netkobietyWszystkie działy
Seks, seksualność, psychologia

Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa

227 odpowiedzi34 775 wyświetleńzałożony przez wawa78, 18.06.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 228 z 228 ]

196

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
wawa78 napisał/a:

Wypchany portfel i bielizna to był sarkazm

Dobrze, że wytłumaczyłeś. Jeszcze bym nie zauważyła... Wiesz, te głupie 20stki wink

wawa78 napisał/a:

Ty młoda czarownico big_smile.

A czemu to tak nieładnie hmm?

wawa78 napisał/a:

A w spodniach mam to, co powinienem mieć i we właściwym rozmiarze big_smile.

Znowu się reklamujesz big_smile?

197

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa

Wawa78 z jakiego zakątku Polski jesteś?

198 Ostatnio edytowany przez wawa78 (2015-08-07 13:14:02)

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
LunaPARK napisał/a:

Dobrze, że wytłumaczyłeś. Jeszcze bym nie zauważyła... Wiesz, te głupie 20stki wink

Nooooo...... wink big_smile big_smile - zawsze do usług big_smile


wawa78 napisał/a:
LunaPARK napisał/a:

Ty młoda czarownico big_smile.

A czemu to tak nieładnie hmm?

Oko za oko....  Ty młoda.....  - tylko się nie obraź wink big_smile


wawa78 napisał/a:

LunaPARK napisał/a:

A w spodniach mam to, co powinienem mieć i we właściwym rozmiarze big_smile.

Znowu się reklamujesz big_smile?

Dobra opinia to podstawa. Trzeba korzystać z każdej okazji smile smile smile



Krejzolka82 napisał/a:

Wawa78 z jakiego zakątku Polski jesteś?

KRK
Krejzolka82: "Ulubione potrawy: Wszystko żrąca:)" - dobre smile. Ja też tak mam.

199

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa

Chciałam cię zapytać o operację kręgosłupa. Tak po za tematem.jakie są szanse na powrót do fizycznej pracy po takiej operacji. ?są jakieś. ?czy tylko renta i biureczko? Pytam ponieważ ten temat osobiscie mnie dotyczy.

200

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa

Piękne masz fantazje Wawo:). Niech Ci się spełnią...

201

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
wawa78 napisał/a:
Krejzolka82 napisał/a:

Wawa78 z jakiego zakątku Polski jesteś?

KRK
Krejzolka82: "Ulubione potrawy: Wszystko żrąca:)" - dobre smile. Ja też tak mam.

O to, jesteś z województwa sąsiadującego z moim:)

202

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
Tom94 napisał/a:

Sytuacja jaka działa się w szkole była wręcz tragiczna i współczuję ci i nawet trochę znam te realia ponieważ chodziłem do najgorszego gimnazjum w mieście które potem na wniosek prokuratury zlikwidowano.
Ale wracając do tematu to dlaczego dopiero teraz się obudziłeś zamiast wcześniej pójść do jakiegoś specjalisty?
Niestety ale masz słabą psychikę i taka terapia też będzie trwać i jak już wyjdziesz na swoje to nie chce cię martwić ale możesz nie być zbyt dobrym kandydatem na faceta.
Sam fakt że nie byłeś nigdy w związku odstraszy pewnie z 99% kobiet, więc albo będziesz kłamać albo będziesz musiał liczyć się z częstymi koszami.

Co Ty za bzdury wypisujesz, psychoterapeuto od siedmiu boleści. Nie masz pojęcia o terapiach, więc się nie wypowiadaj. Rozsiewasz bzdury, w które autor wątku może jeszcze uwierzyć.
Nie wypowiadaj się, że 'fakt, że nie byłeś w związku odstraszy pewnie z 99% kobiet..." bo wyssałeś to z palca, mówiąc najgrzeczniej jak się da.
I nie sugeruj komuś, że ma słabą psychikę, za mało wiesz by wydawać takie osądy.

203 Ostatnio edytowany przez wawa78 (2015-08-08 04:02:50)

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
Krejzolka82 napisał/a:

O to, jesteś z województwa sąsiadującego z moim:)

A Ty jesteś z jakiej miejscowości?


Po prostu Adam napisał/a:

Nie wypowiadaj się, że 'fakt, że nie byłeś w związku odstraszy pewnie z 99% kobiet..." bo wyssałeś to z palca, mówiąc najgrzeczniej jak się da.

Widzisz Adam, z moich doświadczeń, doświadczeń moich znajomych (najczęściej już żonatych), ale i od wielu mężczyzn / kobiet z tego forum wynika właśnie ta prawidłowość. Tzn. powiedzenie, że się nie było w żadnym związku zwłaszcza mając już 38 lat spowoduje, że zdecydowana większość kobiet zrezygnuje z dalszych spotkań. I to nie jest teoria tylko praktyka moja i wielu innych osób. Można starać się "nadrabiać" czymś innym np. osobowością, pieniędzmi (nie wnikam czy to słuszne) czy czymś tam jeszcze, ale szanse i tak będą marne. A czekać na tą wyjątkową kobietę, która to zrozumie i wykaże się wyrozumiałością jest trochę naiwne, bo można się nigdy nie doczekać.

Jest jeszcze inny ważny fakt. Wiele z kobiet, z którymi się spotykam, wcześniej czy później opowiada mi swoje prywatne sprawy. Między innymi o relacjach z rodzicami i REGUŁĄ jest, że każda z nich, ale to każda miała poważne braki w relacjach z ojcem. Ojca nie było, bo jej matka była rozwódką, bo ojciec pracował non stop na delegacji, bo ojciec alkoholik, ale w większości przypadków to ojcowie byli wycofani / nieobecni (w procesie wychowawczym) ze względu na toksyczna osobowość ich matek. Matek, które rozpoczęły proces kastrowania (psychicznego) swoich mężów już od ich pierwszych wspólnych spotkań. Efekt był taki, że już w chwili urodzenia się córki byli całkowicie podporządkowani toksycznym żonom, bez własnego zdania. Nie potrafili tym samym spełnić swojej ojcowskiej roli wobec córki / dzieci, co skutkowało tym, że miały "wdrukowany" w psychikę zły wzorzec relacji damsko męskich jaki wyniosły z domu. Objawiało się to tym, że oczekują od faceta, że będzie ideałem w domu, w łóżku, w pracy, na wczasach - takim Jamesem Bondem. Nie dają facetowi przyzwolenia na jakiekolwiek słabości, potknięcia, niedoskonałości czy wątpliwości w tym również przyzwolenia na brak wcześniejszych związków - tak jak w moim przypadku. Zauważyłem również, że w Polsce ten schemat wycofania się mężczyzn z procesu wychowawczego (z wyżej wymienionych powodów) jest normą i standardem, tylko że w różnym stopniu i nasileniu. To skutkuje zniewieścieniem zachowań męskich i przekazywaniem toksycznych zachowań kobiecych po swoich matkach. Opisałem ten schemat, bo on bardzo dobrze tłumaczy fakt odrzucania mężczyzn bez doświadczeń związkowych przez kobiety i to w dużo młodszym wieku niż mój. Spytałem się swojego terapeuty (mężczyzny) czy się z tym zgadza. On odpowiedział, że "TAK". Co ciekawe wiele z tych kobiet, z którymi się spotykałem to - o dziwo - były psycholożki, socjolożki lub po resocjalizacji i co jeszcze dziwniejsze wiele z nich było po gruntownych, głębokich i długich terapiach psychologicznych, a pomimo tego powielały świadomie ten schemat. WNIOSEK: Kobiety pomimo świadomości swoich wad i problemów wybierają / ulegają swojej emocjonalnej stronie natury (łatwiejsze rozwiązanie) zamiast kierować się logiką i dyscypliną (typowo męskie cechy) w prostowaniu swojego charakteru. Jednocześnie szukają pewnych siebie mężczyzn (idealnych - bez słabości), po to by móc na nich przerzucić odpowiedzialność za swoje niedojrzałe i toksyczne zachowania - I TAK BŁĘDNE KOŁO SIĘ ZAMYKA.

ABY BYŁO JASNE, to ja również pochodzę z takiego domu. Tyle tylko, że ja (chociaż nic nie mam wspólnego z wykształceniem psychologicznym) to sam przez lata do tego doszedłem, a potem wykorzeniłem te schematy zachowań ze swojej psychiki.

Twój Adam wpis był krótki, za to ja się "trochę" rozpisałem smile.


Po prostu Adam napisał/a:

I nie sugeruj komuś, że ma słabą psychikę, za mało wiesz by wydawać takie osądy.

Ja mam raczej mocną psychikę i nie ulegam łatwo manipulacji - wynik mojej przeszłości i pracy nad sobą.

204 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-08-08 23:44:28)

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa

...

205 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-08-08 23:56:06)

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
wawa78 napisał/a:
Krejzolka82 napisał/a:

O to, jesteś z województwa sąsiadującego z moim:)

A Ty jesteś z jakiej miejscowości?


Po prostu Adam napisał/a:

Nie wypowiadaj się, że 'fakt, że nie byłeś w związku odstraszy pewnie z 99% kobiet..." bo wyssałeś to z palca, mówiąc najgrzeczniej jak się da.

Widzisz Adam, z moich doświadczeń, doświadczeń moich znajomych (najczęściej już żonatych), ale i od wielu mężczyzn / kobiet z tego forum wynika właśnie ta prawidłowość. Tzn. powiedzenie, że się nie było w żadnym związku zwłaszcza mając już 38 lat spowoduje, że zdecydowana większość kobiet zrezygnuje z dalszych spotkań. I to nie jest teoria tylko praktyka moja i wielu innych osób. Można starać się "nadrabiać" czymś innym np. osobowością, pieniędzmi (nie wnikam czy to słuszne) czy czymś tam jeszcze, ale szanse i tak będą marne. A czekać na tą wyjątkową kobietę, która to zrozumie i wykaże się wyrozumiałością jest trochę naiwne, bo można się nigdy nie doczekać.

Jest jeszcze inny ważny fakt. Wiele z kobiet, z którymi się spotykam, wcześniej czy później opowiada mi swoje prywatne sprawy. Między innymi o relacjach z rodzicami i REGUŁĄ jest, że każda z nich, ale to każda miała poważne braki w relacjach z ojcem. Ojca nie było, bo jej matka była rozwódką, bo ojciec pracował non stop na delegacji, bo ojciec alkoholik, ale w większości przypadków to ojcowie byli wycofani / nieobecni (w procesie wychowawczym) ze względu na toksyczna osobowość ich matek. Matek, które rozpoczęły proces kastrowania (psychicznego) swoich mężów już od ich pierwszych wspólnych spotkań. Efekt był taki, że już w chwili urodzenia się córki byli całkowicie podporządkowani toksycznym żonom, bez własnego zdania. Nie potrafili tym samym spełnić swojej ojcowskiej roli wobec córki / dzieci, co skutkowało tym, że miały "wdrukowany" w psychikę zły wzorzec relacji damsko męskich jaki wyniosły z domu. Objawiało się to tym, że oczekują od faceta, że będzie ideałem w domu, w łóżku, w pracy, na wczasach - takim Jamesem Bondem. Nie dają facetowi przyzwolenia na jakiekolwiek słabości, potknięcia, niedoskonałości czy wątpliwości w tym również przyzwolenia na brak wcześniejszych związków - tak jak w moim przypadku. Zauważyłem również, że w Polsce ten schemat wycofania się mężczyzn z procesu wychowawczego (z wyżej wymienionych powodów) jest normą i standardem, tylko że w różnym stopniu i nasileniu. To skutkuje zniewieścieniem zachowań męskich i przekazywaniem toksycznych zachowań kobiecych po swoich matkach. Opisałem ten schemat, bo on bardzo dobrze tłumaczy fakt odrzucania mężczyzn bez doświadczeń związkowych przez kobiety i to w dużo młodszym wieku niż mój. Spytałem się swojego terapeuty (mężczyzny) czy się z tym zgadza. On odpowiedział, że "TAK". Co ciekawe wiele z tych kobiet, z którymi się spotykałem to - o dziwo - były psycholożki, socjolożki lub po resocjalizacji i co jeszcze dziwniejsze wiele z nich było po gruntownych, głębokich i długich terapiach psychologicznych, a pomimo tego powielały świadomie ten schemat. WNIOSEK: Kobiety pomimo świadomości swoich wad i problemów wybierają / ulegają swojej emocjonalnej stronie natury (łatwiejsze rozwiązanie) zamiast kierować się logiką i dyscypliną (typowo męskie cechy) w prostowaniu swojego charakteru. Jednocześnie szukają pewnych siebie mężczyzn (idealnych - bez słabości), po to by móc na nich przerzucić odpowiedzialność za swoje niedojrzałe i toksyczne zachowania - I TAK BŁĘDNE KOŁO SIĘ ZAMYKA.

ABY BYŁO JASNE, to ja również pochodzę z takiego domu. Tyle tylko, że ja (chociaż nic nie mam wspólnego z wykształceniem psychologicznym) to sam przez lata do tego doszedłem, a potem wykorzeniłem te schematy zachowań ze swojej psychiki.

Dobra teraz już się wypowiem... .
Moim zdaniem trochę generalizujesz, "wsadzasz" wszystkie te kobiety do wora, pt. " Nie chcę Cię, bo miałam toksyczną matkę", a tak chyba nie było w przypadku tych wszystkich kobiet.
Ja na przykład  z jednej strony nie dziwię się tym kobietom, że boją się i rezygnują z dalszej znajomości, postaw się na ich miejscu, jak Ty byś zareagował, gdybyś poznał dziewczynę w Twoim wieku i dowiedział się, że nie była w żadnym związku i na dodatek jest dziewicą (wiem, że Ty nie jesteś prawiczkiem)? Przemyśl to.
Przepraszam, że to piszę, ale to jest naprawdę dziwne, że w tym wieku nie byłeś nigdy w związku i taka dziewczyna po usłyszeniu tego może sobie pomyśleć, że jesteś dziwny, że masz trudny charakter, że po prostu z Tobą coś nie tak.
Na pewno jakaś część się przestraszyła tego co powiedziałeś, ale nie sądzę, żeby tak wszystkie reagowały i pewnie nie tylko brak związku u Ciebie im przeszkadzał, ale całokształt Twej osoby.
Kobiety lubią się opiekować takimi skrzywdzonymi przez los facetami.

Z drugiej strony się im dziwię bo piszesz z sensem, wydajesz się być inteligentnym facetem aczkolwiek jesteś przewrażliwiony na swoim punkcie i nie przyjmujesz krytyki.
Tak sobie pomyślałam jak ja bym się zachowała, jakbym się spotkała z taką osobą jak Ty, pewnie bym była zaskoczona i pomyślała, kurde coś jest nie tak z nim, ale jeżeli gadałoby nam się fajnie i ta osoba miałaby "to coś" co by mnie ciągnęło do niej, to pewnie bym chciała lepiej go poznać i umówiłabym się na kolejne spotkanie. Oczywiście zapytałabym o przyczynę nie bycia jeszcze w żadnym związku.


Napiszę teraz banał, po prostu nie spotkałeś jeszcze "tej jedynej" i dlatego boisz się pocałunków, boisz się fizyczności i "ta jedyna" nie spotkała Ciebie jeszcze, bo uwierz nie przeszkadzałoby jej to, że nie byłeś w związku jakby poznała historię Twojego życia.


P.S Jestem z Podkarpacia i tyle musi Ci wystarczyć:)

206 Ostatnio edytowany przez wawa78 (2015-08-09 05:49:46)

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
Krejzolka82 napisał/a:

Moim zdaniem trochę generalizujesz, "wsadzasz" wszystkie te kobiety do wora, pt. " Nie chcę Cię, bo miałam toksyczną matkę", a tak chyba nie było w przypadku tych wszystkich kobiet.

Przez ostatnie kilka lat spotykałem się z wieloma kobietami. Większość  z nich powiedziała mi wprost o problemach z brakiem ojca. Niekoniecznie z powodu toksycznej matki. Te, które mi tego nie powiedziały wprost zdradzały takie same lub bardzo podobne postawy (poglądy, upodobania czy reakcje na pewne sytuacje), co ich poprzedniczki. I z bardzo dużym prawdopodobieństwem mogłem przypuszczać, że mają ten sam problem w relacjach z ojcem. Czy mogły być jeszcze jakieś inne powody? Pewnie tak, ale ten powód z pewnością był główny.


Krejzolka82 napisał/a:

Ja na przykład  z jednej strony nie dziwię się tym kobietom, że boją się i rezygnują z dalszej znajomości, postaw się na ich miejscu, jak Ty byś zareagował, gdybyś poznał dziewczynę w Twoim wieku i dowiedział się, że nie była w żadnym związku i na dodatek jest dziewicą (wiem, że Ty nie jesteś prawiczkiem)? Przemyśl to.

Nie raz zastanawiałem się jak ja bym zareagował na kobietę, która miałaby taki sam problem jak ja lub nawet byłaby dziewicą. Odpowiedź znam od wielu lat i cały czas jest taka sama tzn.: Gdybym uznał ją za atrakcyjną fizycznie, a ona nie przejawiałaby toksycznych zachowań, to nie miałbym nic przeciwko. Nie wymagałbym od niej aby była "tygrysicą" w łóżku, bo wszystkiego można się nauczyć. Osoby przeciętnie inteligentne, ale o otwartej psychice mogą nadrobić tego typu zaległości bardzo szybko, a sama nauka potrafi sprawić dużo przyjemności.

Widzisz, wielu mężczyzn przechwala się w swoim towarzystwie, że nie "wzięliby" mniej doświadczonej lub nawet dziewicy, bo "taką trzeba wszystkiego nauczyć". Jednak zdecydowana większość mężczyzn taką niedoświadczoną "wzięłaby" bez dużych oporów, ponieważ schemat wynikający ze społecznych ale i genetycznych (tak, genetycznych - wbrew twierdzeniom grup genderopodobnych) uwarunkowań jest taki, że mężczyźni mają dużą tolerancję dla braków umiejętności seksualnych i związkowych kobiet - niektórzy nawet akceptują tylko te "czyste" - dziewice. Schemat "mężczyzna - przewodnik" jest bardzo silny również, a może zwłaszcza u kobiet.

Z kolei wiele kobiet ma bardzo niewielką (jeśli nie żadną) tolerancję na niedoświadczonych seksualnie i związkowo mężczyzn, bo kobiety wbrew temu co twierdzą oczekują od mężczyzny przewodnictwa w związku - również w sprawach seksu. Same "spoglądają" znacznie bardziej "życzliwie" w kierunku facetów, którzy stoją o jeden stopień wyżej w hierarchii społecznej niż one same. Ten schemat dotyczy tak kobiet o bardziej tradycyjnych poglądach na kwestie damsko męskie jak i tych "nowoczesnych" piastujących wysokie stanowiska kierownicze.


Krejzolka82 napisał/a:

Przepraszam, że to piszę, ale to jest naprawdę dziwne, że w tym wieku nie byłeś nigdy w związku i taka dziewczyna po usłyszeniu tego może sobie pomyśleć, że jesteś dziwny, że masz trudny charakter, że po prostu z Tobą coś nie tak.
Na pewno jakaś część się przestraszyła tego co powiedziałeś, ale nie sądzę, żeby tak wszystkie reagowały i pewnie nie tylko brak związku u Ciebie im przeszkadzał, ale całokształt Twej osoby.

Nie przepraszaj. Jeżeli tylko mi nie ubliżasz lub nie zachowujesz się w despotyczny / moralizatorski sposób, to mnie to nie przeszkadza.


Nie byłem w związku, bo wychowałem się w domu gdzie była silnie kastrująca psychicznie matka (określenie psychologa, z którym ja się zgadzam) oraz doświadczyłem przemocy w podstawówce. To są rzeczy niezawinione przeze mnie, ale to ja muszę je prostować. Nie przejąłem po matce despotyzmu, apodyktyczności i innych toksycznych zachowań. Mam "pewne" braki w obszarze związanym z seksem, ale tak poza tym to jestem całkiem zwyczajnym facetem.


Krejzolka82 napisał/a:

Kobiety lubią się opiekować takimi skrzywdzonymi przez los facetami.

To prawda, ale taka relacja nazywa się "przyjaciel / gej". W relacji z mężczyznami (w senie seksualnym) to już tak nie jest - może poza naprawdę nielicznymi przypadkami.


Krejzolka82 napisał/a:

Z drugiej strony się im dziwię bo piszesz z sensem, wydajesz się być inteligentnym facetem aczkolwiek jesteś przewrażliwiony na swoim punkcie i nie przyjmujesz krytyki.

Dzięki za komplement.

Krytykę pod moim adresem potrafię przyjąć i przyjmuję. Przyjmowanie krytyki nie oznacza jednak jednocześnie zgadzania się z krytycznymi poglądami.


Krejzolka82 napisał/a:

Tak sobie pomyślałam jak ja bym się zachowała, jakbym się spotkała z taką osobą jak Ty, pewnie bym była zaskoczona i pomyślała, kurde coś jest nie tak z nim, ale jeżeli gadałoby nam się fajnie i ta osoba miałaby "to coś" co by mnie ciągnęło do niej, to pewnie bym chciała lepiej go poznać i umówiłabym się na kolejne spotkanie. Oczywiście zapytałabym o przyczynę nie bycia jeszcze w żadnym związku.

Zadam Ci proste pytanie. Co powinienem zrobić na tych kolejnych spotkaniach, aby naszą znajomość przedłużyć o kolejne ileś tam spotkań?


Krejzolka82 napisał/a:

Napiszę teraz banał, po prostu nie spotkałeś jeszcze "tej jedynej" i dlatego boisz się pocałunków, boisz się fizyczności i "ta jedyna" nie spotkała Ciebie jeszcze, bo uwierz nie przeszkadzałoby jej to, że nie byłeś w związku jakby poznała historię Twojego życia.

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Pracuję w biurze z jakąś fajną babką, dla której ja również jestem atrakcyjnym facetem. Widzimy się często każdego dnia, nieraz ze sobą rozmawiamy. Obydwoje obserwujemy się nawzajem i dostrzegamy nasze zalety ale i pewnie jakieś wady. W pewnym momencie zaczynamy się spotykać na stopie prywatnej. Po kilku prywatnych spotkaniach, przy próbie pocałunku wychodzi na jaw moja nieporadność. Wtedy wyznaję jej powód swojej nieporadności. Jestem przekonany, że w takiej sytuacji większość kobiet po krótkim wahaniu (kilkudniowym i przegadaniu tego z koleżankami) zdecydowałaby się na zaangażowanie w związek ze mną, ale tylko dla tego, że już mnie znała od dłuższego czasu z kontaktów w pracy. Jeżeli jednak moja nieporadność wychodzi na jaw np na trzecim spotkaniu z obcą kobietą, a potem wyznaję jej swoją "historię", to brzmi to jak skomlenie i desperacja. Po czymś takim chyba żadna kobieta nie zdecyduje sie na kolejne spotkanie.

207

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
wawa78 napisał/a:

Witam wszystkich forumowiczów. Przypadkiem znalazłem to forum. Przeczytałem trochę wątków oraz wypowiedzi forumowiczów i zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Stwierdziłem, że może podzielę się na nim ze swoim problemem, bo chyba oto tu chodzi smile. Jeżeli komuś będzie się chciało odpowiedzieć, to z góry dzięki. Jeżeli umieściłem ten wątek w złym dziale, to proszę moderatora o przeniesienie do właściwego. A więc do rzeczy.

Kalendarzowo mam 37 lat, a uprawiałem seks dopiero dwa razy w życiu i to w wieku 24 lat. Były to przypadkowe dwa pełne stosunki na imprezie, które przebiegły prawidłowo, a w każdym razie nie było żadnych ekscesów. Oprócz tego dwa razy uprawiałem petting. Od tego czasu aż do teraz dłuuuuuga przerwa i stąd znak zapytania w tytule wątku.

Może zacznę od początku. Wychowywałem się w tzw. religijnym domu, gdzie panowało dużo niezdrowej atmosfery tzn. wiele nieuzasadnionych (nawet religią) nakazów i zakazów. Nieumiejętności wychowawcze moich rodziców spowodowały, że od od kiedy pamiętam byłem osobą wycofaną, chociaż z natury jestem pogodny i towarzyski ? nie czuję potrzeby bycia w centrum uwagi, ale lubię towarzystwo innych pogodnych i spokojnych ludzi. To spowodowało, że zaczęły pojawiać się u mnie pierwsze oznaki nerwicy w okresie wczesnego dojrzewania (6,7 klasa podstawówki). Do tego należy dodać, że dojrzewałem trochę później niż moi rówieśnicy, co spowodowało, że stopniowo zacząłem być napiętnowany przez moich ?kolegów? z klasy ? byłem niższy i słabszy. Zaczęło się stosunkowo niewinnie w szóstej klasie od słownych przytyków. Jednak szybko rozwinęło się w przemoc fizyczną. Pod koniec siódmej klasy i w ósmej osiągnęło apogeum. Było stosowane przez kilku chłopaków z mojej klasy i było wzorowane na fali wojskowej.
Były to takie zachowania jak:
      - uderzanie ?z liścia? w twarz,
      - uderzanie pięścią lub kopanie po całym ciele, a w szczególności w brzuch, plecy, nogi, czasem nawet w twarz,
      - tzw. ?kręcenie wora? - chyba nie muszę tłumaczyć o co chodzi,
      - dźganie cyrklem (ze specjalnie wysuniętym szpikulcem) zazwyczaj w plecy i ramiona ale zdarzało się nawet w genitalia,
      - robienie tzw ?pompek na suficie? - polegało to na tym, że czterech chłopaków brało mnie za ręce i nogi i podrzucało do góry jak najwyżej, a potem puszczało tak bym uderzał plecami i nierzadko głową w betonową podłogę,
      - bicie znienacka dużą twardą książką po głowie,
      - wysypywanie zawartości tornistra za okno szkoły,
      - rzucanie we mnie kredą, ociekającą gąbką (taką do wycierania tablicy z kredy) a nawet krzesłami,
      - i wiele innych.

Wszystkie te rzeczy działy się na przerwach przed moimi koleżankami z mojej i innych klas. Doszło do tego, że w ósmej klasie, od razu po dzwonku na przerwę wychodziłem z klasy i szedłem na inne piętra, żeby się ukryć przed oprawcami. Oni jednak urządzali sobie ?polowania? na mnie. Szukali mnie, a jak znaleźli, to gonili i łapali po czym ?bawili? się mną w sposób jaki wymieniłem wyżej. Robili to w taki sposób aby widzieli to wszyscy, a zwłaszcza dziewczyny, przed którymi się w ten sposób popisywali. Najgorsza sytuacja zdarzyła się pod koniec ósmej klasy, gdy po dłuższej pogoni po całej szkole i wszystkich piętrach, dopadli mnie w końcu na boisku przed szkołą. Rozciągnęli mnie na asfaltowym boisku i wielokrotnie robili ww ?pompki na suficie?. Ból i obtarcia po upadkach na asfaltowe boisko nie były najgorsze. Najgorsze było to, że trwało to na tyle długo, że w oknach szkoły na wszystkich piętrach pojawiło się dużo osób w tym dużo dziewczyn. Wskazywali mnie palcami i się uśmiechali bądź śmiali. Modliłem się aby kolejne ?robienie pompek na suficie? było ostatnim. Nie pamiętam ile razy to robili i jak długo ? zdecydowanie za długo. Nie wiem jak by się to wszystko skończyło gdyby trwało to jeszcze kilka miesięcy. Nauczyciele, którzy mieli w tym czasie dyżury na korytarzach szkolnych (właśnie po to, by nie było przemocy wśród młodzieży), jak tylko zauważali co się dzieje, to zawracali i udawali, że nie ma problemu (w tym moja wychowawczyni). Rodzice nic nie wiedzieli. Nie mówiłem im, bo nie miałem w nich oparcia, a byłem przekonany (i nadal jestem), że wykorzystywaliby to przeciw mnie np.: ?Gdybyś się lepiej uczył to koledzy nie prześladowaliby cie? itp. Prawdopodobnie rozpowiadaliby to również wśród znajomych i krewnych chyba po to, aby się poradzić co z tym zrobić.

Działo się to na każdej lub prawie każdej przerwie. Był to rytuał stosowany przez tych chłopaków i stosowany po to, by się popisać przed samymi sobą a zwłaszcza przed dziewczynami, co było dla mnie dużo bardziej upokarzające (dotkliwe, zawstydzające) niż sam fizyczny ból. Nie mogłem  (dziewczynom) patrzeć w oczy. Doszło do tego, że po ósmej klasie panicznie bałem się rówieśników (chłopaków) ? jakichkolwiek np. spoza szkoły. W każdym widziałem potencjalnego oprawcę i miałem wrażenie, że wszyscy widzą mój strach. Dodatkowo wstydziłem przed dziewczynami. Miałem wrażenie, że wszystkie wiedziały co się działo w szkole w ósmej klasie i uważają mnie za frajera. Z tym wrażeniem walczyłem jeszcze przez kilka lat zanim udało mi się go pozbyć. Potem przyszła szkoła średnia, podczas której udało mi się uporać z tym najgorszym ?pierwszym? strachem. Przestałem się trząść ze strachu na widok chłopaków w moim wieku. W stosunku do dziewczyn przestałem czuć wstyd, ale o pewności siebie nie było mowy. Następnie studia. Nowe towarzystwo, nowe kontakty, zacząłem się ?rozkręcać?, ale nadal czułem się sztywny w towarzystwie, nawet wśród osób, które znałem dłuższy czas. Zmieniło się do dopiero w drugiej połowie studiów. Jednak wtedy znajomi już powchodzili w związki małżeńskie lub zaczęli wyjeżdżać za pracą z mojego miasta. Zresztą ja również. Z rodzicami chciałem zerwać kontakt (toksyczne relacje) więc utrzymać musiałem się sam, co spowodowało, że przez kilka lat pracowałem po 12 godzin dziennie (w tym nieraz w weekendy). Potem, przez kilka lat miałem problemy zdrowotne (duże problemy z chodzeniem), które również mnie ?trochę? dobiły. Teraz w wieku 37 lat jestem już sprawny i pozostaję z taką historią życia osobistego jaką Wam przedstawiłem.

Nie ukrywam, że brakuje mi towarzystwa drugiej osoby i seksu. Chciałbym jeszcze trochę nacieszyć się życiem, ale nie wiem jak te moje blokady przezwyciężyć ? tzn. niby wiem, ale wiedzieć, a zrobić to duża różnica. Boję się, że może to być ponad moje siły. Moje libido oceniam na średnio wyższe. Mam ponad 180 cm i 90 kg wagi i jestem w miarę wysportowany. Nie uważam się za przystojniaka, ale za brzydala również. W skali 1 do 10 dałbym sobie od 5 do 7 punktów. Jetem ciekaw jak Wy widzicie tą moją sytuację. Za wszelkie porady dziękuję.

Acha. Już wiele lat temu ?wyleczyłem się? z Katolicyzmu. Jestem otwarty na kontakty towarzyskie te na jedną noc jak i te ?do końca życia?.


Trochę się rozpisałem smile.
Pozdrawiam

Same lamenty i temat nieadekwatny do pytania. Chyba zastosowany, by odpowiedź dostać.
Masz 180 cm wzrostu, 90 kilo wagi, wysportowany, nie lubisz katolicyzmu - ja mam jakieś 170 parę wzrostu, 70 parę kilo, sportuję się w pracy, katolicyzm mi pomaga, bo nic złego nie mówi.  Ach - nie jestem otwarty na znajomości na jedną noc i nie jestem desperatem ani testującym, ile to kobiet odpowie na posta big_smile

208

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
Remi napisał/a:

Same lamenty i temat nieadekwatny do pytania. Chyba zastosowany, by odpowiedź dostać.
Masz 180 cm wzrostu, 90 kilo wagi, wysportowany, nie lubisz katolicyzmu - ja mam jakieś 170 parę wzrostu, 70 parę kilo, sportuję się w pracy, katolicyzm mi pomaga, bo nic złego nie mówi.  Ach - nie jestem otwarty na znajomości na jedną noc i nie jestem desperatem ani testującym, ile to kobiet odpowie na posta big_smile

Przeczytaj wszystkie moje posty, to pewnie nie będziesz miał powyższych wątpliwości.

209

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
wawa78 napisał/a:
Remi napisał/a:

Same lamenty i temat nieadekwatny do pytania. Chyba zastosowany, by odpowiedź dostać.
Masz 180 cm wzrostu, 90 kilo wagi, wysportowany, nie lubisz katolicyzmu - ja mam jakieś 170 parę wzrostu, 70 parę kilo, sportuję się w pracy, katolicyzm mi pomaga, bo nic złego nie mówi.  Ach - nie jestem otwarty na znajomości na jedną noc i nie jestem desperatem ani testującym, ile to kobiet odpowie na posta big_smile

Przeczytaj wszystkie moje posty, to pewnie nie będziesz miał powyższych wątpliwości.

A warto czytać?

210

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
Remi napisał/a:
wawa78 napisał/a:
Remi napisał/a:

Same lamenty i temat nieadekwatny do pytania. Chyba zastosowany, by odpowiedź dostać.
Masz 180 cm wzrostu, 90 kilo wagi, wysportowany, nie lubisz katolicyzmu - ja mam jakieś 170 parę wzrostu, 70 parę kilo, sportuję się w pracy, katolicyzm mi pomaga, bo nic złego nie mówi.  Ach - nie jestem otwarty na znajomości na jedną noc i nie jestem desperatem ani testującym, ile to kobiet odpowie na posta big_smile

Przeczytaj wszystkie moje posty, to pewnie nie będziesz miał powyższych wątpliwości.

A warto czytać?

Jak nie przeczytasz to nie wyrobisz sobie zdania.

211

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
wawa78 napisał/a:
Remi napisał/a:
wawa78 napisał/a:

Przeczytaj wszystkie moje posty, to pewnie nie będziesz miał powyższych wątpliwości.

A warto czytać?

Jak nie przeczytasz to nie wyrobisz sobie zdania.

Jak to mawiała znajoma - nie warto każde wypociny czytać, bo nie mają znaczenia.
Powiedz mi, jaki jest sens twej wypowiedzi, a może sensu nie ma?

212

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
Remi napisał/a:
wawa78 napisał/a:
Remi napisał/a:

A warto czytać?

Jak nie przeczytasz to nie wyrobisz sobie zdania.

Jak to mawiała znajoma - nie warto każde wypociny czytać, bo nie mają znaczenia.
Powiedz mi, jaki jest sens twej wypowiedzi, a może sensu nie ma?

Nie spinaj się tak. Jak Ci się nie chce przeczytać kilku moich postów to po co tu się pchasz? Kopiować dla Ciebie moich wcześniejszy wypowiedzi nie zamierzam.

213 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-08-09 11:28:00)

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
wawa78 napisał/a:

Przez ostatnie kilka lat spotykałem się z wieloma kobietami. Większość  z nich powiedziała mi wprost o problemach z brakiem ojca. Niekoniecznie z powodu toksycznej matki. Te, które mi tego nie powiedziały wprost zdradzały takie same lub bardzo podobne postawy (poglądy, upodobania czy reakcje na pewne sytuacje), co ich poprzedniczki. I z bardzo dużym prawdopodobieństwem mogłem przypuszczać, że mają ten sam problem w relacjach z ojcem. Czy mogły być jeszcze jakieś inne powody? Pewnie tak, ale ten powód z pewnością był główny.

A możesz mi wymienić te poglądy, upodobania i reakcje ?


wawa78 napisał/a:

Nie raz zastanawiałem się jak ja bym zareagował na kobietę, która miałaby taki sam problem jak ja lub nawet byłaby dziewicą. Odpowiedź znam od wielu lat i cały czas jest taka sama tzn.: Gdybym uznał ją za atrakcyjną fizycznie, a ona nie przejawiałaby toksycznych zachowań, to nie miałbym nic przeciwko. Nie wymagałbym od niej aby była "tygrysicą" w łóżku, bo wszystkiego można się nauczyć. Osoby przeciętnie inteligentne, ale o otwartej psychice mogą nadrobić tego typu zaległości bardzo szybko, a sama nauka potrafi sprawić dużo przyjemności.

Czym dla Ciebie są "toksyczne zachowania"?

Możliwe, że dla tych kobiet, z którymi się spotykałeś też głównym powodem tego, że nie kontynuują z Tobą znajomości są Twoje jak to nazwałeś "toksyczne zachowania'.

wawa78 napisał/a:

Widzisz, wielu mężczyzn przechwala się w swoim towarzystwie, że nie "wzięliby" mniej doświadczonej lub nawet dziewicy, bo "taką trzeba wszystkiego nauczyć". Jednak zdecydowana większość mężczyzn taką niedoświadczoną "wzięłaby" bez dużych oporów, ponieważ schemat wynikający ze społecznych ale i genetycznych (tak, genetycznych - wbrew twierdzeniom grup genderopodobnych) uwarunkowań jest taki, że mężczyźni mają dużą tolerancję dla braków umiejętności seksualnych i związkowych kobiet - niektórzy nawet akceptują tylko te "czyste" - dziewice. Schemat "mężczyzna - przewodnik" jest bardzo silny również, a może zwłaszcza u kobiet.

Uwierz mi są też takie kobiety, które mają dużą tolerancję dla braków umiejętności seksualnych facetów.

wawa78 napisał/a:

Z kolei wiele kobiet ma bardzo niewielką (jeśli nie żadną) tolerancję na niedoświadczonych seksualnie i związkowo mężczyzn, bo kobiety wbrew temu co twierdzą oczekują od mężczyzny przewodnictwa w związku - również w sprawach seksu. Same "spoglądają" znacznie bardziej "życzliwie" w kierunku facetów, którzy stoją o jeden stopień wyżej w hierarchii społecznej niż one same. Ten schemat dotyczy tak kobiet o bardziej tradycyjnych poglądach na kwestie damsko męskie jak i tych "nowoczesnych" piastujących wysokie stanowiska kierownicze.

A możesz zdradzić skąd masz takie "rewelacje"?
Już Ci to pisałam, za bardzo generalizujesz i za dużo czytasz i przytaczasz"fachowej" literatury z psychologii, socjologii... .

wawa78 napisał/a:

Dzięki za komplement.

Zauważyłam, że za dużo "dziękujesz" a to nie jest dobre, wiesz czemu wiem, bo sama taka jestem i w kółko za wszystko dziękuję, a to naprawdę jest momentami denerwujące.

wawa78 napisał/a:

Krytykę pod moim adresem potrafię przyjąć i przyjmuję. Przyjmowanie krytyki nie oznacza jednak jednocześnie zgadzania się z krytycznymi poglądami.

Oczywiście, że nie musisz się z krytyką zgadzać, ale moim zdaniem Ty stajesz się wtedy "agresywny" i po prostu nie potrafisz przyjąć krytycznych opinii "na klatę".


wawa78 napisał/a:

Zadam Ci proste pytanie. Co powinienem zrobić na tych kolejnych spotkaniach, aby naszą znajomość przedłużyć o kolejne ileś tam spotkań?

Banalna odpowiedź: "być sobą".
Trudno mi napisać, co powinieneś zrobić, ponieważ tak naprawdę nie wiem, jakim jesteś Facetem w realnym życiu.


wawa78 napisał/a:

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Pracuję w biurze z jakąś fajną babką, dla której ja również jestem atrakcyjnym facetem. Widzimy się często każdego dnia, nieraz ze sobą rozmawiamy. Obydwoje obserwujemy się nawzajem i dostrzegamy nasze zalety ale i pewnie jakieś wady. W pewnym momencie zaczynamy się spotykać na stopie prywatnej. Po kilku prywatnych spotkaniach, przy próbie pocałunku wychodzi na jaw moja nieporadność. Wtedy wyznaję jej powód swojej nieporadności. Jestem przekonany, że w takiej sytuacji większość kobiet po krótkim wahaniu (kilkudniowym i przegadaniu tego z koleżankami) zdecydowałaby się na zaangażowanie w związek ze mną, ale tylko dla tego, że już mnie znała od dłuższego czasu z kontaktów w pracy. Jeżeli jednak moja nieporadność wychodzi na jaw np na trzecim spotkaniu z obcą kobietą, a potem wyznaję jej swoją "historię", to brzmi to jak skomlenie i desperacja. Po czymś takim chyba żadna kobieta nie zdecyduje sie na kolejne spotkanie.

Tak naprawdę każda z nas jest inna, każda zareagowałaby inaczej na takie wyznanie.
Jeżelibyś był zajebistym Facetem i powiedziałbyś mi o tym to podejrzewam, że to ja bym wtedy zainicjowała ten pocałunek:)
Oczywiście podejrzenia i wyobrażenia nijak się czasami mają do rzeczywistości.
Dlatego zawsze trzeba "brać poprawkę" na to co ludzie piszą na forum.


Jeszcze jedno mi przyszło na myśl, a może to całkiem co innego jest problemem w tym, że nie byłeś jeszcze w związku?
A Twoje traumatyczne przeżycia z dzieciństwa to tylko wymówka bądź też chęć usprawiedliwienia się?
Oczywiście nie neguję, że to są naprawdę traumatyczne i przykre przeżycia.

214 Ostatnio edytowany przez wawa78 (2015-08-09 13:48:50)

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa

Moje poglądy to wynik moich doświadczeń oraz doświadczeń moich znajomych, a nie przejaw uprzedzeń i teoretyzowania wynikającego z generalizowania.


Krejzolka82 napisał/a:

A możesz mi wymienić te poglądy, upodobania i reakcje ?

Są to poglądy dotyczące w głównej mierze spraw damsko - męskich.


Krejzolka82 napisał/a:

Czym dla Ciebie są "toksyczne zachowania"?

Despotyzm, apodyktyczność, dominacja, neurotyczna osobowość, bierna agresja (fochy, dąsy, manipulacje), podejrzliwość, zazdrość, oskarżenia i wiele innych.


Krejzolka82 napisał/a:

Możliwe, że dla tych kobiet, z którymi się spotykałeś też głównym powodem tego, że nie kontynuują z Tobą znajomości są Twoje jak to nazwałeś "toksyczne zachowania'.

Wiele lat temu (od końca szkoły średniej) zacząłem zastanawiać się czy ja powielam (po matce) wyżej wymienione toksyczne zachowania względem innych osób. Zwracałem uwagę na swoje relacje z innymi i informacje zwrotne jakie dostaję od nich. I w tamtym okresie faktycznie przejawiałem je w jakimś stopniu - jednak w kolosalnie mniejszym niż moja matka. Na przestrzeni kilku lat (koniec szkoły średniej i początek studiów - I i II rok) je wyeliminowałem. To był okres intensywnej pracy nad sobą i zmiany swojego światopoglądu, reakcji na różne sytuacje życiowe / towarzyskie. Wszyscy znajomi i krewni mówili mi w tym okresie, że się bardzo zmieniłem, oczywiście na lepsze. Stałem się bardziej spokojny, wyluzowany, otwarty na innych, twórczy, kreatywny, odważny. To są ich słowa - nie moje. Zaczęli coraz częściej mnie zapraszać na różne spotkania i coraz bardziej "lgnęli" do mnie. Wiem, że dzisiaj nie ma śladu po tamtym "mnie", a moim problemem jest to, że staram się (i używam) częściej takich słów jak dziękuję, proszę, przepraszam, co w naszym polskim społeczeństwie (często zakompleksionym, skwaszonym i naburmuszonym) jest odbierane jako słabość - to przykre. Jak już wiesz mieszkam w Krakowie i jest tu turystów z całej Europy ale i świata bardzo dużo. Mam porównanie naszych "polskich" zachowań do innych narodowości. W porównaniu do nich i tak używam tych słów znacznie rzadziej. Do tego dochodzi moja duża wyrozumiałość i brak "burzenia się" o różne pierdoły. To wszystko sprawia, że ludzie (w Polsce) odbierają to często jako słabość i próbują mnie zdominować lub w jakiś sposób wykorzystać. Znacznie lepiej odbierają mnie obcokrajowcy.


Krejzolka82 napisał/a:

Uwierz mi są też takie kobiety, które mają dużą tolerancję dla braków umiejętności seksualnych facetów.

Oczywiście, że są. Często dlatego, że same są mocno zakompleksione a ich umiejętności w tym temacie są wątpliwe - umniejszają wartość seksu w związku. Seks traktują jako przykry obowiązek wobec męża - w naszym katolickim społeczeństwie jest takich postaw stosunkowo dużo.


Krejzolka82 napisał/a:

A możesz zdradzić skąd masz takie "rewelacje"?

Tak jak wcześniej w tej wypowiedzi (kilka linijek wyżej) jak i w innych wcześniejszych wypowiedziach pisałem, że jest to suma moich doświadczeń oraz doświadczeń moich znajomych - w tym kobiet.


Krejzolka82 napisał/a:

Już Ci to pisałam, za bardzo generalizujesz i za dużo czytasz i przytaczasz"fachowej" literatury z psychologii, socjologii... .

Są to fakty z naszego życia, a nie jakieś "teoretyczne generalizowanie". Teraz już nie czytam zbyt wiele fachowej literatury - tylko sporadycznie. Za to mam kontakt z moim terapeuta i on również zgadza się z tymi poglądami.


Krejzolka82 napisał/a:

Zauważyłam, że za dużo "dziękujesz" a to nie jest dobre, wiesz czemu wiem, bo sama taka jestem i w kółko za wszystko dziękuję, a to naprawdę jest momentami denerwujące.

W kółko za wszystko nie dziękuję, ale faktycznie staram się tego słowa używać jak zachodzi taka potrzeba. W stosunku do Ciebie, to chyba dopiero drugi raz tego słowa użyłem. Postaram się tego więcej nie robić.


Krejzolka82 napisał/a:

Oczywiście, że nie musisz się z krytyką zgadzać, ale moim zdaniem Ty stajesz się wtedy "agresywny" i po prostu nie potrafisz przyjąć krytycznych opinii "na klatę".

A kiedy ja byłem agresywny? Przyjmuję krytyczne opinie, ale nie muszę się z nimi zgadzać. Mam takie prawo. Natomiast oczekiwanie ode mnie, że mam się zgodzić z czyjąś krytyczną opinia na mój temat jest właśnie przejawem agresji ze strony krytykującej mnie - postawa niedojrzała, dominująca, apodyktyczna. I przed taką (agresywną) postawą będę się bronić, bo nie pozwolę sobie "wchodzić na głowę".


Krejzolka82 napisał/a:
wawa78 napisał/a:

Zadam Ci proste pytanie. Co powinienem zrobić na tych kolejnych spotkaniach, aby naszą znajomość przedłużyć o kolejne ileś tam spotkań?

Banalna odpowiedź: "być sobą".
Trudno mi napisać, co powinieneś zrobić, ponieważ tak naprawdę nie wiem, jakim jesteś Facetem w realnym życiu.

Jestem sobą podczas spotkań towarzyskich - nie tylko z kobietami.


Krejzolka82 napisał/a:

Tak naprawdę każda z nas jest inna, każda zareagowałaby inaczej na takie wyznanie.

Nie wnikając w szczegóły, to są możliwe tylko dwa scenariusze. Pierwszy pozytywny to taki, że pomimo wątpliwości kobieta decyduje się na kolejne spotkanie/a. Drugi to negatywny scenariusz, w którym kobieta nie decyduje się na kontynuowanie znajomości.


Krejzolka82 napisał/a:

Jeżelibyś był zajebistym Facetem i powiedziałbyś mi o tym to podejrzewam, że to ja bym wtedy zainicjowała ten pocałunek:)

Fajnie to słyszeć. Problem w tym, że przytłaczająca większość kobiet (tak, generalizacja oparta na własnych i innych osób doświadczeniach) po usłyszeniu takiego wyznania już nie uważa faceta za jak to ujęłaś "zajebistego". "Zajebistość" kończy się wtedy bardzo szybko i powie ci to chyba każdy facet, który ma jakieś doświadczenie w tych sprawach.


Krejzolka82 napisał/a:

Oczywiście podejrzenia i wyobrażenia nijak się czasami mają do rzeczywistości.
Dlatego zawsze trzeba "brać poprawkę" na to co ludzie piszą na forum.

Święte słowa.


Krejzolka82 napisał/a:

Jeszcze jedno mi przyszło na myśl, a może to całkiem co innego jest problemem w tym, że nie byłeś jeszcze w związku?

No i o tym (między innymi) jest ten założony przeze mnie wątek smile.


Krejzolka82 napisał/a:

A Twoje traumatyczne przeżycia z dzieciństwa to tylko wymówka bądź też chęć usprawiedliwienia się?

Gdyby to była tylko wymówka, to nie podejmowałbym tylu trudnych prób zmiany tej sytuacji.
_______________________________________________________________________


Krejzolka82
Czy Ty masz coś wspólnego z psychologią?

215

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa

A byc moze sprobuj spojrzec na problem traumatycznych doswiadczen z dziecinstwa i braku doswiadczenia oddzielnie? Oczywiscie to sie laczy, ale na chwile zalozmy, ze Twoje dziecinstwo bylo zupelnie normalne itd i po prostu tak Ci sie ulozylo w zyciu, ze nie masz doswiadczenia w seksie.

Proponuje to bo z Twoich postow zaczynam odzytywac, ze brak doswiadczen seksualnych traktujesz jako jedyny powod tego, ze z kobietami nic dalej (poza te pierwsze spotkania) nie wychodzi. I przyznam szczerze, ze zaczyna to dla mnie brzmiec jak posty facetow w stylu: nie chciala mnie bo nie mam kasy, nie chciala mnie bo jestem brzydki itd.
Nie twierdze, ze w conajmniej czesci takich przypadkow nie jest to prawda i facet mial pecha wiazac sie z dziewczyna, ktora leci tylko na pieniadze ALE chociazby w czesci takich przypadkow to po prostu skupienie sie na szczegole (ktory dla tych kolesi jest kluczowy w budowaniu ich samooceny, ich obrazu siebie samych), pomijajac wszystko inne.

Proponuje abys pomyslal o swoim braku doswiadczenia jak o znamieniu, ktore nie jest widoczne na pierwszy rzut oka. I wszystkie relacje ida dobrze dopoki nie dochodzi do momentu, kiedy masz odslonic to znamie - jak TWOJE zachowanie sie zmienia?
Tak, pisales o nerwowosci itp, ale pisales ze swojej wlasnej perspektywy. Byc moze Twoje zachowanie zaczyna byc na tyle inne, ze zniecheca kobiety?
Byc moze nagle z fajnego goscia, z ktorym milo sie rozmawia zmieniasz sie w kogos z kim te dziewczyny nie chca sie spotkac?

Mam na mysli chociazby tak blaha sytuacje jak: spotykamy sie z kims i jest super, milo sie gada, jest wesolo itd, umawiamy sie na kolejne spotkanie. Pomiedzy spotkaniami wyskakuje nam pryszcz lub gryzie nas jakis owad powodujac, ze mamy np. spuchniete oko. Nastepne spotkanie juz bedzie inne niz pierwsze jesli osoba z pryszczem/opuchlizna bedzie sie tego wstydzic bo bedzie zachowywac sie inaczej.
U Ciebie to jest jeszcze silniejsze, byc moze Twoje zachowanie tez sie zmienia chociazby na poziomie niewerbalnym (poza nerwowoscia)?

Zwlaszcza, ze te dziewczyny nie wiedza o Twoim braku doswiadczenia, po prostu nagle zaczynasz sie zachowywac inaczej a one nie wiedza jak te zmiane interpretowac?

216 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-08-09 17:09:26)

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
wawa78 napisał/a:

Moje poglądy to wynik moich doświadczeń oraz doświadczeń moich znajomych, a nie przejaw uprzedzeń i teoretyzowania wynikającego z generalizowania.

No to ja naprawdę nie wiem w jakim Ty towarzystwie się "obracasz".


wawa78 napisał/a:

Despotyzm, apodyktyczność, dominacja, neurotyczna osobowość, bierna agresja (fochy, dąsy, manipulacje), podejrzliwość, zazdrość, oskarżenia i wiele innych.
Ale każdy z nas jest czasami taki jak opisałeś, co nie oznacza, że jest jakimś toksycznym człowiekiem.

Każdy z nas ma wady, każdy z nas inaczej reaguje na daną sytuację w swoim życiu.
Na pewno fochy, dąsy, manipulacje, podejrzliwość, zazdrość w "normalnym wymiarze" są nieodzownym elementem charakteru każdego człowieka.

wawa78 napisał/a:

Wiem, że dzisiaj nie ma śladu po tamtym "mnie", a moim problemem jest to, że staram się (i używam) częściej takich słów jak dziękuję, proszę, przepraszam, co w naszym polskim społeczeństwie (często zakompleksionym, skwaszonym i naburmuszonym) jest odbierane jako słabość - to przykre. Jak już wiesz mieszkam w Krakowie i jest tu turystów z całej Europy ale i świata bardzo dużo. Mam porównanie naszych "polskich" zachowań do innych narodowości. W porównaniu do nich i tak używam tych słów znacznie rzadziej. Do tego dochodzi moja duża wyrozumiałość i brak "burzenia się" o różne pierdoły. To wszystko sprawia, że ludzie (w Polsce) odbierają to często jako słabość i próbują mnie zdominować lub w jakiś sposób wykorzystać. Znacznie lepiej odbierają mnie obcokrajowcy.

Super, że nie ma "śladu" po tamtym chłopaku!:)
Ja często " dziękuję", "przepraszam", "proszę" i szczerze sama się wkurzam na samą siebie, że za dużo tego... przez pisanie nie potrafię Ci tego wytłumaczyć... .
Super, że jesteś wychowany, że potrafisz takie słowa używać, ale mi nie chodzi o Twoje realne życie, ale chodzi o to, że za dużo dziękujesz, jak ktoś Ci przytakuję, pisze coś pozytywnego o Tobie, jeżeli jesteś faktycznie takim Facetem, jakim Cię tutaj odbieramy, to to co piszemy do Ciebie i o Tobie, powinno być dla Ciebie "normalnym stanem" przy czym nie odbieraj tego, że ja Ci każe być "narcystycznym, zapatrzonym w siebie Facetem".

A jeżeli chodzi o inne narodowości, to nie zgadzam się z Tobą, ponieważ , Ci ludzie są mili, kulturalni, bo są w innym państwie chcą się "pokazać", a po za tym niektórzy mają "zakorzenione" takie odzywki, przykład Anglicy.
Dużo czasu spędzam w Anglii i napiszę Ci moje spostrzeżenia na temat ich "kulturalnych słówek".
Na początku strasznie mi się podobało ich pytanie "How are you" , myślałam jacy fajnie interesują się ludźmi i takie pierdoły, do czasu...
Teraz wiem, że to tylko kurtuazja i tak naprawdę nic ich nie obchodzi jak dany człowiek się czuję, oni nawet nie czekają na odpowiedź, po prostu tak pytają, bo to mają "zakorzenione" w sobie  i tyle.
A tak na marginesie, strasznie mnie wkurza już to pytanie i czasami miałabym im ochotę odpowiedzieć "Not so good" lub "I feel terrible".

Nieistotny jest kraj pochodzenia, po prostu każdy człowiek jest inny.

Widzisz o Polakach mówi się, że są alkoholikami i takie tam podobne, co wiadomo,że nie każdy Polak to alkoholik, przykład Krejzolka82, całkowity abstynent.


wawa78 napisał/a:

Oczywiście, że są. Często dlatego, że same są mocno zakompleksione a ich umiejętności w tym temacie są wątpliwe - umniejszają wartość seksu w związku. Seks traktują jako przykry obowiązek wobec męża - w naszym katolickim społeczeństwie jest takich postaw stosunkowo dużo.

Ale ja taka jestem i uwielbiam seks i moje umiejętności w tej dziedzinie nie są wątpliwe i  nie jestem zakompleksiona .

wawa78 napisał/a:


Są to fakty z naszego życia, a nie jakieś "teoretyczne generalizowanie". Teraz już nie czytam zbyt wiele fachowej literatury - tylko sporadycznie. Za to mam kontakt z moim terapeuta i on również zgadza się z tymi poglądami.

Nie znam Cię, ale byłam pewna, że czytasz taką literaturę, ponieważ to można "wyczuć" czytając Twoje posty.



wawa78 napisał/a:

W kółko za wszystko nie dziękuję, ale faktycznie staram się tego słowa używać jak zachodzi taka potrzeba. W stosunku do Ciebie, to chyba dopiero drugi raz tego słowa użyłem. Postaram się tego więcej nie robić.

O tym Ci już opisałam powyżej i mam nadzieję, że mnie zrozumiałeś co chciałam Ci przekazać.

wawa78 napisał/a:

A kiedy ja byłem agresywny? Przyjmuję krytyczne opinie, ale nie muszę się z nimi zgadzać. Mam takie prawo. Natomiast oczekiwanie ode mnie, że mam się zgodzić z czyjąś krytyczną opinia na mój temat jest właśnie przejawem agresji ze strony krytykującej mnie - postawa niedojrzała, dominująca, apodyktyczna. I przed taką (agresywną) postawą będę się bronić, bo nie pozwolę sobie "wchodzić na głowę".

Byłeś "agresywny" w postach skierowanych na przykład do Uciekającej Amy.



wawa78 napisał/a:

Jestem sobą podczas spotkań towarzyskich - nie tylko z kobietami.

Tzn. jaki jesteś? Mógłbyś się opisać w paru zdaniach, tylko proszę o szczerą, przemyślaną ocenę:)



wawa78 napisał/a:

Fajnie to słyszeć. Problem w tym, że przytłaczająca większość kobiet (tak, generalizacja oparta na własnych i innych osób doświadczeniach) po usłyszeniu takiego wyznania już nie uważa faceta za jak to ujęłaś "zajebistego". "Zajebistość" kończy się wtedy bardzo szybko i powie ci to chyba każdy facet, który ma jakieś doświadczenie w tych sprawach.

W tym momencie pisałam o sobie, nie o innych.


wawa78 napisał/a:

Święte słowa.

Amen:)

Krejzolka82 napisał/a:

A Twoje traumatyczne przeżycia z dzieciństwa to tylko wymówka bądź też chęć usprawiedliwienia się?
Gdyby to była tylko wymówka, to nie podejmowałbym tylu trudnych prób zmiany tej sytuacji.

Ale skąd masz pewność, że Twój problem z kobietami jest tak naprawdę całkowicie tożsamy z przeżyciami w dzieciństwie?
Świetnie napisała GameGirl i podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami!

_______________________________________________________________________

wawa78 napisał/a:

Krejzolka82
Czy Ty masz coś wspólnego z psychologią?

Nie mam.
Czemu pytasz?

217

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
wawa78 napisał/a:

Objawiało się to tym, że oczekują od faceta, że będzie ideałem w domu, w łóżku, w pracy, na wczasach - takim Jamesem Bondem. Nie dają facetowi przyzwolenia na jakiekolwiek słabości, potknięcia, niedoskonałości czy wątpliwości w tym również przyzwolenia na brak wcześniejszych związków - tak jak w moim przypadku.

Myślę, że jest zupełnie odwrotnie. Jestem wychowana w pełnej rodzinie, gdzie tata czynnie angażował się w życie rodzinne, przy czym moja rodzina ma zdecydowanie patriarchalny charakter. Mam dokładnie zakodowany męski wzorzec i z tego samego moje oczekiwania względem mężczyzny są niewspółmiernie wyższe niż moich koleżanek. Mnie nie zadawala byle jaki facet, bo mi nie wystarczy fakt, że "jest".

wawa78 napisał/a:

Zauważyłem również, że w Polsce ten schemat wycofania się mężczyzn z procesu wychowawczego (z wyżej wymienionych powodów) jest normą i standardem, tylko że w różnym stopniu i nasileniu.

To jest często wybór mężczyzn. Większość uważa, że dzieci to obowiązek kobiety i to jej zadanie. Nawet jak pisałam na forum, że facet ma być dla mnie ukochanym, silnym mężczyzną, a dla dzieci świetnym ojcem to dowiedziałam się, że mam prawdopodobnie nazbyt wywindowane oczekiwania sad

wawa78 napisał/a:

Kobiety pomimo świadomości swoich wad i problemów wybierają / ulegają swojej emocjonalnej stronie natury (łatwiejsze rozwiązanie) zamiast kierować się logiką i dyscypliną (typowo męskie cechy) w prostowaniu swojego charakteru. Jednocześnie szukają pewnych siebie mężczyzn (idealnych - bez słabości), po to by móc na nich przerzucić odpowiedzialność za swoje niedojrzałe i toksyczne zachowania - I TAK BŁĘDNE KOŁO SIĘ ZAMYKA.

Bo od kobiet i mężczyzn oczekuje innych rzeczy w relacji. Wielu kobietom nie przeszkadza zimny, oschły mężczyzna, natomiast rzadko któremu mężczyźnie przypadnie do gustu kobieta o takich cechach. Domeną kobiet jest czułość, empatia, ciepło, opieka. Te cechy kobiet wiążą się z okazywaniem emocji. Natomiast od mężczyzn oczekuje się takich cech jak zaradność, odwaga, pewność siebie, siła (fizyczna i psychiczna) czyli cechy gdzie emocje są trzymane na wodzy.


Wawa78 opisz swój typ kobiety. Tylko tak porządnie. Czego wymagasz, jakie podejście do spraw damsko-męskich powinna reprezentować, itp. Na moje oko Ty szukasz dwóch różnych kobiet. Z jednej strony takiej, która zainicjuje pocałunek i poprowadzi w łóżku, z drugiej, która nie ma skłonności do dominacji. Co do foszków itp to Krejzolka ma rację. W standardowych związkach to norma, że raz na jakiś czas się pojawiają. Bądź co bądź jesteśmy tylko ludźmi.

218

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa

GamerGirl
Chyba wiem o co Ci chodzi. Myślałem, że opisałem to dobrze już wcześniej, ale spróbuję jeszcze raz, może tym razem trochę inaczej to opiszę.

Np. Jestem po pierwszym spotkaniu z jakąś kobietą. Do tego czasu wszystko jest ok. Po tym pierwszym spotkaniu już wiem, że oprócz fizycznego zainteresowania sprawia również wrażenie osoby psychicznie / emocjonalnie na tyle atrakcyjnej, że chcę pogłębić znajomość. Z pozycji obcej dla mnie kobiety "awansuje" do poziomu kobiety którą warto się zainteresować poważniej. I teraz zaczynają się moje problemy. Wiem, że jeśli znajomość ma się rozwijać, to muszę zacząć "działać". Ta świadomość powoduje, że zaczyna rozwijać się mój stres. Wiem, że powinienem wprowadzać podtekst erotyczny w nasze relacje czyli jakiś dotyk, żarty z podtekstem erotycznym, które jeśli widzę, że są dobrze przyjmowane, to powinny prowadzić do pocałunku - zazwyczaj na drugiej lub trzeciej randce.

Mój stres to: łamiący się głos, który "więźnie" w gardle, nerwowość, drżące ręce, sztywność w zachowaniu, całkowity brak pewności siebie i inne. Te wszystkie rzeczy zaczynają się pojawiać w różnym nasileniu, w zależności od tego jak bardzo chcę pogłębić naszą znajomość. A chęć pogłębienia znajomości w dużym stopniu zależy od intensywności sygnałów jakie wysyła mi kobieta, że chce takiego zbliżenia. Wiem, że chociaż w środku siebie czuję się kompletnie rozwalony i wyzuty z pewności siebie, to na zewnątrz tego aż tak nie widać. Mimo wszystko, to co widać, to i tak jest dużo więcej niż pewnie jest dopuszczalne w takiej sytuacji w moim wieku. Wtedy mój stres jest już na tak wysokim poziomie, że praktycznie całkowicie mnie blokuje, lub moje próby są bardzo nieporadne. Jeśli do tego dodać, że podczas naszej rozmowy czasami wychodzi na jaw, że nie byłem w żadnym związku, to "ta całość sytuacji" sprawia, że kobiety rezygnują z dalszej znajomości. Kobiety orientują się w sytuacji. Umieją kojarzyć informacje z rozmowy i bardzo wyraźne zachowanie.

Nie jestem zafiksowany na punkcie doświadczenia seksualnego, chociaż to dla mężczyzny jest jednym z głównych filarów pewności siebie - a ta jest niezbędna aby poderwać kobietę. Pieniądze i uroda niekoniecznie, chociaż są przydatne.
________________________________________________________________________________________________________



Krejzolka82 napisał/a:
wawa78 napisał/a:

Moje poglądy to wynik moich doświadczeń oraz doświadczeń moich znajomych, a nie przejaw uprzedzeń i teoretyzowania wynikającego z generalizowania.

No to ja naprawdę nie wiem w jakim Ty towarzystwie się "obracasz".

Przeciętnych ludzi



Krejzolka82 napisał/a:
wawa78 napisał/a:

Despotyzm, apodyktyczność, dominacja, neurotyczna osobowość, bierna agresja (fochy, dąsy, manipulacje), podejrzliwość, zazdrość, oskarżenia i wiele innych.

Ale każdy z nas jest czasami taki jak opisałeś, co nie oznacza, że jest jakimś toksycznym człowiekiem.
Każdy z nas ma wady, każdy z nas inaczej reaguje na daną sytuację w swoim życiu.
Na pewno fochy, dąsy, manipulacje, podejrzliwość, zazdrość w "normalnym wymiarze" są nieodzownym elementem charakteru każdego człowieka.

Jak myślisz? Czy określenie "toksyczne zachowania" odnoszą się do zachowań jak to określasz "w normalnym wymiarze" czy w ponadnormalnym wymiarze? Bo według mnie to oznacza dosadne określenie czegoś złego. Czytaj ze zrozumieniem.



Krejzolka82 napisał/a:
wawa78 napisał/a:

Wiem, że dzisiaj nie ma śladu po tamtym "mnie", a moim problemem jest to, że staram się (i używam) częściej takich słów jak dziękuję, proszę, przepraszam, co w naszym polskim społeczeństwie (często zakompleksionym, skwaszonym i naburmuszonym) jest odbierane jako słabość - to przykre. Jak już wiesz mieszkam w Krakowie i jest tu turystów z całej Europy ale i świata bardzo dużo. Mam porównanie naszych "polskich" zachowań do innych narodowości. W porównaniu do nich i tak używam tych słów znacznie rzadziej. Do tego dochodzi moja duża wyrozumiałość i brak "burzenia się" o różne pierdoły. To wszystko sprawia, że ludzie (w Polsce) odbierają to często jako słabość i próbują mnie zdominować lub w jakiś sposób wykorzystać. Znacznie lepiej odbierają mnie obcokrajowcy.

A jeżeli chodzi o inne narodowości, to nie zgadzam się z Tobą, ponieważ , Ci ludzie są mili, kulturalni, bo są w innym państwie chcą się "pokazać", a po za tym niektórzy mają "zakorzenione" takie odzywki, przykład Anglicy.
Dużo czasu spędzam w Anglii i napiszę Ci moje spostrzeżenia na temat ich "kulturalnych słówek".
Na początku strasznie mi się podobało ich pytanie "How are you" , myślałam jacy fajnie interesują się ludźmi i takie pierdoły, do czasu...
Teraz wiem, że to tylko kurtuazja i tak naprawdę nic ich nie obchodzi jak dany człowiek się czuję, oni nawet nie czekają na odpowiedź, po prostu tak pytają, bo to mają "zakorzenione" w sobie  i tyle.
A tak na marginesie, strasznie mnie wkurza już to pytanie i czasami miałabym im ochotę odpowiedzieć "Not so good" lub "I feel terrible".

Nieistotny jest kraj pochodzenia, po prostu każdy człowiek jest inny.

Widzisz o Polakach mówi się, że są alkoholikami i takie tam podobne, co wiadomo,że nie każdy Polak to alkoholik, przykład Krejzolka82, całkowity abstynent.

Zgadza się. To "tylko" kurtuazja, bo o głębszym zaangażowaniu świadczą te zwroty tylko gdy się je wypowiada do jakichś bliskich osób: rodziny, krewnych czy przyjaciół. Te zwroty, które przytoczyłaś to nic innego jak odpowiednik naszego "dzień dobry". Mówione w stosunku do obcych ludzi, to zwykła kurtuazja. Ale ja wolę ichniejszą częstą kurtuazję niż naszą mrukliwość lub spojrzenia pod tytułem "co się k**wa patrzysz".



Krejzolka82 napisał/a:
wawa78 napisał/a:

Oczywiście, że są. Często dlatego, że same są mocno zakompleksione a ich umiejętności w tym temacie są wątpliwe - umniejszają wartość seksu w związku. Seks traktują jako przykry obowiązek wobec męża - w naszym katolickim społeczeństwie jest takich postaw stosunkowo dużo.

Ale ja taka jestem i uwielbiam seks i moje umiejętności w tej dziedzinie nie są wątpliwe i  nie jestem zakompleksiona .

Nie mówiłem tego o Tobie. Nie bierz tak wszystkiego do siebie.



Krejzolka82 napisał/a:
wawa78 napisał/a:

A kiedy ja byłem agresywny? Przyjmuję krytyczne opinie, ale nie muszę się z nimi zgadzać. Mam takie prawo. Natomiast oczekiwanie ode mnie, że mam się zgodzić z czyjąś krytyczną opinia na mój temat jest właśnie przejawem agresji ze strony krytykującej mnie - postawa niedojrzała, dominująca, apodyktyczna. I przed taką (agresywną) postawą będę się bronić, bo nie pozwolę sobie "wchodzić na głowę".

Byłeś "agresywny" w postach skierowanych na przykład do Uciekającej Amy.

Jeśli ona jest agresywna wobec mnie to muszę się bronić i mam gdzieś czy się to komuś podoba.



Krejzolka82 napisał/a:
wawa78 napisał/a:
Krejzolka82 napisał/a:

A Twoje traumatyczne przeżycia z dzieciństwa to tylko wymówka bądź też chęć usprawiedliwienia się?

Gdyby to była tylko wymówka, to nie podejmowałbym tylu trudnych prób zmiany tej sytuacji.

Ale skąd masz pewność, że Twój problem z kobietami jest tak naprawdę całkowicie tożsamy z przeżyciami w dzieciństwie?
Świetnie napisała GameGirl i podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami!

Bo sam tak się zdiagnozowałem. Bo tak zdiagnozowali mnie psycholodzy / terapeuci. Bo jest to klasyka problemów typu toksyczna / kastrująca matka -> syn, według psychologii od ponad 100 lat - nikt tego nie podważa.
_________________________________________________________________________________________________________




LunaPARK napisał/a:
wawa78 napisał/a:

Objawiało się to tym, że oczekują od faceta, że będzie ideałem w domu, w łóżku, w pracy, na wczasach - takim Jamesem Bondem. Nie dają facetowi przyzwolenia na jakiekolwiek słabości, potknięcia, niedoskonałości czy wątpliwości w tym również przyzwolenia na brak wcześniejszych związków - tak jak w moim przypadku.

Myślę, że jest zupełnie odwrotnie. Jestem wychowana w pełnej rodzinie, gdzie tata czynnie angażował się w życie rodzinne, przy czym moja rodzina ma zdecydowanie patriarchalny charakter. Mam dokładnie zakodowany męski wzorzec i z tego samego moje oczekiwania względem mężczyzny są niewspółmiernie wyższe niż moich koleżanek. Mnie nie zadawala byle jaki facet, bo mi nie wystarczy fakt, że "jest".

Tą wypowiedzią potwierdzasz moją opinię którą cytujesz: Objawiało się to tym, że oczekują od faceta, że będzie ideałem w domu, w łóżku, w pracy, na wczasach - takim Jamesem Bondem. Nie dają facetowi przyzwolenia na jakiekolwiek słabości, potknięcia, niedoskonałości czy wątpliwości w tym również przyzwolenia na brak wcześniejszych związków - tak jak w moim przypadku. Powód jest nieistotny. Czy to jest kastrująca / toksyczna matka, czy wzór bardzo silnego ojca, który nie daje sobie przyzwolenia na jakiekolwiek słabości.



LunaPARK napisał/a:
wawa78 napisał/a:

Zauważyłem również, że w Polsce ten schemat wycofania się mężczyzn z procesu wychowawczego (z wyżej wymienionych powodów) jest normą i standardem, tylko że w różnym stopniu i nasileniu.

To jest często wybór mężczyzn. Większość uważa, że dzieci to obowiązek kobiety i to jej zadanie. Nawet jak pisałam na forum, że facet ma być dla mnie ukochanym, silnym mężczyzną, a dla dzieci świetnym ojcem to dowiedziałam się, że mam prawdopodobnie nazbyt wywindowane oczekiwania sad
Najczęściej to nie jest wybór mężczyzn.

Wychowanie dzieci wiąże się często z okazywaniem "ciepłych" uczuć (choć nie tylko) typowych dla kobiet. Takie postawy są eliminowane u mężczyzn przez kobiety od początku ich znajomości, bo jak sama wcześniej napisałaś mężczyzna powinien być silny fizycznie, psychicznie i trzymać uczucia na wodze. Okazywanie uczuć przez mężczyzn często jest odbierane jako słabość, lub coś śmiesznego. To kobiety są od okazywania czułości, ciepła itp. - Twoje słowa. Cytat poniżej.



LunaPARK napisał/a:
wawa78 napisał/a:

Kobiety pomimo świadomości swoich wad i problemów wybierają / ulegają swojej emocjonalnej stronie natury (łatwiejsze rozwiązanie) zamiast kierować się logiką i dyscypliną (typowo męskie cechy) w prostowaniu swojego charakteru. Jednocześnie szukają pewnych siebie mężczyzn (idealnych - bez słabości), po to by móc na nich przerzucić odpowiedzialność za swoje niedojrzałe i toksyczne zachowania - I TAK BŁĘDNE KOŁO SIĘ ZAMYKA.

Bo od kobiet i mężczyzn oczekuje innych rzeczy w relacji. Wielu kobietom nie przeszkadza zimny, oschły mężczyzna, natomiast rzadko któremu mężczyźnie przypadnie do gustu kobieta o takich cechach. Domeną kobiet jest czułość, empatia, ciepło, opieka. Te cechy kobiet wiążą się z okazywaniem emocji. Natomiast od mężczyzn oczekuje się takich cech jak zaradność, odwaga, pewność siebie, siła (fizyczna i psychiczna) czyli cechy gdzie emocje są trzymane na wodzy.

Czyżby seksizm i konserwatyzm? Czyżbyś była zwolenniczką prania, gotowania, sprzątania, zaspokajania potrzeb seksualnych męża i ogólnie siedzenia w domu przez kobiety. A dla mężczyzny rezerwujesz "tylko" zarabianie pieniędzy i zapewnianie poczucia bezpieczeństwa. Taki schemat może i miał zastosowanie przed dekadami ale nie dzisiaj. Myślę że powielasz wzorzec ze swojego domu rodzinnego jako "uniwersum" w relacjach damsko-męskich. Nie wszystkim kobietom i mężczyznom to dzisiaj odpowiada.

Taki wzorzec jaki przedstawiasz może i często prowadzi do dużych ograniczeń w rozwoju relacji partnerskich w małżeństwie oraz u ich dzieci. Mój wzór relacji kobieta-mężczyzna to sytuacja, w której kobieta i mężczyzna angażują się w utrzymanie domu i wychowanie dzieci na zasadach partnerskich. Nie jestem jednak zwolennikiem feminizmu i filozofii gender ani klasycznego Katolicyzmu. To temat na dłuższą wypowiedź i nie wiem czy się dobrze wysłowiłem.



LunaPARK napisał/a:

Co do foszków itp to Krejzolka ma rację. W standardowych związkach to norma, że raz na jakiś czas się pojawiają. Bądź co bądź jesteśmy tylko ludźmi.

Mylisz się. Zwrot "toksyczne zachowania" nie odnosi się do "foszków", które czasami zdarzają się u każdej osoby. To coś grubo ponad "foszki". Wyjaśniłem to już wcześniej w odpowiedzi dla Krejzolka.



LunaPARK napisał/a:

Wawa78 opisz swój typ kobiety. Tylko tak porządnie. Czego wymagasz, jakie podejście do spraw damsko-męskich powinna reprezentować, itp. Na moje oko Ty szukasz dwóch różnych kobiet. Z jednej strony takiej, która zainicjuje pocałunek i poprowadzi w łóżku, z drugiej, która nie ma skłonności do dominacji. Co do foszków itp to Krejzolka ma rację. W standardowych związkach to norma, że raz na jakiś czas się pojawiają. Bądź co bądź jesteśmy tylko ludźmi.

MÓJ TYP KOBIETY
Powinna mieć podobny światopogląd na życie jak ja. Powinna być "do tańca jak i do różańca". Stąd wiele cech opisujących mój typ kobiety to cechy tak na prawdę opisujące mnie i moje podejście do związku. Jej ogólny opis  można zawrzeć w stwierdzeniu, że powinna być dla mnie atrakcyjna fizycznie i mieć otwarty umysł (dojrzała emocjonalnie).

Seks
W sypialni preferuję współpracę i grę zespołową. Nie lubię rywalizacji i próby zdominowania drugiej strony. Lubię bezpieczną atmosferę zaufania, w której można świntuszyć i grzeszyć smile na wiele sposobów. I dlatego seks dla niej powinien być formą wyrażania siebie, umiejętnością dawania drugiej stronie przyjemności i brania jej. Powinna mieć pewne umiejętności "łóżkowe" ale nie powinna przywiązywać zbytniej wagi do technik seksualnych. W chwili jej poznania mogłaby być dziewicą lub mieć już spore doświadczenie seksualne - dla mnie to obojętne. W seksie powinna być otwarta na nowe doświadczenia i nie robić tylko tych rzeczy, które jednoznacznie ją odpychają. Powinna traktować erotyzm (w tym seks) jako jeden z głównych filarów związku. Erotyzm, czyli umiejętność flirtu: zaczepek słownych lub fizycznych, świntuszenia, kuszenia, itp. Powinna nie bać się rozmawiać o seksie, nawet gdy ją coś peszy, onieśmiela, krępuje i mówić o swoich potrzebach ale też pytać o moje potrzeby. Powinna swoją i moją fizyczność (ze wszelkimi wadami i zaletami) akceptować - tą akceptacje powinniśmy budować i podtrzymywać każdego dnia. Powinna dać nam obu przyzwolenie na chwilowe problemy czy potknięcia w sypialni.

Światopogląd
Powinna mieć własne plany i ambicje zawodowe, ale powinna też czuć się kobietą tzn. gdy pojawi się dziecko to przez pierwsze kilka / kilkanaście miesięcy jego życia powinna się nim opiekować, a nie zrzucać tego na mamę czy jakąś wynajętą nianię (oczywiście w miarę możliwości finansowych). Powinna (podobnie jak ja) czuć się odpowiedzialna za wspólne finanse (zarabianie pieniędzy) jak i za dbanie o dom. Może być osobą wierzącą, ale powinna mieć spory dystans do tego co mówią i jaki proponują styl życia duchowni. Ja Wierzę w istnienie Boga ale nie jestem Katolikiem ani wyznawcą żadnej innej religii. Potrafię jednak doceniać duchowość oraz wiele mądrości życiowych propagowane przez różne religie w tym również Katolicyzm. Uważam, że Biblia rozumiana w sposób prawidłowy może być czymś na kształt poradnika psychologicznego / życiowego - podobnego nastawienia oczekiwałbym od partnerki.

Cechy charakteru
Powinna być (tak jak ja) pogodną wojowniczką tzn: powinna mieć w sobie trochę: dumy, buty, braku pokory, woli walki, uporu ale to wszytko rozumiane w pozytywny sposób jako umiejętność tworzenia własnej przestrzeni życiowej, a jeśli zachodzi taka potrzeba, to i "iść pod prąd". Powinna być również wyrozumiała dla samej siebie i dawać sobie prawo do popełniania błędów oraz zachowywać się jak dojrzała emocjonalnie asertywna kobieta, czyli nie jak feministka lub jak "matka Polka". Powinna być pewna siebie. Nie głośna, czy hałaśliwa ale spokojna. To ten typ pewności siebie, który patrząc prosto w oczy ludziom pozwala być otwarty i życzliwy wobec nich równocześnie dbając o własny interes (nie pozwalając sobie "wchodzić na głowę"). Powinna umieć myśleć samodzielnie. Nie powinna być podatna na manipulacje.

To są chyba główne cechy mojego typu kobiety, które są w bardzo dużym stopniu tak na prawdę moimi cechami lub cechami które staram się pielęgnować u siebie. Pewnie wielu z Was powie, że są sprzeczne i nieosiągalne (idealistyczne), ale nie da się słowami ująć tych wszystkich sytuacji, które pokazywałyby jak to ma wyglądać według mnie.

219

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa

Wawa---
Że się tak zapytam z biegu- zdziwil mnie jeden punkt.Piszesz,że po urodzeniu dziecka partnerka powinna się tym dzieckiem sama zająć bez pomocy mamy czy niani.Nic nie napisałes o swoim udziale w zajmowaniu się dzieckiem.
A w następnym zdaniu dodajesz,że partnerka twoja na równi z tobą powinna dbać o finanse domowe(co popieram),obydwoje macie pracować.
Czyli wychodzi na to,że ty pracujesz,zarabiasz a ona również pracuje,zarabia i dodatkowo jeszcze wychowuje wasze dziecko?
Czy to tylko brak precyzyjnej wypowiedzi?
Reszta cech-coz,więc szukaj a znajdziesz jak to mówią.Lekko nie bywa,ale nie jest to niemożliwe.

220 Ostatnio edytowany przez wawa78 (2015-08-12 13:25:59)

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
rossanka napisał/a:

Wawa---
Że się tak zapytam z biegu- zdziwil mnie jeden punkt.Piszesz,że po urodzeniu dziecka partnerka powinna się tym dzieckiem sama zająć bez pomocy mamy czy niani.Nic nie napisałes o swoim udziale w zajmowaniu się dzieckiem.

Mama lub niania może ją / nas odciążać w zajmowaniu się dzieckiem - zwłaszcza okazjonalnie, gdy będziemy potrzebowali trochę odpoczynku i czasu dla siebie. Na samym początku i końcu (w środku również podkreślałem) wypowiedzi "Mój typ kobiety" napisałem, że są to cechy, które tak na prawdę opisują również mnie. Więc opieka nad dzieckiem jest również moim udziałem i nie dałbym sobie tego obowiązku odebrać, bo lubię małe urwisy smile. Jednak ja piersią nie nakarmię, więc.... sama rozumiesz.

221

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
wawa78 napisał/a:
rossanka napisał/a:

Wawa---
Że się tak zapytam z biegu- zdziwil mnie jeden punkt.Piszesz,że po urodzeniu dziecka partnerka powinna się tym dzieckiem sama zająć bez pomocy mamy czy niani.Nic nie napisałes o swoim udziale w zajmowaniu się dzieckiem.

Na samym początku i końcu (w środku również podkreślałem) wypowiedzi "Mój typ kobiety" napisałem, że są to cechy, które tak na prawdę opisują również mnie. Więc opieka nad dzieckiem jest również moim udziałem i nie dałbym sobie tego obowiązku odebrać, bo lubię małe urwisy smile. Jednak ja piersią nie nakarmię, więc.... sama rozumiesz.

Zaraz tam piersia; )
Zostaje Ci dokarmianie z butelki, przewijanie, usypianie, zabawa, noszenie, uspokajanie w czasie kolki i inne takie....

222 Ostatnio edytowany przez wawa78 (2015-08-12 13:28:27)

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
rossanka napisał/a:
wawa78 napisał/a:
rossanka napisał/a:

Wawa---
Że się tak zapytam z biegu- zdziwil mnie jeden punkt.Piszesz,że po urodzeniu dziecka partnerka powinna się tym dzieckiem sama zająć bez pomocy mamy czy niani.Nic nie napisałes o swoim udziale w zajmowaniu się dzieckiem.

Na samym początku i końcu (w środku również podkreślałem) wypowiedzi "Mój typ kobiety" napisałem, że są to cechy, które tak na prawdę opisują również mnie. Więc opieka nad dzieckiem jest również moim udziałem i nie dałbym sobie tego obowiązku odebrać, bo lubię małe urwisy smile. Jednak ja piersią nie nakarmię, więc.... sama rozumiesz.

Zaraz tam piersia; )
Zostaje Ci dokarmianie z butelki, przewijanie, usypianie, zabawa, noszenie, uspokajanie w czasie kolki i inne takie....

Już to robiłem. Mam młodsze rodzeństwo, więc wiem jak wygląda zajmowanie się niemowlakiem.

223

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
wawa78 napisał/a:

Tą wypowiedzią potwierdzasz moją opinię którą cytujesz: Objawiało się to tym, że oczekują od faceta, że będzie ideałem w domu, w łóżku, w pracy, na wczasach - takim Jamesem Bondem. Nie dają facetowi przyzwolenia na jakiekolwiek słabości, potknięcia, niedoskonałości czy wątpliwości w tym również przyzwolenia na brak wcześniejszych związków - tak jak w moim przypadku. Powód jest nieistotny. Czy to jest kastrująca / toksyczna matka, czy wzór bardzo silnego ojca, który nie daje sobie przyzwolenia na jakiekolwiek słabości.

Po prostu z moich obserwacji kobiety wychowane przez apodyktyczne matki mają znacznie niższe wymagania względem mężczyzn, więc dla mnie Twoją teorię można by zastosować do każdej niewiasty. Każda chce ideału. Dla każdej ten ideał inaczej wyglada.

wawa78 napisał/a:
LunaPARK napisał/a:
wawa78 napisał/a:

Zauważyłem również, że w Polsce ten schemat wycofania się mężczyzn z procesu wychowawczego (z wyżej wymienionych powodów) jest normą i standardem, tylko że w różnym stopniu i nasileniu.

To jest często wybór mężczyzn. Większość uważa, że dzieci to obowiązek kobiety i to jej zadanie. Nawet jak pisałam na forum, że facet ma być dla mnie ukochanym, silnym mężczyzną, a dla dzieci świetnym ojcem to dowiedziałam się, że mam prawdopodobnie nazbyt wywindowane oczekiwania sad
Najczęściej to nie jest wybór mężczyzn.

Wychowanie dzieci wiąże się często z okazywaniem "ciepłych" uczuć (choć nie tylko) typowych dla kobiet. Takie postawy są eliminowane u mężczyzn przez kobiety od początku ich znajomości, bo jak sama wcześniej napisałaś mężczyzna powinien być silny fizycznie, psychicznie i trzymać uczucia na wodze. Okazywanie uczuć przez mężczyzn często jest odbierane jako słabość, lub coś śmiesznego. To kobiety są od okazywania czułości, ciepła itp. - Twoje słowa. Cytat poniżej.

Lol, to że mój facet chce żebym w sypialni była dla niego wyuzdaną dz*wką nie oznacza że mam się tak zachowywać w stosunku do jego kumpli. Jak ja oczekuję, że w odpowiednich momentach mężczyzna będzie trzymać emocje na wodzy, to nie rozumiem czemu ma nie móc okazywać miłości naszym dzieciom.

wawa78 napisał/a:
LunaPARK napisał/a:
wawa78 napisał/a:

Kobiety pomimo świadomości swoich wad i problemów wybierają / ulegają swojej emocjonalnej stronie natury (łatwiejsze rozwiązanie) zamiast kierować się logiką i dyscypliną (typowo męskie cechy) w prostowaniu swojego charakteru. Jednocześnie szukają pewnych siebie mężczyzn (idealnych - bez słabości), po to by móc na nich przerzucić odpowiedzialność za swoje niedojrzałe i toksyczne zachowania - I TAK BŁĘDNE KOŁO SIĘ ZAMYKA.

Bo od kobiet i mężczyzn oczekuje innych rzeczy w relacji. Wielu kobietom nie przeszkadza zimny, oschły mężczyzna, natomiast rzadko któremu mężczyźnie przypadnie do gustu kobieta o takich cechach. Domeną kobiet jest czułość, empatia, ciepło, opieka. Te cechy kobiet wiążą się z okazywaniem emocji. Natomiast od mężczyzn oczekuje się takich cech jak zaradność, odwaga, pewność siebie, siła (fizyczna i psychiczna) czyli cechy gdzie emocje są trzymane na wodzy.

Czyżby seksizm i konserwatyzm? Czyżbyś była zwolenniczką prania, gotowania, sprzątania, zaspokajania potrzeb seksualnych męża i ogólnie siedzenia w domu przez kobiety. A dla mężczyzny rezerwujesz "tylko" zarabianie pieniędzy i zapewnianie poczucia bezpieczeństwa. Taki schemat może i miał zastosowanie przed dekadami ale nie dzisiaj. Myślę że powielasz wzorzec ze swojego domu rodzinnego jako "uniwersum" w relacjach damsko-męskich. Nie wszystkim kobietom i mężczyznom to dzisiaj odpowiada.

Mój wzorzec? Że niby taki podział? Oboje moi rodzice pracują, obowiązki są dzielone na pół, dzieci wychowywane wspólnie.
Co do mej osoby to studiuję bardzo dobry kierunek, mam silny dominujący charakter, jestem ponadprzeciętnie zaradna i towarzyska, niezależna, honorowa, ale i tak chcę mężczyznę dominującego i silniejszego ode mnie. Wszyscy się ze mnie śmieją, że taki nie istnieje i trafi mi się pantoflarz, ale nadziei nie tracę lol. W każdym razie: nie, nie mam aspiracji na zostanie "kurą domową".

Tak czy siak mówię o ogóle. Zauważ, że większość kobiet u mężczyzn ceni takie cechy, które wymieniłam . To nie jest tylko moje widzimisię.

wawa78 napisał/a:

Wzorzec jaki przedstawiasz może i często prowadzi do dużych ograniczeń w rozwoju relacji partnerskich w małżeństwie oraz u ich dzieci.

Niby jakich???

wawa78 napisał/a:

Mój wzór relacji kobieta-mężczyzna to sytuacja, w której kobieta i mężczyzna angażują się w utrzymanie domu i wychowanie dzieci na zasadach partnerskich .

Utopia. Nie znam takiego związku. Dominacja może być lżejsza/silniejsza, bardziej/mniej świadoma. Ktoś musi wypowiedzieć "ostatnie słowo".

wawa78 napisał/a:

MÓJ TYP KOBIETY
Powinna mieć podobny światopogląd na życie jak ja. Powinna być "do tańca jak i do różańca". Stąd wiele cech opisujących mój typ kobiety to cechy tak na prawdę opisujące mnie i moje podejście do związku. Jej ogólny opis  można zawrzeć w stwierdzeniu, że powinna być dla mnie atrakcyjna fizycznie i mieć otwarty umysł (dojrzała emocjonalnie).

Seks
W sypialni preferuję współpracę i grę zespołową. Nie lubię rywalizacji i próby zdominowania drugiej strony. Lubię bezpieczną atmosferę zaufania, w której można świntuszyć i grzeszyć smile na wiele sposobów. I dlatego seks dla niej powinien być formą wyrażania siebie, umiejętnością dawania drugiej stronie przyjemności i brania jej. Powinna mieć pewne umiejętności "łóżkowe" ale nie powinna przywiązywać zbytniej wagi do technik seksualnych. W chwili jej poznania mogłaby być dziewicą lub mieć już spore doświadczenie seksualne - dla mnie to obojętne. W seksie powinna być otwarta na nowe doświadczenia i nie robić tylko tych rzeczy, które jednoznacznie ją odpychają. Powinna traktować erotyzm (w tym seks) jako jeden z głównych filarów związku. Erotyzm, czyli umiejętność flirtu: zaczepek słownych lub fizycznych, świntuszenia, kuszenia, itp. Powinna nie bać się rozmawiać o seksie, nawet gdy ją coś peszy, onieśmiela, krępuje i mówić o swoich potrzebach ale też pytać o moje potrzeby. Powinna swoją i moją fizyczność (ze wszelkimi wadami i zaletami) akceptować - tą akceptacje powinniśmy budować i podtrzymywać każdego dnia. Powinna dać nam obu przyzwolenie na chwilowe problemy czy potknięcia w sypialni.

Światopogląd
Powinna mieć własne plany i ambicje zawodowe, ale powinna też czuć się kobietą tzn. gdy pojawi się dziecko to przez pierwsze kilka / kilkanaście miesięcy jego życia powinna się nim opiekować, a nie zrzucać tego na mamę czy jakąś wynajętą nianię (oczywiście w miarę możliwości finansowych). Powinna (podobnie jak ja) czuć się odpowiedzialna za wspólne finanse (zarabianie pieniędzy) jak i za dbanie o dom. Może być osobą wierzącą, ale powinna mieć spory dystans do tego co mówią i jaki proponują styl życia duchowni. Ja Wierzę w istnienie Boga ale nie jestem Katolikiem ani wyznawcą żadnej innej religii. Potrafię jednak doceniać duchowość oraz wiele mądrości życiowych propagowane przez różne religie w tym również Katolicyzm. Uważam, że Biblia rozumiana w sposób prawidłowy może być czymś na kształt poradnika psychologicznego / życiowego - podobnego nastawienia oczekiwałbym od partnerki.

Cechy charakteru
Powinna być (tak jak ja) pogodną wojowniczką tzn: powinna mieć w sobie trochę: dumy, buty, braku pokory, woli walki, uporu ale to wszytko rozumiane w pozytywny sposób jako umiejętność tworzenia własnej przestrzeni życiowej, a jeśli zachodzi taka potrzeba, to i "iść pod prąd". Powinna być również wyrozumiała dla samej siebie i dawać sobie prawo do popełniania błędów oraz zachowywać się jak dojrzała emocjonalnie asertywna kobieta, czyli nie jak feministka lub jak "matka Polka". Powinna być pewna siebie. Nie głośna, czy hałaśliwa ale spokojna. To ten typ pewności siebie, który patrząc prosto w oczy ludziom pozwala być otwarty i życzliwy wobec nich równocześnie dbając o własny interes (nie pozwalając sobie "wchodzić na głowę"). Powinna umieć myśleć samodzielnie. Nie powinna być podatna na manipulacje.

To są chyba główne cechy mojego typu kobiety, które są w bardzo dużym stopniu tak na prawdę moimi cechami lub cechami które staram się pielęgnować u siebie. Pewnie wielu z Was powie, że są sprzeczne i nieosiągalne (idealistyczne), ale nie da się słowami ująć tych wszystkich sytuacji, które pokazywałyby jak to ma wyglądać według mnie.

Powodzenia smile. Trzymam kciuki, żebyś znalazł wink.

224 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-08-12 17:51:05)

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
wawa78 napisał/a:

Jak myślisz? Czy określenie "toksyczne zachowania" odnoszą się do zachowań jak to określasz "w normalnym wymiarze" czy w ponadnormalnym wymiarze. Bo według mnie to oznacza dosadne określenie czegoś złego. Czytaj ze zrozumieniem.

To samo mogłabym napisać do Ciebie, żebyś czytał ze zrozumieniem,albo pisał ze zrozumieniem, a mianowicie to Ty napisałeś: "Despotyzm, apodyktyczność, dominacja, neurotyczna osobowość, bierna agresja (fochy, dąsy, manipulacje), podejrzliwość, zazdrość, oskarżenia i wiele innych" , czyli z Twojej wypowiedzi pisanej wynika, że "fochy, dąsy itp. to są "toksyczne zachowania" a ja Ci tylko napisałam, że każdy człowiek ma w sobie takie cechy i jeżeli one się przejawiają w "normalnym wymiarze" to nie są żadnymi "toksycznymi zachowaniami".

wawa78 napisał/a:

Nie mówiłem tego o Tobie. Nie bierz tak wszystkiego do siebie.

Ale ja Ci "dałam" tylko przykład takiej osoby i tyle.
Chyba lepiej podawać przykład kogoś kogo się zna, niż pisać ogólnikowo.


wawa78 napisał/a:

Jeśli ona jest agresywna wobec mnie to muszę się bronić i mam gdzieś czy się to komuś podoba.

Jeżeli chodzi o Waszą wymianę zdań, to uważam, że zarówno Uciekająca Amy, jak i Ty niepotrzebnie wdaliście się "w pyskówkę".

wawa78 napisał/a:

Bo sam tak się zdiagnozowałem. Bo tak zdiagnozowali mnie psycholodzy / terapeuci. Bo jest to klasyka problemów typu toksyczna / kastrująca matka -> syn, według psychologii od ponad 100 lat.

A Ty jesteś psychologiem?

225

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa

Nie rozumiem osób które jeszcze nie zauważyły że autor nie przyjmuje porad, nie przyjmuje krytyki a pisanie tu daje mu tylko szanse wyzwania się na innych bo na co dzień nie ma w sobie do tego odwagi. Dyskusje ciągną się z osobami mającymi mocne nerwy i mającymi nadzieję że coś do autora dotrze bądź nie wczytanymi na tyle w temat by zauważyć że ten temat to tylko próba zaistnienia i dominacji nad grupą osób. To nie prośba o porade,wsparcie. To preludium zaburzenia psychiki i nie ma nad czym dyskutować. Facet przed 40stka zawsze sam....nie wnikając w te wywody, no powód musi być. Ja go znam.Wy pomyślcie.

226 Ostatnio edytowany przez GamerGirl (2015-08-14 12:50:24)

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa

Amy, jestem pewna, ze autor tematu ma swoje problemy i swoje za uszami, ale jednak pojawil sie tutaj z konkretnym problemem i to, ze Ty probujesz uderzac w niego wlasnie za pomoca tego problemu to dla mnie jak cios ponizej pasa. Twoj post mowi mi duzo wiecej o Tobie niz caly ten watek o Wawie. Bardzo brzydkie zachowanie.

227 Ostatnio edytowany przez Facet79 (2015-08-14 18:34:10)

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa
Uciekająca Amy napisał/a:

Poczytałam sobie tematy które zakładają panowie twojego pokroju na tym forum. I polecam wszystkim panią lekturę tematów ze słowem "prawiczek".wyłania się obraz panów o podobnym zarysie psychologicznym.mozna się douczuc jaki typ osobowości powoduje wykluczenie z relacji damsko męskich.

Moim zdaniem nie masz racji.

Nawet bowiem faceci z takimi samymi problemami gdyby byli przystojni moim zdaniem to kobiety dawno by mieli. Sa zwiazki czy malzenstwa gdy takie sprawy z przeszlosci wychodza dopiero pozniej, pojawia sie np. tez przemoc w zwiazkach.  Po prostu moim zdaniem sporo osob doswiadczylo przemocy w szkole a i tak spora ich czesc, ta przystojna, pewnie ma zwiazki.

Problem jest w wtedy gdy zachodza obie rzezczy : ktos i nie jest przystojny czyli okazje same mu sie nie trafia i dziewczyn nigdy w ich poblizu nie ma; i jednoczesnie doswiadczenia z przeszlosci powoduja niesmialosc ktora nie pozwala nawet stworzyc sobie zadnej okazji.  Choc uwazam, ze jak ktos nie ma wygladu to juz nic nie zrobi by miec kobiete.

@wawa78

Pisalem Ci uwagi o Twojej terapi.. Pisales, ze wszytsko juz OK i idzie w dobra strone. Ale wiklaniem innych w swoje przezycia przebijasz nawet mnie wiec nie sadze. Skoncz moze najpierw terapie, bo wydaje mi sie, ze bynamniej piszac pytania nie oczekujesz na nie odpowiedzi. Pytasz kolejny raz o to samo. Ty jak juz pisalem chcesz przezywac z innymi patrzenie na pewne sprawy. Ale czytanie odpowiedzi nie przeprocesuje przyczyn z powodu ktorych je zadajesz. To musi byc moncijesza terapia u psychologa.

Innymi slowy, i wiem to z autopsji : To jest tak, ze nastolatek uczy sie pewnych zachowan. W tym wieku miales zaburzenia tj doswiadczyles przemocy. U psychologa trzeba odbudowac pewne pocuzcie bezpieczenstwa, komfort emocji zwiazanych z tym wiekiem. Wiekiem gdy zwykle rodzi sie takze zainteresowanie seksem, w poczuciu bezpieczenstwa, sympatii. Mi tez tego zabraklo. Ale interlektualne rozprawy teraz nie zmienia postawy. Trzeba odbudowac sobie pewna plaszczyzne bezpieczenstwa wokol emocji ktore dojrzewaja w wieku nastolatka. I wowczas wszystko sie naprawi, w tym podejscie do seksu.

Piszac jeszcze inaczej :  Twoje problemy wynikaja z tego, ze bedac nastolatkiem w szkole miales uwage odwrocona w inna strone, obaw o bezpieczesntwo, zamiast rozwijania relacji. Znam ten mechanizm z wlasnego doswiadczenia i mojej terapii. To jak np 3-5 letnia wyrwa w życiorysie. Czasu sie nie skroci. Czyli potrzebujesz jakis 3-5 lat konwersacji na forach by zmienic przekonania. I tyle to  bedzie trwalo. Albo nawet dluzej, bo na fora zagladasz od czasu do czasu. Tylko intensywniejsza praca u psychologa to przyspieszy.

Polecam tez ksiazki opisujace przezycia osob takich jak Ty. One tez szybciej leczą i goją. Sa ksiazki o takiej domowej czy szkolnej przemocy pisane przez psychologow.

Napisałeś całą litanie wymagań wobec kobiet. I nie chodzi nawet o to czy są złe, bo są w miare OK (zreszta tego sie nie ocenia) - co wlasnie o dlugosc opisu. Moim zdaniem, i znow to wiem z autopsji, probuje sie czasem dokladnoscia opisu zasypac brak zaufania do innej osoby. Nie chcesz nic zostawic emocjom, przypadkowi, zaufaniu. Wszystko powinno byc spisane, by nie bylo marginesu na .... inne zachowania, w tym na przemoc. Emocje kiedys Cie zawiodly tj.do dzis nie rozumiesz czemu inni moga kogos krzywdzic tak jak Ciebie w szkole. Mialem podobnie. Chcesz sie wiec zabezpieczyc spisujac jak najwiecej zasad.

To tylko proba zasypania pewnego braku bezpieczenstwa. Ktore nadal jest. Wiesz kiedy bedziesz wyleczony ? Gdy bedziesz potrafil komus zaufac i poznac nawet bez wymiany slowa. Wyobrazas sobie taka relacje ? Poki co pewnie nie. Ja tez jeszcze nie do konca, ale wydaje mi sie, ze mialem lepsza terapie i mocniej widze pewne mechanizmy.

Sprawdza sie i to co pisalem o relacjach na tym forum : sa osoby z ktorymi sie mocno klocisz bo One nigdy nie zrozumieja Twoich przezyc. Mialy zapewne bezpieczne szczesliwsze dziecinstwo i nie widza potrzbey budowania pewnej nieufnosci i agresji. Ty, ja, osoby wychowane w przemocy, czesto i latwo wchodza w relacje w ktorych jest agresja. Np bo kiedys byla podstawa relacji wiec to podazanie tym sladem. Czasem atakujesz z byle preketsku zeby uprzedzic ataki itp.

228

Odp: Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa

No widzisz, tak jakby przyznajesz mi rację. Facet wychodzi z agresją do innych co agresję rodzi.to bez wątpienia rodzaj zaburzenia.co do brzydkich facetów, nie zgodzę się. Widzę w koło tyle takich par. .kobiety myślą szerzej. Ale za to mało facetów "zagladajacych" głębiej
Nie poznałam nigdy faceta który nie zwracał by po pierwsze uwagi na wygląd. Dla was to priorytet

Posty [ 196 do 228 z 228 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Prawiczek 37 lat? - trauma z dzieciństwa

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026