Był sobie pewien pan. Twierdzi, że nie było dobrym ojcem dla swojej córki. Brak odpowiedzialności jako tata i mąż sprawiły, że kobieta - matka jego pierwszego dziecka odeszła. Do kogoś innego. Pierwsze utarczki z samym sobą. Trwały 5 lat... Pan twierdzi, że poradził sobie z tym epizodem. Wyleczył duszę. Wylizał rany. Czuł się jednak samotny.
Tę druga panią poznał na portalu. Pośród wielu kobiet. Twierdzi, że to był jak grom z jasnego nieba. Jego mózg mówił mu, że to ta jedyna....
Nie miał pracy wtedy pracy. Wstydził się do tego przyznać. A że nie chciał odpuścić, postanowił prawdę pomalować kłamstwem. Nie powiedział damie swojego serca, że jest zwykłym człowiekiem. Że jego status zwie się bezrobotny. W zanadrzu miał karty kredytowe. By uniknąć pytań swojej pani, która mogła wkrótce zadawać pytania o codzienne życie, wyprzedził ją twierdząc, że korzysta z uroków dni wolnych, które zwą się urlopem. Na jakiś czas, bo niespełna dwa miesiące te usprawiedliwienia wystarczały. Dni pomieszane z kłamstwami, gdy o poranku twierdził, że wychodzi do pracy stawały się coraz bardziej dłuższe i cięższe...
Podejrzenia pani, że coś jest na rzeczy sprawiły, że wykorzystała kontakt z kimś bliskim pana. Dowiedziała się wówczas, że pan... Że pan nie jest osobą, za którą się podawał. Jest jednym z wielu tysięcy osób pozbawionych pracy.
Gdy patrząc w jej oczy okłamywał ją, zdawał sobie sprawę z tego, że jego szczerość pozbawi go kontaktu z nią....
Jej zapach. Zapach kobiety... Sprawiał, że brnął z pełna premedytacją w ten związek... Tylko tam, w łóżku czuł, że jest w stanie zadowolić tę panią. Ona wydawała się być tym usatysfakcjonowana. Bo W końcu po tym jak wyszło na jaw jaka jest rzeczywistość, najpierw pozbawiła go dostępu do siebie by potem pozwolić u wrócić. Na kolanach...