Elle, dokładnie tak jest jak napisałaś. Wiele cech mnie w nim ujęło, a co najważniejsze wszystko składało się w niesamowicie interesującą całość. Facet nie pytał, co ma robić, on wiedział i to robił, dokładnie odgadując co mi chodzi po głowie, czy co bym chciała albo czego oczekiwała.
Z min mogłam rozmawiać bez końca bo tematy nam się nie kończyły, a przy tym co rusz wychodziło, jacy jesteśmy do siebie podobni, że mamy podobne doświadczenia, podobne rzeczy nam się podobają itd. Wiele razy radziłam się go w różnych sytuacjach, on też pytał mnie często o zdanie, a to oznaczało, że liczymy się z tą drugą osobą. Poza tym on był zawsze wobec mnie bardzo troskliwy. Czułam się przy nim jak księżniczka, ale także jak 100% kobieta i równorzędny partner.
On w jakiś sposób też mnie wtedy zaczął osaczać, ale robił to w zupełnie inny sposób niż Pan mundurowy, on nie pytał, czy może. On wiedział, co i jak ma robić, jak zachować, by osiągnąć swoje, ale przy tym nie przekroczyć granic. No i właśnie, z tamtym mogłam rozmawiać godzinami i nie było mi mało, bo te rozmowy były bardzo interesujące, z mundurowym już po kilku dniach zaczęły mnie irytować telefony, smsy no bo ileż można gadać?
Z tymże żonaty umiał prowadzić rozmowę, zainteresować, oboje zawsze coś z niej wynosiliśmy, wiec to nie był stracony czas, poza tym często fajnie się przy tym bawiliśmy. A z mundurowym? „Jak Ci minął dzień?” Mów, ja słucham”. W dodatku mam wrażenie, że nie do końca słucha, albo nie „nadąża” za mną, tylko po prostu sam fakt, że odebrałam telefon, że z nim rozmawiam, że słyszy mój głos, mu wystarczy.
I jeszcze jedna rzecz, która niby jest podobna dla nich obu, a jednak zupełnie inaczej „podana”. Pan mundurowy zrobi wszystko, co mu powiem, podporządkuje się, postara. No ale musze mu powiedzieć wprost – wydać polecenie a najlepiej jeszcze poinstruować jak ma to robić, by przypadkiem czegoś nie spaprał. Pan żonaty nie potrzebował moich wytycznych, on to co chciał ze mnie wyciągnąć, dowiedzieć, to to robił, ale nie w bezpośredni sposób, co dodatkowo dodawało wyjątkowości, bo wielokrotnie mnie zaskoczył tym, że z czymś trafił w 10-tkę. Po prostu miałam wrażenie, że wszystko co robi, o czym rozmawia, ma jakiś cel, sens, by mnie lepiej poznać, „wejść” w mój umysł i potem w odpowiednim momencie, w odpowiedni sposób wykorzystać. On dla mnie też miał bardzo ciekawą osobowość, którą chciałam coraz bardziej poznawać, odkrywać i to mnie fascynowało.