacje są bardzo ryzykowne. No ja to bym nie mogła, po prostu mnie zajęci nie interesują, no ale o tym nie pisałam, bo no tak.. niektóre kobiety umieją... Nie rozumiem tego, bo czasem albo to wyrachowanie (oczywiście to on jest winny, dużo bardziej, ale czasem naprawdę szkoda czytać jak to kobiety niektóre też potrafią być wyrachowane, bo też bywają) albo są właśnie naiwne i naprawdę odbierają sobie tym często szansę na szczęście. No trochę szacunku do siebie, wtedy nie będą Was zajęci interesować. To jest tylko dla Was zadowalanie się   byle czym, bo same potem czujecie pustkę, źle się z tym czujecie. Także w żaden sposób nie ma sensu wchodzić w takie relacje. A jak facet będzie chciał się rozstać z żoną to to po prostu zrobi bez wymówek.

Dla mnie nie ulega oczywiście wątpliwości, że główna wina jest faceta i że jak nie chce, to nie zdradzi i wiadomo, tak jest. Niemniej o kochance też dobrze nie myślę, jasne, ona nie robi tego z wyrachowania, jest bardziej naiwna, ale i tak dobrze tego nie ocenię. Nikomu nic nie obiecywała, jest wolna, ale dobrze też nie postępuję. No, ale ja to ja i tak uważam, nie mogłabym po prostu spotykać się z kimś kto jest zajęty, bo i szkoda mi czasu na kogoś takiego i nie mogłabym tego robić z myślą, że jestem tą drugą i że przyczyniam się do krzywdy jego rodziny. No, ale ja mam swoje zasady i ich się trzymam, bo naprawdę da się i wierność w związku to też taka zasada, a dzięki temu, że myślę zanim coś zrobię, to 7 lat jesteśmy razem, nie zdradziłam i uważam, że tego nie zrobię. Pewne rzeczy praktycznie się wie, jak się myśli o konsekwencjach, myśli w ogóle, to taka historia powstać nie musi, dlatego po prostu warto pamiętać, że nie jesteśmy bezwolni. No oczywiście to jego trzeba winić, że zdradził, jest podły, ale ona dobra też nie jest i też powinna nad tym się zastanowić. Początkowo w sumie myślała, że będzie fajnie się z nim spotykać i odbija się to na niej. No, ale czemu ma mi być jej żal? Jest naiwna, chcę jej to pokazać i jak ona to zauważy, to może zacznie się szanować, ale z drugiej strony nie żal mi jej, bo sama wiedziała, że on nie zostawi żony, jest draniem, ale mówił jej to, więc cierpi i tak na własne życzenie. Warto to zauważyć.

Amber86, oczywiście czasem na pewno może tak być, że facet czy kobieta też zdradzi, bo czegoś w związku brakuje. Czasem też może być tak jak piszesz, że żona nie dba o siebie, traktuje go źle i zdradzi. Oczywiście nadal to jest złe, ale fakt, że jest to bardziej zrozumiałe od sytuacji, gdy żona też stara się, a on po prostu lubi mieć inne kobiety i jemu się nie dogodzi. No bo jest też typ, że jaka by żona fajna, zgrabna nie była to też zdradzają, mimo że ich kobiety mogą być otwarte i fajne kobiety, takie też są zdradzane. Dlatego czasem i jest tak, że żadna mu nie dogodzi, bo taki jest, wtedy tym bardziej nie ma co z kimś takim być. No, ale oczywiście w związku, w małżeństwie tak samo powinno się o siebie dbać, bo rozumiem to, że jak kobieta przestaje o siebie dbać, traktuje faceta źle to też nie jest fajne i tutaj masz rację, że dbać się o siebie powinno, o związek też, bo sam się nie utrzyma, trzeba dbać. No i są tutaj różne okresy, więc wiadomo jak w czasie połogu jakiś czas kobieta nie będzie miała czasu czy siły tak dobrze o siebie zadbać czy będzie źle się czuła, to żaden kochający facet nie będzie miał o to pretensji. Chodzi o ogólną dbałość o siebie i rozumiem to. Tylko właśnie pamiętaj, że czasem kobieta się stara, naprawdę nie olewa faceta, dba o siebie i facet zdradza. Nie wiemy czy tutaj tak jest w przypadku faceta i jego żony, ale tak też bywa. Dlatego i tak główną winę ponosi zdradzający, za samą zdradę, a za to co dzieje się w związku to oczywiście dwoje partnerów i powinni ze sobą przede wszystkim rozmawiać, bo brak rozmowy też często rodzi problemy. Nie zmienia to jednak faktu, że i tak autorka powinna sobie z nim dać spokój, bo od żony to on odejść nie chce.

No i widzę, że był do Ciebie odzew, że jak to, że ona mówi o kredytach, w sensie, że to normalne itp. No i fakt, to jest normalne, dojrzali ludzie o tym rozmawiają jak mają kredyt, o umyciu dziecka też i o to moim zdaniem też dojrzały facet nie będzie miał pretensji. Podejrzewam jednak, że Tobie chodziło o umiar, że może ta kobieta cały czas mówi o tym kredycie, a czułości brak, liczy się dla niej dom, dziecko, a to już ma, więc facet na dalszy plan, ma tylko zarobić, zrobić coś w domu i więcej nie potrzeba jej. Może o to Ci chodziło i wtedy faktycznie to już niefajne, bo co innego partnersko wiadomo rozmawiać o kredycie, o dziecku, dzielić się obowiązkami, a przy tym i tak jakoś tam dbać o swoją relację, wiadomo czasem ciężko znaleźć czas, ale da się myślę, a co innego jak to są ciągłe tematy i widać, że kobieta nie traktuje faceta jako swojego ukochanego, tylko tak z góry. No fakt, tak chyba też czasem bywa, no i rozumiem, że wtedy może czuć on się niefajnie, tak jakby miał tylko dać jej dziecko, zarobić na nich, a poza tym jest nieistotny. Co innego jak to trwa krótko, bo wtedy można zrozumieć, a co innego jak nie wiem jest tak rok czy parę lat. Wtedy frustrację faceta rozumiem. No wszystko zależy od sytuacji, wiadomo, że obie strony powinny się starać, jak już o tym piszemy, pewnie, że tak. No i chodzi choćby o małe gesty, a nie, że on tylko jest do pracy, przynoszenia pieniędzy, bo w takiej relacji nikt nie będzie szczęśliwy.

Rozpisałam się... No, ale już trudno, tak dużo mi się nasunęło do napisania.

A i co do porównania z samochodami, to czasem może tak być, ale też mam nadzieję, że nie uważasz, że każdy facet zdradzi, bo nie ma pięknej kobiety? Nie każda jest piękna, ale może o siebie dbać, są szczęśliwi i uważam, że nie każdy facet zdradzi, bo i w przeciętnej osobie można się zakochać, co wielu osobom może się nie podoba, ale my z nią jesteśmy szczęśliwi, bo liczą się też inne aspekty. Może być dla niego po prostu ważniejsza jego kobieta od chwili seksu z inną, nawet piękniejszą, no i są uważam faceci co też mają swoje zasady. Dlatego nie każdego musi to skusić,  wszystko zależy od tego co łączy ludzi, czy dbają o siebie, kochają się, jakie mają zasady. No, ale oczywiście może być też facet co nie kocha kobiety, więc wyrywa też te piękne, z próżności itp. Inny właśnie dojrzały moim zdaniem jest z kobietą jaką chcę, czy z przeciętną czy piękną, nieważne, grunt, że jemu odpowiada i są szczęśliwi. Ja sama jestem raczej przeciętna, ale jestem szczęśliwa z moim facetem i on widzę też. Po prostu nie zawsze wygląd jest bardzo ważny, ale też staram się dbać o siebie (tzn nie dbałam pewien czas, ale też nie to, że wcale, po prostu miałam nadwagę, ale będę zrzucać, no ale wiadomo w związku ogólnie było ok, więc to, że byłam grubsza tak bardzo związkowi nie szkodziło, a schudnę dla zdrowia, no dla lepszego wyglądu też).

Posty [ 66 do 78 z 78 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026