netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

ja, on i ten trzeci

3 617 odpowiedzi324 480 wyświetleńzałożony przez Roxann, 27.06.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Strony Poprzednia 1 … 11 12 13 14 15 … 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 781 do 845 z 3 618 ]

781

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

ivy71, a dlaczego Ty wciąż czytasz maile od tamtego swojego? Poważnie pytam.

Dlatego że one przychodzą na moje firmowe konto na pocztę obsługiwaną przez program Outlook, który mam tak ustawiony że pokazuje dwie pierwsze linijki emaila więc siłą rzeczy nie można nie przeczytać co jest napisane, no chyba że się jest wolnym czytaczem a ja nie jestem, widzę wszystko od razu. Bo te jego ostatnie emaile to właśnie tylko jedna-dwie linijki. Rzucam okiem i lądują w koszu. 
Roxann, emocje jakie opisałam po dostaniu ostatniego emaila to nie były chwile słabości związane z tamtym związkiem. Tamtego już nie ma. To były chwile związane z poszukiwaniem wad obecnego partnera na siłę, zupełnie bezpodstawnie. Pokazuję tylko że każdą chwilę wątpliwości można zwalczyć, jeżeli zrozumie się swoje uczucia i skąd one się wzięły. U mnie to wszystko zbiegło się z tym że właśnie dostałam okres, a przed tym zawsze psychicznie gorzej się czuję. Tak, fizjologia wpływa na nasz stan psychiczny także i dobrze o tym wiedzieć, żeby nie narobić głupot.

782 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-12 14:57:45)

Odp: ja, on i ten trzeci

smile ja też właśnie dostałam okres, więc może rzeczywiście przez to mniej "twarda" jestem i łatwiej wpadam w skrajności? wink
A na i tuż po przerwie majowej tak już dobrze mi szło... eh


Edit: inna rzecz, że kiedy dopuszczam do świadomości wersję większości z Was, wtedy czuję nie tylko wściekłość na siebie (że taka naiwna jestem), na niego (że w ogóle jak tak może??), ale też dodatkowo ogromny ból w środku. Więc tak obiektywnie które uczucie jest fajniejsze te "motyli", które towarzyszą pierwszej wersji tego całego dysonansu poznawczego, czy ten głuchy niemal fizyczny ból w klatce piersiowej przy tej drugiej??

783

Odp: ja, on i ten trzeci

W Gmailu, WP i o2 jest opcja dodania nadawcy do tzw. czarnej listy. Wtedy na Outlooka nic już nie będzie przychodzić.

784 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-12 15:01:57)

Odp: ja, on i ten trzeci

>>>czy to ciekawość, jakaś chęć dowiedzenia się czegoś nowego? Do tego jak widzę maila od niego, to... no właśnie, nie potrafię nawet tego określić, jak się czuję. Ja też temu swojemu nie odpisuje... ale czytam.<<<

Roxan, zgodzę się z Elle88, że ty się dowartościowujesz wiadomościami od tego żonatego faceta. Dla ciebie jest przyjemne, że ktoś taki jak on (chodzi o atrybuty zewnętrzne) w ogóle się tobą zainteresował.
Czy ty szukasz w mężczyźnie powierzchownego blichtru, czy jakiś chociaż namiastki duchowej głębi? Zastanawiałaś się kiedyś nad tym?

785 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-12 15:04:31)

Odp: ja, on i ten trzeci

summerka88, chyba odpowiedziałam na to w edytowanej wersji wyżej

"kiedy dopuszczam do świadomości wersję większości z Was, wtedy czuję nie tylko wściekłość na siebie (że taka naiwna jestem), na niego (że w ogóle jak tak może??), ale też dodatkowo ogromny ból w środku. Więc tak obiektywnie które uczucie jest fajniejsze te "motyli", które towarzyszą pierwszej wersji tego całego dysonansu poznawczego, czy ten głuchy niemal fizyczny ból w klatce piersiowej przy tej drugiej??"

a on tymi smsami te "motylki" podtrzymuje...  więc nie wiem czy chodzi tu o kwestie dowartościowania, raczej kurczowe trzymanie się pierwszej wersji, by nie zmierzyć się z tą drugą, która jest bolesna... przy tym jak słaba emocjonalnie się teraz być wydaje, nie wiem jak bym to zniosła... ale wiem, że prędzej czy później muszę się z tym zmierzyć.

786

Odp: ja, on i ten trzeci

>>>a on tymi smsami te "motylki" podtrzymuje...  więc nie wiem czy chodzi tu o kwestie dowartościowania, raczej kurczowe trzymanie się pierwszej wersji, by nie zmierzyć się z tą drugą, która jest bolesna... przy tym jak słaba emocjonalnie się teraz być wydaje, nie wiem jak bym to zniosła... ale wiem, że prędzej czy później muszę się z tym zmierzyć.<<<

Tak, jak pisałam każdy ma prawo dochodzić do swojej prawdy w swoim czasie, ale pamiętaj, że to nie on podkręca atmosferę tylko ty sama nakręcając swoje myśli na niego. Jeśli po jego kolejnym smsie pomyślałabyś sobie "znowu ten żonaty, który oszukuje żonę i chce mnie wydupczyć na boku do mnie wypisuje" zamiast "o mój Boże on musi mnie kochać skoro tak do mnie wypisuje, muszę być dla niego niewiarygodnie wyjątkowa skoro nie odpuszcza" to i twój stan umysłu i uczucia do niego byłyby inne.

787

Odp: ja, on i ten trzeci

summerka88, staram się, ale różnie mi to wychodzi... ogólnie sprowadza się to do tego że mam okropne wahania nastroju, i to od skrajności w skrajność. A to jest właśnie skutek przyjmowania do wiadomości Waszej wersji.
A tak bardzo chciałam zostać przy tym, że owszem kochaliśmy się, ale nie możemy być razem bo coś tam, ale potrafimy się dalej ze sobą kolegować ale już bez podtekstów, emocji itd. Wtedy nie musiałabym przechodzić przez ten cały bolesny zawód. Ale niestety ani z mojej strony, ani z jego nie było top możliwe. U mnie uczucie wróciło, a u niego... no właśnie co? Pożądanie, egoizm??

788

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

>>>a on tymi smsami te "motylki" podtrzymuje...  więc nie wiem czy chodzi tu o kwestie dowartościowania, raczej kurczowe trzymanie się pierwszej wersji, by nie zmierzyć się z tą drugą, która jest bolesna... przy tym jak słaba emocjonalnie się teraz być wydaje, nie wiem jak bym to zniosła... ale wiem, że prędzej czy później muszę się z tym zmierzyć.<<<

Tak, jak pisałam każdy ma prawo dochodzić do swojej prawdy w swoim czasie, ale pamiętaj, że to nie on podkręca atmosferę tylko ty sama nakręcając swoje myśli na niego. Jeśli po jego kolejnym smsie pomyślałabyś sobie "znowu ten żonaty, który oszukuje żonę i chce mnie wydupczyć na boku do mnie wypisuje" zamiast "o mój Boże on musi mnie kochać skoro tak do mnie wypisuje, muszę być dla niego niewiarygodnie wyjątkowa skoro nie odpuszcza" to i twój stan umysłu i uczucia do niego byłyby inne.

Dokladnie. Ale Roksann nie chce myslec nawet o wersji nr 1. Wiec moze w jej wypadku potrzebne jest moze wlasnie to by zostala "wydupczona" i przekonala sie po czasie ze po tym nic wiecej nie ma w sensie zwiazku i rozowego domku na kurzej łapce  tylko conajwyzej potajemne schadzki bo jak mawia zonaty "zycie to dramat". Nic nie wyciagasz Roxann z nauk innych ...nic a nic. Czytalas watek Ivy i co? Ona tez nie chciala sluchac ze happy endu nie bedzie ....bo on na pewno uczciwie zamknie sprawy z zona ale poki co jeszcze musi to i tamto bo zobowiazania takie i owakie. Mimo ze zona wiedziala o istnieniu Ivy  i Misio mial teoretycznie latwiej by sprawe doprowadzic do konca nie zrobil tego tylko do konca karmil Ivy bzdurami ze sie poswiecil bidulek na oltarzu malzenstwa ale sercem ( i jeszcze innym organem zapewne a nawet glownie nim wink ) jest przy niej. Tez twierdzila ze nie da rady ograniczyc kontaktu bo to bo tamto, praca, nie moze go zablokowac.Az wkoncu zrozumiala ze to wsio sie kupy nie trzyma i nic z tego nie bedzie i jakos dalo rade poucinac te wiezy. A dlaczego? Bo tego chciala ..wkoncu sama swiadomie chciala a w raz  z ta checia otworzyly sie perspektywy na zdrowy zwiazek z kims innym. Zrozum Roksann ze to nie jest tak ze Ty jestes ta wyjatkowa,  ktorej sie to nie przytrafi i w Waszym wypadku bedzie inaczej, bajkowo. Powielisz stary jak swiat schemat. Misio skorzysta a potem w najlepszym wypadku bedzie robil mine cierpietnika ze on by chcial z Toba byc ale nie moze, moze jutro moze za miesiac a moze w grudniu po poludniu.

789 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-12 16:26:34)

Odp: ja, on i ten trzeci

>>>summerka88, staram się, ale różnie mi to wychodzi... ogólnie sprowadza się to do tego że mam okropne wahania nastroju, i to od skrajności w skrajność. A to jest właśnie skutek przyjmowania do wiadomości Waszej wersji.
A tak bardzo chciałam zostać przy tym, że owszem kochaliśmy się, ale nie możemy być razem bo coś tam, ale potrafimy się dalej ze sobą kolegować ale już bez podtekstów, emocji itd. Wtedy nie musiałabym przechodzić przez ten cały bolesny zawód. Ale niestety ani z mojej strony, ani z jego nie było top możliwe. U mnie uczucie wróciło, a u niego... no właśnie co? Pożądanie, egoizm??<<<

Roxann sama widzisz, ze siebie zwodzisz. Wystarczy, że on wypuści wędkę a ty wskakujesz na haczyk. Twoje podświadome pragnienia na ten haczyk ciebie wiodą. Widać jak na dłoni, że ty łakniesz tego, aby się tobą ktoś zaopiekował, aby się tobą ktoś zachwycał. Nie do końca tobie wierzę, że twoje dzieciństwo było dobre, raczej zabrakło w nim sporo uwagi i troski o ciebie i stąd to łaknienie aby ktoś, kto w twoim odbiorze jest atrakcyjny (szkoda tylko, że to zewnętrzny blichtr a w środku pustka), zajął się tobą i ciebie wybawił od strachu, że nikt ciebie nigdy nie pokocha.
Niestety, to tak nie działa. A twoje zachowanie prowadzi ciebie wprost do utwierdzenia się w przekonaniu, że ci, na których tobie zależy, nigdy ciebie nie pokochają bezwarunkowo. Podświadomie wybierasz partnerów, którzy potwierdzają twoje wewnętrzne przekonania na twój temat oraz nie dają tobie tego, co nie zostało zaspokojone w dzieciństwie, jest tobie "bezpiecznie", bo jesteś w dobrze znanym "bagienku niekochania".

790

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Widać jak na dłoni, że ty łakniesz tego, aby się tobą ktoś zaopiekował, aby się tobą ktoś zachwycał.

Dodałabym, jak on.

summerka88 napisał/a:

Nie do końca tobie wierzę, że twoje dzieciństwo było dobre, raczej zabrakło w nim sporo uwagi i troski o ciebie i stąd to łaknienie aby ktoś, kto w twoim odbiorze jest atrakcyjny (szkoda tylko, że to zewnętrzny blichtr a w środku pustka), zajął się tobą i ciebie wybawił od strachu, że nikt ciebie nigdy nie pokocha.

Tu się mylisz. Po co miałabym mówić, że było inaczej? Sama szukam odpowiedzi. Ja w dzieciństwie dostałam mnóstwo uwagi i opieki i to nie tylko od rodziców. Byłam oczkiem w głowie tatusia. Mama wręcz nadopiekuńcza do teraz – wystarczy, że mam katar czy kaszel, to mama już nie śpi po nocach.  W rodzeństwie zawsze miałam wsparcie, mogłam na nich liczyć itd. Jednak też nie było tak, że wystarczyło, że tupnęłam nóżką, a dostawałam co chciałam. Myślę, że te moje braki z dzieciństwa wynikają z czegoś zupełnie innego – co ktoś wcześniej wychwycił – ominął mnie okres dorastania. Rodzice i rodzeństwo aż przesadnie mnie chronili, by mi się przypadkiem krzywda nie stała. Widzieli, że jestem bardzo delikatna i wrażliwa. Szybko się wzruszam, często płaczę np. na filmach itd. Wydaje mi się, że mam po prostu zaburzony obraz „miłości” – zbyt wyidealizowany, bezwarunkowy.
Pan żonaty idealnie  swojego czasu się w ten mój obraz wpisał – wszystko było takie niezwykłe, inne, wręcz metafizyczne. Przy nim nie bałam się pokazać swej wrażliwej natury (którą na co dzień gdzieś w sobie głęboko ukrywam, stąd często jestem odbierana jako osoba z silnym charakterem), bo wiedziałam, że tego nie wykorzysta – przecież on jest inny itd. Przez to, że jego zachowanie wobec mnie było właśnie podobne do tego, które dostałam w domu, a do tego jeszcze doszedł wątek seksualny – ideał!.

summerka88 napisał/a:

Podświadomie wybierasz partnerów, którzy potwierdzają twoje wewnętrzne przekonania na twój temat oraz nie dają tobie tego, co nie zostało zaspokojone w dzieciństwie, jest tobie "bezpiecznie", bo jesteś w dobrze znanym "bagienku niekochania".

No właśnie jest wręcz odwrotnie.

791 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-12 17:31:01)

Odp: ja, on i ten trzeci

Cóż Roxann, dopóki sama nie będziesz chciała spojrzeć na swoją przeszłość tak jak było rzeczywiście, dopóty będziesz się wciąż taplać w swoim bagienku.
Zrozum, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Osoby, które czuły się kochane w dzieciństwie, dostały wystarczajaco uwagi, akceptacji, bezinteresownej troski i bezwarunkowej miłości, nie potrzebują w dorosłym życiu pustych słów i wydumanych gestów, żeby czuć się wartościowym i zasługującym na miłość wartościowej osoby. T,akie osoby nie muszą się dowartościowywać wymyślonymi wizjami oderwanymi od rzeczywistości.
Ty tworzysz sobie własne fantazje i iluzje, w których jesteś wyjątkowa, ważna, kochana, bo nie otrzymałaś tego wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebowałaś.
Myślę, że tak samo, jak teraz idealizujesz pana żonatego, tak samo idealizujesz swoje dzieciństwo. Każdego dnia twój umysł tka arrasy twoich wyobrażeń. Żyjesz w nierealnym świecie swoich wyobrażeń. Pomyśl o pomocy specjalisty, który pomoże ci dotrzeć do źródeł twojego oderwania od realnego świata i pomoże ci patrzeć na sprawy tak, jak wyglądają, a nie tak, jak chciałabyś aby wyglądały. Ratuj się.

792 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-12 18:08:17)

Odp: ja, on i ten trzeci

summerka88, z tym, że idealizuję pana żonatego to się zgodzę, ale z tym, że idealizuję swoje dzieciństwo – nie.
Ja nie tylko czułam się kochana w dzieciństwie, ja to czuję do dzisiaj. Czasem nawet niektórzy moi znajomi się dziwią, że mam z rodzicami, rodzeństwem tak silną więź. U mnie w domu często się mówiło słowo: „kocham”. Często się przytulamy, dajemy sobie buziaki  z rodzicami choć „stara d.pa” jestem.  Nie tylko na powitanie, czy pożegnanie czy przy życzeniach. To jest dla mnie, dla nas naturalne. Jak jestem w domu, to np. z rana na dzień robry tata mnie całuje w czoło i pyta jak mi się spało. Ja z kolei jego na dobranoc, bo zwykle idzie wcześniej spać. I nie jest to wymuszone, nienaturalne dla mnie. Naprawdę, choć możesz mi nie wierzyć, mamy niesamowitą więź. Ja kocham swoich rodziców nad życie, tak samo, myślę, że i oni mnie. To się po prostu czuje.

Edit: może właśnie za dużo tej uwagi dostałam/dostaję od nich, skoro teraz się "gubię" w relacjach z mężczyznami, bo to wszystko tak nie wygląda. Pan żonaty wtedy (nie mówię o tym co teraz), wpasował się w ten mój wyniesiony z domu obraz "miłości". Poczułam się wtedy tak bardzo pewnie, komfortowo "jak w domu". Stworzyliśmy między sobą podobną bliską więź, z tymi wszystkimi czułościami, zainteresowaniem najmniejszymi drobiazgami, dbaniem o siebie. Nie wstydziłam się, że płynęły mi łzy z oczu na jakimś filmie, te same nawyki które wyniosłam z przytulaniem, całowaniem przychodziły nam bardzo naturalnie. Ciągłe trzymanie za rączki itd., odgadywanie swoich potrzeb, rozpieszczanie itd.  Dlatego tak trudno mi uwierzyć, że to była "gra", że on w tym wszystkim mnie nie szanował itd.
Ale z 2 strony, jakby się zastanowić "na trzeźwo", kiedy już wiem że wtedy był żonaty... to czego takiemu facetowi trzeba, kiedy w małżeństwie motylki już miną, wpadnie rutyna, brak zainteresowania, czułości itp., to wszystko się zaczyna układać w całość, że on właśnie te "braki" przy mnie wypełniał. Bo to nie tak, że to tylko on się mną opiekował, ale to było dwustronne. Miał to "ciepło", zainteresowanie, czułości... itd. hmm

793 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-12 18:00:09)

Odp: ja, on i ten trzeci

Dobrze Roxann, to jak wyjaśnisz to, źe lecisz jak ćma do światła, gdy pan żonaty prawi ci małe słówka, mimo świadomości, że facet zwyczajnie tobą podciera sobie swoje ego a żona jest dla niego świątynią, którą ty chciałabyć być?
Dlaczego gdy pan mundurowy miał problem z kontrolowaniem, to nawet do głowy tobie nie przyszło, że ma on z sobą problem, tylko byłaś nieźle podjarana, że ktoś się tobą tak zainteresował w tak krótkim czasie?
Dlaczego odrzuciłaś pana muskularnego, gdy bardziej niż tobą zachwycał się sobą.
Skąd u ciebie to niskie poczucie własnej wartości?
Dlaczego wybierasz partnerów, z którymi albo nie będziesz szczęśliwa z powodu ich felerów, albo z tego powodu, że jesteś dla nich laleczką do wykorzystania?

Takie zachowania mają swoje korzenie w braku miłości w dzieciństwie.
Jest jeszcze inne wyjaśnienie - mocne kompleksy. Ale przedstawiasz się tutaj, fakt, że ze względu na anonimowość forum nie można tego zweryfikować, jako osoba atrakcyjna.
Coś tu na pewno nie gra. Gdzieś albo ściemniasz, albo fantazjujesz.

794 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-12 18:21:52)

Odp: ja, on i ten trzeci

summerka88, znów wyprzedziłam się z odpowiedzią edytując poprzedni post...
ale uzupełniając: odnoszę wrażenie, że ja wcale nie znam się na facetach. Zbyt pewni siebie macho mnie od razu odrzucają, zbyt cisi "normalni" mnie nudzą. Ogólnie ciężko nawiązuję bliższe relacje, a "udaje" się to tym, którzy poświęcą mi więcej uwagi, zainteresują rozmową, odkryją swoje wnętrze, pokażą że są dobrze wychowani. Wtedy uznaję, że warto zaryzykować, dać szansę, kredyt zaufania. Każdy z tych facetów mnie czymś na początku ujął - pierwsza i podstawowa rzecz to kultura bycia, a 2 to inteligencja i "wrażliwość". Takiej osobie skłonna jestem zaufać. Te "braki" wychodziły później.

795 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-12 18:34:04)

Odp: ja, on i ten trzeci

>>>summerka88, znów wyprzedziłam się z odpowiedzią edytując poprzedni post...
ale uzupełniając: odnoszę wrażenie, że ja wcale nie znam się na facetach. Zbyt pewni siebie macho mnie od razu odrzucają, zbyt cisi "normalni" mnie nudzą. Ogólnie ciężko nawiązuję bliższe relacje, a "udaje" się to tym, którzy poświęcą mi więcej uwagi, zainteresują rozmową, odkryją swoje wnętrze, pokażą że są dobrze wychowani. Wtedy uznaję, że warto zaryzykować, dać szansę, kredyt zaufania. Każdy z tych facetów mnie czymś na początku ujął - pierwsza i podstawowa rzecz to kultura bycia, a 2 to inteligencja i "wrażliwość". Takiej osobie skłonna jestem zaufać. Te "braki" wychodziły później.<<<

Wybacz, ale to, co zacytowałam to takie bardzo ogólne gadanie. Pewnie jakiej 80-90% naszych wolnych rówieśniczek mogłoby tak napisać, ze mną włącznie swego czasu. Pustosłowie.
Zresztą twoje rozkminy wokół pana źonatego przeczą powyższemu w zakresie "wrażliwości", bo zdaje się, że facet jest bardzo powierzchowny a twoja relacja z nim była taka sama, sądząc po tym, co on pisze, jak się zachowuje i te wszystkie podstawowe rzeczy, których ty będąc z nim w związku o nim nie wiedziałaś. To Krzywe zwierciadło dla prawdziwie głębokiej relacji.
Roxann, zadam tobie ważne pytanie. Zastanów się, czy ty myślisz o sobie jak o osobie, która ma wewnątrz siebie pustkę, którą trzeba przykryć zewnętrznym blichtrem?

796

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Roxann, zadam tobie ważne pytanie. Zastanów się, czy ty myślisz o sobie jak o osobie, która ma wewnątrz siebie pustkę, którą trzeba przykryć zewnętrznym blichtrem?

Dobre pytanie. Ogólnie nie, ale jak mam w tym momencie przyjąć Waszą wersję ad żonkisia - to tak, czuje pustkę.. ale jakim blichtrem mogłabym ją przykryć, prócz zaklinania, że nie mogłam się tak pomylić?

Jeszcze apropos tego co napisałaś o braku "wrażliwości" tego żonatego i powierzchowności naszej relacji. To nie do końca tak, choć wiem, że na początku mój watek nie dotyczył stricte jego, tylko moich problemów w poprzednim związku, a że seks był główny, tak siłą rzeczy pan żonaty został przeze mnie przedstawiony jako idealny kochanek, z którym miałam nieziemski seks i do takiego zaczęłam tęsknić, co potem jak się rozstałam z ex zaczęło dawać mylny obraz naszej tamtej relacji. Padły pytania, że pisze tylko o seksie, ale nie mówię, czym mnie zafascynował, jakie cechy mnie w nim ujęły. To też siłą rzeczy budowało obraz "typowego" romansu, gdzie tylko seks i potajemne schadzki miały miejsce. A to zupełnie inaczej wyglądało, co próbowałam opisać. Ale niektórzy i tak jak mantrę powtarzali, że kilka miłych słówek i już stałam się kochanką. Nie da się wszystkiego opisać by to nie było powierzchowne. Dla mnie nie było. Tu się często łapie za słówka - jak z tym "ojcem". Tak jakbym bez niego nie funkcjonowała bo potrzebuję opieki. A tak nie jest, bo ja sobie bardzo dobrze radzę ogólnie. Nie potrzebuję "tatusia", choć nie zaprzeczę, że fajnie było się z nim poczuć taką troszkę małą dziewczynką.  Ale chyba ogólnie te "motylki" sprawiają, że zachowujemy się jak dzieci. A wracając do jego "wrażliwości" - tak, uważam że ma dużą, paradoksalnie, o czym też pisałam.. imponowało mi to jak się udziela charytatywnie, jak się przejmuje rożnymi rzeczami itd. Taki niby z pozoru twardy facet a ...ma gest, potrafi się nad czymś pochylić, nurtują go różne niesprawiedliwości itd. Oczywiście dodam, że wtedy nie wiedziałam, że ma żonę. Przekonał mnie wtedy do siebie i tyle mogę powiedzieć. Ale to past time. Teraz już nie mam pojęcia jaki to człowiek, bo totalnie inny obraz się jego mi zaczyna klarować. To smutne, bo naprawdę uważałam go za kogoś wyjątkowego.

797

Odp: ja, on i ten trzeci

Oj tam, oj tam-od razu tatuś. Są relacje typu mistrz i uczennica. Wówczas ciężko wyplenić pozytywny obraz, a każdy następny będzie namiastką.

798

Odp: ja, on i ten trzeci
apologises napisał/a:

Oj tam, oj tam-od razu tatuś. Są relacje typu mistrz i uczennica. Wówczas ciężko wyplenić pozytywny obraz, a każdy następny będzie namiastką.

To prawda. Pan żonaty pod wieloma względami mi imponował - fizycznie, intelektualnie, zawodowo itepe. I może rzeczywiście troszkę jest tak, jak pisała Elle, że sam fakt, że taki facet się mną zainteresował, poświęcił czas i uwagę, to mnie jakoś podbudowało, a przynajmniej "połechtało". Nie będę przeczyć, że nie (powiedzmy sobie szczerze nie ma takich wielu). Zresztą, przy tamtych plotkach z Elle o facetach wspomniałam, że nie było dla mnie oczywiste, że on się mną zainteresuje. Nie uważam się za bóstwo. Rózie są gusta. A swoją atrakcyjność odbieram jak odbieram: raczej gupia nie jestem (choć jak widać czasem naiwna), a co do wyglądu i mego pierwszego wpisu - nie jestem chuda, raczej szczupła.. i mam kobiece kształty, dlatego najczęściej słyszę, że jestem seksowna czy też zgrabna. A czy ładna? To już kwestia gustu. Ogólnie nie mogę narzekać na powodzenie, zainteresowanie... tyle że ci faceci mnie nie interesują.

799

Odp: ja, on i ten trzeci

Przy relacji mistrz i uczennica dość łatwo dochodzi do pomieszania zależności jakie wtedy naturalnie się pojawiają- podziw, szacunek, podległość, wdzięczność itp z relacjami seksualnymi. Powstaje rodzaj zależności. Nie Ty pierwsza i nie ostatnia wpadłaś w taką pułapkę, to znane w psychologii zjawisko. Wykorzystane jest w pewnym sensie nawet w sektach religijnych. Na dzień dobry warto uczynić rysy w obrazie nauczyciela.
Ładnie się taka relacja pokrywa z tworzeniem opieki, nadopiekuńczości w domu rodzinnym. Po prostu wykraczają obydwa schematy na zbyt wiele sfer Twojego życia. Gdy nad większością takich sfer czuwa tylko jedna, dwie osoby powstaje zbyt wielkie uzależnienie.

800

Odp: ja, on i ten trzeci
apologises napisał/a:

Ładnie się taka relacja pokrywa z tworzeniem opieki, nadopiekuńczości w domu rodzinnym.

Otóż to, co też próbowałam powiedzieć summerka88
Tylko co z tego??

801 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-05-12 21:27:06)

Odp: ja, on i ten trzeci

To prawda.
Relacja Mistrz - uczeń to coś więcej niż mentoring. Jest cienka granica między 'wdzięcznością' a wdzięcznością wymieszaną z poczuciem winy, które to właśnie uzależnia. Na podobnej zasadzie uzależnia poczucie posiadanie "długu" u kogoś, kto pomógł nam w sytuacji gdy wiemy z góry, że nie możemy mu szybko odpłacić.

Sama wdzięczność jest uczuciem pozytywnym i satysfakcjonującym, 'uwzniośla' i inspiruje.
Ale jakakolwiek domieszka poczucia winy powoduje, że uczucie wdzięczności staje się toksyczne i uzależnia. To wszystko dzieje się oczywiście podświadomie. Często długo możemy sobie nie uświadamiać faktu, że ktoś kogo podziwiamy jest jednocześnie naszym 'wierzycielem' i to poczucie zobowiązania nie do spłacenia jest czymś co blokuje nas przed otwarciem na inne relacje, bo wtedy czulibyśmy się nielojalni i nieuczciwi.

802

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Często długo możemy sobie nie uświadamiać faktu, że ktoś kogo podziwiamy jest jednocześnie naszym 'wierzycielem' i to poczucie zobowiązania nie do spłacenia jest czymś co blokuje nas przed otwarciem na inne relacje, bo wtedy czulibyśmy się nielojalni i nieuczciwi.

Prawda. Nie czułam tak wtedy, gdy się dowiedziałam, że ma żonę.. zaczęłam nowy związek z czystym sumieniem... ale.. wyszło jak wyszło..bez sensu.. naprawdę nie wiem co mam teraz myśleć, jak reagować itd. Pogubiłam się, przyznaję..

803

Odp: ja, on i ten trzeci

Elle, Excop,

Czy nie trąci Wam w tym wątku "osobowością krotkopodobną"?
Według mnie to kolejna historia osoby o bardzo nisko zawieszonym poczuciu obciachu...

804

Odp: ja, on i ten trzeci
aurora borealis napisał/a:

Elle, Excop,

Czy nie trąci Wam w tym wątku "osobowością krotkopodobną"?
Według mnie to kolejna historia osoby o bardzo nisko zawieszonym poczuciu obciachu...

Na pierwszy rzut oka, może i tak, Aurorko, ale tutaj sytuacja jest bardziej skomplikowana.
Krótka weszła w związek z (jeszcze - chyba) mężem bez przekonania.  Z brakiem "żaru". Bo on zabiegał pono. smile
Nietrudno było zawrócić jej w głowie w tej sytuacji przecież?
Tutaj zaś, Roxann tkwi w odwrotnym "bagienku".
Zakochała się w żonkosiu "z zasadami" nie wiązania przyjemnego z pożytecznym i nijak wyjść z tego nie może.
Próby uwolnienia się spod wpływu gościa, to oba nieudane związki. Z tym, co niedomagał i niewydarzonym mundurowym. Jej zdaniem tylko, bo my ich stanowiska nie znamy, niestety.

805 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-05-13 00:13:46)

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:
aurora borealis napisał/a:

Elle, Excop,

Czy nie trąci Wam w tym wątku "osobowością krotkopodobną"?
Według mnie to kolejna historia osoby o bardzo nisko zawieszonym poczuciu obciachu...

Na pierwszy rzut oka, może i tak, Aurorko, ale tutaj sytuacja jest bardziej skomplikowana.
Krótka weszła w związek z (jeszcze - chyba) mężem bez przekonania.  Z brakiem "żaru". Bo on zabiegał pono. smile
Nietrudno było zawrócić jej w głowie w tej sytuacji przecież?
Tutaj zaś, Roxann tkwi w odwrotnym "bagienku".
Zakochała się w żonkosiu "z zasadami" nie wiązania przyjemnego z pożytecznym i nijak wyjść z tego nie może.
Próby uwolnienia się spod wpływu gościa, to oba nieudane związki. Z tym, co niedomagał i niewydarzonym mundurowym. Jej zdaniem tylko, bo my ich stanowiska nie znamy, niestety.

Edytować już nie zdołałem, bo w międzyczasie wybiła północ i w związku z tym, iż "edytować można w ciągu 24 godzin" fakt, że minęło od mojego wpisu kilkadziesiąt minut tylko, to i tak kicha. smile

W każdym razie w uzupełnieniu:
Mechanizm uzależnienia emocjonalnego, rzeczywiście podobny, Siostrzyczko. smile

806 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2016-05-13 00:54:53)

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:

Na pierwszy rzut oka, może i tak, Aurorko, ale tutaj sytuacja jest bardziej skomplikowana.

Nie wiem, czy zdołam rzucić okiem drugi raz, Przyjacielu NetKobiet, bo i tak we łbie mi się to wszystko nie mieści.
Jedyną komplikacją jaką tu dostrzegam, jest to, iż Autorka, usiłuje podnieść ten romans z poziomu majtek na poziom splotu słonecznego, a według znanych mi praw grawitacji (także grawitacji Miłości) w obrębie atmosfery ziemskiej kierunek jest całkiem odwrotny.
Ale zapewne Roxann żywi głębokie przekonanie, że jego i jej uczucie jest nie z tej planety... ; -)))

Dziękuję Ci wszakże za wszelkie wyjaśnienia, Excop.
Także za "wątek pigmalioński", którym zarysowałeś śliczny kontur smutnej historii Roxann i jej "komety okresowej" w osobie jegomościa żonatego incognito ; -)))

807

Odp: ja, on i ten trzeci

Apropos wątku „pigmaliońskiego”…jak przeczytałam co Excop napisał, to aż mi się uśmiech na twarzy pojawił – bo w naszej przyjaźni też pojawił się wątek „kwiaciarki”, tylko w zupełnie innym kontekście. Kiedyś, podczas spaceru, minęliśmy taką kwiaciarkę – starszą panią siedzącą na chodniku, sprzedającą kwiatki z ogródka. On w pewnym momencie zawrócił i powiedział jej, że chce kupić wszystkie kwiatki. Kobieta była w lekkim szoku, bardzo przejęta. Nie potrafił do końca policzyć, powiedzieć ile by kosztowały… w końcu powiedziała kwotę. On zapłacił jej nawet jeszcze więcej ale wziął tylko jeden kwiatek dla mnie. Oczywiście to nie była jakaś duża kwota dla niego, ale byłam pod wielkim wrażeniem. I tak jest wysoki, a w moich oczach jeszcze urósł. smile

808 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2016-05-13 09:09:52)

Odp: ja, on i ten trzeci

Wiesz gdyby on to zrobil dyskretnie to uwierzylabym ze ma chlop wielkie serce. Ale taki jego gest w Twojej obecnosci i biorac pod uwage jego status majatkowy  to dla mnie osobiscie pokazowka ktora nie zrobilaby na mnie wrazenia ale  Ty lubisz takie efekty specjalne i on to doskonale wie wink. Oj Roksann nie uwazalam Cie za pusta lale ale powoli zaczynam zmieniac zdanie hmm
EDIT: Zapomnialam dodac dlaczego na wypadek gdyby nie bylo to dosc oczywiste wink Jara Cie fakt ze gosc jest taki cudowny, wrazliwy, romantyczny i dobry bo starszej kwiaciarce dal sporo kasy za niewarte tej kwoty kwiatki...szkoda tylko ze wykonuje ten gest dla kochanki a nie ZONY....

809

Odp: ja, on i ten trzeci

>>>Dobre pytanie. Ogólnie nie, ale jak mam w tym momencie przyjąć Waszą wersję ad żonkisia - to tak, czuje pustkę.. ale jakim blichtrem mogłabym ją przykryć, prócz zaklinania, że nie mogłam się tak pomylić?<<<

Pytasz Roxann jakim blichtrem mogłabyś ją przykryć?
Blichtrem z wykupionego straganu z kwiatami, blichtrem z szarmanckiego zachowania, blichtrem z pustych słów, za którymi nie stoi żadna prawdziwa treść.

Jesteś zainteresowana innymi ludźmi tylko wówczas, gdy się tobą zachwycają. Potrzebujesz cudzej uwagi, bez niej znikasz, giniesz. Tutaj na tym forum robisz dokładnie to, co robisz w swoim życiu. Grasz rolę, aby zyskać uwagę innych. Roztrząsają wciąż te same problemy, gdy zainteresowanie gaśnie podrzucasz nowe smsy pana żonatego, albo nowego faceta np. mundurowego.

Po twoich ostatnich opisach jestem przekonana, że pan żonaty jest też narcyzem, który tak samo jak ty łaknie zachwytu, twojego nim zachwytu, stąd rozmaite gesty. On podobnie jak ty wciąż gra swoją rolę, aby publiczność - tutaj w twojej osobie - zachwycała się nim.
Możecie z sobą tańczyć, ale nigdy nie będziecie z sobą blisko. Oboje budujecie wizerunek kosztem więzi. Ty grasz swoją rolę, on gra swoją i tak się wzajemnie nakręcacie swoimi teatrzykami i dlatego też oboje się potrzebujecie aby ten teatrzyk trwał. Wasza relacja może być intensywna i obfitująca w sceny filmów klasy C, ale prawda jest taka, że oboje na sobie pasożytujecie. Nigdy nie będzie w niej zwykłej ludzkiej troski o uczucia drugiej osoby. Dlatego on nie przejmuje się twoimi prośbami czy fochami, bo twoje uczucia nie są dla niego ważne na emocjonalnym poziomie. Na poziomie racjonalnym może grać rolę kogoś, kto niby ma to na uwadze, ale po czynach widać, że ma twoje wątpliwości za nic. Podobnie jest u ciebie, bo pan żonaty jest dla ciebie gadżetem, który chciałabyś mieć, bo dobrze się prezentuje. I tak samo ty nie przejmujesz się, że jest tam w tle jego żona, która ma swoje uczucia, ale robisz sztuczne gesty, że niby cię to obchodzi. Jednak w rzeczywistości wiele razy dałaś tutaj świadectwo, że tylko twoja własna perspektywa jest dla ciebie ważna.

Już dość moich słów w tym temacie. Powtórzę jeszcze raz na koniec: RATUJ SIĘ ROXANN, bo jesteś emocjonalną analfabetką, jeśli chodzi o kontakt z samą sobą i możliwość zbudowania głębszej relacji. Poszukaj profesjonalnej pomocy, kogoś z doświadczeniem w pracy z osobami zaburzonymi narcystycznie.

810

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

>>>Dobre pytanie. Ogólnie nie, ale jak mam w tym momencie przyjąć Waszą wersję ad żonkisia - to tak, czuje pustkę.. ale jakim blichtrem mogłabym ją przykryć, prócz zaklinania, że nie mogłam się tak pomylić?<<<

Pytasz Roxann jakim blichtrem mogłabyś ją przykryć?
Blichtrem z wykupionego straganu z kwiatami, blichtrem z szarmanckiego zachowania, blichtrem z pustych słów, za którymi nie stoi żadna prawdziwa treść.

Jesteś zainteresowana innymi ludźmi tylko wówczas, gdy się tobą zachwycają. Potrzebujesz cudzej uwagi, bez niej znikasz, giniesz. Tutaj na tym forum robisz dokładnie to, co robisz w swoim życiu. Grasz rolę, aby zyskać uwagę innych. Roztrząsają wciąż te same problemy, gdy zainteresowanie gaśnie podrzucasz nowe smsy pana żonatego, albo nowego faceta np. mundurowego.

Po twoich ostatnich opisach jestem przekonana, że pan żonaty jest też narcyzem, który tak samo jak ty łaknie zachwytu, twojego nim zachwytu, stąd rozmaite gesty. On podobnie jak ty wciąż gra swoją rolę, aby publiczność - tutaj w twojej osobie - zachwycała się nim.
Możecie z sobą tańczyć, ale nigdy nie będziecie z sobą blisko. Oboje budujecie wizerunek kosztem więzi. Ty grasz swoją rolę, on gra swoją i tak się wzajemnie nakręcacie swoimi teatrzykami i dlatego też oboje się potrzebujecie aby ten teatrzyk trwał. Wasza relacja może być intensywna i obfitująca w sceny filmów klasy C, ale prawda jest taka, że oboje na sobie pasożytujecie. Nigdy nie będzie w niej zwykłej ludzkiej troski o uczucia drugiej osoby. Dlatego on nie przejmuje się twoimi prośbami czy fochami, bo twoje uczucia nie są dla niego ważne na emocjonalnym poziomie. Na poziomie racjonalnym może grać rolę kogoś, kto niby ma to na uwadze, ale po czynach widać, że ma twoje wątpliwości za nic. Podobnie jest u ciebie, bo pan żonaty jest dla ciebie gadżetem, który chciałabyś mieć, bo dobrze się prezentuje. I tak samo ty nie przejmujesz się, że jest tam w tle jego żona, która ma swoje uczucia, ale robisz sztuczne gesty, że niby cię to obchodzi. Jednak w rzeczywistości wiele razy dałaś tutaj świadectwo, że tylko twoja własna perspektywa jest dla ciebie ważna.

Już dość moich słów w tym temacie. Powtórzę jeszcze raz na koniec: RATUJ SIĘ ROXANN, bo jesteś emocjonalną analfabetką, jeśli chodzi o kontakt z samą sobą i możliwość zbudowania głębszej relacji. Poszukaj profesjonalnej pomocy, kogoś z doświadczeniem w pracy z osobami zaburzonymi narcystycznie.

Święte słowa...

811 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-13 10:48:10)

Odp: ja, on i ten trzeci

summerka88, dużo racji w tym co napisałaś, niestety.
Muszę to wszystko sobie dokładnie, na spokojnie, przemyśleć….

Czeka mnie dużo pracy nad sobą… bo emocjonalnie rzeczywiście jestem analfabetką, wciąż „małą dziewczynką”, potrzebującą uwagi, zachwytu, żyjącą w świecie bajek, iluzji, którą kiedyś rodzice strzegli przed realnym, „złym” światem, bo była ich "skarbem", oczkiem w głowie, tak teraz podświadomie? sama to robię, żyjąc jakimiś dziwnymi wyobrażeniami czy marzeniami i nie dopuszczam do siebie nawet myśli, że może być inaczej. Przebłyski logiki nic tu jakby nie zmieniają. hmm

Edit:
Celnie to już wcześniej, tylko innymi słowami, wychwyciła Iwona:

Iwona40 napisał/a:

Roksan zachowuje się jak Czerwony Kapturek, który wie że w lesie czyha na nią zły wilk, ale to jest silniejsze od niej, i niestety chociaż rozum podpowiada jej, że wilk ją skrzywdzi, to ta ciekawość, chęć oglądania go, obcowania z nim jest poza jej świadomością.
To Pragnienie jest silniejsze od logiki, dlatego bohaterka wątku pomimo drogowskazów z forum które wyzwoliły w niej jakieś przebłyski świadomości, dalej pragnie żyć iluzją, wspomnieniami stanów emocjonalnych z przeszłości, analizowaniem każdego gestu tego wilka  (bo zewnętrznie on jest piękny i stwarza pozory porządnego, rasowego samca), jednakże .... to wilk który połyka dziewczynki.

W końcu każda bajka ma swój happy end hmm

812 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-05-13 12:13:09)

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

W końcu każda bajka ma swój happy end hmm

Rozczaruję Cię, Roxann, ale bajki zwykle kończą się źle. Na pocieszenie kierując do czytelnika morał.Jako przestrogę na przyszłość. smile

Ty mówisz o baśni, a to już inna para kaloszy. To efekt wyobraźni twórcy. W tym wypadku, Twojej, niestety.
Baśnie fajnie się czyta i ogląda adaptacje filmowe tych form literackich.
Czy ktokolwiek jednak wierzy w możliwość powtórzenia się baśni (czyli: "żyli długo i szczęśliwie") w rzeczywistości?

Bajka zaś, to obserwacja, doświadczenie i na koniec odpowiedni przekaz ubrany w personifikacje, metafory i inne porównania zakończone zaleceniem, by uczyć się na błędach. Własnych przede wszystkim. Ale cudze błędy nie są wcale gorsze w tym kontekście.
Bo pomagają unikać tych przyszłych, naszych błędów.
Wcześniej popełnianych przez innych. smile

813

Odp: ja, on i ten trzeci

Aurora <3 wink , jeśli chodzi o podobieństwa i 'rys psychologiczny' to faktycznie można mieć skojarzenia z Krotką. Albo inaczej, gdyby Kroteczka była młodsza i zamiast męża spotykałaby się z kochankiem i "tylko" on miał żonę, a ona była singielką to pewnie właśnie tak by to wyglądało.. Te peany, ten zachwyt, a teraz doszedł jeszcze wątek charytatywny big_smile

Przepraszam, że się podśmiechuję z takich 'pięknych gestów', ale takich panów też poznałam kilku i tak samo była to zawsze pokazówka nastawiona na 'roztopienie serduszka między nogami'. wink

Najbardziej z tej całej historii Roxann uderzające jest to jak trudno wybić takie 'oczadziałe' osoby z amoku. JA jak patrzę teraz z perspektywy tych 2 m-cy to nie powiedziałabym już tylu komplementów odnośnie gościa o którym nawet tutaj pisałam. Teraz wydaje mi się żałosny, pogubiony, pokiereszowany wewnętrznie, ale żałosny właśnie. Podstarzały narcyz..

Ale nie byłabym obiektywna gdybym w opisie Summerki nie odnalazła też trochę siebie.  Też do pewnego czasu moje "Związki" to był taki taniec 2 narcyzów, tylko o różnym natężeniu ich cechami. Jedno co takie relacje zawsze charakteryzuje, jak słusznie zauważyła Summerka to POZORY więzi i bliskości emocjonalnej. W rzeczywistości jest płytkość, można powiedzieć taplanie się na mieliźnie, a zasłoną dymną są teatralne gesty, które mają odwrócić uwagę od pustki 2 osób, które bawią się w "miłość".

814

Odp: ja, on i ten trzeci

Wydaje mi się jednak Elle, że jesteś dużo silniejsza psychicznie ode mnie. Ja mam dodatkowo problem z emocjami. Dlatego Ty się nie przywiązujesz do tych narcyzów od tańca. Bardziej "trzeźwo" do tego podchodzisz, z dystansem. Potańczyliście sobie, podziękowaliście i każde zaczęło szukać nowego partnera do tańca. Jak do tego jeszcze dorzucić, ilość facetów, którzy wokół czy z Tobą tańczyli (co zresztą podkreślasz), to nie zostajesz długo "pod wrażeniem" jakiegokolwiek, bo zaraz znajdujesz inny obiekt. Tobie idzie to w miarę sprawnie, bez rozkmin... a ja? Nic tylko ręce załamać. hmm

815

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:
Roxann napisał/a:

W końcu każda bajka ma swój happy end hmm

Rozczaruję Cię, Roxann, ale bajki zwykle kończą się źle. Na pocieszenie kierując do czytelnika morał.Jako przestrogę na przyszłość. smile

Aż wstyd przyznać, ale ja bardzo długo miałam fazę na bajki, potem mity wink zawsze fascynowało mnie to co niezwykłe, metafizyczne, romantyczne... itd. No to teraz mam hmm

816 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-05-13 13:01:38)

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:

Wydaje mi się jednak Elle, że jesteś dużo silniejsza psychicznie ode mnie. Ja mam dodatkowo problem z emocjami. Dlatego Ty się nie przywiązujesz do tych narcyzów od tańca. Bardziej "trzeźwo" do tego podchodzisz, z dystansem. Potańczyliście sobie, podziękowaliście i każde zaczęło szukać nowego partnera do tańca. Jak do tego jeszcze dorzucić, ilość facetów, którzy wokół czy z Tobą tańczyli (co zresztą podkreślasz), to nie zostajesz długo "pod wrażeniem" jakiegokolwiek, bo zaraz znajdujesz inny obiekt. Tobie idzie to w miarę sprawnie, bez rozkmin... a ja? Nic tylko ręce załamać. hmm


Owszem, wykształciłam w sobie (częściowo bez swojej woli i świadomości) "umiejętność" zachowywania dystansu i nie przywiązywania się. Albo inaczej - nawet jeśli czuję lekkie przywiązanie, to umiem nad tym zapanować i wiem jakie kroki wykonać po kolei aby się z tego wyplątać, z siebie to "strzepnąć".
Ale nie było tak, że nikt z zewnątrz, oprócz Rodziców ofkors wink, mi w tym nie pomógł. Był 1 facet, któremu udało się dojść dość daleko przez moje 'zabezpieczenia', a udało mu się dlatego, że w tamtym okresie nie kumałam jeszcze 'metodyki', umiałam jedynie dystansować się w mało wyszukany i randomowy sposób. Dzięki niemu, temu jak mnie potraktował częściowo, a w największej mierze oczywiście dzięki SOBIE smile, bo to ja DAŁAM się wykorzystać jednak, mogłam się tyle nauczyć. Pokazał mi - niechcący oczywiście, bo miał na to wywalone smile, gdzie w moim 'systemie' była wyrwa, która mi umknęła. Dopiero zauważając to mogłam to naprawić. I "tak hartowała się stal" tongue wink

Silna psychicznie jestem, ale nie w taki typowy pewnie sposób. U mnie siła wynika bardziej z panowania nad emocjami i obserwacji ich niż bezpośredniej konfrontacji, choć tu zależy od tego co się bardziej opłaca wink

Myślę, że spokooojnie mogłabyś tak samo panować nad swoimi emocjami i przez to czuć się silna. Tylko narazie, z jakiegoś powodu, wolisz i wybierasz czuć się tą małą słabą, podatną na wpływy narcyza, dziewczynką.

817

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Myślę, że spokooojnie mogłabyś tak samo panować nad swoimi emocjami i przez to czuć się silna. Tylko narazie, z jakiegoś powodu, wolisz i wybierasz czuć się tą małą słabą, podatną na wpływy narcyza, dziewczynką.

Ja jeszcze tego nie potrafię. U mnie emocje są zawsze bardzo silne i głębokie.

Ale to co napisała summerka88, z tym dlaczego jesteśmy sobie potrzebni, że w jakiś sposób pasożytujemy na sobie - strzał w 10!
On jest narcyzem bez 2 zdań. Ja pewnie trochę też, tyle że ten nasz rys miał zupełnie inne korzenie. On miał takie dzieciństwo, jakie summerka podejrzewałam, że ja miałam. Nikt się nim za bardzo nie interesował, rodzice się rozeszli itd. Czyli zupełnie inna sytuacja niż u mnie - skrajnie. Myślę, że też dlatego tak się "przyciągnęliśmy". On był zachwycony moją rodziną, że można mieć ze sobą taki kontakt, więzi. Dla niego to było obce, nie do pomyślenia i w jakiś sposób chciał tego doświadczyć. Mi z kolei było go strasznie żal, że miał takie dzieciństwo, że nie doświadczył tej miłości, że ja chętnie mu ją pokażę, nauczę. Ja mu mówiłam, jaki to jest "wspaniały", że zasługuje na wszystko co najlepsze (na mnie tongue) i on mi też mówił, że jestem "wspaniała", taka inna niż inne kobiety. On mnie wspierał i zawsze gratulował... ja go tak samo. I tak się przeglądaliśmy w swoich oczach w tym tańcu 2 narcyzów.

818 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-13 13:54:56)

Odp: ja, on i ten trzeci

Summerko, ja myślę, że nawoływanie do Roxan, żeby się ratowała jest bezcelowe... gdyż ponieważ ona dobrze wie, że nie ma przyszłości z panem żonatym i wcale o żadnej (z kimkolwiek) przyszłości nie myśli...
Dla Roxan ważne jest tu i teraz i emocje związane z chwilą obecną. Jaka przyszłość? jakie przywiązanie? jakie budowanie więzi?
Liczy się tylko to co właśnie SIĘ DZIEJE... i nie ważne, że to tylko błyszczący lukier, pod którym nic nie ma, takie pozłotko jakim pomalowany jest Licheń, niemający nic wspólnego z prawdziwymi kościołami, malowidłami, mozaikami... Nieważna jest w związku z tym też żona... ona nawet nie jest problemem. Ani nie jest problemem, ani nie wzbudza w Roxan uczuć typu empatia czy wstyd. Bo żona nie należy do tej "chwili obecnej" i tego "cudownego momentu".

Zastanawia mnie też ta wielce pasująca Roxan postawa "małej dziewczynki". Skąd taka potrzeba bycia zaopiekowaną, zatroszczoną, prowadzoną za rączkę... dlaczego Roksan chce odgrywać bezradną, zagubioną, delikatną i drżącą dziewczynkę? Co jej to daje, jej psychice?

Roxan, żeby była jasność: w każdej kobiecie tkwi taka "mała dziewczynka" - stąd bierze się np. nasza ciekawość świata, radość bez wielkiego powodu, spontaniczność, śmiech... Ale poza tym, mamy w sobie kobietę: intuicję, mądrość, zmysłowość, zaufanie do samej siebie...
Niektóre z nas mają też cechy trzeciej - wiedźmy: to ten głęboki kontakt z samą sobą, niezależność myślenia i działania, docenianie ciszy, odnajdywanie wewnętrznego przewodnictwa - które to cechy przekładają się też na relacje z innymi, w tym z partnerem...

Ty Roxan jesteś wyłącznie małą dziewczynką, ale dodatkowo w bardzo patologicznej wersji. Nie wiem, co Ci poradzić... bo Ty chcesz się w to "bawić", to Cię kręci, tylko to Cie interesuję... nie zauważasz, że to cholernie, niewiarygodnie płytkie... tak samo płytkie jak ten Twój żonkiś ze swoimi tanimi gestami....

819

Odp: ja, on i ten trzeci

No bo te emocje są intensywne, co paradoksalnie nie znaczy, że muszą być jednocześnie "głębokie" w jakieś metafizyczne treści smile
Tak jak "głębokie" w sensie intensywności odczuć potrafi być pożądanie.. Pewnie też tego doświadczyłaś. Patrzysz na faceta, który Ci się strasznie podoba i chcesz żeby coś między wami zaszło wink, a mózg resztę jego "przymiotów" już sobie dośpiewa, zracjonalizuje innymi słowy, dlaczego TRZEBA koniecznie się z nim przespać. No nie jest tak? big_smile


Tak to działa.

U mnie też było trochę podobnie w kwestiach dzieciństwa - ja, pomimo przemocy psychicznej i emocjonalnej, byłam można powiedzieć "chowana w kokonie" trochę i pod kloszem. Pomimo tego że Tato w ogóle się mną nie interesował w sensie emocjonalnym, to spełniał swoje inne 'obowiązki'. Mama była na maxa nadopiekuńcza z kolei i do dziś jest. Tylko z racji swoich przeżyć pewne zachowania ma typowe dla DDA.

Z kolei on był bity przez ojca alkoholika, 6 rodzeństwa i bieda aż świszczało.. Wszystko się zmieniło oczywiście jak udało mu się wyrwać z domu. Jedynie dobry kontakt ma z matką, która z kolei jeździ po świecie, pochowała 3 mężów, a teraz - wieku 80 lat ma nowego 'chłopaka' big_smile, którego zresztą nie kto inny jak jej syn jej znalazł, co akurat jest na swój sposób urocze smile

Także jak widzisz narcyzm może mieć różne podłoża, ale jedno jest zawsze wspólne - relacja nawiązywana jest z innych pobudek niż Miłość taka zdrowa i czysta. Zawsze jest to albo potrzeba kontroli (dominacji), albo przeżycie "szalonej nastoletniej love", której się nie przeżyło z jakiegoś powodu za młodu (vide: panowie w kryzysie wieku średniego, ale i kobiety tak samo), albo z poziomu poszukiwania kogoś bliskiego, kto się nami zaopiekuje/przygarnie i da poczucie bezpieczeństwa, bezkrytyczny podziw,etc. etc.
Ale to wszystko to są płytkie emocje, nie mają wiele wspólnego z prawdziwym głębokim uczuciem, o mocnych fundamentach.

820

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Także jak widzisz narcyzm może mieć różne podłoża, ale jedno jest zawsze wspólne - relacja nawiązywana jest z innych pobudek niż Miłość taka zdrowa i czysta. Zawsze jest to albo potrzeba kontroli (dominacji), albo przeżycie "szalonej nastoletniej love", której się nie przeżyło z jakiegoś powodu za młodu (vide: panowie w kryzysie wieku średniego, ale i kobiety tak samo), albo z poziomu poszukiwania kogoś bliskiego, kto się nami zaopiekuje/przygarnie i da poczucie bezpieczeństwa, bezkrytyczny podziw,etc. etc.
Ale to wszystko to są płytkie emocje, nie mają wiele wspólnego z prawdziwym głębokim uczuciem, o mocnych fundamentach.

To co napisałaś pasuje mi idealnie do niego (ale może i do mnie też, tylko jeszcze nie jestem tego świadoma, bo zdecydowanie łatwiej mi do kogoś się odnieść, niż do siebie). To wszystko w tu było -  potrzeba kontroli dominacji (pomoc w karierze, dopytywanie o mnie itd.), szalonej love (wiadomo... do tego romantycznej, niespełnionej, ale bardzo intensywnej) , poszukiwania osoby bliskiej, która się nim zaopiekuje (oboje głaskaliśmy się po główkach, tyle że dla mnie to było coś normalnego - taka bliskość, troska - on podobno od nikogo wcześniej tego nie doświadczył).

821

Odp: ja, on i ten trzeci

W zasadzie nad wszystkim można popracować. Te jazdy, rozpamiętywania, nieumiejętność rozdzielania dobrych chwil z przeszłości od stanu obecnego. Jest całe mnóstwo różnych pułapek. Tak jak uzależnienie mentalne od drugiego człowieka ma swoje typowe cechy, tak uzależnienie od zakupów, prochów, alkoholu ma swoje. Ale sporo cech, schematów jest podobnych. Podobne są narzędzia jakie dostają uzależnieni. Dość podświadomie sporo rad  na forum czerpie z tych narzędzi. Choćby zajęcie się sportem, zajście do fryzjera, drobne nagradzanie się.
Na nawroty Roxan fajny by był program HALT.  Hungry, Angry, Lonly, Tired. Dość prosty i skuteczny, choć nie gwarantuje powrotów do myślenia o tym mężczyźnie, to powinno sporo wyeliminować.  Np nuda. W takim stanie głupoty same przychodzą do głowy. Ciekawym rozwiązaniem są afirmacje i potęga podświadomości. Rozwiązań jest naprawdę mnóstwo , dają efekty, nie zastąpią mimo wszystko konkretnej terapii. Tak jak nie zastąpi pisanie na forum, może być wsparciem, wymianą myśli . I niczym więcej, bo część dotychczasowych sukcesów to zwyczajne małpowanie, branie rozwiązań na siłę. Co jak widać do końca skuteczne nie jest. Nasze domysły też nie dadzą gotowej diagnozy, taką może dać fachowiec. A co jest na rzeczy? Częściowo osobowość zależna, jest takie zaburzenie i parę cech widać.

822

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann, pozwolisz że zapytam wprost. Może gdzieś było ale nie doczytałam. O ile starszy jest ten pan żonkoś od Ciebie i czy ma dzieci?

823 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-13 15:37:18)

Odp: ja, on i ten trzeci

apologises, wiem, ale przynajmniej na początek jestem coraz większej rzeczy świadoma. Rzeczy, których nie ogarniałam, coraz bardziej mi się klarują.
Ogólnie myślę, ze mimo wszystko z tym rysem narcystycznym bliżej mojemu żonatemu do Elle, niż mi wink ale ja w sobie też wiele cech zauważam, tylko ten brak przywiązania emocjonalnego mi kompletnie nie pasuje, bo u mnie to wręcz podchodzi pod syndrom osób kochających za bardzo. Natomiast on może nie kochać tak naprawdę nikogo. Podobam mu się fizycznie, dostał wiele mojej uwagi, uwielbienia, to i dążył do romansu. Jak zniknęłam, stracił coś co go tak nakręcało, podbudowywało ego. Nawet jak jakąś znalazł na boku, to wątpię, czy do takiego stopnia by się w nim zakochała, jak ja, bo raczej osoby świadomie wchodzące w romans, mają silniejsze charaktery i są równie egoistyczny... a on potrzebował tej adoracji, bezwarunkowego poddania, wpatrzenia w niego itd., dlatego czekał "za rogiem", by móc się znów do mnie zbliżyć i przejrzeć w moich oczach. Dlatego nie gniewał się długo, choć miał powody, dlatego teraz pisze, że chciałby bym go kochała - jak wtedy?  W sumie układa się to teraz jakoś w całość i to całkiem logicznie.... choć dotąd nawet nie próbowałam tego ogarnąć, bo dla mnie jedna sprzeczność, goniła drugą. Jak się kogoś kocha to się kocha i tyle... a jeśli nie, to nie okazuje się takich rzeczy, bo po co? Kompletnie nie potrafiłam wyobrazić, że jest 3 opcja - egoistyczna - potrzeby dowartościowywania się, podbudowywania ego drugą osobą, wykorzystując jej zaangażowanie i zachwyt jego osobą. hmm

Edit: a to może wyjaśniać, że on te wszystkie rzeczy robił, nie z tej wielkiej miłości do mnie, ale właśnie do siebie samego - dlatego bym była nim coraz bardziej zafascynowana, bo to było mu potrzebne dla podtrzymania uczucia swojej "wyjątkowości". Jak widać mu się udało... bo ja nawet tu się nad nim rozpływa(ła)m. Z jego strony to była czysta manipulacja z egoistycznych pobudek, a ja odebrałam to jaką niezwykłe uczucie, wręcz metafizyczne.. romantyczne. O naiwności! hmm
Dlatego też on wydaje mi się taki idealny, a to uczucie takie wyjątkowe, bo paradoksalnie nie było (przynajmniej z jego strony) prawdziwe - to była gra, manipulacja, a że facet inteligentny i sprytny, to wiedział co robić, mówić, bym w to się wkręciła. Dlatego nikt mu teraz nie dorównuje, bo ja go prawdziwego nie poznałam, tylko jego wizerunek, który umiejętnie przede mną kreował, bym się nad nim rozpływała hmm

824

Odp: ja, on i ten trzeci
ivy71 napisał/a:

Roxann, pozwolisz że zapytam wprost. Może gdzieś było ale nie doczytałam. O ile starszy jest ten pan żonkoś od Ciebie i czy ma dzieci?

Starszy 8 lat. Ma.

825 Ostatnio edytowany przez Xymena (2016-05-13 16:50:14)

Odp: ja, on i ten trzeci

Roxann
Myślę, że naprawdę nie potrzebujesz żadnej psychoanalizy. szukałam odpowiedzi na to samo pytanie i znalazłam je w męskich wypowiedziach na ten temat. Ten dysonans poznawczy wynika z tego, że widzisz koło siebie NAPRAWDĘ zakochanego faceta i zakładasz, że jego działanie będzie nakierowane na to, aby z tobą być. Tymczasem tak się nie dzieje, bo on po prostu ma już żonę, a dla faceta w takiej sytuacji małżeństwo nie jest relacją mężczyzny i kobiety, tylko zobowiązaniem. On postrzega siebie jako odpowiedzialną osobę, która z powodu uczuć nie zostawia rodziny. Jeśli ma małe dzieci to zostawienie ich jest prawie niewykonalne psychicznie, czuje się też odpowiedzialny za żonę jako, że jest matką jego dzieci. Nie uważa, że wyrządza ci jakąś krzywdę, bo skoro jesteś sama, to czemu nie mielibyście cieszyć się swoim towarzystwem. Ty nie masz przecież w jego oczach nic do stracenia, to on według swojego mniemania ryzykuje więcej, bo przecież mogą to być wymierne straty, podział majątku, brak codziennego kontaktu z dziećmi, stres związany z rozwodem. Jego życie dobrze funkcjonuje, on TYLKO nie jest szczęśliwy. Ale w męskich opiniach głupotą jest rozwalać poukładane życie dla uczucia. Bo przecież może się nie udać, więc po co ryzykować, lepiej przeczekać, aż minie. Uwierz tak to wygląda. Niewielu ma odwagę aby posprzątać w swoim życiu. Ten twój najwyraźniej też nie, bo to właśnie ci zakomunikował. I z tym właśnie musisz się pogodzić, co łatwe nie jest.
Jak będziesz z nim rozmawiać zapytaj czy chodzi o odpowiedzialność za rodzinę, może wtedy coś z niego wyciągniesz.

826

Odp: ja, on i ten trzeci

Xymenko, myślę, że jednak ostro idealizujesz smile
Zapewne sama byłaś kochanką i potrzebujesz tak odbierać to co się wydarzyło, żeby czuć się wyjątkowo. Jak czyjaś "niespełniona miłość życia". Rozumiem, to miłe wink


Tymczasem zapominasz o jednym "szczególe" takich zakochań.. Otóż one tyle trwają właśnie dlatego, że nigdy nie są "zbrukane przez codzienność i jej nudne, brzydkie i niekiedy śmierdzące sprawy.
Bo cóż taka kochanka.. Widząc się ze swoim wybrankiem na kilka godzin w tygodniu, zakłada szpile, fajną sukienkę, goli to i owo (na codzień jednak nie zawsze da się skórę utrzymać "na zero" wink itp.), piękna bielizna, włosy i makijaż zrobiony..i wychodzimy smile

Dla porównania: W domu żona. Niezbyt "zrobiona". Niezbyt nawet ;dogolona' i wymalowana.. Za to umęczona przy dzieciach, albo zmęczona po pracy. Niezbyt chętna do spoglądania zalotnie spod rzęs na Króla, co wrócił z fabryki. Jezu, nawet niezbyt chętna na loda! yikes A on zna taką, która by z pocałowaniem rączki zrobiła..Cała wyszykowana, pachnąca i tak wyczekująca na powrót Pana.
Trudno by się nie zakochać..bynajmniej nie w codzienności z żoną. wink
Tak to wygląda.

827 Ostatnio edytowany przez apologises (2016-05-13 17:15:34)

Odp: ja, on i ten trzeci

Opis mężczyzn wg Xymeny jest wzięty rodem z samczego runa, pełno takich .Analiza pana ślicznego trochę mija się z celem. Czy ma rys narcystyczny, czy jest jednym z powyższego opisu jest absolutnie nieważne co on myśli, co czuje. Ludzi poznaje się po czynach, nie po gadce.
O ile to w jakimś stopniu narcyz, tym bardziej. Tacy ludzie mają mniej lub więcej pokręcone pojmowanie uczuć. W najgorszych przypadkach w ogóle nie ich nie rozpoznają, a drugiej osobie przypisują wręcz swoje emocje. Uczucie to nie emocje . Więc po kiego licha włazić mu do głowy? Dla Roxan takie próby to doszukiwanie się choć kawałka miłości do niej. Szuka czegoś, czego w ogólnym pojęciu miłości nie ma.

828

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Xymenko, myślę, że jednak ostro idealizujesz smile
Zapewne sama byłaś kochanką i potrzebujesz tak odbierać to co się wydarzyło, żeby czuć się wyjątkowo. Jak czyjaś "niespełniona miłość życia". Rozumiem, to miłe wink


Tymczasem zapominasz o jednym "szczególe" takich zakochań.. Otóż one tyle trwają właśnie dlatego, że nigdy nie są "zbrukane przez codzienność i jej nudne, brzydkie i niekiedy śmierdzące sprawy.
Bo cóż taka kochanka.. Widząc się ze swoim wybrankiem na kilka godzin w tygodniu, zakłada szpile, fajną sukienkę, goli to i owo (na codzień jednak nie zawsze da się skórę utrzymać "na zero" wink itp.), piękna bielizna, włosy i makijaż zrobiony..i wychodzimy smile

Dla porównania: W domu żona. Niezbyt "zrobiona". Niezbyt nawet ;dogolona' i wymalowana.. Za to umęczona przy dzieciach, albo zmęczona po pracy. Niezbyt chętna do spoglądania zalotnie spod rzęs na Króla, co wrócił z fabryki. Jezu, nawet niezbyt chętna na loda! yikes A on zna taką, która by z pocałowaniem rączki zrobiła..Cała wyszykowana, pachnąca i tak wyczekująca na powrót Pana.
Trudno by się nie zakochać..bynajmniej nie w codzienności z żoną. wink
Tak to wygląda.

Po raz kolejny, Elle, masz rację.
Xymena poszła po bandzie i to wyraźnie.
Dla niej, oszukiwanie żony (i dzieci w efekcie, bo czas, który mógłby spędzać z nimi poświęca kochance), to "odpowiedzialność za rodzinę".
Dla mnie to zwykłe tchórzostwo i obłuda na użytek tej drugiej właśnie.
Bo, upraszczając oczywiście, ona myśli sobie: "Szkoda, że on taki porządny. Gdyby był skurwielem, już byłby mój. Wreszcie i na zawsze.
Ale, po co mi skurwiel. Wolę sądzić, że wyłącznie jego poczucie odpowiedzialności za rodzinę nie pozwala nam być razem".

829 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-13 17:23:13)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Xymenko, myślę, że jednak ostro idealizujesz smile
Zapewne sama byłaś kochanką i potrzebujesz tak odbierać to co się wydarzyło, żeby czuć się wyjątkowo. Jak czyjaś "niespełniona miłość życia". Rozumiem, to miłe wink

Dlatego gdy planujesz operację plastyczną, zakup określonej marki samochodu, zmianę zawodu, nie pytaj kogoś kto właśnie ma taką czynność za sobą, bo będzie miał silną motywację do tego, aby przekonać ciebie, że powinieneś pójść w jego ślady.


Zorija, może i w Roxaann góruje jeszcze dziewczynka, ale mam wrażenie, że budzi się dorosła kobieta.


Rovann, fajnie się czyta, że zaczynasz myśleć krytycznie, przyglądać się sobie i światu dookoła bez otoczki iluzji, w której pewnie wolałabyś jeszcze tkwić i nie odzierać się ze złudzeń. Naprawdę fajnie.

830

Odp: ja, on i ten trzeci

Xymena, tylko, że miłość to też szacunek i prawdziwa troska o 2 osobę, nie tylko ogólnie o to by jej się dobrze żyło, ale też o jej uczucia. A skoro on widzi, że się zakochałam to powinien (wiedząc, że nie odejdzie od żony), dać mi spokój, szczerze ze mną porozmawiać. On mi bezpośrednio tego nie powiedział, że od niej nie odejdzie, tylko takie lanie wody, że zawsze mogę na niego liczyć, że na tyle na ile będzie mógł to mi pomoże itd. Na tej podstawie to wywnioskowałam.
Ja właśnie m.in. dlatego zdystansowałam się do mundurowego, bo w moim odczuciu za bardzo i z szybko się "zaangażował" i nie chciałam go wykorzystywać, wiedząc, że nie odwzajemnię raczej jego uczucia i nie chcę brać odpowiedzialności za jego ew zawód. Dlatego też z ex starałam się jakoś rozwiązać "nasz" problem, nie zostawiać go z tym tak bez prób pomocy mu, bo wiedziałam, że dla niego to będzie bardzo bolesne, głównie też ze względu na męskie ego. Rozstaliśmy się po przyjacielsku i dalej ze sobą rozmawiamy a on nie tylko nie ma do mnie żalu, ale nawet jest wdzięczny, że poświęciłam mu tyle uwagi, wyrozumiałości itd. Teraz wiem, że się leczy ale już sam o tym zdecydował, przemyślał, "dorósł" do tego.
Pana żonatego kompletnie nie posądzałam o taki egoizm, bo totalnie zmylił mnie swoimi pięknymi słówkami i gestami. Co to za "miłość"?, kiedy on zakłada, że nic złego się nie dzieje, bo i tak jestem teraz wolna, więc możemy dać jej upust?? Po czym on jakby nigdy nic wróci do żony z poczucia obowiązku?? Dziękuję bardzo za taką "miłość"!
Nie rozumiałam jednak dotąd może nie tyle motywów, co sprzeczności w tym wszystkim - tym jak się wobec mnie zachowywał w połączeniu z tym, że ma równolegle 2 życie. Pewnie dlatego tak trudno było mi to wyobrazić, bo ja o tym jego małżeństwie w zasadzie nic nie wiem. To nie są dla mnie naturalne i oczywiste sprawy, dlatego m.in. czytam tu wątki zsadzających i zdradzonych. To mi poszerza perspektywę, choć wciąż trudno mi to wszystko pojąć, poukładać - ogarnąć swoje uczucia, emocje.

831

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Xymenko, myślę, że jednak ostro idealizujesz smile
Zapewne sama byłaś kochanką i potrzebujesz tak odbierać to co się wydarzyło, żeby czuć się wyjątkowo. Jak czyjaś "niespełniona miłość życia". Rozumiem, to miłe wink


Tymczasem zapominasz o jednym "szczególe" takich zakochań.. Otóż one tyle trwają właśnie dlatego, że nigdy nie są "zbrukane przez codzienność i jej nudne, brzydkie i niekiedy śmierdzące sprawy.
Bo cóż taka kochanka.. Widząc się ze swoim wybrankiem na kilka godzin w tygodniu, zakłada szpile, fajną sukienkę, goli to i owo (na codzień jednak nie zawsze da się skórę utrzymać "na zero" wink itp.), piękna bielizna, włosy i makijaż zrobiony..i wychodzimy smile

Dla porównania: W domu żona. Niezbyt "zrobiona". Niezbyt nawet ;dogolona' i wymalowana.. Za to umęczona przy dzieciach, albo zmęczona po pracy. Niezbyt chętna do spoglądania zalotnie spod rzęs na Króla, co wrócił z fabryki. Jezu, nawet niezbyt chętna na loda! yikes A on zna taką, która by z pocałowaniem rączki zrobiła..Cała wyszykowana, pachnąca i tak wyczekująca na powrót Pana.
Trudno by się nie zakochać..bynajmniej nie w codzienności z żoną. wink
Tak to wygląda.

Dodam jeszcze:
pan żonkiś po pracy and delegacjach wraca do tej nudnej żony, to z nią siada do stołu i je obiad, to z nią kładzie się do łóżka... to ze swoimi dziećmi jeździ na rowery i buduje domek na drzewie.. Żona zresztą wcale nie musi być umęczona itd. To może być dojrzała kobieta z klasą, robiąca karierę, mająca swoje cele.
Równie prawdopodobne jak proroctwa Xymeny jest to, że bardzo mu to pasuje i wcale nie chce tego zmieniać. Nawet jeśli by mógł. A Roxann jest tylko urozmaiceniem.
Możliwych scenariuszy jest zresztą dużo więcej. A Xymena ma w głowie tylko to jedno... To prawda, że takie tłumaczenie jest wyjątkowo "na rękę" tym "trzecim": biedny misio, zakochany na śmierć, ale taki zniewolony i uwiązany... i ja-kochanka, jego największe, lecz nieosiągalne szczęście.... Dziewczyny, może w przyszłym wcieleniu, co?

832

Odp: ja, on i ten trzeci
summerka88 napisał/a:

Zorija, może i w Roxaann góruje jeszcze dziewczynka, ale mam wrażenie, że budzi się dorosła kobieta.


Rovann, fajnie się czyta, że zaczynasz myśleć krytycznie, przyglądać się sobie i światu dookoła bez otoczki iluzji, w której pewnie wolałabyś jeszcze tkwić i nie odzierać się ze złudzeń. Naprawdę fajnie.

Dziękuję, staram się smile Jestem po 1 winna to Wam, bo poświęciliście mi tyle uwagi, czasu a dalsze lekceważenie Waszych rad, które są dla mojego dobra (choć niekoniecznie dla mnie miłe w tym momencie to zejście na ziemię), byłoby brakiem szacunku - a ja to bardzo doceniam:) a po 2 sama muszę się ratować, jak to słusznie określiłaś wink

Z tą małą dziewczynką, to chyba tak, że rzeczywiście ten syndrom najmłodszej w rodzinie.. bo jakby nie patrzeć, dalej troszkę jestem przez rodziców traktowana jak dziecko, przynajmniej pod pewnymi względami - chociażby przesadnej opieki i czułości.
Poza tym ja naprawdę mam troszkę romantyczną, idealistyczną naturę... gdzie wszystko kręci się wokół "czuję" i to mnie gubi.
Na co dzień raczej tego nie pokazuję, bo nie ma na to czasu ani miejsca... ale pn żonaty to szybko wychwycił, że pod pozornym pancerzem niedostępności, ogólnego rozgarnięcia i chyba inteligencji, kryje się bardzo wrażliwa, uczuciowa i troszkę oderwana od rzeczywistego świata osoba.

833

Odp: ja, on i ten trzeci

Zorija, no dla mnie jest jasne, że jemu taki układ pasuje. To dorośli faceci, jeśli czegoś nie chcą to nawet jak zacisną poślady to im bokiem wyjdzie - patrz temat niejakiego energy, który (po niewczasie, ale zawsze) kończy ten "horror" z żoną, której nie pożąda. A który facet wytrzyma z żoną, z którą "nie sypia wcale"? Przecież to stosunkowo łatwo rozwiązać, nawet w sądzie wszyscy mu współczuć będą i rozwód od ręki smile
Aleee..to trzeba właśnie CHCIEĆ. A oni nie chcą. Jak nie chce to mu tak dobrze. Ot, prosta logika - czasem przydatna i w życiu wink


Roxann, uwierz że mnie też traktowano dłuuugo jak najmłodszą, choć najmłodsza nie jestem. Zawsze byłam 'czortem', co potwierdzi moje rodzeństwo wink, ale mimo to zawsze miałam najwięcej do powiedzenia i pewnie dlatego umiałam 'wymusić' to i owo, pomimo tego, że obrywałam po łbie z powodu patologicznych relacji Rodziców (patologicznej braku love i małżeństwa z rozsądku).
To wszystko mnie ukierunkowało życiowo trochę na egoizm i (być może) narcyzm do jakiegoś stopnia.
Ty może jesteś bardziej podatna na czułe gesty, bo jesteś do nich przyzwyczajona z domu. Ja jestem bardziej przyzwyczajona, że ustawiam ludzi tak jak chcę i żeby oni robili to co ja chcę. Choć to 'chcę' wcale nie musi wynikać z chęci "dyrygowania", co po prostu naturalny odruch osoby, której Rodzice i rodzeństwo ulegali pod pewnymi względami.

Ale generalnie koncepcja najmłodszej "terrorystki" wink w rodzinie jest mi znana i można ją faktycznie podciągnąć potem pod przyciąganie starszych mężczyzn.

834

Odp: ja, on i ten trzeci

Dokładnie Elle. Sama zresztą jestem teraz z facetem, który też ma małe, 7-letnie dziecko, a mimo to rozstał się ponad rok temu ze swoją żoną. Poświęca zresztą temu dziecku mnóstwo czasu; ta sytuacja wcale nie zwolniła go z odpowiedzialności, możne nawet wręcz przeciwnie, stara się bardziej niż wcześniej. Ale podjął decyzję - skoro związek przestał mu odpowiadać, to odszedł. I nie Xymeno, nie do nowej kobiety, która "otworzyła mu oczy", oświeciła go i uświadomiła mu, co go w życiu omija oraz była dla niego impulsem do zmian. Bo przez ten rok był sam. Tylko, że to jest dojrzały i wiedzący czego chce i co mu nie leży facet.

835 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-13 18:19:44)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Ty może jesteś bardziej podatna na czułe gesty, bo jesteś do nich przyzwyczajona z domu.

Dokładnie. Takie gesty robili wobec mnie rodzice i rodzeństwo i to było przejawem tej "bezwarunkowej miłości"
Ja nie byłam "terrorystką" w domu, raczej osobą, która łagodziła wszelkie konflikty, zwykle szybko wychwyciłam bezsens sprzeczek i jakoś tak naturalnie doprowadzałam do "rozejmu" - w ogóle nie mam w sobie negatywnych emocji, nie potrafię podnieść głosu, nawrzeszczeć na kogoś, zawsze staram się zrozumieć... przeanalizować, zastanowić - tak wiem bez sensu bo często tłumię emocje w sobie. Jestem też bardzo opiekuńcza, wyrozumiała... Moja mama (i nie tylko) zawsze mi mówiła, że mam cudowny charakter, że będę dla jakiegoś faceta jak skarb, jeśli to doceni (stąd pewnie m.in. moje wyniesione z domu poczucie "wyjątkowości" do tego zawsze mi mówiono, że jestem bardzo ładna i mądra itd. - stąd pewnie ten rys narcystyczny) a nie wykorzysta (stąd pewnie przesadne trzymanie mnie pod kloszem). A ja się jak widać w relacjach z facetami totalnie gubię hmm

836 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-05-13 18:25:52)

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Ty może jesteś bardziej podatna na czułe gesty, bo jesteś do nich przyzwyczajona z domu.

Dokładnie. Takie gesty robili wobec mnie rodzice i rodzeństwo i to było przejawem tej "bezwarunkowej miłości"
Ja nie byłam "terrorystką" w domu, raczej osobą, która łagodziła wszelkie konflikty, zwykle szybko wychwyciłam bezsens sprzeczek i jakoś tak naturalnie doprowadzałam do "rozejmu" - w ogóle nie mam w sobie negatywnych emocji, nie potrafię podnieść głosu, nawrzeszczeć na kogoś, zawsze staram się zrozumieć... przeanalizować, zastanowić - tak wiem bez sensu bo często tłumię emocje w sobie. Jestem też bardzo opiekuńcza, wyrozumiała... Moja mama (i nie tylko) zawsze mi mówiła, że mam cudowny charakter, że będę dla jakiegoś faceta jak skarb, jeśli to doceni (stąd pewnie m.in. moje wyniesione z domu poczucie "wyjątkowości" do tego zawsze mi mówiono, że jestem bardzo ładna i mądra itd. - stąd pewnie ten rys narcystyczny) a nie wykorzysta (stąd pewnie przesadne trzymanie mnie pod kloszem). A ja się jak widać w relacjach z facetami totalnie gubię hmm


Łee to nie. Ja nie łagodziłam konfliktów, ani chyba specjalnie ich nie generowałam, za to zawsze "stawałam do walki" żeby wygrać, jeśli już jakiś się pojawił. I zwykle wygrywałam wink tyle, że kosztem wk... kogoś, najczęściej Rodziców, jak im napyszczyłam, a tak po prawdzie to 'wyraziłam swoją opinię' na miarę wieku i świadomośći wink

I następna różnica: mnie NIGDY nie mówili Rodzice (no, RAZ Ojciec po pijaku wink), że jestem ładna czy mądra. Raczej odwrotnie, jeśli już.
Za to prawie zawsze słyszałam to od innych ludzi: znajomi rodziców, dalsza rodzina, jakieś randomy powiązane luźno z naszą rodziną itp. Więc miałam niezłą schizofrenię na tym punkcie wink
W sumie do dziś nie potrafię jednoznacznie powiedzieć czy jestem ładna (sama dla siebie) i mądra.

Pozazdrościć Ci takiego dzieciństwa. Chociaż, jak widać, i tak masz swoje lekcje do przerobienia i jeśli się samemu nie zbuduje poczucia wartości, niezależnego od zewnętrznych opinii (w tym Rodziców), to sielskie dzieciństwo też nie uchroni, ani nie zrobi roboty za Ciebie.

837 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-13 18:38:49)

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Pozazdrościć Ci takiego dzieciństwa. Chociaż, jak widać, i tak masz swoje lekcje do przerobienia i jeśli się samemu nie zbuduje poczucia wartości, niezależnego od zewnętrznych opinii (w tym Rodziców), to sielskie dzieciństwo też nie uchroni, ani nie zrobi roboty za Ciebie.

Widzisz Elle, tu piszą o niskim/wysokim poczuciu mojej wartości o kompleksach czy wręcz wygórowanym ego - a ja naprawdę się nad tym nie zastanawiam. Jestem jaka jestem, nie muszę się wszystkim podobać, akceptuję siebie fizycznie, intelektualnie - wiem jednak, że mam problem z emocjami i to mnie gnębi. I to jest mój największy "kompleks" bo wiem, że przez to mam problemy...gdybym nie "kochała" żonatego, potrafiła się emocjonalnie od niego uwolnić, to nie byłoby żadnego problemu...

838

Odp: ja, on i ten trzeci

Nie trzeba się nad czymś zastanawiać żeby 'istniało' wink
Kwestia jaką temu nadamy rangę w swojej głowie.

Nie musisz mieć kompleksów, które Cię od środka "zabijają", wystarczy, że czujesz się "taka malutka" przy żonatym i już to wiele mówi o Twoi poczuciu wartości i jak chwiejne jest, w zależności z kim obcujesz.

839

Odp: ja, on i ten trzeci
Elle88 napisał/a:

Nie trzeba się nad czymś zastanawiać żeby 'istniało' wink
Kwestia jaką temu nadamy rangę w swojej głowie.

Nie musisz mieć kompleksów, które Cię od środka "zabijają", wystarczy, że czujesz się "taka malutka" przy żonatym i już to wiele mówi o Twoi poczuciu wartości i jak chwiejne jest, w zależności z kim obcujesz.

Elle, to też nie tak.. tak "rozdmuchano" łapiąc mnie za słówka, że on traktuje mnie jak "ojciec", tak teraz, że ja się przy nim czuję "taka malutka'. Nie! Chodzi o zupełnie coś innego - że ja miałam ten komfort, że mogłam się przy nim tak czuć. To jest naprawdę fajne uczucie, kiedy wiesz, że możesz komuś zaufać polegać i wiesz że ci się krzywda nie stanie - bo on się zaopiekuję. Ja n co dzień jestem zosią samosią, zwykle wiem lepiej, zwykle to na mnie polegają i taka odmiana jest bardzo miła. Kiedy pan mundurowy powiedział "pani rządź" boś mądrzejsza i chętnie się "podda" to mnie od razu odepchnęło. Wiesz już o co mi chodziło z tą małą dziewczynką?

840

Odp: ja, on i ten trzeci

Ależ ja się zgadzam z waszą oceną takiego postępowania. Przytoczyłam tylko punkt widzenia wyrażany przez samych facetów uwikłanych w romans.
Oni tak to powszachnie widzą.

841 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-05-13 18:56:07)

Odp: ja, on i ten trzeci

Si, rozumiem.

Jak tak to tak tongue
Tak to ja też lubię. I identyko mam z gośćmi, którzy chcą być "prowadzeni" i "się oddać i poddać" , byleby się nie narobić. Więcej mają z kobiety niż same kobiety.
Kobiece mózgi po prostu w męskim ciele, pomimo męskiej postury często.
Też mnie to odrzuca na maxa.

842 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-05-13 19:29:08)

Odp: ja, on i ten trzeci
Xymena napisał/a:

Ależ ja się zgadzam z waszą oceną takiego postępowania. Przytoczyłam tylko punkt widzenia wyrażany przez samych facetów uwikłanych w romans.
Oni tak to powszachnie widzą.

Sarkazmu jednak nie wyczułem, Xymeno, w Twojej wypowiedzi.
Ale, biorąc pod uwagę to, co uznałaś za stosowne sprostować, nic innego, niż zgodzić się z tym, nie pozostaje.
Poza tym, że kobiety, które dają się na to nabrać, jednak same na to "zapracowują". Czyż nie? smile

843 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-13 19:42:10)

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:
Xymena napisał/a:

Ależ ja się zgadzam z waszą oceną takiego postępowania. Przytoczyłam tylko punkt widzenia wyrażany przez samych facetów uwikłanych w romans.
Oni tak to powszachnie widzą.

Sarkazmu jednak nie wyczułem, Xymeno, w Twojej wypowiedzi.
Ale, biorąc pod uwagę to, co uznałaś za stosowne sprostować, nic innego, niż zgodzić się z tym, nie pozostaje.
Poza tym, że kobiety, które dają się na to nabrać, jednak same na to "zapracowują". Czyż nie? smile

Excop, to co napisała Xmena w poprzednim jak i tym poście is TRUE, tyle to "naprawdę zakochany", to żadna miłość, tylko "motylki", adrenalina, podbudowywanie własnego ego. I wiesz, co mi jeszcze się nasunęło, tak z moich, jak i forumowiczów doświadczeń? Że jak już ktoś odchodzi od kogoś tym bardziej do innej/innego gdy są dzieci, to w tym małżeństwie musiało się po 1. źle dziać, a po 2. też ta osoba musiała mieć niskie (może też przez to) poczucie własnej wartości, że zdecydowała na taki radykalny, wręcz desperacki krok, bo tamta osoba wydała się wybawieniem. Czyż nie? Osoba, która poza nieudanym z jej punktu widzenia a przynajmniej nie satysfakcjonującym małżeństwem, ale realizująca się na innych polach, nie odejdzie, bo ma odskocznię czy to w postaci pracy czy kochanki. No chyba, że żona się dowie. Oczywiście nie mówię tu już o jakichś patologicznych sytuacjach, ale ogólnie.. nawet o związku gdzie dawno nie ma "miłości" a jest się razem bo jest, bo zobowiązania, dzieci itd.
Ten "mój" żonaty znakomicie realizuje się zawodowo. W domu, jak przypuszczam ma żonę która o wszystko na bieżąco dba, też o dzieci (choć po tym jak nie wiedział kiedy miały ferie, to już sama nie wiem), ale po co m to zmieniać? W końcu jako żonaty, dzieciaty obiektywnie wydaje się bardziej rozgarnięty i odpowiedzialny. Przyznam, że naprawdę nurtuje mnie to jak wygląda jego małżeństwo (choć nie powinno), dlaczego to taki temat tabu, bo zważywszy ile czasu mi poświęcał... w jednym mieście.. no kupy się nie trzyma nadal... ale to już tylko zwykła ciekawość... nie, że znów rozkminiam wink

844

Odp: ja, on i ten trzeci
Roxann napisał/a:
Excop napisał/a:
Xymena napisał/a:

Ależ ja się zgadzam z waszą oceną takiego postępowania. Przytoczyłam tylko punkt widzenia wyrażany przez samych facetów uwikłanych w romans.
Oni tak to powszachnie widzą.

Sarkazmu jednak nie wyczułem, Xymeno, w Twojej wypowiedzi.
Ale, biorąc pod uwagę to, co uznałaś za stosowne sprostować, nic innego, niż zgodzić się z tym, nie pozostaje.
Poza tym, że kobiety, które dają się na to nabrać, jednak same na to "zapracowują". Czyż nie? smile

Excop, to co napisała Xmena w poprzednim jak i tym poście is TRUE, tyle to "naprawdę zakochany", to żadna miłość, tylko "motylki", adrenalina, podbudowywanie własnego ego. I wiesz, co mi jeszcze się nasunęło, tak z moich, jak i forumowiczów doświadczeń? Że jak już ktoś odchodzi od kogoś tym bardziej do innej/innego gdy są dzieci, to w tym małżeństwie musiało się po 1. źle dziać, a po 2. też ta osoba musiała mieć niskie (może też przez to) poczucie własnej wartości, że zdecydowała na taki radykalny, wręcz desperacki krok, bo tamta osoba wydała się wybawieniem. Czyż nie? Osoba, która poza nieudanym z jej punktu widzenia a przynajmniej nie satysfakcjonującym małżeństwem, ale realizująca się na innych polach, nie odejdzie, bo ma odskocznię czy to w postaci pracy czy kochanki. No chyba, że żona się dowie. Oczywiście nie mówię tu już o jakichś patologicznych sytuacjach, ale ogólnie.. nawet o związku gdzie dawno nie ma "miłości" a jest się razem bo jest, bo zobowiązania, dzieci itd.

Rozumiem, o co ci chodzi, Roxann, ale co to może mieć wspólnego z Twoją sytuacją?
Przecież gość wyraźnie dał Ci do zrozumienia, że jego rodzina to tabu i rozmawiać o tym nie ma zamiaru.
Opierasz się na historiach  z tego forum, może innych.
Ale to Twoja historia jednak i Ty jesteś gwiazdą tego "spektaklu".
Którego "scenariusza" nawet nie widziałaś.
Bo reżyser jest zdania, że nie jest Ci on potrzebny.
Wystarczy, że on wie, co robi i jak ma to wyglądać. smile

845

Odp: ja, on i ten trzeci
Excop napisał/a:

Rozumiem, o co ci chodzi, Roxann, ale co to może mieć wspólnego z Twoją sytuacją?
Przecież gość wyraźnie dał Ci do zrozumienia, że jego rodzina to tabu i rozmawiać o tym nie ma zamiaru.
Opierasz się na historiach  z tego forum, może innych.
Ale to Twoja historia jednak i Ty jesteś gwiazdą tego "spektaklu".
Którego "scenariusza" nawet nie widziałaś.
Bo reżyser jest zdania, że nie jest Ci on potrzebny.
Wystarczy, że on wie, co robi i jak ma to wyglądać. smile

Nie lubię Cię tongue
ale trudno nie przyznać Ci racji wink

Jak taki mądry jesteś to mi jeszcze odpowiedz dlaczego nie wiedział, kiedy dzieci mają ferie i święta Wielkanocne spędzał sam?

Posty [ 781 do 845 z 3 618 ]

Strony Poprzednia 1 … 11 12 13 14 15 … 56 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ja, on i ten trzeci

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026