netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

ja, on i ten trzeci

3 617 odpowiedzi324 474 wyświetleniazałożony przez Roxann, 27.06.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Strony Poprzednia 1 … 47 48 49 50 51 … 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 121 do 3 185 z 3 618 ]

3 121

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Skądinąd wiem, że ten "mój" Z nadal zdradza..co  było do przewidzenia. Ludzie się nie zmieniają. Zresztą powiedział mojej koleżance, że dziecko nie może ograniczać. Nie zmienił swego trybu życia. Wciąż jest poza domem i robi karierę. A żona udupiona w domu z małym dzieckiem i oczywiście nianią, którą opłaca dla zabicia wyrzutów...Nie wiem czy planowali czy wpadka (jak on mowił) w końcu 2 dzieci już prawie dorosła.... Nie zazdroszczę żonie...

A co to kogo obchodzi Roxann ?
Zapewniam Cię, że jego Żona ma wywalone na to, czy jej zazdrościsz, czy jej nie zazdrościsz.
Ma wywalone na to, że uważasz że jest "udupiona" w domu z małym dzieckiem.
Ma wywalone na to, że Ty po raz tysięczny rozkminiasz, czy to była wpadka, czy planowana ciąża.

Nie znasz prawdy i jej nie poznasz.
I nie masz żadnego powodu, żeby deprecjonować tą kobietę, czy wyrażać się z szyderczym przekąsem o jej macierzyństwie.
To jest naprawdę niesmaczne i nie na miejscu.

3 122

Odp: ja, on i ten trzeci

IssaBella, a kogo obchodzi co ty masz do powiedzenia?
Akurat skłonił mnie do napisania tego postu sąsiedni wątek zagubionego. Tu plany małżeńskie, staranie o dziecko a z 2 strony romansowanie od roku. Niech niby zostawi kochanke weźmie ten ślub i zrobi dziecko... I tak wróci do nawyków. Tacy ludzie się nie zmieniają a moja historia jest tylko tego potwierdzeniem i pokazuje jak to wygląda z 2 strony.

3 123

Odp: ja, on i ten trzeci

Mnie zastanawia ile ten wątek jeszcze przeżyje reanimacji bo zawsze wydaje się, że już temat się wyczerpał a tu bach znowu jakieś rewelacje. Zastanawia mnie ile razy jeszcze uda się na nowo rozgrzebać temat romansu sprzed 2 lat.
(Bez zgryźliwości, jakby co).

3 124

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

IssaBella, a kogo obchodzi co ty masz do powiedzenia?
Akurat skłonił mnie do napisania tego postu sąsiedni wątek zagubionego. Tu plany małżeńskie, staranie o dziecko a z 2 strony romansowanie od roku. Niech niby zostawi kochanke weźmie ten ślub i zrobi dziecko... I tak wróci do nawyków. Tacy ludzie się nie zmieniają a moja historia jest tylko tego potwierdzeniem i pokazuje jak to wygląda z 2 strony.

Myślę, że znaleźliby się tacy, których to, co mam do powiedzenia obchodzi, i którzy moje wypowiedzi cenią, albo wynoszą z nich coś dla siebie. Tak z resztą, jak z wypowiedzi większości z Użytkowników forum.
Twój news o Twoim byłym kochanku zupełnie nie zabrzmiał jak przemyślenia dotyczące innego wątku. A był po prostu kolejnym podbiciem martwego od jakiegoś czasu Twojego tematu.
Dokładnie w takim samym tonie i w takiej samej formie jak poprzednie Twoje tego typu wpisy.
Update o postępowaniu "Twojego" Z. jest taki jak wszystkie poprzednie, tylko złośliwości i zgryzliwosci pod adresem jego Żony jest za każdym razem więcej.

A fakt, że "Twój" Z. się nie zmieni, nie jest wszak żadnym odkryciem Ameryki. Wiele osób pisało Ci to przynajmiej raz, na każdej z kilkudziesięciu stron tego wątku.

3 125

Odp: ja, on i ten trzeci

Boże, nie zaglądałam na forum prawie pół roku, a ten wątek nadal żyje! big_smile

3 126

Odp: ja, on i ten trzeci

Li tam :-) ty tylko próby reanimacji trupa ;-)

3 127

Odp: ja, on i ten trzeci
Byla_Narzeczona napisał/a:

Boże, nie zaglądałam na forum prawie pół roku, a ten wątek nadal żyje! big_smile

Jak Lenin, wiecznie żywy.

3 128

Odp: ja, on i ten trzeci

IssaBella, zgoda, ale napisałam go zaraz po tym jak napisałam post w tamtym temacie. Ostatnio rzadko wchodzę na forum, a jeszcze rzadziej udzielam. Ale po przeczytaniu wątku Zagubionego krew mnie zalała. To jego iście w zaparte, że kocha narzeczoną, pisanie, że starają o dziecko w czasie gdy on sypia z inną. Póki co tam sytuacja nieco inna bo oni jeszcze nie mają dzieci, nie są po ślubie, ale za jakiś czas pewnie będzie podobna… ale  wtedy już będzie za późno. Tam ewidentnie widać, że facet myśli tylko o swoich 4 literach i nie zważa na uczucia ani jednej ani drugiej… aż nie chce się czytać czy wchodzić w dyskusję, bo on jak mantrę powtarza, jak to kocha narzeczoną i jej nie zostawi, jakby z siebie bohatera robił. A  prawda taka, że gdyby się wszystko wydało, to by latał jak kot z pęcherzem … 
I nie jest tak, że ja deprecjonuję macierzyństwo małżonki „mego” Z. Owszem napisałam o tym trochę z przekąsem, ale patrząc na sytuację z jego strony. Zrobił dziecko, załatwił nianię i dalej sobie używa. Taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny i u Zagubionego. Może dlatego tak to mnie poruszyło… bo załóżmy, że za rok czy dwa pisze tu już żona Zagubionego i zaczyna jechać po kochance… tej czy kolejnej… kiedy jak można przeczytać ten jej facet nie ma żadnych skrupułów, robi to świadomie i z premedytacją licząc na dyskrecję… Owszem ludzie mogą się w życiu pogubić, zdradzić, kiedy np. w związku źle się dzieje ale potem opamiętać, szczerze chcieć naprawić swoje błędy itd. Ale nie w tych przypadkach. Chyba każda kobieta to czytając chciałaby wiedzieć zanim zdecyduje się na tak poważny krok jak dziecko…. Tymczasem zagubiony zachowuje się, jakby się wielce poświęcał, że mimo romansu, tej „chemii” chce być z narzeczoną i z nią planuje przyszłość… bo ją „kocha”. I za to należą mu się brawa.

3 129

Odp: ja, on i ten trzeci
IsaBella77 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Skądinąd wiem, że ten "mój" Z nadal zdradza..co  było do przewidzenia. Ludzie się nie zmieniają. Zresztą powiedział mojej koleżance, że dziecko nie może ograniczać. Nie zmienił swego trybu życia. Wciąż jest poza domem i robi karierę. A żona udupiona w domu z małym dzieckiem i oczywiście nianią, którą opłaca dla zabicia wyrzutów...Nie wiem czy planowali czy wpadka (jak on mowił) w końcu 2 dzieci już prawie dorosła.... Nie zazdroszczę żonie...

A co to kogo obchodzi Roxann ?
Zapewniam Cię, że jego Żona ma wywalone na to, czy jej zazdrościsz, czy jej nie zazdrościsz.
Ma wywalone na to, że uważasz że jest "udupiona" w domu z małym dzieckiem.
Ma wywalone na to, że Ty po raz tysięczny rozkminiasz, czy to była wpadka, czy planowana ciąża.

Nie znasz prawdy i jej nie poznasz.
I nie masz żadnego powodu, żeby deprecjonować tą kobietę, czy wyrażać się z szyderczym przekąsem o jej macierzyństwie.
To jest naprawdę niesmaczne i nie na miejscu.

A mnie akurat obchodzilo co Roxann napisala...

3 130

Odp: ja, on i ten trzeci
feniks35 napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:

Ale po co ?
Jaki masz w tym cel ?
Case study i zaspokojenie ciekawości już miałaś.
Potłuczoną doopę po upadku z siódmej chmurki już miałaś.
Porównania i podobne przypadki też już miałaś, nie tylko na forum, ale i w realnym świecie również.
Po co Ci więc powroty do tego jak to określasz - bajora ? Bez sensu kompletnie.

Jak to po co? Bo Roxann wbrew temu co twierdzi to wciaz boli. Dlatego analizuje podobne sytuacje by sie upewnic ze jej relacji z preziem naprawde nie dalo rady uratowac gdyz kazdy zdradzacz zostaje przy zonie a nawet jak odchodzi to tylko dlatego ze sie wydalo. Ta swiadomosc ja uspakaja i zniecheca zeby dalej karmic sie mrzonkami o happy endzie z preziem. A przy tym daje ukojenie jej ego ze wcale "nie przegrala  z zona" tylko to tak zawsze musi wygladac wiec nie ma co tracic wysokiej samooceny. Gdyby naprawde sie wyleczyla z calej tej historii to by nie chciala o tym myslec nawet w kategoriach ciekawostki tak jak nie mysli sie o bylych ktorzy sa nam kompletnie obojetni ani nie doszukuje sie ich wspolnych cech z innymi osobami.


Nie kazdy zdradzacz jest bez serca. I nie dlatego tylko odchodzi ze sie wydalo... Czasami jest za miekki I po czasie ma potrzebe wyznac zonie swoje winy. Glupi to zdradzacz wtedy!

3 131

Odp: ja, on i ten trzeci

Mnie również nie drażni, że piszesz, choć dziwię się Tobie, ze to rozdrapujesz.
Mnie to by wykończyło, ale może dlatego, że ja uważam, że jak się prawdziwie kochało to się nie da do końca zobojętnieć.
Czas pozwala nauczyć się z tym żyć a z biegiem czasu nowe uczucie powoduje, że to dawne zblednieje.
Ale każdy jest inny, to też fakt.

3 132

Odp: ja, on i ten trzeci
ZielonaKama napisał/a:

Nie kazdy zdradzacz jest bez serca. I nie dlatego tylko odchodzi ze sie wydalo... Czasami jest za miekki I po czasie ma potrzebe wyznac zonie swoje winy. Glupi to zdradzacz wtedy!

Nie wiem czy głupi. Jako zdradzacz tak, ale jako partner niekoniecznie. Znaczy, że ma jeszcze uczucia, że potrafi przyznać do błędu itd. No chyba, że wszyscy mamy przybierać maski i być teatralnymi postaciami dla własnej wygody. Ze wszystkich wątków, które tu przeczytałam najbardziej poruszyła mnie historia GIA… Dlaczego? Bo wcześniej, przed romansem, żyłam w jakimś wyidealizowanym świecie, gdzie ludzie są szczerzy w tym co robią, mówią…  I nawet jeśli ktoś zdradza, znaczy jego związek to fikcja itd. Bo jak przyjąć do wiadomości, że ktoś dosłownie i w przenośni cię „nosi na rękach” a potem jakby nigdy nic wraca do żony? To chyba było mi najtrudniej zrozumieć, że tak można. Że są ludzie, którzy tak potrafią „grać”. Teraz akurat na forum równolegle pojawiły się tematy Zagubionego i Winogronka, gdzie widać, jak to wygląda „od kuchni”. Nie jest przyjemna świadomość, że posłużyło się jako „wiagra” dla małżeńskich igraszek ex kochanka z czego „pojawiło” dziecko.. tym bardziej , że mi zarzucał, że to przeze mnie… Owszem mógł tak gadać, ale to tak działa, kiedy czyta się to co pisze Winogronek… To smutne. Szczególnie teraz kiedy widzę, że on w swoim życiu nic nie zmienił. Owszem, tak jak pisała IssaBella itd. nie powinno mnie to obchodzić i nie powinnam umniejszać macierzyństwu jego żony.. ale no niesmak jest. Nic na to nie poradzę. Ale nie od niej strony tylko jego (jej nawet nie znam a jego wciąż widuję). Ona pewnie niczego nieświadoma.. W sumie w takiej nieświadomości można i przeżyć całe życie.. i uważać je za szczęśliwe. No ten „mój” potrafi idealnie grać, ja też się swojego czasu nabrałam.. A za głupią się nie uważam…

3 133

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:

Mnie również nie drażni, że piszesz, choć dziwię się Tobie, ze to rozdrapujesz.
Mnie to by wykończyło, ale może dlatego, że ja uważam, że jak się prawdziwie kochało to się nie da do końca zobojętnieć.
Czas pozwala nauczyć się z tym żyć a z biegiem czasu nowe uczucie powoduje, że to dawne zblednieje.
Ale każdy jest inny, to też fakt.

Myślę, że naprawdę go kochałam, a boli mnie nie tyle sam romans, co dziecko... Tak wiem, mógł tylko mówić, że to przeze mnie.. ale rzeczywiście to się w czasie zbiegło kiedy nawyrzucał mi że go olewam, że za mną ugania jak głupi. I że tak wyszło przeze mnie. No jak by zareagowała ta kobieta to czytając? Gdyby wiedziała, że ją wciąż zdradza? Fakt niby już nie moja sprawa.. ale.. Nie potrafię być obojętna. I teraz jak czytam Zagubionego czy Winogronka.. Tak, zróbcie sobie dzieci dla zaspokojenia własnych wyrzutów sumienia. W przypływie adrenaliny.. W końcu kochacie partnerów... hmm

3 134 Ostatnio edytowany przez horses (2017-10-05 20:04:35)

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
horses napisał/a:

Mnie również nie drażni, że piszesz, choć dziwię się Tobie, ze to rozdrapujesz.
Mnie to by wykończyło, ale może dlatego, że ja uważam, że jak się prawdziwie kochało to się nie da do końca zobojętnieć.
Czas pozwala nauczyć się z tym żyć a z biegiem czasu nowe uczucie powoduje, że to dawne zblednieje.
Ale każdy jest inny, to też fakt.

Myślę, że naprawdę go kochałam, a boli mnie nie tyle sam romans, co dziecko... Tak wiem, mógł tylko mówić, że to przeze mnie.. ale rzeczywiście to się w czasie zbiegło kiedy nawyrzucał mi że go olewam, że za mną ugania jak głupi. I że tak wyszło przeze mnie. No jak by zareagowała ta kobieta to czytając? Gdyby wiedziała, że ją wciąż zdradza? Fakt niby już nie moja sprawa.. ale.. Nie potrafię być obojętna. I teraz jak czytam Zagubionego czy Winogronka.. Tak, zróbcie sobie dzieci dla zaspokojenia własnych wyrzutów sumienia. W przypływie adrenaliny.. W końcu kochacie partnerów... hmm

Dziewczyno utknęłaś!
I co z tego, że ciąża, że tak tłumaczył. Nawet wtedy gdy ciąży nie było i tak proponował Ci tylko romans, nic więcej.
Spójrz prawdzie w oczy.

Zawiódł Ciebie i to boli, ale wszyscy czasem zawodzimy i trzeba się z tym pogodzić.

3 135

Odp: ja, on i ten trzeci

Klucze, śmietnik, bomboniera
Roxann wciąż kocha tamtego frajera.

3 136

Odp: ja, on i ten trzeci

Niestety.
A czas leci, pora na dzieci i za chwilę ona też utknie w jakimś związku z rozsądku.

3 137

Odp: ja, on i ten trzeci

To nie to… zbyt wiele się wydarzyło bym była w stanie wciąż go kochać. Nawet patrzeć na niego nie mogę. Mijam go jak powietrze i nie wyobrażam sobie nawet że mogłabym mu choćby „cześć” powiedzieć. Nie mówiąc o normalnej rozmowie. Czuję do niego takie obrzydzenie, że najchętniej bym mu splunęła w twarz.
A teraz z końcem roku coraz więcej wydarzeń na których oboje będziemy hmm Myślałam, że jak pojawi dziecko, to przystopuje chociażby z delegacjami... ale on chyba jeszcze bardziej jest aktywny i żadnego eventu nie odpuści. A jak wyjazdowy, tym lepiej hmm

3 138

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

To nie to… zbyt wiele się wydarzyło bym była w stanie wciąż go kochać. Nawet patrzeć na niego nie mogę. Mijam go jak powietrze i nie wyobrażam sobie nawet że mogłabym mu choćby „cześć” powiedzieć. Nie mówiąc o normalnej rozmowie. Czuję do niego takie obrzydzenie, że najchętniej bym mu splunęła w twarz.
A teraz z końcem roku coraz więcej wydarzeń na których oboje będziemy hmm Myślałam, że jak pojawi dziecko, to przystopuje chociażby z delegacjami... ale on chyba jeszcze bardziej jest aktywny i żadnego eventu nie odpuści. A jak wyjazdowy, tym lepiej hmm

Z całym szacunkiem do ludzi, którzy żyją moralnie....są też ludzie, którzy żyją w inny sposób.
Mają związki i romanse. Tak było, jest i będzie. Nie odpowiada Ci takie życie to w to nie wchodź.
A sprawa Twojego kolegi to sprawa Twojego kolegi, jego kochanki i żony.
No wybacz, ale chyba go, ich nie będziesz umoralniać smile
Ciebie już w tym nie powinno być, więc zastanawiające jest czemu tak uparcie chcesz w tym być- bo analizując wciąż w tym jesteś.

3 139

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
ZielonaKama napisał/a:

Nie kazdy zdradzacz jest bez serca. I nie dlatego tylko odchodzi ze sie wydalo... Czasami jest za miekki I po czasie ma potrzebe wyznac zonie swoje winy. Glupi to zdradzacz wtedy!

Nie wiem czy głupi. Jako zdradzacz tak, ale jako partner niekoniecznie. Znaczy, że ma jeszcze uczucia, że potrafi przyznać do błędu itd. No chyba, że wszyscy mamy przybierać maski i być teatralnymi postaciami dla własnej wygody. Ze wszystkich wątków, które tu przeczytałam najbardziej poruszyła mnie historia GIA… Dlaczego? Bo wcześniej, przed romansem, żyłam w jakimś wyidealizowanym świecie, gdzie ludzie są szczerzy w tym co robią, mówią…  I nawet jeśli ktoś zdradza, znaczy jego związek to fikcja itd. Bo jak przyjąć do wiadomości, że ktoś dosłownie i w przenośni cię „nosi na rękach” a potem jakby nigdy nic wraca do żony? To chyba było mi najtrudniej zrozumieć, że tak można. Że są ludzie, którzy tak potrafią „grać”. Teraz akurat na forum równolegle pojawiły się tematy Zagubionego i Winogronka, gdzie widać, jak to wygląda „od kuchni”. Nie jest przyjemna świadomość, że posłużyło się jako „wiagra” dla małżeńskich igraszek ex kochanka z czego „pojawiło” dziecko.. tym bardziej , że mi zarzucał, że to przeze mnie… Owszem mógł tak gadać, ale to tak działa, kiedy czyta się to co pisze Winogronek… To smutne. Szczególnie teraz kiedy widzę, że on w swoim życiu nic nie zmienił. Owszem, tak jak pisała IssaBella itd. nie powinno mnie to obchodzić i nie powinnam umniejszać macierzyństwu jego żony.. ale no niesmak jest. Nic na to nie poradzę. Ale nie od niej strony tylko jego (jej nawet nie znam a jego wciąż widuję). Ona pewnie niczego nieświadoma.. W sumie w takiej nieświadomości można i przeżyć całe życie.. i uważać je za szczęśliwe. No ten „mój” potrafi idealnie grać, ja też się swojego czasu nabrałam.. A za głupią się nie uważam…

Roxann, ja nie o Tobie, ze glupia! Tylko o tym ze niektorzy po rozstaniu z 'kochanka' po wielu miesiacach maja potrzebe wyznac swoje grzechy malzonce... Po co pytam? Zeby ja pognebic? Niech zdradzajacy nosi to w sobie na zawsze, skoro postanowil z zona zostac, tak?

3 140

Odp: ja, on i ten trzeci

Tak .Nie mozesz zdzierzyc ,ze nie porzucił żony dla wybitnie pieknej .inteligentnej itp .itd.
Daj spokój swojemu obecnemu partnerowi .Nie rób mu kipiszu w głowie .
Nie przepracowałaś rozstania jako kochanka .Nie odciełaś się .
Czas żeby zostać samą i zastanowić się ,jak chcesz żyć.

3 141

Odp: ja, on i ten trzeci

Rakija, tu nie chodzi o to… Ja nie widzę ani jednego powodu dla którego miałabym żałować, że nie zostawił dla mnie żony. Przecież widzę jakim jest człowiekiem. Niestety wciąż go widuję, choć konsekwentnie nie rozmawiamy ze sobą…  Poza tym znam go, jego pewne zachowania, gesty i siłą rzeczy widzę pewne rzeczy choć nie chcę… Ja nie widzę innej opcji niż traktowanie go jak powietrze. Po prostu po czymś takim nie mamy sobie nic do powiedzenia. I tu nie chodzi o to, że nie odszedł od żony, tylko o jego zachowanie. Najbardziej krępująca i napięta atmosfera jest wtedy kiedy znajdujemy się blisko siebie. Ja tego unikam, ale mam wrażenie, że on robi to specjalnie.. Zwykle wybiera miejsca by siedzieć naprzeciwko mnie. Niekoniecznie przy tym samym stoliku ale centralnie vis a vis. Ale potem i tak się przesiada i to kiedy np. wyjdę do łazienki. Beznadziejna jest wtedy atmosfera bo np. jak on coś zabawnego opowiada to wszyscy się śmieją tylko nie ja bo zwyczajnie mnie jego żarty nie bawią. Nie wymaga to ode mnie jakiegoś specjalnego wysiłku ale mimo wszystko jest to krępujące ze względu na inne osoby. Może powinnam się przemóc i zachować choćby pozory kurtuazji wobec niego ale nie potrafię.

3 142

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Najbardziej krępująca i napięta atmosfera jest wtedy kiedy znajdujemy się blisko siebie.

To jest pewnie te tzw. "sexual tension", kiedy dwie osoby chcą się na siebie rzucić, ale głupio tak przy kolegach z pracy.

Coś za bardzo się przejmujesz, że twoje zachowanie wygląda dziwnie na tle grupy, a już dowaliłaś z tym nie śmianiem się z jego dowcipów. To jakiś wymóg w korpo, śmianie się z nieśmiesznych żartów?

3 143

Odp: ja, on i ten trzeci
Biały napisał/a:
Roxann napisał/a:

Najbardziej krępująca i napięta atmosfera jest wtedy kiedy znajdujemy się blisko siebie.

To jest pewnie te tzw. "sexual tension", kiedy dwie osoby chcą się na siebie rzucić, ale głupio tak przy kolegach z pracy.

Coś za bardzo się przejmujesz, że twoje zachowanie wygląda dziwnie na tle grupy, a już dowaliłaś z tym nie śmianiem się z jego dowcipów. To jakiś wymóg w korpo, śmianie się z nieśmiesznych żartów?

Podałam tylko przykład.. od prawie roku nie rozmawiamy ze sobą i takich sytuacji było wiele, że traktujemy siebie jak powietrze.. Ja mu nawet cześć nie mówię... ,  i już kilka razy słyszałam, że da się wyczuć napiętą atmosferę między nami...  i że to z boku co najmniej dziwnie wygląda... Bo jeśli osoby za sobą nie przepadają to sobie ew dogryzają, a nie udają, że tej osoby nie ma...

3 144

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Biały napisał/a:
Roxann napisał/a:

Najbardziej krępująca i napięta atmosfera jest wtedy kiedy znajdujemy się blisko siebie.

To jest pewnie te tzw. "sexual tension", kiedy dwie osoby chcą się na siebie rzucić, ale głupio tak przy kolegach z pracy.

Coś za bardzo się przejmujesz, że twoje zachowanie wygląda dziwnie na tle grupy, a już dowaliłaś z tym nie śmianiem się z jego dowcipów. To jakiś wymóg w korpo, śmianie się z nieśmiesznych żartów?

Podałam tylko przykład.. od prawie roku nie rozmawiamy ze sobą i takich sytuacji było wiele, że traktujemy siebie jak powietrze.. Ja mu nawet cześć nie mówię... ,  i już kilka razy słyszałam, że da się wyczuć napiętą atmosferę między nami...  i że to z boku co najmniej dziwnie wygląda... Bo jeśli osoby za sobą nie przepadają to sobie ew dogryzają, a nie udają, że tej osoby nie ma...

No i to całkiem naturalne i racjonalne zachowanie. Nie widzę w tym nic dziwnego. Wszystkich znajomych z pracy przecież lubić nie musisz. Problem jest w tym, że ty się o to martwisz i zakładasz, że inni tworzą sobie teorie na wasz temat. Ktoś ci to wytyka w pracy, albo podpytuje czemu taka między wami napięta atmosfera?

3 145 Ostatnio edytowany przez Coombs (2017-10-06 15:44:29)

Odp: ja, on i ten trzeci

Jak czytam Twe rozterki, to mnie ciut mdli. Osobowość kochanki, żar w majtkach, do związku masz uraz chyba psychiczny. Masz jakąś dziwną osobowość. Wpakowałaś się w bycie kochanką, dla sexu, a w związku się męczysz. Znajdź innego żonkosia, rozwal rodzinę i potem następny... i następny... Zresztą, żonkoś, który bierze sobie kochankę.. też nie lepszy.
Rola życiowa - kochanka. I w tym kierunku podążaj. Niech moc będzie w Tobą.

3 146

Odp: ja, on i ten trzeci

Jeśli jestes prawdziwa, bo mam wątpliwości, to jesteś uzależniona od tego faceta.
Bo ile jest tych spotkań? Aż tak dużo?
Każdy ma wokół siebie ludzi, których wcale nie chce mieć. To dyskomfort.
Zaciska się zęby, znosi okazjonalną ich obecność i idzie się dalej.
Dla Ciebie to powód do rozważań, analizowania....
Nie wyleczyłaś się. Jesteś uzależniona.
Oczywiście mogę się mylić, ale jeśli tak jest to zrób coś z tym koniecznie. Naprawdę szkoda życia.

3 147

Odp: ja, on i ten trzeci

Na pewno nie jestem już uzależniona emocjonalnie od niego. Byłam ale co najmniej 1,5 roku temu. Pamiętam tamte emocje i pamiętam kiedy „odpuściły”. Nie drżą mi rączki, nie ma tego „sexual tension” itd. Ignorowanie go przychodzi mi naturalnie. Nie muszę się do tego zmuszać czy udawać obojętność bo najzwyczajniej w świecie czuję do tego człowieka obrzydzenie.
Teraz nie tyle fakt, że go widziałam czy spotkam spowodował, że znów tu napisałam, co wątek Zagubionego. Podobne historie wciąż wzbudzają we mnie emocje… szczególnie kiedy „plany” dotyczące dziecka pojawiają się w tle.
A gadać, wiadomo, że gadają szczególnie kobiety (choć może i faceci też). Nie trudno połączyć fakty – początkowo to one go poznały jako mego znajomego, który mnie odwiedził w pracy, potem były ich zachwyty nim, flirty… potem odcięłam się od „konieczności” kontaktów służbowych z nim … a teraz ze sobą nawet nie rozmawiamy… Jedna dziewczyna wręcz się chwaliła, że coś ją z nim łączy… Czyli wychodzi, że niby z zazdrości o nią? „pokłóciliśmy się”. Nie wiem czy ona wie o żonie i dziecku, podejrzewam, że nie… ja na ten, jego temat nie rozmawiam w pracy. Choć czasem coś do mnie dociera. Tak z poprzedniej pracy, tak tej bo i tu mam „zaufaną osobę”, jednak nie na tyle by jej o wszystkim opowiedzieć. No ale musiałam sprzedać jakąś „bajkę” dlaczego z nim nie rozmawiam. Podobnie w poprzedniej pracy pojawiły się plotki… po tym jak wyjechałam i nagle okazało, że i on zaczął tu coraz częściej wyjeżdżać i rozwijać biznes. Szczególnie po tym, jak zaangażował się w zrobienie mi imprezy pożegnalnej… a potem na Sylwestra (na którym byłam z obecnym partnerem) przyszedł pijany i zaczął odstawiać sceny… Jedna dziewczyna z poprzedniej pracy, z którą wciąż się przyjaźnię (i zna z grubsza tą historię) powiedziała mi o tym.  No nie jest mi to do szczęścia potrzebne…  hmm

3 148

Odp: ja, on i ten trzeci

Uzależnienie to nie tylko to, że się marzy, dobrze myśli, tęskni itp.
Te złe emocje też świadczą o uzależnieniu , to, że na sam widok faceta telepie, albo pojawiają się złe myśli, które nie chcą się odczepić.
Nie masz na to dużego wpływu, ale tez nie ma co się nakręcać. Sport to dobre rozwiązanie smile
Z czasem minie.

3 149

Odp: ja, on i ten trzeci

Może masz rację. Tak on teraz wzbudza we mnie negatywne emocje i wręcz mam odruch wymiotny, kiedy go widzę szczególnie flirtującego czy opowiadającego dowcipy. Mam wrażenie, że wciąż chce mnie postawić w niezręcznej sytuacji dosiadając do stolika czy siadając naprzeciwko. A ja naprawdę nie mogę na niego patrzeć. Tym bardziej kiedy wiem, że tylko co mu się dziecko urodziło… OK., nie przeszkadzało mi że ma dzieci wcześniej, ale to była inna sytuacja bo dzieci już prawie dorosłe a on twierdził, że z żoną nic nie łączy… A może zmieniłam myślenie po przeczytaniu n wątków na forum, kiedy kobiety opisywały swój dramat po odkryciu zdrady i jakie to trudne bywało głównie dla dzieci. Szczególnie małych.
Inaczej by było, gdyby on się rzeczywiście „nawrócił” zrozumiał, szczególnie teraz… Myślę, że wciąż ze sobą byśmy rozmawiali choćby oficjalnie, ale nie po tym co on zaserwował wiedząc że żona w ciąży i potem.. Całkowicie straciłam do niego jakikolwiek szacunek. Zresztą on sam powiedział, że jestem „zbyt dumna” by kontynuować tą znajomość… a próbował nawet potem umówić.. I taka prawda. Duma/honor… nie pozwala mi nawet powiedzieć do niego zwykłe „cześć”.

3 150

Odp: ja, on i ten trzeci

Może nie nakręcaj się już  bardziej. Idź pobiegać, albo zacznij uprawiać boks...świetnie działa na piersi smile
Albo nakręcaj się jeśli wolisz....każdemu pomaga co innego.

3 151 Ostatnio edytowany przez Roxann (2017-10-06 19:55:37)

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:

Może nie nakręcaj się już  bardziej. Idź pobiegać, albo zacznij uprawiać boks...świetnie działa na piersi smile
Albo nakręcaj się jeśli wolisz....każdemu pomaga co innego.

A nie wiedziałam, że boks świetnie działa na piersi wink
Bieganie z kolei odwrotnie tongue
U mnie od wielu l joga, basen i taniec. Bez sportu przy moim trybie życia chyba bym zwariowała wink Nerwica murowana wink

Edit: no i oczywiście seks wink

3 152

Odp: ja, on i ten trzeci

No niestety znów konferencja… musiałam wrócić do pokoju. Tak jak ostatnio traktowałam pana Z jak powietrze. Czułam że wciąż mnie obserwuje.. szuka kontaktu.. ale nie robiło to na mnie wrażenia. Aż podczas kolacji jak wracałam z łazienki zaczepił mnie a wręcz złapał za rękę.. że chce porozmawiać. Ja że nie mamy o czym. On ze nie rozumie mojej reakcji.. w końcu to ja się wycofałam i nic między nami nie było przez 2 czy 3 lata..( poza tą imprezą pożegnalną). W sumie taka prawda, jeżeli chodzi o seks... pisanie co innego. On się (podobno) starał, ale tak wyszło że jest dziecko. Ja: i co dalej chcesz mi wmówić, że to moja wina? On: nie ale dużo zrobiłem dla ciebie... zbywałaś. Ja: a myślisz czemu? Przecież jesteś żonaty? On: wiem... to skomplikowane. Ja: k..wa masz dziecko zajmij nim. On: nic nie rozumiesz.. Ja: wybacz ale nie mam ochoty z tobą gadać. On: ok.... szkoda... i już poszłam do pokoju bo nie miałam ochoty tam wracać...
Bez sensu hmm

3 153

Odp: ja, on i ten trzeci

Wiem, że to emocje, ale to jednak trochę niepoważne. Mogłaś porozmawiać, przynajmniej wyjaśnilibyście sobie jak każdy z was widział tą sytuację i jak się z tym czuje.
Na twoim miejscu zaproponowałabym mu teraz jakiś dogodny dla ciebie termin i miejsce na tą rozmowę.

3 154 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2017-11-09 09:30:08)

Odp: ja, on i ten trzeci
Xymena napisał/a:

Wiem, że to emocje, ale to jednak trochę niepoważne. Mogłaś porozmawiać, przynajmniej wyjaśnilibyście sobie jak każdy z was widział tą sytuację i jak się z tym czuje.
Na twoim miejscu zaproponowałabym mu teraz jakiś dogodny dla ciebie termin i miejsce na tą rozmowę.

No pewnie, koniecznie niech się spotkają. Bzyknie ją już wysiadając z samochodu pod restauracją, a ona tylko na to czeka.
Ten facet jest jej piętą achillesową, ABSOLUTNIE NIE POWINNA się z nim spotykać, a już na pewno nie sam na sam.


Roxann, nie bądź głupia, błagam. Oni mają dziecko... To już nie jest zabawa, odpuść.

3 155 Ostatnio edytowany przez Xymena (2017-11-09 11:14:40)

Odp: ja, on i ten trzeci

Uważam przeciwnie. Myślę, że taka rozmowa w przeciwieństwie do niewyjaśnionych spraw pozwala uwolnić się od przeszłości.
Ileż można uciekać...
Powinnaś też już dawno mu powiedzieć ile kosztowała cię ta relacja. Może inaczej by postępował. A tak z tego co piszesz, to wynika, że on chyba dalej myśli, że dla ciebie to żaden problem.

3 156

Odp: ja, on i ten trzeci
Xymena napisał/a:

Wiem, że to emocje, ale to jednak trochę niepoważne. Mogłaś porozmawiać, przynajmniej wyjaśnilibyście sobie jak każdy z was widział tą sytuację i jak się z tym czuje.
Na twoim miejscu zaproponowałabym mu teraz jakiś dogodny dla ciebie termin i miejsce na tą rozmowę.


Xmena, ale my rozmawialiśmy w tamtym roku. Ja zanim urwałam z nim całkowity kontakt po tym jak dowiedziałam o dziecku wszystko mu powiedziałam co miałam powiedzieć. Fakt, że w emocjach ale więcej nie mam nic do dodania. Nie chcę. A już tym bardziej spotkać z nim sam na sam bo to by oznaczało, że nie jest dla mnie problemem umówienie się z nim na kawę choćby po to by porozmawiać. A nawet sygnał, że tego (znów) chcę. To absolutnie wykluczone! Dla mnie temat jest zamknięty i nie wiem po co on to chce drążyć. Nie ma go od prawie roku w moim życiu i jest mi z tym dobrze. Inna rzecz, że czasem go widuję... ale nie rozmawialiśmy ze sobą od stycznia do wczoraj.... o ile to w ogóle można nazwać rozmową.
To nie jest sytuacja po której możemy się przyjaźnić czy nawet pozostać zwykłymi znajomymi. A on chce wrócić do choćby poprawnej relacji bo nie sądzę, że chce czegoś więcej. Ale ja nie wyobrażam sobie że mogłabym teraz z nim rozmawiać jakby nigdy nic. Nie chcę... nie potrafię...  bo ta granica znów zaczęłaby się przesuwać a on znów byłby "obecny" mniej lub więcej w moim życiu. Mi go nie brakuje. Wręcz przeciwnie mam teraz spokój. Żadnych rozterek, dylematów... A on znów chce to zburzyć.

3 157

Odp: ja, on i ten trzeci

Ok, teraz to inaczej wygląda.
To może napisz mu to, co tutaj napisałaś.

3 158

Odp: ja, on i ten trzeci
Xymena napisał/a:

Ok, teraz to inaczej wygląda.
To może napisz mu to, co tutaj napisałaś.

Wtrącę się znów, choć w dalszym ciągu uważam, że Roxann lubi rozpamiętywać to, o czym winna zapomnieć, by odnaleźć spokój i być uczciwą wobec kolejnego, obecnego partnera.
Zero kontaktu, zagrozić zawiadomieniem o molestowaniu (nieważne, że wcześniej było inaczej), by gościa zmusić do trzymania łap przy sobie.
Ma wiele do stracenia, ale Roxann udaje, że tego nie widzi.
Bo nie chce tego widzieć. Dlaczego - wyżej.

3 159

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:
Xymena napisał/a:

Ok, teraz to inaczej wygląda.
To może napisz mu to, co tutaj napisałaś.

Wtrącę się znów, choć w dalszym ciągu uważam, że Roxann lubi rozpamiętywać to, o czym winna zapomnieć, by odnaleźć spokój i być uczciwą wobec kolejnego, obecnego partnera.
Zero kontaktu, zagrozić zawiadomieniem o molestowaniu (nieważne, że wcześniej było inaczej), by gościa zmusić do trzymania łap przy sobie.
Ma wiele do stracenia, ale Roxann udaje, że tego nie widzi.
Bo nie chce tego widzieć. Dlaczego - wyżej.

Dokladnie tak samo uwazam. Napisalabym do pana krotka zwiezla wiadomosc smsem czy mailem ze nie zycze sobie wiecej zaczepiania. Nie jestes jego wrogiem ale przyjacielem juz tez nie. Co mieliscie sobie wyjasnic to juz zostalo wyjasnione a teraz chcesz sobie spokojnie zyc bez jego udzialu w Twoim zyciu w nawet minimalnym.stopniu. Nie jest Ci to do czegokolwiek potrzebne i prosisz by to wreszcie uszanowal. Zero wycieczek osobistych o zonie dziecku itp. Na kiego grzyba Ty go pytasz Kobito czy wini Ciebie za ciaze zony? Po  wuj Ci ta wiedza potrzebna. Dajesz mu tym tylko sygnaly ze wciaz Cie to meczy i zachecasz by szukal pretekstu do wyjasniania. Zdecyduj sie albo Ci zwisa i powiewa i nie chcesz juz nic wiedziec ani wyjasniac albo kochasz tesknisz  myslisz i dalej mielisz ten melodramat zalosny. No chore to juz jest...

3 160

Odp: ja, on i ten trzeci

Excop
Szantaż? Zemsta? Słabe to. Wobec osoby, która nie była jej obojętna.
To nie jest molestowanie, tylko zawracanie głowy.

3 161

Odp: ja, on i ten trzeci
feniks35 napisał/a:
Excop napisał/a:
Xymena napisał/a:

Ok, teraz to inaczej wygląda.
To może napisz mu to, co tutaj napisałaś.

Wtrącę się znów, choć w dalszym ciągu uważam, że Roxann lubi rozpamiętywać to, o czym winna zapomnieć, by odnaleźć spokój i być uczciwą wobec kolejnego, obecnego partnera.
Zero kontaktu, zagrozić zawiadomieniem o molestowaniu (nieważne, że wcześniej było inaczej), by gościa zmusić do trzymania łap przy sobie.
Ma wiele do stracenia, ale Roxann udaje, że tego nie widzi.
Bo nie chce tego widzieć. Dlaczego - wyżej.

Dokladnie tak samo uwazam. Napisalabym do pana krotka zwiezla wiadomosc smsem czy mailem ze nie zycze sobie wiecej zaczepiania. Nie jestes jego wrogiem ale przyjacielem juz tez nie. Co mieliscie sobie wyjasnic to juz zostalo wyjasnione a teraz chcesz sobie spokojnie zyc bez jego udzialu w Twoim zyciu w nawet minimalnym.stopniu. Nie jest Ci to do czegokolwiek potrzebne i prosisz by to wreszcie uszanowal. Zero wycieczek osobistych o zonie dziecku itp. Na kiego grzyba Ty go pytasz Kobito czy wini Ciebie za ciaze zony? Po  wuj Ci ta wiedza potrzebna. Dajesz mu tym tylko sygnaly ze wciaz Cie to meczy i zachecasz by szukal pretekstu do wyjasniania. Zdecyduj sie albo Ci zwisa i powiewa i nie chcesz juz nic wiedziec ani wyjasniac albo kochasz tesknisz  myslisz i dalej mielisz ten melodramat zalosny. No chore to juz jest...

Fenix, chodzi o to, że ja mu wcześniej wszystko wyjaśniłam dlaczego chcę urwać całkowicie kontakt pomimo, że początkowo (zanim jeszcze się dowiedziałam o ciąży) też byłam zdania, że nie ma co się wygłupiać i udawać, że się nie znamy. Wszystko wyjaśnione (powiedzmy), bardzo dobrze zawsze nam się rozmawiało, współpraca świetnie się układała, wystarczy tylko zachować dystans… itd. Wszystko się zmieniło rok temu. W trakcie i po ub konferencji. Wtedy uznałam, że ja już nie chcę i nie potrafię z nim rozmawiać. Nienawidzę go. Brzydzę się nim.
Wiadomo, że jak się pisze, to nie widać do końca „wydźwięku” wypowiadanych słów, ale to pytanie czy dalej mnie obwinia o ciążę żony było powiedziane z przekąsem i pogardą… a nie że to mnie wciąż nurtuje. Tu nie ma co nurtować. Raczej dla rozwinięcia dlaczego nie chcę z nim rozmawiać bo nie mamy o czym. A chciałam go szybko zgasić by dał mi spokój. W sumie poskutkowało bo inaczej by drążył a ja nie chciałam robić scen bo jeszcze jakaś szarpanina by z tego wyszła bo on nie chciał mnie puścić zanim nie porozmawiamy.
Owszem emocje już dawno opadły, ale ja nie zamierzam przez to wyciągać do niego ręki na zgodę. Tak jak powiedziałaś nie jestem jego wrogiem ale przyjacielem też nie. Opcja, że jest dla mnie jak powietrze jest najlepsza i się dotychczas sprawdzała. To, że jemu to nie odpowiada, to jego problem. Pewnie myślał, że po roku „wybaczę” i będzie jak dawniej a przynajmniej jak do konf rok temu.

3 162 Ostatnio edytowany przez Roxann (2017-11-09 21:38:30)

Odp: ja, on i ten trzeci

Btw.. ktoś tu kiedyś mi wypomniał, że nie mam mieć co do niego żalu bo skorzystałam i zrobiłam „karierę”, w domyśle „przez łóżko”. Ja zawsze byłam ambitna i pracowita. Ok. On mi pomógł w tym sensie, że coś podpowiedział, z kimś poznał ale wszystko robiłam sama.  Ja nigdy nie byłam jego podwładną. Tylko partnerem w pracy.. Fakt faktem, że kiedy nasza znajomość rozwijała a potem był romans mieliśmy świetny czas zawodowy. W dużej mierze dzięki sobie, oboje się wspieraliśmy i motywowaliśmy on wtedy został prezesem a ja managerem. Z tymże ja na to naprawdę zapracowałam, a on lawirował zaczynając od polityki, kontaktów, układów itd. Jedna nasza wspólna znajoma z poprzedniej pracy określała go jako „celebrytę”. I coś w tym jest. Teraz z różnych stron dostaję wiadomości, że on ma problemy nie tyle osobiste co biznesowe, że ma wrogów. Że tam się nie udało i tam... Oczywiście finansowo jest zabezpieczony ale „ego”.. A  ze mną (tzn mówię o współpracy) tak super szło...tzn może nie tyle ze mną co w tym czasie.. nawet dostał jakieś nagrody, odznaczenia. Teraz mu się sypie.. przynajmniej w części biznesów.. (prywatnie nie wnikam) a „ze mną” szło tak ładnie i łatwo.. Ja sobie daję radę i sprawdzam w tym co robię. A to znaczy że go nie potrzebuję. I prywatnie też mi jest dobrze.

I myślę, że właśnie dlatego chce wrócić do znajomości i współpracy ze mną.. W końcu kobiet pięknych wkoło wiele...
No nie radzi sobie.. albo zaczęło go to przerastać i potrzebuje wsparcia jakim kiedyś byłam.

3 163

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

No nie radzi sobie.. albo zaczęło go to przerastać i potrzebuje wsparcia jakim kiedyś byłam.

No, bez jaj, Roxann.
Czyżby biedny, bo żonaty i ostatnio, dzieciaty "przypadkowo" ponoć znów wzbudził Twoją troskę o jego komfort psychiczny? O fizyczny nie pytam, bo to zrozumiałe. Jedno wynika z drugiego.
Czyli nowy partner musi uważać na ościeżnice, by politury nie porysować?

3 164

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:
Roxann napisał/a:

No nie radzi sobie.. albo zaczęło go to przerastać i potrzebuje wsparcia jakim kiedyś byłam.

No, bez jaj, Roxann.
Czyżby biedny, bo żonaty i ostatnio, dzieciaty "przypadkowo" ponoć znów wzbudził Twoją troskę o jego komfort psychiczny? O fizyczny nie pytam, bo to zrozumiałe. Jedno wynika z drugiego.
Czyli nowy partner musi uważać na ościeżnice, by politury nie porysować?

Heh znowu popieram. Masakra jak sie czyta Roxann. Jak na "podobno" obojetna osobe zadziwiajaco analizuje zycie prezia i motywy ktorymi moze sie kierowac chcac ponownego ocieplenia kontaktu z nia. Gdybym byla obojetna na kogos to centralnie w 4 literach mialabym to czy ma problemy zawodowe osobiste czy gastryczne i czy uwaza ze jestem piekna madra czy tylko przydatna. Tak wiec Roxann Twoje wypociny oznaczaja ze wciaz prezio jest tematem number one w Twym  zyciu a reszta jest tylko jednym wielkim blaa blaaa albo masz mentalnosc przekupy z bazaru ktora musi sie ekscytowac smaczkami z zycia innych bo jej wlasne jest szare puste i nudne. Tak czy owak zal mi Ciebie i nie zazdroszcze babrania sie wciaz w tym.gufnie hmm

3 165

Odp: ja, on i ten trzeci

Przecież to jasne, że nie jest obojętna. Wszyscy to wiedzą, poza nią samą.

3 166

Odp: ja, on i ten trzeci

Czyli w domyśle - Roxann - bez Ciebie jego życie to jedna wielka równia pochyła, po której wszystko stacza mu się w dół, gdzie rozpirzy się prędzej, czy później w drobiazgi ?
Bo podczas romansu z Tobą jego życie osobiste było przykładne, był świetnym mężem i ojcem, a jego kariera rozkwitała i tylko dzięki Twojej ciężkiej pracy on zdobył uznanie zawodowe jakim się cieszył, nagrody i uznanie ?
Paradne ...

3 167 Ostatnio edytowany przez Roxann (2017-11-10 10:21:54)

Odp: ja, on i ten trzeci
IsaBella77 napisał/a:

Czyli w domyśle - Roxann - bez Ciebie jego życie to jedna wielka równia pochyła, po której wszystko stacza mu się w dół, gdzie rozpirzy się prędzej, czy później w drobiazgi ?
Bo podczas romansu z Tobą jego życie osobiste było przykładne, był świetnym mężem i ojcem, a jego kariera rozkwitała i tylko dzięki Twojej ciężkiej pracy on zdobył uznanie zawodowe jakim się cieszył, nagrody i uznanie ?
Paradne ...

IsaBella77, może teraz więcej dostrzegam bo nie patrzę przez pryzmat „zauroczenia”, ale on wcale taki świetny i idealny nie jest, jaki mi się wydawał wtedy. Inaczej też patrzę na jego sukcesy czy porażki bo widzę, że w większości te jego „zasługi” to kwestia lobby. Po prostu inaczej już patrzę na tego faceta. Albo inaczej - mam wrażenie, że to jest zupełnie inny człowiek niż ten, którego (po)kochałam.
Być może (a raczej na pewno) taki też był, jak go poznałam, ale wtedy tego nie dostrzegałam.. bo byłam zaślepiona..
A zmianę w jego zachowaniu zauważyłam właśnie 1-1,5 roku temu: jakby trochę "zgasł", zaczął więcej pić. Tego akurat trudno było nie zauważyć, bo to zmiana o 100 st. Nigdy wcześniej nie widziałam go siedzącego samego przy stoliku i pijącego alkohol... i to na kolacji gdzie było sporo ludzi.. smutny widok. Wcześniej był duszą towarzystwa... ale może rzeczywiście ja wtedy pewnych rzeczy nie dostrzegałam albo inaczej odbierałam. Nie ważne...

3 168

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:

Czyli w domyśle - Roxann - bez Ciebie jego życie to jedna wielka równia pochyła, po której wszystko stacza mu się w dół, gdzie rozpirzy się prędzej, czy później w drobiazgi ?
Bo podczas romansu z Tobą jego życie osobiste było przykładne, był świetnym mężem i ojcem, a jego kariera rozkwitała i tylko dzięki Twojej ciężkiej pracy on zdobył uznanie zawodowe jakim się cieszył, nagrody i uznanie ?
Paradne ...

IsaBella77, może teraz więcej dostrzegam bo nie patrzę przez pryzmat „zauroczenia”, ale on wcale taki świetny i idealny nie jest, jaki mi się wydawał wtedy. Inaczej też patrzę na jego sukcesy czy porażki bo widzę, że w większości te jego „zasługi” to kwestia lobby. Po prostu inaczej już patrzę na tego faceta. Albo inaczej - mam wrażenie, że to jest zupełnie inny człowiek niż ten, którego (po)kochałam.
Być może (a raczej na pewno) taki też był, jak go poznałam, ale wtedy tego nie dostrzegałam.. bo byłam zaślepiona..
A zmianę w jego zachowaniu zauważyłam właśnie 1-1,5 roku temu: jakby trochę "zgasł", zaczął więcej pić. Tego akurat trudno było nie zauważyć, bo to zmiana o 100 st. Nigdy wcześniej nie widziałam go siedzącego samego przy stoliku i pijącego alkohol... i to na kolacji gdzie było sporo ludzi.. smutny widok. Wcześniej był duszą towarzystwa... ale może rzeczywiście ja wtedy pewnych rzeczy nie dostrzegałam albo inaczej odbierałam. Nie ważne...

Niczego nie zrozumiałaś, Roxann.
Nie, nieważne. Odwrotnie, to bardzo ważne.
Wciąż gość siedzi w Twoim umyśle. Co z tego Ci przyjdzie, że obraz jego po "odtruciu" zmienił się w postrzeganiu jego osoby?.
Żałujesz, że jest zwykłym zdradzaczem i wykorzystującym zależne od niego - do jakiegoś czasu przynajmniej, kobiety, a nie rycerzem bez skazy.
Daj najpierw spokój jemu, bo nie wierzę, że unikasz kontaktu z nim. Potem daj spokój nowemu, bo będzie jak z tym "bez wzwodu". Komu stanie, gdy partnerka ciągle myśli o kimś innym?
I udaj się na terapię, bo uzależniłaś się od Pigmaliona. Widać to na kilometr.

3 169

Odp: ja, on i ten trzeci

Tylko czy coś wielkiego się stało?
Facet nie szuka z Tobą kontaktu przez wiele miesięcy. Na konferencji, pewnie pod wpływem alkoholu, stara się nawiązać rozmowę.
Ty nie masz ochoty, to on odpuszcza. Koniec
Rozumiem, że są emocje po Twojej stronie. Potrzeba Ci trochę czasu aby ochłonąć.
Jednak to ponowne analizowanie jego sytuacji życiowej, rozbijanie na czynniki pierwsze jego osobowości,
zastanawianie się nad tym, co on planuje wobec Ciebie.....Tu nie ma równowagi miedzy tym co on robi
a tym  co robisz teraz Ty.

3 170

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann - jestem pełna podziwu dla takich kobiet jak Ty :-)

To jest taka wyjątkowa miłość, która nie zdarza się często.
Facet nie zrobił nic co wymagałoby jakiegokolwiek poświęcenia a Ty go kochasz miłością dozgonną.
Gdzieś miałaś przebłysk małości całej tej sytuacji, ale nawet po latach przeżywasz jego nowe dziecko i kolejne romanse analizując to w najdrobniejszych szczegółach

Facet to szczęściarz! Choć pewnie o tym nie wie, że aż tak skutecznie Cię posunął, wywołując emocje na następne kilka lat..
Może daj mu jednak szanse?

3 171

Odp: ja, on i ten trzeci
takata napisał/a:

Roxann - jestem pełna podziwu dla takich kobiet jak Ty :-)

To jest taka wyjątkowa miłość, która nie zdarza się często.
Facet nie zrobił nic co wymagałoby jakiegokolwiek poświęcenia a Ty go kochasz miłością dozgonną.
Gdzieś miałaś przebłysk małości całej tej sytuacji, ale nawet po latach przeżywasz jego nowe dziecko i kolejne romanse analizując to w najdrobniejszych szczegółach

Facet to szczęściarz! Choć pewnie o tym nie wie, że aż tak skutecznie Cię posunął, wywołując emocje na następne kilka lat..
Może daj mu jednak szanse?

Oj musiał być dobry skoro wciąż takie emocje wywołuje.
Wszak dobrych kochanków nie zapomina się wcale wink

3 172

Odp: ja, on i ten trzeci
takata napisał/a:

Roxann - jestem pełna podziwu dla takich kobiet jak Ty :-)

To jest taka wyjątkowa miłość, która nie zdarza się często.
Facet nie zrobił nic co wymagałoby jakiegokolwiek poświęcenia a Ty go kochasz miłością dozgonną.
Gdzieś miałaś przebłysk małości całej tej sytuacji, ale nawet po latach przeżywasz jego nowe dziecko i kolejne romanse analizując to w najdrobniejszych szczegółach

Facet to szczęściarz! Choć pewnie o tym nie wie, że aż tak skutecznie Cię posunął, wywołując emocje na następne kilka lat..
Może daj mu jednak szanse?

Nic dodać, nic ująć...

3 173 Ostatnio edytowany przez Roxann (2017-11-10 14:49:36)

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:

Niczego nie zrozumiałaś, Roxann.
Nie, nieważne. Odwrotnie, to bardzo ważne.
Wciąż gość siedzi w Twoim umyśle. Co z tego Ci przyjdzie, że obraz jego po "odtruciu" zmienił się w postrzeganiu jego osoby?.
Żałujesz, że jest zwykłym zdradzaczem i wykorzystującym zależne od niego - do jakiegoś czasu przynajmniej, kobiety, a nie rycerzem bez skazy.
Daj najpierw spokój jemu, bo nie wierzę, że unikasz kontaktu z nim. Potem daj spokój nowemu, bo będzie jak z tym "bez wzwodu". Komu stanie, gdy partnerka ciągle myśli o kimś innym?
I udaj się na terapię, bo uzależniłaś się od Pigmaliona. Widać to na kilometr.

Mylisz się.
Ja nie mam z nim problemu o ile nie muszę z nim rozmawiać. Dlaczego nie chcę z nim rozmawiać, utrzymywać znajomości pisałam wyżej. Po co miałabym szukać z nim kontaktu? Oczywiście to nie oznacza, że teraz panicznie boję się, że go gdzieś spotkam czy od razu rezygnuje z udziału jak wiem że i on będzie itd. Owszem, za pierwszym razem jak go miałam spotkać, po tym jak kontakt całkowicie urwałam, było zdenerwowanie, bo nie wiedziałam jak się zachowa... ale potem już mi było obojętne czy on jest czy go nie ma.. bo i tak nie rozmawialiśmy.
Wiadomo, że jak gdzieś byliśmy oboje, to było trochę dziwne czy dziecinne, kiedy udawaliśmy, że się nie widzimy i pojawiały sie jakieś komentarze... no ale nic nie poradzę na to. Po prostu nie odpowiadałam na nie, nie tłumaczyłam...
Wyszłam z tej sytuacji, przynajmniej w moim odczuciu, obronną ręką. Największym dla mnie potwierdzeniem tego, jest po 1. jego stwierdzenie, że jestem zbyt dumna by dalej było jak było. a po 2. że bez niego mi dobrze i nie chcę tego zmieniać. 
Akurat tamten post napisałam "świeżo" po zajściu, więc pewnie z jakimiś emocjami... bo zwyczajnie wkurzyłam się..

3 174 Ostatnio edytowany przez horses (2017-11-10 19:04:20)

Odp: ja, on i ten trzeci

Masz problem i nie są nim emocje, które pojawiają się gdy go spotkasz.
Nawet dziwne by było gdyby tych emocji nie było.
Problemem jest to co się dzieje przed jego spotkaniem i po.
Te analizy, wspominanie....chyba jednak trochę utknęłaś i się sama nakręcasz,
a naprawdę akurat nad tym da się zapanować.

Nawet w wpisie powyżej już analizujesz, wspominasz...a w poprzednich to była wręcz fachowa analiza
jego sytuacji i osobowości.

3 175

Odp: ja, on i ten trzeci

Mam wrażenie, że niektóre kwestie są tu nadinterpretowane, jak to, że on nadal mnie obchodzi bo np mam informacje nt jego biznesów. Wspominałam kilkukrotnie, że pracujemy w tej samej branży i nasze kompetencje się uzupełniają. Wiadomo, że się śledzi, zna rynek, a tym bardziej partnerów. Pisałam też, że on nakręcił projekt z nami.... z tymże akurat z niego się wymiksowałam by nie musieć bezpośrednio z nim współpracować.
Gdyby nie to, że początkowo byłam punktem zaczepienia do nawiązania współpracy, i że wówczas jak przyjeżdżał tu 1,5 roku temu to przychodził do mnie do biura, powoływał na mnie itd., to to, że teraz się unikamy nie wzbudzałoby żadnych „sensacji” czy komentarzy. Wiem, że to trochę niepoważne, ale nic nie poradzę, że ja nie mam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Nie było powodem to, że nie zostawił dla mnie żony, nie byłoby też to, że ma dziecko, gdyby przy tym zachował się wobec mnie i ogólne inaczej. Ta granica została przekroczona wówczas kiedy odstawił szopkę z próbą wpędzania mnie w poczucie winy za to, że jego żona jest w ciąży. To, jak się zachowywał po ubiegłorocznej konferencji i jak dowiedział, że zostanie znów tatą. Wtedy ostatecznie straciłam do niego szacunek jako człowieka. I bardzo się cieszę w tej całej sytuacji, że on sam dostrzegł, że jestem zbyt dumna by dalej kontynuować znajomość. To dla mnie bardzo dużo znaczy w kontekście poczucia własnej wartości... w końcu przez długi czas to on był „górą” i miał nade mną „kontrolę”. Więc myślał, że jak odstawi szopkę, to jeszcze będę go przepraszać, że ie doceniłam jego „starań”, że aż musiał przespać z żoną. A tu zonk. I dobrze.

3 176

Odp: ja, on i ten trzeci

Jeśli to nadinterpretacja, mylne wrażenie to ok. Jeśli chcesz sobie tylko tutaj poplotkować to też ok,
ale tylko ustal sobie jakieś granice, bo łatwo się w tym zatracić. Szkoda życia po prostu.

3 177 Ostatnio edytowany przez Roxann (2017-11-11 01:23:18)

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:

Jeśli to nadinterpretacja, mylne wrażenie to ok. Jeśli chcesz sobie tylko tutaj poplotkować to też ok,
ale tylko ustal sobie jakieś granice, bo łatwo się w tym zatracić. Szkoda życia po prostu.

Tak, wiem. Wiadomo co i jak było, więc być może to rzutuje na to, że wciąż mi się wmawia, że dalej  mi na nim zależy czy jestem uzależniona a nawet, że wciąż go kocham.  A jakie emocje on rzeczywiście we mnie wzbudza? Zwyczajnie brzydzę się nim i dziwię sobie, że mogłam aż tak stracić głowę dla niego. Aż by się chciało powiedzieć to sztandarowe: gdzie ja miałam oczy? Ale trzeba mu przyznać jedno to cwany i bardzo inteligentny człowiek. Nie że go komplementuję, ale mówię to w kontekście tego, że swojego czasu potrafił mnie tak omotać „teatralnymi” zagrywkami. Udawał? przyjaciela... poznał czułe punkty i w nie uderzył. Nie sądziłam, że to zwykła manipulacja. Tzn bynajmniej siebie tym nie usprawiedliwiam, raczej traktuje to jako lekcję „życia”. Ja jestem bardzo wrażliwą i uczuciową osobą choć na co dzień tego nie okazuję, tym bardziej w pracy. I grając mi na emocjach (jak on to robił) można wiele zdziałać. Nawet Excop teraz napisał: „Czyżby biedny, bo żonaty i ostatnio, dzieciaty "przypadkowo" ponoć znów wzbudził Twoją troskę o jego komfort psychiczny?” akurat w innym kontekście... ale pamiętam dokładnie (nie dlatego, że wciąż analizuję tongue ), że wzbudził moją troskę opowiadając o tym, jak to wychowywał się bez rodziców i nikt nim nie interesował. No jak mówi to dorosły „silny” facet z miną porzuconego psa, to pierwsze co chce się zrobić to go przytulić, przygarnąć... A jak ci potem mówi, że nigdy nie odczuł od innej osoby tyle troski i ciepła.. no to... W zasadzie od tego to moje „uzależnienie” od niego się zaczęło. Potem też sama się tym nakręcałam... widząc w nim wrażliwego mężczyznę, którym nie jest. Dostrzegałam sygnały, ale nie chciałam ich widzieć. Czułam wręcz, że właśnie to „przy mnie” rozkwitł, tak ja ja przy nim. Nie potrafiłam myśleć o nim źle, nie o nim. Ale to forum otworzyło mi oczy. Opornie ale... skutecznie. On przecież nie wie skąd moja zmiana. Jaki proces przeszłam. Dlatego starym i sprawdzonym zwyczajem próbował znów zagrać mi na emocjach. I zagrał ... skutecznie o tyle, że wytrąciło mnie to z równowagi, nie mogłam spać itd. Ale bez skutku co do intencji, celu. Bo na tą „bajkę” już się nie nabrałam.
Człowiek uczy się całe życie..

3 178

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Mam wrażenie, że niektóre kwestie są tu nadinterpretowane, jak to, że on nadal mnie obchodzi bo np mam informacje nt jego biznesów. Wspominałam kilkukrotnie, że pracujemy w tej samej branży i nasze kompetencje się uzupełniają. Wiadomo, że się śledzi, zna rynek, a tym bardziej partnerów. Pisałam też, że on nakręcił projekt z nami.... z tymże akurat z niego się wymiksowałam by nie musieć bezpośrednio z nim współpracować.
Gdyby nie to, że początkowo byłam punktem zaczepienia do nawiązania współpracy, i że wówczas jak przyjeżdżał tu 1,5 roku temu to przychodził do mnie do biura, powoływał na mnie itd., to to, że teraz się unikamy nie wzbudzałoby żadnych „sensacji” czy komentarzy. Wiem, że to trochę niepoważne, ale nic nie poradzę, że ja nie mam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Nie było powodem to, że nie zostawił dla mnie żony, nie byłoby też to, że ma dziecko, gdyby przy tym zachował się wobec mnie i ogólne inaczej. Ta granica została przekroczona wówczas kiedy odstawił szopkę z próbą wpędzania mnie w poczucie winy za to, że jego żona jest w ciąży. To, jak się zachowywał po ubiegłorocznej konferencji i jak dowiedział, że zostanie znów tatą. Wtedy ostatecznie straciłam do niego szacunek jako człowieka. I bardzo się cieszę w tej całej sytuacji, że on sam dostrzegł, że jestem zbyt dumna by dalej kontynuować znajomość. To dla mnie bardzo dużo znaczy w kontekście poczucia własnej wartości... w końcu przez długi czas to on był „górą” i miał nade mną „kontrolę”. Więc myślał, że jak odstawi szopkę, to jeszcze będę go przepraszać, że ie doceniłam jego „starań”, że aż musiał przespać z żoną. A tu zonk. I dobrze.

Mów co chcesz, ale ewidentnie ten koleś pozostawił tak dużą bliznę na tobie, że nie zagoi się ona do końca życia, a temat ten będzie się ciągnął do końca tego forum. Czekam na kolejny update w stylu: "znowu próbował zagadać", "patrzył na mnie na ulicy oczami szczeniaka", "widziałam go samego w kawiarni, płaczącego nad sernikiem".

3 179

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
horses napisał/a:

Jeśli to nadinterpretacja, mylne wrażenie to ok. Jeśli chcesz sobie tylko tutaj poplotkować to też ok,
ale tylko ustal sobie jakieś granice, bo łatwo się w tym zatracić. Szkoda życia po prostu.

Tak, wiem. Wiadomo co i jak było, więc być może to rzutuje na to, że wciąż mi się wmawia, że dalej  mi na nim zależy czy jestem uzależniona a nawet, że wciąż go kocham.  A jakie emocje on rzeczywiście we mnie wzbudza? Zwyczajnie brzydzę się nim i dziwię sobie, że mogłam aż tak stracić głowę dla niego. Aż by się chciało powiedzieć to sztandarowe: gdzie ja miałam oczy? Ale trzeba mu przyznać jedno to cwany i bardzo inteligentny człowiek. Nie że go komplementuję, ale mówię to w kontekście tego, że swojego czasu potrafił mnie tak omotać „teatralnymi” zagrywkami. Udawał? przyjaciela... poznał czułe punkty i w nie uderzył. Nie sądziłam, że to zwykła manipulacja. Tzn bynajmniej siebie tym nie usprawiedliwiam, raczej traktuje to jako lekcję „życia”. Ja jestem bardzo wrażliwą i uczuciową osobą choć na co dzień tego nie okazuję, tym bardziej w pracy. I grając mi na emocjach (jak on to robił) można wiele zdziałać. Nawet Excop teraz napisał: „Czyżby biedny, bo żonaty i ostatnio, dzieciaty "przypadkowo" ponoć znów wzbudził Twoją troskę o jego komfort psychiczny?” akurat w innym kontekście... ale pamiętam dokładnie (nie dlatego, że wciąż analizuję tongue ), że wzbudził moją troskę opowiadając o tym, jak to wychowywał się bez rodziców i nikt nim nie interesował. No jak mówi to dorosły „silny” facet z miną porzuconego psa, to pierwsze co chce się zrobić to go przytulić, przygarnąć... A jak ci potem mówi, że nigdy nie odczuł od innej osoby tyle troski i ciepła.. no to... W zasadzie od tego to moje „uzależnienie” od niego się zaczęło. Potem też sama się tym nakręcałam... widząc w nim wrażliwego mężczyznę, którym nie jest. Dostrzegałam sygnały, ale nie chciałam ich widzieć. Czułam wręcz, że właśnie to „przy mnie” rozkwitł, tak ja ja przy nim. Nie potrafiłam myśleć o nim źle, nie o nim. Ale to forum otworzyło mi oczy. Opornie ale... skutecznie. On przecież nie wie skąd moja zmiana. Jaki proces przeszłam. Dlatego starym i sprawdzonym zwyczajem próbował znów zagrać mi na emocjach. I zagrał ... skutecznie o tyle, że wytrąciło mnie to z równowagi, nie mogłam spać itd. Ale bez skutku co do intencji, celu. Bo na tą „bajkę” już się nie nabrałam.
Człowiek uczy się całe życie..

Wierzę, tylko, że ja o czymś innym. O nakręcaniu się.
Uważam, że  niektórych ludzi nigdy się nie zapomni.
Byli ważni, ale bez wnikania w szczegóły, skoro tak się ułożyło, że teraz muszą pozostać jedynie wspomnieniem,  to niech tak będzie.

3 180 Ostatnio edytowany przez Roxann (2017-11-11 16:40:51)

Odp: ja, on i ten trzeci

Biały, Horses, pewnie macie racje, bo ta znajomość miała największy wpływ na mnie, moje życie pod wieloma względami  - taka lekcja „życia” w pigułce, bo przez te kilka lat doświadczyłam bardzo wiele - z jednej strony nowe miejsce, wielka miłość, kariera... a z drugiej wplątanie w romans z żonatym, zderzenie tu na forum z „latka kochanki”, zawód drugim człowiekiem, próba wyjścia z tej sytuacji i odnalezienia w tym wszystkim siebie... 
To ‘piętno’ zostanie.  Bo jakby nie patrzeć przewróciło to moje życie, samoświadomość, podejście do życia, relacji  może nie o 180 ale co najmniej  120 st. Ale też zahartowało. On mnie nie złamał, nie złamały mnie też te wszystkie podłe komentarze na forum... więc już nic mnie nie złamie. Oczywiście miałam gorszy czas, wielokrotnie płakałam, otarłam o nerwicę, ale udało mi się z tego wyjść.
Ale to co dla mnie najbardziej cenne w tym wszystkim, to to, że odnalazłam w tym siebie. Przedtem nigdy nie byłam sobą do końca bo nie mogłam, można wręcz powiedzieć, że też prowadziłam poniekąd teatralne życie, bo musiałam udawać, że wszystko jest ok. Nawet tu na forum, gdzie jestem anonimowa, a wiele ludzi pisało bezinteresownie by mi pomóc  co wielokrotnie dało się odczuć pomiędzy tymi obraźliwymi komentarzami, szłam w zaparte, że miałam super rodzinę. Tak już to mi weszło w krew. Bardziej niż tego, że byłam „kochanką”, wstydziłam przyznać, że wychowałam w rodzinie z pozoru wzorowej, gdzie był alkohol i przemoc.  Ja mam czy miałam chyba wszystkie cechy DDA. Tak naprawdę uciekłam z domu bo już miałam dość tej szopki. Życia w pozornym ideale, kłamstwach.. Wiedziałam, że tam nie ułożę sobie życia, bo każdy facet prędzej czy później zorientuje się, że coś jest nie tak. A ja nawet panicznie bałam zaprosić kogoś do domu bo nie wiedziałam co tam się wydarzy. I byłby skandal.
Nawet teraz wręcz obsesyjnie reaguję na alkohol i agresję, no ale jak widać mam skłonność do uzależnień na tle emocjonalnym. Doszłam wręcz do perfekcji jeśli chodzi o wypieranie złych rzeczy i skupianie tylko na tych dobrych, choćby symbolicznych. Pewnie dlatego te „teatralne gesty” pana Z na mnie podziałały. Ta jego historia o wychowaniu bez rodziców, braku miłości itd.
No i znów uciekłam tylko już do innego kraju ale już ze świadomością w czym tkwi(ł) mój problem. A poza tym, być może wbrew pozorom, z podbudowaniem swojej wartości i samoświadomości. Kiedyś moja ambicja sprowadzała się do tego, że chciałam coś innym udowodnić, że jestem warta uwagi, żeby mogli być ze mnie dumni, by była lepsza atmosfera. Teraz to robię dla siebie. Nie chcę już nikomu, niczego udowadniać. Nie jestem ideałem, mam wady jak każdy. Chcę być sobą, szczera wobec siebie i partnera.

Edit. W końcu zrozumiałam, że pan Z nie był początkiem tych wszelkich zawirowań, problemów, ale skutkiem tego co wyniosłam z domu i z czym sobie wtedy nie radziłam bo nie zdawałam czy nie chciałam sobie zdawać  sprawy. Tych wgranych "programów"o których kiedyś wspominała mi w tym wątku Elle (którą serdecznie pozdrawiam smile)

3 181

Odp: ja, on i ten trzeci

Dość obszerny, spójny, co do własnych przemyśleń co do tego, co stało za otwarciem tematu i późniejszych jego wznowień.
Wszędzie, w każdej rodzinie zdarza się coś określane mianem syndromu CDA, czy CDD. W najbliższej lub nieco dalszej.
Tyle, że nie rozumiem wciąż, dlaczego, Roxann, powracasz, obsesyjnie wręcz, do byłego - przyjmijmy, kochanka
Czyli, co? Oboje (w uproszczeniu) jesteście nieprzystosowani do tego, by założyć ją i żyć w normalnej rodzinie i to Was zbliżyło, a reszta to już efekt śnieżnej kuli?
Co jednak ma z tego wynikać dla Ciebie na przyszłość?

3 182

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:

Dość obszerny, spójny, co do własnych przemyśleń co do tego, co stało za otwarciem tematu i późniejszych jego wznowień.
Wszędzie, w każdej rodzinie zdarza się coś określane mianem syndromu CDA, czy CDD. W najbliższej lub nieco dalszej.
Tyle, że nie rozumiem wciąż, dlaczego, Roxann, powracasz, obsesyjnie wręcz, do byłego - przyjmijmy, kochanka
Czyli, co? Oboje (w uproszczeniu) jesteście nieprzystosowani do tego, by założyć ją i żyć w normalnej rodzinie i to Was zbliżyło, a reszta to już efekt śnieżnej kuli?
Co jednak ma z tego wynikać dla Ciebie na przyszłość?

No myślę, że tak oboje byliśmy „dysfunkcyjni”, potrzebujący tej prawdziwej troski, czułości i ciepła. Oboje maga ambitni... chcący udowodnić coś komuś. On bo rodzice go zostawili, ja jak wyżej pisałam.
Oczywiście  nie chcę podejmować kwestii jego małżeństwa choć jak dla mnie to są tylko i wyłącznie układy.
Co wynika dla mnie? To, że wiem skąd to się wzięło. Dlaczego ja w to weszłam... W końcu przyznanie nie tyle tu co przed sobą.. że uciekłam od rodziny.
Odpowiadając na Twoje pytanie to:  ja chcę już pozostać sobą.. Nie zamierzam nikogo „kryć”, czy coś ze swego życia ukrywać.  No nie.. Tyle lat to robiłam. Koniec.

3 183 Ostatnio edytowany przez Roxann (2017-11-12 21:49:47)

Odp: ja, on i ten trzeci

Edit: Wiesz Excop, tak jeszcze sobie myślałam nad tym co napisałeś, zapytałeś..... No bo jedno to zdanie sobie sprawy z pewnych rzeczy, a drugie co to mi tak naprawdę daje, zmienia? Jak się tak głębiej zastanowiłam, to... ja w sumie nigdy nie maiłam problemu z poznawaniem facetów. W zasadzie można nawet powiedzieć, że zdobywałam tego kogo chciałam, choć nigdy nie zbudowałam prawdziwego głębokiego związku. Kiedy facet zaczynał mieć poważniejsze zamiary, ja panikowałam i uciekałam. Głównym jednak powodem było to, że bałam się go wprowadzić do mojej rodziny. To, że poznając ją, zmieni o mnie zdanie, wszystko wyda itd. I będę całkowicie spalona, pomimo, że dużo pracowałam na to kim jestem. Nie przeżyłabym tego. Moje obawy nie były bezpodstawne, bo jeszcze na samym początku kiedy pierwszy i ostatni raz zaprosiłam faceta do siebie... ojciec odstawił scenę. Nie wiedząc lub mając gdzieś że ktoś „obcy” jest w domu... mój gość. Potem już ten kolega się do mnie nie odezwał. Ale to było jak miałam jakieś 18-19l. Potem po kilku latach była podobna sytuacja.. zaprosiłam do domu faceta z którym się spotykałam już od jakiegoś czasu. To było dla mnie ważne bo zależało mi na nim. Powiedziałam o tym rodzicom o tym i kiedy. Po prostu wystarczyło żeby był spokój, by się nie napił, nie było awantury. Dla mnie to był mega stres ale wierzyłam, że dla nich liczy się moje szczęście i że choć tyle mogą dla mnie zrobić. Przyjeżdżam do domu a tam... Na szczęście początkowo bez niego bo on miał przyjechać za kilka h... oczywiście odwołałam. Potem szybko nasza znajomość skończyła. Też na tyle ta cała sytuacja była beznadziejna, że ogólnie moi rodzice są poważani i nikt nie ma czy nie miał pojęcia co się dzieje za 4 ścianami bo wszystko w nich pozostawało. Jak było dobrze to było wręcz idealnie... nagły wybuch miłości troski itd. Ale to były chwile. Także nie do końca kłamałam jak mówiłam, że czułam się kochana czy dostawałam dużo ciepła ... bo tak bywało. No ale to tak jak w większości wątków, które przeczytałam, gdzie był alkohol i przemoc, że to sinusoida, ze skrajności w skrajność. Ja by nie zgłupieć z jednaj strony stawiałam na rozwój, naukę, sport... a z drugiej uciekałam w świat marzeń. Stąd pewnie te komentarze, że pomimo wieku, ogarnięcia zawodowego – emocjonalnie w sensie naiwności i idealizmu w podejściu do ‘życia’, relacji..  byłam z 10l wstecz.
„Uciekłam” z domu i co? Wplątałam się w romans z panem Z, który z mojego punktu widzenia był wielką miłością.. potem jedna znajomość, druga... Kiedyś już ktoś mi zwrócił tu uwagę, że „dziwnych” facetów wybierałam... pan Z – żonaty, wychowujący bez rodziców, potem ten z początku wątku z problemami natury seksualnej  -  adoptowany (też dyrektor)... potem najkrótsza znajomość z zawodowym policjantem/ochroną  – z jakimiś piętnami po Magdalence, gdzie zginęli na jego oczach przyjaciele, z bliznami itd. W sumie jeden schemat – silny facet z pozycją i przejściami... tak jakby to, że ktoś przez coś przeszedł ‘traumatycznego’ zbliżało mnie do tej osoby.  Takie relacje nie mogą się udać.
Mając jednak tą świadomość, zupełnie inaczej teraz wybrałam partnera. Też już się nie martwię o to co ktoś pomyśli... Ja wiem kim jestem i co sobą reprezentuję, jeżeli ktoś ma zmienić o mnie zdanie przez wzgląd na moich rodziców, wcześniejszych wyborów,  to trudno. Nie jest też wart mojego zainteresowania. Tego, ich nie zmienię. Ale, tak jak pisałam w poście wyżej, nie chcę już niczego ukrywać i nikogo kryć. Bo też bardzo pewnie poczułam sama z sobą. I też tu spotkałam faceta, bez ‘dramatycznych’ przejść, który ma fantastyczną rodzinę. I pierwszy raz zdobyłam się na szczerość... ot tak po prostu... powiedziałam mu o panu Z, powiedziałam mu też o ‘problemach rodzinnych’, kiedy jechaliśmy na święta w ub roku. Albo mnie akceptuje taką jaką jestem albo ... Pomimo żalu, nigdy nie wyprę rodziców i mój partner musi to zaakceptować. On na szczęście to zrozumiał  i powiedział, że nie tylko mnie kocha ale też podziwia. Że pomimo wszystko, doszłam do tego do czego doszłam i zachowałam wrażliwość. I to jest chyba prawdziwa miłość wink

3 184 Ostatnio edytowany przez Roxann (2017-12-16 22:23:05)

Odp: ja, on i ten trzeci

Ostatnio byłam na 3-dniowej konf w Polsce. Wiedziałam, że pan Z był na liści gości zaproszonych. No ale na obradach go nie było, na kolacji też.. aż w końcu 1 dnia ok 22 usłyszałam od koleżanki, że go widziała.. ja że no jak? Przecież go nie ma. Ona ale był tam... Puściłam to mimo uszu i zaraz wróciłam do pokoju hotelowego. Następnego dnia na obradach też go nie widziałam więc uznałam, że jej się przewidziało. No ale podeszłam do dziewczyn z recepcji i zobaczyłam listy.. alfabetyczne... otworzyłam na literę jego nazwiska i się... podpisał. Czyli jednak był. No ok... Drugi dzień kolacja przyszedł prawie o czasie.. Na konf było ok 120 osób ... miejsca full... Gdzie usiadł? Centralnie za moimi plecami.. Szkoda gadać hmm

3 185

Odp: ja, on i ten trzeci

Dostałam w święta bardzo dziwnego maila od kobiety. Mail zaczynał się Pani... (i tu moje imię)... i dalej, że bardzo prosi o spotkanie, że to dla niej bardzo ważne. Żebym powiedziała kiedy będę w Wawie i będę miała czas to ona się dostosuje. Podpisane „Pozdrawiam... i imię”
Niby nic takiego gdyby nie to, że tak na imię ma żona pana Z. Zamarłam jak to przeczytałam. Jeszcze bardziej jak spojrzałam na adres email i po imieniu była pierwsza litera ich nazwiska. Może zbieg okoliczności (napisała na maila służbowego)... ale naprawdę „boję” odpisać. Po co, na co? A może przesadzam...
Myślałam czy i co odpisać i jestem coraz bardziej skłonna by go zignorować. Być może to zbieg okoliczności ale dana osoba nie powiedziała po co chce ze mną spotkać, z drugiej wiedziała do kogo pisze. Imię, miasto... Tym bardziej, że napisała na obecnego maila służbowego gdzie w rozwinięciu jest inny kraj.

Posty [ 3 121 do 3 185 z 3 618 ]

Strony Poprzednia 1 … 47 48 49 50 51 … 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026