GamerGirl
Chyba wiem o co Ci chodzi. Myślałem, że opisałem to dobrze już wcześniej, ale spróbuję jeszcze raz, może tym razem trochę inaczej to opiszę.
Np. Jestem po pierwszym spotkaniu z jakąś kobietą. Do tego czasu wszystko jest ok. Po tym pierwszym spotkaniu już wiem, że oprócz fizycznego zainteresowania sprawia również wrażenie osoby psychicznie / emocjonalnie na tyle atrakcyjnej, że chcę pogłębić znajomość. Z pozycji obcej dla mnie kobiety "awansuje" do poziomu kobiety którą warto się zainteresować poważniej. I teraz zaczynają się moje problemy. Wiem, że jeśli znajomość ma się rozwijać, to muszę zacząć "działać". Ta świadomość powoduje, że zaczyna rozwijać się mój stres. Wiem, że powinienem wprowadzać podtekst erotyczny w nasze relacje czyli jakiś dotyk, żarty z podtekstem erotycznym, które jeśli widzę, że są dobrze przyjmowane, to powinny prowadzić do pocałunku - zazwyczaj na drugiej lub trzeciej randce.
Mój stres to: łamiący się głos, który "więźnie" w gardle, nerwowość, drżące ręce, sztywność w zachowaniu, całkowity brak pewności siebie i inne. Te wszystkie rzeczy zaczynają się pojawiać w różnym nasileniu, w zależności od tego jak bardzo chcę pogłębić naszą znajomość. A chęć pogłębienia znajomości w dużym stopniu zależy od intensywności sygnałów jakie wysyła mi kobieta, że chce takiego zbliżenia. Wiem, że chociaż w środku siebie czuję się kompletnie rozwalony i wyzuty z pewności siebie, to na zewnątrz tego aż tak nie widać. Mimo wszystko, to co widać, to i tak jest dużo więcej niż pewnie jest dopuszczalne w takiej sytuacji w moim wieku. Wtedy mój stres jest już na tak wysokim poziomie, że praktycznie całkowicie mnie blokuje, lub moje próby są bardzo nieporadne. Jeśli do tego dodać, że podczas naszej rozmowy czasami wychodzi na jaw, że nie byłem w żadnym związku, to "ta całość sytuacji" sprawia, że kobiety rezygnują z dalszej znajomości. Kobiety orientują się w sytuacji. Umieją kojarzyć informacje z rozmowy i bardzo wyraźne zachowanie.
Nie jestem zafiksowany na punkcie doświadczenia seksualnego, chociaż to dla mężczyzny jest jednym z głównych filarów pewności siebie - a ta jest niezbędna aby poderwać kobietę. Pieniądze i uroda niekoniecznie, chociaż są przydatne.
________________________________________________________________________________________________________
Krejzolka82 napisał/a:wawa78 napisał/a:Moje poglądy to wynik moich doświadczeń oraz doświadczeń moich znajomych, a nie przejaw uprzedzeń i teoretyzowania wynikającego z generalizowania.
No to ja naprawdę nie wiem w jakim Ty towarzystwie się "obracasz".
Przeciętnych ludzi
Krejzolka82 napisał/a:wawa78 napisał/a:Despotyzm, apodyktyczność, dominacja, neurotyczna osobowość, bierna agresja (fochy, dąsy, manipulacje), podejrzliwość, zazdrość, oskarżenia i wiele innych.
Ale każdy z nas jest czasami taki jak opisałeś, co nie oznacza, że jest jakimś toksycznym człowiekiem.
Każdy z nas ma wady, każdy z nas inaczej reaguje na daną sytuację w swoim życiu.
Na pewno fochy, dąsy, manipulacje, podejrzliwość, zazdrość w "normalnym wymiarze" są nieodzownym elementem charakteru każdego człowieka.
Jak myślisz? Czy określenie "toksyczne zachowania" odnoszą się do zachowań jak to określasz "w normalnym wymiarze" czy w ponadnormalnym wymiarze? Bo według mnie to oznacza dosadne określenie czegoś złego. Czytaj ze zrozumieniem.
Krejzolka82 napisał/a:wawa78 napisał/a: Wiem, że dzisiaj nie ma śladu po tamtym "mnie", a moim problemem jest to, że staram się (i używam) częściej takich słów jak dziękuję, proszę, przepraszam, co w naszym polskim społeczeństwie (często zakompleksionym, skwaszonym i naburmuszonym) jest odbierane jako słabość - to przykre. Jak już wiesz mieszkam w Krakowie i jest tu turystów z całej Europy ale i świata bardzo dużo. Mam porównanie naszych "polskich" zachowań do innych narodowości. W porównaniu do nich i tak używam tych słów znacznie rzadziej. Do tego dochodzi moja duża wyrozumiałość i brak "burzenia się" o różne pierdoły. To wszystko sprawia, że ludzie (w Polsce) odbierają to często jako słabość i próbują mnie zdominować lub w jakiś sposób wykorzystać. Znacznie lepiej odbierają mnie obcokrajowcy.
A jeżeli chodzi o inne narodowości, to nie zgadzam się z Tobą, ponieważ , Ci ludzie są mili, kulturalni, bo są w innym państwie chcą się "pokazać", a po za tym niektórzy mają "zakorzenione" takie odzywki, przykład Anglicy.
Dużo czasu spędzam w Anglii i napiszę Ci moje spostrzeżenia na temat ich "kulturalnych słówek".
Na początku strasznie mi się podobało ich pytanie "How are you" , myślałam jacy fajnie interesują się ludźmi i takie pierdoły, do czasu...
Teraz wiem, że to tylko kurtuazja i tak naprawdę nic ich nie obchodzi jak dany człowiek się czuję, oni nawet nie czekają na odpowiedź, po prostu tak pytają, bo to mają "zakorzenione" w sobie i tyle.
A tak na marginesie, strasznie mnie wkurza już to pytanie i czasami miałabym im ochotę odpowiedzieć "Not so good" lub "I feel terrible".
Nieistotny jest kraj pochodzenia, po prostu każdy człowiek jest inny.
Widzisz o Polakach mówi się, że są alkoholikami i takie tam podobne, co wiadomo,że nie każdy Polak to alkoholik, przykład Krejzolka82, całkowity abstynent.
Zgadza się. To "tylko" kurtuazja, bo o głębszym zaangażowaniu świadczą te zwroty tylko gdy się je wypowiada do jakichś bliskich osób: rodziny, krewnych czy przyjaciół. Te zwroty, które przytoczyłaś to nic innego jak odpowiednik naszego "dzień dobry". Mówione w stosunku do obcych ludzi, to zwykła kurtuazja. Ale ja wolę ichniejszą częstą kurtuazję niż naszą mrukliwość lub spojrzenia pod tytułem "co się k**wa patrzysz".
Krejzolka82 napisał/a:wawa78 napisał/a:Oczywiście, że są. Często dlatego, że same są mocno zakompleksione a ich umiejętności w tym temacie są wątpliwe - umniejszają wartość seksu w związku. Seks traktują jako przykry obowiązek wobec męża - w naszym katolickim społeczeństwie jest takich postaw stosunkowo dużo.
Ale ja taka jestem i uwielbiam seks i moje umiejętności w tej dziedzinie nie są wątpliwe i nie jestem zakompleksiona .
Nie mówiłem tego o Tobie. Nie bierz tak wszystkiego do siebie.
Krejzolka82 napisał/a:wawa78 napisał/a:A kiedy ja byłem agresywny? Przyjmuję krytyczne opinie, ale nie muszę się z nimi zgadzać. Mam takie prawo. Natomiast oczekiwanie ode mnie, że mam się zgodzić z czyjąś krytyczną opinia na mój temat jest właśnie przejawem agresji ze strony krytykującej mnie - postawa niedojrzała, dominująca, apodyktyczna. I przed taką (agresywną) postawą będę się bronić, bo nie pozwolę sobie "wchodzić na głowę".
Byłeś "agresywny" w postach skierowanych na przykład do Uciekającej Amy.
Jeśli ona jest agresywna wobec mnie to muszę się bronić i mam gdzieś czy się to komuś podoba.
Krejzolka82 napisał/a:wawa78 napisał/a:Krejzolka82 napisał/a:A Twoje traumatyczne przeżycia z dzieciństwa to tylko wymówka bądź też chęć usprawiedliwienia się?
Gdyby to była tylko wymówka, to nie podejmowałbym tylu trudnych prób zmiany tej sytuacji.
Ale skąd masz pewność, że Twój problem z kobietami jest tak naprawdę całkowicie tożsamy z przeżyciami w dzieciństwie?
Świetnie napisała GameGirl i podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami!
Bo sam tak się zdiagnozowałem. Bo tak zdiagnozowali mnie psycholodzy / terapeuci. Bo jest to klasyka problemów typu toksyczna / kastrująca matka -> syn, według psychologii od ponad 100 lat - nikt tego nie podważa.
_________________________________________________________________________________________________________
LunaPARK napisał/a:wawa78 napisał/a:Objawiało się to tym, że oczekują od faceta, że będzie ideałem w domu, w łóżku, w pracy, na wczasach - takim Jamesem Bondem. Nie dają facetowi przyzwolenia na jakiekolwiek słabości, potknięcia, niedoskonałości czy wątpliwości w tym również przyzwolenia na brak wcześniejszych związków - tak jak w moim przypadku.
Myślę, że jest zupełnie odwrotnie. Jestem wychowana w pełnej rodzinie, gdzie tata czynnie angażował się w życie rodzinne, przy czym moja rodzina ma zdecydowanie patriarchalny charakter. Mam dokładnie zakodowany męski wzorzec i z tego samego moje oczekiwania względem mężczyzny są niewspółmiernie wyższe niż moich koleżanek. Mnie nie zadawala byle jaki facet, bo mi nie wystarczy fakt, że "jest".
Tą wypowiedzią potwierdzasz moją opinię którą cytujesz: Objawiało się to tym, że oczekują od faceta, że będzie ideałem w domu, w łóżku, w pracy, na wczasach - takim Jamesem Bondem. Nie dają facetowi przyzwolenia na jakiekolwiek słabości, potknięcia, niedoskonałości czy wątpliwości w tym również przyzwolenia na brak wcześniejszych związków - tak jak w moim przypadku. Powód jest nieistotny. Czy to jest kastrująca / toksyczna matka, czy wzór bardzo silnego ojca, który nie daje sobie przyzwolenia na jakiekolwiek słabości.
LunaPARK napisał/a:wawa78 napisał/a:Zauważyłem również, że w Polsce ten schemat wycofania się mężczyzn z procesu wychowawczego (z wyżej wymienionych powodów) jest normą i standardem, tylko że w różnym stopniu i nasileniu.
To jest często wybór mężczyzn. Większość uważa, że dzieci to obowiązek kobiety i to jej zadanie. Nawet jak pisałam na forum, że facet ma być dla mnie ukochanym, silnym mężczyzną, a dla dzieci świetnym ojcem to dowiedziałam się, że mam prawdopodobnie nazbyt wywindowane oczekiwania 
Najczęściej to nie jest wybór mężczyzn.
Wychowanie dzieci wiąże się często z okazywaniem "ciepłych" uczuć (choć nie tylko) typowych dla kobiet. Takie postawy są eliminowane u mężczyzn przez kobiety od początku ich znajomości, bo jak sama wcześniej napisałaś mężczyzna powinien być silny fizycznie, psychicznie i trzymać uczucia na wodze. Okazywanie uczuć przez mężczyzn często jest odbierane jako słabość, lub coś śmiesznego. To kobiety są od okazywania czułości, ciepła itp. - Twoje słowa. Cytat poniżej.
LunaPARK napisał/a:wawa78 napisał/a:Kobiety pomimo świadomości swoich wad i problemów wybierają / ulegają swojej emocjonalnej stronie natury (łatwiejsze rozwiązanie) zamiast kierować się logiką i dyscypliną (typowo męskie cechy) w prostowaniu swojego charakteru. Jednocześnie szukają pewnych siebie mężczyzn (idealnych - bez słabości), po to by móc na nich przerzucić odpowiedzialność za swoje niedojrzałe i toksyczne zachowania - I TAK BŁĘDNE KOŁO SIĘ ZAMYKA.
Bo od kobiet i mężczyzn oczekuje innych rzeczy w relacji. Wielu kobietom nie przeszkadza zimny, oschły mężczyzna, natomiast rzadko któremu mężczyźnie przypadnie do gustu kobieta o takich cechach. Domeną kobiet jest czułość, empatia, ciepło, opieka. Te cechy kobiet wiążą się z okazywaniem emocji. Natomiast od mężczyzn oczekuje się takich cech jak zaradność, odwaga, pewność siebie, siła (fizyczna i psychiczna) czyli cechy gdzie emocje są trzymane na wodzy.
Czyżby seksizm i konserwatyzm? Czyżbyś była zwolenniczką prania, gotowania, sprzątania, zaspokajania potrzeb seksualnych męża i ogólnie siedzenia w domu przez kobiety. A dla mężczyzny rezerwujesz "tylko" zarabianie pieniędzy i zapewnianie poczucia bezpieczeństwa. Taki schemat może i miał zastosowanie przed dekadami ale nie dzisiaj. Myślę że powielasz wzorzec ze swojego domu rodzinnego jako "uniwersum" w relacjach damsko-męskich. Nie wszystkim kobietom i mężczyznom to dzisiaj odpowiada.
Taki wzorzec jaki przedstawiasz może i często prowadzi do dużych ograniczeń w rozwoju relacji partnerskich w małżeństwie oraz u ich dzieci. Mój wzór relacji kobieta-mężczyzna to sytuacja, w której kobieta i mężczyzna angażują się w utrzymanie domu i wychowanie dzieci na zasadach partnerskich. Nie jestem jednak zwolennikiem feminizmu i filozofii gender ani klasycznego Katolicyzmu. To temat na dłuższą wypowiedź i nie wiem czy się dobrze wysłowiłem.
LunaPARK napisał/a:Co do foszków itp to Krejzolka ma rację. W standardowych związkach to norma, że raz na jakiś czas się pojawiają. Bądź co bądź jesteśmy tylko ludźmi.
Mylisz się. Zwrot "toksyczne zachowania" nie odnosi się do "foszków", które czasami zdarzają się u każdej osoby. To coś grubo ponad "foszki". Wyjaśniłem to już wcześniej w odpowiedzi dla Krejzolka.
LunaPARK napisał/a:Wawa78 opisz swój typ kobiety. Tylko tak porządnie. Czego wymagasz, jakie podejście do spraw damsko-męskich powinna reprezentować, itp. Na moje oko Ty szukasz dwóch różnych kobiet. Z jednej strony takiej, która zainicjuje pocałunek i poprowadzi w łóżku, z drugiej, która nie ma skłonności do dominacji. Co do foszków itp to Krejzolka ma rację. W standardowych związkach to norma, że raz na jakiś czas się pojawiają. Bądź co bądź jesteśmy tylko ludźmi.
MÓJ TYP KOBIETY
Powinna mieć podobny światopogląd na życie jak ja. Powinna być "do tańca jak i do różańca". Stąd wiele cech opisujących mój typ kobiety to cechy tak na prawdę opisujące mnie i moje podejście do związku. Jej ogólny opis można zawrzeć w stwierdzeniu, że powinna być dla mnie atrakcyjna fizycznie i mieć otwarty umysł (dojrzała emocjonalnie).
Seks
W sypialni preferuję współpracę i grę zespołową. Nie lubię rywalizacji i próby zdominowania drugiej strony. Lubię bezpieczną atmosferę zaufania, w której można świntuszyć i grzeszyć
na wiele sposobów. I dlatego seks dla niej powinien być formą wyrażania siebie, umiejętnością dawania drugiej stronie przyjemności i brania jej. Powinna mieć pewne umiejętności "łóżkowe" ale nie powinna przywiązywać zbytniej wagi do technik seksualnych. W chwili jej poznania mogłaby być dziewicą lub mieć już spore doświadczenie seksualne - dla mnie to obojętne. W seksie powinna być otwarta na nowe doświadczenia i nie robić tylko tych rzeczy, które jednoznacznie ją odpychają. Powinna traktować erotyzm (w tym seks) jako jeden z głównych filarów związku. Erotyzm, czyli umiejętność flirtu: zaczepek słownych lub fizycznych, świntuszenia, kuszenia, itp. Powinna nie bać się rozmawiać o seksie, nawet gdy ją coś peszy, onieśmiela, krępuje i mówić o swoich potrzebach ale też pytać o moje potrzeby. Powinna swoją i moją fizyczność (ze wszelkimi wadami i zaletami) akceptować - tą akceptacje powinniśmy budować i podtrzymywać każdego dnia. Powinna dać nam obu przyzwolenie na chwilowe problemy czy potknięcia w sypialni.
Światopogląd
Powinna mieć własne plany i ambicje zawodowe, ale powinna też czuć się kobietą tzn. gdy pojawi się dziecko to przez pierwsze kilka / kilkanaście miesięcy jego życia powinna się nim opiekować, a nie zrzucać tego na mamę czy jakąś wynajętą nianię (oczywiście w miarę możliwości finansowych). Powinna (podobnie jak ja) czuć się odpowiedzialna za wspólne finanse (zarabianie pieniędzy) jak i za dbanie o dom. Może być osobą wierzącą, ale powinna mieć spory dystans do tego co mówią i jaki proponują styl życia duchowni. Ja Wierzę w istnienie Boga ale nie jestem Katolikiem ani wyznawcą żadnej innej religii. Potrafię jednak doceniać duchowość oraz wiele mądrości życiowych propagowane przez różne religie w tym również Katolicyzm. Uważam, że Biblia rozumiana w sposób prawidłowy może być czymś na kształt poradnika psychologicznego / życiowego - podobnego nastawienia oczekiwałbym od partnerki.
Cechy charakteru
Powinna być (tak jak ja) pogodną wojowniczką tzn: powinna mieć w sobie trochę: dumy, buty, braku pokory, woli walki, uporu ale to wszytko rozumiane w pozytywny sposób jako umiejętność tworzenia własnej przestrzeni życiowej, a jeśli zachodzi taka potrzeba, to i "iść pod prąd". Powinna być również wyrozumiała dla samej siebie i dawać sobie prawo do popełniania błędów oraz zachowywać się jak dojrzała emocjonalnie asertywna kobieta, czyli nie jak feministka lub jak "matka Polka". Powinna być pewna siebie. Nie głośna, czy hałaśliwa ale spokojna. To ten typ pewności siebie, który patrząc prosto w oczy ludziom pozwala być otwarty i życzliwy wobec nich równocześnie dbając o własny interes (nie pozwalając sobie "wchodzić na głowę"). Powinna umieć myśleć samodzielnie. Nie powinna być podatna na manipulacje.
To są chyba główne cechy mojego typu kobiety, które są w bardzo dużym stopniu tak na prawdę moimi cechami lub cechami które staram się pielęgnować u siebie. Pewnie wielu z Was powie, że są sprzeczne i nieosiągalne (idealistyczne), ale nie da się słowami ująć tych wszystkich sytuacji, które pokazywałyby jak to ma wyglądać według mnie.