Dajcie spokój Roksanie. Kobiety takie po prostu są. Jakbym miał policzyć ile mam za sobą romansów i to wcale nie z desperatkami a atrakcyjnymi babkami. Jak się ma to coś to żadna się nie oprze. W sumie nie trzeba nawet nic wielkiego robić ![]()
2 211 2016-12-01 14:11:43 Ostatnio edytowany przez _Wojtas_ (2016-12-01 14:12:33)
Podobne tematy
2 212 2016-12-01 14:13:30
Dajcie spokój Roksanie. Kobiety takie po prostu są. Jakbym miał policzyć ile mam za sobą romansów i to wcale nie z desperatkami a atrakcyjnymi babkami. Jak się ma to coś to żadna się nie oprze. W sumie nie trzeba nawet nic wielkiego robić
Opowiedz Wojtuś, jak to jest wyrywać zakompleksione desperatki ![]()
2 213 2016-12-01 14:16:08
horses napisał/a:i też żal jeszcze paru tych kobiet, które po drodze w sobie rozkochał...
Mnie tam ich nie żal. Mają to, co same wybrały, a że są naiwne, zakompleksione, bo myślą, że nikt inny poza podstarzałym żonatym facetem ich nie zechce, to ich problem, którego nie chcą rozwiązać.
Czasami trzeba więcej czasu aby przejrzeć na oczy, więc tych zakochanych mi żal, choć rodziny najbardziej, bo to są ludzie nieświadomi swojej sytuacji.
2 214 2016-12-01 14:19:44 Ostatnio edytowany przez _Wojtas_ (2016-12-01 14:21:14)
_Wojtas_ napisał/a:Dajcie spokój Roksanie. Kobiety takie po prostu są. Jakbym miał policzyć ile mam za sobą romansów i to wcale nie z desperatkami a atrakcyjnymi babkami. Jak się ma to coś to żadna się nie oprze. W sumie nie trzeba nawet nic wielkiego robić
Opowiedz Wojtuś, jak to jest wyrywać zakompleksione desperatki
Fajne kobiety a nie jakieś desperatki ![]()
Sama Roxann pisała, że jej koleżanki to fajne babki a wszystkie były oczarowane tym typkiem. Tak jak większość facetów poleci na fajną babkę mającą to coś tak samo kobieta poleci. Tak nas czy was stworzyła natura ![]()
Ja w tym nie widzę nic złego. A jak jeszcze facet ma pieniądze i pozycję to pchają się drzwiami i oknami ![]()
2 215 2016-12-01 14:25:11 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 14:27:57)
summerka88 napisał/a:horses napisał/a:i też żal jeszcze paru tych kobiet, które po drodze w sobie rozkochał...
Mnie tam ich nie żal. Mają to, co same wybrały, a że są naiwne, zakompleksione, bo myślą, że nikt inny poza podstarzałym żonatym facetem ich nie zechce, to ich problem, którego nie chcą rozwiązać.
Czasami trzeba więcej czasu aby przejrzeć na oczy, więc tych zakochanych mi żal, choć rodziny najbardziej, bo to są ludzie nieświadomi swojej sytuacji.
Horses, prawda, że ci wielce zakochani nie zakochują się w prawdziwym człowieku ale w swoim wyobrażeniu tego człowieka a zobaczenie, że ktoś, kto oszukuje, kłamie, zdradza, zaniedbuje swoją rodzinę i dzieci słabo rokuje zajmuje trochę czasu JEŚLI ktoś ma duże DEFICYTY i potrzepuje jakiejkolwiek pary portek. Ale niech szukają pomocy u specjalisty, który pomoże im dźwignąć poczucie wartości a nie odgrzewają starego kotleta.
summerka88 napisał/a:_Wojtas_ napisał/a:Dajcie spokój Roksanie. Kobiety takie po prostu są. Jakbym miał policzyć ile mam za sobą romansów i to wcale nie z desperatkami a atrakcyjnymi babkami. Jak się ma to coś to żadna się nie oprze. W sumie nie trzeba nawet nic wielkiego robić
Opowiedz Wojtuś, jak to jest wyrywać zakompleksione desperatki
Fajne kobiety a nie jakieś desperatki
Sama Roxann pisała, że jej koleżanki to fajne babki a wszystkie były oczarowane tym typkiem. Tak jak większość facetów poleci na fajną babkę mającą to coś tak samo kobieta poleci. Tak nas czy was stworzyła natura
Ja w tym nie widzę nic złego. A jak jeszcze facet ma pieniądze i pozycję to pchają się drzwiami i oknami
Bo dla nich tylko POZÓR się liczy. To nie są pewne swojej wartości kobiety, to raczej pełne kompleksów dziewczynki. Ale podstarzałe pryki lubią takie w pewnych celach. No nie, Wojtuś ![]()
2 216 2016-12-01 14:32:48
Summerko,
kochanki jakie znam to w większości atrakcyjne, przebojowe kobiety, takie które chcą i biorą.
Ale są tez kobiety po przejsciach, z poczuciem niskiej wartości, spragnione zainteresowania. Takie łatwo uwieść i rozkochać.
One wierzą i kochają szczerze tych swoich adoratorów, panów, którzy mają się zaraz rozwieść... żal mi ich, naprawdę.
Moim zdaniem to nie jest takie wszystko oczywiste
2 217 2016-12-01 14:36:20 Ostatnio edytowany przez _Wojtas_ (2016-12-01 14:36:55)
Horses masz rację.
A wszystkie te kobiety łączy jedno - wystarczy mówić im to co chcą usłyszeć. To nie jest wcale takie trudne. Dlatego zawsze mnie śmieszyli faceci, którzy biadolą, że nie rozumieją kobiet i nie wiedzą jak się zabrać do pewnych rzeczy.
2 218 2016-12-01 14:49:06 Ostatnio edytowany przez horses (2016-12-01 14:52:56)
Horses masz rację.
A wszystkie te kobiety łączy jedno - wystarczy mówić im to co chcą usłyszeć. To nie jest wcale takie trudne. Dlatego zawsze mnie śmieszyli faceci, którzy biadolą, że nie rozumieją kobiet i nie wiedzą jak się zabrać do pewnych rzeczy.
Trzeba tylko poznać jej pragnienia.
Jedna potrzebuje adoracji i prezentów, inna odrobiny zainteresowania i czułości, jeszcze inna protekcji ustawionego faceta, jeszcze inna czegoś innego....
To nie jest takie jednoznaczne i niektóre naprawdę szczerze kochają i długo nie mogą dojść do siebie po rozstaniu lub przejrzeniu na oczy, że to wcale nie była miłość
ze strony tego kochanka.
2 219 2016-12-01 15:12:01 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-12-01 15:25:21)
No widzę jak działa na kobiety. Może raczej powinnam je uświadomić, że wcale „wolny” nie jest choć tradycyjnie nie miał obrączki. Ale wtedy wyjdę na psa ogrodnika
Pisząc w cudzysłowie "wolny jest", miałem na myśli pogonienie go przez Ciebie. I ewentualne wystawienie przez niego swojej osoby na swoistą aukcję w Twojej przytomności. ![]()
A o jego formalnych zobowiązaniach wobec połowicy nie musisz ostrzegać. Ludzie zazwyczaj wiedzą więcej o nas, niż nam się wydaje. ![]()
2 220 2016-12-01 15:46:59 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 15:50:15)
_Wojtas_ napisał/a:Horses masz rację.
A wszystkie te kobiety łączy jedno - wystarczy mówić im to co chcą usłyszeć. To nie jest wcale takie trudne. Dlatego zawsze mnie śmieszyli faceci, którzy biadolą, że nie rozumieją kobiet i nie wiedzą jak się zabrać do pewnych rzeczy.
Trzeba tylko poznać jej pragnienia.
Jedna potrzebuje adoracji i prezentów, inna odrobiny zainteresowania i czułości, jeszcze inna protekcji ustawionego faceta, jeszcze inna czegoś innego....
To nie jest takie jednoznaczne i niektóre naprawdę szczerze kochają i długo nie mogą dojść do siebie po rozstaniu lub przejrzeniu na oczy, że to wcale nie była miłość
ze strony tego kochanka.
Horses, był taki czas, gdybyś cofnęła się kilka stron, że i mnie żal było Roxann. Już mi przeszło, bo zobaczyłam, że u niej problemem jest nie tylko widoczny gołym okiem jej narcyzm i niemożność pogodzenia się z tym, źe była dla podstarzałego pryka jedną z wielu dziuń, które same pchają się do łóżka z uwagi na swoje braki w samoocenie a także ograniczenia zdolności poznawczych (przyznasz, że w jej przypadku długo trwał proces myślowy).
Teraz nie ma we mnie dla niej i jej podobnych krztyny zrozumienia, jedynie marne resztki współczucia dla jednak mocno zdesperowanej i zakompleksionej dziewczyny, która nie potrafi ułożyć sobie życia po romansie i wciąź do niego wraca. O niczym innym nie potrafi pisać, myśleć. Jednak to nie tylko ograniczenie emocjonalne, ale i intelektualne, na które Roxann wpływu nie ma. Dlatego jeszcze resztki współczucia jak dla ułomnego zwierzaka mam dla niej.
2 221 2016-12-01 15:55:28
ale juz chyba rozumiesz dlaczego ta żona jest taka enigmatyczna, nikt jej nie zna, nikt nie widział w firmie?
Po to aby się nie domysliła, aby nikt nic nie szepnął...
Więc to nie jest najlepsze porównanie.
Tak, ale naprawdę musiałaby być ślepa i naiwna gdyby się niczego nie domyślała. Dlatego pewnie godzi się na takie traktowanie, bo jest jej wygodniej "nie zauważać" niż odejść.
Nie oceniam, ale trochę mi jest jej żal, bo wcale nie jest na lepszej pozycji w związku z tym, że jest żoną. Co z tego, że spędzają razem święta, wyjeżdżają na wakacje, jak on w międzyczasie zabawia się z innymi w najlepsze a jej wymyśla kolejną historyjkę o spotkaniu biznesowym. Poza tym nie sądzę, że jej coś w domu pomaga, bo dla niego wszystko co się wiąże z codziennym życiem jest "a fe", o małżeństwie (nie tyle dla mnie ale ogólnie) wypowiada się w sposób jakby to była najgłupsza rzecz do jakiej system zmusza i potem człowiek musi się męczyć.
Natomiast uważa, że jemu należy się coś od życia w końcu tak dużo pracuje, ma tyle stresów, że trzeba mu wybaczyć romanse, które dostarczają mu nowej energii do działania, w końcu gdyby tylko praca-dom to by zwariował, wpadł w depresje czy dostał zawału a tak dla równowagi i zdrowia fizycznego i psychicznego jeden, drugi romansik - i żyć się chce, nawet zrzędzenie żony tak nie przeszkadza itd.
Ten człowiek się nigdy nie zmieni.
2 222 2016-12-01 16:15:07 Ostatnio edytowany przez _Wojtas_ (2016-12-01 16:16:46)
Ja jak tylko słyszę z ust kobiety 'ślub i dzieci' to zapalała mi się czerwona lampka a gdy kobieta nie przestaje marudzić to po prostu kończę taką znajomość. Mam 34 lata i jakoś nigdy nie miałem parcia na żeniaczkę. Dzieciaka już mam 12 letniego, z Jego matką rozwiedliśmy się po roku(wiadomo człowiek młody i głupi a było parcie ze strony rodziny by brać ślub bo dziecko w drodze).
Teraz? Ślub to ostatnia rzecz jaką bym w życiu zrobił. Życie faceta tak naprawdę zaczyna się po 30tce więc trzeba korzystać. Ja nie rozumiem facetów biorących ślub a doskonale wiedzących o tym, że będą obracać inne panienki. Po co to krzywdzić matkę dzieci i własne dziecko, które przecież wyczuwa i chłonie taką atmosferę?
2 223 2016-12-01 16:17:41 Ostatnio edytowany przez horses (2016-12-01 16:20:07)
Roxann,
uwierz, że może się niczego nie domyślać. Skąd wiesz, czy nie wysyła jej dziesiątek smsów typu
kotku dojechałem, jak w domu, zarobiony jestem, negocjacje sie przedłużyły, trzymaj kciuki, całuję....
Facet uwodzi przez pisanie, mailowanie, randki...... idzie to pogodzić czasowo
na żonę jest czas i na romanse.
Nie mówię, ze tak jest, ale tak może być.
Ponadto nawet jeśli coś wzbudza jej wątpliwości, to nie znając środowiska nawet nie ma się kogo zapytać.
No i on potrafi czarować, również żonę.
Mniejsza z tym, ciesz się, że masz już to poza sobą lub jesteś na dobrej drodze do tego.
Summerko,
pisałam ogólnie o " ofiarach" takich salonowych lwów, nie o Roxann
2 224 2016-12-01 16:25:57 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 16:29:01)
Summerko,
pisałam ogólnie o " ofiarach" takich salonowych lwów, nie o Roxann
Roxann niczym szczególnym nie różni się od innych "ofiar". Chociaź faktycznie było na forum kilka kochanek i one nie dość, że bardziej bystre były, bo w przeciwieństwie do Roxann dość szybko potrafiły zrozumieć, w jaki układ NA WŁASNE ŻYCZENIE wdepnęły, to później było im wstyd i nie ciągnęły wąteku romansu na siłę, dopisując kolejne odcinki łzawej telenoweli.
A ta tu wciąź się rozpisuje i przeboleć nie może, że już po wszystkim. Życia innego nie ma tylko cały jej świat kręci się wokół starego pryka.
Znasz drugą tak zdesperowaną i zakompleksioną babę po 30tce?
2 225 2016-12-01 16:39:03
Summerko,
forum to forum i wydaje mi się, że niektóre historie są zmyślone.
Znam z życia ludzi, którzy przez lata nie potrafili wyjść z niedobrych dla nich relacji.
Wcale nie są to ludzie z deficytami, zdesperowani, ale akurat te sytuacje ich przerosły.
2 226 2016-12-01 16:45:00 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 16:46:17)
Znam z życia ludzi, którzy przez lata nie potrafili wyjść z niedobrych dla nich relacji.
Wcale nie są to ludzie z deficytami, zdesperowani, ale akurat te sytuacje ich przerosły.
Nie, horses. Ludzie bez deficytów radzą sobie z trudnymi sytuacjami. Może nie od razu i z automatu, ale najpierw sobie uświadamiają, że sami weszli w pewne sytuacje a następnie biorą za te sytuacje odpowiedzialność, co oznacza, że porządkują swoje życie. Bez ciągłego narzekania i marudzenia.
Nie radzą sobie przez lata ci, którzy mają braki. Tak łatwo zrzucić odpowiedzialność za swoje postępowanie na los niesprawiedliwy, na ludzi niedobrych, etc. Ale to tylko wymówka.
2 227 2016-12-01 17:20:21
Summerko,
ale ci ludzie, o których pisałam wiedzieli, ze sami w to weszli, wiedzieli, że ta druga strona to toksyk,
jednak było im trudno, bo kochali, bo się przywiązali.
Na pocieszenie wszystkim się udało, choć w niektórych sytuacjach trwało to bardzo długo.
Zgadzam się z Tobą, że bardzo ważne jest wzięcie odpowiedzialności za swoją sytuację.
Ona sama się w to wpakowała i pewnie kiedyś przed laty, kiedy pląsała z żonatym jakaś inna kobieta pomyślała,
co też ta dziewczyna robi.
To jest jedno, ta świadomość. Drugie, to jak przestać myśleć, jak się wyrwać.
Jeśli ten wątek jest prawdziwy, choć czasami w to wątpię, to moim zdaniem jest własnie próbą poradzenia sobie z tą trudną sytuacją.
2 228 2016-12-01 17:25:57 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-12-01 17:57:09)
cd nastąpił
czekaliśmy z utęsknieniem ![]()
2 229 2016-12-01 17:38:06 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 17:57:01)
Summerko,
ale ci ludzie, o których pisałam wiedzieli, ze sami w to weszli, wiedzieli, że ta druga strona to toksyk,
jednak było im trudno, bo kochali, bo się przywiązali.
Na pocieszenie wszystkim się udało, choć w niektórych sytuacjach trwało to bardzo długo.Zgadzam się z Tobą, że bardzo ważne jest wzięcie odpowiedzialności za swoją sytuację.
Ona sama się w to wpakowała i pewnie kiedyś przed laty, kiedy pląsała z żonatym jakaś inna kobieta pomyślała,
co też ta dziewczyna robi.
To jest jedno, ta świadomość. Drugie, to jak przestać myśleć, jak się wyrwać.Jeśli ten wątek jest prawdziwy, choć czasami w to wątpię, to moim zdaniem jest własnie próbą poradzenia sobie z tą trudną sytuacją.
Tak naprawdę to mnie mało obchodzi, czy wątek jest prawdziwy czy nie. Tym gorzej świadczy o życiowej zaradności autorki im więcej jest w nim prawdy ![]()
A wracając do rzekomych ofiar, które LATAMI są uwikłane w toksyczne relacje, z których nie potrafią się wyrwać, to mają to na własne życzenie. Możesz to nazwać przyzwyczajeniem, albo nawet miłością, ale jest wyborem osoby, która w tym siedzi. Inaczej mówiąc: ma to, co wybiera.
Zresztą toksyki WYBIERAJĄ sobie na "ofiary" osoby, które mają niezaspokojonych wiele potrzeb, są niesamodzielni, niezaradni i oczekują, że ktoś się nimi zajmie za nich samych. Daje to toksykom poczucie kontroli i siły. Toksyk szuka takich osoób, które potrzebują kogoś, kto ich dostrzeże, zaopiekuje się nimi. Nie interesują go ludzie, którzy myślą samodzielnie, sami potrafią rozwiązywać swoje problemy, są pewne siebie i swojej wartości, bo tacy ludzie szybko zareagowaliby i zatroszczyli o siebie. Toksyki, manipulanci i narcyzi nie wciągają do swoich gier kobiet niezależnych, pewnych swojej wartości, troszczących się o siebie, bo są dla nich za MAŁO KOBIECE a oni kobiecość utożsamiają z podporządkowaniem, uległością, zależnością.
Jakbyś się cofnęłą parę stron to znajdziesz wpis Roxann jak ona sama czasami udawała bardziej sierotną niż jest w rzeczywistością. Pisała to z dumą. Ona szukała faceta, który się zaopiekuje głupiutką Roxann, niesamodzielną i niezaradną słabiutką kobietą, która sama żarówki nie zmieni, o ile mnie pamięć nie myli. Widzisz zbieżność?
2 230 2016-12-01 17:45:57
A to z pewnością są słabsze osoby, ale niekoniecznie głupie i zdesperowane.
Mimo tego, kiedy chcą rzeczywiście zmienić swój los, to to zrobią, choć czasem potrzebują dużo czasu, czasem pomocy kogoś z zewnątrz.
To ogólnie, nie o Roxann.
Co do żony, to jeśli facet rzeczywiście jest takim łajdakiem i zależy mu na status qou, to ta żona może być lepiej traktowana
i mieć więcej "dowodów miłości" niż niejedna niezdradzana żona.
2 231 2016-12-01 17:48:16 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-12-01 17:56:06)
Mnie się wydaje, że historia jest prawdziwa, tylko oczywiście napisana z punktu widzenia Roxann. Który może być "co nieco"
inny, niż punkt widzenia pana żonatego czy osób z ich otoczenia ![]()
2 232 2016-12-01 17:49:02 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 17:53:08)
A to z pewnością są słabsze osoby, ale niekoniecznie głupie i zdesperowane.
Mimo tego, kiedy chcą rzeczywiście zmienić swój los, to to zrobią, choć czasem potrzebują dużo czasu, czasem pomocy kogoś z zewnątrz.
To ogólnie, nie o Roxann.
To są osoby przede wszystkim z deficytami.
Jeśli tylko emocjonalnymi to nienajgorzej, bo po pewnym czasie przy odpowiedniej pomocy lub bez wyjdą z tego.
Gorzej, gdy tak jak w tym przypadku podejrzewam, mamy pewną ułomność intelektualną.
Co do żony, to jeśli facet rzeczywiście jest takim łajdakiem i zależy mu na status qou, to ta żona może być lepiej traktowana
i mieć więcej "dowodów miłości" niż niejedna niezdradzana żona.
Nie sądzę. Żona też ma "za uszami" i albo jest "głupia", albo udaje "głupią", albo ucieka w inne aktywności, aby nie widzieć, że robi się z niej "głupią"
2 233 2016-12-01 17:57:17 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 18:14:27)
horses napisał/a:Summerko,
ale ci ludzie, o których pisałam wiedzieli, ze sami w to weszli, wiedzieli, że ta druga strona to toksyk,
jednak było im trudno, bo kochali, bo się przywiązali.
Na pocieszenie wszystkim się udało, choć w niektórych sytuacjach trwało to bardzo długo.Zgadzam się z Tobą, że bardzo ważne jest wzięcie odpowiedzialności za swoją sytuację.
Ona sama się w to wpakowała i pewnie kiedyś przed laty, kiedy pląsała z żonatym jakaś inna kobieta pomyślała,
co też ta dziewczyna robi.
To jest jedno, ta świadomość. Drugie, to jak przestać myśleć, jak się wyrwać.Jeśli ten wątek jest prawdziwy, choć czasami w to wątpię, to moim zdaniem jest własnie próbą poradzenia sobie z tą trudną sytuacją.
Tak naprawdę to mnie mało obchodzi, czy wątek jest prawdziwy czy nie. Tym gorzej świadczy o życiowej zaradności autorki im więcej jest w nim prawdy
A wracając do rzekomych ofiar, które LATAMI są uwikłane w toksyczne relacje, z których nie potrafią się wyrwać, to mają to na własne życzenie. Możesz to nazwać przyzwyczajeniem, albo nawet miłością, ale jest wyborem osoby, która w tym siedzi. Inaczej mówiąc: ma to, co wybiera.
Toksyki WYBIERAJĄ sobie na "ofiary" osoby, które mają niezaspokojonych wiele potrzeb, są niesamodzielni, niezaradni i oczekują, że ktoś się nimi zajmie za nich samych. Daje to toksykom poczucie kontroli i siły. Toksyk szuka osoób, które potrzebują kogoś, kto ich dostrzeże, zaopiekuje się nimi. Nie interesują go ludzie, którzy myślą samodzielnie, sami potrafią rozwiązywać swoje problemy, są pewne siebie i swojej wartości, bo tacy ludzie szybko zareagowaliby i zatroszczyli o siebie. Toksyki, manipulanci i narcyzi nie wciągają do swoich gier kobiet niezależnych, pewnych swojej wartości, troszczących się o siebie, bo są dla nich za MAŁO KOBIECE a oni kobiecość utożsamiają z podporządkowaniem, uległością, zależnością.
Jakbyś się cofnęłą parę stron to znajdziesz wpis Roxann jak ona sama czasami udawała bardziej sierotną niż jest w rzeczywistością. Pisała to z dumą. Ona szukała faceta, który się zaopiekuje głupiutką Roxann, niesamodzielną i niezaradną słabiutką kobietą, która sama żarówki nie zmieni, o ile mnie pamięć nie myli. Widzisz zbieżność?
2 234 2016-12-01 17:58:17
horses napisał/a:A to z pewnością są słabsze osoby, ale niekoniecznie głupie i zdesperowane.
Mimo tego, kiedy chcą rzeczywiście zmienić swój los, to to zrobią, choć czasem potrzebują dużo czasu, czasem pomocy kogoś z zewnątrz.
To ogólnie, nie o Roxann.To są osoby przede wszystkim z deficytami.
Jeśli tylko emocjonalnymi to nienajgorzej, bo po pewnym czasie przy odpowiedniej pomocy lub bez wyjdą z tego.
Gorzej, gdy tak jak w tym przypadku podejrzewam, mamy pewną ułomność intelektualną.
Pewnie też. Nie wiem, czy za decyfit uważasz również ciężkie przeżycia np przewlekła chorobę, wcześniejsze problemy finansowe,
które miały wpływ na poczucie własnej wartości.
Ale moim zdaniem nie tylko.
Mam inne odczucia, co do autorki. Uważam, że trudno pogodzić się jej z porażką.
To widać w bezsensownym ocenianiu żony. Tak naprawdę nic o niej nie wie, a facet broni tej sfery,
co najprawdopodobniej oznacza, że rozdziela dwa życia i chęć romansu nie ma nic wspólnego z problemami w małżeństwie.
2 235 2016-12-01 18:09:12 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 18:09:53)
summerka88 napisał/a:horses napisał/a:A to z pewnością są słabsze osoby, ale niekoniecznie głupie i zdesperowane.
Mimo tego, kiedy chcą rzeczywiście zmienić swój los, to to zrobią, choć czasem potrzebują dużo czasu, czasem pomocy kogoś z zewnątrz.
To ogólnie, nie o Roxann.To są osoby przede wszystkim z deficytami.
Jeśli tylko emocjonalnymi to nienajgorzej, bo po pewnym czasie przy odpowiedniej pomocy lub bez wyjdą z tego.
Gorzej, gdy tak jak w tym przypadku podejrzewam, mamy pewną ułomność intelektualną.Pewnie też. Nie wiem, czy za decyfit uważasz również ciężkie przeżycia np przewlekła chorobę, wcześniejsze problemy finansowe,
które miały wpływ na poczucie własnej wartości.
Ale moim zdaniem nie tylko.
Mam inne odczucia, co do autorki. Uważam, że trudno pogodzić się jej z porażką.
To widać w bezsensownym ocenianiu żony. Tak naprawdę nic o niej nie wie, a facet broni tej sfery,
co najprawdopodobniej oznacza, że rozdziela dwa życia i chęć romansu nie ma nic wspólnego z problemami w małżeństwie.
Horses, większość osób ma w swej biografii złe czasy. Np. Jak nie było problemów finansowych, to rodzice zasuwali całymi dniami na komfort finansowy dziecka i nie mieli dla niego czasu. Co z tego, że dziecko rosło w dobrobycie jak z przeświadczeniem, że nie jest wystarczająco dobre, żeby własny rodzic je kochał.
To, o czym piszesz to zwykle wymówki dla WYUCZONEJ BEZRADNOŚCI I BIERNOŚCI (Tak na marginesie są one typowe dla kobiet, które ponoć z miłości do dzieci zaniedbują swoją niezależność i później MUSZĄ zdać się na łaskę lub niełaskę małżonka).
To, że Roxann trudno pogodzić się z porażką to żadna tajemnica. Tylko pomyśl, czy w tym układzie było cokolwiek do wygrania? Sama wybrała swoje piekiełko i sama NA WŁASNE ŻYCZENIE wciąż w nim siedzi rozkminiając zachowanie starego dziada. Ohyda.
2 236 2016-12-01 18:15:58
Summerko, zadziwiające jest dla mnie Twoje przekonanie o nieomylności, jedynej słusznej ocenie czy raczej życzeniowości. Nie jestem Tobą, ani Kasią, Basią, Krysią, których historie są Ci znane i z uporem chcesz przekonać mnie? Czy siebie, że u mnie koniecznie musi być tak samo.
Ja się wcale nie wypieram romansu, przecież sama się do niego przyznałam. Nie jest to dla mnie chlubne ale jednak trudne doświadczenie.
I to nie tak jak pisze Zorija, że chcę siebie tu na forum tłumaczyć czy wybielać. Na początku roku pisałam tu dużo o swoich emocjach, huśtawkach nastroju – o tym jak sobie nie radziłam z tym z jednej strony uczuciem do niego a drugiej, że tak dałam się wkręcić ‘podstarzałemu prykowi’. To było (jest?) mi potrzebne do zrozumienia siebie. Pisząc o tym z jaką łatwością przychodzi mu oczarowywanie innych pań, nie zdejmuję z siebie winy, bo to co było jest faktem i nie podlega dyskusji. Czasu przecież nie cofnę. Widzę jednak teraz z boku jak i dlaczego do tego mogło dojść i doszło. I uwierz, nie jeden żonaty próbował mnie podrywać, czym wzbudzał we mnie jedynie zażenowanie. Ale w przypadku tamtego popłynęłam… może dlatego, że jak pisał Wojtek, miał to coś, a może dobrze grał a może… i tu można mnożyć. Powód też jest ważny dla mnie dla poznania swoich ułomności. Wiele rzeczy mi się na tym forum wyjaśniło. I to co jeszcze pół roku temu wydawało mi się abstrakcją, czy też to wypierałam, teraz jest już dla mnie oczywiste.
No i jeszcze ta jego gra… no właśnie, niektórzy próbują grać – być takim ‘lwem salonowym’ - ale nie są w tym autentyczni, wręcz żałośni. U niego przychodzi to bardzo naturalnie, co w polaczeniu z wyglądem, szarmanckim stylem bycia, inteligencją, pewnością siebie i poczuciem humoru sprawia, że kobiety w jego towarzystwie głupieją. Ja też zgłupiałam.
I bardzo możliwe, że jest tak jak pisze Horsens, że może być i wobec żony tak czarujący i kochany… i bynajmniej nie uważam, że pod jakimkolwiek względem jestem od niej lepsza… tylko jestem czy byłam w lepszej sytuacji bo miałam wybór bo go poznałam… Ona być może żyje w nieświadomości a może godzi się na to, bo mimo wszystko chce być z nim i żyć dalej w tej ‘bajce’. Wiem, że to nie moja sprawa, ale nie sposób bym się nad tym nie zastanowiła.
I jeszcze jedna kwestia… próbujesz mi wmówić zdesperowanie… Tak, zgoda, ale nie w tym kontekście co myślisz. Moje zdesperowanie polegało na tym, że musiałam od niego ‘uciec’ by się uwolnić, bo nie dawałam sobie rady na miejscu, kiedy go widywałam, co zresztą parę dobrych str temu w tym wątku dokładnie było widać. To też poniekąd traktuję jako porażkę, choć zawodowo dobrze na tym wyszłam to jednak uciekłam od problemu.
I jeszcze apropos pana żonatego… i tego co mi po tej konferencji napisał… wiem, że to kolejna jego zagrywka z manipulacją w tle… ale on sam siebie określił jako ‘idiotę’, że przyjechał itd. a ja nic… że ja wszystko zepsułam i że on nie będzie pantofelkiem! Czyli to ja zła, niedobra, która się nim zabawiła.. a on taki zakochany, że tysiące km przejechał by się ze mną spotkać, a ja go olałam a mogłam mieć wszystko. No i dalej że ON ma już dość!
I żebym poszukała sobie innego idiotę co się będzie tak uganiał…
No i w sumie tyle…
2 237 2016-12-01 18:17:42
Najdziwniejsze jest to, że Roxann tego wcale nie uważa za piekiełko. Roxann uważa, że jej się poszczęściło (a innym koleżankom np. nie), że jest wyjątkowa, lepsza - w końcu od niej "wziął" - wyróżnił ją przecież w ten sposób.
2 238 2016-12-01 18:21:53
Summerko,
chyba nie zauważyłas, że się z Tobą zgadzam:)
No i przecież nie piszę o ludziach, którzy całe życie tkwili w złych relacjach.
Piszę o ludziach, którzy je mieli, ale z nich wyszli, tylko potrzebowali różnego czasu.
Dodaje tylko, że znam z życia też inne sytuacje, że ludzie wchodzą w romans np.
bo są pewni, że kochanek odejdzie od żony, bo mają takie silne przeświadczenie o swojej wyjątkowości.
Moim zdaniem Roxann nie może pogodzić się z "porażką" tzn z tym, że facet nie odszedł od żony i nie rozumie tego.
No i pewnie coś tam jeszcze czuje.
Naprawdę nie wiemy jak jest w tym małżeństwie. Może oboje położyli lachę, albo jest wręcz przeciwnie.
To zależy od tego, czego ten facet chce. Mówi jej, że nie chce odejść. Koniec kropka.
Znam dziewczynę, która jest cudowną żoną, czułą, kochająca, piękną, dba o rodzinę......to słowa męża.
Ta kobieta ciągle z kimś flirtuje, czasem coś jej się zdarzy na delegacji. Wszyscy wiedzą oprócz męża.
Nie ogarniesz tego, nie ma jak to zrozumieć, jeśli sama nie potrafiłabyś żyć w kłamstwie.
2 239 2016-12-01 18:24:41 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 18:51:25)
Iuwierz, nie jeden żonaty próbował mnie podrywać, czym wzbudzał we mnie jedynie zażenowanie. Ale w przypadku tamtego popłynęłam…
Wciąż nie kumasz mimo tylu stron tłumaczenia tobie. Bossszzze. Ręce i cała reszta opada ![]()
Może faceci żonaci myślą, że nie masz zahamowań, jesteś chętna i tyle
Zrozum wreszcie, że tu nie chodzi o stan matrymonialny, ale cechy tego faceta. To, co wcześniej pisała tysiąc razy Elle. On jest jak twój tatuś. Taki sam toksyk.
Reszta twojego posta też już była wielokrotnie przedmiotem twoich opisów. Czy tobie aż tak bardzo brakuje uwagi i innych tematów, że wciąż tutaj rozkładasz na czynniki pierwsze te same sprawy ?
2 240 2016-12-01 18:27:45
Summerko, zadziwiające jest dla mnie Twoje przekonanie o nieomylności, jedynej słusznej ocenie czy raczej życzeniowości. Nie jestem Tobą, ani Kasią, Basią, Krysią, których historie są Ci znane i z uporem chcesz przekonać mnie? Czy siebie, że u mnie koniecznie musi być tak samo.
Ja się wcale nie wypieram romansu, przecież sama się do niego przyznałam. Nie jest to dla mnie chlubne ale jednak trudne doświadczenie.
I to nie tak jak pisze Zorija, że chcę siebie tu na forum tłumaczyć czy wybielać. Na początku roku pisałam tu dużo o swoich emocjach, huśtawkach nastroju – o tym jak sobie nie radziłam z tym z jednej strony uczuciem do niego a drugiej, że tak dałam się wkręcić ‘podstarzałemu prykowi’. To było (jest?) mi potrzebne do zrozumienia siebie. Pisząc o tym z jaką łatwością przychodzi mu oczarowywanie innych pań, nie zdejmuję z siebie winy, bo to co było jest faktem i nie podlega dyskusji. Czasu przecież nie cofnę. Widzę jednak teraz z boku jak i dlaczego do tego mogło dojść i doszło. I uwierz, nie jeden żonaty próbował mnie podrywać, czym wzbudzał we mnie jedynie zażenowanie. Ale w przypadku tamtego popłynęłam… może dlatego, że jak pisał Wojtek, miał to coś, a może dobrze grał a może… i tu można mnożyć. Powód też jest ważny dla mnie dla poznania swoich ułomności. Wiele rzeczy mi się na tym forum wyjaśniło. I to co jeszcze pół roku temu wydawało mi się abstrakcją, czy też to wypierałam, teraz jest już dla mnie oczywiste.
No i jeszcze ta jego gra… no właśnie, niektórzy próbują grać – być takim ‘lwem salonowym’ - ale nie są w tym autentyczni, wręcz żałośni. U niego przychodzi to bardzo naturalnie, co w polaczeniu z wyglądem, szarmanckim stylem bycia, inteligencją, pewnością siebie i poczuciem humoru sprawia, że kobiety w jego towarzystwie głupieją. Ja też zgłupiałam.
I bardzo możliwe, że jest tak jak pisze Horsens, że może być i wobec żony tak czarujący i kochany… i bynajmniej nie uważam, że pod jakimkolwiek względem jestem od niej lepsza… tylko jestem czy byłam w lepszej sytuacji bo miałam wybór bo go poznałam… Ona być może żyje w nieświadomości a może godzi się na to, bo mimo wszystko chce być z nim i żyć dalej w tej ‘bajce’. Wiem, że to nie moja sprawa, ale nie sposób bym się nad tym nie zastanowiła.
I jeszcze jedna kwestia… próbujesz mi wmówić zdesperowanie… Tak, zgoda, ale nie w tym kontekście co myślisz. Moje zdesperowanie polegało na tym, że musiałam od niego ‘uciec’ by się uwolnić, bo nie dawałam sobie rady na miejscu, kiedy go widywałam, co zresztą parę dobrych str temu w tym wątku dokładnie było widać. To też poniekąd traktuję jako porażkę, choć zawodowo dobrze na tym wyszłam to jednak uciekłam od problemu.
I jeszcze apropos pana żonatego… i tego co mi po tej konferencji napisał… wiem, że to kolejna jego zagrywka z manipulacją w tle… ale on sam siebie określił jako ‘idiotę’, że przyjechał itd. a ja nic… że ja wszystko zepsułam i że on nie będzie pantofelkiem! Czyli to ja zła, niedobra, która się nim zabawiła.. a on taki zakochany, że tysiące km przejechał by się ze mną spotkać, a ja go olałam a mogłam mieć wszystko. No i dalej że ON ma już dość!I żebym poszukała sobie innego idiotę co się będzie tak uganiał…
No i w sumie tyle…
Roxann, wiesz, skoro on już przejechał taki kawał drogi na tą konferencję... skoro już tam był... to czemu przy okazji miałby sobie nie użyć?
Nie rozumiesz tego? Naprawdę? Nie kumasz tak prostej rzeczy?
Doszukujesz się w tym manipulacji, gierki, niedopowiedzeń, pewnie ukrywanej miłości do Ciebie...
A chłop jest prosty jak budowa cepa.
O tym wszyscy Ci od tych kilkudziesięciu stron piszą - przejrzyj kobito na oczy - on chciał skorzystać z okazji i sobie zamoczyć. Leciał taki świat drogi, to chociaż jakaś mała rekompensata się należy ![]()
2 241 2016-12-01 18:33:57 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 18:44:46)
Summerko,
chyba nie zauważyłas, że się z Tobą zgadzam:)
No i przecież nie piszę o ludziach, którzy całe życie tkwili w złych relacjach.
Piszę o ludziach, którzy je mieli, ale z nich wyszli, tylko potrzebowali różnego czasu.
Dodaje tylko, że znam z życia też inne sytuacje, że ludzie wchodzą w romans np.
bo są pewni, że kochanek odejdzie od żony, bo mają takie silne przeświadczenie o swojej wyjątkowości.
Nie zauważyłam ![]()
Ludzie wychodzą z toksycznych relacji, gdy tego chcą. To tak na podsumowanie. A Roxann nie chce, bo wciąż rozkminia.
Uważasz, że "błyszczą intelektem" osoby, które "myślą", że kochanek porzuci dla nich rodzinę, dzieci
Uważam takie kobiety za zdesperowane i zakompleksione.
Moim zdaniem Roxann nie może pogodzić się z "porażką" tzn z tym, że facet nie odszedł od żony i nie rozumie tego.
No i pewnie coś tam jeszcze czuje.
Naprawdę nie wiemy jak jest w tym małżeństwie. Może oboje położyli lachę, albo jest wręcz przeciwnie.
To zależy od tego, czego ten facet chce. Mówi jej, że nie chce odejść. Koniec kropka.
Znam dziewczynę, która jest cudowną żoną, czułą, kochająca, piękną, dba o rodzinę......to słowa męża.
Ta kobieta ciągle z kimś flirtuje, czasem coś jej się zdarzy na delegacji. Wszyscy wiedzą oprócz męża.
Nie ogarniesz tego, nie ma jak to zrozumieć, jeśli sama nie potrafiłabyś żyć w kłamstwie.
Roxann nie rozumie, bo nie chce zrozumieć, że była tylko jedną z chętnych.
Co do intencji zdradzających to oddzielny wątek powinien być. Ale to nic nie zmienia, bo mąż albo jest "głupi", albo udaje "głupiego", albo ucieka w cokolwiek innego, żeby nie widzieć, że robi się z niego "głupiego"
nie da się niezauważyć.
2 242 2016-12-01 18:49:14
Summerko,
to spytam się, czy jest jakaś jedna uniwersalna i szybka metoda, aby wyjść sprawnie z każdej trudnej sytuacji?
Bo jesli jest to ją przekaż, bo ja nie znam, a potrzebuję.
A uważam, że błyszczą?
Moim zdaniem jest różnie, a co do Roxann uważam, że próbuje z tego wyjść, ale jeszcze długa droga przed nią.
Nie widzę w niej desperacji, a niepogodzenie się z tą sytuacją i niezrozumienie jej. Facet też korzysta z okazji i drąży. To jej nie pomaga.
Niech pisze skoro jej to pomaga.
Co do męża/ żony.... może nikt nie jest głupi, może jest inne wytłumaczenie, może są mistrzowie mistyfikacji, a może co innego.... ja nie wiem.
2 243 2016-12-01 18:54:01 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 18:54:35)
Summerko,
to spytam się, czy jest jakaś jedna uniwersalna i szybka metoda, aby wyjść sprawnie z każdej trudnej sytuacji?
Bo jesli jest to ją przekaż, bo ja nie znam, a potrzebuję.
Dobry, sprawdzony psychoterapeuta ![]()
2 244 2016-12-01 18:54:59
Roxann napisał/a:Iuwierz, nie jeden żonaty próbował mnie podrywać, czym wzbudzał we mnie jedynie zażenowanie. Ale w przypadku tamtego popłynęłam…
Wciąż nie kumasz mimo tylu stron tłumaczenia tobie. Bossszzze. Ręce i cała reszta opada
Może faceci żonaci myślą, że nie masz zahamowań, jesteś chętna i tyle
Zrozum wreszcie, że tu nie chodzi o stan matrymonialny, ale cechy tego faceta. To, co wcześniej pisała tysiąc razy Elle. On jest jak twój tatuś. Taki sam toksyk.
Summerko, ależ ja przymuję do wiadomości wiele rzeczy, które się tu do mnie pisze. Dzięki temu jestem w tym punkcie gdzie jestem, choć uważasz, że jest inaczej. Wiem, że na forum i nie tylko chce się przeforsować swoją jedyna rację i żeby ona od razu została wcielona w życie, jednak jak pisała Horses, każdy dochodzi do tego własnym rytmem i w swoim czasie.
I zgodzę się z tym, że boli mnie najbardziej porażka i to potrójna. To że byłam kochanką , to że ówczesna miłość mego życia do tej roli mnie sprowadziła. Nawet nie sam fakt, że nie odszedł od żony, ale ktoś kto był dla mnie ważny, kogo pokochałam, był w stanie to zrobić, jeszcze bezczelnie mówiąc, że dopiero za kilka lat jak dzieci podrosną, będzie mógł odejść. To jest podwójny policzek nie dość że w ogóle to słyszysz to jeszcze od faceta w którym się zakochałaś. No i trzecia porażka to to że musiałam? uciekać, bo nie mogłam sobie z tym poradzić.
2 245 2016-12-01 19:00:48 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 19:01:18)
I zgodzę się z tym, że boli mnie najbardziej porażka i to potrójna. To że byłam kochanką , to że ówczesna miłość mego życia do tej roli mnie sprowadziła. Nawet nie sam fakt, że nie odszedł od żony, ale ktoś kto był dla mnie ważny, kogo pokochałam, był w stanie to zrobić, jeszcze bezczelnie mówiąc, że dopiero za kilka lat jak dzieci podrosną, będzie mógł odejść. To jest podwójny policzek nie dość że w ogóle to słyszysz to jeszcze od faceta w którym się zakochałaś. No i trzecia porażka to to że musiałam? uciekać, bo nie mogłam sobie z tym poradzić.
To nie twoja miłość sprowadziła ciebie do roli kochanki, ale sama w nią weszłaś. Gdy idzie się do łóżka z żonatym facetem, to się staje kochanką.
Ucieczka to byłaby najlepsza rzecz, którą mogłabyś zrobić, ale jak widać po twojej aktywności tutaj raczej do starego pryka lgniesz.
2 246 2016-12-01 19:17:23 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-12-01 19:22:38)
To nie twoja miłość sprowadziła ciebie do roli kochanki, ale sama w nią weszłaś. Gdy idzie się do łóżka z żonatym facetem, to się staje kochanką.
Ucieczka to byłaby najlepsza rzecz, którą mogłabyś zrobić, ale jak widać po twojej aktywności tutaj raczej do starego pryka lgniesz.
Summerko, wiem, że wytykano mi to czy wiedziałam czy nie wiedziałam, że jest żonaty. Milion razy tłumaczyłam, że kiedy się poznaliśmy nie wiedziałam! A zakochanie było od pierwszego wejrzenia a nie 'włożenia'. Potem on się zachowywał jakby tej zony nie miał. Bywaliśmy na mieście trzymając za ręce itd. Ale nie chcę się powtarzać. Jak zdobyłam pewność co do jego statusu, przerwałam to ale uczucie nie minęło...(także nigdy się nie godziłam na bycie kochanką!)
Ale rozumiem, że kochanka to od razu rozłożyła nogi a pod nos dała do podpisania umowę, że od żony odejdzie. No nie jest to wszystko takie czarno-białe i rozgrywa w czasoprzestrzeni.
2 247 2016-12-01 19:19:45
Trzeba umieć kobietę podejść. Pożartować, trochę niedomówień, domysłów, eskalować wrażenia. Brać trochę na nieporadność, ale przy tym dobrze wyglądać i osiągać sukcesy zawodowe. Umieć manipulować ludźmi, kłamać jak z nut i nigdy się do tego kłamstwa nie przyznać. Huśtawka emocjonalna, wzruszenia czasem nawet łzy. Imitować romantyczną miłość, coś wyjątkowego. Kłamać tak, żeby słyszała to co chce usłyszeć jednocześnie mówić półsłówkami tak, aby można było je w różny, skrajny sposób tłumaczyć. Tacy nie wybierają "głupich panienek". Raczej kobiety, których mogą im inni pozazdrościć.
Kobiety empatyczne, prawdomówne, otwarte na nowe, tolerancyjne, dobrze sobie radzące. Wydaje im się, że dobrze się z nim rozumieją, że on jest w pewien sposób taki jak one - tylko, że to nie jest prawdą. To jest gra. Bajer. Nie kochają nikogo. Nie potrafią. Imitują przeżywanie uczuć.
Roxann nie wiem czy ON taki właśnie jest. Z takim byłam. Typ przed którym przestrzegam. Działa na kobiety jak lep. Ale ja i tak byłam najważniejsza ( do czasu). Nie przeszkadzało mi jak inne się do niego uśmiechały, jak miękły im kolana. Jakiś żarcik, nie wiadomo o co chodzi. Bez nachalności.
Tak się też przywiązuje następną. "Wielka miłość" mimo przeciwności losu. Romantyzm. Wszytko to gra. Tylko on w nią chyba wierzy.
Nie zdaje sobie nawet sprawy z tego co robi. I nie ma sensu aby takiego typa uświadomić co robi. Nie zrozumie, obwini ciebie. Jakoś tak wszystko poobraca, że znowu on wyjdzie czyściutki i no może z małą skazą ale przecież z dobrymi intencjami a ty wszystko psujesz.
Roxann ciągnie się potem ta toksyna za tobą....
No bo w końcu były też piękne przeżycia i wypiera się z głowy to co złe. Potem dochodzi zastanawianie się, że może faktycznie to coś ze mną nie tak.
Roxann aż mam ochotę napisać: każdy jeden lepszy od niego.
Baw się, korzystaj z życia i nie daj wciągnąć w jego gierki. Kiedyś całkiem z tego wyjdziesz.
2 248 2016-12-01 19:26:35 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-12-01 19:32:21)
Bet, mam wrażenie że trafiłyśmy na jednego i tegoż samego faceta.. ![]()
Ten 'mój' jak się potem przyznał zrobił obeznanie w środowisku jak jestem postrzegana, że jestem ceniona, lubiana, do tego wzbudzam zaufanie, bo jestem szczera... w dodatku wrażliwa, ciepła i 'dobra'. poza tym sam orzynał, że jak mnie zobaczył to pomyślał "wow". Po 2 latach dokładnie opisał jak byłam wtedy ubrana, że miałam spięte włosy... itd.
2 249 2016-12-01 19:27:59 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 19:33:50)
summerka88 napisał/a:To nie twoja miłość sprowadziła ciebie do roli kochanki, ale sama w nią weszłaś. Gdy idzie się do łóżka z żonatym facetem, to się staje kochanką.
Ucieczka to byłaby najlepsza rzecz, którą mogłabyś zrobić, ale jak widać po twojej aktywności tutaj raczej do starego pryka lgniesz.
Summerko, wiem, że wytykano mi to czy wiedziałam czy nie wiedziałam, że jest żonaty. Milion razy tłumaczyłam, że kiedy się poznaliśmy nie wiedziałam! A zakochanie było od pierwszego wejrzenia a nie 'włożenia'. Potem on się zachowywał jakby tej zony nie miał. Bywaliśmy na mieście trzymając za ręce itd. Ale nie chcę się powtarzać. Jak zdobyłam pewność co do jego statusu, przerwałam to ale uczucie nie minęło...(także nigdy się nie godziłam na bycie kochanką!)
Ale rozumiem, że kochanka to od razu rozłożyła nogi a pod nos dała do podpisania umowę, że od żony odejdzie. No nie jest to wszystko takie czarno-białe i rozgrywa w czasoprzestrzeni.
I znowu muszę ci przypomnieć twoje własne słowa
W tym wątku w poście 155 na piątej stronie napisałaś:
Moja sytuacja jest zupełnie inna, bo on mi niczego nie obiecywał, wiedziałam, że jest żonaty. Nakręciłam się najpierw jaki to on przystojny, fajny, atrakcyjny, ale na zasadzie - oj, czemu tacy faceci są zajęci? No a kiedy on tez zwrócił na mnie uwagę, a potem zdarzyła się sytuacja, że byliśmy sami i on mnie boją i pocałował, to kompletnie straciłam głowę. Nie myślałam wtedy wcale, nie mówiąc o konsekwencjach, jego żonie itd.
Ja nie wiem jaka jest u niego sytuacja. Przeszło mi przez myśl, by poruszyć ten temat, tylko po co?
Przypominasz już sobie, że jednak wiedziałaś OD POCZĄTKU, że jest żonaty i że od razu układ był jasny? Źe sobie wyobrażałaś niewiadome co to twój problem, dla niego byłaś kolejną chętną do bzykania.
Twoje wybielanie się jest żenujące.
Przecież z perspektywy starego pryka to mogła być litość dla ciebie - tak za nim łaziłaś, że postanowił ci ulżyć w cierpieniu ![]()
2 250 2016-12-01 19:37:03
I znowu muszę ci przypomnieć twoje własne słowa
![]()
W tym wątku w poście 155 na piątej stronie napisałaś:Roxann napisał/a:Moja sytuacja jest zupełnie inna, bo on mi niczego nie obiecywał, wiedziałam, że jest żonaty. Nakręciłam się najpierw jaki to on przystojny, fajny, atrakcyjny, ale na zasadzie - oj, czemu tacy faceci są zajęci? No a kiedy on tez zwrócił na mnie uwagę, a potem zdarzyła się sytuacja, że byliśmy sami i on mnie boją i pocałował, to kompletnie straciłam głowę. Nie myślałam wtedy wcale, nie mówiąc o konsekwencjach, jego żonie itd.
Ja nie wiem jaka jest u niego sytuacja. Przeszło mi przez myśl, by poruszyć ten temat, tylko po co?Przypominasz już sobie, że jednak wiedziałaś OD POCZĄTKU, że jest żonaty i że od razu układ był jasny? Źe sobie wyobrażałaś niewiadome co to twój problem, dla niego byłaś kolejną chętną do bzykania.
Twoje wybielanie się jest żenujące.
Tak, tak napisałam po kilku latach.. co nie zmienia faktu, że nie wiedziałam od początku. I nie rozmawiałam z nim o tym przez kilka msc.
Ale już to tłumaczyłam set razy więc się nie będę powtarzać. Chcesz tak uważać, to uważaj.
2 251 2016-12-01 19:49:22 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 19:50:22)
summerka88 napisał/a:I znowu muszę ci przypomnieć twoje własne słowa
![]()
W tym wątku w poście 155 na piątej stronie napisałaś:Roxann napisał/a:Moja sytuacja jest zupełnie inna, bo on mi niczego nie obiecywał, wiedziałam, że jest żonaty. Nakręciłam się najpierw jaki to on przystojny, fajny, atrakcyjny, ale na zasadzie - oj, czemu tacy faceci są zajęci? No a kiedy on tez zwrócił na mnie uwagę, a potem zdarzyła się sytuacja, że byliśmy sami i on mnie boją i pocałował, to kompletnie straciłam głowę. Nie myślałam wtedy wcale, nie mówiąc o konsekwencjach, jego żonie itd.
Ja nie wiem jaka jest u niego sytuacja. Przeszło mi przez myśl, by poruszyć ten temat, tylko po co?Przypominasz już sobie, że jednak wiedziałaś OD POCZĄTKU, że jest żonaty i że od razu układ był jasny? Źe sobie wyobrażałaś niewiadome co to twój problem, dla niego byłaś kolejną chętną do bzykania.
Twoje wybielanie się jest żenujące.Tak, tak napisałam po kilku latach.. co nie zmienia faktu, że nie wiedziałam od początku. I nie rozmawiałam z nim o tym przez kilka msc.
Ale już to tłumaczyłam set razy więc się nie będę powtarzać. Chcesz tak uważać, to uważaj.
Roxann, jak poznajemy drugiego człowieka to niewiele o nim wiemy z zasady. Ale z czasem poznajemy. I ty dowiedziałaś się, że ma żonę i dzieci zanim wskoczyłaś mu do łóżka. Zatem zgodziłaś się na bycie kochanką. Takie są fakty. Przykre to może dla ciebie, ale prawdziwe.
Dziwię się takim laskom jak ty, bo w zdecydowanej większości uzyskałabyś większy szacunek dla siebie, gdybyś postawiła warunki, najpierw rozstań się z żoną a wtedy możemy naszą znajomość przenieść na grunt erotyczny. Ale jak ci pasowała rola kochanki, to nie oczekuj, że ktoś spontanicznie potraktuje ciebie jak kogoś ważniejszego niż tylko kolejną samotną i w potrżebie koleżankę z pracy.
2 252 2016-12-01 19:58:02 Ostatnio edytowany przez horses (2016-12-01 20:00:42)
Summerko,
dziękuję za radę, ale na mnie jednak najlepiej działa konfrontacja, bardzo szczera rozmowa,
wyjaśnienie sobie wszystkiego. Muszę wiedzieć na czym stoję, a jak już wiem, to wiem co dalej robić.
Roxann,
musisz się uodpornić na jego zachowanie, na te emocje.
Ktoś tu chyba już napisał, że był na tym spotkaniu, to się odezwał, może z chęcią ucięcia romansiku, kto wie, co on tam ma w głowie.
A gdzie był wcześniej? Dążył do rozmowy, do wyjaśnienia wszystkiego, ułożenia tego między wami? Walczył?
Nie było go. Pracował, był z rodziną, a może też z kimś romansował. Nie wiadomo i czy to ważne.
On będzie się pojawiał, przy okazji świąt będą życzenia, będzie na konferencjach itp. Jeśli uda Ci się opanować emocje
to będzie łatwiej.
Zgadzam się z Bet. Tacy nie wybierają głupich, zdesperowanych gąsek.
2 253 2016-12-01 20:02:23 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-12-01 20:02:47)
Summerko,
dziękuję za radę, ale na mnie jednak najlepiej działa konfrontacja, bardzo szczera rozmowa,
wyjaśnienie sobie wszystkiego. Muszę wiedzieć na czym stoję, a jak już wiem, to wiem co dalej robić.
Jak najbardziej moźesz w relacji z psychoterapeutą być szczera. On pomoże ci w konfrontacji z twoimi strachami i lękami, ale także pomoże wyjaśnić przyczyny twoich zachowań i zrozumieniu, na czym stoisz ![]()
2 254 2016-12-01 20:06:07
horses napisał/a:Summerko,
dziękuję za radę, ale na mnie jednak najlepiej działa konfrontacja, bardzo szczera rozmowa,
wyjaśnienie sobie wszystkiego. Muszę wiedzieć na czym stoję, a jak już wiem, to wiem co dalej robić.Jak najbardziej moźesz w relacji z psychoterapeutą być szczera. On pomoże ci w konfrontacji z twoimi strachami i lękami, ale także pomoże wyjaśnić przyczyny twoich zachowań i zrozumieniu, na czym stoisz
Jak na razie udaje mi się bez psychoterapeuty rozwiązywać problemy. Nie neguję tego, że są potrzebni, ale pierw wolę " popracować " sama.
Jeszcze daję radę ![]()
2 255 2016-12-01 20:08:33
summerka88 napisał/a:horses napisał/a:Summerko,
dziękuję za radę, ale na mnie jednak najlepiej działa konfrontacja, bardzo szczera rozmowa,
wyjaśnienie sobie wszystkiego. Muszę wiedzieć na czym stoję, a jak już wiem, to wiem co dalej robić.Jak najbardziej moźesz w relacji z psychoterapeutą być szczera. On pomoże ci w konfrontacji z twoimi strachami i lękami, ale także pomoże wyjaśnić przyczyny twoich zachowań i zrozumieniu, na czym stoisz
Jak na razie udaje mi się bez psychoterapeuty rozwiązywać problemy. Nie neguję tego, że są potrzebni, ale pierw wolę " popracować " sama.
Jeszcze daję radę
Twój wybór. Ale szkoda. Widzę po tym forum, że ci sceptycznie nastawieni, z nieprzepracowanymi problemami bujają się tutaj wiele lat z tym samym.
2 256 2016-12-01 20:16:49 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-12-01 20:18:43)
Roxann, strasznie kręcisz.
Pisałaś to (o wiedzy na temat pana żonatego) kilka lat później - i już dokładnie nie pamiętałaś tego, że "jednak nie wiedziałaś".
Za to teraz, kolejne kilka lat później, bardzo dokładnie sobie przypomniałaś, że jednak wtedy, na początku nie wiedziałaś. Może poddałaś się hipnozie i stąd ten zwrot w zeznaniach?
Tak czy inaczej, wiesz Roxann, nawet gdyby stało się tak jak tego pragnęłaś - upolowałabyś tego przystojnego pana prezesa - to też niekoniecznie byłoby różowo. Takie związki niosą ze sobą wieeele problemów: brak zaufania to po pierwsze. Radzenie sobie z tym, że ktoś tam z naszego powodu płacze, że dzieci są nieszczęśliwe, to dwa. Trzecie - to proza życia, która wiadomo jak działa.
Dlatego ja twierdzę, że wolę być na miejscu zdradzonej żony, nawet tej porzuconej, niż tej baby, która teraz może się cieszyć misiem. Tylko za jaką cenę??? Nie, dziękuję. Wolę budować swoje dalsze życie nawet sama, w pojedynkę, bo wiem, że sobie bez problemu w nim poradzę, niż być tą która "zdobyła", "wygrała" - tyle, że po trupach.
Ja nawet rozumiem to Roxann, że popełniłaś błąd. Dałaś się omotać, zauroczyć, zaślepić. Poszłaś na żywioł nie patrząc na nic i na nikogo. Choć to absolutnie dowód na twoją słabość i problemy z wewnętrzną oceną. Ale ok, może się zdarzyć.
Nie rozumiem, dlaczego w tym tkwisz nadal - to z tym powinnaś jak najszybciej udać się do terapeuty. I nie chodzi o to, że on cię krzywdzi. Chodzi o to, że ty znajdujesz pewnego rodzaju pocieszenie, własną siłę i poczucie własnej wartości w tym, że on - taki "super facet" w ogóle zwrócił na ciebie uwagę. Masz naprawdę sporo do popracowania.
Kilka razy zdarzyło się na forum, że ktoś cię Roxann pochwalił. Wystarczy przeczytać jak na to reagowałaś (nawet teraz, gdy Bet napisała, że narcyz szuka kobiet mądrych, wyróźniających się itd. Ty natychmiast to podłapałaś). Na każdy komplement reagujesz Roxann natychmiast - jesteś zachwycona, rośniesz... reagujesz nawet na takie bzdury, jak ta, gdy ktoś ci napisał, żebyś startowała na prezydenta, to będzie na ciebie głosował. Twoje reakcje są takie.... jakby to powiedzieć... radosne, bezrefleksyjne... i szczerze? żenujące.
Z drugiej strony strasznie chcesz się przymilać osobom, które na forum fajnie i mądrze piszą. Nawet gdy wylewają na ciebie wiadro pomyj, ty się z nich otrząsasz i dalej próbujesz... Summerka napisała ci wprost, że masz deficyty intelektualne, ale to dla ciebie nic takiego, ty dalej próbujesz z nią nawiązać dialog - tak baaardzo chcesz, żeby cię zrozumiała, żeby stanęła po twojej stronie, żeby cię pochwaliła.
Sorry Roxann, ale tak to wygląda z boku. Nie jestem psychologiem, więc tylko obserwuję, ale nie potrafię z tego wyciągnąć wniosków i nazwać tego co ci jest. Ale jest na pewno
Psycholog chyba mógłby pomóc.
Z tego punktu widzenia ciesz się Roxann, że pan żonaty jest tylko na doskok. Przeczytaj jeszcze raz posty Bet i zobacz, na co mogłabyś trafić, gdyby posunął się dalej.
2 257 2016-12-01 20:19:11
Roxann, jak poznajemy drugiego człowieka to niewiele o nim wiemy z zasady. Ale z czasem poznajemy. I ty dowiedziałaś się, że ma żonę i dzieci zanim wskoczyłaś mu do łóżka. Zatem zgodziłaś się na bycie kochanką. Takie są fakty. Przykre to może dla ciebie, ale prawdziwe.
Dziwię się takim laskom jak ty, bo w zdecydowanej większości uzyskałabyś większy szacunek dla siebie, gdybyś postawiła warunki, najpierw rozstań się z żoną a wtedy możemy naszą znajomość przenieść na grunt erotyczny. Ale jak ci pasowała rola kochanki, to nie oczekuj, że ktoś spontanicznie potraktuje ciebie jak kogoś ważniejszego niż tylko kolejną samotną i w potrżebie koleżankę z pracy.
I tu się mylisz, przespałam się z nim zanim wiedziałam. Poznałam go od 'zera' w sensie nic o nim nie wiedziałam. Nie miał obraczki, nawet wtedy nie był 'prezeiem'. Poznałam go jak każdego innego faceta wcześniej. Zaiskrzyło od razu, potem jedno, drugie spotkanie (też na mieście). Przyznam szczerze, że już nie pamiętam kiedy zaczęło mi coś świtać.. chyba wyczytałam w wilkipedii że żonaty, ale aktualizacja skończyła się na chyba 2010 r. kiedy pełnił takie a nie inne stanowisko. Nasz romans trwał od maja do powiedzmy listopada, więc nie było po drodze świąt a wakacje spędziliśmy razem. Ok może wypierałam, może nie chciałam podnosić tej rozmowy... moja wina, tu nie ma dyskusji. Jednak jego zachowanie nie wskazywało na to, że ma żonę, a tym bardziej rodzinę. Nie chciałam tego psuć. dopiero jak zobaczyłam aktualne jego papiery, które złożył do projektu, odważyłam się na rozmowę i na tym sie romans zakończył. Tak wiem, mogłam o tym a nawet powinnam była pogadać wcześniej, ale tego nie zrobiłam.. czasu nie cofnę.
2 258 2016-12-01 20:32:12 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-12-01 20:36:58)
Zastanów się Roxann nad swoją ostatnią opowieścią.
Czy nie jest tak, że jednak zachwyciło cię to, że pan prezio w ogóle zareagował na ciebie? Nie ważne, że z pretensjami... ale sam fakt, że zwrócił na ciebie uwagę, że do ciebie napisał, że ci wytykał twoją oziębłość - to już cię podjarało, nieprawdaż??
Prawda, prawda ![]()
Tu nie chodziło o to, że ty byłaś od niego wolna i zdystansowana. Bo nie byłaś. To była taka gra. I on zagrał dokładnie tak, jak miał zagrać - jego żale pod twoim adresem są dla ciebie znakiem, że dalej o tobie myśli i że jesteś dla niego kimś wyjątkowym.
To ci w sumie musi wystarczyć i wystarcza. Podniecasz się tym i jarasz na maksa. Czerpiesz z tego całymi garściami: bo wszystko z nim na czele znów kręci się wokół ciebie.
Nie jest tak? Tak szczerze? Odpowiedz sobie sama, tu nie musisz.
edit - i do tego ta wielka potrzeba opowiadania o tym na forum.... ty się MUSISZ i CHCESZ zwyczajnie tym przed nami pochwalić, opowiedzieć nam, że znów TAAAAAAAKI prezio zakręcił się wokółciebie (chyba to znak, że jesteś wyjątkowa, co?? i my też powinniśmy o tym się dowiedzieć hhihihi)
hmmmmm... zalatuje patologią ![]()
2 259 2016-12-01 20:37:55
summerka88 napisał/a:Roxann, jak poznajemy drugiego człowieka to niewiele o nim wiemy z zasady. Ale z czasem poznajemy. I ty dowiedziałaś się, że ma żonę i dzieci zanim wskoczyłaś mu do łóżka. Zatem zgodziłaś się na bycie kochanką. Takie są fakty. Przykre to może dla ciebie, ale prawdziwe.
Dziwię się takim laskom jak ty, bo w zdecydowanej większości uzyskałabyś większy szacunek dla siebie, gdybyś postawiła warunki, najpierw rozstań się z żoną a wtedy możemy naszą znajomość przenieść na grunt erotyczny. Ale jak ci pasowała rola kochanki, to nie oczekuj, że ktoś spontanicznie potraktuje ciebie jak kogoś ważniejszego niż tylko kolejną samotną i w potrżebie koleżankę z pracy.I tu się mylisz, przespałam się z nim zanim wiedziałam. Poznałam go od 'zera' w sensie nic o nim nie wiedziałam. Nie miał obraczki, nawet wtedy nie był 'prezeiem'. Poznałam go jak każdego innego faceta wcześniej. Zaiskrzyło od razu, potem jedno, drugie spotkanie (też na mieście). Przyznam szczerze, że już nie pamiętam kiedy zaczęło mi coś świtać.. chyba wyczytałam w wilkipedii że żonaty, ale aktualizacja skończyła się na chyba 2010 r. kiedy pełnił takie a nie inne stanowisko. Nasz romans trwał od maja do powiedzmy listopada, więc nie było po drodze świąt a wakacje spędziliśmy razem. Ok może wypierałam, może nie chciałam podnosić tej rozmowy... moja wina, tu nie ma dyskusji. Jednak jego zachowanie nie wskazywało na to, że ma żonę, a tym bardziej rodzinę. Nie chciałam tego psuć. dopiero jak zobaczyłam aktualne jego papiery, które złożył do projektu, odważyłam się na rozmowę i na tym sie romans zakończył. Tak wiem, mogłam o tym a nawet powinnam była pogadać wcześniej, ale tego nie zrobiłam.. czasu nie cofnę.
Oj kłamczuszku z ciebie ![]()
Przypominam
Moja sytuacja jest zupełnie inna, bo on mi niczego nie obiecywał, wiedziałam, że jest żonaty. Nakręciłam się najpierw jaki to on przystojny, fajny, atrakcyjny, ale na zasadzie - oj, czemu tacy faceci są zajęci? No a kiedy on tez zwrócił na mnie uwagę, a potem zdarzyła się sytuacja, że byliśmy sami i on mnie boją i pocałował, to kompletnie straciłam głowę. Nie myślałam wtedy wcale, nie mówiąc o konsekwencjach, jego żonie itd.
2 260 2016-12-01 20:39:52
I Roxann, ja nie piszę tego po to, żeby ci dowalić.
Piszę tak, jak to wygląda ze strony obcej osoby czytającej twoje teksty. Po to, żebyś może złapała jakąś choćby malutką refleksję...
Choć w sumie to nie za bardzo w to wierzę - ty tak chcesz, pasiesz się tym, rośniesz, więc po co masz to zmieniać?
2 261 2016-12-01 20:40:44 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-12-01 20:42:42)
Zorija, widzisz jak można różnie słowa odbierać? Tu nawet nie chodzi o to czy ktoś mi coś napisze miłego czy nie. Słowa Summerki też do mnie trafiają, choć mogłabym się poczuć obrażona, ale nie jestem tu (wbrew pozorom) by coś sobie czy komuś udowadniać, tylko dlatego że mam problem. Ona też pisze mądrze, i jej wypowiedzi też mi coś dają choć nie zawsze są celne i za bardzo generalizuje. Jaki sens się obrażać na kogoś anonimowo? Z Bet się zgadzam od dawna, bo jej odczucia są mi jak najbardziej znane.. wręcz mam wrażenie, że trafiłyśmy na podobnych facetów. Horses? Mądrość sama w sobie, nie oceniająca.
A że reaguję tak a nie inaczej na ‘przychylne’ komentarze.. No czytasz ten wątek, wiesz ile pomyj tu na mnie wylano… dlatego cieszę się, jak ktoś napisze coś pozytywnego, coś co podbudowuje, z kim można porozmawiać. Ja i tak czuję się z tą cała sytuacją podle, nie potrzeba mnie jeszcze bardziej dołować. Choć też rozumiem, że niektóre osoby piszą ot tak by się wyżyć i to im pomaga.
Mi pomaga wygadanie się...
2 262 2016-12-01 20:42:55
Roxann uważam, że nie chciałaś wiedzieć, że on jest żonaty. Podobał ci się, zakochałaś się. Cieszyłaś się pewnie, że on też jest tobą zainteresowany. Iskrzyło. Trudno się temu oprzeć. Chciałaś być może to przedłużyć, czuć się w porządku wobec siebie.
Może nawet sobie tego nie uświadamiasz.
Taki facet ma też i dobre cechy. Jest inteligentny, zaradny, wydaje się być troskliwym - to pozory niestety.
Wyróżnia się, jest lubiany, potrafi zjednywać sobie ludzi.
Ja jestem taką żoną. Żona go kocha, nie wie z kim jest. Przeżyli razem piękne chwile. On ją okłamuje. Robi jej wodę z mózgu. A ona chce mu wierzyć.
Jest prawdomówna, uczciwa, wierna. I zdaje się jej, że on też taki jest. Przecież to było takie porozumienie dusz. To niemożliwe aby on ją chciał skrzywdzić. Kłamie, kłamie, kłamie. Dla wygody. Nie myśli o uczuciach innych.
Być może zaczął ją zdradzać kiedy zaczęła na niego patrzeć bardziej krytycznie, dostrzegać jego wady. Oni to chyba wyczuwają. Zawsze szukają dla siebie miękkiego lądowania. Nie bacząc na uczucia innych. Nie bacząc na aspekty moralne. Coś takiego dla nich nie istnieje. Oczywiście wiele mogą mówić o zasadach itp...
Roxann co ty myślisz, że on dla żony nie jest czasem dobry? Nie robi jej niespodzianek, nie sprawia prezentów. Myślisz, że seks z żoną różni się od tego z tobą?
To samo robi z żoną co z kochanką. Właściwie to chyba tak samo traktują obydwie. Te same sprawdzone teksty, zachowania. Sprawdzone metody.
Normalnemu człowiekowi nie mieści się w głowie, że można być aż tak zakłamanym i pokręconym. Przestajesz aż czasem sobie ufać.
Z łatwością okłamują ludźmi i kręcą nimi jak marionetkami. Lubisz wyzwania, odrobinę ryzyka, szaleństwo, świetnie się z nim bawisz.
Ale one jest całkiem inny niż ty i niż ty go widziałaś. Wykorzystuje ludzi, nie ma oporów. Tak ogólnie mimo wielu zalet możnaby powiedzieć, że nie jest dobrym człowiekiem. Nie ma sensu go uświadamiać. Nie zrozumie cię. Coś ci przytaknie aby osiągnąć swój cel, ale nigdy się nie zmieni.
Roxann możesz mieć do niego słabość. Nawet go tam sobie kochać, ale trzymaj się od niego jak najdalej. Ucinaj swoje myśli, wyrzucaj go z życia.
Szkoda, że jego żona siedzi w tym po uszy. Trudniej jest jej dostrzec pewne rzeczy. Zmarnował jej kawał czasu i co najgorsza będzie robił to dalej.
Kiedyś ją i tak pewnie zostawi. Bo to typ bez serca, bez skrupułów, bez miłości do kogokolwiek. Jednak świetnie potrafiący chwytać za serce.
Zwłaszcza osoby wrażliwe.
Mogę się oczywiście mylić w tym co piszę. Jakoś jednak nie sądzę.
2 263 2016-12-01 20:51:12
Summerka, myśl, co chcesz. wiem, że wersja, że wiedziałam od początku jest bardziej pikantna i bardziej pasuje do złej 'kochanki'.
Ale już chyba nie setny ale tysięczny raz powiem, że ja tego faceta nie znałam wcześniej, nic o nim nie wiedziałam.. teraz od 3 l niby więcej wiem, na pewno to że jest żonaty i ma dzieci.. choć o jego rodzinie, żonie dalej nic.
2 264 2016-12-01 20:59:03 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-12-01 21:04:07)
Bet, kolejny raz się z Tobą zgodzę.. to co piszesz to wypisz wymaluj "mój żonaty". I to jest właśnie ten problem, że oni potrafią grać czy się dopasowywać, że ma się wrażenie, że spotkało bratnią duszę.. a tam nie ma żadnych uczuć, tylko kalkulacja i egoizm. Dlatego tak trudno pojąć - no ale jak???
edit: i tak nie chciałam wiedzieć, bo 'bajka' się zaczęła i bez sensu poruszać trudne tematy... kiedy on się nie zachowywał jakby tą żonę miał.. ogłupiałam totalnie
Trudno ze swojej głupoty i naiwności tłumaczyć...
2 265 2016-12-01 21:07:01 Ostatnio edytowany przez horses (2016-12-01 21:22:42)
Ja też lubię być chwalona, dzięki ![]()
Ty przestań kobieto myśleć o nim, o tym, co on myśli, czuje, o jego żonie, dzieciach, dlaczego zatańczył, a czemu nie.
Zacznij myśleć o sobie. Jesteś zakochana w facecie, który nie chce stworzyć z Tobą związku.
Nie chce, nie może. To na obecną chwilę nie jest ważne.
Nad sobą popracuj. Wprost, to pomyśl jak się odkochać.
Może to będzie trochę pomocne. Ten facet nie jest kretynem. Mówiąc, że za parę lat będziecie razem,
wie, że to nie deklaracja, tylko obietnica, która Ciebie będzie przy nim trzymać.
Nie odzywa się w między czasie, nie proponuje rozmowy o WAŻNYCH sprawach, bo wie, że nie może Ci nic zaproponować oprócz romansu.
Gadki o pożądaniu to element flirtu, a nie poważna rozmowa.
Nie wtrąca Ci się w związek, bo wie, że nie może Ci zaproponować związku.itd
Rozumiesz na czym stoisz? W pewnym sensie on jest szczery. Teraz Ty musisz zdecydować, czy będziesz czekać następne lata, aż mu się zmieni
czy też z całych sił oswobodzisz się z tego uczucia. Odkochaj się po prostu.
Edit
jeszcze jedno, czy ten facet, jak wyszło to, że jest żonaty wyjaśnił Ci całą sytuację. Może przeprosił, że pozwolił abyś się zakochała, uwierzyła, że będziecie razem?
Wątpię. Ty masz to zaakceptować i o nic nie pytać. To dobrze, że Ciebie nie wkręca. To plus, ale jedyny w tej sytuacji.
2 266 2016-12-01 21:28:35
Summerka, myśl, co chcesz. wiem, że wersja, że wiedziałam od początku jest bardziej pikantna i bardziej pasuje do złej 'kochanki'.
Ale już chyba nie setny ale tysięczny raz powiem, że ja tego faceta nie znałam wcześniej, nic o nim nie wiedziałam.. teraz od 3 l niby więcej wiem, na pewno to że jest żonaty i ma dzieci.. choć o jego rodzinie, żonie dalej nic.
Ależ Roxann, ja tu nie muszę myśleć, rozważać, wystarczy przytoczyć twoje słowa ![]()
A wiesz co jest najlepsze, że jak już wcześniej wypłynął temat TEGO SAMEGO KŁAMSTWA to wówczas przynajmniej mu nie zaprzeczałaś ![]()
To jak to jest ?
KŁAMIESZ TERAZ czy KŁAMAŁAŚ WCZEŚNIEJ ?
Bo już się pogubiłam w tych twoich oszustwach ![]()
Paranoja !
2 267 2016-12-01 21:33:23
Roxann napisał/a:Summerka, myśl, co chcesz. wiem, że wersja, że wiedziałam od początku jest bardziej pikantna i bardziej pasuje do złej 'kochanki'.
Ale już chyba nie setny ale tysięczny raz powiem, że ja tego faceta nie znałam wcześniej, nic o nim nie wiedziałam.. teraz od 3 l niby więcej wiem, na pewno to że jest żonaty i ma dzieci.. choć o jego rodzinie, żonie dalej nic.Ależ Roxann, ja tu nie muszę myśleć, rozważać, wystarczy przytoczyć twoje słowa
A wiesz co jest najlepsze, że jak już wcześniej wypłynął temat TEGO SAMEGO KŁAMSTWA to wówczas przynajmniej mu nie zaprzeczałaśTo jak to jest ?
KŁAMIESZ TERAZ czy KŁAMAŁAŚ WCZEŚNIEJ ?
Bo już się pogubiłam w tych twoich oszustwachParanoja !
Summerka myśl co chcesz, chyba gustujesz w sensacjach. Na ten temat napisałam już to co miałam.
2 268 2016-12-01 21:42:50
Ja też lubię być chwalona, dzięki
Ty przestań kobieto myśleć o nim, o tym, co on myśli, czuje, o jego żonie, dzieciach, dlaczego zatańczył, a czemu nie.
Zacznij myśleć o sobie. Jesteś zakochana w facecie, który nie chce stworzyć z Tobą związku.
Nie chce, nie może. To na obecną chwilę nie jest ważne.
Nad sobą popracuj. Wprost, to pomyśl jak się odkochać.Może to będzie trochę pomocne. Ten facet nie jest kretynem. Mówiąc, że za parę lat będziecie razem,
wie, że to nie deklaracja, tylko obietnica, która Ciebie będzie przy nim trzymać.
Nie odzywa się w między czasie, nie proponuje rozmowy o WAŻNYCH sprawach, bo wie, że nie może Ci nic zaproponować oprócz romansu.
Gadki o pożądaniu to element flirtu, a nie poważna rozmowa.
Nie wtrąca Ci się w związek, bo wie, że nie może Ci zaproponować związku.itd
Rozumiesz na czym stoisz? W pewnym sensie on jest szczery. Teraz Ty musisz zdecydować, czy będziesz czekać następne lata, aż mu się zmieni
czy też z całych sił oswobodzisz się z tego uczucia. Odkochaj się po prostu.Edit
jeszcze jedno, czy ten facet, jak wyszło to, że jest żonaty wyjaśnił Ci całą sytuację. Może przeprosił, że pozwolił abyś się zakochała, uwierzyła, że będziecie razem?
Wątpię. Ty masz to zaakceptować i o nic nie pytać. To dobrze, że Ciebie nie wkręca. To plus, ale jedyny w tej sytuacji.
No i tu est problem czy ja go nadal kocham.. no niby nie..a nawet na pewno.. ale fakt faktem że nigdy się przy nikim tak nie czułam... że on dla mnie wszystko. No wiem, że miał predyspozycje i wyobraźnię, przez co chwile spędzone z nim są niezapomniane. On zawsze robił mi niespodzianki zawsze było ekscytująco.
2 269 2016-12-01 21:51:14
Tym lepiej, może bedzie łatwiej
A co do ekscytacji. Do namysłu. Pewnie kiedyś zostaniesz matką i może wtedy sama zobaczysz, że łatwiej dziecku kupić prezent
niż wziąć odpowiedzialność za jego życie, zdrowie, edukację.
2 270 2016-12-01 22:07:23
Roxann jesteś na dobrej drodze. Tylko się nie łudź, nie czekaj na niego. Jasne, że najlepiej by było jakbyś się odkochała. Ale jeśli masz z tym problem mimo, że wiesz już kim jest to pogódź się z tym i żyj dalej. Kochaj innego, spędzaj z nim czas, układaj sobie życie.
Pana "Prezia" możesz sobie zawsze darzyć ciepłymi wspomnieniami czy uczuciem, ale iść dalej i cieszyć się życiem. Czerpać z niego. Po prostu wiedzieć, że z nim nie będziesz choćby nie wiem co... Trzymać się tego. Zostawić za sobą ten etap kiedy byliście razem. Nie wiem jak się odkochuje. Wiem jak to jest nie chcieć być oszukiwaną. Akceptować, że coś nie jest takie jakie chciałam, żeby było. Nie obwiniać się, że dałam się nabrać.
Jesteś bogatsza o pewne doświadczenia. Wiesz już na co w życiu uważać, czego i kogo unikać.
To nie była Roxann głęboka i prawdziwa miłość. Nie żeby tobie czegoś brakowało. On do takiego uczucia nie jest zdolny i nie jest to nawet za bardzo jego wina. Wierzę, że taką prawdziwą miłością można żyć i bez wielkich fajerwerków czy łzawych gestów i słówek - teatralnych.
Spokojnie Roxann docenisz kiedyś jeszcze zwyczajny, stabilny związek. Oparty na przyjaźni, szacunku, miłości i namiętności. No i oczywiście z pewnością takiego doświadczysz. Tylko lepiej nie zawracaj sobie głowy żonatymi. Chcesz być z facetem, który jest kłamczuchem.
I jeszcze taka uwaga jakby mu małżeństwo nie pasowało to rozwiódłby się bez wahania. Głosi takie poglądy jakby rozwód był w naszym kraju zabroniony a małżeństwo było wyrokiem dożywotnim. On cierpiętnik tak się poświęca dla rodziny. Skąd. Ma gdzieś dzieci, żonę, ciebie. Byle jemu było dobrze i wygodnie.
2 271 2016-12-01 22:08:06 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-12-01 22:10:12)
Tym lepiej, może bedzie łatwiej
A co do ekscytacji. Do namysłu. Pewnie kiedyś zostaniesz matką i może wtedy sama zobaczysz, że łatwiej dziecku kupić prezent
niż wziąć odpowiedzialność za jego życie, zdrowie, edukację.
Niby tak, ale nie sądzę że on bierze czynnie w tym udział, bo jest ciągle w delegacjach. Kiedyś nawet jadąc gdzieś mi napisał czy mogłabym rozwiązać jakieś zadanie do szkoły (dla jego dziecka). Był tu 'u mnie' na konferencji.. potem szybki powrót i teraz już na innym kontynencie..
2 272 2016-12-01 22:15:50 Ostatnio edytowany przez horses (2016-12-01 22:16:41)
Nie miałam na mysli jego i jego dzieci, ale Twój stosunek do ekscytacji.
Łatwiej dać komuś ekscytację niż wziąć odpowiedzialność za drugie życie.
Dosadnie, to dawał Ci fajerwerki, a nie to co najważniejsze.
Rzeczywiście powinnaś nad tym popracować, czemu to dla Ciebie takie ważne,
a on dawał Ci to czego potrzebowałaś.
2 273 2016-12-02 01:12:10 Ostatnio edytowany przez memo331 (2016-12-02 01:16:53)
Roxann, nie znam wielu "kochanek" na tym forum (przepraszam, jeśli Cię to personalnie dotknęło), ale oprócz Toorank, wydajesz się najbardziej...ludzka jakoś
Znam ten rodzaj "infekcji". Po mojej "wielkiej" miłości był ktoś, kto chciał mi stworzyć "realny" świat. Ale ja chciałam "bajki". Dostałam więc bajkę, według własnych pragnień. Bajkę, którą "przerabiam" jak dokumentalny film. Jedyna i niepowtarzalna w swoim rodzaju? Do czasu szarej codzienności... Szał i adrenalina. Odczucia zweryfikowane przez codzienne życie. Nie warto, wierz mi ![]()
2 274 2016-12-02 07:33:00 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2016-12-02 07:35:41)
To jest bardzo smutny watek, może najsmutnieszy na całym forum. Roxann musi być bardzo samotna.
I oprócz tego pana zonatego nikogo tak naprawdę nie obchodzi, wiec chociaż seksem z nim kupi sobie uwagę.
Kochanka czy nie, to zawsze człowiek, który pragnie uwagi i zrozumienia.
A jak spędzisz święta Roxann?
2 275 2016-12-02 11:43:08
Uuuuu, Roxann i jej pełna napięcia opowieść o perypetiach ze starym dziadem
. No ale napięcie i erotyczny, w ukryciu kontekst podnieca - nawet jak mijają miesiące i kontynenty sie zmieniają. Współczuje takiego uzależnienia od emocji.