Elle, ale on ma do mnie pretensje.. bo dzwonił kilka razy też ze służbowego... a ja nie oddzwoniłam, przecież nawet jak byłam zajęta w tym czasie tzn w dzień to mogłam zaproponować alternatywę na wieczór itd.
1 236 2016-06-09 17:52:55
Podobne tematy
1 237 2016-06-09 17:54:27
Roxann widzieć podchody dojrzałego mężczyzny, ojca, męża...
Nie wiem czy zabawne czy żałosne. Gra jest i potrwa. Najwyżej będzie zmiana taktyki. Chodzi o to, żeby nie było porażki.
Raczej żałosne i smutne... patrząc na jego "status".
1 238 2016-06-09 21:21:29
Najśmieszniejsze, że on teraz próbuje we mnie wzbudzić poczucie winy.. no jak mogłam go olać skoro tyle przejechał by się spotkać.. Teraz on wielce obrażony. Nawet nie na to, że go nie przenocowałam, ale że w ogóle się nie odezwałam...
1 239 2016-06-10 00:17:45
Nie chciałaś wykorzystać okazji, żeby powiedzieć mu co o tym wszystkim myślisz?
To by może zakończyło sprawę i sytuacja byłaby jasna.
1 240 2016-06-10 00:38:52
Najśmieszniejsze, że on teraz próbuje we mnie wzbudzić poczucie winy.. no jak mogłam go olać skoro tyle przejechał by się spotkać.. Teraz on wielce obrażony. Nawet nie na to, że go nie przenocowałam, ale że w ogóle się nie odezwałam...
Doprawdy w "męskim" świecie to nic wyjątkowego!
Samce wielu gatunków stworzeń potrafią przemierzać nie setki, ale tysiące kilometrów z nadzieją na kopulację.
Wyjątkowe natomiast jest to, jak długo Ty potrafisz międlić ten sam temat i patroszyć bebechy komórki, prowadząc szeroko zakrojone badania nad każdym durnym SMS-em za 16 groszy wysyłanym przez faceta z "second handu", który od początku traktował Cię jak przedmiot i który miał Cię za tak głupiutką, że nawet nie wspomniał o złotym kółku na serdecznym palcu...
1 241 2016-06-10 08:31:08
Roxann napisał/a:Najśmieszniejsze, że on teraz próbuje we mnie wzbudzić poczucie winy.. no jak mogłam go olać skoro tyle przejechał by się spotkać.. Teraz on wielce obrażony. Nawet nie na to, że go nie przenocowałam, ale że w ogóle się nie odezwałam...
Doprawdy w "męskim" świecie to nic wyjątkowego!
Samce wielu gatunków stworzeń potrafią przemierzać nie setki, ale tysiące kilometrów z nadzieją na kopulację.
Nie można było dać lepszego komentarza
.
Moim skromnym zdaniem autorka tkwi po uszy w schemacie emocjonalnego uzależnienia od starego Casanowvy. Te opowieści, analizy, to że jakiś obcy człowiek, wie gdzie jedziesz na urlop, potem jakieś mętne tłumaczenie, że on to i tamto. Roxann - pod przykrywką kontroli nadal cię to kręci, tyle tylko, że teraz wymyśliłaś sobie, że to ty masz kontrolę, że się na nim odegrasz. Gdybyś spojrzała na siebie z boku, to zobaczyłabyś, że stoisz w miejscu. Ja tu nie widzę żadnej pracy nad sobą, ale sprytne udawanie, że wszystko ok
. Najwidoczniej jeszcze nie czas na ciebie.
1 242 2016-06-10 11:13:04
Roxann, lubisz jak on Ciebie goni... co będzie, kiedy przestanie?
Lubisz błyszczeć i nawet nie ma nic w tym takiego złego.
Ale konsekwencją Twojego upodobania w tym przypadku może być tzw niekończąca się historia.
1 243 2016-06-10 11:20:06
Ja bym mu napisała, w takiej czy innej formie, że nie jestem zainteresowana romansem z żonatym i dzieciatym. Krótki i treściwy komunikat (sprawdzone i działa). Facet powinien zrozumieć.
1 244 2016-06-10 11:55:07
Ja bym mu napisała, w takiej czy innej formie, że nie jestem zainteresowana romansem z żonatym i dzieciatym. Krótki i treściwy komunikat (sprawdzone i działa). Facet powinien zrozumieć.
Jasny, stanowczy komunikat, być może z przekazem, że nie będzie dłużej dyskretna, że to trudna sytuacja i musi poszukac rady u innych- rozwiąże sytuację.
Nadal uważam, że facet nie ma wielkiego problemy z Roxann.
To Jej nieodpisywanie może nawet go kręci. On po prostu wie, że i tak jest w centrum Jej zainteresowań.
To Roxann ma problem z nim. Przynajmniej tak to tutaj wygląda.
1 245 2016-06-10 12:10:55
? Komunikat?
Facet zachowuje się rzeczywiście jak samiec ze swoim stadem. Piękne porównanie z tym pokonywaniem odległości w wiadomym celu. I chyba trochę trzeba porównać jego zachowania do świata zwierząt. Uznał autorkę za cześć swojego stada, łatwo nie wypuści. Może konkurencja z innym samcem?
1 246 2016-06-10 12:23:43 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-06-10 12:28:13)
Najśmieszniejsze, że on teraz próbuje we mnie wzbudzić poczucie winy.. no jak mogłam go olać skoro tyle przejechał by się spotkać.. Teraz on wielce obrażony. Nawet nie na to, że go nie przenocowałam, ale że w ogóle się nie odezwałam...
A o czym ja mówię od pierwszego wpisu, Roxann?
Każ mu się zamknąć i wywal w końcu kawę na ławę. To aż tak trudne po tych przygotowaniach do zerwania cumy?
Niech szuka sobie nowej Elizy. Ty już na pochylni jesteś, gotowa do zwodowania.
Tak przynajmniej twierdzisz. ![]()
1 247 2016-06-10 12:27:44
Facet stałego, oficjalnego związku z Nią nie chce.
Na przyjaźń, bliższą znajomość raczej też szans nie ma, bo on otwarcie mówi czego chce.
Moim zdaniem tylko jasny i rzeczowy komunikat. Żadnych próśb lub tłumaczeń.
On nadal uważa, że Roxann się dąsa.
Może rzeczywiście z jego perspektywy tak to wygląda.
Dlaczego wiedział, że gdzieś jedzie, po co to wszystko?
Wydaje mi się, że Ona jeszcze też nie puszcza tej sprawy. Może to uczucie, które choć juz słabsze, to jednak daje o sobie znać.
Może to satysfakcja, że teraz on za Nią lata.
Tylko to droga donikąd.
Jak życie pokazuje na takich panów dobrze działa obawa, że wszystko się wyda. Nagle im rozum wraca i sami pilnują dystansu.
To może w ten sposób.
1 248 2016-06-10 17:45:13
Ale ten komunikat był już zapodany i to kilkukrotnie. Efekt taki, że on się wycofał z podtekstów dwuznacznych i znów chce tylko przyjaźni. Fakt, bawi mnie to jak on się teraz zachowuje i mam satysfakcję, że teraz to ja mam kontrolę. Nie wiem czy to chęć zemsty, odegrania… raczej nie mam takich pobudek, ale.. chociaż takie troszkę utarcie nosa panu, który myślał, że żadna mu się nie oprze. No ok, ja tez nie oparłam swego czasu, ale teraz to już zupełnie inna sytuacja. Ale fakt, to dalej jest gra
ja by się nie ugiąć a on by dopiąć swego...
1 249 2016-06-10 18:04:08 Ostatnio edytowany przez Klio (2016-06-10 18:09:47)
Ale fakt, to dalej jest gra
ja by się nie ugiąć a on by dopiąć swego...
Yyyyyyyyy.... myślę, że każdą taką grę jest bardzo łatwo zakończyć. W razie potrzeby mogę nawet zorganizować kurs sklęcia i chamskiej odzywki. Przyznam, że nie czytałam całego wątku, więc zapytam: czy istnieją przeciwwskazania dla potraktowania Pana obcesowo? Bo jak na mój gust jedna wiązanka by wystarczyła, żeby się odczepił...
Edycja: Bo właśnie takie nieodbieranie, kulturalne odpowiedzi: nie, odczytywane mogą być jako: kiedy kobieta mówi nie, tzn. że mówi tak.
Zupełnie inaczej to wygląda, gdy kobieta mówi: spi...j (tu wstawić odpowiedni do okazji rzeczownik). Wtedy przekaz odczytywany jest: kiedy kobieta mówi spi...j, tzn. że mówi spi...j.
Cackasz się z nim i jego uczuciami.
1 250 2016-06-10 18:10:18 Ostatnio edytowany przez cb (2016-06-10 18:15:14)
To było to przewidzenia, że będzie szukał "koleżeńskich" relacji i "zawodowych".
Napisz mu, że żadnych nie chcesz i koniec tematu. Nie zostawiasz mu wtedy pola do manewru i po sprawie.
Moim zdaniem nie trzeba tutaj chamstwa ani przekleństw. Wystarczy jasno i rzeczowo poprosić o zaprzestanie wszelkich form kontaktów. Dotychczas faktycznie on mógł odbierać "nie" jako "tak" i w pewnym sensie słuszenie, skoro Roxann sama się przyznajesz, że bawi Cię ta "władza". On to na pewno wyczuwa. Znajdź w sobie chęć do zakończenia tego definitywnie.
1 251 2016-06-10 18:21:39
Przeczytałam co parę postów i nie na wszystkich stronach, ale co jakiś czas natrafiałam na kolejną odsłonę: powiedziałam nie, ale on się uparł i tak jakoś wyszło...
Po przerobieniu tego scenariusza wielokrotnie, zrozumiałe jest, że on kulturalnego "nie" z jej strony nie odczytuje już jako nie.
1 252 2016-06-10 18:30:07
Klio, nie mogę mu napisać „Spie..” bo on ma dość duże wpływy i znajomości. Nie chcę mieć w nim wroga. Myślałam, że zwykły komunikat, że nie chcę mieć z nim kontaktu prywatnie, zablokowanie prywatnego telefonu i próba umoralnienia, by zajął się rodziną, wystarczą. Nie chcę z nim się już wdawać w dyskusje, bo ona na wszystko ma odpowiedź po swojemu. Myślę, mam nadzieję, że sam odpuści.. bez żadnych nieprzyjemnych scen… Nie chcę z nim wchodzić w wojnę, bo na starcie jestem słabszym przeciwnikiem. Stosując się do rad stąd, nie reaguję na jego zaczepki, nie odpisuję itd.
I jeszcze uściślając, byłam teraz w delegacji, a nie na wakacjach, więc on wiedział gdzie bo to z naszego projektu. Z szefem ustaliłam, że zostanę w nim do mego wyjazdu zagranicznego, czyli jeszcze niecały miesiąc.
1 253 2016-06-10 18:32:52
Rozumiem. W takim razie brak kontaktu jest wyjściem. Nie miej jednak złudzeń: on będzie Twoim wrogiem tak czy siak, niezależnie od formy zerwania.
1 254 2016-06-10 18:47:41
Skoro za miesiąc współpraca sama się skończy, to rzeczywiście nie ma sensu żadna rozmowa.
Machnąć ręką na takiego.
Tak ogólnie, to straszny typ. Zero moralności, empatii. Tu żona, tam kochanica. Takie cos mu się marzy.
Przykro się to czyta.
1 255 2016-06-10 18:48:23 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-06-10 19:13:26)
Klio, nie mogę mu napisać „Spie..” bo on ma dość duże wpływy i znajomości. Nie chcę mieć w nim wroga. Myślałam, że zwykły komunikat, że nie chcę mieć z nim kontaktu prywatnie, zablokowanie prywatnego telefonu i próba umoralnienia, by zajął się rodziną, wystarczą. Nie chcę z nim się już wdawać w dyskusje, bo ona na wszystko ma odpowiedź po swojemu. Myślę, mam nadzieję, że sam odpuści.. bez żadnych nieprzyjemnych scen… Nie chcę z nim wchodzić w wojnę, bo na starcie jestem słabszym przeciwnikiem. Stosując się do rad stąd, nie reaguję na jego zaczepki, nie odpisuję itd.
I jeszcze uściślając, byłam teraz w delegacji, a nie na wakacjach, więc on wiedział gdzie bo to z naszego projektu. Z szefem ustaliłam, że zostanę w nim do mego wyjazdu zagranicznego, czyli jeszcze niecały miesiąc.
Skoro chcesz to zakończyć raz na zawsze, musisz mu się postawić.
Jeśli tego nie zrobisz, dokąd będzie mu stawał, a Ty nie zbrzydniesz, nie uwolnisz się od niego.
On jest Twoim wrogiem od dawna. Dziwię się, że wciąż tego nie rozumiesz.
Pamiętaj. Ty masz nad nim przewagę. Ty masz do stracenia ewentualne kontakty biznesowe i czasowo zszarganą opinię jako kobiety.
On jednak, według tego, co piszesz, ma do stracenia o wiele więcej.
Chyba, że obawiasz się o własne życie. Wtedy to zrozumiem. W tym wypadku są jednak inne rozwiązania.
Nie zrozumiem jednak, jak można było, będąc wykształconym i niegłupim człowiekiem, dać się tak wkręcić w relację, której - według Twoich słów, nie da się zakończyć. Bo tak to wygląda z tego, co piszesz.
Żeby to jednak zrobić, trzeba tego chcieć, Roxann.
Gadanie, że nie chciałaś/nie chcesz w nim wroga, zarezerwuj na później.
Bo może się przydać, jak by co.
Gdy jego wciąż mityczna żona, zażąda Twojego udziału w rozprawie rozwodowej.
1 256 2016-06-11 16:27:55
Skoro za miesiąc współpraca sama się skończy, to rzeczywiście nie ma sensu żadna rozmowa.
Machnąć ręką na takiego.
Tak ogólnie, to straszny typ. Zero moralności, empatii. Tu żona, tam kochanica. Takie cos mu się marzy.
Przykro się to czyta.
Też tak uważam, dlatego ten już niecały miesiąc przeżyje.
Ale naprawdę go nie rozumiem.. ma w końcu tyle chętnych, a ja choć znam swoja wartość, nie uważam się za bóstwo. Po jaką cholerę jechał kilkaset km w ciemno? Naprawdę nie wiem już jak z nim rozmawiać, bo on zawsze wszyto przekręci.. by wyszło na jego. Teraz myślę, że ten wyjazd będzie wybawieniem, ale on już planuje mnie odwiedzać. Nie przechodzi mi jeszcze przez gardło "sper..". Ale chyba będzie musiało...
1 257 2016-06-11 18:55:42
Ale naprawdę go nie rozumiem..
Roxann, mało Ci jeszcze?
Ty nie potrafisz powiedzieć stop. Sobie. Jemu.
1 258 2016-06-11 19:39:48 Ostatnio edytowany przez horses (2016-06-11 19:43:14)
horses napisał/a:Skoro za miesiąc współpraca sama się skończy, to rzeczywiście nie ma sensu żadna rozmowa.
Machnąć ręką na takiego.
Tak ogólnie, to straszny typ. Zero moralności, empatii. Tu żona, tam kochanica. Takie cos mu się marzy.
Przykro się to czyta.Też tak uważam, dlatego ten już niecały miesiąc przeżyje.
Ale naprawdę go nie rozumiem.. ma w końcu tyle chętnych, a ja choć znam swoja wartość, nie uważam się za bóstwo. Po jaką cholerę jechał kilkaset km w ciemno? Naprawdę nie wiem już jak z nim rozmawiać, bo on zawsze wszyto przekręci.. by wyszło na jego. Teraz myślę, że ten wyjazd będzie wybawieniem, ale on już planuje mnie odwiedzać. Nie przechodzi mi jeszcze przez gardło "sper..". Ale chyba będzie musiało...
Nie wiem dlaczego.
Może jest zauroczony, zakochany, a może kręci go taka sytuacja?
Może jesteś jedyna, a może jestes jedną z wielu?
Chcesz zrozumieć, dowiedzieć się, to rozmawiaj.
Chcesz się uwolnić, to nie reaguj, przeczekaj.
Przyjaźń, szczera znajomość przy jego nastawieniu i Twoim nastawieniu również ( bo się go brzydzisz, jak pisałaś) nie ma chyba sensu.
Masz problem z podjęciem decyzji wobec tej sytuacji. Jak już będziesz pewna, to i rozwiązanie okaże się dziecinnie proste.
I to bez względu na to, czy będziesz chciała się uwolnić, czy też jednak będziesz chciała wejść z nim w układ. Sposób znajdziesz.
1 259 2016-06-12 14:48:38
Horses, ja już byłam i chyba wciąż jestem pewna swoich decyzji i nie zmieniam zachowania wobec niego (ignorancja), ale on za to zaczął się zachowywać zupełnie inaczej… Zmiana taktyki, działanie na oślep itd. Wczoraj dostałam kurierem piękny bukiet czerwonych róż (wie że takie kwiaty uwielbiam). Był liścik, wprawdzie bez podpisu ale wiem, że od niego bo … z wyznaniami… Już nawet nie jest zły o to ze go olałam będąc w delegacji i inne rzeczy o których nawet nie chcę nawet pisać, bo nic się kupy nie trzyma.. Najpierw chciał wzbudzić we mnie poczucie winy a teraz sam przeprasza... bez żadnego mego słowa.
Chyba rzeczywiście się nakręcił widząc moja obojętność… ![]()
Aż mu chciałam wysłać zdjęcie jego kwiatków na śmietniku... ale chyba lepiej nie reagować... Sama już nie wiem...
1 260 2016-06-12 16:06:50
Nie wiem, jak to między Wami wyglądało wcześniej. Może on Cię próbuje złapać na stare chwyty?
Trochę czasu może minąć, zanim się zorientuje, że to już nie działa i to jeszcze tak po prostu, a nie np. z powodu nowego faceta.
1 261 2016-06-12 16:40:50
cb, wcześniej wszystko było raczej naturalne, więc jakichś starych chwytów nie zauważam, ale.. tez myślę, że nie odpuści póki inny się nie pojawi.. jak ostatnio... Tyle, że ja wiedząc, że za niecały miesiąc wyjeżdżam nie mam ochoty się umawiać z kimś innym, angażować itd.. a on pewnie widzi zielone światło...
1 262 2016-06-12 17:44:50 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-06-12 17:46:47)
cb, wcześniej wszystko było raczej naturalne, więc jakichś starych chwytów nie zauważam, ale.. tez myślę, że nie odpuści póki inny się nie pojawi.. jak ostatnio... Tyle, że ja wiedząc, że za niecały miesiąc wyjeżdżam nie mam ochoty się umawiać z kimś innym, angażować itd.. a on pewnie widzi zielone światło...
No i sama widzisz, Roxann.
On o Tobie wie wszystko, a Ty o nim nic ponad to, co nie wykracza poza poziom poczty pantoflowej z ust tzw. "dobrze poinformowanych".
Zielone światło ujrzał, powiadasz.
Czyli znów w takim razie, gorączkowo i na siłę szukać będziesz zamiennika dla niego, bo wtedy się odczepi.
Inaczej nie można przecież, boć to nauczyciel i mentor.
Wpływowy i ustosunkowany.
Narobić więc może bałaganu. No i jak takiego nie kochać!?
Prowokuję, bo grasz od dłuższego czasu tę samą melodię, droga Autorko. ![]()
1 263 2016-06-12 18:14:24
Excop, nie wiem, bo on wciąż mnie próbuje zmiękczyć używając coraz to innych argumentów i sposobów.. Nie odzywam się, ale... znów się zaczynam zastanawiać.. ![]()
1 264 2016-06-12 20:03:22
Roxann ... po prostu nadal żonglujesz sprawdzonymi sztuczkami, po to, aby utrzymać jego zainteresowanie.
To się najczęściej udaje.
Podświadomie, albo i całkiem świadomie działasz w taki sposób.
W ten sposób chcesz udowodnić sobie i zainteresowanym, że to z jego strony bynajmniej nie to co tu w Twoim wątku odpowiadano, ale że to czysta i wzniosła prawdziwa miłość.
1 265 2016-06-12 21:51:06
Roxann a ja mam dla Ciebie jedna radę. Pęknij, ulegnij mu i pozwól by pokazał Ci na czym ta jego "miłość" polega. A gdy już weźmie co będzie chciał i przytulając Cie czule pocałuje w czółko i powie ze pędzi do zony bo jak wiesz miłość miłością ale "system" wzywa i narazie musi być tak jak jest (mimo ze bardzo chciałby by było inaczej) a Ty poczujesz sie wykorzystana, brudna i oszukana to moze dopiero wtedy przejrzysz na oczy. Narazie czujesz sie tak upojona i dopieszczona jego "wielkimi / tanimi "gestami ze szkoda czasu by Ci cokolwiek tłumaczyć. A to forum służy Ci w tym momencie już tylko i wyłącznie do tego zeby anonimowo moc sie popodniecac i pochwalić jak to żonaty facet za Toba lata...bo gdzieś w głębi serca wiesz ze na żywo bliskim osobom wstyd byłoby sie przyznać ze na coś takiego wogole sie godzisz.
1 266 2016-06-12 22:32:14
Nie odzywam się, ale... znów się zaczynam zastanawiać..
Czyli powiadasz, że wkrótce przybędzie kolejnych 30 stron do przewertowania

Rozpisywałaś się wcześniej na temat osobowości narcystycznej. Myślę, że trafiłaś w dziesiątkę, bo innego wytłumaczenia dla ciągłego wałkowania tematu Pana The Bold and the Beautiful i jego ogromnego zainteresowania Tobą, już nie widzę.
1 267 2016-06-13 11:50:54
Nawet ja doszłam już do podobnych wniosków na temat celowości tego wątku. Także nie wiem, ręce opadają. Dla mnie sprawa jest prosta. Roxann znasz gościa i na pewno wiesz, co mu powiedzieć, żeby się odczepił.
Co to za powód do dumy, że żonaty facet się Tobą interesuje?
1 268 2016-06-13 12:06:58
Excop, nie wiem, bo on wciąż mnie próbuje zmiękczyć używając coraz to innych argumentów i sposobów.. Nie odzywam się, ale... znów się zaczynam zastanawiać..
OK.
Niech powie żonie, ze kocha tylko Ciebie a nastepnie wyprowadzi sie do/dla Ciebie.
Skoro tak Ciebie kocha, to niech coś zrobi zamiast gadania, nawijania.
Przyjmij postawę typową dla sytuacji zdrady :
- nie wierz nic co słyszysz i tylko w połowę tego co widzisz.
Potrafisz postawić mu granicę ?
- jak chcesz być ze mną, to najpierw odejdź od innej.
czy wolisz być okłamywana tak jak jego zona ?
1 269 2016-06-13 12:58:05
Problem w tym, że Roxann nie chce niczego zakańczać.
Jest całkiem spore ryzyko, że jeśli przedstawi żonatemu sprawę tak wprost i takimi słowami, jakich użyła tu - to gość zrozumie, że to koniec i zastosuje się do tego.
A tego Roxann nie chce.
Roxann za wszelką cenę chce utrzymać status typu: oj ja biedna, co mam zrobić, przecież żonatego nie chcę, a tu masz ci los, ten tak o mnie zabiega i kwiaty wysyła ...
1 270 2016-06-13 13:24:51
A czy ja powiedziałam, że to jest powód do dumy, albo że się tym podniecam? To, co on robi jest dla mnie naprawdę żenujące, bo ewidentnie nie chce dać za wygraną… i bynajmniej nie o wielką miłość do mnie chodzi, tylko o urażone ego. Teraz patrzę poniekąd trochę jakby z boku na jego poczynania i zmiany taktyki. A to moje „zaczynam się zastanawiać”, nie tyczyło się ew dalszych rozkmin, czy może to jednak big love a on nie taki zły, tylko do czego jest zdolny i czy i ew kiedy będę zmuszona zastosować bardziej radykalne kroki.
Tak jak pisałam wcześniej, rozmawiałam z nim na ten temat i dostał on jasne komunikaty, ale nic to nie dało poza zmianą taktyki. Dalsza dyskusja z nim nie ma sensu. Denerwuję się tylko, co znów wymyśli… Nie chciałabym stosować się do szantażu czy grozić sądem... Na razie nie odzywam się, nie reaguję, ale tak jak napisała IsaBella77, może to przynosi rzeczywiście odwrotny skutek i jest odbierane jako gra, czy „sprawdzona sztuczka” by utrzymać jego zainteresowanie.
1 271 2016-06-13 13:35:26
Roxann, jaki szantaż, jaki sąd? Co Ty w ogóle wygadujesz? Po prostu nie reaguj, a samo się wypali.
Ale nie, Ty wolisz rozkminiać każdy gest i każde słowo gościa na drobne kawałki. Skoro ignorancja nie działa, napisz mu głośno i wyraźnie: Zablokowałam Cię, nie chcę z Tobą kontaktów, zaczęłam nowe życie i nie będę wracać do starego.
Żadne: Żegnaj, żadne: Do widzenia. Żadne: Powodzenia, trzymaj się czy przepraszam. Nic co dawałoby mu nadzieję. A potem nie reaguj, zobaczysz że da spokój.
1 272 2016-06-13 14:19:45
Też mi się wydaje, że taki komunikat by wystarczył. Warto byłoby jeszcze dodać, dlaczego Cię to nie interesuje dalsza znajomość i to wszystko.
Zresztą my tu podajemy po raz któryś tam proste i skuteczne rozwiązanie, a Roxann sama wiesz, co i jak mu powinnaś napisać, żeby dał sobie spokój.
1 273 2016-06-13 14:22:39 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2016-06-13 14:25:34)
A czy ja powiedziałam, że to jest powód do dumy, albo że się tym podniecam? To, co on robi jest dla mnie naprawdę żenujące, bo ewidentnie nie chce dać za wygraną… i bynajmniej nie o wielką miłość do mnie chodzi, tylko o urażone ego. Teraz patrzę poniekąd trochę jakby z boku na jego poczynania i zmiany taktyki. A to moje „zaczynam się zastanawiać”, nie tyczyło się ew dalszych rozkmin, czy może to jednak big love a on nie taki zły, tylko do czego jest zdolny i czy i ew kiedy będę zmuszona zastosować bardziej radykalne kroki.
Tak jak pisałam wcześniej, rozmawiałam z nim na ten temat i dostał on jasne komunikaty, ale nic to nie dało poza zmianą taktyki. Dalsza dyskusja z nim nie ma sensu. Denerwuję się tylko, co znów wymyśli… Nie chciałabym stosować się do szantażu czy grozić sądem... Na razie nie odzywam się, nie reaguję, ale tak jak napisała IsaBella77, może to przynosi rzeczywiście odwrotny skutek i jest odbierane jako gra, czy „sprawdzona sztuczka” by utrzymać jego zainteresowanie.
Roxann to takie proste...on tak dlugo bedzie robil podchody jak dlugo bedzie widzial i czul ze moga cos przyniesc. Krotki jasny komunikat zalatwilby sprawe. " Nie zycze sobie telefonow, kwiatow i odwiedzin ani tu ani w nowym miejscu zamieszkania. Wszystko co robisz pogarsza tylko sprawe i zabija resztki sympatii jakie mialam do Ciebie. Jesli serio chcesz mojego dobra to daj mi swiety spokoj i skup sie na swoim zyciu. Ja obecnie robie to samo. Zegnam i bez odbioru". Proste i dobitne a nie Twoje miauczenie ze nie mozecie sie spotykac i kontaktowac bo jest zonaty bo sro pierdo czyli dawanie mu powodow do dalszych tlumaczen ze owszem ale...ale...ale. Nie ma "ale", nie ma "byc moze jesli.." Jest koniec...o ile serio chcesz tego konca.
P.S. Nie tlumaczylabym mu powodow dla ktorych nie chcesz kontaktu. Przeciez on doskonale wie dlaczego a wyjasnianie to dawanie tylko pola do dalszej dyskusji....a dyskusja to wciaz nadzieja ze moze jakis argument slowny lub gest cos zmieni /poprawi.
1 274 2016-06-13 17:40:37
P.S. Nie tlumaczylabym mu powodow dla ktorych nie chcesz kontaktu. Przeciez on doskonale wie dlaczego a wyjasnianie to dawanie tylko pola do dalszej dyskusji....a dyskusja to wciaz nadzieja ze moze jakis argument slowny lub gest cos zmieni /poprawi.
Dobrze to ujęłaś. W tym tkwi mój cały obecny "problem". On nie przyjmuje do wiadomości, że nie chcę z nim żadnego kontaktu a wszelka dyskusja nie ma sensu dokładnie dlatego, o czym napisałaś. Ja już nawet nie chcę z nim wdawać się w jakąkolwiek rozmowę. Jasny komunikat też dostał + zablokowanie numeru prywatnego i maila.
I to naprawdę nie tak, że czuję się podekscytowana, że on wciąż zabiega, nie w taki sposób... no może troszkę, że utarłam mu nosa, ale nic poza tym. Czuję jednak pewien w sumie nie wiem jak to nazwać... Niepokój, poddenerwowanie wynikające z uczucia pewnego rodzaju osaczenia? Ja wiem, tzn domyślam się dlaczego on to robi - wie, że nie mam obecnie faceta, za niedługo wyjeżdżam i tam znów będę sama w nowym miejscu... i jak mnie teraz przekona do przyjaźni, to będzie mógł mnie "odwiedzać". Wtedy będziemy sami więc wszystko może się zdarzyć.. Na tyle już go rozszyfrowałam, że potrafię odgadnąć intencje... Poza tym już udowodnił, że przejechanie dla niego kilkuset km nawet w ciemno nie jest problemem. Mam jednak nadzieję, że jak dalej będę go olewać, to odpuści a jak wyjadę nie będę musiała otrzymywać z nim kontaktów służbowych. Naprawdę czuję się, jakbym wdepnęła w wielkie bagno z którego ciężko się wydostać, ale już na szczęście nie o "uczucie" do niego chodzi. Ono na szczęście mi minęło. Teraz chcę tylko by dał mi spokój bez żadnych scen... ale niestety po nim wszystkiego można się spodziewać, dlatego czuję poddenerwowanie... co znów wymyśli?? "Poświęcenie" z jechaniem w ślepo nic nie dało, próba wzbudzenia poczucia winy też nie, kwiatki z przeprosinami też nie... Obawiam się, że zmieni front i będzie chciał się odegrać za urażoną dumę. Obym się myliła... ale jak widac lubię martwić się na zapas ![]()
1 275 2016-06-13 17:50:50
Zawsze możesz zgłosić stalking gdy przedobrzy.
1 276 2016-06-13 18:03:43
Zawsze możesz zgłosić stalking gdy przedobrzy.
Niby tak, ale wolałabym tego uniknąć. Tak jak pisałam wcześniej - nie chcę mieć w nim wroga, nie chcę wchodzić na drogę sadową czy w jakikolwiek inny sposób zastraszać czy szantażować, bo to będzie równoznaczne z tym, że dalej będę się w tym bagnie taplać. Wiem, że mam przeciwko niemu niezbite dowody i powinnam czuć się "górą", ale do niczego mi taka walka nie jest potrzebna. Owszem, byliśmy kochankami, też "przyjaciółmi", ale ja chcę ten etap zamknąć bez scen.. Nie chcę wyciągać "brudów" sprzed kilku lat! To jakiś absurd! Nie wiem jednak co w jego głowie siedzi i do czego jest zdolny.. źle się z tym wszystkim czuję ![]()
1 277 2016-06-13 19:41:43
Paweło napisał/a:Zawsze możesz zgłosić stalking gdy przedobrzy.
Niby tak, ale wolałabym tego uniknąć. Tak jak pisałam wcześniej - nie chcę mieć w nim wroga, nie chcę wchodzić na drogę sadową czy w jakikolwiek inny sposób zastraszać czy szantażować, bo to będzie równoznaczne z tym, że dalej będę się w tym bagnie taplać. Wiem, że mam przeciwko niemu niezbite dowody i powinnam czuć się "górą", ale do niczego mi taka walka nie jest potrzebna. Owszem, byliśmy kochankami, też "przyjaciółmi", ale ja chcę ten etap zamknąć bez scen.. Nie chcę wyciągać "brudów" sprzed kilku lat! To jakiś absurd! Nie wiem jednak co w jego głowie siedzi i do czego jest zdolny.. źle się z tym wszystkim czuję
Wciąż czujesz się podwładną, Roxann.
Dopóki tego nie zmienisz (a formalnie taką nie jesteś, jak twierdzisz), dopóty nie uwolnisz się.
Radykalne rozwiązania w niektórych sprawach są niezbędne.
Ja akurat, tak widzę Twój problem.
1 278 2016-06-13 19:41:52
ivy71, ja bardzo cenię sobie Twoje wypowiedzi, bo przeszłaś przez coś podobnego i nie ukrywam, że byłaś dla mnie zarówno w pewnych sytuacjach „lustrem” a w innych wzorem. Nasze sytuacje różnią jednak co najmniej 2 zasadnicze kwestie: 1. Nie byłaś z nim związana służbowo; 2. Powiedzmy, że znałaś jego sytuację małżeńską, żona o Tobie wiedziała itd. Poza tym wszystko było jakby na bieżąco. Dobrze Excop określił, że jego żona dla mnie jest „mityczna”, a on obecnie ma wyższe stanowisko ode mnie i znacznie większe wpływy. Ten wyjazd jest dla mnie wybawieniem, jakoś do lipca przeżyję, choć w niepokoju, czy czegoś on nie wywinie.. „Znam” go na tyle, że wiem, że do wszystkiego jest zdolny.. kiedyś nawet pisałam, że nie chciałabym być na miejscu kogoś, kto mu zaszedł za skórę. Wiem, że potrafi być bezwzględny, dlatego… się boję! Choć sama nie wiem czego – reakcji?! Te jego dziwne kroki jeszcze bardziej mnie niepokoją… szczególnie te kwiaty z przeprosinami… sam pojechał, sam wydzwaniał, sam zarzucał mi że się zachowałam skandalicznie, jak mogłam nie odebrać telefonu, nie odpisać, nie zareagować.. a potem przeprasza?? Wy tu myślicie że się nakręcam jego zaangażowaniem, a ja zaczynam naprawdę się obawiać.. w końcu to facet bez uczuć, empatii.. w dodatki wie, że tak jak tu, tak i jak wyjadę będę sama…
1 279 2016-06-13 20:05:58 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-06-13 20:07:43)
Wciąż czujesz się podwładną, Roxann.
Dopóki tego nie zmienisz (a formalnie taką nie jesteś, jak twierdzisz), dopóty nie uwolnisz się.
Radykalne rozwiązania w niektórych sprawach są niezbędne.
Ja akurat, tak widzę Twój problem.
Do końca czerwca jestem i muszę mieć z nim kontakt służbowy, choć wolałabym i takiego nie mieć.. Nie wiem co potem.. Nie zmieniam pracy/firmy, tylko stanowisko w innym kraju...
1 280 2016-06-13 20:21:26
Excop napisał/a:Wciąż czujesz się podwładną, Roxann.
Dopóki tego nie zmienisz (a formalnie taką nie jesteś, jak twierdzisz), dopóty nie uwolnisz się.
Radykalne rozwiązania w niektórych sprawach są niezbędne.
Ja akurat, tak widzę Twój problem.Do końca czerwca jestem i muszę mieć z nim kontakt służbowy, choć wolałabym i takiego nie mieć.. Nie wiem co potem.. Nie zmieniam pracy/firmy, tylko stanowisko w innym kraju...
Nie zrozumiałaś.
Jesteś podwładną, bo taką się czujesz. Niezależnie od stanowiska i oddalenia od "przełożonego". To musisz zmienić.
1 281 2016-06-13 21:25:38 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2016-06-13 21:30:19)
Droga Roxanne ,
Wiem, że masz do siebie dystans, więc mogę Ci taki z przymrużeniem oka
, jak to ja, post napisać.
Biorąc pod uwagę mój dzisiejszy nastrój , ujęłabym w/w omawiany problem językiem filmowo-muzycznym:
Dostałam wczoraj update od pewnego bardzo cierpliwego widza Twojego serialu .
Pojawiłam się wcześniej na Twoim wątku, gdzie:
a. ustaliłam, iż rozumiem, dlaczego ten duet tak świetnie gra, tańczy i śpiewa ;
b. i ... zatrzymałam się na ... własnych gratulacjach z powodu uzdrowienia ![]()
Spędzam wieczorową porę muzycznie , jak zwykle i... słucham właśnie odpowiedniego tła muzycznego, do filmu, którego tytuł brzmi:
Never ending stoooory!
![]()
Ci, którzy mnie już trochę znają , wiedzą, iż przyjmuję tylko konkretne odpowiedzi na zadane przeze mnie pytania. Zatem:
Czy nie zechciałabyś zmienić już reżysera tego show ?
Odpowiedzi w moim kwestionariuszu są dwie :
a. Tak,
b. Nie.
Nie uznaję odpowiedzi c, ("nie wiem", "może" itp) z pobudek czysto osobistych ![]()
Jeśli zakreślisz odpowiedź a, podsunę Ci operową kwestię, jak tego reżysera skutecznie spławić ![]()
1 282 2016-06-14 00:07:36
Już powoli przestaję wierzyć w istnienie Roxanne.
1 283 2016-06-14 07:40:58
Wygląda na to, że on dąży do rozmowy, a ty się jej boisz.
1 284 2016-06-14 08:38:53
I_see_beyond, dobrze to ujęłaś. Pora zostać reżyserem a nie grać rolę drugoplanową. ![]()
Sama nie wiem czego się obawiam...
Może ogólnie jestem poddenerwowana tą całą zmianą, wyjazdem...
1 285 2016-06-14 09:15:08
horses napisał/a:Skoro za miesiąc współpraca sama się skończy, to rzeczywiście nie ma sensu żadna rozmowa.
Machnąć ręką na takiego.
Tak ogólnie, to straszny typ. Zero moralności, empatii. Tu żona, tam kochanica. Takie cos mu się marzy.
Przykro się to czyta.Też tak uważam, dlatego ten już niecały miesiąc przeżyje.
Ale naprawdę go nie rozumiem.. ma w końcu tyle chętnych, a ja choć znam swoja wartość, nie uważam się za bóstwo. Po jaką cholerę jechał kilkaset km w ciemno? Naprawdę nie wiem już jak z nim rozmawiać, bo on zawsze wszyto przekręci.. by wyszło na jego. Teraz myślę, że ten wyjazd będzie wybawieniem, ale on już planuje mnie odwiedzać. Nie przechodzi mi jeszcze przez gardło "sper..". Ale chyba będzie musiało...
Ty nie chcesz tego zakończyć. To po cholerę udajesz. Kontynuuj romans i tyle bo na nic innego liczyć nie możesz, wiesz o tym? Żal ci, ze przejechał kilkaset kilometrów?
Przeciez go na to stać, a poza tym skad pewność ze jechal tylko do ciebie. Naprawdę ,,wielkie,, wyrzeczenie, i tak udowodnił ze cie pożąda. Jest czym się cieszyć, ale raczej byłoby by gdybyś była jedyna w jego życiu, a nie jesteś jedyna.
1 286 2016-06-14 09:41:09
Już powoli przestaję wierzyć w istnienie Roxanne.
Ja też.
1 287 2016-06-14 09:57:59
Roxann, mam do Ciebie pytanie - czy Ty naprawdę chcesz definitywnie zakończyć znajomość z tym facetem, urwać kontakt, nie mieć z nim nic więcej do czynienia? Mam wrażenie, że tak naprawdę nie chcesz. Tłumaczysz się forumowiczom i sobie. Stań w prawdzie i odpowiedz sobie czy CHCESZ końca tej znajomości. Bo jeśli tak to nie ma siły, która by Cię powstrzymała. Cackasz się z nim, bo w głębi serca boisz się, że jeśli stanowczo powiesz nie on naprawdę sobie Ciebie odpuści. Tak to ja interpretuję po lekturze Twojego wątku. Nie szkoda Ci energii na analizowanie jego emocji, jego pobudek, jego zachowań. Póki będziesz ciągle skupiona na nim i na tym co od niego nie uleczysz się! Zajmij się sobą, analizuj raczej dlaczego Ty tak reagujesz na jego gesty i to co Ci wypisuje. Wbrew Twoim zapewnieniom, że ozdrowiałaś, ja myślę, że tkwisz dokładnie w tym samym miejscu co wtedy, gdy ten wątek zakładałas. Nawet jeśli piszesz pozornie z pogardą o nim, to da się wyczuć, że schlebia Ci zainteresowanie tego faceta. Ile tak jeszcze będziesz się kręcić w kółko? Nawet wyjazd na koniec świata nic nie da, póki nie zechcesz szczerze się od niego uniezależnić. Ja bym Ci doradzała jednak, byś zgodziła się na rolę kochanki. Jak by Cię wiele razy potraktował jak prawdziwą kochankę, dał odczuć, że jesteś mało ważna wobec jego rodziny, gdybyś poczuła się parę razy jak przysłowiowy materac to może byś otrzezwiala. On Cię nie kocha. Gdyby kochał nie chciał by Cię uczynić kochanką. Argument o dzieciach to tylko pretekst dla jego tchórzostwa i lęku przed porzuceniem strefy komfortu. Założę się, że mimo iż to bardzo ważny pan prezes, to przy żonie zamienia się w potulnego pieska. To pewnie ona jest ostoją w tym domu, założę się, że to ona umawia mu wizyty do dentysty, a nawet doradza w kwestiach kariery. Dlatego nigdy od niej nie odejdzie. Może sobie bajdurzyc o braku miłości, ale to z nią jest mu wygodnie i bezpiecznie. Obudź się wreszcie, bo całe życie zejdzie Ci na analizie jego osoby.
1 288 2016-06-14 18:42:05
cb napisał/a:Już powoli przestaję wierzyć w istnienie Roxanne.
Ja też.
Przewrotnie odpowiem, że mam nadzieję, że się nie mylicie i ta „Roxann” z tego wątku przestanie istnieć, tzn ta z problemami natury emocjonalnej, ze swoimi rozkminami. Sama mam dość siebie takiej więc się nie dziwię, że z boku to wygląda żałośnie.. ale… tak naprawdę to jest jedyne miejsce gdzie mogę się wygadać, wyrzucić z siebie co mnie dręczy (w tym temacie) itd. Duszenie w sobie jest najgorsze. Macie jednak rację, że rzeczywiście już nie ma sensu tu opisywać każdego kroku, analizować, zastanawiać.. W sumie wszystko wiem, mam konkretne palny… czas tym zająć głowę.
I wcale się nie dziwię, że takie wątpliwości się pojawiły, bo ja też widzę, że już tu piszę inaczej niż jeszcze jakiś czas temu, bez emocji.. co może budzić wątpliwości, czy to co piszę już nie jest szczere. Sama pamiętam jakie np. emocje mi towarzyszyły kiedy np. dostałam od niego smsa na Walentynki czy jak byłam z nim w restauracji… a jakie teraz kiedy przejechał te set km czy jak przysłał kwiaty – ani nie było szybszego bicia serduszka ani rączki mi nie drżały…itd.
Teraz naprawdę sama po sobie czuję w sobie zmianę i pewnie to widać po mich wpisach, choć może trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę w jaki sposób jeszcze w kwietniu pisałam, bo ta moja „przemiana” zaczęła się z początkiem maja, tzn ja tak czuję. Dlatego dajcie mi czas i troszkę więcej wyrozumiałości aż sama do tej „nowej” sytuacji się przyzwyczaję i w niej odnajdę. Nie wracam do punktu wyjścia pisząc o jego poczynaniach, zbyt daleko zaszłam, ale do siły i pewności siebie w swoich postanowieniach powoli się przyzwyczajam i uczę każdego dnia. Ja wiem, że wyszłam z bagna, ale jeszcze czuję się niepewnie na twardym gruncie, mając obawy, że czeka mnie jakaś pułapka… że chwila nieuwagi a znów w coś wdepnę. Nieco pond miesiąc po szoku przebudzenia… to dużo i niedużo patrząc na to jak bardzo byłam emocjonalnie uzależniona od tego człowieka i to przez kilka lat…
Cierpliwości...
To naprawdę się nie dzieje za pstryknięciem palca.. choć patrząc z boku mogłoby się tak wydawać, widząc beznadzieję mojej sytuacji i ślepego zauroczenia. Ja jednak naprawdę widzę w sobie różnicę i te uwagi tylko mi to potwierdziły - skoro niby dalej „rozkminiam” ale jednak już, jak zauważyłyście, nie jestem w tym autentyczna.. Dzięki! ![]()
1 289 2016-06-14 19:59:27
I_see_beyond, dobrze to ujęłaś. Pora zostać reżyserem a nie grać rolę drugoplanową.
Sama nie wiem czego się obawiam...
Może ogólnie jestem poddenerwowana tą całą zmianą, wyjazdem...
Honey , ja zadałam Ci konkretne pytanie .
Wróć do odcinka 1281 .
Polecenie brzmi: zakreśl w kółko odpowiedź a lub b.
Zwróć uwagę , że ja nie przewiduję opcji c , która pojawiła się w Twojej odwpowiedzi.
tak naprawdę to jest jedyne miejsce gdzie mogę się wygadać, wyrzucić z siebie co mnie dręczy
Po to te fora między innymi istnieją. Tylko pytanie dlaczego ... Ty tak długo na to pozwalasz ?
Nie oczekuję odpowiedzi. Oczekuję konkretnego działania. W tzw. realu.
1 290 2016-06-14 20:05:27
Honey , ja zadałam Ci konkretne pytanie .
Wróć do odcinka 1281 .
Polecenie brzmi: zakreśl w kółko odpowiedź a lub b.
Wiadomo, że a. Teraz trzeba to wcielić w życie, dlatego już żadnych rozkmin ![]()
1 291 2016-06-15 21:50:15
Eh, na forum niby wszystko takie łatwe, ktoś coś powie, doradzi itd.. ale życie się toczy swoim torem.. Ja już nie zamierzam rozkminiać, ale ostatni raz chcę napisać o sytuacji z żonatym… a to dlatego, że mając dystans wszystko da się przewidzieć i zareagować... Niby zupełnie błaha sytuacja… mieliśmy dziś spotkanie służbowe poza pracą… Oboje zachowywaliśmy się profesjonalnie, jakby nigdy nic.. po on powiedział, że zmówił mi taksówkę… no ok. Odprowadził i nagle powiedział, że ze mną się zabierze… No ok, środek dnia, jedziemy najpierw taksówką do mnie do pracy potem on jedzie dalej do swojej.. Usiedliśmy oboje na tylnym siedzeniu.. torebkę miałam na kolanach więc rękę trzymałam na siedzeniu.. on też… tyle że ja przy nodze on.. z rozmachem przy mojej.. Wtedy mi się przypomniało, jak zawsze trzymał mnie za rękę, nawet gdy prowadził.. dziwne uczucie ale wiedziałam do czego dąży – do kontaktu.. i kiedy tą ręką odgarnęłam sobie włosy.. on swoją przysuną na „moje miejsce” tak że gdybym położyła ją w to samo miejsce, to bym położyła na jego ręce.. Takie niby nic.. ale położyłam rękę na swojej nodze i zaraz dojechaliśmy na miejsce..
To chore..:/
1 292 2016-06-15 21:57:23
Jak na cudownie uzdrowioną ze związku strasznie mocno rozkminiasz ułożenie łapek względem ciała... Tak Ci się oczy szeroko otworzyły przy pomocy forum, że mogłaś ze szczegółami obserwować każde poruszenie. W głowie zaś nie postała myśl, ani nie została zwokalizowana: "weź te renke, ciasno tu" ![]()
Cackasz się, bo Ci na nim zależy i na jego dobrej opinii o Tobie. Stąd żadna stanowcza uwaga czy to po polsku, czy po "łacinie" przez gardło Ci nie przejdzie.
Cdn. nastąpi, a jakże...
1 293 2016-06-15 23:14:29
Nie Roxann, to nie jest chore.
To jest tylko żałosne i żenujące.
1 294 2016-06-15 23:30:20
Eh, na forum niby wszystko takie łatwe, ktoś coś powie, doradzi itd.. ale życie się toczy swoim torem.. Ja już nie zamierzam rozkminiać, ale ostatni raz chcę napisać o sytuacji z żonatym… a to dlatego, że mając dystans wszystko da się przewidzieć i zareagować... Niby zupełnie błaha sytuacja… mieliśmy dziś spotkanie służbowe poza pracą… Oboje zachowywaliśmy się profesjonalnie, jakby nigdy nic.. po on powiedział, że zmówił mi taksówkę… no ok. Odprowadził i nagle powiedział, że ze mną się zabierze… No ok, środek dnia, jedziemy najpierw taksówką do mnie do pracy potem on jedzie dalej do swojej.. Usiedliśmy oboje na tylnym siedzeniu.. torebkę miałam na kolanach więc rękę trzymałam na siedzeniu.. on też… tyle że ja przy nodze on.. z rozmachem przy mojej.. Wtedy mi się przypomniało, jak zawsze trzymał mnie za rękę, nawet gdy prowadził.. dziwne uczucie ale wiedziałam do czego dąży – do kontaktu.. i kiedy tą ręką odgarnęłam sobie włosy.. on swoją przysuną na „moje miejsce” tak że gdybym położyła ją w to samo miejsce, to bym położyła na jego ręce.. Takie niby nic.. ale położyłam rękę na swojej nodze i zaraz dojechaliśmy na miejsce..
To chore..:/
Czy nie mogłabyś już z nim wylądować w łóżku?
.
Długo to napięcie serialowe nam trzymasz
.
1 295 2016-06-15 23:39:39
Ja też tak się zastanawiam, Roxann, i nie mówię tego złośliwie - może po prostu się z nim prześpij: raz, drugi 5-ty i daj upust tym emocjom, może dzięki temu wbrew pozorom "trzeźwiej" spojrzysz. Bo historia najpewniej zatoczy koło i Ty znów 'popłyniesz', zatracisz się w emocjach, a on znów znajdzie 1000 wymówek dlaczego nie chce być z Tobą na codzień, dlaczego najlepiej jest wam "z dala od systemu"
i może w końcu dotrze do Ciebie, że w którą stronę się nie wygniesz, on nie poruszy się w kierunku Twoich marzeń o milimetr. Bo jemu jest najlepiej tak jak jest, właśnie dlatego, że będąc z Tobą na pół gwizdka nic nie musi i dzięki temu to jego 'uczucie' jest tak lekkie i wyłącznie z przyjemnością mu się kojarzy.
Niestety Tobie jeszcze z ogromnym bólem i świadomością, że nigdy nie będzie z Tobą.
Może jak się z nim prześpisz to zajdzie jakaś nieodwracalna zmiana w Twojej podświadomości, tak jak narkoman musi upaść na samo dno żeby ZECHCIEĆ się leczyć?
1 296 2016-06-16 00:35:17
Jestem tego samego zdania co Elle, już zresztą wcześniej Ci to doradzałam. Zostań jego kochanką, poczuj upokorzenie, żal, wstręt do siebie. Widocznie należysz do osób, które muszą nauczyć się na własnych błędach.
1 297 2016-06-16 09:04:23
Może jak się z nim prześpisz to zajdzie jakaś nieodwracalna zmiana w Twojej podświadomości, tak jak narkoman musi upaść na samo dno żeby ZECHCIEĆ się leczyć?
Masz rację Elle, z małym ale jednak.
Są ludzie, którym podoba się taki układ,
kręci ich to potajemne love story, romans, szybkie numerki lub planowane delegacje....czasem podświadomie,
a czasem świadomie, tylko muszą przekroczyć granicę, a później już leci.
1 298 2016-06-16 09:33:58 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-06-16 09:39:03)
Elle88 napisał/a:Może jak się z nim prześpisz to zajdzie jakaś nieodwracalna zmiana w Twojej podświadomości, tak jak narkoman musi upaść na samo dno żeby ZECHCIEĆ się leczyć?
Masz rację Elle, z małym ale jednak.
Są ludzie, którym podoba się taki układ,
kręci ich to potajemne love story, romans, szybkie numerki lub planowane delegacje....czasem podświadomie,
a czasem świadomie, tylko muszą przekroczyć granicę, a później już leci.
zgadzam się
z ostatniego "sprawozdania" Roxann chyba najważniejsza informacja to była ta, że jej się przypomniało jak to Pan żonkiś ZAWSZE, NAWET PROWADZĄC AUTO trzymał ją za rączkę.... achhhhh jak qu..wa romantycznie....
i weź tu zrezygnuj z takich dawek emocji, adrenaliny, łechtania ego (i nie tylko...)
dlatego ja już od jakiegoś czasu, czytając ten wątek, nie wierzę Roxann
wg mnie to wszystko jest przez nią przekoloryzowane... Roxann niczym innym nie żyje... chce być księżniczką, za którą lata piękny królewicz, który robi wszystko dla swej ukochanej - i jest nią... niestety, tylko w opowieściach na tym forum
tak, to żałosne...
opis z taksówki po prostu mnie odpycha... dla mnie to dno
dorosła kobita, a bawi się w dziewczynkę, którą tak łatwo zmanipulować i która tak się poddaje sterowaniu (bo co, sama sobie nie potrafi nr telefonu do tele-taxi wykręcić?)... ależ nie, ona tego zwyczajnie CHCE
i tyle
edit. nie wiem jak wy, ale ja się czuję na tym wątku ekshibicjonistycznie wykorzystywana...
Roxann wykorzystuje ludzi stąd, by budować swoje chore ego - zobaczcie, jaki ten jej świat różowy, cukierkowy, kolorowy i słodki...
dlatego Roxann napisałam - nie wierzę w Twoje istnienie... przynajmniej nie w takiej postaci, w jakiej tu sie przedstawiasz
mam podejrzenia, że jesteś zakompleksioną dziewczyną z cholernie niskim poczuciem własnej wartości... która wdzięczy się do żonatego gościa i analizuje na wszystkie strony jego reakcje... sorry, ale ja tak to odbieram... zaś tu tworzysz jakąś niemożliwą fikcję... to co robisz i co piszesz w głowie się nie mieści, więc inaczej być nie może...
1 299 2016-06-16 09:43:16
Elle88 napisał/a:Może jak się z nim prześpisz to zajdzie jakaś nieodwracalna zmiana w Twojej podświadomości, tak jak narkoman musi upaść na samo dno żeby ZECHCIEĆ się leczyć?
Masz rację Elle, z małym ale jednak.
Są ludzie, którym podoba się taki układ,
kręci ich to potajemne love story, romans, szybkie numerki lub planowane delegacje....czasem podświadomie,
a czasem świadomie, tylko muszą przekroczyć granicę, a później już leci.
Horses, on z pewnością do takich osób należy. Ja niby też lubię adrenalinkę, nakręcanie się, dobry seks, ale jestem w tym zaborcza i zachłanna dlatego nie ma opcji, że będzie odpowiadała mi rola tej drugiej. Nawet zaje..sty seks tego nie zrekompensuje, bo wiem, że szybko się przywiązuję do drugiej osoby.
Gdybym teraz zdecydowała się z nim przespać, pewnie wszystko by się od nowa zaczęło a ja początkowej euforii, za kilka dni, tygodni czy miesięcy wpadłabym w depresję. Takiego scenariusza jestem niemal pewna w 100%. Z 2 strony jakby się tak uprzeć, to ten ew romans przy moim wyjeździe, byłyby jak związek na odległość, a nie „układ” z żonatym. No ale ja potem tu wrócę i co? Nie widzę żadnego argumentu za, prócz może rozładowania napięcia.. ale wtedy i tak to on miałby podwójną satysfakcję, więc też słaby argument.
Wiecie, ktoś tu wcześniej nazwał go starym lowelasem, recydywistą… i rzeczywiście coś w tym jest, bo ja teraz jak trochę otrzeźwiałam, zauważam te jego żałosne „chwyty”, na które się kiedyś nabierałam… nie tylko o te ułożenie rączek chodzi, mnóstwo takich sytuacji, drobnych gestów było, ale już nie chcę Was tymi opowieściami zamęczać, choć może komuś się by to przydało, jako tzw „czerwona lampka”. Wtedy to mnie nakręcało, ekscytowało… teraz obserwuję to jakby troszkę z boku, bez większych emocji…i z politowaniem, że wtedy to tak na mnie działalo..
1 300 2016-06-16 09:48:18
Z 2 strony jakby się tak uprzeć, to ten ew romans przy moim wyjeździe, byłyby jak związek na odległość, a nie „układ” z żonatym.
Dobre to
Oto prawda o Roxann.