To co pisze rojka, to prawda, niestety, brutalna, ale prawda. Przypomina mi caly czas na czym stoje. To jak zimny prysznic.
Nie wiem co mnie powstrzymuje caly czas, ale nadzieja niby umiera ostatnia.
Wczoraj byl roczek malego.
W skrocie tatus sie nie popisal, a tak planowal co mu kupi, jakie urodziny wyprawi.
Mial dostac wyplate nie dostal, wolnego tez mial dostac, co prawda nie na caly dzien, ale tez nie dostal - kompletnie olal sprawe.
W efekcie od rana siedzialam z malym, ja o kromce chleba, a maly mial tylko mleko modyf. I tyle z pieknych planow tatusia.
Wkurwilam sie bo tyle bylo mowienia na ten temat i w ogole, a wystarczylo ze jego mamusia mu powiedziala 'ze nic nie szkodzi ze nie wyprawi urodzin dziecku, nic sie nie stanie' prace mial zalatwiona przez jej znajomosci i poradzila mu ze jak mu nie dali kasy, zeby poszedl do mopsu 'bo przeciez wszysty biora' ... Szlag mnie trafil po po pierwsze pozwolila mu po raz KOLEJNY na olew sytuacji i przede wszystkim mnie, a po drugie sama gdy musiala zacisnac dupe nie poszla do mopsu mimo ze nie miala co do gara wlozyc, bo jej mniemanie o sobie na to nie pozwalalo bo przeciez to jest Pani z bogatego domu. A na mnie bedzie wywierac presje ze mam isc i sie prosic by mi ktos bo chacie, obcy lazil i przypadkiem moze jeszcze dziecka nie zabral bo bieda.. Malo to takich spraw? Czy jest mi w stanie zagwarantowac ze JAKAS pomoca z mopsu nie bedzie wlasnie wziecie dziecka z biedy? Sory.
Olal wszystko, mnie, syna, bo dostal zielone swiatlo od mamy. On nie musi sie z niczego wywiazywac, ale mi beda ciosac kolki na glowie ze jestem przewrazliwiona, zwalac wszystko na hormony w ciazy i robic ze mnie wariatke bo ja czegos od niego wymagam. Chore.
A jeszcze bardziej chore gdy postanowilam ze ma przyjsc o 18 z pracy z tortem i nie obchodzi mnie jak to zrobi, ma byc i koniec. Napisalam mu jeszcze pare stosownych smsow na temat, ze jak sie nie zmieni ma wypier...
Do jego szefowej tez napisalam, oczywiscie bez jakies obrazy czy co, ale przedstawilam sytuacje.
I nagle co? Mozna? Mozna.
Przyszedl z kasa.
Ale gdy przechodzilismy kolo jego knajpki to oczywiscie wlepial w nia oczy z utesknieniem. A na dworze byla ta blondi i szefowa i oczywiscie czulam i slyszalam jak po mnie jechaly, znaczy mowila tylko szefowa, specjalnie glosno. Cala agresja za ta sytuacje spadla na mnie bo mialam czelnosc powiedziec prawde i wymagac by ojciec w dzien urodzin choc na chwile pobyl z dzieckiem. Ci ludzie w tej pracy sa kompletnie posrani. I widze ze moj tez zaczyna byc taki chamski, wredny... Mysli tylko o sobie. Szefowa ma tak ze laska mentalnie mysli ze jest fajna 20latka... Szkoda slow. Sila rzeczy musielismy tam przechodzic bo nie ma innej drogi do marketow w tej czesci miasta, a jeslu juz to nie wiem i tak, gdzie. On przechodzac zawsze gapil sie na ta swoja kochana knajpke tak ze omalo oczy z orbit mu nie wyszly, albo mnie wyprzedzal albo zwalnial i szedl z tylu.
Roczek minal, jak minal. Gdyby nie ta cala szopka i to ze czulam, ze zrobil to bo musial, anie chcial, bo ja to wymusilam na nim, byloby ok. On twierdzi ze jest ok, caly czas powtarza ze mnie 'mocno kocha' ze nie chce bym odchodzila i chce 'z nami byc', po czym idzie do pracy i zachowuje sie jak totalny palant. Nie wiem o co mu chodzi, ale on nie gra feir. Cos musi byc na rzeczy ze cala knajpa widzi mnie jako tyrana w sukience i sie tak zachowuje, anie inaczej.
To jest chore ;/
nie wiem, tak mowi ze mu zalezy, a takie szopki musze odstawiac, musze mu syfu narobic by sie dzieckiem zainteresowal, po czym on twierdzi ze jest spoko, ze przywykl ze ja wszystko wymuszam! I ze chce z nami byc, a zachowuje sie jak dupek. Nie wiem czemu mu wierze, ale to nie jest normalne. Jego szefowa moglaby po mnie jechac jak po masle, a on by nie zareagowal...
Potwierdzil wczoraj swoim zachowaniem ze ma mnie gdzies mimo tych cnotliwych slow ze mnie niby mocno kocha. Jakis chory uklad, ja tego nie rozumiem, nie potrafie chyba uwierzyc ze jest az tak wyrachowanym gnojem i potafi grac na dwa fronty. Niczego nie tlumaczy, nic nie probuje naprawic. Tylko robi ze mnie wariatke bo mi 'hormony szaleja'....