rezolutna napisał/a:Według mnie Ty sama siebie oszukujesz. Na poziomie rozumu może i podjęłas decyzję, że nigdy więcej żadnego romansu z nim. Na poziomie emocji - wręcz odwrotnie. Stawiam skrzynkę piwa (czy co kto lubi), że to tylko kwestia czasu, kiedy wylądujecie w łóżku.
rezolutna, gdyby on nie był żonaty, to ja ze swego łóżka bym go nie wypuściła te 3-4 lata temu. Ale jest! Tak jak wcześniej pisałam, wtedy byłam młodsza, bardziej naiwna, nie wiedziałam, że ma żonę. Jak już się dowiedziałam, to jednak nie mogłam mieć tylko do niego pretensji, bo zresztą słusznie na moje późniejsze pytanie dlaczego mi nie powiedział, że ma żonę... odpowiedział krótko: "bo nie pytałaś". I taka prawda, nie pytałam. Wtedy nawet mi przez głowę nie przeszło, że tak się może zachowywać żonaty facet. Jak już wiedziałam, to nie miałam innego wyjścia jak tylko to skończyć i to na tej samej rozmowie. Potem nigdy do tego nie wracaliśmy. Pomimo braku scen, zachowanych uprzejmościach, niesmak pozostał.
Teraz gdybym się złamała, to by była moja osobista porażka. Te chwile zapomnienia nie są absolutnie tego warte. Może gdyby był rozwiedziony... ale to też może, bo 2 raz się do tej samej rzeczki nie wchodzi. Owszem, mam do niego słabość, ale to jakby nic nie zmienia. Pomimo tego całego romansu, mam swoja dumę i znam wartość. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym teraz mu uległa. Tak naprawdę, te jego wyznania jeszcze bardziej mnie do tego zmotywowały. O ile wcześniej miałam pewien niesmak, że mnie wykorzystał i byłam zła na siebie, że się w to wkręciłam, tak teraz, szczególnie po tych jego pierwszych wyznaniach na kawie, że jestem jego niespełnioną miłością itd. poczułam jakąś taką dziwną ulgę i siłę w sobie, że jednak nie byłam pierwszą lepszą, którą zbałamucił, że i on odczuwa tego konsekwencje do dziś. Dużo to dla mnie znaczyło, ale w kwestii własnego lepszego samopoczucia tylko i wyłącznie, bo ogólnie to nic nie zmienia.
Dlatego to, że znów liczy na romans, jakoś mi tu nie pasuje. Raczej, że miał wyrzuty sumienia i chciał się wytłumaczyć, ze swego zachowania, że nie jest takim skończonym dupkiem. A może tylko bym chciała, by tak było?