netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

ja, on i ten trzeci

3 617 odpowiedzi324 514 wyświetleńzałożony przez Roxann, 27.06.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Strony Poprzednia 1 … 27 28 29 30 31 … 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 821 do 1 885 z 3 618 ]

1 821

Odp: ja, on i ten trzeci
bet napisał/a:

Roxann dobrze, że obracasz się w towarzystwie zwykłych rodzin, osób w podobnym do twojego wieku. Widzisz jak wyglądają zdrowe, normalne związki. Jaką wartością i radością jest rodzina.
Byłaś kochanką i to przez dłuższy czas. Masz spaczone spojrzenie na małżeństwo, związek, rodzinę. Pewnie sobie z tego nie zdajesz sprawy, ale jest to nieuniknione.
Masz szasnę wyprostować swoje życie i postrzeganie pewnych spraw.
Poradziłabym ci obracać się jak najwięcej w towarzystwie ludzi, którzy tworzą zdrowe związki. Unikać tego forum, nie angażować się w dylematy kochanek i w ogóle w te wszystkie tematy zdrad, rozwodów itp...
Życie wcale takie nie jest. To są anomalie. Unikaj ich.

To prawda. Choć to forum pomogło mi przetrwać najcięższy czas, to jednak po przeczytaniu tylu różnych historii ma się wrażenie, że wszyscy wokół się zdradzają, nie można tak naprawdę już nikomu zaufać, a miłość to tylko puste słowo. I to ciągłe przerzucanie się w argumentach, kto bardziej głupszy czy żona niewiernego czy kochanka. Ja w swoim otoczeniu też miałam wiele przykładów zdrad, rozwodów itd. I jak sobie pomyślę, to w Wawie naprawdę miałam niewiele przykładów fajnych małżeństw. To były naprawdę wyjątki. Doszło do tego, że widząc zakochane pary od razu miałam odruch wymiotny i myśli "tak, w oczy pięknie, a potem?". Miłość zaczęła mi się kojarzyć głównie z cierpieniem i słabością, małżeństwo - farsą. A wcale tak nie jest.

1 822

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:

To czym jest koniec?
Blokowaniem numerów, przechodzeniem na druga stronę ulicy?

Pewnie końcem dla co poniektórych byłby skandal, znienawidzenie się nawzajem a szczególnie mnie itd. W końcu rozstanie bez rzucania mięsem to zawsze zostawienie furtki, tak jakby nie było to możliwe.
Dlaczego jednak mielibyśmy to robić? On postawił sprawę jasno, ja też, co też wyżej napisałaś. Owszem kiedyś tam przebąknął, że dzieci są za małe i że nie zrobi im tego (nie zostawi).
Nie czuję potrzeby zemsty czy tym bardziej informowania jego małżonki o wybrykach jej ślubnego.

1 823

Odp: ja, on i ten trzeci

Tu nie o zemstę chodzi Roxann czy jego takie czy inne deklaracje. Miałaś z tym panem tyle zwrotów akcji, że niezła telenowela by wyszła. On wie, czego chce od Ciebie, skwapliwie wykorzystuje swoje umiejętności, zna Cię na wylot i nie dał do tej pory za wygraną. Teraz również zostawił sobie furtkę,  pan mentor i opiekun, a Ty przystałaś na tę jego ofertę. Jemu bez różnicy, z kim się zwiążesz ( po muslimie coś nie bardzo) , nie przeszkodzi mu inny facet w Twoim życiu.  I problem nie tkwi w nim, czy jest manipulantem, narcyzem, a w Twoim przyzwoleniu na jego obecność w Twoim życiu. Nieważne jako kto,  jesteś podatna na tego faceta. Odległość też nie stanowi dla niego problemu, ma kasę i możliwości, by zrobić "ta ram , niespodzianka" . Dopóki Ty go nie skreślisz, nie urwiesz kontaktu, to nici z tego. Kwestia czasu. Czytałaś tematy Kalejdoskopki, Oliwii?  Nie zakończyłaś tego układu,  dalej istnieje, zmieniły się tylko jego opcje, z których nie zrezygnował. Nie sprzeciwiłaś się im.

1 824

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
horses napisał/a:

To czym jest koniec?
Blokowaniem numerów, przechodzeniem na druga stronę ulicy?

Pewnie końcem dla co poniektórych byłby skandal, znienawidzenie się nawzajem a szczególnie mnie itd. W końcu rozstanie bez rzucania mięsem to zawsze zostawienie furtki, tak jakby nie było to możliwe.
Dlaczego jednak mielibyśmy to robić? On postawił sprawę jasno, ja też, co też wyżej napisałaś. Owszem kiedyś tam przebąknął, że dzieci są za małe i że nie zrobi im tego (nie zostawi).
Nie czuję potrzeby zemsty czy tym bardziej informowania jego małżonki o wybrykach jej ślubnego.

A bierzesz pod uwagę wspólne zycie tak za 10 lat jak dzieci dorosną? Będziesz czekac?
A ty dzieci nie chcesz mieć swoich? Tylko on i nikt inny?

1 825 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2016-08-18 08:35:13)

Odp: ja, on i ten trzeci
bet napisał/a:

Roxann dobrze, że obracasz się w towarzystwie zwykłych rodzin, osób w podobnym do twojego wieku. Widzisz jak wyglądają zdrowe, normalne związki. Jaką wartością i radością jest rodzina.
Byłaś kochanką i to przez dłuższy czas. Masz spaczone spojrzenie na małżeństwo, związek, rodzinę. Pewnie sobie z tego nie zdajesz sprawy, ale jest to nieuniknione.
Masz szasnę wyprostować swoje życie i postrzeganie pewnych spraw.
Poradziłabym ci obracać się jak najwięcej w towarzystwie ludzi, którzy tworzą zdrowe związki. Unikać tego forum, nie angażować się w dylematy kochanek i w ogóle w te wszystkie tematy zdrad, rozwodów itp...
Życie wcale takie nie jest. To są anomalie. Unikaj ich.

zgadzam się
ale jak widać jeszcze co najmniej miesiąc ten watek będzie zył, bo Roxan chce żyć tym tematem, roztrząsać go na milion sposobów i przedłużać agonie tego romansu
jak widać dla dobrego seksu wiele jest w stanie znieść
tak jakby jej zycie krecilo się wokół dwóch opcji: pan zonaty i ten drugi impotent
a inni faceci?

1 826

Odp: ja, on i ten trzeci
apologises napisał/a:

Tu nie o zemstę chodzi Roxann czy jego takie czy inne deklaracje. Miałaś z tym panem tyle zwrotów akcji, że niezła telenowela by wyszła. On wie, czego chce od Ciebie, skwapliwie wykorzystuje swoje umiejętności, zna Cię na wylot i nie dał do tej pory za wygraną. Teraz również zostawił sobie furtkę,  pan mentor i opiekun, a Ty przystałaś na tę jego ofertę. Jemu bez różnicy, z kim się zwiążesz ( po muslimie coś nie bardzo) , nie przeszkodzi mu inny facet w Twoim życiu.  I problem nie tkwi w nim, czy jest manipulantem, narcyzem, a w Twoim przyzwoleniu na jego obecność w Twoim życiu. Nieważne jako kto,  jesteś podatna na tego faceta. Odległość też nie stanowi dla niego problemu, ma kasę i możliwości, by zrobić "ta ram , niespodzianka" . Dopóki Ty go nie skreślisz, nie urwiesz kontaktu, to nici z tego. Kwestia czasu. Czytałaś tematy Kalejdoskopki, Oliwii?  Nie zakończyłaś tego układu,  dalej istnieje, zmieniły się tylko jego opcje, z których nie zrezygnował. Nie sprzeciwiłaś się im.

Apologises, teraz zrozumiałam co dokładnie miałeś na myśli pisząc w poprzednim poście „Nie do niego należy kończenie czy zaczynanie. Równie dobrze Roxann może zostać mężatką…”. Myślę, że dużo racji w tym co napisałeś, szczególnie co do kwestii, że mu nie przeszkadza inny facet w moim życiu (w końcu on też ma żonę) – kocha więc nie chce ograniczać, wiedząc że nie może mi sam tego zaoferować (tzn to jego wersja bezinteresownej „miłości”). Ja ją inaczej rozumiem – dla mnie to też wyłączność, co dla niego jest ograniczeniem czy wręcz egoizmem. Także pod tym względem się nigdy nie dogadamy.
Co do zwrotów akcji, to ta jest być może nieco podobna do tej sprzed kilku lat, ale okoliczności są już zupełnie inne. Wtedy to była nagła decyzja, nie przegadana, wyjaśniona, przepracowana itd. Teraz znam odpowiedzi na pytania, które nie dawały mi spokoju, wiem co by było gdyby, wiem na czym polegał pielęgnowany w mojej głowie jego „ideał”, wiem czego mogę się po nim spodziewać i to wszystko wzięte do kupy mi wystarczy, by tym razem nie żałować decyzji i nie wracać myślami czy tym bardziej w marzeniach do niego/chwil z nim bo nie ma do czego. Wszystko to straciło dla mnie na jakiejkolwiek wartości. Wręcz żałuję tego. No ale co się stało to się nie odstanie.

1 827

Odp: ja, on i ten trzeci

Problem leży w Twojej głowie. Znasz tego faceta, znasz jego zachowania i niezmiennie nieodróżniasz jego słów od czynów. Piszesz, że kocha i pozwala ci odejść. To nie miłość z jego strony, a cecha narcyzmu (czy dokładniej bycia haremowym, wstaw nazwę jaką chcesz) . Miłość obserwujesz między znajomą rodzinką z małym dzieckiem jaką niedawno opisałaś. To co między wami to chora gra dwojga zaburzonych ludzi. Dwojga, bo aby wejść w układ z narcyzem, i to wieloletni już w waszym wypadku druga osoba musi mieć cechy podatności. Z prawidłową osobowością po pierwszych porażkach z nim, posłałabyś go dawno w diabły. Nie byłoby tematu, byłby przy Twoim boku normalny facet. Czytałaś "moje dwie głowy" ? Dużo pracujesz nad sobą, ale schemat wciąż działa. To Twoje więzienie dopóki on ma cokolwiek do gadki, do tłumaczenia, stawiania warunków. Analiza słów i czynów jakby było między wami normalne uczucie nie ma sensu.

1 828

Odp: ja, on i ten trzeci

Apologises, ja wiem, że to nie miłość z jego strony, napisałam że on ją tak rozumie. Już sam fakt że nie jest monogamistą dla mnie się z tym wyklucza. Chyba wiem skąd u mnie te zaburzenia i podatności, jego też rozszyfrowałam. Nie wiem na ile mi to w przyszłości pomoże ale z tą wiedzą, świadomością jest mi lepiej. Pisałam to już wielokrotnie, ale naprawdę nie mogłam pojąć, jak można żyć na dwa fronty i udawać że wszystko jest ok. Ba mówić pięknie o uczuciu, tęsknocie o „prawdziwej miłości” itd. a jednocześnie żyć w kłamstwie, na pokaz. W tamtym czasie byłam niemal pewna, że jestem jedyna, najważniejsza, kochana… stąd ta informację o żonie, rodzinie tak ciężko mi było przełknąć. Wolałam zaklinać rzeczywistość, nie budzić z „bajki”. Prawda zabolała, ale warto było się z nią zmierzyć.

1 829

Odp: ja, on i ten trzeci

Ja pier… dostałam na messengerze wiadomość od znajomej z poprzedniej pracy: „wiesz, że X jest teraz we Włoszech?”
Zamarłam jak to przeczytałam. Odpowiedziałam jednak (zgodnie z prawdą) że nie i nie chciałam jakoś specjalnie dopytywać czy wyrażać zaskoczenia. Dziwna to była jednak rozmowa, bo ona jakby do końca mi nie wierzyła – no jak, nie powiedział mi? Podobno jest już od środy. Służbowo. Z drugiej strony ja też jakoś nie bardzo jej wierzyłam – od razu nie wiem czemu przeszło mi przez myśl, że to podpucha. Tylko po co?

1 830 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-08-19 20:12:03)

Odp: ja, on i ten trzeci

Powiem Ci Roxann, tak abstrahując od wszystkiego, że ten Twój Prezes to dziwny jest.
Spotykałam się z przystojnymi facetami i dalej mam styczność wink i jedno jest tutaj typowe: naprawdę atrakcyjny facet nie musi "Zawieszać się" na seksie z jedną kobieta i latać za nią z wywieszonym ozorem gdy mu się tego seksu chce. Z prostej przyczyny: wokół atrakcyjnych facetów zawsze kręcą się 'chętne samice', tak samo jak atrakcyjna kobieta nie narzeka na brak zainteresowania i propozycji.
Tym bardziej dziwie mnie, że ten facet nie umie sobie znaleźć innej chętnej na fikołki z nim.

Przychodzą na myśl 2 wnioski:

1. jest umiarkowanie przystojny, ale w Twoich oczach jest Bogiem, bo patrzysz oczyma zadurzonej kobiety, a wtedy wiadomo piękna dodają oczy patrzącego wink a on wcale takiego powodzenia - bynajmniej nie w targecie na jakim mu zależy - nie ma. Co innego mężatki czy starsze panie wink , Ty do takich zdaje się nie należysz..

2. Nie potrafi znaleźć drugiej tak naiwnej i gotowej na poświęcenia kosztem życia osobistego jak Ty, dla gościa, który ma dla niej tylko ochłapy połączone z okazyjnym wsadem i ruchami posuwisto- zwrotnymi.

Innej opcji nie widzę, a Love już wyeliminowaliśmy wink Troszkę na czym innym ona polega..
W każdym razie, może warto byłoby się zastanowić na ile to jak go widzisz jest prawdziwe, bo tak jak mówię - wiem co to znaczy przystojny facet i "z czym to sie je", na pewno nie fiksuje się on na kilka lat na 1 kobiecie..

1 831

Odp: ja, on i ten trzeci

Zabawne.

1 832

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Powiem Ci Roxann, tak abstrahując od wszystkiego, że ten Twój Prezes to dziwny jest.
Spotykałam się z przystojnymi facetami i dalej mam styczność wink i jedno jest tutaj typowe: naprawdę atrakcyjny facet nie musi "Zawieszać się" na seksie z jedną kobieta i latać za nią z wywieszonym ozorem gdy mu się tego seksu chce. Z prostej przyczyny: wokół atrakcyjnych facetów zawsze kręcą się 'chętne samice', tak samo jak atrakcyjna kobieta nie narzeka na brak zainteresowania i propozycji.
Tym bardziej dziwie mnie, że ten facet nie umie sobie znaleźć innej chętnej na fikołki z nim.

Przychodzą na myśl 2 wnioski:

1. jest umiarkowanie przystojny, ale w Twoich oczach jest Bogiem, bo patrzysz oczyma zadurzonej kobiety, a wtedy wiadomo piękna dodają oczy patrzącego wink a on wcale takiego powodzenia - bynajmniej nie w targecie na jakim mu zależy - nie ma. Co innego mężatki czy starsze panie wink , Ty do takich zdaje się nie należysz..

2. Nie potrafi znaleźć drugiej tak naiwnej i gotowej na poświęcenia kosztem życia osobistego jak Ty, dla gościa, który ma dla niej tylko ochłapy połączone z okazyjnym wsadem i ruchami posuwisto- zwrotnymi.

Innej opcji nie widzę, a Love już wyeliminowaliśmy wink Troszkę na czym innym ona polega..
W każdym razie, może warto byłoby się zastanowić na ile to jak go widzisz jest prawdziwe, bo tak jak mówię - wiem co to znaczy przystojny facet i "z czym to sie je", na pewno nie fiksuje się on na kilka lat na 1 kobiecie..

Elle88, przystojność, atrakcyjność jest rzeczą względną. Ale fakt, moja powiedzmy przyjaciółka zanim coś tam ja z X zaczęłam, powiedziała że jest nie w jej typie, tak samo jak w moim typie nie był facet z którym ona zaczęła kręcić (może dlatego wciąż się przyjaźnimy tongue). Podobnie jak ja nie jestem w typie każdego.
O właśnie co w Twoim odczuciu decyduje o tym że facet jest przystojny? Fajnie zbudowany? Fajnie ubrany? Mnie np. nie pociągają lalusie czy faceci z bicepsami. Pan X był/jest raczej normalny – z tym że wysoki, bardzo ładne oczy, barwa głosu, uśmiech..  do tego elokwencja, szarmanckość, poczucie humoru, pewność siebie, charyzma, ambicja itp.itd. Tak przynajmniej ja go wtedy odbierałam.

1 833

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxy, zależy do czego ten facet ma być wink Bo jeśli do związku to wiadomo, że patrzę też na osobowość, charakter, ale jeśli do seksu to mam wysokie standardy raczej jeśli o stronę wizualną chodzi - wyższe niż te gdy szukam kogoś na dłużej, paradoksalnie może.

Jaki typ faceta.. Też na pewno nie laluś, którego wzr4ok nie zdradza śladów inteligencji wink, z tego samego powodu nie tępy osiłek w dresie.

Ale harmonijnie zbudowany, wysportowany, zadbany facet. Na pewno nie typ "osiki" czy trzcinki, czyli chudy i drobny. Może być typ biznesmena czy intelektualisty ale też z dobrym silnym, męskim ciałem.
Tak mam, ale to pewnie też z uwagi na fakt, że takim facetom też ja się z reguł podobam, więc wiadomo działa zasada - lubimy tych, którzy nas lubią wink


Oczy, zmysłowe usta, co najmniej ładna twarz - jak najbardziej, bez tego odpadam, nie dam rady się wczuć w łóżku wink
Charyzma, uśmiech, pozytywne nastawienie, dynamizm, elokwencja, szarmanckość - yes, yes yes  big_smile

Czyli prawie to samo. Ale no właśnie.. nie każdy jest w każdego typie.
JA rzadko kiedy w sumie, ale ubolewam, gdy zaczepia mnie facet który naprawdę jest w moim typie (wizualnie i z gadki) i nie chce nic oprócz seksu, no to wtedy jest słabo, bo wiem, że mogłabym być zainteresowana. Takie rzeczy wiem odrazu.
Np. teraz znowu mam taką sytuację, ale nie wejdę w to.

1 834 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-08-19 21:17:56)

Odp: ja, on i ten trzeci

Elle88, ja nigdy nie spotkałam się z tym, że facet chce tylko seksu, tzn nigdy mi nikt tego wprost nie powiedział... albo po 2-3 spotkaniach chciał już się oświadczać (niestety taki typ mnie nie pociąga, choć pewnie większa szansa na 'normalny' związek), albo mydlenie oczu przez panów kategorii X. Wtedy wiadomo adrenalina, poczucie czegoś wyjątkowego, niebanalnego - wręcz porozumienie duszy i ciał. Tylko że z takim facetem związku nie zbudujesz, albo pozornie. 
Nawet teraz tu wiadomo jacy są Włosi - seks można mieć ot tak... ale mnie to nie kręci.. wręcz wkur..ją te ich zaczepki. A niektórzy sa naprawdę przystojni. Ale to by było tak jak Ty mówisz, seks dla seksu, zabawy.. ale ja tego nie potrzebuję. Czytałam waszą dyskusje w sąsiednim wątku. I chyba należę do Waszych przeciwieństw (pomimo że mam na koncie romans). Jak się nie zakocham to i seks nie kręci nawet z jakimś macho pożądanym przez miliony kobiet wink

1 835

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Elle88, ja nigdy nie spotkałam się z tym, że facet chce tylko seksu, tzn nigdy mi nikt tego wprost nie powiedział...

Tzn. wiesz, mi też "mydlą" oczy z początku, w zależności jak facet mocno chce mnie bzyknąć wink to próbuje a tak, a inaczej..a może on też chce związku, a skąd ja wiem? Do tej pory po prostu nie spotkał.. a jakby co to służy mi swoim "towarzystwem" i nie będzie mi "przeszkadzał" w życiu, itp. itd. Mało kto mówi wprost to jasne.
Po prostu potrafię sobie przetłumaczyć z męskiego na 'nasze' wink i wiem co to w praktyce oznacza, dlatego wiem kiedy facet chce mnie bzyknąć, a kiedy szuka czegoś poważniejszego, szuka partnerki.


albo po 2-3 spotkaniach chciał już się oświadczać (niestety taki typ mnie nie pociąga, choć pewnie większa szansa na 'normalny' związek),


Nie no, desperaci to osobna kategoria, wiadomo wink
No, chyba, że to takie przekomarzanki to jeszcze jak Cię mogę.


albo mydlenie oczu przez panów kategorii X. Wtedy wiadomo adrenalina, poczucie czegoś wyjątkowego, niebanalnego - wręcz porozumienie duszy i ciał. Tylko że z takim facetem związku nie zbudujesz, albo pozornie. 
Nawet teraz tu wiadomo jacy są Włosi - seks można mieć ot tak... ale mnie to nie kręci.. wręcz wkur..ją te ich zaczepki. A niektórzy sa naprawdę przystojni. Ale to by było tak jak Ty mówisz, seks dla seksu, zabawy.. ale ja tego nie potrzebuję. Czytałam waszą dyskusje w poprzednim wątku. I chyba należę do Waszych przeciwieństw (pomimo że mam na koncie romans=, jak si nie zakocham to i seks nie kręci nawet z jakimś macho pożądanym przez miliony kobiet wink

Toć ja też chciałabym się zakochać i mieć seks jak z bajki z kimś do kogo czuję jakieś emocje poza chwilowym pożądaniem.. ale no, jest jak jest póki co wink

1 836

Odp: ja, on i ten trzeci
bet napisał/a:

Zabawne.

Sama nie wiem.
Dopytałam bardziej zaufanej osoby i wychodzi na to ze on naprawdę jest teraz we Włoszech.
No ale... może właśnie dlatego tak napisał że nie chce kontaktu, woli zapomnieć, bo wiedział, że przyjedzie?
Jeśli rzeczywiście nie chciał mnie nękać, to chwała mu za to.
Ale jak widać wścibskie "koleżanki" czuwają hmm

1 837

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Toć ja też chciałabym się zakochać i mieć seks jak z bajki z kimś do kogo czuję jakieś emocje poza chwilowym pożądaniem.. ale no, jest jak jest póki co wink

Oj Elle nie wiesz co mówisz tongue Ja to miałam z panem X i co? Co mi przyszło z tego zakochania? Prawie 4 lata zmarnowane...
Ja wręcz poniekąd zazdroszczę Tobie że potrafisz się tak łatwo do wszystkiego zdystansować czy odciąć. Ja raczej nie mogę narzekać na zainteresowanie facetów, ale zakochuje się rzadko .. ale jak już to "amen" niestety... bo jak widać żadna moja 'miłość" nie skończyła się happy endem. Może pora zacząć kalkulować? tongue

1 838

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Toć ja też chciałabym się zakochać i mieć seks jak z bajki z kimś do kogo czuję jakieś emocje poza chwilowym pożądaniem.. ale no, jest jak jest póki co wink

Oj Elle nie wiesz co mówisz tongue Ja to miałam z panem X i co? Co mi przyszło z tego zakochania? Prawie 4 lata zmarnowane...
Ja wręcz poniekąd zazdroszczę Tobie że potrafisz się tak łatwo do wszystkiego zdystansować czy odciąć. Ja raczej nie mogę narzekać na zainteresowanie facetów, ale zakochuje się rzadko .. ale jak już to "amen" niestety... bo jak widać żadna moja 'miłość" nie skończyła się happy endem. Może pora zacząć kalkulować? tongue


Wiesz, może jest mi łatwiej się zdystansować i odciąć, bo trudno mnie zachwycić i mi zaimponować słowami wink

1 839 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-08-19 21:40:50)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Wiesz, może jest mi łatwiej się zdystansować i odciąć, bo trudno mnie zachwycić i mi zaimponować słowami wink

Elle, nie od dziś wiadomo, że faceci wolą się ogrzewać w blasku kobiety niż jej go stwarzać wink Wbrew pozorom to facet przy kobiecie się dowartościowuje. Przy kobiecie która wszystko wie lepiej nie ma czego szukać. No chyba że ciapa, ale tacy ją nie interesują.
Ja swojego czasu też przestałam być Zosią samosią - ta najmądrzejszą. Efekty błyskawiczne wink Nawet poproszenie wymiany żarówek faceta podbudowuje mu ego.. cokolwiek by mógł się wykazać.. jeszcze bardziej może nawet niż seks. tongue

1 840 Ostatnio edytowany przez Enona (2016-08-19 21:45:03)

Odp: ja, on i ten trzeci

Hm, ale czy tylko ja mam wrażenie, że często wymaga to tworzenia iluzorycznej potrzeby na potrzeby pragnącego się wykazać mężczyzny? Co więcej ten sam mężczyzna potrafi z uporem maniaka ignorować prawdziwą potrzebę, której zaspokojenie wymagałoby od niego nieco dalszego przekroczenia siebie, niż mu to akurat wygodne. Jak żyć z tą wiedzą?

1 841

Odp: ja, on i ten trzeci

Co tam analizować czy przystojny i atrakcyjny. Facet ma wszystko wyreżyserowane, nie ma spontaniczności. Są pewne kroki, gesty, słowa. Wszystko jest skalkulowane. On ma życie poukładane. Nie strawi odrzucenia. Dlatego wysmarował ten list. Nie ma on według mnie nic wspólnego z tym co on myśli i czego chce. Tak po prostu chroni siebie.
Zabawne, bo być może planuje bądź planował niespodziankę. Pewnie teraz kalkuluje jaki ruch wykonać i czy go wykonać. No jakby on się czuł gdyby mu nie wyszło? Swoją drogą to troszkę czasu minęło. Roxann może być "wyposzczona" i na to może liczyć.

1 842

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Wiesz, może jest mi łatwiej się zdystansować i odciąć, bo trudno mnie zachwycić i mi zaimponować słowami wink

Elle, nie od dziś wiadomo, że faceci wolą się ogrzewać w blasku kobiety niż jej go stwarzać wink Wbrew pozorom to facet przy kobiecie się dowartościowuje. Przy kobiecie która wszystko wie lepiej nie ma czego szukać. No chyba że ciapa, ale tacy ją nie interesują.
Ja swojego czasu też przestałam być Zosią samosią - ta najmądrzejszą. Efekty błyskawiczne wink Nawet poproszenie wymiany żarówek faceta podbudowuje mu ego.. cokolwiek by mógł się wykazać.. jeszcze bardziej może nawet niż seks. tongue


100% true.
Niestety, nie mam ochoty udawać głupszej niż jestem przez dłuższy okres czasu, żeby Misio czuł się dobrze sam ze sobą wink

No po prostu nie.. Chyba, że facet BARDZO mi się podoba, wtedy potrafię troszeczkę się wycwanić żeby chwycił haczyk, ale takich facetów nie jest znowu tak wielu przecież..

1 843

Odp: ja, on i ten trzeci
Enona napisał/a:

Hm, ale czy tylko ja mam wrażenie, że często wymaga to tworzenia iluzorycznej potrzeby na potrzeby pragnącego się wykazać mężczyzny? Co więcej ten sam mężczyzna potrafi z uporem maniaka ignorować prawdziwą potrzebę, której zaspokojenie wymagałoby od niego nieco dalszego przekroczenia siebie, niż mu to akurat wygodne. Jak żyć z tą wiedzą?

Święte słowa panie Dzieju.
Co począć z tą wiedzą?
Ano jest przydatna o tyle żeby nie dać się wycyckać do cna i uzależnić od jakiegoś faceta, który nie jest w stanie wykonać tiptopka w naszą stronę, jeśli mu to w danym momencie niewygodne.
Można się tez na cały męski ród obrazić i unikać ich, ale znowu - jak zawsze w takich sytuacjach powiadam: who cares? wink Karawana jedzie dalej, na obrażonych na życie nikt nie zwraca uwagi.

1 844 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-08-19 21:54:38)

Odp: ja, on i ten trzeci
Enona napisał/a:

Hm, ale czy tylko ja mam wrażenie, że często wymaga to tworzenia iluzorycznej potrzeby na potrzeby pragnącego się wykazać mężczyzny? Co więcej ten sam mężczyzna potrafi z uporem maniaka ignorować prawdziwą potrzebę, której zaspokojenie wymagałoby od niego nieco dalszego przekroczenia siebie, niż mu to akurat wygodne. Jak żyć z tą wiedzą?

Nie wiem, ale zauważyłam, że kokiety tak już się zahartowały, że w codziennym życiu na niewiele przydatny im facet, bo same sobie świetnie radzą, a faceci lubią czuć się potrzebni i dowartościowani. Czasem naprawdę warto zrobić z siebie "sierotkę" by facet mógł się wykazać.
No bo tak naprawdę skoro radzimy sobie ze wszystkim to po co nam on? Dla seksu? Ok wsparcie, przyjaźń.. ale to można mieć i bez związku.

1 845

Odp: ja, on i ten trzeci
bet napisał/a:

Zabawne, bo być może planuje bądź planował niespodziankę. Pewnie teraz kalkuluje jaki ruch wykonać i czy go wykonać. No jakby on się czuł gdyby mu nie wyszło? Swoją drogą to troszkę czasu minęło. Roxann może być "wyposzczona" i na to może liczyć.

Nie sądzę. Raz już jechał na ślepo.. a ja ani nie odpisałam ani nie odebrałam telefonu. Inna rzecz że chyba to zmyślił, że tam był.. No ale jak nie odebrałam to nie było jak sprawdzić. A moim "wyposzczeniem" niech on już się nie martwi.
Niemniej trochę się zdenerwowałam tą wiadomością.. sama nie wiem czy tym że on tu jest, czy że ta dziewczyna do mnie napisała.. no ale.. ja mogę sobie myśleć, że nikt nic nie podejrzewał, ale kto chciał to zauważył.. chociażby to z jakim zaangażowaniem organizował mi "pożegnalną" imprezę. Pewnie też nie uszło uwadze, że zabrał się ze mną, choć już wszyscy niby się rozjechali wstawieni.

1 846 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-08-19 22:33:43)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:
Roxann napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Wiesz, może jest mi łatwiej się zdystansować i odciąć, bo trudno mnie zachwycić i mi zaimponować słowami wink

Elle, nie od dziś wiadomo, że faceci wolą się ogrzewać w blasku kobiety niż jej go stwarzać wink Wbrew pozorom to facet przy kobiecie się dowartościowuje. Przy kobiecie która wszystko wie lepiej nie ma czego szukać. No chyba że ciapa, ale tacy ją nie interesują.
Ja swojego czasu też przestałam być Zosią samosią - ta najmądrzejszą. Efekty błyskawiczne wink Nawet poproszenie wymiany żarówek faceta podbudowuje mu ego.. cokolwiek by mógł się wykazać.. jeszcze bardziej może nawet niż seks. tongue


100% true.
Niestety, nie mam ochoty udawać głupszej niż jestem przez dłuższy okres czasu, żeby Misio czuł się dobrze sam ze sobą wink

No po prostu nie.. Chyba, że facet BARDZO mi się podoba, wtedy potrafię troszeczkę się wycwanić żeby chwycił haczyk, ale takich facetów nie jest znowu tak wielu przecież..

Żartujesz Elle?
100% prawdy to może być tylko w przypadku facetów z mikroskopijnym poczuciem własnej wartości albo pozbawionym czegoś takiego w ogóle. Ewentualnie w przypadku narcyza, który wprost musi udowadniać sobie i innym na każdym kroku, jaki jest wspaniały, bo żarówkę potrafi zmienić.
Ktoś kto wie, co sobą reprezentuje nie potrzebuje żarówkowych wymówek aby poczuć się "potrzebnym i użytecznym"


Enona napisał/a:

Hm, ale czy tylko ja mam wrażenie, że często wymaga to tworzenia iluzorycznej potrzeby na potrzeby pragnącego się wykazać mężczyzny? Co więcej ten sam mężczyzna potrafi z uporem maniaka ignorować prawdziwą potrzebę, której zaspokojenie wymagałoby od niego nieco dalszego przekroczenia siebie, niż mu to akurat wygodne. Jak żyć z tą wiedzą?

A tu pełna zgoda.
Facecik może zająć się wkręceniem żarówek sierotce i już nie musi zastanawiać się nawet, jakie są jej rzeczywiste potrzeby.

1 847 Ostatnio edytowany przez horses (2016-08-20 07:43:21)

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann,
wiesz, ze takie rozpamiętywanie, analizowanie jest bardzo niebezpieczne.
Stwarza iluzję, że ten człowiek wciąż realnie jest obok nas
i wtedy zwykły sms z pozdrowieniami otrzymany raz na parę tygodni, tylko utwierdza nas w tej iluzji.
A to przecież tylko sms, mail, raz na parę tygodni, miesięcy. Gdybyś spojrzała realnie, czy to tak dużo?
Czy to przypomina związek, albo silną relację międzyludzką? Czy tak nie miałaś przez 4 lata?
Masz teraz jasną sytuację. On związku nie planuje, Ty romansu nie chcesz. Pewnie przed 4 laty tez miałaś taką świadomość.
A jednak tkwiłaś pod jego urokiem tyle czasu..... Chcesz nadal to powtarzać?

1 848

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Ja pier… dostałam na messengerze wiadomość od znajomej z poprzedniej pracy: „wiesz, że X jest teraz we Włoszech?”
Zamarłam jak to przeczytałam. Odpowiedziałam jednak (zgodnie z prawdą) że nie i nie chciałam jakoś specjalnie dopytywać czy wyrażać zaskoczenia. Dziwna to była jednak rozmowa, bo ona jakby do końca mi nie wierzyła – no jak, nie powiedział mi? Podobno jest już od środy. Służbowo. Z drugiej strony ja też jakoś nie bardzo jej wierzyłam – od razu nie wiem czemu przeszło mi przez myśl, że to podpucha. Tylko po co?

Bo może i znajomych to śmieszy i zadziwia, że ten wasz romans trwa i trwa tyle lat.

1 849

Odp: ja, on i ten trzeci
Ola_la napisał/a:

Bo może i znajomych to śmieszy i zadziwia, że ten wasz romans trwa i trwa tyle lat.

Ola_la, jaki romans??? Gdybym wiedziała, że i tak te wszystkie lata zostaną tak zakwalifikowane, to bym se chociaż pokorzystała a nie tylko raz na 3 lata na „pożegnanie” tongue (żart – od razu dodaję bo wiadomo, że tu się chętnie łapie za słówka).
Wątpię, że ktoś cokolwiek wie (bo niby co?), może się domyśla ale plotki zawsze były są i będą. Więc to raczej próba wybadania/sprawdzenia w końcu wiadomo, że takie sensacje żyja własnym życiem i tylko czekają na podsycenie „o, pojechał do Włoch, pewnie do „Roxann” itp. itd.  Szczególnie, że jest tu służbowo, nie prywatnie, więc w firmie wiedzą.

1 850

Odp: ja, on i ten trzeci

Z jakiegoś powodu ta znajoma pomyślała, że ciebie ten fakt zainteresuje. Jesteś pewna, ze ten żonaty jest tak dyskretny, że nikomu nie chwali się jak przebiega wasza znajomość?

1 851

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Żartujesz Elle?
100% prawdy to może być tylko w przypadku facetów z mikroskopijnym poczuciem własnej wartości albo pozbawionym czegoś takiego w ogóle. Ewentualnie w przypadku narcyza, który wprost musi udowadniać sobie i innym na każdym kroku, jaki jest wspaniały, bo żarówkę potrafi zmienić.
Ktoś kto wie, co sobą reprezentuje nie potrzebuje żarówkowych wymówek aby poczuć się "potrzebnym i użytecznym"


Wiesz, że trochę żartuję, ale to taki gorzki żart podszyty szczyptą prawdy.
Jednak większość facetów tak właśnie postrzega bliskość z kobietą - jako wkręcenie przysłowiowej żarówki i wbicie gwoździa, żeby móc podupczyć wieczorem, a nie nadziać się na jej fochy, że tego gwoździa nie wbili wink
Mało jest mężczyzn, którzy mają wgląd w siebie, co dopiero w potrzeby swojej Kobiety, czy kobiet w ogóle. Trudno o to gdy nie ma się kontaktu samemu ze sobą.

1 852

Odp: ja, on i ten trzeci
Ola_la napisał/a:

Z jakiegoś powodu ta znajoma pomyślała, że ciebie ten fakt zainteresuje. Jesteś pewna, ze ten żonaty jest tak dyskretny, że nikomu nie chwali się jak przebiega wasza znajomość?

Nie mogę być niczego pewna, ale szczerze w to wątpię. Po co miałby to robić? W końcu to kopanie dołku pod sobą. Oczywiście wiadomo, że dało się na pewno zauważyć, że się lubimy, dogadujemy itd. Od tych trzech lat nie ma jednak opcji by ktoś nas zobaczył w dwuznacznej sytuacji bo też takich nie było. Nawet jak pozwolił sobie w towarzystwie  na jakiś żart podchodzący pod flirt to zaraz go gasiłam jakimś sarkazmem.
Poza tym w środowisku zdarzały się jakieś romanse i dość szybko taka wiadomość (tudzież plotka) się rozchodziła. Gdyby o nas plotkowano pewnie już dawno bym o tym wiedziała.
Inna rzecz, że nie dawałam ku temu powodów – na wspólnych imprezach nawet nie chciałam z nim tańczyć, zawsze brałam 2-kę z koleżanką. Raz jeden przenieśliśmy się do mojego pokoju, ale wtedy było tam 6 osób. Siedzieliśmy chyba do 5-tej rano gadając, ale potem każdy poszedł do siebie a ja w pokoju zostałam z koleżanką.
Dlatego wydaje mi się, że to zwykła wścibskość i szukanie sensacji. Tym bardziej że ta druga znajoma (bardziej zaufana, z która dzieliłam zwykle pokój) powiedziała że tamta od wiadomości miała jechać nie wiem czy sama czy z nim, ale on powiedział, że chce sam jechać.

1 853 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-08-20 18:45:58)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Żartujesz Elle?
100% prawdy to może być tylko w przypadku facetów z mikroskopijnym poczuciem własnej wartości albo pozbawionym czegoś takiego w ogóle. Ewentualnie w przypadku narcyza, który wprost musi udowadniać sobie i innym na każdym kroku, jaki jest wspaniały, bo żarówkę potrafi zmienić.
Ktoś kto wie, co sobą reprezentuje nie potrzebuje żarówkowych wymówek aby poczuć się "potrzebnym i użytecznym"


Wiesz, że trochę żartuję, ale to taki gorzki żart podszyty szczyptą prawdy.
Jednak większość facetów tak właśnie postrzega bliskość z kobietą - jako wkręcenie przysłowiowej żarówki i wbicie gwoździa, żeby móc podupczyć wieczorem, a nie nadziać się na jej fochy, że tego gwoździa nie wbili wink
Mało jest mężczyzn, którzy mają wgląd w siebie, co dopiero w potrzeby swojej Kobiety, czy kobiet w ogóle. Trudno o to gdy nie ma się kontaktu samemu ze sobą.

Pełna zgoda smile
Ale jak widzisz i kobiety pokroju Roxann podtrzymują w facetach przekonanie, że do tego właśnie są im niezbędni wink. W żaden inny sposób nie potrafią ani pokazać, ani powiedzieć jak wyobrażają sobie bliskość między kobietą i mężczyzną. Bo tak naprawdę same nie wiedzą, jak ta bliskość może wyglądać. Odstawiają więc teatrzyk, same są jak te kukiełki lub marionetki, które grają w teatrze życia. Zamiast zastanowić się, jak chcą żyć i dążyć do realizacji swoich pragnień. Smutne.

1 854 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-08-20 19:08:06)

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:
Elle88 napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Żartujesz Elle?
100% prawdy to może być tylko w przypadku facetów z mikroskopijnym poczuciem własnej wartości albo pozbawionym czegoś takiego w ogóle. Ewentualnie w przypadku narcyza, który wprost musi udowadniać sobie i innym na każdym kroku, jaki jest wspaniały, bo żarówkę potrafi zmienić.
Ktoś kto wie, co sobą reprezentuje nie potrzebuje żarówkowych wymówek aby poczuć się "potrzebnym i użytecznym"


Wiesz, że trochę żartuję, ale to taki gorzki żart podszyty szczyptą prawdy.
Jednak większość facetów tak właśnie postrzega bliskość z kobietą - jako wkręcenie przysłowiowej żarówki i wbicie gwoździa, żeby móc podupczyć wieczorem, a nie nadziać się na jej fochy, że tego gwoździa nie wbili wink
Mało jest mężczyzn, którzy mają wgląd w siebie, co dopiero w potrzeby swojej Kobiety, czy kobiet w ogóle. Trudno o to gdy nie ma się kontaktu samemu ze sobą.

Pełna zgoda smile
Ale jak widzisz i kobiety pokroju Roxann podtrzymują w facetach przekonanie, że do tego właśnie są im niezbędni wink. W żaden inny sposób nie potrafią ani pokazać, ani powiedzieć jak wyobrażają sobie bliskość między kobietą i mężczyzną. Bo tak naprawdę same nie wiedzą, jak ta bliskość może wyglądać. Odstawiają więc teatrzyk, same są jak te kukiełki lub marionetki, które grają w teatrze życia. Zamiast zastanowić się, jak chcą żyć i dążyć do realizacji swoich pragnień. Smutne.

No dobrze, ale to trochę jest tak, że czasem ma się wybór typu: "poudaję trochę głupią, to ten fajny facet połknie haczyk - dobra, przeleci mnie, ale może poudaje trochę, że mu na mnie zależy - jak seks będzie dobry, a widzę jak jest napalony no i mi się podoba..na tle nijakich przeciętniaków taki facet przynajmniej wzbudza we mnie pożądanie", a brakiem seksu czy relacji  w ogóle.
Żebyś Ty wiedziała ile razy ja po odprawie takiego pięknego pana słyszę, że jestem 'starą panną' albo, że nie umiem się bawić? JA ? big_smile
Oczywiście nie wyprowadzam ich z błędu, ani myślę.
Ale większość facetów to emocjonalne niedorozwoje.
Ci bardzo przystojni nie "Tracą czasu" na rozwój duchowy i emocjonalny, bo laski same wskakują im do łóżek albo chętnie zrobią loda, stąd oburzenie gdy jesteś jedną z niewielu, która się wyłamie, no bo "Jak to? Odrzucasz mojego q..a?!"  yikes yikes
Albo ci przeciętni, albo niżej - nieatrakcyjni, którzy kompletnie nie radzą sobie z kobietami.

Mi ręce opadają czasem, a z tępym facetem nie będę, bo nie wytrzymam tego.
No to stąd trochę, ale tylko TROCHĘ wink rozumiem kobiety w typie Roxann które gotowe są trochę ubarwić zaangażowanie faceta i siebie pooszukiwać, żeby poobcować przynajmniej w towarzystwie atrakcyjnego wg siebie faceta a nie użerać się z kimś kto w ogóle żadnych emocji nie wzbudza.. lipa.

1 855

Odp: ja, on i ten trzeci

Czasem naprawdę zaskakują mnie wasze interpretacje …  właśnie się dowiedziałam że dla mnie facet jest potrzebny do wkręcania żarówki i na tej podstawie buduję bliskość z facetem big_smile A ten przykład podałam w zupełnie innym kontekście poza tym odnosząc się do wypowiedzi Elle – kobiety silnej, dominującej itd. Kobiety często same zniechęcają taką postawa do siebie facetów, bo mało który facet (z tych najbardziej pożądanych) chciałby się na starcie podporządkować. To chyba naturalne, że chce czuć się prawdziwym mężczyzną przy kobiecie a nie dodatkiem… no właśnie do czego? To wkręcani żarówki czy przybicie gwoździa może rzeczywiście nie jest idealnym przykładem ale chodziło mi ogólnie o to, że facetowi tez trzeba dać się wykazać.
Inny przykład – kobiety często narzekają , że facet nic w domu nie robi, że wszystko na jej głowie, ale potem jak co do czego to wychodzi że ta kobieta sama go do tego przyzwyczaiła wszystkim się zajmując bo np. uznawała że to robi lepiej, albo że nie potrzebuje żadnej pomocy.
Ja też potrafię wszystkim (no prawie wszystkim) zając się sama, ale jeśli mam pod ręką faceta, to po co mam to sama robić? Ja tego też się nauczyłam z czasem…

1 856 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-08-20 19:58:38)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Pełna zgoda smile
Ale jak widzisz i kobiety pokroju Roxann podtrzymują w facetach przekonanie, że do tego właśnie są im niezbędni wink. W żaden inny sposób nie potrafią ani pokazać, ani powiedzieć jak wyobrażają sobie bliskość między kobietą i mężczyzną. Bo tak naprawdę same nie wiedzą, jak ta bliskość może wyglądać. Odstawiają więc teatrzyk, same są jak te kukiełki lub marionetki, które grają w teatrze życia. Zamiast zastanowić się, jak chcą żyć i dążyć do realizacji swoich pragnień. Smutne.

No dobrze, ale to trochę jest tak, że czasem ma się wybór typu: "poudaję trochę głupią, to ten fajny facet połknie haczyk - dobra, przeleci mnie, ale może poudaje trochę, że mu na mnie zależy - jak seks będzie dobry, a widzę jak jest napalony no i mi się podoba..na tle nijakich przeciętniaków taki facet przynajmniej wzbudza we mnie pożądanie", a brakiem seksu czy relacji  w ogóle.
Żebyś Ty wiedziała ile razy ja po odprawie takiego pięknego pana słyszę, że jestem 'starą panną' albo, że nie umiem się bawić? JA ? big_smile
Oczywiście nie wyprowadzam ich z błędu, ani myślę.
Ale większość facetów to emocjonalne niedorozwoje.
Ci bardzo przystojni nie "Tracą czasu" na rozwój duchowy i emocjonalny, bo laski same wskakują im do łóżek albo chętnie zrobią loda, stąd oburzenie gdy jesteś jedną z niewielu, która się wyłamie, no bo "Jak to? Odrzucasz mojego q..a?!"  yikes yikes
Albo ci przeciętni, albo niżej - nieatrakcyjni, którzy kompletnie nie radzą sobie z kobietami.

Mi ręce opadają czasem, a z tępym facetem nie będę, bo nie wytrzymam tego.
No to stąd trochę, ale tylko TROCHĘ wink rozumiem kobiety w typie Roxann które gotowe są trochę ubarwić zaangażowanie faceta i siebie pooszukiwać, żeby poobcować przynajmniej w towarzystwie atrakcyjnego wg siebie faceta a nie użerać się z kimś kto w ogóle żadnych emocji nie wzbudza.. lipa.

Elle, rozumiem, co próbujesz przekazać. Jakiś czas temu gorliwie bym tobie przykladnęła. Ale coś się zmieniło, a właściwie ja zmieniłam ... otoczenie. Okazało się, że gdzieś obok mnie cały czas był i jest zupełnie inny świat, w którym żyją normalni, dobrzy ludzie, mający wartości, którymi kierują się w życiu.
Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego ja wylądowałam w korporacji, dlaczego mnie ciągnęło do sztucznego świata, dlaczego chciałam przebywać wśród ludzi, którzy dbali tylko o to, aby prezentować światu swój wizerunek, z którym się utożsamiali.
W takim sztucznym świecie dorastałam. W takim nieautentycznym świecie czułam się bezpiecznie, bo wszystko było przewidywalne, bo wiadomo kiedy i jak nacisnąć odpowiedni guzik w innym człowieku, aby osiągnąć oczekiwany efekt (mógłbyś mi zmienić żarówkę ? wink ).
Kiedy Elle zmienisz otoczenie, w którym się obracasz?

1 857

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Elle, rozumiem, co próbujesz przekazać. Jakiś czas temu gorliwie bym tobie przykladnęła. Ale coś się zmieniło, a właściwie ja zmieniłam ... otoczenie. Okazało się, że gdzieś obok mnie cały czas był i jest zupełnie inny świat, w którym żyją normalni, dobrzy ludzie, mający wartości, którymi kierują się w życiu.
Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego ja wylądowałam w korporacji, dlaczego mnie ciągnęło do sztucznego świata, dlaczego chciałam przebywać wśród ludzi, którzy dbali tylko o to, aby prezentować światu swój wizerunek, z którym się utożsamiali.
W takim sztucznym świecie dorastałam. W takim nieautentycznym świecie czułam się bezpiecznie, bo wszystko było przewidywalne, bo wiadomo kiedy i jak nacisnąć odpowiedni guzik w innym człowieku, aby osiągnąć oczekiwany efekt (mógłbyś mi zmienić żarówkę ? wink ).
Kiedy Elle zmienisz otoczenie, w którym się obracasz?


JA też bardzo dobrze rozumiem co chcesz przekazać wink
To nie jest tak, że ja uważam, że nie ma dobrych ludzi z wartościami i zasadami. Musiałabym sama ich nie posiadać, żeby mierzyć wszystkich taka skalą. Więc skoro JA je posiadam tzn., że gdzieś w Galaktyce istnieją mężczyźni, którzy myślą podobnie. Ot, po prostu ich na swojej drodze jeszcze nie spotkałam.
A ci, których spotkałam, nie byli w moim typie żeby ich rozpatrywać w kategoriach partnerów i/lub kochanków.

Na codzień, w bliższych relacjach uwielbiam ludzi szczerych, prostolinijnych, otwartych, bezpośrednich i ciepłych. Wydaje mi się, że sama taka jestem, ale oczywiście trzeba nie być idiotą żeby mnie lepiej poznać, z idiotami nie chce mi się bliżej poznawać, ani niczego im udowadniać.

Moje otoczenie jest bardzo 'sterylne' i hermetyczne, bo od dawna nie pracuje dla korporacji. Sama z tego zrezygnowałam , bo doszłam do podobnych wniosków co Ty.
A to, że zainteresowanie okazują mi 2 skrajne typy: narcyzi - playboye, albo ich przeciwieństwo - niedorajdy i osoby nieświadome swojej nieatrakcyjności to moja 'bolączka' od lat.
Mogę ich tylko eliminować. Ci normalni zawsze mówią, że jestem 'taka fajna' aż dziwne , że sama, ale nic z tym nie robią,  wtf ---> big_smile
Także tak. wink

1 858

Odp: ja, on i ten trzeci

Elle jesteś fajna, ale nie wiem czy nie za fajna. Ta cała wiedza psychologiczna utrudnia ci chyba bycie zaskakiwaną w związku. Szybko faceta odczytujesz.
Tak jakbyś zastawiała na siebie pułapkę.
W ogóle Elle to taka fajna laska nie powinna być obecna na takim forum! Dalej zapętlasz się w psychologiczne analizy. Może daj się ponieść, zaufaj, spróbuj przestać automatycznie prześwietlać facetów. 
Warto patrzeć na to co pozytywne, dobre.  Udane, kochające się pary. Szczere kochające się małżeństwa. Trzeba wierzyć w to, że są dobrzy, wspaniali mężczyźni, że jest ich wielu.
Spotkałam kiedyś takiego mężczyznę, który zawiódł się na żonie. Zraził do kobiet. Kiedy słuchałam tego co mówił to jakby mówił moimi słowami. Jakby był moim lustrem. Uświadomiłam sobie, że to są tacy sami ludzie jak my. Oni tak samo przeżywają jak my. Też wydaje im się, że nie ma wartościowych kobiet, boją się zranienia.
Potrzebują przytulenia, czułości, akceptacji może nawet bardziej niż my kobiety.

1 859 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-08-20 22:39:07)

Odp: ja, on i ten trzeci

Bet, dzięki :*  smile

Chociaż ja mam do siebie spory dystans i widzę sporo rzeczy do popracowania, ale tak suma sumarum jestem OK smile

Wiem, że są faceci, którzy zostali tak samo skrzywdzeni przez kobiety, a chcą czegoś normalnego, tylko jak mówię - najwidoczniej nie trafiłam na takiego, który by w pakiecie mi sie podobał.
A jak mi się podoba i z gadki fajny, to tylko mnie komplementuje i na tym się kończy. Nie wiem wtedy o co im chodzi.

Tak jakby nie robią kolejnego kroku, a ja nie gryzę.

1 860

Odp: ja, on i ten trzeci

Elle nie wiem czemu tak jest. Może bardziej zwracasz na to uwagę, że nie od razu masz to czego byś chciała. No i jakoś podświadomie troszkę inaczej się zachowujesz. 
Czasem trzeba trochę więcej cierpliwości i naszego wysiłku. Nie rezygnować za szybko. Komplementy o czymś świadczą:)

1 861

Odp: ja, on i ten trzeci
bet napisał/a:

Elle nie wiem czemu tak jest. Może bardziej zwracasz na to uwagę, że nie od razu masz to czego byś chciała. No i jakoś podświadomie troszkę inaczej się zachowujesz. 
Czasem trzeba trochę więcej cierpliwości i naszego wysiłku.

Ale ja daje szansę jak facet mnie zaintryguje. Prawie zawsze.
Chyba, że zaczyna gadać o seksie i to jedyny temat, który go interesuje.
W innych przypadkach normalnie rozmawiam, tyle że.. no właśnie oni nie robią z tym nic dalej i kontakt się urywa, jak ostatnio. A  ja tracę cierpliwość, bo jak facet wali mi komplement na kilka zdań, ja dziękuję i kontynuuję rozmowę, na co on już nie reaguje..no to dziwne nie? wink

Nie rezygnować za szybko. Komplementy o czymś świadczą:)

Nie wiem, może tacy bezinteresowni mi się trafiają. Paranoja jakaś wink

1 862 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-08-21 15:15:32)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Elle, rozumiem, co próbujesz przekazać. Jakiś czas temu gorliwie bym tobie przykladnęła. Ale coś się zmieniło, a właściwie ja zmieniłam ... otoczenie. Okazało się, że gdzieś obok mnie cały czas był i jest zupełnie inny świat, w którym żyją normalni, dobrzy ludzie, mający wartości, którymi kierują się w życiu.
Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego ja wylądowałam w korporacji, dlaczego mnie ciągnęło do sztucznego świata, dlaczego chciałam przebywać wśród ludzi, którzy dbali tylko o to, aby prezentować światu swój wizerunek, z którym się utożsamiali.
W takim sztucznym świecie dorastałam. W takim nieautentycznym świecie czułam się bezpiecznie, bo wszystko było przewidywalne, bo wiadomo kiedy i jak nacisnąć odpowiedni guzik w innym człowieku, aby osiągnąć oczekiwany efekt (mógłbyś mi zmienić żarówkę ? wink ).
Kiedy Elle zmienisz otoczenie, w którym się obracasz?


JA też bardzo dobrze rozumiem co chcesz przekazać wink
To nie jest tak, że ja uważam, że nie ma dobrych ludzi z wartościami i zasadami. Musiałabym sama ich nie posiadać, żeby mierzyć wszystkich taka skalą. Więc skoro JA je posiadam tzn., że gdzieś w Galaktyce istnieją mężczyźni, którzy myślą podobnie. Ot, po prostu ich na swojej drodze jeszcze nie spotkałam.
A ci, których spotkałam, nie byli w moim typie żeby ich rozpatrywać w kategoriach partnerów i/lub kochanków.

Na codzień, w bliższych relacjach uwielbiam ludzi szczerych, prostolinijnych, otwartych, bezpośrednich i ciepłych. Wydaje mi się, że sama taka jestem, ale oczywiście trzeba nie być idiotą żeby mnie lepiej poznać, z idiotami nie chce mi się bliżej poznawać, ani niczego im udowadniać.

Moje otoczenie jest bardzo 'sterylne' i hermetyczne, bo od dawna nie pracuje dla korporacji. Sama z tego zrezygnowałam , bo doszłam do podobnych wniosków co Ty.
A to, że zainteresowanie okazują mi 2 skrajne typy: narcyzi - playboye, albo ich przeciwieństwo - niedorajdy i osoby nieświadome swojej nieatrakcyjności to moja 'bolączka' od lat.
Mogę ich tylko eliminować. Ci normalni zawsze mówią, że jestem 'taka fajna' aż dziwne , że sama, ale nic z tym nie robią,  wtf ---> big_smile
Także tak. wink

Także tak...
Nie podejrzewam ciebie, Elle o brak wiary w dobrych ludzi, wartości i zasady. Nawet przez moment smile
I nie chodzi też o to, że czym innym jest deklarowanie swoich zasad i wartości, a zupełnie czym innym stosowanie się do nich w życiu. Bo gdyby jedno było tożsame z drugim to nie byłoby tutaj tylu głosów: "nigdy nie sądziłem, że mógłbym zdradzić", "nigdy nie sądziłam, że zostanę kochanką" wink
Mam na myśli to, że mimo, iż dobrze wiemy, że obracanie się w pewnym środowisku, pociąg do określonych osób jest dla nas jałowym lub wręcz toksycznym działaniem, to brniemy dalej w te same klimaty, które są tak BOLEŚNIE ZNAJOME a finał niemal z góry wiadomy, powtarzalny.

Tak jak obserwuję ciebie na tym forum, to rzuca mi się w oczy, że wyjątkowo zależy tobie na ochronie siebie, bardzo nie chcesz zostać wykorzystana i zraniona. A jeśli tak jest, to być może zarówno w internetowych, jak i rzeczywistych relacjach umacniasz siebie, ale dzieje się to kosztem: 1 - otwartości na innych ludzi, 2 - w konsekwencji takiej postawy przyciągasz do siebie określone typy mężczyzn, którzy w relacji z kobietą nie mają najmniejszego zamiaru odsłanić się i wpuścić drugiego człowieka w przestrzeń własnych przeżyć wewnętrznych, bo od nich sami uciekają.
Inna sprawa, że wydajesz mi się, Elle osobą, która tworzy wokół siebie pozory siły. Nie żeby tobie tej siły brakowało, ale jakbyś uważała, że delikatność, kruchość i wrażliwość mogłyby zostać zinterpretowane jako oznaki twojej słabości. I jakbyś za wszelką cenę chciała uniknąć dojrzenia w oczach innych takiego twojego wizerunku.
Jakbyś była przeciwieństwem Roxann, która manipuluje udając sierotkę, Ty Elle pod fasadą siły skrywasz prawdziwą wrażliwość i delikatność.

EDIT: przypominam sobie, że pisałaś, jak twój ojciec nie tolerował kruchości, delikatności i delikatności. Pewnie to trzymanie pozorów wiecznej siły to skutek tamtego programowania.

1 863 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-08-21 16:12:24)

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Jakbyś była przeciwieństwem Roxann, która manipuluje udając sierotkę, Ty Elle pod fasadą siły skrywasz prawdziwą wrażliwość i delikatność.

summerka88, To życie nauczyło mnie być silną, niezależną, najlepszą (choć wcale taka nie byłam). Wrażliwość, czy nieperfekcyjność uznawałam jako swoją największą słabość czy wadę. Tylko wśród wybranych ludzi, zaufanych mogłam być sobą – przyjąć pomoc, poradzić, czasem nawet wypłakać.  Tu też (anonimowo) pokazałam swoje prawdziwe emocje, pisałam o dylematach, rozterkach, dało się pewnie zauważyć moją huśtawkę emocjonalną. Na co dzień nie mogłam tego pokazać, bo to by się kłóciło z moim „wizerunkiem” w pracy.
Bardzo podobał mi się Twój post w którym pisałaś o swoich doświadczeniach z korporacji, o tym, że tam każdy (pawie każdy), gra jakąś rolę, kreuje swój wizerunek dla swoich potrzeb, które pozwolą mu przeżyć i się przebić w tym środowisku, które nie lubi słabych jednostek. Poza tym tam jesteś non stop oceniany za swój „profesjonalizm” tak w wyglądzie, jak i zachowaniu, pracy, radzeniu sobie w trudnych sytuacjach. W pewnym momencie człowiek zaczyna funkcjonować jak maszyna, gdzieś tracić swoje ja.  To też powoduje, że relacje z innymi ludźmi stają się też pozorne, powierzchowne. Trudno nawiązać wtedy prawdziwe przyjaźnie. Mi się wydawało że pan X jest właśnie taką osobą, której mogę zaufać, zwierzyć – jak mi coś szło źle, miałam chwile słabości, zawsze mnie wysłuchał, wspierał itd. A i tak się okazało, że robił to we własnym interesie hmm
Co do Elle, dokładnie mam/miałam tak samo z facetami (co nawet napisałam w swoim pierwszym poście tego wątku). Choć tez mi się wydaje, że jesteśmy zupełnie różne. Jedno jednak nas chyba łączy – strach/obawa? przed bliższą relacją, wpuszczeniem kogoś do swojego życia, pokazanie swojej wrażliwej natury… - zdjęcie maski silnej ze wszystkim sobie dającej radę kobiety.
Ja się tego powoli oduczam, ale jak widać od razu to jest podchwytywane i oceniane jako „sierotka” czy nawet manipulantka (choć to tylko forum). Nie chcę być „perfekcyjnym” tworem, tylko „normalną” kobietą, która też ma prawo do gorszych dni czy popełniania błędów.. czy do wyrażania emocji.

Edit: bardzo dobry na mnie wpływ ma też to nowe środowisko – wiadomo jacy są Włosi, bardzo emocjonalni (czasem aż za bardzo wink), otwarci, bezpośredni, serdeczni. Ja nie czuję tu żadnej rywalizacji – owszem pracę trzeba wykonać, ale tak by wszystkim sprawiała przyjemność. Na każdym kroku się zaznacza, że większą rolę, wartość ma to co robimy poza pracą – relacje międzyludzkie, w tym rodzina i tzw korzystanie z życia. Włosi są naprawdę bardzo rodzinni. Bardzo pozytywnie mnie to zaskoczyło. I wcale nie jest tak jak się zwykło myśleć o m.in. ich podejściu do pracy „siesta, fiesta i maniana”. Tam nie ma nic na odwal… jest praca to wszyscy pracują ale w określonych godzinach. Rzadko się zdarza, że ktoś zostaje po godzinach, wręcz to jest źle widziane.
Takie są przynajmniej moje dotychczasowe spostrzeżenia…
I bynajmniej nie chcę wracać wink

Edit2: pan żonaty odważył się jednak zrobić krok… wysłał zdjęcie/widok... wskazujące chyba gdzie jest (blisko), ale bez siebie… i bez komentarza. Ja też nie zamierzam nic odpisywać….

1 864

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Mam na myśli to, że mimo, iż dobrze wiemy, że obracanie się w pewnym środowisku, pociąg do określonych osób jest dla nas jałowym lub wręcz toksycznym działaniem, to brniemy dalej w te same klimaty, które są tak BOLEŚNIE ZNAJOME a finał niemal z góry wiadomy, powtarzalny.

To zdanie mogę odnieść, ale bardziej pod facetów, z którymi mam styczność, niż środowisko pracy. Faktycznie jest to z reguły ten sam typ. Mówię o tych z którymi coś wychodzi, a raczej do czegoś dochodzi, bo wychodzi to chyba za duże słowo tongue
Czyli tacy właśnie w typie mojego Ojca, jeśli chodzi o osiągnięcia, charyzmatyczni, pewni siebie, przystojni i seksowni. Tylko potem z reguły dochodzi do momentu: Ty ulegniesz mi, albo ja Tobie..i relacja zaczyna się sypać. Wtedy zastanawiam się gdzie popełniam błąd. Czy jest to sam fakt, że źle lokuję zainteresowanie - tj. w dominujących facetach, co przy moim dominującym także w sporej części charakterze w sposób oczywisty wcześniej czy później prowadzi do konfrontacji, czy może powinnam tej konfrontacji unikać za wszelką cenę i poszukać innych sposobów? (głośno myślę wink)
Bo przecież nie zacznę się nagle interesować facetami, którzy nie mają cech, które wyzwalają u mnie pożądanie i zainteresowanie.
Wniosek - to JA spróbuję innego podejścia, nieco 'złagodnieje' i zobaczę co to przyniesie.

Tak jak obserwuję ciebie na tym forum, to rzuca mi się w oczy, że wyjątkowo zależy tobie na ochronie siebie, bardzo nie chcesz zostać wykorzystana i zraniona. A jeśli tak jest, to być może zarówno w internetowych, jak i rzeczywistych relacjach umacniasz siebie, ale dzieje się to kosztem: 1 - otwartości na innych ludzi, 2 - w konsekwencji takiej postawy przyciągasz do siebie określone typy mężczyzn, którzy w relacji z kobietą nie mają najmniejszego zamiaru odsłanić się i wpuścić drugiego człowieka w przestrzeń własnych przeżyć wewnętrznych, bo od nich sami uciekają.

Pewnie masz racje. Chronię siebie, nie jestem typem "otwartej księgi", którą każdy może wziąć w rękę, otworzyć na dowolnej stronie i sobie poczytać wink
I takich tez mężczyzn przyciągam, na zasadzie podobieństw - ti też zauważyłam.

Inna sprawa, że wydajesz mi się, Elle osobą, która tworzy wokół siebie pozory siły. Nie żeby tobie tej siły brakowało, ale jakbyś uważała, że delikatność, kruchość i wrażliwość mogłyby zostać zinterpretowane jako oznaki twojej słabości. I jakbyś za wszelką cenę chciała uniknąć dojrzenia w oczach innych takiego twojego wizerunku.
Jakbyś była przeciwieństwem Roxann, która manipuluje udając sierotkę, Ty Elle pod fasadą siły skrywasz prawdziwą wrażliwość i delikatność.

Mam w sobie te cechy, nie wypieram się tego. Nie zamierzam też udawać silnej gdy coś mnie wzrusza czy chce mi się płakać, robię to. Od jakiegoś czasu się nie hamuję.
Z tymże nie przepadam za okazywaniem słabości w sytuacjach gdy wyczuwam, że ktoś nie jest do końca fair, czy zawodowych. No to dwa różne światy dla mnie i chyba na zawsze tak pozostanie.


EDIT: przypominam sobie, że pisałaś, jak twój ojciec nie tolerował kruchości, delikatności i delikatności. Pewnie to trzymanie pozorów wiecznej siły to skutek tamtego programowania.

Tak, pod tym względem był momentami nawet 'wojskowy dryl' można powiedzieć. Ojciec nie znosił emocjonalnych reakcji, dziś wiem że dlatego, że nie wiedział jak się wtedy zachować i jak reagować.
Ja przez długi czas trenowałam się w tym jak je chować i wypierać. Dużo pracy nad sobą zajęło mi dojście do punktu, w którym jestem z emocjami, choć to jeszcze nie jest pełna otwartość, zgadza się.

Dzięki za Twoje przemyślenia :* smile


Roxann napisał/a:

Edit2: pan żonaty odważył się jednak zrobić krok… wysłał zdjęcie/widok... wskazujące chyba gdzie jest (blisko), ale bez siebie… i bez komentarza. Ja też nie zamierzam nic odpisywać….

Takie zagrywki odbieram jako dość aroganckie.. Co to niby ma znaczyć: masz babo zdjęcie, zobacz jestem blisko..zrób coś, baw mnie, zachęć mnie? Bo nie kumam.

1 865 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-08-21 16:35:12)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Roxann napisał/a:

Edit2: pan żonaty odważył się jednak zrobić krok… wysłał zdjęcie/widok... wskazujące chyba gdzie jest (blisko), ale bez siebie… i bez komentarza. Ja też nie zamierzam nic odpisywać….

Takie zagrywki odbieram jako dość aroganckie.. Co to niby ma znaczyć: masz babo zdjęcie, zobacz jestem blisko..zrób coś, baw mnie, zachęć mnie? Bo nie kumam.

Raczej to "granie" na zaskoczenie i emocjach - "ojej, on jest tu"?? 
Taki punkt zaczepienia.. pewnie nie wiedział jak zagadać to tylko wysłał zdjęcie.. czekając aż odpowiem, wtedy by kontynuował.. "no skoro już tu jestem to może kawa? tongue
Nie no znam go nie od dziś.. inna rzecz, że już mnie takie zagrywki nie ruszają... On chyba tez już stracił na pewności, skoro tak zaczepia.. jakby co przecież tylko wysłał zdjęcie.
Oj, jak dobrze potrafić na zimno wszystko odbierać wink A to chyba tylko potwierdza, że się odkochałam... w końcu tongue

1 866 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-08-21 17:06:29)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Faktycznie jest to z reguły ten sam typ. Mówię o tych z którymi coś wychodzi, a raczej do czegoś dochodzi, bo wychodzi to chyba za duże słowo tongue
Czyli tacy właśnie w typie mojego Ojca, jeśli chodzi o osiągnięcia, charyzmatyczni, pewni siebie, przystojni i seksowni. Tylko potem z reguły dochodzi do momentu: Ty ulegniesz mi, albo ja Tobie..i relacja zaczyna się sypać. Wtedy zastanawiam się gdzie popełniam błąd. Czy jest to sam fakt, że źle lokuję zainteresowanie - tj. w dominujących facetach, co przy moim dominującym także w sporej części charakterze w sposób oczywisty wcześniej czy później prowadzi do konfrontacji, czy może powinnam tej konfrontacji unikać za wszelką cenę i poszukać innych sposobów? (głośno myślę wink)
Bo przecież nie zacznę się nagle interesować facetami, którzy nie mają cech, które wyzwalają u mnie pożądanie i zainteresowanie.
Wniosek - to JA spróbuję innego podejścia, nieco 'złagodnieje' i zobaczę co to przyniesię.

Elle, naprawdę nigdy tak nie miałaś, że facet zupełnie nie w twoim typie, który początkowo w ogóle nie wzbudził twojego zainteresowania stawał się dla ciebie coraz bardziej interesujący, gdy poznawałaś go bardziej. Nagle jego idiotyczna grzywka stawała się fikuśna a nieco więcej tłuszczyku budziło skojarzenia z ciepłym i przyjaznym misiem, do którego chciałabyś się przytulić ?
Mnie się tak zdarzyło. Kilkukrotnie big_smile
Po prostu, gdy ktoś się staje bliski, to jakieś powierzchowne wady, które zazwyczaj budzą śmiech lub irytację, może nawet początkowo odrzucają, tracą na znaczeniu a wagi nabierają takie cechy, których nie było szansy dostrzec na początku znajomości.

Elle, opisujesz zazwyczaj swoje relacje jako dobrze zapowiadające się lub takie z braku laku z w miarę atrakcyjnymi typami, które po niedługim czasie wypalają się.
Może jednak warto spróbować i dać szansę komuś, kto w pierwszym kontakcie wydaje się dość "toporny" i nieidealny. Taki, przed którym i ty nie będziesz musiała być idealna. Idealna w twoim mniemaniu wink



EDIT:
Roxann, przykro mi, ale uważam, że w sporej częśći swoich wpisów fantazjujesz. Zwyczajnie wypełniasz w wirtualnym świecie jakieś swoje deficyty z reala i ja nie mam ochoty brać w tym udziału, dlatego nie odnoszę się do twoich wypowiedzi. Zawsze możesz liczyć na horses wink

1 867

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

EDIT:
Roxann, przykro mi, ale uważam, że w sporej częśći swoich wpisów fantazjujesz. Zwyczajnie wypełniasz w wirtualnym świecie jakieś swoje deficyty z reala i ja nie mam ochoty brać w tym udziału, dlatego nie odnoszę się do twoich wypowiedzi. Zawsze możesz liczyć na horses wink

Bo nie pasuję do Twego schematu do którego starasz się mnie zakwalifikować, wbijając szpileczki co rusz?
Nie mam takich ambicji.
Bądź jednak konsekwentna - skoro się do moich wypowiedzi nie odnosisz to też nie odnoś do mnie w wypowiedziach skierowanych do innych.

1 868

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Elle, naprawdę nigdy tak nie miałaś, że facet zupełnie nie w twoim typie, który początkowo w ogóle nie wzbudził twojego zainteresowania stawał się dla ciebie coraz bardziej interesujący, gdy poznawałaś go bardziej. Nagle jego idiotyczna grzywka stawała się fikuśna a nieco więcej tłuszczyku budziło skojarzenia z ciepłym i przyjaznym misiem, do którego chciałabyś się przytulić ?
Mnie się tak zdarzyło. Kilkukrotnie big_smile

Miałam - RAZ. To ten były który sobie zrobił ze mnie eksperyment smile
Nigdy nie był wizualnie w moim typie, ale dałam mu szansę, a czas  niestety zrobił swoje i przywiązałam się do niego. Nadal mnie nie pociągał w żaden sposób seksualnie, ale lubiłam jak mnie przytulał i jego czułość.
Niestety sfera seksualna leżała sad
Mi naprawdę nie chodzi o to, żeby być z fitness modelem, bo przerabiałam takie znajomości. Trafiałam na narcyzów, dla których miałam robić za "broszkę" czy też chusteczkę w klapie garnituru.

Naprawdę wystarczy mi by facet mi się podobał, tak zwyczajnie, albo chociaż wizualnie nie odrzucał.


Po prostu, gdy ktoś się staje bliski, to jakieś powierzchowne wady, które zazwyczaj budzą śmiech lub irytację, może nawet początkowo odrzucają, tracą na znaczeniu a wagi nabierają takie cechy, których nie było szansy dostrzec na początku znajomości.

Zgadzam się, tylko jak mówię - ci "Zwyczajni" faceci z reguły byli też nudni i zdesperowani, to mnie odrzucało.
Po prostu nie trafiłam, wiem o tym.

Elle, opisujesz zazwyczaj swoje relacje jako dobrze zapowiadające się lub takie z braku laku z w miarę atrakcyjnymi typami, które po niedługim czasie wypalają się.
Może jednak warto spróbować i dać szansę komuś, kto w pierwszym kontakcie wydaje się dość "toporny" i nieidealny. Taki, przed którym i ty nie będziesz musiała być idealna. Idealna w twoim mniemaniu wink

Dam chętnie, uwierz mi smile
Tylko nie chcę się zmuszać.
A za idealną się nie uważam - trust me. wink
I ostatnią rzeczą jest chęć udawania idealnej przed kolejnym narcyzem żeby mógł mnie hołubić, tudzież wymuszać swoje projekcje na mnie - projekcje  'idealnej samicy'.

1 869

Odp: ja, on i ten trzeci

Edit: ja rozumiem, że napisanie na forum swojej historii wymaga odwagi, ale ja podjęłam to ryzyko. Co innego się wypowiadać w różnych wątkach, co najwyżej coś tam wspominając o sobie. Jednak wiele osób tu sądzi po sobie i własnych doświadczeniach. I w innych chce dostrzec znany schemat, albo jest osobą rozchwianą emocjonalnie, która szuka tylko sensacji choćby łapiąc za słówka czy pojechać po kimś anonimowo ot tak by się wyżyć.
Jako „kochanka” nie mogę być inteligentna i mieć dobra pracę – w końcu tylko „lóżko” za tym stoi – wywłoka która nic by nie osiągnęła gdyby nie pan prezes. Jak przyznaje się do słabości to tez od razu „sierotka-manipulantka”. Jak mówię, że nic nie jest czarno-białe i że z tym że wiem że jest żonaty to nie zadziało się od razu – to już od razu kłamczucha. Jakby „wiedziałam” wypowiedziane po prawie 4 latach …oznacza że wiedziałam od 1 dnia.
To forum jest naprawdę w pewnym sensie lekcją życia, może jeszcze większą niż korporacja bo to gra na emocjach.. walka ze stereotypami czy powierzchownym ocenianiem po „słówkach” (choćby przykład Lilki). Osobom tak łatwo oceniającym, wpychającym w schematy polecam założenie własnego wątku.

1 870

Odp: ja, on i ten trzeci

Nie wiem czemu wiele osób uważa, że życie nie jest czarne albo białe. Ja właśnie sądzę, że takie jest.
Życie jest proste. to my kiedy się zaplączemy to znajdujemy dla siebie wygodną wymówkę.

Roxann ja nie rozumiem czemu ty sobie to robisz?
Analizujesz, żyjesz romansem. Jesteś w pięknym kraju, pogoda pewnie mile nastrajająca. Wokół ciebie także szczęśliwi spełniający się ludzie. żyjący prosto!
Walcz o sobie, żeby mieć takie życie jak oni. Albo walcz o niego, bierz na siebie rozpacz dziecka i winę na rozbicie rodziny ( bo za taką zawsze będziesz uważana - każdemu będziesz się tłumaczyć?).
Minie ci kolejne 5 lat, może 7? I co?
Nagle okaże się, że na niego nie warto było czekać, że wiele wspaniałego cię ominęło, bo tych okazji do szczęśliwego prostego życia nawet nie dostrzegałaś, nie byłaś na nie otwarta.
Roxann dla kobiety czas nie jest łaskawy. Za 5 czy 10 lat nagle możesz się zorientować, że pewne rzeczy minęły bezpowrotnie!
Nie daj się Roxann.

1 871

Odp: ja, on i ten trzeci

Skąd przekonanie o braku inteligencji itp? Jedynie dojrzałość emocjonalna może być wspólnym mianownikiem dla ludzi z problemami. Bez wyjątku czy mowa o kochankach, zdradzonych, porzuconych, nałogowcach. Gdy są problemy w relacjach z drugim człowiekiem są również jakieś braki, czasem wręcz skrzywienie na psychice. Status majątkowy, IQ nie mają nic wspólnego ze sferą emocjonalną.

1 872

Odp: ja, on i ten trzeci

Jasne zgwałceni i okradzeni także mają deficyty.
Nie zgadzam się z tobą Apologises. Nie odpowiadam za czyny drugiej osoby.

1 873

Odp: ja, on i ten trzeci

Mają później problemy, które przeszkadzają w życiu. Np strach. Nie przyczyniają się do gwałtu na swojej osobie, za to zostają z traumą. A to już zryta psychika. Zdradzeni walczą z poczuciem swojej wartości, zaufaniem do drugiego człowieka, poczuciem bliskości. Problemy psychologiczne jakbyś nie spojrzała. I jakbyś nie spojrzała niewielu jest ludzi bez problemów. Różna jest tylko skala, charakter tych problemów. Kasa czy IQ po gwałcie, zdradzie bez znaczenia. Nie mówię o winie za coś.

1 874 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-08-22 21:46:34)

Odp: ja, on i ten trzeci
apologises napisał/a:

Skąd przekonanie o braku inteligencji itp? Jedynie dojrzałość emocjonalna może być wspólnym mianownikiem dla ludzi z problemami. Bez wyjątku czy mowa o kochankach, zdradzonych, porzuconych, nałogowcach. Gdy są problemy w relacjach z drugim człowiekiem są również jakieś braki, czasem wręcz skrzywienie na psychice. Status majątkowy, IQ nie mają nic wspólnego ze sferą emocjonalną.

Apologises, ja zdaję sobie sprawę, że mam jakieś „braki” emocjonalne skoro też przyciągam ludzi z defektami takimi czy innymi. Nie potrafię jak widać zbudować normalnej relacji. Każdy z moich ex miał za sobą jakąś trudną historię czym mnie do siebie w jakiś sposób przekonał. To właśnie rozmowa/współczucie? powodowało, że rodziła się więź – nić porozumienia. Nie chcę już pisać o doświadczeniach sprzed wątku, ale pan żonaty wychował się u dziadków bo rodzice się rozwiedli i specjalnie nim nie interesowali, pan „impotent” był adoptowany, pan mundurowy otarł się o śmierć w Magdalence (kobieta go wtedy rzuciła, bo nie mogła znieść stresu związanego z jego pracą). Nie wiem czemu ale przy mnie ludzie jakoś łatwo się uzewnętrzniają… właśnie tacy z pozoru silni zaczynają opowiadać o jakichś swoich traumatycznych przeżyciach, tym co im leży na sercu.. a to mnie od razu rusza… tym bardziej, że zwykle dodają „nie wiem czemu o tym ci mówię, nikomu tego nie powiadałem”. A tajemnice powierza się chyba tylko zaufanej osobie, czyż nie? Dlatego jakoś automatycznie takie osoby przełamują mój pancerz niedostępności. Doceniam, że widzą we mnie nie tylko kobietę, ale i przyjaciela.
Kiedyś nawet się zastanawiałam dlaczego tak jest, że nawet w tłumie…jak ktoś chce o coś zapytać, to zwraca się automatycznie do mnie (wielokrotnie tak miałam). W pracy podobnie. I kiedyś kolega, który był tego świadkiem powiedział, że po prostu mam taką aparycję i dobrze mi z oczu patrzy. 

To co jednak mnie wkurzyło to łapanie za słówka, dorabianie ideologii i powielanie tego jako pewnik – jakbym nie miała prawa wydostać się z czyjegoś schematu. Jak zgadzałam się z opiniami forumowiczów, to uznano, że jestem kameleonem. No ale wtedy rzeczywiście te wypowiedzi, opinie były takie, że nie sposób się było z nimi nie zgodzić. Teraz już z pewnością piszę inaczej bo też jestem na innym etapie (choć i tak zarzuca się mi stanie w miejscu). I jak nagle się z czymś nie zgodzę to już od razu zarzut ze fantazjuję.
Najbardziej jednak mnie rozbroiło to niby szukanie uwagi czy sensacji. To jest forum gdzie się tylko pisze, życie toczy się swoim rytmem. Ja z wielu wskazówek skorzystałam. Jednak powiedzenie – tak ja już się do tego stosuje nie oznacza, że to przyniesie efekt natychmiastowy. Ja z panem żonatym mam/miałam jazdy od początku tego roku. Wątek jako taki dotyczył zupełnie innego problemu choć też poniekąd on się tam przewijał. Minęło niespełna 8 miesięcy a w moim życiu się bardzo wiele pozmieniało. Początek roku to była euforia, potem rozterki i ciągłe huśtawki nastroju, potem ‘przebudzenie’ i oswojenie z tym czego się dowiedziałam.. a teraz? Porównałabym to okresu żałoby – sentyment, wspomnienia coraz bledsze.. dokładnie tak jakby tamta osoba w której byłam zakochana „umarła”. Coś tam napisze, niby był blisko, a ja nie czuję/czułam już nic. Pisałam tu jednak by pokazać tym co nie dowierzali, że cokolwiek dały mi te rozkminy na 50 stron, że to jednak przyniosło efekt. Może nie natychmiastowy, ale…
Czy i jak to poskutkuje na przyszłość, na dalsze moje wybory - nie wiem. Jeszcze nie wiem.

Edit: pamiętam jak pisałam (choć nie chcę wracać do rozkmin), jak mi na jego widok raczki drżały, jak czułam się zmieszana, głos mi drżał itd. Tego już nie ma. I choćby to uznaję za sukces - że te 50 stron nie poszło na marne. Doceńcie wink A nie tylko kolejne wymyślone zarzuty…
Ja jestem Wam naprawdę bardzo wdzięczna. Odzyskałam spokój ducha a to na ten czas, po kilkumiesięcznej huśtawce emocjonalnej,  jest dla mnie bezcenne.

1 875

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann, nie musisz udowadniać, że nie jesteś wielbłądem wink ale fajnie, że z szacunku dla Użytkowników chciałaś coś wyjaśnić. Bo tak Twój wpis odebrałam.
Jeśli coś Ci nasze wpisy dały i czujesz, że m.in. dzięki tym przemyśleniom ruszyłaś w dobrą stronę - tym lepiej.

Te negatywne komentarze wynikają myślę bardziej z tego, że zachowywałaś się trochę jak 'chorągiewka na wietrze', czy taka trzcinka - w którą stronę "wiatr" (żonaty wink) zawiał, tam się przeginałaś, a potem chyba sama próbując przykryć ironią ten dysonans bo były momenty, że mówiłaś , że chcesz zrobić co innego, a robiłaś co innego.
To nie oznacza, że jesteś zła czy fałszywa z tego powodu jako człowiek, ale w jakiś sposób nadwyrężyły takie akcje zaufanie Użytkowników, a raczej wprowadziły zamęt i niepewność co do tego czy robisz sobie tutaj jakieś jaja i w ogóle nie traktujesz chęci pomocy sobie i wyjścia z tego na poważnie, czy przeciwnie.

wink

1 876

Odp: ja, on i ten trzeci

Elle88, ja rozumiem i nawet to skąd takie zarzuty... jednak jak zresztą powiedziałam a i wcześniej tez podkreślałam, że tamte miesiące to była moja ciągła huśtawka nastrojów. Raz go kochałam, raz nienawidziłam, raz chciałam dopuścić do siebie jakby nie było gorzka prawdę, raz wolałam jeszcze pożyć w iluzji. Uwierz, człowiek zakochany jest naprawdę jak "na haju', dlatego i tak się dziwię, że mieliście do mnie cierpliwość bo teraz ja sama już bym nie przebrnęła przez swój wątek, tylko wymiękła po kilku stronach tongue Jednak wtedy opisywałam swoje emocje na bieżąco a to była sinusoida... Po czymś takim wiem, że trudno uwierzyć, że uzyskałam równowagę i spokój ducha. Przynajmnie na płaszczyźnie emocjonalnej. Bo czy poradziłam sobie ze swoimi brakami nie wiem.

1 877

Odp: ja, on i ten trzeci

No wiem, czytałam o tym 'haju' wink

Ja zazwyczaj jak widzę objawy, że facet nie chce tego samego, albo nie jest zaangażowany w te same cele czy wizje związku to sama kończę, chwilę się z tym "przegryzę", wiadomo, ale już nie daję nieskończonej ilości szans.
Jednemu gościowi, temu którego nawet nie kochałam, ale czułam się w debilny sposób odpowiedzialna i przywiązana, dawałam wiele szans, wbrew sobie często i to mnie zahartowało chyba - nigdy więcej .

1 878 Ostatnio edytowany przez horses (2016-08-22 22:27:15)

Odp: ja, on i ten trzeci

Cóż byle do przodu.
Wierzę, że takie historie się zdarzają, bo takich męzczyzn znam.
Potrafię jakos zaakceptować, choć nie pochwalam, sytuację,
że w związku źle się dzieje i człowiek próbuje zapełnić braki seksualne i emocjonalne poprzez romans,
że nie ma odwagi odejść, że woli żyć takim podwójnym życiem.
Nadal jednak wzbudzają we mnie zdumienie sytuacje, że komus w związku nic szczególnego nie brakuje,
ale w życiu juz tak, że wciąż musi dostarczać sobie nowych emocji, podniet.....niszcząc często życie innych dookoła.

1 879

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

No wiem, czytałam o tym 'haju' wink

Ja zazwyczaj jak widzę objawy, że facet nie chce tego samego, albo nie jest zaangażowany w te same cele czy wizje związku to sama kończę, chwilę się z tym "przegryzę", wiadomo, ale już nie daję nieskończonej ilości szans.
Jednemu gościowi, temu którego nawet nie kochałam, ale czułam się w debilny sposób odpowiedzialna i przywiązana, dawałam wiele szans, wbrew sobie często i to mnie zahartowało chyba - nigdy więcej .

Elle88, ja mam zupełnie inaczej, ja się nie zastanawiam, nie kalkuluję. Poznaję i albo coś klika od razu, albo nie. Nie ma jeszcze wtedy rozmów o oczekiwaniach co do związku itd. czy w ogóle jakichkolwiek założeniach. Jest tylko rozmowa. I ona nakręca. Potem jedno spotkanie, drugie…no ale potem wychodzą takie „kwiatki” jak z panem żonatym co to obrączki nie nosił tongue Ale nawet z nim o poważnych tematach zaczęłam gadać długo potem jak już wiedziałam że mi zależy. Wiem, że to błąd. Wcześniej jednak nie widzę powodu ku temu, bo sama nie wiem czy jestem zainteresowana. Poza tym mam z tym też złe doświadczenia – jak facet zaczynał ten temat, to już na 3 spotkaniu chciał mnie poznać z rodziną. Kiedy ja spotkałam się z nim ot tak, po koleżeńsku, nawet nie myślałam o nim w tych kategoriach ale jak pytał co myślę o tym i o tamtym to opowiadałam.  No i potem weź wybrnij by nie poczuł się urażony….tym bardziej, że go lubisz?

1 880

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:

Cóż byle do przodu.
Wierzę, że takie historie się zdarzają, bo takich męzczyzn znam.
Potrafię jakos zaakceptować, choć nie pochwalam, sytuację,
że w związku źle się dzieje i człowiek próbuje zapełnić braki seksualne i emocjonalne poprzez romans,
że nie ma odwagi odejść, że woli żyć takim podwójnym życiem.
Nadal jednak wzbudzają we mnie zdumienie sytuacje, że komus w związku nic szczególnego nie brakuje,
ale w życiu juz tak, że wciąż musi dostarczać sobie nowych emocji, podniet.....niszcząc często życie innych dookoła.

Horsens, ja sama już nie wiem czy X to przypadek pierwszy czy drugi ….kiedyś jednak zażartował, że „facet miały ze mnie pożytek – ładna, mądra, potrafi doradzić, wesprzeć, seks udany, zrobi masaż, sushi - takie kobiety nie istnieją!” big_smile Po czym dodał, że czemu sama? Na co ja tez w żartach, że za idealna jestem, na co on.. ta.. a po ślubie pewnie wyszłaby zołza big_smile

1 881 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-08-22 23:17:22)

Odp: ja, on i ten trzeci

@Roxann, ja też nie prowadzę z nimi rozmów o ślubie i małym białym domku wink Pisząc "inne oczekiwania" miałam na myśli obserwacje tego co robią i o czym najczęściej mówią, to zdradza intencje, plany, tęsknoty, oczekiwania itd.
Więc jeśli z kimś super mi się rozmawia, ale wyjeżdża mi z tekstami o trójkącie itp. to to mi wystarczy np.  by nie wchodzić w to głębiej na zasadzie "nie kalkuluję, zobaczymy co czas przyniesie".

Teraz tym bardziej nie wyobrażam sobie kierować się tylko 'hajem' pierwszego wrażenia, za stara na to jestem wink

1 882

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Teraz tym bardziej nie wyobrażam sobie kierować się tylko 'hajem' pierwszego wrażenia, za stara na to jestem wink

Niby tak, ale to właśnie tej "haj" sprawia, że osoby nieidealne stają się takie w naszych oczach. Bez tego trudno na starcie zaakceptować wady - ja sobie tego nie wyobrażam - związku bez miłości, że niby przyjdzie.. zawsze powtarzam mam 2 braci - 3 mi nie potrzeby tongue
Seks (pomimo wieku) też rozgraniczam. Po prostu mnie nie kręci z kimś do kogo nic nie czuje ot dla własnej satysfakcji. Dlatego tym bardziej się dziwiłam że pan X uważał mnie za boginię seksu tongue ale myślę że to po prostu uczucie, które było... tak działało...

1 883

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Niby tak, ale to właśnie tej "haj" sprawia, że osoby nieidealne stają się takie w naszych oczach. Bez tego trudno na starcie zaakceptować wady - ja sobie tego nie wyobrażam - związku bez miłości, że niby przyjdzie.. zawsze powtarzam mam 2 braci - 3 mi nie potrzeby tongue

Zgadzam się. Bez tego 'oszołomienia' trudno udawać, że druga osoba jest ideałem bez wad wink i zadurzyć się.
Pewnie dlatego zadurzam się od wielkiego dzwonu. wink
Tylko, że to też kwestia granicy/progu akceptacji dla bullshitu. U mnie jest on bardzo niski, pewnie dlatego niezwykle trudno też jest mnie oczarować pustą gadką i komplementami. Z drugiej strony bez komplementów nie ma flirtu itd. Ciężko ze mną smile


Seks (pomimo wieku) też rozgraniczam. Po prostu mnie nie kręci z kimś do kogo nic nie czuje ot dla własnej satysfakcji. Dlatego tym bardziej się dziwiłam że pan X uważał mnie za boginię seksu tongue ale myślę że to po prostu uczucie, które było... tak działało...

Mnie też taki seks od dawna już nie kręci.
Uważał tak, bo mu się podobałaś - dając tym samym odpowiednią stymulację i wrażenia z samego faktu bliskości, nie musiałaś w tym celu robić mu "głębokiego gardła" zwisając z żyrandola, jak to miewa miejsce gdy tych wrażeń jest mało, bo pożądanie opada.
Mnie również nie interesuje seks, gdzie trzeba tańczyć brejkdensa żeby facet miał satysfakcję.

1 884

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Seks (pomimo wieku) też rozgraniczam. Po prostu mnie nie kręci z kimś do kogo nic nie czuje ot dla własnej satysfakcji. Dlatego tym bardziej się dziwiłam że pan X uważał mnie za boginię seksu tongue ale myślę że to po prostu uczucie, które było... tak działało...

Mnie też taki seks od dawna już nie kręci.
Uważał tak, bo mu się podobałaś - dając tym samym odpowiednią stymulację i wrażenia z samego faktu bliskości, nie musiałaś w tym celu robić mu "głębokiego gardła" zwisając z żyrandola, jak to miewa miejsce gdy tych wrażeń jest mało, bo pożądanie opada.
Mnie również nie interesuje seks, gdzie trzeba tańczyć brejkdensa żeby facet miał satysfakcję.

Sama nie wiem... myślałam nawet że to przejaw arogancji.. z jednaj str mi mówił, że wie, że był najlepszym moim kochankiem jakiego miałam (zresztą to prawda tongue ale nigdy mu nie przytaknęłam wink) a z drugiej, że to co przeżył ze mną było niepowtarzalne i zawsze będzie za tym/mną tęsknił - o podobno wtedy czuł się naprawdę kochany.

1 885 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-08-23 08:14:20)

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Nie wiem czemu ale przy mnie ludzie jakoś łatwo się uzewnętrzniają… właśnie tacy z pozoru silni zaczynają opowiadać o jakichś swoich traumatycznych przeżyciach, tym co im leży na sercu.. a to mnie od razu rusza… tym bardziej, że zwykle dodają „nie wiem czemu o tym ci mówię, nikomu tego nie powiadałem”. A tajemnice powierza się chyba tylko zaufanej osobie, czyż nie? Dlatego jakoś automatycznie takie osoby przełamują mój pancerz niedostępności. Doceniam, że widzą we mnie nie tylko kobietę, ale i przyjaciela.

Roxann, to nie do końca może być tak, że ludzie powierzają tobie problemy, bo "dobrze ci z oczu patrzy". To, że nie ma przy tobie bliskich osób, z którymi mogłabyś szczerze porozmaiać o swoich problemach np. z panem żonatym, to, że ładujesz się w trudne związki, w których grasz pewną rolę tzn. nie możesz sobie w pełni pozwolić na bycie sobą i jeszcze wiele innych kreowanych przez ciebie sytuacji, które są dla mnie łatwo dostrzegalne, świadczą o tym, że twoja oferta miłosna i przyjacielska jest bardzo uboga. Skupiasz się na powierzchownościach, mrozisz swoje emocje w trakcie kontaktu z innymi i analizujesz sytuację, gdy już zostajesz sama. Wtedy wyraźnie możesz poczuć emocje innych, bo je rozkminiasz, analizujesz. Ale nie dzieje się to w trakcie kontaktu, dopiero, gdy zostajesz sama. To ściąga do ciebie osoby, które chcą coś z siebie wyrzucić, ale nie chcą budować bliskości z tobą i mają (nieuświadomioną) pewność, że przy tobie odbiją się od ściany.


EDIT: nie twierdzę, że wszystko, co tu piszesz to twoje fantazje, ale w sporej mierze tak właśnie jest. Jeśli się cofniesz kilka stron wstecz, to czarno na białym jest pokazane, jak wielokrotnie rozmijałaś się z prawdą. Wyraźnie widać, że kreujesz tu pewien swój wizerunek i potrafisz kłamać jak z nut, żebyśmy odbierali ciebie tak, jakbyś tego chciała. To też może być twój problem w realu, bo jeśli kreujesz się na kogoś, kim chcesz być, zamiast być sobą, to później musisz się dobrze pilnować i kontrolować, żeby inni nie odkryli prawdy a taki "dystans" zawsze jest wyczuwalny przez innych. Nie będziesz miała szansy na zbudowanie głębokiego porozumienia z drugim człowiekiem jeśli będziesz stale forsować swoje fałszywe self, aby ukryć to, co chronisz przed "oczami" innych. Co takiego wydarzyło się w twoim życiu, Roxann, że nie potrafisz być autentyczna? Nie chodzi o NIEodkrywanie siebie przed każdym, chodzi o grę, którą prowadzisz przed innymi, prezentację wykreowanego wizerunku. Nie zależy mi na twojej odpowiedzi na forum - to jest coś, co powinnaś przerobić sama z sobą, być może przy pomocy terapeuty.

Posty [ 1 821 do 1 885 z 3 618 ]

Strony Poprzednia 1 … 27 28 29 30 31 … 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026