netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

ja, on i ten trzeci

3 617 odpowiedzi324 489 wyświetleńzałożony przez Roxann, 27.06.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Strony Poprzednia 1 … 15 16 17 18 19 … 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 041 do 1 105 z 3 618 ]

1 041

Odp: ja, on i ten trzeci

Nie wiem po co robicie z niego psychola.
Raczej jest do bólu typowym facetem.
Dla większości będących w nieudanych małżeństwach, idealnym rozwiązaniem nie jest wcale zmiana partnerki, tylko znalezienie jak to ładnie nazywają "uzupełnienia". I tyle. W domu odpowiedzialność, poza domem miłość.
Do tego właśnie dąży ten żonaty.
Excop - przypuszczam niestety, że każdy kolega by mu tak doradził.

1 042

Odp: ja, on i ten trzeci

Xymena, mam wrażenie, że on teraz panikuje tak jak ja jakiś czas temu, jednak podejrzewam, że to tylko element gry, ale już nie tej wyreżyserowanej, tylko pochopnej – bo nie wpisałam się w jego scenariusz i nagle musi na szybko zmieniać „wątki” by finalnie i tak zakończenie było na niego. Raz mówi jedno by zaraz drugie: chce tylko przyjaźni vs pożąda i nie może zapomnieć;  lubi mnie vs  kocha (platonicznie);  nie chce mnie blokować vs chce bym go kochała; nie jest odpowiednią partią dla mnie vs żebym go nie odrzucała itd. itd.
Jakiś czas temu mogłabym pomyśleć, że ma takie same dylematy jak ja.. (w końcu tacy podobni byliśmy tongue )


I jeszcze co do tego co napisał Excop.. tak sobie myślę, że mężatki dla takiego delikwenta może i są atrakcyjniejsze, bo wiadomo, nie będą niczego oczekiwały i tak samo zależałoby im na dyskrecji ale.. skoro już wiemy, że to tchórz, to wiadomo, że się boi w razie czego konfrontacji (a nawet w naszym środowisku był przypadek, że mąż niewiernej zemścił się na kochanku i to w sposób bardzo brutalny), a młode panny wiadomo, że interesuje głównie sponsoring, poza tym taka nie wiadomo, czy nie wypapla..  A „Roxann”- nie tylko podatny (wydawałoby się) ale i bezpieczny grunt .. do tego sprawdzony hmm Bo jak inaczej to tłumaczyć? 
Co ja w nim widziałam??? hmm

1 043

Odp: ja, on i ten trzeci

Ucieleśnienie ideału o połączeniu dusz i ciał smile

1 044

Odp: ja, on i ten trzeci
Xymena napisał/a:

Nie wiem po co robicie z niego psychola.
Raczej jest do bólu typowym facetem.
Dla większości będących w nieudanych małżeństwach, idealnym rozwiązaniem nie jest wcale zmiana partnerki, tylko znalezienie jak to ładnie nazywają "uzupełnienia". I tyle. W domu odpowiedzialność, poza domem miłość.
Do tego właśnie dąży ten żonaty.
Excop - przypuszczam niestety, że każdy kolega by mu tak doradził.

Masz rację, Xymeno, że każdy "kolega" by tak.doradził.
Tym bardziej świadczyłoby to o nim, gdyby "zasięgał porady" u jemu podobnych.
Z praktyki lub zamiaru. smile
Odpowiedzialność w Twojej interpretacji, to tylko strach przed.bolesną zmianą, moim skromnym zdaniem.
Skoro w tych kategoriach to.rozpatrujemy.
Jeśli zaś boczne uniesienia są prawdziwe, a on z tym nic nie robi (poza zawracaniem dupy Roxann), są wyłącznie przejawem czystego egoizmu. Tak dalekiego od czystości uczucia miłości.
Bo w dupie ma partnerkę. To wiemy od dawna.
Ale równie długo wiemy zatem, że Roxann była od początku przewidziana wyłącznie, jako obiekt w rodzaju "zaworu bezpieczeństwa".
I to, do wyłącznej dyspozycji "odpowiedzialnego, acz zakochanego". smile

1 045

Odp: ja, on i ten trzeci
cb napisał/a:

Ucieleśnienie ideału o połączeniu dusz i ciał smile

Cb, wiem, że to z boku żałośnie wygląda, ale ja się w nim zakochałam, kiedy nie wiedziałam, ze jest żonaty. Mało tego, nie był jeszcze wtedy prezesem. Dlatego to się wydawało dla mnie takie fajne, naturalne, wyjątkowe. Nagłe ucięcie znajomości jak widać  przyniosło opłakany skutek. hmm Co nie znaczy, że gdybym nie zerwała z nim wtedy byłoby lepiej, bo na pewno jeszcze gorzej.

1 046

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:

Ale równie długo wiemy zatem, że Roxann była od początku przewidziana wyłącznie, jako obiekt w rodzaju "zaworu bezpieczeństwa".
I to, do wyłącznej dyspozycji "odpowiedzialnego, acz zakochanego". smile

Wiesz, naprawdę mam wrażenie, że on mnie traktuje jakbym była jego może nie tyle własnością, co rości wobec  mnie jakieś prawa na zasadzie "pierwszej nocy". Skoro mnie kiedyś "miał" to i teraz może. Może rzeczywiście myślał, że mu łatwo pójdzie, jak wtedy. A skoro nie poskutkowało, to się mota.
Myślę jednak już teraz, że nie zaszkodzi mi w pracy, bo chyba wie, że ma więcej do stracenia. Ja mam wszystkie jego smsy, maile. Nie wykorzystam ich w ataku, ale w obronie, jakby coś wywiną, nie będę miała skrupułów.
On przecież nie wie o forum, nie wie w jakim punkcie jestem - ot wyjechał i wrócił. Zdezorientowany działa jak działa, ale to już jego problem smile

1 047

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
cb napisał/a:

Ucieleśnienie ideału o połączeniu dusz i ciał smile

Cb, wiem, że to z boku żałośnie wygląda, ale ja się w nim zakochałam, kiedy nie wiedziałam, ze jest żonaty. Mało tego, nie był jeszcze wtedy prezesem. Dlatego to się wydawało dla mnie takie fajne, naturalne, wyjątkowe. Nagłe ucięcie znajomości jak widać  przyniosło opłakany skutek. hmm Co nie znaczy, że gdybym nie zerwała z nim wtedy byłoby lepiej, bo na pewno jeszcze gorzej.

To nie było ironicznie. smile

1 048 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-24 18:27:11)

Odp: ja, on i ten trzeci
cb napisał/a:

To nie było ironicznie. smile

Cb, nie wiem co Ci odpowiedzieć, bo sama już tak nie myślę. Zakochałam się beznadziejnie – tak. Nie mogłam go wybić sobie z głowy – tak. Sam fakt jednak, że był wtedy żonaty.... choć pisałam wcześniej, że dla mnie to była „tylko” zmiana statusu.. to jednak w sensie, że nie wiem nic o żonie - pojawiła się nagle jak przeczytałam „żonaty”. Jednak pod tą „tylko” zmianą statusu kryją się inne kwestie, jak chociażby zakłamanie.  Ja nie wiem czy chciałabym być z takim facetem. No może gdyby po tych latach, jak wrócił, powiedziałby mi że się rozwiódł i dalej te swoje śpiewki jak to mnie kocha i jestem wyjątkowa i wie, ze ja go też. Wtedy ew tak, ale nie teraz. Ja znów „tylko” wink chciałam się pozbyć uczucia do niego. I chyba to nastąpiło.

Edit: chociaż jakiś czas temu pewnie bym napinała: jej, chociaż Ty mnie rozumiesz! wink

1 049

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
cb napisał/a:

To nie było ironicznie. smile

Cb, nie wiem co Ci odpowiedzieć, bo sama już tak nie myślę. Zakochałam się beznadziejnie – tak. Nie mogłam go wybić sobie z głowy – tak. Sam fakt jednak, że był wtedy żonaty.... choć pisałam wcześniej, że dla mnie to była „tylko” zmiana statusu.. to jednak w sensie, że nie wiem nic o żonie - pojawiła się nagle jak przeczytałam „żonaty”. Jednak pod tą „tylko” zmianą statusu kryją się inne kwestie, jak chociażby zakłamanie.  Ja nie wiem czy chciałabym być z takim facetem. No może gdyby po tych latach, jak wrócił, powiedziałby mi że się rozwiódł i dalej te swoje śpiewki jak to mnie kocha i jestem wyjątkowa i wie, ze ja go też. Wtedy ew tak, ale nie teraz. Ja znów „tylko” wink chciałam się pozbyć uczucia do niego. I chyba to nastąpiło.

Edit: chociaż jakiś czas temu pewnie bym napinała: jej, chociaż Ty mnie rozumiesz! wink

Chodziło mi o to, że tak retorycznie zapytałaś, co w nim widziałaś. Mnie się wydaje, że właśnie coś takiego widziałaś. A czy to prawda, to już inna sprawa. Takim się zaprezentował, jak go chciałaś widzieć. Częściowo to faktycznie on, a częściowo kłamstwa.

1 050

Odp: ja, on i ten trzeci
cb napisał/a:

Chodziło mi o to, że tak retorycznie zapytałaś, co w nim widziałaś. Mnie się wydaje, że właśnie coś takiego widziałaś. A czy to prawda, to już inna sprawa. Takim się zaprezentował, jak go chciałaś widzieć. Częściowo to faktycznie on, a częściowo kłamstwa.

To prawda. Teraz się z Tobą zgadzam.

1 051 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-24 19:09:20)

Odp: ja, on i ten trzeci
cb napisał/a:

Ucieleśnienie ideału o połączeniu dusz i ciał smile

Co się dla ciebie, cb, kryje za słowami "połączenie dusz i ciał" ?
Wydajesz się mi refleksyjna, stąd moja ciekawość...wreszcie ktoś z głębią (oprócz Excopa).




Roxann, a ty dalej rozkminiasz i analizujesz pana żonatego, zamiast zająć się sobą. Tylko ci się wydaje, że wyszłaś z bagna, bo masz nos i usta powyżej poziomu szlamu. Jednak cała reszta nadal ubabrana. Każdy ma swój czas, twój chyba jeszcze nie nadszedł. Czkam na kolejny odcinek serialu.

1 052 Ostatnio edytowany przez cb (2016-05-24 19:17:57)

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:
cb napisał/a:

Ucieleśnienie ideału o połączeniu dusz i ciał smile

Co się dla ciebie, cb, kryje za słowami "połączenie dusz i ciał" ?
Wydajesz się mi refleksyjna, stąd moja ciekawość...wreszcie ktoś z głębią (oprócz Excopa).

Ciężko to opisać. Możliwe, że nie potrafię. Połączenie na zasadzie, patrzysz komuś w oczy albo się przytulasz i to jest lepsze od seksu. Akurat tak się składa lubię przyjemności cielesne bardzo, ale mimo to wolę potrzymać tę osobę za rękę, bo to już wiele się dzieje niż mieć super seks z kimś innym.

Chciałabym kogoś takiego spotkać, na zasadzie niemodnego uzupełnienia braków i dopasowania. Jakoś nie widzę wokół siebie tych propagowanych przez psychologów i rozwój duchowy idealnych ludzi. Wiadomo, że każdy ma swoje własne piekiełko i swoje czarne strony. Ale pozostała we mnie resztkowa wiara, że można stworzyć szczęśliwy związek właśnie na tej zasadzie wspierania się, mimo że wchodząc w związki powinniśmy być tacy doskonali.
Bo jakoś naprawdę nie widzę tych ideałów. Tylko samotne osoby, które swoimi wadami próbują sobie wyjaśnić nieznalezienie partnera i pełnych wad i zalet, podobnych do nich innych ludzi w związkach.

1 053 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-24 19:55:46)

Odp: ja, on i ten trzeci

Cb,
Dziękuję za odpowiedź. Bije z niej smutek, ale także pokora wobec życiowego doświadczenia i umiejętność wyciągnięcia wniosków z lekcji, którą dał ci dawny kochanek. To sporo.
Jeśli myślisz, że facet, przez którego czułaś się źle, dzięki takim relacjom, jak z tobą miło spędza życie, to się mylisz. Pod gonieniem za emocjami kryje się pustka, którą te emocje przez chwilę zagłusza. Ale jak tylko obiekt się opatrzy, a uwierz mi, że obiekt szybko zaczyna mieć wady, poczucie pustki powraca i trzeba znowu zacząć szukać nowych emocji. Nie idź zatem tą drogą. Nie łudź się, że to właściwy szlak.
Co do ciebie, CB, bo jesteś o wiele bardziej interesującą osobą niż zagłuszający wewnętrzną pustkę, lowelas, to myślę, że w twojej głowie słyszysz gdzieś dzwony, ale nie do końca wiesz w którym kościele dzwonią. Bo to, że lowelas "odpowiedział" na twoją potrzebę "zlania się z kimś", nie znaczy, że dbał o twoje uczucia i dawał ci emocjonalne ciepło, którego tak naprawdę pragniesz.
Cb, czy możesz podać inną sytuację, w której czułaś się tak, jak CHCIAŁAŚ poczuć się w relacji z lowelasem?

1 054

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Cb,
Dziękuję za odpowiedź. Bije z niej smutek, ale także pokora wobec życiowego doświadczenia i umiejętność wyciągnięcia wniosków z lekcji, którą dał ci dawny kochanek. To sporo.
Jeśli myślisz, że facet, przez którego czułaś się źle, dzięki takim relacjom, jak z tobą miło spędza życie, to się mylisz. Pod gonieniem za emocjami kryje się pustka, którą te emocje przez chwilę zagłusza. Ale jak tylko obiekt się opatrzy, a uwierz mi, że obiekt szybko zaczyna mieć wady, poczucie pustki powraca i trzeba znowu zacząć szukać nowych emocji. Nie idź zatem tą drogą. Nie łudź się, że to właściwy szlak.
Co do ciebie, CB, bo jesteś o wiele bardziej interesującą osobą niż zagłuszający wewnętrzną pustkę, lowelas, to myślę, że w twojej głowie słyszysz gdzieś dzwony, ale nie do końca wiesz w którym kościele. Bo to, że lowelas "odpowiedział" na twoją potrzebę "zlania się z kimś", nie znaczy, że dbał o twoje uczucia i dawał ci emocjonalne ciepło, którego tak naprawdę pragniesz.
Cb, czy możesz podać inną sytuację, w której czułaś się tak, jak CHCIAŁAŚ poczuć się w relacji z lowelasem?

Jest mała wcina w wątek Roxann, ale mam nadzieję, że wybaczy smile

Tzn. dla uściślenia, odkąd się dowiedziałam, że ma żonę i to w ciąży (praktycznie jedna informacja przyszła po drugiej zaraz), to minęło kilka tygodni zanim ostatecznie zerwałam ten kontakt (po raz któryś zresztą, ale tym razem na amen, bo wreszcie są dla mnie realne powody).
Także nie wiem, czy mogę go nazwać kochankiem, ale w sumie mniejsza o nazewnictwo. Bez winy nie jestem, byłam w szoku, że się ożenił i spłodził potomka, nie zmieniając stosunku do mnie i potrzebowałam tych kilku tygodni, żeby go poprosić o zerwanie kontaktu.
On oczywiście też tak sobie elegancko lawirował i nadal by to robił: a to relacje zawodowe, a to koleżeństwo, a to przyjaźń, a to jestem ważną osobą w jego życiu etc. a gdzieś tam ja się powinnam skusić na te emocje i seks, przy czym on na koniec by uznał, że przez chwilę go poniosło i w ogóle to ja jestem kusicielką, a on może zawinił, ale to drobiazg, jaka tam zdrada. Tak podejrzewam, że to byłby jego scenariusz. Tylko ja się tym razem wyrwałam w odpowiednim momencie, bo dla mnie dziecko jest granicą granic. Moje można przekraczać, ale niewinnej istoty nie. Dodatkowo jak chodzi o fakty, dopiero się niedawno dowiedziałam, że on się jednocześnie z nią i ze mną spotykał, przy czym jeszcze gdzieś tam w tle przez jaki czas był jej partner... Nie mam pojęcia, jaki ona miała układ ze swoim partnerem ani czy o mnie wiedziała.

Nie jestem pewna, czy dobrze rozumiem Twoje pytanie? smile Czy były momenty, kiedy się dobrze czułam? W sumie te krótkie chwile, gdy się otwierał przede mną i nie zgrywał na pana opanowanego, człowieka sukcesu i kogoś lepszego niż inni. Taki narcyz typowy, emocjonalna pustka, jak napisałaś. No ale zazwyczaj dobrze się czułam zawsze jak się spotykaliśmy, jak już zrzucił tę maskę i pokazywał siebie.

1 055 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-24 20:17:33)

Odp: ja, on i ten trzeci
cb napisał/a:

Nie jestem pewna, czy dobrze rozumiem Twoje pytanie? smile Czy były momenty, kiedy się dobrze czułam? W sumie te krótkie chwile, gdy się otwierał przede mną i nie zgrywał na pana opanowanego, człowieka sukcesu i kogoś lepszego niż inni. Taki narcyz typowy, emocjonalna pustka, jak napisałaś. No ale zazwyczaj dobrze się czułam zawsze jak się spotykaliśmy, jak już zrzucił tę maskę i pokazywał siebie.

Pytałam o to, czy pamiętasz z przeszłości, może być nawet zamierzchłej, w Jakubice okolicznościach czułaś się tak jak chciałaś się czuć lub czasami czułaś się przy nim.

Piszesz, że "dobrze się czułam zawsze jak się spotykaliśmy, jak już zrzucił tę maskę i pokazywał siebie", ale co dokładnie znaczy "dobrze". Potrafisz nazwać te emocje, uczucia i zastanowić się, gdzie i kiedy już je czułaś wcześniej oraz czy to jest TO O CO CHODZI w relacji z drugim człowiekiem?

Cb, Nie o to chodzi, żeby wieszać psy na "twoim" panie żonatym, ale obśllizgły z niego typ. Takie mam odczucia po twoim poście.

Edit: Roxann skorzysta z naszej konwersacji, jak nie dzisiaj to kiedyś na pewno.

1 056 Ostatnio edytowany przez cb (2016-05-24 21:04:31)

Odp: ja, on i ten trzeci

Nie no ja na nim psów nie wieszam, trochę się specjalnie starałam nadać taki ton wypowiedzi, wpisując się w atmosferę forum.
Szczerze mówiąc, to widzę swoje wady i dlaczego on nie chciał wchodzić ze mną w inną relację niż typu kochanka (w sensie niezobowiązującej z jego strony relacji, czyli ja jestem na zawołanie seks/obiad/rozmowa, także dlatego używam tego słowa, bo de facto chyba tak się czuje kochanka). 

Nie takich emocji jak miałam w tym momencie przy nim to nie pamiętam. Dlatego też pewnie trudno byłoby mi się wyrwać. Taka błogość, poczucie jedności z kimś drugim i bezpieczeństwa smile Oczywiście to były tylko momenty, ponieważ poza nimi był przy mnie nieprzewidywalny i również rozchwiany emocjonalnie. Także dla tej błogości przymykałam oko na wszelkie wady, z wielu rzeczy umiałam zrezygnować. Potem powiedziałam sobie, że dość, rezygnować nie będę i do dziś trochę tego żałuję. Bo wydawało mi się z czegoś ważnego rezygnuję, a to chyba były rzeczy nieistotne.

1 057 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-24 21:49:59)

Odp: ja, on i ten trzeci
cb napisał/a:

Nie no ja na nim psów nie wieszam, trochę się specjalnie starałam nadać taki ton wypowiedzi, wpisując się w atmosferę forum.
Szczerze mówiąc, to widzę swoje wady i dlaczego on nie chciał wchodzić ze mną w inną relację niż typu kochanka (w sensie niezobowiązującej z jego strony relacji, czyli ja jestem na zawołanie seks/obiad/rozmowa, także dlatego używam tego słowa, bo de facto chyba tak się czuje kochanka).

naprawdę sądzisz, że masz wadę, która uniemoźliwiałaby związek z tobą w innym charakterze niż kochanka ?
Serio!?
Ale możesz mieć rację, że on widząc twoje zaangażowanie, może nawet zbyt duże jak na etap waszej znajomości, zwyczajnie je wykorzystał. Cała reszta jego zachowania to standard, ale czy nie daje tobie do myślenia skąd u ciebie poczucie "gorszości" i twoja "dostępność na zawołanie"? Myślałam o tym SKĄD I DLACZEGO masz takie myśli, emocje i zachowania?


cb napisał/a:

Nie takich emocji jak miałam w tym momencie przy nim to nie pamiętam. Dlatego też pewnie trudno byłoby mi się wyrwać. Taka błogość, poczucie jedności z kimś drugim i bezpieczeństwa smile Oczywiście to były tylko momenty, ponieważ poza nimi był przy mnie nieprzewidywalny i również rozchwiany emocjonalnie. Także dla tej błogości przymykałam oko na wszelkie wady, z wielu rzeczy umiałam zrezygnować. Potem powiedziałam sobie, że dość, rezygnować nie będę i do dziś trochę tego żałuję. Bo wydawało mi się z czegoś ważnego rezygnuję, a to chyba były rzeczy nieistotne.

Podejrzewałam, że nie podasz innych wcześniejszych sytuacji ze swojego życia, gdy miałaś analogiczne uczucia do tych, których dostarczała tobie relacja z panem żonatym momentami.
Straciłaś może kogoś ważnego w dzieciństwie albo jesteś DDA?

1 058

Odp: ja, on i ten trzeci

Skąd i dlaczego: wiem.
Dlaczego nie mogę podać takich odczuć z przeszłości? Bo ich nie było. Wiadomo dlaczego ich nie było. Trudne sprawy. Nie chcę się tu rozpisywać, ale dla oczytanej czy obeznanej osoby, nie trudno się domyślić z tego co napisałam.

Także wiem, że te krótkie chwile z nim dawały mi pewnie takie błogie uczucie, które powinnam była mieć dawno temu.
No ale żonaty on jest teraz, a jak się spotykaliśmy kiedyś, nie był.

Nie no sama nie wierzę w to... w te wady. Bo byłam w związkach i byłam wsparciem dla partnera, oczywiście nadwrażliwa, ale też niezawodna, pragmatyczna, opiekuńcza. Natomiast on jest i był mocno krytyczny w stosunku do mnie i lubił mi tak wypalić czasem, a ja to nad wyraz dobrze łykałam. Powinnam była się bronić, ale nie robiłam tego. Bywało, że po fakcie, ale nigdy w sytuacji. Ale fakt, że niektóre rzeczy mi skutecznie potrafił wmówić. Na przykład teraz jestem na etapie, że mi już by raczej nie mógł on czy ktoś inny wmówić, że jestem nieatrakcyjna.

1 059 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-24 22:21:19)

Odp: ja, on i ten trzeci

Cb, Szanuję i rozumiem, że nie chcesz pisać tutaj o trudnych tematach, ale mam nadzieję, że są obok ciebie ludzie, z którymi możesz o tym porozmawiać
Fajnie, że wiesz kiedy i jak zostały wgrane tobie niechciane programy i domyślam się, że wiesz, jak nad nimi pracować.

cb napisał/a:

No ale żonaty on jest teraz, a jak się spotykaliśmy kiedyś, nie był.

Jednak, jak sama wspomniałaś, był on od początku dla ciebie nieprzewidywalny i nie zawsze dostępny, przez co wasza relacja aktywizowała jeden z twoich programów. Rozumiesz Cb?

1 060 Ostatnio edytowany przez cb (2016-05-24 22:29:14)

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Cb, Szanuję i rozumiem, że nie chcesz pisać tutaj o trudnych tematach, ale mam nadzieję, że są obok ciebie ludzie, z którymi możesz o tym porozmawiać
Fajnie, że wiesz kiedy i jak zostały wgrane tobie niechciane programy i domyślam się, że wiesz, jak nad nimi pracować.

cb napisał/a:

No ale żonaty on jest teraz, a jak się spotykaliśmy kiedyś, nie był.

Jednak, jak sama wspomniałaś, był on od początku dla ciebie nieprzewidywalny i nie zawsze dostępny, przez co wasza relacja aktywizowała jeden z twoich programów. Rozumiesz Cb?

Mnie z tym żonatym chodzi o to, że jakoś to dla mnie ważne, że nie był w tym sensie, że nie byłam kochanką. O samo słowo.
Ta relacja to generalnie aktywizowała kilka moich programów smile. Zresztą u niego też aktywizowała, stąd pewna autentyczność w zachowaniach i odczuciach.

Porozmawiać mam całe szczęście z kim. Natomiast z Tobą tutaj pisze się też sympatycznie.

1 061 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-24 22:59:25)

Odp: ja, on i ten trzeci
cb napisał/a:

Mnie z tym żonatym chodzi o to, że jakoś to dla mnie ważne, że nie był w tym sensie, że nie byłam kochanką. O samo słowo.
Ta relacja to generalnie aktywizowała kilka moich programów smile. Zresztą u niego też aktywizowała, stąd pewna autentyczność w zachowaniach i odczuciach.

Porozmawiać mam całe szczęście z kim. Natomiast z Tobą tutaj pisze się też sympatycznie.

OK rozumiem. Słowo "kochanka" ma zabarwienie pejoratywne.

Ciekawe jest to, że sama masz doświadczenie w relacji podobnej do Roxann, wiesz jakie jest "podłoże" jej emocje a i tak gdzieś wcześniej w tym wątku wspominałaś, że być może się zakochała w panu żonatym. Od początku było widać, że najbardziej ekscytuje ją samo zainteresowanie nią samą i wszystko, co zewnętrzne.

Mnie też się z tobą miło pisze, bo wnikasz w głąb, w przeciwieństwie to płynięcia po powierzchni.

1 062

Odp: ja, on i ten trzeci

Tak to jest ciekawe, też z tego powodu, że Roxann miała coś w rodzaju przeciwieństwa mojego dzieciństwa. A jednak jesteśmy podobne do siebie, jak chodzi o tę duchowość, naiwność i romantyczne nastawienie do związków.
Różne programy się uaktywniają i jej pan żonaty też jest inny niż "mój". A sytuacja sama w sobie podobna. I te ich zabawy w manipulacje pracą. Dobrze, że jestem nauczona, że wszelka zależność jest ryzykowna i się jej wystrzegałam, choć mocno kusiło, żebyśmy się uzależnili chociaż zawodowo od siebie. Niełatwo było się temu oprzeć. Trzeba było postąpić trochę z pozoru nierozsądne, bo to by nam profity obojgu przyniosło i dobrze by nam się współpracowało, ale wtedy byłby pretekst do kontaktów od rana do nocy i nigdy by się to nie skończyło.

1 063 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-05-24 23:32:40)

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Excop napisał/a:

Ale równie długo wiemy zatem, że Roxann była od początku przewidziana wyłącznie, jako obiekt w rodzaju "zaworu bezpieczeństwa".
I to, do wyłącznej dyspozycji "odpowiedzialnego, acz zakochanego". smile

Wiesz, naprawdę mam wrażenie, że on mnie traktuje jakbym była jego może nie tyle własnością, co rości wobec  mnie jakieś prawa na zasadzie "pierwszej nocy". Skoro mnie kiedyś "miał" to i teraz może. Może rzeczywiście myślał, że mu łatwo pójdzie, jak wtedy. A skoro nie poskutkowało, to się mota.
Myślę jednak już teraz, że nie zaszkodzi mi w pracy, bo chyba wie, że ma więcej do stracenia. Ja mam wszystkie jego smsy, maile. Nie wykorzystam ich w ataku, ale w obronie, jakby coś wywiną, nie będę miała skrupułów.
On przecież nie wie o forum, nie wie w jakim punkcie jestem - ot wyjechał i wrócił. Zdezorientowany działa jak działa, ale to już jego problem smile

Oczywiście, Roxann, że "dokumentacja" nie ma służyć do ataku.
Ale, znając ludzi wiem, że ich działania niekiedy sprzeczne są z ogólnie pojętym, zdrowym rozsądkiem.
Nie zawadzi więc, by mieć na podorędziu kilka argumentów dla obrony. smile
On się miota, bo prawdopodobnie dostrzegł, że go przejrzałaś, bez zbytniej dywagacji z Twojej strony?
Może w końcu nabierze do Ciebie szacunku. Przez to właśnie? smile

1 064

Odp: ja, on i ten trzeci

Cb, rzeczywiście z tego co opisujesz, to nasze sytuacje są podobne. Ja też już coraz więcej rzeczy zaczynam dostrzegać, również inaczej zaczynam patrzeć na swoje wcześniejsze związki, dzieciństwo – zaczynam rozpoznawać te wgrane programy.
Co do manipulacji pracą i zależności choćby zawodowej – on wcześniej chciał bym była jego asystentką. Jak się nie zgodziłam, to zaczęliśmy być partnerami. I to co teraz robię jest też z pozoru nierozsądne, bo ten projekt nie tylko przyniósłby mi wymierne korzyści finansowe, ale i bezcenne doświadczenie zawodowe.
I też podobnie miałam z nim odnośnie tego, że świetnie się nam razem pracowało. Wiec to porozumienie było nie tylko w sferze „prywatnej”. On często mnie się radził, ja jego, wspieraliśmy się, dogadywaliśmy się świetnie. Mieliśmy podobne spostrzeżenia, uwagi, pomysły – myślę, że razem naprawdę moglibyśmy sporo osiągnąć. Tu już raczej nie o manipulację chodziło, tak mi się wydaje. W końcu, jak się okazało, skończyliśmy podobne szkoły, mieliśmy te same specjalizacje, nawet poza szkołą uczyliśmy się tego samego języka jako hobby – a to już są fakty. W końcu słyszałam jak w tym języku mówi, więc to nie była ściema, bym tylko myślała – jej, jacy my podobni jesteśmy. Także u mnie naprawdę wiele elementów się złożyło na to, że akurat TEN facet mi tak zawrócił w głowie… nie tylko adrenalina i sex hmm

1 065

Odp: ja, on i ten trzeci

Nie wątpię, że to było wiele elementów. Jakby chodziło o sam seks, to już dawno byś to miała za sobą.
Właśnie w tym rzecz, że takie sytuacje są trudniejsze, jeśli nie są czarno-białe. Mieliście faktycznie sporo wspólnego, było porozumienie, chociaż on oczywiście to specjalnie jakoś tam podkręcał, dla siebie i dla Ciebie.
No i jeszcze jeśli widzisz, że jakaś część emocji jest autentyczna po jego stronie, to też utrudnia.
Najłatwiej uznać: gość jest psychopatą, mendą społeczną i w ogóle obślizgłym jaszczurem. Wtedy to łatwo się uwolnić emocjonalnie. A trud polega na tym, żeby uznać jego dobre strony też i pozytywne aspekty tej relacji.
Tak wyczuwam, że dla Ciebie to też jest trudne, zrozumieć, że mogło być jednocześnie dobrze (chociaż obie mamy inną definicję tego dobra) i z drugiej strony kłamstwo, fałsz, krzywdzenie innej kobiety, dzieci.
Miłość to jednak nie była, a na pewno nie ze strony obu panów, chyba się z tym zgodzisz?

1 066

Odp: ja, on i ten trzeci

Cb, tak zgodzę się z Tobą. Dla mnie właśnie najbardziej niewyobrażalne i trudne do ogarnięcia było to, że potrafił tak idealnie rozgraniczyć 2 (co najmniej) życia. Fakt faktem, nie zbudowaliśmy „normalnej” relacji w tamtym czasie, nie mieszkaliśmy ze sobą dłużej niż przez kilka dni. Akurat nasz romans przypadł na czas między świąteczny, więc też nie było okazji spędzić ich razem (ciekawa jestem jakby z tego wybrną swoją drogą tongue), bo na wakacje pojechaliśmy razem. Więc tak jakby wszystko szło we właściwym kierunku. Przez te 7-8 msc naszego romansu było wiele różnych sytuacji, mamy sporo wspomnień.. i z tamtego czasu nie mam nic mu do zarzucenia.
Albo rzeczywiście tak super grał, albo ja byłam tak zaślepiona, że nic niepokojącego nie zauważałam. hmm
Potem w sumie też zachowywał się nienagannie a jego słowa o niespełnionej miłości brzmiały naprawdę wiarygodnie - patrzył mi prosto w oczy gdy to mówił hmm
Teraz już staram się chłodno na niego patrzeć, widzieć w nim zupełnie innego faceta, niż ten w którym się zakochałam.. i w ten sposób wypieram sentymenty.. myślę, że choć powoli, to jednak skutecznie…

1 067

Odp: ja, on i ten trzeci

Wiesz co, pomocne może być zdanie sobie sprawy z prostego faktu, że jakby on chciał, to rozwiódłby się żoną i już. A najwyraźniej jemu taki układ pasuje. Także nic Cię niestety dobrego już z jego strony nie czeka.

Podobnie u mnie, jakby chciał to by mnie wybrał i od początku mówił, co mu we mnie nie pasuje i co możemy z tym zrobić lub co mogę ja sama zrobić. Tak bym widziała danie nam szansy. Nie chciał, uznał, że inna kobieta będzie zwyczajnie lepsza dla niego ode mnie. Koniec historii.

To są ich decyzje, a my możemy podjąć taką, aby się uwolnić. Wiem, że jest ciężko, bo oni wracają jak bumerang. A ta gadka o niespełnionej miłości ok, może i tak, ale nadal upieram się, że to jest co najwyżej zakochanie. Nie podjął decyzji, żeby uporządkować swoje życie, zaangażować się w relację z Tobą i pokochać Cię. Tak moim zdaniem to jest, że zakochanie, fascynacja, zauroczenie, to nie do końca są świadome procesy (chociaż na pewnym etapie rozwoju już też), ale miłość to decyzja, chociaż oczywiście czasem nie zdajemy sobie sprawy, że podjęliśmy taką decyzję.

1 068

Odp: ja, on i ten trzeci

Cb, różnych sposobów próbowałam i myślę, że najgorsze już za mną. Nie mam już takich wahań nastroju, rozterek, jakie miałam jeszcze 1-2 msc temu. Nie czuję już tego ucisku w środku.
Oczywiście to nie jest tak, że z dnia na dzień wszystkie wspomnienia, żale znikną, ale jest już dobrze. Szczególnie w porównaniu z tym co było na początku roku hmm

1 069 Ostatnio edytowany przez cb (2016-05-25 12:45:27)

Odp: ja, on i ten trzeci

I dobrze. Tak trzymać.
A wspomnienia jakieś tam zostaną zawsze, mam tylko nadzieję, że wkrótce mocno zbledną i zastąpi je coś prawdziwszego smile

Powiesz, jak wygląda małżeństwo Twoich rodziców? Łączy ich miłość?

Edit: co mnie jeszcze utrudniało oderwanie się, to wiara w to, że to było obustronne uczucie. Bo jakoś nie mam tendencji do wzdychania do plakatu Justina Bibera i taplania się w nieodwzajemnionej miłości i werteryzmu. Dla mnie to by była krótka piłka, ale niestety widać po nim było to splątanie i przywiązanie. No ale jak już wyżej pisałam, zakochanie to jedno, a miłość to co innego. Tego się trzymam.

1 070

Odp: ja, on i ten trzeci
cb napisał/a:

Powiesz, jak wygląda małżeństwo Twoich rodziców? Łączy ich miłość?

Wiesz, zawsze mi się wydawało, że tak, ale jak się bliżej zaczęłam nad tym zastanawiać, to nie wiem czy przypadkiem małżeństwo moich rodziców nie jest właśnie taką tu wcześniej opisaną relacją 2 narcyzów - idealną pozornie. Tata - narcyz niekwestionowany, z jednej strony bardzo charyzmatyczny, odpowiedzialny o silnym charakterze...czasem bezwzględny a mama kobieta bardziej stonowana, spolegliwa, troskliwa. Ogólnie fajna z nich para, uzupełniają się, ale jednak mają ściśle określone role w związku, choć jest też między nimi duża namiętność (w sumie podobna relacja jak moja z tym żonatym). Mój tata ogólnie też bardzo podoba się kobietom i potrafi czarować, nie wiem czy dopuścił się zdrady. Myślę, że nie.
Poza tym, jak pisałam wcześniej, dostałam dużo miłości od rodziców ale też nie sprawiałam problemów. No właśnie... Mama nadopiekuńcza, bardzo kochająca zawsze. Natomiast tata... jak tak się zastanowić, to ja się tak naprawdę go bałam, bo wiedziałam jaki potrafi być bezwzględny, ale.... jak było się mu posłusznym, nie pyskowało, to był najlepszym ojcem pod słońcem, czułym, kochanym, który by dla swego dziecka nieba przychylił. Ja osobiście nie pamiętam jakichś traum w stosunku do mnie, bo się mu nie narażałam... ale pamiętam jak kiedyś najstarszy brat się zaczął buntować - to tata bez mrugnięcia okiem wyrzucił go z domu. Oczywiście się pogodzili i to dość szybko, ale 2 raz już bratu nie przyszło do głowy by sprzeciwić się ojcu. Ogólnie jednak dla każdego z nas tata jest autorytetem, szanujemy go ale wolimy nie wchodzi mu w drogę.
Nie wiem jednak czy ten mój wyjazd z rodzinnego miasta nie był przypadkiem ucieczką, chęcią życia samodzielnie i decydowania o sobie, bez kontroli i konieczności spowiadania się tacie.

1 071 Ostatnio edytowany przez cb (2016-05-25 13:36:02)

Odp: ja, on i ten trzeci

To faktycznie brzmi trochę, jak podobna relacja do Twoich rodziców i Twojej z ojcem. Jeśli jest pomiędzy nimi namiętność do tej pory i to udane małżeństwo, to faktycznie dobry wzorzec. To że ojciec bywa bezwzględny, no jakieś wady człowiek musi mieć. A dzieci raczej dobrze wyczuwają, co się dzieje między rodzicami, więc nie sądzę, żebyś to jakoś teraz jeszcze idealizowała.
Natomiast wyjazd z domu i życie na własną rękę, to zupełnie naturalna próba usamodzielnienia się, tylko trochę wpadłaś pod opiekuńcze skrzydła pana żonatego. A teraz jest pewnie moment, żeby się tak na serio usamodzielnić albo i nie. smile Skoro inni mężczyźni postrzegają Cię jako materiał na dominująca partnerkę, to znaczy się, że raczej nie jesteś bezradną kaczuszką.
W sumie też tak mam, że przy innych chcąc nie chcąc zaczynałam wchodzić w rolę silniejszej osobowości, a przecież jestem wrażliwa i nie wyglądam na heterę wink.
Najchętniej widziałabym się w związku partnerskim, ale z domieszką tradycji dla równowagi i zachowania chemii wink Czyli w ważnych kwestiach partnerstwo, a w szczegółach i nie na serio to już inna sprawa.

Co mnie zastanawia, to jak to możliwe, że masz wzorzec dobrego związku z miłością u rodziców, a jakoś dałaś się złapać na powierzchowne rzeczy i trudno Ci się z tego wyzwolić. Tzn. nabrać się każdy może, szczególnie niedoświadczony i trzymany pod kloszem, tylko nie rozumiem tego mechanizmu u Ciebie, dlaczego to tak długo Cię trzyma. Może to faktycznie forma narcyzmu komplementarnego, ktoś to tak wcześniej rozpracował. Jakbyś to sama wyjaśniła?

1 072 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-25 14:10:39)

Odp: ja, on i ten trzeci

No właśnie tak to troszkę wyglądało, że spod skrzydeł tatusia, wpadłam pod skrzydła pana żonatego. To był pierwszy facet, któremu z przyjemnością mogłam zaufać i (p)oddać. W sumie jak tak się zastanowić, to rzeczywiście mają wiele cech wspólnych z moim ojcem - może dlatego tak jakoś od razu naturalnie zaczęliśmy się przyjaźnić, polubiliśmy. Nic mnie w nim nie denerwowało, nie przeszkadzało itd.
Bynajmniej nie jestem bezradną kaczuszką, choć pan żonaty swojego czasu mnie tak onieśmielał, że mogłam wyglądać na bezradną wink ale w innym sensie i z innego powodu. Bo ogólnie raczej nie brakuje mi pewności siebie i mam swoje zdanie. I na co dzień raczej nie pokazuję swojej wrażliwej natury.

cb napisał/a:

Co mnie zastanawia, to jak to możliwe, że masz wzorzec dobrego związku z miłością u rodziców, a jakoś dałaś się złapać na powierzchowne rzeczy i trudno Ci się z tego wyzwolić. Tzn. nabrać się każdy może, szczególnie niedoświadczony i trzymany pod kloszem, tylko nie rozumiem tego mechanizmu u Ciebie, dlaczego to tak długo Cię trzyma. Może to faktycznie forma narcyzmu komplementarnego, ktoś to tak wcześniej rozpracował. Jakbyś to sama wyjaśniła?

Ta forma narcyzmu komplementarnego do mego przypadku pasuje idealnie, ale pewnie jest wiele innych czynników. Wyśle, że jednym z nich było poczucie bezpieczeństwa, jakie mi dawał - takie wiesz, jak kiedyś tatuś - że gdzieś jest, czuwa by mi się nic złego nie działo, wesprze, obroni w razie czego zawsze możesz z nim porozmawiać, poradzić itd. Chyba mam w sobie jakiś pierwiastek uległości i zależności, być może przez to wychowanie pod kloszem i dominujący charakter mego ojca. Teraz tak trochę czuję, jakbym straciła któryś z filarów w fundamencie - no jak, już go nie będzie w moim życiu, kto mnie będzie tak dopingował, tak we mnie wierzył? W sumie o wszystkim z nim rozmawiałam. Także tu nawet nie o sprawy damsko-męskie, związek stricte chodzi...w tym moim poczuciu straty i niechęci, niemożności odcięcia się od niego. W sumie był tu "ze mną" a raczej zawsze gdzieś obok właściwie odkąd się tu przeprowadziłam. Z nikim nie udało mi się stworzyć takiej więzi.. tzn tak mi się do niedawna wydawało wink
Poza tym, też miałam wrażenie, że i ja jestem mu potrzebna i ważna, wiec nie byłam tą stroną, która tylko "brała", myślę, że oboje zaspakajaliśmy swoje "braki" żyjąc jak by się mogło wydawać w symbiozie a tak naprawdę pasożytując na sobie hmm

1 073

Odp: ja, on i ten trzeci

Powiem Ci, że to jest ciekawe. Bo generalnie to jest ta teoria o pustych zbiorniczkach miłości etc. i poszukiwaniu uzupełnienia w partnerze, a Ty ze swoim dzieciństwem masz w sumie takie same potrzeby jak ja. U mnie one nie były nigdy zaspokojone, u Ciebie były i teraz obie szukamy tego na zewnątrz.

1 074 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-25 18:01:55)

Odp: ja, on i ten trzeci
cb napisał/a:

Powiem Ci, że to jest ciekawe. Bo generalnie to jest ta teoria o pustych zbiorniczkach miłości etc. i poszukiwaniu uzupełnienia w partnerze, a Ty ze swoim dzieciństwem masz w sumie takie same potrzeby jak ja. U mnie one nie były nigdy zaspokojone, u Ciebie były i teraz obie szukamy tego na zewnątrz.

U mnie to raczej szukanie w kimś innym tego co miałam w dzieciństwie - a miałam ten obraz wręcz zbyt idealny, doświadczyłam miłości bezinteresownej, ciepła. To właśnie teraz mi tego brakuje, nie wtedy. Tak jak ktoś wcześniej powiedział, ominął mnie tak jakby okres dorastania. Dopiero po wyprowadzce od rodziców i uwolnieniu się spod klosza, żyję bez "nadzoru i ochrony", ale jednocześnie brakuje mi tego ciepła, czułości, wsparcia, zrozumienia, zainteresowania... jakie dotąd miałam w domu. On właśnie mi te "braki"  uzupełniał w jakimś stopniu. Nie musiałam go widzieć codziennie. Wystarczyło, że wiem, że gdzieś jest i zawsze mogę na niego liczyć. Że jakby coś się działo, to mi pomoże, że zawsze mogę się do niego zwrócić z problemem, pochwalić jakimiś osiągnięciami itd. A te wybuchy namiętności, to był bonus.

Edit: także myślę, że u mnie to uzależnienie emocjonalne od niego miało zupełnie inne źródło (choć efekt i konsekwencje podobne). Kiedy go poznałam szybko wzbudził we mnie zaufanie, polubiłam go a to się u mnie rzadko zdarza, bo zwykle jestem bardzo ostrożna przy nawiązywaniu bliższych relacji. Nie wiem z czego to dokładnie wynikało, chyba z tego ‘podobieństwa’, że się tak dobrze rozumieliśmy. Poza tym on stworzył otoczkę, że przy nim czułam się bezpieczna – coś na zasadzie: „przy mnie krzywda ci się na pewno nie stanie, zawsze możesz na mnie liczyć”. Na tamten czas, to było dla mnie nieocenione. Był moją właśnie taką bratnią duszą i najbliższą osobą w nowym miejscu. Nawet jak czegoś nie chciałam mówić, on szybko odgadywał co mnie dręczy, pocieszał, wspierał, pomagał się odnaleźć w nowym środowisku itd. Także w jakimś tam stopniu zastąpił mi tu rodzinę, która była daleko a z którą byłam zawsze bardzo silnie związana. Do tego te jego opowieści o trudnym dzieciństwie, braku wsparcia, miłości... tak mi go było szkoda, bo ja miałam tego aż nadto. Dlatego też chciałam pokazać mu mój "świat". I tak w miarę upływu czasu pojawiło się (przynajmniej z mojej strony) uczucie i nasza znajomość przekształciła się w romans – niby idealna kolejność.  Potem szybko się wszystko potoczyło. I nagle jak grom na mnie spadło „żonaty”. hmm
Inna rzecz, że on zawsze mi mówił, że jestem atrakcyjna i mądra, motywował bym wierzyła w siebie i nie bała wyzwań. Więc troszkę inaczej niż u Ciebie. Owszem, czasem patrzył na mnie może nie z politowaniem, ale niedowierzaniem, jak idealistyczne mam podejście do życia, jak wrażliwa jestem. Ale też mówił, że przez to mnie ceni, bo jestem „inna”, taka nieskażona „wawką”, że zawsze mu poprawiam humor, że mam w sobie dużo ciepła itd. No ale jak widać ostatecznie wykorzystał to.. dla swoich celów hmm I komu tu wierzyć? wink


Edit2:Myślę, że rzeczywiście coś jest na rzeczy z tym narcyzmem ukrytym (bo ten „normalny” nie do końca do mnie pasował, właśnie przez moją wręcz nadwrażliwość i uczuciowość).  I faktycznie, rodzice często mnie chwalili, ale to tez nie było tak, że za nic. No może mama wink ale na komplementy i uznanie z ust taty trzeba było zasłużyć, a to nie było łatwe. Ale za to jaką miało się wtedy satysfakcję smile I to nie też tak, że będąc najmłodszą, byłam tylko rozpieszczana. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że z jednaj strony klosz był szczelniejszy ale wymagania większe. Nie raz oberwałam (nawet paskiem ;P), ale wiedziałam za co, podobnie z pochwałami. Pewnie dlatego pomimo tego całego klosza, nie jestem nieporadną kaczuszką  jak to nazwałaś:) ale w inne sferze życia, bo moi rodzice wspierali mnie w rozwoju, motywowali do działania, widząc, ze mam potencjał (podobnie jak pan żonaty), ale kompletnie moje życie „miłosne” ich, tzn taty nie interesowało, wręcz nawet mi zabraniał, mówiąc, że mam czas, poza tym według niego żaden nie był dla mnie odpowiedni wink No i skutki są jakie są hmm

1 075 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-25 19:28:41)

Odp: ja, on i ten trzeci

Cb, a tak w ogóle dzięki, że napisałaś smile
Zawsze jest fajnie poznać punkt widzenia osoby, która coś podobnego przeżyła. Jak napisała Summerka, jestem już głową poza szambem, ale wydostawanie się z niego to jest proces. Jednak zauważam po sobie podbudowujące symptomy: brak rozterek, tęsknoty, gasnące zainteresowanie… on naprawdę staje się mi „obcy”, potarfie już w chłodny sposób na niego spojrzeć. Wolę jednak ten proces przejść w swoim tempie, niż ad hoc i potem znów wracać.. jak ostatnio. Nie chcę „klina”. Mam nadzieję, że jak się uporam z tym uczuciem, które było dla mnie kulą u nogi, to wejdę w nowy związek bez sentymentów do tamtego i odnajdę szczęście, spełnienie. Oby! wink ja jak nie kocham to nie żyję – pułapka wrażliwców wink

1 076

Odp: ja, on i ten trzeci

I na pocieszenie dodałabym, że ty Roxann masz szansę być jeszcze szczęśliwa, a on przy takim podejściu do życia niekoniecznie.
Od mojego kolegi usłyszałam, że na szczęście już nie tak wiele życia pozostało. Każdy ma, to co wybiera.

1 077

Odp: ja, on i ten trzeci
Xymena napisał/a:

I na pocieszenie dodałabym, że ty Roxann masz szansę być jeszcze szczęśliwa, a on przy takim podejściu do życia niekoniecznie.
Od mojego kolegi usłyszałam, że na szczęście już nie tak wiele życia pozostało. Każdy ma, to co wybiera.

Xymena, nie wiem w jakiej sytuacji jest ten Twój znajomy, ale raczej to nie 30-40-latek, no chyba że poważnie chory. Ja mam o tyle drogę wolną bo nie mam zobowiązań w postaci męża, dzieci. Ale ciężko znaleźć kogoś odpowiedniego, szczególnie w innym mieście, w którym się znalazłam w wieku kiedy raczej większość jest w związkach.

1 078

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann, faktycznie dobrze te różnicę wyłapałaś, też o tym myślałam. On mnie mocno krytykował, teraz bym umiała sobie z tym lepiej radzić, ale to też zależy od konkretnego zarzutu. Jeszcze sporo pracy przede mną jak chodzi o samoocenę.
Zresztą niemożliwe, żeby sam wierzył niektóre rzeczy, które mi mówił, bo swoim zachowaniem dowodziłam przecież czegoś przeciwnego...

No narcyzm komplementarny to jest tylko jakieś tam hasło. Trochę pomocne, ale też nie ma co się szufladkować.
Właśnie też mnie to zastanawiało, dlaczego nie miałaś wsparcia w rodzicach, jakoś Cię nie ostrzegli, nie wybadali gościa (pewnie by po jednym spotkaniu dzięki doświadczeniu życiowemu coś wyczuli). Teraz to jasne smile

Mam podobne podejście do Twojego. Też nie zamierzam wchodzić w związek, dopóki nie będę pewna uczucia do nowego faceta i "czysta". Obojętnie, ile by to miało trwać. W jakimś tam sensie już straciłam i jeszcze stracę, pewnie trochę młodości w tej dziedzinie życia, ale skoro tak się to złożyło, to ma jakiś sens.
Poza tym teraz jestem bardziej świadoma jak o moje uczucia, co jest dla mnie ważne etc. Także teraz właśnie trudniej jest znaleźć kogoś, bo dawniej właśnie z powodu braku tej świadomości byłam otwarta i entuzjastycznie nastawiona do różnych potencjalnych facetów, a teraz wiem, z kim na bank to nie ma sensu. Na pewno dla mnie to była duża lekcja życiowa i jeszcze w jakiś sposób z niej czerpie. Trudna lekcja, ale co zrobić, lepiej w tym wieku niż się ogarnąć w wieku lat 40 czy 50.

1 079

Odp: ja, on i ten trzeci

No niestety, na wszystko jest dobry czas, potem jest już trudniej. Ale to nie znaczy, że jest niemożliwe. Czytając co o sobie piszesz, myślę, że spotkasz kogoś szybciej niż myślisz wink
A znajomy 40-kilka, ale chodziło o stan ducha, a nie fizyczny. Fizyczny ma świetny, bo ciągle uprawia różne sporty, żeby w domu nie być.

1 080 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-25 23:30:40)

Odp: ja, on i ten trzeci
cb napisał/a:

Co mnie zastanawia, to jak to możliwe, że masz wzorzec dobrego związku z miłością u rodziców, a jakoś dałaś się złapać na powierzchowne rzeczy i trudno Ci się z tego wyzwolić. Tzn. nabrać się każdy może, szczególnie niedoświadczony i trzymany pod kloszem, tylko nie rozumiem tego mechanizmu u Ciebie, dlaczego to tak długo Cię trzyma. Może to faktycznie forma narcyzmu komplementarnego, ktoś to tak wcześniej rozpracował. Jakbyś to sama wyjaśniła?

Cb, nie do końca tu chodzi o wzorzec relacji kobieta-mężczyzna. Obie, TY i Roxann macie wgrany program "niskie poczucie własnej wartości".
Różnica między wami polega na tym, że TY jesteś świadoma tego, że w dzieciństwie nie otrzymałaś potrzebnej dawki bezwarunkowej miłości, akceptacji, troski, a Roxann jeszcze nie wie. Na razie przebąkuje między słowami, że na miłość tatusia musiała zasłużyć i się postarać. Pewnie na początku było to miłe zachowanie jak przyszli goście, potem piątka z klasówki, dobrze zdana matura żeby tata mógł się czuć dumny, potem odpowiedni kierunek studiów.. itd Gdzieś po drodze Roxann zinternalizowała pragnienie rodziców, które stały się jej pragnieniami, ale pod spodem zostało nieświadome uczucie, że taka, jak jest naprawdę, wtedy gdy się nie postara, nie zasłuży na bycie kochaną, a miłość rodzicielska nie byłaby już taka pewna.
Kolejna różnica między wami dotyczy sposobu reagowania na "program", bo TY przynajmniej w przeszłości przyjmowałaś go i szukałaś potwierdzenia, że nie jesteś w pełni wartościowa - stąd twoje wybory mężczyzn i byli to albo krytykujący ciebie faceci albo nieprzewidywalny, przy którym nie byłaś nigdy do końca pewna, że ciebie faktycznie akceptuje, bo ONI ODPOWIEDZIELI NA TWOJE ZAPOTRZEBOWANIE. Roxann natomiast kontratakuje "program" i szuka potwierdzenia, że jest wartościowa, że można ją pokochać bezwarunkowo. Stąd podatność na czar uwodziciela, bo ON ODPOWIEDZIAŁ NA ZAPOTRZEBOWANIE ROXANN.

1 081 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-05-26 01:22:29)

Odp: ja, on i ten trzeci

Ale fajne wnioski wyciągacie Babeczki. Balsam na moje serce smile big_smile

Z tego co przeczytałam o dzieciństwie Roxy i Cb, to ja bym gdzieś po środku chyba była: też wymagania były zawsze, trzeba było sobie na miłość u Tatki "Zasłużyć", no ale nigdy nie było dość dobrze, wiadomo dlaczego wink bo tak miał jakieś wytłumaczenie dla siebie dlaczego nie potrafi mnie normalnie i bezwarunkowo kochać (choć wiem, że kocha ..na swój sposób), a tak to by zgłupiał, bo by wyszło, że "robi to źle" albo nie umi.
A Mama.. DDA pełną parą - zawsze nadopiekuńcza, reaktywna (dziś już o wiele mniej), żyjąca życiem innych.. Bidulka sad Do dziś muszę ją przekonywać żeby nie czuła się winna robiąc coś dla siebie i że nie musi "Zasługiwać" na naszą Miłość z kolei.

A z facetami.. też miszmasz z obydwu koleżanek, bo choć w 80% to byli narcyzi (w sensie relacji), to w związkach byłam raczej z DDA/DDD, a zresztą trudno jednoznacznie powiedzieć.

Fajnie się temat rozwinął w każdym razie smile

1 082 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2016-05-26 02:06:56)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Fajnie się temat rozwinął w każdym razie smile

Wyłącznie za sprawą komentujących, których szczerze podziwiam.

Inaczej ten wątek pozostałby pamiętnikiem "emocjonalnej bulimii" Autorki, która co i raz pasie się ochłapami zainteresowania spadającymi z pańskiego stołu (vide: urządzenia cyfrowej transmisji danych) a potem womituje jak stąd do Marakeszu, gdy tylko uświadomi sobie, (z dużym wsparciem Forum) że jej prince bleu jest od dawna zaobrączkowany, zaś przychówek woła do niego "tatusiu", o czym on zapomniał wspomnieć, a ona zapytać przed harcami w Boner Palace...

Nadal podtrzymuję wniosek o wybitnie niskim współczynniku encefalizacji u obojga.
Ot - z punktu widzenia kochanków - taka sobie Krot(k)ochwila ;-)
Z punktu widzenia współmałżonka i dzieci - dramat...

1 083

Odp: ja, on i ten trzeci

a może dramat na własne życzenie...
dawno powinna go przecież wystawić za drzwi

1 084

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Kolejna różnica między wami dotyczy sposobu reagowania na "program", bo TY przynajmniej w przeszłości przyjmowałaś go i szukałaś potwierdzenia, że nie jesteś w pełni wartościowa - stąd twoje wybory mężczyzn i byli to albo krytykujący ciebie faceci albo nieprzewidywalny, przy którym nie byłaś nigdy do końca pewna, że ciebie faktycznie akceptuje

Jak chodzi o tę krytykę, to też zauważyłam, że czasem faceci tak reagują, że mocno krytykują kobietę, która im się podoba. Także programy programami, ale też takie zwykłe i proste podejście ma tutaj zastosowanie.
Raz że to wtedy można ukryć, że się podoba, a dwa, że jest to jakieś tam ujście dla emocji i "nieczystych" myśli wink.
Tzn. to taka myśl na marginesie, bo zgadzam się także z tym co piszesz. Dobra analiza, jak chodzi o mnie.

1 085 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-05-26 12:58:09)

Odp: ja, on i ten trzeci

Aurora smile Zgadzam się, że gdyby Roxann weszła w związek małżeński z taką świadomością jak jeszcze 2 strony temu wink to byłby to związek z rozsądku, a rozwaliłaby go gdyby na drodze stanął taki Dyzio w stylu kochanka Kroteczki właśnie. Zapewne tak by to się skończyło.
Różnica polega na tym, że autorka pracuje nad sobą i nie idealizuje kochasia już, a sama siebie próbuje 'zebrać do kupy' żeby to się nie powtórzyło, a Kroteczka się "trochę" spóźniła w sensie - musiała rozsadzić swoje małżeństwo i dopiero to było dla niej bodźcem (katalizatorem) jakichś przemyśleń nad sobą i swoimi wyborami.
Swoją drogą, w jej przypadku to się do końca nie udało, bo odeszła z Forum z idealnym obrazem kochanka w głowie..
Roxy chyba nie skończy tak samo wink


cb napisał/a:

Jak chodzi o tę krytykę, to też zauważyłam, że czasem faceci tak reagują, że mocno krytykują kobietę, która im się podoba.

Ciekawa koncepcja.. skąd takie przekonanie? smile

EDIT: aa..żeby ukryć, że mu się podoba smile no to chyba strasznie niedojrzały typ faceta musi być, żeby w ten sposób "przekonywać " do siebie kobietę, no i zakompleksiony mocno.

1 086

Odp: ja, on i ten trzeci

Niedojrzały znaczy szczeniak, wg kto się lubi ten się czubi. Niektórzy tak żyją latami i obydwoje są zadowoleni.

1 087

Odp: ja, on i ten trzeci

Elle, to znowu nie aż takie ciekawe czy odkrywcze. wink Taka prosta mądrość życiowa: kto się czubi, ten się lubi. Czasem facet krytykuje właśnie to, co mu się podoba. Dziwna z pozoru sprawa, ale bywa. I czasem też są niemili, jak chcą ukryć podniecenie, którego nie mogą rozładować w danej sytuacji. Nigdy tak nie miałaś? To jak to zdziwienie na twarzy, uniesione brwi (z Twojego wątku, ktoś to fajnie zauważył), też nie wygląda to jak oznaka zainteresowania, a jednak smile. Oczywiście to wszystko zależy od sytuacji, to tylko jeden z wielu elementów. Tylko to musi być oczywiście określony typ faceta i kobiety.
Taka analogia: czasem komuś zazdrościmy i dlatego krytykujemy ogólnie tę osobę lub właśnie tę rzecz, której zazdrościmy. Z pozoru nielogiczne, ale prawdziwe.

Edit: właśnie dotyczatałam Twój edit. Tak, jak najbardziej niedojrzały. I zbija totalnie z tropu, jeśli w innych dziedzinach życia jest bardzo dojrzały, a tu nagle zachowuje się jak chłopczyk. Ale ja miałam też swoją wersję nieokazywania zainteresowania, a raczej pokazywania, jak bardzo nie jestem zainteresowana wink. Także też dojrzałe to nie było.

1 088 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-26 16:17:05)

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Obie, TY i Roxann macie wgrany program "niskie poczucie własnej wartości".
Różnica między wami polega na tym, że TY jesteś świadoma tego, że w dzieciństwie nie otrzymałaś potrzebnej dawki bezwarunkowej miłości, akceptacji, troski, a Roxann jeszcze nie wie. Na razie przebąkuje między słowami, że na miłość tatusia musiała zasłużyć i się postarać.

Summerka, ja tego tak nie odbieram. Wręcz przeciwnie, to moi rodzice wpoili mi, że jestem wyjątkowa. Wydaje mi się, że to dość normalne, że się kogoś chwali za coś. To motywuje, człowiek czuje się doceniony. Tak, wymagał ode mnie sporo, ale wiedział, że nie może popuścić, bo zmarnuję potencjał. Bardziej mi przeszkadzało to, że mi zabraniał różnych rzeczy - chodzenia na dyskoteki, spotykania się z facetami itd., bo uważał, że mam jeszcze czas i ogólnie że towarzystwo nie dla mnie. Jednak we wszystkich innych moich poczynaniach, pomysłach bardzo mnie wspierał. Czułości też nigdy mi nie szczędził.

cb napisał/a:

Jak chodzi o tę krytykę, to też zauważyłam, że czasem faceci tak reagują, że mocno krytykują kobietę, która im się podoba. Także programy programami, ale też takie zwykłe i proste podejście ma tutaj zastosowanie.

Cb, dla mnie krytyka bez pokrycia jest nie tyle przejawem niedojrzałości czy flirtu ale słabości, a nawet zazdrości. Coś na zasadzie podbudowywania własnej wartości, poprzez umniejszanie jej u kogoś innego, często poprzez wytykanie tak naprawdę swoich wad. To całe „kto się czubi ten się lubi” chyba na czymś innym polega.
W tym przypadku takie zagranie miałoby uzasadnienie, gdyby facet wiedział, że nie ma szans u danej kobiety więc siłą rzeczy zaczyna ją krytykować, by się lepiej poczuć, albo zwyczajnie chce przez ten sposób odwrócić uwagę od swoich wad.

1 089

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

W tym przypadku takie zagranie miałoby uzasadnienie, gdyby facet wiedział, że nie ma szans u danej kobiety więc siłą rzeczy zaczyna ją krytykować, by się lepiej poczuć, albo zwyczajnie chce przez ten sposób odwrócić uwagę od swoich wad.

Trudno się nie zgodzić. Trochę tak było, że z pewnych powodów nie miał szans.
I odwracanie uwagi od swoich wad to też. No ale nie nastawiam się też tak do tego negatywnie, może chciał mi też zwrócić uwagę na coś, nad czym mogłabym popracować u siebie. Część to były jakieś bzdury totalne, a część słuszne uwagi.

Właśnie trochę nie kumam tej nagonki na niskie poczucie Twojej wartości. Nie widzę tego, raczej faktycznie brak doświadczenia w relacjach z facetami, stąd pewnie nie zauważyłaś sygnałów tego, że jest w związku małżeńskim. I nie przyszło Ci do głowy sprawdzać.

Ty u siebie widzisz niską samoocenę?

1 090

Odp: ja, on i ten trzeci

Cb, ja nie widzę, tzn tez nie wiem na jakich kryteriach ma być ona oparta – bo jeśli na szczęśliwym związku/małżeństwie to rzeczywiście nie mam się czym pochwalić i raczej w najbliższym czasie to się nie zmieni. Nie traktuje się jednak przez to jako osoba gorsza, bo wolę być sama niż w toksycznym związku, bez miłości. Nie potrzebuję faceta by funkcjonować. Radzę sobie sama całkiem nieźle, choć jak widać nie z emocjami/uczuciami. Bo ambicji, radzenia sobie z wyzwaniami nauczyli mnie rodzice. Radzić sobie w życiu uczuciowym, budowaniu relacji już nie.
Mam teraz wrażenie, że ten klosz głównie ze strony ojca opierał się na życiu prywatnym/miłosnym, stąd jak widać mam dużo naiwnosci tym temacie. Tym bardziej się pogubiłam w nowym miejscu, gdzie jednak każdego poznaję od „zera”. Moje rodzinne miasto jest jednak mniejsze i wszyscy mniej więcej się znają. To zupełnie inaczej. Raczej nie byłoby opcji by ktoś ukrył romans kilkumiesięczny. Podobnie jak u Ciebie to była dla mnie bolesna lekcja życia i skutki są jakie są. hmm Ja wcześniej żyłam wyidealizowanym obrazem takich relacji.. coś na zasadzie, ok., teraz się skupię na czymś innym, a ta „prawdziwa miłość, druga połówka i tak mnie odnajdzie”. I pan żonaty jakby się w to wpisał. Wiec na tamten czas byłam w 7 niebie.. hmm

1 091

Odp: ja, on i ten trzeci

W Warszawie na pewno łatwiej ukryć romans.
Ciekawe, może on taki pewny siebie w tym był, bo już kiedyś inny romans ukrył?

1 092

Odp: ja, on i ten trzeci

cb, myślę, że tak - raczej nie byłam pierwsza i pewnie nie ostatnia.. To co najbardziej mnie dziwi, że nie "bał się" wyjść. Owszem, miasto duże ale zawsze można na kogoś się natknąć. Nie ważne, że tu mieszkamy daleko od siebie, właściwie na 2 różnych krańcach a to ponad 30 km.

1 093 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-26 18:26:23)

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Obie, TY i Roxann macie wgrany program "niskie poczucie własnej wartości".
Różnica między wami polega na tym, że TY jesteś świadoma tego, że w dzieciństwie nie otrzymałaś potrzebnej dawki bezwarunkowej miłości, akceptacji, troski, a Roxann jeszcze nie wie. Na razie przebąkuje między słowami, że na miłość tatusia musiała zasłużyć i się postarać.

Summerka, ja tego tak nie odbieram. Wręcz przeciwnie, to moi rodzice wpoili mi, że jestem wyjątkowa. Wydaje mi się, że to dość normalne, że się kogoś chwali za coś. To motywuje, człowiek czuje się doceniony. Tak, wymagał ode mnie sporo, ale wiedział, że nie może popuścić, bo zmarnuję potencjał. Bardziej mi przeszkadzało to, że mi zabraniał różnych rzeczy - chodzenia na dyskoteki, spotykania się z facetami itd., bo uważał, że mam jeszcze czas i ogólnie że towarzystwo nie dla mnie. Jednak we wszystkich innych moich poczynaniach, pomysłach bardzo mnie wspierał. Czułości też nigdy mi nie szczędził.

Roxann, pisałam tobie kiedyś, że jesteś mi bardzo bliska i widzę w tobie, twoich myślach i twoich emocjach i twoich zachowaniach siebie sprzed kilku lat. Możesz nie wierzyć, ale ja też jeszcze 2 lata wstecz oburzyłabym się gdyby ktoś zasugerował mi coś takiego jak ja tobie. Chociaż twoja wypowiedź o twoim ojcu, o tym, że trzeba zapracować na jego zadowolenie i o tym, jak potraktował twojego brata po próbie buntu mówią o wiele więcej niż ja wówczas powiedziałabym. Jednak po tym, jak zaczęłam się zastanawiać nad motywami MOJEGO zachowania, MOJEJ podatności na zachowania innych osób i powoli zdejmować idealistyczną i sielankową zasłonkę, którą powiesiłam na oknie mojego dzieciństwa, to zaczęło się to spinać w spójną całość. NIC SIĘ NIE DZIEJE BEZ PRZYCZYNY. To, że łatwo wpadłaś w ręce narcyza, z którym łączyła cię tylko powierzchowna relacja, bez grama bliskości o czymś świadczy. To, że zrobiłaś sobie tutaj teatrzyk i robisz swoją autoprezentację, która wielu drażni, również o czymś świadczy.
Jeśli nie rozbroisz swojego "programu" będziesz skazana na jego powtarzanie. To działa tak jak w przypadku maltretowanych kobiet, które wciąż i od nowa trafiają na coraz gorszych brutali.
Mnie niestety nikt nie uprzedził, nie próbował zwracać uwagi na niepokojące zachowania mojego męża oraz moje bezkrytyczne uwielbienie dla niego. Dlatego próbuję ciebie ostrzec, ale nie mam wpływu na twoje prawdziwe CHĘCI zajęcia się twoimi problemami. To możesz zrobić tylko ty sama. Na razie pławisz się w samouwielbieniu, które tak pięknie podsumowała aurora borealis, ewentualnie wspominając żartobliwie o swojej naiwności i zrzucasz "winę" za twoje wybory na pana żonatego. Nie tędy droga.


cb napisał/a:

Właśnie trochę nie kumam tej nagonki na niskie poczucie Twojej wartości. Nie widzę tego, raczej faktycznie brak doświadczenia w relacjach z facetami, stąd pewnie nie zauważyłaś sygnałów tego, że jest w związku małżeńskim. I nie przyszło Ci do głowy sprawdzać.

Cb, przecież Roxann to podręcznikowy przykład niskiego poczucia własnej wartości. Chociaż faktycznie uważany jest za jeden z najtrudniejszych do wykrycia programów, stąd może twoja trudność mimo obeznania z tematem.
Faktycznie są osoby u których widać program po braku pewności siebie, inni wyglądają całkiem zwyczajnie, a jeszcze po innych w życiu byś nie powiedziała, że się mierzą z tym problemem i wewnątrz doświadcza uczucia bezwartościowości. U tych osób jednak symptomatyczne jest to, że często podkreślają swoją atrakcyjność, ciekawą pracę, interesujące hobby, wspaniały związek, świetną rodzinę i ogólnie fantastyczne życie. Zupełnie jak Roxann. Ktoś pewny swojej wartości nie musi o tym wciąż pisać.
Odczucie bezwartościowości towarzyszy w dorosłym życiu tym osobom, które w młodym wieku czuły, że muszą spełnić pewne warunki żeby być kochanym albo uzyskać zadowolenie i głaski od rodzica lub obojga. Dziecko nie rozumie dlaczego nie może być kochane po prostu takie jakie jest. Zupełnie jak Roxann przez tatę.
Tacy ludzie z pozoru wydają się szczęśliwi, często są atrakcyjni zewnętrznie, odnoszą sukcesy, ale wewnątrne uczucie bezwartościowości jest wciąż obecne.

Bezwartościowość to też częsty "efekt uboczny" porównywania między sobą rodzeństwa. To wskazówka dla Roxann.



Elle, myślę, że wątek bezwartościowości dotyczy również ciebie i stąd moje obawy przed napisaniem tego tobie. Sądzę, że podobnie jak Roxann jesteś osobą kontratakującą program, ale - już w przeciwieństwie do Roxann - bardzo pracujesz nad tym, aby stać się pełnią i zdaje się, że podobnie do mnie próbujesz objąć temat intelektualnie - bez czucia, bez bólu.

1 094

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Bezwartościowość to też częsty "efekt uboczny" porównywania między sobą rodzeństwa. To wskazówka dla Roxann.

Summerka, ciekawe co piszesz, ale ja w tym nie do końca widzę siebie. Może rzeczywiście jakiś inny "program" mi to przesłania, ale brak poczucia wartości kojarzy mi się realnymi odczuciami czy przykładami kompleksów czy nieporadności. Wydaje mi się, że takich nie mam. Muszę się jednak nad tym bardziej zastanowić...Więc nie będę póki co dalej polemizować w tej kwestii.
A co do porównywani rodzeństwa to jest też ciekawe, bo... jakoś mój ojciec nie był taki zaborczy wobec starszych sióstr (a mam ich 2), mogły się spotykać z facetami itd. Dość szybko wyszły za mąż, mają dzieci. Bez romansów/rozwodów. No ale prawda taka, że nie zrobiły jakiejś tam kariery, w szkole były powiedzmy dobre albo średnie. Jedna skupiła się głównie na rodzinie, druga łączy pracę ale nie jest to jakaś bardzo rozwojowa praca. Więc tak to troszkę wygląda, że tata chciał mnie ustrzec przed takim życiem widząc że mam potencjał (w szkole byłam najlepsza) i nie chciał by mnie jakiś facet zbałamucił i bym się w wieku 22 lat jak moja najstarsza siostra wkopała w pieluchy. Chyba jednak za bardzo chciał mnie chronić. Zresztą już sama nie wiem. Może to też kwestia wieku, że wolał mieć mnie przy sobie, niż przeżywać, że gdzieś się szwendam?

1 095

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Elle, myślę, że wątek bezwartościowości dotyczy również ciebie i stąd moje obawy przed napisaniem tego tobie. Sądzę, że podobnie jak Roxann jesteś osobą kontratakującą program, ale - już w przeciwieństwie do Roxann - bardzo pracujesz nad tym, aby stać się pełnią i zdaje się, że podobnie do mnie próbujesz objąć temat intelektualnie - bez czucia, bez bólu.

Pisałam Ci już prywatnie, że niepotrzebnie masz obawy napisać mi cokolwiek myślisz o mnie smile
Jeśli lubię i cenię posty danego użytkownika, to nie obrażam się i nie zmieniam diametralnie stosunku do niego w momencie gdy napisze coś o mnie, nawet jeśli na pierwszy rzut wyda się to negatywne.

Z racji moich specyficznych relacji z rodzicami plus moja niezgoda na bycie 'niedoskonałą' przez całe lata, na pewno wątek bezwartościowości jest obecny w mniejszym lub większym stopniu i przekładało się to na relacje wink

1 096 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-26 18:53:35)

Odp: ja, on i ten trzeci

Summerka, Elle czy potrafiłybyście zdefiniować brak poczucie wartości czy też bezwartościowości o której piszecie? Bo dla mnie to takie hasło-wytłumaczenie. Ot była kochanką- ma niskie poczucie wartości, zdradziła - to samo, wybaczyła - też..

Edit: ja naprawdę nie rozumiem co pod tym pojęciem się kryje i uważam że się go nadużywa.. ot banalne, ogólne wytłumaczenie, jak nie ma się argumentów.

1 097

Odp: ja, on i ten trzeci

Wiadomo, że dzieciństwo nas kształtuje, ale z tego, co pisze Roxann jej dzieciństwo było szczęśliwe.
Wielu ojców takich było i to wcale nie jest złe. Ojciec to nie matka. I wybory przyszłego partnera  także wcale nie były złe.
Dużo kobiet oczekuje od partnera pewnej siły, opieki, tak jak wielu mężczyzn oczekuje ciepła od kobiety.
Moim zdaniem dorabia się tutaj teorię do wszystkiego.
Zakochała się kobieta w żonatym i musi się wyleczyć. Bo on ma żonę i nie ma zamiaru z niej rezygnować.

1 098

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:

Wiadomo, że dzieciństwo nas kształtuje, ale z tego, co pisze Roxann jej dzieciństwo było szczęśliwe.
Wielu ojców takich było i to wcale nie jest złe.

Ja nie ma mam jakichś traum z dzieciństwa, myślę że moi rodzice się uzupełniali - ojciec miał twardą rękę i trzymał wszystko w rygorze a mama była tą druga strona, która wszystko łagodziła. No ale powiedzmy sobie szczerze przy 5 dzieci musi być jakaś dyscyplina ale i balans i myślę że u nas tak było. Tak jak pisałam wcześniej, też zdarzało mi się jako dziecko oberwać, nawet jako najmłodsza, niby rozpieszczona, ale wiedziałam za co. Podobnie z pochwałami. Oczywiście tak było ze strony taty bo mama nigdy nie podniosła na ns głosu. No ale chyba tak powinno być? Tzn tak mi się wydaje.

1 099

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:

Wiadomo, że dzieciństwo nas kształtuje, ale z tego, co pisze Roxann jej dzieciństwo było szczęśliwe.
Wielu ojców takich było i to wcale nie jest złe. Ojciec to nie matka. I wybory przyszłego partnera  także wcale nie były złe.
Dużo kobiet oczekuje od partnera pewnej siły, opieki, tak jak wielu mężczyzn oczekuje ciepła od kobiety.
Moim zdaniem dorabia się tutaj teorię do wszystkiego.
Zakochała się kobieta w żonatym i musi się wyleczyć. Bo on ma żonę i nie ma zamiaru z niej rezygnować.

No dokładnie.
Jedyny problem po stronie Roxann, to taki, że nie brała pod uwagę, że ktoś może być wobec niej nieuczciwy. Tyle, że to wydaje się w jej sytuacji raczej normalne. W pewnym okresie życia nie ma się po prostu doczynienia z takimi przypadkami, stąd brak doświadczenia i nieufności.

1 100 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-05-26 19:26:29)

Odp: ja, on i ten trzeci
horses napisał/a:

Wiadomo, że dzieciństwo nas kształtuje, ale z tego, co pisze Roxann jej dzieciństwo było szczęśliwe.
Wielu ojców takich było i to wcale nie jest złe. Ojciec to nie matka. I wybory przyszłego partnera  także wcale nie były złe.
Dużo kobiet oczekuje od partnera pewnej siły, opieki, tak jak wielu mężczyzn oczekuje ciepła od kobiety.
Moim zdaniem dorabia się tutaj teorię do wszystkiego.
Zakochała się kobieta w żonatym i musi się wyleczyć. Bo on ma żonę i nie ma zamiaru z niej rezygnować.

Krótko i na temat.
Dorabianie "teorii do wszystkiego", Horses, to spojrzenie jednak na ten drugi element układanki. Bo ewentualne, "wczesne" przyczyny, to dla mnie wciąż jakby,  wróżenie z fusów, mimo naukowego wyjaśnienia pewnych rzeczy.
Jest ten jeden pewnik. Żonaty i nie ma zamiaru tego zmieniać. Ale, jak to u niego, krew nie woda.
Roxann już przed kilku laty zrozumiała ten pierwszy element.
Czas teraz, by zmieniła tę jego krew w wodę.
Przynajmniej wobec niej samej. smile

1 101

Odp: ja, on i ten trzeci

Mam na myśli to, że często intuicyjnie dobieramy partnera i to wcale nie są złe wybory.
Jeden potrzebuje tego, inny innego.
Świadomość jest pewnie pomocna, ale można się w tym zatracić i spędzić życie na analizowaniu.
Moim zdaniem Roxann intuicyjnie czuła, że kolega jest dla niej dobry na partnera i kogos wolnego, o takich cechach powinna poszukać.
On.......... no cóż jest żonaty, ma dzieci...........żonatych powinno pozostawiać się ich żonom, tak jest uczciwie

1 102

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:

Jest ten jeden pewnik. Żonaty i nie ma zamiaru tego zmieniać. Ale, jak to u niego, krew nie woda.
Roxann już przed kilku laty zrozumiała ten pierwszy element.
Czas teraz, by zmieniła tę jego krew w wodę.
Przynajmniej wobec niej samej. smile

Tia, chyba ta krew w wodę już się zmienia, choć może nadal mętna, ale jak dostaję od niego wiadomości to już nie czytam z ciekawością a tym bardziej z drżeniem rąk. Na ten czas już nie wiem co do niego czuję.. bynajmniej nie jest to ekscytacja.. obojętność? Chyba ku temu zmierza...

1 103

Odp: ja, on i ten trzeci

Krew w wodę skutecznie zmienia świadomość, że dla kogoś istotniejszy jest święty spokój niż ty. Brak zdecydowania sprawia, że ocena jego męskości szybko spada. Pozostaje wrażenie zagubionego faceta, a nie tym cię przecież zdobył.
Ciągle uważam, że skuteczna byłaby szczera rozmowa z twojej strony. Obecnie on nadal próbuje cię zdobywać, ale gdyby usłyszał wprost jak ty to odbierasz, że jest ci przykro, że chce cię obsadzić w roli kochanki, to myślę, że by odpuścił. Naprawdę nazwanie rzeczy po imieniu może wiele zdziałać.

1 104 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-05-26 21:07:32)

Odp: ja, on i ten trzeci
Xymena napisał/a:

Krew w wodę skutecznie zmienia świadomość, że dla kogoś istotniejszy jest święty spokój niż ty. Brak zdecydowania sprawia, że ocena jego męskości szybko spada. Pozostaje wrażenie zagubionego faceta, a nie tym cię przecież zdobył.
Ciągle uważam, że skuteczna byłaby szczera rozmowa z twojej strony. Obecnie on nadal próbuje cię zdobywać, ale gdyby usłyszał wprost jak ty to odbierasz, że jest ci przykro, że chce cię obsadzić w roli kochanki, to myślę, że by odpuścił. Naprawdę nazwanie rzeczy po imieniu może wiele zdziałać.

Tym razem, w pełni się z Tobą zgadzam, Xymeno. smile
Również uważam, że unikanie konfrontacji jest rozwiązaniem na krótką metę.
"Królestwo za święty spokój", parafrazując szekspirowskiego Ryszarda III.
Tak to rzeczywiście wyglądało do tej pory. smile

1 105

Odp: ja, on i ten trzeci

W poprzednich wpisach chciałam pokazać Roxann punkt widzenia facetów, a nie mój własny wink. Chociaż jestem dorosłą kobietą, to nawet dla mnie było zaskakujące, że można tak postrzegać uczciwość, odpowiedzialność, tak postrzegać uczucia. Zwyczajnie sama kalkulacja. Naprawdę byłam zdziwiona, że mężczyźni stają się tak cyniczni i bez jaj. To tylko chciałam Roxann przekazać.

Posty [ 1 041 do 1 105 z 3 618 ]

Strony Poprzednia 1 … 15 16 17 18 19 … 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026