Oj kobiety, naprawdę aż mnie przeraziło to co przeczytałam. Nawet już nie śmieszy. Summerko, ty naprawdę masz wielkie problemy ze sobą, co wyrażasz m.in. poprzez jakąś chorą fobią na punkcie mojej postaci i tego wątku. To jest naprawdę chore! Jak nie udało ci się z tym trollem, to wymyślasz inne rzeczy – a to, że Horses ze mną współpracuje, a to że piszę sama ze sobą… Kobieto! Ogarnij się! Bo to już zaczyna podchodzić pod jakąś obsesję. Nie możesz przeżyć, że wątku nie zamknięto ale z drugiej strony wciąż wracasz jak bumerang i setny raz powtarzasz te same swoje złote myśli (brednie), za każdym razem wytykając mi, że wałkuję jedno i to samo.
Moja sytuacja się zmieniła, jego sytuacja się zmieniła, wszystko się zmieniło, emocji takich jak przed rokiem dawno już nie ma. Ty i Zorija jednak w dalszym ciągu ciągniecie wątek romansu, jakby wciąż trwał. Boli, że nie jesteś(cie) dla mnie wyrocznią ani autorytetem żadnym, że czytam wasze posty wręcz z politowaniem. O ile Zoriję jeszcze rozumiem, bo wylewa tu swoje frustracje przy każdej możliwej okazji, bo nie może się pogodzić ze swoją sytuacją. Tak ciebie nie bardzo. .. ale też nie czuję takiej potrzeby. To co nazywasz murem czy ścianą, to nic innego, jak tylko twoja życzeniowość i próba leczenia swoich kompleksów. Myślisz, że jak setny raz powtórzysz, że 2+2=5 to ja w końcu w to uwierzę? Moje „nowe” posty uparcie nazywasz rzucaniem przynęty tylko po to by watek się rozwijał. Zauważ jednak, że takich postów w ciągu ostatnich miesięcy było zaledwie kilka – 3 czy 4 (flirt z koleżanką, Sylwester i informacja o ciąży). Napisałam o tym, by „uzupełnić” wątek o to jak się dalej sprawy potoczyły. To, że zaczynało się znów wałkowanie od początku, roztrząsanie tego co już dawno za mną, nie mam wpływu. Może trochę głupio robiłam, że starałam wyjaśnić, ale pop prostu wkurzało mnie to, że niektóre osoby (z Zoriją na czele) przeinaczały fakty, by ubarwić historię, szukały sensacji. Pisałam już wielokrotnie – żadnej sensacji tu nie ma – romans zakończony bez skandalu, zemsty… A to, że zajęło mi sporo czasu by się odkochać, to inna rzecz. Ważne, że się w końcu udało. To, że komuś to nie pasuje, jego problem 
Także Summerko możesz sobie spokojnie walić w ten wyimaginowany mur i tak tego nie zmienisz. Chyba, że lubisz taki ekshibicjonizm, przy okazji rzucając coraz to bardziej wymyślnymi epitetami
Powodzenia! W sumie się już nie dziwię, że z twoją głową coś nie tak – ileż można? Zaczynam podejrzewać, że nie możesz przeżyć, że z tego wyszłam bez większych konsekwencji, kiedy ty pomimo swojej mądrości i nieomylności, dalej w tym swoim świecie frustracji siedzisz. Mało tego, mam wrażenie, że coraz bardziej się w nim pogrążasz...