netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

ja, on i ten trzeci

3 617 odpowiedzi324 463 wyświetleniazałożony przez Roxann, 27.06.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Strony Poprzednia 1 … 52 53 54 55 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 446 do 3 510 z 3 618 ]

3 446

Odp: ja, on i ten trzeci
mcql_1987 napisał/a:

Miałam identyczny problem w swoim życiu. Poczytaj w moim wątku.

Czytałam Twój wątek, nawet się w nim wypowiadałam wink
Bardzo Ci współczuję, ale dobrze że teraz się to wydało, niż za kilka czy kilkanaście lat, że nie macie dzieci.
Ja w sumie nie wiem co do końca było problemem u tego mojego ex. Ex bo się w końcu rozstaliśmy 2l temu.

3 447

Odp: ja, on i ten trzeci
feniks35 napisał/a:
mcql_1987 napisał/a:
Roxann napisał/a:

No to co ja mam robić? Tak, pisząc wprost, albo nie staje mu albo kończy po kilku sekundach. Dlatego o seksie nie ma mowy. A jego tłumaczenia? Najpierw, że mnie szanuje i nie chce od razu seksu. Ok. No ale po około 3 miesiącach już chyba czas? Wtedy jak nie wychodziło mówił, że za bardzo go podniecam i ze kończy zanim się coś zaczęło. Potem zaczął zwalać na stres. Przy mnie się wkurzał, że nie czuje się w pełni mężczyzną bo mając obok taką kobietę nie jest w stanie stanąć na wysokości zadania. Szkoda mi go było, myślałam, że to minie, że może jak się lepiej poznamy, razem popracujemy ale nie. A to już ponad rok trwa.
Szczera rozmowa, w tym moja sugestia specjalisty, skończyła się wielkim urażeniem i unikaniem zbliżeń. Wciąż mnie niby przytula, całuje, ale nic więcej już nawet nie próbuje. Widzę że i on jest tym poddenerwowany ja też, co prowadzi do coraz częstszych kłótni. Naprawdę nie wiem co robić. Wiem, że ucieczka choćby myślami do innego to tchórzostwo, ale czy jakaś młoda kobieta by tak długo wytrzymała?

Miałam identyczny problem w swoim życiu. Poczytaj w moim wątku.

A Ty poczytaj najpierw watek nim udzielisz rady ktora jest nieaktualna o jakies 3 lata bo  tego faceta w zyciu  Roxann juz nie ma.

Przepraszam.

3 448

Odp: ja, on i ten trzeci
IsaBella77 napisał/a:

Po raz kolejny powtórzę, bo widzę że masz spory problem z czytaniem i zrozumieniem przeczytanego tekstu - zostało Ci to z resztą wielokrotnie napisane w wątku - tematy zamyka moderacja, jeśli zaistnieją ku temu zasadne przesłanki. Nie redaktorzy, nie Autor wątku, nie Użytkownicy. Wyłącznie Moderator ma taką możliwość.

Zauważyłam, że "awansowałaś", więc możesz zamknąć ten wątek.
Wprawdzie niemal bliźniaczy pojawił ale zapewne tyle str mieć nie będzie wink
Pozdrawiam smile

3 449 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-07 20:21:16)

Odp: ja, on i ten trzeci

Ha! Życie pisze ciekawsze scenariusze niż można sobie w głowie poukładać. Tak, romans prezia wyszedł na jaw, ale nie ten ze mną. Wspominałam kiedyś, że w poprzedniej pracy była jedna kobieta z innego działu, która go znała - to była żona jego przyjaciela. Już wtedy kiedyś "przyłapałam" ich na kawie. Tłumaczył, że znajoma, no i żona kumpla. Więc poza żadnymi podejrzeniami. Jakiś już czas temu (3-4 msc) zauważyłam, że w jego fundacji zajęła miejsce prezesa. No cóż. Wcale mi go nie szkoda. Ale tak cieszę się, że nie ze mną to wyszło. Teraz większa nawet kaszana, bo chodzi o "przyjaciół rodziny".
I teraz już jasne skąd ta jego rezygnacja? ze stanowiska. Ona też odchodzi z pracy.

3 450

Odp: ja, on i ten trzeci

Omg jakie to słabe...
To ona była przed tobą czy po?

3 451

Odp: ja, on i ten trzeci

To "z Tobą" dopiero teraz może wyjść.

3 452

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Ha! Życie pisze ciekawsze scenariusze niż można sobie w głowie poukładać. Tak, romans prezia wyszedł na jaw, ale nie ten ze mną. Wspominałam kiedyś, że w poprzedniej pracy była jedna kobieta z innego działu, która go znała - to była żona jego przyjaciela. Już wtedy kiedyś "przyłapałam" ich na kawie. Tłumaczył, że znajoma, no i żona kumpla. Więc poza żadnymi podejrzeniami. Jakiś już czas temu (3-4 msc) zauważyłam, że w jego fundacji zajęła miejsce prezesa. No cóż. Wcale mi go nie szkoda. Ale tak cieszę się, że nie ze mną to wyszło. Teraz większa nawet kaszana, bo chodzi o "przyjaciół rodziny".
I teraz już jasne skąd ta jego rezygnacja? ze stanowiska. Ona też odchodzi z pracy.



Zgłosiłaś to na milicje ?

3 453

Odp: ja, on i ten trzeci

Ale hipokryzja big_smile
Roxann ,jesteś zepsuta do szpiku kości big_smile
Sama romansujesz i tropisz inne romanse big_smile
Chylę czoła big_smile (sarkazm)

3 454

Odp: ja, on i ten trzeci
Xymena napisał/a:

Omg jakie to słabe...
To ona była przed tobą czy po?

Ich romans to aktualna sprawa ale znają się od dawna. Czy coś ich wcześniej też łączyło? Nie wiem.

3 455

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Xymena napisał/a:

Omg jakie to słabe...
To ona była przed tobą czy po?

Ich romans to aktualna sprawa ale znają się od dawna. Czy coś ich wcześniej też łączyło? Nie wiem.

Mysle ze na bank i nie pisze Ci tego zeby Ci dokopac. Poprostu dla mnie ten facet zawsze mial spory wachlarz kobiet i tak jak wachlowal interesami i ryzykiem zawodowym  tak i w tej dziedzinie dbal o "dywersyfikacje portfela".
Dobrze Ci zrobi to odkrycie. Moze wkoncu przejrzysz na oczy i zrozumiesz ze wszystkie jego gesty i slowa byly puste a kupowanie kwiatow od ubogiej kwiaciarki bylo ogranym numerem.A jak juz to do Ciebie dotrze to wkoncu zamkniesz w glowie ten temat romansu bo az zal patrzec jak sie blakasz tu po roznych watkach szukajac wciaz odpowiedzi na  rozne pytania. Moze fizycznie juz to sie skonczylo ale mentalnie wciaz siedzisz po uszy w tym gownie. Zwal to jak zwal przepracowywaniem tego, przestrzeganiem innych kobiet itp. Ta historia w twojej glowie wciaz sie rozgrywa a prawdziwe zycie przelatuje Ci gdzies miedzy palcami. Ocknij sie. Czasu naprawde moze byc mniej niz ci sie wydaje.

3 456

Odp: ja, on i ten trzeci
feniks35 napisał/a:

Mysle ze na bank i nie pisze Ci tego zeby Ci dokopac. Poprostu dla mnie ten facet zawsze mial spory wachlarz kobiet i tak jak wachlowal interesami i ryzykiem zawodowym  tak i w tej dziedzinie dbal o "dywersyfikacje portfela".

Ale ja to już wiem od dawna. Nie wiem czy w jednym czasie (pewnie też), ale próżni raczej długo nie miał. W danych okolicznościach to było bardziej niż pewne że sobie kogoś na boku znalazł. Żona w ciąży, teraz niemowlę w domu, trzeba było jakoś odreagować, oderwać. Od razu po jego zachowaniu było widać, że to dziecko nic w nim, jego zachowaniu nie zmieniło. Tylko się nie spodziewałam, że z żoną kumpla, którego nawet nazywał przyjacielem. Niby pod latarnią najciemniej... ale jak widać, któreś straciło czujność. Być może ona.

3 457 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-08 18:43:59)

Odp: ja, on i ten trzeci
Cyngli napisał/a:

To "z Tobą" dopiero teraz może wyjść.

Nawet jeśli, to już (dla mnie) bez znaczenia. Raz, że to było kilka lat temu, a dwa, w sytuacji, kiedy bez skrupułów potrafił bzykać żonę przyjaciela, mając w domu ok półroczne dziecko... i że w ogóle ta kobieta potrafiła... znając ich dobrze prywatnie...
Ona tylko nieznacznie młodsza od niego, 1 dziecko, które zaczęło już studia... mąż całkiem przystojny... Fakt atrakcyjna, zadbana, ale... chyba pozazdrościła koleżance z biura, która ma romans z kierownikiem innego działu o czym w zasadzie wszyscy od dawna wiedzą, ale nikt nic z tym nie robi.
Naprawdę można odnieść wrażenie, że wokoło wszyscy wszystkich zdradzają. A jeśli ma się odczucie, że ktoś nie, to zwyczajnie dobrze z tym kryją.


Fenix35, nie tyle, że ja żyję wciąż tamtym "moim" romansem. Po prostu do tamtego czasu nie zawracałam sobie głowy zdradami, bo mnie one nie dotyczyły. Żyłam sobie w jakimś tam wyidealizowanym świecie. Skupiłam najpierw na nauce, potem pracy rozwoju, odcinając poniekąd od bliższych relacji. To doświadczenie mnie bardzo zmieniło, moje podejście do związków, relacji. Więcej widzę, więcej wiem. Jako DDA miałam do perfekcji opanowane zaklinanie rzeczywistości. Duży problem z obiektywną oceną ludzkich zachowań. Moje wszystkie związki były krótkotrwale, uciekałam od zaangażowania. Zwykle szybko się zakochiwałam, ale lęk przed "poważną" relacją, mnie paraliżował. Jak ktoś chciał/próbował przekroczyć tą granicę, od razu się wycofywałam. Przez te kilka lat, szczególnie ostatnie dwa, bardzo się zmieniłam. Myślę, że w końcu zaczęłam budować zdrowe relacje, być w nich szczerą sama ze sobą i wobec drugiej osoby.
Dla mnie to był taki breakpoint w moim życiu.

3 458

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Cyngli napisał/a:

To "z Tobą" dopiero teraz może wyjść.

Nawet jeśli, to już (dla mnie) bez znaczenia. Raz, że to było kilka lat temu, a dwa, w sytuacji, kiedy bez skrupułów potrafił bzykać żonę przyjaciela, mając w domu ok półroczne dziecko... i że w ogóle ta kobieta potrafiła... znając ich dobrze prywatnie...
Ona tylko nieznacznie młodsza od niego, 1 dziecko, które zaczęło już studia... mąż całkiem przystojny... Fakt atrakcyjna, zadbana, ale... chyba pozazdrościła koleżance z biura, która ma romans z kierownikiem innego działu o czym w zasadzie wszyscy od dawna wiedzą, ale nikt nic z tym nie robi.
Naprawdę można odnieść wrażenie, że wokoło wszyscy wszystkich zdradzają. A jeśli ma się odczucie, że ktoś nie, to zwyczajnie dobrze z tym kryją.


Fenix35, nie tyle, że ja żyję wciąż tamtym "moim" romansem. Po prostu do tamtego czasu nie zawracałam sobie głowy zdradami, bo mnie one nie dotyczyły. Żyłam sobie w jakimś tam wyidealizowanym świecie. Skupiłam najpierw na nauce, potem pracy rozwoju, odcinając poniekąd od bliższych relacji. To doświadczenie mnie bardzo zmieniło, moje podejście do związków, relacji. Więcej widzę, więcej wiem. Jako DDA miałam do perfekcji opanowane zaklinanie rzeczywistości. Duży problem z obiektywną oceną ludzkich zachowań. Moje wszystkie związki były krótkotrwale, uciekałam od zaangażowania. Zwykle szybko się zakochiwałam, ale lęk przed "poważną" relacją, mnie paraliżował. Jak ktoś chciał/próbował przekroczyć tą granicę, od razu się wycofywałam. Przez te kilka lat, szczególnie ostatnie dwa, bardzo się zmieniłam. Myślę, że w końcu zaczęłam budować zdrowe relacje, być w nich szczerą sama ze sobą i wobec drugiej osoby.
Dla mnie to był taki breakpoint w moim życiu.

No i co z tego??? Dobra byl to breakpoint, ponowne narodziny, zmiana i jak tam to jeszcze nazwiesz. Tyle ze jak sama nazwa wskazuje powinien to byc point - punkt, za ktorym zaczyna sie nowe inne odmienione zycie. Tymczasem u Ciebie to sie zmienilo w martwy "punkt".Stanelas w miejscu i wkolo mielisz temat prezia i jego zdrady, z Toba, z przyjaciolka rodziny itp. Serio Ci zycia nie szkoda?? Ty nie masz 20 lat dziewczyno zeby teraz przez dekade rozkladac na atomy to gauno w ktorym tkwilas. 3 lata to juz az nadto. I nie demonizuj prosze w tym wszystkim roli DDA bo co ktoras osoba z tym zyje lacznie ze mna. Tylko wiesz co? Mi szkoda zycia na usprawiedliwianie roznych spraw w moim zyciu tym syndromem. Ja chce normalnie zyc, cieszyc sie moim malzenstwem,praca, moze pomyslec jednak o powiekszeniu rodziny. Ty natomiast do 50tki bedziesz analizowac zdrady i przykladac miarkę do tej swojej z preziem wyszukujac punkty wspolne, styczne i rozbiezne. Noz kurde Roxann rusz tylek do psychologa i zrob z tym porzadek raz i konkretnie bo serio zal mi Ciebie. No i zgodze sie z terapeuta do ktorego jak mniemam juz nie chodzisz. Forum Ci nie sluzy, caly czas trzyma Cie psychicznie w tej sytuacji z preziem. Odpowiedz sama sobie na ile ta twoja "misja" objawiania prawdy innym kuszonym wizja zdrady ma pomoc wlasnie im a na ile ma pomoc Tobie w przezywaniu i odtwarzaniu nawet w  formie retrospeksji ciagle tych samym chorych klimatow i emocji z preziem.

3 459

Odp: ja, on i ten trzeci

Fenix35, masz wiele racji w tym co piszesz, ale jednak mylne wrażenie, że stoję w miejscu. Przez ostatni rok bardzo niewiele się tu udzielałam. Ot czasem napisałam co nowego w tym wątku prezia, raczej dla pełniejszego obrazu, niż że znów rozkminiam. Oczywiście pojawiały zarzuty, że jak wątek przygasa, to wrzucam jakieś "mięso". No nie... skoro tak dokładnie opisałam moją sytuację, to jak się coś wydarzyło, co było potwierdzeniem sugestii tu piszących osób, to o tym napisałam by zwyczajnie przyznać im rację a nie dla kolejnej sensacji.
Inna rzecz, że ostatnio miałam sporo dylematów i osobistych i zawodowych. Mój facet postawił mi poniekąd "warunki". Oboje jesteśmy po 30-stce, on 3l starszy ode mnie. Jesteśmy ponad rok razem. W tym wieku to sporo bo też relacje inne i on już chce założyć rodzinę, mieć dziecko. Ja w sumie też, ale nigdy nie myślałam, że wyjeżdżam na stałe. Dla niego Warszawa w ogóle nie wchodzi w grę, a mi tęskno za znajomymi, rodziną, rodzice coraz starsi. I nie chodzi o niego, tylko o miejsce. Wyjeżdżając myślałam, że to tylko na jakiś czas, że wrócę. Nie wyjeżdżałam tam "za chlebem" bo tu też miałam fajną pracę. Z tego co się orientowałam to też miałabym możliwości by wrócić, dostawałam propozycje. A wiadomo, jak kontaktowałam z ludźmi stamtąd to też jakieś "plotki" ad m.in. prezia do mnie dochodziły. Więc można powiedzieć, że z moim obecnym facetem mieliśmy ostatnio pierwszy "kryzys", związany z tym, że on oczekiwał ode mnie deklaracji co dalej zamierzam. Bo jeśli wrócić, to związek nie ma sensu, bo on nie wyjedzie za mną (argumenty zrozumiałe) i chce wiedzieć na czym stoi.

3 460

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Fenix35, masz wiele racji w tym co piszesz, ale jednak mylne wrażenie, że stoję w miejscu. Przez ostatni rok bardzo niewiele się tu udzielałam. Ot czasem napisałam co nowego w tym wątku prezia, raczej dla pełniejszego obrazu, niż że znów rozkminiam. Oczywiście pojawiały zarzuty, że jak wątek przygasa, to wrzucam jakieś "mięso". No nie... skoro tak dokładnie opisałam moją sytuację, to jak się coś wydarzyło, co było potwierdzeniem sugestii tu piszących osób, to o tym napisałam by zwyczajnie przyznać im rację a nie dla kolejnej sensacji.
Inna rzecz, że ostatnio miałam sporo dylematów i osobistych i zawodowych. Mój facet postawił mi poniekąd "warunki". Oboje jesteśmy po 30-stce, on 3l starszy ode mnie. Jesteśmy ponad rok razem. W tym wieku to sporo bo też relacje inne i on już chce założyć rodzinę, mieć dziecko. Ja w sumie też, ale nigdy nie myślałam, że wyjeżdżam na stałe. Dla niego Warszawa w ogóle nie wchodzi w grę, a mi tęskno za znajomymi, rodziną, rodzice coraz starsi. I nie chodzi o niego, tylko o miejsce. Wyjeżdżając myślałam, że to tylko na jakiś czas, że wrócę. Nie wyjeżdżałam tam "za chlebem" bo tu też miałam fajną pracę. Z tego co się orientowałam to też miałabym możliwości by wrócić, dostawałam propozycje. A wiadomo, jak kontaktowałam z ludźmi stamtąd to też jakieś "plotki" ad m.in. prezia do mnie dochodziły. Więc można powiedzieć, że z moim obecnym facetem mieliśmy ostatnio pierwszy "kryzys", związany z tym, że on oczekiwał ode mnie deklaracji co dalej zamierzam. Bo jeśli wrócić, to związek nie ma sensu, bo on nie wyjedzie za mną (argumenty zrozumiałe) i chce wiedzieć na czym stoi.

To tymbardziej radzilabym Ci sie na tym skupic bo to Twoja przyszlosc a prezio to przeszlosc.
Jesli chodzi o dylemat zostac /wrocic to nie wiem czy nie lepiej byloby jednak pozostac. Im dalej jestes od PL i spraw zwiazanych z preziem tym chyba lepiej a rodzine zawsze mozna odwiedzic, zaprosic do siebie. Jesli kochasz partnera to tymbardziej warto. Jesli teraz zdecydujesz sie na powrot i Wasz zwiazek sie rozpadnie to musisz miec  swiadomosc ze kolejna relacja moze nie okazac sie tak udana i trzeba bedzie szukac kolejnej albo i jeszcze kolejnej... a czas leci. Za pare lat moze byc zwyczajnie za pozno na pewne sprawy bo natura niestety nie poczeka.

3 461 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-12 20:52:32)

Odp: ja, on i ten trzeci
feniks35 napisał/a:

Jesli kochasz partnera to tymbardziej warto.

W tym właśnie problem, że ja nie wiem czy kocham. Lubię, szanuję, dobrze mi z nim na co dzień, w łóżku też... ale... tu nie było takich motylków jak z preziem nawet na początku, nie było szybszego bicia serca choćby na sam widok, drżenia rąk... niebieskich okularów. Może to i dobrze... bo to dojrzalsza relacja. Oparta na partnerstwie, a nie tylko "chemii". Pojawiają się jednak czasem we mnie wątpliwości na zasadzie, skoro prezio potrafił mnie okłamać dla własnych korzyści, to czy on też tego nie (z)robi.
Romans z żonatym na tyle różni się od zwykłego "związku", że tam od początku jest gra i kłamstwa, aktorstwo wyuczone do perfekcji. W normalnych relacjach, jak coś komuś nie pasuje, to kończy i tyle. Może też to być dla drugiej osoby niezrozumiałe, krzywdzące, ale jest szczere. Bo teoretycznie każdy szuka kogoś na stałe.
Moja sytuacja jest na tyle dla mnie trudna, że teraz zostając, zostanę głównie ze względu na niego. Nie mając poza nim nikogo bliskiego. Gdyby nie on to bez zastanowienia bym wróciła, szczególnie teraz kiedy prezio odchodzi i nie widywałabym go nawet w pracy w Wawie. Mój obecny facet na mnie wręcz naciska, chce już dziecka. Ja w sumie też. Tylko nie tak to sobie wszystko wyobrażałam. Choć może to mój chwilowy kryzys...

3 462

Odp: ja, on i ten trzeci

Żaden kryzys. Bezpieczna przystań, ale to nie miłość.
Będziesz nieszczęśliwa.

3 463

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Jesli kochasz partnera to tymbardziej warto.

W tym właśnie problem, że ja nie wiem czy kocham. Lubię, szanuję, dobrze mi z nim na co dzień, w łóżku też... ale... tu nie było takich motylków jak z preziem nawet na początku, nie było szybszego bicia serca choćby na sam widok, drżenia rąk... niebieskich okularów. Może to i dobrze... bo to dojrzalsza relacja. Oparta na partnerstwie, a nie tylko "chemii". Pojawiają się jednak czasem we mnie wątpliwości na zasadzie, skoro prezio potrafił mnie okłamać dla własnych korzyści, to czy on też tego nie (z)robi.
Romans z żonatym na tyle różni się od zwykłego "związku", że tam od początku jest gra i kłamstwa, aktorstwo wyuczone do perfekcji. W normalnych relacjach, jak coś komuś nie pasuje, to kończy i tyle. Może też to być dla drugiej osoby niezrozumiałe, krzywdzące, ale jest szczere. Bo teoretycznie każdy szuka kogoś na stałe.
Moja sytuacja jest na tyle dla mnie trudna, że teraz zostając, zostanę głównie ze względu na niego. Nie mając poza nim nikogo bliskiego. Gdyby nie on to bez zastanowienia bym wróciła, szczególnie teraz kiedy prezio odchodzi i nie widywałabym go nawet w pracy w Wawie. Mój obecny facet na mnie wręcz naciska, chce już dziecka. Ja w sumie też. Tylko nie tak to sobie wszystko wyobrażałam. Choć może to mój chwilowy kryzys...

To nie milosc tylko tak jak Cyngli napisala bezpieczna przystan.
Obawiam sie ze Ty Roxann niestety jestes uzalezniona od pewnego typu faceta - typu prezia i tylko taki facet moze w Tobie rozbudzic chemie/ milosc. Nie chodzi mi nawet o stanowisko stricte prezia ale pewien zestaw cech ktorymi ten facet dysponowal. Facet spokojny kulturalny, stonowany to dla Ciebie niestety nudziarz. Nie imponuje, nie kreci nie wywoluje drzenia rak. Prezes ze swoim tandetnymi ale jednak efektownymi gestami wypada dla Ciebie duzo lepiej. No i to jego lamanie granic gdzie nic nie jest niemozliwe i tylko sky is the limit. Znowu wypada to kuszaco tylko nie widzisz jednego. Dla ludzi takiego pokroju barier nie ma w niczym, ani w pozycjach w seksie, ani w wydatkach, podrozach na.koniec swiata i metodach zaskakiwania swej kobiety  ale....i  perfidnym oszukiwaniu swej rodziny gdzie ani zona ani jej ciaza ani malenkie dziecko nie rzadzi bo liczy sie to czego on pragnie. Nie martwi Cie to? Ze kreci Cie taki pusty blichtr? Ze swiadczy to poniekad o Tobie ze tez jestes pusta i lakoma efektownych gestow a te prawdziwe szczere ale i mniej spektakularne Cie nudza?

3 464

Odp: ja, on i ten trzeci
Cyngli napisał/a:

Żaden kryzys. Bezpieczna przystań, ale to nie miłość.
Będziesz nieszczęśliwa.

Chyba nie do końca. Fakt prezio był miłością mego życia, pewnie nic tak silnego do innego faceta nie poczuję, ale to były pozory, gra. Czy to ma być wyznacznik? Chyba nie. To nie była relacja dwojga wolnych ludzi bo tylko ja byłam wolna. Obecny facet jest moim przede wszytskim przyjacielem. W sumie jedynym tu, bo reszta to znajomości.
Co innego jak para wyjeżdża. I tam sobie układa życie.

3 465

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Żaden kryzys. Bezpieczna przystań, ale to nie miłość.
Będziesz nieszczęśliwa.

Chyba nie do końca. Fakt prezio był miłością mego życia, pewnie nic tak silnego do innego faceta nie poczuję, ale to były pozory, gra. Czy to ma być wyznacznik? Chyba nie. To nie była relacja dwojga wolnych ludzi bo tylko ja byłam wolna. Obecny facet jest moim przede wszytskim przyjacielem. W sumie jedynym tu, bo reszta to znajomości.
Co innego jak para wyjeżdża. I tam sobie układa życie.

Osobiście uważam, że żadnego z nich nie kochałaś.
Pierwszy dawał Ci dobry seks, była między Wami chemia, kręciła Cię jego pozycja. Ale to nie miłość.

A drugi - stabilizacja, bezpieczna przystań. Niestety, ale to też nie jest miłość.

3 466

Odp: ja, on i ten trzeci

Gdybyś go kochała nie miałabyś tych wątpliwości...
Słuchaj intuicji.

3 467 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-12 22:56:32)

Odp: ja, on i ten trzeci
feniks35 napisał/a:
Roxann napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Jesli kochasz partnera to tymbardziej warto.

W tym właśnie problem, że ja nie wiem czy kocham. Lubię, szanuję, dobrze mi z nim na co dzień, w łóżku też... ale... tu nie było takich motylków jak z preziem nawet na początku, nie było szybszego bicia serca choćby na sam widok, drżenia rąk... niebieskich okularów. Może to i dobrze... bo to dojrzalsza relacja. Oparta na partnerstwie, a nie tylko "chemii". Pojawiają się jednak czasem we mnie wątpliwości na zasadzie, skoro prezio potrafił mnie okłamać dla własnych korzyści, to czy on też tego nie (z)robi.
Romans z żonatym na tyle różni się od zwykłego "związku", że tam od początku jest gra i kłamstwa, aktorstwo wyuczone do perfekcji. W normalnych relacjach, jak coś komuś nie pasuje, to kończy i tyle. Może też to być dla drugiej osoby niezrozumiałe, krzywdzące, ale jest szczere. Bo teoretycznie każdy szuka kogoś na stałe.
Moja sytuacja jest na tyle dla mnie trudna, że teraz zostając, zostanę głównie ze względu na niego. Nie mając poza nim nikogo bliskiego. Gdyby nie on to bez zastanowienia bym wróciła, szczególnie teraz kiedy prezio odchodzi i nie widywałabym go nawet w pracy w Wawie. Mój obecny facet na mnie wręcz naciska, chce już dziecka. Ja w sumie też. Tylko nie tak to sobie wszystko wyobrażałam. Choć może to mój chwilowy kryzys...

To nie milosc tylko tak jak Cyngli napisala bezpieczna przystan.
Obawiam sie ze Ty Roxann niestety jestes uzalezniona od pewnego typu faceta - typu prezia i tylko taki facet moze w Tobie rozbudzic chemie/ milosc. Nie chodzi mi nawet o stanowisko stricte prezia ale pewien zestaw cech ktorymi ten facet dysponowal. Facet spokojny kulturalny, stonowany to dla Ciebie niestety nudziarz. Nie imponuje, nie kreci nie wywoluje drzenia rak. Prezes ze swoim tandetnymi ale jednak efektownymi gestami wypada dla Ciebie duzo lepiej. No i to jego lamanie granic gdzie nic nie jest niemozliwe i tylko sky is the limit. Znowu wypada to kuszaco tylko nie widzisz jednego. Dla ludzi takiego pokroju barier nie ma w niczym, ani w pozycjach w seksie, ani w wydatkach, podrozach na.koniec swiata i metodach zaskakiwania swej kobiety  ale....i  perfidnym oszukiwaniu swej rodziny gdzie ani zona ani jej ciaza ani malenkie dziecko nie rzadzi bo liczy sie to czego on pragnie. Nie martwi Cie to? Ze kreci Cie taki pusty blichtr? Ze swiadczy to poniekad o Tobie ze tez jestes pusta i lakoma efektownych gestow a te prawdziwe szczere ale i mniej spektakularne Cie nudza?

Nie, nie o to chodzi ... ja bym nie mogła udawać. On mógł.
Edit. Moj obecny facet też jest przesem... to nie pozycja mnie do tamtego ciągnęła. .

3 468 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-02-13 08:03:14)

Odp: ja, on i ten trzeci

Tu chodzi o charakter, sposób bycia. Emocje. Tamten Ci dawał emocje, których potrzebowałaś. Obecny przy tamtym to dla Ciebie ciepłe kluchy. To się nie zmieni, nie zaczniesz go nagle kochać. Nie planuj założenia rodziny, bo go skrzywdzisz.

3 469 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-02-13 09:35:05)

Odp: ja, on i ten trzeci
Cyngli napisał/a:

Tu chodzi o charakter, sposób bycia. Emocje. Tamten Ci dawał emocje, których potrzebowałaś. Obecny przy tamtym to dla Ciebie ciepłe kluchy. To się nie zmieni, nie zaczniesz go nagle kochać. Nie planuj założenia rodziny, bo go skrzywdzisz.

Dokladnie.
Zreszta jako DDA powinnas wiedziec Roxann ze takie osoby maja tendencje do wchodzenia w relacje fundujace hustawki emocjonalne  bo do tego przywykly w dziecinstwie i mimo ze to je wyniszcza to  ciezko im sie przestawic na inny, zdrowy tor. Partner spokojny poukladany to dla nich jak  napisala Cyngli cieple kluchy a one sa glodne wyraznych emocji nawet tych toksycznych bo to zakorzeniony wzorzec z ich dziecinstwa. Dlatego nie wiem co Ty przepracowalas z terapeuta ale chyba nie wszystko co powinnas. Dla mnie wciaz jestes ta sama Roxann ktora jesli nadarzy sie okazja to wejdzie  ponownie w jakas niefajna ale ekscytujaca relacje  z kims to bedzie potrafil zabrac Cie  do nieba a za chwile do bram piekieł. Sabo to rokuje na zalozenie rodziny hmm

3 470

Odp: ja, on i ten trzeci

Nie do końca. Nie powiedziałabym o swoim partnerze, że to „ciepłe kluchy”. Zawsze najbardziej w facecie mnie pociągał „mózg” czyli inteligencja, mądrość życiowa, zaradność oraz poczucie humoru. Stanowisko, kariera, to tylko tego pochodna. Nie ukrywam, że seks dla mnie też jest bardzo ważny. On mi imponuje pod wieloma względami, choć jest zupełnie inny niż prezio.
Pisząc, że z tym obecnym nie było aż takich motylków, bardziej miałam na myśli właśnie tej adrenaliny i huśtawki emocjonalnej. Dla mnie jednak to nie jest minus, wręcz przeciwnie. Przy nim uspokoiłam się, poczułam bezpiecznie. Fakt, jako DDA jestem niejako przyzwyczajona do różnych „jazd”, skrajnych emocji. Przy nim czuję stabilizację, spokój. I to bardzo cenię. Owszem, brakuje mi adrenaliny, ale można ją stworzyć też w innych sferach życia. W dużej  mierze sama praca mi jej dostarcza, podróże, występy publiczne itd. Też sport. Ale ostatnimi czasy lubię sie wyciszyć przy np jodze. Ten spokój emocjonalny jest da mnie nowy, ale polubiłam go.
Moje dylematy nie dotyczą stricte jego, gdybym go poznała w Polsce, nie miałabym żadnych. Dostałam jednak po prawie 2l propozycję pracy w Polsce za podobne pieniądze co tu. Dużo wyższe niż miałam przed wyjazdem. Kolejne wyzwanie, które kręci (ta adrenalina). I to „u siebie”. Z drugiej strony plany macierzyńskie. Wiem, że już pora. I też chcę mieć dziecko. Przeraziło mnie to trochę, bo ja tu nie czuję „u siebie”. Nawet 2l tu nie jestem. Wyjechałam bo nadarzyła okazja i w tamtym czasie dla mnie wybawienie. Nie sądziłam jednak, że tu zostanę na stałe. Do tego inny kraj bym wybrała.
Dlatego myślę, że ten mój „kryzys”, nie jest spowodowany moim partnerem, ale fajną propozycją powrostu do Wawy i tym, że prezio ze swojej posady odchodzi, więc i tak bym go nie widywała. Boję się, że kiedyś będę żałować, że zostałam. Wyrywając z domu czułam wolność i to sobie ceniłam, że sama podejmuję decyzje, że jestem niezależna... a teraz muszę z czegoś zrezygnować dla kogoś, bo wiem, że on ze mną nie wyjedzie. Sytuacja bardzo nierówna, bo on u siebie, ma tu blskich itd. Ja nie.
Pochrzanione to wszystko hmm

3 471

Odp: ja, on i ten trzeci

Witaj Roxann ☺ weszłam dzisiaj
na Twój wątek, aby zobaczyć jak na obecną chwilę wygląda sytuacja u Ciebie ... i poczułam żeby nie zabrzmiało niefajnie ale "zazdrosc" że udało Ci się wyleczyć z takiej miłości. Muszę jednak napisać Ci, że to w jaki sposób opisujesz relacje z Twoim obecnym partnerem dalekie jest od uczucia, którym kiedyś dazylas Prezesa.  Stabilizacja i zaufanie to fajna sprawa, ale nie zastąpi miłości pełnej fascynacji i szalonego uczucia. Przemyśl czy warto tyle poświęcać dla osoby, która jednak Ci tego nie daje. Pamiętaj, że po latach ta namiętność uspokaja się ☺ A nie wiem jak może być później, kiedy już na początku uczucie nie jest tak intensywne. I wiesz ja też zdecydowałam się na dziecko, bo wiedziałam, że po tej magicznej 30 już trzeba, myślałam też że mój związek przejdzie na lepszy etap, ale to tak nie jest, bynajmniej u mnie. Może zabrzmi to banalnie, ale zapytam co podpowiada Ci serce ?

3 472

Odp: ja, on i ten trzeci
Helena36 napisał/a:

Witaj Roxann ☺ weszłam dzisiaj
na Twój wątek, aby zobaczyć jak na obecną chwilę wygląda sytuacja u Ciebie ... i poczułam żeby nie zabrzmiało niefajnie ale "zazdrosc" że udało Ci się wyleczyć z takiej miłości. Muszę jednak napisać Ci, że to w jaki sposób opisujesz relacje z Twoim obecnym partnerem dalekie jest od uczucia, którym kiedyś dazylas Prezesa.  Stabilizacja i zaufanie to fajna sprawa, ale nie zastąpi miłości pełnej fascynacji i szalonego uczucia. Przemyśl czy warto tyle poświęcać dla osoby, która jednak Ci tego nie daje. Pamiętaj, że po latach ta namiętność uspokaja się ☺ A nie wiem jak może być później, kiedy już na początku uczucie nie jest tak intensywne. I wiesz ja też zdecydowałam się na dziecko, bo wiedziałam, że po tej magicznej 30 już trzeba, myślałam też że mój związek przejdzie na lepszy etap, ale to tak nie jest, bynajmniej u mnie. Może zabrzmi to banalnie, ale zapytam co podpowiada Ci serce ?

Też myślałam, że to niemożliwe wink ale on też mi w tym pomógł swoim zachowaniem.
Co mi podpowiada serce? Wydaje mi się, że ja już nie chcę tych motylków, jakie miałam z preziem, nie chcę takiej fascynacji bo wiem jak ona wpływa na życie, funkcjonowanie. O ile zakochać się można dość szybko to odkochać niestety nie da się z dnia na dzień. Przecież to, że z żadnym facetem czegoś takiego nie czułam i zapewne nie poczuję to nie oznacza, że to była wielka miłość, ta jedyna. To była wielka chemia, "gra" i nic więcej.
To co czuję do obecnego partnera jest zupełnie inne, ale nie uważam, że gorsze. Ja nie tęsknię za tamtą adrenaliną, bo wiem, że ona mnie wyniszczała.
Ja zawsze miałam dość idealistyczne podejście do życia, trochę marzycielskie, raczej szybko się zakochiwałam, lubiłam ten stan do czasu... aż straciłam kontrolę nad swoimi emocjami. Nigdy wcześniej intuicja mnie aż tak bardzo nie zawiodła. Dlatego wydaje mi się, że pierwszy raz w sposób bardziej rozważny, kontrolowany weszłam w nową relację. Nie chciałam się zakochać, póki nie poznam tego człowieka. Jestem "za stara" by kierować się tylko "motylkami". Nie po tym co przeżyłam. Wolę spokojniejsze życie, partnera, który jest moim przyjacielem, wsparciem. Motylki i tak zdechną. Zresztą, jak mi różowe okulary w końcu spadły, prezio okazał się zupełnie innym człowiekiem, niż ten w którym się zakochałam. Wyidealizowałam go do granic możliwości. I co mi z tego przyszło? No ale takie są właśnie opłakane skutki "miłości od pierwszego wejrzenia". Ja za taką już serdecznie podziękuję wink

3 473

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann ja też staram się teraz patrzeć na życie w podobny sposób, chociaż bardzo brakuje mi tej adreniny i szaleństwa. Jestem na etapie szukania nowej pracy. Ciężko mi jak cholera, mam chwilę takich zalałaman, że nie mogę wstać z łóżka. Życie jest strasznie popieprzone ... przez rok żyłam  w takich emocjach, pewnie podobnych do Twoich. Myślałam, że takie szaleństwo jest możliwe tylko w filmach ☺ A życie pisze takie scenariusze ...

3 474 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-16 19:35:49)

Odp: ja, on i ten trzeci
Helena36 napisał/a:

Roxann ja też staram się teraz patrzeć na życie w podobny sposób, chociaż bardzo brakuje mi tej adreniny i szaleństwa. Jestem na etapie szukania nowej pracy. Ciężko mi jak cholera, mam chwilę takich zalałaman, że nie mogę wstać z łóżka. Życie jest strasznie popieprzone ... przez rok żyłam  w takich emocjach, pewnie podobnych do Twoich. Myślałam, że takie szaleństwo jest możliwe tylko w filmach ☺ A życie pisze takie scenariusze ...

Ja może nie miałam chwil załamań, bo ta adrenalina mi na to nie pozwalała. Poza tym, jak wspomniała wyżej Fenix, przez to do czego byłam w domu przyzwyczajona, właściwie od dziecka, nauczyłam się w takiej huśtawce emocjonalnej funkcjonować, Nie zaniedbywałam obowiązków, pracy, siebie. Tak samo jak kiedyś, pomimo ciężkiej sytuacji w domu, nie zaniedbywałam szkoły, zajęć dodatkowych. Wręcz przeciwnie to była dla mnie odskocznia. Sytuacja inna, ale mechanizm podobny. Niemniej na moim zdrowiu zaczęło się to odbijać - zaczęłam mieć palpitacje, nie mogłam spać. Czułam coraz mocniejszy bój w klatce piersiowej  - tak jakby po wypiciu naraz 10 espresso, wbiegła schodami na 10 piętro i  nagle zostałam przez coś ciężkiego przyduszona. Także jakby zupełnie odwrotny objaw niż brak siły czy chęci do działania. Ale każdy człowiek, organizm jest inny i inaczej sobie radzi w takich sytuacjach. Ja zawsze miałam zbyt duże tętno w porównaniu do ciśnienia (być może dlatego, że życie w rodzinie gdzie jest alkohol i przemoc, to życie w ciągłym napięciu, niepewności). Mój lekarz po czasie był już do tego przyzwyczajony, ale na początku zawsze pytał czy pani do mnie biegła? smile
Potem to się jeszcze nasiliło. Dlatego być może teraźniejszy spokój tak sobie cenię.

Edit: Oczywiście brakuje mi adrenaliny, emocji, bo do nich jestem przyzwyczajona, ale życie daje tyle różnych możliwości, że ich źródłem nie muszą być toksyczne relacje, związki. W całkiem przyjemny sposób, nikomu nieszkodzący, można ich sobie dostarczyć.
Jeśli nie czujesz się wystarczająco silna, to daj sobie czas by z te emocje z Ciebie opadły. Poukładaj sobie wszystko w głowie ograniczając z nim kontakt do minimum. Spójrz na mnie, wydawałoby się, że ja nigdy się nie odkocham, a prezio z moich pierwszych stron to chodzący ideał, marzenie faceta... a co teraz się okazało? Że to obrzydliwy facet bez skrupułów, myślący tylko o sobie notoryczny kłamca. Wystarczyło, że różowe okulary spadły i motylki zdechły. Pytałaś czy nie będę żałować, czy mi tego nie będzie brakowało? Ja się pytam czego? Niestety czasu nie cofnę. Romans ze zdradą w tle to nie jest zwykła "miłość", to gra i wyrachowanie silniejszego. Egoizm. Jesteś dla niego ważna póki akceptujesz jego warunki. On pompuje sobie ego, ma odskocznię. W jego przypadku nie druga a już trzecia młodość. W dodatku czuje się bezpiecznie bo masz własną rodzinę. To jeszcze dodaje dramaturgii, że ta "miłość" nie może się ziścić, bo ta "zła żona" i twoje zobowiązania. Zostają tyle te "ukradzione" chwile razem. Bla bla bla.

3 475

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Helena36 napisał/a:

Roxann ja też staram się teraz patrzeć na życie w podobny sposób, chociaż bardzo brakuje mi tej adreniny i szaleństwa. Jestem na etapie szukania nowej pracy. Ciężko mi jak cholera, mam chwilę takich zalałaman, że nie mogę wstać z łóżka. Życie jest strasznie popieprzone ... przez rok żyłam  w takich emocjach, pewnie podobnych do Twoich. Myślałam, że takie szaleństwo jest możliwe tylko w filmach ☺ A życie pisze takie scenariusze ...

Ja może nie miałam chwil załamań, bo ta adrenalina mi na to nie pozwalała. Poza tym, jak wspomniała wyżej Fenix, przez to do czego byłam w domu przyzwyczajona, właściwie od dziecka, nauczyłam się w takiej huśtawce emocjonalnej funkcjonować, Nie zaniedbywałam obowiązków, pracy, siebie. Tak samo jak kiedyś, pomimo ciężkiej sytuacji w domu, nie zaniedbywałam szkoły, zajęć dodatkowych. Wręcz przeciwnie to była dla mnie odskocznia. Sytuacja inna, ale mechanizm podobny. Niemniej na moim zdrowiu zaczęło się to odbijać - zaczęłam mieć palpitacje, nie mogłam spać. Czułam coraz mocniejszy bój w klatce piersiowej  - tak jakby po wypiciu naraz 10 espresso, wbiegła schodami na 10 piętro i  nagle zostałam przez coś ciężkiego przyduszona. Także jakby zupełnie odwrotny objaw niż brak siły czy chęci do działania. Ale każdy człowiek, organizm jest inny i inaczej sobie radzi w takich sytuacjach. Ja zawsze miałam zbyt duże tętno w porównaniu do ciśnienia (być może dlatego, że życie w rodzinie gdzie jest alkohol i przemoc, to życie w ciągłym napięciu, niepewności). Mój lekarz po czasie był już do tego przyzwyczajony, ale na początku zawsze pytał czy pani do mnie biegła? smile
Potem to się jeszcze nasiliło. Dlatego być może teraźniejszy spokój tak sobie cenię.

Nerwus, jak ja wink Tez mam wysokie tetno. W dziecinstwie podejrzewano u mnie nawet wade serca ale okazalo sie ze taka moja uroda nadpobudliwca

3 476 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-16 20:03:28)

Odp: ja, on i ten trzeci
feniks35 napisał/a:

Nerwus, jak ja wink Tez mam wysokie tetno. W dziecinstwie podejrzewano u mnie nawet wade serca ale okazalo sie ze taka moja uroda nadpobudliwca

smile
Ja nie jestem typowym nerwusem, nie krzyczę, nie rzucam talerzami itd. Też u mnie podejrzewano wady serca, ale taka widać moja natura. Nie wiem czy wrodzona, czy wyniesiona „z domu”. Nadpobudliwa zawsze byłam, uwielbiałam adrenalinę, rywalizację. W szkole często brałam udział w rożnych zawodach sportowych czy konkursach. Zawsze chciałam być najlepsza, perfekcyjna. Ale z drugiej strony życie mnie nauczyło gruboskórności, pokory. Nie załamywania się, nie poddawania. Walczenia o siebie i radzenia w trudnych sytuacjach (no może nie dotyczących tych w których w grę wchodzi „miłość”  bo jak przyznałam z 60 str wcześniej pod tym względem jestem z 15l wstecz tongue ). Zauważyłam jednak, że nie boję się ryzyka, sytuacji bez wyjścia. Także ta huśtawka emocjonalna wyniesiona z domu, też jakoś mnie zahartowała. Już wielokrotnie przez te ostatnie kilka lat zdarzały się sytuacje w pracy czy w życiu (pomijając sferę uczuciową), że w trudnych sytuacjach, kryzysowych, byłam tą osobą, która do końca zachowała zimną krew i trzeźwe myślenie. Osoby wydawałoby się dużo silniejsze psychicznie ode mnie panikowały. Ważne by ze swoich doświadczeń, tych nawet złych, wyciągnąć pozytywne wnioski.
Nie ma tego złego...

3 477

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Nerwus, jak ja wink Tez mam wysokie tetno. W dziecinstwie podejrzewano u mnie nawet wade serca ale okazalo sie ze taka moja uroda nadpobudliwca

smile
Ja nie jestem typowym nerwusem, nie krzyczę, nie rzucam talerzami itd. Też u mnie podejrzewano wady serca, ale taka widać moja natura. Nie wiem czy wrodzona, czy wyniesiona „z domu”. Nadpobudliwa zawsze byłam, uwielbiałam adrenalinę, rywalizację. W szkole często brałam udział w rożnych zawodach sportowych czy konkursach. Zawsze chciałam być najlepsza, perfekcyjna. Ale z drugiej strony życie mnie nauczyło gruboskórności, pokory. Nie załamywania się, nie poddawania. Walczenia o siebie i radzenia w trudnych sytuacjach (no może nie dotyczących tych w których w grę wchodzi „miłość”  bo jak przyznałam z 60 str wcześniej pod tym względem jestem z 15l wstecz tongue ). Zauważyłam jednak, że nie boję się ryzyka, sytuacji bez wyjścia. Także ta huśtawka emocjonalna wyniesiona z domu, też jakoś mnie zahartowała. Już wielokrotnie przez te ostatnie kilka lat zdarzały się sytuacje w pracy czy w życiu (pomijając sferę uczuciową), że w trudnych sytuacjach, kryzysowych, byłam tą osobą, która do końca zachowała zimną krew i trzeźwe myślenie. Osoby wydawałoby się dużo silniejsze psychicznie ode mnie panikowały. Ważne by ze swoich doświadczeń, tych nawet złych, wyciągnąć pozytywne wnioski.
Nie ma tego złego...

Ja tez nie mialam na mysli nerwusa rzucajacego talerzami tylko tego wewnetrznego manifestujacego sie reakcjami organizmu. Znam te stany o ktorych piszesz:)

3 478

Odp: ja, on i ten trzeci

U mnie to samo bardzo wysokie tętno w porównaniu do ciśnienia. Muszę też napisać Ci też Roxann, że byłam u psychologa, kojarzysz moja opowieść z innego wątku?? Psycholog odniosła się do mojego dzieciństwa, w domu ojciec pijak znecajacy się nad matką, wieczny stres i lęk, a z zewnątrz byliśmy dla innych na pozór normalną rodziną. Psycholog powiedziała, że sytuacja z ojcem powoduje, że szukam faceta, który będzie się mną opiekował, za tym idzie wyższe stanowisko, wladczosc, a z mojej strony uległość. Powiedziała też, że ani mój mąż ani drugi Pan nie są dla mnie. Szukając adrenaliny zapisałam się na bardzo intensywne zajęcia sportowe ... Muszę coś robić bo zwariuje

3 479

Odp: ja, on i ten trzeci

Helena, zauważ że obecnie twoje postrzeganie twojego męża może być zaburzone ze względu na uczucie jakie masz do Pana drugiego. Ja nie wiem czy mąż jest dla Ciebie odpowiedni czy nie. Na prawno prezes nie jest. I nie chodzi o stanowisko itd. Tylko o fakt ze jest zonaty i nie zamierza rozwieść. 
A sport to jest nieoceniony lek na wiele problemów. Nie tylko pomaga odciąć, psychicznie odpocząć to niesamowicie wzmacnia fizycznie.  No i figurka zyskuje wink
Ja początkowo jak zaczęłam intensywnie trenować mialam jeszcze większy problem z zasypianiem. Taki paradoks. To działało podobnie jak zimny prysznic tuż przed snem - człowiek zmęczony, czuje ze od razu by zasnął po przyłożenie głowy do poduszki ale  wie ze jeszcze się trzeba wykąpać itd. I potem senność mija smile
Tak u mnie było jak wracalam z treningu. Nie mogłam rano ćwiczyć wiec zostawał wieczór.  Jakaś 20-ta. No i potem dostawałam zastrzyku energii co najmniej do północy wink
Potem to już się unormowało. A ja cześć intensywnych treningów (jak np tabatę) zmienilam na jogę. Znalazłam balans odpowiedni dla mnie.
Najpierw zrób porządek ze sobą. Potem zastanów co dalej z małżeństwem.

3 480

Odp: ja, on i ten trzeci

Dzięki Kochana tak właśnie staram się zrobić. Nie chce zamykać się w domu i zamartwiac. Porządki zaczęłam od siebie ☺

3 481

Odp: ja, on i ten trzeci
Helena36 napisał/a:

Psycholog odniosła się do mojego dzieciństwa, w domu ojciec pijak znecajacy się nad matką, wieczny stres i lęk, a z zewnątrz byliśmy dla innych na pozór normalną rodziną. Psycholog powiedziała, że sytuacja z ojcem powoduje, że szukam faceta, który będzie się mną opiekował, za tym idzie wyższe stanowisko, wladczosc, a z mojej strony uległość. Powiedziała też, że ani mój mąż ani drugi Pan nie są dla mnie.

To nie psycholog tylko wróżka czarodziejka. tongue

3 482 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2018-02-17 16:20:40)

Odp: ja, on i ten trzeci
Helena36 napisał/a:

Psycholog ........ Powiedziała też, że ani mój mąż ani drugi Pan nie są dla mnie.

Jeżeli tak powiedziała, to jest to bardzo kiepski psycholog.

Psycholog nie może decydować, opiniować, sugerować pacjentowi jego decyzji, wyborów.

Dobry psycholog, kieruje pacjenta ku rozwojowi emocjonalnemu, dzięki któremu będzie w stanie sam podjąć decyzję bez wpływów otoczenia.
Takimi stwierdzeniami jak przytoczyłaś, psycholog wpływa na Ciebie a to nie jest jego rola, a wręcz zaprzeczenie terapii.


Helena36 napisał/a:

Psycholog odniosła się do mojego dzieciństwa, w domu ojciec pijak znecajacy się nad matką, wieczny stres i lęk, a z zewnątrz byliśmy dla innych na pozór normalną rodziną.

Lista cech DDA :

    Staliśmy się wyizolowani i pełni lęku wobec ludzi i tych, których uznajemy za autorytety.
    Staliśmy się osobami poszukującymi akceptacji, tracąc w tym procesie własną tożsamość.
    Jesteśmy przerażeni gniewem innych i jakąkolwiek osobistą krytyką.
    Staliśmy się alkoholikami lub poślubiliśmy alkoholika, albo mamy oba te problemy równocześnie; lub też znaleźliśmy kogoś o osobowości kompulsywnej, jak np. pracoholik, w celu zaspokojenia naszej niezdrowej potrzeby bycia porzucanym.
    Przeżywamy swoje życie z pozycji ofiary; ta słabość przyciąga nas do osób, z którymi tworzymy relacje przyjacielskie i miłosne.
    Mamy nadmiernie rozwinięte poczucie odpowiedzialności, dlatego łatwiej jest nam troszczyć się o innych, niż o siebie; to pozwala nam nie przyglądać się zbyt dokładnie własnym brakom.
    Czujemy się winni, gdy stając we własnej obronie nie ustępujemy innym.
    Staliśmy się uzależnieni od zdenerwowania (podekscytowania).
    Mylimy miłość z litością, mając tendencję do „kochania” tych, których jest nam żal i których możemy „ratować”.
    Zamroziliśmy nasze uczucia z traumatycznego dzieciństwa oraz straciliśmy zdolność ich przeżywania i wyrażania, ponieważ jest to bardzo bolesne (zaprzeczanie).
    Osądzamy siebie surowo i mamy bardzo niskie poczucie własnej wartości.
    Mamy cechy osobowości zależnej. Przerażeni opuszczeniem, zrobimy wszystko, aby utrzymać związek i nie doświadczyć bolesnych uczuć związanych z porzuceniem, których doświadczyliśmy wychowując się z chorymi ludźmi, zawsze niedostępnymi dla nas emocjonalnie.
    Alkoholizm jest chorobą rodziny, staliśmy się para-alkoholikami (współuzależnionymi), przejmując cechy tej choroby, nawet jeśli sami nie używaliśmy alkoholu.
    Para-alkoholicy (współuzależnieni) reagują zamiast działać.

"Zbiornik miłości" osoby DDA  nie został odpowiednio napełniony w dzieciństwie, dlatego potrzebuje nieustannej akceptacji, pochwał, potwierdzenia miłości,  najmniejszą krytykę traktuje jak osobistą tragedię, przekreślenie swojej osoby, a zwykle słowa otuchy bywają od razu traktowane jak wyznanie miłości - łaknienie miłości.
To raczej dążenie do bycia wykorzystywaną pcha Ciebie w związki z takimi osobami - vide kochanek, który wprost Ci zapowiedział, że będziesz w związku z nim wykorzystywana, pozbawiona praw - a Ty podświadomie właśnie taką chcesz być.

Nie szukałaś w kochanku substytutu dobrego ojca, ale pierwowzoru swojego  ojca.

3 483

Odp: ja, on i ten trzeci

Secondo w tym opisie odnajduje siebie, nie wiedziałam wcześniej, że istnieje coś takiego. Co do psychologa to rzeczywiście powiedziała, że ani jeden ani drugi to nie mężczyźni dla mnie. A zapytam się Was czy czytając forum trafiliście na takie wątki gdzie kobiety świadomie decydowały się, że będą z tymi drugimi, że Pan się nie rozwiedzie? Że tylko taki układ może być? Bo zastanawiam się, czy istnieją kobiety równie nienormalne jak ja !!!????

3 484 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-18 13:14:35)

Odp: ja, on i ten trzeci

Helena, było tu trochę takich osób ale raczej szybko przestawały pisać po pierwszych obraźliwych komentarzach, także trudno mi konkretny wątek czy nick przytoczyć.
Niemniej jednak, mimo wszystko, większość z tych osób pojawiała tu na forum w momencie kiedy właśnie ten romans zaczął ich wykańczać psychicznie. Czyli po ok pół roku czy roku. Myślę, że to jest taki czas, kiedy ta pierwsza euforia mija i zaczyna się zauważać w jakie bagno się wpadło, pojawiają wątpliwości co do prawdziwych intencji drugiej osoby i kierunku do jakiego ten romans zmierza.
Były też przypadki, że kobiety tkwiły w takich układach latami. Jednak miało się wrażenie, że te osoby już nie miały sił by się z nich wydostać.  Były całkowicie zdominowane przez kochanków wręcz zastraszane. Pozbawione godnosci, wiary w siebie. I te przypadki były chyba najbardziej przerażające.
No i trzecia grupa to osoby, które w sposób kontrolowany wchodzą w romanse dla jakichś korzyści bez emocjonalnego zaangażowania.  To są jednak wyjątki bo prędzej czy później któreś się jednak zaangażuje.

3 485

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann jest mi strasznie ciężko myśleć, że na zawsze go stracę. Chciałabym przekształcić to w przyjaźń, tylko po to żeby mieć go w jakiś sposób przy sobie. Kiedy nie piszę czuje taką pustkę, jego milczenie powoduje, że bardzo się boję, że go stracę. I wiesz co mnie przeraża , że to on może to skończyć, czuje, że ma nade mną władzę... A porażka mnie jeszcze bardziej dobija . Są takie dni kiedy jest bardziej milczący, a we mnie rodzi się lęk, całkowicie mnie to rozbraja...miałaś podobnie ?

3 486 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-18 23:19:17)

Odp: ja, on i ten trzeci

Helena, z zakochaniem jest podobnie jak z innym uzależnieniem. Pierwsza faza detoksu jest najtrudniejsza.
Przyjaźń tylko niepotrzebnie przedłuży twoje zdrowienie.  Mi się też wydawało, że tak będzie mniej boleć, że jestem w stanie nad tym panować, że wystarczy nie przekraczać pewnych granic. Ale to oklamywanie siebie. To tak jakby trzezwiejacy alkoholik (za)trzymał  sobie ulubioną butelkę whisky, tylko po to by móc na nią popatrzeć, powąchac ... zamiast calkowicie oczyścić swoją przestrzeń.
Ja też sobie nie wyobrażałam, że nagle w moim życiu już go nie będzie... tak z dnia na dzień, kiedy jeszcze moje uczucie do niego nie minelo. Nie ma go od ponad roku i żyję. Mało tego, jest mi bez niego znacznie lepiej....
Jesteś jeszcze na początku drogi... ale właściwej. Nie zawracaj. Nie oglądaj na niego.

3 487 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-19 10:23:09)

Odp: ja, on i ten trzeci
Helena36 napisał/a:

I wiesz co mnie przeraża , że to on może to skończyć, czuje, że ma nade mną władzę... A porażka mnie jeszcze bardziej dobija . Są takie dni kiedy jest bardziej milczący, a we mnie rodzi się lęk, całkowicie mnie to rozbraja...miałaś podobnie ?

No chyba, że chcesz w tym dalej tkwić w imię nie wiem czego? "Bezwarunkowej" miłości? W roli ofiary? Myślisz,  że twoje 'poświęcenie' on doceni? Że nie da Cię skrzywdzić? Że zawsze się będzie o Ciebie troszczył? Bo Cię kocha?
To są niestety te syndromy DDA, które teraz wychodzą. Kochasz osobę, która świadomie Cię krzywdzi. Wierzysz w jej uczucie sadząc po bardzo powierzchownych pustych słowach i gestach. Nie chcesz dopuścić  do siebie myśli, że ta osoba jest zwykłym oszustem.  Toksykiem.
Porażką nie powinno być dla Ciebie ewentualne zakończenie romansu przez niego ale fakt, że w to weszłaś i dalej zastanawiasz czy nie kontynuować, pomimo jego jasnej deklaracji jaką rolę w tym układzie Ci on przewidział.  To powinno Cię oburzyć, powinnaś poczuć się obrażona. A Ty co? Chcesz go mieć nadal w swoim życiu jako przyjaciela? On nie jest, nie był i nie będzie nigdy Twoim prawdziwym przyjacielem. Przyjaciel nigdy by nie dopuścił do takiej sytuacji. Im szybciej to zrozumiesz tym lepiej dla Ciebie.

3 488

Odp: ja, on i ten trzeci

Helena
Facet w takim wypadku zastanawia się czy rozwód mu się opłaca. Wizerunkowo, finansowo, społecznie. On zna odpowiedź na to pytanie. Opłaca mu się romans. Twoje koszty się nie liczą.
Ty musisz odpowiedzieć sobie, co opłaca się Tobie.

3 489 Ostatnio edytowany przez horses (2018-02-20 19:36:22)

Odp: ja, on i ten trzeci
Xymena napisał/a:

Helena
Facet w takim wypadku zastanawia się czy rozwód mu się opłaca. Wizerunkowo, finansowo, społecznie. On zna odpowiedź na to pytanie. Opłaca mu się romans. Twoje koszty się nie liczą.
Ty musisz odpowiedzieć sobie, co opłaca się Tobie.

Myślę, że ci obaj panowie w ogóle się nad tym nie zastanawiali, bo przecież  ten od  Roxann i ten od Heleny od razu zaznaczyli, że żadnych rozwodów brać nie będą.
Chwilo trwaj, jest okazja, jest chętna kobieta............ W sumie na lekki, niezobowiązujący romans to ci obaj są doskonali.
Ps jesteś Heleno następną kobietą, której facet mówi wprost jak to widzi. Nie sciemia i to jest akurat w porządku. Niech to do Ciebie w końcu dotrze! A wtedy zastanów się, czy chcesz kontynuować romans, czy nie. Nie zaklinaj rzeczywistości.

3 490

Odp: ja, on i ten trzeci

Ja z perspektywy czasu widzę że moje najlepsze okresy w związkach to były właśnie romanse hi hi. Z drugiej strony jakie to musiały być związki skoro najlepiej z tego okresu wspominam właśnie romanse.

3 491 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-20 20:28:39)

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:
Xymena napisał/a:

Helena
Facet w takim wypadku zastanawia się czy rozwód mu się opłaca. Wizerunkowo, finansowo, społecznie. On zna odpowiedź na to pytanie. Opłaca mu się romans. Twoje koszty się nie liczą.
Ty musisz odpowiedzieć sobie, co opłaca się Tobie.

Myślę, że ci obaj panowie w ogóle się nad tym nie zastanawiali, bo przecież  ten od  Roxann i ten od Heleny od razu zaznaczyli, że żadnych rozwodów brać nie będą.
Chwilo trwaj, jest okazja, jest chętna kobieta............ W sumie na lekki, niezobowiązujący romans to ci obaj są doskonali.
Ps jesteś Heleno następną kobietą, której facet mówi wprost jak to widzi. Nie sciemia i to jest akurat w porządku. Niech to do Ciebie w końcu dotrze! A wtedy zastanów się, czy chcesz kontynuować romans, czy nie. Nie zaklinaj rzeczywistości.

Dokładnie tak. Ja nawet byłam niby w lepszej sytuacji bo nie miałam męża, dzieci ... więc teoretycznie mogłabym korzystać z jego adoracji, super seksu, setek pomysłów... ale... już pomijając morale, są dwie inne podstawowe kwestie - uczucia i godność. U mnie jak się sprawa wyklarowała zadziałała godność, ale uczucia nie minęły. I z tym miałam największy problem. Gdyby Helena traktowała to jako odskocznię, może trampolinę, ale nie zaangażowała emocjonalnie, to w sumie nie byłoby wątku. No może byłby tylko inny, jak robić męża w balona. Mi osobiście fakt, że facet którego wówczas pokochałam i który też twierdził że kocha ... widział mnie tylko w roli kochanki...nie ważne jakie były argumenty, dla których rozwód nie wchodzi w grę, sam fakt! To jak policzek, upokorzenie. Oczywiście dla osoby która się zaangażowała, a nie dla tej która to robi "dla sportu", podbudowania ego.
Helena się zakochała i teraz to jej największy problem. Czy zdoła wrócić na ziemię i trzeźwo na niego spojrzeć czy dalej będzie wszystko zaklinać i twierdzić, że warto żyć, ryzykować, męczyć się dla tych "chwil szczęścia".
Prawdziwa miłość nie działa destrukcyjnie, tylko uskrzydla... buduje, nie niszczy... To nie są czasy średniowiecza czy romantyzmu by mówić o niespełnionej miłości bo kochankowie nie mieli żadnych szans by być razem itp. itd.
Jeżeli Helena zdecyduje w tym tkwić, zaklinać, zatrzymywać choćby na stopie przyjacielskiej, to na własną odpowiedzialność. Naiwność. On się określił, więc teoretycznie jest fair wobec niej (już pomijam żonę). Co Helena z tym zrobi?

3 492

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
horses napisał/a:
Xymena napisał/a:

Helena
Facet w takim wypadku zastanawia się czy rozwód mu się opłaca. Wizerunkowo, finansowo, społecznie. On zna odpowiedź na to pytanie. Opłaca mu się romans. Twoje koszty się nie liczą.
Ty musisz odpowiedzieć sobie, co opłaca się Tobie.

Myślę, że ci obaj panowie w ogóle się nad tym nie zastanawiali, bo przecież  ten od  Roxann i ten od Heleny od razu zaznaczyli, że żadnych rozwodów brać nie będą.
Chwilo trwaj, jest okazja, jest chętna kobieta............ W sumie na lekki, niezobowiązujący romans to ci obaj są doskonali.
Ps jesteś Heleno następną kobietą, której facet mówi wprost jak to widzi. Nie sciemia i to jest akurat w porządku. Niech to do Ciebie w końcu dotrze! A wtedy zastanów się, czy chcesz kontynuować romans, czy nie. Nie zaklinaj rzeczywistości.

Dokładnie tak. Ja nawet byłam niby w lepszej sytuacji bo nie miałam męża, dzieci ... więc teoretycznie mogłabym korzystać z jego adoracji, super seksu, setek pomysłów... ale... już pomijając morale, są dwie inne podstawowe kwestie - uczucia i godność. U mnie jak się sprawa wyklarowała zadziałała godność, ale uczucia nie minęły. I z tym miałam największy problem. Gdyby Helena traktowała to jako odskocznię, może trampolinę, ale nie zaangażowała emocjonalnie, to w sumie nie byłoby wątku. No może byłby tylko inny, jak robić męża w balona. Mi osobiście fakt, że facet którego wówczas pokochałam i który też twierdził że kocha ... widział mnie tylko w roli kochanki...nie ważne jakie były argumenty, dla których rozwód nie wchodzi w grę, sam fakt! To jak policzek, upokorzenie. Oczywiście dla osoby która się zaangażowała, a nie dla tej która to robi "dla sportu", podbudowania ego.
Helena się zakochała i teraz to jej największy problem. Czy zdoła wrócić na ziemię i trzeźwo na niego spojrzeć czy dalej będzie wszystko zaklinać i twierdzić, że warto żyć, ryzykować, męczyć się dla tych "chwil szczęścia".
Prawdziwa miłość nie działa destrukcyjnie, tylko uskrzydla... buduje, nie niszczy... To nie są czasy średniowiecza czy romantyzmu by mówić o niespełnionej miłości bo kochankowie nie mieli żadnych szans by być razem itp. itd.
Jeżeli Helena zdecyduje w tym tkwić, zaklinać, zatrzymywać choćby na stopie przyjacielskiej, to na własną odpowiedzialność. Naiwność. On się określił, więc teoretycznie jest fair wobec niej (już pomijam żonę). Co Helena z tym zrobi?

Abstrahując od moralności i zasad współżycia społecznego to jednak ludzie są różni i różne mają też potrzeby. Więc  najlepiej w te oficjalne i nieoficjalne wink pary dobierać się na zasadzie podobieństwa, a przede wszystkim na zasadzie takich samych oczekiwań. Facet, który mówi na starcie, że nie chce nic zmieniać w życiu mówi  to na poważnie. Wejść w coś takiego na zasadzie, że go się przekona do zmiany decyzji jest bez sensu i jest  żałosne. Ale jeśli jakaś potrzebuje jedynie ekscytującego romansu... to taki facet jest jakąś opcją wink

3 493

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:

Facet, który mówi na starcie, że nie chce nic zmieniać w życiu mówi  to na poważnie. Wejść w coś takiego na zasadzie, że go się przekona do zmiany decyzji jest bez sensu i jest  żałosne.

Można też "szczęściu" pomóc, informując małżonkę (z nadzieją, że go wykopie) albo zaliczyć wpadkę.
Tylko to już desperacja, która niesie za sobą bardzo duże ryzyko.

Nie wiem jak się wydał romans "mego" prezia, ale jeśli tamta kobieta o to zadbała, to dopięła swego. Może gdyby chodziło o obcą osobę, to reakcja żony byłaby inna, ale nie w przypadku żony "przyjaciela rodziny". Teraz niby skandal, ale za jakiś czas i tak wszystko ucichnie.
Ale w wielu przypadkach, nawet po czymś takim, żony chcą zostać z mężami.

3 494

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
horses napisał/a:

Facet, który mówi na starcie, że nie chce nic zmieniać w życiu mówi  to na poważnie. Wejść w coś takiego na zasadzie, że go się przekona do zmiany decyzji jest bez sensu i jest  żałosne.

Można też "szczęściu" pomóc, informując małżonkę (z nadzieją, że go wykopie) albo zaliczyć wpadkę.
Tylko to już desperacja, która niesie za sobą bardzo duże ryzyko.

Nie wiem jak się wydał romans "mego" prezia, ale jeśli tamta kobieta o to zadbała, to dopięła swego. Może gdyby chodziło o obcą osobę, to reakcja żony byłaby inna, ale nie w przypadku żony "przyjaciela rodziny". Teraz niby skandal, ale za jakiś czas i tak wszystko ucichnie.
Ale w wielu przypadkach, nawet po czymś takim, żony chcą zostać z mężami.

Wiele można aby dopomóc. To juz kwestia charakteru, ale też pewnie i tego, że oczekiwania na starcie mogą być inne niż te, które pojawią się po czasie.
A czy to ważne jak się wydał, czy zaczął? Znali i lubili się długo, więc tam może być całe spektrum emocji, uczuć, różnych sytuacji i wzajemnych oczekiwań.
Nie dojdziesz, no i po co dochodzić. Nie Twoja sprawa już.

3 495

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:

Wiele można aby dopomóc. To juz kwestia charakteru, ale też pewnie i tego, że oczekiwania na starcie mogą być inne niż te, które pojawią się po czasie.
A czy to ważne jak się wydał, czy zaczął? Znali i lubili się długo, więc tam może być całe spektrum emocji, uczuć, różnych sytuacji i wzajemnych oczekiwań.
Nie dojdziesz, no i po co dochodzić. Nie Twoja sprawa już.

Pewnie tak. Ja też ją znałam i jakoś wielką sympatią jej nie darzyłam bo czułam że to intrygantka. Poza tym już wtedy miałam wrażenie, że jest "o nas" (przyjaźń, współpracę) zazdrosna. Węszyła. Kiedy tylko ją gdzieś spotykałam, prędzej czy później wchodziła na jego temat. Wtedy miałam wrażenie, że chce zobaczyć moją reakcję (coś podejrzewa), ale widocznie już wtedy była nim zafascynowana.
Ona jest ok 10l ode mnie starsza, żadna jakaś piękność (żona ładniejsza), ale tak 2-3l temu zaczęła bardziej o siebie dbać, schudła, przefarbowała na blond, jakieś botoksy itd. Jak to wszystko się składa w całość...

3 496

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
horses napisał/a:

Wiele można aby dopomóc. To juz kwestia charakteru, ale też pewnie i tego, że oczekiwania na starcie mogą być inne niż te, które pojawią się po czasie.
A czy to ważne jak się wydał, czy zaczął? Znali i lubili się długo, więc tam może być całe spektrum emocji, uczuć, różnych sytuacji i wzajemnych oczekiwań.
Nie dojdziesz, no i po co dochodzić. Nie Twoja sprawa już.

Pewnie tak. Ja też ją znałam i jakoś wielką sympatią jej nie darzyłam bo czułam że to intrygantka. Poza tym już wtedy miałam wrażenie, że jest "o nas" (przyjaźń, współpracę) zazdrosna. Węszyła. Kiedy tylko ją gdzieś spotykałam, prędzej czy później wchodziła na jego temat. Wtedy miałam wrażenie, że chce zobaczyć moją reakcję (coś podejrzewa), ale widocznie już wtedy była nim zafascynowana.
Ona jest ok 10l ode mnie starsza, żadna jakaś piękność (żona ładniejsza), ale tak 2-3l temu zaczęła bardziej o siebie dbać, schudła, przefarbowała na blond, jakieś botoksy itd. Jak to wszystko się składa w całość...

Wiesz, może się nie nakręcaj. Równie dobrze facet mógł ją od lat  urabiać. Nie wiesz jak było.
Jestes niezniszczalna w kwestii Prezesa wink

3 497

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:

Wiesz, może się nie nakręcaj. Równie dobrze facet mógł ją od lat  urabiać. Nie wiesz jak było.
Jestes niezniszczalna w kwestii Prezesa wink

I zapewne nie tylko ją wink
Co te kobiety w nim widzą? tongue

3 498

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
horses napisał/a:

Wiesz, może się nie nakręcaj. Równie dobrze facet mógł ją od lat  urabiać. Nie wiesz jak było.
Jestes niezniszczalna w kwestii Prezesa wink

I zapewne nie tylko ją wink
Co te kobiety w nim widzą? tongue

Zacznij być ze sobą szczera, to życie zacznie Ci się układać tak jak chcesz.

3 499

Odp: ja, on i ten trzeci

No przecież wiadomo, że to był żart. wink
Ja się cieszę, że nie jestem w tym bagnie ani pod wpływem jego "uroku".

Paskudna sytuacja. Szczególnie w kontekście "przyjaciółki rodziny" i jego kilkumiesięcznego dziecka.

3 500

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

No przecież wiadomo, że to był żart. wink
Ja się cieszę, że nie jestem w tym bagnie ani pod wpływem jego "uroku".

Paskudna sytuacja. Szczególnie w kontekście "przyjaciółki rodziny" i jego kilkumiesięcznego dziecka.

Zrozumiałam żart i mam coś innego na myśli. Może zamiast zastanawiać się w nieskończoność nad wyborami innych ludzi,
to zastanowiłabyś się nad swoimi. Ile ty w swoich wyborach jesteś wobec siebie i innych szczera.
Trudno nie zauważyć, że Twoje rozterki nad związkiem zbiegły się w czasie ze zmianą sytuacji osobistej tego człowieka.
Wcale się temu nie dziwię. Zastanów się jeszcze raz czego chcesz i nie pod dyktando forum.
Powodzenia smile

3 501

Odp: ja, on i ten trzeci

To zbieg okoliczności. Nie tyle mam rozterki nad związkiem, tylko czy zostać czy wracać. Za kilka msc. minie 2l. Gdybym się zdecydowała, to właśnie teraz jest czas na to.
A jak wrócę, to zajmę się pocieszaniem męża "przyjaciółki" wink W sumie z wyglądu jeszcze przystojniejszy niż pan Z. Dziecko już dorosłe, na studiach.
Może za te kilka msc będą już po rozwodzie? big_smile
Oczywiście żartuję wink

3 502

Odp: ja, on i ten trzeci

U mnie w dalszym ciągu brak spokoju, bo jednak codziennie widzimy się w pracy. Tak jak mówiłam jedynie odcięcie od pracy mogłoby spowodować oderwanie się od niego. Mimo braku sił złożyłam parę aplikacji. On jest na swoim stanowisku do końca tego roku i później zmienia miejsce pracy, co za tym idzie nasze kontakty bardzo się ogranicza. Dzisiaj mówił mi jak jest mu ciężko patrzeć w lustro, nie ma za bardzo o co przyczepić się do żony, to jest poprostu dobra kobieta. Wiesz Roxann, że myślałam sobie, że on mnie tak pokocha, że przewroci swoje życie do góry nogami... że się rozwiedzie, bo tak bardzo mu na mnie zależało, a ja tyle czasu się przed nim wzbranialam. Czuje że to jest moja porażka... głupie prawda. Przez to wszystko nie mogę spojrzeć na męża normalnie, za dużo się wydarzyło. Przez ostatni rok żyłam w innym świecie, nie mogę już wrócić do normalnego życia. A mój Prezes pewnie jakoś sobie poradzi, przecież rozwód nie wchodzi w grę... A mi rozpierdzielil życie i zresztą nadal to robi. Ile ja wylalam łez. Wiesz, że zauważyłam też coraz więcej pretensji z jego strony w większości o nie odebrany telefon. Najlepiej żebym była dla niego na wyłączność, ale tylko wtedy kiedy potrzebuje. Widzę takie rzeczy, ale później jego czuje słowa i wyznania sprawiają, że puszczam to w nie pamięć. Na obecną chwilę pomagają mi tabletki uspokajające, bo nie śpię po nocach i zaręczam się różnymi myślami...

3 503

Odp: ja, on i ten trzeci

Helena, miałam podobnie. Nie mogłam pojąć, po co on to robi(ł), jeżeli nie zamierzał nic zmieniać? Po co te wyznania, czułe gesty, setki smsów dziennie, godziny rozmów nocami... Po co mi zawracał wciąż głowę, nawet jak weszłam w inny związek albo wyjechałam? Jak już sama zauważyłaś, tak jeden jak i drugi da sobie radę, a nam "rozpierdzielili" życie.
Tych pretensji będzie coraz więcej. Przynajmniej u mnie było. Próba wpędzania w poczucie winy, że on się tak dla mnie poświęca a ja? Jak mogę go tak olewać?
Różne rzeczy wymyślał.
Trudno było zrozumieć, że to "tylko" dla seksu czy podbudowywania ego. Mi by się nie chciało udawać "miłości", wysilać na czułe słówka czy pisanie tych setek smsów, ryzykować. Szkoda czasu i energii. Tym bardziej, ze facet jest na tyle przystojny, przebojowy i "dziany", że do seksu chętną bez większego wysiłku by znalazł.

3 504

Odp: ja, on i ten trzeci

Przyłączam się do wątku, bo także zostałam kochanką, dyrektora smile Nie spodziewałam się, że może mnie to kiedyś spotkać. Zaczął pisać do mnie pod ukryciem na FB. Pisał jaka jestem piękna, wspaniała i jakby mnie rznął, lizał itd. Tak wulgarnie pisze każdego dnia, ale mi to nie przeszkadza, a wręcz kręci. Jest mi z tym dobrze nawet po tym, jak zrobiliśmy to na pierwszym spotkaniu na kawie. Jest cudownym kochankiem. W łóżku czuje się przy nim taka wyluzowana i wyjątkowa. Robiliśmy to wszędzie, nawet w śniegu po kolana. Ukrywamy się niestety po różnych miejscach. Spotykamy się przed pracą na chwilę, od razu po pracy, albo gdy on pod pretekstem wychodzi do kolegów.
Ma żonę i małe dziecko, ale nie kocha jej, nawet nie sypiają ze sobą. Mi już po tygodniu obiecał, że za parę miesięcy chciałby ze mną zamieszkać. Szykuje się na rozwód i stara się zrobić tak, aby nikt nie dowiedział się o naszym "romansie". Zakochałam się cała.
Pytanie czy to ma sens? Ukrywam przed wszystkimi, że się z nim spotykam, mówię, że łączą nas tylko stosunki służbowe. No i czy to wszystko nie dzieje się zbyt szybko? Czy w ogóle na takim fundamencie można stworzyć zdrowy związek?

3 505 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-21 18:11:10)

Odp: ja, on i ten trzeci
vMarcelina napisał/a:

Mi już po tygodniu obiecał, że za parę miesięcy chciałby ze mną zamieszkać. Szykuje się na rozwód i stara się zrobić tak, aby nikt nie dowiedział się o naszym "romansie". Zakochałam się cała.

Ile już miesięcy minęło?
Rozumiem, że wniosek już w sądzie, skoro taka pewna jesteś? I już rozmyślasz o fundamentach związku... na podstawie słów, ostrych smsów i seksie gdzie popadnie?

3 506

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
vMarcelina napisał/a:

Mi już po tygodniu obiecał, że za parę miesięcy chciałby ze mną zamieszkać. Szykuje się na rozwód i stara się zrobić tak, aby nikt nie dowiedział się o naszym "romansie". Zakochałam się cała.

Ile już miesięcy minęło?
Rozumiem, że wniosek już w sądzie, skoro taka pewna jesteś? I już rozmyślasz o fundamentach związku... na podstawie słów, ostrych smsów i seksie gdzie popadnie?

Miesięcy? 4 tygodnie.
Wniosek jeszcze nie jest złożony.
Twierdzi, że nigdy mnie nie zostawi, ja też mu to obiecałam.
Może coś nie tak jest ze mną?

3 507

Odp: ja, on i ten trzeci
vMarcelina napisał/a:

Miesięcy? 4 tygodnie.
Wniosek jeszcze nie jest złożony.
Twierdzi, że nigdy mnie nie zostawi, ja też mu to obiecałam.
Może coś nie tak jest ze mną?

Akurat mówiąc, że nie zostawi, może mówić prawdę. Pytanie w jakiej roli? Faceci rzadko sami zostawiają kochanki, które spełniają ich oczekiwania i zachcianki seksualne a przy tym są dyskretne i nie oczekują rozwodu.
Cała reszta wygląda na zwykłe "urabianie", ot banalne bajeczki o niesypianiu z żoną (pomimo małego dziecka), planach rozwodowych i zamieszkania razem. Na dodatek zaklepał sobie twoją dyskrecję pod pretekstem, że nie chce by się to przed czy w czasie rozwodu wydało.
Facet sobie poużywa, zrealizuje wymyślne fantazje przez te kilka msc, zanim nie zaczniesz mu przypominać o obietnicach,  a potem... zacznie mnożyć przeszkody co do rozwodu itd.
Jak chcesz się pobawić z dyrektorem i nie przeszkadza Ci to, że jest żonaty i ma małe dziecko, ew konsekwencje, ok. Tylko potem nie płacz, że się zakochałaś.
Jeśli Ci na nim zależy i mu wierzysz, poczekaj na papierek.

3 508

Odp: ja, on i ten trzeci
vMarcelina napisał/a:

Ma żonę i małe dziecko, ale nie kocha jej, nawet nie sypiają ze sobą. Mi już po tygodniu obiecał, że za parę miesięcy chciałby ze mną zamieszkać. Szykuje się na rozwód i stara się zrobić tak, aby nikt nie dowiedział się o naszym "romansie". Zakochałam się cała.

Ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha!!!
Ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha!!!
Ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha!!!
Ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha!!!

Nie wiem czy jakiekolwiek słowa są potrzebne jako komentarz.

3 509 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2018-02-21 21:28:37)

Odp: ja, on i ten trzeci

Na szczęście ja też już się potrafię śmiać z tego swego romansu czy wręcz głupoty i naiwności. 
Mam już do tego dystans.
I życzę Ci Helena byś jak najszybciej do tego etapu doszła.

Tak apropos:
umieszczanie linków na forum jest zabronione regulaminem

Super skecz "na czasie" tego wątku wink

3 510

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann wiem, że z perspektywy czasu na wiele spraw inaczej się patrzy i bardzo bym chciała, żeby u mnie ten moment już nastał. Fajnie, że założyłas ten wątek, swietnie wszystko opisujesz i bardzo dobrze się Ciebie czyta, mogłabyś zebrać to wszystko i przelać na papier... pozdrawiam serdecznie

Posty [ 3 446 do 3 510 z 3 618 ]

Strony Poprzednia 1 … 52 53 54 55 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026