netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

ja, on i ten trzeci

3 617 odpowiedzi324 490 wyświetleńzałożony przez Roxann, 27.06.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Strony Poprzednia 1 … 40 41 42 43 44 … 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 666 do 2 730 z 3 618 ]

2 666

Odp: ja, on i ten trzeci
Harvey napisał/a:
Roxann napisał/a:

Ja nie wiem na jakiej to zasadzie działa. Mi często wyskakują osoby których nigdy nie widziałam, ale mamy wspólnych  'znajomych'.  Niekoniecznie musiała wchodzić na mój profil (gdzie mam wszystko poblokowane), tylko przez wspólnych znajomych z "żonatym".

Tak.

Roxann napisał/a:

A może przez to, że kiedyś weszłam na profile ich dzieci?

Nie.

No ja pana żonatego też nie mam w znajomych, tylko jego znajomych w 'znajomych' .. ach ten fb. wink

2 667

Odp: ja, on i ten trzeci

A skąd wiesz, że to ona? Pisałaś że nie ma nazwiska. Aż dziwne, że taka osoba udostępnia publicznie zdjęcia dzieci...

2 668

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann on ją zdradza, bo taki jest. To on ma ze sobą problem a nie jego żona.
Jest z nim zapewne dlatego, że kiedyś go bardzo pokochała. Teraz tworzą rodzinę, kocha dzieci, one dają jej radość. Być może na niego patrzy pobłażliwie.
Zresztą nie wiesz jak i czym on ją bajeruje. Ty się nim zauroczyłaś to myślisz, że dla niej nie będzie czasem uroczy...
Podejrzewam, że troszkę wymusił na niej decyzję o rezygnacji z kariery z obawy, że jeśli będzie niezależna to go zostawi. To jest przecież manipulant.
Roxann ty z nią nie przegrałaś, ani ona z tobą. To nie fair co piszesz. Nie patrz na to w ten sposób. To tak jakbyśmy kobiety miały być rywalkami. Którą łajdak raczy wybrać.
Może zauważysz w czym brałaś udział i nie dasz się więcej wciągnąć w układ: on, ona i ja trzecia.

2 669

Odp: ja, on i ten trzeci
rezolutna napisał/a:

A skąd wiesz, że to ona? Pisałaś że nie ma nazwiska. Aż dziwne, że taka osoba udostępnia publicznie zdjęcia dzieci...

Jestem a 99,9% pewna. Poza tym ona nie umieszcza zdjęć prywatnych, tylko 'należy' do grupy tej szkoły, gdzie zamieszczane informacje i zdjęcia są upublicznione. Poza tym ma też podaną stronę internetową tej szkoły, gdzie są podobne relacje (też ze zdjęciami). Tak jak pisałam wcześniej, jeszcze przed wakacjami trafiłam na profile ich dzieci. Wtedy dopiero się dowiedziałam jak wyglądają i w jakim są wieku.
To jednak inaczej niż sama informacja. Kiedyś, jeszcze przed wyjazdem nawet tu pisałam, że chciałabym go zobaczyć z rodziną, utrwalić ten obraz. Teraz jego rodzina nie jest dla mnie tylko informacją, są nią konkretne osoby.

2 670 Ostatnio edytowany przez Zorija (2017-01-28 17:01:02)

Odp: ja, on i ten trzeci
bet napisał/a:

Którą łajdak raczy wybrać.

No Bet, chyba jednak grubo przegięłaś.
A co, nasza Roxi to wg Ciebie aż takie bezbronne, bezmózgowe, bezrefleskyjne stworzonko? Które samo kompletnie nie myśli?? Tak zero, zupełnie?? nic??
I za które ktoś podejmuje decyzje?? I to nawet takie, kiedy ma zdjąć majtochy i w którą stronę się wypiąć, żeby mu było wygodniej i przyjemniej??

Wybacz, ale chyba ją lekko obrażasz.
I resztę kobiet też.

Poza wszystkim innym - Ty Bet chyba masz jakieś mega odporne klapki na oczach. Z tytanu, czy z czegoś. Naprawdę nie widzisz, że bezmózgie dziecię SAMO, z WŁASNEJ I NIEPRZYMUSZONEJ WOLI lgnie do owego łajdaka? Nie odpuszcza? I cały czas kalkuluje i analizuje. To jest Bet świetna gra z jej strony. I nie taka niewinna, jak na pierwszy rzut oka się wydaje. To cwana dziewucha - wie, na jaki smaczny kąsek poluje. Kąsek ucieka sprzed nosa, ale Roxi jest wytrwała.

I jaki "trzeci" Bet?
Jej nowy partner? No to już nie jest nawet śmieszne. On zwyczajnie NIE ISTNIEJE, nawet jeśli fizycznie jest.

2 671 Ostatnio edytowany przez Zorija (2017-01-28 14:18:37)

Odp: ja, on i ten trzeci

Bet, i napiszę Ci jeszcze raz, wyraźnie to, co wszyscy inni już dawno tu zauważyli, a Tobie to jakoś cały czas umyka -
- ona go chce. Rozumiesz? Ona ma z tego określone profity i dalej na nie liczy.
I chce, by on o nią zabiegał. By jej proponował te kawki. Ona robi foszka, a on ma się starać. To gra Bet. Zastanawiam się tylko po czyjej stronie bardziej, prezia czy Roxi i skłaniam się do tej drugiej.

Co do żony prezesa.
To widzisz Bet, jak czytam te wynurzenia Roxi na jej temat, najpierw te próby wykazania, że jest oziębła, czy tam zołzowata, czy nie dba o prezesika. Roxi robiła to nie tylko w tym wątku, ale w każdym innym gdzie to było możliwe.
Teraz ją analizuje.
To wiesz Bet, mnie to zwyczajnie obrzydza. Mała, głupia prostaczka, która powinna zwyczajnie tej kobiecie, jej dzieciom, w tym temu nienarodzonemu DAĆ SPOKÓJ. Odczepić się od niej. A nie zastanawiać, która z nich wygrała czy przegrała. To wstrętne i odrażające. Płytkie i puste jak cała Autorka. A Ty jej radzisz, radzisz i doradzasz już 70 stron... o co w tym chodzi?? bo przestałam to rozumieć...

2 672

Odp: ja, on i ten trzeci

Jeszcze żeby żonaty napisał do Roksann tekst typu: "nigdy nie pozwolę ci odejść"... "nie odczepisz się ode mnie tak łatwo"..., "jesteś moją największą miłością życia i nie mogę cię puścić" tongue..., czy cóś w tem stylu...
To ja bym Bet zrozumiała, że biedna, nieporadna, nieasertywna Roxia nie wie jak preziowi powiedzieć "spierda...laj" i trzeba jej radzić.

Ale tu prezio napisał tylko "będę, będę". W znaczeniu będę, będę cię dalej na kawę zapraszał. A w domyśle: może uda mi się kolejny raz zamoczyć.

A Roxia zrobiła z tych kilku słów i takiej, trochę żałosnej przepychanki kochanków - dramat życiowy. Czuje się prześladowana i niemalże maltretowana. A już na pewno wykorzystywana przez niecnego prezia. A wszystko to, jakby nie było całego tego romansu, na który się przecież dobrowolnie załapała. Jakby to on - docisnął ją, złapał w jakiejś bramie albo ciemnym zaułku, zniewolił - a na koniec zgwałcił tongue.

2 673

Odp: ja, on i ten trzeci

Zorija, z tego co kiedyś pisałaś pewna terapeutka od związków ‘zabrała’ ci męża – ta która niby miała pomóc w ratowaniu małżeństwa, sama była po rozwodzie… itd., dlatego pewnie teraz się doszukujesz wszędzie kalkulacji, podstępnego działania, bo ona zamiast pomóc twojemu mężowi, waszemu małżeństwu, sama go sobie wzięła. Przecież nie był bezwolny. To co wypisujesz to nic tylko twoje pobożne życzenie, chęć odegrania się. Wyładowania swoich frustracji. Przecież ona musiała nieźle twojemu mężulkowi nawijać w jakim to beznadziejnym związku żyje, że historia tak się skończyła, dlatego tak wypominasz, że niby pisałam jaka to jego żona wredna i zołzowata… podczas gdy milion razy pisałam, że jej nie znam, nie widziałam na oczy. Wiem, że zdradzający tak często mówią o swoich żonach, ale ten poza jakimiś drobnymi wstawkami, że się kłócą, że go nie pociąga czy że brakuje mu czułości… unikał tego tematu. Zresztą to padło dopiero jakoś rok temu, wcześniej nic. Także znów przekoloryzowujesz, by twoja wersja/życzenie lepiej brzmiały.
Mi do tej całej układanki brakowało jeszcze postaci żony, która pozostawała tylko informacją. Mogłam nie oglądać tych zdjęć, ale byłam ciekawa i cieszę się, że trafiłam na jej profil. To dało mi pełniejszy obraz tej całej sytuacji. W sumie nawet się cieszę, że się okazała zadbaną, fajną kobietą, oddaną dzieciom.  Bo to oznacza, że tam jakiejś patologii nie ma. On się realizuje w pracy, ona w życiu rodzinnym… więc te jego niby zarzuty pod moim adresem, że dziecko to moja wina, to gruba przesada. Kiedy ono będzie dorastać, oboje już będą pod emeryturę. Więc o czym mowa? Ona dalej będzie zhamować rodziną, a on ile będzie mógł, to będzie realizował zawodowo, zaliczając jakieś romansiki.  I tyle. Inaczej się ocenia/patrzy na daną sytuację, kiedy zna się szczegóły. Ja rok temu nie wiedziałam prawie nic, teraz już wiem wszystko co chciałam wiedzieć.

2 674 Ostatnio edytowany przez Zorija (2017-01-28 17:38:48)

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann po raz kolejny:
a) straciła biedaczka pamięć
b) rżnie głupa

Co kochanka mówiła mojemu eksowi? Nie wiem. Nie rozkminiam, nie analizuję i nic mnie to nie obchodzi. Chyba ciebie bardziej.
Czy mam uczulenie na takie przygłupie niunie jak ty? No mam, nic nie poradzę. I owszem, współczuję jego żonie, a przede wszystkim dzieciom - wiesz, współczucie to takie uczucie, które występuje czasami u ludzi - tobie raczej się nie przytrafi. I niekoniecznie dotyczy to uczucie MNIE, JA i MOJEGO...  Tak to tylko niektórzy, tobie podobni mają. Inni czasem mają też uczucia (poza współczuciem też np. empatię) do innych...

2 675

Odp: ja, on i ten trzeci

Zorija, widzisz, gdyby jego żona okazała się taką głupią, wredną zołzą, jak ty, to też bym mu radziła zwiewać gdzie pieprz rośnie.. tongue
Mnie by pewnie nie posłuchał, ale może terapeutka by go uświadomiła ;P

2 676 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-01-28 18:14:37)

Odp: ja, on i ten trzeci
Zorija napisał/a:

Czy mam uczulenie na takie przygłupie niunie jak ty? No mam, nic nie poradzę. I owszem, współczuję jego żonie, a przede wszystkim dzieciom - wiesz, współczucie to takie uczucie, które występuje czasami u ludzi - tobie raczej się nie przytrafi. I niekoniecznie dotyczy to uczucie MNIE, JA i MOJEGO...  Tak to tylko niektórzy, tobie podobni mają. Inni czasem mają też uczucia (poza współczuciem też np. empatię) do innych...

Zorija, jak świat światem będą takie proste i niereformowalne "niunie" jak Roxann, czy Xymena. Nie ma co tracić energii na tłumaczenie, choć czasami człowiek aż uwierzyć nie może, że ktoś ma tak bardzo ograniczone horyzonty poznawcze i latami tkwi w jednym miejscu. Ostatecznie i tak nie ma co przejmować się sprawami, na które nie ma się wpływu.
W przypadku tego wątku wygląda to tak, że wchodzę sobie i czytam pierwsze dwa zdania z wypowiedzi Roxann a resztę odpuszczam, bo łatwo sobie wyekstrapolować, co jest dalej. Za to chętnie czytam wypowiedzi innych uczestników, np. twoje smile
A jeśli chodzi o współczucie, to spróbuj sobie spojrzeć na Roxann z lotu ptaka. Co widzisz? Ja babę po 30tce, która siedzi i rozkminia latami romans z rówieśnikiem swojego ojca. Śledzi po necie jego i jego rodzinę. Analizuje każdy jego gest, jego odczucia. Nie może przestać myśleć o jego żonie, jego dzieciach.
Jakże puste i bezwartościowe musi być codzienne życie Roxann, że tak bardzo koncentruje się na życiu byłego kochanka i jego bliskich? Jaka ona musi być samotna skoro tematem jej codziennej aktywności jest śledzenie podstarzałego narcyza, dla którego służyła jako odskocznia od nudnawego życia. I wreszcie jak musi być dla niej okropne to, że ona tyle swojego czasu i energii wpakowała w niego, a on po prostu sobie ją użył i zostawił.
Trochę jej też możesz współczuć.
Zorija ty masz świetne dzieciaki, udane życie zawodowe, mnóstwo pasji,satysfakcjonujące życie towarzystwie, mogłaś potestować kilka związków już po odejściu twojego starego, a ona co ? Myślę, że nikt inny jej po prostu nie chce, dlatego wciąż tu siedzi i analizuje to, co było. Bo teraz jest NIC. PUSTKA.

2 677

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxan, ja jestem tylko obserwatorem, ale jakim cudem masz tyle energii, żeby nadal ciągnąć ten temat? Przecież masz faceta, czy z nim jest tak kiepsko, że nie masz nic ciekawszego na głowie niż rozkminianie przeszłości?  Gdybym był twoim facetem i zobaczył jak bardzo się angażujesz tu na forum, to chyba bym pomyślał o długiej i poważnej rozmowie z Tobą. Zrób to dla siebie i daj przeszłości spokój.

2 678

Odp: ja, on i ten trzeci

Dzięki Summerka smile I masz rację - trochę współczuję smile

Nie, nie zamierzam wchodzić w żadną dyskusję z Roxi, no coś Ty smile
Pisałam do Bet.
Bo o ile doskonale znam z własnego otoczenia takich facecików, jak prezio, spotykam ich, czuję ich zamiary i wcale się nie dziwię, że jeden z nich tu "wystąpił"...
to niezmiernie dziwi mnie "występowanie w przyrodzie" takich kobiet - akurat tak się składa, że w realu takich nie spotkałam.
Kobiet tak słabych i skrzywionych.

I to - o dziwo - po obu stronach barykady.
I nie to, że coś zarzucam Bet. Że ją chcę obrazić. Ale nie mogę w to uwierzyć, że dała się tak omamić Roxi... Do tego stopnia, że tłumaczy jej zachowanie, usprawiedliwia i daje jej poparcie. I obawiam się, że wynika to ze słabości właśnie...
A prezie? dokładnie tak jak wcześniej pisałaś - zwyczajnie żerują - skoro gotowe niunie same przychodzą, nawet się nie trzeba wysilać.

2 679 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-01-28 18:37:52)

Odp: ja, on i ten trzeci
Zorija napisał/a:

Dzięki Summerka smile I masz rację - trochę współczuję smile

Nie, nie zamierzam wchodzić w żadną dyskusję z Roxi, no coś Ty smile
Pisałam do Bet.
Bo o ile doskonale znam z własnego otoczenia takich facecików, jak prezio, spotykam ich, czuję ich zamiary i wcale się nie dziwię, że jeden z nich tu "wystąpił"...
to niezmiernie dziwi mnie "występowanie w przyrodzie" takich kobiet - akurat tak się składa, że w realu takich nie spotkałam.
Kobiet tak słabych i skrzywionych.

I to - o dziwo - po obu stronach barykady.
I nie to, że coś zarzucam Bet. Że ją chcę obrazić. Ale nie mogę w to uwierzyć, że dała się tak omamić Roxi... Do tego stopnia, że tłumaczy jej zachowanie, usprawiedliwia i daje jej poparcie. I obawiam się, że wynika to ze słabości właśnie...
A prezie? dokładnie tak jak wcześniej pisałaś - zwyczajnie żerują - skoro gotowe niunie same przychodzą, nawet się nie trzeba wysilać.

Żerują, żerują big_smile
Nie wiem jak ty, Zorija, ale ja kilka lat pracowałam w korporacji, więc sobie z daleka i bliska poobserwowałam zjawisko biurowych romansów.
W przeciętnej korporacji jest mnóstwo, dosłownie mnóstwo wolnych kobiet, singielek. Nie wiem, czy one są tak zdesperowane, czy tak jest łatwiej, ale romanse między singielkami a żonatymi facetami to biurowa codzienność. Roxann przecież nie jest tu pierwszą kochanką, którą zaliczył facet w biurze, ale chyba pierwszą, która nie potrafi sobie z tą sytuacją poradzić i ciągnie wątek latami.


A bet? Nie wiem. Może próbuje w ten sposób że "swoją" kochanką temat przepracować. Innej coś uświadomić, ale przy okazji wychodzą jej własne nieprzerobione "przegrane" i "wygrane".

2 680

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann, przecież Ty kochasz tego starego dziada. Widać to w każdym Twoim poście. Po co Ci ten facet, z którym teraz jesteś? Zdradzasz go nagminnie w myślach.

Moim zdaniem niczego nie zrozumiałaś. Dalej tkwisz po uszy w kale, a nam próbujesz wmówić, że to budyń waniliowy.
Daj spokój. Wszyscy wiedzą.

2 681

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:
Zorija napisał/a:

Dzięki Summerka smile I masz rację - trochę współczuję smile

Nie, nie zamierzam wchodzić w żadną dyskusję z Roxi, no coś Ty smile
Pisałam do Bet.
Bo o ile doskonale znam z własnego otoczenia takich facecików, jak prezio, spotykam ich, czuję ich zamiary i wcale się nie dziwię, że jeden z nich tu "wystąpił"...
to niezmiernie dziwi mnie "występowanie w przyrodzie" takich kobiet - akurat tak się składa, że w realu takich nie spotkałam.
Kobiet tak słabych i skrzywionych.

I to - o dziwo - po obu stronach barykady.
I nie to, że coś zarzucam Bet. Że ją chcę obrazić. Ale nie mogę w to uwierzyć, że dała się tak omamić Roxi... Do tego stopnia, że tłumaczy jej zachowanie, usprawiedliwia i daje jej poparcie. I obawiam się, że wynika to ze słabości właśnie...
A prezie? dokładnie tak jak wcześniej pisałaś - zwyczajnie żerują - skoro gotowe niunie same przychodzą, nawet się nie trzeba wysilać.

Żerują, żerują big_smile
Nie wiem jak ty, Zorija, ale ja kilka lat pracowałam w korporacji, więc sobie z daleka i bliska poobserwowałam zjawisko biurowych romansów.
W przeciętnej korporacji jest mnóstwo, dosłownie mnóstwo wolnych kobiet, singielek. Nie wiem, czy one są tak zdesperowane, czy tak jest łatwiej, ale romanse między singielkami a żonatymi facetami to biurowa codzienność. Roxann przecież nie jest tu pierwszą kochanką, którą zaliczył facet w biurze, ale chyba pierwszą, która nie potrafi sobie z tą sytuacją poradzić i ciągnie wątek latami.


A bet? Nie wiem. Może próbuje w ten sposób że "swoją" kochanką temat przepracować. Innej coś uświadomić, ale przy okazji wychodzą jej własne nieprzerobione "przegrane" i "wygrane".

Nie, ja niekorporacyjna jestem smile
Nie wiedziałam, jak to wygląda. Mój eks pracował w korporacjach, a ja miałam (mam) własną firmę.
Teraz mój były nie pracuje nigdzie i "ściąga" co miesiąc połowę z mojej działalności - to co w małżeństwie, jak wiadomo, jest wspólne. Tak to ja potrafię się ustawić tongue I życiowo jestem obrotna big_smile
Hehehe, a najlepsze jest to, że z tej połowy ode mnie on płaci mi alimenty smile
Ale to taka dygresja. Nie ma o czym mówić.
Może tylko tyle, że warto przestrzegać dziewczyny, żeby nie dawały się utopić w dzieciach, domu, praniu i sprzątaniu. I wałkach (na głowie i na brzuchu). Byłabym teraz w czarnej dupie, gdybym była taką stereotypową "panią domu". A tak - racze sobie smile

2 682

Odp: ja, on i ten trzeci
Cyngli napisał/a:

Roxann, przecież Ty kochasz tego starego dziada. Widać to w każdym Twoim poście. Po co Ci ten facet, z którym teraz jesteś? Zdradzasz go nagminnie w myślach.

Moim zdaniem niczego nie zrozumiałaś. Dalej tkwisz po uszy w kale, a nam próbujesz wmówić, że to budyń waniliowy.
Daj spokój. Wszyscy wiedzą.

Cyngi, obawiam się, że mylisz miłość z interesownością, podbudowywaniem słabiutkiego ego i koniecznością wypełnienia pustki o której pisze Summerka.

2 683

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann użyła słowa: wygrała. I to zwróciło moją uwagę.
Wiem, że kochanki nie są bezinteresowne. Uważam, że Roxann jest zapatrzona w siebie, ale co z tego?
Nie wiem jak to jest w korporacji ale wiem jak to jest jak facet jest ustawiony. Chętne na wygodne życie są. Tylko, że nie wiedzą, że w życiu nic nie jest za "darmo". Zwłaszcza u takich typów. A może doskonale zdają sobie z tego sprawę i to jest ich sposób na życie.
Nie interesuje mnie to.

2 684 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2017-01-28 20:44:26)

Odp: ja, on i ten trzeci
Zorija napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Roxann, przecież Ty kochasz tego starego dziada. Widać to w każdym Twoim poście. Po co Ci ten facet, z którym teraz jesteś? Zdradzasz go nagminnie w myślach.

Moim zdaniem niczego nie zrozumiałaś. Dalej tkwisz po uszy w kale, a nam próbujesz wmówić, że to budyń waniliowy.
Daj spokój. Wszyscy wiedzą.

Cyngi, obawiam się, że mylisz miłość z interesownością, podbudowywaniem słabiutkiego ego i koniecznością wypełnienia pustki o której pisze Summerka.

Aż tak nie znam Roxann, by mieć taką pewność, ale sądzę, że mamy tu do czynienia z toksycznym uczuciem.

Żal mi obecnego partnera Roxann. Nigdy nie będzie "number one".

2 685

Odp: ja, on i ten trzeci

Oj Roxann wałkujesz ten temat, on to, on tamto. Jasno widać, chociaz srodek nocy, że pan prezesik jest w Twoim życiu number one. Szkoda obecnego, o ile jest.
Roxann czas zakonczyć ten temat, po co Ci on? Było, minęło. Życie biegnie do przodu. Nowi ludzie, nowe możliwości, nowe szanse.

https://www.youtube.com/watch?v=nevDworPXaQ

2 686

Odp: ja, on i ten trzeci

Piotrze, wcale tak nie jest. Chociaż siła sugestii czy życzeniowości jest podejrzewam spora, skoro jak jedna przyznała, że tu wraca choć zarzekała się, że nie będzie, by czytać drugą i tak się nakręcają przeinaczając pod siebie to co napisałam. A prawda taka, że o spotkaniu na konferencji napisałam ot tak w ramach uzupełnienia by pokazać, jak się sprawy mają i jaką scenę odstawił. Nie było w tym emocji. Raczej politowanie. Owszem inaczej, kiedy dowiedziałam się o ciąży, szczególnie biorąc pod uwagę okoliczności i jego komentarze. Ja wiem, że tu co poniektóre osoby wystawiły mi laurkę jako tej pozbawionej wszelkich uczuć i skrupułów nastawionych na dorwanie prezia wszelkimi możliwymi sposobami. Raz zarzucano mi brak empatii, że nie pomyślałam o żonie, dzieciach, a drugi dlaczego w ogóle mnie to interesuje? tongue No trudno mi było pozostać obojętną na tą informację, kiedy on zrzucał winę na mnie, moją obojętność, jednocześnie mówiąc, ze wcale się nie cieszy. Ale to oczywiście te osoby pomijają, bo ten fakt nie pasuje do ich teorii, życzeniowości i „mego obrazu”. No dobra flirtuje, zdradza, żona może wie, może nie.. ale dziecko po tylu latach? Wiem, że nie powinno mnie to interesować, ale ja nie jestem pozbawiona uczuć. Jakaś taka ogólna niemoc i bunt się we mnie pojawił, no jak? Po co?? I to z 2 stron. Zarówno po co mi takie rzeczy mówi, jak i ‘decydował?’ na dziecko. Gdyby nawet mnie poinformował, ale słowami: nawróciłem się, chcę ratować małżeństwo, zdecydowaliśmy się na dziecko – ok. Ale nie kiedy prawi mi zarzuty i flirtuje dalej w najlepsze. Trudno było nie pomyśleć w tej sytuacji o żonie, tym dziecku. Inaczej na tą sytuację patrzę kiedy już nie jestem emocjonalnie związana z tym człowiekiem, tylko patrzę z boku. Wiele tu wątków przeczytałam, ‘widziałam’ jakie za tym stoją dramaty. I ogólnie ulżyło mi kiedy zobaczyłam jego żonę nawet tylko na zdjęciach, bo zobaczyłam osobę, która ma swoje życie, co prawda poświęcone dzieciom, ale widać, ze się w tym spełnia, jest aktywna, zadbana, a nie jakaś stłamszona.. itd. I to dziecko może być dla niej największym szczęściem. Nawet jeśli on go nie chciał, choć może to wersja tylko dla mnie. Z pewnością mój sposób myślenia jest nie do zaakceptowania dla pani Z i S bo na pewno jest w tym 2, 3 czy 10 dno. I pewnie już snuję niecny plan, nie daję im spokoju, zaniedbuję swojego faceta itd. To jest dopiero paranoja! Po prostu nie dam się wpędzić kolejny raz w poczucie winy.. a „niechciane” dziecko to jednak cios poniżej pasa… bo niby co? Zadziałałam jak wiagra (jak to pisał Excop), odrzuciłam biednego choć przejechał czy przeleciał set km, a w ‘rozpaczy’ zrobił dziecko żonie? No nie… wiem, że kiedyś byłam podatna na jego manipulacje, ale już się nie dam. I tak jak pisałam wcześniej. Dla mnie cała ‘układanka’ już jest powiedzmy spójna. Temat niby dłuższy ale sam wątek z żonatym już bez exa wałkowałam rok. Teraz już dla mnie wszystko jasne. Nie mam więcej pytań, wątpliwości.. więc teoretycznie może już zostać zamknięty.
I nie potrzebuję tu uwagi, czy nakręcania forum (jak mi zarzucano), chciałam poznać odpowiedzi czy wytłumaczenia na pewne kwestie, zachowania, które mnie nurtowały.. no i w sumie poznałam.

2 687

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann, piszesz, że nie jesteś już emocjonalnie związana z tamtym facetem, a jednak każda Twoja wypowiedź temu przeczy...

Osoby, z którymi nie jesteśmy emocjonalnie związani powinny być nam obojętne. Przejęłaś się ciążą jego żony, jakby nie miała prawa i okoliczności, by się zdarzyć. Tymczasem w wieloletnim małżeństwie ciąża to całkiem naturalna sprawa.

Moim zdaniem NIE wyleczyłaś się z tego faceta, kolejnym na to dowodem jest dalsze pisanie w tym wątku.

2 688 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-01-29 16:30:04)

Odp: ja, on i ten trzeci
Zorija napisał/a:

Nie, ja niekorporacyjna jestem smile
Nie wiedziałam, jak to wygląda. Mój eks pracował w korporacjach, a ja miałam (mam) własną firmę.
Teraz mój były nie pracuje nigdzie i "ściąga" co miesiąc połowę z mojej działalności - to co w małżeństwie, jak wiadomo, jest wspólne. Tak to ja potrafię się ustawić tongue I życiowo jestem obrotna big_smile
Hehehe, a najlepsze jest to, że z tej połowy ode mnie on płaci mi alimenty smile
Ale to taka dygresja. Nie ma o czym mówić.
Może tylko tyle, że warto przestrzegać dziewczyny, żeby nie dawały się utopić w dzieciach, domu, praniu i sprzątaniu. I wałkach (na głowie i na brzuchu). Byłabym teraz w czarnej dupie, gdybym była taką stereotypową "panią domu". A tak - racze sobie smile

To niezły młyn big_smile Ty uruchomilaś biznes, a ex czerpie z niego profity. Trochę chora sytuacja, ale pewnie trudno tak z dnia na dzień spłacić i pozbyć się pasożyta ze swojego życia na dobre. Dobrze, że sobie "raczysz" smile
Osobiście muszę wyciągnąć wnioski z twojej sytuacji, bo aktualnie też własny interes prowadzę. Dobrze uczyć się od innych.

Tak ogólnie to raczej nie ma nic złego w podziale ról, gdzie jedno zajmuje się domem, drugie zarabia na życie, ale trzeba mieć na tyle wyobraźni, żeby mieć na względzie to, że nie ma się niczego na wieczność, że wszystko może się zmienić. Dobrze mieć kilka nóg trzymających nasze życie w równowadze. Kaźdy, kto koncentruje się tylko na dzieciach, czy tylko na pracy, sam się ogranicza. Pewnie łatwiej jest tylko wokół domu chodzić albo tylko na pracy zawodowej, hobby,...się koncentrować i" zaniedbywać" całą resztę, ale trzeba się liczyć, że łatwiej wówczas stracić równowagę. Życie.

2 689

Odp: ja, on i ten trzeci
Cyngli napisał/a:

Roxann, piszesz, że nie jesteś już emocjonalnie związana z tamtym facetem, a jednak każda Twoja wypowiedź temu przeczy...

Osoby, z którymi nie jesteśmy emocjonalnie związani powinny być nam obojętne. Przejęłaś się ciążą jego żony, jakby nie miała prawa i okoliczności, by się zdarzyć. Tymczasem w wieloletnim małżeństwie ciąża to całkiem naturalna sprawa.

Moim zdaniem NIE wyleczyłaś się z tego faceta, kolejnym na to dowodem jest dalsze pisanie w tym wątku.

Cyngi, pomijasz jeden kluczowy fakt - ja nie przejęłam się ciążą tylko tym, że on 'winę' zrzucił na mnie, że go olałam i ogólnie się nie cieszy..
No wie wiem może nie byłaś w takiej sytuacji (pomijam romans który dawno jest historią), wiem jednak że jesteś w szczęśliwym małżeństwie więc nie ma też co mówić co by było gdyby.. No ale załóżmy Ty obrażona od dłuższego czasu.. on zabiega, przyjeżdża.. 'stara'.. a potem mówi, że zrobił dziecko innej bo go olałaś.. do niego obrzydzenia wiadomo, ale nie pomyślałabyś o tej kobiecie, dziecku? Już pomijam okoliczności..

2 690 Ostatnio edytowany przez Roxann (2017-01-29 16:54:10)

Odp: ja, on i ten trzeci

A tak poważnie, czytając różne wątki o zdradzie doszłam do wniosku, że najgorsze co sobie kobieta może zafundować, to zależność od faceta. Poświęcić siebie, by on się rozwijał i przynosił do domu pieniądze. Dzieci rosną. Człowiek który się rozwija też staje się innym człowiekiem i z czasem nie ma o czym mówić z partnerem. No ale jak widać ‘model’ mojego prezia się sprawdza. Żona żyje swoim życiem, on swoim, widują w weekendy…On zarabia kasę, ona dba o dom o dzieci, udziela społecznościowo. Teraz kolejne dziecko.. jak będzie dorastać to już będzie ona pod emeryturę.. więc raczej nie wróci do pracy.. w sumie takie życie wybrała? Czy się na nie zgodziła. I tu akurat raczej 2 strony zadowolone. Tzn tak sądzę.

Edit: dla mnie to szczególnie ciekawe zjawisko, że ona przed urodzeniem dziecka była panią dyrektor (oboje późno się pobrali) i ze z wszystkiego zrezygnowała..  dla domu, dzieci..

2 691

Odp: ja, on i ten trzeci

Summerko, ucz się smile
A przynajmniej na tyle się zabezpiecz, żeby "na w razie czego" nie zostać z niczym. Ja miałam taką krótką chwilę, gdy, chcąc zaoszczędzić na zus-ie - całość przepisałam na eksa... Zawsze mu ufałam. Jak widać za bardzo.

Co do podziału ról - tak, są ok. Tyle tylko, że często się zdarza, że jak kobieta zajmuje się w nadmiarze domem (i temu się przede wszystkim poświęca) to się zaniedbuje. W różnych wymiarach - zawodowym (to już trochę siła wyższa; trudno robić karierę mając maluchy w domu; chyba że opiekunka na cały etat; tylko po co nam wtedy dzieci?), osobistym - czyli zwyczajnie zapuszcza się.
O to mi chodziło.
Ja zawsze gdzieś tam o sobie pamiętałam... dlatego teraz nie narzekam, a wręcz przeciwnie, doświadczam wydarzeń, o których OD LAT nigdy nie myślałam, których nie doświadczałam tongue A w sumie to są bardzo miłe tongue
Np. teraz mam dwóch (!) młodszych od siebie (o 5 i o 6 lat) "przyjaciół"... Jestem uczciwa, więc od razu im powiedziałam, że to tylko przyjaźń. I obserwuję. Sama jestem ciekawa jak to się potoczy. I dam tu znać, co z tą przyjaźnią damsko-męską tongue Jest możliwa, czy nie jest? hihihi
Dlaczego piszę o tych dwóch? Mam mnóstwo znajomych, ale te układy, sama to dobrze widzę i nie oszukuję się (jak Roxi na ten przykład), nieźle wykraczają przed szereg tongue

Ale tak naprawdę, to postanowiłam, że ja już się w swoim życiu od niczego nie uzależnię. I nie chodzi tu o posiadanie partnera, bardziej czy mniej stałego... Ty na pewno rozumiesz, co mam na myśli tongue

2 692 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-01-29 17:14:00)

Odp: ja, on i ten trzeci
bet napisał/a:

Wiem, że kochanki nie są bezinteresowne. Uważam, że Roxann jest zapatrzona w siebie, ale co z tego?
Nie wiem jak to jest w korporacji ale wiem jak to jest jak facet jest ustawiony. Chętne na wygodne życie są. Tylko, że nie wiedzą, że w życiu nic nie jest za "darmo". Zwłaszcza u takich typów. A może doskonale zdają sobie z tego sprawę i to jest ich sposób na życie.
Nie interesuje mnie to.

Bet. Pewnie są takie, które sobie zdają sprawę, że nic nie ma za darmo, dlatego pracują wiadoma częścią ciała na przyszłe "szczęście" big_smile Potem, jak się okazuje, że to one dawały za darmo jest płacz na forum. Czasami nawet latami wink
Ale są i takie, które pewnie nie liczą na nic, albo niewiele. Kilka miłych wspólnych chwil dwojga dorosłych ludzi, którzy traktują seks jak sport albo chwilę rozluźnienia.

Problem robi się wtedy, gdy spotyka się kochanka, która "zapracowuje" na szczęście i facet, który chce się zrelaksować.
Wtedy męczą się przez czas długi: on z namolną babą, ona ze swoją bezradnością.
Dokładnie tak jak w tym wątku big_smile

2 693

Odp: ja, on i ten trzeci
Zorija napisał/a:


Ale tak naprawdę, to postanowiłam, że ja już się w swoim życiu od niczego nie uzależnię. I nie chodzi tu o posiadanie partnera, bardziej czy mniej stałego... Ty na pewno rozumiesz, co mam na myśli tongue

Rozumiem, rozumiem big_smile
Temat jest mi znany, bo sama wciąż się mierzę z tym, jak żyć wspólnie w zdrowej współzależności.
Całkowita niezależność jest tak samo nieadekwatna w związku jak zależność od drugiego wink

2 694 Ostatnio edytowany przez Roxann (2017-01-29 17:14:10)

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Problem robi się wtedy, gdy spotyka się kochanka, która "zapracowuje" na szczęście i facet, który chce sobie ulżyć.
Wtedy męczą się przez czas długi: on z namolną babą, ona ze swoją bezradnością.
Dokładnie tak jak w tym wątku big_smile

No co ja mam powiedzieć .. zarzekałaś się że ten wątek omijasz by nie nakręcać a sama to robisz.. tyle że pod siebie swoje żale wywalając.. załóż że kobieto swój wątek w którym się do woli wyżyjesz z Zoriją.. a nie jakieś bzdury tu piszecie, bo wam tak  fajnie jak polecicie na obcej osobie, która jednak nie jest kochanką waszych facetów.. Ale ideologie - super!
Umówcie się z Zoriją na jakiegoś squasha.. lepiej wam wyjdzie niż pisanie tu.. na pewno w moim wątku.. tongue

2 695

Odp: ja, on i ten trzeci

Zorija, kobieto ty masz naprawdę problem ze sobą. I wybacz ja nie jestem temu winna, chcesz się wygadać w tym wątku ok., traktuję to jako terapię, ale chorą. Ale jeśli ci pomaga..nie zabronię.
Summerko, wbrew temu co Zorija sadzi mam dobrą pamięć i pamiętam, że pierwszy post na tym forum napisałaś w moim wątku bardzo mi wtedy pomagając. Ale teraz widzę, że przesiąkłaś i pozbyłaś obiektywizmu i gadasz jak potłuczona jak Zorija, która w sumie nigdy nie miała nic do powiedzenia poza wylaniem swoich frustracji. Szkoda.

2 696 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2017-01-29 20:21:23)

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Roxann, piszesz, że nie jesteś już emocjonalnie związana z tamtym facetem, a jednak każda Twoja wypowiedź temu przeczy...

Osoby, z którymi nie jesteśmy emocjonalnie związani powinny być nam obojętne. Przejęłaś się ciążą jego żony, jakby nie miała prawa i okoliczności, by się zdarzyć. Tymczasem w wieloletnim małżeństwie ciąża to całkiem naturalna sprawa.

Moim zdaniem NIE wyleczyłaś się z tego faceta, kolejnym na to dowodem jest dalsze pisanie w tym wątku.

Cyngi, pomijasz jeden kluczowy fakt - ja nie przejęłam się ciążą tylko tym, że on 'winę' zrzucił na mnie, że go olałam i ogólnie się nie cieszy..
No wie wiem może nie byłaś w takiej sytuacji (pomijam romans który dawno jest historią), wiem jednak że jesteś w szczęśliwym małżeństwie więc nie ma też co mówić co by było gdyby.. No ale załóżmy Ty obrażona od dłuższego czasu.. on zabiega, przyjeżdża.. 'stara'.. a potem mówi, że zrobił dziecko innej bo go olałaś.. do niego obrzydzenia wiadomo, ale nie pomyślałabyś o tej kobiecie, dziecku? Już pomijam okoliczności..

Wiesz, Roxann... nie rodzimy się w szczęśliwych małżeństwach. Szczęście się buduje latami, przed moim mężem zaliczyłam wiele nieudanych relacji. Byłam też zauroczona pewnym facetem, który był żonaty, ale do niczego między nami nie doszło, ponieważ nie mogłabym tego znieść, że rozbijam rodzinę, a mieli dwoje dzieci.
ON z żoną pobył jeszcze parę miesięcy, a potem odszedł do innej kobiety. Jaka była moja reakcja? Byłam zdziwiona, ale to wszystko.
Niech każdy sobie układa życie po swojemu.
Twoje argumenty mnie nie przekonują - moim zdaniem nie wyleczyłaś się z tego gościa i już.

2 697 Ostatnio edytowany przez Zorija (2017-01-29 20:32:28)

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:
Zorija napisał/a:


Ale tak naprawdę, to postanowiłam, że ja już się w swoim życiu od niczego nie uzależnię. I nie chodzi tu o posiadanie partnera, bardziej czy mniej stałego... Ty na pewno rozumiesz, co mam na myśli tongue

Rozumiem, rozumiem big_smile
Temat jest mi znany, bo sama wciąż się mierzę z tym, jak żyć wspólnie w zdrowej współzależności.
Całkowita niezależność jest tak samo nieadekwatna w związku jak zależność od drugiego wink

Tak.
Ale nie chcę być uzależniona nie tylko od partnera. Tak ogólnie, od sytuacji, zdarzeń, potrzeb, innych ludzi.
Inaczej - przestałam cokolwiek "wymuszać" na życiu. Nie chcę niczego potrzebować. Osiągać. Pragnąć.
Przykład: czasem robię sobie z dziećmi jakiś fajny wyjazd w ciekawe miejsce. Ale nie chcę mieć poczucia, że bez podróżowanie moje życie byłoby uboższe. I na odwrót - nie chcę czuć, że jestem super, ciekawa, wartościowa i mam zajebiste życie, bo podróżuję, mam to czy tamto, i robię coś tam....
To samo w drugą stronę smile, czyli braków.
I to samo jeśli chodzi o ludzi.

2 698

Odp: ja, on i ten trzeci

Droga roxan, od kilku dni czytam Twój wątek i rozumiem poniekąd Twoją sytuację. Poznałaś interesującego faceta, zauroczyłaś się nim, była bliskość, zrozumienie, to wystarczyło. Teraz rozkminiasz, rozkładasz na czynniki pierwsze każde jego słowo, dopisujesz ideologie- ok, wiele z nas tak robi/robiło, kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień... Tylko odnoszę wrażenie, że wbrew temu co od kilkudziesięciu stron jest Ci tu przekazywane, nie wyciągnęłaś z tego żadnych wniosków dla siebie. W każdym poście ZAPIERASZ SIĘ, że nie żywisz do tego człowieka żadnych emocji, co najwyżej jesteś zaskoczona jego sprzecznymi słowami, ale spójrz na fakty:

-on nie powiedział Ci niczego, co mogło by wskazywać, że traktował Waszą znajomość poważnie- żarty o kawie, przekomarzanie się to forma flirtu, przekory
-przedstawił Ci jasno, że prezesowa jest w ciąży- zamiast pomyśleć "ok, teraz to już w ogóle pozamiatane. kończę z nim kontakt definitywnie, bo dziecka nie płodzi się z kobietą, z którą nie ma pożycia" Ty śledzisz prezesową na Fb, oceniasz jej wygląd tak, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie; jakie powiedz mi to ma znaczenie dla Ciebie, że prezesowa okazała się być zadbaną kobietą o miłej aparycji? Gdyby była przykładowo gruba albo w inny sposób zaniedbana, coś by to zmieniło? Usprawiedliwiłabyś to, że sypiałaś z prezesem wtedy? I nie, nie odpowiadaj na to pytanie. Ciebie NIE POWINNO INTERESOWAĆ: czy im się układa, czy między nimi nie ma uczuć, czy prezesowa wie o kochankach prezesa, co z ich dziećmi. Temat tej rodziny ma być dla Ciebie tematem zamkniętym. Ty masz się zająć sobą, dbać o swój nowy związek, o to, żeby kolejny raz nie wpakować się w podobny romans, żeby nawet w razie ewentualnego rozstania wyjść ze związku bez uszczerbku na psychice
-kolejną sprawą jest Twój chłopak-widmo; ja wierzę w jego istnienie tak jak wierzę w prawdziwość tego wątku, inaczej nie pisałabym w nim, jednak uważam, że całą tę swoją energię, którą pożytkujesz na rozpamiętywanie przeszłości, de facto BŁĘDÓW przeszłości, mogłabyś przelać na swojego obecnego mężczyznę, którego obraz z Twoich opowieści jawi mi się jako człowieka wyrozumiałego, spokojnego i nadającego się do życia w związku.

I żeby nie było, nie oceniam Cię, nie krytykuję, ba nawet rozumiem emocje jakie Tobą targają. Sama miałam podobne przeboje w związku z poznaniem pewnego "uroczego pana", nawet założyłam własny wątek, bo potrzebowałam żeby te moje rozkminy z siebie wyrzucić, poddać w ocenę innym z boku. Jednak wiesz co, wzięłam sobie do serca to co pisali mi tutaj życzliwi ludzie. Nie jest łatwo czytać, że służyło się jako materac, odskocznia, ale uwierz, w momencie kiedy odcinasz się całkowicie, wiele zyskujesz. Ty masz łatwiej, bo jest obok Ciebie facet, możesz się do niego przytulić, nie czuć się samotnie. Jeśli jednak czujesz, że nie zamknęłaś jeszcze w swojej głowie tematu prezesa, pobądź trochę sama. To naprawdę nie jest nic złego, ochłonąć, nawet przechorować miłosny zawód. Tylko odpowiedz sobie na te wszystkie pytania w swojej głowie, szczera sama ze sobą, bo od ponad 70stron czytam, że to zamknięty temat, ale Twoje wypowiedzi o nim temu przeczą.

Pozdrawiam Cię serdecznie, trzymaj się i bądź twarda

2 699

Odp: ja, on i ten trzeci

Kasiks, dziękuję Ci za ten post. Zdaję sobie sprawę, że takie można było odnieść wrażenie, ale pan żonaty mnie już kompletnie nie interesuje. Tzn nie jako mężczyzna, jeśli już to jako ‘przypadek -case’. No ale teraz już wszystko jasne, nie ma nad czym dalej rozkminiać – ta ciąża prezesowej jest odpowiedzią na wszystkie wątpliwości, które jeszcze gdzieś tam były. Dla mnie temat i tym samym wątek już zamknięty.
PS z nowym rokiem dostałam awans (jak widać potrafię rozgraniczyć życie uczuciowe od zawodowego) i oficjalnie wyznaczyłam osobę do kontaktu w sprawie tego projektu w tym m.in. z panem preziem i dałam mu i swojemu szefowi to do wiadomości. Zobaczyć się zobaczymy, ale już nie musze się z nim bezpośrednio kontaktować. Gula na pewno mu skoczyła, ale co mnie to.. Coś tam napisał do mnie a ja.. jakby nigdy nic 'sfołardowałam' maila gdzie wyznaczam osobę do kontaktu z prośbą by z ta osobą się kontaktował. No i życie toczy dalej.
Ja tą sprawę uważam za zamkniętą. Możecie też wątek zamknąć.

2 700

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Kasiks, dziękuję Ci za ten post. Zdaję sobie sprawę, że takie można było odnieść wrażenie, ale pan żonaty mnie już kompletnie nie interesuje. Tzn nie jako mężczyzna, jeśli już to jako ‘przypadek -case’. No ale teraz już wszystko jasne, nie ma nad czym dalej rozkminiać – ta ciąża prezesowej jest odpowiedzią na wszystkie wątpliwości, które jeszcze gdzieś tam były. Dla mnie temat i tym samym wątek już zamknięty.
PS z nowym rokiem dostałam awans (jak widać potrafię rozgraniczyć życie uczuciowe od zawodowego) i oficjalnie wyznaczyłam osobę do kontaktu w sprawie tego projektu w tym m.in. z panem preziem i dałam mu i swojemu szefowi to do wiadomości. Zobaczyć się zobaczymy, ale już nie musze się z nim bezpośrednio kontaktować. Gula na pewno mu skoczyła, ale co mnie to.. Coś tam napisał do mnie a ja.. jakby nigdy nic 'sfołardowałam' maila gdzie wyznaczam osobę do kontaktu z prośbą by z ta osobą się kontaktował. No i życie toczy dalej.
Ja tą sprawę uważam za zamkniętą. Możecie też wątek zamknąć.

Nie no  ,Roxann nie możesz nam tego zrobić.Mówię całkiem poważnie. No nie daj się prosić.

2 701

Odp: ja, on i ten trzeci

No proszę jakie ładne zamknięcie.

2 702

Odp: ja, on i ten trzeci

I nagle zwrot akcji w postaci nagłego awansu. :-)  Myślę, że część tej historii jest wymyślona, niestety beznadziejne zakochanie / uzależnienie emocjonalne od Prezesa nie jest elementem fikcji. Roxann, może dojrzałas wreszcie, żeby się z tym uporać i dlatego zamykasz wątek. Życzę Ci spokoju i szczęścia.

2 703 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-02-03 17:21:20)

Odp: ja, on i ten trzeci
rezolutna napisał/a:

I nagle zwrot akcji w postaci nagłego awansu. :-)  Myślę, że część tej historii jest wymyślona, niestety beznadziejne zakochanie / uzależnienie emocjonalne od Prezesa nie jest elementem fikcji. Roxann, może dojrzałas wreszcie, żeby się z tym uporać i dlatego zamykasz wątek. Życzę Ci spokoju i szczęścia.

Uważam podobnie, że jeśli nie całość to spora część tego wątku to fantazja jego autorki. Oczywiście, to nie zmienia faktu, że podobne akcje i elementy, z którymi spotkaliśmy się w tym wątku nie zdarzają się w rzeczywistości.

W miniony weekend w dziale obok rozpracowaliśmy trolla, który tworzył podobne do Roxann wątki niczym z harlequina. Troll działał pod wieloma nikami, ale nikami charakterystycznymi, bo wszystkie były imionami z powielonymi literami: emmaa, assiaa, majja i jeszcze jedno którego nie pamiętam a moderacja usunęła już wątki. Być może to kolejne wcielenie tego samego trolla, który jak wynikało z wypowiedzi jednej z użytkowniczek już od dłuższego czasu trolluje sobie na forum.
Nie sposób oprzeć się wrażeniu podobieństwa między twórczością tamtego trolla i Roxann, nawet tworzenie forumowych ników przychodzi im podobnie wink

2 704

Odp: ja, on i ten trzeci

Uczciwie powiem, że kilka ‘faktów’ zostało przeze mnie zmienionych, nie dotyczyły one jednak sedna wątku, postaci bo opisywałam prawdziwą historię, dzieliłam prawdziwymi emocjami. Zresztą jaki miało by sens wałkowanie czegoś gdybym sama wymyślała jakieś zwroty akcji? Może można było odnieść takie wrażenie, bo pisałam dopiero tedy jak coś się wydarzyło, co miało jakiś tam wpływ na daną sytuację. Zmieniłam pewne szczegóły tylko po to byśmy nie zostali przypadkiem przez kogoś zidentyfikowani. Celowo nie podawałam dokładnego wieku czy płci jego dzieci czy też o jakie dokładnie projekty chodzi. Mogłam np. zmienić ich liczbę albo podać inny kraj do którego wyjechałam. Pisałam tu bardzo dużo szczegółów, przynajmniej na początku, bo chciałam jak najpełniej zobrazować sytuację, problem, ale w pewnym momencie zorientowałam się, że za dużo i przez to ktoś (a wiele różnych tu osób wchodzi) może się zorientować, skojarzyć fakty. Uświadomiłam sobie to wtedy, kiedy napisałam, że on jest  na delegacji w Chinach i to kilkutygodniowej. Brakowałoby jeszcze tego gdyby np. ten wątek czytała jego żona czy ktoś z pracy (Sama jak czytałam co pisze Bet miałam wrażenie, że to jego żona pisze, choć wiadomo, że fakty temu zaprzeczały). Raczej niewiele osób wyjeżdża w delegację miesięczna do Chin w danym czasie. To była głupota z mojej strony. Oczywiście nie będę pisać, które fakty zmieniłam (zresztą wspominałam o tym jakiś czas temu), ale mogę uczciwie powiedzieć, że nie miały one wpływu na sens i sedno wątku, np. czy on miał wcześniej jedno, 2 czy 3 dzieci – miał i tyle.  Czy to że wyjechałam do Włoch, Chin, czy Wielkiej Brytanii. Nie mówię, że to akurat zmieniłam, ale to były zmiany tego typu. On jest osobą znaną, publiczną. Wiadomo, że nie tak jak Rysiu, ale..  Poza tym nie tarkowałam forum jako bloga czy pamiętnik, tylko napisałam tu z konkretnym problemem, niby początkowo innym, ale w sumie szybko się okazało, że głównym problemem jest pan żonaty. Trudno jednak było otrzymać właściwą diagnozę i porady bez dokładnego opisu. A ciężko robić dokładny opis, jak ciągle się ktoś czepiał szczegółów, których niekoniecznie chciałam zdradzać. Przecież wystarczyła jakaś jedna pobieżna informacja inaczej zinterpretowana i już koło się nakręcało w zupełnie niewłaściwym kierunku. To nie pudelek, że się szuka sensacji na siłę. Mi też zależało by przedstawić sytuację jak najbardziej rzetelnie wiadomo z mojego punktu widzenia, bo też wtedy cenniejszy był dla mnie feedback. Niby piszemy tu anonimowo, ale nigdy nie wiadomo, kto to przeczyta i może skojarzyć.
W moim osobistym odczuciu forum spełniło swoją rolę, cieszę się, że tu napisałam mimo wielu złośliwych komentarzy. Nie prosiłam tu jednak o ocenę tylko o pomoc. I ją dostałam.

Summerko, węszysz, węszysz podstęp i nie wywęszysz. Weszłam z ciekawości na tematy wymienionych czy też wymienionej przez Ciebie osoby. Fakt dramaturgia (prawie jak u mnie ) i ten niby łączący nick w podwójna literką. Co mogę odpowiedzieć.. po pierwsze chyba moderacja by nie pozwoliła na tak długie ciągnięcie wątku- raczej takie sytuacje szybko wyłapuje z tego co widzę, a po drugie może byłam ‘inspiracją’ dla tej pana/pani… z tym, że w porównaniu z nią to było nudno u mnie – tylko prezio i prezio tongue

2 705

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann, pozwalam sobie na przytoczenie poniżej kilku cytatów z Twoich wypowiedzi w tym wątku.

Roxann napisał/a:

Tak czy inaczej nie zamierzam się już z nim nawet na kawę spotykać. A może wyolbrzymiam całą sytuację. Moze tak powiedział, żeby mi było miło.. niby ok, ale nie kiedy ma żonę.

Roxann napisał/a:

Ja nie chcę powrotu do romansu. To wiem NA PEWNO.

Roxann  napisał/a:

A ja mu śmiałam powiedzieć, że ten idealny tort odbija mi się czkawką i na samą myśl, że inni go dotykają swoimi paluchami przyprawia mnie o odruch wymiotny.

Roxann napisał/a:

Temat skończony.

Roxann napisał/a:

I dalej zamierzam iść za ciosem i nie dam się już nabrać na jego miłe słówka czy minę zbitego psa, jaki on biedny, jakie to życie skomplikowane itepe.  Myślę, że nabrałam wystarczająco siły i odwagi, której mi dotąd brakowało.

Roxann napisał/a:

ja patrzę na niego z góry i już nie zamierzam się z nim patyczkować.

Roxann napisał/a:

A ja się czuję, jakbym dostała skrzydeł smile Jakby jakiś kamień mi spadł z serca albo inaczej - pozbyłam się mega kuli u nogi wink

Roxann napisał/a:

Wiecie, naprawdę zaczynam czuć do niego coraz większe obrzydzenie.

Roxann napisał/a:

I to chyba najważniejszy krok do "wyzdrowienia". Teraz pora na 'detoks".

Roxann napisał/a:

Teraz myślę, że już "dorosłam" do tego, by się wyrwać z tej "bajki" a raczej dramatu.

Roxann napisał/a:

Kurcze, te oczy mi się naprawdę zaczynają otwierać i obraz który powstaje jest przerażający…
(...) Ten facet jest chory psychicznie!!!!

Roxann napisał/a:

I szczerze współczuje jego żonie. Bo, to, że nigdzie się z nią nie pojawia, nie opowiada o niej, o swojej rodzinie może mieć zupełnie inne źródło. O czym nawet wolę nie myśleć. To już nie moja sprawa.
Zablokowałam dziś też jego numer.

Roxann napisał/a:

ogólnie zamierzam stosować zasadę Elle i Escopa - zero uwagi i zainteresowania tym panem - jakby był obcy. W sumie to stał mi się obcy.

Roxann napisał/a:

Bet, może trudno w to uwierzyć, zważywszy ile rozkminiałam, jak go idealizowałam, ale ja się naprawdę "obudziłam".

Roxann napisał/a:

Zamierzam być obojętna, nie reagować, a w sytuacjach koniecznych bardzo oficjalna. Nie chcę się też z nim kłócić, bo wiem, że różnie może zareagować.

Roxann napisał/a:

(...)Mam odruch wymiotny na samą myśl hmm (...) ten facet naprawdę jest chory psychicznie!!!!!

Roxann napisał/a:

Tak jak napisałam w edycji, dla mnie ten facet jest chory psychicznie i tyle..

Roxann napisał/a:

Naprawdę czuje do niego obrzydzenie, że w ogóle pomyślał, że na to mnie "nabierze". Ten facet ma naprawdę coś z głową hmm

Roxann napisał/a:

Tylko gadać sobie może, ale mnie te jego żałosne słówka nie ruszają. Wręcz przeciwnie, przez to jeszcze większą czuję do niego odrazę.

Roxann napisał/a:

Co ja w nim widziałam??? hmm

Roxann napisał/a:

(...) to już teraz nie ma żadnego znaczenia, bo ja nie chcę mieć z tym człowiekiem nic wspólnego, bo i on nie ma nic wspólnego z tym, w którym się kiedyś zakochałam. Droga do prawy była długa i bolesna – traktuję to jednak jak solidną lekcję życia i mam nadzieje, że już nie dam zbałamucić lowelasowi.
Teraz czuję ogromną wewnętrzną ulgę, że się uwolniłam z tego chorego zauroczenia, że w końcu spadły mi różowe okulary.

Roxann napisał/a:

Wydawało mi się to wręcz niemożliwe, by wybić go sobie z głowy.. dzięki wsparciu forum, z trudem, ale mi się udało. Teraz zupełnie inaczej na niego patrzę. Zresztą, tak jak wcześniej mogłam pisać o swoich uczuciach/emocjach w nieskończoność, bo to była totalna huśtawka – od skrajności w skrajność, tak teraz nie potrafię, bo sama nie wiem co czuję – w sumie nic. Ulgę? Tak. I chyb już obojętność. Owszem, napisałam o jego mailu, ale bez emocji – ot, raczej podzielić się tym, jaki to on teraz jest „żałosny”, że ci co się tu wypowiadali mieli rację.

Roxann napisał/a:

prawda jest taka, że tym co on teraz pisze, tylko jeszcze bardziej mnie zraża do siebie i utwierdza w przekonaniu, jaki z niego obrzydliwy, egoistyczny, zakłamany facet.

Roxann napisał/a:

Przepraszam za sarkazm, ale mnie aż telepie jak teraz o nim myślę - obrzydlistwo!

Roxann napisał/a:

(...) Co za ohydny typ!

Roxann napisał/a:

(...) bo czuje obojętność. I to jest chyba dobra droga do "wyzdrowienia".

Roxann napisał/a:

W sumie to możemy popisać o czym chcesz big_smile ale już nie o panu żonatym, ten temat zamykam. Sama, już chyba z przyzwyczajenia pisałam o nim, co znów wymyślił, ot tak.. no ale chyba już widać, że nie ma w tym emocji, nie chcę rozkminiać, analizować, choć jeszcze niektórzy mi to zarzucają. Raczej na zasadzie podzielania się spostrzeżeniami z dystansu...

Roxann napisał/a:

No ale jak iść to za ciosem... w sumie to przejrzenie na oczy już n-ty raz się potwierdziło.. hmm

Roxann napisał/a:

... Aż się dziwię, że tyle rozkminiałam nad każdym jego ruchem, próbując zaklinać rzeczywistość.

Roxann napisał/a:

Nie będę już tu nic pisać ani się tłumaczyć. Przygodę z forum i z tym wątkiem uważam za zakończoną. Także nie będzie kolejnego odcinka telenoweli tudzież komedii albo dramatu... przykro mi smile

Roxann napisał/a:

A pan żonaty niech tam sobie wyrywa inne w Polsce czy Chinach czy nie wiem gdzie.. mi to już lotto wink

Roxann napisał/a:

A to chyba tylko potwierdza, że się odkochałam... w końcu tongue

Roxann napisał/a:

Zresztą, rozkminialam 50 stron, juz tez mam dość wink

Roxann napisał/a:

Szczyt wszystkiego. (...) Ten facet naprawdę ma coś z głową! hmm

Roxann napisał/a:

(...) Taki malutki się teraz zrobił.. już nie będę wchodzić w szczegóły, by znów nie rozkminiać… zresztą, nie mam już na to najmniejszej ochoty. Ten rozdział uważam za całkowicie zamknięty….

Roxann napisał/a:

Więcej się już nie zamierzam nim zajmować.

Roxann napisał/a:

(...) A od pana żonatego się odcinam i nie chodzi tu o smsy itd. … po prostu mentalnie. To nie jest człowiek, którego chcę mieć w swoim życiu w jakiejkolwiek roli. Koniec kropka wink

Roxann napisał/a:

(...) Ja na pewno już go nie chcę. Jakiś szok musiałam przeżyć ale teraz to dla mnie jakaś groteska albo dramat.. Nie chcę mieć już z tym (nim) nic wspólnego..

Roxann napisał/a:

Z nim jako nim nie mam już problemu. On jako facet już mnie nie wzrusza. Odkochałam się.

Roxann napisał/a:

(...)I tak jak pisałam wcześniej. Dla mnie cała ‘układanka’ już jest powiedzmy spójna. Temat niby dłuższy ale sam wątek z żonatym już bez exa wałkowałam rok. Teraz już dla mnie wszystko jasne. Nie mam więcej pytań, wątpliwości.. więc teoretycznie może już zostać zamknięty.

Roxann napisał/a:

(...) No i życie toczy dalej.
Ja tą sprawę uważam za zamkniętą. Możecie też wątek zamknąć.

Pisząc szczerze i bez żadnej egzaltacji czy złośliwości, uderzyła mnie mocno jedna kwestia - od jak dawna powtarzasz, że uważasz tą sprawę za zamkniętą.
I ile razy już to zrobiłaś.
I jak za każdym razem wracasz później z kolejną rewelacją. A to jest jego niespodziewany przyjazd, a to sms, a to mail, a to rozmowa telefoniczna.
Każdorazowo jest oczywiście koniec i sprawa zamknięta - i później znowu jakieś wydarzenie, jakiś drobiazg. I znowu sprawa zamknięta, i znowu sms.
W mojej opinii - masz ogromne, zatrważające wręcz problemy w sferze emocjonalnej, może nawet psychicznej.
Mnie osobiście napawa to smutkiem i współczuciem, bo marnujesz sobie swoje piękne, młode, pełne potencjału życie.
Zastanawiam się, czy myślałaś kiedykolwiek o skorzystaniu z pomocy psychologicznej, albo może z terapii ?

2 706

Odp: ja, on i ten trzeci

IsaBella77, ja wiem, że mam problemy natury emocjonalnej. Zawsze jednak mi się wydawało, że to kwestia mojej natury – jestem zodiakalnym rakiem (nie że jakoś przesadnie wierzę w horoskopy, ale każdy niemal opis zaczyna się od stwierdzenia, że to najwięksi wrażliwcy że bardzo uczuciowi, sentymentalni itd.).  Zwykle potrzebuję dużo czasu by się do kogoś przekonać, zaufać. Facet musi mieć naprawdę do mnie dużą cierpliwość i być zdeterminowany. Ogólnie jestem bardzo nieufna i wycofana. Kiedy już kogoś wpuszczę do swojego życia, serduszka, to już jest koniec. Czytałam wątek o osobach kochających za bardzo… bardzo to do mnie pasuje. Dotąd miałam bardzo idealistyczne podejście do miłości. Zanim poznałam pana żonatego spotykałam się z różnymi facetami, ale zawsze mi czegoś brakowało. Kiedy go spotkałam, to było jak rażenie piorunem. Wszystko mi się w nim podobało, pasowało.. i to tego to ‘porozumienie dusz’.. niemal telepatyczne. Kiedy się nie widzieliśmy to pisaliśmy ze sobą non stop. Myślę, że to zbiło mnie z tropu, że ma drugie życie, wkręciłam się. Oboje się nakręcaliśmy. On się interesował każdym moim krokiem, wspierał, trzymał kciuki… mieliśmy kontakt od dzień dobry do dobranoc. Wtedy to odbierałam jako dowód jego uczucia, troski. Nawet nie przeszło mi przez myśl, że to perfidna manipulacja. Tu wiele razy padło stwierdzenie, że jestem ‘głupią gąską’ co się dała nabrać na jakieś żałosne teksty starego lowelasa. No nie… wielu facetów spotykam na co dzień co cytując Summerkę ‘się ślinią’, czy zaczepiają jakimiś tekstami. Naprawdę jestem na to odporna i potrafię zwykle wyczuć intencje bardzo szybko. Z tym żonatym nie potrafiłam. Dlaczego? Pierwszy i mam nadzieję ostatni raz się tak wkopałam. Pewnie dlatego tak długo wałowałam temat, bo nie mogłam się z tym pogodzić, że się tak bardzo pomyliłam. Uczucie, głupota, naiwność?? Mój świat marzeń o idealnej miłości runął. To co mi się wydawało takie wyjątkowe, okazało zwykłą atrapą, manipulacją. Ja nie wiem czy potrafię kogoś tak mocno pokochać. Może to i dobrze, skoro tamto okazało się tylko grą pozorów. Zakochałam się w jego kreacji a nie prawdziwym człowieku. Odkrywanie prawdy o nim o naszej ‘miłości’ bolało bardzo. No ale może przez to spadłam na ziemię i już inaczej podchodzę do związków, relacji. Mniej idealistycznie. Bardziej doceniam zwykłe, przyziemne rzeczy.

Tak, myślałam nad psychologiem, ale raczej nie tu. Nie tylko dlatego, że chyba nie chcę kolejny raz wałkować tego wszystkiego ale też w innym języku jakoś sobie tego nie wyobrażam. Jeszcze nie wiem jak długo tu zostanę. Wyjeżdżając myślałam, że to tylko na jakiś czas. Teraz bardziej się skłaniam by tu zostać na stałe. Z drugiej strony tęsknię za rodziną, moi rodzice są już wiekowi, chciałabym być bliżej, móc opiekować.  Zobaczymy co czas, los przyniesie.. na razie zostaję tu na pewno jeszcze pół roku.

2 707

Odp: ja, on i ten trzeci

I tak w koło wojtek . Mam wrażenie że ten temat się nigdy nie skończy a Roxann pisze non stop o tym samym.

2 708

Odp: ja, on i ten trzeci
sonieczka123 napisał/a:

I tak w koło wojtek . Mam wrażenie że ten temat się nigdy nie skończy a Roxann pisze non stop o tym samym.

No bo co tu mówić, wszystko zostało powiedziane, wyjaśnione. Może się powtarzam, ale tylko dlatego, że niektóre osoby próbowały mi tu wcisnąć jakieś rzeczy, swoje własne teorie. No nie.. bez sensu doszukiwać się jakichś sensacji.  Jednak jakoś tak ogólnie bardzo mi smutno. Wolałabym by ta historia mi się nie przytrafiła. Nie jestem perfidną osobą, nie przykładam dużej wagi do spraw materialnych. Jestem a raczej byłam idealistką. Wierzyłam, że w końcu spotkałam miłość życia, że to TEN a wdepnęłam w bagno. Ciąża na ratowanie małżeństwa? Jakiś absurd! Tu nawet nie chodzi o niego, bo dawno mi uczucie minęło, tylko ta cała sytuacja.. No jak, po co? Nigdy nie byłam nawet świadkiem takich historii. Dopiero forum otworzyło mi oczy. I tu nie chodzi, że się wybielam czy umniejszam swoją winę. Tu tyle pomyj na mnie spadło że wszystko mi jedno. Nie rozumiem i już chyba nie zrozumiem, jak można mówić że się kocha i ugania jak głupi a z drugiej ‘robi dziecko’ innej (fakt żonie). A potem jakby nigdy nic zaprasza na kawę. Mówi, że zawsze był i jest życzliwym przyjacielem. No nie.. Ja wiem, że z 2 str wygląda to tak, że chciał mieć kogoś na boku itd. No tak. Boli jak ch…ra bo go kochałam i ufałam. Uważałam za ideał. Spełnienie mojej wymarzonej ‘idealnej’  miłości. Głupota boli.

2 709

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
sonieczka123 napisał/a:

I tak w koło wojtek . Mam wrażenie że ten temat się nigdy nie skończy a Roxann pisze non stop o tym samym.

No bo co tu mówić, wszystko zostało powiedziane, wyjaśnione.

To po co piszesz dalej? Ja też uważam, że w kółko to samo...

2 710

Odp: ja, on i ten trzeci

Oj Roxann, nie on pierwszy i nie ostatni mówi jedno a robi drugie. Zresztą akurat w jego przypadku łatwo to było przewidzieć - oszukiwał (z Tobą) żonę. Na co liczyłaś? Że oszust i kłamca się zmieni? Bo co? Bo Ty jesteś wyjątkowa? niezwykła? ciebie tak pokochał? Bzdura.

Ale nie po to piszę.
Uważam Roxann - i radzę ci to z szczerze, bez złośliwości - że powinnaś iść do psychiatry. Ty wpadłaś w jakiś obłęd, obsesję. Lekarz da ci antydepresanty, one cię wyciszą, uspokoisz się, odetchniesz... Zrób to Roxann, bo jesteś na skraju jakiegoś szaleństwa. To przykre. I widać, że sama sobie z tym nie dasz rady.

2 711

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

(...) Ciąża na ratowanie małżeństwa? Jakiś absurd! Tu nawet nie chodzi o niego, bo dawno mi uczucie minęło, tylko ta cała sytuacja.. No jak, po co? Nigdy nie byłam nawet świadkiem takich historii.
(...) Nie rozumiem i już chyba nie zrozumiem, jak można mówić że się kocha i ugania jak głupi a z drugiej ‘robi dziecko’ innej (fakt żonie). A potem jakby nigdy nic zaprasza na kawę. Mówi, że zawsze był i jest życzliwym przyjacielem. No nie.. Ja wiem, że z 2 str wygląda to tak, że chciał mieć kogoś na boku itd. No tak. Boli jak ch…ra bo go kochałam i ufałam. Uważałam za ideał. Spełnienie mojej wymarzonej ‘idealnej’  miłości. Głupota boli.

Roxann, to co Ty prezentujesz swoja postawą, to myślenie życzeniowe, które koniecznie, za wszelką cenę chcesz przekuć na rzeczywistość.
Nie masz pojęcia, czy to jest ciąża na ratowanie małżeństwa, i pewnie nigdy się prawdy nie dowiesz, bo jedyne czym dysponujesz to kilka bzdur jakimi uraczył Cię Twój były kochanek.
Osobiście uważam, że i w mniemaniu jego żony i w mniemaniu jego samego ich małżeństwo ma się świetnie i nie sądzę, żeby świadomie podejmowali takie działania, jak powołanie na świat dziecka po to, żeby utrzymało, czy uratowało ich związek.
Musisz - czy chcesz czy nie chcesz - pogodzić się z faktem, że pomimo jego zachowania w stosunku do Ciebie i pomimo Waszego romansu - on z żoną żyje, uprawia regularny seks, którego owocem będzie ich trzecie dziecko.

Wybacz, ale w jego zachowaniu które tu opisałaś, nie widzę absolutnie żadnego znaku na to, że on się za Tobą jak głupi uganiał ...
Ot, jedno spotkanie na sushi, kilka maili i smsów, jakiś bukiet przez pocztę kwiatową i odwiezienie taksówką do domu po Twoim pożegnaniu przed wyjazdem do Włoch.
Jak dla mnie jest to korzystanie z okazji do uprawiania z Tobą seksu, ale uganianie się ?! Nie, absolutnie nie.
Mam nadzieję, że poznasz jeszcze do czego zdolny jest zakochany mężczyzna, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
W przypadku Twojego byłego kochanka nie widzę jednak podstaw do twierdzenia, że on się za Tobą uganiał ...

I jeszcze Twoje stwierdzenie ... - zrobić dziecko innej (żonie). Na litość Roxann. Przecież jej przemocą nie zapłodnił.
Przecież nie obliczał pieczołowicie jej płodnych dni i nie przywiązał jej wtedy do łóżka, przecież jej nie zniewolił, nie zgwałcił.
Nie ma czegoś takiego w jego wieku, jak "zrobienie dziecka żonie". To jest regularny małżeński seks, i na pewno zdziwiłabyś się jaki udany, którego zrozumiałą i naturalną konsekwencją jest poczęcie dziecka.
Oczywiście, mogło się to stać przypadkiem wink jednak tak czy inaczej, jest to efekt współżycia seksualnego między nimi.
Jeśli jak twierdzisz, oni wcale tego seksu nie uprawiają, to bynajmniej zdarzył im się chociaż raz i to jak się okazuje z sukcesem.

I nie ma nic dziwnego w tym, że po tych wszystkich - w Twoim mniemaniu traumatycznych wydarzeniach - zaprasza na kawę.
On jeszcze długo nie zrezygnuje z poszukiwania i wykorzystywania okazji do seksu z innymi niż jego żona kobietami, które uważa za atrakcyjne.
Takie zachowanie nie ma nic wspólnego z przyjaźnią.
Przyjaciel to jest ktoś, na kim zawsze możesz polegać. Wasze rodziny się znają. Pomagacie sobie nawzajem w kłopotach. Przyjaźń jest jawna, szczera i uczciwa.
Nazywanie przyjaźnią przelotnego romansu to grube nadużycie ...

Naprawdę pomyśl o terapii, o jakiejkolwiek formie pomocy dla siebie, bo tracisz życie na błądzenie w oparach własnych wyobrażeń, i wpadasz w obsesję.

2 712 Ostatnio edytowany przez Roxann (2017-02-05 16:42:06)

Odp: ja, on i ten trzeci

IsaBella, to, „że się za mną jak głupi uganiał”, to nie moja ‘opinia’, tylko jego słowa, po tym jak poinformował mnie o ciąży żony. Zgadzam się z tym, że żadne to uganianie, tylko szukanie okazji było. Rok temu opowiadał mi bajki o niby ‘niespełnionej miłości’, jak to nie może o mnie zapomnieć itd. ale od mego wyjazdu (a już pół roku mija) widzieliśmy się zaledwie 3 czy 4 razy. Sama nie wiem dlaczego aż tak mocno ‘przeżyłam’ tą informację o ciąży. Po co mi gadał takie rzeczy?? „Wcale się nie cieszę” itd. No dobra dalej pewnie będzie szukał okazji do seksu na boku, ale gadać, że gdybym go nie olała, to by było inaczej?? Mam mieć poczucie winy z tego powodu?? A może mu współczuć, bo nie wiem?? A potem jakby nigdy nic zaprasza na kawę?? O czym mam z nim gadać?? Ja nawet nie chcę go widzieć! Za ok. 3 tyg znów go zobaczę i na samą myśl mam odruch wymiotny. Wiem, że powinnam być obojętna, że nie powinien we mnie wzbudzać emocji, ale niestety tak nie jest. I tu już nie chodzi o to, że wciąż coś do niego czuję… (tak wiem powtarzam się), ale dla mnie ktoś kto się tak zachowuje ma naprawdę problemy z psychiką. Ja pewnie też mam .. wink Ale co on sobie wyobrażał, że dalej będziemy pić kawki, ‘przyjaźnić’, jakby nigdy nic?? Bo co bo teraz ‘bezpiecznie’, bo ja mam faceta a jego zona w ciąży, wiec nikt nikomu nie będzie truł, że ma się rozstać, rozwieść?? Bo przecież takie cudowne uczucie nas łączyło, szkoda tego.. no ale teraz żona w ciąży więc jak ją zostawi, sumienia musiałby nie mieć, zresztą to moja wina, wiec nie powinnam mieć pretensji. No tak to wygląda! W głowie mi się to nie mieści!

Wydawało mi się, że już sobie z tym poradziłam, ale ta cała informacja o ciąży, jak on ją przedstawił mnie dobiła. Byłam u lekarza, ale zwykłego, dostałam tabletki uspakajające, magnez, witaminy itd. ale jak widać to za mało. To co wydawało mi się wybawieniem teraz jeszcze bardziej mnie dołuje – ten wyjazd. Brakuje mi bliskich, rodziców. Swojego faceta nie chcę tym dręczyć, nie mam sumienia… zresztą teraz on wyjechał, może dlatego tak mi źle. Chyba rzeczywiście popadam w jakąś depresję… Chyba rzeczywiście psychiatra to dobre rozwiązanie. Ja już sama widzę, że emocjonalnie sobie nie radzę.. wcześniej wydawało mi się, że jest ok., ale po ostatnich wydarzeniach.. za dużo jak dla mnie..


Edit: Apropos korpo i nie tylko ostatnio zasłyszałam i nie mogę przestać słuchać https://www.youtube.com/watch?v=rtVU--O29oY
W ogóle całość... jak bardzo aktualna..

2 713 Ostatnio edytowany przez horses (2017-02-05 20:14:37)

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann,
smutno się to czyta, to co piszesz.
Nie wiem z czym nie możesz się pogodzić i co chcesz zrozumieć.
On taki jest, taką ma naturę, tak postępuje w życiu.... . Skoro nie chcesz brać w tym udziału, to odchodzisz.
Naprawdę ten facet robi niewiele. Nie szantażuje Cię emocjonalnie np chorobą, nie mści się, nie manipuluje.
Ot taki adorator.
O ciąży powiedział Ci w ten sposób, bo chciał się jakoś wytłumaczyć. Podobną konstrukcję logiczną zastosowałby gdyby został złapany na zdradzie.
Pewnie powiedziałby: nie planowałem tego, byłem pod wpływem, ona chciała, a między nami ostatnio było niefajnie.
Zapomnijmy o tym i żyjmy dalej.
Czyli trochę wina okoliczności, trochę tej drugiej, no i sytuacji w małżeństwie. On może nawet w to wierzyć.
Przynajmniej ja takie odnoszę wrażenie.
On tak ma, jemu jest dobrze nie zmienisz jego. Nie pasuje Ci to to uciekaj, nie utrzymuj kontaktu, szkoda życia
Będziesz rozmyślać to będziesz w tym nadal tkwiła.

Ps naprawdę nie trafiłaś na największego psychola, czy drania. Są gorsi, bardziej wyrafinowani. Ten facet jest dziwny, jest na bakier z moralnością,
ale też niczego na Tobie nie wymusza, nie kręci, nie obiecuje niemożliwego. Poradź się specjalisty, jak się z tego uwolnić,
bo problem z tym leży po Twojej stronie.

2 714

Odp: ja, on i ten trzeci

Pewnie masz rację Horses. Ja tu nawet nie śmiałam przyznać, że czuję się jako ta ‘zdradzona’. Ale tak jest.. jego tłumaczenie dla mnie jest identyczne jakie byłoby dla żony.
On teraz się wplątał w jakąś akcję/aferę?, dość głośną. Tzn w moim środowisku branżowym. Jak o tym przeczytałam, myślę sobie po co mu to?? On nie dość, że kiedyś otarł się o ‘karierę’ polityka, tak teraz jest biznesmenem, inwestorem i lobbystą z kontaktami. Zawsze jednak miałam wrażenie, że działa dla dobra.. często się mnie radził , pytał o opinie. Tak jak wspominałam pracujemy w tej samej branży z tymże ja od strony eksperckiej on jako inwestor, sponsor. Dla mnie mega głupie.. inwestycja kompletnie nie trafiona. Duzy sprzeciw mieszkańców. Po co mu to? Aż taka presja, lobby? Że niby wielka kasa? I tak mu jej nie brakuje. On mi w chyba w desperacji pisze, czy mogłabym wystąpić na spotkaniu jako ekspert i poprzeć jego stanowisko a ja że nie, bo ja się z tym nie zgadzam. Bo nie zgadzam. I to nie jest złośliwość, tylko po prostu się z nim nie zgadzam.
No niestety, to jest środowisko hermetyczne, sieć ścisłych powiązań globalnych, wyjazd do innego kraju niewiele dał pod tym względem. On w tym kraju w którym jestem i tak jest główna osobą do kontaktu z Polską.  A biznes jest biznes. Niewiele jest osób tak zaangażowanych w pracę co chcą i mogą sobie pozwolić na delegacje i mają do tego predyspozycje. Ja nie wiem jak mu żona na to pozwala, ale jak nie Chiny to Afryka albo inny kontynent. On tym naprawdę żyje i jest w tym dobry. Też bywam na różnych delegacjach i w zasadzie wszędzie go kojarzą i to bardzo dobrze bo on ma smykałkę do interesów i wie jak rozmawiać.. Także naprawdę trudno odciąć i zachować poprawne stosunki. Zawsze gdzieś jest on. No musze się z tym pogodzić bo wykształcenia i branży nie zmienię. Za dużo w to zainwestowałam, poza tym nie jestem już studentką.

2 715

Odp: ja, on i ten trzeci

Jakim cudem Roxann, skoro zablokowałaś go wszędzie gdzie się dało - to są Twoje słowa sprzed jakiegoś pół roku, po pierwsze.
A po drugie - napisałaś mu w oficjalnym mailu, kto od teraz jest jego osobą do kontaktu w sprawie najbliższej konferencji, a jak się dopytywał, to przeforwardowałaś jego maila do rzeczonej osoby bez słowa komentu.
Jakim cudem więc nadal korespondencja i kontakt między Wami, skoro zarzekałaś się tutaj już z 30 razy przynajmniej, że masz na niego womit i kontaktu żadnego njet.

Jako osoba postronna i niezaangażowana emocjonalnie ... powiem Ci, że bardzo mnie rażą Twoje przytyki do jego żony w każdym nieomal Twoim poście tutaj.
Zejdź z kobity, bo doprawdy nie masz powodu dalej jeździć po niej jak po łysej kobyle.
Jej się dziwisz, że ona jemu pozwala na pracę zawodową w pełnym wymiarze i w takim zakresie w jakim on tego chce, a jemu się nie dziwisz, że on jak nie Chiny, to Afryka ?
Twoja obsesja Roxann zaczyna przybierać naprawdę niepokojące formy.

Jak dla mnie przekroczyłaś już granice fobii i zbliżasz się do niebezpiecznej granicy psychozy.

Zaledwie przedwczoraj (!!!) pisałaś o tym, jak to było, a definitywnie minęło. Jaki to koniec ostateczny. Jakie to ewentualnie ciekawe case study w Twoim życiu może być ten człowiek.
Jak to on Cię już kompletnie nie interesuje, jak to niniejszy temat uważasz za zamknięty, a dzisiaj zaczynasz znowu po raz setny rozbieranie każdego jego pierdnięcia na atomy.
A po co on zrobił to, a tamto, a po co zrobił owamto.
Co Ciebie to Roxann - w świetle tego co kilkanaście godzin wcześniej sama napisałaś - w ogóle interesuje ?
Jakie to ma znaczenie w świetle setek Twoich zapewnień w stylu patrz powyższe ?

Nie wiem już kiedy mówisz prawdę, a kiedy kłamiesz, ale wszystko co piszesz z posta na post pozostaje w coraz bardziej jaskrawej sprzeczności ze sobą.
Naprawdę brzmi to tak, jakbyś popadała w chorobę psychiczną.
Naprawdę nie myślałaś o profesjonalnej pomocy dla siebie ?

2 716 Ostatnio edytowany przez Roxann (2017-02-07 00:20:24)

Odp: ja, on i ten trzeci

IsaBella77, sprawa projektu wspólnego to jedno a 2-gie to w co on się teraz wplatał. Napisał mi maila czy bym nie wystąpiła jako ekspert i go nie wsparła. On nie rozumie, że nie chcę mieć kontaktu. Dla niego liczą interesy. Maila jego nie zablokuję. On napisał oficjalnie czy wątpiłabym wtedy i wtedy na taki taki temat. Ja też oficjalnie napisałam, że nie, bo z tym się nie zgadzam.

2 717

Odp: ja, on i ten trzeci

Może by i zrozumiał, że nie chcesz z nim kontaktu, gdyby to choć raz zostało wyartykułowane Roxann.
Przecież głupi nie jest, robi karierę międzynarodową, pewnie zajarzy, jeśli mu o tym powiesz - daj mu szansę.

2 718 Ostatnio edytowany przez Roxann (2017-02-07 00:30:50)

Odp: ja, on i ten trzeci

Uwierz, że zostało wyartykułowane milion razy.. z tymże on nic sobie z tego nie robi bo wie, że ma władzę. No przecież nie mogę ignorować głównego partnera/inwestora w Polsce - dla mojego szef to wartość dodana, że się znamy. Dużo mnie kotsztowało by zrzucić sprawę kontaktów nad projektem na inna osobę...  teraz inna sprawa.. ja już nie mam siły.. hmm

2 719 Ostatnio edytowany przez horses (2017-02-07 00:47:22)

Odp: ja, on i ten trzeci

Mam inny niż Ty charakter.
Myślę, że gdybym była w Twojej sytuacji, w nowym dobrym związku,
to na wieść o ciąży.....życzyłabym mu szczęścia, może bym powiedziała, że jeszcze go ten fakt ucieszy i zajęłabym sie własnym związkiem.
Może trochę byłoby mi żal, ze nam nie wyszło, ale realnie skoro ja jestem szczęśliwa, bo mam dobrego partnera, to niech i jemu będzie dobrze.
Ograniczyłabym kontakty, bo wprowadzają w moje życie jeszcze zbyt dużo emocji. Jasno bym mu to powiedziała i  chyba na tym bym poprzestała.
Ale Ty musisz to przejśc po swojemu.
I nie wydaje mi się Roxann w porzadku pisać tutaj o tych jego sprawach, o tych zawodowych i rodzinnych. Nie powinnaś moim zdaniem tego robić.
Powodzenia

Ps w tej sytuacji, kiedy cos zawalił w podobny sposob bym reagowała: szkoda, że masz problemy, powodzenia, ale nie moge Ci pomóc i wiesz dlaczego- bo chcę się odciąć

2 720

Odp: ja, on i ten trzeci

Horses, ja nie wiem czy jestem w dobrym związku. Tak mi się wydawało do czasu informacji o ciąży. Tak jak piszesz w ogóle nie powinno mnie to ruszyć. Mój facet jest naprawdę wspaniałym człowiekiem. Ogromnym wsparciem, przyjacielem. Kocham go bo jest wyjątkowy. No właśnie po ch..rę mnie jeszcze interesuje żonaty? Bo wciąż boli? Bo wciąż muszę mieć z nim kontakt, widywać?

2 721

Odp: ja, on i ten trzeci
IsaBella77 napisał/a:

Roxann, pozwalam sobie na przytoczenie poniżej kilku cytatów z Twoich wypowiedzi w tym wątku.

Roxann napisał/a:

Tak czy inaczej nie zamierzam się już z nim nawet na kawę spotykać. A może wyolbrzymiam całą sytuację. Moze tak powiedział, żeby mi było miło.. niby ok, ale nie kiedy ma żonę.

Roxann napisał/a:

Ja nie chcę powrotu do romansu. To wiem NA PEWNO.

Roxann  napisał/a:

A ja mu śmiałam powiedzieć, że ten idealny tort odbija mi się czkawką i na samą myśl, że inni go dotykają swoimi paluchami przyprawia mnie o odruch wymiotny.

Roxann napisał/a:

Temat skończony.

Roxann napisał/a:

I dalej zamierzam iść za ciosem i nie dam się już nabrać na jego miłe słówka czy minę zbitego psa, jaki on biedny, jakie to życie skomplikowane itepe.  Myślę, że nabrałam wystarczająco siły i odwagi, której mi dotąd brakowało.

Roxann napisał/a:

ja patrzę na niego z góry i już nie zamierzam się z nim patyczkować.

Roxann napisał/a:

A ja się czuję, jakbym dostała skrzydeł smile Jakby jakiś kamień mi spadł z serca albo inaczej - pozbyłam się mega kuli u nogi wink

Roxann napisał/a:

Wiecie, naprawdę zaczynam czuć do niego coraz większe obrzydzenie.

Roxann napisał/a:

I to chyba najważniejszy krok do "wyzdrowienia". Teraz pora na 'detoks".

Roxann napisał/a:

Teraz myślę, że już "dorosłam" do tego, by się wyrwać z tej "bajki" a raczej dramatu.

Roxann napisał/a:

Kurcze, te oczy mi się naprawdę zaczynają otwierać i obraz który powstaje jest przerażający…
(...) Ten facet jest chory psychicznie!!!!

Roxann napisał/a:

I szczerze współczuje jego żonie. Bo, to, że nigdzie się z nią nie pojawia, nie opowiada o niej, o swojej rodzinie może mieć zupełnie inne źródło. O czym nawet wolę nie myśleć. To już nie moja sprawa.
Zablokowałam dziś też jego numer.

Roxann napisał/a:

ogólnie zamierzam stosować zasadę Elle i Escopa - zero uwagi i zainteresowania tym panem - jakby był obcy. W sumie to stał mi się obcy.

Roxann napisał/a:

Bet, może trudno w to uwierzyć, zważywszy ile rozkminiałam, jak go idealizowałam, ale ja się naprawdę "obudziłam".

Roxann napisał/a:

Zamierzam być obojętna, nie reagować, a w sytuacjach koniecznych bardzo oficjalna. Nie chcę się też z nim kłócić, bo wiem, że różnie może zareagować.

Roxann napisał/a:

(...)Mam odruch wymiotny na samą myśl hmm (...) ten facet naprawdę jest chory psychicznie!!!!!

Roxann napisał/a:

Tak jak napisałam w edycji, dla mnie ten facet jest chory psychicznie i tyle..

Roxann napisał/a:

Naprawdę czuje do niego obrzydzenie, że w ogóle pomyślał, że na to mnie "nabierze". Ten facet ma naprawdę coś z głową hmm

Roxann napisał/a:

Tylko gadać sobie może, ale mnie te jego żałosne słówka nie ruszają. Wręcz przeciwnie, przez to jeszcze większą czuję do niego odrazę.

Roxann napisał/a:

Co ja w nim widziałam??? hmm

Roxann napisał/a:

(...) to już teraz nie ma żadnego znaczenia, bo ja nie chcę mieć z tym człowiekiem nic wspólnego, bo i on nie ma nic wspólnego z tym, w którym się kiedyś zakochałam. Droga do prawy była długa i bolesna – traktuję to jednak jak solidną lekcję życia i mam nadzieje, że już nie dam zbałamucić lowelasowi.
Teraz czuję ogromną wewnętrzną ulgę, że się uwolniłam z tego chorego zauroczenia, że w końcu spadły mi różowe okulary.

Roxann napisał/a:

Wydawało mi się to wręcz niemożliwe, by wybić go sobie z głowy.. dzięki wsparciu forum, z trudem, ale mi się udało. Teraz zupełnie inaczej na niego patrzę. Zresztą, tak jak wcześniej mogłam pisać o swoich uczuciach/emocjach w nieskończoność, bo to była totalna huśtawka – od skrajności w skrajność, tak teraz nie potrafię, bo sama nie wiem co czuję – w sumie nic. Ulgę? Tak. I chyb już obojętność. Owszem, napisałam o jego mailu, ale bez emocji – ot, raczej podzielić się tym, jaki to on teraz jest „żałosny”, że ci co się tu wypowiadali mieli rację.

Roxann napisał/a:

prawda jest taka, że tym co on teraz pisze, tylko jeszcze bardziej mnie zraża do siebie i utwierdza w przekonaniu, jaki z niego obrzydliwy, egoistyczny, zakłamany facet.

Roxann napisał/a:

Przepraszam za sarkazm, ale mnie aż telepie jak teraz o nim myślę - obrzydlistwo!

Roxann napisał/a:

(...) Co za ohydny typ!

Roxann napisał/a:

(...) bo czuje obojętność. I to jest chyba dobra droga do "wyzdrowienia".

Roxann napisał/a:

W sumie to możemy popisać o czym chcesz big_smile ale już nie o panu żonatym, ten temat zamykam. Sama, już chyba z przyzwyczajenia pisałam o nim, co znów wymyślił, ot tak.. no ale chyba już widać, że nie ma w tym emocji, nie chcę rozkminiać, analizować, choć jeszcze niektórzy mi to zarzucają. Raczej na zasadzie podzielania się spostrzeżeniami z dystansu...

Roxann napisał/a:

No ale jak iść to za ciosem... w sumie to przejrzenie na oczy już n-ty raz się potwierdziło.. hmm

Roxann napisał/a:

... Aż się dziwię, że tyle rozkminiałam nad każdym jego ruchem, próbując zaklinać rzeczywistość.

Roxann napisał/a:

Nie będę już tu nic pisać ani się tłumaczyć. Przygodę z forum i z tym wątkiem uważam za zakończoną. Także nie będzie kolejnego odcinka telenoweli tudzież komedii albo dramatu... przykro mi smile

Roxann napisał/a:

A pan żonaty niech tam sobie wyrywa inne w Polsce czy Chinach czy nie wiem gdzie.. mi to już lotto wink

Roxann napisał/a:

A to chyba tylko potwierdza, że się odkochałam... w końcu tongue

Roxann napisał/a:

Zresztą, rozkminialam 50 stron, juz tez mam dość wink

Roxann napisał/a:

Szczyt wszystkiego. (...) Ten facet naprawdę ma coś z głową! hmm

Roxann napisał/a:

(...) Taki malutki się teraz zrobił.. już nie będę wchodzić w szczegóły, by znów nie rozkminiać… zresztą, nie mam już na to najmniejszej ochoty. Ten rozdział uważam za całkowicie zamknięty….

Roxann napisał/a:

Więcej się już nie zamierzam nim zajmować.

Roxann napisał/a:

(...) A od pana żonatego się odcinam i nie chodzi tu o smsy itd. … po prostu mentalnie. To nie jest człowiek, którego chcę mieć w swoim życiu w jakiejkolwiek roli. Koniec kropka wink

Roxann napisał/a:

(...) Ja na pewno już go nie chcę. Jakiś szok musiałam przeżyć ale teraz to dla mnie jakaś groteska albo dramat.. Nie chcę mieć już z tym (nim) nic wspólnego..

Roxann napisał/a:

Z nim jako nim nie mam już problemu. On jako facet już mnie nie wzrusza. Odkochałam się.

Roxann napisał/a:

(...)I tak jak pisałam wcześniej. Dla mnie cała ‘układanka’ już jest powiedzmy spójna. Temat niby dłuższy ale sam wątek z żonatym już bez exa wałkowałam rok. Teraz już dla mnie wszystko jasne. Nie mam więcej pytań, wątpliwości.. więc teoretycznie może już zostać zamknięty.

Roxann napisał/a:

(...) No i życie toczy dalej.
Ja tą sprawę uważam za zamkniętą. Możecie też wątek zamknąć.

Pisząc szczerze i bez żadnej egzaltacji czy złośliwości, uderzyła mnie mocno jedna kwestia - od jak dawna powtarzasz, że uważasz tą sprawę za zamkniętą.
I ile razy już to zrobiłaś.
I jak za każdym razem wracasz później z kolejną rewelacją. A to jest jego niespodziewany przyjazd, a to sms, a to mail, a to rozmowa telefoniczna.
Każdorazowo jest oczywiście koniec i sprawa zamknięta - i później znowu jakieś wydarzenie, jakiś drobiazg. I znowu sprawa zamknięta, i znowu sms.
W mojej opinii - masz ogromne, zatrważające wręcz problemy w sferze emocjonalnej, może nawet psychicznej.
Mnie osobiście napawa to smutkiem i współczuciem, bo marnujesz sobie swoje piękne, młode, pełne potencjału życie.
Zastanawiam się, czy myślałaś kiedykolwiek o skorzystaniu z pomocy psychologicznej, albo może z terapii ?

Czytam, ale się nie udzielam. Tym razem muszę przyznać, że PIĘKNY wpis! big_smile

2 722 Ostatnio edytowany przez horses (2017-02-07 08:35:04)

Odp: ja, on i ten trzeci

Zmieniam swój wpis, bo myślę, że się myliłam.
Rzeczywiście od początku roku dostałaś od niego trzy bomby- ciąża, wspólna praca, prośba o pomoc.
Rozwala to Ciebie emocjonalnie i musisz coś z tym zrobić, jakoś nauczyć się nowego podejścia do tego faceta.
Ty musisz to przepracować, bo on i tak będzie jakoś tam w Twoim życiu obecny, choćby w sposób zawodowy.
Poradź się specjalisty, bo to chyba najbezpieczniejsze i najbardziej skuteczne.
Powodzenia.

2 723

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

IsaBella77, sprawa projektu wspólnego to jedno a 2-gie to w co on się teraz wplatał..

Ale co Ciebie obchodzi, w co on się wplątał? To NIE Twoja sprawa. Nie masz obowiązku odpisywać na jego maile, jeśli nie dotyczą pracy. Proste. Odpisujesz, bo chcesz.
Skończysz wreszcie tą farsę, czy nie?

2 724

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Pewnie masz rację Horses. Ja tu nawet nie śmiałam przyznać, że czuję się jako ta ‘zdradzona’. Ale tak jest.. jego tłumaczenie dla mnie jest identyczne jakie byłoby dla żony.
On teraz się wplątał w jakąś akcję/aferę?, dość głośną. Tzn w moim środowisku branżowym. Jak o tym przeczytałam, myślę sobie po co mu to?? On nie dość, że kiedyś otarł się o ‘karierę’ polityka, tak teraz jest biznesmenem, inwestorem i lobbystą z kontaktami. Zawsze jednak miałam wrażenie, że działa dla dobra.. często się mnie radził , pytał o opinie. Tak jak wspominałam pracujemy w tej samej branży z tymże ja od strony eksperckiej on jako inwestor, sponsor. Dla mnie mega głupie.. inwestycja kompletnie nie trafiona. Duzy sprzeciw mieszkańców. Po co mu to? Aż taka presja, lobby? Że niby wielka kasa? I tak mu jej nie brakuje. On mi w chyba w desperacji pisze, czy mogłabym wystąpić na spotkaniu jako ekspert i poprzeć jego stanowisko a ja że nie, bo ja się z tym nie zgadzam. Bo nie zgadzam. I to nie jest złośliwość, tylko po prostu się z nim nie zgadzam.
No niestety, to jest środowisko hermetyczne, sieć ścisłych powiązań globalnych, wyjazd do innego kraju niewiele dał pod tym względem. On w tym kraju w którym jestem i tak jest główna osobą do kontaktu z Polską.  A biznes jest biznes. Niewiele jest osób tak zaangażowanych w pracę co chcą i mogą sobie pozwolić na delegacje i mają do tego predyspozycje. Ja nie wiem jak mu żona na to pozwala, ale jak nie Chiny to Afryka albo inny kontynent. On tym naprawdę żyje i jest w tym dobry. Też bywam na różnych delegacjach i w zasadzie wszędzie go kojarzą i to bardzo dobrze bo on ma smykałkę do interesów i wie jak rozmawiać.. Także naprawdę trudno odciąć i zachować poprawne stosunki. Zawsze gdzieś jest on. No musze się z tym pogodzić bo wykształcenia i branży nie zmienię. Za dużo w to zainwestowałam, poza tym nie jestem już studentką.

Roxann mialam sie juz nie udzielac ale nie dam rady tego nie napisac. Lecz sie. I pisze to serio i bez zlosliwosci. To co prezentujesz w tym momencie to dla mnie juz czysta obsesja. Co Cie obchodza jakies jego nietrafione decyzje inwestycyjne, ryzyko i glod pieniadza?  Ja rozumiem ze moglas przypadkiem przeczytac o tym, usmiechnac sie pod nosem i cos sobie pomyslec nt temat z zawodowego punktu widzenia. Ale zeby tak to rozkminiac w szczegolach i jeszcze na forum? Faceta ktory jest dla Ciebie podobno tylko "case study"? Tak jak Ty teraz zachowuja sie tylko przekupy na targu ktore przekazuja kazda sensacje nt danej osoby w obieg albo psychopaci ktorzy sledza, analizuja i przezywaja kazdy krok wybranej "ofiary". Ktos slusznie zauwazyl ze nawet nie powinnas  opisywac takich szczegolow z czyjegos zycia, zreszta sama niby bylas zatroskana o anonimowosc jego, swoja i calej tej historii. Po co wiec to wszystko opisujesz? Bo czujesz przymus. Bo analizowanie jego zycia, tego czy trzecie dziecko jest na zgode, czy zonie pasuje rola kury domowej itp stalo sie Twoja obsesja. Nieleczona sprawi ze stracisz naprawde kontrole nad swoim zyciem i runie wszystko nawet ta misternie wypracowana przez Ciebie latami kariera.

2 725

Odp: ja, on i ten trzeci

Ja myślę, że Roxann już przebolała fakt ciąży i misterna gra znów rozkwita.
Właśnie okazało się, że Roxann już nie wie, czy jest obecnie w szczęśliwym związku...
Za chwilę będzie miała już pewność. Że nie jest. (Bo nie jest).

Polowanie na prezia trwa nadal. Serio? ja w realu naprawdę bałabym się takiej baby. Zobaczcie, jak po niej wszystko spływa. Idzie do celu, olewając wszystko, nic jej nie rusza. Do tego ta jej obsesja... ciągłe myślenie, analizowanie... ujawnianie na publicznym forum coraz większej ilości faktów. Jeśli są prawdziwe (a nie daję dużo, że tak), to w końcu znajdzie się ktoś, kto zidentyfikuje całą historię i występujących tu bohaterów. Roxi to najwyraźniej JUŻ nie rusza. Bo Roxi posuwa się coraz dalej... to zaburzony umysł każe jej to robić.
No i żona prezia - na tapecie u Roxi coraz bardziej i w coraz gorszym świetle.
A sama Roxi? Już zaczyna się uważać za tą zdradzoną, tak jakby żonę...
Ło matko.

2 726

Odp: ja, on i ten trzeci

Byłam dziś w końcu u specjalisty. Najprawdopodobniej mam nerwicę (obsesja, depresja to jej wypadkowe).
Zaczynam leczenie i uciekam z forum. Mam zakaz wink

2 727

Odp: ja, on i ten trzeci

troll się ewakuuje big_smile

dziewczyny, jak przestaniecie ją karmić, to temat umrze.
a jest niestety tak, że albo któraś z was nie wytrzymuje i musi skomentować, albo jak jest dłuższa przerwa, to Roxann-troll wraca z kolejnymi faktami i... któraś z was nie wytrzymuje i musi skomentować - kolo się zamyka.

2 728

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Byłam dziś w końcu u specjalisty. Najprawdopodobniej mam nerwicę (obsesja, depresja to jej wypadkowe).
Zaczynam leczenie i uciekam z forum. Mam zakaz wink

Powodzenia.

2 729

Odp: ja, on i ten trzeci
Zorija napisał/a:

Ja myślę, że Roxann już przebolała fakt ciąży i misterna gra znów rozkwita.
Właśnie okazało się, że Roxann już nie wie, czy jest obecnie w szczęśliwym związku...
Za chwilę będzie miała już pewność. Że nie jest. (Bo nie jest).

Polowanie na prezia trwa nadal. Serio? ja w realu naprawdę bałabym się takiej baby. Zobaczcie, jak po niej wszystko spływa. Idzie do celu, olewając wszystko, nic jej nie rusza. Do tego ta jej obsesja... ciągłe myślenie, analizowanie... ujawnianie na publicznym forum coraz większej ilości faktów. Jeśli są prawdziwe (a nie daję dużo, że tak), to w końcu znajdzie się ktoś, kto zidentyfikuje całą historię i występujących tu bohaterów. Roxi to najwyraźniej JUŻ nie rusza. Bo Roxi posuwa się coraz dalej... to zaburzony umysł każe jej to robić.
No i żona prezia - na tapecie u Roxi coraz bardziej i w coraz gorszym świetle.
A sama Roxi? Już zaczyna się uważać za tą zdradzoną, tak jakby żonę...
Ło matko.

Zorijo, wiem, że masz ciężkie chwile za sobą, że Twój mąż okazał się łajzą,
ale faceci naprawdę potrafią uwodzić, stwarzać sytuację. Tu sms, tu mail, tu kwiatek na dzień kobiet.
Potrafią się kręcić nawet miesiącami, jeśli kobieta im podpasuje. Niby nic, ale cały czas on jest w pobliżu.
To oczywiste, że rozwój sytuacji ostatecznie zależy od kobiety, bo to ona mu pozwala lub nie pozwala na następny krok.
Jednak polowanie  w przeważającej większości to domena mężczyzn.
Wydaje mi się, że w tej historii to on polował, a ona...no cóz pewnie chciałaby być upolowana, ale nie na jego warunkach.
Nie chciała być tylko kochanką, ale partnerką.

2 730

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Byłam dziś w końcu u specjalisty. Najprawdopodobniej mam nerwicę (obsesja, depresja to jej wypadkowe).
Zaczynam leczenie i uciekam z forum. Mam zakaz wink

Też życzę powodzenia!
prawdziwej lub nie prawdziwej wink ale życzę prawdziwie

Posty [ 2 666 do 2 730 z 3 618 ]

Strony Poprzednia 1 … 40 41 42 43 44 … 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026