Dzień dobry Panu!
Widzę, że jest Pan aktywny, że otworzył Pan oczy i nawiązał kontakt światłowodowy z ludzkością. Dostrzegam też, że klub Pana Kibiców rośnie ;-)))
Mam nadzieję, że skoro stałeś się prezesem tego klubu, to do kompa siadasz ogolony i uczesany, a dzisiaj wchłoniesz w siebie przynajmniej z 500 kalorii - woda, kawa, herbata i duży, pełen smacznego magnezu i potasu kawałek czekolady :-)))
Większość Twoich postów dotyczy wypłukiwania z siebie przeszłości, albo futurystycznych wizji Twojego życia w odcieniach makabreski. Ależ chciałabym zawołać: Skąd ja to tak dobrze znam?
W jednej z książek mojego ulubionego opoja ;-))) - Jerzego Pilcha, jest zgrabnie skreślona (acz z lekka wulgarna) scenka zachowania bohaterki jego opowieści, która znalazła się w podobnej sytuacji, jaką Ty obecnie przeżywasz: "Wypiłam całą butelkę żubrówki w ciągu 7 minut. W ciągu następnej godziny* wyrzygałam jego całego od stóp do głów, wyrzygałam jego spojrzenia, jego dotyk, jego słowa, jego zapach, wyrzygałam całą jego obecność w moim życiu, wszystko, łącznie z jego brązowym sweterkiem."
* godzina jest tu pojęciem względnym - przyp, ab ;-)))
Ty jesteś już po obfitym spożyciu C2H5OH, Big, więc spodziewaj się, że w najbliższym czasie cały Twój organizm będzie "wyrzygiwał" nieuporządkowaną przeszłość i że to trochę potrwa. Twoja psychika może w tym momencie mieć poważny problem z przyjmowaniem nowych, racjonalnych myśli właśnie z tego względu, że najpierw musi rozprawić się z "toksyną przeszłości".
Teraz, gdy po latach wspominam to miejsce w życiu, w którym jesteś obecnie Ty, to dochodzę do wniosku, że ta głodówka, ta niechęć do jedzenia też zostaje zaindukowana w pewien sposób przez organizm, który chce się oczyścić w całości - i psyche i soma...
A jak na dodatek uda Ci się wypluwać zamiast opluwać (Twoją Lubą), to będziesz zwycięzcą, a cały proces nabierze tempa ;-)))
Powodzenia Big!