Cyngli napisał/a:Oczywiście, że jesteś tchórzem.
I współwinna w 50%, wiedziałaś, że ma rodzinę.
Zeznawanie w sądzie to nie taki znowu dramat. Najadłabyś się wstydu i ucierpiałaby Twoja duma, nic więcej.
Cyngli nie chcę już do tamtych spraw wracać, też dlatego, że powtarzałam to milion razy, ale nigdy na początku nie wiesz z kim się zadajesz. Ja wcześniej nigdy nie miałam do czynienia z takimi osobami i początkowo nawet mi przez głowę nie przeszło, że żonaty facet może mnie podrywać w taki sposób. A od razu trafiłam na zaprawionego w bojach lovelasa. Teraz też różni faceci mnie podrywają, próbują flirtować, ale jestem mądrzejsza o to doświadczenie. I myślę, że już nie nabrałabym się na coś podobnego. Jednak nawet wtedy miałam jakiś przebłyski rozsądku, bo jak wyjaśniłam w końcu z nim że ma żonę, dzieci to przerwałam romans ale tego z nim wtedy nie przegadałam, nie przerobiłam i weszłam w kolejny. Nieudany. Dopiero kiedy zdałam sobie sprawę, że emocjonalnie nie radzę sobie, znalazłam się tu na forum.
Możemy tu sobie gdybać o ilości %, ale skoro np Ty mi przypisujesz 50, zdradzone żony 99,9, to ile przypada jemu? Ew żonie, która przez lata nic nie zauważa? Bynajmniej nie chcę się tu kreować na ofiarę, ale bez przesady. Ja czy inna. Facet z takimi ciągotkami i tak będzie zdradzał. Dlaczego zniknęło info o rodzinie z tej "och ach" Wikipedii?
A co do zeznawania.. po prostu uważam, że sobie tym na to nie zasłużyłam i to by mnie przerosło. No chyba, że poukładałabym sobie to w głowie i podeszła, że robię w słusznej wierze, by takim jak on nie uchodziło na sucho. Ale natenczas sobie tego nie wyobrażam, bo nie chcę sie już w takich sprawach babrać.