Droga roxan, od kilku dni czytam Twój wątek i rozumiem poniekąd Twoją sytuację. Poznałaś interesującego faceta, zauroczyłaś się nim, była bliskość, zrozumienie, to wystarczyło. Teraz rozkminiasz, rozkładasz na czynniki pierwsze każde jego słowo, dopisujesz ideologie- ok, wiele z nas tak robi/robiło, kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień... Tylko odnoszę wrażenie, że wbrew temu co od kilkudziesięciu stron jest Ci tu przekazywane, nie wyciągnęłaś z tego żadnych wniosków dla siebie. W każdym poście ZAPIERASZ SIĘ, że nie żywisz do tego człowieka żadnych emocji, co najwyżej jesteś zaskoczona jego sprzecznymi słowami, ale spójrz na fakty:
-on nie powiedział Ci niczego, co mogło by wskazywać, że traktował Waszą znajomość poważnie- żarty o kawie, przekomarzanie się to forma flirtu, przekory
-przedstawił Ci jasno, że prezesowa jest w ciąży- zamiast pomyśleć "ok, teraz to już w ogóle pozamiatane. kończę z nim kontakt definitywnie, bo dziecka nie płodzi się z kobietą, z którą nie ma pożycia" Ty śledzisz prezesową na Fb, oceniasz jej wygląd tak, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie; jakie powiedz mi to ma znaczenie dla Ciebie, że prezesowa okazała się być zadbaną kobietą o miłej aparycji? Gdyby była przykładowo gruba albo w inny sposób zaniedbana, coś by to zmieniło? Usprawiedliwiłabyś to, że sypiałaś z prezesem wtedy? I nie, nie odpowiadaj na to pytanie. Ciebie NIE POWINNO INTERESOWAĆ: czy im się układa, czy między nimi nie ma uczuć, czy prezesowa wie o kochankach prezesa, co z ich dziećmi. Temat tej rodziny ma być dla Ciebie tematem zamkniętym. Ty masz się zająć sobą, dbać o swój nowy związek, o to, żeby kolejny raz nie wpakować się w podobny romans, żeby nawet w razie ewentualnego rozstania wyjść ze związku bez uszczerbku na psychice
-kolejną sprawą jest Twój chłopak-widmo; ja wierzę w jego istnienie tak jak wierzę w prawdziwość tego wątku, inaczej nie pisałabym w nim, jednak uważam, że całą tę swoją energię, którą pożytkujesz na rozpamiętywanie przeszłości, de facto BŁĘDÓW przeszłości, mogłabyś przelać na swojego obecnego mężczyznę, którego obraz z Twoich opowieści jawi mi się jako człowieka wyrozumiałego, spokojnego i nadającego się do życia w związku.
I żeby nie było, nie oceniam Cię, nie krytykuję, ba nawet rozumiem emocje jakie Tobą targają. Sama miałam podobne przeboje w związku z poznaniem pewnego "uroczego pana", nawet założyłam własny wątek, bo potrzebowałam żeby te moje rozkminy z siebie wyrzucić, poddać w ocenę innym z boku. Jednak wiesz co, wzięłam sobie do serca to co pisali mi tutaj życzliwi ludzie. Nie jest łatwo czytać, że służyło się jako materac, odskocznia, ale uwierz, w momencie kiedy odcinasz się całkowicie, wiele zyskujesz. Ty masz łatwiej, bo jest obok Ciebie facet, możesz się do niego przytulić, nie czuć się samotnie. Jeśli jednak czujesz, że nie zamknęłaś jeszcze w swojej głowie tematu prezesa, pobądź trochę sama. To naprawdę nie jest nic złego, ochłonąć, nawet przechorować miłosny zawód. Tylko odpowiedz sobie na te wszystkie pytania w swojej głowie, szczera sama ze sobą, bo od ponad 70stron czytam, że to zamknięty temat, ale Twoje wypowiedzi o nim temu przeczą.
Pozdrawiam Cię serdecznie, trzymaj się i bądź twarda