summerka88 napisał/a:Jakbyś była przeciwieństwem Roxann, która manipuluje udając sierotkę, Ty Elle pod fasadą siły skrywasz prawdziwą wrażliwość i delikatność.
summerka88, To życie nauczyło mnie być silną, niezależną, najlepszą (choć wcale taka nie byłam). Wrażliwość, czy nieperfekcyjność uznawałam jako swoją największą słabość czy wadę. Tylko wśród wybranych ludzi, zaufanych mogłam być sobą – przyjąć pomoc, poradzić, czasem nawet wypłakać. Tu też (anonimowo) pokazałam swoje prawdziwe emocje, pisałam o dylematach, rozterkach, dało się pewnie zauważyć moją huśtawkę emocjonalną. Na co dzień nie mogłam tego pokazać, bo to by się kłóciło z moim „wizerunkiem” w pracy.
Bardzo podobał mi się Twój post w którym pisałaś o swoich doświadczeniach z korporacji, o tym, że tam każdy (pawie każdy), gra jakąś rolę, kreuje swój wizerunek dla swoich potrzeb, które pozwolą mu przeżyć i się przebić w tym środowisku, które nie lubi słabych jednostek. Poza tym tam jesteś non stop oceniany za swój „profesjonalizm” tak w wyglądzie, jak i zachowaniu, pracy, radzeniu sobie w trudnych sytuacjach. W pewnym momencie człowiek zaczyna funkcjonować jak maszyna, gdzieś tracić swoje ja. To też powoduje, że relacje z innymi ludźmi stają się też pozorne, powierzchowne. Trudno nawiązać wtedy prawdziwe przyjaźnie. Mi się wydawało że pan X jest właśnie taką osobą, której mogę zaufać, zwierzyć – jak mi coś szło źle, miałam chwile słabości, zawsze mnie wysłuchał, wspierał itd. A i tak się okazało, że robił to we własnym interesie 
Co do Elle, dokładnie mam/miałam tak samo z facetami (co nawet napisałam w swoim pierwszym poście tego wątku). Choć tez mi się wydaje, że jesteśmy zupełnie różne. Jedno jednak nas chyba łączy – strach/obawa? przed bliższą relacją, wpuszczeniem kogoś do swojego życia, pokazanie swojej wrażliwej natury… - zdjęcie maski silnej ze wszystkim sobie dającej radę kobiety.
Ja się tego powoli oduczam, ale jak widać od razu to jest podchwytywane i oceniane jako „sierotka” czy nawet manipulantka (choć to tylko forum). Nie chcę być „perfekcyjnym” tworem, tylko „normalną” kobietą, która też ma prawo do gorszych dni czy popełniania błędów.. czy do wyrażania emocji.
Edit: bardzo dobry na mnie wpływ ma też to nowe środowisko – wiadomo jacy są Włosi, bardzo emocjonalni (czasem aż za bardzo
), otwarci, bezpośredni, serdeczni. Ja nie czuję tu żadnej rywalizacji – owszem pracę trzeba wykonać, ale tak by wszystkim sprawiała przyjemność. Na każdym kroku się zaznacza, że większą rolę, wartość ma to co robimy poza pracą – relacje międzyludzkie, w tym rodzina i tzw korzystanie z życia. Włosi są naprawdę bardzo rodzinni. Bardzo pozytywnie mnie to zaskoczyło. I wcale nie jest tak jak się zwykło myśleć o m.in. ich podejściu do pracy „siesta, fiesta i maniana”. Tam nie ma nic na odwal… jest praca to wszyscy pracują ale w określonych godzinach. Rzadko się zdarza, że ktoś zostaje po godzinach, wręcz to jest źle widziane.
Takie są przynajmniej moje dotychczasowe spostrzeżenia…
I bynajmniej nie chcę wracać 
Edit2: pan żonaty odważył się jednak zrobić krok… wysłał zdjęcie/widok... wskazujące chyba gdzie jest (blisko), ale bez siebie… i bez komentarza. Ja też nie zamierzam nic odpisywać….