Biały, Horses, pewnie macie racje, bo ta znajomość miała największy wpływ na mnie, moje życie pod wieloma względami - taka lekcja „życia” w pigułce, bo przez te kilka lat doświadczyłam bardzo wiele - z jednej strony nowe miejsce, wielka miłość, kariera... a z drugiej wplątanie w romans z żonatym, zderzenie tu na forum z „latka kochanki”, zawód drugim człowiekiem, próba wyjścia z tej sytuacji i odnalezienia w tym wszystkim siebie...
To ‘piętno’ zostanie. Bo jakby nie patrzeć przewróciło to moje życie, samoświadomość, podejście do życia, relacji może nie o 180 ale co najmniej 120 st. Ale też zahartowało. On mnie nie złamał, nie złamały mnie też te wszystkie podłe komentarze na forum... więc już nic mnie nie złamie. Oczywiście miałam gorszy czas, wielokrotnie płakałam, otarłam o nerwicę, ale udało mi się z tego wyjść.
Ale to co dla mnie najbardziej cenne w tym wszystkim, to to, że odnalazłam w tym siebie. Przedtem nigdy nie byłam sobą do końca bo nie mogłam, można wręcz powiedzieć, że też prowadziłam poniekąd teatralne życie, bo musiałam udawać, że wszystko jest ok. Nawet tu na forum, gdzie jestem anonimowa, a wiele ludzi pisało bezinteresownie by mi pomóc co wielokrotnie dało się odczuć pomiędzy tymi obraźliwymi komentarzami, szłam w zaparte, że miałam super rodzinę. Tak już to mi weszło w krew. Bardziej niż tego, że byłam „kochanką”, wstydziłam przyznać, że wychowałam w rodzinie z pozoru wzorowej, gdzie był alkohol i przemoc. Ja mam czy miałam chyba wszystkie cechy DDA. Tak naprawdę uciekłam z domu bo już miałam dość tej szopki. Życia w pozornym ideale, kłamstwach.. Wiedziałam, że tam nie ułożę sobie życia, bo każdy facet prędzej czy później zorientuje się, że coś jest nie tak. A ja nawet panicznie bałam zaprosić kogoś do domu bo nie wiedziałam co tam się wydarzy. I byłby skandal.
Nawet teraz wręcz obsesyjnie reaguję na alkohol i agresję, no ale jak widać mam skłonność do uzależnień na tle emocjonalnym. Doszłam wręcz do perfekcji jeśli chodzi o wypieranie złych rzeczy i skupianie tylko na tych dobrych, choćby symbolicznych. Pewnie dlatego te „teatralne gesty” pana Z na mnie podziałały. Ta jego historia o wychowaniu bez rodziców, braku miłości itd.
No i znów uciekłam tylko już do innego kraju ale już ze świadomością w czym tkwi(ł) mój problem. A poza tym, być może wbrew pozorom, z podbudowaniem swojej wartości i samoświadomości. Kiedyś moja ambicja sprowadzała się do tego, że chciałam coś innym udowodnić, że jestem warta uwagi, żeby mogli być ze mnie dumni, by była lepsza atmosfera. Teraz to robię dla siebie. Nie chcę już nikomu, niczego udowadniać. Nie jestem ideałem, mam wady jak każdy. Chcę być sobą, szczera wobec siebie i partnera.
Edit. W końcu zrozumiałam, że pan Z nie był początkiem tych wszelkich zawirowań, problemów, ale skutkiem tego co wyniosłam z domu i z czym sobie wtedy nie radziłam bo nie zdawałam czy nie chciałam sobie zdawać sprawy. Tych wgranych "programów"o których kiedyś wspominała mi w tym wątku Elle (którą serdecznie pozdrawiam
)