netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

ja, on i ten trzeci

3 617 odpowiedzi324 466 wyświetleńzałożony przez Roxann, 27.06.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 391 do 455 z 3 618 ]

391

Odp: ja, on i ten trzeci

Niestety nie siedzimy w ich głowach dlatego tak trudno wytłumaczyć czy zrozumieć ich zachowania czy w ogóle intencje. Tym bardziej, że ich tok myślenia jest kompletnie inny niż nasz. A ci z nieposkromionymi temperamentami i umiejętnościami owszem, potrafią oczarować, ale niestety wierności raczej nie można od nich oczekiwać.
Ja jestem przekonana, że ten „mój” dalej zdradzał swoją żonę (o ile jeszcze z nią jest), taki typ. Nie wierzę, że mając taki temperament, zrezygnowałby z tego. Chociaż, jak go zaczęłam podpuszczać, to kategorycznie zaprzeczył jakoby w tym czasie z kimkolwiek się spotykał, że nie było żadnych romansów itd. Także jak widać są 2 typy takich „macho” – jedni ochoczo opowiadają o swoich podbojach i przygodach a inni zachowują to tylko dla siebie, w tajemnicy.

Stąd wniosek, że tego typu faceci nadają się tylko na przelotny romans bez zobowiązań i nie warto lokować w taką znajomość uczuć.

392

Odp: ja, on i ten trzeci

Dokładnie - trzeba brać ich takimi jakimi SĄ, a nie jakimi deklarują, że są lub chcieliby być wink

A w ich głowach nie trzeba siedzieć, wystarczy patrzeć na działania i porównywać ze słowami, do tych drugich nie przywiązując uwagi zbyt mocno.

JA sądzę mimo wszystko, że ten "mój" jest dość prostolinijnym i szczerym facetem, mówi co myśli na DANY moment. Z tymże szybko mu się to zmienia, bo bliżej mu do oportunisty niż gościa, który odczuwa potrzebę wkładania pracy w relację.

Nie ukrywam, że gdyby nie obrzydzenie wynikające z faktu, że on ileś tam przede mną i po mnie kobiet 'przelizał' to może i bym się pokusiła o spędzenie miło czasu z nim co jakiś czas, ale blokuje mnie świadomość, że on niespecjalnie dba o kwestie zdrowotne na to wychodzi, a raczej profilaktykę - idzie za instynktem ufając, że dana kobieta jest zdrowa.
Dla mnie to niedopuszczalne podejście.

393

Odp: ja, on i ten trzeci

Ja tam nie znam statystyk "mojego", bo pod tym względem był/jest skryty i jeśli już to mówił o fantazjach ze mną... a nie wspomnieniach innej czy innych. Nawet ciężko było z niego wyciągnąć cokolwiek o jego wcześniejszych związkach. Nie dziwne więc, że się nawet nie pochwalił małżonką. No ale właśnie... u mnie to obrzydzenie pojawia się wtedy, jak pomyślę, że po upojnym spotkaniu ze mną, wracał do żony. W końcu skoro ją miał, to chyba do niej wracał?! Ja pojąć tego nie potrafię i już. Szczególnie, że wydawał się być ze mną bardzo naturalny i szczery. Fakt mieszkamy w dużym mieście i daleko od siebie ale mimo wszystko istniało duże ryzyko, że ktoś nas razem zobaczy... a on zachowywał się jakby nigdy nic. No nie ogarniam, ale już nawet nie próbuję. wink

394 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-04-28 11:47:32)

Odp: ja, on i ten trzeci

Wiesz, ja im starsza jestem i im mniej kieruję się tym czego społeczeństwo ode mnie oczekuje, tym więcej 'ogarniam' z takich motywacji..

Jak mam być brutalnie szczera ze sobą, to jestem fatalnym wyborem na związek, dla kogokolwiek.
Nie mam skłonności do kompromisów, nie potrafię się "poświęcać" na zasadzie robić coś na poczet przyszłych nieokreślonych bliżej korzyści, potrafię być egoistką, nie specjalnie kieruję się w wyborach li tylko dobrem drugiej osoby (nawet w przyjaźni nie zawsze mi to wychodzi hmm). Do tego wszystkiego męczy mnie dłuższa obecność drugiej osoby i mam dużą potrzebę przebywania samej ze sobą, ludzie w większości męczą mnie.

Przyznasz że to kiepska 'reklama' wink

Ja się nawet nie oszukuję że mi kiedykolwiek chodziło o prawdziwy związek z nim. Tu bardziej chodziło o adorację, uwagę i uwielbienie, które zostały nagle odcięte.
I ok, nie płaczę z z tego powodu, na codzień nie rozmyślam o tym jakoś szczególnie, ale chciałabym żeby ktoś znów się we mnie zakochał.. bo to fajne uczucie i tyle.

Ktoś kto mi będzie imponował i kogo z wzajemnością będę pożądać. Inna opcja zakochania mnie nie interesuje.

I cóż, do boju .. wink



EDIT: Hahahha, i właśnie doznałam olśnienia, dlaczego obojgu nam tak łatwo było to zostawić w cholerę, a jednocześnie byliśmy tak podobni..
Po prostu oboje mamy taka konstrukcję psychiczną, że bardziej zależy/jara nas fakt, że to KOMUŚ bardziej zależy i wiele dla nas w związku  z tym zrobi niż mamy potrzebę samemu być zakochanym i -jak widać - w drugą stronę potrafimy te emocje kontrolować.
Dlatego byliśmy dla siebie trudnymi 'przeciwnikami'. W szachach to się nazywa patowa sytuacja. wink

395

Odp: ja, on i ten trzeci

No cóż, ile osób tyle typów, więc nie wykluczone, że właśnie ta twoja kiepska "reklama", na niektórych może działać jak magnez. smile
Fajnie, że nie podchodzisz do tego emocjonalnie, że potrafisz pewne rzeczy rozgraniczyć - ja niestety tak nie umiem. Dlatego Ty pewnie zapomnisz za 2-3 tygodnie, a ja po 4 latach jak go widzę to dostaję palpitacji wink Masakra! Nie wiem co ten facet w sobie ma takiego...
Naprawdę zazdroszczę Ci tego dystansu.

396

Odp: ja, on i ten trzeci

Brak dystansu bierze się ze ślepej wiary w jakąś interpretacje danej historii - ślepą i 'jedyną słuszną' wink
Dystans to przekonanie, że daną historię można interpretować na różne sposoby i tylko ode mnie zależy, którą interpretację wybiorę i do jakiego celu. Mogę wybrać taką dzięki której będę płakać i cierpieć, a mogę tą, która da mi poczucie mocy i siły.

Od pewnego czasu konsekwentnie wybieram to drugie smile

397 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-04-28 12:05:09)

Odp: ja, on i ten trzeci

Dobrze powiedziane. Zatem powinnam przyjąć interpretację, że absolutnie nic dla niego nie znaczyłam, chodziło tylko o seks i zabawę, a te słowa słowa o niespełnionej miłości to tylko próba mydlenia mi oczu po rozstaniu z byłym, bym w razie jak poczuję się samotna, pamiętała do kogo się zwrócić zawsze mogę ;P ha!
Dobre! smile

Czas porzucić myśli, że to piękna, prawdziwa miłość była, i oboje po 4 latach dalej nie możemy o sobie zapomnieć tongue wink:):):)

398 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-04-28 12:21:03)

Odp: ja, on i ten trzeci

Oj, a ja myślałam, że to akurat już wiesz i nie łudzisz się.
Myślałam, że Twój problem polega bardziej na 'zbieraniu się do kupy' i rozżaleniu na siebie, że tyle czasu zmarnowałaś na wiarę w iluzję. A tu jednak proszę.. Ty cały czas się nakręcałaś sama. Niedobrze niedobrze, ale.. widocznie do czegoś Ci ta bajeczka była potrzebna wink
Nic co sobie człowiek wkręca nigdy nie jest bez powodu. Zawsze jest to reakcja na zasadzie: 1. mechanizmu obronnego w postaci wyparcia prawdy np., bp bolesna albo 2. potrzeba stworzenia sobie alternatywnego 'lepszego' świata, w którym dzieje się coś, co realnie nie ma miejsca, a bardzo byśmy tego chcieli.


Co do słów gościa na pożegnanie - owszem, klasyka i co tu dużo gadać cwane, a przy okazji dość cyniczne z jego strony, bo w ten sposób on wie, że trzyma Cię "na haku", dopóki tego nie odwoła. A nie odwoła, bo chce Cię trzymać na haku wink
No, muszę przyznać, że ten mój jednak Twojego dziada nie przypomina. Może i ponosiły go emocje na haju, ale takich bajeczek to mi nie sprzedawał.

Tak se myślę nieskromnie, że doceniał moją inteligencję może bardziej.

EDIT:
I jeszcze a propos "niespełnionej love.. Jak myślisz dlaczego jest niespełniona?
Ano tylko i wyłącznie dlatego, że ON postanowił , że nie chce żeby spełniona była smile Proste.

Facet jak mu zależy i CHCE to się stara i szuka sposobu.
Zapytaj Il Condotierro, było mówione o tym. wink

399

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Nie ukrywam, że gdyby nie obrzydzenie wynikające z faktu, że on ileś tam przede mną i po mnie kobiet 'przelizał' to może i bym się pokusiła o spędzenie miło czasu z nim co jakiś czas, ale blokuje mnie świadomość, że on niespecjalnie dba o kwestie zdrowotne na to wychodzi, a raczej profilaktykę - idzie za instynktem ufając, że dana kobieta jest zdrowa.
Dla mnie to niedopuszczalne podejście.

Przyznam, że w czasie "rozpasania" po śmierci żony, również nie zwracałem na to uwagi. Mieliśmy jednak coroczne badania kontrolne. I całe szczęście.
Pan Wassermann bowiem, wydawał zawsze opinie negatywne.
Z HIV, to samo. smile

400 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-04-28 12:48:35)

Odp: ja, on i ten trzeci

Wiesz Elle, to jest tak, że problemem są chyba te wszystkie wspaniałe wspomnienia. To jakiego go zapamiętałam z tamtego czasu i to, że siłą rzeczy każdego faceta do niego porównuję. Może nie na samym początku, przy wyborze, ale potem jak poznaje i coś mi w nim nie pasuje, to "tęsknie" a tamtym.
U poprzedniego faceta brakowało mi seksu (jak z tamtym), u mundurowego charakteru, pewności siebie (jakie miał tamten) itd. Nie potrafię tego wytłumaczyć.
No i właśnie, gdybym przyjęła za pewnik tamtą wersję, to ten cały jego idealny obraz by runął, bo wszystko było nie tak, że jego słowa choć piękne były nieszczere, że tylko "grał", stwarzał pozory dla własnych korzyści. I w gruncie rzeczy to zdemoralizowany egoista - dupek!
Ja w głębi gdzieś to wiem, ale chyba sama przed sobą nie potrafię przyznać, ze mogłam się tak bardzo co do jego osoby pomylić hmm jak mogłam kogoś takiego pokochać???? Wstyd! tongue wink

Edit. Może po prostu nie jestem w stanie przyjąć do siebie tego, że ktoś, kto wydawał się nam bardzo bliski, kto nas niesamowicie zafascynował, był zwyczajnym kłamcą. Zresztą, znam go zawodowo - jest bardzo ceniony, ma dobrą opinię. No więc jak to możliwe????
Nawet jak przypomnę nasze jedno z ostatnich spotkań, jego słowa, sposób bycia... naprawdę nie mogę pojąć, że to "gra" - Nobla powinien dostać za aktorstwo, naprawdę.

401

Odp: ja, on i ten trzeci

Dokładnie, najtrudniej jest czasem przyznać samemu przed sobą, że się mogło tak bardzo pomylić - już łatwiej iść dalej w straty, byle odwlec moment tej jakże rujnującej ego i poczucie zaufania do siebie, konstatacji wink

Paradoks polega jednak na tym, że moment przyznania tej prawdy jest jedynym warunkiem ODZYSKANIA i nabrania zaufania do siebie, tylko tym razem opartego na prawdziwych przesłankach, a nie 'bańce' życzeniowego myślenia.

Wiesz, chyba najlepiej by Ci pomogło gdybyś mogła wejść na chwilę do głowy osoby, która myśli jak ja. Zobaczyłabyś, że takie sytuacje jak u tego Twojego, taki egoistyczny sposób myślenia i działania i brak wyrzutów sumienia jest możliwy. Bo mnie zdarza się tak działać i myśleć gdy nie zależy mi na kimś, a raczej nie zależało -czas przeszły byłby tutaj odpowiedni, teraz staram się tego nie robić.
To naturalne, bo człowiek z natury dąży do własnej wygody.. no, oprócz DDA może, ale nawet i oni dążą tylko to jest schowane pod maską kkzb i pseudo-mesjanizmu wink

Myślę, że ten "mój" z racji, że jest DDA (wiem, bo mi opowiadał) i ta szybkość, z którą się zakochuje i początkowa tego siła pokazuje, że to uczuciowy facet, na pewno bardziej niż ja. Tyle, że krótkotrwale wink Też na pewno jest to rodzaj mechanizmu obronnego u niego takie nagłe 'przerzucanie' zainteresowania i działanie pod wpływem emocji, ale to nie mój problem.

402 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-04-28 13:13:24)

Odp: ja, on i ten trzeci

Zgadzam się, że brak wyrzutów sumienia czy egoistyczna postawa są "normalne" w sytuacji, kiedy nam na kimś nie zależy. Z tymże, jeśli nie zależy, to i nie chce mi się starać i nie mące w głowie 2 osobie, tylko po to by ją rozkochać i połechtać własne ego tym faktem, jak to jej na mnie zależy. Np jak widziałam że mundurowy za bardzo się wkręca, sama zaczęłam studzić jego zapał, choć z 2 strony jak się teraz wycofam, to też może powiedzieć o mnie że to zła kobieta była, że go wykorzystała, rozkochała w sobie i rzuciła. Tylko ja w tym przypadku, tak jak i z poprzednim facetem nie mam sobie nic do zarzucenia. Mogłam tamtego zdradzić (w końcu tyko seksu mi brakowało), ale nie zrobiłam tego. Mogłabym tego owinąć wokół palca - by mi nadskakiwał, sprzątał, gotował i nie wiem co jeszcze... ale jak nie pojawi się u mnie uczucie (a to coraz bardziej prawdopodobne, bo przez te swoje akcje z kontrolowaniem i osaczaniem mnie, moja fascynacja jego osobą zamiast rosnąć, słabnie), to nie zrobię tego.

403 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-04-28 13:34:48)

Odp: ja, on i ten trzeci

Może nieprecyzyjnie się wyraziłam.. "nie zależy" w sensie długofalowych planów względem tej osoby, ale jednocześnie 'zależy' w sensie, że dana osoba mnie fascynuje, imponuje mi i podoba mi się na tyle, by CHCIAŁO  mi się ją uwodzić, nakręcać ją i patrzeć jak buzują w niej emocje.
Do momentu aż nie uznam, że wkręcenie za bardzo odstaje od mojego zaangażowania, bo wtedy staje się to niewygodne po prostu. Rosną oczekiwania, powstaje z drugiej strony chęć zacieśnienia kontaktu pod różnym kątem, na co nie ma się ochoty. Wtedy wybiera się 2 strategie:

1. Zwiększa się dystans do tej osoby (co sama opisałaś)
2. a jak to nie skutkuje lub zaczynają się 'krzywe akcje' z drugiej strony to się raptownie kontakt urywa (też z reguły pod byle pretekstem lub tak po prostu)

To wszystko nie znaczy, że nigdy nam na kimś nie zależało, a oznacza tylko tyle, że nigdy poważniejszych planów nie było.

Ja dobrze znając siebie i swoje emocje w takich sytuacjach, potrafię odgadnąć i wyobrazić sobie, co może czuć w związku z tym druga strona będąc w analogicznej sytuacji.
Dlatego nie łudzę się, że komuś zależało gdy widzę i wiem, że potraktował mnie czy zachował się podobnie lub identycznie jak ja sama w stosunku do kogoś innego lub nawet jego samego wcześniej.
Wystarczy, że przypomnę sobie co wtedy czułam i że w zasadzie nic wink i automatycznie łapię dystans, nie wkręcam się. Polecam tę metodę smile

404

Odp: ja, on i ten trzeci

Podoba mi się Twoje wytłumaczenie. Myślę, że trafiłaś w sedno.
W końcu jakie poważniejsze plany mógł wiązać ze mną tamten facet, skoro już miał żonę. Może i te jego słowa, czyny były szczere, tylko co z tego?
Wiem, że ludzie się rozwodzą dla innych "w imię miłości", ale to już inna "bajka". Teoretycznie mogłabym sobie chociaż do seksu go wykorzystać, ale wiem, że jestem za słaba psychicznie na takie układy i jeszcze bardziej się zaangażuje i będę cierpiała. Poza tym nie zamierzam mu dawać tej satysfakcji, że jednak znów "uległam".
Dlatego nie potrafiłabym też spotykać się raz z jednym, raz z drugim, bez wchodzenia w bliższe relacje, związki. U mnie to się zawsze dzieje bardzo naturalnie... jak ktoś mnie interesuje, to się z nim spotykam, wtedy poświęcam czas, uwagę... by w końcu podjąć decyzję co dalej, czy ma to sens. Jeśli tak, to samo się już dzieje, a jeśli nie, to dziękujemy sobie i albo zostajemy zwykłymi znajomymi, albo kontakt się całkowicie urywa. Nie potrafiłabym się spotykać z kilkoma facetami w tym samym czasie. Tzn tak mi się wydaje. Uważam, ze wtedy przez to, że uwaga, energia jest dzielona, tracimy szansę na bliższe poznanie, narodzenie się pewnej więzi.
Wiem, że w sytuacji, gdzie nie poradziłam sobie do końca z tamtym żonatym, oszukuję troszkę sama siebie, ale wierzę, że jak się wkręcę w jaką nową znajomość, to przestanę o tamtym myśleć.

405

Odp: ja, on i ten trzeci

Jak się wkręcisz w nową znajomość to tak. Choć ja nie lubię słowa "wkręcić", bo to sugeruje pewnego rodzaju uzależnienie znowu tylko w inny target.
Wolę określenie "zainteresować się" kimś innym.

Tyle, że pic polega na tym, że żeby się MÓC zainteresować trzeba być na to otwartym, a ciężko się otworzyć gdy człowiek idealizuje to co było wink
Dlatego ja tak sobie chwalę dywersyfikację, bo ona w praktyce bardzo utrudnia 'wkręcenie się' w 1 osobę, bo stale daje Ci możliwość porównań i nowych bodźców od innych ludzi i widzisz, że jest 'nieskończona ilość' ciekawych ludzi, tylko nie jesteś w stanie w tym samym czasie WSZYSTKICH spotkać smile
I tu nie chodzi zaraz o angażowanie uwagi i czasu dla każdego z tych ludzi, którzy Cię zainteresują jakoś, tylko samą świadomość faktu, że oni zawsze są i nigdy nie jest tak, że jak jedna osoba znika albo Ty od niej odchodzisz to nie spotkasz już innej, która będzie równie interesująca choć na pewno nie będzie 'zlepkiem' cech o tej samej konfiguracji, co nie znaczy, że będzie gorzej pasować.

Ja w przeciągu ostatnich 3 m-cy choćby poznałam kilka osób, gdzie ich atrakcyjność rosła w stosunku do każdej poprzedniej osoby, której decydowałam się poświęcić uwagę. Ostatni to był mr X, o którym pisałam smile Jak do tej pory najatrakcyjniejszy zlepek osobowości i seksualności.
I wiesz co? Nie mogę się doczekać następnego, bo czuję, że może być jeszcze lepiej. Bo tu było bardzo fajnie, ale czegoś zabrakło.

Jedyne co to ten seks.. tu nie będzie tak łatwo trafić wink bo to był naprawdę szalony facet o niespożytej energii, ale naiwnie wierzę, że jeszcze trafię.
A kto wie, może los skrzyżuje jeszcze nasze drogi? You never know..

406

Odp: ja, on i ten trzeci

Elle, ja myślę, że jestem otwarta, choć już bardziej ostrożna niż wcześniej. I jednak potrzebuję trochę czasu na regenerację, zanim dam szansę czemuś nowemu. Tak jak po poprzednim związku. Pomimo, ze nie było dramatów, bo do decyzji o rozstaniu dojrzewaliśmy oboje od dłuższego czasu, to mimo wszystko musiałam trochę pobyć sama, nabrać dystansu zanim zechciało mi się na randkę wybrać.
I masz rację, że te nowe osoby, bodźce to świetne znieczulacze. Myślę, że gdybym obrała Twoją strategię, dawno bym o tamtym już zapomniała, a przynajmniej znieczuliła. Problem w tym, że jak mi się facet podoba, to ja bardzo szybko się angażuję emocjonalnie i długo się leczę potem, jak coś nie wyjdzie. A jak mi się nie podoba, to nawet nie chce mi się starać i "marnować" energii. Dlatego Twój sposób w moim przypadku się nie sprawdzi, bo nie da się człowieka ot tak przeprogramować. I właśnie, jak coś Ci nie pasuje, to bez oglądania się na przeszłość, koncentrujesz uwagę na poszukiwaniu tego w innych osobach, a ja kompletnie bez sensu wracam do tego co było, szukam w pamięci... no i potem się dziwie, że nie mogę zapomnieć... wink
Muszę to koniecznie zmienić. wink

407

Odp: ja, on i ten trzeci

Muszę to koniecznie zmienić. wink

Nic nie musisz, ale możesz, jeśli tylko ZECHCESZ smile



U mnie to zawsze było tak, że miałam 'syndrom księżniczki', co nie znaczy, że "księżniczkowałam" wink Z boku nikt by nie powiedział. To się bardziej objawiało w relacjach damsko-męskich. Po prostu zawsze facet musiał za mną polatać, a ja go zaczynałam 'zauważać' im bardziej drastycznie i z przekonaniem to robił, im bardziej 'oszołomsko' czasem, ty lepiej. Oczywiście to prehistoryczne czasy, bo dziś nie wyobrażam sobie żeby ktoś za mną latał dla samego latania big_smile
Pomyślałabym raczej, że ma coś z głową.

Ale zmierzam do tego, że chyba zawsze czułam się 'nagrodą' dla faceta, odkąd pamiętam. Dlatego jakoś w naturalny sposób dryfowałam do takich, którzy traktowali mnie z pewną taką estymą, a w łóżku lubili się że tak powję nieco wysilić wink

To podejście, nawet jak nie udało mi się zdobyć uwagi jakiegoś faceta, który to MNIE się z kolei bardzo podobał, bo wiadomo - nikt nie jest ideałem dla wszystkich, to zawsze sobie wytłumaczyłam, że pewnie ślepy jakiś albo zamyślony. Mehehe, ale taka prawda tongue

I też nie to żebym się za 8 cud świata uważała, bo nie - zdecydowanie nie, po prostu takie wewnętrzne przekonanie, że ogólnie fajna babka ze mnie.
Chcesz to bierz, nie to nie wink


Potem był krótki (1,5 -roczny) epizod, gdzie pozwoliłam komuś się zabawić swoim kosztem i wiele mnie to nauczyło - świetne doświadczenie wbrew pozorom. A tak poza tym to znów jestem sobą, dlatego wiem, że nie ma nic głupszego niż tarzanie się w przeszłości czy płakanie nad ludźmi, którzy nie widzą się u naszego boku smile

408

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

dlatego wiem, że nie ma nic głupszego niż tarzanie się w przeszłości czy płakanie nad ludźmi, którzy nie widzą się u naszego boku smile

Święte słowa. Myślę jednak, że to problem ogólnie "wrażliwców". Bo tu rozchodzi się o uczucia.
Wiesz, jak facet nie jest mną zainteresowany, to też powiem "ślepy czy zamyślony" i nie rozkminiam niepotrzebnie..., zupełnie inna sytuacja kiedy się zaangażuję emocjonalnie, tak jak z tamtym i nagle wszystko okazuje się być farsą. To są tak skrajne emocje, że nie da się nad tym przejść ot tak do porządku dziennego wzruszając tylko ramionami. Właśnie dlatego, że osoba która stała się nam bliska, którą pokochaliśmy, okazała się być zupełnie innym człowiekiem, niż myśleliśmy - zaczynają więc dręczyć pytania,  jak on mógł, dlaczego, przecież taki nie jest, nie wierzę! I tu może nawet nie chodzi ogólnie o rozstanie, bo jak widać ostatnie przeżyłam bez żadnych dramatów, ale o zaskoczenie, niedowierzanie, próby tłumaczenia, zrozumienia...itd. Przecież osoba, która była wobec mnie taka cudowna, którą podziwiam, "nosze w serduszku", nie mogła nagle okazać się skończonym dupkiem.
Ogólnie dalej mi to do niego nie pasuje. No właśnie, może gdyby był mniej zachowawczy, szarmancki i wprost mówił o co mu chodzi, to byłoby inaczej.

409 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-04-28 15:49:05)

Odp: ja, on i ten trzeci

Oj, ale przecież ja nie mówię o "wzruszaniu ramionami" czy udawaniu, że nic się nie stało.. Bo i ja nie "wzruszałam" jak mi się stało wtedy smile

Przeżywałam to, ego moje było przypalane nad kotłem wink Tyle, że ja zrozumiałam, że to wszystko było wynikiem mojego zamknięcia na wszystkie sygnały ostrzegawcze, totalnej niechęci do nazywania czarnego czarnym, a w skrajnych momentach brania "nie" za tak i ogólnie życiu w iluzji niż cokolwiek innego.
Po prostu potrzebowałam wtedy żyć w "bańce" pt. 'za cierpienie i umartwianie jest nagroda ' w postaci odwzajemnionych uczuć wink Nawet jeśli te uczucia (a raczej emocje) były oparte na jakichś rojeniach w wyniku nieprzerobionych ran z dzieciństwa itp.

Trzeźwienie moje trwało prawie tyle samo ile szarpanina z tamtą osobą, czyli jakieś 1,5 roku.

Więc to nie tak, że po mnie coś spłynęło. Ja po prostu odrobiłam lekcje i Ty też możesz, każdy może. No, chyba, że woli kiblować do końca życia w tej samej klasie i wmawiać sobie, że nie da się tabliczki mnożenia nauczyć.. tego też zabronić nikomu nie można wink

410

Odp: ja, on i ten trzeci

"Ogólnie dalej mi to do niego nie pasuje. No właśnie, może gdyby był mniej zachowawczy, szarmancki i wprost mówił o co mu chodzi, to byłoby inaczej."
A gdyby był mało szarmancki, mało idealny ......to by Ciebie zdobył?
Jest takie powiedzenie, że najlepszy oszust, to ten który wydaje się być tym najbardziej uczciwym.

411

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:

"Ogólnie dalej mi to do niego nie pasuje. No właśnie, może gdyby był mniej zachowawczy, szarmancki i wprost mówił o co mu chodzi, to byłoby inaczej."
A gdyby był mało szarmancki, mało idealny ......to by Ciebie zdobył?
Jest takie powiedzenie, że najlepszy oszust, to ten który wydaje się być tym najbardziej uczciwym.

No nie. Paradoksalnie, ja nawet ogólnie rzecz biorąc nie mam powodu by mieć do niego o coś pretensje, bo tak naprawdę to on mnie nie okłamał - nie powiedział, że jest wolny, nie obiecywał pięknej przyszłości razem. Po prostu nie rozmawialiśmy o tym. To co dla mnie było oczywiste (że skoro o mnie zabiega, stara i wcale się z tym nie kryje to gdzie tu w ogóle mowa o żonie?), dla niego mogło oznaczać coś zupełnie innego (że mi to pasuje). Ja naiwnie uznałam, że to co się między nami "rodzi' jest piękne i wyjątkowe, że jeszcze przyjdzie czas na poważne rozmowy i deklaracje.
Potem też zawsze zachowywał się wobec mnie bez zarzutu. Zawsze uprzejmy, życzliwy itd. Nawet te jego wyznania... nie dość że wszystko mówił w czasie przeszłym, to też nie zrobił żadnego ruchu, bym mogła mieć pewność, że odezwał się po to bo znów liczył na romansik. Nawet jak na Walentynki przysłał mi piosenkę 'dance me to the end of love", to z najlepszymi życzeniami, więc teoretycznie życzył mi takiej miłości, a nie bezpośrednio coś sugerował.
Może dlatego mnie to tak dręczy, bo nie mogę winy zwalić na niego, ale z 2 strony też nie mogę brać na siebie całej odpowiedzialności za to, że stałam się "kochanką" żonatego.
Co innego, jakbym teraz, wiedząc co wiem, zdecydowała się na taki "układ".

412

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Więc to nie tak, że po mnie coś spłynęło. Ja po prostu odrobiłam lekcje i Ty też możesz, każdy może. No, chyba, że woli kiblować do końca życia w tej samej klasie i wmawiać sobie, że nie da się tabliczki mnożenia nauczyć.. tego też zabronić nikomu nie można wink

No właśnie, ja nie odrobiłam tej lekcji we właściwym czasie, tylko urażona niepowodzeniem, zajęłam się czymś innym, co wtedy wydawało się doskonałym rozwiązaniem, bo nie myślałam o swojej porażce, koncentrując uwagę w zupełnie innym kierunku. Jednak po czasie, "braki" związane z tamtym "przedmiotem", zaczęły dawać coraz bardziej o sobie znać... Pewnie dlatego, choć minęło kilka lat, temat wrócił jak bumerang. To co powinnam była przerobić wtedy, robię dopiero teraz. hmm

413

Odp: ja, on i ten trzeci

roksi, przestąń z tym nie okłamał mnie...
Okłamał cię bo nei powiedział ci prawdy, kazał żyć w złudzeniu. Proszę Cię.

414 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-04-28 22:35:13)

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann, a tak szczerze.. co Cię w tym menie najbardziej ujęło? (Mówię teraz o żonatym).
Już pomijam ten seks. JA podejrzewam, że Ty lubisz tak jak ja zdeterminowanych i konsekwentnych menów, którzy - jak śpiewała Dodzia tongue "Nie boją życia sięee.." nanana, sorry musiałam wink Mam rację?

A nie lubimy obie 'lelum polelum', co to chciałby, ale boi się..albo chciałby, ale nie wi jak.
A oni nie tylko wiedzą, ale jak chcą (i dopóki chcą) to cisną temat i idą jak po swoje smile A wiadomo jak trudno dziś o faceta o dominującej osobowości (nie mówię os pseudo dominantach - zakompleksionych chamach).

To jest typ faceta którego nie trzeba specjalnie zachęcać ani pokazywać palcem co ma robić. Ale też nie jest to nachalny i niepewny siebie, osaczający typ.


Ale ich jest więcej, trust me.
Uwierz w to a przestaniesz idealizować gościa, bo narazie uparłaś się, że to jest jednorożec. A jednorożca to on ma w spodniach co najwyżej wink

415

Odp: ja, on i ten trzeci

Elle, dokładnie tak jest jak napisałaś. Wiele cech mnie w nim ujęło, a co najważniejsze wszystko składało się w niesamowicie interesującą całość. Facet nie pytał, co ma robić, on wiedział i to robił, dokładnie odgadując co mi chodzi po głowie, czy co bym chciała albo czego oczekiwała.
Z min mogłam rozmawiać bez końca bo tematy nam się nie kończyły, a przy tym co rusz wychodziło, jacy jesteśmy do siebie podobni, że mamy podobne doświadczenia, podobne rzeczy nam się podobają itd. Wiele razy radziłam się go w różnych sytuacjach, on też pytał mnie często o zdanie, a to oznaczało, że liczymy się z tą drugą osobą. Poza tym on był zawsze wobec mnie bardzo troskliwy. Czułam się przy nim jak księżniczka, ale także jak 100% kobieta i równorzędny partner.
On w jakiś sposób też mnie wtedy zaczął osaczać, ale robił to w zupełnie inny sposób niż Pan mundurowy, on nie pytał, czy może. On wiedział, co i jak ma robić, jak zachować, by osiągnąć swoje, ale przy tym nie przekroczyć granic. No i właśnie, z tamtym mogłam rozmawiać godzinami i nie było mi mało, bo te rozmowy były bardzo interesujące, z mundurowym już po kilku dniach zaczęły mnie irytować telefony, smsy no bo ileż można gadać? wink Z tymże żonaty umiał prowadzić rozmowę, zainteresować, oboje zawsze coś z niej wynosiliśmy, wiec to nie był stracony czas, poza tym często fajnie się przy tym bawiliśmy. A z mundurowym? „Jak Ci minął dzień?” Mów, ja słucham”. W dodatku mam wrażenie, że nie do końca słucha, albo nie „nadąża” za mną, tylko po prostu sam fakt, że odebrałam telefon, że z nim rozmawiam, że słyszy mój głos, mu wystarczy. hmm
I jeszcze jedna rzecz, która niby jest podobna dla nich obu, a jednak zupełnie inaczej „podana”. Pan mundurowy zrobi wszystko, co mu powiem, podporządkuje się, postara. No ale musze mu powiedzieć wprost – wydać polecenie a najlepiej jeszcze poinstruować jak ma to robić, by przypadkiem czegoś nie spaprał. Pan żonaty nie potrzebował moich wytycznych, on to co chciał ze mnie wyciągnąć, dowiedzieć, to to robił, ale nie w bezpośredni sposób, co dodatkowo dodawało wyjątkowości, bo wielokrotnie mnie zaskoczył tym, że z czymś trafił w 10-tkę. Po prostu miałam wrażenie, że wszystko co robi, o czym rozmawia, ma jakiś cel, sens, by mnie lepiej poznać, „wejść” w mój umysł i potem w odpowiednim momencie, w odpowiedni sposób wykorzystać. On dla mnie też miał bardzo ciekawą osobowość, którą chciałam coraz bardziej poznawać, odkrywać i to mnie fascynowało.

416

Odp: ja, on i ten trzeci

No, to teraz Ty opisałaś dokładnie moje niemieckie zauroczenie smile  Identyko było, jeszcze ciągle powtarzał, że chce się nauczyć mojego świata i poznać mnie w 100%, moje potrzeby itp.
Co ciekawe, to nie były tylko słowa nastawione na zrobienie wrażenia,on naprawdę zadawał sensowne i unikalne pytania (w odpowiednim momencie) i SŁUCHAŁ, co widać było po odpowiedziach, które związane były z tym co powiedziałam ja. smile Niby taki banał, a ilu facetów to potrafi? Szkoda gadać nawet.

W seksie to samo - po prostu wyciągał wnioski z reakcji i te reakcje obserwował, a nie "Walił jak młot pneumatyczny" przeglądając się niczym narcyz w lustrze w zachwycie nad swoją osobą..

Uwielbiałam też jego poczucie humoru i dystans do wielu spraw i v-ce versa, wiem o tym. Szkoda, że ta obsesja szukania miłości i uwagi z zewnątrz, potrzeba wiecznego 'sprawdzania się' z innymi kobietami rozsadziła tę znajomość.
Też często pytał mnie o zdanie i to w kwestiach na których nie miałam prawa się znać, jak jego praca np. (kierunek artystyczny częściowo, więc tym bardziej..ale to było miłe). Pytał też co sądzę o nim jako o człowieku, jak go odbieram itp., bardzo go to interesowało.
Powiedziałam mu wtedy zgodnie z prawą, jak go widzę..nie do końca była to laurka wink Przyjął to bardzo dobrze, po męsku, zaskoczył mnie tym pierwszy raz pozytywnie.  I potem zbliżaliśmy się już coraz bardziej i też odkrywaliśmy ciągle podobieństwa, a w zasadzie on odkrywał, ja trzymałam dystans, pomimo, że też je dostrzegałam.
Chyba już wtedy podświadomie wyczuwałam, że to się nie uda ze względu na jego specyficzne bardzo potrzeby w seksie. Część z nich była dla mnie rodzajem wręcz 'nagrody', tak mi się podobało i chciałam dalej próbować, ale część.. wiecie już wink

Cóż..tak to było.
CZAS PRZESZŁY tongue

417

Odp: ja, on i ten trzeci

O tak, zapomniałam dodać to poczucie humoru - miał rewelacyjne i bardzo podobne do mojego. A czego kobiecie więcej do szczęścia trzeba, jak zdecydowanego, zabiegającego, interesującego faceta na poziomie, który poświęca jej wiele uwagi, rozpieszcza, potrafi rozbawić... w dodatku podane jest to w sposób bardzo wyrafinowany.
To co jednak zdecydowanie różniło tych naszych, to otwartość w sprawach seksu. Ten "mój", jak wspominałam, nie lubił mówić o swoich "doświadczeniach" - to był właściwie jedyny temat tabu. Jeżeli chodziło o jakieś tam fantazje, to też był bardzo zachowawczy w tej kwestii, no właśnie nie opowiadał, tylko to robił, dokładnie wczuwając się w to co mi się podoba i na co jestem gotowa wink A jak miałam wahania, to na spokojnie, bez naciskania, mówił: nie teraz, ale może kiedy indziej. No i w sumie było kiedy indziej, bo jednak to działało na wyobraźnię i w jakiś sposób oswajałam się z tą myślą i to też mnie zaczynało kręcić, ciekawić itd. Poza tym on bardzo umiejętnie potrafił stworzyć atmosferę, nakręcić... w zasadzie każdy pretekst był dobry i zaczynał mu się jednoznacznie kojarzyć... ot przykład: w normalnej rozmowie o czymś zupełnie innym padły słowa "kruchy lód"... i nagle on jakby się zawiesił i rozmarzył o kosatkach lodu, półmroku i nie wiem czym jeszcze wink no i potem siłą rzeczy i ja zaczęłam o tym pokruszonym lodzie myśleć. No i tak się nakręcaliśmy. No ale u nas seks był zawsze bardzo zmysłowy, co mi odpowiadało.
Więc raczej ten mój nie był aż tak perwersyjny, jak Twój, choć energię, temperament i kreatywność też miał niespożyte. wink

418

Odp: ja, on i ten trzeci

A mi tego zmysłowego seksu, takiego 'zwykłego' właśnie brakowało.
Tzn. nie w trakcie ani nie mogę narzekać ogólnie, jak mówiłam, ale..te perwersje i ogólnie 'seksoholizm' jego (bo w sumie trzeba nazywać rzeczy po imieniu) odzierały ten seks z intymności takiej prawdziwej.
W sumie więcej intymności było chyba w naszych rozmowach, często na tematy, które pokazywały jego słabości i lęki - btw, tym też mnie ujął (a czym on mnie nie ujmował? tongue) niż w seksie, który był bardziej na zasadzie szaleństwa, zaskoczenia (mimo, że nie było nigdy tajemnicą, że będzie w którymś momencie) i jakiejś takiej dzikości. Co było super, ale brakowało 'zwyczajnych' momentów. Dosyć szybko to zauważyłam i to wysokie C we wszystkim zaczynało mnie męczyć..

Najlepszy w pracy, najlepszy w swoich hobby, najbardziej oryginalne i ambitne plany, najbardziej wykręcony seks, najlepsze ciuchy, wszystko musiało być 'naj'.. tak naprawdę to nie wiem kto to wytrzyma i chyba on sam nie daje rady wink

419

Odp: ja, on i ten trzeci

No właśnie a u nas tej intymności było bardzo dużo. On zawsze potrafił zadbać o atmosferę, pomyśleć o wszystkim itd. Ta erotyka, bliskość stała się czymś bardzo naturalnym. Do tego jeszcze ta jego czułość. Raczej szybki numerek w windzie nie byłby w jego stylu. Co innego jakby się okazało, że w tej windzie spędzimy dłuższy czas i jest 100% pewności, że nikt nam nie będzie przeszkadzał wink bo on akurat w tej kwestii nigdy się nie spieszył, wolał każdą chwilą się delektować, obserwując przy tym moje reakcje.
Może właśnie dlatego mam odczucie, że ta osoba jest mi szczególnie bliska fizycznie i intelektualnie, właśnie przez te niekończące się rozmowy, wzajemną troskę i bardzo zmysłowy intymny seks.

420 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-04-29 12:19:40)

Odp: ja, on i ten trzeci

Wybaczcie, drogie Panie, ale nie mogłem się powstrzymać! smile
Według mnie, już od początku, tytuł wątku winien brzmieć:
"Ja, on i... jak o nim zapomnieć?"

Reszta, to zaprzeczenie sobie samej, że z innymi może się udać, mimo całkowitego wypełnienia głowy tamtym.:)

421 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-04-29 12:12:50)

Odp: ja, on i ten trzeci

To faktycznie, z tym seksem to zdecydowanie odwrotnie. U niego możliwość, że by nas ktoś zobaczył tylko go dodatkowo nakręcała. Mnie średnio, aczkolwiek jako urozmaicenie nie miałabym nic przeciwko, ale nie jako reguła.. Jak widać mocno się rozmijaliśmy w kwestii jakie dodatkowe 'bodźce' z zewnątrz nas kręcą. Mnie wystarczyłby on, ja sama jemu -chyba niekoniecznie wink

422

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Mnie wystarczyłby on, ja sama jemu -chyba niekoniecznie wink

Ja myślałam, że wystarczę mu tylko ja. Tym bardziej, że raczej nie miał wtedy czasu na poświęcanie uwagi innej kobiecie, a już na pewno nie w takim stopniu co mi. A skoro sam powiedział, że jak jest uczucie to seks zupełnie inaczej smakuje, to po co miałby psuć ten "smak"??. wink
Wydawało mi się wtedy to naturalne, że każde z nas "inwestuje" w tą relację, bo chce i widzi w tym sens.
Jak widać i mu jednej było mało, skoro mając małżonkę, szukał wrażeń gdzie indziej. Także to jaki jego obraz przedstawiam na podstawie własnych doświadczeń, może się różnić diametralnie z tym jaki jest naprawdę. A wydawało mi się że go dobrze poznałam, że jest mi taki bliski.. wink
Eh... hmm

423

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:

Wybaczcie, drogie Panie, ale nie mogłem się powstrzymać! smile
Według mnie, już od początku, tytuł wątku winien brzmieć:
"Ja, on i... jak o nim zapomnieć?"

Reszta, to zaprzeczenie sobie samej, że z innymi może się udać, mimo całkowitego wypełnienia głowy tamtym.:)

Oj tam, tak sobie z Elle plotkujemy o facetach - ich typach wink
Nie można? smile

424 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-04-29 12:33:56)

Odp: ja, on i ten trzeci

Tak zdecydowanie różnimy się w podejściu tym, że ja w pełni zdaję sobie sprawę, że "swojego" MAŁO znam, tak jak mówiłam. I nie chodzi nawet o krótki czas znajomości, co fakt, że jest kiepskim komunikatorem, o czym też mu zresztą powiedziałam. Bo czym innym są piękne słowa i czarowanie rzeczywistości nimi, a czym innym umiejętność rozmowy w razie nieporozumień czy konfliktu.

Żeby było sprawiedliwie - ja też nie jestem świetnym komunikatorem w relacjach tego typu, więc tym bardziej nie mam złudzeń, że to mogło wypalić.
Mieliśmy dokładnie tyle czasu, ile ta znajomość mogła w takiej formie potrwać i tyle smile

425

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Excop napisał/a:

Wybaczcie, drogie Panie, ale nie mogłem się powstrzymać! smile
Według mnie, już od początku, tytuł wątku winien brzmieć:
"Ja, on i... jak o nim zapomnieć?"

Reszta, to zaprzeczenie sobie samej, że z innymi może się udać, mimo całkowitego wypełnienia głowy tamtym.:)

Oj tam, tak sobie z Elle plotkujemy o facetach - ich typach wink
Nie można? smile

Pewnie, że można. I nawet trzeba. smile
Zawsze można coś dla siebie z tego wyciągnąć.
Nikt nie jest alfą i omegą w sprawach damsko-męskich.
Jeśli ktoś tak twierdzi, to jest zwykłym bucem, niezależnie od płci. smile
Przepraszam za wtręt. smile

426

Odp: ja, on i ten trzeci

Hmmm, w sumie jak tak pomyślę, to faktycznie i ten mój nie lubił mówić o sobie. Tzn na początku prawie w ogóle, potem, z czasem, jak nabrał do mnie zaufania, to zaczął się otwierać. Z trudem jednak opowiadał o swoim dzieciństwie, uczuciach... O byłych związkach wcale. Za to bardzo chętnie wymieniał opinie, opowiadał o różnych ciekawych doświadczeniach, osobach, rzeczach.
Ta jednak jego skrytość była dość spójna z tym, że ogólnie był bardzo skromnym człowiekiem, szczególnie jeśli chodzi o sukcesy zawodowe, dlatego nie wzbudziło to moich podejrzeń.
Teraz mam wrażenie, że on był taki, jaki chciałam by on był. Nie musiałam tego mówić wprost, bo on to wszystko bezbłędnie odgadywał. Teraz jak sobie przypomnę o co i w jaki sposób mnie pytał, jak wszystkie, szczegóły go  interesowały, to właściwie nie było to trudne zadanie. Szczególnie dla kogoś tak przebiegłego i inteligentnego jak on.

427

Odp: ja, on i ten trzeci

Hehe, były podobieństwa to teraz różnice wychodzą wink

To u mnie, mam wrażenie, on tylko chciał sprawiać wrażenie skromnego - jak to kasa nie robi na nim wrażenia, ale tyle o tym gadał i często się przechwalał osiągnięciami i kasą właśnie, więc robiła..

To samo z seksem - ok, dawał radę w tym wink, ale te przechwałki ile to orgazmów jeden po drugim potrafił zapewnić swoim ex kobietom czy ex znajomym, albo jak kobiety na niego leciały..oj to słabe było.
Myślałam, że to rodzaj 'pokazania się' wiesz o co.. ale nie, to była integralna część jego osobowości - uwielbiał rywalizację, nawet w seksie musiał być najlepszy, nawet lepszy od samego siebie kolejnym razem.

Inteligentny i przebiegły na pewno był, na szczęście mi też dużo nie brakuje tutaj więc nie wyszło mu chyba to co sobie w stosunku do mnie założył.

Ciekawe, że on od początku mówił o sobie, że jest 'złym człowiekiem': złym synem, bratem i złym facetem ogólnie.. ale mówił też dlaczego, znałam jego mroczne sekrety", że tak powiem.
Tym bardziej potwierdza mi to, że zawsze warto słuchać co ktoś sam o sobie mówi. Jeśli sam zauważa, że postępuje źle i nie fair to należy to wziąć jako prawdę i nie oglądać się za siebie. No, chyba, że ktoś pragnie być terapeutą.

428 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-04-29 13:45:36)

Odp: ja, on i ten trzeci

Twój przynajmniej był szczery.. czasem aż do bólu, ale dzięki temu miałaś jego nie zakrzywiony obraz, na tyle na ile zdołałaś go poznać oczywiście. I to co mówił też o sobie i jaki był nie odbiegało od tego jak było w rzeczywistości, no może poza tym, że jego zapał szybko minął i w zasadzie nie wiadomo po co były te słowa o zakochaniu, chyba tylko dla podkręcenia Ciebie. No ale jak sama mówisz, nie znaliście się długo, wiedziałaś czego się po nim spodziewać, nie zawiodłaś się choć jak sama przyznałaś, nie bardzo wasze wizje co do formy znajomości czy zewnętrznych bodźców się pokrywały.
Ten mój mówił tylko, że jest skomplikowany (ogólnie ciężki charakter), ale z 2 strony mówił też, jakby dla przeciwwagi, że lubi robić dobre uczynki. I rzeczywiście wiele robił charytatywnie, ale nie na pokaz. Zawsze można było na niego liczyć, lubił pomagać, poświęcać się.  Teraz jak o tym myślę, to mam wrażenie, że w ten sposób chciał być może zagłuszyć własne sumienie - z jednej strony robił coś złego, a z drugiej rehabilitował się w inny sposób. Tzn nie wiem, tak sobie gdybam.
A i to co jeszcze mnie kręciło, to właśnie poznawanie tej jego "skomplikowanej" natury. To jak powoli, małymi kroczkami zaczynał się przede mną otwierać, że w jakiś sposób potrafiłam do niego dotrzeć, bo śmiem twierdzić, że pomimo tych swoich sukcesów, uznania, to nie był szczęśliwy facet, nie rozumiany. Miał wiele nurtujących go pytań dotyczących życia, natury człowieka itd. Życia w schematach, nakazach, zakazach... Teraz jak o tym myślę, to jego słowa nabierają innego znaczenia. Właśnie w kontekście jego małżeństwa. Wiele takich rzeczy było. Niekiedy nawet bardzo zaskakujących dla mnie, że coś takiego może go nurtować: np jaki wzorzec "rodziny" dla samotnych matek wpajają zakonnice? Teraz mam wrażenie, że sam szukał swojej "drogi", swojego prawdziwego ja.

429 Ostatnio edytowany przez maga81 (2016-04-29 13:57:36)

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxan... 12 stron rozpływasz się nad tym Panem Idealnym (z którym ponoć nie chcesz już być)...a i ponoć masz już nowego faceta...więc pytam się po co to wszystko????? nigdy Ci z innym nie wyjdzie póki w głowie siedzi ci ten Pan (nie)Idealny... wnerwia mnie już twoje zachowanie...nie chcesz go ale cały czas o nim pitolisz...

430 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-04-30 14:29:25)

Odp: ja, on i ten trzeci
maga81 napisał/a:

Roxan... 12 stron rozpływasz się nad tym Panem Idealnym (z którym ponoć nie chcesz już być)...a i ponoć masz już nowego faceta...więc pytam się po co to wszystko????? nigdy Ci z innym nie wyjdzie póki w głowie siedzi ci ten Pan (nie)Idealny... wnerwia mnie już twoje zachowanie...nie chcesz go ale cały czas o nim pitolisz...

Pozwolę sobie wtrącić się jeszcze do damskich pogaduszek.
Mago droga.
Ależ, Roxann chce tego gościa. Bardzo, ale nie w stanie, w którym jakiś czas temu został jej przez niego objawiony.
Teraz zaś, by nie wyjść na desperatkę, nie dowiaduje się stanu cywilnego tego pana z "innych wiarygodnych źródeł". Bo poczta pantoflowa działa i wcześniej, czy później, dojdzie do "idealnego", że ona nie taka twarda jednak, za którą chce uchodzić.
Nie jest już również, po tych doświadczeniach sprzed kilku lat, tą pierwszą naiwną, by znów rzucić się w ramiona gościa, po kilku słodkich zapewnieniach.
Stąd rozterki (rozkimny, według nowomowy) i biadolenie, że inni mu do pięt nie dorastają, choć wprost tego Roxann nie mówi. smile

431

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxan dlaczego nie spotkasz się z tym swoim ukochanym, nie spytasz wprost czy jest wolny i zainteresowany związkiem z toba?

432

Odp: ja, on i ten trzeci

Zgoda Excop, chciałabym czy chcę tego faceta ale takiego jakim go poznałam zanim zostałam „olśniona”, a raczej dostałam obuchem. Ta wiadomość spadła na mnie nagle. Właściwie na tej samej rozmowie, kiedy temu nie zaprzeczył, nasz romans się skończył. Nie wiem więc jaki jest ten facet naprawdę, bo mimo, że „rozkminiam” nad jego idealnością, to jednak zdaję sobie sprawę, że mam jego mylny a przynajmniej bardzo niepełny obraz w dodatku przysłonięty „motylkami” z tamtego okresu. Dlatego, i mówię to całkiem szczerze, że nie wiem, czy chciałabym z nim być, nawet gdyby się rozstał z żoną, bo teraz jakby na to nie patrzeć, to zupełnie inny człowiek, niż ten w którym się zakochałam. Tym bardziej nie chciałabym by teraz przeze mnie się rozwodził. O powrocie do romansu nawet już nie wspominam, bo to absolutnie wykluczone. Gdybym miała do niego dystans, to może i poszłabym w tą „przyjaźń”, właśnie dlatego by go poznać prawdziwego, i na dobre zerwać z niego tą zasłonę „idealności” ale niestety wciąż mam do niego słabość i (tu również masz rację) nie chcę mu się do tego przyznać.

Ola_la, w sumie Excop to dobrze ujął, sama nie rozpocznę tej rozmowy, bo po pierwsze urażona duma by mi na to nie pozwoliła, a po drugie ja nie wiem już teraz jaki on jest. Gdyby on zaczął, to inna sprawa.
I wkurza mnie, że mam w głowie ten jego idealny obraz. Tak jak pisałam w wątku Ivy, chciałam, miałam nadzieję, że teraz pokaże swoje prawdziwe oblicze, a ja skutecznie się z niego wyleczę. On jednak albo bardzo się pilnuje, albo ma już taki sposób bycia we krwi. Próbowałam dyskretnie go podpuszczać, by „wpadł” z czymś, ale nieskutecznie. Jedyne co wyciągnęłam, to że Wielkanoc spędził sam (bez żony) i nawet nie wiedział, kiedy dzieci miały ferie. No ale na tej podstawie trudno cokolwiek wyrokować. A znajomych nie chcę pytać, bo nie chcę by zaczęto węszyć i plotkować.

433 Ostatnio edytowany przez laifbot (2016-04-30 15:43:23)

Odp: ja, on i ten trzeci

A nie wydaje ci się Roxan, że to, co ty tak idealizujesz, to jest zwyczajnie jakieś brudne i ohydne?  W tle samo kłamstwo i zdrada, nieszczerość i nielojalność.
Gdyby facetowi NAPRAWDĘ zależało na tobie, to uczyniłby jakikolwiek krok, aby cię przy sobie zatrzymać (nie mam na myśli prób kontaktu podczas konferencji - bo wiadomo, że GOL strzelony na wyjeździe luczy się podwójnie). Gdyby mu zależało na tobie jako człowieku, partnerce, przyjaciółce to postarałby się, znalazł sposób, aby być przy tobie na stałe blisko.
A zdaje się, źe ten twój to tylko w jednym celu ciebie potrzebował i sądząc po twoich opisach miał wprawę w uwodzeniu, więc raczej nie byłaś ani pierwsza, ani ostatnia. To zresztą uprawdopodabnia, że żona wreszcie coś skumała i powiedziała basta.

Nie on tu jednak jest problemem i nie na nim powinniśmy wieszać psy, ale TY wydajesz się mieć jakiś problem ze swoimi emocjami.
Bo skoro wolisz życie jakimiś mrzonkami, wyidealizowanymi wizjami, w których jesteś dla kogoś wyjątkowa i ważna, zamiast być sobą, poznawać ludzi, odpowiadać sobie na pytanie, czego chcę i oczekuję od mężczyzny a co jest dla mnie nie do przyjęcia.
No nie wiem, może się mylę, ale z twoich postów przebija się samotna, nie wierząca w siebie i to, że KTOŚ WARTOŚCIOWY mógłby ją pokochać - dziewczyna.

Nie lepiej będzie dla ciebie, gdy nazwiesz rzeczy po imieniu i powiesz sobie "facet zwyczajnie wykorzystał moją naiwność, brak doświadczenia i nadal myśli, że może mnie zwodzić i mieć darmowe bzykanko na boku, ale ja się zmieniłam i jako bardziej doświadczona i świadoma nie pozwolę się wykorzystywać, bo zasługuję na kogoś dla kogo będę najważniejsza i warta zachodu"?
Otrząśnij się kobieto i zastanów się dlaczego wolisz marzyć o miłości niż wyjść na spotkanie prawdziwej miłości.

434

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Zgoda Excop, chciałabym czy chcę tego faceta ale takiego jakim go poznałam zanim zostałam „olśniona”, a raczej dostałam obuchem. Ta wiadomość spadła na mnie nagle. Właściwie na tej samej rozmowie, kiedy temu nie zaprzeczył, nasz romans się skończył. Nie wiem więc jaki jest ten facet naprawdę, bo mimo, że „rozkminiam” nad jego idealnością, to jednak zdaję sobie sprawę, że mam jego mylny a przynajmniej bardzo niepełny obraz w dodatku przysłonięty „motylkami” z tamtego okresu. Dlatego, i mówię to całkiem szczerze, że nie wiem, czy chciałabym z nim być, nawet gdyby się rozstał z żoną, bo teraz jakby na to nie patrzeć, to zupełnie inny człowiek, niż ten w którym się zakochałam. Tym bardziej nie chciałabym by teraz przeze mnie się rozwodził. O powrocie do romansu nawet już nie wspominam, bo to absolutnie wykluczone. Gdybym miała do niego dystans, to może i poszłabym w tą „przyjaźń”, właśnie dlatego by go poznać prawdziwego, i na dobre zerwać z niego tą zasłonę „idealności” ale niestety wciąż mam do niego słabość i (tu również masz rację) nie chcę mu się do tego przyznać.

Ola_la, w sumie Excop to dobrze ujął, sama nie rozpocznę tej rozmowy, bo po pierwsze urażona duma by mi na to nie pozwoliła, a po drugie ja nie wiem już teraz jaki on jest. Gdyby on zaczął, to inna sprawa.
I wkurza mnie, że mam w głowie ten jego idealny obraz. Tak jak pisałam w wątku Ivy, chciałam, miałam nadzieję, że teraz pokaże swoje prawdziwe oblicze, a ja skutecznie się z niego wyleczę. On jednak albo bardzo się pilnuje, albo ma już taki sposób bycia we krwi. Próbowałam dyskretnie go podpuszczać, by „wpadł” z czymś, ale nieskutecznie. Jedyne co wyciągnęłam, to że Wielkanoc spędził sam (bez żony) i nawet nie wiedział, kiedy dzieci miały ferie. No ale na tej podstawie trudno cokolwiek wyrokować. A znajomych nie chcę pytać, bo nie chcę by zaczęto węszyć i plotkować.

Nie widzę w tym, co piszesz, nic dziwnego, Roxann.
To naturalne przecież.
Wydać by się mogło, że mędrkuję. Ale ja naprawdę znam powody niektórych działań mężczyzny, dla których kobieta "daje się złowić".
Nie mam własnego wątku. Bo wciąż nie jestem gotowy na autowiwisekcję.
Lata temu jednak, byłem "tym złym" przez jakiś czas, choć w przeciwieństwie do "Pana idealnego", niczego nie ukrywałem.
Wydaje mi się więc, że jednak wiem, o czym mówię. smile

435 Ostatnio edytowany przez Paweło (2016-04-30 16:14:00)

Odp: ja, on i ten trzeci

Jak to policjant. Co drugi policjant to kłamca zdrajca i manipulant, niezależnie od płci. Identycznie jest z kierowcami. Lubię rozmawiać face to face i z mojego doświadczenia oraz doświadczenia ludzi którzy też doszli do takich wniosków w czasie rozmów obserwacji wyłania się bardzo nieciekawy obraz.Z typowo kobiecych zawodów grupa podwyższonego ryzyka opiekunka oraz obsługa barów/restauracji. Nie rzadko spotyka się byłego policjanta mam pytanie więc czy to prawda iż większość policjantów sympatyzuje ze środowiskami narodowców. Jeśli chodzi o Białystok oraz Katowice to nie potrzebuję potwierdzenia na tajemnice poliszynela (poza tym kuzyn policjant z ma long tongue ...)

436

Odp: ja, on i ten trzeci
laifbot napisał/a:

A nie wydaje ci się Roxan, że to, co ty tak idealizujesz, to jest zwyczajnie jakieś brudne i ohydne?  W tle samo kłamstwo i zdrada, nieszczerość i nielojalność.

Ogólnie rzecz biorąc tak. I pewnie jakbym przeczytała swoje rozkmini jako osoba z zewnątrz, to od razu bym powiedziała (jak zresztą większość), że natychmiast mam go wybić sobie z głowy, bo facet nic nie wart, i dać szanse na nowe. To jednak co mnie najbardziej dręczy, to że nie potrafię zrozumieć, że mógł tak 'grać", a ja choć jestem raczej rozsądną osobą, dałam się na to nabrać. Poza tym na tyle na ile go poznałam, również zawodowo, (choć coraz bardziej dochodzę do wniosku, że nic o nim nie wiem) to bardzo odpowiedzialny, godny zaufania człowiek. Dlatego tym bardziej mi się to w głowie nie mieści. Nawet teraz wobec mnie jest zawsze bardzo kulturalny, życzliwy i troskliwy. Dla mnie to kompletnie się "kupy" nie trzyma.   

laifbot napisał/a:

Nie on tu jednak jest problemem i nie na nim powinniśmy wieszać psy, ale TY wydajesz się mieć jakiś problem ze swoimi emocjami.
Bo skoro wolisz życie jakimiś mrzonkami, wyidealizowanymi wizjami, w których jesteś dla kogoś wyjątkowa i ważna, zamiast być sobą, poznawać ludzi, odpowiadać sobie na pytanie, czego chcę i oczekuję od mężczyzny a co jest dla mnie nie do przyjęcia.
No nie wiem, może się mylę, ale z twoich postów przebija się samotna, nie wierząca w siebie i to, że KTOŚ WARTOŚCIOWY mógłby ją pokochać .

Problem z emocjami w stosunku do niego to mam na pewno, ale z tą pewnością siebie, że ktoś by mnie mógł pokochać, to chyba nie do końca.. raczej dość szybko, jeśli chcę, poznaję kogoś. Tak było i po rozstaniu z nim, jak i teraz. Raczej problem w tym, że trafiam na trudne przypadki. Albo, jak kto woli,  nie mam szczęścia w miłości czy ogólnie do mężczyzn. Ten ostatnio, jak go określiłam, "mundurowy", myślę, że jest wartościowym facetem, ale... no właśnie.. Jakoś nie potrafię go docenić i na 100% zaangażować w związek. I nie wykluczam, że właśnie przez tamtego żonatego.

laifbot napisał/a:

Nie lepiej będzie dla ciebie, gdy nazwiesz rzeczy po imieniu i powiesz sobie "facet zwyczajnie wykorzystał moją naiwność, brak doświadczenia i nadal myśli, że może mnie zwodzić i mieć darmowe bzykanko na boku, ale ja się zmieniłam i jako bardziej doświadczona i świadoma nie pozwolę się wykorzystywać, bo zasługuję na kogoś dla kogo będę najważniejsza i warta zachodu"?

Ja w sumie to wiem. Tylko nadal ta pierwsza część mi się nie spaja w całość. Choć powinna. Może właśnie za bardzo byłam pewna siebie, chociaż to może złe określenie, raczej zawsze starałam się być fair i nie robić czegoś czego nie chciałabym by mi zrobiono. A tu ni stąd ni zowąd, nagle się okazało, ze zostałam tak potraktowana, stała się "kochanką" i mogła uczestniczyć w jakimś bagnie jakim jest rozwód itd. I to przez faceta, który wydawał się być "właśnie tym". I jeszcze ten fakt, że on nadal jest taki "bez zarzutu' przynajmniej z pozoru. 
Dla tego "mundurowego", przynajmniej na razie jestem tą najważniejsza, ale jak tu wierzyć facetom????

437 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-04-30 16:27:30)

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxy, a Ty ciągle o tym "graniu" wink

A co jeśli Ci powiem, tak jak wcześniej zresztą, że on wcale nie musiał 'grać'. Po prostu przy Tobie pokazywał i skupiał się na realizacji określonej części swojej osobowości, która JEST, a inną część pokazywał i realizuje z żoną i/lub przed innymi osobami (kobietami). Wcale nie trzeba "grać" jeśli się kogoś lubi, ale wystarczy, że nie planuje się zobowiązań ani rozwalania rodziny..

Czy to nie jest trochę tak, że Ty w głębi duszy wiesz, że on nie grał, ale tak się uparłaś na to żeby się bawić w Sherlocka i znaleźć w końcu dowody na jego 'aktorstwo', bo w tym czasie możesz dalej trwać w status quo, bo podświadomie wiesz, że takich "dowodów" nigdy nie znajdziesz, a pójście do przodu oznaczałoby pozostawienie za sobą tego co znasz i co dawało Ci fajne emocje?

438

Odp: ja, on i ten trzeci
Paweło napisał/a:

Jak to policjant. Co drugi policjant to kłamca zdrajca i manipulant, niezależnie od płci. Identycznie jest z kierowcami. Lubię rozmawiać face to face i z mojego doświadczenia oraz doświadczenia ludzi którzy też doszli do takich wniosków w czasie rozmów obserwacji wyłania się bardzo nieciekawy obraz.Z typowo kobiecych zawodów grupa podwyższonego ryzyka opiekunka oraz obsługa barów/restauracji. Nie rzadko spotyka się byłego policjanta mam pytanie więc czy to prawda iż większość policjantów sympatyzuje ze środowiskami narodowców. Jeśli chodzi o Białystok oraz Katowice to nie potrzebuję potwierdzenia na tajemnice poliszynela (poza tym kuzyn policjant z ma long tongue ...)

Z kierowcami to ja nawet nie zaczynam rozmowy. Raz, że nie posądzałabym ich o wierność, to nie wyobrażam sobie mieć takiego faceta, tzn z takim trybem pracy, że jest kilka dni w trasie, nie bardzo jak ma dbać o higienę, śpi często w samochodzie itd. To nie moja bajka. Prawdę powiedziawszy, facet wyjeżdżający na delegacje też często zdradza, ale przynajmniej, tzn tak mi się wydaje, że jak już to zachowuje higienę. Wiem, że jedno i drugie zdrada, ale ogólnie powiedzmy nawet, że człowiek wolny.. jakbym wiedziała że nawet kiedyś dawno temu skorzystał z usług pani przy drodze... no nie..
A co do mundurowych... nie wiem jak dokładnie jest w "zwykłej" policji, bo ten mój zajmuje się jednostka antyterrorystyczną,a tam z tego co mówił ponad połowa facetów jest  po rozwodach, niby że przez stres, ale... może rzeczywiście zdrady to pierwiastek nieodłączny.

439 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-04-30 16:47:18)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Czy to nie jest trochę tak, że Ty w głębi duszy wiesz, że on nie grał, ale tak się uparłaś na to żeby się bawić w Sherlocka i znaleźć w końcu dowody na jego 'aktorstwo', bo w tym czasie możesz dalej trwać w status quo, bo podświadomie wiesz, że takich "dowodów" nigdy nie znajdziesz, a pójście do przodu oznaczałoby pozostawienie za sobą tego co znasz i co dawało Ci fajne emocje?

No właśnie nie wiem czy grał czy nie grał. Ogólnie chciałabym jasne wytłumaczenie tej sytuacji, jednej czy drugiej, ale z jego strony. Gdyby grał, to teraz mógłby zaproponować mi znów romans, już na konkretnych zasadach, wtedy byłoby jasne. I nie miałabym nad czym "rozkminiać'. Problem w tym, że nie wierzę, że "grał", choć jak widać to też bardzo prawdopodobne, choć dla mnie nie do ogarnięcia. Ale właśnie tak jak pisałaś wcześniej powinnam się postawić w miejscu takiej osoby jak Ty, która to wszystko rozgranicza i potrafi dzielić uwagę, zainteresowanie, nawet sympatie do kilku osób w tym samym czasie. Ja tak nie mam, o czym zresztą wyżej rozmawialiśmy. Jak już to koncentruje uwagę, energie na jednej oobie i nie potrafiłabym się spotykać z kilkoma na raz z zaangażowaniem. Może dlatego tak trudno mi to zrozumieć, że tak można, ale można i chociażby Ty jesteś tego, choć żeńskim przykładem.

Wiem czytam watki, tych co zdradzili, czy też ich tłumaczenie po wyjściu na jaw romansu, ale to wszystko jest podane bardzo oschle: "to nic nie znaczyło, nie wiedziałem co robię" itd. A to biorąc pod uwagę chociażby zaangażowanie tego mego się bardzo rozmija. Zwykle romans jest postrzelany jako burza hormonów i szybki seks na biurku, w kiblu czy hotelu po upojnej imprezie na delegacji. U mnie to zupełnie inaczej wyglądało, nie dość że często się spotykaliśmy, nocował u mnie, wychodziliśmy razem - no jak normalna para. Tego też nie mogę pojąć.

440 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-04-30 16:52:39)

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

powinnam się postawić w miejscu takiej osoby jak Ty, która to wszystko rozgranicza i potrafi dzielić uwagę, zainteresowanie, nawet sympatie do kilku osób w tym samym czasie. Ja tak nie mam, o czym zresztą wyżej rozmawialiśmy. Jak już to koncentruje uwagę, energie na jednej oobie i nie potrafiłabym się spotykać z kilkoma na raz z zaangażowaniem.

O chwila, chwila.. To się chyba do końca nie zrozumiałyśmy wink
Ja nie angażuję uwagi, emocji czy sympatii 'po równo'. To się nie da przecież, bo relacje to nie matematyka smile


Powiedziałam natomiast, że jestem w stanie będąc bardziej zainteresowana dana osobą, rozmawiać, spotykać się i ogólnie nawiązywać relacje z INNYMI osobami równolegle /co nie znaczy w tym samym czasie przecież a la konferencja wink/ ale powiedzmy kończę rozmowę z tą konkretną osobą, a tu odzywa się ktoś inny i też mnie jakoś zainteresował i rozmowa się klei - no to idę w to, proste big_smile
A z czasem wiadomo, samo się wyklaruje z kim mam najwięcej wspólnego. I jeśli stwierdzę, że z tamtym najwięcej i najwięcej mnie do niego ciągnie, to nie jestem ani wyrachowana ani na siłę i wbrew emocjom i odczuciom nie będę się na siłę zmuszać do spotkań z innymi, tyle że po prostu dalej jestem otwarta na poznawanie innych osób DOPÓKI nie stwierdzimy razem z tym pierwszym, że OK, to teraz tworzymy związek i jesteśmy sobie we dwoje i więcej osób nie potrzebujemy już smile
Tak by było idealnie, ale wiadomo - różnie to bywa, a póki nic nie jest jednoznacznie stwierdzone, to ja nie będę się ograniczać ani poświęcać mu w swojej głowie tyle przestrzeni ile poświęciłabym gdybyśmy byli w regularnym związku.


EDIT: z tym nocowaniem i spędzaniem czasu "jak  para" to też różnie bywa.
Ja bywałam w relacjach, które były czystymi 'umowami na czas określony' wink i też żeśmy bardzo miło spędzali razem czas, ba -całe weekendy i wieczory w tygodniu, a oboje wiedzieliśmy, że każde z nas po wszystkim wraca do swojego mieszkania i to co robimy nie jest związkiem.

441

Odp: ja, on i ten trzeci

Excop, nie daj się sprowokować.

Przepraszam za wpis nie na temat. smile

442

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

O chwila, chwila.. To się chyba do końca nie zrozumiałyśmy wink
Ja nie angażuję uwagi, emocji czy sympatii 'po równo'. To się nie da przecież, bo relacje to nie matematyka smile

Ok, to się mi troszkę "uczłowieczyłaś" wink

Elle88 napisał/a:

EDIT: z tym nocowaniem i spędzaniem czasu "jak  para" to też różnie bywa.
Ja bywałam w relacjach, które były czystymi 'umowami na czas określony' wink i też żeśmy bardzo miło spędzali razem czas, ba -całe weekendy i wieczory w tygodniu, a oboje wiedzieliśmy, że każde z nas po wszystkim wraca do swojego mieszkania i to co robimy nie jest związkiem.

Ok, jeśli jest to układ i dwie osoby się na to zgadzają i nie angażują emocjonalnie, to ok, i ja to rozumiem.
Z drugiej strony, jak wspomniała Horses, jakby facet wprost mówił, że chce tylko seksu, to miałby bardzo zawężony target, tak myślę, więc musiał się wykazać hmm

443

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Ok, to się mi troszkę "uczłowieczyłaś" wink

Hehe, bo ja jestem bardzo dobrą i ciepłą dziewczyną. Po prostu nauczyłam się nie trwonić tych cech na buców. Oni najczęściej nie mają pojęcia o istnieniu takich cech we mnie i nie muszą wiedzieć wink

444 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-04-30 17:40:15)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Ok, to się mi troszkę "uczłowieczyłaś" wink

Hehe, bo ja jestem bardzo dobrą i ciepłą dziewczyną. Po prostu nauczyłam się nie trwonić tych cech na buców. Oni najczęściej nie mają pojęcia o istnieniu takich cech we mnie i nie muszą wiedzieć wink

No ja nie wątpię.. i do tego bardzo inteligentną. Dlatego ten Twój obraz, który zarysowałaś podczas naszych 'plotek' nie bardzo mi pasował do tego jak najpierw Cię odebrałam.
Poważnie zdziwiłam się, że masz takie podejście do spraw damsko-męskich, bo czytając Twoje posty, wydaje się, że jesteś bardzo poukładana i znasz się na ludziach. Stąd szybciej bym sądziła, że jesteś w idealnym związku, niż że borykasz się z takimi perypetiami i wciągasz się w takie znajomości jak z tym ostatnim wink
No ale Ciebie "znam" tylko z forum, więc mogłam nie tyle się pomylić, bo nadal uważam że fajna i baaardzo inteligenta babka z Ciebie, tylko że ciągnie świadomie Cię do takich buców wink
Whyyy?? wink

445 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-04-30 18:05:29)

Odp: ja, on i ten trzeci
emde napisał/a:

Excop, nie daj się sprowokować.

Przepraszam za wpis nie na temat. smile

Nie ma obaw, Emde.
W końcu byłem gliniarzem.
Jednym z  tych "zwykłych", niestety. smile

446

Odp: ja, on i ten trzeci

Dzięki, Roxy, za miłe słowa smile

To, że jestem inteligentna nie wyklucza niestety tego, że jestem 'wykolejona' nieco emocjonalnie. Część roboty już odwaliłam, a część jeszcze przede mną.
Powiedzmy oględnie, że nie miałam idealnego dzieciństwa, ale kto miał wink

I to dzieciństwo pewnie mocno wpłynęło na moje późniejsze wybory i podejście ogólnie. Inteligencja pozwala mi pewne schematy stosunkowo szybko wyłapywać i wycofywać się z sytuacji dla mnie niekorzystnych, ale nie jest 'cudownym narzędziem', które kształtuje moją podświadomość w taki sposób, żeby podobali mi się tzw. 'normalni mężczyźni'.
Wciąż nie do końca czuję z nimi powinowactwo dusz wink, w znaczeniu - jako osoba dość poturbowana, prędzej i łatwiej dostrzegę jakiś rys podobieństwa na poziomie emocji i mentalności z facetem, który coś tam przeżył i jest nie do końca skonfigurowany pod tradycyjny związek, niż gościem, który wyszedł z domu gdzie Mama i Tata kochali wzorowo i przekazali synowi same pozytywne wzorce. To tak z grubsza.

Dlatego ja nie czuję żeby ktoś miał ze mnie pożytek w tradycyjnym związku, gdzie jest żona, która opiekuje się domem i rodziną itp. Ja jestem raczej wolny ptak i outsider, "satelita" niż poukładana i gotowa na związek kobita. A jeśli sprawiam takie wrażenie to tylko dzięki mojej piekielnej inteligencji tongue wink która pozwala mi jako tako odnaleźć się w oczekiwaniach społecznych, żeby nie postrzegali mnie jako totalnego aliena.

447

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Dzięki, Roxy, za miłe słowa smile

To, że jestem inteligentna nie wyklucza niestety tego, że jestem 'wykolejona' nieco emocjonalnie. Część roboty już odwaliłam, a część jeszcze przede mną.
Powiedzmy oględnie, że nie miałam idealnego dzieciństwa, ale kto miał wink

I to dzieciństwo pewnie mocno wpłynęło na moje późniejsze wybory i podejście ogólnie. Inteligencja pozwala mi pewne schematy stosunkowo szybko wyłapywać i wycofywać się z sytuacji dla mnie niekorzystnych, ale nie jest 'cudownym narzędziem', które kształtuje moją podświadomość w taki sposób, żeby podobali mi się tzw. 'normalni mężczyźni'.
Wciąż nie do końca czuję z nimi powinowactwo dusz wink, w znaczeniu - jako osoba dość poturbowana, prędzej i łatwiej dostrzegę jakiś rys podobieństwa na poziomie emocji i mentalności z facetem, który coś tam przeżył i jest nie do końca skonfigurowany pod tradycyjny związek, niż gościem, który wyszedł z domu gdzie Mama i Tata kochali wzorowo i przekazali synowi same pozytywne wzorce. To tak z grubsza.

Dlatego ja nie czuję żeby ktoś miał ze mnie pożytek w tradycyjnym związku, gdzie jest żona, która opiekuje się domem i rodziną itp. Ja jestem raczej wolny ptak i outsider, "satelita" niż poukładana i gotowa na związek kobita. A jeśli sprawiam takie wrażenie to tylko dzięki mojej piekielnej inteligencji tongue wink która pozwala mi jako tako odnaleźć się w oczekiwaniach społecznych, żeby nie postrzegali mnie jako totalnego aliena.

Ale kim CHESZ być, Elle?

448

Odp: ja, on i ten trzeci
Emde napisał/a:

Ale kim CHESZ być, Elle?

Pewnie zabrzmi to banalnie ale chcę być sobą. smile
Nie musieć się składać w scyzoryk, żeby jakiś men zechciał się ze mną związać na dłużej, wiedząc, że nie będę mu prała skarpet czy usługiwała w inny sposób. Kto będzie czerpał radość z przebywania w towarzystwie mojego 'wykręconego' sposobu myślenia i odbierania świata, itd.

449 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-04-30 18:29:03)

Odp: ja, on i ten trzeci

Elle, a kto z nas nie jest wykolejony? wink
Ja też emocjonalnie mam duże braki i to wychodzi, ale nie mogę wszystkiego zwalać na dzieciństwo, rodziców.
Wyniosłam jednak model, że to facet ma być silniejszy i "mądrzejszy" w związku, ale jakże trudno takiego faceta znaleźć. Jeszcze jak dochodzi atrakcyjność fizyczna.. to już szukanie igły w stogu siana. Prawda taka, że atrakcyjnych kobiet jest mnóstwo, przynajmniej obiektywnie, fizycznie.. tacy faceci to rzadkość. Więc jak się trafi taki samiec Alfa jak ten "mój" żonaty, to kobiety głupieją, też ja wink
Ogólnie nie przywiązuję zbyt dużej uwagi do wyglądu, wiadomo mięśnie to nie wszystko, raczej po pierwszej rozmowie już wiem czy facet jest dla mnie interesujący czy nie, choć wiadomo, że fizycznie też nie może odpychać. I naprawdę inteligencja, zaradność życiowa dużo więcej dla mnie znaczy niż wygląd. Stąd pewnie tak szybko się 'wkręciłam" w związek z poprzednim, bo chociaż fizycznie nie był z tych z pierwszych stron gazet, ale imponował mi czymś innym, ważniejszym.. eh gdyby nie ten seks, to ja bym go nie zostawiła nawet jakby pan żonaty przyszedł i błagał na kolanach. Taka prawda.

450 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-04-30 18:44:56)

Odp: ja, on i ten trzeci

U mnie też wygląd nie jest na pierwszym miejscu, wiadomo.
Jeszcze się nie zdarzyło żebym chciała powtórzyć seks z uwagi na ładnie wyrzeźbiony tors, za to ze względu na super ciekawą rozmowę już tak.

Także tu jestem z Tobą big_smile

I tak, facetów, którzy rozumieją jak postępować z kobietami jest jak na lekarstwo. Tylko prostaczkom, którzy naczytali się Poradników wydaje się, że zaciągnąć kobietę do łóżka = rozkochać czy zdobyć ją.
A to jest bardziej złożona sprawa, a jeszcze rozkochać i PRZYWIĄZAĆ, ale nie "uzależnić" w toksyczny sposób, to hoho..

Z facetami jest 'prościej' w tym sensie, że jak masz klucz do jego fantazji, a raczej potrafisz rozpalić jego wyobraźnię i uwzględnić to co on lubi, to facet je z ręki praktycznie. Jak dorzucić do tego inteligencję to jest zakochany. Pytanie jak długo chce Ci się w to 'grać', jeśli szukasz czegoś więcej, jakiejś więzi emocjonalnej.
Wtedy masz do wyboru jako kobieta:

- powolutku wprowadzać elementy wpływające na zawiązanie się takiej więzi, utrzymując jednocześnie 'zabawy' o charakterze - j/w. Innymi słowy musisz zap...ać za 2-óch wink
- albo czekać na gościa, który też lubi budować pomału pewne aspekty i seks nie przesłania mu całości

Najgorzej chyba, jak trafi się facet 'z głębią' i rozumiejący dużo, ale seksoholik big_smile Trochę jak jedzenie ciastka przez szybę - widzisz, że ono tam jest, masz jego posmak na końcu języka, ale wiesz, że nigdy się tam w pełni zębami nie wpijesz, bo "Szyba".. i tak samo z seksem - facet może kumać co i jak, co trzeba zrobić, ale fiutek odciąga w drugim kierunku za bardzo.

cóż

451

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

U mnie też wygląd nie jest na pierwszym miejscu, wiadomo.
Jeszcze się nie zdarzyło żebym chciała powtórzyć seks z uwagi na ładnie wyrzeźbiony tors...

oj, ja swojego czasu miałam epizod z panem "fitness'. owszem ciało jak marzenie, ogólna inteligencja też bez zarzutu.. ale... choć sama dbam o swój wygląd, dietę (tzn rozsądnie), to ten koleś na maxa przeginał. No jak zapraszam do siebie to wiadomo, że robię kolację.. a ten mi wyskakuje, że może zjeść tylko serek wiejski z czymś tam co ma ze sobą. Sorry, juz mi sie kolacji odechciało, choć moja kuchnia jest akurat zdrowa, tak myślę. Raz przymknęłam na to oko, ale jak mi na spotkaniu ze znajomymi na bilardzie powiedział, że on idzie zjeść swoje "pudełeczko" to już brak słów.

Elle88 napisał/a:

Najgorzej chyba, jak trafi się facet 'z głębią' i rozumiejący dużo, ale seksoholik big_smile Trochę jak jedzenie ciastka przez szybę - widzisz, że ono tam jest, masz jego posmak na końcu języka, ale wiesz, że nigdy się tam w pełni zębami nie wpijesz, bo "Szyba".. i tak samo z seksem - facet może kumać co i jak, co trzeba zrobić, ale fiutek odciąga w drugim kierunku za bardzo.

cóż

Cóż, seks kręci.. i taki seksoholik jest niby pożądany, tyle że do czasu.. aż się okazuje, że mu jedna kobieta nie wystarcza hmm

452 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-04-30 19:10:29)

Odp: ja, on i ten trzeci

Jo, bo seksoholizm tak naprawdę nie jest o seksie, wbrew pozorom.
Seksoholizm jak każdy 'holizm' to ucieczka w nawykowe rozładowanie napięcia, niekoniecznie seksualnego żeby było śmieszniej.

A jak już to napięcie człowiek rozładuje w taki sposób, to często okazuje się, że te wyższe potrzeby mogą zaczekać, a z niższymi sobie szybko i efektywnie radzi, więc po co się wysilać i komplikować?
Dlatego nie ma co się komuś wpychać na chama w tak skrupulatnie rozplanowane życie wink

Si, panowie 'fitness' to temat rzeka. Chociaż ja zauważyłam, że im więcej ktoś w tym siedzi, tym bardziej elastyczne i rozsądne podejście. To też mogę zaświadczyć z autopsji poniekąd. Nie wpadłoby mi do głowy latać z 'pudełkiem' do kogoś czy nie daj boziu do pubu yikes to domena zachłyśniętych tym tematem nowicjuszy raczej wink
Trenerzy liczą wszystko, owszem, ale potrafią tak sobie dzień rozplanować, że zawsze znajdzie się miejsce na coś niezdrowego lub nieplanowanego, te 10-20% luzu smile
Ale historyja dobra.

453

Odp: ja, on i ten trzeci

No ja z tym moim "fitness" nie spotykałam się długo.. ze 4 msc? Zanim jeszcze poznałam "żonatego".
Fakt ciało miał niezłe - klata, ramiona, ale jego celem/marzeniem był 3-pak na brzuchu wink No ja jego marzeń nie tyle nie podzielałam, co nie rozumiałam aż takiego poświęcenia i koncentracji na tym.
No sorry ale on był bardziej zainteresowany tym jaki mu mięsień urósł, niż że ma mnie u boku wink No nie...

454

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

No sorry ale on był bardziej zainteresowany tym jaki mu mięsień urósł, niż że ma mnie u boku wink No nie...

Lol.
A nie, to u mnie było tak, że miałam treningi za darmo, w sensie opracowane no i ćwiczone razem było, coś a la gra wstępna momentami także milusio ;P
A potem gotowane dla mnie, bo ja nie gotuje i jakieś wspólne aktywności inne wink

I nie, nie było raczej tak żebym się czuła dodatkiem do bicepsa, ha ha.
Ale są tacy panowie, wierzę Ci. Są tacy nawet jak nie ćwiczą - "Marysia podziwia Pana, pan teraz kroczy." itp klimaty.

455 Ostatnio edytowany przez laifbot (2016-04-30 20:04:55)

Odp: ja, on i ten trzeci

Hehe...juź wiem drogie panie co was łączy, bo na początku zastanawiałam się, co poszukującą Elle łączy z dzieckiem we mgle (kilka poziomów świadomości niżej niż poszukiwacz), którym jest Roxan. Zdaje się, że obie macie silny rys narcystyczny. Niby rozmawiacie z sobą, ale każda mówi O SOBIE. Właściwie to piękna ilustracja narcystycznego tanga big_smile
Nie bierzcie tego do siebie, ale skojarzenie gdy się was czyta jest bardzo wyraźne

Bardzo fajnie widać, jak każda z was wykorzystuje posty drugiej, aby mieć arenę do opowiadania o sobie, chyba Roxan jednak bardziej, pewnie z uwagi na małą samoświadomość. Jestem pewna, że do związku też lgnięcie w parze z narcyzem, stąd ciągle porażki, gdyż tylko początki takich związków są kolorowe.

Posty [ 391 do 455 z 3 618 ]

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026