netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

ja, on i ten trzeci

3 617 odpowiedzi324 470 wyświetleńzałożony przez Roxann, 27.06.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 … 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 456 do 520 z 3 618 ]

456

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:
Roxann napisał/a:

No sorry ale on był bardziej zainteresowany tym jaki mu mięsień urósł, niż że ma mnie u boku wink No nie...

Lol.
A nie, to u mnie było tak, że miałam treningi za darmo, w sensie opracowane no i ćwiczone razem było, coś a la gra wstępna momentami także milusio ;P
A potem gotowane dla mnie, bo ja nie gotuje i jakieś wspólne aktywności inne wink

I nie, nie było raczej tak żebym się czuła dodatkiem do bicepsa, ha ha.
Ale są tacy panowie, wierzę Ci. Są tacy nawet jak nie ćwiczą - "Marysia podziwia Pana, pan teraz kroczy." itp klimaty.

No to spotkałaś zawodowca, a ja amatora, na to wygada wink Tzn ten też mój czasem gotował ze mną, masaże były nieziemskie, ale.. pomimo jego inteligencji, coś więcej bym oczekiwała od faceta w sensie jego celów życiowych niż 3-pak na brzuchu wink

457

Odp: ja, on i ten trzeci

No, 6-pak jako jedyny cel w życiu to słabo wink Ale wiesz, wiele zależy od celów potencjalnej partnerki. U tamtego, o którym wspominałam cele były typowo sportowe, więc ten 6-pak m.in. to był skutek uboczny niejako tych celów, ale też estetyczne cele miał. U mnie nie była to dziedzina, na której skupiałabym się tak totalnie, więc to nie miało szans na dłuższą metę, bo zrywanie się o 4:00 rano żeby zrobić ileś tam km przed pracą miałam już dawno za sobą wink


laifbot, pewnie masz rację - jestem narcyzem. Ale raczej nieszkodliwym, bo nie jestem specjalnie wyrachowana ani nie pasożytuje na swoich "ofiarach" wink

458 Ostatnio edytowany przez laifbot (2016-04-30 20:14:19)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

laifbot, pewnie masz rację - jestem narcyzem. Ale raczej nieszkodliwym, bo nie jestem specjalnie wyrachowana ani nie pasożytuje na swoich "ofiarach" wink

Też tak myślę smile

Ale Roxan dla przykładu w swej nieświadomości będzie jeszcze pewnie przez czas jakiś ujeżdżać mundurowego, bo zaspakaja jej potrzebę bycia zauważoną, adorowaną wink

459

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

No, 6-pak jako jedyny cel w życiu to słabo wink

No tamten 'mój' był ratownikiem, więc żadne ekstremalne dyscypliny, rywalizacje nie wchodziły w grę - raczej tylko wygląd i forma. 
No nie no niby fajnie mieć faceta ratownika, ale... no nie jestem typem wakacyjnych "lasek", choć niby figurę mam...;/

460

Odp: ja, on i ten trzeci
laifbot napisał/a:

Ale Roxan dla przykładu w swej nieświadomości będzie jeszcze pewnie przez czas jakiś ujeżdżać mundurowego, bo zaspakaja jej potrzebę bycia zauważoną, adorowaną wink

No i tu się mylisz, bo tym zachowaniem on mnie wnerwia.. bynajmniej nie podbudowuje "ego".

461 Ostatnio edytowany przez laifbot (2016-04-30 20:20:53)

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
laifbot napisał/a:

Ale Roxan dla przykładu w swej nieświadomości będzie jeszcze pewnie przez czas jakiś ujeżdżać mundurowego, bo zaspakaja jej potrzebę bycia zauważoną, adorowaną wink

No i tu się mylisz, bo tym zachowaniem on mnie wnerwia.. bynajmniej nie podbudowuje "ego".

Ja odniosłam wrażenie, że on wyraźnie podbija twoje ego.
Ani przez chwilę nie zająknęłaś się nawet, że gość ma z sobą problem, bo taka potrzeba kontroli, jaką opisałaś, jest oznaką lęku. Silnego lęku. ZAWSZE.
Ciągle tylko JA, JA, JA

462

Odp: ja, on i ten trzeci
laifbot napisał/a:

Ja odniosłam wrażenie, że on wyraźnie podbija twoje ego.
Ani przez chwilę nie zająknęłaś się nawet, że gość ma z sobą problem, bo taka potrzeba kontroli, jaką opisałaś, jest oznaką lęku. Silnego lęku. ZAWSZE.
Ciągle tylko JA, JA, JA

No to mylne odniosłeś wrażenie..  a że ja? no w kocu mój wątek, nie?

463

Odp: ja, on i ten trzeci
laifbot napisał/a:
Roxann napisał/a:
laifbot napisał/a:

Ale Roxan dla przykładu w swej nieświadomości będzie jeszcze pewnie przez czas jakiś ujeżdżać mundurowego, bo zaspakaja jej potrzebę bycia zauważoną, adorowaną wink

No i tu się mylisz, bo tym zachowaniem on mnie wnerwia.. bynajmniej nie podbudowuje "ego".

Ja odniosłam wrażenie, że on wyraźnie podbija twoje ego.
Ani przez chwilę nie zająknęłaś się nawet, że gość ma z sobą problem, bo taka potrzeba kontroli, jaką opisałaś, jest oznaką lęku. Silnego lęku. ZAWSZE.
Ciągle tylko JA, JA, JA

Spokojnie Laifbot.
To wątek Roxann w końcu. smile

464 Ostatnio edytowany przez laifbot (2016-04-30 20:28:03)

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:
laifbot napisał/a:
Roxann napisał/a:

No i tu się mylisz, bo tym zachowaniem on mnie wnerwia.. bynajmniej nie podbudowuje "ego".

Ja odniosłam wrażenie, że on wyraźnie podbija twoje ego.
Ani przez chwilę nie zająknęłaś się nawet, że gość ma z sobą problem, bo taka potrzeba kontroli, jaką opisałaś, jest oznaką lęku. Silnego lęku. ZAWSZE.
Ciągle tylko JA, JA, JA

Spokojnie Laifbot.
To wątek Roxann w końcu. smile

Jestem spokojna Excop smile
Ten wątek to dla mnie ciekawe studium poznawcze dla teorii

465

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

chcę być sobą. smile

No i super, bo jesteś zarąbistą kobietą. smile
Ale dlaczego to ja mam Ci to mówić?
Majka nie czytaj. smile

Przepraszam za offtop.

466

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
laifbot napisał/a:

Ja odniosłam wrażenie, że on wyraźnie podbija twoje ego.
Ani przez chwilę nie zająknęłaś się nawet, że gość ma z sobą problem, bo taka potrzeba kontroli, jaką opisałaś, jest oznaką lęku. Silnego lęku. ZAWSZE.
Ciągle tylko JA, JA, JA

No to mylne odniosłeś wrażenie..  a że ja? no w kocu mój wątek, nie?

A nie chciałabyś, aby tobie trochę naświetlić, jakie sprawiasz wrażenie, jak inni interpretują twoją postawę?

467

Odp: ja, on i ten trzeci
laifbot napisał/a:

Ten wątek to dla mnie ciekawe studium poznawcze dla teorii

jakiej????

468

Odp: ja, on i ten trzeci
laifbot napisał/a:

A nie chciałabyś, aby tobie trochę naświetlić, jakie sprawiasz wrażenie, jak inni interpretują twoją postawę?

dawaj wink

469

Odp: ja, on i ten trzeci
emde napisał/a:
Elle88 napisał/a:

chcę być sobą. smile

No i super, bo jesteś zarąbistą kobietą. smile
Ale dlaczego to ja mam Ci to mówić?
Majka nie czytaj. smile

Przepraszam za offtop.

A ja, emde, dopytałabym, co to dla Elle znaczy być sobą. Kim jest, czego szuka, dokąd zmierza.
Widzimy, że jest inreresującą kobietą, mądrą, z dużą świadomością (szczególnie doceniam), ale dlaczego wciąż błądzi i realizuje się na forum?

470 Ostatnio edytowany przez laifbot (2016-04-30 20:37:36)

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
laifbot napisał/a:

A nie chciałabyś, aby tobie trochę naświetlić, jakie sprawiasz wrażenie, jak inni interpretują twoją postawę?

dawaj wink

Przecież właśnie to robię, gdy piszę, że masz rys narcystyczny, źe wykorzystasz inne osoby, które mogą zaspokoić chcciaż w minimalnym stopniu twoją potrzebę przeglądania się w nich, jak w lustrze i nawet nie zastanowisz się, dlaczego te osoby (mundurowy) zachowują się w sposób "dziwny".
Z tego samego powodu jesteś łatwym łupem dla uwodzicieli zresztą.
Uważam także, że nie otrzymałaś dostatecznej uwagi w dzieciństwie (podobnie jak Elle) i teraz próbujesz nadrobić "zaległości".

471

Odp: ja, on i ten trzeci
laifbot napisał/a:

A ja, emde, dopytałabym, co to dla Elle znaczy być sobą. Kim jest, czego szuka, dokąd zmierza.
Widzimy, że jest inreresującą kobietą, mądrą, z dużą świadomością (szczególnie doceniam), ale dlaczego wciąż błądzi i realizuje się na forum?

Mnie odpowiedź Elle w zupełności wystarcza.
Jeżeli masz ochotę dopytać to "wuala!". smile

472

Odp: ja, on i ten trzeci
emde napisał/a:
laifbot napisał/a:

A ja, emde, dopytałabym, co to dla Elle znaczy być sobą. Kim jest, czego szuka, dokąd zmierza.
Widzimy, że jest inreresującą kobietą, mądrą, z dużą świadomością (szczególnie doceniam), ale dlaczego wciąż błądzi i realizuje się na forum?

Mnie odpowiedź Elle w zupełności wystarcza.
Jeżeli masz ochotę dopytać to "wuala!". smile

Nie mam żadnych wątpliwości, ze i odpowiedź na moje pytanie byłaby wymijająca, jak ta, którą uraczyła ciebie.
A szkoda sad Bo chciałabym usłyszeć odpowiedź z serca, a nie z głowy.

473

Odp: ja, on i ten trzeci

emde, jesteś słodziakiem :* wink

laifbot,

Ależ ja pisałam otwarcie o swoim spapranym dzieciństwie. W zasadzie tylko (albo AŻ) Mama była dla mnie, ale też tyle na ile mogła, bo miała swoje problemy, ale starała się - to doceniam.
W zasadzie nie mam do Rodziców pretensji, rozumiem dobrze dlaczego tak a nie inaczej było i chyba nie mam komu "wybaczać" bo nie jestem od tego, a jak mówię - robili co mogli w sytuacji w której się znaleźli i biorąc pod uwagę rodziny, w które sami się wrodzili wcześniej.

Zadałaś ciekawe pytanie: dokąd zmierzam i czego szukam. Już o tym kiedyś pisałam. Niczego nie "szukam", chcę się dalej rozwijać, jedynie może chętnie jakiegoś towarzysza do wspólnej drogi wink Trudno mi powiedzieć do czego "zmierzam", bo pewnie sama na tym etapie wiesz, że nasze myślokształty tworzą rzeczywistość, więc nie ma nic 'stałego', do czego można dążyć jak do skończonej formy, jest tylko proces.

Błądzę, bo mam w sobie pustkę. Nie wiem czy to jest do 'zaklejenia' wink

474 Ostatnio edytowany przez laifbot (2016-04-30 21:21:08)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

laifbot,

Ależ ja pisałam otwarcie o swoim spapranym dzieciństwie. W zasadzie tylko (albo AŻ) Mama była dla mnie, ale też tyle na ile mogła, bo miała swoje problemy, ale starała się - to doceniam.
W zasadzie nie mam do Rodziców pretensji, rozumiem dobrze dlaczego tak a nie inaczej było i chyba nie mam komu "wybaczać" bo nie jestem od tego, a jak mówię - robili co mogli w sytuacji w której się znaleźli i biorąc pod uwagę rodziny, w które sami się wrodzili wcześniej.

Zadałaś ciekawe pytanie: dokąd zmierzam i czego szukam. Już o tym kiedyś pisałam. Niczego nie "szukam", chcę się dalej rozwijać, jedynie może chętnie jakiegoś towarzysza do wspólnej drogi wink Trudno mi powiedzieć do czego "zmierzam", bo pewnie sama na tym etapie wiesz, że nasze myślokształty tworzą rzeczywistość, więc nie ma nic 'stałego', do czego można dążyć jak do skończonej formy, jest tylko proces.

Błądzę, bo mam w sobie pustkę. Nie wiem czy to jest do 'zaklejenia' wink

Dziękuję, Elle.
Niemal czuję tę pustkę, o której piszesz a której tak naprawdę nie ma nigdzie poza twoją głową.
Wystarczy odpuścić sobie myśli, że MUSI się być kimś wyjątkowym, że tylko wówczas, gdy spełniają się pragnienia, wyidealizowane wizje oraz potrzeby można czuć radość, szczęście, pełnię.
Mnie najwięcej pomogła praca w wolontariacie ze starszymi ludźmi. Rozmowy z nimi uzmysłowiły mi, jak unikalne jest ZWYKLE życie. Nie trzeba być najmądrzejszym, najpiękniejszym, najbardziej fit, nie trzeba być z kimś, kto odpowiada naszym ideałom, aby czuć pełnię, bo ta pełnia już jest we mnie. Ja z tej pełni "wybieram" sobie to wszystko, co potrzebuję.
Intuicyjnie czujesz, że przeciwieństwem pustki jest rozwój. Dobra droga. Wiele osób było w twoim miejscu, skorzystaj z doświadczeń innych, przerób je po swojemu i idź dalej drogą rozwoju. Za Yeatsem powtórzę, że szczęście nie jest ani zaletą, ani przyjemnością, ani tą rzeczą, ani tamtą, jest po prostu rozwojem. Jesteśmy szczęśliwi, kiedy się rozwijamy. Zresztą naukowcy też potwierdzają, że bardziej niż osiąganie celów uszczęśliwia proces dążenia do nich.
Zapewniam cię, że jest jeszcze COŚ przed tobą. Nie wahaj się, idź.

475 Ostatnio edytowany przez horses (2016-04-30 21:15:53)

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann,
tak piszesz, że idealny, że niczego mu nie można zarzucić...
Naprawdę nie widzisz tego, że po prostu trzeba być świnią, aby wielokrotnie zdradzać swoją kobietę?
Tak robi idealny, silny facet?
Sama pisałas, że zdrada to dla niego nie problem.  Z tego wynika, że facet potrzebuje wrażeń na boku i najprawdopodobniej
nie ma w gruncie rzeczy znaczenia, czy jest szczęśliwy w związku. Więc ma duży problem ze sobą, a inni mają problem z nim.
Najprawdopodobniej za jego zdradami nie stoją żadne problemy małżeńskie, tylko potrzeba romansu.
Być może, jesli zdrady wyszły na jaw, to problemy w związku ma.
Nie wiem, jak możesz mieć go za takiego idealnego.

476

Odp: ja, on i ten trzeci

No właśnie... Też chciałabym poznać Twoją odpowiedź na wyżej postawione pytanie.

477 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-04-30 21:25:14)

Odp: ja, on i ten trzeci

Ciekawie się zrobiło dzisiaj. smile
Teoria o narcyzmie Autorki i Elle pociągająca, nie przeczę.
Tyle, że chodzi tu w sumie o co innego, niż zwichrowane "Ja".
Moim zdaniem, wyprodukowanie sobie w głowie pewnego wizerunku (w całokształcie, rzecz jasna) mężczyzny, na bazie złego (nie bójmy się tego określenia) doświadczenia będącego udziałem Roxann lub Elle niweczy z gruntu większość zamierzeń odwrócenia tej sytuacji.
No, bo jak?
Roxann nawiedził ideał. Dla niej jednak, za późno, bo zajęty w ten, czy inny sposób. I do tego nieszczery.
Elle miała do dyspozycji gościa, który nie okazał się wartym prawdziwego zachodu, ale wyraźny ślad w niej pozostawił jednak.
Narcyzm, to jednak bardziej złożony problem, niż tylko zawiedzione oczekiwania, wciąż siedzące w głowie.

478 Ostatnio edytowany przez laifbot (2016-04-30 21:29:36)

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:

Roxann,
tak piszesz, że idealny, że niczego mu nie można zarzucić...
Naprawdę nie widzisz tego, że po prostu trzeba być świnią, aby wielokrotnie zdradzać swoją kobietę?
Tak robi idealny, silny facet?
Sama pisałas, że zdrada to dla niego nie problem.  Z tego wynika, że facet potrzebuje wrażeń na boku i najprawdopodobniej
nie ma w gruncie rzeczy znaczenia, czy jest szczęśliwy w związku. Więc ma duży problem ze sobą, a inni mają problem z nim.
Najprawdopodobniej za jego zdradami nie stoją żadne problemy małżeńskie, tylko potrzeba romansu.
Być może, jesli zdrady wyszły na jaw, to problemy w związku ma.
Nie wiem, jak możesz mieć go za takiego idealnego.

Horses,
To, co piszesz to są racjonalne argumenty, na poziomie logiki. I na pewno prawdziwe. Jednak problemem Roxan nie są bynajmniej jej braki w logicznym rozumowaniu, ale deficyty emocjonalne.
Roxan na nieświadomym poziomie LUBI tęsknić za wyimaginowanym ideałem, który nigdy się nie ziści, bo to dobrze jej znany, chociaż bolesny stan (schemat emocjonalny)

479

Odp: ja, on i ten trzeci

Laibot,
nie wiem, co jest problemem. Równie dobrze mogą to być niezbyt silne zasady moralne, albo stan totalnego zakochania.
Mnie zaintrygowało, jak można takiego faceta miec za ideał?

480 Ostatnio edytowany przez laifbot (2016-04-30 21:51:13)

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:

Laibot,
Mnie zaintrygowało, jak można takiego faceta miec za ideał?

Uważasz, że jak będziesz psy wieszać na tym facecie z jednej strony i wskazywać na brak logicznego rozumowania Roxan z drugiej, to ona od razu zrozumie i zakrzyknie EUREKA?

Przecież Rovan ma świadomość, że facet jest kłamcą i oszustem, ale TYLKO w stosunku do innych. W stosunku do niej zawsze zachowywał się nienagannie, więc to pewnie dlatego, że ona jest TAKA WYJĄTKOWA. Zresztą teraz mundurowy dostał bzika na jej punkcie. Pewnie dlatego, że to Roxan jest TAKA WYJĄTKOWA.

Masz już TO, horses? Rozumiesz "problem" Roxan? Dalej uważasz, że nie umie pozbierać faktów w jedną całość?

Dla ludzi o silnym rysie narcystycznym nie ma NIC pomiędzy byciem WYJĄTKOWYM a byciem NIKIM. A kto chciałby być NIKIM ?

481

Odp: ja, on i ten trzeci
laifbot napisał/a:

Przecież Rovan ma świadomość, że facet jest kłamcą i oszustem, ale TYLKO w stosunku do innych. W stosunku do niej zawsze zachowywał się nienagannie, więc to pewnie dlatego, że ona jest TAKA WYJĄTKOWA. Zresztą teraz mundurowy dostał bzika na jej punkcie. Pewnie dlatego, że to Roxan jest TAKA WYJĄTKOWA.

Masz już TO, horses? Rozumiesz "problem" Roxan? Dalej uważasz, że nie umie pozbierać faktów w jedną całość?

smile laifbot, bardzo trafne podsumowanie smile

482

Odp: ja, on i ten trzeci

Laifbot,
ciekawie piszesz i może słusznie.
Czyli źródłem " zaślepienia" może nie być kobieca naiwność, zakochanie, a poczucie własnej wyjątkowości.
Być może masz rację.

483

Odp: ja, on i ten trzeci
laifbot napisał/a:

Dla ludzi o silnym rysie narcystycznym nie ma NIC pomiędzy byciem WYJĄTKOWYM a byciem NIKIM. A kto chciałby być NIKIM ?

Pewnie dlatego "love" 2 narcyzów ma finał gdy kontakt się osłabia wyraźnie = brak oczekiwanego poziomu atencji i/lub gdy (jak w moim przyp.) jedna z osób zaczyna dawać sygnały zainteresowania innymi osobami.
Tylko to ostatnie akurat to nie wiem czy chodzi o 'rys narcystyczny' czy właśnie instynkt samozachowawczy big_smile

Ale faktem jest, że u mnie zainteresowanie moją osobą musi być stosunkowo jednoznaczne i duże i na potencjalnych zainteresowanych "wybieram sobie" (z owych zainteresowanych) tych, którzy są dość intensywni w podejściu i odbiorze. I faktycznie, nie ma nic pomiędzy - bo niżej jest już tylko 'lelum polelum' wink

484

Odp: ja, on i ten trzeci
laifbot napisał/a:
horses napisał/a:

Laibot,
Mnie zaintrygowało, jak można takiego faceta miec za ideał?

Uważasz, że jak będziesz psy wieszać na tym facecie z jednej strony i wskazywać na brak logicznego rozumowania Roxan z drugiej, to ona od razu zrozumie i zakrzyknie EUREKA?

Przecież Rovan ma świadomość, że facet jest kłamcą i oszustem, ale TYLKO w stosunku do innych. W stosunku do niej zawsze zachowywał się nienagannie, więc to pewnie dlatego, że ona jest TAKA WYJĄTKOWA. Zresztą teraz mundurowy dostał bzika na jej punkcie. Pewnie dlatego, że to Roxan jest TAKA WYJĄTKOWA.

Masz już TO, horses? Rozumiesz "problem" Roxan? Dalej uważasz, że nie umie pozbierać faktów w jedną całość?

Dla ludzi o silnym rysie narcystycznym nie ma NIC pomiędzy byciem WYJĄTKOWYM a byciem NIKIM. A kto chciałby być NIKIM ?

Laifbot, chodzi o to, że ja nie potrafię przyjąć do wiadomości, że ten facet to zwykły dupek, oszust. Właśnie dlatego, że mam w pamięci jego obraz takiego, jakiego go poznałam, a wtedy wydawał mi się właśnie WYJĄTKOWY. Teraz mam świadomość, że to wszystko było iluzją. Z tymże, jak go teraz spotykam, to on nadal ma ten sam uśmiech, te same nienaganne maniery, jest tak samo życzliwy, tak samo interesujący – jakby ta sama osoba. Dlatego trudno mi na niego spojrzeć jak na zwykła świnię. I może nie dlatego, że ja się czuję taka wyjątkowa, ale właśnie za takiego ja go uważałam (inna rzecz, że on sprawiał, że taka też się czułam). Cos na zasadzie, nie uwierzę, póki nie zobaczę.
Bo już nawet nie chodzi o to, że „zapomniał’ mi powiedzieć o małżonce, ale o tą całą otoczkę. Skoro widywaliśmy się dość często, wiele razy nocował u mnie, to w takim razie jakie bajki sprzedawał swojej żonie? Że pracuje, że nocuje u kumpla, albo wyjeżdża do innego miasta? To jakaś masakra! Bo zakładam, że jednak z tą żoną mieszkał, skoro ją miał (chyba że ona w tym czasie gdzieś wyjechała?). O tym, że w tym samym czasie mógł sypiać z nami dwiema już nie wspomnę, bo od razu mam odruch wymiotny.:/

485 Ostatnio edytowany przez laifbot (2016-05-01 11:44:16)

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxan napisał/a:

Laifbot, chodzi o to, że ja nie potrafię przyjąć do wiadomości, że ten facet to zwykły dupek, oszust. Właśnie dlatego, że mam w pamięci jego obraz takiego, jakiego go poznałam, a wtedy wydawał mi się właśnie WYJĄTKOWY. Teraz mam świadomość, że to wszystko było iluzją. Z tymże, jak go teraz spotykam, to on nadal ma ten sam uśmiech, te same nienaganne maniery, jest tak samo życzliwy, tak samo interesujący – jakby ta sama osoba. Dlatego trudno mi na niego spojrzeć jak na zwykła świnię. I może nie dlatego, że ja się czuję taka wyjątkowa, ale właśnie za takiego ja go uważałam (inna rzecz, że on sprawiał, że taka też się czułam). Cos na zasadzie, nie uwierzę, póki nie zobaczę.

Roxan, nie potrafisz przyjąć do wiadomości NIE to, że on jest dupkiem, bo o tym świadczą wszystkie znaki na niebie i ziemi. Wg mnie tak naprawdę nie potrafisz pogodzić się z tym, że to ty nie jesteś kimś wyjątkowym i przy tobie zwykła szuja nie stał się porządnym facetem. Bardzo chcesz wierzyć w to, że masz w sobie rodzaj wszechmocy, zniewalającego uroku, który zmienia syf w szczere złoto. To klasyczne myślenie osoby narcystycznej. Nie jesteś w kontakcie z tamtym facetem jako prawdziwą osobą ale z własnymi wyobrażeniami na jego temat. Każdego dnia od nowa odtwarzasz film, który pozwala się tobie czuć wyjątkową. Bo jeśli on jest zwykłą szują, przez cały czas oszukiwał swoją żonę, przez cały czas oszukiwał także ciebie, i jestem przekonana, że oprócz ciebie były jeszcze inne, to oznacza, że ty NIE jesteś kimś wyjątkowym, A tak, jak już pisałam, dla narcyza nie ma NIC oprócz poczucia wyjątkowości. Zobacz, co napisała Elle. Ktoś bez mocnych zaburzeń narcystycznych dopuściłby do siebie myśl, że jest się zwykłą dziewczyną, która dała się zwabić na lep słodkich słówek i obliczonych na konkretne wrażenie zachowań.  Ale nie ty, bo ty w swoich wyobrażeniach MUSISZ być kimś wyjątkowym. Inaczej jesteś NIKIM, nie potrafisz być zwykłą dziewczyną, którą czasami wprawny uwodziciel mógłby wykorzystać. Gardzisz takimi osobami.


Roxan napisał/a:

Bo już nawet nie chodzi o to, że „zapomniał’ mi powiedzieć o małżonce, ale o tą całą otoczkę. Skoro widywaliśmy się dość często, wiele razy nocował u mnie, to w takim razie jakie bajki sprzedawał swojej żonie? Że pracuje, że nocuje u kumpla, albo wyjeżdża do innego miasta? To jakaś masakra! Bo zakładam, że jednak z tą żoną mieszkał, skoro ją miał (chyba że ona w tym czasie gdzieś wyjechała?). O tym, że w tym samym czasie mógł sypiać z nami dwiema już nie wspomnę, bo od razu mam odruch wymiotny.:/

Roxan, ja zostałam zdradzona. Jest dokładnie tak, jak opisałaś. Przykre, ale prawdziwe. Słyszałam mnóstwo różnorakich usprawiedliwień dla wyjazdów, szkoleń, nieobecności w domu. I tak jak ty nie chcesz uwierzyć w ohydne kłamstwa tego faceta, tak samo ja nie chciałam poznać prawdy, bo tak samo jak prawda jest BOLESNA dla ciebie, tak samo bolesna była ona dla mnie. I dla żony tego faceta. Wszystko po to, aby nie czuć bólu.


Elle88 napisał/a:

Ale faktem jest, że u mnie zainteresowanie moją osobą musi być stosunkowo jednoznaczne i duże i na potencjalnych zainteresowanych "wybieram sobie" (z owych zainteresowanych) tych, którzy są dość intensywni w podejściu i odbiorze. I faktycznie, nie ma nic pomiędzy - bo niżej jest już tylko 'lelum polelum'
wink

Zainteresowanie twoją osobą MUSI być jednoznaczne i duże, bo przecież to ty rozdajesz role. Jak komuś nadałaś rolę osoby, która ma się na tobie koncentrować i się tylko tobą zajmować i zachwycać, to jeśli nie wypełnia roli ty jesteś niezadowolona i czujesz przykry ból. Zatem trzeba się bólu pozbyć. Dosłownie. Usuwasz taką osobę z otoczenia. Sama chcesz niezależności, prawa do eksperymentowania, ciągłego poszukiwania i zmiany, ale w żadnym wypadku nie godzisz się, aby osoba, która mogłaby być z tobą blisko postępowała równie symetrycznie sad

486 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-01 12:23:18)

Odp: ja, on i ten trzeci
laifbot napisał/a:

Roxan, nie potrafisz przyjąć do wiadomości NIE to, że on jest dupkiem, bo o tym świadczą wszystkie znaki na niebie i ziemi. Wg mnie tak naprawdę nie potrafisz pogodzić się z tym, że to ty nie jesteś kimś wyjątkowym i przy tobie zwykła szuja nie stał się porządnym facetem. Bardzo chcesz wierzyć w to, że masz w sobie rodzaj wszechmocy, zniewalającego uroku, który zmienia syf w szczere złoto. To klasyczne myślenie osoby narcystycznej. Nie jesteś w kontakcie z tamtym facetem jako prawdziwą osobą ale z własnymi wyobrażeniami na jego temat. Każdego dnia od nowa odtwarzasz film, który pozwala się tobie czuć wyjątkową. Bo jeśli on jest zwykłą szują, przez cały czas oszukiwał swoją żonę, przez cały czas oszukiwał także ciebie, i jestem przekonana, że oprócz ciebie były jeszcze inne, to oznacza, że ty NIE jesteś kimś wyjątkowym, A tak, jak już pisałam, dla narcyza nie ma NIC oprócz poczucia wyjątkowości. Zobacz, co napisała Elle. Ktoś bez mocnych zaburzeń narcystycznych dopuściłby do siebie myśl, że jest się zwykłą dziewczyną, która dała się zwabić na lep słodkich słówek i obliczonych na konkretne wrażenie zachowań.  Ale nie ty, bo ty w swoich wyobrażeniach MUSISZ być kimś wyjątkowym. Inaczej jesteś NIKIM, nie potrafisz być zwykłą dziewczyną, którą czasami wprawny uwodziciel mógłby wykorzystać. Gardzisz takimi osobami.

Nie do końca się z Tobą zgodzę, bo jednak bardziej byłam przekonana o jego wyjątkowości niż o swojej. W końcu to nad nim się rozpływałam przez kilka stron. Dla mnie był chodzącym ideałem a ja czułam się niesamowitą szczęściara, że się ze mną spotyka, że poświęca mi tyle uwagi itd. Przez to fakt, też czułam się wyjątkowa. Jednak przez to, że czułam się kochana i te "motylki" w brzuchu. W sytuacji kiedy okazało się, że facet miał żonę, to ja się pytam co to k... było???? Przecież nie można tak udawać, grać???? Nie on????!!!!! Jak mogłam się na to nabrać????? Pokochać go????
No i taki jego obraz - dupka, starałam się tworzyć, ale jak go spotkałam, o czym wyżej pisałam, to się okazuje że on nadal jest taki jaki był wtedy, me te cechy które mnie w nim ujęły, i tak samo troskliwie się wobec mnie zachowuje. No nie ogarniam tego i już. Nie można być cudownym i podłym człowiekiem jednocześnie hmm

487 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-05-01 12:30:05)

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxy, nie neguj tak jednoznacznie tego co laifbot Ci (nam) tutaj pisze. Ona ma racje z tą potrzeba 'wyjątkowości' i doświadczania tylko "wyjątkowych związków" i wyjątkowych relacji.

Narcystyczna osobowość ma tendencje do odbierania relacji dwojako: albo samemu jest się hołubionym/czczonym i wystawianym na piedestały wink, albo kogoś się wystawia a samemu "czci się" go, a na pewno podziwia. Na zasadzie skoro JA jestem taka wyjątkowa to ten gość też musi być, skoro to zauważył. Mega wyjątkowy.. big_smile I tak wpadamy we własne 'sidła' i na koniec kopie nas takie myślenie w dupę. Przemyśl to, to niegłupie wbrew pozorom.

Ja to widzę, tyle że nie do końca moja podświadomość jest gotowa to zmienić. Pewnie z braku lepszych alternatyw.. Ot, nie przekonuje mnie nic, że warto.  Tak jak napisała laifbot - "zwykły"? - nuda ciągle dla mnie. Choć nie ma to nic wspólnego z moim zachowaniem odnośnie 'zwykłych' ludzi na codzień wink


laifbot napisał/a:

]Zainteresowanie twoją osobą MUSI być jednoznaczne i duże, bo przecież to ty rozdajesz role. Jak komuś nadałaś rolę osoby, która ma się na tobie koncentrować i się tylko tobą zajmować i zachwycać, to jeśli nie wypełnia roli ty jesteś niezadowolona i czujesz przykry ból. Zatem trzeba się bólu pozbyć. Dosłownie. Usuwasz taką osobę z otoczenia.

Prawda.

Sama chcesz niezależności, prawa do eksperymentowania, ciągłego poszukiwania i zmiany, ale w żadnym wypadku nie godzisz się, aby osoba, która mogłaby być z tobą blisko postępowała równie symetrycznie sad

Tak, zdrada mnie odpada. Pewnie po części dlatego, że brzydzę się ogólnie ciałem obcych osób, no, chyba że to konkretne ciało osoby, którą sobie wybrałam wink

488

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Roxy, nie neguj tak jednoznacznie tego co laifbot Ci (nam) tutaj pisze. Ona ma racje z tą potrzeba 'wyjątkowości' i doświadczania tylko "wyjątkowych związków" i wyjątkowych relacji.

Narcystyczna osobowość ma tendencje do odbierania relacji dwojako: albo samemu jest się hołubionym/czczonym i wystawianym na piedestały wink, albo kogoś się wystawia a samemu "czci się" go, a na pewno podziwia. Na zasadzie skoro JA jestem taka wyjątkowa to ten gość też musi być, skoro to zauważył. Mega wyjątkowy.. big_smile I tak wpadamy we własne 'sidła' i na koniec kopie nas takie myślenie w dupę. Przemyśl to, to niegłupie wbrew pozorom.

Ja to widzę, tyle że nie do końca moja podświadomość jest gotowa to zmienić. Pewnie z braku lepszych alternatyw.. Ot, nie przekonuje mnie nic, że warto.  Tak jak napisała laifbot - "zwykły"? - nuda ciągle dla mnie. Choć nie ma to nic wspólnego z moim zachowaniem odnośnie 'zwykłych' ludzi na codzień wink

W sumie ma to sens, co napisałaś, bo ja rzeczywiście mam odczucie, że zasługuję na kogoś wyjątkowego, niebanalnego. Pewnie dlatego przyciągam takie a nie inne skomplikowane przypadki, które nie są "nudne". Zwykły facet raczej mnie nie zainteresuje. Musi być interesujący, ciekawy, musi kręcić.

489

Odp: ja, on i ten trzeci

Człowiek wraca na forum po długiej nieobecności a wątek Roxann jak zawsze zaskakuje tongue

Fajnie się was dziewczyny czyta, naprawdę. Ciężko w sieci o miejsce gdzie dyskusja toczy się na tak wysokim poziomie. A wątek śledziłem od początku i teraz całość nadrobiłem wink

Skoro już zawitałem to wrzucę swoje 3 grosze - poczytaj dokładnie Roksana, może trochę inny, świeży, męski punkt widzenia trochę sytuację Ci rozjaśni.

Na początek "pan mundurowy" - wiej gdzie pieprz rośnie. Jak najszybciej, serio.  Takie kontrolowanie, snucie planów po 2? tygodniach znajomości to po prostu zaburzenie psychiczne, wynikające z niedojrzałości, braku pewności siebie, typowe dla 18 latków, którzy zdobyli pierwszą dziewczynę, i "muszą" za wszelką cenę podejmowac niezliczone działania aby ją przy sobie utrzymać, paradoksalnie, rzecz jasna, odrzucając ją od siebie. Do momentu w którym znosisz wieczne telefony, konieczność meldowania co, gdzie i jak robisz, to jeszcze to jakoś wygląda - jest milutki, troskliwy, na rękach nosi. Problem zacznie się gdy wyraźnie dasz mu do zrozumienia, że masz dość. Taki typ z całą pewnością nie przyjmie tego do świadomości, bo w końcu był "taki idealny" i będzie toksyczny i strasznie nachodzący, a z racji takiego a nie innego zawodu - szansa, że jest jebnięty w dekiel jest o wiele wyższa, i uważaj aby nie wplątać się w jakieś bagno.


Co do głównego problemu z tego wątku, mianowicie pana z romansu, to uważam, mimo wielu stron psychoanalizy dokonanej przez innych, że problem jest o wiele prostszy niż by się wydawało a rozwiązanie jest proste i niesamowicie trudne zarazem.

Zwróćcie prosze uwagę na jedną rzecz - każdy z opisanych tutaj facetów kochanej autorki, poza tym jednym, miał jakiś potężnie dyskwalifikujący defekt. Ten najmniej istotny koleś miał bzika na punkcie ciała, na spotkanie nosił pudełko z jedzeniem i bardziej niż ją cenił sobie rozmiar bicepsa, pan z poprzedniego związku jak bardzo kochany nie był, po pierwsze nie pociągał jej fizycznie a po drugie po prostu był aseksualny co rzecz jasna musiało Roksanę do szewskiej pasji doprowadzać i do frustracji, a obecny, o ile można go partnerem nazwać, zamiast być FACETEM to bawi się w jakiegoś big brothera, najchętniej by zamontował kamerę wszędzie gdzie się da, puścił 2 detektywów za nią i ogólnie chciałbym wiedzieć WSZYSTKO, już nie wiem czy gorszy wielki brat, czy impotent, serio, jakbym miał wybierac między ukrzyżowaniem a rozstrzelaniem.

Szczerze? W takiej sytuacji naprawdę niewiele potrzeba aby w oczach takiej kobiety stać się wyjątkowym, właściwie wystarczyłoby być normalnym i już stajemy się w jej oczach 100 razy lepszym od innych. Autorka ma w pamięci te wszystkie fajne chwile z nim (które nota bene zapewne jakieś super-wyszukane nie były), traktował ją tak jak facet kobietę traktować powinien, i to wszystko w pamięci zostało. Dodając do tego niepowodzenia z następnymi facetami nic dziwnego, że tamten wyrasta do rangi alfy i omegi, wystawionego na piedestał super-kochanka. Zauważcie, że opisywane są same emocje jakie w niej wywoływał - "czułam się tak, robił to tak, myślałam tak~~". Dodatkowo koleś do najbrzydszych nie należy, kobietę urobić potrafi, bo skoro tak płynnie się poruszał z autorką, że nie dał po sobie poznać, że ma żonę to oczywistym jest, że to nie pierwszy jego taki wybryk. Nie sposób się dziwić, że Roxann ma miękkie nogi na wspomnienie tamtych przeżyć, skoro nic lepszego nie przeżyła smile

Wyobraźcie sobie, wsiadacie do luksusowego ferrari, przez  krótki czas sobie nim jeździcie, jest jak w bajce. Zaraz jednak okazuje się, że ferrari ma innego właściciela, a wam pozostaje przesiadka do innego auta - wolnego, brudnego i śmierdzącego. Nie sposób zapomnieć o tym wspaniałym uczuciu jazdy pierwszym autem, prawda? To samo tyczy się autorki.  Pozostaje pytanie - czy jesteśmy skazani na życie wspomnieniem? Ano nie jesteśmy.

Musisz znaleźć faceta, który będzie miał podobne cechy do tego kochanka idealnego, z tym, że nie będzie miał żadnych defektów, w postaci żony czy problemów z psychiką. Nie jest to takie trudne, tylko musisz być bardziej wybredną i powinnaś zacząć selekcję, panów typu mundurowy z automatu powinnaś zlewać, bo takie wiązanie się z byle kim, a ciągłe życie przeszłością donikąd nie prowadzi.

P.S. jeśli wierzysz w jakiekolwiek szczere intencje kolegi z pracy to jesteś w wielkim błędzie.

pozdrawiam smile

490

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Roxy, nie neguj tak jednoznacznie tego co laifbot Ci (nam) tutaj pisze. Ona ma racje z tą potrzeba 'wyjątkowości' i doświadczania tylko "wyjątkowych związków" i wyjątkowych relacji.

Narcystyczna osobowość ma tendencje do odbierania relacji dwojako: albo samemu jest się hołubionym/czczonym i wystawianym na piedestały wink, albo kogoś się wystawia a samemu "czci się" go, a na pewno podziwia. Na zasadzie skoro JA jestem taka wyjątkowa to ten gość też musi być, skoro to zauważył. Mega wyjątkowy.. big_smile I tak wpadamy we własne 'sidła' i na koniec kopie nas takie myślenie w dupę. Przemyśl to, to niegłupie wbrew pozorom.

Ja to widzę, tyle że nie do końca moja podświadomość jest gotowa to zmienić. Pewnie z braku lepszych alternatyw.. Ot, nie przekonuje mnie nic, że warto.  Tak jak napisała laifbot - "zwykły"? - nuda ciągle dla mnie. Choć nie ma to nic wspólnego z moim zachowaniem odnośnie 'zwykłych' ludzi na codzień wink


laifbot napisał/a:

]Zainteresowanie twoją osobą MUSI być jednoznaczne i duże, bo przecież to ty rozdajesz role. Jak komuś nadałaś rolę osoby, która ma się na tobie koncentrować i się tylko tobą zajmować i zachwycać, to jeśli nie wypełnia roli ty jesteś niezadowolona i czujesz przykry ból. Zatem trzeba się bólu pozbyć. Dosłownie. Usuwasz taką osobę z otoczenia.

Prawda.

Sama chcesz niezależności, prawa do eksperymentowania, ciągłego poszukiwania i zmiany, ale w żadnym wypadku nie godzisz się, aby osoba, która mogłaby być z tobą blisko postępowała równie symetrycznie sad

Tak, zdrada mnie odpada. Pewnie po części dlatego, że brzydzę się ogólnie ciałem obcych osób, no, chyba że to konkretne ciało osoby, którą sobie wybrałam wink

Biorąc to wszystko pod uwagę, czyli diagnozę Lajfbot wobec Roxann i Elle, a nawet grubiańską ocenę związków z "mundurowymi" przedstawioną przez Alexich okazuje się, że narcyzami jesteśmy wszyscy. Bez wyjątku.
Kto bowiem nie chce być wyjątkowym, w tym pozytywnym brzmieniu tego słowa?.
Każdy chce takim być. Nie  każdego jednak  stać na "autopromocję", by tak właśnie zostać postrzeżonym. Z róznych względów. Niekiedy równie powikłanych.
Działa to w drugą stronę, oczywiście.
Szukamy kogoś, kto zapewni nas o tej naszej wspaniałości i niepowtarzalności.
A ten ktoś, czego szuka u nas, gdy już zostanie odnaleziony?

491

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:

okazuje się, że narcyzami jesteśmy wszyscy. Bez wyjątku.

Dużo prawdy w tym stwierdzeniu. Nie sądzę, żeby ktokolwiek chciał wejść w związek, w którym nie czuje się i nie jest zapewniany o swojej unikalności/wyjątkowości.
Także trochę być może przesadzamy z tym narcyzmem wink Owszem, nie wszyscy chcą być traktowani jak "księżniczki" czy "królowie" przez swoich partnerów, ale czy jest w tym coś złego tak na dobrą sprawę? W momencie gdy druga strona czuje taką chęć sama z siebie i satysfakcję z traktowania w taki sposób drugiej osoby, to nikomu nic do tego, o ile nie jest to toksyczne.

Nie  każdego jednak  stać na "autopromocję", by tak właśnie zostać postrzeżonym

To też święta prawda.
To tak jak z ładnymi rzeczami..butami czy ubraniami - nie każdego na nie stać , więc niektórzy idą w wyparcie i twierdzą, że oni to by się zadowolili zwykłym butem z CCC, nie potrzebują pięknie wyprofilowanych szpilek dajmy na to czy dizajnerskiego płaszcza. Jasne, wierzę. JA też bez wielu gadżetów się obejdę, co nie znaczy, że gdyby mnie było stać to bym sobie ich odmawiała wink
To samo z 'autopromocją', a czasem - daj Boże tzw. 'urokiem osobistym' po prostu, gdzie wcale na autopromocje nie trzeba się silić - ktoś ma ten dar, inni nie lub w mniejszym stopniu. I za tym idą określone profity z reguły, chciał nie chciał.
Czy zawsze idzie za tym zaburzenie osobowości? Ano nie zawsze.

A ten ktoś, czego szuka u nas, gdy już zostanie odnaleziony?

Pewnie tego samego, a nawet jeśli nie, to na pewno chce czego w zamian smile

492 Ostatnio edytowany przez laifbot (2016-05-01 17:58:25)

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:

Biorąc to wszystko pod uwagę, czyli diagnozę Lajfbot wobec Roxann i Elle, a nawet grubiańską ocenę związków z "mundurowymi" przedstawioną przez Alexich okazuje się, że narcyzami jesteśmy wszyscy. Bez wyjątku.
Kto bowiem nie chce być wyjątkowym, w tym pozytywnym brzmieniu tego słowa?.
Każdy chce takim być. Nie  każdego jednak  stać na "autopromocję", by tak właśnie zostać postrzeżonym. Z róznych względów. Niekiedy równie powikłanych.
Działa to w drugą stronę, oczywiście.
Szukamy kogoś, kto zapewni nas o tej naszej wspaniałości i niepowtarzalności.
A ten ktoś, czego szuka u nas, gdy już zostanie odnaleziony?

Excop, po pierwsze ja nie stawiam diagnoz, ale przedstawiam swoją interpretację, podobnie jak inni użytkownicy forum.
Po drugie, to prawda, że wszyscy mamy w sobie pierwiastek narcystyczny i sprawia nam przyjemność, gdy możemy się przeglądać w oczach innych.  Jednak u niektórych rys narcystyczny jest dużo bardziej wyraźny niż u innych albo przyjmuje wręcz formę zaburzenia osobowości.
Zwyczajny człowiek pragnie zbudować związek, nawiązać silną więź emocjonalną, a osoba narcystyczna chce budować i potwierdzać SWÓJ wizerunek i wykorzystuje w tym celu innych. Dlatego Roxan (ale częściowo także Elle) tak wielki nacisk kładzie na to aby partner spełniał bardzo wyraźnie określone kryteria, bo tylko wówczas może ta osoba odzwierciedlać jej wartość i umacniać bardzo kruche poczucie własnej wartości. Partner ma podtrzymywać jej wizerunek, który ona chce utrzymać.  Nie robi tak z wyrachowania, ale w ten "pasożytniczy" sposób zapełnia pustkę, która jest źródłem wewnętrznego bólu psychicznego.
To jest najbardziej smutne w tym wszystkim, że osoby narcystyczne tak naprawdę pod maską pewności siebie i ciągłym kreowaniu siebie na atrakcyjną gwiazdę, wewnątrz potwornie cierpią. Nigdy nie będą w stanie zbudować bliskiego związku, poznać smaku prawdziwej przyjaźni, miłości, partnerstwa, bo cała para idzie w podtrzymywanie ich wyobrażeń na swój temat i pilnowanie się.

Elle88 napisał/a:
Excop napisał/a:

A ten ktoś, czego szuka u nas, gdy już zostanie odnaleziony?

Pewnie tego samego, a nawet jeśli nie, to na pewno chce czego w zamian smile

Zwyczajny człowiek szuka zrozumienia i porozumienia na poziomie emocjonalnym, duchowym i intelektualnym. Chce odkrywać drugiego i być odkrywanym. Pragnie rozumieć drugiego i być rozumianym. Chciałby aby jego uczucia zostały zaopiekowane i chce opiekować się uczuciami drugiego. Krótko: chce brać i dawać.
Narcyz chce brać.

493

Odp: ja, on i ten trzeci

Laifbot, z większością tego co piszesz się zgadzam - ma to sens i sama pewnie podobne rzeczy gdzieś na Forum pisałam wink Btw. cieszę się, że do nas dołączyłaś , lubię jak od czasu do czasu ktoś wtrąci swoje refleksje i na mój temat, bo dlaczego nie? Nie uważam się za świętą krowę ani kogoś nieomylnego, lubię zastanowić się czasem sama nad sobą.

Ale odnośnie tego co powyżej - nie wiem na ile Roxann, ale ja raczej postrzegam siebie za w miarę przeciętnie prezentującą się kobietę, może o tyle "nieprzeciętną", że nie mam typowo słowiańskiego typu urody czy rysów - to mnie wyróżnia, aczkolwiek to nie ja zaczęłam to jako pierwsza zauważać, co ludzie. Z czasem to od nich 'przejęłam'.
Za mega inteligentną też się nie uważam, co najwyżej ponad przeciętnie inteligentną wink Ale tego raczej nie da się długo ukrywać, bo ludzie rozmawiają ze sobą.
Generalnie mogłabym dalej wymieniać swoje 'zwyczajne' cechy, a jedyna 'niezwyczajność' w podejściu zachodzi chyba wówczas gdy jakiś mężczyzna wkracza do mojego obrazka i zaczyna się interakcja, która zazwyczaj ma podobny w miarę przebieg.

Z grona tych, których jakoś tam w życiu zainteresowałam, przeważał model interakcji, który opisałam. Dlatego przywykłam do pewnego schematu.
Jednocześnie mam pełną świadomość, że istnieje gros mężczyzn, na których nie robię żadnego wrażenia i "biorę to na klatę" wink

Dlatego trudno tu mówić o jakimś 'zaburzeniu' ostrym o tyle, że ja mam dystans do wszystkiego w co wierzę i co mi się 'wydaje'. I w każdej chwili gotowa poddać dane przekonanie w wątpliwość, tzn. nie przywiązuję się zbytnio do tego jak mnie inni postrzegają. Wbrew pozorom i na co mogłoby wskazywać to co opisałam odnośnie mężczyzn i podejścia do nich.

494

Odp: ja, on i ten trzeci
laifbot napisał/a:
Excop napisał/a:

Biorąc to wszystko pod uwagę, czyli diagnozę Lajfbot wobec Roxann i Elle, a nawet grubiańską ocenę związków z "mundurowymi" przedstawioną przez Alexich okazuje się, że narcyzami jesteśmy wszyscy. Bez wyjątku.
Kto bowiem nie chce być wyjątkowym, w tym pozytywnym brzmieniu tego słowa?.
Każdy chce takim być. Nie  każdego jednak  stać na "autopromocję", by tak właśnie zostać postrzeżonym. Z róznych względów. Niekiedy równie powikłanych.
Działa to w drugą stronę, oczywiście.
Szukamy kogoś, kto zapewni nas o tej naszej wspaniałości i niepowtarzalności.
A ten ktoś, czego szuka u nas, gdy już zostanie odnaleziony?

Excop, po pierwsze ja nie stawiam diagnoz, ale przedstawiam swoją interpretację, podobnie jak inni użytkownicy forum.
Po drugie, to prawda, że wszyscy mamy w sobie pierwiastek narcystyczny i sprawia nam przyjemność, gdy możemy się przeglądać w oczach innych.  Jednak u niektórych rys narcystyczny jest dużo bardziej wyraźny niż u innych albo przyjmuje wręcz formę zaburzenia osobowości.
Zwyczajny człowiek pragnie zbudować związek, nawiązać silną więź emocjonalną, a osoba narcystyczna chce budować i potwierdzać SWÓJ wizerunek i wykorzystuje w tym celu innych. Dlatego Roxan (ale częściowo także Elle) tak wielki nacisk kładzie na to aby partner spełniał bardzo wyraźnie określone kryteria, bo tylko wówczas może ta osoba odzwierciedlać jej wartość i umacniać bardzo kruche poczucie własnej wartości. Partner ma podtrzymywać jej wizerunek, który ona chce utrzymać.  Nie robi tak z wyrachowania, ale w ten "pasożytniczy" sposób zapełnia pustkę, która jest źródłem wewnętrznego bólu psychicznego.
To jest najbardziej smutne w tym wszystkim, że osoby narcystyczne tak naprawdę pod maską pewności siebie i ciągłym kreowaniu siebie na atrakcyjną gwiazdę, wewnątrz potwornie cierpią. Nigdy nie będą w stanie zbudować bliskiego związku, poznać smaku prawdziwej przyjaźni, miłości, partnerstwa, bo cała para idzie w podtrzymywanie ich wyobrażeń na swój temat i pilnowanie się.

To, że narcyzm jest poważnym zaburzeniem osobowości i związanymi z tym problemami emocjonalnymi, wiemy nie od dziś.
Nie zamierzałem.w żaden sposób deprecjonować Twojej wiedzy w tym zakresie.
Bowiem mówiąc, "diagnoza", miałem na myśli teorię, nie zaś twierdzenie nie do obalenia.
Każda diagnoza przecież jest interpretacją. Opartą na analizie mniejszych lub większych zasobów informacji.
Jak u lekarzy. Jeden postawi taką, inny ją zakwestionuje.
Potem konsylium w sprawie  interpretacji się odbywa. smile

Reszta polemiki jest w zasadzie zgodna z tym, co sam zaobserwowałem. Tyle, że w przypadku Autorki, czy Elle, widzę to nieco inaczej. Mniej minorowo. smile


Pozdrawiam. smile

495

Odp: ja, on i ten trzeci

Elle, myślę o tobie ciepło, tzn. czuję, że bardzo nad sobą pracujesz, nie uciekasz od swoich ciemnych zakamarków i pragniesz związku na głębokim wielopłaszczyznowym poziomie porozumienia, ale w praktyce to się nie udaje, bo bojkotujesz każdą ewentualną nić porozumienia, która mogłaby wyewoluować w poważniejszą relację. Zawsze znajdziesz coś do czego można się przyczepić, co nie pasuje do twoich wyobrażeń (zdrada jest dla mnie jasnym elementem dyskwalifikującym).
Czy nie mogłabyś komuś, kto wzbudza twoje zainteresowanie i rokuje na przyszłość poluźnić nieco kryteria? Możesz pokazać się jako może nie słaba kobieta, ale taka, która bywa krucha i delikatna? Bo przecież taka TEŻ jesteś. Możesz uznać, źe możesz się mylić w swoich ocenach? Bo przecież czasami się mylisz.
Możesz przyjąć, że partner mógłby być nieidealny, mieć słabe dni, upierdliwe cechy charakteru, które towarzyszą innym bardziej interesującym zaletom?
Czy mogłabyś po prostu przestać się bać, że zostaniesz odrzucona, gdy ktoś zobaczy twoją pełnię? Pełnię zalet i wad?

496

Odp: ja, on i ten trzeci
laifbot napisał/a:

Możesz pokazać się jako może nie słaba kobieta, ale taka, która bywa krucha i delikatna? Bo przecież taka TEŻ jesteś.

Ostatnim razem jak taka 'byłam' zostałam nieźle przeczołgana. Raczej nie będę chciała prędko tego powtarzać wink
A tak poważniej.. nie natrafiam często na mężczyzn, którzy interesują się mną dlatego, że jestem krucha i delikatna, raczej przeciwnie. Widzą we mnie coś "szorstkiego" i/lub "wrednego", co sprawia że ich do mnie ciągnie. Ci wytrwalsi z czasem odkrywają inne warstwy, ale niewielu dopuszczam do tego etapu.
I tak, mam obawy, że odkrywając też swoje "słabości", choć delikatność i wrażliwość w sumie za słabość nie uważam, to jednak niewielu facetów uważa je za atrakcyjne.
A raczej - ja trafiam na takich, którzy nie tego szukają.


Możesz uznać, źe możesz się mylić w swoich ocenach? Bo przecież czasami się mylisz.

Nie tylko dopuszczam taką możliwość, ale wiem, że czasem się mylę smile

Możesz przyjąć, że partner mógłby być nieidealny, mieć słabe dni, upierdliwe cechy charakteru, które towarzyszą innym bardziej interesującym zaletom?

Potrafię, ale chcę tego samego w zamian.

Czy mogłabyś po prostu przestać się bać, że zostaniesz odrzucona, gdy ktoś zobaczy twoją pełnię? Pełnię zalet i wad?

Narazie trudno mi to sobie wyobrazić.

497

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:

...w przypadku Autorki, czy Elle, widzę to nieco inaczej. Mniej minorowo. smile

W pełni popieram diagnozę Excopa. smile

498

Odp: ja, on i ten trzeci

Elle, jak masz do siebie przyciągnąć ludzi, którzy cenią w innych siłę i niezależność obok wrażliwości i delikatności skoro wysyłasz sygnały, że nie ma w tobie słabości?
Jak masz zbudować autentyczną relację z drugim człowiekiem, jeśli wciąż się pilnujesz aby nikt nie dostrzegł twojej kruchości?
Jak inni mają dostrzec, że jesteś skłonna do dawania i brania, podczas gdy emanujesz niezależnością i uciekasz od sytuacji, w których mogłabyś potrzebować innych ludzi?

Może zaryzykuj.
Odpadną ci, których i tak byś odrzuciła.
Zostaną ci, dla których twoje wady są nieszkodliwym dodatkiem do zalet a słabość czyni z ciebie autentycznego człowieka smile

499

Odp: ja, on i ten trzeci

Laifbot, znowu zgoda, tylko niuans polega na tym, że ci, którzy szukają kruchej kobitki -misia przytulanki i 'kobiety-balsamu' nie "porywają" mnie swoją osobowością i podejściem do seksu (jeśli wiesz o co kaman wink), a ci, którzy porywają nie szukają kruchej kobitki.
Dlatego jestem w 'rozkroku' i mnie ciągle podwiewa wink

500 Ostatnio edytowany przez laifbot (2016-05-01 19:20:03)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Laifbot, znowu zgoda, tylko niuans polega na tym, że ci, którzy szukają kruchej kobitki -misia przytulanki i 'kobiety-balsamu' nie "porywają" mnie swoją osobowością i podejściem do seksu (jeśli wiesz o co kaman wink), a ci, którzy porywają nie szukają kruchej kobitki.
Dlatego jestem w 'rozkroku' i mnie ciągle podwiewa wink

Elle, nie sugeruję abyś STAŁA się kruchą i delikatną kobietka. Bynajmniej. Namawiam cię do uchylenia nieco gardy i pokazania, że masz twardy pancerz, ale miękkie wnętrze. Pcham ciebie w kierunku tych osób, które nie muszą ani sobie, ani nikomu innemu udawadniać, że nikt i nic nie jest w stanie ich skrzywdzić i nikogo nie potrzebują. Pragnę abyś dołączyła do grona tych ludzi, którzy nie obawiają się pokazać swojej czułości i podatności na zranienia.
Strasznie mi przykro, gdy fajne kobiety zakładają zbroję i ściągają do siebie tylko tych, którzy chcieliby za tą zbroją się schronić na chwilę.

Uważam, że w tej chwili jesteś niedostępna emocjonalnie i ściągasz do siebie tylko takie osoby, które uważają, że bez żadnego uszczerbku dla siebie i ciebie można ciebie wykorzystać. Także seksualnie.

501

Odp: ja, on i ten trzeci
laifbot napisał/a:

Liquid Skin Second Skin Foundation

W tym coś jest.. Zazwyczaj mężczyźni, którym dałam do zrozumienia, że coś w ich zachowaniu mi się nie spodobało a raczej sprawiło mi przykrość/dyskomfort, wyrażali (szczere) zdziwienie faktem, że ja w ogóle to przeżywam. Czyżby?
Albo było im tak wygodnie.

Nie wiem co to jest, ale ja naprawdę nie mam potrzeby bycia "silną i niezależną",  ale odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach mężczyźni nie mają szacunku do 'kruchych' kobiet. Pewnie ma to związek z tym, że tak jak pisałaś - sami oczekują schronienia, a po drugie nie mają ochoty nikim się "opiekować", a delikatność i wrażliwość jednak skłania do przybrania innej niż koncentracja na sobie postawy, może stąd niechęć.

Takie jest moje doświadczenie. NA pewno nie jedyne i słuszne, bo przecież są kobiety delikatne w szczęśliwych związkach, ale jakoś nie są moi udziałem.

502 Ostatnio edytowany przez laifbot (2016-05-01 21:22:07)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:
laifbot napisał/a:

Liquid Skin Second Skin Foundation

W tym coś jest.. Zazwyczaj mężczyźni, którym dałam do zrozumienia, że coś w ich zachowaniu mi się nie spodobało a raczej sprawiło mi przykrość/dyskomfort, wyrażali (szczere) zdziwienie faktem, że ja w ogóle to przeżywam. Czyżby?
Albo było im tak wygodnie.

Nie wiem co to jest, ale ja naprawdę nie mam potrzeby bycia "silną i niezależną",  ale odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach mężczyźni nie mają szacunku do 'kruchych' kobiet. Pewnie ma to związek z tym, że tak jak pisałaś - sami oczekują schronienia, a po drugie nie mają ochoty nikim się "opiekować", a delikatność i wrażliwość jednak skłania do przybrania innej niż koncentracja na sobie postawy, może stąd niechęć.

Takie jest moje doświadczenie. NA pewno nie jedyne i słuszne, bo przecież są kobiety delikatne w szczęśliwych związkach, ale jakoś nie są moi udziałem.

Elle, dlaczego wciąż uparcie trzymasz się wersji, że można być słabym, albo silnym lub niezależnym albo zależnym?
Wierzę w to, że każdy człowiek ma w sobie pełnię. Z tej pełni każdy wybiera sobie (przeważnie oczywiście nieświadomie) to, co chce, co jest zgodne z jego przekonaniami i wyobrażeniami oraz wyuczonymi w dzieciństwie schematami. Tak samo każdy Ma w sobie część rozwojową, która pragnie zmiany i część sabotującą, która nie wierzy w możliwość zmiany i trzyma nas w tym, co znane.
Jeśli wierzysz, że dzisiaj w cenie są kobiety albo silne, albo kruche, to się automatycznie pozycjonujesz w jednej z przeciwnych grup. Myślę, że twoim problemem nie jest potrzeba bycia silną i niezależną, ale nieumiejętność okazywania swojej delikatności przy jednoczesnym poczuciu siły, którą posiadasz. Nie wiesz gdzie i jak znaleźć balans między twoją mocą i  kruchością. To jest lekcja, którą powinnaś nadrobić a reszta przyjdzie z czasem smile

503

Odp: ja, on i ten trzeci

Laifbot, trafiłaś w sedno - chyba nie potrafię tego wypośrodkować.

Moja relacja z Ojcem wyglądała tak, że jako małej dziewczynce nie wolno mi było okazywać słabości (płaczu, gniewu, żalu, itp.) , podobnie zbyt dużego rozbawienia, radości - ogólnie wszystko we mnie mojego Ojca wku....ło. Mogę śmiało powiedzieć z perspektywy czasu, że - jakby to dziwnie nie zabrzmiało - nie przepadał za potomkami płci żeńskiej wink, w przeciwieństwie do jedynego potomka płci męskiej w osobie mojego braciszka. Tyle dobrze dla niego.

W każdym razie, z Ojcem kontakt emocjonalny od zawsze był na poziomie zerowym. Mama próbowała to jakoś nadrabiać, co przypłaciła załamaniem nerwowym m.in., oczywiście nie udawało Jej się to, bo i nie miało prawa.
Można powiedzieć, że byłam między młotem a kowadłem - Ojciec chciał żebym była chłopcem i takim trochę "żołnierzem", wszelkie oznaki kobiecości wkurzały go i chyba brzydziły, Mama z kolei chciała żebym była wrażliwa i emocjonalna, bo sama taka była (do czasu), co z kolei było w opozycji do tego jak widział to Ojciec. W efekcie nabawiłam się trochę 'schizofrenii' i musiałam być inna przy Ojcu, inna przy Matce, co było szczególnie trudne w sytuacji gdzie byli w jednym czasie i pomieszczeniu razem wink

Jak sobie przypomnę moje pierwsze doświadczenia z mężczyznami to zawsze byłam obiektem seksualnym, "mięsem armatnim" - na początku nie rozumiałam i nie miałam za bardzo na to wpływu (jako osoba nieświadoma), z czasem zaczęłam to wykorzystywać i na tym "pogrywać". Skutki raczej opłakane dla mojej emocjonalności i psychiki, że o wyjałowieniu i utracie kontaktu ze sobą nie wspomnę.
Suma sumarum, długo mi zajęło nawiązanie ponownego kontaktu ze sobą.

Dziś jestem tutaj i jestem "jakaś", ale to jeszcze nie to.. W każdym razie, nie mam wątpliwości, że 'szumowina' na różnym poziomie (ale jednak ciągle szumowina) jaką przyciągam, ma związek z tym, co mam w głowie.
A że to co w niej mam jest strasznie pomieszane, to rozplątywanie tego nie jest wcale takie proste, ale doceniam, że próbujesz. smile

504

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Dziś jestem tutaj i jestem "jakaś", ale to jeszcze nie to.. W każdym razie, nie mam wątpliwości, że 'szumowina' na różnym poziomie (ale jednak ciągle szumowina) jaką przyciągam, ma związek z tym, co mam w głowie.
A że to co w niej mam jest strasznie pomieszane, to rozplątywanie tego nie jest wcale takie proste, ale doceniam, że próbujesz. smile

Niestety Elle rozumiem co czujesz, ciekawi mnie czemu mamy takie parcie na bycie czyms prawie jak super postacie z bajek, czyli nie chcemy pokazac prawdziwego ja. Moze to lek przed odrzuceniem gdzie ty musialas udawac kogos innego zeby zadowolic ojca. Ogolnie zycze powodzenia mam nadzieje ze uda ci sie wygrac ta walke i znajdziesz bratnia dusz(zwal jak zwal).

505

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Laifbot, trafiłaś w sedno - chyba nie potrafię tego wypośrodkować.

Moja relacja z Ojcem wyglądała tak, że jako małej dziewczynce nie wolno mi było okazywać słabości (płaczu, gniewu, żalu, itp.) , podobnie zbyt dużego rozbawienia, radości - ogólnie wszystko we mnie mojego Ojca wku....ło. Mogę śmiało powiedzieć z perspektywy czasu, że - jakby to dziwnie nie zabrzmiało - nie przepadał za potomkami płci żeńskiej wink, w przeciwieństwie do jedynego potomka płci męskiej w osobie mojego braciszka. Tyle dobrze dla niego.

W każdym razie, z Ojcem kontakt emocjonalny od zawsze był na poziomie zerowym. Mama próbowała to jakoś nadrabiać, co przypłaciła załamaniem nerwowym m.in., oczywiście nie udawało Jej się to, bo i nie miało prawa.
Można powiedzieć, że byłam między młotem a kowadłem - Ojciec chciał żebym była chłopcem i takim trochę "żołnierzem", wszelkie oznaki kobiecości wkurzały go i chyba brzydziły, Mama z kolei chciała żebym była wrażliwa i emocjonalna, bo sama taka była (do czasu), co z kolei było w opozycji do tego jak widział to Ojciec. W efekcie nabawiłam się trochę 'schizofrenii' i musiałam być inna przy Ojcu, inna przy Matce, co było szczególnie trudne w sytuacji gdzie byli w jednym czasie i pomieszczeniu razem wink

Jak sobie przypomnę moje pierwsze doświadczenia z mężczyznami to zawsze byłam obiektem seksualnym, "mięsem armatnim" - na początku nie rozumiałam i nie miałam za bardzo na to wpływu (jako osoba nieświadoma), z czasem zaczęłam to wykorzystywać i na tym "pogrywać". Skutki raczej opłakane dla mojej emocjonalności i psychiki, że o wyjałowieniu i utracie kontaktu ze sobą nie wspomnę.
Suma sumarum, długo mi zajęło nawiązanie ponownego kontaktu ze sobą.

Dziś jestem tutaj i jestem "jakaś", ale to jeszcze nie to.. W każdym razie, nie mam wątpliwości, że 'szumowina' na różnym poziomie (ale jednak ciągle szumowina) jaką przyciągam, ma związek z tym, co mam w głowie.
A że to co w niej mam jest strasznie pomieszane, to rozplątywanie tego nie jest wcale takie proste, ale doceniam, że próbujesz. smile

Dlatego widzę dla Elle światełko w tunelu. Podobnie, jak dla Roxann.
Zostać oszukanym i wykorzystanym to dobry powód, by się zamknąć na kolejne awanse. Innych mężczyzn.
Nie jest dziwnym w takiej sytuacji to, że (podświadomie chociażby) "odgrywać" się możemy na tych "innych".
Czy relacja ojciec -  córka w najważniejszym okresie rozwoju emocjonalnego  ma w tym wszystkim większe znaczenie?
Prawdopodobnie tak, skoro ten aspekt przyczyn zauważanych u siebie niedostatków emocjonalnych często podnoszony jest na Forum.
Zresztą, dobre półtora roku temu, spieraliśmy się o to w jednym z wątków.
Pamiętasz, Elle? smile
Dlatego uważam, że z tą skłonnością do narcyzmu nie jest tak prosto, jak mogłoby się wydawać. Mimo nawet pewnych skojarzeń lub podobieństw nawet. smile

506

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:

Zresztą, dobre półtora roku temu, spieraliśmy się o to w jednym z wątków.
Pamiętasz, Elle? smile

Zaiste musiała zajść taka sytuacja, skoro Ty to pamiętasz. smile Ja kojarzę jak przez mgłę taką sytuację, ale z Aurorą.
Tak czy inaczej, nigdy nie twierdziłam, że relacja z Ojcem nie ma wpływu na relację dorosłej później córki z mężczyznami - raczej przeciwnie. Jedyne do czego zachęcałam to 'puszczenie' tego i brak pretensji do Rodziców, bo robili co mogli, na ile pozwalał im stan świadomości. Tak samo jak mój stan świadomości pozwalał mi na taki rodzaj relacji z mężczyznami, a nie inny.

Dla niektórych Miłość jest 'abstrakcją' o tyle, że uczą się czym ona jest poza własnym domem rodzinnym. Taka droga naokoło do czegoś, co jest z reguł tuż przed samym nosem wink

507

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Nie wiem co to jest, ale ja naprawdę nie mam potrzeby bycia "silną i niezależną",  ale odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach mężczyźni nie mają szacunku do 'kruchych' kobiet. Pewnie ma to związek z tym, że tak jak pisałaś - sami oczekują schronienia, a po drugie nie mają ochoty nikim się "opiekować", a delikatność i wrażliwość jednak skłania do przybrania innej niż koncentracja na sobie postawy, może stąd niechęć.

Mają, mają. Ale to czasy, gdzie presja społecznościowa (poprzez fejsbóczki i tym podobne), "kultura pracy" i inne podobne tego typu zjawiska "współczesności" bardzo silne oddziałuje na ludzi, tworząc armię klonów o "społecznościowym" kręgosłupie moralnym. A w obrębie takiej kultury mamy całą masę iście Orwellowskich sprzeczności.

Każdy niezależnie od płci musi być pozytywny, ciężkopracujący, imprezujący i podróżujący, więc gdzie tu miejsce na wrażliwość i delikatność? nie ma. Musisz robić nadgodziny i zwiedzać kuala lumpur. Jednocześnie, oczywiście.

Wyrażanie negatywnych odczuć to "hejt" uzupełniony "a co sam osiągnąłeś". Argumenty w jakiejkolwiek życiowej sprawie w internecie zastąpić powinno wklejanie CV i wyciągu z konta. No i weź się do pracy, oczywiście.

Powiedz mi Elle, jak w naszej kulturze NIE spotykać ludzi, z którymi miałaś przyjemność? smile Da się, jasne. Ale po prostu są w znakomitej mniejszości.

508

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:
Excop napisał/a:

Zresztą, dobre półtora roku temu, spieraliśmy się o to w jednym z wątków.
Pamiętasz, Elle? smile

Zaiste musiała zajść taka sytuacja, skoro Ty to pamiętasz. smile Ja kojarzę jak przez mgłę taką sytuację, ale z Aurorą.
Tak czy inaczej, nigdy nie twierdziłam, że relacja z Ojcem nie ma wpływu na relację dorosłej później córki z mężczyznami - raczej przeciwnie. Jedyne do czego zachęcałam to 'puszczenie' tego i brak pretensji do Rodziców, bo robili co mogli, na ile pozwalał im stan świadomości. Tak samo jak mój stan świadomości pozwalał mi na taki rodzaj relacji z mężczyznami, a nie inny.

Ja zaś pamiętam.
Że to ja pomniejszałem, jeśli brałem wówczas w ogóle tę zależność pod uwagę, wbrew Twojemu poglądowi. Błądziłem, przyznaję. smile

Elle88 napisał/a:

Dla niektórych Miłość jest 'abstrakcją' o tyle, że uczą się czym ona jest poza własnym domem rodzinnym. Taka droga naokoło do czegoś, co jest z reguł tuż przed samym nosem wink

Prawda. Nie ma co zaprzeczać. smile

509

Odp: ja, on i ten trzeci
WaltonSimons napisał/a:

Powiedz mi Elle, jak w naszej kulturze NIE spotykać ludzi, z którymi miałaś przyjemność? smile Da się, jasne. Ale po prostu są w znakomitej mniejszości.

Wiesz co, u mnie paradoks (jak zawsze przy okazji sprzecznych potrzeb wysyłanych z podświadomości) polega na tym, że ja szukam - i znajduję (!) big_smile, klonów Tatusia, w sensie wykształcenia, osiągnięć, ogólnie podejścia (zakochanie w sobie, pewna doza arogancji), ale początkowo mylą mnie cechy, których też szukam: troskliwość, czułość, hołubionko (mnię, wiadomo) tongue i one przykrywają te pierwsze z początku. A ja jak drobnica w stawie - zasysam ten haczyk i jak już mi w gardle siedzi to wychodzą pozostałe cechy, te pierwsze, jak ze sztancy.

To nie zawsze są "źli ludzie", żeby nie było. Po prostu są tak samo pogubieni i bez kontaktu ze sobą, jak mój Ojciec.
I ja widzę jak oni próbują się do mnie zbliżyć, otworzyć się, ale wzorce są silniejsze i kończy się zawsze tak samo - ktoś rzuca to w cholerę i ucina kontakt.


Każdy niezależnie od płci musi być pozytywny, ciężkopracujący, imprezujący i podróżujący, więc gdzie tu miejsce na wrażliwość i delikatność? nie ma. Musisz robić nadgodziny i zwiedzać kuala lumpur.

True. Chociaż ja jestem raczej outsiderem i mnie nie dotyczy ten styl życia za bardzo. Co nie zmienia faktu, że większość panów, z którymi miałam przyjemność to właśnie ten typ.

510

Odp: ja, on i ten trzeci

Elle żyjesz w schemacie wyuczonym w dzieciństwie, jak wielu, jak ja.
Przeczytaj "Uratuj mnie" Rachel Reiland, to piękna prawdziwa historia o szczęśliwym zakończeniu jakich bardzo mało
oraz "Toksyczni rodzice" Susan Forward, odnajdziesz tam siebie jak wielu przed Tobą.
Problem polega na tym, że chociaż dowiesz się co Ci dolega i dlaczego, to i tak trudno to zmienić. Bo trzeba mieć odwagę i siłę by wyjść poza schemat, by zniszczyć swój stary świat. To jest możliwe, ale tylko w trakcie terapii ze znającym się na rzeczy terapeutą. I tu pojawią się schody bo trzeba mieć odwagę przyznać, że oto ja nie poradzę sobie sama, oto ja potrzebuję pomocy, oto ja potrzebuję leczenia umysłu i duszy. I trzeba jeszcze pokonać swój wstyd.
Bez odpowiedniej terapii nic się nie zmieni.

Pozdrawiam

511 Ostatnio edytowany przez ivy71 (2016-05-02 14:27:45)

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann, wiele tu już powiedziano, nie będę się powtarzać. Pozwól że zacytuję to co napisałaś w moim wątku:

"ivy71, bardzo się ciesze, że ci się udało smile Twoja historia jest dla mnie pewnym drogowskazem i daje nadzieję, że w końcu i ja się wyleczę z tego "mojego" żonatego. Niestety nie idzie mi to najlepiej. Nie wiem sama dlaczego. Wciąż mam w głowie jego idealny obraz i irytuje mnie to, że ten nowy jest tak bardzo inny niż tamten (choć może to i jego największa zaleta). Myślę, że to dobry człowiek, ale im bardziej go poznaję i im bardziej on się staje nachalny, tym miej mi zależy sad Brakuje mi tych motylków, adrenalinki itd.
Staram się tego żonatego jakoś sobie obrzydzić, ale to trudne, bo ja mam tylko w pamięci jego obraz z tego nieszczęsnego romansu, potem przypadkowych spotkań i tych ostatnich. No i ogólnie nie ma się do czego przyczepić. Nawet nie wiem czy jest z żoną i ogólnie jak wygląda jego prywatne życie. Myślałam, że może jak się dowiem, że np jest z żoną i tworzą "normalną" parę, to inaczej bym na niego spojrzała. Myślałam też, że na tych naszych spotkaniach w tym roku popełni jakąś "gafę", da wprost do zrozumienia, że zależy mu na romansie i że tylko to mi może "zaproponować", ale też nic takiego nie miało miejsca. On chce po prostu mieć we mnie przyjaciela, żebyśmy normalnie ze sobą rozmawiali, spotkali od czasu do czasu bez chowania urazy itd. "

I tak dalej. I tak dalej.

Z Twoim wątkiem jestem na bieżąco i czegoś mi tu brakuje. Spotykałaś się z "żonatym". OK. Nie wiedziałaś że jest żonaty. Ja nie za bardzo doszukałam się faktów z Waszego romansu, wszystko co piszesz to tylko Twoje uczucia, Twoje wyobrażenie o nim, Twoje domysły. Super kochanek, super towarzysz do rozmów, świetnie wyglądający, elokwentny, oczytany, inteligentny i w ogóle och i ach. No to teraz zapytam z grubej rury i jak odpowiesz szczerze to może da Ci to coś do myślenia.

1. Jak długo się spotykaliście zanim się dowiedziałaś o żonie?
2. Z Twoich opisów domyślam się że pokazywaliście się publicznie. Czy Ty przedstawiłaś go swoim znajomym? Czy on przedstawił Ciebie swoim znajomym?
3. Piszesz że nocował u Ciebie. Czy chciał Cię zaprosić kiedykolwiek do swojego domu? 
4. Czy robiliście wspólnie zakupy, czy odwoził Cię na przykład do fryzjera, na basen itepe?
5. Czy przyjeżdżał po Ciebie do pracy?
6. Czy dbał o Ciebie kiedy byłaś chora, odwoził Cię do lekarza, do szpitala, zaprowadzał do ubikacji kiedy nie byłaś w stanie normalnie iść?
7. Czy byliście razem na wczasach, chociaż na małym weekendowym wypadzie?
8. Czy pomagał Ci w obowiązkach domowych?
9. Czy planowaliście wspólnie przyszłość, dzieci, mieszkanie?

Ja znam odpowiedź na prawie wszystkie pytania. Tak Roxann wygląda związek, nie tak jak ten Twój. Czy negatywna odpowiedź na jedno z tych pytań nie dała Ci wcześniej nic do myślenia? Jesteś dorosła a to co opisujesz wygląda jak zawiązek nastolatków którzy nie mają własnego kąta i muszą się ukrywać przed rodzicami (no ten Twój to się rzeczywiście ukrywał, przed żoną i znajomymi), Jedynie motylki w brzuchu i wzdychanie do gwiazd. No jasne, przecież na nic innego ten pan nie mógł się zdecydować bo on już był w związku. Tylko że nie z Tobą. Ty go po prostu nie poznałaś w normalnych życiowych sytuacjach bo nie mogłaś, a teraz wzdychasz do swojego wyobrażenia o panu idealnym, który okazał się totalnym dupkiem a Ty nie chcesz przyjąć tego do wiadomości. On do Ciebie nie wróci. Ty byłaś dla niego tylko rozrywką. I w dodatku on myśli że w dalszym ciągu Cię ma w zasięgu ręki. Przecież wystarczy Ci wysłać piosenkę na emaila czy parę dwuznacznych słówek na smsa.
Szanuj się dziewczyno.

512

Odp: ja, on i ten trzeci

Lilka787, książki Susan Forward to pierwsze w tych tematach, po które lata temu sięgałam, ale dzięki.

Istotnie tak jak napisałaś - WIEDZIEĆ to jedno, a zmiana i szereg drobnych i konsekwentnych małych kroków, które trwale do niej prowadzą to drugie.

513

Odp: ja, on i ten trzeci
alexich napisał/a:

...
Co do głównego problemu z tego wątku, mianowicie pana z romansu, to uważam, mimo wielu stron psychoanalizy dokonanej przez innych, że problem jest o wiele prostszy niż by się wydawało a rozwiązanie jest proste i niesamowicie trudne zarazem.
...

Alexich, dzięki za Twój świeży, męski punkt widzenia. Masz dużo racji w tym co napisałeś. Nawet się uśmiałam czytając Twój post w momencie kiedy pisałeś o big braderze wink Pan żonaty też pewnie ma skazę i to nie jedną... oczywiście prócz tej wiadomej, dyskwalifikującej. Tylko ja nie wiedzie czemu pielęgnuję w pamięci ten jego "idealny" obraz. hmm

laifbot napisał/a:

Zwyczajny człowiek pragnie zbudować związek, nawiązać silną więź emocjonalną, a osoba narcystyczna chce budować i potwierdzać SWÓJ wizerunek i wykorzystuje w tym celu innych. Dlatego Roxan (ale częściowo także Elle) tak wielki nacisk kładzie na to aby partner spełniał bardzo wyraźnie określone kryteria, bo tylko wówczas może ta osoba odzwierciedlać jej wartość i umacniać bardzo kruche poczucie własnej wartości. Partner ma podtrzymywać jej wizerunek, który ona chce utrzymać.  Nie robi tak z wyrachowania, ale w ten "pasożytniczy" sposób zapełnia pustkę, która jest źródłem wewnętrznego bólu psychicznego.

Ja nie widzę nic nadzwyczajnego w tym, że mam pewne 'wymagania' wobec potencjalnego partnera. Nie sadzę jednak, że są wyśrubowane, ani że tacy mężczyźni są mi potrzebni, by podbudować poczucie własnej wartości, czy móc ich wykorzystywać w sposób pasożytniczy. Po prostu mam świadomość jakiego faceta szukam i co mogę dać w zamian, by to się mogło udać. Jeśli facet nie imponuje MI intelektualnie i nie fascynuje jako człowiek (a to jest moje podstawowe 'kryterium') to nie ma o czym mówić. Wole już być sama. I bynajmniej nie czuję się przez to gorsza.

laifbot napisał/a:

To jest najbardziej smutne w tym wszystkim, że osoby narcystyczne tak naprawdę pod maską pewności siebie i ciągłym kreowaniu siebie na atrakcyjną gwiazdę, wewnątrz potwornie cierpią. Nigdy nie będą w stanie zbudować bliskiego związku, poznać smaku prawdziwej przyjaźni, miłości, partnerstwa, bo cała para idzie w podtrzymywanie ich wyobrażeń na swój temat i pilnowanie się.

Nie sądzę też, że w sposób ciągły zakładam 'maskę' i kreuję się na kogoś atrakcyjnego. Owszem zdarza się, że nie pokazuję swoich słabości, czy tego, że cierpię, ale z zupełnie innego powodu - nie chcę by się nade mną użalano. Staram się nie przenosić swego bólu, rozterek z życia prywatnego np na pracę. Wolę się np tu wygadać, wyładować emocje, czy też w sporcie. I faktycznie w pracy pilnuje się, bo też to jest ode mnie wymagane. Tu czasem dużo piszę o swoich emocjach, ale nie jestem skłonna do wynurzeń znajomym. Jednak nie jest to 'kreacja' wizerunku. Po prostu zwykle jestem tą, która wysłuchuje i doradza, podtrzymuje na duchu. W odwrotną stronę to tak nie działa. Więc, jeśli już, to tu bym się doszukiwała 'maski' a raczej zamknięcia w sobie.

ivy71 napisał/a:

No to teraz zapytam z grubej rury i jak odpowiesz szczerze to może da Ci to coś do myślenia.
/.../
Ja znam odpowiedź na prawie wszystkie pytania.

Ivy, bardzo dziękuję za Twój post. Twoje wypowiedzi są dla mnie szczególnie cenne, bo poniekąd utożsamiam się z tym co przeżyłaś. Oczywiście sytuacje nasze są bardzo różne, ale czytając Twój wątek odnosiłam wrażenie, że Twoje rozterki, nawet pewne zachowania są/były identyczne jak u mnie. Szczególnie na poziomie emocji.

Odpowiedziałam sobie na Twoje pytania i nie zawsze odpowiedź brzmiała "nie". Tak jak wspomniałam wcześniej, nie byłam z Panem żonatym w normalnym związku. Pisałam, że nie rozmawialiśmy o przyszłości bo też uważałam, że na to jeszcze jest czas, że teraz sami się poznajemy. Ja sama potrzebuję troszkę czasu na to by faceta poznać i być na tyle pewną, że chcę go zabrać do np rodziny. Nie wyskakuje z takim pomysłem po 3 spotkaniu. Zresztą, rodzinę mam daleko. Moi znajomi (nie z pracy) go jednak poznali - był na moich urodzinach (tzn jedna koleżanka z pracy wtedy też była, ale to moja przyjaciółka i go nie znała). Ale tak, jedno z Twoich pytań, na które od razu odpowiedziałam "Nie" dała mi do myślenia.. i wtedy zaczęłam mieć podejrzenia. Chciałam jednak najpierw sama się przekonać i niestety miałam rację.

514

Odp: ja, on i ten trzeci

A tak ogólnie, byłam kilka dni na urlopie w magicznym miejscu, bez komputera, telefonu - super sprawa smile
Wróciłam. Przemyślałam. Mam nadzieję, że też zdystansowałam.
Choć po powrocie smsy od pana żonatego w tel znalazłam.. hmm

515

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann
Czemu nie możesz przyjąć wersji, że się zakochał, ale i tak nie odejdzie od żony. To jest najbardziej prawdopodobne. To właśnie piszą faceci w takiej sytuacji na męskim forum.

516

Odp: ja, on i ten trzeci
Xymena napisał/a:

Roxann
Czemu nie możesz przyjąć wersji, że się zakochał, ale i tak nie odejdzie od żony. To jest najbardziej prawdopodobne. To właśnie piszą faceci w takiej sytuacji na męskim forum.

Tylko co mi z tego, skoro i w takiej "wersji", to zwyczajna świnia i tchórz na dodatek.

Nie wytrzymałam i po przeczytaniu jego smsów z przerwy majowej, wygarnęłam mu kilka dobitnych epitetów. Chyba był w lekkim szoku. Na początku powiedział, bym dała sobie spokój, potem że nie ma ochoty (w taki sposób) rozmawiać. Potem jeszcze tylko zapytał czy zdaję sobie sprawę z tego co zrobiłam, że ON czuje się dotknięty i musi mieć czas by przemyśleć wszytko.
Także zaczynają się nasze 'ciche dni' i to w jego rozumowaniu z mojej winy.
Nie wiem do czego zdolny jest ten facet w gniewie, jak teraz się będzie wobec mnie zachowywał, bo jednak milczenie to jedno, a drugie czy nie będzie chciał się mścić. Mam jednak nadzieję, że nie.

517 Ostatnio edytowany przez Xymena (2016-05-05 11:53:19)

Odp: ja, on i ten trzeci

Tchórz.
To jest właściwe określenie.

Gdybyś mu wcześniej powiedziała jak widzisz tą sytuację, nie musiałabyś teraz używać epitetów wink
Ale może to sprowokuje was przynajmniej do ostatecznego wyjaśnienia wszystkiego.
Wtedy będziesz przynajmniej pewna czego możesz się spodziewać.

518

Odp: ja, on i ten trzeci
Xymena napisał/a:

Gdybyś mu wcześniej powiedziała jak widzisz tą sytuację, nie musiałabyś teraz używać epitetów wink

Problem w tym, że ja wcześniej tego nie widziałam, albo nie dopuszczałam do siebie tej wizji. Jego wyznania przyjmowałam z wielkim sentymentem. Że to "prawdziwe" uczucie musiało być, że to takie romantyczne, że po 4 latach...wciąż coś do siebie czujemy itepe.
Dopiero dyskusje na forum pozwoliły mi spojrzeć na niego inaczej. Na fakty. I dopiero pierwszy raz jak przeczytałam wczoraj jego smsy o tęsknocie, zamiast motyli w brzuchu poczułam hmm wściekłość? Oburzenie? Pogardę? Wyobraziłam sobie jak pisze te smsmy w ukryciu przed żoną. Jak wychodzi, rzucając jej jakieś kłamstwo, by móc spokojnie do mnie zadzwonić bo zaczął się martwić, co się ze mną dzieje, że nie daję znaku życia (myślał, że odbiorę). To jak po tym kładzie się obok niej i zachowuje jakby nigdy nic albo nawet jak idzie spać na kanapie, to wymyśla powód z kosmosu, albo że zupa była za słona.
Wcześniej nie przeszłoby mi przez gardło, wygarnięcie tego jemu. Teraz czuję ulgę.

519

Odp: ja, on i ten trzeci

hehe dzisiaj czujesz złość na niego ...a założę się że jutro będziesz go przepraszała za zaistniałą sytuacje...

520 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-05 12:30:48)

Odp: ja, on i ten trzeci
maga81 napisał/a:

hehe dzisiaj czujesz złość na niego ...a założę się że jutro będziesz go przepraszała za zaistniałą sytuacje...

Z całą pewnością on będzie tego ode mnie oczekiwał, bo jego zdaniem to ja zawiniłam, bo przekroczyłam granicę, której "przyjaciele" przekraczać nie powinni i on poczuł się dotknięty (ojojoj) i po tym co zrobiłam on ma prawo się na mnie gniewać.
Na razie jednak powiedział tylko żebym przemyślała swoje zachowanie i że on też potrzebuje czasu by to przemyśleć.

Edit:. Dodał tylko, że to nie tak... ale nie chce mu się ani odpisywać, ani na razie rozmawiać, żebym dała sobie spokój, bo on musi wszystko przemyśleć. I na tym nasza rozmowa się skończyła.

Posty [ 456 do 520 z 3 618 ]

Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 … 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026