No niestety typowe.
Kochanka potrzebna, aby małżeństwo mogło trwać.
Wtedy wszystko działa jak należy.
Podobne tematy
No niestety typowe.
Kochanka potrzebna, aby małżeństwo mogło trwać.
Wtedy wszystko działa jak należy.
A ty Xymeno jak zwykle ,jak gołąb na parapet .
Zrozum .Kochanki sa de passe ![]()
Powiedz to tym facetom, którzy tak rozwiązują swoje problemy...
Młode kochanki nie są po to, aby małżeństwo mogło trwać. Ci faceci w żaden sposób nie myślą o małżeństwie lecz o własnej wygodzie. A kochanki są po to, aby nie czuli upływającego czasu, aby znowu poczuli się jak wtedy kiedy mieli po 20 parę lat. To musi być miłe przeglądać się w oczach młodej, ładnej dziewczyny. Jeszcze kiedy widzi się w tych oczach zachwyt nad sobą. Podbudowują sobie swoje ego. Dobra pozycja, dobra materialne powszednieją, przestają wystarczać. Facet chce czuć się młody. Żona choćby nie wiem jak atrakcyjna i dobra dla męża mu tego dać nie może.
Eee tam zaraz młode. Ja tam zawsze gustowałem w kobietach 30+ takich co już wiedzą czego chcą. Generalnie +/- równolatki są najlepsze. Kolesie 50+ z 18+ na fotelu obok są jak dla mnie infantylno-żałośni zwyczajnie.
Il Condottiero widocznie oni nie uważają siebie za żałosnych. Może nie posiadasz deficytów, które występują u nich.
To tak jak z kobietami, nie wszystkie wstrzykują sobie tony botoksu i kwasu w usta.
Teraz w okresie letnim będzie ich wysyp na deptakach i bulwarach. Mamy z Żoną taką knajpkę w dalszej okolicy, do której lubimy jeździć coś zjeść i tam zawsze latem podjeżdżają panowie po 50' ubrani a la dwudziestolatkowie z jakąś 18+ pod ręką. Moje pierwsze skojarzenie to klaun. Poza tym (nie wiem czy to moda czy nie) ale większość podjeżdża we Fiatach 500 ![]()
658 2016-05-09 11:03:01 Ostatnio edytowany przez Xymena (2016-05-09 11:06:17)
bet
Może są też tacy, o jakich piszesz, ale zadałam sobie trochę trudu czytając na męskich forach, jak oni to widzą i tam są właściwie tylko tacy, którzy tkwią w nieudanych małżeństwach, a mówiąc wprost najczęściej w małżeństwach bez seksu.
Xymena, jakie to męskie fora?
A co mają pisać, że czas im ucieka... Oni sami sobie tego nie uświadamiają.
Często nie dbają o swoje kobiety, traktują je jak coś, co już jest i nie trzeba się o nie starać. Walą im na głowę coraz więcej obowiązków i w dodatku mało o siebie dbają. Nie rozwijają się. Dopiero kochanka daje im impuls do zmian.
Faceci mają oczekiwania wobec kobiet, którym trudno sprostać. Mamy być dyspozycyjne, wypoczęte, zadbane, patrzące na nich z zachwytem, rozwijać swoje pasje, gotować, sprzątać, robić zakupy, dbać o dom, prać, prasować, do tego mieć dobrą pracę no i jeśli są dzieci wzorcowo je wychowywać. Opiekować się nimi plus oczywiście mężczyzną i być boginią w łóżku.
Sporo tego.
Chcielibyśmy bardzo wiele, mamy wysokie oczekiwania. Ciągle jakbyśmy do czegoś dążyli, coś gonili. Oczekiwali perfekcji.
I jeszcze taka moja uwaga. Jak ktoś ma wypełniony czas, sporo obowiązków domowych, dorabia się to nie ma głowy do romansów.
Zdradzający faceci często mają dobrze poukładane życie. Stać ich na ten komfort, żeby wyrwać się gdzieś z kochanką, zabiegać o nią.
bet
To co piszesz, to stereotypy.
Tak to sobie każdy wyobraża.
A jest zazwyczaj inaczej
Faceci mają oczekiwania wobec kobiet, którym trudno sprostać. Mamy być dyspozycyjne, wypoczęte, zadbane, patrzące na nich z zachwytem, rozwijać swoje pasje, gotować, sprzątać, robić zakupy, dbać o dom, prać, prasować, do tego mieć dobrą pracę no i jeśli są dzieci wzorcowo je wychowywać. Opiekować się nimi plus oczywiście mężczyzną i być boginią w łóżku.
Masz albo złe doświadczenia albo wzorce. Nawet przez 1 sekundę naszego małżeństwa nie pomyślałem w ten sposób o swojej Żonie a jesteśmy razem ponad 10 lat. Myślę, że żaden normalny facet tak nie myśli.
Jak ktoś ma wypełniony czas, sporo obowiązków domowych, dorabia się to nie ma głowy do romansów.
Zdradzający faceci często mają dobrze poukładane życie. Stać ich na ten komfort, żeby wyrwać się gdzieś z kochanką, zabiegać o nią.
Święte słowa.
Jak ktoś myśli w pracy o PRACY, to nawet po pracy - jak nie masz rodziny, to starasz się trzymać dyscyplinę, a raczej siebie "w ryzach" żeby na kolejny dzień być w pracy w formie (psycho-fiz.). Dopiero jak się jest pewnym swojej pozycji w firmie można trochę wyluzować, ale wiadomo -nie za bardzo. Każdy dyrektor, który zacząłby nagle prowadzić życie w trybie:"dziwki, wino i pianino" szybko straciłby posadę, a na pewno pojawiłyby się komplikacje. Dlatego oni mają ten czas z kochankami b. dobrze zaplanowany.
Jeśli są singlami to luz, nawet weekend da się razem spędzić. Gorzej jak facet ma żonę, rodzinę - wtedy to już 'gimnastyka' czasowa, dlatego te spotkania z kochanką takie "Wyrwane" w ciągu dnia, godzina, dwie.. seks i wio, z powrotem do żony, do domu.
Wbrew pozorom ta kochanka też ma przerąbane w takim układzie, chyba że jest na tyle mądra by się nie angażować, czyli sponsoring itp. układy, najlepiej z kasą w tle -zawsze to powtarzam. Kasa w takich sytuacjach dobrze 'ustawia' w głowie takiej kochance, nie ma co się wstydzić.
664 2016-05-09 16:52:48 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-05-09 16:54:31)
bet napisał/a:Faceci mają oczekiwania wobec kobiet, którym trudno sprostać. Mamy być dyspozycyjne, wypoczęte, zadbane, patrzące na nich z zachwytem, rozwijać swoje pasje, gotować, sprzątać, robić zakupy, dbać o dom, prać, prasować, do tego mieć dobrą pracę no i jeśli są dzieci wzorcowo je wychowywać. Opiekować się nimi plus oczywiście mężczyzną i być boginią w łóżku.
Masz albo złe doświadczenia albo wzorce. Nawet przez 1 sekundę naszego małżeństwa nie pomyślałem w ten sposób o swojej Żonie a jesteśmy razem ponad 10 lat. Myślę, że żaden normalny facet tak nie myśli.
Dokładnie. Kobiety, które taką martyrologię stosują, niech mają pretensje tylko i wyłącznie do siebie. Pewnie, że to zależy od mężczyzny, ale dopóki kobieta nie pozwoli się wykorzystać, to jemu się to nie uda. A jeśli niektóre WOLĄ mieć sterylne domy niż pospędzać czas że swoim mężczyzną, to już insza inszość.
Ja nie uważam, że bet prezentuje stereotypowe myślenie. Bardziej poparte pewnie jakimś złym doświadczeniem, pod którym i ja mogę się podpisać. Niestety.
Pewnie, Il Condottiero, że są normalni faceci i cieszę się, że do takich należysz. Sama znam wielu takich i daleka jestem od uogólnień.
Ale scenariusz przedstawiony wcale nie jest taki odległy od rzeczywistości, naprawdę. Za zdradą stoi wiele różnych czynników, i bet przedstawia niektóre z nich.
Po kilkunastu latach bywa właśnie tak, jak pisze pat:
Często nie dbają o swoje kobiety, traktują je jak coś, co już jest i nie trzeba się o nie starać. Walą im na głowę coraz więcej obowiązków i w dodatku mało o siebie dbają. Nie rozwijają się. Dopiero kochanka daje im impuls do zmian.
Aby nie być posądzoną o stronniczość względem płci - dodam, że dotyczy to zarówno mężczyzn jak i kobiet.
Zdradzający faceci często mają dobrze poukładane życie. Stać ich na ten komfort, żeby wyrwać się gdzieś z kochanką, zabiegać o nią.
Zdradzają często, bo się po prostu w swoim związku nudzą.
Diabelnie to wszystko skomplikowane...
Z moich osobistych doświadczeń: miałam rodzinę, dbałam o nią itd itp itd. Wkładałam w to wszystko ogromnie dużo wysiłku.
A mój mąż mnie zdradził i odszedł... ja to niemożliwie przeżyłam.
A teraz? Jestem w związku (już trzecim od rozstania z bm) i tym razem chcę to pociągnąć dłużej. I nigdy, przenigdy nie wróciłabym do poprzedniego układu. Dlaczego? Ano właśnie z tego powodu, dla którego (chyba) zdradzacze zdradzają... mam całkowicie nowe, świeże doznania, mój nowy partner bardzo się stara, jest czuły, zabiega o mnie... kupuje mi tulipany, trzyma za rękę (hehehehe), patrzy w oczy (:P), zauważa wszystko, nową sukienkę, skaleczony palec... wyjeżdżamy, spotykamy się na mieście, czasem u siebie nocujemy... ja tego typu doznań i uczuć nie miałam w swoim związku chyba z kilkanaście lat... to przykre... ale rutyna, codzienność, życie ze sobą zabija takie rzeczy...
Jedyną rzeczą, której nigdy nie zrobię, to zamieszkanie razem - bycie ze sobą non stop zabija pragnienie wspólnego spędzania czasu, nie trzeba się wysilać, kombinować, starać... poza tym nie chcę już nikomu prać (mogę CZASEM coś ugotować!, ale wyłącznie wtedy, gdy i sama czasem zostanę zaproszona na kolację, którą ugotuje on), nie chcę prasować, słuchać chrapania co noc, znosić humorów (co jest normalne, mamy stresujące życie) itd itp.
Niemniej - wracając do wątku - miałam tragiczny rok, który ostatecznie okazał się dla mnie zbawieniem, odzyskaniem wolności... odżyłam, poczułam się znów młoda, pożądana, adorowana...
Sama się nad tym wszystkim zastanawiam... jak to jest?? i póki co nie znajduję odpowiedzi.....
667 2016-05-09 17:56:24 Ostatnio edytowany przez Xymena (2016-05-09 17:56:47)
Zorjia
Miło to czytać ![]()
Widzisz lepiej być czasem zdradzoną żoną niż niedoszłą kochanką ![]()
Jakoś to było tak : podziękuj kochance swojego męża...
Chyba mało kto ma po prostu odwagę na zmiany, nawet, jak jest mu źle.
Xymena, tylko problem w tym, że mnie było dobrze! Niczego nie szukałam i niczego nie chciałam zmieniać...
Ale los zadecydował za mnie... i qurcze, okazało się, że jest lepiej... że co ja tam wiedziałam?... itd...
Prawda jest też taka, że, choć i teraz daję z siebie bardzo dużo, to już nie uzależnię się nigdy tak bardzo... od samego początku wiem, że gdy uczucia się skończą, rozstaniemy się... żadnego życia razem z przyzwyczajenia, z wygodnictwa...
I o czym to wszystko świadczy? Qurcze, zastanawiam się jaki całe te "związki", "małżeństwa", obietnice, wspólne budowanie domu ma sens....
Zorija, z przyjemnością przeczytałam Twój post ![]()
To daje nadzieję, że po rozwodzie można prowadzić fajne, szczęśliwe życie!
Pozdrawiam ![]()
Zorjia
Miło to czytać
Widzisz lepiej być czasem zdradzoną żoną niż niedoszłą kochanką
Jakoś to było tak : podziękuj kochance swojego męża...Chyba mało kto ma po prostu odwagę na zmiany, nawet, jak jest mu źle.
TRUE ![]()
A ja się czuję, jakbym dostała skrzydeł
Jakby jakiś kamień mi spadł z serca albo inaczej - pozbyłam się mega kuli u nogi ![]()
I jakby nie patrzeć, mam też satysfakcję, że po 1 nie wkręciłam się znów w romans, 2 że mu wygarnęłam i 3 - naprawdę wczoraj patrzyłam na niego z politowaniem jak zaczynał się motać, kiedy zadawałam mu coraz bardziej niekomfortowe pytania
naprawdę żałosne były te jego próby filozofowania ![]()
Dziękuję, że dodaliście mi siły i odwagi. W dużej mierze do rozmowy wykorzystałam Wasze argumenty, opinie, słowa. Był delikatnie mówiąc w lekkim szoku - jak to ja mogę być tak cięta i nieugięta. I dobrze mu tak ![]()
Albo ja jestem gupia (myśląc że syt się rozwiązała) albo on (myśląc, że jest inaczej)..
Nagle dostaję mmsa z Widokiem chińskich ulic z pozdrowieniami..
672 2016-05-09 22:48:20 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-05-09 23:05:24)
Albo ja jestem gupia (myśląc że syt się rozwiązała) albo on (myśląc, że jest inaczej)..
Nagle dostaję mmsa z Widokiem chińskich ulic z pozdrowieniami..
Myślę, że on uważa jednak, że jesteś mniej mądra od niego.
Kolejny powód, by gościa pogonić na dobre.
W odpowiedzi przesłałbym mu fotografię rozzłoszczonego owczarka kaukaskiego.
Bo masywny rottweiler, czy szczupły doberman mogłyby nie wystarczyć.
A ja, rozwścieczonego "kaukaza" widziałem osobiście. Jeden raz, gdy trzeba było wejść na posesję. Mało nie narobiłem w spodnie. Służbowe zresztą. ![]()
Ja bym nic mu nie wysyłała... zero odpowiedzi... jak chce niech przysyła co chce, miałabym na to wywalone.
Zgadzam się z Excopem, że kolejny raz potraktował Cię jak głupiutką, naiwną dziewoję.
Roxann, Ty się wcale od niego nie uwolniłaś. Skasuj po prostu tego smsa ze zdjęciem i już.
Zignoruj go. Zorija dobrze pisze.
Roxann niczego sie nie pozbylas, zadnej kuli czy ciezaru. Facet wysyla Ci mmsa z widoczkiem a Ty na nowo rozkminy co Autor mial na mysli
. Powinno Cie to obejsc tyle co zeszloroczny snieg. Mms delete i po temacie. A jesli juz Cie tak nurtuje co to oznacza...jak dla mnie jedno. Dziewczynka potupala nozka, pokrzyczala sobie a tatus przeczekal atak histerii swojej malej zlosnicy i zachowuje sie jakby nic sie nie stalo. Teraz umyj buzke zaloz ta sukienke w ktorej tatus tak Cie lubi i wiecej juz nie mow takich niedorzecznosci gluptasku. Serio pasuje Ci taka rola?
Myślę, że on uważa jednak, że jesteś mniej mądra od niego.
Kolejny powód, by gościa pogonić na dobre.
W odpowiedzi przesłałbym mu fotografię rozzłoszczonego owczarka kaukaskiego.
Bo masywny rottweiler, czy szczupły doberman mogłyby nie wystarczyć.
A ja, rozwścieczonego "kaukaza" widziałem osobiście. Jeden raz, gdy trzeba było wejść na posesję. Mało nie narobiłem w spodnie. Służbowe zresztą.
haha ![]()
Myślę jednak, że o co innego mu chodzi. Za 2 tyg. jest ta nasza wspólna nieszczęsna delegacja, na którą bardzo mu zależało byśmy jechali razem. Wspomniał też między wierszami, że po "uciekniemy" gdzieś razem, że niby nie lubi tłumów i zna fajne miejsce w które chce mnie zabrać... oczywiście wszystko na stopie koleżeńskiej.
Czułam, że jednak bliżej tego terminu zacznie przełamywać granice, tak jak tymi smsami z przerwy majowej, w końcu taka "okazja" się szybko nie powtórzy...
dlatego chciałam wyprzedzić sytuację.
Ale to już jego problem, jeśli myśli że mnie udobrucha mmsem z pozdrowieniami i wszystko pójdzie zgodnie z jego "planem".
678 2016-05-10 09:58:03 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-05-10 10:04:32)
Excop napisał/a:Myślę, że on uważa jednak, że jesteś mniej mądra od niego.
Myślę jednak, że o co innego mu chodzi. Za 2 tyg. jest ta nasza wspólna nieszczęsna delegacja, na którą bardzo mu zależało byśmy jechali razem. Wspomniał też między wierszami, że po "uciekniemy" gdzieś razem, że niby nie lubi tłumów i zna fajne miejsce w które chce mnie zabrać... oczywiście wszystko na stopie koleżeńskiej.
Czułam, że jednak bliżej tego terminu zacznie przełamywać granice, tak jak tymi smsami z przerwy majowej, w końcu taka "okazja" się szybko nie powtórzy...dlatego chciałam wyprzedzić sytuację.
Ale to już jego problem, jeśli myśli że mnie udobrucha mmsem z pozdrowieniami i wszystko pójdzie zgodnie z jego "planem".
Mam nadzieję, że naprawdę już wiesz, czym ta "stopa koleżeńska na wyjeździe" i na uboczu ma być, w jego rozumieniu ewentualnego "tete-a- tete"?
Dlatego, na "wszeliakij słuczaj", pozostawiłem pierwsze zdanie mojego postu jako memento, cytując Twoją odpowiedź. ![]()
Mam nadzieję, że naprawdę już wiesz, czym ta "stopa koleżeńska na wyjeździe" i na uboczu ma być, w jego rozumieniu ewentualnego "tete-a- tete"?
Dlatego, na "wszelakij słuczaj", pozostawiłem pierwsze zdanie mojego postu jako memento, cytując Twoją odpowiedź.
Wiem, wiem. W sumie wiadome to było od samego początku, tylko potrzebowałam "twardych" dowodów. Nie chciałam powtórki z sytuacji, kiedy przyjechał pod moją pracę, by mnie podwieźć i zaczął przekonywać bym się nie wygłupiała itd., przecież on nic złego nie robi, że niepotrzebnie panikuję i go unikam. I rzeczywiście tak to trochę z boku wyglądało. Teraz już nie ma żadnych wątpliwości bo sam się zdradził, tylko nie poszło po jego myśli. Oj, jak mi nie przykro ![]()
No ale jakoś będę musiała tą delegację przeżyć. Mam jednak nadzieję, że niczego nie wywinie. Potem już z górki. Jak dobrze pójdzie to do jesieni się nie spotkamy, bo kolejna wspólna "impreza" jest w czerwcu, ale mnie na niej nie będzie bo już mam zaklepaną inną delegację. Więc wszystko powinno rozejść się po kościach.
Roxann ty myślisz, że łatwo dasz sobie radę ze starym wyjadaczem?
Jak ty to sobie wyobrażasz, że jemu miałoby z tobą nie wyjść? Jak taki facet sobie coś założy to zrobi wszystko aby dopiąć swego. Nie zrezygnuje. Czeka cię gra. Dla niego to sprawdzian jego możliwości. Nie przepuści ci. Jeszcze się zdziwisz Roxann.
Roxann ty myślisz, że łatwo dasz sobie radę ze starym wyjadaczem?
Jak ty to sobie wyobrażasz, że jemu miałoby z tobą nie wyjść? Jak taki facet sobie coś założy to zrobi wszystko aby dopiąć swego. Nie zrezygnuje. Czeka cię gra. Dla niego to sprawdzian jego możliwości. Nie przepuści ci. Jeszcze się zdziwisz Roxann.
Bet, zgodzę się, bo sama miałam z podobnym jegomościem do czynienia.. Jedyna rada żeby to się 'samo' rozleciało, to gdyby Roxann zachowała się w sposób, którego on nie przewidział i wyraźnie NIE APROBUJE. Innymi słowy, musiałaby okazać mu jawny brak podziwu, ignorować, nie doceniać go jako mężczyzny, itp.
Wbrew pozorom to na takich narcyzów wcale nie działa dopingująco, a wręcz przeciwnie ![]()
Myślę, że jego próby wynikają z tego, że nie ma alternatywy w tej chwili dla Roxann. Być może ciężko mu w tym środowisku o taką, albo zwyczajnie nie ma na to czasu po pracy kiedy musi odgrywać szopkę pt. "dom".
W każdym razie, żaden taki Lovelas nie starałby się gdyby nic z tego nie miał oprócz marudzenia, wzruszenia ramionami na jego wysiłki i tzw. "brak romantyzmu" ze strony kochanki ![]()
682 2016-05-10 18:17:04 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-10 18:20:01)
Nie wiem co mu chodzi po głowie, ale z pewnością nie należy do takich, co się łatwo poddają. To też, paradoksalnie, kiedyś mnie w nim ujęło – ta pewność siebie, upartość w dążeniu do celu itd.
Zastanawiałam się nawet nad tym, co tu wyłapano – 1. czy się go boję? 2. że traktuje mnie jak „córkę”. I nie potrafiłam zaprzeczyć. Dlaczego? Bo to jest typ faceta, że jeśli kogoś lubi i ktoś jest wobec niego powiedzmy lojalny, czy też spolegliwy to on jest w stanie dla tej osoby zrobić niemal wszystko i mogłoby się wydawać, że jest na każde zawołanie, potrafi rozpieszczać, dbać ale… jak ktoś mu zalezie za skórę.. to lepiej zejść mu z drogi. Byłam kiedyś świadkiem, jak się na kogoś wku..ł – to był dla mnie szok – nie chciałabym być w jego skórze. Dlatego wcześniej napisałam, że mam nadzieję, że nie będzie się na mnie mścił. Dlatego też w pewien sposób odetchnęłam z ulgą, jak napisał, że długo się nie będzie na mnie gniewał. Tyle że, jak widać, on wcale nie uważa sprawy za zakończoną. I bardzo prawdopodobne, że myśli tak, jak napisała Feniks - że się „dziewczynka” zbuntowała na chwilę i tyle. Inaczej by się do mnie już nie odezwał. To mnie trochę przeraża, bo nie wiem do czego jest zdolny.
A co do tego co napisała Elle, że nie ma alternatywy. Myślę, że może mieć rację. Oczywiście pozostawmy kwestie szczerości, ale on sam mi wprost powiedział, że przez te lata nie było żadnego innego romansu. Może to być jednak prawdą, bo widzę, jaki jest teraz zajęty (oczywiście jak ma zdradę we krwi, to może i się „puścił” z kimś przypadkowym), ale wątpię, by mu się udało, chciało? tyle czasu i energii komuś poświęcać. A na zwykły układ, umówmy się szczerze, mało która pójdzie (tak mi się wydaje). Poza tym, o czym chyba nie wspominałam, on przy niemal każdym spotkaniu mojej koleżanki, z którą wie że się powiedzmy przyjaźnię, pytał niby ot tak, by pociągnąć rozmowę o „wspólnej znajomej”: a co u „Roxan”? Kogo jeszcze pytał, nie wiem. Ale jak widać był dobrze poinformowany, skoro 2-3 tyg. po moim rozstaniu z ex zaproponował mi spotkanie na kawie. A to też o czymś świadczy.
Oj, w co ja się wpakowałam????
Nie wiem co mu chodzi po głowie, ale z pewnością nie należy do takich, co się łatwo poddają. To też, paradoksalnie, kiedyś mnie w nim ujęło – ta pewność siebie, upartość w dążeniu do celu itd.
Zastanawiałam się nawet nad tym, co tu wyłapano – 1. czy się go boję? 2. że traktuje mnie jak „córkę”. I nie potrafiłam zaprzeczyć. Dlaczego? Bo to jest typ faceta, że jeśli kogoś lubi i ktoś jest wobec niego powiedzmy lojalny, czy też spolegliwy to on jest w stanie dla tej osoby zrobić niemal wszystko i mogłoby się wydawać, że jest na każde zawołanie, potrafi rozpieszczać, dbać ale… jak ktoś mu zalezie za skórę.. to lepiej zejść mu z drogi. Byłam kiedyś świadkiem, jak się na kogoś wku..ł – to był dla mnie szok – nie chciałabym być w jego skórze. Dlatego wcześniej napisałam, że mam nadzieję, że nie będzie się na mnie mścił. Dlatego też w pewien sposób odetchnęłam z ulgą, jak napisał, że długo się nie będzie na mnie gniewał. Tyle że, jak widać, on wcale nie uważa sprawy za zakończoną. I bardzo prawdopodobne, że myśli tak, jak napisała Feniks - że się „dziewczynka” zbuntowała na chwilę i tyle. Inaczej by się do mnie już nie odezwał. To mnie trochę przeraża, bo nie wiem do czego jest zdolny.A co do tego co napisała Elle, że nie ma alternatywy. Myślę, że może mieć rację. Oczywiście pozostawmy kwestie szczerości, ale on sam mi wprost powiedział, że przez te lata nie było żadnego innego romansu. Może to być jednak prawdą, bo widzę, jaki jest teraz zajęty (oczywiście jak ma zdradę we krwi, to może i się „puścił” z kimś przypadkowym), ale wątpię, by mu się udało, chciało? tyle czasu i energii komuś poświęcać. A na zwykły układ, umówmy się szczerze, mało która pójdzie (tak mi się wydaje). Poza tym, o czym chyba nie wspominałam, on przy niemal każdym spotkaniu mojej koleżanki, z którą wie że się powiedzmy przyjaźnię, pytał niby ot tak, by pociągnąć rozmowę o „wspólnej znajomej”: a co u „Roxan”? Kogo jeszcze pytał, nie wiem. Ale jak widać był dobrze poinformowany, skoro 2-3 tyg. po moim rozstaniu z ex zaproponował mi spotkanie na kawie. A to też o czymś świadczy.
Oj, w co ja się wpakowałam????
Nie pytana, wracasz do peanów na cześć.
I na koniec: "Oj głupia ja, głüpia, ale.co mogę zrobić - on mnie kręci i już. Choć to nieładnie z... jego strony".
Wystarczy, Roxann?
Bo tracę cierpliwość
Nie wiem co mu chodzi po głowie, ale z pewnością nie należy do takich, co się łatwo poddają. To też, paradoksalnie, kiedyś mnie w nim ujęło – ta pewność siebie, upartość w dążeniu do celu itd.
Zastanawiałam się nawet nad tym, co tu wyłapano – 1. czy się go boję? 2. że traktuje mnie jak „córkę”. I nie potrafiłam zaprzeczyć. Dlaczego? Bo to jest typ faceta, że jeśli kogoś lubi i ktoś jest wobec niego powiedzmy lojalny, czy też spolegliwy to on jest w stanie dla tej osoby zrobić niemal wszystko i mogłoby się wydawać, że jest na każde zawołanie, potrafi rozpieszczać, dbać ale… jak ktoś mu zalezie za skórę.. to lepiej zejść mu z drogi. Byłam kiedyś świadkiem, jak się na kogoś wku..ł – to był dla mnie szok – nie chciałabym być w jego skórze. Dlatego wcześniej napisałam, że mam nadzieję, że nie będzie się na mnie mścił. Dlatego też w pewien sposób odetchnęłam z ulgą, jak napisał, że długo się nie będzie na mnie gniewał. Tyle że, jak widać, on wcale nie uważa sprawy za zakończoną. I bardzo prawdopodobne, że myśli tak, jak napisała Feniks - że się „dziewczynka” zbuntowała na chwilę i tyle. Inaczej by się do mnie już nie odezwał. To mnie trochę przeraża, bo nie wiem do czego jest zdolny.A co do tego co napisała Elle, że nie ma alternatywy. Myślę, że może mieć rację. Oczywiście pozostawmy kwestie szczerości, ale on sam mi wprost powiedział, że przez te lata nie było żadnego innego romansu. Może to być jednak prawdą, bo widzę, jaki jest teraz zajęty (oczywiście jak ma zdradę we krwi, to może i się „puścił” z kimś przypadkowym), ale wątpię, by mu się udało, chciało? tyle czasu i energii komuś poświęcać. A na zwykły układ, umówmy się szczerze, mało która pójdzie (tak mi się wydaje). Poza tym, o czym chyba nie wspominałam, on przy niemal każdym spotkaniu mojej koleżanki, z którą wie że się powiedzmy przyjaźnię, pytał niby ot tak, by pociągnąć rozmowę o „wspólnej znajomej”: a co u „Roxan”? Kogo jeszcze pytał, nie wiem. Ale jak widać był dobrze poinformowany, skoro 2-3 tyg. po moim rozstaniu z ex zaproponował mi spotkanie na kawie. A to też o czymś świadczy.
Oj, w co ja się wpakowałam????
Nie pytana, wracasz do peanów na cześć.
I na koniec: "Oj głupia ja, głüpia, ale.co mogę zrobić - on mnie kręci i już. Choć to nieładnie z... jego strony".
Wystarczy, Roxann?
Bo tracę cierpliwość
Nie wiem co mu chodzi po głowie, ale z pewnością nie należy do takich, co się łatwo poddają. To też, paradoksalnie, kiedyś mnie w nim ujęło – ta pewność siebie, upartość w dążeniu do celu itd.
Zastanawiałam się nawet nad tym, co tu wyłapano – 1. czy się go boję? 2. że traktuje mnie jak „córkę”. I nie potrafiłam zaprzeczyć. Dlaczego? Bo to jest typ faceta, że jeśli kogoś lubi i ktoś jest wobec niego powiedzmy lojalny, czy też spolegliwy to on jest w stanie dla tej osoby zrobić niemal wszystko i mogłoby się wydawać, że jest na każde zawołanie, potrafi rozpieszczać, dbać ale… jak ktoś mu zalezie za skórę.. to lepiej zejść mu z drogi. Byłam kiedyś świadkiem, jak się na kogoś wku..ł – to był dla mnie szok – nie chciałabym być w jego skórze. Dlatego wcześniej napisałam, że mam nadzieję, że nie będzie się na mnie mścił. Dlatego też w pewien sposób odetchnęłam z ulgą, jak napisał, że długo się nie będzie na mnie gniewał. Tyle że, jak widać, on wcale nie uważa sprawy za zakończoną. I bardzo prawdopodobne, że myśli tak, jak napisała Feniks - że się „dziewczynka” zbuntowała na chwilę i tyle. Inaczej by się do mnie już nie odezwał. To mnie trochę przeraża, bo nie wiem do czego jest zdolny.A co do tego co napisała Elle, że nie ma alternatywy. Myślę, że może mieć rację. Oczywiście pozostawmy kwestie szczerości, ale on sam mi wprost powiedział, że przez te lata nie było żadnego innego romansu. Może to być jednak prawdą, bo widzę, jaki jest teraz zajęty (oczywiście jak ma zdradę we krwi, to może i się „puścił” z kimś przypadkowym), ale wątpię, by mu się udało, chciało? tyle czasu i energii komuś poświęcać. A na zwykły układ, umówmy się szczerze, mało która pójdzie (tak mi się wydaje). Poza tym, o czym chyba nie wspominałam, on przy niemal każdym spotkaniu mojej koleżanki, z którą wie że się powiedzmy przyjaźnię, pytał niby ot tak, by pociągnąć rozmowę o „wspólnej znajomej”: a co u „Roxan”? Kogo jeszcze pytał, nie wiem. Ale jak widać był dobrze poinformowany, skoro 2-3 tyg. po moim rozstaniu z ex zaproponował mi spotkanie na kawie. A to też o czymś świadczy.
Oj, w co ja się wpakowałam????
Nie pytana, wracasz do peanów na cześć.
I na koniec: "Oj głupia ja, głüpia, ale.co mogę zrobić - on mnie kręci i już. Choć to nieładnie z... jego strony".
Wystarczy, Roxann?
Bo tracę cierpliwość, dziewczyno!
686 2016-05-10 19:27:40 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-05-10 19:31:11)
Nie pytana, wracasz do peanów na cześć.
I na koniec: "Oj głupia ja, głüpia, ale.co mogę zrobić - on mnie kręci i już. Choć to nieładnie z... jego strony".
Wystarczy, Roxann?
Bo tracę cierpliwość, dziewczyno!
Jesteś kochany ![]()
To co ująłeś w cudzysłów.. eh.. no taka prawda niestety...
Tyle że teraz naprawdę obawiam się jego reakcji, przez chwilę myślałam, że ja jestem "panią" sytuacji, ale ... może posty dziewczyn niepotrzebnie mnie zaniepokoiły. On naprawdę mógłby mi zaszkodzić, gdyby chciał. Inna sprawa, że swoją pozycję zawodową zawdzięczam w dużej mierze jemu. Tzn nie całkiem, bo przez ostatnie lata pracowałam na swoje sama, ale na początku baaardzo mi pomógł odnaleźć się w środowisku i ogólnie pokierował a raczej podpowiadał jak powinnam pokierować swoją powiedzmy "karierą".
A to właśnie m.in. tłumaczy albo wskazuje, że on jednak traktuje mnie troszkę jak "córkę". W końcu mnie "wyuczył". A ja nie mogę być niewdzięczna.
Bez sensu ![]()
Nie wiem co mu chodzi po głowie, ale z pewnością nie należy do takich, co się łatwo poddają. To też, paradoksalnie, kiedyś mnie w nim ujęło – ta pewność siebie, upartość w dążeniu do celu itd.
Zastanawiałam się nawet nad tym, co tu wyłapano – 1. czy się go boję? 2. że traktuje mnie jak „córkę”. I nie potrafiłam zaprzeczyć. Dlaczego? Bo to jest typ faceta, że jeśli kogoś lubi i ktoś jest wobec niego powiedzmy lojalny, czy też spolegliwy to on jest w stanie dla tej osoby zrobić niemal wszystko i mogłoby się wydawać, że jest na każde zawołanie, potrafi rozpieszczać, dbać ale… jak ktoś mu zalezie za skórę.. to lepiej zejść mu z drogi. Byłam kiedyś świadkiem, jak się na kogoś wku..ł – to był dla mnie szok – nie chciałabym być w jego skórze. Dlatego wcześniej napisałam, że mam nadzieję, że nie będzie się na mnie mścił. Dlatego też w pewien sposób odetchnęłam z ulgą, jak napisał, że długo się nie będzie na mnie gniewał. Tyle że, jak widać, on wcale nie uważa sprawy za zakończoną. I bardzo prawdopodobne, że myśli tak, jak napisała Feniks - że się „dziewczynka” zbuntowała na chwilę i tyle. Inaczej by się do mnie już nie odezwał. To mnie trochę przeraża, bo nie wiem do czego jest zdolny.A co do tego co napisała Elle, że nie ma alternatywy. Myślę, że może mieć rację. Oczywiście pozostawmy kwestie szczerości, ale on sam mi wprost powiedział, że przez te lata nie było żadnego innego romansu. Może to być jednak prawdą, bo widzę, jaki jest teraz zajęty (oczywiście jak ma zdradę we krwi, to może i się „puścił” z kimś przypadkowym), ale wątpię, by mu się udało, chciało? tyle czasu i energii komuś poświęcać. A na zwykły układ, umówmy się szczerze, mało która pójdzie (tak mi się wydaje). Poza tym, o czym chyba nie wspominałam, on przy niemal każdym spotkaniu mojej koleżanki, z którą wie że się powiedzmy przyjaźnię, pytał niby ot tak, by pociągnąć rozmowę o „wspólnej znajomej”: a co u „Roxan”? Kogo jeszcze pytał, nie wiem. Ale jak widać był dobrze poinformowany, skoro 2-3 tyg. po moim rozstaniu z ex zaproponował mi spotkanie na kawie. A to też o czymś świadczy.
Oj, w co ja się wpakowałam????
jejku ty jesteś jeszcze bardziej naiwna i głupiutka niż myślałam
on drugiej takiej jak ty w zyciu nie znajdzie wiec nie popuści
Roxann nie jest ani głupia, ani naiwna,
po prostu chce tego faceta, tylko, że na wyłączność.
Działa na nią....to trudno się jej dziwić.
689 2016-05-10 19:46:33 Ostatnio edytowany przez iceman (2016-05-10 19:47:41)
Kiedyś oglądałem taki film z Julią Robert's i Geerem, zapomniałem tytułu, ale fabuła podobna, tylko że tamten nie miał żony ![]()
Kiedyś oglądałem taki film z Julią Robert's i Geerem, zapomniałem tytułu, ale fabuła podobna, tylko że tamten nie miał żony
Nie wiem o jaki film Ci chodzi, ale niemal w każdym gdzie jest watek o miłości, tym bardziej niespełnionej odnajduję siłą rzeczy podobieństwa. Co ciekawe, ostatnio, o czym wspominałam, on mi polecił jako "musisz koniecznie obejrzeć" film "Love", który mogłoby się wydawać jest tylko dla dorosłych, a brał udział w prestiżowym powiedzmy konkursie filmowym. W końcu też go obejrzałam, ale jak się okazało zupełnie inaczej go odebraliśmy. Ja z pozycji osoby przeżywającej płomienne uczucie, które się w końcu wypala, pod wpływem m.in zdrady itd., a on z punktu widzenia faceta któremu się zachciało eksperymentować, nie mógł zapanować nad popędem i w konsekwencji miał dziecko nie z kobietą, którą naprawdę kochał. Ciekawe?
Także myślę, że filmy, czy książki każdy odbiera inaczej, adekwatnie do swoich doświadczeń, przemyśleń.
691 2016-05-10 20:48:21 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2016-05-10 21:15:06)
Kiedyś oglądałem taki film z Julią Robert's i Geerem, zapomniałem tytułu, ale fabuła podobna, tylko że tamten nie miał żony
Ja pamiętam tytuł: Pretty woman ![]()
Pamiętam też, jakim zawodem parała się w filmie piękna Julia ![]()
Wiesz co, Roxann, zaintrygował mnie ten wątek, sama jestem zdradzoną żoną, weszłam, bo chciałam przez chwilę stanąć po drugiej stronie i "wejść w głowę" tej trzeciej, aby lepiej zrozumieć swoją własną sytuację.
Po Twoim ostatnim entuzjastycznym poście (nr 670)wczoraj - pomyślałam sobie - zuch dziewczyna, przejrzała na oczy i ... wygrała. Kilka godzin później - autorka jest w punkcie wyjścia.
Przewiduję kolejnych naście stron podobnej treści, rozdmuchiwania wciąż tych samych wątpliwości...
Roxann, babe, nie wiem, co o Tobie myśleć. Albo jesteś tak naiwna, jak piszą, albo cwana, kuta i bita na cztery nogi - dobrze wiesz, w czym tkwisz, ten facet strasznie Cię kręci i Ty nie chcesz wyplątać się z tej sytuacji.
Wyczytałam tu wiele mądrych wypowiedzi, takich wprost, takich z przymrużeniem oka - a Ty w kółko o samo... Nie wyciągasz żadnych wniosków.
That's why I'm off.
Widzę w jakim kierunku ten wątek zmierza...
Anyway, powodzenia, Roxann.
Dziękuję Ci za założony wątek. Bardzo mi pomogłaś w zmierzeniu się z własnym problemem, znalazłam odpowiedzi na pytania, których szukałam.
692 2016-05-10 21:03:49 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-05-10 21:04:10)
A ja nie mogę być niewdzięczna.
ACHA.
W takim razie na silę nie ma sensu wyrywać Cię z Twojej bajki. Ty jednak chcesz tam być i chcesz być tam z nim. Jak najdłużej się da, choćby takiej formie jak obecnie, byle się nie kończyła.
Tak jak napisał Excop - kontynuujesz pod byle pretekstem peany na jego cześć.
Cóż.. powodzenia, trzymaj się. ![]()
A ja nie mogę być niewdzięczna.
ACHA.
W takim razie na silę nie ma sensu wyrywać Cię z Twojej bajki. Ty jednak chcesz tam być i chcesz być tam z nim. Jak najdłużej się da, choćby takiej formie jak obecnie, byle się nie kończyła.
Tak jak napisał Excop - kontynuujesz pod byle pretekstem peany na jego cześć.
Cóż.. powodzenia, trzymaj się.
Nie! Absolutnie nie! Zaczęłam się tylko obawiać konsekwencji. Naprawdę. Nie mam pojęcia co w jego głowie siedzi.
Elle
Czy mogłabyś podpowiedzieć gdzie można znaleźć ważne informacje nt. osobowości narcystycznej?
Potrzebuję dla przyjaciółki z forum. Ma męża z ciężką postacią tego zaburzenia. On wydaje mi się niebezpieczny, straszy ją.
Może pamiętasz coś ważnego z literatury na ten temat, jakieś ośrodki gdzie można zwrócić się o pomoc.
Czy z tego można wyjść? Ona z nim jest, bo myśli że tak.
Zaznaczam że on się wcale nie leczy, myśli że sam da radę.
Podpowiesz coś?
Lilka787,
Ja znam tylko randomowe materiały z sieci. Nie czytałam nigdy książki n/t, ani głębiej nie interesowałam się. Zacznij może właśnie w ten sposób i "po nitce do kłębka" ![]()
Roxann, zawsze jest pretekst do tego żeby dumać nad tym "co mu siedzi w głowie?" TYM RAZEM oczywiście.. a kolejne "Razy" masz co krok
Twój wybór.
Roxann, zawsze jest pretekst do tego żeby dumać nad tym "co mu siedzi w głowie?" TYM RAZEM oczywiście.. a kolejne "Razy" masz co krok
Twój wybór.
To fakt. No żesz k...
Oj, już źle ze mną bo zaczynam przeklinać, ale tak jest...
Dzięki Elle, tak zrobię. Chciałam przyspieszyć, On bo właśnie ma mega odjazd i martwię się o przyjaciółkę.
Roxy, a ile Ty masz lat, co? Bo nie pytałam
A myślę, że jednak sporo młodsza ode mnie jesteś - tak sugerują przynajmniej niektóre wpisy tutaj.
Żeby nie było - w pełni rozumiem Twoja fascynację starszymi facetami. Mnie też to nie ominęło parę dobrych lat temu, a niedawno miałam powtórkę przecież ![]()
Sęk jednak w tym, że teraz jestem inną kobietą i sama siebie 'obroniłam' przed ew. konsekwencjami wchodzenia w relację, gdzie gość chce mnie głównie do jednego, a ewentualne dodatki na SWOICH warunkach.
'Thx but no thx.' i jestem z siebie dumna ![]()
Anyway, powodzenia, Roxann.
Dziękuję Ci za założony wątek. Bardzo mi pomogłaś w zmierzeniu się z własnym problemem, znalazłam odpowiedzi na pytania, których szukałam.
No widzisz, a ja dalej jestem w kropce. Niby się pozbyłam uczuć ale obawiam konsekwencji.
Roxy, a ile Ty masz lat, co? Bo nie pytałam
A myślę, że jednak sporo młodsza ode mnie jesteś - tak sugerują przynajmniej niektóre wpisy tutaj.
Żeby nie było - w pełni rozumiem Twoja fascynację starszymi facetami. Mnie też to nie ominęło parę dobrych lat temu, a niedawno miałam powtórkę przecież
Sęk jednak w tym, że teraz jestem inną kobietą i sama siebie 'obroniłam' przed ew. konsekwencjami wchodzenia w relację, gdzie gość chce mnie głównie do jednego, a ewentualne dodatki na SWOICH warunkach.
'Thx but no thx.' i jestem z siebie dumna
Oj Elle teraz już taka młoda nie jestem jak 5 lat temu, po studiach, zaczynająca pracę. Myślę, że niewiele młodsza od Ciebie.
bo jednak ten pan wspaniały od razu się nie pojawił
Może życia nie znałam.. ale dostałam kopa ![]()
Nie chcesz powiedzieć hehe, ok
no problem
Powiem Ci, że po tych 5 latach, Ty masz już wykształcone w swoim mózgu 'połączenia neuronowe' związane z reakcją na jego osobę - tak zresztą działa każde uzależnienie psycho-fiz., dlatego 'wszystko' Ci o nim przypomina i wszystko się z nim kojarzy, jak to z nałogiem.
Kryste jak się cieszę, że w porę u "swojego" to zauważyłam i ucięłam. I w ogóle bym się nie zdziwiła gdyby odezwał się, jakby nigdy nic, za 2 m-ce kiedy będzie się przeprowadzał tu, albo tuż przed. ![]()
Chociaż nie, wkur.. się, że nie docenia mojej inteligencji wtedy. Ale nie zdziwiłabym się, wiedząc co to za typ ![]()
Powiem Ci, że po tych 5 latach, Ty masz już wykształcone w swoim mózgu 'połączenia neuronowe' związane z reakcją na jego osobę - tak zresztą działa każde uzależnienie psycho-fiz., dlatego 'wszystko' Ci o nim przypomina i wszystko się z nim kojarzy, jak to z nałogiem.
Dołożyłbym jeszcze życie zawodowe, jednak facio asekruował przy wdrapywaniu się na szczeble kariery, stąd pewnie obawy o reakcję. Dupiane połączenie ogólnie - szef i kochanek ![]()
Btw, cześć elle, kope lat ![]()
Btw, cześć elle, kope lat
No siema-ema ![]()
Wywiało Cię na dobre swego czasu.. Czemu zawdzięczamy powrót i na jak długo?
![]()
Dali mi pakiet jakiś gigabajtów to przeglądam fora, ale ileż można czytać o akwariach i motocyklach ![]()
No i miło widzieć znajomych ludzi.
Roxan a nie szkoda ci zycia na wieczne rozkminy co powiedział i zrobił twój kochanek.?
Słynna Kamis mówiła ze życie kobiet które maja male dzieci i nie pracują jest puste i bez ambicji a jak nazwać życie które kreci się tylko wokół żonatego dupka od kilku lat?
Już chyba lepiej być zdradzona zona mimo bólu niż przez cale życie tylko kochanka. Strasznie puste to życie które kreci się tylko jakiego dupka, który nie jest warty ani jednej łzy czy myśli twojej czy jego zony. I az przykro czytać jaki to on jest wspaniały, inteligentny, przystojny. Może i jest ale co z tego jak on ma zonę. To niech się rozwiedzie i będzie twój Roxan. Zrobiłaś cos w tym kierunku? Porozmawiałaś z nim czy to możliwe? Przecież to taka miłość. A może ty tez tego nie chesz a chcesz tylko romansu. To dlaczego tego nie robisz?
Na dzień dobry to chyba zrobić coś ze swoim poczuciem wartości? Praca, kariera= żonaty koleś, życie osobiste=żonaty facecik, część wolnego czasu=żonaty facecik albo uwalnianie się od niego. Więcej wiary w siebie.
To jest chyba rzeczywiście jakieś dziwne uzależnienie. ![]()
Mogę z nim nie rozmawiać, nie widzieć nawet kilka msc... a jak przyjdzie co do czego, to sama siebie nie poznaję - czuję się jakbym nie do końca panowała nad swoimi reakcjami, emocjami, które we mnie wywołuje. To jest chore!
Masz jakieś braki, czegoś Ci brakuje i jest powód dlaczego lecisz za nim jak ćma do światła. Poszperaj w sobie, przeszłości, dzieciństwie. Jest teoria o wewnętrznym dziecku. Taki dzieciak siedzi w wielu dorosłych osobach i komplikuje żywot. Rozkminisz tego dzieciaka, który za cukierka wiele odda i będziesz do przodu. Wówczas ani ten, ani podobny nie będą Tobą sterować.
j/apologises - on (Lover
) działa na Twoją podświadomość, innej opcji nie ma.
Ja już rozkminiłam to u siebie: ja nie miałam kontaktu emocjonalnego z Ojcem, więc stąd pociąg do niedostępnych emocjonalnie gości swego czasu.
Teraz mnie to odrzuca, a nawet jeśli odrazu nie odrzuci to ja pierwsza odrzucam gościa, a potem jak nabieram dystansu to rozumiem dlaczego.
Póki jesteś nieświadoma z czego ten pociąg do takich gości wynika, póty masz wyłączony instynkt samozachowawczy.
Elle, mam podobnie jak Ty. Ale świadomość tego mechanizmu kompletnie mi nie pomaga. Coś doradzisz?
Elle, mam podobnie jak Ty. Ale świadomość tego mechanizmu kompletnie mi nie pomaga. Coś doradzisz?
Zależy w jakim sensie Ci nie pomaga:
- czy POMIMO świadomości problemu dalej pakujesz się w relację z takim facetem; czy
- potrafisz się z niej szybko wycofać, bez poczucia konieczności 'tłumaczenia się' sobie i jemu dlaczego to było konieczne, dlaczego chciałaś zerwać; czy
- mając świadomość tego syndromu, próbujesz zerwać znajomość, ale bezskutecznie i tkwisz tak miesiącami/latami , jak np. Roxann
Masz jakieś braki, czegoś Ci brakuje i jest powód dlaczego lecisz za nim jak ćma do światła. Poszperaj w sobie, przeszłości, dzieciństwie. Jest teoria o wewnętrznym dziecku. Taki dzieciak siedzi w wielu dorosłych osobach i komplikuje żywot. Rozkminisz tego dzieciaka, który za cukierka wiele odda i będziesz do przodu. Wówczas ani ten, ani podobny nie będą Tobą sterować.
Braków to ja mam z pewnością dużo. Jako najmłodsza w rodzinie, zawsze byłam z jednej strony taką troszkę "przytulanką", a z drugiej każdy mi mówił co mam robić, uważał, że wie lepiej - bo starszy. Potem rodzeństwo się rozjechało, ja też wyjechałam i straciłam to całe oparcie i wsparcie i opiekę. To wszystko w jakimś stopniu zastąpił mi właśnie on - wspierał, rozumiał, przytulał..BYŁ. Myślę, że stąd wynika to moje uzależnienie emocjonalne od niego + to, że się w nim zakochałam.
Prosto się mówi, gorzej sobie z tym poradzić. Wierzysz w bezwarunkową i niezmienną miłość. Taką jak w domu rodzinnym. Byłaś i wystarczyło by rodzice, rodzeństwo darzyli Cię bezwarunkową miłością. Uczucie wynikające z więzów krwi jest zupełnie inne od uczucia do płci przeciwnej. Jest pozbawione seksualności. Coś tutaj jest zaburzone.
Oprócz tego są popularne powiedzenia,( może nie będę zlinczowany? ) szwagier twój wróg, baba to nie rodzina dzieci tak, na mężów- zwłaszcza wśród sióstr - przybłęda. W ogóle nie bierzesz pod uwagę innych powodów zainteresowania Tobą niż miłość. Ludzie w przeważającej większości są niedoskonali, wykorzystują innych. Zainteresowanie Tobą nie zawsze będzie przejawem dbania o Twoje dobro. Tu już nie działa beziteresowność jak u rodziców. Zbytnia łatwowierność. Jeśli masz ją połączoną z jakimś rodzajem wykorzystania w pracy, wśród przyjaciół, tzw pomocność i dręczy Cię, gdy ktoś Cię nie lubi to jest nad czym pracować.
apologises, coś w tym jest, co napisałeś. No właśnie, chyba rzeczywiście mam zakodowany obraz bezwarunkowej miłości, jaką dostałam od rodzeństwa, rodziców... Trudno było się przyzwyczaić do tego, że nagle jak jedno po drugim zaczęło się wyprowadzać, żyć własnym życiem, swoich partnerów, potem dzieci, ta uwaga na mnie stawała się naturalnie coraz mniejsza... tym bardziej to było odczuwalne, kiedy wyprowadziłam się od rodziców... No i wtedy pojawił się on - zaczął się mną interesować, tym co robię, zawsze wspierał, pomagał, służył radą... Czyli dał mi wszystko to, czego mi brakowało. Nie potrzebowałam już rad brata czy taty, bo miałam jego. Nie potrzebowałam troski mamy czy sióstr - bo miałam jego itd. Do tego pociągał mnie bardzo seksualnie. No i to co napisałeś, że zainteresowanie mną nie zawsze jest przejawem dbania o moje dobro.... no właśnie po co on to robił? By ze mnie zrobić kochankę? To jakiś absurd!
no właśnie po co on to robił? By ze mnie zrobić kochankę? To jakiś absurd!
Padłam ![]()
Serio nie jesteś w stanie wyobrazić sobie tego, że GŁÓWNY powód dla którego jakikolwiek mężczyzna wykazuje zainteresowanie kobietą to chęć współżycia z nią - jak najszybciej lub potencjał na współżycie w bliższym lub dalszym czasie ???
Błagam Cię.. Nie napisałaś ile masz lat, ale jeśli jesteś niewiele młodsza ode mnie to..no nie osłabiaj mnie ![]()